Rozdział 5
W Leacroft znajdowała się tylko jedna kawiarnia i Fran znała właścicielkę. Kiedy weszła, uniosła rękę, jednocześnie trącając mały dzwonek nad drzwiami. Na każdym stoliku stała nieduża doniczka z rozmarynem, który zapewniał lokalowi przyjemny, ziołowy zapach, mieszający się z aromatami kawy i wypieków. Rozejrzawszy się pospiesznie, Fran zauważyła Mary i Esther siedzące przy oknie. Mary się uśmiechnęła, a Fran natychmiast rozpoznała, że nie był to uśmiech kogoś zrelaksowanego - bardziej przelotny i pełen niepokoju. Młoda kobieta bawiła się włosami, bez przerwy zakładając je za ucho i zza niego wyjmując. Dla odmiany Esther siedziała całkowicie spokojnie, z dłońmi ułożonymi na kolanach, jakby pozowała do szkolnej fotografii.
Włosy Esther zostały splecione w warkoczyki. Miała dziś na sobie bladoniebieską, letnią sukienkę na ramiączkach, która również wyglądała na szytą ręcznie. Mary ubrana była w sukienkę z długimi rękawami, ale materiał był lekki, prawdopodobnie lniany. Włosy związała w wysoki kok, pozostawiła jedynie dwa długie kosmyki na skroniach.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziała Fran. Odłożyła torebkę na blat i wyjęła z niej portmonetkę. - Co zamówiłaś?
- Och - odparła Mary, otwierając szeroko oczy. - Czekałam na panią. Nie byłam pewna, co zamówić.
- Wszystko tutaj mają dobre. Wiesz co, bierz to, na co masz ochotę. Ja stawiam.
- Nie, nie mogłabym - odpowiedziała pospiesznie. - Nie po tym, co pani zrobiła dla mnie i dla Esther. Proszę. - Przesunęła po blacie banknot pięciofuntowy. - Może pani zamówić dla mnie to, co dla siebie? Bardzo dziękuję.
Fran zabrała banknot, po czym poprosiła o dwie cappuccino i dwa kawałki ciasta dla siebie i Mary. Dla Esther wybrała gorącą czekoladę z piankami. Postanowiła nie mówić Mary o tym, że jej piątak nie pokrywał nawet połowy wartości zamówienia, po prostu postawiła tacę na stole.
- Jak tam wasze początki w Leacroft? - zapytała.
- Dobrze. Ludzie są tutaj bardzo przyjaźni. - Na twarzy Mary znów na moment zagościł uśmiech pełen niepokoju, przypominający burzową chmurę, która przemknęła przez niebo w przyspieszonym tempie.
- A ty, Esther? Podoba ci się nowa szkoła? - Dopiero kiedy Fran zadała to pytanie, uświadomiła sobie, że była teraz pora zajęć, a dziewczynka mimo tego była tutaj z nimi.
- Uczymy Esther w domu - wyjaśniła Mary.
- Wow, fantastycznie! - Fran sama usłyszała swój udawany entuzjazm i skrzywiła się w środku.
- Tutaj to raczej coś niespotykanego - dodała Mary. - W naszej rodzinie to taka tradycja.
- Rozumiem. Masz chyba przez to mało czasu?
Mary upiła łyk kawy i skinęła głową.
- Niestety tak. - Odwróciła głowę do córki, która wpatrywała się niepewnie w kubek z czekoladą. - Śmiało, kochanie, możesz wypić.
- Ale mamusiu...
- Wszystko w porządku.
- Ojciec...
- Wypij tę czekoladę, Essie.
- Mogę kupić jej coś innego - rzuciła zmieszana Fran. - Przepraszam, powinnam była zapytać. - Patrzyła to na matkę, to na córkę, czując się dziwnie i niekomfortowo. - Ma nietolerancję laktozy?
Mary zmarszczyła czoło.
- Laktozy?
- To taka dolegliwość trawienna.
- Ach, nie. Nic w tym rodzaju. Nie przywykła po prostu do tak fantazyjnych rzeczy - wyjaśniła Mary. - W naszym domu jadamy proste posiłki i oszczędzamy na przysmaki. Ale dziś pora na przysmak, Esther. Spotkałyśmy się z panią Cole, żeby podziękować za tamto spotkanie.
- Dziękuję, pani Cole. - Dziewczynka spojrzała na Fran swoimi ciemnoniebieskimi oczami. Nie uśmiechała się, nie bawiła niczym, ani nie zachowywała się beztrosko, jak inne dzieci w jej wieku. Przysunęła kubek do ust i upiła łyk czekolady, jakby chciała w ten sposób wyrazić swoją wdzięczność.
- Nie ma za co dziękować - powiedziała Fran. - Choć jestem bardzo ciekawa, jak znalazłaś mnie na Facebooku.
Mary wyprostowała warkoczyk Esther i roześmiała się krótko.
- Zabrałam Esther na przechadzkę po parku i wpadłyśmy na starszą panią o imieniu Emily. Była bardzo miła. Rozmawiałyśmy dość długo. Moja córka bywa gadatliwa i wspomniała o swoim porannym wyjściu do parku, więc przeszłyśmy na ten temat. Zapytałam ją, czy zna jakąś Fran, a ona podała mi od razu pani nazwisko i adres. Pomyślałam, że przyjście do domu byłoby przesadą, więc wyszukałam panią na Facebooku. Musiałam założyć w tym celu konto, ale może dzięki temu poznam też innych miejscowych.
Fran poczuła się odrobinę spokojniejsza. To brzmiało przekonująco. Widziała teraz, jak Mary i dziewczynka się razem dogadują i musiała przyznać, że tworzą całkiem zgrany zespół matka - córka. Będzie musiała przyznać Adrianowi, że od początku miał rację. To ona bez powodu wpadła w jakąś obsesję na punkcie tego dziecka.
- No to chyba wyszło szydło z worka. Co powiedział twój mąż, kiedy opowiedziałaś mu o ucieczce Esther? Chyba wciąż kimał tego ranka?
- Kimał?
- Wybacz, spał.
Powróciły niespokojne tiki na twarzy Mary, przelotny uśmiech, a po nim lekki grymas.
- Nie spał, kiedy wróciłyśmy. Martwił się oczywiście, ale był szczęśliwy, że wszystko dobrze się skończyło.
Fran ugryzła kawałek ciasta, starając się nie zauważać zmian w mowie ciała Mary. Nie udało się jej jednak uspokoić myśli. Miała przed sobą młodą matkę, okazującą oznaki czegoś, co Fran mogłaby określić mianem związku o naturze kontrolnej. Adrian powie jej oczywiście, że to nie jest jej sprawa i będzie miał absolutną rację.
- To jakie macie plany na resztę dnia? - zapytała Fran, starając się sprowadzić rozmowę na lżejszy temat.
- Później uczymy się matematyki. A potem czytanie i studiowanie Biblii. - Mary rzuciła Fran nerwowe spojrzenie.
- Brzmi fantastycznie. Wiesz, że mój mąż był wykładowcą, zanim przeszedł na emeryturę? Uczył angielskiego i filozofii. Zawsze szuka sobie jakiegoś zajęcia i z pewnością by pomógł, gdyby okazał się potrzebny. - Adrianowi nie spodobałoby się, że został wrobiony w świadczenie usług, ale Fran nie mogła się opanować.
- To bardzo miłe z pani strony, pani Cole. Najpierw musiałabym to omówić z mężem. Ale dziękuję. - Mary się uśmiechnęła.
- W razie czego daj znać.
- Jak się poznaliście? - spytała Mary.
- Uczestniczyłam w kursie organizowanym na uniwersytecie - odparła Fran. - To był kurs dla dorosłych poświęcony literaturze angielskiej. Ukończyłam studia licencjackie z dziennikarstwa i pracowałam w magazynie dla kobiet, ale marzyła mi się magisterka.
Mary patrzyła na nią z zainteresowaniem, ale Fran się zastanawiała, czy dziewczyna nie udaje. Jej historia miłosna z Adrianem wcale nie była aż tak atrakcyjna.
- Był na kursie jednym z wykładowców - ciągnęła. - Zaprosił mnie na randkę. Poznaliśmy się tak naprawdę na moich studiach licencjackich, ale nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy. Zapamiętałam po prostu przystojnego wykładowcę o orzechowych oczach. - Nie zamierzała mówić aż tak wiele, ale skoro miała publiczność, postanowiła kontynuować. - Kiedy wróciłam na uniwersytet, Adrian prowadził akurat wykłady na temat Czechowa, które uznałam za obrzydliwie nudne. Ale bardzo mi się spodobał. Pewnego dnia zapytał, czy nie zjadłabym z nim kolacji i nie obejrzała jakiegoś filmu. Przygotował dla mnie jagnięcy tadżin, a potem oglądaliśmy film Ingmara Bergmana. Ostatecznie nie zrobiłam tej magisterki, ale przynajmniej znalazłam sobie męża. - Fran uśmiechnęła się mimowolnie na wspomnienie tej pierwszej randki. Założyła wtedy, że kolacja i film oznaczały restaurację i kino, ale znalazła się w jego domu, na jego sofie, z talerzami parującego jedzenia na kolanach. Wciąż pamiętała zapach cynamonu i daktyli, którymi przyprawił tadżin.
- Jakie to wszystko romantyczne. Od jak dawna jesteście małżeństwem?
Fran nie sądziła, że ta młoda kobieta okaże temu tak duże zainteresowanie. Miło z jej strony, że aż tak udawała. W tej samej chwili uznała, że mogłyby zostać przyjaciółkami.
- Dziewięć i pół roku.
- Późno wyszła pani za mąż. - Mary zagryzła wargę. - Przepraszam, to było niegrzeczne.
Fran upiła łyk kawy.
- W porządku. To w końcu prawda. Adrian był wcześniej żonaty, ale gdy się poznaliśmy, byli już w separacji. Kiedy mieszkałam w Londynie, byłam w kilku związkach, ale to nie było nic poważnego do chwili poznania Adriana.
- On też nie ma dzieci? - Mary wydawała się szczerze zaskoczona faktem, że Fran nie miała pod opieką żadnych maluchów.
- Nie. - Fran wyjrzała przez okno. W końcu się uśmiechnęła i zmieniła temat.