Rozdział 1
Kac moralny
Obudziła się nagle, jakby coś ją wystraszyło. Szybko usiadła wyprostowana na łóżku i wtedy przypomniała sobie wydarzenia poprzedniego wieczoru. A w zasadzie jedno konkretne wydarzenie, które miało miejsce na zimnym wielkim marmurowym blacie. W łazience. W rezydencji - bo domem tego nazwać nie można - jej szefa. Podczas przyjęcia z okazji dziesięciolecia firmy.
O słodki Jezu...
Wstała i wyszła z sypialni. W salonie zastała Jolkę, która siedziała na kanapie z kubkiem kawy w ręku, scrollując smartfon. Dziewczyna podniosła głowę znad ekranu telefonu i na widok współlokatorki odparła zdziwiona:
- Myślałam, że cię nie ma?!
- A gdzie miałabym być? - zapytała zdezorientowana Karolina.
- No... U Pawła?
- Paweł. Kurwa... - wymamrotała pod nosem.
Znowu te bluzgi... Spodobało jej się czy co?
Jola zmrużyła oczy i przyglądała się chwilę koleżance.
- Karola, wszystko okej?
Karolina przez moment zastanawiała się, czy cokolwiek jest jeszcze okej. Doszła do zdumiewającego wniosku, że wczorajsze wydarzenie było całkiem okej... Nie chciała teraz o tym rozmyślać, więc zmieniła temat.
- Jolka, a dlaczego ty nie śpisz?
- Jak to: dlaczego?
- A od kiedy jesteś takim rannym ptaszkiem?
- Nie jestem. - Parsknęła.
- To dlaczego nie śpisz?
- Bo już prawie południe?
- Żartujesz?!
Karolina pobiegła do kuchni, by sprawdzić, którą godzinę wskazuje wyświetlacz na piekarniku.
Jedenasta czterdzieści trzy.
- Nie pamiętam, kiedy spałam tak długo... - mruknęła do siebie.
Wróciła do Jolki i opadła na sofę obok niej, a ta zapytała:
- A Paweł jeszcze śpi?
- Paweł? A skąd mam wiedzieć?
Jolka zdezorientowana skinęła głową w stronę drzwi do sypialni Karoliny.
- Pawła nie ma?
- Nie...
- Kora, co się wczoraj wydarzyło? - spytała już poważnie zaaferowana stanem mentalnym przyjaciółki. Nigdy wcześniej nie widziała jej tak rozkojarzonej i w takim... ogólnym nieładzie.
Karolina przygryzła wargę, w jej oczach pojawiły się łzy, potem na jej usta zbłądził dziwny, lekko niepokojący uśmieszek. Podrapała się po głowie, roztrzepując włosy. Wstała, stanęła naprzeciwko Jolki i poważnym tonem oznajmiła:
- Ja ci wszystko opowiem, ale najpierw sobie zrobię kawę i zaraz do ciebie wracam.
- Kawę przed śniadaniem...?
Postanowiła nie odpowiadać. Też ją to zdziwiło, ale miała ochotę, więc kierowana zachcianką poczłapała do ekspresu. Kilka minut później z kubkiem czarnej kawy w ręku usiadła obok przyjaciółki. Po chwili namysłu odstawiła naczynie na stolik i ponownie podreptała do kuchni. Przyniosła cukierniczkę. Wsypała do kubka dwie czubate łyżeczki cukru, czemu Jola przyglądała się oniemiała. Nie była to najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu widziała, ale w wykonaniu jej współlokatorki... Wiele wskazywało na to, że postradała zmysły. Karolina zamieszała kawę głośnymi stuknięciami łyżeczki w kubek, a potem odłożyła ją na stolik. Nie na serwetkę, nie na podkładkę, nie na talerzyk. Na stolik. Pięknie...
Upiła łyk czarnego płynu i uśmiechnęła się zadowolona, mówiąc:
- Wow. Smaczna. O czym my... A, tak. Więc wczoraj... - odwróciła się w stronę rozmówczyni - po tym, jak zrobiłaś mi makijaż i wyszłaś, ja wbiłam się w tę nową kieckę...
- I te nowe stringi? - Jolka szybko wczuła się w opowieść.
- Tak, tak. I te nowe stringi też. - Zarumieniła się lekko. - Tak jak rozmawiałyśmy, włożyłam złote szpilki i spięłam włosy tą złotą szpilą od Pawła. Założyłam biżuterię, którą wybrałyśmy, i byłam gotowa. Miał być za dziesięć minut i wtedy dostałam esemesa. Niedługiego, ale poczekaj, przeczytam ci.
Poszła do sypialni po telefon. Wróciła, usiadła i odczytała głośno:
- "Nie zdążę, przepraszam. Baw się dobrze".
- Co, kurwa?! - krzyknęła Jolka i wyrwała jej telefon z ręki, by zobaczyć to na własne oczy. - Dziesięć minut przed wyjściem?!
Karolina wzruszyła ramionami.
- Nawet nic mu nie odpisałam ani nie dzwoniłam, bo to nie miało sensu. Skoro dziesięć minut przed umówioną godziną nie był gotowy, to... - Westchnęła ciężko. - Nie wiem, Jolka, jakoś odechciało mi się wszystkiego. Miałam nawet taką myśl, żeby po prostu przebrać się w piżamę i zaszyć pod kołdrą. Ostatecznie zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam sama.
- A miało być tak pięknie...
- Taa... - Upiła łyk kawy. - Ale to dopiero początek historii.
Jolka uniosła brew.
- Zamieniam się w słuch.
- Jolka, ja ci to muszę opowiedzieć, bo inaczej oszaleję! - wypaliła. - Ale ty mi obiecaj, że nie będziesz przerywać, okej? Żadnych komentarzy i głupich tekstów, dopóki nie skończę! Okej?!
- Okej... - wymamrotała w odpowiedzi, wyraźnie zaintrygowana.
- Dobra. To słuchaj. - Karolina skrzyżowała nogi, siadając po turecku i oparła się o oparcie boczne sofy tak, by dokładnie widzieć przyjaciółkę. - Gdy już któryś raz z kolei musiałam się uśmiechać i udawać, że nic wielkiego się nie stało, potwierdzając, że tak, niestety przyszłam sama, bo Pawła coś zatrzymało w pracy, poczułam się jak jakaś oszustka. Jak dziecko z wymyślonym przyjacielem.
- Przecież twoi znajomi z pracy kojarzą Pawła. Wiedzą, że sobie go nie wymyśliłaś.
- Wiem... Ale miałam wrażenie, jakbym udawała, że w ogóle ktoś miał ze mną przyjść. Chyba przez to, że tak na ostatnią chwilę odwołał. Po prostu... Nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. W każdym razie stwierdziłam, że muszę chwilę pobyć sama i poszłam do toalety. Przyjęcie odbywało się w salonie, w którym otwarto okna tarasowe wychodzące na ogród.
Tu poświęciła kilka minut na przekazanie Jolce, co to za dom. Wspomniała nie tylko o wielkim marmurowym blacie w łazience, ale też palmie, której liście sięgały ponad antresolę, kuchennej wyspie wielkości ich całej kuchni, z salonem oczywiście, i długim korytarzu, który prowadził do miliona pomieszczeń.
- Obie toalety na dole były zajęte i jedna z kelnerek poinstruowała mnie uprzejmie, że za pierwszymi drzwiami na górze również znajduje się łazienka, z której można korzystać. Poszłam tam.
Opowiadała przyjaciółce, jak zastygła w toalecie, jak pojawił się w niej obcy mężczyzna i co mu odpowiedziała na pytanie, czego potrzebuje.
- Nie! Nie powiedziałaś tak! - krzyknęła Jolka.
- Miałaś nie przerywać! - upomniała ją od razu.
- Chyba nie sądzisz, że usiedzę cicho przy takiej historii?!
- Będziesz musiała, jeśli chcesz wiedzieć, co było dalej!
- Dobrze... - Westchnęła, starając się poskromić emocje. - Co było dalej?
- Podszedł do mnie, podniósł mi lekko brodę, tak żebym na niego spojrzała, i powiedział, że... - Zacięła się.
- Że? - ponagliła niecierpliwie jej słuchaczka.
- Że myśli, że da się zrobić...
Jolka nie wytrzymała i głośno się zaśmiała, a na jej policzkach pojawiły się wypieki z zaciekawienia.
- Ha, ha, ha! Boże, Kora, czy to będzie historia porno?! Powinnam przygotować popcorn?
Karolina przewróciła oczami i nie odpowiedziała na pytanie. Jej mina zdecydowanie odzwierciedlała urazę.
- Oj, przepraszam... - odparła Jolka słodkim tonem, bardzo zainteresowana dalszym ciągiem historii. - I co potem?
- Pocałował mnie. - Wzruszyła ramionami, jakby to nie była wcale najgorętsza plotka, którą kiedykolwiek przekazała innej osobie.
Jolka wzięła głęboki wdech i już prawie to złośliwie skomentowała, ale potem szybko ugryzła się w język i zapytała spokojnie:
- Karolina, zanim powiesz coś jeszcze... Czy mogłabyś przybliżyć mi wygląd tego jegomościa? Tak, żebym miała pełen pogląd na sytuację...
Dziewczyna ponownie przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się i odpowiedziała na pytanie:
- Wyższy ode mnie, ale tak akurat, bo w moich złotych szpilkach, to musiałam tylko lekko głowę zadrzeć, żeby go pocałować. - Po tych słowach lekko się zarumieniła. - Dobrze zbudowany. Widać, że dba o siebie. Nie jakiś strasznie umięśniony, ale taki...
- Jak Paweł?
- Hmm... - Spuściła głowę zawstydzona. - Wizualnie ciało w sumie lepiej... Wiesz, taka ładnie zarysowana klatka i plecy takie w dotyku miłe.
- Plecy miłe w dotyku? Uuuu... - pisnęła cicho Jola. - Mów dalej. Włosy?
- Ciemny blond, krótko ostrzyżone z tyłu i przy skroniach, ale na czubku dłuższe i kilka takich fajnych loczków opadających lekko na czoło. - Uśmiechnęła się szeroko na wspomnienie.
- Oooo... Podoba mi się. Co jeszcze?
- Gładko ogolony. Miał taką malutką bliznę pod ustami. - Mówiąc to, stuknęła kilka razy czubkiem palca w skórę pod swoją dolną wargą. - Brązowe oczy, ale nie ciemne, dosyć jasne jak na brązowe, może trochę orzechowe, ładne. Uśmiech jak z reklamy normalnie... Może mi się to śniło...
- Wątpię, żeby twój mózg sam ci to zafundował! I co potem?
Karolina przeszła do dalszej części historii, którą Jolka słuchała z wyraźnym zainteresowaniem. Niczego nie ukrywała. Potrzebowała się wygadać i wyrzucić to z siebie.
- I nagle on wyciąga gumkę, a ja nawet o tym nie pomyślałam! - Zakryła twarz dłońmi. Naprawdę o tym nie pomyślała... Jakie to było nieodpowiedzialne!
- Kora, ty ladacznico - skomentowała Jola ze śmiechem.
- Jezu, Jola... Ja bym mu się tam oddała, zaciążyła i jeszcze by mnie czymś zaraził!
- Wywłoka!
- Dokładnie! Bo mi mózg wyłączyło całkiem! A nawet nie piłam alkoholu! To się wydarzyło całkowicie na trzeźwo!
- Dobra... ważne, że miał! Dawaj dalej!
Dziewczyna śmiała się z rozmowy kochanków, której Karolina nawet nie musiała streszczać. A potem przeszła do finału.
- Ja nie wiem, czy mnie czasem ktoś nie słyszał Jolka... Jeny, ja się darłam jak opętana.
- Nierządnica... Bóg ci tego nie wybaczy...
- Wal się!
- Karolina... - Jolka upomniała ją tonem srogiej nauczycielki.
- Jolka...? - Karolina podjęła nieśmiałym tonem.
- No? - Dziewczyna nie umiała ukryć ekscytacji w głosie.
- Ja nigdy nie miałam takiego...
- Dużego miał?
- Co?
- No... - Poruszyła wymownie brwiami.
- Jeny, Jolka... Normalnego. Znaczy z tych, co widziałam, to wydał mi się normalny. Nie mały i nie jakiś wielki. Czemu ja ci to mówię...? - Westchnęła. - Jolka, ja takiego orgazmu nie miałam.
- Nigdy?
- Nigdy. To znaczy miałam, ogólnie miałam. Ale nie aż tak!
- Biedactwo... - Uścisnęła serdecznie dłoń przyjaciółki. - Ale co? Skończył, wyszedł i poszedł sobie? Czy jak?
- No nie...
- To co było dalej?
- Dalej... - Zawahała się. - Pomyślisz, że to dziwne...
- Jedyne, o czym myślę, to że ci zazdroszczę wieczoru... - Zaśmiała się. - Dokończ, proszę. Wiesz, że nie lubię niedokończonych historii.
- Eh... Dalej, czyli już po wszystkim, pomógł mi wstać z blatu i chwilę się całowaliśmy.
- Całowaliście? - Jolka uniosła brew.
- Tak... I już nie tak jak wcześniej. Tylko raczej... Nie chcę użyć tego słowa, bo jest zupełnie nieadekwatne do tego całego wydarzenia, ale to wydało mi się takie nawet romantyczne. I on był taki delikatny... Potem się po prostu odsunęliśmy od siebie, ogarnęliśmy i wyszłam. A, i jak wychodziłam, to powiedział, że miło było mnie poznać.
- Ha, ha! Raczej, że miło! I wróciłaś potem na przyjęcie?
- Tak, to wydarzyło się jeszcze dość wcześnie.
- I widziałaś go później?
- Właśnie nie! Bałam się, że gdzieś go zobaczę, że będzie z żoną albo coś! Ale nie widziałam go w ogóle... Co w sumie było chyba jeszcze gorsze... Może mi się to naprawdę tylko śniło...?
Jolka uśmiechnęła się złowieszczo.
- Na dowód, że ci się nie śniło, pokaż te rozdarte stringi!
- Nieee... - Karolina zaczerwieniła się ze wstydu.
- Dawaj! Ze szczegółami opowiedziałaś mi takie wydarzenie, a wstydzisz się gacie pokazać? Błagam! - Jola prychnęła rozbawiona.
- Nie pokażę... - wymamrotała Karolina.
- Kora? Przecież nie wymyśliłaś sobie tego...
- Nie wymyśliłam - przyznała.
- To pokaż.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
Powiedziała dlaczego. Jolka wybuchła śmiechem.
- Ty niegrzeczna dziewczynko! Nie tylko wracałaś do domu z gołym tyłkiem, ale całkiem bez gaci?!
Karolina schowała twarz w dłoniach, ale też się śmiała. Po kilku kolejnych zbereźnych komentarzach Joli, gdy się uspokoiły, Karolina nagle spochmurniała.
- Muszę powiedzieć Pawłowi...
- Zwariowałaś?! A po co?!
- Jak to po co? Przecież nie mogę go całe życie okłamywać?!
- Kora, jakie całe życie? Daj sobie z nim spokój. Już nie pierwszy raz cię wystawił, a do tego najwyraźniej nawet nie umie porządnie zrobić ci dobrze!
Ta dziewczyna to naprawdę ma tylko jedno w głowie!
- Jolka! Przecież to nie jest najważniejsze...
- Ale nie jest nieważne. Poza tym jeśli mu powiesz, to stanie się jedna z dwóch rzeczy. Albo, co całkiem prawdopodobne, w ogóle ci nie uwierzy i będzie się śmiał, że chcesz w ten sposób zrobić mu na złość.
Karolina pomyślała, że niestety: to rzeczywiście prawdopodobne.
- Albo - kontynuowała Jola - o ile nie zakończy waszego związku, unosząc się honorem, będzie ci to wiecznie wypominał. I mimo że to on zawsze coś spierdoli, to już wiecznie ty będziesz ta zła. I nie mów, że nie mam racji.
Nie powiedziała.
* * *
Jeszcze dobę wcześniej, w pogodny i rześki poranek końcówki kwietnia, życie Karoliny było spokojne i poukładane, a kolejne dni racjonalnie zaplanowane. Tego samego dnia, ciepłego i pogodnego wieczoru, wszystko się zmieniło. Karolina zdradziła swojego chłopaka, którego darzyła naprawdę szczerym uczuciem. Darzy! Przecież wciąż go kocha... Bo kocha, prawda? I zrobiła to w tak niedorzeczny i perfidny sposób, jakby to był jej chleb powszedni. A nie był, o nie!
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że jej się to podobało. Oczywiście nie zdrada sama w sobie i nie sam fakt jej dokonania! Ale ten jeden, konkretny stosunek, który miała przyjemność odbyć. Bo nie mogła się oszukiwać - przyjemność niewątpliwie była nieziemska...
Siedziała w piżamie na sofie, trzymając w rękach kubek słodzonej kawy, którą piła ze smakiem przed śniadaniem, przed szklanką wody, przed poranną toaletą. Siedziała i odtwarzała w głowie raz po raz wydarzenia poprzedniego wieczoru. Rozmyślała o tym, jak dobrze jej zrobił i jak wyjątkowo się czuła przez te kilka chwil.
Nazwijmy jednak rzeczy po imieniu - dała się przelecieć jakiemuś obcemu, podejrzanemu typowi. I teraz uśmiechała się na jego wspomnienie jak głupiutka nastolatka, która pierwszy raz całowała się z chłopakiem i już planuje w głowie listę gości na ich wspólne wesele. Jakie to było żałosne...
Myślała o Aleksie. Aleks. Co to w ogóle za imię? Aleksander. Olek. Musiała przyznać mu rację, to zdrobnienie też jej się nie podobało.
Wspominała z rozmarzeniem jego orzechowe oczy, bo wydawało jej się, że patrzyły na nią z uczuciem. Przypomnijmy, że facet przeleciał ją w kiblu, a ta teraz wspominała, jak na nią patrzył, ubzdurawszy sobie w tym jakieś wyższe emocje.
Miała wrażenie, że wciąż czuje na policzku dotyk jego delikatnej dłoni. Zastanawiała się, skąd wzięła się ta jego blizna. Wyobrażała sobie, że mógł stanąć w czyjejś obronie, mógł oberwać, broniąc honoru kobiety, lub uratować czyjeś życie. Nie do końca umiała wyobrazić sobie, jak miałaby ucierpieć jego broda, zostawiając taką bliznę, ale była przekonana, że powstała w efekcie jakiegoś bohaterskiego czynu.
W ogóle nie wzięła pod uwagę, że mógł być niezdarą i przewrócił się, jadąc na rowerze, że zrobił sobie krzywdę po pijaku albo po prostu dostał w mordę od faceta jednej z kobiet, które przeleciał w taki sam sposób jak ją - nie zastanawiając się nawet wcześniej, czy powinien.
Rozmyślając tak, w ogóle, ani przez moment, nie pomyślała o Pawle. O swoim wspaniałym Pawle, z którym tworzyła szczęśliwy związek, i u boku którego planowała swoją przyszłość. I którego kochała, prawda?
Czuła wyrzuty sumienia, ale tylko przez tę jedną chwilę, gdy rozmawiała o nim z Jolką. Potem przestała o nim myśleć. Całą jej głowę pochłonął Aleks. To takie absurdalne! Przecież to nie ta Karolina...