Przedmowa
Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy,
Oddaję w Wasze ręce dzieło niezwykłe, być może nawet skandaliczne w swojej śmiałości, a z pewnością przełomowe w sposobie czytania tego, co w naszej kulturze najprostsze, najbardziej oswojone, a przez to - paradoksalnie - najbardziej niedoczytane. "Porzekadła" to książka, która powstała na przecięciu lingwistycznej pasji, literackiej wrażliwości i pewnej, przyznaję, przekory badawczej, która każe stawiać pytania tam, gdzie wszyscy zadowalają się oczywistościami.
Czym jest porzekadło? Dla jednego - przysłowiową mądrością narodu, lakonicznym streszczeniem wielowiekowego doświadczenia, które nasza babcia rzuca mimochodem, by pouczyć, pocieszyć lub skarcić. Dla drugiego - zlepkiem utartych fraz, które używamy bezmyślnie, jak automaty, nie zastanawiając się nad ich głębią. Dla językoznawcy - fascynującym fenomenem językowym, strukturą, która przetrwała stulecia, bo idealnie wpasowuje się w nasze schematy myślowe i rytmy mowy. Dla krytyka literackiego - miniaturowym dziełem sztuki słowa, które w kilku słowach potrafi zawrzeć cały dramat, komedię lub tragedię ludzkiego losu.
Ja jednak, przyzwyczajony do czytania między wierszami, do szukania drugiego, a nawet trzeciego dna w tekstach, które dla innych są przezroczyste, postanowiłem spojrzeć na nasze rodzime porzekadła w sposób, jaki proponował wielki Freud, gdy zaglądał w marzenia senne, i jaki praktykował mistrz Gombrowicz, gdy wyśmiewał nasze narodowe przywary - postanowiłem zdjąć z nich warstwę konwencjonalnej, oczywistej mądrości i zajrzeć w to, co wyparte, co ukryte, co najbardziej pierwotne i - nie bójmy się tego słowa - najbardziej ludzkie: w sferę erotyki i seksualności.
Efekt tych poszukiwań, który właśnie trzymacie Państwo w dłoniach, przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Okazało się bowiem, że pod powierzchnią niewinnych, zdawałoby się, powiedzonek o rydzach, wozach, cielętach i krowach, kryje się niezwykle bogaty, spójny i zadziwiająco systematyczny obraz ludzkiej seksualności - jej pragnień, lęków, strategii, rozczarowań i triumfów. To, co nasza kultura przez wieki spychała do sfery tabu, do alkowy, do szeptu, znalazło swój wyraz w języku, który stał się dla tych treści perfekcyjnym kamuflażem. Bo któż by podejrzewał, że rozmowa o grzybach jest tak naprawdę rozmową o cielesnych substytutach i pragmatyce seksualnego wyboru? Kto by przypuszczał, że uwaga o koniach i babie na wozie to traktat o męskiej uldze po akcie i ambiwalentnym stosunku do kobiecej obecności? Kto by sądził, że lament nad zbyt wieloma kucharkami to seksuologiczna przestroga przed poligamią i granicami męskiej potencji?
A jednak. Gdy tylko przyjęliśmy odpowiednią perspektywę - perspektywę hermeneutyki podejrzeń, która każe nam wierzyć, że tekst zawsze mówi więcej, niż chce powiedzieć - wszystkie te znaczenia zaczęły się wyłaniać z mroku nieświadomości, domagając się nazwania i analizy. Okazało się, że nasze babki, pradziadki i całe pokolenia przodków, tworząc te lapidarne formuły, kodowały w nich nie tylko praktyczną mądrość życiową, ale także głęboką, często bolesną wiedzę o najbardziej intymnej sferze ludzkiego doświadczenia.
Zapraszam Was zatem w podróż po tej niezwykłej krainie, gdzie rydze nabierają fallicznej mocy, cielęta stają się adeptami sztuki miłosnej, a krowy uczą nas, że nie warto ufać pustym deklaracjom. To podróż przez naszą własną, ukrytą naturę, przez pragnienia, które nawet przed samymi sobą maskujemy codziennymi, niewinnymi słowami.
Każdy rozdział tej książki poświęcony jest jednemu porzekadłu. Każda analiza to próba odsłonięcia jego erotycznej podszewki, ale też - co ważniejsze - próba zrozumienia, dlaczego akurat ta metafora, akurat ten obraz, został wybrany przez naszych przodków do wyrażenia tych intymnych treści. Bo nie ma w języku przypadków - każda metafora, każdy obraz, niesie ze sobą określone konotacje, określoną energię, określoną prawdę o nas samych.
Mam świadomość, że niektóre z przedstawionych tu interpretacji mogą wydać się zbyt śmiałe, może nawet kontrowersyjne. Być może niektórzy z Państwa uznają je za przejaw nadinterpretacji, za przykład tego, jak można we wszystkim doszukać się seksu. Odpowiem na to słowami poety: "Nie ma rzeczy niema - wszystko mówi". A jeśli wsłuchamy się uważnie w mowę naszych przodków, w ich przysłowia i porzekadła, usłyszymy tam nie tylko mądrość ekonomiczną czy socjologiczną, ale przede wszystkim - echo ich najgłębszych, najprawdziwszych, najbardziej ludzkich doświadczeń. A te, jak wiemy, rzadko bywają bezcielesne.
Oddaję więc Państwu tę książkę nie jako ostateczną prawdę o naszych porzekadłach, ale jako propozycję odczytania, jako zaproszenie do refleksji nad tym, co w naszej kulturze najbardziej oswojone, a przez to - najbardziej tajemnicze. Jeśli choć jedno z przedstawionych tu odczytań skłoni Państwa do własnych przemyśleń, do spojrzenia na nasz język ojczysty z nowej, nieoczywistej perspektywy - cel tej książki zostanie osiągnięty.
Zapraszam do lektury - z odwagą, z otwartym umysłem i z gotowością na to, że nasze rodzime przysłowia już nigdy nie będą dla Państwa takie same. Bo gdy raz odkryje się, co naprawdę może oznaczać "Lepszy rydz, niż nic" albo "Baba z wozu, koniom lżej", trudno wrócić do niewinnej, dosłownej lektury. I o to właśnie chodzi - by widzieć więcej, by rozumieć głębiej, by być bliżej prawdy o nas samych.
Warszawa, 2026
Lepszy rydz, niż nic
Przed przystąpieniem do właściwych dociekań, pragnę zaznaczyć, że moje rozważania opierać się będą na solidnych podstawach metodologicznych analizy i interpretacji dzieła literackiego, które wszakże z powodzeniem aplikować możemy do wszelkich wytworów mowy, w tym również utrwalonych w języku związków frazeologicznych. Jak słusznie zauważają badacze przedmiotu, analiza i interpretacja stanowią nierozerwalny zespół zabiegów badawczych, prowadzących do pełnego poznania artystycznego (a w tym przypadku - językowego) komunikatu.
Główny temat - dominanta kompozycyjna
Rozpocznijmy od określenia głównego tematu, czyli dominanty kompozycyjnej naszego "utworu". Na pierwszy rzut oka, w warstwie denotatywnej, powiedzenie "Lepszy rydz, niż nic" traktuje o pragmatycznej życiowej mądrości, gloryfikującej zasadę kompromisu i zadowalania się substytutem w obliczu braku pożądanego oryginału. Mówi o hierarchii dóbr i akceptacji gorszej, ale dostępnej opcji. Rydz, grzyb jadalny, choć pospolity i mało okazały, stanowi w tym zestawieniu konkretne, materialne dobro, podczas gdy "nic" jest jego całkowitym brakiem, pustką, abstrakcyjnym niebytem.
Jednakże, gdy przyłożymy do tego tekstu soczewkę hermeneutyki podejrzeń, nastawioną na dekodowanie erotycznych podtekstów, dominanta kompozycyjna ulega radykalnemu przesunięciu. Głównym tematem przestaje być waloryzacja dóbr materialnych, a staje się nim - nomen omen - aksjologia seksualna i strategia erotycznego substytutu. W tym nowym odczytaniu, przysłowie to stanowi kodyfikację postawy kompromisowej w sferze seksualnej, gdzie ideał, być może niedościgniony lub chwilowo nieosiągalny ("nic"), zostaje zastąpiony przez dostępny, choć mniej atrakcyjny substytut ("rydz"). Jest to więc swoista pochwała pragmatyzmu erotycznego, głosząca, że lepsza jest jakakolwiek, nawet nie w pełni satysfakcjonująca aktywność seksualna lub obiekt seksualny, niż całkowita abstynencja i pustka ("nic"). Stajemy zatem przed tekstem kultury, który w zaskakujący sposób łączy sferę ludyczną (zbieractwo, konsumpcja) z najgłębszymi, najbardziej archaicznymi popędami człowieka.
Co mówi podmiot? - Określenie podmiotu lirycznego i sytuacji lirycznej
Zgodnie z kanonami analizy, musimy zadać fundamentalne pytanie: kto mówi w tym wierszu? Kto jest podmiotem lirycznym (czy raczej - podmiotem paremicznym)? Nie mamy tu do czynienia z podmiotem jednostkowym, lecz z podmiotem zbiorowym, doświadczonym przez życie. To głos ludowej mądrości, głos anonimowego "my" - wspólnoty, która przez pokolenia kodyfikowała swoje doświadczenia w lapidarnych formułach. Jest to więc liryka (a ściślej: sytuacja liryczna) o charakterze parenetycznym i uniwersalnym. Podmiot ten nie jest poetą w sensie indywidualnym, lecz medium transmitującym odwieczne prawdy.
Sytuacja liryczna, którą możemy zrekonstruować, to moment refleksji, kalkulacji, a może nawet i pocieszenia. Wyobraźmy sobie sytuację, w której jednostka (odbiorca tej maksymy) staje przed dylematem: czy trwać w wyczekiwaniu na coś (lub kogoś) doskonałego, czy też zadowolić się tym, co jest aktualnie pod ręką. Podmiot zbiorowy, głos tradycji, interweniuje w tej chwili zawahania, dostarczając argumentu rozstrzygającego. Mówi: "Lepszy rydz, niż nic". W kontekście erotycznym, sytuacja ta nabiera wyjątkowej intensywności. Możemy ją osadzić w scenerii wieczornego, samotnego powrotu do domu po nieudanym polowaniu na bardziej atrakcyjne "okazy", w scenerii karczmy, gdzie wzrok pada na mniej urodziwą, ale chętną partnerkę, czy też w zaciszu alkowy, gdzie podszepty rozsądku walczą z wybujałym libido. To moment, w którym natura upomina się o swoje prawa, a kultura (w postaci przesądów, wstydu, wybredności) zostaje skonfrontowana z biologicznym imperatywem.
Nastrój - i środki jego osiągnięcia
Nastrój tego dwuwersowego "dzieła" jest złożony i wielowarstwowy. Z jednej strony panuje w nim chłodny, pragmatyczny racjonalizm, graniczący z filisterską zasadą "mierz siły na zamiary". Z drugiej strony, po odsłonięciu erotycznej podszewki, wyłania się nastrój gorzkiej ironii, a nawet pewnego fatalizmu. Jest to melancholijna akceptacja niedoskonałości świata i własnej niedoskonałości, która zmusza nas do schodzenia na kompromisy w najintymniejszej sferze życia.
Jakie środki stylistyczne budują ten nastrój? Przede wszystkim:
- Antyteza - jest tu konstrukcją fundamentalną. Zestawienie "rydz" i "nic" tworzy wyrazistą, binarną opozycję. W erotycznym odczytaniu, opozycja ta nabiera charakteru symbolicznego kontrastu między czymś materialnym, dotykalnym, choćby i poślednim, a absolutną pustką i brakiem spełnienia.
- Paralelizm składniowy - konstrukcja "Lepszy X, niż Y" jest typowym dla przysłów schematem porównawczo-wartościującym, który nadaje wypowiedzi cechy sentencji, niepodważalnego aksjomatu.
- Epitet - słowo "rydz" samo w sobie, w tym kontekście, staje się epitetem przenośnym (metaforycznym) dla całej kategorii "zastępczych obiektów pożądania". Nie jest już tylko grzybem, ale symbolem.
- Elipsa, niedopowiedzenie - siła tego przysłowia tkwi w tym, czego NIE mówi. Nie precyzuje, jaki to "rydz", jakie to "nic". Ta szczelinowość znaczeniowa jest właśnie przestrzenią, w którą może wniknąć interpretacja erotyczna. Czytelnik/słuchacz sam musi wypełnić te pojęcia treścią. To, w myśl wskazówek metodycznych, zmilczenie - celowe przemilczenie, które uruchamia wyobraźnię.
- Rytm i rym - nawet tak prosty twór ma swoją melodykę. Rytm dwuudarzeniowy, wyrazisty rym (rydz - nic) nadają mu cech łatwych do zapamiętania, wręcz mantrycznych, co sprzyja internalizacji głoszonej prawdy. Rym jest żeński, co może dodawać pewnej miękkości, ale i finalności, stanowczości osądu.
Strofa po strofie - wyłuskiwanie znaczeń
Potraktujmy nasze przysłowie jako miniaturowy utwór, który możemy podzielić na dwie części (dwa wersy):
- Część I: "Lepszy rydz..." Analitycznie rzecz ujmując, jest to część propozycyjna, wprowadzająca pewną wartość. Słowo "lepszy" uruchamia mechanizm wartościowania, hierarchizacji. "Rydz" - w warstwie dosłownej - to grzyb. Jednak jego cechy morfologiczne i kulturowe są tu kluczowe. Rydz jest grzybem pospolitym, łatwym do znalezienia (rośnie gromadnie, często na obrzeżach lasów, przy drogach), nie wymagającym wielkiego trudu w zdobyciu. Jest też grzybem o specyficznym, wyrazistym zapachu i pomarańczowym, nieco "mięsistym" kapeluszu, z którego po uszkodzeniu wydobywa się mleczko. To właśnie te cechy stają się pożywką dla interpretacji erotycznej.
- W tym kluczu "rydz" symbolizuje partnera seksualnego łatwo dostępnego, pospolitego, może nawet o nieco rubensowskiej, "mięsistej" urodzie. Jego "zapachem" jest woń cielesności, a "mleczko" - oczywista aluzja do męskiego lub żeńskiego płynu sekrecyjnego. Sam fakt, że jest to grzyb, a nie np. owoc, może sugerować pewną pierwotność, gruntowność, związek z ziemią i tym, co przyziemne, w odróżnieniu od eterycznych ideałów.
- Część II: "... niż nic." Ta część stanowi kontrapunkt. "Nic" jest tu pojęciem wieloznacznym. To nie tylko brak grzyba, ale w szerszym sensie - pustka, nicość, brak spełnienia, seksualna abnegacja i wyzbycie się przyjemności. W kontekście psychoanalitycznym "nic" możemy utożsamić ze stanem niezaspokojenia popędu (libido), z tęsknotą, frustracją, która może prowadzić do nerwicy. To "nic" jest więc w istocie bardzo bolesnym, odczuwanym fizycznie i psychicznie brakiem. Dlatego przeciwstawienie mu "rydza", nawet jeśli jest to substytut daleki od ideału, staje się aktem racjonalnego wyboru mniejszego zła (lub, w tym wypadku, wyboru dobra w obliczu absolutnego zła, jakim jest pustka).
- Fonetycznie słowo "nic" jest krótkie, urywane, wręcz "puste" w swoim brzmieniu. Kontrastuje z dźwięcznym, bardziej "soczystym" słowem "rydz". Ta gra dźwięków potęguje opozycję treści.
Zestawiając obie części, otrzymujemy następującą strukturę logiczną: dostępna cielesność (z całym bagażem jej niedoskonałości) zostaje skontrastowana z całkowitym brakiem cielesności i uznana za wartość wyższą. To kwintesencja seksualnego pragmatyzmu.
Widzisz kontekst, nawiązania do innego tekstu kultury - w jaki sposób został zorganizowany
To najbardziej fascynująca część naszej analizy. "Lepszy rydz, niż nic" nie istnieje w kulturowej próżni. Jego organizacja znaczeniowa opiera się na głębokim, intertekstualnym dialogu z innymi tekstami kultury, które poruszają temat substytutu, pożądania i kompromisu.
Przede wszystkim, nasze przysłowie jest ludową, swojską wersją znanego toposu "horatiańskiego złotego środka" (aurea mediocritas). Horacy głosił pochwałę umiaru i zadowalania się tym, co przeciętne, jako drogi do szczęścia. Nasz "rydz" jest właśnie tym "złotym środkiem" w seksualnym wymiarze - lepszym niż wyuzdana rozpusta (symbolizowana może przez "borowika"? ) i lepszym niż ascetyczna wstrzemięźliwość ("nic"). Jest to więc aplikacja antycznej filozofii do realiów chłopskiej seksualności.
Dalej, dostrzegamy tu wyraźną polemikę z mitem pięknej Heleny i wojną trojańską. Tamtym razem, to nie o jedną kobietę toczy się wojna. Gdyby Parys kierował się zasadą "lepszy rydz, niż nic", nie porwałby Heleny (ideału), zadowalając się jakąś lokalną nimfą, i oszczędziłby światu dziesięciu lat konfliktu. Nasze przysłowie jest więc antyheroiczne, demitologizujące, stawia na pragmatykę kosztem wielkich, ale niebezpiecznych namiętności.
Możemy również dostrzec zaskakującą paralelę do biblijnej postaci Ezawa, który sprzedał swoje pierworództwo (przywilej, przyszłość, boskie błogosławieństwo) za miskę soczewicy. W naszym odczytaniu, "miska soczewicy" to właśnie "rydz" - doraźna, materialna, cielesna przyjemność. Ezaw wybrał "rydza" (zaspokojenie głodu) zamiast "nic" (głodu) i zamiast abstrakcyjnej, przyszłej wartości (pierworództwa). Przysłowie niejako usprawiedliwia wybór Ezawa, twierdząc, że w obliczu realnego głodu (seksualnego), lepszy jest substytut niż cnotliwe wyczekiwanie.
Wreszcie, nie sposób pominąć kontekstu polskiej kultury szlacheckiej i jej sarmackiego oblicza. Rydz to grzyb nie tylko pospolity, ale i typowo polski, kojarzony z kuchnią narodową, bigosami i pieczonkami. W tym kontekście, "rydz" staje się symbolem swojskości, bezpieczeństwa, oswojonej cielesności, w przeciwieństwie do obcych, nieznanych, a przez to potencjalnie groźnych "egzotycznych" ideałów erotycznych. Jest to wybór tego, co znane i bliskie, nad niepewną przygodą.
Jak został zorganizowany ten kontekst? Jest on zorganizowany na zasadzie parodii i demitologizacji. Przysłowie to przejmuje patos i wagę wielkich tematów kultury (jak wybór moralny, natura pożądania, dylemat między ideałem a rzeczywistością) i aplikuje je do prostej, przyziemnej, wręcz trywialnej sytuacji wyboru grzyba. Ta operacja ma na celu oswojenie wielkich egzystencjalnych problemów i pokazanie, że w gruncie rzeczy sprowadzają się one do podstawowych, biologicznych wyborów. Jest to strategia komiczno-terapeutyczna: śmiejemy się z samego siebie, że nasze wielkie namiętności i dramaty można sprowadzić do wyboru między pospolitym grzybkiem a pustym żołądkiem (lub - w naszej interpretacji - między przypadkowym partnerem a samotnością).
Podsumowując, głęboka analiza paremicznego tekstu "Lepszy rydz, niż nic" z nastawieniem na wydobycie podtekstu erotycznego ujawnia jego niezwykłą złożoność. Z pozoru banalne powiedzenie okazuje się być gęstym od znaczeń traktatem o seksualnej ekonomii, kompromisie i naturze ludzkiego pożądania. Jest to głos ludowego pragmatyzmu, który w formie lapidarnej sentencji, za pomocą antytezy, paralelizmu i celnego doboru leksyki, formułuje uniwersalną prawdę o wyższości jakiegokolwiek spełnienia nad całkowitym jego brakiem. Jego moc tkwi w intertekstualnym dialogu z wielkimi narracjami kultury, które zostają zdemitologizowane i sprowadzone do wymiaru powszedniego, "grzybowego" wyboru. To właśnie ta zdolność do łączenia tego, co najwyższe (dylematy egzystencjalne), z tym, co najniższe (sfera biologiczna, konsumpcja), stanowi o sile i nieprzemijającej aktualności tego językowego fenomenu, który z powodzeniem możemy uznać za miniaturowe arcydzieło polskiej erotyki ludowej.
Pokorne cielę dwie matki ssie
Z uczuciem niekłamanej, naukowej satysfakcji, sięgam po kolejne narzędzia hermeneutyki podejrzeń, by poddać wiwisekcji następny okaz ludowej paremiologii. Tym razem na moim analitycznym stole ląduje porzekadło "Pokorne cielę dwie matki ssie". Na pierwszy rzut oka jest to sentencja o charakterze pragmatyczno-etycznym, mówiąca o korzyściach płynących z pokory i uległości. Jednakże, wyposażeni w precyzyjne instrumenty analizy erotycznej, udowodnimy, że jest to tekst o niezwykle wyrafinowanej, wręcz fundamentalnej dla ludzkiej seksualności, wymowie. Jeśli w poprzednich analizach badaliśmy pragmatykę substytutu (rydz), ekonomię cielesnego ciężaru (baba z wozu), falliczną teleologię (wiszenie), katastrofalne skutki nadmiaru (kucharki), erotyczną samorealizację (pościelenie), jałowość pustych deklaracji (krowa) oraz powściągliwość w ocenie (zachód słońca), to niniejsza poświęcona zostanie erotycznej strategii uległości, poligamicznej satysfakcji oraz fundamentalnej prawdzie, że w seksie, jak w życiu, pokora i uległość mogą być źródłem niebywałych korzyści i wielokrotnego spełnienia. Zapraszam Szanownych Państwa na intelektualną biesiadę, w której cielę okaże się metaforą uległego kochanka (lub kochanki), matki - metaforą partnerek seksualnych, a ssanie - symbolem czerpania rozkoszy u samych źródeł.
Główny temat - dominanta kompozycyjna. Od obory do alkowy wielokrotnej.
W warstwie dosłownej, na poziomie elementarnej semantyki, powiedzenie "Pokorne cielę dwie matki ssie" odnosi się do prostej obserwacji zootechnicznej i socjologicznej. Cielę, które jest spokojne, uległe i nie sprawia problemów, może być tolerowane i karmione przez więcej niż jedną krowę. W sensie przenośnym, stało się ono synonimem korzyści płynących z pokory i uległości - osoba skromna, potulna, nie roszczeniowa, może liczyć na przychylność i wsparcie od wielu osób.
Jednakże, po przyłożeniu do tego tekstu naszego specjalistycznego klucza hermeneutycznego, ukierunkowanego na wydobycie erotycznych podtekstów, dominanta kompozycyjna ulega spektakularnej transformacji. Głównym tematem przestaje być refleksja nad hodowlą bydła i życiową strategią, a staje się nim erotyczna strategia uległości, a ściślej - zdolność uległego, pokornego kochanka (lub kochanki) do czerpania satysfakcji seksualnej od wielu partnerek (lub partnerów) jednocześnie lub sukcesywnie. W tym nowym, niezwykle śmiałym odczytaniu, porzekadło to stanowi kodyfikację fundamentalnej prawdy seksuologicznej i psychologicznej: osoba uległa, pokorna, nie narzucająca się, ale dyspozycyjna i gotowa do spełniania cudzych zachcianek, może liczyć na dostęp do większej liczby partnerek seksualnych i czerpać z tego wielorakie korzyści.
Kluczową operacją jest tu przewartościowanie całej sceny. "Cielę" przestaje być niewinnym zwierzęciem gospodarskim, a staje się metaforą kochanka (lub kochanki) - osoby uległej, pokornej, dyspozycyjnej, gotowej do seksualnej służby. "Pokorne" to kluczowy przymiotnik, który w erotycznym odczytaniu oznacza: nieagresywne, nie dominujące, nie stawiające wygórowanych wymagań, skłonne do podporządkowania się, cierpliwe, wyrozumiałe, gotowe spełniać zachcianki. "Matki" to nie tylko rodzicielki, ale przede wszystkim dojrzałe, doświadczone partnerki seksualne, które dysponują "mlekiem" - życiodajną esencją rozkoszy, gotowe dzielić się nią z tym, kto okaże się godny i pokorny. "Ssie" zaś to nie tylko czynność fizjologiczna, ale metafora czerpania rozkoszy, pobierania seksualnej energii, doznawania satysfakcji u samych źródeł kobiecości. Przysłowie mówi zatem z nieubłaganą logiką: pokorny, uległy kochanek ("pokorne cielę") może liczyć na dostęp do wielu doświadczonych partnerek ("dwie matki") i czerpać od nich obfitą rozkosz ("ssie"). To kwintesencja ludowej, przewrotnej mądrości, która wie, że w seksie nie zawsze dominacja i agresja są kluczem do sukcesu - czasem to właśnie pokora i uległość otwierają drzwi do największych rozkoszy i do wielu źródeł jednocześnie.
Co mówi podmiot? - Określenie podmiotu lirycznego i sytuacji lirycznej.
Kto jest narratorem tego niezwykle pouczającego, wręcz strategicznego przekazu? To głos doświadczonego przez życie erotomana, ale także - głos zbiorowego doświadczenia męskiej (i żeńskiej) wspólnoty