2tożsamość, dzieciństwo, korzenie
Ewa Skibińska: Znów mam trochę obaw.
Zuzanna Bukłaha: Takich samych, jak przy naszej poprzedniej rozmowie?
Tak, że za bardzo mnie ta rozmowa obnaża. I że może nie powinnam tych wszystkich rzeczy mówić. Że ktoś się obrazi, że co ja w ogóle mam do powiedzenia...
Po raz pierwszy spotkałyśmy się w kwietniu 2023 roku. Nasza rozmowa ukazała się w "Wysokich Obcasach" i narobiła sporo zamieszania. Po raz pierwszy tak szczerze opowiedziałaś o uzależnieniu od alkoholu. Żałowałaś?
Nie. Może dlatego, że z tego czasu najbardziej zapadła mi w pamięć historia pewnej pijącej, dalekiej znajomej, która zwierzyła się naszemu wspólnemu koledze, że na odwyku w zamkniętym ośrodku czytała ludziom nasz wywiad na głos. I ludzie się wzruszali, że tak w ogóle można. Nie wiem do końca, co ich wzruszało. Czy to, że powiedziałam o tym otwarcie? A może to, że oglądają mnie w Pierwszej miłości jako zwykłą gospodynię domową i łączą to ze sobą - ta aktorka, ta kobieta, ta postać, ona ma problemy takie jak my? Utożsamienie z osobą publiczną, a może właśnie z tą zwykłą Teresą, zwykłą matką Polką, ze wszystkimi jej perypetiami, które funduje mi scenariusz, a ja to gram. Może to o to chodziło?
Spróbujemy w tej rozmowie dokopać się do głębszych odpowiedzi, choć mnie nie dziwi poruszenie tych ludzi. To reakcja na odwagę mówienia o pewnych rzeczach głośno. Czy takie były też kobiety w Twoim życiu?
Czy były odważne? Na swój sposób musiały takie być. Moja mama przyszła na świat w Warszawie w 1938 roku. Miała starszą o dwa lata siostrę, z którą od zawsze łączyła ją więź nieoczywista. Pełna czułości, ale równocześnie rywalizacji i żalu. Jej babcia była natomiast kobietą milczącą - może zbyt wiele w życiu widziała, by mówić?
W naszej rodzinie, jak w wielu innych, historie przekazywano szeptem, a tajemnice zakopywano głęboko. Ze względu na czasy odwagą były raczej decyzje, nie słowa.
Ówczesna, wojenna Warszawa była wtedy miejscem codziennej walki o przetrwanie.
A poznania ich historii nie ułatwiał fakt, że ojciec mojej mamy był postacią z pogranicza dwóch światów. Po wojnie drogi dziadka i babci rozeszły się na zawsze. Mama twierdziła, że już nigdy nie miała ze swoim ojcem kontaktu. Jej matka natomiast wyszła z domu i nie wróciła, po prostu zniknęła, zapadła się pod ziemię. To niezwykłe, jak wiele rodzinnych historii zaczyna się od takiego nagłego zniknięcia, o którym nikt nie potrafi opowiedzieć do końca.
Co to znaczy, że dziadek był z pogranicza światów?
Był raczej w niemieckim niż w polskim wojsku - i do dziś jest to coś niezwykle trudnego do przyjęcia dla mojej rodziny. Po wojnie brat ojca trafił nawet na chwilę do więzienia we Wrocławiu.
Rodzice mamy, zdjęcie ślubne Wszystkie dalsze zdjęcia, jeśli nie oznaczono inaczej, pochodzą z archiwum Ewy Skibińskiej
Sprawdzałaś te historie? Poszłaś ich śladem?
Różne są wersje, różne historie mojej rodziny. Mama, która mieszkała trochę w Warszawie, trochę w Helenkowie w powiecie skierniewickim. Babcia, która po wojnie zaopiekowała się wnuczkami, czyli moją mamą i jej siostrą... Dziadek, który wybrał życie w RFN z Polką służącą w ich gospodarstwie pod Warszawą. Jego brat, który zamieszkał w NRD... Każda rodzina ma swoje sekrety, swoje nieopowiedziane historie. Nie o wszystkich mogę ani powinnam mówić. Nie są tylko moje, należą też do nich.
Powiedz w takim razie to, co możesz. Co zrobiła prababcia po wojnie? Gdzie znalazła przystań dla siebie, schronienie dla wnuczek?
Najbardziej dramatyczny moment to ten, gdy po zakończeniu wojny postanowiła przenieść się z dziewczynkami do Niemiec. Moja mama miała wtedy osiem lat. W trakcie wakacji u dalekich krewnych babcia wraz z wnuczkami zatrzymała się na jakiś czas w domu leśniczego. Myślała, że przekroczyły już granicę. Okazało się jednak, że nadal są po stronie polskiej.
Leśniczy poprosił babcię, by zostawić im do pomocy tę śliczną dziewczynkę o niebieskich oczach i bujnych czarnych włosach. W ten sposób mama została oddana na wychowanie do obcych ludzi. Babcia ze starszą siostrą wróciły do Wrocławia, gdzie wcześniej mieszkały, a moja mama została w leśniczówce sama - dziewczynka, która nagle musiała dorosnąć.
To musiało wpłynąć na relacje sióstr.
Konflikt był oczywisty - w oczach jednej ta lepsza pojechała z babcią, a gorsza została. A według cioci Żeni ta lepsza dostała dom, a ona pojechała z babcią. I tak to się za nimi ciągnęło całe życie.
Mama, mieszkając na wsi, czuła się samotna, choć z czasem przywiązała się do Krzysia, jednego z synów leśniczego. Zaprzyjaźniła się też z sarenką, wręcz ją udomowiła. W domu samego leśniczego nie czuła się jednak najlepiej. Jako nastolatka postanowiła pracować, nie uczyła się dalej, w przeciwieństwie do swojej siostry. Zatrudniła się w Dolnośląskiej Dyrekcji Kolei Państwowych, gdzie zaczynała od segregowania papierów. Do dziś pamięta, kto się nią wtedy zajął. Wspomina też, że niedaleko mieszkała kuzynka Nina, ważna postać w jej życiu, jeszcze z czasów warszawskich. Nie została więc zupełnie porzucona, ale kontakt z babcią i siostrą zdarzał się sporadycznie. Siostra przyjeżdżała na wakacje, czasem odwiedzały się nawzajem, ale to już nie było to samo.
Mama miała żal do babci, że ją zostawiła?
Wiesz, to nie są proste historie. W jej mniemaniu została przecież porzucona. Usłyszałam też kiedyś od mamy: "Babcia nas biła, żebyśmy nie mówiły po niemiecku". Mama nie pamięta teraz ani słowa w tym języku.
W dzieciństwie te języki na pewno jej się mieszały, ale to możliwe, że mama mogła przestać mówić po niemiecku, mając zaledwie kilka lat.
Mama Ewy
Są jakieś ślady?
Listy, książki, wszelkie rodzinne pamiątki przepadły. Być może zniszczono je, żeby nie było dowodów, żeby nie było z tym językiem ani światem żadnego kontaktu.
Babcia wpoiła dziewczynkom, że po wojnie muszą być innymi ludźmi, że nie mają żadnej ciągłości, że trzeba o wszystkim zapomnieć.
Co było dalej z mamą?
Jak tylko mama zaczęła pracować na stałe, dostała mieszkanie na wrocławskim Brochowie. I od razu wprowadziły się do niej babcia i siostra.
Czyli chcesz powiedzieć, że niepełnoletnia jeszcze dziewczyna utrzymywała babcię i siostrę?
Mama już jako trzynastolatka poszła na stację kolejową i powiedziała, że chce być kolejarzem. A ludzie patrzyli na nią z niedowierzaniem: "Dziecko, uważaj, tu pociągi jeżdżą!", krzyczeli. Ale po wojnie trzynastoletnia dziewczyna była już dorosła.
Pracowała w urzędzie, zaczynała od najniższych stanowisk. I tak, po chwili była dzieckiem pracującym, które musiało utrzymać siebie, siostrę i babkę. Siostra się uczyła, więc mama zarabiała na trzy kobiety w rodzinie.
Wciąż trudno mi uwierzyć w decyzję babci - zgodzić się, by jedna z dziewczynek została u obcych.
Mama nie miała ze swoją babcią żadnej więzi. Nie wiem, na czym to polegało, tak sama mówi. Ma nawet swoją teorię: że to była mama ojca, a ta babcia nie lubiła jej mamy. Skąd ona to wywnioskowała? Może jednak zadawała jej jakieś pytania, może próbowała się do niej zbliżyć? Choć z tego, co opowiada, to babcia nie mówiła nic, co uznawała za zbędne.
Poznałaś prababkę?
Raz tylko widziałam tę babcię - spotkałyśmy ją na ulicy we Wrocławiu. Mama zatrzymała się naprzeciwko niej i powiedziała: "A właśnie, to jest twoja prababcia". I tyle, więzi zostały zerwane.
Dlaczego?
Było to związane z jej pierwszym chłopakiem, Zbyszkiem. Mama nie zdawała sobie sprawy, że szuka z nią kontaktu. Okazało się bowiem, że babcia niszczyła listy, które pisał do niej z wojska. W tym samym czasie inny przystojny chłopak z Wojskowego Zespołu Pieśni i Tańca, którego poznała w szkole, nie odpuszczał. Biegał za nią, nosił teczkę, odprowadzał do domu - aż w końcu się związali. To był mój tata, który jednak nie był nigdy jej wielką miłością.
Tata Ewy w mundurze
I jaka jest ich historia?
Mama urodziła mnie, gdy miała dwadzieścia pięć lat. Z ojcem była związana wcześniej, może od osiemnastego roku życia, może ciut wcześniej. W końcu dostała też mieszkanie w starej kamienicy w centrum Wrocławia, ale żeby je otrzymać, musiała oddać to na Brochowie. To były bolesne decyzje, trudne wybory.
Ewa u rodziców na rękach
Pamiętam, jak mama mówiła, że bardzo jej było przykro, ale musiała powiedzieć siostrze i babci, że spodziewa się dziecka, że dostaje mieszkanie, ale musi oddać to, które miała wcześniej. I że one też muszą się wyprowadzić. Czuła, że babcia całkowicie się od niej odsunęła, jakby nie rozumiała tej decyzji, jakby mama coś jej zabierała.
Ewa z mamą
Tyle wiedziałam o swojej rodzinie. Potem pojawili się jacyś wujkowie, kuzynki i kuzyni goszczący nas w Karl-Marx-Stadt, obecnie Chemnitz, w NRD, ale miałam za mało lat, by się tym interesować. Byłam wtedy dziewczynką pochłoniętą własnymi problemami.
Kiedy poznałaś te rodzinne sekrety?
Gdy dorosłam, mama opowiedziała mi tę historię. Było w niej wszystko: ból, rozczarowanie, ale też siła i nadzieja. Mama zawsze czuła się sierotą - dzielną, ale jednak sierotą. Brak rodziców, poczucie bycia nie do końca kochaną, konieczność samodzielności i ukrywania czegoś przez całe życie.
Wiesz, po lekturze Chłopek uświadomiłam sobie, że to właśnie jest ta moja babka, ta kobieta z tej historii. Nieważne, gdzie przeżyła dzieciństwo - jej losy wpisują się w losy tylu kobiet, o których czytamy dziś z niedowierzaniem. To był dla mnie bardzo mocny moment - zrozumiałam, dlaczego moja prababcia od strony mamy całe życie nosiła chustkę. To niesamowite, jak bardzo literatura potrafi otworzyć oczy na własną rodzinę.
Mama nigdy nie miała dobrych relacji ze swoją babcią. Prababcia mówiła na mamę "pańcia", "pani z miasta".
Dokuczała jej?
Z czasem mama zaczęła pracować w tak zwanych ważnych gabinetach, jeździć w służbowe podróże, była na kolei główną sekretarką, prawą ręką dyrektora. Wtedy Polska miała kontakty z Czechami, NRD, Węgrami, Rumunią. Mama wyjeżdżała z ważnymi dokumentami, musiała zdobyć podpisy, wrócić - taki świat bez komputerów. I w oczach babci była kimś ważnym.
Twój dom był przez te historie i tajemnice rodzinne miejscem zamkniętym?
Był trochę zamknięty, choć nie do końca. Pamiętam chwile, jak moja komunia - wielka biesiada, wszyscy musieli się zmieścić w domu, nie w restauracji.
Ale rodzice nie byli rozrzutni. Pamiętam, że długo czekałam na wymarzone sztruksy i na wymarzonego miśka - szarego, wypchanego trocinami, który potem został uwieczniony na ścianie mojego panieńskiego pokoju przez kolegę Piotra Siemiona.
Opowiedz o dzieciństwie. Jaką byłaś dziewczynką?
Pamiętam jedno wyjście do kościoła: mama, tata i ja. Dostałam wtedy białe futerko z barana. Rodzice mówili: "Już wyjdź". Mieliśmy małe mieszkanie - kto już się przygotował, wychodził pierwszy. Wyszłam na trzepak, a po chwili wróciłam cała ubrudzona smarem. Nie wiem, być może potem była awantura, może nawet dostałam w skórę - tego już nie pamiętam. Ale wspominam to jako jedną z największych traum, to poczucie, że zawiodłam rodziców. Dziecięce poczucie winy, które zostaje w nas na długo, nawet jeśli dorośli już dawno o tym zapomnieli.
I komunia święta Ewy
Byłaś dzieckiem, które biegało po podwórku?
Uwielbiałam trzepaki! Pamiętam, że nawet gdy ten przed naszym domem nie był jeszcze wbity w ziemię, tylko oparty o mur nowego budynku, i tak razem z koleżanką na niego wskoczyłyśmy. Upadł. Ona miała wstrząs mózgu, ja nic. Może stąd moja miłość do chodzenia po linie, do cyrku, do pracy w ruchu - zanim pojawiły się huśtawki, karuzele, piaskownica, był tylko trzepak.
Ewa w futerku z barana
Rodzice nie pilnowali cię przesadnie?
Należałam do dzieci, które godzinami biegały z kluczem na szyi. Choć nie zawsze było to bezpieczne. Nieraz zaczepiali mnie jacyś nieznajomi.
Twój rodzinny dom był religijny?
Dość zwyczajny w tym temacie, bez żadnej presji. Raczej celebrujący święta i tradycje - chodziliśmy do kościoła, gdy był czas. Pamiętam, że kiedy przyszło do bierzmowania, nie chodziłam już na religię. Wtedy mogłam jasno wyrazić swoje zdanie, że Kościół dla mnie nie istnieje. Nie pamiętam, by była z tego powodu afera w domu. Zamieniłam Kościół na teatr amatorski, na harcerstwo.
Potrzebowałaś poczucia wspólnoty?
Miało to w sobie coś wyjątkowego - przebywanie wśród ludzi, którzy myślą podobnie, którzy tworzą społeczność, mają własne obrzędy. Było w tym pewnego rodzaju przeżycie duchowe, coś, co wykraczało poza codzienność. Obozy, ogniska, zbiórki - wszystko to balansowało na granicy teatru i religii, jakiegoś głębokiego, wspólnego doświadczenia.
A jaką byłaś uczennicą?
Miałam rozproszoną uwagę, nie byłam najlepsza w klasie, męczyłam się z nauką rzeczy, które mnie nie interesowały. Być może już wtedy mama zrozumiała, że potrzebuję wolności, że nie znoszę sprzeciwu, sztywnych ram ani przesadnej dyscypliny, że muszę się ruszać i robić wszystko po swojemu.
Ewa w pierwszej klasie
Lubiłam za to jeździć służbowymi autami, gdy te przyjeżdżały po mamę, i pokazywać język innym kierowcom. Nie byłam milutką dziewczynką, choć mama bardzo tego chciała - byłam perfekcyjnie ubrana, dobrze wychowana, ale w środku od zawsze czułam narastający bunt. Z drugiej strony bardzo się krępowałam, kiedy ktoś skupiał na mnie uwagę. Wiersza w szkole nigdy nie powiedziałam, a w towarzystwie raczej potrzebowałam wygadanych koleżanek, na których mogłam się wesprzeć.
Rozumiem, że ze względu na pozycję zawodową mamy żyło wam się dobrze?
To nie był bogaty dom, choć mama pracowała na stanowisku, które dawało pewną stabilizację. Miałyśmy wszystko, co potrzebne, ale nie odczuwałyśmy finansowej beztroski - ojciec nie chciał płacić alimentów, a wcześniej, gdy mieszkał jeszcze w domu, też nie zawsze było łatwo.
Z drugiej strony kolej miała wtedy swój szpital, własny węgiel. Mama dysponowała salonkami, czyli specjalnymi wagonami urządzonymi jak mieszkania. Wyobrażasz sobie, jak wyglądał taki wagon? To była namiastka luksusu w codzienności PRL-u.
Mama pracowała od siódmej rano, czasem po dwanaście godzin dziennie. Tam nie było czegoś takiego, że sekretarka wychodziła o określonej godzinie. Jak dyrektor kończył, to wtedy kończyła i ona, po wszystkich imprezach, nasiadówkach, obsługiwaniu gości.
Przepracowała w jednym miejscu pięćdziesiąt lat, na tym samym stanowisku.
Mama z siostrą Żenią
Mama była w partii?
Pracowała w instytucji państwowej, ale nigdy nie dołączyła do partii. Była wolnym człowiekiem, nie ograniczały jej żadne polityczne zobowiązania. Oczywiście próbowano namówić ją do zapisania się do ZMP lub do partii właśnie, lecz mama zawsze odpowiadała: "Babcia mi nie pozwala".
Ewunia w przebraniu górala
Powiedziałaś kiedyś, że twój dom rodzinny był pełen sprzeczności.
Z jednej strony niedzielne obiady, kura, mizeria, ziemniaki, rosół, z drugiej - dziadek, nauczyciel gry na skrzypcach, wujkowie rozrzuceni po świecie, nasza artystyczna dusza w rodzinie, czyli ciocia Alusia, do której jestem najbardziej podobna. Rodzina ojca była święta, rodzina mamy - jakby mniej obecna.
Wspomniałaś już w wywiadzie, że ojciec od was odszedł. Że małżeństwo rodziców było nieudane.
Moi rodzice rozeszli się po jedenastu latach od moich narodzin.
Wszystkie swoje uczucia mama ulokowała we mnie, bardzo mnie strzegła. Myślę też, że nie chciała się mną dzielić z ojcem. Mama twierdzi, że kierowała się troską, bo ojciec pił. Nie chciała żyć z człowiekiem, który nie interesował się rodziną, pracował w rozrywce, był wiecznie nieobecny. Mimo to imponował mi błyskotliwością, pięknie recytował, zazdrościłam mu talentu muzycznego, postrzegałam go jako inteligentnego i wszechstronnego artystę. Myślę, że w głębi serca chciałam być taka jak on.
Jakie masz z nim wspomnienia?
Pamiętam urodziny - jedyny dzień w roku, kiedy mogłam zaprosić do domu więcej dzieci. Ojciec wtedy się dla nich wygłupiał, stawał się duszą towarzystwa, komikiem, a mnie rozpierała duma. Takie chwile należały do rzadkich, bo na co dzień w naszym domu nie bywało tak wesoło.
A jego rodzina?
Rodzina ojca pochodziła ze Skarżyska-Kamiennej, między innymi ciocia Klara, która płynnie mówiła po niemiecku i uczyła mnie tego języka. Ta ciocia jako jedyna osoba z rodziny ojca w pełni akceptowała moją mamę, przy niej mama czuła się naprawdę swobodnie.
Opowiedz jeszcze o ojcu.
Pamiętam, że bardzo się cieszyłam, kiedy był w domu. Czasem przynosił ze sobą instrumenty muzyczne, na przykład ogromny kontrabas, który opierał o moje łóżeczko. Nie grał na kontrabasie, ale sam fakt, że przyniósł taki instrument, był dla mnie przeżyciem. Słuchał Dwójki, był humanistą, czytał książki, śledził prasę.
Ojciec występował na rodzinnych imprezach, śpiewał, miał piękny głos. Nawet w domu potrafił śpiewać operetkowe arie. Zbudowałam sobie jednak legendę, że źle mnie potraktował, mówiąc, że nie nadaję się do jego kabaretu. Ile wtedy miałam lat? Może pięć. Ta historia ciągnęła się za mną wiele lat, praktycznie jest we mnie do dziś.
Interesował się twoim życiem?
Nie interesował się moją nauką, szkołą. Mama twierdzi, że w ogóle się mną nie interesował. Nie pamiętam, by dawał mi jakiekolwiek rady.
Byłaś blisko z matką.
Mama wszystko przeżywała ze mną, wszystkim się ze mną dzieliła. Czy to było rozsądne z jej strony? Może nie, ale ona prawdopodobnie cierpiała i nie umiała tego ukryć. Wszystkie jego nieobecności w domu, wyjazdy. Brak zainteresowania. Jako dziewczynka wiedziałam nawet, że ojciec ma kochanki.