2
Joel wszedł do pokoju przesłuchań, który nie miał okien, tylko gołe, pokryte cytrynowożółtą farbą betonowe ściany. Podłoga była niepomalowana. Szara i zimna. Filip Bergh stał przy biurku. Miał skrzyżowane nogi i ręce. Był lekko zgarbiony i całkowicie nieprzygotowany na ewentualny atak ze strony Joela. Filip miał jednak rację, opuszczając gardę. W ciągu prawie dwunastu miesięcy, które Joel spędził w areszcie za udział w atakach terrorystycznych w Sztokholmie, udało mu się zyskać zaufanie personelu. Nie było żadnego powodu, dla którego miałby skrzywdzić Filipa, więc nawet nie przyszło mu to do głowy. Ten człowiek był fair i traktował Joela z szacunkiem. Jako stary myśliwy z okręgu Norrland i oficer rezerwy od razu zyskał szacunek Adlera.
Dziesięć lat temu Joel został postrzelony w ramię podczas akcji ratunkowej w Mali i musiał przejść rehabilitację. Wbrew swojej woli został czasowo odsunięty od służby w terenie. Wtedy zdecydował się pojechać do Norrland, aby szkolić myśliwych w sztuce przetrwania. Był pod wrażeniem ich dyscypliny. Okazali się naprawdę twardymi zawodnikami, którzy nie narzekali, gdy musieli jeździć na nartach w głębokim śniegu przy trzydziestu stopniach poniżej zera.
Filip uśmiechnął się, gdy zobaczył Joela, i wyciągnął zaciśniętą pięść. Adler przybił mu żółwika i usiadł na ławce po drugiej stronie biurka.
Filip usadowił się na krześle i pochylił w stronę Joela.
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Nie mogę narzekać - powiedział Joel. Przeczesał palcami brodę. - Przed chwilą na siłowni miała miejsce walka kogutów, więc teraz muszę mieć oczy dookoła głowy.
- Coś poważnego?
Adler potrząsnął głową.
- Już kazałem strażnikom przeszukać cele jednego z tych chłopaków. Rzucił się na mnie z nożem. - Joel wzruszył ramionami. - Takim domowej roboty.
Filip westchnął.
- Jak to się stało?
- Pastwili się nad słabszym, a ja wszedłem między nich.
- Teraz możesz się wyluzować, bo sprawy idą w dobrym kierunku.
Joel splótł palce i się pochylił. Oparł łokcie na udach.
- Opowiadaj.
Filip podniósł z podłogi teczkę, otworzył ją i położył na biurku gruby stos papierów.
- Wyrok - obwieścił z uśmiechem. - Chciałem dostarczyć ci go osobiście.
- I? - zapytał Joel.
- Zostałeś całkowicie oczyszczony z zarzutów dotyczących ataków terrorystycznych.
Joel nie ruszył się z miejsca.
- Spodziewałem się tego. Dlaczego mieliby obarczać mnie odpowiedzialnością? Jestem niewinny.
- Też tak myślę. - Filip się zaśmiał. - Ale nigdy nie wiadomo, jaki będzie wyrok, dopóki proces się nie skończy. - Odchylił się na krześle. - SÄPO prześledziło wszystkie ruchy terrorystów. Dowody, które wskazywały na to, że to ty stoisz za atakami, odrzucono. - Filip wskazał na stos papierów. - Będziesz miał co czytać wieczorem.
- Zapoznałeś się ze wszystkim?
Bergh rozłożył ręce.
- Oczywiście, że tak.
- Coś cię tam zaskoczyło?
- Nie, raczej nie. Chciałbym usłyszeć twoje zdanie, ale uważam, że nie powinniśmy składać apelacji. Oddalono zarzuty o ataki.
- Ale? - zapytał Joel.
- Cóż - powiedział Filip. - Jest małe ale.
- Moje pozostałe występki?
- Tak.
Joel westchnął.
- Czyli?
- Oskarżenia o przemoc wobec funkcjonariuszy publicznych, inspektorki Emmy Steen i Johana Karlssona, policjanta na motocyklu, którego zaatakowałeś, zostały wycofane, jak wiesz. Żadne z nich nie robiło kłopotu. Rozumieją, dlaczego się tak zachowałeś, i że nie miałeś wyboru. Nawet prokurator nie wniósł oskarżenia. Ale to żadna nowość, postanowiono tak już kilka miesięcy temu.
Joel skinął głową.
- Ale mamy jeszcze inną sprawę - kontynuował Filip. Podniósł kolejny stos papierów, który był znacznie cieńszy niż pierwszy.
- To przypadek ciężkiej napaści na Setha McCormacka. Bez względu na to, jak bardzo pomogłeś krajowi, nie można przymykać oczu na coś takiego. - Filip westchnął. - Torturowałeś go.
Joel wzruszył ramionami.
- Aby zdobyć informacje, które mogły uratować innych.
- Tak, ale takie zachowanie nie jest uzasadnione nawet w czasie wojny.
- To kwestia definicji. - Joel westchnął. - Ta przemoc miała na celu uratowanie niewinnych ludzi. Terrorysta dokonuje wyboru i jest świadomy ryzyka, jakie podejmuje. Jeśli igrasz z ogniem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że się poparzysz. - Joel wskazał na stos papierów. - Jaki dostałem wyrok?
- Wzięto pod uwagę fakt, że nie byłeś wcześniej karany i współpracowałeś podczas całego dochodzenia. Opowiedziałeś dokładnie o tym, co zrobiłeś, i trzymałeś się swoich zeznań. Wszystkie twoje działania miały na celu powstrzymanie terrorystów i przez cały czas byłeś pod ogromną presją. Zarzuty sklasyfikowano jako zwykłą napaść i zostałeś skazany na karę minimalną. Półtora roku. Zgodnie z zasadą dwóch trzecich, musisz odsiedzieć tylko...
- Dwanaście miesięcy - przerwał Joel.
Filip się uśmiechnął.
- Będziesz wolny pod koniec przyszłego tygodnia - oznajmił, wstając. - Odsiedziałeś już jedenaście i pół miesiąca.
Joel nie mógł uwierzyć, że to prawda.
- Żartujesz?
- Nie.
Adler odchylił się i spojrzał w sufit. Westchnął głęboko i się roześmiał.
- Wreszcie - powiedział i wstał. Uściskali się i poklepali po plecach. Cieszyli się, ale wkrótce śmiech Joela ucichł, po czym nacisnął przycisk na ścianie.
- O co chodzi? - zapytał Filip.
- Powinienem być całkowicie oczyszczony z zarzutów - stwierdził Adler, opierając się o ścianę. - Szwecja była w stanie wojny, a ja zrobiłem to, co musiałem. Nie można mnie za to skazywać.
- Daj spokój - odparł Filip. - To jest wygrana.
- Wiem, ale jakoś tego nie czuję.
- Wkrótce będziesz wolnym człowiekiem, pomyśl o tym w ten sposób.
Przez głośnik wbudowany w ścianę dało się słyszeć głos:
- Straż Centralna.
- Skończyliśmy - powiedział Joel.
- Dobrze, już idę.
Filip wręczył Adlerowi plik dokumentów.
- Masz, weź to.
- Zatrzymaj je - powiedział Joel. - Mam inne rzeczy do czytania.
- Dobrze. - Filip włożył papiery do aktówki.
- Bardzo dziękuję za pomoc - rzucił Joel. - Cieszę się, że miałem przy sobie kogoś takiego jak ty przez cały ten czas.
- Dzięki - powiedział Filip, zamykając teczkę. - Zrobiłbym to samo w twojej sytuacji.
Drzwi otworzyła strażniczka. Młoda kobieta. Joel był od niej o co najmniej dwie głowy wyższy i prawdopodobnie dwa razy szerszy. Była nowa. Adler nigdy wcześniej jej nie widział i najwyraźniej ona jego też. Musiała odchylić głowę, by spojrzeć mu w oczy. Nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat. Prawdopodobnie dwadzieścia pięć. Rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie mogła znaleźć słów.
Joel mógł złamać jej rękę jak zapałkę.
W dalszej części korytarza słychać było śmiech.
Bengan i dwóch innych strażników stało w niewielkiej odległości. Ich twarze były czerwone, gdy zaśmiewali się do rozpuku. Najwyraźniej nie powiedzieli nowej koleżance, jak wygląda Adler.
Joel się uśmiechnął.
- Jestem jednym z tych dobrych więźniów - powiedział do strażniczki, która sięgała mu do połowy torsu.
- To dobrze - odpowiedziała, śmiejąc się.
- Joel - odezwał się Filip zza drzwi.
Adler się odwrócił.
- Słuchaj, myślałem o tym incydencie na siłowni - kontynuował Filip. - Może wolałbyś być umieszczony na oddziale zamkniętym dla bezpieczeństwa?
Joel potrząsnął głową.
- Nigdy nie wycofuję się z walki.