Rozdział 1
Komórka rozbrzmiewała rozdzierającym uszy dźwiękiem budzika, którego nienawidziłam ponad wszystko. Właśnie dlatego go nie zmieniałam. Gdybym ustawiła jakiś przyjemniejszy dźwięk, mogłabym półprzytomna całkowicie go wyłączyć i znowu zasnąć.
Nowy dzień. Obróciłam się na plecy i spojrzałam w bok. Jasne włosy Väinö spoczywały na poduszce dookoła jego głowy. Leżał zawinięty w koc i zdawało się, że nie przeszkadza mu ten okropny, wyjący dźwięk. Szturchnęłam mężczyznę w plecy, a gdy mimo to się nie obudził, popchnęłam go tak, że prawie spadł z łóżka.
- Väinö, wstawaj! Trzeba iść - powiedziałam ochrypłym od snu głosem.
Väinö zaczął się powoli ruszać i obrócił się. Zamrugał swoimi wielkimi, błękitnymi jak u dziecka oczami i ziewnął.
- Po co się tak spieszyć, złotko, mamy jeszcze czas - wymamrotał i zaczął czule gładzić moje ramię.
Zadrżałam. Już w nocy żałowałam, że go zaprosiłam, a teraz, o poranku, żałowałam tego jeszcze bardziej. Väinö był przeciętnym kochankiem, co nawet nie byłoby takie złe. Ale nie potrafił trzymać rąk przy sobie i mówił do mnie jak do dziecka, co zdecydowanie było wadą. Właściwie słowo "wada" brzmi zbyt seksownie. Tego typu ludzie byli według mnie odstręczający. Ale cóż poradzić. Miałam ochotę na seks, a wyprawa do baru w poniedziałek nie miała najmniejszego sensu.
Znałam Väinö już od mniej więcej roku i od czasu do czasu lądowaliśmy razem w łóżku, zazwyczaj z mojej inicjatywy. On próbował nakłonić mnie do stałego związku, ale nawet nie zaczęłam rozważać takiej możliwości, a on specjalnie nie naciskał, a przynajmniej niezbyt często. Miałam wrażenie, że żywi do mnie znacznie więcej uczuć niż ja do niego, i niejednokrotnie miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.
Väinö wyciągnął swoje umięśnione ramiona i mocno mnie chwycił. Twardy poranny, niezbyt duży kutas napierał na mój brzuch. Zaczęłam się podniecać pomimo moich wcześniejszych rozmyślań.
- Sallo, maleńka, gdybyśmy razem zamieszkali, moglibyśmy uprawiać miłość, kiedy tylko byśmy chcieli - wymruczał miękko.
Narastające we mnie podniecenie natychmiast opadło i podniosłam się z łóżka. Maleńka. Do diabła. Wystarczająco irytujące jest mieć zaledwie sto pięćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, bez bycia nazywaną przez innych maleńką, jak dziecko. I "uprawiać miłość"? Väinö pieprzył mnie wczoraj od tyłu dwa razy, bo nie chciałam patrzeć w jego wilgotne oczy, gdy dochodził.
- Trzeba iść do pracy - powiedziałam krótko i naga przeszłam pod prysznic przez moją dwudziestometrową kawalerkę. - Jak chcesz, możesz jeszcze pospać.
Naprawdę powinnam znaleźć sobie kogoś innego i puścić Väinö w zapomnienie, pomyślałam, gdy zamykałam drzwi mojej malutkiej łazienki na zamek, na wypadek gdyby mój kochanek chciał mi zrobić romantyczną niespodziankę pod prysznicem.
Myjąc się, kręciłam się i obracałam, czując, jak przeszywa mnie ból w dolnej części pleców. Źle spałam, a ból dokuczał mi już od tygodni, nie przechodził, niezależnie od tego, ile ibupromów połknęłam. Do wieczora znowu będzie tak bolało, że ledwo będę się ruszać. Czas w końcu umówić się do lekarza.
Po wyjściu spod prysznica wygrzebałam z szafy najmniejsze i najcieńsze kawałki bielizny - późnomajowy upał dawał się we znaki. Na wierzch założyłam równie cienką brzoskwiniową, upstrzoną niebieskimi i pomarańczowym kwiatami letnią sukienkę, która miała urocze bufiaste rękawki i ciekawy dekolt.
- Wyglądasz słodko - skomentował Väinö, leżąc w łóżku.
Poszłam do łazienki i skrzywiłam się sama do siebie. Moje włosy wyglądały jak ptasie gniazdo, lecz gdy je wysuszyłam i ułożyłam w gładki kok, mieniły się lekko niczym zboże na wietrze. Odrobina podkładu, tuszu do rzęs, szminki do ust i byłam praktycznie gotowa, jeśli nie brać pod uwagę bólu pleców. Wcisnęłam stopy w piękne dziesięciocentymetrowe, pomarańczowe szpilki i krzyknęłam do Väinö, aby pamiętał porządnie zamknąć drzwi na klucz.
Dzień ledwo się zaczął, a ja już przeglądałam strony internetowe prywatnych przychodni. Plecy koszmarnie mnie bolały, więc Markku, mój szef i dyrektor sprzedaży operatora sieci AinaGo, polecił mi Konstantina Kankaanpę, który podobno jest niesamowitym fizjoterapeutą. Markku miał już wiele problemów z plecami, z których część wynikała na pewno z jego świetnego sześciopaku i ciągłego trenowania, więc wzięłam sobie to polecenie do serca i wyszukałam nazwisko.
Mogłam pójść na wizytę albo tego samego dnia, albo dopiero w przyszłym tygodniu. Skoro już zdecydowałam się na wizytę u lekarza, to chciałam tam trafić jak najszybciej, więc zarezerwowałam termin na dziesiątą trzydzieści i obróciłam się, by wstać od biurka. Podeszłam do drzwi gabinetu Markku.
- Przygotowałam ofertę dla firmy Isosti Oy i wysłałam ją - zaraportowałam szefowi.
Mężczyzna wymamrotał coś, co brzmiało jak aprobata, więc dodałam:
- Zasłużyłam chyba na krótką przerwę. Chciałabym pójść na wizytę do tego fizjoterapeuty.
Markku tylko machnął ręką, zagłębiony w lekturze jakichś papierów, a ja zamknęłam drzwi. Przekuśtykałam przez biuro. Zazwyczaj dziesięciocentymetrowe szpilki zwiększały moją pewność siebie, jednak zdecydowanie nie zwiększały mojego komfortu. Powinnam była wybrać coś na płaskiej podeszwie.
Najbliższy punkt przyjęć był, tak jak moja praca, w Ruoholahti. Kankaanpää przyjmował jednak w centrum, co oznaczało, że musiałam jechać metrem lub tramwajem. Nie dałabym rady przejść więcej niż to konieczne, więc wybrałam tramwaj. Chociaż była dopiero dziesiąta rano, słońce już porządnie grzało, a powietrze z przyjemnie ciepłego przeistoczyło się w nieznośnie gorące. Kręciłam się na siedzeniu, próbując znaleźć jakąś wygodną pozycję, lecz gdy zrozumiałam, że nie będzie to możliwe, zamknęłam oczy i usiłowałam medytować, aby wytrzymać tę pięciominutową podróż.
Według tabliczek punkt przyjęć znajdował się na ostatnim piętrze Forum. Nigdy wcześniej nie byłam w tym miejscu, więc miałam nadzieję, że dotrę do recepcji, nie gubiąc się po drodze. Oczywiście to się nie udało, więc przez kilka minut kręciłam się po korytarzach centrum handlowego, zanim zauważyłam, że wejście do recepcji jest w najdalszym możliwym kącie.
Dotarłam na miejsce kilka minut przed wyznaczoną godziną wizyty i miałam nadzieję, że lekarz nie ma żadnego opóźnienia. Oczywiście miał. Pięć minut, lecz dla mnie to i tak było dużo. Zniecierpliwiona i wkurzona, stukałam obcasem o podłogę, a gdy usłyszałam swoje nazwisko, zerwałam się z krzesła i odwróciłam w stronę, z której dobiegł głos, bojąc się, że ktoś wciśnie się przede mnie do gabinetu na wizytę. W tym samym momencie poczułam przejmujący ból w plecach i udach. Moje piękne szpilki peep toe wykręciły się pode mną i upadłam na podłogę.
- Ałaa! - usłyszałam swój krzyk i próbowałam wstać, gdy po chwili udało mi się znowu złapać oddech.
Jednocześnie próbowałam zlokalizować, gdzie poleciał mój but.
Moje spojrzenie zatrzymało się na nogawkach spodni w kolorze khaki, koszmarnych sandałach w błotnistym odcieniu, choć zapewne dobrych dla nóg, i dużych stopach, jednej w niebieskiej, a drugiej w czarnej skarpecie. Mój but za trzy stówy leżał dokładnie między nimi.
- Wszystko w porządku? - Z daleka dobiegł mnie niski, spokojny głos pozbawiony jakichkolwiek emocji.
- Nic się nie stało - przekonywałam, chociaż teraz oprócz pleców bolał mnie też tyłek.
Usadowiłam się w końcu na krześle i wtedy zdałam sobie sprawę, że sukienka podwinęła mi się aż do pasa, więc Konstantin Kankaanpää miał świetny widok na moje skąpe i prześwitujące stringi w kolorze pudrowego różu.
Cholera jasna.
Naciągnęłam brzeg sukienki na uda, gdy lekarz przyklęknął i podał mi but.
- Nie wiem, do czego niby coś takiego miałoby służyć, ale zdaje się, że używasz tego jako butów - skomentował sucho.
Zerknęłam w górę i napotkałam stalowoszare oczy. Mój mózg przez chwilę analizował odcienie tęczówek doktora, próbując znaleźć odpowiednik na wzorniku kolorów Tikkurili, który doskonale pamiętałam. Idealne. Prawdziwie szare oczy. Bez niebieskich czy zielonych zabarwień. Jedynie różne odcienie jasnej i ciemnej szarości, niczym na czarno-białych zdjęciach. Włosy i brwi były w chłodnej tonacji ciemnego brązu i świetnie współgrały z kolorem oczu, cerę miał lekko bladą, nos haczykowaty, a usta trochę krzywe. Może to rodzaj uśmiechu, pomyślałam o tej osobliwości i zauważyłam, że dolna warga mężczyzny była znacznie pełniejsza niż górna.
Lekarz miał mniej lat, niż się spodziewałam. Na podstawie tego, co mówił Markku, sądziłam, że Kankaanpää jest koło pięćdziesiątki, tak jak sam mój szef, który nazwał lekarza pionierem w swojej dziedzinie. Czy można stać się pionierem, będąc zaledwie około czterdziestki?
Mężczyzna zamrugał, gdy nic nie odpowiedziałam. Przesunął wzrok na but w swojej dłoni.
- Weźmiesz go czy mam od razu wyrzucić do śmieci? Polecałbym drugą opcję - mruknął i spojrzał na moje cudowne buty z wyraźną dezaprobatą.
W jego poważnym tonie było coś ostrego niczym żwir. Coś, co zostawiłoby po sobie zadrapania i otarcia, gdyby postanowił odpuścić sobie kurtuazję. Serce zaczęło mi szybciej bić, przełknęłam grudę w gardle.
- Salla Metsola? Wizyta trwa trzydzieści minut, które zaczęły już upływać.
Byłam zaskoczona. Zapomniałam się i wpatrywałam się w mężczyznę, który dopiero co widział moją bieliznę i z pewnością również krocze. Nie byłam typem osoby, która by się rumieniła, lecz czułam ciepło wypływające na policzki.
- Tak. Przepraszam. Wezmę to - odpowiedziałam i wyciągnęłam rękę po but. - To dość drogie buty, twoje zaś są odrażające - dodałam oschle.
Lekarz, nie mówiąc ani słowa, chwycił moją nogę w kostce i wcisnął mi but na stopę, jakbym była Kopciuszkiem. Pasuje jak ulał! - przemknęło mi przez myśl.
Mężczyzna złapał mnie za ramiona, podniósł do pozycji stojącej i wyprostował się nade mną, wyglądając niczym Barad-d?r w Mordorze. Musiał mieć przynajmniej ze sto dziewięćdziesiąt pięć centymetrów albo nawet i więcej. Gdybym zdjęła buty, wyglądałabym przy nim jak krasnal.
- Przynajmniej trzymam się na nogach - stwierdził równie suchym tonem co wcześniej. Następnie spytał:
- Wizyta miała być u mnie?
- Tak - potwierdziłam krótko i weszłam, kuśtykając, do gabinetu.
Pomieszczenie wydawało się dziwne, ale nie umiałam stwierdzić, co jest w nim nadzwyczajnego. Może to kwestia fotela, na którym usiadłam. Niby biurowy, wyglądał jednak na przytulniejszy.
- Proszę więc powiedzieć, co cię sprowadza do mojego gabinetu - spytał lekarz, zerknął do komputera i obrócił się w fotelu w moją stronę. - Nie byłaś tu wcześniej na wizycie - dodał po chwili.
Zauważyłam, że włosy mężczyzny były nieco za długie, a pod białą marynarką miał koszulę w granatowo-czerwone paski. Bezsprzecznie ohydne połączenie. A miał czelność skrytykować moje buty, pomyślałam ze złością. Usłyszałam odkaszlnięcie i spojrzałam w oczy Kankaanpy.
- Zgadza się, to pierwsza wizyta. Mam nawracające bóle. Okropnie bolą mnie plecy - powiedziałam szybko.
Konstantin Kankaanpää zacisnął swoje piękne usta w wąską linię i przez chwilę miałam wrażenie, że zacznie się ze mnie śmiać. Wyprostowałam się pomimo bolących pleców i wpatrywałam się w jego mieniące się srebrem oczy. W moim podbrzuszu zaczęło się gotować, aż zapomniałam opisać pozostałe objawy.
- Aha. A gdzie dokładniej boli?
- W dolnej części pleców. I prawej nodze. Tak jakby promieniowało w stronę nogi. Nie mogę spać.
- Bezsenność jest spowodowana bólem czy czymś innym?
- A co innego mogłoby ją powodować? - spytałam zdziwiona.
W gabinecie nastała cisza. Lekarz wpatrywał się we mnie, nie zadawał mi więcej pytań o objawy ani też nie wklepywał informacji do komputera. Wyciągnął przed siebie długie nogi, oparł się wygodnie w fotelu i zaczął stukać długopisem o biurko. Skręcało mnie w żołądku, a iskry przeskakiwały wzdłuż moich nerwów. Mężczyzna patrzył na mnie, jakby siedział w klubie ze striptizem i chciał, żebym się zaczęła rozbierać w rytm muzyki. Najgorsze było to, że rzeczywiście miałam ochotę zacząć się rozbierać.
Próbowałam wziąć się w garść, wyrównać oddech, oczyścić głowę. Rzeczywiście, pionier. Czy wydawało mu się, że wyleczy kogokolwiek swoim seksownym spojrzeniem? Z tego, co wiem, Markku dostał normalne lekarstwa, a do tego trudno mi było wyobrazić go sobie robiącego striptiz.
- Nie powinieneś wiedzieć, co to może być?
Próbowałam nadać mojemu głosowi ton pełen wyższości, ale jedyne, co mi się udało z siebie wydobyć, to błagalnie brzmiący skrzek. Spróbowałam wstać, lecz ostry ból przeszył moją nogę. Obróciłam się i pokazałam dłonią, gdzie mnie boli.
- Tutaj dokładnie, tu mnie boli, na samym dole pleców, koło bioder. Zaczęło boleć już parę tygodni temu, brałam ibuprom, więc to musi być coś poważniejszego, niż gdybym coś sobie nadwyrężyła.
Następnie sięgnęłam w stronę uda i powiedziałam:
- Ból zaczyna się tutaj, tak jakby, nie wiem, to był jakiś nerwoból.
Usłyszałam za sobą westchnienie przepełnione znudzeniem, a potem mężczyzna krótko oznajmił:
- Rozumiem. Raczej nie jestem w stanie pomóc...
Straciłam panowanie nad sobą.
- Jak to nie jesteś w stanie pomóc?! Mój szef powiedział, że jesteś pionierem w tej dziedzinie! Powiedz, co to jest, jakieś kręgi czy co?!
Odwróciłam się do niego tyłem i wskazałam miejsce nad pośladkami. W gabinecie rozległa się cisza, a po chwili poczułam na dole pleców dłoń mężczyzny.
- To miejsce masz na myśli? - spytał lekarz i badał palcami bolące miejsce.
Zadrżałam, lecz nie z bólu. Nagle poczułam, jakby cienki materiał mojej sukienki wyparował. Było mi jednocześnie gorąco i zimno, miałam też gęsią skórkę. Ręka mężczyzny przesunęła się na biodro, a następnie na pośladki, do punktu, który wcześniej pokazywałam.
Moje ciało, które już wcześniej reagowało na jego obecność, rozgrzewało się coraz bardziej, a sutki zaczęły twardnieć z podniecenia. Cholera jasna. Czułam, jak ciężka, kleista wilgoć gromadzi się między moimi udami, gdy stałam nieruchomo jak słup soli.
Dłoń mężczyzny zsunęła się z mojego uda i usłyszałam jego równy, spokojny głos.
- To musi być kwestia kręgów lędźwiowych. Biorąc pod uwagę objawy, można podejrzewać dyskopatię, z powodu której ból promieniuje do uda, ale nie jestem odpowiednią osobą, by diagnozować twoją przypadłość.
Stałam przez chwilę nieruchomo i próbowałam dojść do siebie. Zdecydowanie musiałam znaleźć nowego, lepszego kochanka, skoro ten niekompetentny, beznadziejnie ubrany, rozczochrany lekarz, który w ogóle się nie interesował ani mną, ani moją chorobą, zaczął mnie podniecać.
Odwróciłam się do niego przodem i zmarszczyłam brwi.
- Posłuchaj, pracuję jako menedżerka sprzedaży, a ty nie robisz zbyt pozytywnego wrażenia ani jako lekarz, ani jako obsługa klienta.
Mężczyzna nie był zaskoczony. Oparł się w fotelu, znów wyciągnął przed siebie długie nogi i skrzyżował je w kostkach, eksponując swoje sandały.
- To nie moja wina, jeśli klient chce w MediaMarkcie kupić chleb i mleko - odpowiedział Kankaanpää bez najmniejszej zmiany w mimice.
- Słucham? - spytałam zdziwiona.
- Jestem psychiatrą. I to dobrym.
Wpatrywałam się zdziwiona w mężczyznę i tylko z siebie wydusiłam:
- Ale mój szef... Powiedział, że jesteś fizjoterapeutą...
- Mój wujek, również Konstantin Kankaanpää, jest fizjoterapeutą. Gdy tylko zacząłem tu pracować, prosiłem o zmianę mojego imienia na stronie internetowej na Konstan albo Aleksander, jak mam na drugie. Właśnie z tego powodu. Imię, niestety, powtarza się w rodzinie. Ale jesteś dopiero drugą osobą, która do mnie omyłkowo trafiła. Zazwyczaj ludzie odróżniają psychiatrę od fizjoterapeuty.
Wyprostowałam się i położyłam dłonie na udach. Cholernie arogancki, protekcjonalny, źle ubrany, seksowny... NIE seksowny, ani odrobinę... cholera.
- Mimo wszystko muszę stwierdzić, że poziom obsługi klienta pozostawia wiele do życzenia. Najpierw skrytykowałeś moje buty, a potem stwierdziłeś, że nie jestem zbyt rozgarnięta.
- Mam wrażenie, że znamy się już na tyle, że nie ma potrzeby udawać. Tak wysokie obcasy są niedorzeczne, kwestionujesz moją wiedzę i kwalifikacje, a ja wiem, że jesteś prawdziwą blondynką.
Konstantin wpatrywał się we mnie z satysfakcją błyszczącą w oczach i leniwym uśmiechem na ustach. Następnie odwrócił głowę tak, bym nie widziała jego twarzy, ale podejrzewałam, że się ze mnie śmiał.
Przez chwilę wpatrywałam się sfrustrowana w jego odwróconą głowę. Nigdy nie przegrywałam szermierki słownej, lecz jego ostatni komentarz tak bardzo mnie dotknął, że przez chwilę nie byłam w stanie wydobyć z siebie ani słowa.
- W porządku. Dziękuję za wizytę i do widzenia - odpowiedziałam z taką dozą dumy, na jaką mogłam sobie pozwolić w tej sytuacji, i ruszyłam w stronę drzwi.
- Poproś mojego wujka o skierowanie na rezonans magnetyczny... - usłyszałam przytłumioną odpowiedź.
Wtedy już miałam pewność, że dobrze mi się wydawało. Ten cholerny facet się ze mnie śmiał.
Do odpowiedniego Konstantina Kankaanpy nie było wolnych terminów, a po pracy plecy bolały mnie tak bardzo, że zarezerwowałam wizytę na kolejny dzień w Ruoholahti do pierwszego lepszego fizjoterapeuty. W pracy miałam możliwość wzięcia urlopu zdrowotnego bez zwolnienia lekarskiego, więc poinformowałam Markku, że kolejnego dnia najprawdopodobniej nie przyjdę.
Zbliżało się lato, w związku z czym mieliśmy mniej do roboty, więc moja nieobecność nie była problemem. Zresztą nie dałabym rady wysiedzieć cały dzień za biurkiem.
W ogóle nie spałam. Wzięłam ibuprom i panadol, ale przeszywający ból pleców nie zelżał, w dodatku noga coraz bardziej dawała o sobie znać.
Tym razem jednak to nie dolegliwości były powodem moich kłopotów ze snem.
Pomimo bólu byłam dziwnie zaniepokojona, a w głowie wirowały mi erotyczne wizje. Oczywiście wiedziałam, czemu byłam jak suka w rui, ale nie chciałam tego przyznać nawet przed samą sobą. Moje ciało desperacko dawało mi znać, że potrzebuje seksu, i dokładnie wiedziało z kim. Myślałam, żeby zadzwonić do Mikaela lub Väinö, ale tego nie zrobiłam. Żaden z nich nie był odpowiedzią na moje potrzeby. Dotyk któregokolwiek z nich, albo jakiegokolwiek innego mężczyzny, nie dawał mi takich odczuć jak dotyk Konstantina.
Próbowałam się uspokoić, czytając i rozwiązując krzyżówki, lecz gdy stawały mi przed oczami naładowane erotycznie słowa, takie jak kończyna, plecy, dotyk, lekarz, noga, dłoń lub spojrzenie, w końcu odpuściłam i zaczęłam rozważać, czy nie napisać maila do wydawcy ze skargą na nieodpowiednie treści. Stwierdziłam, że jestem nienormalna, i położyłam się do łóżka.
Wierciłam się na prześcieradle i do listy opisujących mnie epitetów dodałam: szalona, żałosna oraz głupia, po czym próbowałam się przekonać, że to była kompletna lista. Że to był jakiś dziwny, przejściowy stan. Poddałam się po pięciu minutach i wsunęłam dłoń między nogi, a drugą chwyciłam się za pierś.
Byłam zadziwiająco mokra, tak samo jak moja bielizna, chociaż już się przebierałam. Zdjęłam z siebie majtki i wilgoć zaczęła spływać na moje uda. Pieściłam je przez chwilę, podobnie łechtaczkę i podbrzusze, a potem zanurzyłam się w wytworach mojej wyobraźni. Konstantin ze swoją wielką dłonią w mojej szparce, jego piękne usta ssące moje piersi, jego postawne ciało przyciskające mnie do materaca tak, że prawie nie byłam w stanie oddychać...
Z jakiegoś powodu byłam wręcz pewna, że Konstantin nie mówił do nikogo jak do dziecka, a w łóżku robił dokładnie to, czego chciał. Wyobraziłam sobie, jak rozsuwa moje uda na boki i kładzie moje nogi na swoich ramionach. Zamknęłam oczy. Palce wślizgnęły się między wargi sromowe bez żadnego oporu, a palec pocierający łechtaczkę zmienił się w jego kciuk.
"Zaraz dostaniesz to, czego tak bardzo pragniesz".
Chociaż słowa były tylko wytworem mojej wyobraźni, słyszałam jego głos. Oziębły i chropowaty, jak żwir. Żwir z bardzo ostrymi krawędziami.
Przypomniałam sobie jego chłodne, spokojne oczy i w swojej wizji wpatrywałam się w te idealnie szare tęczówki, gdy wyobrażałam sobie, że we mnie wchodzi. Doszłam tak mocno, że spomiędzy moich warg wydobyło się niezliczenie wiele głośnych jęków i okrzyków. Przycisnęłam dwa palce do łechtaczki. Orgazm był tak cudowny, że nie chciałam, by kiedykolwiek się skończył. Mój umysł na chwilę ochłonął, gdy przestałam drżeć. Jednak po półgodzinie ciało znów zaczęło dawać mi sygnały i musiałam zacząć od początku.
Nie wiem, ile razy wyobrażałam sobie, jak Konstantin bierze mnie w moim łóżku, w swoim gabinecie, w pracy i wielu innych bardziej kreatywnych miejscach oraz w każdej możliwej pozycji, lecz gdy zasypiałam, nadal byłam niezaspokojona. Gdy obudziłam się o poranku, wciąż byłam zmęczona, rozchwiana emocjonalnie i boleśnie podniecona.
Zastanawiałam się, czy zaproponować mu randkę mailem, ale natychmiast odrzuciłam ten pomysł. Nie wiedziałam nawet, czy nie jest żonaty. Mężczyzna zachowywał się swobodniej, niż być może powinien, ale mogłam coś sobie wyobrazić albo źle zinterpretować. Nie wydawał się zainteresowany. Poza sposobem, w jaki na mnie patrzył... Właściwie to jak na mnie patrzył? Wszystko to mogło być tylko wytworem mojej wyobraźni. Zazwyczaj wiedziałam, czy facet jest zainteresowany, czy nie, lecz w tym wypadku trudno mi było stwierdzić. Może dlatego byłam taka napalona.
Dokładnie tak, przekonywałam siebie. Dokładnie tak musiało być.
Zdecydowałam się ruszyć w środę na podbój.
Przeleciałabym jakiegoś faceta, który wyleczyłby mnie z niezdrowych myśli jak za dotknięciem magicznej różdżki.