Poślij chociaż słowo. Opowieść o miłości i przetrwaniu w Gułagu - Orlando Figes


Reflow text when sidebars are open.
Lew pierwszy zobaczył Swietę. Zauważył ją od razu w tłumie kandydatów na studia, czekających na dziedzińcu Uniwersytetu Moskiewskiego na rozpoczęcie egzaminu wstępnego. Stała pod drzwiami Wydziału Fizyki z przyjacielem Lwa, Gieorgijem Lachowem. Lachow zamachał do Lwa i przedstawił mu Swietę, swoją koleżankę z liceum. Zdążyli zamienić tylko kilka słów, gdy otwarto drzwi i razem z innymi studentami weszli po schodach do auli, w której miał się odbyć egzamin.
Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Lew był zbyt ostrożny, aby od razu się zakochać. Ale Swietłana już wtedy zwróciła jego uwagę. Była średniego wzrostu, szczupła, miała gęste brązowe włosy, szerokie kości policzkowe, ostry podbródek i niebieskie oczy, smutne i myślące. Była jedną z zaledwie kilku dziewcząt, które we wrześniu 1935 roku, razem z Lwem i trzydziestoma innymi mężczyznami, przyjęto na Wydział Fizyki, najlepszy taki wydział w Związku Sowieckim. W ciemnej wełnianej bluzce, krótkiej szarej spódnicy i czarnych zamszowych butach Swietłana rzucała się w oczy. Miała ładny głos (śpiewała potem w uczelnianym chórze), który dodawał jej jeszcze powabu. Była lubiana, żywa, czasami zalotna i znana z ciętego języka. Nie narzekała na brak wielbicieli. Ale Lew nie należał do przeciętnych mężczyzn. Nie był atletycznie zbudowany ani wysoki - nieco niższy od Swietłany; nie miał też przekonania, że jest przystojny, jak to się zdarza młodzieńcom w jego wieku. Na wszystkich zdjęciach z tych czasów ma na sobie tę samą starą koszulę zapiętą pod szyją - bez krawata, na rosyjską modłę. Wciąż wyglądał bardziej na chłopca niż na mężczyznę. Miał jednak miłą i delikatną twarz, łagodne niebieskie oczy i pełne, nieomal dziewczęce usta.
W pierwszym semestrze Lew i Swieta, jak ją nazywał [Imiona rosyjskie mają pełną i skróconą wersję (używaną przez przyjaciół i krewnych), a także wiele zdrobnień. Krótką formą Swietłany jest Swieta, ale mówiono też do niej Swietoczka, Swietik, Swietłanka itd. W listach z obozu Lew często nazywał ją Swiet albo Swietłoje (po rosyjsku "światło" - Lew lubił nawiązywać do tego znaczenia).], widywali się często. Chodzili na wykłady, pozdrawiali się w bibliotece i obracali się w tym samym kręgu przyszłych fizyków i inżynierów, jadających razem w stołówce albo spotykających się w "klubie studenckim" przy wejściu do czytelni; jedni wychodzili tam na papierosa, inni po prostu rozprostować nogi i pogadać.
Z czasem Lew i Swieta zaczęli chodzić z kolegami do teatru i kina. Po spektaklu lub seansie Lew odprowadzał Swietę do domu cienistymi bulwarami, biegnącymi od placu Puszkina do koszar Pokrowskich w pobliżu jej domu. Tą romantyczną drogą spacerowali wieczorami zakochani moskwianie. Mimo rozluźnienia seksualnych obyczajów, do którego doszło w niektórych sferach po 1917 roku, studenci w latach trzydziestych pozostali wierni ideałowi romantycznej miłości. Na Uniwersytecie Moskiewskim romanse miały poważny i niewinny charakter. Początek zwykle wyglądał tak, że zakochani odłączali się od większej grupy kolegów i on zaczynał odprowadzać ją wieczorami do domu. Prowadzili wówczas intymniejsze rozmowy, recytując sobie strofy ulubionych poetów (był to przyjęty sposób mówienia o miłości), a przed rozstaniem on mógł jej skraść całusa.
Lew wiedział, że Swieta podoba się nie tylko jemu. Często widywał, jak spaceruje z Gieorgijem Lachowem po Ogrodach Aleksandrowskich przy Murze Kremlowskim. Był zbyt powściągliwy, aby zapytać przyjaciela, co go łączy ze Swietą, lecz pewnego dnia Gieorgij sam mu się zwierzył: "Swieta to przemiła dziewczyna, ale taka mądra, tak strasznie mądra". Powiedział to takim tonem, że Lew nie miał wątpliwości: Gieorgij boi się, że ustępuje Swiecie inteligencją. Lew szybko się przekonał, że Swieta miewa zmienne nastroje, jest krytyczna wobec ludzi i brak jej cierpliwości do osób mniej inteligentnych od niej.
Powolutku Lew i Swieta zbliżyli się do siebie. Lew wspomina, że połączyła ich "głęboka sympatia". Mówiąc to, uśmiecha się na wspomnienie czasów, od których minęło już ponad siedemdziesiąt lat. Namyśla się długo, nim wypowie następne słowa: "Nie zakochaliśmy się w sobie do szaleństwa, ale była między nami głęboka i trwała sympatia".
W końcu zaczęli się uważać za parę. "Było wiadomo, że Swieta jest moją dziewczyną, ponieważ nie spotykałem się z innymi" - wspomina Lew. Pewnego dnia oboje uświadomili to sobie z całą jasnością. Spacerowali po południu cichymi uliczkami niedaleko domu Swiety przy Kazarmiennom Pierieułkie (zaułku Koszarowym), gdy nagle Swieta wzięła Lwa za rękę i rzekła: "Chodźmy, poznam cię z moimi przyjaciółkami". Były to jej najbliższe koleżanki ze szkoły: Irina Krauze, studiująca romanistykę w Instytucie Języków Obcych, i Aleksandra ("Szura" lub "Szurka") Czernomordik, studentka medycyny. To, że Swieta poznała go ze swymi przyjaciółkami z dzieciństwa, Lew uznał za świadectwo zaufania z jej strony, za dowód jej uczuć.
Wkrótce potem Swieta zaprosiła Lwa do domu. Rodzina Iwanowów zajmowała własne mieszkanie, dwa obszerne pokoje z kuchnią. Był to rzadki luksus w stalinowskiej Moskwie, gdzie normę stanowiły komunałki z jednym pokojem na rodzinę, wspólną kuchnią i toaletą. Swieta i jej młodsza siostra Tania mieszkały w jednym pokoju z rodzicami (dziewczęta spały na wersalce), a ich brat Jarosław ("Jara") w drugim pokoju z żoną Jeleną. Stała tam duża szafa, oszklona biblioteczka i fortepian, na którym grywali wszyscy domownicy. Mieszkanie Iwanowów, z jego wysokimi sufitami i zabytkowymi meblami, było wysepką przedrewolucyjnej inteligencji rosyjskiej w stolicy sowieckiego proletariatu.
Ojciec Swiety, Aleksandr Aleksiejewicz, wysoki pięćdziesięciokilkuletni mężczyzna z niedużą bródką, smutnymi, uważnie patrzącymi oczami i szpakowatą czupryną, był starym bolszewikiem. Do ruchu rewolucyjnego wstąpił w 1902 roku, podczas studiów na Uniwersytecie Kazańskim. Relegowany z tej uczelni i aresztowany, zapisał się potem na Wydział Fizyki Uniwersytetu Petersburskiego. Przed pierwszą wojną światową pracował u wybitnego chemika rosyjskiego Siergieja Lebiediewa nad metodą otrzymywania kauczuku syntetycznego. Po rewolucji październikowej w 1917 roku odegrał czołową rolę w organizacji sowieckiego przemysłu gumowego, ale w 1921 roku wystąpił z partii - oficjalnie ze względu na zły stan zdrowia, lecz w rzeczywistości dlatego, że rozczarował się do dyktatury bolszewików. W następnej dekadzie wiele podróżował służbowo do krajów zachodnich. W 1930 roku przeprowadził się z rodziną do Moskwy. Był to czas planu pięcioletniego, który miał uprzemysłowić Związek Sowiecki, i pierwszej fali stalinowskiego terroru, wymierzonego w "burżuazyjnych" specjalistów. Wielu starych przyjaciół i kolegów po fachu Iwanowa uwięziono pod zarzutem "szpiegostwa" albo "sabotażu" i rozstrzelano lub osadzono w obozach pracy. Z powodu częstych wyjazdów zagranicznych Aleksandr znalazł się w kręgu podejrzeń, ale czystka jakoś go ominęła; pracował nadal przy rozbudowie przemysłu sowieckiego, awansując na zastępcę dyrektora Instytutu Żywicy. W domu Iwanowów panował etos sowieckiej inteligencji technicznej, a wszystkie dzieci studiowały na kierunkach ścisłych. Jara uczył się w Moskiewskim Instytucie Budowy Maszyn, Tania wybrała meteorologię, a Swieta była słuchaczką Wydziału Fizyki.
Aleksandr przyjął Lwa bardzo serdecznie, cieszył się, że do jego domu zawitał jeszcze jeden przyszły uczony. Matka Swiety była bardziej powściągliwa. Anastazja Jerofiejewna, korpulentna, powolna w ruchach pięćdziesięciokilkuletnia kobieta stale nosząca rękawiczki, aby ukryć chorobę skórną, uczyła języka rosyjskiego w Moskiewskim Instytucie Ekonomicznym. Cechowała ją właściwa pedagogowi surowość. Miała zwyczaj mrużyć oczy i bacznie przypatrywać się Lwu przez okulary w grubych oprawkach. Przez długi czas Lew bał się jej. Ale pod koniec pierwszego roku studiów zaszło wydarzenie, które zmieniło wszystko. Swieta pożyczyła od Lwa notatki z wykładu, na którym nie była. Kiedy Lew przyszedł je odebrać przed pierwszym egzaminem, Anastazja oznajmiła mu, że jego notatki są bardzo dobre. Była to tylko zdawkowa, niespodziewana pochwała, ale miękki ton głosu oznaczał dla Lwa, że został zaakceptowany przez Anastazję, anioła stróża rodziny Iwanowów. "Jej słowa były dla mnie przepustką do ich domu - wspomina Lew. - Zacząłem częściej u nich bywać i nie czułem się już tak skrępowany". Po egzaminach, podczas długiego gorącego lata 1936 roku, Lew codziennie pod wieczór przychodził po Swietę. Szli do pobliskiego parku Sokolniki, gdzie uczył ją jeździć na rowerze.
Akceptacja przez rodzinę Swiety zawsze była dla Lwa ważnym elementem ich związku. Nie miał najbliższej rodziny. Urodził się w Moskwie 21 stycznia 1917 roku - tuż przed rewolucją lutową, która zmiotła dotychczasowy porządek. Jego matka Walentina Aleksiejewna była córką prowincjonalnego urzędnika i po przedwczesnej śmierci obojga rodziców została wychowana przez dwie ciotki w Moskwie. Pracowała jako nauczycielka w jednej ze stołecznych szkół, gdy poznała ojca Lwa, Gleba Fiodorowicza Miszczenkę, absolwenta Wydziału Fizyki Uniwersytetu Moskiewskiego, który kończył właśnie studia inżynierskie w Instytucie Kolejnictwa. Miszczenko było ukraińskim nazwiskiem. Ojciec Gleba, Fiodor, wybitny przedstawiciel ukraińskiej inteligencji, był profesorem filologii na Uniwersytecie Kijowskim i tłumaczem pism starożytnych Greków. Po rewolucji październikowej rodzice Lwa przenieśli się do małego syberyjskiego miasteczka w guberni tobolskiej o nazwie Bieriozowo, które Gleb poznał podczas swoich wypraw geodezyjnych. Bieriozowo, w którym od XVIII wieku osiedlano zesłańców, leżało daleko od ośrodków władzy bolszewickiej, w dość zamożnej rolniczej okolicy. Wydawało się dobrym miejscem do przeczekania wojny domowej (1917-1921), która przyniosła Moskwie terror i ruinę ekonomiczną. Mieszkali z ciotką Walentiny w pokoju wynajmowanym od licznej rodziny chłopskiej. Gleb znalazł pracę jako nauczyciel i meteorolog, Walentina pracowała jako nauczycielka, a Lwa wychowywała jej ciotka, Lidia Konstantinowna, którą nazywał "babcią". Opowiadała mu bajki i nauczyła go Ojcze nasz. Modlitwę tę pamiętał przez całe życie.
Bolszewicy przybyli do Bieriozowa jesienią 1919 roku i rozpoczęli aresztowania "burżujów". Podejrzewali ich o współpracę z białymi, kontrrewolucjonistami, którzy wcześniej zajmowali te tereny. Pewnej nocy przyszli po Walentinę i Gleba. Lew, który skończył właśnie cztery latka, poszedł z babcią odwiedzić rodziców w miejscowym więzieniu. Gleb siedział w dużej celi razem z dziewięcioma więźniami. Lwa wpuszczono do środka i pozwolono usiąść razem z ojcem; uzbrojony strażnik stał przy drzwiach. "Czy ten wujek jest myśliwym?" - zapytał Lew, a ojciec odpowiedział: "Ten wujek nas strzeże". Walentinę osadzono w pojedynce. Lew był u niej dwa razy. Podczas ostatnich odwiedzin matka dała mu śmietanki z cukrem, którą kupiła w kantynie, aby Lew zapamiętał tę wizytę.
Niedługo później zaprowadzono go do szpitala, w którym umierała jego matka. Została postrzelona w pierś, prawdopodobnie przez więziennego strażnika. Kiedy Lew stał w drzwiach szpitalnego oddziału, przeszła obok niego pielęgniarka niosąca w rękach coś czerwonego i drgającego. Nie wiedział, co to jest. Przerażony, nie chciał wejść do środka, gdy babcia powiedziała, że powinien pożegnać się z matką. Z daleka patrzył, jak babka podchodzi do łóżka i całuje jego mamę w głowę.
Pogrzeb odbył się w głównej cerkwi miasteczka. Lwa przyprowadziła babcia. Siedział przed otwartą trumną na stołku, który był zbyt niski, aby Lew mógł zajrzeć do środka i zobaczyć twarz matki. Ale za trumną widział twarze na kolorowym ikonostasie, a w świetle świec poznał ikonę Matki Boskiej nad wezgłowiem trumny. Pamięta, jak pomyślał sobie, że Matka Boska jest bardzo podobna do jego matki. Nagle obok Lwa stanął ojciec, któremu władze więzienne pozwoliły przyjść na pogrzeb. Eskortował go strażnik. "Przyszedł się pożegnać" - powiedziała jakaś kobieta. Gleb stał przez chwilę nad trumną, a potem strażnik odprowadził go do więzienia. Lew przyszedł później na grób matki na przycerkiewnym cmentarzu. Kopczyk świeżo wykopanej czarnej ziemi, w który ktoś wbił drewniany krzyż, ostro odcinał się od śniegu.
Kilka dni potem babcia zaprowadziła Lwa na drugi pogrzeb w tej samej cerkwi. Tym razem przed ikonostasem stało rzędem dziesięć trumien. Leżący w nich ludzie, wśród nich ojciec Lwa, zostali zamordowani przez bolszewików. Więźniów z celi Gleba rozstrzelano zapewne w tym samym czasie. Miejsce ich pochówku do dziś pozostaje nieznane.
W czasie upalnego lata 1921 roku, kiedy rolnicze Powołże nawiedziła klęska głodu, Lew wrócił z babcią do Moskwy. Bolszewicy przerwali na pewien czas swoją wojnę klasową z "burżuazją" i niedobitki moskiewskiej klasy średniej mogły odetchnąć swobodniej. Babka Lwa przez dwadzieścia lat pracowała jako akuszerka w Lefortowie, dzielnicy drobnych kupców i rzemieślników. Teraz zamieszkała tam z Lwem u dalekiej krewnej. Przez rok zajmowali kąt pokoju, gdzie za zasłoną stało duże łóżko i dziecięce łóżeczko, a babcia Lwa najmowała się do opieki nad chorymi. W 1922 roku przenieśli się do Kati, siostry Walentiny, czyli ciotki Lwa, która mieszkała z mężem w komunałce przy ulicy Granowskiego niedaleko Kremla. W 1924 roku Lew z babcią przeprowadzili się do mieszkania ciotki Walentiny, Jelizawiety Konstantinownej, byłej kierowniczki gimnazjum dla dziewcząt, przy ulicy Małaja Nikitskaja. "Ciocia Katia odwiedzała nas prawie codziennie, dorastałem więc w atmosferze nieustannej kobiecej uwagi i troski" - wspomina Lew.
Miłość tych trzech kobiet - z których żadna nie miała własnych dzieci - nie mogła mu powetować braku matki, wpoiła jednak głęboki szacunek, a nawet cześć dla kobiet. Duchowo i materialnie pomagało mu również troje najbliższych przyjaciół rodziców, regularnie przesyłających pieniądze jego babce: matka chrzestna Lwa, lekarka z Erewania, stolicy Armenii; Siergiej Rżewkin ("wujek Sierioża"), profesor akustyki na Uniwersytecie Moskiewskim; i Nikita Mielnikow ("wujek Nikita"), stary mienszewik [Mienszewicy byli członkami partii marksistowskiej sprzeciwiającej się dyktaturze bolszewików.], językoznawca, inżynier i nauczyciel szkolny, którego Lew uważał za "drugiego ojca".
Lew chodził do szkoły koedukacyjnej (szkoły męskie i żeńskie zniesiono w sowieckiej Rosji w 1918 roku). Mieściła się ona w dawnym budynku żeńskiego gimnazjum przy ulicy Bolszaja Nikitskaja, dziewiętnastowiecznym pałacyku o dwóch skrzydłach. Kiedy Lew zaczynał naukę, w szkole panował jeszcze duch starej inteligencji rosyjskiej. Duża część kadry pracowała tu przed 1917 rokiem: germanistka kierowała dawniej gimnazjum, nauczycielka niższych klas była kuzynką słynnego ukraińskiego kompozytora, a rusycystkę łączyło pokrewieństwo z pisarzem Michaiłem Bułhakowem. Jednakże na początku lat trzydziestych, kiedy Lew miał kilkanaście lat, szkołę przekształcono w technikum współpracujące z moskiewskimi fabrykami. Technicy pracujący w przemyśle prowadzili zajęcia praktyczne, przygotowując uczniów do pracy w fabrykach.
Szkoła Swiety w zaułku Wuzowskim znajdowała się zaledwie kilka ulic od szkoły Lwa. Co pomyśleliby o sobie, gdyby się wtedy spotkali? Pochodzili z różnych sfer - Lew ze starego świata moskiewskiej klasy średniej i prawosławnych wartości jego babki, Swieta z bardziej postępowego świata sowieckiej inteligencji technicznej - ale łączyło ich wiele wspólnych wartości i zainteresowań. Oboje byli nad wiek dojrzali, poważni, inteligentni, samodzielni w myśleniu, mieli otwarty i dociekliwy umysł, uformowany bardziej przez własne doświadczenia niż propagandę lub społeczne konwenanse. Ta samodzielność okazała się później bezcenna. W liście z 1949 roku Swieta wspominała, jaka była w wieku jedenastu lat - w czasie gdy w szkołach sowieckich trwała zaciekła walka z religią:
Wydaje mi się, że byłam w tym wieku dojrzalsza niż inne dzieci z mojej szkoły. Bardzo się wówczas przejmowałam na przykład kwestią Boga i religii. Nasi sąsiedzi byli ludźmi wierzącymi i Jara często drażnił się z ich dziećmi. Ale ja stawałam w obronie wolności wyznania. I sama rozwiązałam dla siebie zagadnienie istnienia Boga - wszystko jedno, czy z nim czy bez niego, i tak nie potrafię zrozumieć ani wieczności, ani stworzenia, a skoro jest nieprzydatny, to znaczy, że nie jest potrzebny (mnie, ale może być potrzebny tym, którzy w niego wierzą).
Zarówno Lew, jak Swieta zostali nauczeni ciężkiej pracy i odpowiedzialności za swoje życie. Swietę wychowali tak rodzice, którzy powierzali jej opiekę nad młodszą siostrą Tanią i wiele domowych obowiązków. Lwa zahartowała trudna sytuacja materialna. Już w szkole zarabiał, aby pomóc babce pobierającej bardzo skromną emeryturę.
W 1932 roku, mając zaledwie piętnaście lat, Lew pracował nocami na budowie pierwszej linii moskiewskiego metra między Parkiem Gorkiego a Sokolnikami. Mierzył trasę na powierzchni ziemi i stykał się z robotnikami drążącymi tunel, w większości chłopami, którzy w tych latach napływali do Moskwy. Uciekali ze wsi, bo nie chcieli wstępować do kołchozów. O strasznych skutkach kolektywizacji Lew dowiedział się latem następnego roku. Pracował wtedy jako sprzątacz w kołchozie specjalizującym się w hodowli królików. Poznał tam robotnika, który uciekł z głodującej wsi ukraińskiej. Pisał smutne wiersze o "pustych wiejskich chatach, umierających ludziach, górach zwłok piętrzących się za opłotkami". Siła wyrazu tych wierszy zrobiła na Lwie duże wrażenie, ale ich treść wydała mu się nieprawdopodobna. "Po co wymyślasz takie przerażające rzeczy?" - zapytał robotnika, na co usłyszał: "Niczego nie wymyśliłem. To moja wieś. Jest tam głód i nikt nie ma siły grzebać zmarłych". Lew był wstrząśnięty. Nigdy nie kwestionował władzy sowieckiej i prowadzonej przez nią polityki. Wstąpił do Komsomołu, Komunistycznego Związku Młodzieży, i wierzył w Partię. Ale opowieści Ukraińca zasiały w nim ziarno wątpliwości. Kilka miesięcy później pojechał na wycieczkę klasową do kołchozu pod Moskwą. Zorganizowała ją nauczycielka biologii, bolszewicka entuzjastka, która w jednym z opuszczonych domów wystawiła sztukę o "walce z pasożytami". Dom należał wcześniej do wiejskiego popa i jego rodziny, wysiedlonych podczas kolektywizacji. W środku walały się spalone książki, między innymi Biblia w języku greckim. Z tego języka przekładał dziadek Lwa, ale za władzy sowieckiej nie był on już nikomu potrzebny.
Zaczynając naukę na uniwersytecie w 1935 roku, Lew mieszkał z babcią (mającą już osiemdziesiąt dwa lata) w komunałce przy Leningradzkim Prospekcie w północno-zachodniej części Moskwy. Ekscentryczna "ciocia Olga" (będąca w istocie nieślubną córką Borisa Tołmaczowa, pierwszego męża cioci Kati) zajmowała wraz z mężem pokój w tym samym mieszkaniu. Lew z babcią mieszkali w wąskiej i ciemnej izbie. Pod jedną ścianą stało łóżko Lwa, pod drugą kufer, na którym babcia urządziła sobie posłanie; nogi opierała na stołku. Pod oknem ustawili biurko Lwa, a nad jego łóżkiem wisiała mała oszklona szafka, w której trzymał aparaturę chemiczną i książki, głównie z chemii i fizyki, ale także dzieła rosyjskich klasyków. W czasie odwiedzin Swiety siadywali na łóżku i rozmawiali. Ciocia Olga nie spuszczała ich z oka. Była surową, pobożną kobietą i wizyty Swiety wcale jej się nie podobały. Dawała Lwu jasno do zrozumienia, że "coś" podejrzewa. Lew zapewniał: "To tylko koleżanka ze studiów", ale Olga mu nie wierzyła i kiedy przychodziła Swieta, stała w przedpokoju przy drzwiach i nasłuchiwała, aby zdobyć potwierdzenie swoich przypuszczeń.
Lew i Swieta mogli czuć się naprawdę swobodnie tylko na wsi. Co roku latem rodzina Swiety wynajmowała obszerną daczę w Boriskowie, osiedlu nad rzeką Istrą, położonym 70 kilometrów na północny zachód od Moskwy. Lew odwiedzał ich tam, raz przyjeżdżając rowerem z Moskwy, a innym razem pociągiem do stacji Manichino, skąd do Boriskowa była godzina drogi piechotą. Lew i Swieta całymi dniami spacerowali po lesie, leżeli nad rzeką, czytali wiersze, aż nadchodził wieczór i Lew musiał iść na stację albo wsiadać na rower.
Trzydziestego pierwszego lipca 1936 roku przyjechał pociągiem. Dzień był skwarny i Lew spocił się po godzinnym marszu z Manichina, postanowił więc wykąpać się w rzece pod Boriskowem. Rozebrał się i wskoczył do wody. Pływał słabo, więc starał się trzymać blisko brzegu, ale silny nurt zniósł go na głębinę. Walcząc z prądem, tracił siły i zaczął tonąć. Na brzegu siedział wędkarz. Lew zawołał do niego: "Pomocy, tonę!", ale wędkarz nie ruszył się z miejsca. Lew zanurzył się i wypłynął, aby drugi raz zawołać o pomoc - a potem znów zniknął pod wodą. Był zupełnie wyczerpany i przebiegło mu przez myśl, że strasznie głupio byłoby umrzeć tak blisko domu Swiety. Zaraz potem stracił przytomność. Kiedy się ocknął, siedział na brzegu obok wędkarza, z trudem łapiąc oddech. Nie widział swojego wybawcy, który stał za nim i robił wymówki wędkarzowi, że nie skoczył tonącemu na ratunek. Mężczyzna odszedł, zanim Lew zdążył się dowiedzieć, komu zawdzięcza ocalenie. Cały dzień spędził ze Swietą i jej rodziną. Wieczorem Swieta i jej siostra Tania odprowadziły Lwa na skraj wsi, do drogi prowadzącej do stacji. Kiedy szli przez wioskę, Lew zobaczył człowieka, który uratował mu życie - stał z jakimś starszym jegomościem i dwoma kobietami. Lew podziękował mu i zapytał, jak się nazywa. Odpowiedział mu starszy pan: "Jestem profesor Siencow, a uratował pana mój zięć, inżynier Biespałow. A to nasze żony". Lew pożegnał się i ruszył do stacji. Na peronie był głośnik i Lew pamięta, że nadawano Introdukcję i rondo capriccioso Saint-Saënsa. Kiedy słuchał, jak Dawid Ojstrach gra piękne solo na skrzypce, nagle owładnęła nim przemożna radość życia. Wszystko wokoło wydało mu się intensywniejsze i żywsze niż wcześniej. Został uratowany, kochał Swietłanę, a muzyka pozwoliła mu odczuć w pełni tę radość.
Życie było pełne takich nietrwałych radości. W 1935 roku Stalin oznajmił, że "życie stało się lżejsze, życie stało się weselsze". W sklepach pojawiło się więcej artykułów, wódka, kawior, otwierano nowe sale taneczne, a w kinach wyświetlano wesołe filmy, które bawiły widzów i kazały im wierzyć w świetlaną przyszłość po zbudowaniu komunizmu. Tymczasem stalinowska policja polityczna, NKWD, sporządzała długie listy osób przeznaczonych do aresztowania.
W latach wielkiego terroru, 1937-1938, aresztowano co najmniej 1,3 miliona "wrogów ludu", z których ponad połowa została rozstrzelana. Nie wiadomo, o co właściwie chodziło w tej polityce masowych mordów - czy w przystępie paranoi Stalin postanowił pozbyć się potencjalnych wrogów, czy była to wojna z "elementami społecznie obcymi", czy (co najbardziej prawdopodobne) prewencyjna likwidacja "nieprawomyślnych" obywateli na wypadek wojny, bo sytuacja międzynarodowa stawała się coraz bardziej napięta. Terror objął całe społeczeństwo, nie ominął żadnej dziedziny życia. Sąsiedzi, koledzy z pracy, przyjaciele i krewni mogli z dnia na dzień stać się "szpiegami" albo "faszystami".
Fizycy sowieccy byli szczególnie narażeni na represje, bo wyniki ich badań miały duże znaczenie praktyczne dla wojska, a poza tym środowisko było ideologicznie podzielone. Dotyczyło to zwłaszcza Wydziału Fizyki Uniwersytetu Moskiewskiego. Z jednej strony była tam grupa błyskotliwych młodych naukowców, takich jak Jurij Rumer i Boris Hessen, którzy opowiadali się za nowoczesnymi teoriami Einsteina, Bohra i Heisenberga, a z drugiej starsi uczeni, którzy uważali teorię względności i mechanikę kwantową za "idealistyczne" i sprzeczne z materializmem dialektycznym, "naukową" podstawą marksizmu-leninizmu. Do argumentów ideologicznych dochodziły polityczne - materialiści oskarżali zwolenników mechaniki kwantowej o "brak patriotyzmu" (czyli potencjalne "szpiegostwo"), ponieważ ulegali wpływom nauki zachodniej, a wcześniej jeździli za granicę. W sierpniu 1936 roku, tuż przed rozpoczęciem drugiego roku studiów przez Lwa i Swietę, Hessen został aresztowany pod zarzutem przynależności do "kontrrewolucyjnej organizacji terrorystycznej", a potem rozstrzelany. W następnym roku Rumera zwolniono z uniwersytetu.
Od studentów wymagano czujności. Członkowie Komsomołu mieli podczas zebrań osądzać studentów, których krewni zostali aresztowani, i domagać się relegowania ich z uczelni, gdyby się ich nie wyparli. Z niektórych wydziałów wyrzucono wielu studentów, ale z Wydziału Fizyki - niedużo, bo wśród jego słuchaczy istniał silny esprit de corps. Tylko dzięki temu Lew nie został relegowany z uniwersytetu wskutek incydentu, do którego doszło w 1937 roku.
Szkolenie wojskowe obowiązywało wszystkich dziennych słuchaczy Uniwersytetu Moskiewskiego. Po jego ukończeniu zostawali oficerami rezerwy, którzy w razie wojny podlegali mobilizacji. Studentów Wydziału Fizyki przygotowywano do stanowisk dowódczych w piechocie. Szkolenie obejmowało między innymi pobyt na dwóch obozach wojskowych pod Włodzimierzem. Podczas pierwszego, w lipcu 1937 roku, główny instruktor został niedawno awansowany na stanowisko podoficerskie w pułku złożonym ze studentów spoza uniwersytetu. Lubił musztrować fizyków, uważanych za elitę studentów, każąc im biec 200 metrów, potem maszerować taki sam dystans, i tak dalej. W końcu Lew miał tego dosyć (a nigdy nie potrafił milczeć, widząc, jak zwierzchnicy znęcają się nad podwładnymi) i powiedział głośno: "Nasi dowódcy średniego szczebla to głupcy!". Instruktor usłyszał i zameldował zwierzchnikom. Sprawa trafiła do dywizyjnej komisji partyjnej, która postanowiła usunąć Lwa z Komsomołu "za kontrrewolucyjne, trockistowskie oszczerstwo na średnią kadrę dowódczą Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej". Po powrocie we wrześniu na uczelnię Lew, obawiając się dalszych konsekwencji, napisał odwołanie do komisji partyjnej Moskiewskiego Okręgu Wojskowego, prosząc o cofnięcie decyzji o usunięciu z Komsomołu. Po wysłuchaniu jego zeznań komisja uchyliła decyzję komisji dywizyjnej i udzieliła mu surowej nagany (strogij wygowor) za "komsomolski brak opanowania", jak to osobliwie określono. Lew miał wiele szczęścia. Potem dowiedział się, że pomyślny wynik swojej sprawy zawdzięczał odważnej postawie trzech przyjaciół z Wydziału Fizyki, którzy skierowali do komisji podpisane oświadczenie w jego obronie. Lew był tak lubiany przez kolegów, że ci odważyli się dla niego zaryzykować własną wolność. Deklaracja solidarności mogła przecież nic nie dać i spowodować także ich aresztowanie, ponieważ już trzyosobową grupę władze uważały za "organizację".
Cała sprawa miała ten skutek, że Lew i Swieta znów zbliżyli się do siebie. W połowie drugiego roku studiów ich drogi się rozeszły i przez pewien czas nawet się nie widywali. Inicjatywa wyszła od Swiety, która nagle zaczęła stronić od wspólnych przyjaciół. Lew nie mógł tego zrozumieć. Od lata poprzedniego roku spotykali się codziennie, a Swieta poprosiła go nawet o zdjęcie. Wielu ich przyjaciół pobierało się i Lew miał chyba nadzieję, że i oni wkrótce wezmą ślub. Tymczasem Swieta, ni stąd, ni zowąd, odsunęła się od niego. Wspominając ten okres, Swieta przypisuje to swoim "złym nastrojom" - depresji, która będzie ją nękać przez prawie całe życie. "Ileż to razy - pisała później do Lwa - wyrzucałam sobie, że psuję to, co jest między nami, i - Bóg jeden wie dlaczego - dręczę Cię".
Ale kiedy Lew popadł w kłopoty, Swieta natychmiast wróciła do niego. Przez następne trzy lata prawie się nie rozstawali. Rano spotykali się, gdy Swietłana szła do tramwaju, aby pojechać na uniwersytet. Po wykładach Lew czekał na nią i razem jechali do niego do mieszkania przy Leningradzkim Prospekcie. Tam Lew przyrządzał Swiecie coś do jedzenia albo zabierał ją do teatru lub kina, a potem odprowadzał do domu. Ważną rolę w ich związku odgrywała poezja. Razem czytali, przesyłali sobie wiersze i rozmawiali o nowych utworach. Ulubionymi poetami Swiety byli Achmatowa i Błok, ale bardzo podobał jej się także wiersz Jeleny Rywiny, który zadeklamowała Lwu pewnego wieczoru podczas spaceru po Moskwie. Wiersz ten mówił o ulotności szczęścia:
Widzę czubek papierosa twego,
To przygasa, to błyska czerwono,
Przechodzimy po ulicy Rossiego*,
Gdzie latarnie niepotrzebnie płoną.
Takie krótkie jest nasze spotkanie,
Niż krok krótsze, niż oddech czy nutka.
Budowniczy, czemuż to, mój panie,
Ta ulica pańska taka krótka?
(Przekład Leszek Engelking)
[* Karł Rossi (1775-1849) - rosyjski architekt pochodzenia włoskiego, twórca wielu budynków i zespołów architektonicznych w Petersburgu za panowania Mikołaja I (1825-1855).]
Czasami, gdy Lew musiał pracować do późna i nie mógł spotkać się ze Swietą, przychodził nocą pod jej dom. Raz zostawił taki list:
Swietka! Przyszedłem dowiedzieć się o twoje zdrowie i przypomnieć Ci, że jutro, czyli dwudziestego dziewiątego, chcielibyśmy Cię widzieć u nas. Postanowiłem nie dobijać się do waszego mieszkania, bo pora jest późna - wpół do dwunastej i w dwóch oknach jest już ciemno, a w dwóch pozostałych półmrok; mógłbym wszystkich obudzić i wystraszyć.
Przyjdź do mnie, jak będziesz wolna. Pozdrowienia dla mamy i Tani.
W styczniu 1940 roku umarła babcia Lwa. Podczas jej pogrzebu na cmentarzu Wagańkowskim Swieta stała u boku ukochanego.
W następnym miesiącu Lew został laborantem w Instytucie Fizyki Akademii Nauk im. Lebiediewa (w skrócie FIAN). Studiował jeszcze na przedostatnim roku, ale kolega z wydziału, Naum Grigorow, od niedawna pracujący w FIAN, polecił go dyrekcji Instytutu i dzięki temu Lew zyskał szansę na rozpoczęcie pracy naukowej. FIAN, nazwany na cześć Piotra Lebiediewa, rosyjskiego fizyka, który odkrył i zmierzył ciśnienie wywierane przez promieniowanie elektromagnetyczne, był prestiżową placówką naukową, jednym z najważniejszych na świecie ośrodków fizyki jądrowej. Prowadził między innymi pionierskie badania nad promieniowaniem kosmicznym, w których uczestniczył Lew. Ponieważ w ciągu dnia studiował, w laboratorium często pracował wieczorami. Swieta siedziała do późna w bibliotece Wydziału Fizyki, a potem szła do oddalonego o trzy kilometry instytutu Lwa przy placu Miusskim. Siadała na jednej z ławek na dziedzińcu i czekała na Lwa, który wychodził zwykle około ósmej i odprowadzał ją do domu. Pewnego dnia Lew był tak zmęczony, że zasnął w laboratorium i obudził się dopiero o dziewiątej. Swieta wciąż czekała na niego. Wybuchnęła śmiechem, kiedy się dowiedziała, że usnął.
Latem tego roku Lew wziął udział w wyprawie badawczej na Elbrus, najwyższy szczyt Kaukazu. Wysoko w górach FIAN miał bazę naukową. Grupa Lwa badała skutki promieniowania kosmicznego - było tu bliżej do miejsca, w którym promieniowanie wchodziło w atmosferę ziemską. Lew spędził w bazie trzy miesiące. "Wczoraj wyruszyliśmy w górę i błyskawicznie dotarliśmy do naszego schroniska - pisał do Swiety. - Czuję się wyśmienicie, mam wilczy apetyt i mnóstwo wrażeń". Swieta tymczasem wzięła urlop z uniwersytetu i pracowała w Bibliotece im. Lenina, której nowoczesną betonową siedzibę zbudowano właśnie niedaleko Kremla. "Wiesz, że przed biblioteką jest teraz śliczny skwer, cały zielony, z mnóstwem kwiatów? - pisała do Lwa. - A kto mi podaruje bukiet na urodziny?". Lew miał wrócić z Kaukazu 1 września, dziesięć dni przed dwudziestymi trzecimi urodzinami Swiety, a zawsze przynosił jej kwiaty na urodziny. Do tego czasu musiała zadowolić się listami.
3 sierpnia 1940
Witaj Lowieńka!
Moją pierwszą myślą po powrocie do domu było zapytać, czy są jakieś listy do mnie, ale ponieważ i tak się ze mnie śmieją, udałam, że czekam na kartkę od Iriny. Ale potem Tania odpowiedziała z naciskiem, że żadnej kartki nie ma, więc od razu wiedziałam, że musiało przyjść coś od Ciebie. Chodziłam za nią od pokoju do pokoju (u nas jak dawniej wszystkie drzwi są otwarte i można krążyć po pokojach, jak długo się chce) i błagałam o list. Mama w końcu zlitowała się nade mną i oddała mi twoje dwa listy.
Swieta też miała dla Lwa nowinę. Zaproponowano jej pracę w bibliotece.
Nie znajdą nikogo lepszego ode mnie. Znam rozmieszczenie sal, szaf w salach i półek - już to znaczy bardzo wiele, orientuję się w inwentarzach... znam na wylot periodyki, a ze swoją znajomością alfabetu łacińskiego mogę odczytać tytuł, miesiąc, rok i cenę każdego pisma w dowolnym języku z wyjątkiem chińskiego. Mam głowę na karku, w której nie ma może pierwszorzędnego mózgu, ale nie ma też sieczki... Wiera Iwanowna przepowiedziała mi, że za rok będę kierownikiem działu... Gdybym miała zostać w bibliotece na całe życie, byłby to początek kariery. Ale nie chcę spędzić tam całego życia, więc... w poniedziałek odmówię.
Lewi, nie martw się o moje zdrowie. Pisałam Ci już, że moje nastroje zależą od stanu albo mój stan od nastrojów. Tak czy inaczej będziesz mógł zobaczyć z mojego charakteru pisma, że jestem w spokojnym i zrównoważonym nastroju, co znaczy, że nic mi nie dolega. Mama mówi, że mam gruźlicę. Według niej to dlatego chudnę. Ale wiesz przecież, że przy mojej diecie trudno byłoby się spodziewać czegoś innego, a nie mam żadnych innych objawów.
W czerwcu 1941 roku Lew miał wyjechać z kolegami z FIAN na drugą wyprawę na Elbrus. W niedzielny poranek 22 czerwca jego zespół kończył w siedzibie Instytutu przygotowania do podróży. Lew był w znakomitym humorze. Zdał właśnie egzaminy końcowe na uczelni i dowiedział się od komisji wydziałowej, przyznającej miejsca pracy absolwentom, że jako jeden z czterech szczęśliwców będzie pracował w FIAN nad promieniowaniem kosmicznym. Po roku przerwy Swieta wznowiła studia na Wydziale Fizyki i byli ze sobą szczęśliwi. Lew z kolegami kończył pakowanie sprzętu badawczego, gdy do pokoju wbiegł kierownik ich zespołu. "Nigdzie nie jedziemy - obwieścił. - Nie słuchaliście radia? Wojna". W południe nadano specjalne przemówienie sowieckiego ministra spraw zagranicznych, Wiaczesława Mołotowa. "Dziś o czwartej rano - oświadczył drżącym głosem - wojska niemieckie napadły na nasz kraj, zaatakowały nasze granice w wielu miejscach i zbombardowały nasze miasta - Żytomierz, Kijów, Sewastopol, Kowno i inne".
Atak niemiecki był tak nagły i zmasowany, że zupełnie zaskoczył wojska sowieckie. Stalin zlekceważył raporty wywiadu o niemieckich przygotowaniach do wojny i obrona sowiecka nie była zorganizowana. Dziewiętnaście dywizji pancernych i piętnaście dywizji piechoty zmotoryzowanej, idących na czele niemieckich sił inwazyjnych, bez trudu przełamało sowiecki front. Sowieckie lotnictwo straciło ponad 1200 samolotów pierwszego poranka wojny; większość z nich została zniszczona przez niemieckie bombowce jeszcze na lotniskach. W ciągu kilku godzin po rozpoczęciu natarcia niemieckie oddziały specjalne przeniknęły głęboko na sowieckie tyły. Przecięły linie telefoniczne i uchwyciły mosty, torując drogę głównemu zgrupowaniu.
Po południu tego dnia organizacja komsomolska Uniwersytetu Moskiewskiego zwołała w głównej auli zebranie, na którym jednomyślnie podjęto uchwałę o mobilizacji studentów do obrony kraju. Wszyscy chcieli zaciągnąć się do wojska. Pod koniec czerwca ponad tysiąc studentów i absolwentów, w tym około pięćdziesięciu z Wydziału Fizyki, wstąpiło do 8 Krasnopriesnienskiej Dywizji Pospolitego Ruszenia. Był wśród nich i Lew. "W tej chwili panuje tu wielkie zamieszanie, nie mogę więc napisać niczego konkretnego o naszych planach - pisał 6 lipca z punktu zbornego do rodziny Swiety. - Mniej więcej wiadomo tylko, że będziemy tu mieszkać i studiować, dopóki komenda uzupełnień nie powoła nas do służby wojskowej".
Wybuch wojny wstrząsnął Lwem. Wszystko - jego praca naukowa, życie w Moskwie, związek ze Swietą - stanęło pod znakiem zapytania. "Jest wojna" - powtarzał sobie z niedowierzaniem.
Chociaż zgłosił się na ochotnika na front, obawiał się objąć odpowiedzialne stanowisko. Wskutek stalinowskiego terroru wojska sowieckie cierpiały na dotkliwy brak oficerów i nowicjuszom takim jak Lew kazano stanąć na czele żołnierzy i prowadzić ich do walki. Lew miał za sobą tylko dwa lata szkolenia wojskowego. Był podporucznikiem, czyli mógł dowodzić trzydziestoosobowym plutonem, ale nie wierzył w swoje taktyczne umiejętności. Koniec końców powierzono mu dowództwo drużyny aprowizacyjnej, złożonej z sześciu studentów lub absolwentów i dwóch starszych mężczyzn, z których jeden był pracownikiem uniwersytetu, a drugi - jednego z moskiewskich przedsiębiorstw. Lew ucieszył się, że będzie ze studentami, niedoświadczonymi tak jak on. Liczył, że będą dla niego bardziej wyrozumiali, gdy zdarzy mu się jakiś błąd, niż żołnierze pochodzący z klasy robotniczej.
Zadaniem drużyny było dowożenie zaopatrzenia batalionowi łączności walczącemu na froncie. Lew miał pod swoją komendą dwóch kierowców ciężarówek, dwóch robotników, kucharza, księgowego i magazyniera. Jadąc na front, wszędzie widzieli chaos, który zadawał kłam sowieckiej propagandzie. W Moskwie twierdzono, że Armia Czerwona odpiera Niemców, ale Lew przekonał się, że wojska sowieckie cofają się w nieładzie. Po lasach pełno było żołnierzy i cywilów, a tłumy uchodźców uciekających na wschód, w stronę Moskwy, tarasowały drogi. Tysiące ludzi zginęło. 13 lipca Lew dotarł do lasów w okolicach Smoleńska, okrążonego przez Niemców.
Swietik, biwakujemy w lesie, a ja zajmuję się działalnością gospodarczą... Mam tu żywić wszystkich, włącznie z wysokimi rangą przełożonymi, którzy nie proszą o jedzenie, ale domagają się go krzykiem... Są też pewne korzyści - względna swoboda podczas wyjazdów do magazynów. Swieta, pisać do mnie zupełnie się nie da - nikt tu nie wie, gdzie będziemy następnego dnia. Jedyny sposób otrzymania jakichś wiadomości od Ciebie to przyjechać do Ciebie do domu podczas jednego z wyjazdów. Nie wiem, kiedy to będzie.
Krążąc między Moskwą a frontem, Lew woził listy dla żołnierzy i ich krewnych. Między wizytami w magazynach znajdował też czas, aby odwiedzić Swietę i jej rodzinę. W lipcu podczas jednego z kursów nie zastał Swiety, ale zobaczył się z jej rodzicami, którzy go "napoili i nakarmili", jak napisał w liście do niej. Ponownie był w Moskwie na początku września, gdy Swieta wznowiła już studia. Przyjaźń z rodziną Swiety miała dla Lwa ogromne znaczenie; czas spędzany z nimi cenił sobie niemal tak samo jak chwile spędzane w towarzystwie ukochanej. Miał poczucie, że znalazł swoje miejsce na ziemi. Podczas jednej z ostatnich wizyt Lwa ojciec Swiety dał mu kartkę z adresami czterech bliskich przyjaciół i krewnych, mieszkających w różnych miastach Związku Sowieckiego. Lew miał ich poprosić o pomoc w odnalezieniu Swiety i jej rodziny, gdyby Iwanowów ewakuowano z Moskwy w czasie jego służby na froncie. Choć Aleksandr nie powiedział tego wprost, kartka nie pozostawiała wątpliwości, że uważa Lwa za syna.
Lew jeszcze raz przyjechał do Moskwy. Wiedział, że to ostatnia szansa na spotkanie się ze Swietą, ponieważ w magazynie uprzedzili go, że nie przewiduje się już żadnego transportu dla jego batalionu. Lew powiedział szoferom, że później do nich dołączy, i pobiegł do domu Swiety. Był środek dnia, więc nie mógł jej zastać, ale chciał koniecznie się z kimś pożegnać. Liczył, że matka lub siostra Swiety będą w domu. Kiedy zapukał do drzwi, otworzyła mu Anastazja. Wszedł do przedpokoju i wyjaśnił, że za kilka godzin wyjeżdża na front. Chciał podziękować i pożegnać się. Nie wiedział, czy ma pocałować Anastazję, ponieważ matka Swiety nigdy nie okazywała żywszych uczuć. Ukłonił się więc tylko i ruszył do drzwi. Ale Anastazja zatrzymała go. "Poczekaj - powiedziała. - Niech cię ucałuję". Objęła go, a Lew pocałował ją w rękę i wyszedł.
Trzy stare walizki właśnie przywieziono. Stały w drzwiach, tarasując wejście do pokoju, w którym pracownicy moskiewskiej siedziby Stowarzyszenia Memoriał przyjmowali interesantów. Jesienią 2007 roku przyszedłem do Memoriału, aby w dziale badań naukowych spotkać się z kilkoma historykami. Widząc, że zainteresowałem się walizkami, koledzy po fachu wyjaśnili mi, że jest w nich największe prywatne archiwum, jakie przekazano Memoriałowi w jego dwudziestoletniej historii. Należało do Lwa i Swietłany Miszczenków, którzy poznali się na studiach w latach trzydziestych, ale potem rozdzieliła ich wojna 1941-1945 i późniejsze uwięzienie Lwa w łagrze. Podobno dzieje miłości Miszczenków były zupełnie niezwykłe.
Otworzyliśmy największą walizkę. Nigdy czegoś takiego nie widziałem: kilka tysięcy listów w paczkach związanych ciasno sznurkami i gumkami, notatniki, dzienniki, dokumenty i fotografie. Najcenniejszy skarb kryła w sobie trzecia walizka, brązowe pudło z dykty, ze skórzanymi rogami i trzema metalowymi zamkami, które otworzyły się bez trudu. Nikt nie umiał powiedzieć, ile listów jest w środku - przypuszczaliśmy, że jakieś dwa tysiące - wiadomo było tylko, ile waży walizka (37 kilogramów). Znajdowały się w niej same listy miłosne, które napisali do siebie Lew i Swietłana, gdy Lew odsiadywał wyrok w Peczorze, jednym z najbardziej osławionych stalinowskich obozów pracy na dalekiej północy Związku Sowieckiego. Pierwszy napisała Swietłana w lipcu 1946 roku, a ostatni - Lew w listopadzie 1954. Pisywali przynajmniej dwa razy w tygodniu. Ich korespondencja to największy zbiór listów łagrowych, jaki dotąd odkryto. Ale listy te są niezwykłe nie tylko dlatego, że uzbierało się ich tak wiele, ale także przez to, że nie były cenzurowane. Przemycali je do obozu i z obozu wolnonajemni pracownicy i funkcjonariusze, którzy lubili Lwa i współczuli mu. Opowieści o przemycaniu listów zawsze wzbogacały łagrowy folklor, ale nikt nie przypuszczał, że istnieje tak bogata nielegalna korespondencja między więźniem Gułagu a osobą pozostającą na wolności.
Listy były tak ciasno upakowane, że z trudem wetknąłem palce między nie i wyjąłem pierwszy. Jego autorką była Swietłana. Na kopercie przeczytałem:
Komi ASSR
Rejon kożwański
Kombinat drzewny
O[bóz] p[oprawczy] 274-11b
Dla Lwa Glebowicza Miszczenki
Urzędowy numer "274-11b" miał dla wtajemniczonych straszne znaczenie.
Zacząłem odczytywać drobne, ledwie czytelne pismo Swietłany, pokrywające pożółkły papier, który rozsypywał się w palcach. "No i nie wiem nawet, co mam Ci napisać w moim liście. Że tęsknię za Tobą? Ale wiesz o tym. Że czas się dla mnie zatrzymał, że żyję jakby w antrakcie? Cokolwiek robię, wydaje mi się, że tylko zabijam czas". Wyjąłem inny list z tej samej paczuszki, napisany przez Lwa. "Pytałaś kiedyś, czy łatwiej żyć z nadzieją, czy bez niej... Nie mogę robić sobie żadnych nadziei, ale czuję się bez nich spokojniejszy". Przysłuchiwałem się rozmowie między kochankami.
W miarę przeglądania listów moje zaciekawienie rosło. Listy Lwa były bogate w obozowe realia. Stanowiły chyba jedyny tak obszerny, sporządzany na bieżąco zapis codziennego życia w łagrze, jaki trafił do rąk historyków. Opublikowano wiele wspomnień z obozów pracy, ale żadne nie mogły się równać z tymi nieocenzurowanymi listami, napisanymi w zonie, za drutem kolczastym. Listy Lwa, opowiadające ich jedynej adresatce, co przeżywa, z biegiem czasu coraz dokładniej informowały o warunkach panujących w obozie. Listy Swietłany miały podtrzymać Lwa na duchu, dać mu nadzieję, ale, jak szybko zrozumiałem, są też zapisem jej walki o przetrwanie ich miłości.
Przez stalinowskie obozy pracy przeszło około dwudziestu milionów ludzi, w większości mężczyzn. Więźniowie na ogół mogli pisać i otrzymywać listy średnio raz w miesiącu, ale cała ich korespondencja podlegała cenzurze. Trudno było o intymną wymianę myśli, kiedy wszystkie listy czytała najpierw tajna policja. Ośmio-, dziesięcioletni wyrok oznaczał prawie zawsze koniec związku; więźniowie tracili narzeczone, żony albo mężów, całe rodziny. Lew i Swietłana byli zupełnym wyjątkiem. Nie tylko pisali do siebie, a nawet nielegalnie się spotykali - za co groziła bardzo surowa kara, bo było to rażące złamanie przepisów Gułagu - ale przechowywali każdy list (czym narażali się jeszcze bardziej), bo każdy był fragmentem historii ich miłości.
Okazało się, że w najmniejszej walizce jest półtora tysiąca listów. Ich przepisanie trwało ponad dwa lata. Były trudne do odczytania, pełne szyfrów, zagadkowych szczegółów, które należało wyjaśnić, i inicjałów wymagających rozwiązania. Listy te są podstawowym źródłem, z którego korzystałem podczas pracy nad książką, ale opierałem się też na dodatkowych materiałach: bogatej dokumentacji z pozostałych walizek, obszernych wywiadach, których udzielili mi Lew i Swietłana, ich krewni i przyjaciele, wspomnieniach innych więźniów łagru w Peczorze, własnych obserwacjach poczynionych podczas pobytów w tym mieście i wywiadach z jego mieszkańcami, a także na archiwach peczorskiego obozu pracy.
Pierwsze spotkanie, wywiad z Lwem i Swietą, 2008
Ubranie Swiety, SI46-20
Wzrost Swiety i Lwa, SI51-37, LM54-11
w "klubie studenckim", Andriej Sacharow, Wspomnienia, t. 1, przeł. Danuta Ulicka, Warszawa 1991, s. 31
"Swieta to przemiła dziewczyna", wywiad z Lwem i Swietą, 2008
"Chodźmy, poznam cię", wywiad z Lwem i Swietą, 2008
"korpulentna, powolna w ruchach", Poka ja pomniu, s. 21
"jego notatki są bardzo dobre", wywiad z Lwem, 2008
"Jej słowa były dla mnie przepustką", wywiad z Lwem, 2008
"córką prowincjonalnego urzędnika", wywiad z Lwem, 2006
"małego syberyjskiego miasteczka", wywiad z Lwem, 2006
"Czy ten wujek jest myśliwym?", Poka ja pomniu, s. 8
"Niedługo później zaprowadzono go", Poka ja pomniu, s. 9
"Pogrzeb", wywiad z Lwem, 2006
"Przyszedł się pożegnać", Poka ja pomniu, s. 9
"Lew znalazł się później przy grobie matki", Poka ja pomniu, s. 9
"drugi pogrzeb", Poka ja pomniu, s. 9
"babcia Lwa", Poka ja pomniu, s. 9
"przy ulicy Granowskiego", wywiad z Lwem, 2006
"Ciocia Katia odwiedzała nas", Poka ja pomniu, s. 10
"troje najbliższych przyjaciół rodziców", wywiad z Lwem, 2006
"Lew chodził do szkoły koedukacyjnej", wywiad z Lwem, 2006
"Wydaje mi się, że byłam w tym wieku dojrzalsza", SI49-83
Wychowanie Swiety, wywiad z Iriną Aleksandrową, 2008
"Już w szkole zarabiał", Poka ja pomniu, s. 14
"Pisał smutne wiersze", Poka ja pomniu, s. 15
"Lew mieszkał z babcią", wywiad z Lwem, 2008
"książki, głównie z chemii i fizyki", wymienione w SI49-86
"Była surową, pobożną kobietą", SI50-11
"To tylko koleżanka ze studiów", wywiad z Lwem, 2008
"Lew i Swieta mogli czuć się naprawdę swobodnie", wywiad z Lwem, 2008
"Szkolenie wojskowe", wywiad z Lwem, 2006
"Nasi dowódcy średniego szczebla", Poka ja pomniu, s. 18
"W połowie drugiego roku studiów", wywiad z Lwem, 2008
"złym nastrojom", SI47-3
"Ileż to razy", SI46-18
"Widzę czubek papierosa", LM46-1. Oryginał (Ogoniok twojej papirosy) pochodzi ze zbioru Choczu byt´ lubimoj, s. 207
"Swietka!", LM39-28.10
"umarła babcia Lwa", LM46-1
"cmentarzu Wagańkowskim", informacja Nikity Miszczenki
"Swieta siedziała do późna", wywiad z Lwem, 2008
"Wczoraj wyruszyliśmy w górę", LM40-15.8
"Wiesz, że przed biblioteką", SI40-31.7
"Witaj Lowieńka!", SI40-3.8
"Nigdzie nie jedziemy", Poka ja pomniu, s. 27
"Dziś o czwartej rano", cyt. w: R. Braithwaite, Moscow 1941, s. 74
"ponad tysiąc studentów", Fiziczeskij fakultiet MGU w gody, s. 12
"Wybuch wojny wstrząsnął Lwem", Poka ja pomniu, s. 27
"Swietik, biwakujemy w lesie", LM41-13.7
"napoili i nakarmili", LM41-14.7
"Ponownie był w Moskwie", LM41-7.9; SI46-1
"kartkę z adresami", wywiad z Lwem, 2008
"Lew jeszcze raz przyjechał do Moskwy", wywiad z Lwem, 2008
"Lew wyjechał z Moskwy", wywiad z Lwem, 2006
Woda kolońska, informacja Nikity Miszczenki
"Pod koniec trzeciej nocy", wywiad z Lwem, 2008
"Lew trafił do obozu przejściowego", Poka ja pomniu, s. 36
"Na początku grudnia", wywiad z Lwem, 2008
"Niemiecki kapitan", wywiad z Lwem, 2006
"Ich kann diese Aufgabe", Poka ja pomniu, s. 38
"Nawet wąską leśną drogą", Poka ja pomniu, s. 40
"Lwa przesłuchiwał komendant", Poka ja pomniu, s. 42
"wykładów z nazistowskiej ideologii", Poka ja pomniu, s. 43
Hladik, Poka ja pomniu, ss. 42-49
Próba werbunku do armii Własowa, Poka ja pomniu, ss. 52-54
"Uciekli 22 czerwca 1943 roku", wywiad z Lwem, 2006
"Lew wysłał kiedyś list", wywiad z Lwem, 2008
"Za kurs do Kazania taksówkarze żądali", Moskwa wojennaja, 1941-1945, s. 478
"Zatrzymali się najpierw w Muromiu", Sacharow, Wspomnienia, t. 1, s. 38
"W wagonach", tamże, s. 39
"wykłady z chemii i fizyki drgań", SI46-1
"Tak bardzo mnie osłabiała", SI46-4
"Trafiłam do nieznanego laboratorium", SI46-4
"W czterdziestym trzecim i czterdziestym czwartym", SI46-20
"Anastazja miała brucelozę", SI46-1
"laboratorium na trzecim piętrze", SI49-45a
"Często myślała o tym, żeby uciec", SI46-3
"praktycznie "co wieczór" wzywali ją na przesłuchanie", SI46-3
"Trochę się rozzłościłam", SI46-13
"Wszyscy krewni przyszli do mnie na urodziny", SI46-4
"Musiałam to komuś powiedzieć", SI46-21
"Długo stałam na progu", SI46-8
"Nie mnie sądzić was", SI46-21
"w fabryce tokarek i obrabiarek Pittlera", wywiad z Lwem, 2006
"przewieziono ich do Buchenwaldu", Poka ja pomniu, s. 66
"Podczas budowy każdego z tych pomieszczeń", Geoffroy de Clercq, Buchenwald-Wansleben, www.jewishgen.org/ForgottenCamps/Witnesses/WanslebenEng.html
"Za wszelkie wykroczenia", Poka ja pomniu, s. 73
"Pamiętam, że o ósmej wieczorem", Geoffroy de Clercq, Buchenwald-Wansleben
Ucieczka z konwoju, wywiad z Lwem, 2008
"Przed nami na prawo od drogi", Poka ja pomniu, s. 76
"jedyny raz w ciągu całej wojny", wywiad z Lwem, 2008
"Rzucić broń!", wywiad z Lwem, 2006
"smaczny jak w restauracji", wywiad z Lwem, 2008
"Przecież w Rosji jest komunizm", Poka ja pomniu, s. 77
"Swietłana i jej rodzina", wywiad z Lwem, 2008
"Nawet gdyby była tylko znikoma szansa", wywiad z Lwem, 2008
"Jadaliśmy dwanaście razy dziennie!", Poka ja pomniu, s. 78
"Szczęśliwego powrotu!", Poka ja pomniu, s. 79
Przesłuchanie przez Smiersz, Poka ja pomniu, ss. 80-83
"Nie obawiałem się śmierci", Poka ja pomniu, s. 84
"postanowił się z nią "pożegnać"", LM46-1
"Pewnego dnia wróciłem z przesłuchania", wywiad z Lwem, 2008
"Pociąg z więźniami jechał", szczegóły z APIKM, f. 31, op. 14 (Miszczenko); MSP, f. 3, op. 15, d. 3, APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"Więźniom wydawano po 200 gramów", L. Miszczenko, Poka ja pomniu, w: Wygladywajas´ w proszłoje, Peczora 2009, s. 31
"Najprawdopodobniej konwojentom", zob. A. Applebaum, Gulag, ss. 170-172
"Za ich namową kryminaliści", "już nie "ludzie"", wywiad z Lwem, 2006
"Podczas jednej "rewizji"", Poka ja pomniu, s. 92
"pociąg wlókł się", APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"Wzdłuż całej linii kolejowej", APIKM, f. 23, op. 7 (Sierditow)
"punktu sanitarnego", MSP, f. 3, op. 15, d. 3; wywiad z Jurijem Sierditowem, 2010
"Wielu więźniów było tak wycieńczonych", APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"do obozu przejściowego", B. Sierow, W Pieczoru pod konwojem, s. 13
"131 930 więźniów", Wsiesojuznaja pieriepis´, s. 229
"Wszystkie prace były wykonywane ręcznie", O. Azarow, Po tundrie, po żeleznoj dorogie, w: Martirołog, t. 2, s. 159
55 procent, GU RK NARK, f. 1, op. 2, d. 844, l. 43
"157 000 więźniów", O. Azarow, Żeleznodorożnyje łagieria, s. 111
"szyny kładziono na gołej ziemi", szczegóły z Mochulsky, Gulag Boss, ss. 77-83, 91-93
"Najważniejszy most", szczegóły z N. Morozow, Gułag na Komi kraje, ss. 87 i nn.
"5 kilometrów", dane statystyczne w: Azarow, Żeleznodorożnyje łagieria, s. 191
"200 000 ton miesięcznie", GU RK NARK, f. 1, op. 3, d. 67, l. 37
"Założone jako osiedle łagrowe w 1937 roku", szczegóły z GU RK NARK, f. 623, op. 1, d. 76; W. Chiwanow, Pieczora głazami prijezżego, ss. 52-66; APIKM, f. 23, op. 7 (Sierditow); wywiady z Borisem Iwanowem (Peczora), 2010
"52 hektarów", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 1, l. 9
"Około pięćdziesięciu budynków", "prowizoryczne drewniane budowle", GU RK NARK, f. 1783, op. 1, d. 1, ll. 29, 155
"W 2. kolonii stało dziesięć baraków", Miszczenko, Poka ja pomniu, w: Wygladywajas´, s. 32
"Terlecki", ibid., ss. 39-40
"Anisimow", LM46-26; LM47-28
"dokładnie osiemdziesięciu trzech", GU RK NARK, f. 1, op. 3, d. 1081, l. 161
"W pozostałych koloniach", szczegóły z GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356
"specjalni zesłańcy", "około pięciuset", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 61
"Znajduje się obok", LM47-39
"panowały tam "straszne" warunki", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 358, ll. 22-24
"Praca polegała na wleczeniu", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 358, l. 10
"ubranie robocze", wywiad z Lwem, 2006
"Racje", szczegóły z Miszczenko, Poka ja pomniu, w: Wygladywajas´, s. 32. Podobne liczby podaje Lew w LM47-39a.
"60 metrów sześciennych drewna", szacunki z GU RK NARK, f. 623, op. 1, d. 80, l. 45
"Wskaźniki zachorowań i śmiertelności", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, ll. 11-12, 37
"Według więźnia", APIKM, f. 31, op. 14 (Miszczenko)
"Wygląda, jakby nam było wszystko jedno", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, l. 61
"wyglądał, jakby "przejechał"", LM52-22
"Striełkow", szczegóły z Sierow, W Pieczoru, ss. 19-20; Miszczenko, Poka ja pomniu, w: Wygladywajas´, ss. 35-37; APIKM, f. 31, op. 14 (Miszczenko)
"Suszarnia pilnie potrzebowała", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, ll. 76-79
"W pomieszczeniu panowała temperatura", wywiad z Lwem, 2006
"przestronne trzydziestometrowe mieszkanie", szczegóły z LM46-18, LM46-23; APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew); MSP, f. 3, op. 15, d. 3, l. 24
"był głodny", wywiad z Lwem, 2008
"uległ "chwilowej słabości"", LM48-52
"2 czerwca 1946", Poka ja pomniu, s. 124
"Nr 2, Peczora 1 sierpnia 1946", ibid., ss. 124-126
"nie mogła ani spać, ani jeść", "doprowadzała rodziców do rozpaczy", "to by wszystko zmieniło", SI47-3
"12 lipca 1946", SI46-1
"Peczora, 9 sierpnia 1946", LM46-1
"Listy i przesyłki pocztowe", Poka ja pomniu, s. 125
"tylko dwa, trzy razy w miesiącu", wywiad z Lwem, 2008
Cenzurowanie listów przez kobiety, szczegóły w: wywiad z Lwem, 2008
Wysyłka i otrzymywanie paczek, SI48-102, SI52-22, APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"Jeśli więc Ty albo ciocia Ola", LM46-1
"Mój Lwie", SI46-2
"Co do fatalizmu", SI46-3
"Był to prezent dla mnie", LM46-6
"Dziś dostałam twój list z 26 [sierpnia]", SI46-6
"Swieta, wiesz, że nigdy się nie lenię", LM46-3
"nosił w kieszeni niedokończone listy", LM50-30
"Nie trzeba żadnego poste restante", SI46-3
"aby nie zwracać uwagi", SI47-42
"Żeby pisać listy, muszę być w domu" SI47-22
"Sentymentalne słowa o miłości", SI47-37
"Moskwianie chodzą w tym, co mają", SI46-20
"Dziś na dworze jest szaro i pochmurno", LM46-4
"Złota jak na razie w Moskwie nie widać", SI46-7
"Instytut był wielkim kompleksem", szczegóły z SI46-1, SI47-25, SI49-45a
"tajemnicę państwową", Poka ja pomniu, s. 118
"po pięćdziesiątce, ale dawno już zupełnie siwy", "Mogę z nim rozmawiać swobodnie", SI46-2
"Przekonałem się, że bardzo trudno", SI47-20
"Swieta była bardzo zajęta", szczegóły z SI46-24
"W niedziele", SI46-12, SI46-20
"Z przyjaciółmi z uniwersytetu spotykam się bardzo rzadko", SI46-1
"Dziś po wykładach", SI47-21
"Witaj, drogi Lowka!", A. Zlenko do LM, 19 września 1946
Naum Grigorow, N. Grigorow do LM, 8 kwietnia 1947
"Swietłana zdziwiła mnie", K. Andriejewa do LM, 8 kwiecień 1947
"Boję się, że będę nieproszonym gościem", LM46-11
"A co do sprawy parasoli", SI46-15
"Przeczytałem twoje kazanie", LM46-16
"To bardzo dobrze", LM46-11
"Twoje dwa listy", LM46-4
"Kiedy widzę swoje imię", LM51-43
"nakrywając się kocem na głowę", LM47-4
"Widzisz, Lewi, żeby zdecydować się", SI46-3
"Lew odpisał, przyznając", LM46-7
"Masz rację, że próbuję", SI46-13
"Lewi, zawsze Ci wierzyłam", SI46-18
"Muszę w końcu", LM46-22
"A co do paczek", SI46-15
"Swieto, jak widać, Bóg", LM47-22
"kilka razy doszło tam", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 66
"Jesień jest tutaj piękna", LM46-7
"Czasem, kiedy piszę do Ciebie", LM46-8
"Czas nie stoi w miejscu", SI46-6
"W końcu udało mi się dostać pracę", LM46-5
Nikołaj Lilejew, szczegóły z: MSP, f. 3, op. 15, d. 3; APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
Wiktor Czikin, szczegóły z: LM47-20, LM47-30, LM47-38
"ponad połowę odpowiedzialnych funkcji", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 2, ll. 49-50
"niedobory prądu", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, ll. 31, 73, 79
"zatrudnić lub przeszkolić 212 specjalistów", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, ll. 36-40
"Praca w elektrowni", szczegóły z: MSP, f. 3, op. 15, d. 3; APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew); Miszczenko, Poka ja pomniu, w: Wygladywajas´, ss. 36-37
"Przechodząc z zony mieszkalnej do przemysłowej", APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"Lew pracował na dziennej zmianie", szczegóły z LM46-6
"Lew miał do elektrowni osiem minut", LM do M. Mielnikowa, 21 października 1946; LM do J.A. Połtorackiej, 18 stycznia 1947
"W tej chwili w mojej budzie", LM46-12
"prawdziwa łaźnia", LM46-26
"blade i żółte", LM46-27
"W tej chwili, po pracy", LM46-5
"Godziny spędzane w laboratorium", APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"wspaniałym gawędziarzem", LM46-20
"To cudowny chłopak", LM46-17
"Gleb zna się na matematyce", LM46-2
"Nie potrafię dzielić się Tobą z nikim", LM46-11
"Oleg jest wspaniały", LM47-7
"oryginała", LM46-23
"dwóch Nikołajów", "Jest skromniejszy", "prostszy i bardziej bezpośredni", LM46-2
"nietaktowności", LM47-10
"Nie tak już nudno na tym świecie", LM46-18
"W ogóle dzień spędziłem nieźle", LM46-14
"Kombinat nie był przygotowany", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 130
"Swieta, tonę w rozpaczy", LM46-29
"Czego Ci życzę", LM46-24
"Choć robi dobrą minę do złej gry", LM46-29
"Jestem zmęczona spędzaniem świąt bez Ciebie", SI46-28
"ponad jedna czwarta", P. Gregory, An Introduction, s. 18
"445 wolnonajemnych pracowników", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 107
"tylko 1,8 metra kwadratowego", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 132
"nie było bieżącej wody ani kanalizacji", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 360, l. 75
"Otaczają nas ludzie niezadowoleni", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, l. 89
"nie było odgrodzone", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, l. 72; d. 356, l. 107
"MWD zdawało sobie sprawę z procederu", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, l. 21
"Swieto, kochana moja", LM47-16
"Tym listem zawiadamiam", LM47-31
"Moje listy przychodzą chyba bardziej punktualnie", LM47-35
"Poznałem interesującego jegomościa", LM47-32
"Niedawno znów widziałem się z Izrailewiczem", LM47-37
"L.J. (Izrailewicz) jest bardzo wdzięczny za twoje starania", LM47-41
"Wczoraj I[zrailewicz] przyniósł dwa listy", LM47-48
"Na przyszłość, jak już pisałem", LM47-49
"Uczę się podczas rozmów z nim", LM50-19
"Przedwczoraj, zupełnie niespodziewanie", LM47-21
"Ciocia Katia była u nas dzisiaj", SI47-67
Aleksandrowski, szczegóły z wywiadu z Igorem Aleksandrowskim, 2010; GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 358, l. 51
Dom Aleksandrowskich, GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 5, l. 4
"Kiedy pierwszy raz Lew", wywiad z Lwem, 2008
Jachowicz, wywiad z Ałłą Jachowicz, 2010
"Papiery", wywiad z Lwem, 2008
"upór w stawianiu na swoim", "posprzeczał się z Anatolijem Szechterem", "znany oszczerca, łapówkarz i szantażysta", "celowe zatrzymanie suchego materiału", LM46-22
"Nie chciałem o tym pisać", LM47-5
"Swieto, kochana moja, muszę", LM47-16
"prawie zawsze wyglądają znacznie gorzej", LM47-39a
"Wystąpiłam w obronie twoich interesów", SI47-8
"Pokój nie należy już do mnie", Poka ja pomniu, ss. 125-126
"Jeśli chodzi o to, co się dzieje", SI47-30
"Jedno i drugie jest całkowicie możliwe", SI46-4
"MWD rzeczywiście wyławiało naukowców", G. Ivanova, Labor Camp Socialism, s. 114
"Nie chcę, żebyś wszczynała jakieś starania", LM46-7
"Nie wierzysz", SI46-22
"zbyt szkolny", LM47-11
"O maksimum nie myślę", LM47-16
"Po prostu nie wiem, co powiedzieć", SI47-30 b/d
"Wspomniałem Ci kiedyś", LM47-39
"Wiem, że zrobisz wszystko", SI46-1
"Swietko, to prawie niemożliwe", LM46-1
"dobrą, sumienną i wytężoną pracę", Applebaum, Gulag, s. 237
"posępni, rozdrażnieni i milczący", G. Herling-Grudziński, Inny świat, s. 129
"w zasadzie możliwe", LM46-11
"dowiedzieć się, czy jest to możliwe osobiście", SI46-10
"skoro jest taka możliwość", SI46-10
"Nie spodziewałam się dwutygodniowej podróży", SI46-13
"Podobno można załatwić zezwolenie", LM47-11
"Jeśli chodzi o spotkania", LM47-16
"Kiedy rankiem wracam do siebie", LM47-20
"Spotkanie nie było radosne", LM47-39
"doświadczonej podróżniczki", SI47-30
"Lewi, matka Gleba była u O.B.", SI47-30
"na kilka minut", LM47-8
"Natalia Arkadjewna była u mnie", SI47-38
"Lowieńka, kochany mój", SI47-43
"Jest 28 stopni", SI47-47
"Pytałam o wszelkiego rodzaju sprzęt fotograficzny", SI47-47
"Ponieważ z Kirowa kursują lokalne pociągi", SI47-48
"Wszystkie moje plany pozostają aktualne", SI47-49
"Idzie jesień", LM47-50
"Swiet, twój list, tak jak przypuszczałaś", LM47-51
"Dopiero co był salut", SI47-50
"10 września. Nic nigdy nie jest takie", LM47-51
"W instytucie otrzymałam", SI47-51
"Delegację mam w teczce", "jeszcze 300-400 rubli", "Jak zawsze szykuję się mało energicznie", SI47-51
"więc nie mogłem mu przekazać", LM57-52
"W ogóle", LM57-52
"Szczegóły podróży Swiety", Poka ja pomniu, ss. 115-118
"bardziej przygotowana na niepomyślny rezultat", SI48-31
"naturalnym", "Jak mogłam tam pojechać", wywiad ze Swietą, 2008
"Unikałam kontaktu z konduktorami", Poka ja pomniu, s. 115
"około stu strażników", szczegóły z: GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, ll. 29-30, 68-72; d. 358, ll. 29-32; d. 363, ll. 78-81
Kradzieże strażników, szczegóły z GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, l. 37; d. 356, ll. 1-2, 9-11, 62-65, itd.
Pijaństwo i "protokołów z postępowań dyscyplinarnych", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, ll. 26-27, 41-42, 71-72; d. 358, ll. 29-30, 32-33 itd.
"więźniowie wychodzili z obozu", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 355, ll. 36-40
"wpuszczali do zony więziennej obcych ludzi", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 42; d. 357, l. 21
"Paliło się tylko siedem latarni", szczegóły z: GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 356, l. 42
"Lew Izrailewicz i Swieta podeszli do głównej bramy", Poka ja pomniu, s. 116
"Nie była to zazdrość", Poka ja pomniu, s. 117
"Przywitaliśmy się bardzo powściągliwie", wywiad z Lwem, 2008
"Przynieśli nam dwa krzesła", Poka ja pomniu, s. 117
"wdał się w bójkę", wywiad z Igorem Aleksandrowskim, 2010
"Maria miała nocną zmianę", szczegóły z: Poka ja pomniu, s. 117
"Dopiero jak zostaliśmy sami", wywiad z Lwem, 2008
"Zapytałam go", informacja Nikity Miszczenki
"Swieta i Lew spędzili u Marii dwie noce", Poka jak pomniu, s. 117
"jakiegoś wagonu sanitarnego", Poka ja pomniu, s. 118
"Kochany Lewi", SI47-51a
"Swieto, miła, kochana", LM47-54
"Moja miła, kochana, cudna", LM47-55
"Moja cudna, kochana", LM47-56
"Za 250 rubli", SI47-52
"Dziś w nocy spadł pierwszy śnieg", LM47-60
"Swietińka, im więcej myślę o Tobie", LM47-58
"Pytałaś kiedyś", LM47-69
"Stara prawda głosi", LM47-71
"kulturalnym i życzliwym człowiekiem", LM48-22a
"łatwiej mi tutaj", LM48-10/2
"inteligentny, sympatyczny, nie przesadnie wykształcony i rzeczowy", LM47-44
"W zakładzie zaszły niewielkie zmiany", LM47-59
"przygnębiające wrażenie", LM47-60
"Wiele przybyłych tu kobiet", LM47-61
"Kiedy Cię wspominam", LM48-10
"Życie bez kartek ma swoje minusy", SI48-6
"A więc, mój kochany, głupiutki Lwie", SI48-25
"A więc - pacjent ma 49 lat", LM48-17
"Swieta odpisała", SI48-29
"Lubka jest ponury i prawie się nie odzywa", LM48-58
"Mój Lubka bardzo powoli wraca do cywilizacji", LM47-61
"Lekarka powiedziała mi", SI49-29
"Kochany Lwie, tak chciałabym być z Tobą", SI48-9
"N.A. [matka Gleba] zadzwoniła kilka dni temu", SI48-19
"Ogarnął mnie smutek", SI49-2
"Połknąwszy wszelkiego rodzaju pigułki", SI49-45b
"W tej chwili narty są jedyną rzeczą", SI49-17
"Wyjdź gdzieś", LM48-22
"Jest jej bardzo trudno", LM do N. Mielnikowa, 8 kwietnia 1948
"Dlaczego garnę się do Lidii", SI48-18
"nadmiernej znajomości geografii", SI49-45a
"ładna, dość nijaka", LM48-64
"Wydaje mi się, że [Tamara]", SI49-27
"Zawsze trudno jest urządzać pogrzeb", SI47-28
"Nie chciałem obciążać jej przyszłości", wywiad z Lwem, 2008
"Alik skończył siedem, a nie osiem lat", SI48-25
"nie wiem, jak "wychowywać" dziecko", SI48-25
"Alik potrafi obudzić mnie", SI48-104
"Do elektrowni przyszła dziewczynka", LM47-57
"Strażnicy nigdy ich nie zatrzymywali", wywiad z Igorem Aleksandrowskim, 2010
Zabawki i dzieci z miasta, wywiady z Igorem Aleksandrowskim, Ałłą Jachowicz, Borisem Iwanowem, 2010
"Dziś znów pełniłem obowiązki ojca", LM47-64
"Jest starsza i... zachowuje się doroślej", LM47-66
"Straciłem wiarę w siebie", LM47-69
"maszyny były nieczynne", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, l. 44
"Nasza praca nie ma odpowiedniej rytmiczności", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, l. 82
"idioci", LM48-31
"głupstwach", LM do N. Mielnikowa, 18 listopada 1947
"Ponieważ w elektrowni jest straszny rozgardiasz", LM48-28
"Nie potrafię siedzieć spokojnie", LM48-69
"Wczoraj jeden z naszych operatorów", LM49-10a
"może nam się należeć ćwierć dnia", LM 47-46
"doszło do wielu indywidualnych", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 359, l. 84
"ponad połowę tutejszych więźniów", LM48-43
"A oto, Swietiszcze, instrukcja", LM48-45
"Wczoraj M.A. [Cydzik] zapytał", SI48-31
"Jeśli do końca lata wstrzymają delegacje", SI48-39
"może się okazać trudniejszy", LM48-27
"Zgodnie z ostatnią decyzją", LM48-46a
"Wygląda na to, że żadnych szczególnych rygorów", LM48-46b
"Na zamkniętym zebraniu partyjnym 12 maja", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 357, l. 39 i nn.
"Sprawa rozstrzyga się sama", SI48-51
"naczelny inżynier powiadomił ją", SI48-52
"zaczeka na dalsze wiadomości", SI48-55
"Powoli wprowadzają tu", LM48-48
"Może 1949 rok będzie lepszy, LM48-46c
"Kochany Lwie, minął już tydzień", SI48-60
"Ciekawa jestem, Lew", SI48-63
"W ostatnim liście zarzuciłam Ci", SI48-64
"człowiek nie ma prawa dawać życia", SI48-64
"Z jednej strony z każdym dniem", SI48-64a
"Nie wiadomo, kiedy wyjadę", SI48-65
"Szkoda zatrzymywać się w Kirowie", SI48-65
"A więc, kochane Swietiszcze", LM48-61a
"W drodze z Kirowa do Kotłasu", Poka ja pomniu, ss. 118-119
"niecierpliwie czekają", Poka ja pomniu, s. 119
"Czekałam cały dzień", tamże
"Podziękowałam mu gorąco", tamże
"Spotkanie odbyło się", wywiad z Lwem, 2008, Poka ja pomniu, s. 119
"Kochany mój Lewi, minął już drugi dzień", SI48-66
"Mój kochany Lwie - jestem wreszcie w domu", SI48-68
"Dziś przyjrzałam się sobie w lustrze", SI48-69
"bardzo szczęśliwa i miła dla wszystkich", SI48-71
"Jestem przepełniona szczęściem", SI48-75
"Moja kochana, cudowna Swieto", LM48-62
"Kochana Swieto, jutro", LM48-63a
"Swietińko ty moja", LM48-67
"Wyobrażałem już sobie najdziksze rzeczy", LM48-68
"Dni mijają bardzo szybko", LM48-73
"Dziś w nocy odesłali jednak Lubkę", LM48-78
"Lubka rozchorował się, LM48-79
"Nigdy nie umiałem się nikomu wypłakiwać", LM48-83
"No, chłopie", LM do Terleckiego, 3 grudnia 1948
"Kochana Swieto, pora", LM48-94
"Na początku 1949 roku Swieta", SI49-2, SI49-5
"Wszystko to bardzo mi ciąży", SI49-5
"zezwolić na coś, co nie jest dozwolone", SI49-2
"żeby uspokoić nerwy", SI49-39
"Pigułki mi pomagają", SI49-37
"Paweł, z którym nagle", SI49-4
"zamierzał się ożenić", SI48-42
"Co się tyczy "najlepszej"", LM48-40
"Kocha? Nie kocha?", Mayakovsky, Unfinished Poems, s. 273
"Nie wiem czemu", SI49-15
"ale i na jawie", LM49-62a
"Nikołaj [Lilejew] musi przenieść się", LM49-15
"Teraz będą częstsze", LM49-6
"Lubię być w pracy sam", LM49-7
"Dziś był idiotyczny dzień", LM49-8
"Annę Kareninę", LM49-8
"Ludzie w naszym baraku", LM49-9
"To był smutny dzień", LM 49-13
"Nikt nie zrobił tyle, co on", LM49-9
"Dopiero dwudzieste piąte!", LM49-28
"w maju leżał śnieg", LM49-39
"ciepło zrobiło się", LM49-47
"wyłączano prąd", "brakowało ciepłej odzieży", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 359, ll. 61-64, 87-92
Wskaźnik zachorowań w 2. kolonii, Wygladywajas´, ss. 119-120; GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 359, l. 34
"człowiekiem wykształconym", LM48-60
"Był ubrany", LM49-18
"Dwa albo trzy dni temu", LM49-35
"chyba nie pochodzi stąd", LM49-18
"kobietą po czterdziestce", LM49-29
Nina Grin, szczegóły z: Wygladywajas´, ss. 184-189
Swietłana Tuchaczewska, szczegóły z: APIKM, f. 31, op. 50 (Lilejew)
"Drugiego lipca", protokół zebrania w: GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 360, ll. 62 i nn.
"tajemnic państwowych", kradzieże omawia się w: GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 359, l. 54-55
"Nie wiem, jak w tym roku będzie", LM49-30
"W zeszłym roku moja decyzja", SI49-31
Komplikacje z delegacją, SI49-40
"jak dotąd była szczęśliwa", SI49-40
"od 30 minut do dwóch godzin", LM49-13
"nowego wydania twoich rozważań", SI49-44
"Prawdopodobnie już jakieś trzy dni temu", LM49-51
"Można sobie wyobrazić", SI49-49
"Nie ma znaczenia, jak długie", LM49-56
"Zapytałam Michaiła Aleksandrowicza", Poka ja pomniu, s. 120
"30 sierpnia Swieta wyjechała pociągiem do Uchty", SI49-55
"Zawieźli mnie samochodem na stację", Poka ja pomniu, s. 120
"Kochany Lwie, jedzie mi się dobrze", SI49-56
"Dotarliśmy do Kotłasu", SI49-57
"Swieto kochana, wszędzie jesteś ze mną", LM49-66
"Tyle że teraz widzę Cię", LM49-69
Sny, LM49-71, 72, 74, 76
"Zrozumiałem, że najstraszniejszą rzeczą w życiu", LM49-82
"1950. Kończy się półwiecze", "nastały siarczyste mrozy", LM50-2
"2 561 351 więźniów", Applebaum, Gulag, s. 416
"Nocą wygląda jak całe miasteczko", SI50-53
"wielkich budów komunizmu", SI51-27
"Przez całą godzinę nie myślałem o niczym innym", LM53-30
"Co roku około pół miliona więźniów", Gregory, Introduction, s. 16
Peczorłag i budowa drugiego toru, Pieczorstroj, s. 36
"W styczniu 1950 roku odbyło się szereg zebrań", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 361, ll. 1-10
"Już rozporządzenie rządu", A. Sokolov, Forced Labour, s. 40
"90 rubli miesięcznie, a wykwalifikowani dwa razy tyle", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 361, l. 117
"afiszy informujących o nowym systemie", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 361, l. 103
"W 11. kolonii", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 361, ll. 115-116
"W sklepiku na terenie kolonii", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 361, l. 117
"posłał "trochę pieniędzy"", "Grozi nam teraz", LM50-46
"200 rubli posłał jesienią Swiecie", LM50-81
"kołchoz", LM51-35
"ojcowskim zadowoleniem", LM52-39a
"z 1 do 0,99 procent", LM51-45b
"hodowali króliki", LM51-48, LM52-18
"Trwają u nas spóźnione prace", LM51-55
"drobnych ulepszeń", APIKM, f. 31, op. 15 (A.K. Niedielko)
"600 metrów tkaniny ręcznikowej", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, l. 131
"Po co przysyłasz mi cukier", LM50-9
Sklepy w mieście, wywiad z Borisem Iwanowem, 2010
"Pałac Kultury", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 360, l. 37
Drużyny piłki nożnej, wywiad z Borisem Iwanowem, 2010
"kompleks oświatowy", APIKM, f. 31, op. 15 (A.K. Niedielko)
Działalność dydaktyczna Lwa, LM50-47, LM50-49
"pomoc finansowa jest niepotrzebna", "A więc niewątpliwie żyje", LM51-35
"Ręce ma odmrożone", "Po wizytach Olega", LM48-15
"Warunki w tamtejszym obozie", SI49-48
"listy z prośbami", SI49-65, SI50-20
Lew wysyła pieniądze, LM49-52, LM49-58
"kupił chleb", "kupił, a nie kupował", SI50-22
"Dostałam aż trzy listy od Olega", SI50-43
"Źle", LM50-6
"Myślałem, że to już koniec", K.N. Rykałow do LM, 25 grudnia 1960
"Uparcie przekonywałem go", LM50-12
"Jego stan jest naprawdę zły", LM50-3
"[Matka Wali] przyszła", SI50-53
"nagrzewanie lampami", LM50-83
"A w ogóle", SI50-18
"chodziła po pokoju", SI50-62
"Spodziewałam się, że tak powiem, czterech ścian", SI50-27
"Dzięki nim", LM51-38
"Swietłoje", LM51-35
"Dom Widzeń", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 3, l. 6
"Urlop kończy mi się", SI50-46
"cieplejsze ubrania, koc i prześcieradło", SI50-51c
Trzy dni z Lwem, Poka ja pomniu, s. 121
"spotkał się z S.", LM do N. Mielnikowa, 26 września 1950
"Do widzenia", Lewi, SI50-51b
"Kochana", LM50-59
"Nie mogę rozstrzygnąć", SI50-54
"Zgadzam się z Tobą", LM50-67
"Kochany Lwie", SI50-64
"Najdroższa moja, kochana", LM51-1
"Swietiń, kochana", LM51-4
"reparacyjne generatory", LM51-4
"elektrownia nie musiała już zaopatrywać miasta", LM51-22
"elektrownia w kombinacie na trzy tygodnie", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, l. 45
"dwudziestu dziewięciu poważnych wypadków", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 364, ll. 32-33
"ciężarówka wioząca siedemdziesięciu ludzi", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 365, l. 60
"Żyjemy i działamy", LM52-36
"8000 metrów kabli", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, ll. 58-65
"surową naganę", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 362, l. 42
"zakwaterowanie nieupoważnionych osób", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, l. 152
Donos Sierditowa, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, l. 153
Zwolnienie Arwanitopulo, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 365, l. 1
"To katastrofa", LM51-60
Nowikow gra w domino, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, l. 80
"dwudziestu siedmiu ucieczek indywidualnych i zbiorowych", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, ll. 100-101
Przekupywanie strażników, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, ll. 121-122
Wagony, noże, piły, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, l. 80
"Kowalczuk wykrył plan ucieczki", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, l. 122
"wielu z tych ostatnich jest wrogo nastawionych", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, l. 78
Plany ucieczki z 1 maja, GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 363, ll. 72-85
"Było bardzo wesoło", SI51-29
"Lewi, sumienie i smutek", SI51-26
"Chciałbym pójść w ślady", LM51-20
"Ostatnie słowo należy do Ciebie", LM52-21
"bardzo zadowolony", LM51-28
"specjalnej wyprawy", "Takie sprawy", LM51-28
"Gryzie mnie sumienie", SI51-37
"nie potrzeba pracowników", LM51-35
"Kochany Lwie, bardzo chce mi się spać", SI51-40
"Nie myśl, że się cieszę", LM51-41
"Kochany Lwie, wczoraj", SI51-43
"Witaj, Swieto", "Co do tych trzech cacek", LM51-45a
"Dzień dobry, Swietłyje", LM51-45b
"No, dobrze, Swieto", LM51-45c
"Tak więc jesteśmy w domu", SI51-44
"Kochany Swietiń", LM51-45e
"Przez wszystkie te dni", LM51-47
"To już równo tydzień", SI51-45
"Co z Ciebie za niedobry człowiek", LM51-51
"Pokrzywka to wcale nie choroba skórna", SI52-30
"Wygląda na to", SI52-15
"Nie umiem znaleźć słów", LM52-12
"Nie ma komu natrzeć Ci uszu", SI52-16
"120-130 chorych", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 365, l. 14
"Nie ma tam dość żywności", LM52-22a
"Jest nie do poznania", LM51-56
Dieta kapuściana, wywiad z Igorem Aleksandrowskim, 2010
"Swietłaja, kochana moja", LM52-9c
"Ma tylko jedno płuco", LM52-12
"Pewnie jeszcze za wcześnie", SI52-16
"Loszka dostał swoje świadectwo", LM52-4
"ma grypę", "Gdybym wiedziała", LM52-15
"Przyjechałem na dworzec", LM52-35
"Emigracja się zwiększa", LM53-17
"stracono ponad 5000 roboczodniówek", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, ll. 76-82
"trzech zbiorowych ucieczek", GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 365, l. 129
"trocin, kory, drewnianych odpadków" GU RK NARK, f. 1876, op. 7, d. 366, l. 64
"Obiektywnie rzecz biorąc... w naszej okolicy", LM50-17
"Przyroda obdarzyła", LM52-34
"Bardzo chciałem zobaczyć", wywiad z Lwem, 2008
"Mamie nadal nie lepiej", SI52-34
"Bardzo poważnie myślę", LM52-32b
"Tata ciągle chudnie", SI52-46
"Myślę, że będzie Ci trudno", LM52-42a
"Swieta napisała", LM do J.A. Połtorackiej, 24 października 1952
"Urlop mija mi bardzo szybko", SI52-53
"Przeliczyłem się, Swieto", LM52-67
"Kiedy odłożę książki", LM52-69
"U nas przez cały tydzień", LM53-1
"Swietłoje, bez twoich listów", LM53-3
"Swietko, dlaczego", LM53-6
"Jutro przychodzi poczta", LM53-7
"Nie wiem dlaczego", SI53-2
"Kochane, najdroższe Swietłoje", LM53-11
"Jakże niespodziewany", LM53-23
"Pamiętaj, że jest Stalin", wywiad z Lwem, 2008
"Śmierć Stalina", LM53-24
"Nigdy nie było niczego podobnego", SI53-16
"Nikt nie płakał po Stalinie", wywiad z Lwem, 2008
Incydent z października 1952, wywiad z Lwem, 2008
"zmalała o połowę (z 1263 do 627)", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 1, ll. 1-2
"Część ludzi już włóczy się", LM53-32
"Dziś okazało się", LM52-34
"chroniczny niedobór siły roboczej", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 10, ll. 55-57
"224 byłych więźniów", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 13, l. 4
"Tu w Peczorze", LM54-10
"pod koniec 1954 roku już 459", GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 12, l. 97
"Zarabiali około 200 rubli miesięcznie", APIKM, f. 31, op. 15 (A.K. Niedielko)
"[Bannikow] od czterech dni znowu", LM52-38
"Kochane Swietłoje", LM53-48a
"Chciałby skorzystać", LM53-84
"Nina i Iw[an] też byli", SI53-38
"w barakach zrobiło się luźniej", Wygladywajas´, s. 44
Działalność kulturalna, wywiad z Igorem Aleksandrowskim, 2010
Peczora jako miasto, wywiad z Borisem Iwanowem (Peczora), 2010
Radiowęzeł, APIKM, f. 31, op. 19 (I.Z. Sierditow)
"nową uchwałę Rady Najwyższej", APIKM, f. 31, op. 13 (L.G. Miszczenko)
Dane biograficzne Szermana, GU RK NARK, f. 173, op. 1, d. 13, ll. 12, 130
"wyjątkowo drobiazgowy", LM52-2
"Praca Tkaczenki", Wygladywajas´, s. 43
"Przed odejściem", LM53-33
"Czuję się bardzo spokojny", LM53-48
"dziecinność", "niepoważny stosunek do życia" i "brak taktu", LM53-58
"Z każdym dniem N. złości mnie", LM52-69
"mówili przez sen", LM52-33
"Co do tej "rodzinnej sielanki"", LM49-21
""Tutaj"człowiek ulega nieuniknionej ewolucji", LM do N. Mielnikowa, 8 kwietnia 1948
"Zdumiewa otchłań wzajemnej wrogości", LM48-86
"Znów ogarnia mnie niesmak", LM50-77
"w 999 przypadkach", LM48-57
"Znów zdejmuje mnie strach", LM49-76
Ciężary wykonane z osi wagonu, informacja Nikity Miszczenki
"Siła fizyczna", LM48-33
"Jestem Ci bardzo wdzięczny", O. Popow do SI, 17 grudnia 1951
"Dziś nagle dostałem list", LM52-67
"Wczoraj Oleg przybył do nas", LM54-1
"Im dłużej poznaję Olega", LM54-4
"Wszyscy coraz bardziej oddalamy się", LM54-5
"Nadal mi ciężko", SI53-19
"Swieto, pod żadnym pozorem", LM53-20
"Na początku sierpnia pierwszy raz w życiu", SI53-45, SI53-46
"Swietłoje, dzięki naszej poczcie", LM53-58
"Swieto, coraz częściej pragnę powiedzieć Ci", LM53-58
"Swieto, kochana, nie trzeba wystawiać na próbę", LM53-65
"Oczywiście, Lwie, to jeszcze 14 miesięcy", SI53-61
"Lwie, dlaczego z góry wykluczasz", SI49-17
"Jarosław to dobre miasto", SI53-78
"M.A. mówi, że Woroneż jest lepszy", SI53-77
"O Woroneżu mnie też mówią dobre rzeczy", LM54-6
"A więc, Lwie, kogokolwiek pytam", SI54-3
"Jeśli chodzi o możliwość", LM54-19
"Warunki zwolnienia nie pozwolą mu", LM53-77
"Kochana Swieto, to, co teraz napiszę", LM54-21
"Od trzech dni jest już u nas wiosna", LM54-13
"W nadziei chwały", LM54-1 (z wiersza Stansy Puszkina)
"Kochany Lwie... zamierzałam napisać Ci", SI54-8
"Mogę sobie wyobrazić", SI53-81
"choćby tylko na dwa, trzy dni", LM54-21
"Nie sądzę - na ile rozumiem", LM54-15
"Mógłbym wystąpić o zmianę sytuacji", LM54-21
"Od dawna chciałam Ci napisać", SI54-26a
"Ja też powinienem był napisać o Kalininie", LM54-21
"prawie przypadkiem, ale nie do końca", SI54-31a
"swego ogromu i tego, że pojedynczy człowiek", SI54-30a
"W domu mimochodem i półżartem zapytałam rodziców", SI54-30a
"listę miast", SI54-30a
"Możliwe warianty", SI54-31a
"Spadam w otchłań", SI54-31
"Swieto, kochana, nie będziesz musiała", LM54-26
"Termin mojego zwolnienia", LM54-24
"przyszłość wciąż była "niejasna"", LM54-25
"zagwarantowania sobie promienia < 50", LM54-25
"Stan taty skomplikowany", SI54-34a
"Swietłoje, po telegramie", LM54-29
"dwie drewniane walizki", wywiad z Lwem, 2006
"Na razie pisz tutaj", LM54-27a
Wizyta w Kaninie, wywiad z Igorem Aleksandrowskim, 2010
Przyjazd Lwa do Moskwy, wywiad z Lwem, 2006
"w oknach nie paliło się światło", "Anastazja Jerofiejewna", Poka ja pomniu, s. 24
"Nie chcę, by nasze pierwsze spotkanie", SI53-81
"30 000 rubli", wywiad z Lwem, 2008
"Droga Anastazjo Jerofiejewna!", LM54-30
Opis Kuźminki, LM54-31
"Szybko znalazłem tę kobietę", LM54-31
"Aby wyjść z tego błędnego koła", LM54-32
"Jutro z samego rana idę", LM54-33
"odłożyć wyjazd", LM54-36
"Moi staruszkowie", LM54-33
"ładne", "tandetnej mieszanki stylów", LM54-35
"Płacili do 7 rubli", LM54-40
"Nędzna klitka", LM54-40
"W tej chwili jest bardzo zły", SI54-48
"Nie potrzebujemy absolutnie nikogo", LM54-38
"Swietłoje, dzisiejszy dzień", LM54-43
Nielegalna praca tłumacza, Poka ja pomniu, s. 107
"Swieto, czasem gdy jestem", LM54-35
"ta sama stara Moskwa", wywiad z Lwem, 2008
Śmierć Anastazji, "Dzięki Ci, Boże", wywiad z Lwem, 2008
"pustą siatkę, listę zakupów i pieniądze", Poka ja pomniu, s. 108
"W progu stał milicjant", wywiad z Lwem, 2008
Amnestia z 17 września 1955, J. Rossi, Sprawocznik po GUŁAGu, t. 1, s. 16
"ponurej komórki", wywiad z Lwem, 2008
"Nie radzę pani wychodzić za niego", Poka ja pomniu, s. 110
"Niech was ucałuję", wywiad z Lwem, 2008
Informacje dotyczące Striełkowa, W. Aleksandrowski do LM, 20 lutego 1955
"Lew, potrzebuję twojej rady", wywiad z Lwem, 2008
Lew szuka pracy w Moskwie, wywiad z Lwem, 2006
"Kiedy doszedłem", wywiad z Lwem, 2008
"nigdy nie będzie ze mnie badacza naukowego", LM54-21
"nie byli surowymi rodzicami", informacja Nikity Miszczenki
"trzeba umieć żyć na tym świecie", SI47-30
"Od dzieciństwa rozumiałem", "Ojciec nie opowiadał nam", "Był czarujący", informacja Nikity Miszczenki
"Od początku wiedziałam", wywiad ze Swietłaną, 2008