Portret z historią tom 1 - Czesław Czapliński

Kup ebooka

58.00 zł
40.87 zł (40,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ewa BRAUN (1944)

Ewa Braun - można powiedzieć, że związek z życiem artystycznym ma we krwi, jednak jej ścieżka życiowa nie była ścieżką literacką, lecz filmową. Urodziła się w okupowanym Krakowie (2.08.1944 ) jako córka Andrzeja Brauna - pisarza, poety i reportażysty. Los związał ją jednak ze stolicą Polski, ponieważ ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim.

Braun jako dekorator wnętrz i scenograf współpracowała z wybitnymi reżyserami polskimi i zagranicznymi, m.in. z Andrzejem Wajdą (Wielki tydzień, 1995), Agnieszką Holland (Europa Europa, 1990), Krzysztofem Zanussim (Brat naszego Boga, 1997; Dotknięcie ręki, 1992; Życie za życie. Maksymilian Kolbe, 1991; Gdzieśkolwiek jest, jeśliś jest, 1988; Spirala, 1978), Peterem Kassovitzem (Jakub Kłamca, 1999), Januszem Majewskim (C. K. Dezerterzy, 1985, Zaklęte rewiry 1975, Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny, 1982, Sprawa Gorgonowej, 1977), Wojciechem Jerzym Hasem (Nieciekawa historia, 1982, Pismak, 1985), Volkerem Schlöndorffem (Król Olch, 1996). Pracowała także przy serialach i produkcjach telewizyjnych, takich jak Kariera Nikodema Dyzmy Jana Rybkowskiego, Królowa Bona Janusza Majewskiego czy Zaklęty dwór Antoniego Krauze. Statuetkę Oscara przyniosła jej scenografia do obsypanej nagrodami Listy Schindlera. Ewa jest pierwszą Polką uhonorowaną w Hollywood Oscarem (1994).

Ta mierząca 35 cm i ważąca prawie 4 kg, odlana z brązu i pokryta czternastokaratowym złotem statuetka to, jak powszechnie wiadomo, najwyższe na świecie profesjonalne wyróżnienie w dziedzinie filmu przyznawane przez członków Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej.

To było 27 października 2007 roku, przed Muzeum Narodowym rozpościerał się namiot , w którym odbywał się wernisaż mojej i mojego mistrza Benedykta Jerzego Dorysa - wystawy pt. "Artyści". Miało na nim przemawiać kilka osób: Nina Andrycz, Ewa Braun, Janusz Głowacki. W ostatniej chwili ustaliłem z dyrektorem Ferdynandem Ruszczycem kolejność ich wystąpień. Po kilku słowach powitania przed mikrofonem stanęła Ewa Braun. "Winna jestem państwu wyjaśnienie, jak powstało moje zdjęcie, które Czesław pokazuje na wystawie". I już wiedziałem, co powie dalej. - "To było niedługo po otrzymaniu Oscara, nie byłam jeszcze wówczas przygotowana do współpracy z mediami. Kiedy dowiedziałam się, że ma przyjść do mnie fotograf, przygotowywałam się całe przedpołudnie, aby dobrze wypaść. Po wejściu Czesław popatrzył na mnie, a potem powiódł wzrokiem dookoła. Z jego spojrzenia wyczytałam, że nie jest zachwycony. "Czy mógłbym się rozejrzeć po domu?", zapytał grzecznie. Przytaknęłam. Pierwszym pomieszczeniem, do którego zajrzał, była, o zgrozo, sypialnia. Odwrócił się do mnie rozpromieniony i w słowach nieznoszących sprzeciwu powiedział: " Proszę założyć szlafrok!". Muszę powiedzieć, że się trochę wystraszyłam - roześmiała się Ewa, patrząc na mnie - A to, co zrobił, zobaczą państwo na wystawie".

Tak wyglądała relacja bohaterki sesji. Jeśli zaś chodzi o moje wspomnienia... Po wejściu do mieszkania zobaczyłem elegancką osobę w przytulnym wnętrzu. Nie był to jednak materiał na portret zdobywczyni Oscara. Kiedy zajrzałem do sypialni, zobaczyłem na toaletce z kosmetykami Oscara, który służył jako wieszak do naszyjnika z pereł! To dawało szansę na niebywałe zdjęcie. Ale aby ono oddawało niezwykły charakter sytuacji, Ewa musiała być w szlafroku, tak jakby się rano przygotowywała do wyjścia, dlatego poprosiłem ją o zmianę ubrania.

Wisława SZYMBORSKA (1923-2012)

Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.

Wisława Szymborska

Wisława Szymborska, a właściwie Maria Wisława Anna Szymborska-Włodek (ur. 2 lipca 1923 roku na Prowencie, obecnie część Kórnika, zm. 1 lutego 2012 w Krakowie) - przez wielu nazywana jest pierwszą damą polskiej poezji. Jej wiersze przetłumaczono na 42 języki.

Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury. W jej osobie, jak głosiła laudacja, Szwedzka Akademia postanowiła "...uhonorować przedstawicielkę niezwykłej czystości i siły poetyckiego spojrzenia. Poezji jako odpowiedzi na życie, sposobu na życie, pracy nad słowem jako myślą i wrażliwością". Wisława Szymborska pisała również felietony, eseje oraz limeryki. Tworzyła i propagowała także żartobliwe gatunki literackie - krótkie wierszyki zwane lepiejami, moskalikami, altruikami oraz odwódkami. Była osobą niezwykle ceniącą swoją prywatność, rzadko pojawiała się publicznie, brała udział tylko w wyjątkowo ważnych spotkaniach poetyckich.

Od dawna wiedziałem o stosunku poetki do wystąpień i wizyt publicznych, trudno więc było nawet marzyć o fotografowaniu pani Wisławy w jej mieszkaniu. A fotografia w jej sypialni... to brzmiało jak czysta fantazja. Jednak czasami nawet nierealne marzenia mogą się spełnić. Dowodem są oczywiście... zdjęcia. Jeszcze przed rokiem 1996, w którym Wisława Szymborska dostała Nagrodę Nobla, bezskutecznie usiłowałem zrobić jej portret. Wiedziałem, że po tym, jak otrzymała Nobla, realizacja mojego planu będzie trudniejsza, jeśli nie niemożliwa. Rzeczywiście, poetka jeszcze bardziej odizolowała się od świata. W dodatku w jej otoczeniu pojawił się sekretarz Michał Rusinek, który miał czuwać nad bezpośrednimi kontaktami pani Wisławy z otoczeniem. Poprosiłem dwie bliskie jej osoby z Krakowa o przekazanie pytania, czy pozwoliłaby się sportretować. I tak czekałem na odpowiedź, która nie przychodziła. Spędzałem kilka dni w Willi Halama (Domu Pracy Twórczej ZAiKS-u, którego byłem członkiem) przy ul. Piłsudskiego w Zakopanem. Bardzo lubię to miejsce również z tego powodu, że w czasie obiadów i kolacji, można spotkać wybitnych twórców polskiej kultury. Jak pamiętam, wszystkich intrygował mały, dwuosobowy stolik, który stał pusty w rogu przy ścianie. Po trzech dniach na obiedzie pojawiła się Wisława Szymborska, skłoniła się wszystkim i usiadła. Rozmowy jakby przycichły, nikt prócz obsługi nie podszedł jednak do poetki. Po obiedzie pierwsza wyszła z jadalni, udała się na ganek, gdzie zapaliła papierosa, a potem wróciła na piętro do swojego pokoju.

Wilhelm BRASSE (1917-2012)

Wpadłem przypadkowo w archiwum TVP na film dokumentalny Portrecista (2005), który mną wstrząsnął. Film opowiada historię Wilhelma Brasse - przedwojennego fotografa - portrecisty, uczestnika i świadka najtragiczniejszych rozdziałów historii XX wieku.

Portrecista to historia fotografa, którego praca stała się w okresie wojny przekleństwem i wybawieniem jednocześnie. Fotografia była życiową pasją Wilhelma Brasse, a jej tajniki techniczne i artystyczne poznał przed wojną. Pracował w dużym atelier przy głównej ulicy Katowic, gdzie zasłynął z pięknych portretów. Wtedy nawet nie przypuszczał, że niebawem będzie robił ich po kilka tysięcy miesięcznie. Brasse trafił do specjalnego komando rozpoznawczego Wydziału Politycznego, zwanego obozowym gestapo. Tu pod okiem SS prowadził fotograficzną dokumentację obozu od jego powstania do ewakuacji. Fotografował to, co mu kazano: pracę więźniów, prywatne spotkania oficerów SS z ich rodzinami, doświadczenia medyczne, a przede wszystkim robił policyjne portrety więźniów do kartotek. Nasz Polak był autorem wielu zdjęć znanych z podręczników historii na całym świecie.

W filmie bohater opowiada o kilku, wybranych zdjęciach i opisuje związane z nimi historie. Mówi o oprawcach, którzy wsławili się bestialstwem, i o zwykłych ludziach, z którymi zetknął się w pracowni fotograficznej w ich drodze na śmierć.

Młody Brasse najbardziej pamięta oczy. Setki tysięcy oczu wyrażających niedowierzanie w to, czego są świadkami, strach, przerażenie i beznadzieję. Do dziś widzi je wszędzie, nawet we śnie. Nigdy po wojnie nie był w stanie wziąć aparatu do ręki.

Sam tytuł Portrecista już był przewrotny, bo czy można nazwać portrecistą, człowieka który robi zdjęcia ludziom idącym na śmierć? Zacząłem zastanawiać się, czy główny bohater filmu, żyje czy to jakaś historia z przeszłości. Odszukałem informację, że żyje, postanowiłem jakoś do niego dotrzeć i spotkać się. Znowu przypadek, albo to może już nie jest przypadek? Na jedną z moich wystaw w Łazienkach Królewskich w Warszawie przyszła Agata Steczkowska (ze słynnej rodziny Steczkowskich). Podeszła do mnie i mówi - proszę pana widzę, że robi pan ciekawe rzeczy, a ja mam taki temat, który może pana zainteresować. Wernisaż to zawsze trudny czas na rozmowy, umówiliśmy się następnego dnia i Agata zaproponowała mi, byśmy coś razem zrobili a propos Wilhelma Brasse, którym byłem bardzo zainteresowany. Agata pracowała przy filmie Portrecista - skomponowała muzykę i dyrygowała orkiestrą. Od słowa do słowa i okazało się, że poznała Brassa, zresztą pochodził z jej rodzinnych stron, z Żywca. Powiedziałem, że chętnie bym go poznał, zadeklarowała, że postara się zorganizować spotkanie.

Do takiego spotkania lubię być przygotowany, wiedza na temat fotografowanej osoby bardzo pomaga w nawiązaniu kontaktu. Zacząłem czytać o Brassie, który urodził się jako wnuk Alberta Karola Brasse, pochodzącego z Alzacji, pracującego jako ogrodnik u właścicieli browaru w Żywcu. Matka Brassa była Polką, a ojciec wielkim patriotą, uczestnikiem wojny z bolszewikami w 1920 roku. Zawodu fotografa nauczył się, pracując od roku 1935 w atelier "Foto-Korekt" w Katowicach przy ul. 3 Maja, należącym do jego ciotki.

Ewa DEMARCZYK (1941-2020)

Kiedy dowiedziałem się, że zmarła Ewa Demarczyk, o której od lat, niewiele było słychać - stanął mi przed oczami jej obraz z 17 stycznia 1987 roku, kiedy uczestniczyłem w próbie, w legendarnym nowojorskim Town Hall, gdzie miała mieć koncert. Przyszedłem jak zwykle wcześniej i rozmawiałem z organizatorami o zrobieniu zdjęć - "wszystko zależy od Ewy Demarczyk, która zwykle nie wyraża zgody" - usłyszałem. Zrozumiałem, że muszę sam to załatwić. Usiadłem spokojnie w ostatnim rzędzie, nieopodal wejścia dla artystów, aby mieć wchodzących pod kontrolą. Po dwudziestu minutach pojawiła się Ewa Demarczyk w długim futrze, była przecież prawdziwa zima. Pomyślałem, teraz albo nigdy. Szła środkiem sali znajdującej się z półmroku, podszedłem do niej, mówiąc - dzień dobry - skręciła lekko głowę w moją stronę, ale szła dalej. Powiedziałem jej, że chciałbym zrobić zdjęcia, dokładnie takie jak na koncercie, mam na myśli oświetlenie. Doszliśmy do sceny, nic nie powiedziała, przed sceną zdjęła futro, położyła na fotelu i powiedziała - mam sukienkę, w której będę na koncercie i weszła na scenę. Zrozumiałem, że mogę zostać na próbie. Zrobiłem niesamowite zdjęcia, kiedy ustawiono światło na scenie, Nie ukrywam, że jako jedyny miałem takie szczęście.

Koncert opisał "The New York Times" - 26 stycznia 1987 roku Stephen Holden - Ewa Demarczyk śpiewa w Town Holl:

...Ewa Demarczyk, znana w swojej ojczyźnie jako "Czarny Anioł Polskiej Piosenki", jest jedną z niewielu popularnych wokalistek na świecie, której zasoby wokalne, teatralne dowodzenie i muzyczna dyskryminacja, przynajmniej częściowo, przekraczają barierę językową. To sprawia, że tak wielu europejskich wykonawców jest niedostępnych dla amerykańskiej publiczności.

Wokalistka, która pojawiła się w sobotę w ratuszu, w towarzystwie zespołu kameralnego złożonego z dwóch fortepianów, dwojga skrzypiec, wiolonczeli, gitary akustycznej, kontrabasu i perkusji, ma uderzające podobieństwo wokalne do Edith Piaf. Ale w przeciwieństwie do legendarnego paryskiego "małego wróbelka", pani Demarczyk sprawuje dynamiczną kontrolę wyszkolonej śpiewaczki artystycznej. Jej materiałem nie jest sentymentalna, populistyczna piosenka uliczna Krakowa, gdzie uczęszczała do szkoły teatralnej i stała się legendą kabaretu, ale oprawa muzyczna, takich pisarzy jak: Julian Tuwim, Robert Desnos, Osip Mandelstam i Andrzej Szmidt. Zygmunt Konieczny, kompozytor kilku jej piosenek, pisze melancholijny wschodnioeuropejski idiom ludowy, który łączy w sobie posmak rustykalnych walców i muzyki cygańskiej z dostojnością rodem z Chopina.

Na sobotnim występie pani Demarczyk ubrana na czarno, występowała w półmroku, poruszając się i wychodząc z reflektorów jak zjawa żałobna. Niemal nieruchoma podczas każdej piosenki i wykazując niemal mistyczną koncentrację, wokalistka wyrażała emocje swoją twarzą i niezwykłym głosem, wahającym się pomiędzy intensywnym, medytacyjnym szumem a wibrującą, ostrą deklamacją. Emocje również wahały się od oskarżycielskiego sarkazmu i czułego smutku, przy czym każdy cień był precyzyjnie destylowany....

Jan NOWAK-JEZIORAŃSKI (1914-2005)

"Obraz, który nie jest oglądany, przestaje żyć" - to słowa legendarnego Jana Nowaka-Jeziorańskiego, którego pokazuję jako kolekcjonera dzieł sztuki. O tej pasji, niewiele osób wie, gdyż była to jego bardzo prywatna sprawa.

Jana Nowaka-Jeziorańskiego poznałem, kilka miesięcy po moim przylocie do Nowego Jorku w 1979 roku. Spotykaliśmy się wielokrotnie w Nowym Jorku, w Annandale koło Waszyngtonu, gdzie mieszkał, a później odwiedzałem go w Warszawie przy ulicy Czerniakowskiej, gdzie przeniósł się pod koniec życia, po 58 latach emigracji. Był legendą.

W czasie II wojny światowej walczył pod pseudonimem Jan Nowak w szeregach Armii Krajowej jako członek "Akcji N" (wojny psychologicznej z przeciwnikiem). Dowództwo AK powierzyło mu trzykrotnie misję emisariusza podziemia krajowego do władz Rzeczypospolitej w Londynie, co opisał w bestsellerze Kurier z Warszawy (1978). W latach 1952-1975 Jan Nowak-Jeziorański był pierwszym dyrektorem sekcji polskiej nadającej z Monachium Radia Wolna Europa (RWE), o czym wspominał w książkach: Wojna w eterze (1985) oraz Polska z oddali (1988). Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych był konsultantem Państwowej Rady Bezpieczeństwa USA za prezydentury J. Cartera, R. Reagana i G. Busha (1977-1992). Zawsze mocno związany z Polonią i Polską, przez prawe trzydzieści lat (1979-1996) był dyrektorem krajowym Kongresu Polonii Amerykańskiej. W latach 1990-1993 prowadził w Telewizji Polskiej cykl programów "Polska z oddali". Ich kontynuacją były późniejsze audycje nadawane w Polskim Radiu. W latach dziewięćdziesiątych bardzo intensywnie lobbował na rzecz przyjęcia Polski do NATO. Za swoją działalność był wyróżniany największymi odznaczeniami m.in. Orderem Orła Białego, Virtuti Militari, Medalem Wolności (Presidential Medal of Freedom).

W piątą rocznicę śmierci Jana Nowaka-Jeziorańskiego (zm. 20. 01.2005) w Muzeum Powstania Warszawskiego, w Audytorium jego imienia, odbył się pokaz filmów dokumentalnych o nim. Wśród prezentowanych obrazów znalazł się także film Kolekcjoner zrealizowany przez mnie i Krzysztofa Strykiera.

Barbara PIASECKA-JOHNSON (1937-2013)

Barbara Piasecka-Johnson (ur. 25 lutego 1937 roku w Staniewiczach - zm. 1 kwietnia w roku 2013, została pochowana na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu) - historyk sztuki, przedsiębiorca, filantropka, kolekcjonerka. Rok przed śmiercią "Forbes" umieścił ją na 120. miejscu najbogatszych osób na świecie.

Pierwszy raz w Nowym Jorku spotkałem i fotografowałem Barbarę Piasecką-Johnson w październiku 1982 roku ze Zbigniewem Brzezińskim i Nelą Rubinstein.

Od tamtego czasu, odwiedzałem ją wielokrotnie w Jasnej Polanie koło Princeton, szczególnie, gdy przyjeżdżali wybitni goście - jak na przykład książę Albert z Monako ( 21 września 2002 roku. Wróćmy do przeszłości Barbary Piaseckiej, która w wieku 31 lat w 1968 roku z 200 dolarami w kieszeni i dyplomem ukończenia studiów z historii sztuki przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Znajduje pracę jako służąca w domu jednego z najbogatszych ludzi w Ameryce, J. Sewarda Johnsona Sr., syna założyciela kompanii Johnson & Johnson. W ciągu trzech lat wychodzi za mąż za 42 lata starszego od siebie Johnsona. Kiedy po dwunastu latach małżeństwa, 23 maja 1983 roku, Johnson Sr. umiera na raka prostaty, Barbara dziedziczy spadek, który czyni ją jedną z najbogatszych kobiet na świecie, obok królowej Anglii Elżbiety II i królowej Holandii Beatrix. Trudno o bardziej spektakularny przykład kariery.

Do czasu śmierci Johnsona Sr. było bardzo mało informacji o Barbarze Piaseckiej-Johnson, która unikała wywiadów, a fotografów bała się jak diabeł święconej wody. Niezmiernie rzadko pojawiała się publicznie, zawsze w silnej obstawie ochrony osobistej. Pamiętam, jak na początku lat osiemdziesiątych zaprzyjaźniona osoba umawiała dla mnie sesję zdjęciową. Motywacja odmowy była taka, że Johnson Sr. (jej mąż) bał się, aby jej nie porwano, i wolał, aby ludzie nie wiedzieli, jak wygląda. Jedyne informacje o Piaseckiej-Johnson pochodziły od ludzi, którzy pracowali u Johnsona i z takich czy innych względów stracili pracę. Niewiarygodne opowieści wydawały się fantazją. Nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek dowiemy się prawdy.

Jednak po otwarciu testamentu Johnsona, kiedy okazało się, że nasza Polka dziedziczy fortunę ocenianą na 400 milionów do 1 biliona dolarów, a sześcioro dzieci nic, rozpoczął się największy w historii Ameryki proces "Johnson v. Johnson" z udziałem 210 adwokatów, którzy wzięli ponad 24 miliony dolarów honorarium za swoje usługi. Proces odsłonił kulisy wielu spraw, same dokumenty zgromadzone w sądzie przez Barbarę Piasecką-Johnson, jako odpowiedź na zarzuty dzieci, zawierały 55 tysięcy stron.

Z procesu wynikało, że najbardziej rozsierdziła dzieci Johnsona gwałtowna zmiana stylu życia ich ojca i wręcz nienormalne wydawanie zawrotnych sum pieniędzy. Jeden ze świadków na rozprawie stwierdził, że główna spadkobierczyni chełpiła się, że "wydała więcej w ciągu roku, niż królowa Elżbieta II". Za rządów Barbary Piaseckiej-Johnson samochody dodge zostały zastąpione mercedesami i bentleyami, niedroga posiadłość we Francji Bordeaux zamieniona na Chateau Haut-Brion i Saint-Julien. Z innych większych zakupów nieruchomości w tym okresie można wymienić kupno wyspy na Bahama za 7,5 miliona dolarów, dwóch domów we Włoszech, domu na Florydzie i oczywiście budowę Jasnej Polany, której samo utrzymanie w pierwszych sześciu miesiącach 1983 roku kosztowało ponad milion dolarów.

Krystyna KOFTA (1942)

...Gubimy w kobiecie człowieka, namawiając ją, by robiła wszystko, żeby przypodobać się mężczyźnie...

... We lose a man in a woman, persuading her to do everything to please the man ...

Krystyna Kofta

Krystyna Kofta (ur. 23 grudnia 1942 w Poznaniu) - pisarka, felietonistka, artystka malarka. Ukończyła Liceum Plastyczne im. Piotra Potworowskiego w Poznaniu. Przez rok studiowała malarstwo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jest absolwentką filologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Debiutowała w 1976 roku opowiadaniem Lustro, które opublikowane zostało na łamach "Kultury". Jest autorką wielu powieści: Suki (2015), Faust (2010), Chwała czarownicom (2002), Krótka historia Iwony Tramp (2001), Złodziejka pamięci (1998), Sekretny dziennik Melanii R (1997), Ciało niczyje (1988), Pawilon małych drapieżców (1988), Wióry (1980, wyd. zmienione 2006), Wizjer (1978). Ma w swoim dorobku liczne opowiadania m.in. Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowieści (2012), Nocna koszula mojej matki [w] Autor przychodzi wieczorem (2012), Kobieta z bagażem (2009), Wakacje Pana Tuliszki [w] Wakacyjna miłość (2008), Diabeł, stróż grzesznej dziewczynki [w] Pikanterie. Opowiadania miłosne (2006), Królowa Fryzjerek [w] Wszystkie dni lata (2005), Wielką miłość tanio sprzedam (2003), Sezon na papierówki (2003), Człowiek, który nie umarł (1990). Jest autorką książek publicystycznych: Lewa, wspomnienie prawej. Dziesięć lat później (2014), Mała encyklopedia małżeńska (2012), Jak zdobyć i utrzymać mężczyznę. Nowe spojrzenie (2011), Monografia grzechów: Z dziennika 1978-1989 (2006), Gdyby zamilkły kobiety (2005), Lewa, wspomnienie prawej (2003), Wychowanie seksualne dla klasy wyższej, średniej i niższej (2000), Harpie, piranie, anioły (z Małgorzatą Domagalik, 1997), Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę (1992).

Pisała również książki dla dzieci Mój brat, Malowanie; Istota. Tworzy również scenariusze filmowe oraz dramaty. Na podstawie Lewa, wspomnienie prawe, najbardziej osobistej z jej książek, powstał monodram w reżyserii Tomasza Obary, wystawiany przez m.in. Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu, w Centrum Onkologii w Warszawie, a następnie wystawiany w Budapeszcie.

Z powodzeniem tworzy scenariusze filmowe, m.in. Lubię nietoperze (reż. Grzegorz Warchoł, 1985), Femina (reż. Piotr Szulkin, 1990), Pępowina (reż. Piotr Szulkin / Teatr Telewizji,TVP2; w roli głównej Nina Andrycz, 1992).

Za słuchowisko radiowe Stare wiedźmy otrzymała Grand Prix na Festiwalu "Dwa Teatry" 2007. W tym samym roku we Frankfurcie nad Odrą odbyła się premiera jej sztuki Salon profesora Mefisto.

Współpracuje z czasopismami "Twój Styl", w którym publikuje swoje felietony. Pisuje o literaturze do pisma "Nowe Książki".

Maluje, rysuje - wystawiała swoje prace plastyczne w Poznaniu i Warszawie. Bloguje i pasjonuje się polityką. Feministka społeczna, broni kobiet chorych, pokrzywdzonych, doświadczających przemocy.

Od wielu lat bierze aktywny udział w akcjach profilaktyki raka piersi. Współpracuje z fundacjami i organizacjami.

W 2013 roku została członkiem kapituły ustanowionej Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej.

Jest żoną profesora psychologii Mirosława Kofty (brata Jonasza Kofty).

Odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (2003), Bursztynowym Łukiem Amazonek (2007), Srebrnym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" (2009).

Lech MAJEWSKI (1953)

...W Wenecji woda jest wszędzie. Przynosi miastu śmierć, a równocześnie wszystko ożywia. Nawet ściany wyglądają jak żywy organizm. Woda jest tu takim samym żywiołem jak roślinność w Rio de Janeiro. Pamiętam w Rio opuszczony pałac, który liście dosłownie zżerały. Bo roślinność w Rio ma zęby. A w Wenecji zęby ma woda..."

Lech Majewski

Lech Majewski (ur. 30 sierpnia 1953 w Katowicach) - reżyser filmowy i teatralny, pisarz, poeta i malarz. W każdej z tych dziedzin osiągnął wiele.

Członek Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, Gildii Reżyserów Amerykańskich i Europejskiej Akademii Filmowej.

Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz na Wydziale Reżyserii PWSFTViT w Łodzi. Jego dyplomem była nowela Zwiastowanie w filmie fabularnym Zapowiedź ciszy. Samodzielnym debiutem fabularnym Majewskiego stał się Rycerz (1980), wysoko oceniony w Wielkiej Brytanii i USA.

Jesienią 1981 roku reżyser został zaproszony do Cambridge i pozostał w Anglii. W 1982 roku wyreżyserował na Tamizie Odyseję Homera. Przedstawienie zdobyło uznanie krytyki i publiczności: Times określił je jako "potężny teatr". Plenerowa Odyseja zwróciła również uwagę Michaela Hausmana, producenta m.in. Amadeusza Milosa Formana, w wyniku czego Majewski został zaproszony do Stanów Zjednoczonych, gdzie zrealizował Lot świerkowej gęsi oparty na motywach swojej debiutanckiej powieści Kasztanaja.

W 1986 roku wyjechał do Rio de Janeiro, by napisać scenariusz wspólnie z Ronaldem Biggsem, "mózgiem" słynnego napadu stulecia. Więzień Rio został ukończony w 1988 roku w Pinewood Studios pod Londynem. W filmie, dystrybuowanym przez Columbię Pictures-TriStar, grają: Florinda Bolkan, Peter Firth oraz Breno Mello, pamiętny odtwórca Czarnego Orfeusza.

W 1990 roku przeniósł się do Hollywood, gdzie rozpoczął współpracę ze studiem Davida Lyncha, realizując Ewangelię według Harry'ego opartą na własnym scenariuszu.

W 1993 roku Majewski zajął się operą, reżyserując polską prapremierę Króla Ubu Krzysztofa Pendereckiego w Teatrze Wielkim w Łodzi, uhonorowanym Złotą Maską za najlepszy spektakl sezonu oraz Złotym Orfeuszem Warszawskiej Jesieni w 1994 roku.

Rafał OLBIŃSKI (1943)

"...William Faulkner powiedział, że każdy artysta jest opętany przez demony, choć nie bardzo wie, dlaczego został przez nie wybrany. Ale też nie ma czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Ja się pod tym podpisuję. Demony, weny, muzy są. Kłębią się gdzieś, ale nie mamy dla nich czasu, bo mamy terminy..."

Rafał Olbiński

Pierwsze portrety Rafałowi Olbińskiemu zrobiłem w czasie jego pierwszej wystawy w Nowym Jorku, w październiku 1981 roku, w Polskim Instytucie Naukowym, gdzie miałem wystawę w maju, tego samego roku. Czterdzieści lat temu! Od tego czasu zaprzyjaźniliśmy się. Fotografowałem go wielokrotnie prywatnie i w pracowniach w Nowym Jorku, Warszawie, Brukseli..., napisałem o nim kilka artykułów, on zrobił dla mnie kilka ważnych okładek do moich książek, albumów i plakatów. Ale muszę powiedzieć, że tamte, pierwsze portrety, robione w wyjątkowej sytuacji, kiedy on i ja, w sumie zaczynaliśmy w Nowym Jorku, są niesamowicie prawdziwe. Nawet nie wiem, jak je opisać. Mam je tylko czarno-białe, ale nie wyobrażam sobie, że mogły by być kolorowe.

Rafał Olbiński (ur. 21 lutego 1943 roku w Kielcach) - grafik, malarz, ilustrator, jeden z najbardziej światowych polskich artystów. Studiował na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej. Przyznaje, że podobał mu się "romantyzm tego zawodu" i dodaje: "miałem to szczęście, że uczyli mnie znakomici profesorowie, jeszcze przedwojenni. Szalenie barwne postacie, jak Pniewski, Hryniewiecki, Bogusławski".

Drogę artystyczną rozpoczynał jako grafik w redakcji "Jazz Forum". W 1981 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych z wystawą plakatów jazzowych i tam zastał go stan wojenny. Od 1985 roku wykłada w prestiżowej School of Visual Arts na Manhattanie.

Mówi o sobie: "Jestem amerykańskim plastykiem urodzonym w Polsce. Gdybym w 1981 roku mimo "wojny" wrócił do kraju, z pewnością nie poszedłbym w kierunku, jaki wybrałem" .

Jego prace zdobią okładki, m.in. "New York Timesa", "Time'a", "Der Spiegla", czy "Newsweeka", zrobił ich kilkadziesiąt. Otrzymał prawie 200 prestiżowych nagród, w tym złote i srebrne medale stowarzyszenia Society of Illustrators w Nowym Jorku. Jest także laureatem paryskiej Prix Savignac i londyńskiej Nagrody Przeglądu Twórców (1994), zwycięzcą konkursu na plakat reklamujący "Nowy Jork - stolica świata" (1995) oraz został oficjalnym artystą obchodów Dnia Ziemi w Nowym Jorku (2003). Plakatem do opery Salome wystawionej w Filadelfii umocnił artystyczną przygodę z muzyką klasyczną. Wykonał serię okładek do wyjątkowego płytowego wydawnictwa - 24 najsłynniejszych oper, a także zadebiutował jako scenograf, przygotowując Don Giovanniego W.A. Mozarta w Filadelfii (2002).

Perfekcyjny warsztat (każda praca jest mistrzowsko wykonana bez użycia technik komputerowych) i nieograniczona wyobraźnia sprawiają, że należy do czołówki światowych ilustratorów i plakacistów.