Porucznik Borewicz. Przerwany urlop. TOM 21 - Krzysztof Szmagier

Kup ebooka

3.15 zł
2.61 zł (2,68 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Strona redakcyjna

KRZYSZTOF SZMAGIER

 

 

Porucznik Borewicz

Przerwany urlop

Opowiadanie na motywach scenariusza serialu "07 zgłoś się"

 

Tom 21

 

Warszawa 2012

 

ISBN 978-83-62964-64-2

 

Copyright ? Krzysztof Szmagier

Copyright ? for this edition by AGOY.PL

AGOY.PL Piotr Cholewiński

www.agoy.pl

 

 

Wszelkie prawa, włącznie z prawem do reprodukcji tekstów w całości lub części, w jakiejkolwiek formie zastrzeżone.

Przerwany urlop

Nad jeziorem zachodziło słońce. Gładką powierzchnią wody nie poruszał nawet najmniejszy wiatr. Jedynie kolory mieniące się na wodzie dodawały ruchu nieruchomemu krajobrazowi. Nagle w ciszę wdarł się głos kukułki, a potem ostry dźwięk silnika motorówki. Spokojną taflę wody rozbiła para nart wodnych. Dziewczyna świetnie manewrowała podczas zakrętów łodzi.

Borewicz uwolnił się z objęć przystojnej brunetki i wstał z koca. Wciągnął szybko spodnie. Ze złością spoglądał na hałasującą motorówkę. 

- Strefa ciszy, psia krew! - krzyknął z oburzeniem.

- To ci filmowcy. Mówiłam, że coś tu kręcą. Widziałam Stalińską - powiedziała niemal z dumą dziewczyna.

Borewicz obejrzał się z uśmiechem, już spokojny. Jego towarzyszka, wkładając podkoszulek, spoglądała zalotnie spod rzęs.

- Przyjdziesz na wieczorek zapoznawczy?

Borewicz wsiadł do roweru wodnego, nie odpowiadał. Dziewczyna zwinęła koc i podeszła do brzegu.

- Czy ty troszkę nie przesadzasz? - zapytał z przekąsem.

Zerknęła na niego z zaciekawieniem.

- Nie, dlaczego?

 

***

 

Po zakolu rzeki płynęła łódź z baldachimem. Kobieta siedząca w łodzi była ubrana w staroświecką suknię epoki zakrywającą sylwetkę aż do ziemi, w ręku trzymała parasolkę. Słońce prześwietlało tiulowe koronki.

- Czy ty słuchasz, co ja mówię? - krzyknął w jej stronę reżyser.

Kobieta spojrzała na brzeg.

- Mam dosyć - poskarżyła się. - Jestem cała przemoczona.

Łódka przybiła do pomostu.

- To co, jestem wolna? - zapytała.

Reżyser spojrzał na nią z lekkim uśmiechem, ukrywając zniecierpliwienie.

- Trzeba mieć do ciebie anielską cierpliwość - powiedział. - Tak, zrób sobie przerwę.

- To idę się wykąpać.

Po chwili kobieta zdjęła strój. Najpierw perukę, następnie suknię. Pod peruką miała krótko ostrzyżone włosy. Została w kostiumie kąpielowym. Podeszła do brzegu, aby sprawdzić, czy woda jest ciepła. W tym samym czasie do pomostu podpłynął Borewicz. Spojrzał z uśmiechem na gwiazdę.

- Proszę uważać. Woda jest zimna - ostrzegł ją.

- Rzeczywiście, okropnie... - wstrząsnęła się, dotykając tafli stopami. - Nie boi się pan tak daleko wypływać?

Borewicz uśmiechnął się szerzej.

- To sprawa treningu.

- Albo braku wyobraźni - wypaliła bez zastanowienia.

- Do wszystkiego można się w życiu przyzwyczaić - ton Borewicza był dwuznaczny.

- Ma pan na myśli pływanie czy życie?

- I tu, i tam są zwolennicy płytkiej i głębokiej wody. Ale najlepiej zaczynać od strzałki.

- Od czego? - spytała kobieta, udając naiwność.

- Od strzałki - Borewicz z miną pedagoga wyciągnął ręce przed siebie. - Kładzie się pani... o tak na wodzie, nogi wyprostowane, kopią, ręce do przodu. Pokazać?

Stalińska uśmiechnęła się lekko.

- Tak. Z chęcią popatrzę.

Borewicz rzucił się na wodę. Popłynął popisową strzałką, wybijając stopami strugi wody. Zatrzymał się.

- Proszę, niech pani spróbuje - gestem zaprosił ją do wody.

Aktorka stanęła na brzegu pomostu. Starała się wyglądać na nieśmiałą, przestraszoną.

- Nie wiem, czy potrafię - krygowała się.

Borewicz spojrzał na nią poważnie.

- Ważna jest sprawa brania powietrza.

Stalińska zdjęła sztuczne rzęsy i nieudolnie przymierzyła się do strzałki. Uśmiechnęła się lekko zakłopotana, udając, że chce zrezygnować.

- Chyba bym się bała.

- Troszkę odwagi. Będę w pobliżu.

Zrobiła krok do przodu. Uniosła wolno ręce. Nagle wskoczyła ostro do wody i popłynęła motylkiem szybko do przodu.

Spojrzał ze zdumieniem i powoli za nią ruszył. Aktorka zawróciła i dopłynęła do Borewicza, który wyraźnie się zmęczył. Z trudem łapał powietrze. Kobieta uśmiechnęła się lekko.

- Ważna jest sprawa brania powietrza.

Wyciągnęła rękę.

- Stalińska.

Borewicz podał jej rękę lekko zmieszany.

- Borewicz.

- No to dalej... strzałką? - uśmiechnęła się przekornie.

- Tak, jasne - odpowiedział Borewicz już całkiem swobodnie.

Popłynęli spokojnie razem. Wokół nich pieniła się woda.

Niedaleko przepływała dziewczyna na nartach wodnych, wzbijając falę, która z łomotem uderzała o pomost.

Borewicz i Stalińska wyszli z wody.

- No to co pan właściwie robi?

- Widzi pani, pracuję w takim resorcie, w którym pani środowisko lubi mieć przyjaciół, ale niechętnie się z nimi pokazuje. Jestem gliniarz. Milicjant.

Kobieta pokręciła głową z niedowierzaniem.

- A to mnie pan zaskoczył.

- Że nie robię wrażenia faceta, który nie odróżnia kaloryfera od akordeonu?

- Stare dowcipy - aktorka machnęła lekceważąco ręką.

Sięgnęła po ręcznik i wytarła mokre włosy.

- Pani Stalińska proszona na plan! - usłyszeli nagle głos z megafonu.

Aktorka oddała Sławkowi ręcznik.

- Muszę lecieć. Podobno macie dziś wieczorek zapoznawczy. Jestem zaproszona?

Borewicz zakrztusił się ze śmiechu.

- No... ciekawa propozycja. Gwiazda w ramionach milicjanta.

- Niech pan nie przesadza. Mieszkam w domku numer dziewięć. Już idę! - krzyknęła w stronę ekipy filmowej  i szybko ruszyła pomostem.

 

***

 

Na tarasie ośrodka wypoczynkowego panowała cisza. Przy stolikach siedziało kilka osób. Stalińska w długiej sukni z parasolką w ręku podeszła do Borewicza.

- Przyszłam się z panem pokazać - uśmiechnęła się zaczepnie.

Borewicz wstał od stolika i poczekał, aż aktorka usiądzie.

- Ja naprawdę nie mam kompleksów - powiedział - ale jeśli mi to coś ułatwi, to zaraz mogę jej mieć.

- Napiłabym się wina - odpowiedziała Stalińska.

- Zapraszam. Mam butelkę oryginalnego francuskiego.

- Z milicyjnej kantyny? Nieźle - skomentowała uszczypliwie.

- Nie. Prezent. Ale z Moskwy.

- No to pana ratuje. Na kiedy jestem zaproszona?

Borewicz popatrzył na nią  z niedowierzaniem.

- Natychmiast - rzucił. - Albo zaraz po zdjęciach  - spojrzał na jej strój.

Do Borewicza podeszła recepcjonistka.

- Pan Borewicz? - upewniła się.

Porucznik uniósł zdziwiony brwi. Obok recepcjonistki stał listonosz.

- Tak - potwierdził.

- Depesza do pana.

Borewicz wziął depeszę. Pokwitował i dał listonoszowi napiwek. Stalińska spojrzała na niego z ironią.

- Funkcjonariusz milicji ludowej daje napiwki? Nie kształtujemy nowej socjalistycznej moralności człowieka pracy?

Borewicz rozerwał depeszę.

- Będziemy się szczypać? - zapytał niezadowolony.

Stalińska pokiwała głową z uśmiechem.

- Trochę mnie korci - przyznała.

- Pozwoli pani? - wskazał na depeszę.

Szybko przebiegł wzrokiem kartkę.

- Niech to szlag trafi - zaklął.

Stalińska przyjrzała się minie Borewicza.

- Zgadnę?

- No...?

- Rozkaz przerwania urlopu i polecenie stawienia się do zadań służbowych.

- Zgadza się - westchnął. - Nie dość, że urlop we wrześniu, to mi go zabierają.

Aktorka wyprostowała się jak struna.

- Dokonano zaboru mienia społecznego. Porzuca pan słońce, wodę i dziewczynę, goni pan łobuza, lekka rana, w nagrodę następna gwiazdka, szef ściska dłoń, kieliszek koniaku, naturalnie radzieckiego i wyjazd do sanatorium MSW. Tak?

Borewicz uśmiechnął się.

- Mój szef woli czystą - to po pierwsze, nie ma zaboru mienia, tylko współpracownica poszła do szpitala - to po drugie, a szef ma stan przedzawałowy - to trzecie. I jutro rano mam być w robocie.

- Po asa bezpieczeństwa przyleci helikopter? - zapytała ironicznie.

- Powiedziałem wyraźnie: jestem szeregowy gliniarz. Czeka mnie pociąg. I to zaraz.

Stalińska wstała i rozłożyła parasolkę.

- A ja myślałam, że będę podrywana.

- Myślę, że gwiazda polskiego filmu wymaga więcej niż godziny i kwadransa.

- I słusznie pan uważa. Podrzucę pana na stację.

- A telefon pani w Warszawie dostanę?

- Niech się pan postara. Przy pana możliwościach...

 

***

 

Do molo w Sopocie podjechał ferrari. Z samochodu wysiadł Moderski w płaszczu Burberry. Na szyi miał fantazyjnie zawiązaną apaszkę. Wokół fruwały mewy. Na molo było pusto. Niebo zachmurzone.

Mężczyzna skierował się w stronę pięknej kobiety stojącej przy balustradzie. Obejrzał się niespokojnie kilka razy. Kobieta zauważyła go. Czekała z poważną miną, aż do niej podejdzie. Popatrzyli na siebie bez słowa.

Wreszcie Moderski zapytał z wahaniem.

- Ania?

Kobieta milczała.

- Niewiele się zmieniłaś.

- Nie pocałujesz mnie? - odezwała się cicho.

Moderski niezgrabnie ją objął i ucałował w policzek.

- Dlaczego nie chciałeś przyjść do mnie? Jak mnie w ogóle znalazłeś? Bo dzwoniłeś z Warszawy - dodała zaniepokojona.

- W książce telefonicznej - wyjaśnił. - Nie wyszłaś za mąż?

Ania uśmiechnęła się ze smutkiem.

- Rozeszłam się i wróciłam do naszego nazwiska.

- Masz dzieci?

- Córkę. Ma pięć lat.

- Chciałbym ją kiedyś zobaczyć - poprosił niepewnie Moderski.

- Dlaczego kiedyś? - zdziwiła się. - I co- stajesz się rodzinny? Ty, który przez piętnaście lat nie dałeś znaku życia? Przez pierwsze dwa lata mama szalała z rozpaczy. Potem, jak się okazało, że żyjesz, ojciec cię znienawidził. Mama, umierając, powiedziała: "To ja już go nie zobaczę". A ukochany synek nie raczył nawet przysłać paru kwiatków na pogrzeb.

Moderski jej nie słuchał. Rozglądał się niespokojnie, chociaż na plaży nie było żywego ducha.

- Aniu. To wszystko nie jest takie proste - wziął ją za ręce. - Wiem, że nie jestem w porządku. Pomogę ci finansowo. Mam teraz z czego.

- Dziękuję. Obejdzie się - wzruszyła ramionami.

- Ty też masz mi za złe? - spojrzał jej prosto w oczy.

Ania popatrzyła pół drwiąco, pół smutno.

- Miałam. Teraz już nie - odwróciła twarz.