2
Kobieta, która mnie poczęła, nie ruszyła się z krzesła. Trzymała na rękach chłopczyka, który kątem dziąseł gryzł palec, być może wyrzynał mu się ząb. Oboje spojrzeli na mnie, malec przerwał swój monotonny lament. Nie wiedziałam, że mam takiego małego braciszka.
- No i przyjechałaś - powiedziała kobieta. - Połóż tutaj rzeczy.
Spuściłam oczy na torbę, gdy tylko nią poruszyłam, dochodził z niej smród używanych butów. Dziecko znowu zaczęło się żalić, odwróciło głowę w stronę piersi matki, mocząc śliną przepocone kwiaty na spranej bawełnie.
- Nie zamykasz drzwi? - rzuciła matka do nieruchomo stojącej dziewczynki.
- Nie wchodzą ci, co ją przywieźli? - zdziwiła się mała i skinęła w moją stronę spiczastym podbródkiem.
Dokładnie w tym momencie pojawił się zadyszany wuj, bo tak powinnam go od tej pory nazywać. Pomimo letniego upalnego popołudnia w dwóch palcach trzymał nowy zimowy płaszcz w moim rozmiarze.
- Gdzie twoja żona? - zapytała go moja biologiczna matka. Musiała podnieść odrobinę głos, żeby przekrzyczeć łkanie narastające w jej ramionach.
- Nie wstaje z łóżka - odparł wuj, potrząsając głową. - Wczoraj pojechałem po kilka rzeczy, także na zimę. - Wskazał na metkę przyczepioną do mojego płaszcza.
Przesunęłam się do otwartego okna i postawiłam bagaże na podłodze. Z daleka dochodził hałas - jakby kamieni wyładowywanych z furgonetki.
Gospodyni postanowiła poczęstować gościa kawą. Powiedziała, że zapach obudzi jej męża. Przeszła z prawie pustej jadalni do kuchni, wkładając po drodze dziecko do kojca. Chłopczyk starał się podciągnąć na siatce mniej więcej na wysokość rozdarcia, które ktoś niezgrabnie zaszył dratwą. Gdy podeszłam do niego, wyraźnie się zdenerwował i zaczął krzyczeć jeszcze głośniej. Siostra z wysiłkiem wyciągnęła go ze środka i zostawiła na gresowych płytkach, a on natychmiast, raczkując, skierował się w stronę dochodzących z kuchni głosów. Ciemne oczy dziewczynki przeniosły się z brata na mnie, teraz przyglądała mi się spod byka. Wpierw spojrzała na moją złotą klamrę przy nowych butach, potem na jeszcze fabryczne zagniecenia na niebieskiej sukience. Za jej plecami bzyczała tłusta mucha, co jakiś czas odbijając się od ścian w poszukiwaniu drogi do wolności.
- Sukienkę też on ci kupił? - zapytała cicho.
- Wczoraj, żeby była na drogę.
- Kto to jest? - zaciekawiła się.
- Daleki wuj. Do tej pory mieszkałam z nim i jego żoną.
- To kto jest twoją mamą? - zapytała od niechcenia.
- Mam dwie mamy, jedną z nich jest twoja.
- Mówiła mi czasami o starszej siostrze, ale nie bardzo w to wierzyłam.
Szarpnęła mnie ciekawskimi paluszkami za rękaw.
- Niedługo nie będzie na ciebie dobra. Za rok mi ją dasz. Uważaj, żebyś jej nie zniszczyła.
Z sypialni wyszedł ziewający ojciec, na bosaka, z nagim torsem. Zobaczył mnie, gdy podążał za zapachem kawy.
- No i przyjechałaś - skomentował jak żona.