Komenda policji, plac Ernsta Fontella
Piątek, 19 stycznia, godzina 12.46
Bergman weszła do budynku komendy tuż przed trzynastą. Nowy system alarmowy w jej domu został już zainstalowany i przetestowany. Do odprawy zostało kilka minut, więc postanowiła poświęcić ten czas na krótką rozmowę z Tingströmem, żeby uzgodnić z nim plan spotkania. Naczelnik uniósł głowę znad gazety, którą właśnie czytał, i skinął policjantce głową, żeby usiadła.
- Dostałam protokół z sekcji zwłok - powiedziała Bergman, przechodząc do tematu. - Tożsamość ofiary została ustalona, podobnie jak przyczyna śmierci. Było nią utonięcie. Zabójca tak długo trzymał głowę dziewczyny pod wodą, aż się zachłysnęła i utopiła.
- Słyszałem o tym - odparł naczelnik. - Wiadomość o zbrodni dotarła już do mediów, ale na szczęście bez szczegółów. Jak myślisz, czy powinniśmy wydać jakieś oświadczenie prasowe? Dobrze by było, żeby media coś dostały.
- Chyba nie mamy innego wyjścia. Jeśli po odprawie planujesz zostać dłużej, przyjdę do twojego pokoju i uzgodnimy treść.
- Mam mnóstwo pracy i zostanę w biurze przez całe popołudnie.
- A prokurator? Kogo nam przydzielono?
- Bjurstedta. Skontaktuj się z nim po odprawie. Jest częściowo wprowadzony w sprawę.
- Okej, muszę już iść.
*
Bergman weszła do pokoju, w którym zazwyczaj odbywały się odprawy, i zastała w nim Vikinga Johanssona. Policjant zajęty był rozwieszaniem zdjęć na ścianie. Bergman poznała go dopiero po kilku sekundach, a gdy się do niej odwrócił, zrozumiała dlaczego. Obciął swoje ciemne, sięgające ramion włosy i na głowie została mu tylko krótka na centymetr szczecina. Nie miało to jednak znaczenia, bo jak zwykle wyglądał elegancko. Ubrany był w wyprasowaną białą koszulę i granatowe chinosy. Bergman przepracowała z nim wiele lat, ale ani razu nie przyszedł do pracy zaniedbany. Zawsze wyglądał świeżo i miał wyczyszczone buty. Czasem, gdy przez kilka dni z rzędu intensywnie pracowali, na jego policzkach pojawiał się delikatny zarost, który znakomicie podkreślał jego elegancki wygląd. Przeciwieństwem Vikinga był Thomas, który przez okrągły rok chodził w obuwiu sportowym, latem wkładał dżinsy i koszule z krótkim rękawem, a zimą z długim. Jej ekipę tworzyła barwna mieszanka osobowości, ale właśnie dlatego tak dobrze się uzupełniali.
- Witaj w pracy - powiedział Johansson.
- Dzięki. Czy to z tej okazji tak krótko się ostrzygłeś? Pasuje ci ta fryzura.
- Mnie też się podoba, chociaż za każdym razem, kiedy się przeglądam w lustrze, mój nowy widok mnie zaskakuje. Nawet nie wiesz, jakie to przyjemne uczucie, kiedy można zrezygnować z wosku i żelu we włosach.
- Ale ja wiem - odezwał się Alfredsson, który w tej samej chwili stanął w drzwiach i usłyszał ostatnie słowa. - Nigdy nie mogłem zrozumieć, po co nakładasz na głowę tyle smarowideł.
- Mamy, jak widzę, odmienne zdanie na temat fryzur - odparł Johansson, spoglądając wymownie na jego jasną, niesforną fryzurę na czeskiego piłkarza.
- Co ty nie powiesz - rzucił Alfredsson, przeciągając dłonią po czuprynie. - Kobietom podoba się mój styl. Nigdy nie miałem z nim problemu i nie musiałem nakładać na włosy grubych warstw smaru, żeby którąś poderwać.
Johansson uśmiechnął się i przewrócił oczami.
Bergman też się uśmiechnęła. Chyba jej tego brakowało w czasie urlopu. To dobrze, że Viking i Thomas są w dobrym humorze, bo czeka ich mnóstwo pracy. Podeszła do ściany, na której Johansson rozwiesił zdjęcia związane z zabójstwem Sofie. Alfredsson zrobił to samo i stanął za policjantką.
- To jest nienormalne - stwierdził na widok zdjęcia, które przedstawiało zamordowaną dziewczynę z butelką w pochwie.
- Zgadzam się z tobą i dlatego musimy zrobić wszystko, żeby dopaść tego, kto to zrobił.
Pozostali członkowie ekipy śledczej wchodzili po kolei do sali odpraw i zajmowali miejsca przy dużym owalnym stole konferencyjnym. Nina Hamilton, Karin Falk, Malin Skogsby i Bertil Nilsson. Kiedy nikogo już nie brakowało, Bergman zamknęła drzwi i rozpoczęła spotkanie.
- Dziewczyna nazywa się Sofie Johansson i skończyła piętnaście lat. Mieszkała przy Marklandsgatan z mamą i młodszym bratem. Matka ostatni raz żywą widziała ją przedwczoraj wieczorem około dwudziestej. Hansén stwierdził w czasie sekcji, że przyczyną śmierci było utonięcie, a śmierć nastąpiła między drugą a czwartą w nocy. Ktoś zanurzył głowę dziewczyny pod wodę i w ten sposób ją utopił. Czy można zaryzykować tezę, że do zbrodni doszło w miejscu znalezienia zwłok?
Nilsson chrząknął i jak zwykle dwa razy przeciągnął palcami po włosach, żeby długie kosmyki, które z uporem zaczesywał na gołą czaszkę, ułożyły się tak, jak powinny.
- Przed chwilą rozmawiałem z Hansénem. Stwierdził, że woda, którą znaleziono w płucach dziewczyny, pochodzi z miejsca znalezienia zwłok. Można więc wysnuć z tego prosty wniosek, że właśnie tam nastąpiła śmierć. Kiedy rano weszliśmy do tunelu, ofiara leżała na plecach. Obok niej znaleźliśmy przewrócone na lewą stronę dżinsy i majtki. Nie udało się ustalić, czy zabójca zdjął je z niej przed zabójstwem czy po nim. Na butelce po piwie zabezpieczyliśmy sporo odcisków palców. Wprowadziliśmy je do naszego rejestru, ale nie uzyskaliśmy żadnych wyników.
Hamilton uniosła rękę na znak, że chce coś powiedzieć, i Nilsson skinął głową. Wszyscy wiedzieli, że kiedy mówi, nie wolno mu przerywać, chociaż pozostałym członkom ekipy by to nie przeszkadzało. Nilsson znany był jednak z tego, że łatwo wpadał w zły humor.
- Być może wyprzedzę przebieg zdarzeń, chociaż nie znam wszystkich faktów. Przypominam, że w tym samym czasie, w którym doszło do śmierci ofiary, w tunelu przebywała grupa mężczyzn, którzy w ramach wieczoru kawalerskiego wybrali się tam na wycieczkę. Czy można ich już przesłuchać?
- Ja i Viking już to zrobiliśmy... - zaczęła Malin, ale Nilsson głośno chrząknął, przerywając jej w pół zdania.
- Czy mógłbym dokończyć? - spytał. Bergman z trudem powstrzymała się od uśmiechu. Nilsson był w niezłym humorze, ale widać było, że pewnej granicy przekroczyć nie pozwoli. Wszyscy skinęli głowami i spojrzeli na niego. - Dziękuję.
Przewertował swoje notatki i kontynuował.
- Na rękawach puchowej kurtki, którą dziewczyna miała na sobie w chwili śmierci, stwierdziliśmy drobne rozdarcia, ślady wapna i błota. Z naszych ustaleń wynika, że takie samo wapno i błoto znajdują się na ścianach tunelu. Na wewnętrznej stronie dłoni widniały ślady zadrapań. Mogą one świadczyć o tym, że kiedy sprawca lub sprawcy ciągnęli dziewczynę przez tunel, przesuwała ona dłońmi po ścianach. Na początku korytarza jest oświetlenie, ale w tunelu, w którym ją znaleziono, już go nie ma. Możemy więc przyjąć tezę, że ponieważ było ciemno, dziewczyna szła po omacku, dotykając ścian. Stąd te zadrapania na dłoniach i ślady na ubraniu. Zabezpieczyliśmy też mnóstwo włókien, ale nie zdołaliśmy ich zidentyfikować. To tyle z mojej strony.
Bergman wstała z krzesła i podeszła do ściany ze zdjęciami.
- A nie mogło być po prostu tak, że Sofie szła Sahlgrensgatan, zobaczyła otwartą bramę, która prowadziła w głąb korytarzy, i z jakiegoś powodu postanowiła wejść do środka? W tunelach natknęła się na podochoconą grupę mężczyzn, którzy świętowali wieczór kawalerski. Gdyby poszli za nią do tunelu, z którego nie ma wyjścia, tłumaczyłoby to, skąd się wzięły zadrapania na rękach i rozdarcia na kurtce. Doszła do końca tunelu, przewróciła się i tamci się na nią rzucili. Jeśli na butelce znajdziemy ich odciski palców, źle się to dla nich skończy. Poproszę o wasze komentarze. Zaczniemy od zeznań, które dzisiaj składali. Thomas, słuchamy.
- Zacznę od tego, że byli pijani i przestraszeni. Ten, który twierdzi, że znalazł dziewczynę, nazywa się William Berg, ale nie udało nam się z nim porozmawiać. Myślę, że był nie tylko pijany, ale także zszokowany. Nie ma pojęcia, o której godzinie to było, ale zeznał, że w pewnym momencie jego kumple poszli przodem, a on został z tyłu, żeby się wysikać. Na skrzyżowaniu wybrał nie ten korytarz co trzeba i zabłądził...
- Jak to możliwe? - spytał Nilsson, który nigdy nie widział problemu w przerwaniu innym. - Przecież tam nie ma oświetlenia. Jest ono tylko w korytarzu, który prowadzi do wyjścia.
- Tegnér, który jest lokalnym przewodnikiem i w czasie przesłuchania był stosunkowo trzeźwy, twierdzi, że żadnego oświetlenia nie włączył.
- Swoją wizytę w twierdzy opisali mniej więcej w ten sam sposób - wtrąciła Skogsby. - Nie wiem, czy uzgodnili wspólną wersję zeznań, ale każdy z nich twierdził, że niewiele pamięta. Kiedy przyszli pod twierdzę, Tegnér otworzył kluczem bramę i dał im pochodnie, żeby sobie oświetlali drogę. Kiedy dotarli do pomieszczenia, które znajduje się na samym końcu, zdążyli wypić mnóstwo alkoholu i byli w świetnych humorach. Po wyjściu na ulicę zauważyli, że brakuje Berga. Tegnér kazał im zostać, a sam wrócił do środka, żeby sprawdzić, co się mogło stać. Kiedy wyszedł z nim na zewnątrz, Berg zaczął krzyczeć, że znalazł trupa. Tamci myśleli, że żartuje, ale ponieważ zachowywał się histerycznie i uparcie twierdził, że to prawda, Tegnér wrócił do twierdzy. Po powrocie potwierdził, że w tunelu leży martwa dziewczyna, i od razu powiadomił policję.
- Czy któryś z nich coś słyszał? - spytała Bergman. - Na przykład krzyki albo inne odgłosy?
- Nie, ale pewnie dlatego, że byli porządnie nawaleni. Łatwo sobie wyobrazić, że zachowywali się hałaśliwie. Tak przynajmniej twierdzi Tegnér.
- Dziś przed południem jeszcze raz go przesłuchaliśmy - wtrąciła Hamilton. - Okazało się, że istnieje sporo duplikatów kluczy do drzwi prowadzących do podziemi od strony ulicy Sahlgrensgatan. Mają je na przykład wszyscy przewodnicy. Dostałam listę z ich nazwiskami. Duplikaty mogą też mieć przewodnicy, którzy oprowadzali po twierdzy przed laty, pracownicy Muzeum Miejskiego i Wydziału Architektury Urzędu Miasta. Odwiedziłam też Szkołę Pedagogiczną i pokazano mi klapę w podłodze piwnicy, przez którą można się dostać do tunelów prostopadłym korytarzem. Osoby, z którymi rozmawiałam, twierdziły, że nigdy nie jest wykorzystywany, ale na moją prośbę otworzyli klapę, dzięki czemu mogłam zajrzeć do środka.
- Zbadaliśmy i tę ewentualność - przerwał jej Nilsson. - Przymocowana do ściany drabina jest tak zardzewiała, że nie utrzymałaby nawet dziecka, które chciałoby zejść po niej na dół albo wyjść na górę.
- Okej. Nino, sporządź listę osób, które mają dostęp do kluczy. Czy udało wam się wydobyć z Tegnéra więcej informacji? Co zrobił, kiedy weszli do środka: zamknął bramę od środka na klucz czy zostawił ją otwartą?
- Kiedy chodzili po korytarzach, brama wejściowa była otwarta - odparła Falk. - Tegnér wszedł do środka jako pierwszy i nie wie, czy któryś z jego kumpli zamknął ją za sobą. Kiedy stamtąd wychodzili, brama nadal była otwarta. Tegnér to pamięta, bo wyszedł jako pierwszy.
- Innymi słowy, mogło być tak, że w czasie, gdy tych sześciu przebywało w tunelach, do środka mógł wejść każdy. Na przykład Sofie. Chyba że ona też miała klucz i weszła tam przed nimi. Mogę też sobie wyobrazić, że jakiś przypadkowy przechodzień z czystej ciekawości zajrzał do środka, nie mając świadomości, że ktoś go może zamknąć na klucz.
Bergman zrobiła pauzę i przetarła oczy. Była zmęczona, bo nadal odczuwała skutki gwałtowanej zmiany stref czasowych.
- Nasuwa mi się kilka pytań. Po co Sofie miałaby wchodzić do twierdzy w środku nocy? Weszła tam sama czy ktoś jej towarzyszył? Co piętnastoletnia dziewczyna robiła tam o tak późnej porze w środku zimy?
- Rozmawiałam z jej rodzicami - odparła Falk. - Sofie mieszkała z matką, która zgłosiła jej zaginięcie. Rodzice nie wiedzą, z kim ich córka się zadawała ani czy w dniu zaginięcia miała się z kimś spotkać. Matka twierdzi, że zwlekała ze zgłoszeniem zaginięcia, bo Sofie już wcześniej zapadała się pod ziemię, ale za każdym razem w końcu wracała do domu. Przywiozłam na komendę laptopa dziewczyny. Oddam go naszym technikom, niech go obejrzą.
- Okej. Skontaktuj się ze szkołą, porozmawiaj z nauczycielami, kolegami i koleżankami z klasy, ustal, z kim Sofie się spotykała. Weź do pomocy Malin. Czy Sofie miała telefon komórkowy?
- Tak, wiemy to od jej mamy - odparła Falk. - Czy ktoś go znalazł?
- My nie - odparł Nilsson.
- Malin, spytaj matkę dziewczyny o numer telefonu Sofie, a potem wystąp do operatora sieci komórkowej z wnioskiem o udostępnienie billingów. Thomas i Viking, pobierzcie odciski palców od przewodnika i jego kolegów. Porównamy je z odciskami na butelce. Czy ktoś chce coś dodać?
Po jej słowach zapadła wymowna cisza.
- Okej... w takim razie zrobimy tak - oznajmiła Bergman i spojrzała na zegarek. - Jest wpół do trzeciej. Jeśli po południu pojawią się nowe fakty, które pomogą nam popchnąć śledztwo do przodu, spotkamy się tu jutro o trzynastej. Ja i Tingström przygotujemy oświadczenie prasowe i po południu je opublikujemy. Media nie dają nam spokoju. To tyle na teraz, bierzmy się do pracy. W razie czego jestem pod telefonem.
*
Kiedy wszyscy wyszli z sali, Bergman zebrała swoje notatki i jeszcze raz obejrzała porozwieszane na ścianie zdjęcia. Doszła do wniosku, że zapowiada się nieprzyjemne śledztwo. Zawsze tak jest, kiedy ofiarą zbrodni pada dziecko.
- Tutaj jesteś...
Bergman odwróciła się i zobaczyła Tingströma, który przyszedł na salę w towarzystwie prokuratora Bjurstedta.
- Siadajcie, opowiem wam w skrócie o sprawie - zaczęła.
Siedem minut później jej opowieść dobiegła końca.
- Podzielam twój pogląd, jeśli chodzi o grupkę mężczyzn, którzy świętowali wieczór kawalerski - powiedział prokurator. - Przy odrobinie szczęścia rozwiążemy tę zagadkę w ciągu doby. W sprawie pojawia się zbyt wiele zbiegów okoliczności. W czasie, gdy dziewczyna została zamordowana, w twierdzy przebywała grupa mężczyzn, do tego te odciski palców na butelce po piwie... Wszystko to przemawia na ich niekorzyść. Musimy zdecydować, jak potraktować media.
- Opublikujemy oświadczenie, w którym potwierdzimy, że w tunelach w twierdzy znaleziono martwą piętnastolatkę - zaproponował Tingström. - Media już się tym zajmują, ale więcej szczegółów nie znają. Możemy też zaapelować do ewentualnych świadków, którzy tamtej nocy przechodzili Sahlgrensgatan i być może coś widzieli, żeby się do nas zgłaszali. Co wy na to?
- Niezła propozycja, ale moim zdaniem powinniśmy zwołać konferencję prasową - zaproponował Bjurstedt - Na przykład jutro o dziewiątej.
Facet ma silne parcie na szkło, pomyślała Bergman i zerknęła dyskretnie na naczelnika. Wydawało jej się, że ujrzała na jego twarzy rozbawiony uśmiech. Pomyślała, że Tingström ma na ten temat podobne zdanie.
- Mogłabyś się tym zająć? - spytał prokurator.
- Zaraz to zrobię - odparła policjantka. Zebrała papiery, poszła do swojego pokoju i zadzwoniła do Biura Prasowego policji. Po rozmowie siedziała przez chwilę przy biurku i patrzyła przez okno. Była porządnie zmęczona. Doszła do wniosku, że po trzytygodniowym urlopie nie powinna się czuć aż tak źle. Westchnęła, podeszła do drzwi i z kieszeni kurtki wyjęła prywatną komórkę. Znalazła w niej cztery nowe wiadomości: dwie od Ewy i Helene, które pytały, czy wyjaśniła się sprawa ewentualnej próby włamania do jej domu, i jedną od Adama, który zapewniał, że ją kocha, i pytał, czy chciałaby się z nim spotkać wieczorem. Czytając te słowa, nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Ostatniego esemesa dostała od mamy, która chciała wiedzieć, dlaczego jej córka się z nią nie kontaktuje. Od razu poczuła, jak kurczy jej się żołądek. Zamierzała się skupić przez kilka godzin na pracy, a potem iść spać. Wysłała więc do Ewy i Helene krótką wiadomość, że wszystko u niej w porządku, i zaprosiła je w niedzielę na kawę. Rozmowę z mamą postanowiła odłożyć na wieczór albo na następny dzień. A co z Adamem? Jej rozważania przerwał dźwięk telefonu. Dzwonił Nilsson.
- Obejrzeliśmy butelki zostawione przez tamtych sześciu w pomieszczeniu, w którym imprezowali - powiedział. - Na dwóch z nich znaleźliśmy dwa takie same zestawy odcisków palców jak na butelce, która tkwiła w pochwie zamordowanej dziewczyny. Co ty na to?
- Bingo! Od razu zlecę Thomasowi i Vikingowi, żeby pobrali odciski palców od całej szóstki. Czy dział techniczny będzie je mógł sprawdzić od razu?
- Będziemy musieli zostać po godzinach.
Bergman udała, że tej odpowiedzi nie usłyszała.
- Jesteś teraz w swoim pokoju? - spytała.
- Tak, a gdzieżby indziej? Przecież przed chwilą usłyszałem, że mam dziś zostać dłużej.
- W takim razie za chwilę do ciebie zejdę. Chciałabym z tobą o czymś porozmawiać.
- Naprawdę? A o czym? Nie mam czasu na prywatne bzdury.
Bergman jęknęła w myślach. Czy on zawsze musi być taki niegrzeczny? Gdyby nie był wybitnym technikiem kryminalnym, już dawno temu musiałby odejść z pracy. Był jednak żywą legendą, bo w dziale technicznym przepracował czterdzieści lat. Krążyły plotki, że zawsze miał taki upierdliwy charakter, ale ona wiedziała, jak się z nim obchodzić, chociaż od czasu do czasu musiała zacisnąć zęby i ugryźć się w język. Jednak po pewnym czasie doszła do wniosku, że takie zachowanie to zwykła fasada, że wystarczy się z nim tylko należycie obchodzić, a wtedy zachowuje się jak lojalny, porządny kolega z pracy. Nilsson nigdy się nie poddawał i nad każdą sprawą pracował niestrudzenie.
- W takim razie widzimy się za parę minut - skomentowała jego słowa i się rozłączyła.
Postanowiła, że zanim do niego pójdzie, poinformuje resztę ekipy o tym, czego się dzisiaj dowiedziała.