Portret - Nikołaj Gogol
12.50 zł
10.25 zł
(5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Nigdzie nie zatrzymywało się tylu ludzi, co przed sklepikiem z obrazkami na bazarze szczukińskim. Sklepik ów stanowił poprostu zbiór różnorodnych osobliwości; wiszące tu obrazy były po większej części malowane olejno, kryte ciemno-zielonym werniksem, w ciemno-żółtych, szychowych ramach. Zima z białemi drzewami, zgoła czerwony wieczór, podobny do łuny pożaru, flamandzki chłop z fajką wykręconą ręką, podobny raczej do indyjskiego koguta w mankietach, niż do człowieka, - oto zwykłe ich tematy. Dodajemy do tego kilka grawjur: portret Chozrewa Mizry w baraniej czapce, konterfekty jakichś generałów w trójrożnych kapeluszach, z krzywymi nosami. Ponadto drzwi takiego sklepiku bywają obwieszone zazwyczaj wiązkami obrazków odbijanych z drzewa na wielkich arkuszach, świadczących o wrodzonych talentach rosjanina. Na jednym była carówna Miliktrisa Kirbitjewna, na drugim miasto Jerusalem, po którego domach i kościołach rozlała się bez ceremonji czerwona farba, zatapiając część ziemi i dwu modlących się chłopów rosyjskich w rękawicach. Kupujących te obrazy bywa zazwyczaj niewielu, ale za to widzów - tłum. Jakiś tam łazęga lokaj stanie i ziewa przed niemi, trzymając w ręku menażki z obiadem, wziętym z garkuchni dla swego pana, który napewno będzie jadł dziś zupę niezbyt gorącą. Stoi też tu napewno żołnierz w płaszczu, ów rycerz gwarnego rynku, sprzedający dwa scyzoryki i handlarka z koszykiem pełnym trzewików. Każdy zachwyca się po swojemu; chłopi dotykają zazwyczaj palcami; kawalerowie przygadają się z powagą; chłopcy kredensowi i terminatorzy śmieją się i drażnią wzajemnie malowanemi karykaturami; starzy lokaje w bajowych płaszczach patrzą tylko dlatego, aby mieć sposobność do ziewania; handlarki, zaś młode rosyjskie baby, ulegają instyktowi, chcąc posłuchać o czem też to gadają ludzie i popatrzeć na to, na co i oni patrzą.
O takiej właśnie porze zatrzymał się mimowoli przed sklepem, przechodzący obok, młody malarz Czartkow. Stary płaszcz i niewykwintne ubranie zdradzały w nim człowieka, oddanego z zaparciem się swojej pracy, człowieka, który nie miał czasu na zajmowanie się swym strojem, tak zazwyczaj pełnym tajemnego uroku dla młodości. Zatrzymał się przed sklepem i najpierw śmiał się w głębi duszy z potwornych obrazów. Wkońcu ogarnęło go mimowolne zamyślenie i zaczął zastanawiać się komu też są one potrzebne. Nie dziwiło go to, że lud rosyjski zachwyca się Jerusłanowym Lazarewiczem, Tomaszem i Jaremą, gdyż wyobrażone historje zdawały się dostępne i zrozumiałe dla ludu; ale gdzie są kupcy tych pstrych brudnych olejnych malowideł? Komu są potrzebni ci flamandzcy chłopi, te czerwone i niebieskie pejsaże, ze śladami dążenia do nieco wyższego poziomu sztuki, w których jednak wyraziło się, głębokie jej poniżenie. Nie były to, zdawało się, wcale prace dziecka-samouka; gdyż w pierwszym wypadku przy całej karykaturalności całokształtu, przebijałby z nich jakiś silniejszy poryw. Tutaj zaś widniała poprostu tępota, bezsilne, nędzne niedołęstwo, które samowolnie wtargnęło w dziedzinę sztuki, gdy miejsce jego było pośród niskich rzemiosł, - niezdarność wierna przecież swemu powołaniu, wnosząca nawet do sztuki swoje rzemiosło. Te same barwy, ta sama manjera, ta sama automatyczna, nawykła ręka, należąca raczej do skleconego nędznie automatu, niż do człowieka. Czartkow długo stał przed tymi brudnymi obrazami, i już przestał myśleć o nich, gdy tymczasem właściciel sklepu, szary człowieczek w bajowym płaszczu, niegolony od Bożego Narodzenia, gadał przed nim oddawna, targował się i umawiał o cenę, nie widząc jeszcze co mu się podobało i czego mu potrzeba. "Ot, za tych chłopków i "landszafcik" wezmę rubla. - Wspaniałe malowanie! wprost bije w oczy: tylko co z wystawy, jeszcze werniks nie wysechł. Albo ta zima, - niech Pan weźmie zimę! piętnaście rubli! sama ramka kosztuje więcej! Co za wspaniała zima!" Tu kupiec dał lekkiego szczutka w płótno, prawdopodobnie, aby wykazać wszystkie zalety zimy. "Czy rozkaże pan związać to i zanieść za sobą? Jaki adres? Ej, mały! podaj sznurek!"CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI