Porady na zdrady - Marcin Popowski, L. Konieczna Iwona

Reflow text when sidebars are open.
Więzy małżeńskie są takim ciężarem, że aby je unieść, trzeba dwojga, a czasem trojga.
Aleksander Dumas
Jeśli podejrzewasz, że mąż cię zdradza, to każda sekunda jest na wagę złota. Omówmy kilka kwestii, aby potem rozumieć się bez słów.
Na samym wstępie zaznaczę, iż w trakcie lektury encyklopedii medycznej niektórzy odkrywają u siebie objawy kilku śmiertelnych chorób... Dlatego ostrzegam przed paranoją, zazdrością patologiczną oraz spiralą podejrzeń, która się sama napędza.
Nie wolno po lekturze tego poradnika dostrzegać symptomów zdrady w każdym zachowaniu partnera!
Nie wszystkim facetom i kobietom - i nie zawsze - trzeba patrzeć na ręce, zakładać podsłuchy czy aplikować areszt wydobywczy w piwnicy. (Zresztą metody policyjne nie gwarantują rodzinnego szczęścia, czego dowodzi powszechna nietrwałość związków funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.)
Kontroluj wyobraźnię. Niesłuszne podejrzenia mogą najświętszego faceta popchnąć do zdrady!
Niektóre metody pracy detektywa, które zaprezentuję - wzbudzają czasem wątpliwości, opory lub obrzydzenie. Nie będę się usprawiedliwiał. Jestem sprzymierzeńcem każdej ofiary zdrady. Nieraz jedynym sprzymierzeńcem. I uważam, że w obronie interesów rodziny można - powinno się! - użyć prawie wszystkich metod. Aczkolwiek "prawie" robi różnicę. Bo są granice, których nigdy, przenigdy nie opłaca się przekraczać.
Wybór celu i metod zawsze należy do ciebie.
Nie zachęcam, nie namawiam, nie zmuszam do wypełniania moich wskazówek. (Ale jeżeli już im dajesz posłuch, to czytaj je ze zrozumieniem, żeby nie wpakować się w kłopoty.)
Nie dobieram słów w tej książce.
Żadna dyplomacja nie zmieni faktu, że nosisz rogi. Gdybym natomiast owijał sprawy w bawełnę, to przynajmniej część moich rad mogłaby zabrzmieć niejasno. No i lepiej, żebyś była przygotowana, iż pani sędzia, która poprowadzi twoją sprawę o rozwód, będzie miała poprawność polityczną w nosie.
Pamiętaj, że porozumienie klientki z detektywem wymaga doskonałego słuchu: trzeba usłyszeć, co tak naprawdę zostało powiedziane. Bo taka rozmowa przebiega w dwuznacznym klimacie: "ja wiem, a pani rozumie". W książce zaś będzie niekiedy trzeba czytać między wierszami. Przecież nikt tu nie chce łamać prawa, prawda? A jakże :)
Książka operuje uproszczeniami. Ale niestety, kwestie trzeba ograniczyć do podstawowych, prawdziwych w niemal każdym wypadku.
I nie denerwuj się, że niekiedy się powtarzam. To tak na wypadek, gdyby ktoś czytał "Porady na zdrady" na wyrywki - skupiając się wyłącznie na potrzebnych mu rozdziałach.
Szczęśliwi ludzie nie wynajmują detektywów, więc ja oglądam księżyc tylko z jednej, fatalnej strony. Stąd ta książka momentami może wydać się przykra albo cyniczna. Za to też nie przepraszam... Takie jest życie, a nie ja.
Światem rządzi seks, pieniądz i siła, zdrada natomiast spłaszcza ludziom hierarchie wartości. Ty zaś nie płacisz detektywowi za żywienie (twoich) iluzji. Wręcz przeciwnie. Detektyw to realista, który... na twoje własne życzenie polewa cię kubłem zimnej wody.
Umówmy się jeszcze, że wina jest męża, bo poszedł do łóżka z inną kobietą.
To jednak nie zamyka sprawy, gdyż małżeństwo stanowi układ naczyń połączonych. I chociaż raczej nie podpisze się pod tym żaden modny psycholog, to w życiu partner zwykle ponosi współodpowiedzialność za powody romansu swego małżonka.
Przyjmuję więc za pewnik, że masz problem na własne zamówienie.
Oczywiście będziemy o tym milczeć w sądzie. Oraz dowodzić tezy, że jesteś aniołem, a z niego - łobuz i drań. Ale teraz spójrz w lustro: mężczyzna szuka z początku poza domem jedynie tych przypraw i witamin, których nie ma w codziennej kuchni. Coś więc zaniedbałaś, coś przeoczyłaś. A może błąd tkwi w założeniu? Może nie dostrzegłaś, iż wychodzisz za mąż za pana, który woli rozrywki od rodziny?
A może nawet to widziałaś, lecz wierzyłaś, że on się zmieni? Jeżeli tak, to dziś miej pretensje do siebie. Sama go sobie wybrałaś: nikt cię przed ołtarzem nie trzymał na muszce.
Nie bój się przyjąć współodpowiedzialności za kryzys. To, co sama zepsułaś, sama możesz naprawić, nie zepsuć tego do końca lub nie powtórzyć błędu z innym facetem.
Nie będę cię namawiał do rozwodu.
Bo jestem przeciwnikiem rozwodów, zwłaszcza z byle powodu. Rozwód to duże ryzyko. No i brak gwarancji, że następnym razem trafisz lepiej. Namawiam więc do ugody i porozumienia. Kompromis najmniej boli i najmniej kosztuje: uszczerbek na honorze jest wtedy mniejszy, a miłość własna łatwiej się leczy.
Szczególnie zaś odradzam składanie pozwu tuż po odkryciu niewierności, bez dystansu do sprawy. Taka akcja zwykle kosztuje kobietę więcej niż naprawa związku i wybaczenie.
Jeszcze kilka słów o wybaczeniu. Często zastanawiam się, dlaczego niektóre pary potrafią przetrwać tornado niewierności, a inne nie? I... jakie są granice wybaczenia?!
Terapeuta, z którym współpracowałem, nazywał wybaczenie "operacją chirurgiczną na duszy". Mówił, że to taka decyzja, którą się podejmuje, aby nie żyć już dłużej w stanie gniewu lub żalu. Bardzo mi się podoba ta definicja. Ale czy jest taki punkt, z którego już nie ma powrotu, bo za wiele byłoby do wybaczenia? Bo przebaczenie przerasta ludzkie siły? Na pewno jest. Ale większości moich klientów wydaje się, iż doszli do takiego momentu już w chwili odkrycia zdrady, że druga osoba nie jest taka, jak sądzili (lub nie chce okazać uczuć tak, jak ktoś tego potrzebuje). I z mojej praktyki wynika, że ludzie przedwcześnie dochodzą do takiego wniosku. Na dodatek, w wielu wypadkach jest to wniosek błędny.
Dlatego sugeruję, abyś najpierw porządnie zabezpieczyła sobie tyły - a potem spróbowała małżeńskiej terapii. Prościej i taniej zrozumieć, że związek jest więcej wart, niż piastować w sobie w nieskończoność żal do partnera. Serio, nie ma się co spieszyć do rozwodu z normalnym facetem, który raz zbłądził albo trochę zgłupiał.
Ale podkreślam: toksycznych związków nie wolno ratować!
Żaden układ z brutalem, alkoholikiem, narkomanem, dziwkarzem, hazardzistą, homoseksualistą czy maminsynkiem nie ma racji bytu. To samobójstwo na raty. Nie czekaj, aż przyłapiesz męża na zdradzie.
Uciekaj, ile sił w nogach! Rozwód jest twoją jedyną szansą!
W tej książce uprościłem fachowe terminy i metody na potrzeby amatorek. Jednak w przypadku późniejszego kontaktu z zawodowcem nie radzę mu sugerować, aby zastosował opisane tu patenty. Bo je wyśmieje: on ma własne metody, na pewno bardziej skomplikowane i kosztowne.
To wszystko. Zaczynamy!
Wszystkie kontrole wewnętrzne w przedsiębiorstwach stosują się do trzech prostych reguł. Jeżeli chcesz mieć kontrolę nad własnym życiem, to trzymaj się tych reguł w swoim związku.
Po pierwsze: ufaj swojej intuicji. Ufaj sobie, słuchaj siebie, wierz sobie.
Twoje intuicyjne podejrzenia rzadko są paranoiczne, zwykle masz rację. Bez względu na to, co mąż mówi na ten temat, jeżeli ty wyczuwasz silny poboczny wpływ na swoje życie - to ten wpływ rzeczywiście jest. I amen. (Ale ów wpływ nie zawsze musi oznaczać zdradę, więc nie rób halo, zanim nie sprawdzisz, co mąż ukrywa.)
Na pewno wyczuwasz, że coś jest nie tak. Tak jak ryba, która wyczuwa najmniejsze drgnienie w wodzie w promieniu wielu metrów.
Po drugie: systematycznie kontroluj męża.
Trzymaj rękę na małżeńskim pulsie. Regularnie bierz partnera pod obserwację oraz analizuj sytuację w związku. Rób testy kontrolne.
Dawka zaufania (lub jego brak) do partnera powinna być elastycznie dopasowana do wielu okoliczności, także wyników sprawdzianów okresowych.
Poprzez zdradę partner wypowiedział waszą umowę w paragrafie dotyczącym uczciwości małżeńskiej, więc ty nie czuj się zobowiązana do tego, aby wszystko mu mówić. W chwili obecnej stosowanie się do zdrowych zasad, sprawdzających się w dobrych małżeństwach, oznacza działanie na niekorzyść własną oraz związku.
Po trzecie: jeżeli się czegoś dowiesz, kiedykolwiek i czegokolwiek, to natychmiast reaguj. Ostro i szybko zajmuj stanowisko. Chyba że brak reakcji to podstęp, czyli element planu, polegającego na tym, żeby się przyczaić i zebrać dowody jego nielojalności.
Zbyt często wolisz się łudzić: zdradza to zdradza, ale kocha i nie zostawi. Więc nie robisz nic. Twoje życie, twoja decyzja i twój problem - ale przyzwolenie na długofalową (i bezkarną) nielojalność to najgorsza polityka z możliwych.
Kto nie chce - szuka powodu, a kto chce - szuka sposobu
Rozsądna żona jest na bieżąco ze sprawami męża i zna jego otoczenie towarzyskie. Ale zarazem ma własny świat (pracę, pieniądze, przyjaciół, zainteresowania, poglądy...).
Co robić? Rusz się! Chodź z nim wszędzie, razem spędzajcie wolny czas, nie puszczaj go samopas, zwłaszcza gdy informuje cię o wyjściu w ostatniej chwili.
Nie zasłaniaj się opieką nad dzieckiem ani zmęczeniem, bo na imprezie, na którą z nim nie pójdziesz, trafi mu się jakaś bezdzietna i wypoczęta. Nie zasłaniaj się brakiem modnych ciuchów - każ sobie kupić coś nowego (zrób coś z niczego), żeby mógł się tobą pochwalić.
Bądź elastyczna: jeżeli nie bawi cię wędkarstwo, to niech on łowi ryby - a ty zbieraj grzyby albo czytaj sobie ciekawą książkę, wylegując się na hamaku nad brzegiem jeziora.
Poznaj ludzi, z którymi mąż pracuje. Utrzymuj z nimi kontakty - trudniej mu będzie wtedy wstawiać kit o nadgodzinach i delegacjach.
Jeśli on ma często wyjazdy albo imprezy firmowe, na które nie są zapraszani partnerzy pracowników, to zawsze się interesuj, co się tam działo. Oglądaj zdjęcia, wypytuj, kto jest kto, co i kiedy razem robili. Potem wyraź wolę poznania tych osób - i postaw na swoim!
Nie uzależniaj się od towarzystwa partnera. Miej grono swoich znajomych.
Trudno obiektywnie postrzegać własną sytuację. Zresztą, możesz mieć skłonność do samooszukiwania się, do idealizowania męża. Ale wypróbowani przyjaciele i twoja rodzina zawsze zasygnalizują ci swoje podejrzenia.
Łatwo jest oszukać zakochaną kobietę, która siedzi w domu. Trudniej oszukać i zmanipulować również jej siostrę oraz przyjaciółki.
Musisz mieć oparcie w ludziach. Oraz pomoc w nagłej potrzebie. Bo wtedy oddasz bratowej lub sąsiadce dziecko pod opiekę - i pójdziesz z mężem na tę podejrzaną imprezę, o której powiedział ci w ostatniej chwili.
Eryk (44 lata, biznesmen) spodziewał się, że podczas rozwodu z Patrycją (40 lat, adwokat), która parła do związku z kochankiem, stanie w obliczu zmasowanej kampanii półprawd, kłamstw i festiwalu dowolnych interpretacji - czyli zeznań przećwiczonych ze świadkami. Całkiem słusznie, bo świadkowie zeznawali nieprawdę, i to w dobrej wierze: zostali zmanipulowani.
Eryk usłyszał na przykład zarzuty, że regularnie zaniedbuje rodzinę dla własnego hobby. Jako (jedyny) przykład Patrycja podała fakt, że Eryk oddala się co sobotę - i to na cały dzień! Świadkowie wspominali o tym, zeznając o jego wędkarskiej pasji. No i zapewne przypadkiem jakoś tak wyszło na to, że Eryk porzuca 12-13-letnie dzieci, żeby sobie z kumplami łowić rybki i pić piwo jak za kawalerskich czasów...
W identyczny sposób były interpretowane inne jego zachowania. Aż Eryk udowodnił, że dzieci mają od lat w sobotę zajęcia sportowe, językowe i towarzyskie: w ich rozkładzie jazdy ważniejsza jest niedziela, a w niedzielę on zawsze jest do ich dyspozycji (w przeciwieństwie do matki). Udowodnił też, że w soboty odwiedza ciotkę chorą na demencję starczą i przebywającą w domu opieki społecznej odległym o 100 km. I że jako wolontariusz prowadzi wtedy dwugodzinne zajęcia z obsługi Internetu dla osób starszych.
Elwira (32 lata), z wykształcenia marketingowiec. Przez pierwszy rok małżeństwa czuła się dobrze - jak większość par. Potem pojawiło się dziecko, a Elwira zrezygnowała z pracy. Ugrzęzła: ciąża, depresja poporodowa i pieluchy... Elwira ma bardzo silny instynkt macierzyński, więc zasklepiła się w domu, zupełnie odsunęła męża od synka, rozdzieliła łóżka z mężem - i straciła kontrolę nad związkiem. A tymczasem jej mężczyzna brnął w życie: poznawał nowych ludzi, zarabiał pieniądze, harował od rana do nocy.
W piątym, szóstym roku po ślubie widywali się po kilka minut rano i kilkanaście wieczorem. Nie dzwonili do siebie, nie opowiadali sobie o codziennych drobiazgach. W piątki Elwira jeździła z dzieckiem do matki, więc mąż zaczął samotnie spędzać weekendy. I... pewnego razu wyrwało mu się podczas obiadu: - Fajne masz dziecko! - a po chwili uprzytomnił sobie, że to jest także jego.
Nazajutrz zaproponował Elwirze rozwód.
Elwira potrafiła opisać najmniejszy paznokieć u lewej nogi swojego syna, ale nie znała danych o mężu, potrzebnych do poszukiwania osoby zaginionej - czy identyfikacji ciała ofiary wypadku.
Dopiero od detektywa dowiedziała się, że mąż w ciągu ostatnich dwóch lat skończył (przerwane niegdyś) studia z wynikiem dobrym, opanował język niemiecki, zmienił pracę, w nowej firmie już dwukrotnie awansował - i uchodzi za jej nadzieję.
Oczywiście mąż Elwiry był skryty, a ona nigdy z nim nie rozmawiała... Wymieniali jedynie niezbędne komunikaty, na przykład które pojedzie po zapas wody mineralnej. Nie wiedziała więc, jakie mąż zajmuje stanowisko, jakie ma kompetencje, z jakimi ludźmi pracuje - i co to oznacza dla jej rodziny... Nie wiedziała, czy jeździ w delegacje. "Mówił ostatnio, że był". A gdzie? "Nie pamiętam". Nie wiedziała, czy uprawiał sporty (koszykówkę, w soboty, w godzinach 10:00-12:00); miała wrażenie, że "ze trzy lata temu chyba chodził na basen".
Oprócz adresu teściów nie znała innego miejsca, gdzie mąż może się pojawić. Co ciekawe, nie znała nawet telefonu do teściów i imienia teściowej.
Nie znała imienia żadnego jego kolegi. "Miał przyjaciela, ale on dwa lata temu wyjechał do Irlandii. Jutro go zapytam".
A potem się okazało, że nie ma żadnego "jutro"...
Rozsądna żona kocha, ale nie ślepo. Widzi fakty takimi, jakie są - i nie dopisuje do nich interpretacji... Wie, że tę interpretację, zwykle pochlebną dla męża, podsuwa jej uczucie.
Ćwicz swój obiektywizm. Dostrzegaj fakty - nie "kupuj" w ciemno stwierdzeń czy opinii męża. Nie przyjmuj jego punktu widzenia.
Karolina (31 lat, 3 lata związku) - z mężem niby pracującym, ale realnie na jej utrzymaniu.
Karolina twierdziła, że jej mąż jest biednym barankiem, pokrzywdzonym przez los. A przyszła do mnie, abym pomógł mu wyplątać się z długów, w które ubrali go "fałszywi przyjaciele". Przyszła w tajemnicy przed mężem, który "szlachetnie" oponował, twierdząc, iż słony rachunek za moje usługi pogrąży rodzinę w dodatkowych długach... - on zaś sobie "jakoś" da radę. Fizycznie niewykonalne: wyszło na jaw, że w czasie kiedy Karolina walczyła o ich byt, on popijał i szlajał się z kumplami po agencjach towarzyskich (za pożyczone pieniądze).
Miał pracę poniżej kwalifikacji, ponieważ tylko praca za grosze (zarabiał prawie czterokrotnie mniej niż Karolina) dawała mu tyle czasu na rozrywki, ile potrzebował.
Ważne jest tylko to, co mąż robi. Nieważne, dlaczego to robi - i dlaczego w taki a nie inny sposób. Rejestruj jego zachowania bez emocji i ich nie usprawiedliwiaj. Nie wyjaśniaj sobie i innym: "bo przepracowany", "bo chory", "bo ma złego szefa". Tak się rodzi mit - i w ten sposób sama się oszukujesz.
Nie reprezentuj go. Jeżeli wszystko jest w porządku, to twój mąż nie potrzebuje adwokata.
Okresowy profilaktyczny przegląd techniczny męża i małżeństwa
Tylko Pan Bóg da radę prześwietlić faceta od podszewki - więc nie przesadzaj z nadzorem.
Każdy samochód, po trzech latach od daty produkcji, musi raz w roku przejść kontrolę techniczną i uzyskać atest dopuszczenia do ruchu. Gdyby tak samo traktowano małżeństwo, spadłby poziom kraks w rodzinie - i to na skalę ogólnonarodową.
Bo małżeństwo też musi być wyposażone w działające pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne. A także odpowiednio wyważone koła, reflektory ustawione tak, żeby oświetlały jezdnię, oraz przede wszystkim sprawne hamulce.
Najlepiej prześwietlić mężczyznę po raz pierwszy, jeszcze zanim rozpocznie on u ciebie narzeczeński staż kandydacki. Potem trzeba go regularnie skanować.
Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wdrożyć tę zasadę w dowolnym momencie.
Małżeństwo, jak samochód, także wymaga lusterek, które pokazują, co dzieje się wokół. A żona powinna być świadoma, iż każde lusterko ma martwy punkt. I że tam może czaić się kochanka, zdolna stuknąć jej błotnik lub całe auto posłać do kasacji.
Dlatego ty:
- raz na jakiś czas dyskretnie lecz wszechstronnie kontroluj męża;
- rób sprawdziany częściej, kiedy małżeństwo (lub pan) wchodzi w trudną fazę;
- kontroluj męża za każdym razem, gdy cokolwiek podejrzewasz.
Weź go pod lupę. Raz bez okazji, raz przy okazji, na przykład, delegacji.
Takie profilaktyczne przeglądy techniczne powinny stać się rutyną, nawet gdy uważasz, że wam się układa. Pamiętaj: jeśli mąż nie gra fair, to może specjalnie stwarzać pozory, iż wasze małżeństwo jest idealne. Będzie więc czuły i troskliwy. Będzie mówił - i pisał w sms-ach co trzeba, aby zmylić twoją czujność. To znany patent: Lew Tołstoj posunął się nawet do tego, iż prowadził dwa pamiętniki. Prawdziwy pisał dla siebie, drugi preparował dla żony.
Nie daj się wpuścić w maliny jak Sofia Andriejewna z domu Berg.
Ela (26 lat), wyższe wykształcenie, urzędniczka bankowa. Dopiero po roku zorientowała się, że coś jest nie tak z jej narzeczonym, chociaż jego historia nie trzymała się kupy!
Facet nie zapraszał Eli do siebie, bo twierdził, że wciąż mieszka - z byłą żoną, więc się krępuje (Ela nie nalegała, żeby nie wydać się niedelikatną). Nie wyjechał z Elą na wakacje, bo podobno nie mógł dostać urlopu w tym samym terminie, co ona (w październiku!). Prawie nie wychodzili też na miasto - nie poznała więc jego przyjaciół ani rodziny - i tyle z tego związku miała, że w sobotę przed południem sobie razem posiedzieli, z jej rodzicami przez ścianę. Ale na rodzinnym obiedzie o godz. 15:00 już nie zostawał, bo "miał dyżur w pracy".
Moje usługi zafundowała jej matka, zaniepokojona sytuacją. Ela zechciała otworzyć oczy dopiero, kiedy dostała sms o chłodnej, bezosobowej treści - zamiast entuzjastycznej, jaka być powinna... A do tego on nie odebrał telefonu, kiedy natychmiast zadzwoniła po wyjaśnienia. Oddzwonił dopiero po piętnastu minutach, w dodatku ze spaceru z psem... - i tak słodko gruchał, że wreszcie przeleciało jej przez myśl, że coś tu nie gra!
Gdy więc wyjechał, jakoby do Irlandii na dwutygodniowy kontrakt z pracy - Ela, za moją radą, zadzwoniła do jego pracy i dowiedziała się, że... mąż ma urlop. Potem jej poradziłem, aby poprosiła kochanka o zrobienie krótkiej wycieczki pod konkretny adres - opodal firmy, w której (jakoby) pracował - i przesłanie jej swego zdjęcia spod znanego dublińskiego pomnika... W odpowiedzi pan zaczął wysyłać liczne zdjęcia, inne, niż zamówiła. A były to zdjęcia morza, które na całym świecie jest podobne. Ale my przy okazji namierzyliśmy w sieci numer IP, spod którego przysyłał pocztę elektroniczną: facet siedział w Grecji.
Pan bardzo czule się bronił przed tym, by Ela odebrała go z lotniska: "Po co masz wstawać o szóstej rano, kochanie, pośpij sobie..." Wytypowaliśmy jednak dwa możliwe samoloty, którymi mógł wrócić do kraju, oczywiście z Grecji, a nie z Irlandii. No i cóż, przyjaciel Eli wrócił z wakacji w Atenach z uśmiechniętą, zakochaną żoną i dziećmi (w tym: dwulatkiem, o którym nigdy nie było mowy). A na ich powitanie wyszła z kwiatami Ela. Oraz Zuzia, jego kochanka numer dwa, którą tymczasem namierzyłem w oparciu o inny drobny ślad.
Od razu sprawdzaj niejasności. Przed ślubem - i po ślubie. I nieważne, czy coś przestanie ci pasować po tygodniu, roku - czy po dwudziestu wspólnych latach. Mężczyźni potrafią latami ukrywać prawdę o sobie oraz prowadzić podwójne życie.
Naprawdę lepiej wiedzieć, co jest grane. I to jak najszybciej. Najgorsza prawda jest lepsza i zdrowsza od życia w zakłamaniu... A także od paranoi niesłusznych posądzeń.
Brak zaufania to cichy morderca, który działa jak cholesterol. Skrywana zazdrość i nieufność mogą tak jak zdrada zabić związek, zatruć radość z bycia razem, podkopać fundamenty twojego poczucia wartości i godności.
Papierek lakmusowy do wykrywania kłamstw i zdrady
Regularnie analizuj sytuację w związku oraz zachowanie męża.
Zdrada jest tematem obecnym w życiu człowieka od niemalże początków jego istnienia, choć w tamtych czasach różniliśmy się w definicji i podejściu do niej. Akt, który wcześniej zapewniał przetrwanie gatunku, dziś jest czynem tępionym i uznawanym w większości społeczeństw za niedopuszczalny. Statystyki są jednak nieubłagane.
Na pytanie, czy respondentowi zdarzył się - choćby raz - stosunek seksualny z inną osobą niż stały partner, co czwarty badany zadeklarował, że tak. Przyznało się 33% mężczyzn i 16% kobiet (Ostrowska, Izdebski, 2004).
Inne źródło w odpowiedzi na pytanie - czy miałeś/-aś romans z osobą będącą w związku małżeńskim? - podaje następujące dane:
- 59% - tak;
- 41% - nie.
(sondaż z internetowej strony "GW").
Według raportu SMG/KRC - "Seks po polsku" z 2007 r. Polacy najczęściej zdradzają:
- z przyjacielem/przyjaciółką - 34%;
- ze znajomym/znajomą - 28%;
- z byłym partnerem - 11%;
- z drugim partnerem - 10%;
- z inną osobą - 17%.
A co na temat zaufania ma do powiedzenia detektyw? To, że bez zaufania nie ma żadnej wspólnoty - i że związek ma sens tylko wtedy, gdy ludzie sobie ufają... Oraz to, że bezgraniczne, bezwarunkowe zaufanie do męża nie kalkuluje się żadnej żonie... Bo w spodniach mężczyzny nieustannie rozgrywa się konflikt moralności, intelektu i biologii. No i wierność nie może wygrywać za każdym razem - w każdej sytuacji - od ołtarza aż po grób.
Trzeba też mieć świadomość, że zawsze jest margines błędu w rachubie zaufania. Bo rywalki wyrastają spod ziemi: możesz je mieć nawet w rodzinie.
Miałem już taki przypadek, że siostra odbiła męża siostrze. Oraz przypadek matki, która strzeliła sobie romans z zięciem, co ostatecznie rozbiło dwa małżeństwa. Dlatego pamiętaj o casusie znanych prezenterek telewizyjnych, zanim zaczniesz się zwierzać przyjaciółce, iż twój mąż ma romans.
Bo możesz wypłakiwać się w mankiet kochance męża.
Statystyki pokazują, że masz prawie 75% szans, iż znasz nazwisko kochanki męża. A niewiele mniej, że znasz tę panią osobiście.
Z badań prof. Z. Lwa-Starowicza wynika, że wskaźnik zdrad jest najwyższy w centralnej i zachodniej Polsce, a najniższy na wschodzie i południu kraju. (Sprawdź więc na mapie, gdzie mieszkasz. Postaraj się o przeprowadzkę z rodziną z Warszawy lub Gorzowa do Hajnówki albo w Bieszczady. Powinno trochę pomóc).
Ponad połowie internautów (53%) zdarza się rozmawiać z obcymi na tematy związane z seksem (41% kobiet i 63% mężczyzn): sieć jest więc pełna kobiet, czyhających na twojego chłopa. A ty nie lekceważ cyberflirtów męża: 26% internetowych znajomości kończy się w łóżku. Co trzeci (36%) polski internauta co najmniej raz spotkał się w realu z partnerem, którym zafascynował się w sieci. Większość z tych spotkań została skonsumowana.
Z Raportu Durexu (2007 r.) wynika, że 30% Polaków i 22% Polek uważa, że seks z przypadkowym partnerem może być interesującym doświadczeniem. Za niedopuszczalny uważa go 19% mężczyzn i 30% kobiet. 28% Polaków ma za sobą przygodę na jedną noc.
Z badań prof. Z. Izdebskiego z 1997 r. wynika, że 11,5% żonatych mężczyzn utrzymuje stałe, trwające minimum rok kontakty pozamałżeńskie. Co oznacza, że już dwadzieścia lat temu co jedenasty polski mąż miał romans.
Badania SMG/KRC z 2007 r. pokazują, że co dziesiąta zdrada następuje "z drugim partnerem". Oznacza to, że co dziesiąty zdrajca prowadzi podwójne życie.
Niemal 9 na 10 badanych przyznaje, że ktoś ich kusił... - namawiał do zdrady. Mniej więcej co trzecia osoba zdobywa partnera, niszcząc inny związek. (Ostrowska, Izdebski, 2004 r.)
?Z raportów Kinseya wynika zaś, iż monogamiczne małżeństwo jest totalną fikcją: w trakcie małżeństwa 90% mężczyzn (i 30% kobiet) dopuściło się zdrady, zaś kontakty homoseksualne miał co trzeci mężczyzna.
Młode mężatki nic nie wiedzą o świecie - i dają wyraz na przykład takim nierozumnym poglądom: "Nigdy go o nic nie pytam, niczego nie sprawdzam i nigdy nie będę tego robić. On zawsze powie mi wszystko sam". Są też kobiety po przejściach, zgorzkniałe. Takie, które wiedzą o życiu za dużo i... nie są już w stanie zaufać żadnemu mężczyźnie.
Tak więc nie łudź się, że wiesz o partnerze wszystko, co powinnaś wiedzieć: ludzie zawsze mają tajemnice. A już na temat seksu łżą jak psy, choćby nie zdradzali. Ile razy wmówiłaś mu, że miałaś orgazm? - a czy on wie, że w Sylwestra robiłaś słodkie oczy do jego kolegi z kółka myśliwskiego? W każdym związku znajdziemy pewien normalny odsetek kłamstw i przemilczeń obojga partnerów na różne tematy. Ale skąd pewność, że twój mężczyzna ma to samo pojęcie normy, co ty? I omija te same tematy?
Nadal sądzisz, że partner nie ma tajemnic?! Szczerze wątpię. Mówienie nieprawdy to dla naszego gatunku czynność tak naturalna, jak oddychanie. Przeciętny człowiek bez powodu kłamie średnio dwa razy dziennie. A co dopiero, gdy ma powód! Zdrada może przydarzyć się każdemu, i to nie jest koniec świata.
Ale pamiętaj, że zdrada i odwet za zdradę wyrastają na jednym nawozie. A zemsta to koło, które obraca się do tyłu. Zmiele kości i dusze na pył, lecz niczego nie przywróci. Tyle samo energii potrafi także przewartościować złe doświadczenia. To ci się naprawdę opłaci. Za to warto się wziąć. Nikt nikomu źle nie życzy. Ale jeżeli już się stało - i jesteś ofiarą zdrady, to nie trać czasu na pielęgnację stanu wewnętrznego rozbicia, bo to może cię doprowadzić nawet do depresji...
Kryzys to, wbrew pozorom, także okazja do wyprostowania różnych zaległych spraw; do aktualizowania związku lub/i zresetowania własnego życia. Niniejszy poradnik wyjaśnia, jak to się robi. To lektura dla każdego, kto pomimo zdrady, chce osiągnąć równowagę psychiczną i rozpocząć udany rozdział. U boku obecnego partnera. Albo z kimś nowym czy jako singiel. Obojętne.
Szczęśliwi ludzie nie chadzają do detektywa, więc detektyw ogląda księżyc tylko z jednej, fatalnej strony. Czy taka wiedza o naturze człowieka pozwala napisać podręcznik o sztuce życia we dwoje? Ciekawe, że nikt nie pyta psychiatrów, co wiedzą o zdrowiu psychicznym, ani płetwonurków, co wiedzą o życiu na lądzie. Tak, bez trudu można z perspektywy detektywa, który ma udane życie osobiste oraz rozległą praktykę, orzec, czego zabrakło ludziom w ich związkach. Z tej samej perspektywy widać też, że kryzys w związku może stanowić drogę do szczęścia. A pozwala na to przykre (z początku) odkrycie, że ktoś, kogo kochało się przez lata, wcale nie istniał.
Tylko kandydatki na ofiary zamykają oczy na to, jakie jest życie... (I zostawiają mercedesa z kluczykami w stacyjce, parkując pod sklepem.)
Czy już wiesz, jak to będzie, jeżeli on cię zdradzi? Ciebie, czyli taką żonę, która przysięgę złożoną niegdyś przez męża przed ołtarzem, uważa za trwały fundament? Taką żonę, która bezkrytycznie liczy na to, iż jej związek z mężem scementowały wspólne lata (i zmarszczki), dzieci i mieszkanie?
Otóż, zdradzona, trafisz poza nawias prawa.
Bo wszystkie kodeksy napisali mężczyźni - dla wygody mężczyzn. Teoretycznie, będziesz więc miała identyczną pozycję w każdej sprawie (rodzinnej i majątkowej, w życiu i w sądzie) co mąż. Jednak realnie - znajdziesz się w znacznie gorszej sytuacji:
- bo jesteś kobietą;
Nie wychowywano cię do zajadłej walki; jesteś skłonna do poczucia winy, ustępstw i ugody.
- bo masz mniej pieniędzy niż mąż;
Polki nie są asertywne: zaniedbują ochronę swych formalnych praw do wspólnego majątku, nie pojmują, że małżeństwo to interes ich życia, a także główny filar emerytury.
- bo jesteś ofiarą zdrady;
A ofiary się fatalnie prezentują. I trudno na nie patrzeć, więc też wszyscy starają się zamieść ofiarę pod dywan, byle znikła z oczu.
- bo jesteś matką;
Ojca nikt nie będzie pytał, czy przyprowadził dziecko z przedszkola, zanim poszedł do kochanki, ale ty, jako matka, nie licz na taryfę ulgową.
- bo masz więcej poczucia odpowiedzialności;
Mąż będzie miał teraz pieniądze na rozrywki i na prawników, a ty będziesz ciułać na czesne, czynsz, ortopedyczne buty dla dziecka czy szkolną wycieczkę.
Edyta (74 lata). Poświęciła całą zawodową karierę dla nieuleczalnie chorego jedynaka. Krótko pracowała, głównie prowadziła dom. Ma około 680 zł swojej emerytury.
Po 52 latach małżeństwa (i śmierci syna), mąż odszedł do kochanki, z którą romansował od około 20 lat. Przed odejściem z domu po cichu wyczyścił wspólne konto, zlikwidował lokaty, wycofał wkłady, a nawet spakował meble. Sąd orzekł o rozpadzie związku z jego winy i zasądził Edycie 630 zł alimentów od męża - w oparciu o odcinek jego emerytury, bez dociekania, co się stało z ich majątkiem dorobkowym o wartości kilkuset tysięcy. Teraz, jeżeli eks-mąż Edyty umrze, alimenty wygasną, a ona nie będzie miała prawa do spadku. Edyta mieszka w mieszkaniu o powierzchni 37 metrów kwadratowych, stanowiącym ich współwłasność.
Nie inwestuj w małżeństwo więcej niż facet. A już na pewno nie inwestuj bez prawa do zwrotu i procentów!
Mateusz (52 lata, biznesmen) był jedynakiem, który wcześnie stracił rodziców i od studiów sam przebijał się przez życie. Miał za sobą nieudane małżeństwo z przebojową kobietą, która nie zamierzała mieć dzieci i nie chciała zaryzykować kariery dla rodziny.
Związał się z Barbarą (28 lat, pielęgniarka), gdy miał 42 lata. Kobieta pochodziła z rodziny wielodzietnej, zarabiała grosze i wynajmowała mieszkanie z koleżankami. Namawiał ją na dziecko i chciał, by zrezygnowała z niskopłatnej, "nieprestiżowej i nierokującej" pracy lub by chociaż "darowała sobie" zaangażowanie w działalność związków zawodowych.
Barbara mu wyjaśniła, że chętnie zostanie matką nawet dziesiątki dzieci, ale chwilowo jej samej nie stać nawet na jedno. Dodała, że ceni niezależność, lubi swój zawód i ma swoje przekonania - a także opowiedziała Mateuszowi, ku przestrodze, historie kilku koleżanek, które zamieniły się w marionetki zamożnych mężczyzn, nieraz nie czekając nawet na ślub.
Barbara stwierdziła, że jedyny sposób, w jaki może się realizować - jednocześnie spełniając oczekiwania Mateusza, który w pewnym sensie ma rację - to założenie własnej firmy. Mężczyzny to nie zadowoliło, więc doszło do bolesnego rozstania na około rok.
W tym czasie Barbara pracowała w Norwegii i oszczędzała pieniądze na założenie firmy; od pewnego momentu Mateusz nadal przyglądał się jej z daleka, z udziałem detektywa. Ostatecznie także zgłosił gotowość do ustępstw. Po długotrwałych negocjacjach z udziałem psychologa stanęło na tym, że Mateusz zainwestował sporą sumę w domowe hospicjum, które otworzyła Barbara. Dostał za to udziały (opłacił mu się ten ruch). Udzielił jej też wszechstronnego wsparcia, o które poprosiła, ponieważ nie miała doświadczenia w biznesie. Na koszt Mateusza Barbara ukończyła dodatkowe studia - następne już sama sobie sfinansowała.
Obecnie, po dziesięciu latach, mają czwórkę dzieci i chyba nie powiedzieli ostatniego słowa. Pobrali się podczas drugiej ciąży. Choć firmy obojga kwitną, podjęli decyzję, że obroty nie będą przekraczać pewnego poziomu - co oznacza skupienie się na potrzebach rodziny, a także większą stabilność: oboje, także świadomie, ograniczają ryzyko związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.
Mateusz nie był początkowo przekonany do tego ruchu - brakowało mu adrenaliny aż do chwili, kiedy odkrył że ten model życia pozwala ryzykować w innych sferach; obecnie przygotowuje się do otwarcia fundacji, która wspiera utalentowanych studentów kierunków technicznych. Twierdzi, że to żona stworzyła jego świat. Barbara, która odnalazła się w roli szefowej i organizatorki opieki nad chorymi, mówi o swoim mężu to samo.
Zdrada to koniec świata, który znałaś.
Przygotuj się na to, że twój facet raptownie zmieni życiowe bieguny. A ty wtedy stracisz grunt pod nogami i wszystko, w co wierzyłaś. Będziesz zdruzgotana. Nie będziesz wiedziała, jak z nim rozmawiać. Bo mąż stanie się obcym człowiekiem: nagle odkryjesz, że ma nowe, nieznane priorytety. I własne cele, do których idzie na skróty, nie bacząc na twój interes.
Nie będziesz miała bladego pojęcia, jak zmierzyć głębię jego egoizmu, niedojrzałości czy cynizmu. Ale będziesz się nadal czepiać złudzenia, że jest przyjacielem, najbliższym człowiekiem, dobrym ojcem. Przyczepisz się tej nadziei ze wszystkich sił, wbrew interesom swoim oraz swoich dzieci... Żeby nie zostać sama (chociaż od dawna już będziesz sama) albo "żeby dzieci miały ojca". Poza tym może nim manipulować tamta trzecia kobieta, która bez pardonu ruszyła cudze, a teraz walczy o "swoje".
I tak, centymetr po centymetrze, zdrada zapędzi cię niechybnie w kozi róg. A w nagonce może wziąć udział nawet twoja własna rodzina (w obawie, że zwalisz się jej na kark razem z dziećmi).
Tak będą się sprawy miały, jeśli będziesz naiwna. Zamiast więc kiedyś rozpaczać - posłuchaj mnie teraz: szkoda czasu na zbędne kwestie. Nieważne, czy to ładnie szpiegować męża.
Grunt, że pozwala to uniknąć problemów. Że to się fantastycznie opłaca!
Cóż złego w tym, że jeden uczciwy człowiek dyskretnie skontroluje drugiego uczciwego człowieka?
Drogi Czytelniku!
Trzymasz w ręku poradnik, traktujący o istocie zdrady, jej konsekwencjach oraz możliwościach wykrycia. Próbujemy w nim podpowiedzieć Ci, jak wydostać się z pułapki złych emocji i zachować rozsądek w kryzysowej sytuacji. Nakłaniamy do refleksji, czy zdrada może stać się punktem zwrotnym, od którego rozpocznie się uzdrawianie związku, czy trzeba skazywać się na długotrwałe rozdrapywanie bolesnej i trudno gojącej się rany? Do zastanowienia, czy Wasz związek jest wart drugiej szansy? Oferujemy ci garść praktycznych rad, co robić, żeby w tym traumatycznym czasie nie zwariować. Poddajemy pod rozwagę kwestię zemsty i tego, czy aby zawsze jest dobrym rozwiązaniem.
Jestem detektywem od niemal 25 lat. Można rzec, że to ćwierćwiecze brodzenia w mrokach ludzkich tajemnic i dramatów. Poza sprawami kryminalnymi i gospodarczymi przeprowadziłem przez ponure arkana życia kilkaset klientek oraz klientów - ofiar małżeńskiej zdrady. Sprzątałem ludzki gniew i cierpienie. Niejednokrotnie pomagałem ludziom, często porządkując ich emocje. Napatrzyłem się na zdradę jako główny czynnik niszczący małżeństwa i to takie, które w moim odczuciu mogły sobie z nią poradzić. Zastanawiając się nad konsekwencjami zdrady, rozpocząłem poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czy taki kryzys musi zawsze prowadzić do rozwodu i zakończenia łączącej wcześniej partnerów relacji. Analizując sprawy, które rozwiązywałem, uzmysłowiłem sobie różnorodność ludzkich reakcji, wielowymiarowość decyzji podejmowanych po odkryciu niewierności partnera czy strategii przyjmowanych przed rozwodem. Zadawałem sobie pytanie, czy gdyby ktoś w odpowiednim momencie podał małżonkom pomocną dłoń, udałoby się uniknąć tak wielu spraw rozwodowych, aktów zemsty i niepotrzebnych tragedii? Wszyscy bywamy wystawiani na próbę. Nie zawsze jednak efekt spełnia nasze oczekiwania. Za często czynimy priorytet z kogoś, kto ma nas tylko za jedną z życiowych opcji.
Małżeństwa z długim stażem powinny cieszyć się trwalszym fundamentem niż monogamia aktu płciowego. Jeśli tak nie jest, zdrada fizyczna urasta do rangi tragedii, a ludzie tak naciągają cięciwę własnego dramatu, że niszczą coś, co budowali przez wiele lat.
Zdrada może przydarzyć się każdemu, i nie jest to koniec świata. Pewien odsetek ludzi charakteryzuje się tym, że chętnie idzie na skróty, byle postawić na swoim i w odwecie dokopać partnerowi. Zdarza się także wykorzystywanie do tego celu możliwości współczesnej techniki oraz metod detektywistycznych.
Dzięki poprzedniej książce "Porady na zdrady. Kłamcy zdradzają, a zdrajcy kłamią" spora grupa małżonków wykryła zdradę partnerów. Były wśród nich dwie młode kobiety, Maria i Wiktoria, które owszem, wykryły zdradę, wykorzystując przy tym całkiem niezłe umiejętności techniczne, ale po odkryciu zdrady nie umiały sobie poradzić z kryzysem emocjonalnym. Co gorsza, wskutek nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, zostały bez środków do życia. I co zrobiły? Ano, zostały "testerkami skłonności do zdrady". To znaczy, że przez około półtora roku seksualnie prowokowały facetów. Przy pomocy i na zlecenie ich żon, które potrzebowały dowodów zdrady, aby panów sobie podporządkować albo puścić ich z torbami podczas rozwodu.
Panie działały w tandemie: jedna robiła za przynętę, a druga ją asekurowała ze sprzętem audio-wideo.
Oferowały tak zwany "test garkotłuka", badający skłonność do wykorzystywania okazji seksualnych. Ale obie były bardzo atrakcyjne, co jest wbrew zasadom tego testu. Obie także były pełne wściekłości oraz urazów do mężczyzn, a na dodatek były przebojowe, zorientowane na sukces i... na wysokie honorarium za efekt zgodny z oczekiwaniami, a nie prawdę obiektywną...
To, co przydarzyło się Marii i Wiktorii, stało się inspiracją komedii Ryszarda Zatorskiego "Porady na zdrady".
Pojawiająca się w życiu okazja do zdrady bywa tańcem na linie pożądania, często bez asekuracji rozsądku. W relacjach nowych, świeżych zdrada jest toksyną śmiertelną. Ukąszony nią związek błyskawicznie przybiera postać trupa. Spotkałem się z wieloma kobietami, które rozstały się z mężami, dlatego że ich zdradzały. Do tego stopnia wstydziły się tego małego "skoku w bok", że wmawiały sobie niczym mantrę, iż to, co czuły do kochanków, było wielką miłością. A ich mężowie uznawali zachowanie żon za taką tragedię, jakby chodziło o zdradę w noc poślubną i utratę dziewictwa.
Kiedy zdrada staje się namacalnym faktem, złość i gniew, obok poczucia krzywdy, stają się emocjami dominującymi. Najtrudniejszym ale i najważniejszym wyrzeczeniem jest odrzucenie złości. Wydaje się to prawie niemożliwe, bo bez złości współczesne życie prawdopodobnie przestałoby być w ogóle ludzkie. Złość pomaga nam przeżyć absurdy współczesnego świata. Kiedy jednak ją odrzucisz, nabierasz koniecznego dystansu, który pozwoli Ci odpowiedzieć sobie na pytanie: Stało się, mleko się rozlało, i co dalej? Rozwód, zemsta, czy naprawa związku?
A na koniec dowcip, obrazujący jakże powszechne podejście winowajcy do zdrady.
"Wraca mąż do domu i zastaje w nim zapłakaną żonę, która pakuje w pośpiechu walizki. - Co robisz?! - pyta. - Odchodzę! Zdradziłeś mnie! - odpowiada żona i rzuca w niego plikiem zdjęć, na których widać, jak uprawia on seks z kochanką. Mąż ze spokojem przegląda zdjęcia, po czym zwraca się do żony: - Kochanie, uspokój się! Wszystko się ułoży! Musimy tylko wyjaśnić, kto te zdjęcia zrobił i dlaczego chce zniszczyć nasze małżeństwo."
Życzę Ci, drogi Czytelniku, abyś odnalazł w tej lekturze nadzieję. Zdrada to nie koniec świata! A jeśli będziesz mieć jakiekolwiek pytania - zajrzyj na stronę www.popowski.pl lub www.poradynazdrady.pl.
Marcin Popowski
W stałym związku trudno o zadowolenie bez dystansu do siebie, do partnera oraz do życia. A w okresie kryzysu uśmiech zapewnia dobrą ocenę sytuacji, bo utrzymuje dramat we właściwej skali i pozwala zachować zdrowe proporcje.
Udane życie wymaga poczucia humoru. To jedyna osłoda dla codziennej monotonii, a także gorzkich pigułek, które trzeba połknąć. I to nieraz, dla własnego dobra, połknąć dopiero po rozgryzieniu.
Ta książka wymaga sporego dystansu, bowiem rozgryza różne przykre sytuacje: pokazuje, jak przeprowadzić audyt w związku, a następnie... rachunek sumienia. Autorzy stoją na stanowisku, że każdy jest kowalem własnego losu: nic w życiu nie zwalnia od odpowiedzialności za złe decyzje, brak doświadczenia oraz zaniedbania.
Za zdradę jest odpowiedzialny tylko i wyłącznie zdrajca. Jednakże obie strony mogą być (i zazwyczaj są) odpowiedzialne za zaistnienie problemu, który jedno z nich postanowiło rozwiązać poprzez zdradę.
Zdrada nie spada sama z nieba.
To najczęściej efekt złego wyboru partnera. (Bo są tacy ludzie, którzy zdradzą na 100%, jest pytanie tylko - kiedy?) Alternatywę stanowi brak witamin w związku czyli przewlekłe ignorowanie podstawowych potrzeb partnera.
Chodzi więc o kłopoty, których można uniknąć, w porę przyglądając się krytycznie kandydatowi na partnera oraz sobie - i od razu reagując na odkrycia. Każdy, kto zaniedba takich regularnych lustracji, każdy, kto zaniecha działania, musi się liczyć z tym, że rachunek przyjdzie z wysokimi odsetkami i w najmniej odpowiedniej chwili.
Każda ofiara zdrady ponosi także wyłączną odpowiedzialność za swoją reakcję. Za własną odpowiedź - na nieuczciwe, niegodziwe zachowanie partnera, sprzeniewierzenie zaufania, złamanie zasad.
Wielu zdradzonych daje się ponieść emocjom i popada w szkodliwe wibracje. Tymczasem zemsta to prosta droga do smutku - do zepsucia życia sobie i dzieciom. Już Konfucjusz stwierdził, że zanim się człowiek weźmie za zemstę, powinien wykopać dwa groby. Jeden dla wroga, a drugi dla siebie...
Lepiej odpuszczać winy, zamiast bawić się w grabarza i grzebać się żywcem. Namawiam do przebaczenia. Ta decyzja jest, wbrew pozorom czy utartym schematom, niezależna od decyzji o tym, czy naprawiasz związek (na sensownych warunkach), czy bierzesz rozwód.
Przebaczenie to rozmowa z samym sobą - we własnym sumieniu. Potrafi najdalej zaprowadzić i zazwyczaj najmniej kosztuje. Warto się za to wziąć - zwłaszcza wtedy, gdy związku już nic nie może uratować, a do tego zagraża ogólny życiowy krach. To jedyny sposób, aby spaść na cztery łapy, czyli uratować samego siebie.
Tak, wiem, o wiele milsza jest myśl o zemście niż pomysł z wybaczaniem, który pozwala uwolnić się od żalu i rozpaczy, a potem iść dalej, przed siebie. Jednak zdrada i odwet za zdradę wyrastają na jednym nawozie. A zemsta to koło, które próbuje zawrócić czas - i obraca się do tyłu.
Zemsta miele kości i dusze na pył, lecz niczego nie potrafi przywrócić... Tymczasem taki sam nakład energii potrafi zamienić złe doświadczenia w życiowy kapitał. A to każdemu się opłaci. Za to warto się wziąć.
Ten poradnik wyjaśnia, jak zamienić łzy w spokój wewnętrzny, mądrość oraz filozoficzny dystans. To lektura dla każdego, kto pomimo zdrady chce osiągnąć równowagę moralną i rozpocząć nowy, już udany, rozdział.
Zapraszam na bloga http://selfpublisher.pl/utwor/porady-na-zdrady, a także na stronę "Porady na zdrady" na Facebooku.
Iwona L. Konieczna
Zdradzone kobiety miewają rozmaite pomysły. Zaczyna im się mieszać w głowach, gdy na swą krzywdę nie mają dowodów. Albo gdy są zbyt rozbite, żeby je konsekwentnie zbierać lub prowadzić negocjacje. I wtedy są możliwe wszelkie scenariusze: od składania fałszywych zeznań, z zamiarem przedstawienia ich później w sądzie - aż po próby samobójcze.
O koszmarnej nieopłacalności fałszywych zeznań kiedyś napiszemy podręcznik. Teraz powiem krótko: to przestępstwo.
O wiele prościej jest nastawić się na obalanie fałszywych zeznań, które przygotował mąż.
Chińczycy twierdzą, że wystarczy usiąść nad rzeką i poczekać, a prędzej czy później prawda sama przypłynie wodą. Jak nie dziś, to za tysiąc lat.
Jeżeli nawiedzają cię myśli samobójcze, to gnaj do psychiatry, szukaj każdej pomocy. Bo życie jest zbyt piękne, żeby je tracić. Bo próbę samobójczą niełatwo zatuszować. Bo jest to zachowanie, które obróci się przeciwko tobie z nieprawdopodobną siłą. A może wręcz przesądzić o twojej przegranej: zwłaszcza gdy mąż dorabia ci gębę wariatki.
Próba samobójcza może stanowić pretekst (powód) do ograniczenia ci władzy rodzicielskiej. Może cię narazić na przymusowy pobyt w ośrodku psychiatrycznym - za sprawą męża, zdolnego dowieść, iż stanowisz zagrożenie dla swego życia.
Marta (32 lata). Po przypadkowym odkryciu, że mąż ją zdradził z przyjaciółką, targnęła się na życie. Szok był wyjątkowo silny, ponieważ wcześniej niczego nie podejrzewała. Pogotowie odwiozło ją do szpitala. Nazajutrz mąż złożył wniosek o przymus psychiatryczny - i Martę z interny przewieziono do szpitala psychiatrycznego. Wydostanie się stamtąd zajęło jej dwa lata. W tym czasie mąż uciekł z majątkiem. Marta właściwie nie miała do czego wracać.
Mąż wniósł o rozwód z jej winy, podając za powód rozpadu związku jej niestabilność psychiczną, której faktycznie nigdy nie przejawiała. "Na szczęście" przyjaciółka, z którą zdradzał Martę - z zemsty za to, że i ją zaczął zdradzać - złożyła obciążające go zeznania i rozwód orzeczono z winy męża Marty oraz zasądzono jej alimenty. Trudno to uznać za happy end - ale to najweselsza historia zdradzanej żony, jaką znam, z próbą samobójczą w tle.
Jeżeli odkryjesz zdradę, powinnaś ją dokumentować tak, jakbyś się szykowała do rozwodu z wyłącznej winy męża. Nawet jeżeli decydujesz się na wybaczenie, materiały na temat zdrady męża zawsze powinny mieć rygor dowodów procesowych.
Podczas rozwodu sądy badają przyczyny rozpadu pożycia. Z mojej praktyki zaś wynika, że zdrada męża często stanowi główną przyczynę tego rozpadu... Ale nie można tego udowodnić, gdyż zdrada bywa niekiedy znacznie oddalona w czasie od samego rozwodu. (Nawet dziesięć lat. I więcej.)
Typowy scenariusz wygląda wtedy tak: zdrada partnera jest przez lata źródłem negatywnych zdarzeń - żona unika współżycia, straciła szacunek do męża, boi się powtórki z rozrywki, bywa histeryczna, miewa depresję. I uchodzi za winną zaburzeń małżeńskich w opinii rodziny, zwykle nieświadomej wcześniejszego skoku w bok mężczyzny.
Mąż zaś udaje skruszonego... Lecz po cichu zbiera dowody na niestabilność kobiety. Aż wreszcie wnosi o rozwód z winy żony oraz robi z niej w sądzie wariatkę. Sam ma już wówczas (niemal oficjalną) kochankę i chodzi w aureoli ofiary nieudanego związku.
W takich okolicznościach często dochodzi do absurdalnych rozwodów - z winy żony, która nie potrafi dowieść "dawnej" zdrady męża ani jego oszustw (przed zdradą i po zdradzie), odpowiedzialnych za popsucie związku. A ponieważ rozwód z orzeczeniem o winie ma przełożenie na roszczenia alimentacyjne, wielu mężów uniknęło odpowiedzialności finansowej. Musisz pamiętać o tej pułapce!
Jeżeli nadal się wahasz, czy zbierać dowody jego niewierności, to zauważ, że:
- zmiana sytuacji może wymusić na tobie zmianę strategii;
- możesz kiedyś dojrzeć do walki;
- zdolność do wybaczenia co innego oznacza w teorii, a co innego w praktyce.
Kobiety zaczynają pojmować to zazwyczaj dopiero kilka lat po zdradzie oraz powrocie skruszonego męża na łono rodziny.
Dzisiaj chcesz uratować małżeństwo, wierzę, popieram.
Ale za dwa lata możesz zmienić zdanie, bo nie będziesz już umiała z mężem żyć - jego zdrada może zrujnować wszystko, co do niego czułaś. To nie zależy od nikogo. Za to jest spore prawdopodobieństwo, iż nabierzesz do męża obrzydzenia, które zacznie narastać pomalutku... - i mimo najlepszych chęci uniesie cię fala niechęci.
Jeżeli jednak masz dowody zdrady, to mąż nawet po dwudziestu latach od zdarzenia nie będzie mógł bezkarnie opowiadać w sądzie bzdurnych historyjek. Bo wtedy ty otworzysz sejf i powiesz "Stoliczku, nakryj się", a teczka dowodów wykaże, które z was ma większy wkład w rozpad waszego związku.
Anita (40 lat, ma 14-letnią córkę) zawsze pracowała zawodowo w firmie partnera (zaczynała od sprzątania warsztatu, karierę zakończyła jako dyrektor finansowy u autoryzowanego dealera luksusowych samochodów).
Przed dwoma laty, po tym, jak przyłapała partnera na zdradzie z prostytutką, odeszła od niego i zamieszkała sama. Ale nie wniosła o rozwód, nie zabezpieczyła dokumentacji firmy, hipoteki, ani nawet jego PIT-ów.
W tym czasie on wyrzucił ją z pracy, i to dyscyplinarnie. Cały majątek starał się przepisać na osoby trzecie. Na dziecko wypłaca Anicie miesięcznie 600 złotych, a sam urlopy spędza na Dominikanie.
Anita nie ma oparcia w bliskich: wszyscy ją namawiają, by się z nim pogodziła, chociaż w tym związku dawno wszystko jest pozamiatane. Jej własna rodzina uważa ją za winną rozpadu małżeństwa, jako że zadaniem żony jest tolerować seksualne wybryki partnera, a cierpienie ofiarować Matce Boskiej.
Anicie już nie chce się zaczynać od zera. Nie ma pomysłu ani kapitału na własny biznes - i gdyby teściowie jej wymówili swój dom, to musiałaby szukać dachu nad głową. Jest w ciężkiej depresji.
Bez względu na decyzję (która może okazać się decyzją chwili) czy wahanie, na co się zdecydować - powinnaś być przezorna. Zrób więc najgorsze założenie. Kto wie, być może już teraz walczysz o dobrobyt swoich dzieci oraz własne zabezpieczenie na emeryturze?!
Nawet jeśli nic nie wskazuje na to, że możesz w tej grze stracić wszystko, nikt nie wie, czym, jak i kiedy zakończy się dla ciebie to bardzo przykre doświadczenie. Nie przewidzisz odległych skutków małżeńskiego wstrząsu. Dlatego musisz udokumentować:
- fakt, że mąż miał przed tobą tajemnice;
- naturę tych tajemnic;
- konsekwencje nielojalności męża.
Dowody jeść nie wołają. Niech sobie będą, niech leżą w sejfie czy na pawlaczu u twoich rodziców. Kiedyś, na spokojnie zdecydujesz, czy w ogóle ich użyć, a jeśli tak, to do czego.
Schowaj je dobrze i obserwuj, co się wydarzy. Czekaj. Nie można wykluczyć, że mąż zrobi wszystko (zwłaszcza gdy zamierza cię nadal kantować), żeby uśpić czujność twoją oraz otoczenia: padnie na kolana, pokaja się, będzie błagał o szansę. Ale nie łudź się, stan zawieszenia potrwa ze dwa lata (bo odbudowa zaufania zajmuje więcej czasu niż rozwód).
Wcześniej zresztą nie wolno ci nawet na chwilę odpuścić, zmniejszyć czujności, uwierzyć w poprawę męża.
Dowodów zdrady męża nigdy nie wolno niszczyć.
Chyba że na własną zgubę...
Nie wolno ulec czarowi męża ani własnym złudzeniom, że już po wszystkim. Że zaczynacie życie od nowa, z czystą kartą. Dowody jego zdrady stanowią twoją polisę ubezpieczeniową. W każdych okolicznościach pomogą ci przeprowadzić skuteczną ofensywę oraz defensywę, czyli ochronę tyłów i zaplecza.
Tutaj trzeba jasno postawić kwestię prawną. Pamiętaj, że jeżeli mężowi formalnie, oficjalnie, realnie i jednoznacznie wybaczysz, to w sensie prawnym cały casus idzie w niepamięć. Jego niewierność traci całą moc rażenia podczas procesu rozwodowego, bo materiałów na temat wybaczonej zdrady nie możesz nigdy użyć w sądzie. Tak więc, nawet w przypadku, w którym zdobędziesz się na wybaczenie od serca - musisz grać na tyle sprytnie, żeby:
- samej siebie nie rozbroić z argumentów;
- nie puścić facetowi zdrady płazem;
- dopilnować, aby twoja wola wybaczenia - dorównała możliwości wybaczenia.
Przeciętna kobieta jest wytrzymała jak koń pociągowy, ale zdrada męża potrafi odebrać jej siłę oraz podtruć charakter. Dlatego poza zbieraniem kwitów na męża gorąco polecam rodzinne terapie i mediacje. Każda decyzja o wybaczeniu powinna z zasady zawierać warunek, iż w odbudowie związku pomogą fachowcy.
Każdy grosz wydany na małżeńskie negocjacje po zdradzie jest świetną inwestycją.
Weź sobie szczególnie moje rady do serca, jeśli:
- nie wiesz, co się dzieje - nie znasz tajemnic męża, nie wiesz jeszcze, o co chodzi, co on knuje, co ma na sumieniu;
- wiesz, co się dzieje, ale nie masz pewności, czego ty chcesz: ratunku dla małżeństwa czy rozwodu;
- od lat udajesz, że nie widzisz, co mąż wyprawia - lub przeczekujesz jego romanse;
- twój mąż jest bezwzględnym biznesmenem o gumowym sumieniu albo psychopatą (a stara żona zapewne nie mieści się w jego wizji przyszłości).