Wstęp
Wstęp
W przeddzień Nowego Roku 1945, kilka godzin przed północą, pełniący
obowiązki szefa Sztabu Głównego gen. Aleksiej Antonow poinformował
jednego ze swych zastępców, gen. Siergieja Sztemienkę, że Stalin
oczekuje ich w swej daczy w pobliżu Kuncewa o godzinie 23:00. Tak późna
pora nie dziwiła generałów - w ciągu czterech lat wojny przywykli do
pełnej dyspozycyjności - nie rozumieli tylko, dlaczego mieli pojawić się
u Naczelnego Wodza bez żadnych map i dokumentów. Nie rozjaśnił sprawy
dowódca wojsk pancernych i zmechanizowanych marsz. Jakow Fiedorenko,
który zatelefonował kilka minut później, zdziwiony identycznym
zaproszeniem.
Na miejscu generałowie zastali kilku wojskowych - Aleksandra Nowikowa
(główny marszałek lotnictwa ZSRR), Nikołaja Woronowa (główny marszałek
artylerii), wspomnianego Jakowa Fiedorenkę, Andrieja Chrulewa (szef
tyłów Armii Czerwonej) i Siemiona Budionnego (głównodowodzący kawalerii
Armii Czerwonej). Wkrótce przybyli członkowie Biura Politycznego partii
oraz niektórzy ludowi komisarze. Okazało się, że Stalin, po raz pierwszy
w takim gronie, postanowił uczcić nadejście nowego roku.
Wszyscy zasiedli do obficie zastawionego stołu. Przed posiłkiem Stalin
wzniósł toast na cześć narodu i Sił Zbrojnych Związku Radzieckiego oraz
życzył zebranym wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku. Po kilku
dalszych toastach atmosfera rozluźniła się - zaczęły się swobodne (jak
na warunki radzieckie) rozmowy, Budionny zaczął grać na przywiezionej
przez siebie harmonii rosyjskie pieśni ludowe, walce i polki.
Następnie Stalin nakręcił patefon, tańce nie kleiły się jednak, ponieważ
na przyjęciu była tylko jedna potencjalna partnerka - żona sekretarza
generalnego Włoskiej Partii Komunistycznej Palmiro Togliattiego. Dopiero
kiedy puszczona została płyta "Barynia", Budionny zaczął ku uciesze
wszystkich popisowo tańczyć "z przysiudami, biciem dłońmi po kolanach i cholewach butów". Przyjęcie zakończyło odsłuchanie nagrań pieśni
wojskowych w wykonaniu chóru Aleksandrowa. Zabawa skończyła się o 3:00 w nocy. Sztemienko podzielił się swoimi refleksjami:
"Pierwsze w czasie wojny witanie Nowego Roku w okolicznościach
niezwiązanych ze służbą wprawiało w zadumę. Wszystko wskazywało na
niedaleki koniec wojny [...].
Aleksiej Innokientiewicz raptem zaproponował nie wracać, jak zwykle, do
pracy, lecz pojechać na noc do domu. Nowy rok rozpoczynał się zupełnie
jak w czasie pokoju [...].
Patrole Komendy Garnizonu i dyżurni żołnierze OPlot już nie tak
rygorystycznie reagowali na wypadki niedbałego zaciemniania światła.
Słowem, wszystko w tę noc mówiło, że wojna zbliża się ku
końcowi"1.
Wyraźny optymizm czuć było nie tylko na moskiewskich salonach. Jeden z oficerów stacjonującego w Polsce batalionu karnego wspomina:
"Nadejście nowego roku 1945 świętowaliśmy przy wspólnym stole z dowódcą
batalionu, jego zastępcami, oficerami sztabowymi i oficerami liniowymi.
Po raz pierwszy świętowaliśmy wszyscy razem i po raz pierwszy
uczestniczyliśmy w tak dużej uczcie [...].
Obchodziliśmy Nowy Rok, mając przeczucie, że będzie to rok
zwycięstwa"2.
O ile wojna oddalała się od Związku Radzieckiego, o tyle do wrót III
Rzeszy właśnie pukała. Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra Hitler
spędził w swojej Kwaterze Głównej Adlerhorst, ukrytej nieopodal Bad
Nauheim, nie mając czasu na świętowanie - nadzorował walki toczone z aliantami w Ardenach.
Wprawdzie osoby, które widziały go w grudniu, przyznawały, że jego stan
zdrowia od sierpniowego zamachu nieco się poprawił3, jednak
były to tylko pozory. Zauważyła to w swoich pamiętnikach osobista
sekretarka Führera, T. Junge:
"Tego wieczora prowadziliśmy bardzo ożywioną rozmowę. Można by
przypuszczać, że nie ma żadnej wojny, a Hitler nie ma istotnych
zmartwień. Kto go jednak znał tak dobrze jak my, wiedział, że te rozmowy
służą mu tylko do uspokojenia się i odwrócenia uwagi od strat
terytorialnych, w ludziach i sprzęcie, o których mu codziennie
wielokrotnie meldowano. Także samoloty, które nieustannie przelatywały
nad zachodnią główną kwaterą, uruchamiające przez cały dzień syreny
alarmowe, dowodziły, że daleko nam do spokoju i beztroski"4.
Dnia 1 stycznia Führer wygłosił swoje ostatnie orędzie noworoczne. Było
jak zwykle pompatyczne, jednak jego martyrologiczne zabarwienie nie
mogło już nikogo natchnąć wiarą w zwycięstwo5.
W połowie stycznia 1945 r., wobec pata na Zachodzie i alarmujących
wieści z frontu wschodniego, Hitler uległ namowom szefa sztabu OKH gen.
Heinza Guderiana i powrócił do Berlina. Już wtedy krążyła anegdota, że
to najbardziej praktyczne miejsce na centralny punkt dowodzenia, bo
niedługo będzie można kolejką miejską (S-Bahn) przejechać z frontu
wschodniego na zachodni.
Zanim jednak Berlin stanie się grobowcem Hitlera, będą miały miejsce
bitwy na terytorium przedwojennej Polski i Prus Wschodnich, które
zadecydują o kształcie dzisiejszej Europy. Operacja pomorska, bo o niej
mowa, zawdzięcza swoją nazwę temu, że zasadniczą areną zmagań armii
sowieckich i niemieckich był teren historycznych krain: Pomorza
Zachodniego i częściowo Pomorza Gdańskiego. Na początku 1945 r.
terytorium to znajdowało się na terenie dwóch Gau (niemiecka jednostka
administracji państwowej i partyjnej NSDAP): Gau Pommern i Gau
Danzig-Westpreussen.
Tereny te już wkrótce staną się areną krwawych walk. Front wschodni
jeszcze w 1944 r. stanął u wrót Niemiec. W wyniku tzw. dziesięciu
uderzeń Stalina Niemcy utracili resztki zajmowanego terytorium ZSRR
sprzed czerwca 1941 (z wyjątkiem Kurlandii), część Polski, a także
ogromne połacie południowej Europy. Ważni sojusznicy III Rzeszy,
Rumunia, Bułgaria i Finlandia, przeszli na stronę przeciwnika, a Słowację i Węgry, częściowo okupowane już przez Armię Czerwoną i jej
sojuszników, Hitler tylko siłą mógł utrzymać po swojej stronie. Stosunki
z neutralnymi Szwecją i Turcją stawały się coraz chłodniejsze.
Na przełomie lat 1944/1945 III Rzesza zajmowała jeszcze całkiem spory
obszar Europy - od wschodu: przyczółki w Kurlandii i Kłajpedzie, większą
część Prus Wschodnich, terytorium Polski aż do linii Wisły, Czechy,
większość Słowacji, pozostałości Węgier (do linii Budapesztu i jeziora
Balaton), dużą część Jugosławii, północne Włochy, przyczółki we Francji,
prawie całą Holandię, a także Danię i Norwegię. Tak więc słowa "Berliner
Zeitung" z 13 lipca 1944 uspokajające czytelników, że Niemcy mają
jeszcze dużo terenów "na straty", pozostawały w pewnym sensie
aktualne6. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby
wojna zakończyła się w tym momencie na zasadzie uti possidetis, pod
względem terytorialnym III Rzesza wciąż mogłaby uznać jej wynik za
korzystny dla siebie.
Jednak w pozostałych sferach życia państwowego wyraźnie widać było
zbliżającą się klęskę. Produkcja przemysłowa zaczęła dramatycznie spadać
- na początku 1945 r. nastąpił spadek w porównaniu do lipca 1944 r. o 27%, a w marcu już o 65%7. Przy tym produkcja przemysłu
zbrojeniowego w marcu 1945 r. spadła w porównaniu z latem 1944 r. aż
2,5-krotnie. Wydobycie węgla, które w lipcu 1944 r. wynosiło 26,3 mln
ton, obniżyło się w styczniu do 11,8 mln ton, a w lutym już do 7 mln
ton8. Brakowało ludzi zarówno na froncie, jak i na zapleczu.
Działania takie jak sprowadzanie robotników przymusowych do pracy w Rzeszy (we wrześniu 1944 pracowało ich w Niemczech 7,5 mln, a pod koniec
wojny może nawet ponad 10 mln9) już nie wystarczały.
Po utracie rumuńskich pól naftowych w sierpniu 1944 r. Niemcom dotkliwie
zaczęło brakować paliwa. Wydobycie ropy w rejonie Zistersdorf w Austrii,
a także wokół jeziora Balaton na Węgrzech (w zasięgu działań Armii
Czerwonej), było niewystarczające, a wytwórnie paliwa syntetycznego w Niemczech nieustannie narażone były na alianckie ataki z powietrza.
Zupełnie zdezorganizowany przez alianckie naloty był transport kolejowy.
W lutym 1945 r. Niemcy potrzebowaliby 36 tys. wagonów kolejowych, by
utrzymać 80% przedsiębiorstw publicznych i 25% produkcji przemysłowej, a więc zachować przynajmniej podstawy życia cywilnego i ekonomicznego
kraju. W tym czasie dysponowali już tylko 28 tys. wagonów10.
Mimo ogromnego zmęczenia społeczeństwa wysiłek militarny był
kontynuowany, zwłaszcza że front wschodni nieubłaganie się zbliżał.
Znając fatalną sytuację strategiczną przeciwnika, Sowieci podjęli w styczniu wielką ofensywę na osi Warszawa-Berlin, najkrótszą drogą do
serca III Rzeszy. Operacje wiślańsko-odrzańska i mazowiecko-mazurska
okazały się ogromnymi sukcesami, rozciągnęły jednak wojska radzieckie
tak mocno, że postawiły sowieckich decydentów przed dylematem -
kontynuować marsz na stolicę III Rzeszy czy najpierw oczyścić flanki
pomorską i śląską? Wiedzieli jedno - decyzję trzeba podjąć natychmiast,
by nie dać przeciwnikowi czasu na ochłonięcie.
Tymczasem pierwsze wieści o poczynaniach rosyjskich żołnierzy w Prusach
Wschodnich, które miały miejsce w roku poprzednim, wstrząsnęły niemiecką
opinią publiczną i wkrótce spowodowały masową ucieczkę ludności cywilnej
z terytoriów zagrożonych wkroczeniem Armii Czerwonej. Przymusowo
ewakuowano także jeńców wojennych i więźniów obozów koncentracyjnych.
Proces ten Hitler starał się jak najdłużej powstrzymywać, co okazało się
tragiczne w skutkach. W nadchodzącej kampanii pomorskiej tłumy
uciekinierów, tłoczących się na drogach z dobytkiem całego życia,
podróżujących całymi rodzinami na zachód i północ w śniegu i mrozie lub
czekających na ewakuację w pomorskich portach, staną się nieodłączną
częścią wojennego krajobrazu.
Błędem byłoby przypisywanie Sowietom działalności wyłącznie
niszczycielskiej11, jednak od spowodowanych zniszczeń
materialnych i moralnych już bardzo blisko do bądź co bądź krzywdzącego
stereotypu "azjatyckich hord". Oczywiście Hitler szalał ze wściekłości:
"To nie ludzie, to bestie z azjatyckich stepów, walka, jaką z nimi
wiodę, jest walką o godność Europejczyków. Żadna cena nie jest zbyt
wysoka, by odnieść zwycięstwo. Musimy być twardzi i walczyć wszelkimi
środkami, jakimi dysponujemy"12.
Warto się jednak zastanowić nad możliwymi środkami odwetu - Hitler nie
mógł zrobić nic straszniejszego niż to, co już obywatelom ZSRR uczynił.
W wyniku działań zbrojnych i polityki okupacyjnej w ciągu całej wojny
zginęło w przybliżeniu 11 127 000 żołnierzy i marynarzy oraz 13 684 000
cywilnych obywateli ZSRR13. Z 5 269 513 obywateli ZSRR wywiezionych
do Niemiec jako przymusowi robotnicy powróciła zaledwie połowa - 2 654
313 ludzi (przy czym tylko 451 100 pozostało na emigracji)14.
Dotychczasowa logika postępowania Niemców wobec obywateli ZSRR była
prosta:
"Nie miej serca ani nerwów, na wojnie są one zbyteczne. Niszcz w sobie
litość i współczucie, zabijaj każdego Rosjanina, nie powstrzymuj się,
jeśli przed tobą stoi starzec czy kobieta, dziewczyna czy chłopiec.
Zabijaj, zbawisz tym siebie od zguby, zapewnisz przyszłość swojej
rodzinie i rozsławisz się na wieki"15.
Trudno zatem dziwić się pragnieniu rewanżu wśród Sowietów, jak się
jednak przekonamy, tło tych okrucieństw było bardziej złożone.
W dalszej perspektywie postępowanie Rosjan znacznie utrudniło
przejmowanie władzy przez niemieckich komunistów, którzy spotkali się z ogólną wrogością. Stalinowi cała sytuacja była nawet na rękę. Uzależniał
w ten sposób niemieckich "wasali" od siebie jeszcze bardziej, a ponadto
pozbywał się niemieckiej ludności z terenów, które po wojnie miały
zostać podzielone między ZSRR i Polskę Ludową.
W interesującej nas bliższej perspektywie, czyli przed wkroczeniem
Rosjan na Pomorze Zachodnie, wieści o sowieckich gwałtach i rabunkach
zwiększały desperację i zaciętość niemieckich obrońców. Dostrzec to
można we wspomnieniach pochodzącego z Prus gen. Guderiana:
"Oto miliony niemieckich żołnierzy stały w obliczu wroga, pragnąc
uchronić wschodnie Niemcy przed najstraszniejszym, co mogłoby je spotkać
- przed zalewem Rosjan. Dni, kiedy na krótko wtargnęli oni do Prus
Wschodnich, dały nam dostateczny przedsmak tego, co by nas wtedy
czekało. Żołnierze rozumieli to równie dobrze jak ja. Tak samo jak ja -
o ile pochodzili z Niemiec Wschodnich - wiedzieli, że idzie o dorobek
kulturalny wielu stuleci. Siedemset lat niemieckiej pracy, walk, ale i osiągnięć - los kraju ojczystego postawiony był na jedną kartę"16.
W świadomości wielu niemieckich żołnierzy zawiedzionych nazistowskim
reżimem potrzeba obrony niemieckiej ziemi i obywateli lub przynajmniej
osłanianie ich bezpiecznej ewakuacji stała się nowym bodźcem do walki.
Oczywistym było, że walki o Pomorze prowadzone będą przez obie strony z dużą zaciętością i okrucieństwem.
Odrębną kwestią jest stosunek ludności polskiej do wkraczających wojsk
radzieckich i polskich. Był on bardzo różny, ale dominowały nieufność i rezerwa. Jeden z radzieckich oficerów wspomina chłodne przyjęcie:
""Nic nie ma! Wszystko zabrali Niemcy!" Była to typowa odpowiedź na
jakąkolwiek prośbę, którą słyszeliśmy od tego Polaka, jak i większości
Polaków. Stanowiło to spory kontrast w porównaniu z Rosjanami,
Białorusinami i Ukraińcami, których Niemcy również okradli"17.
Przyczyn było wiele: surowe represje wobec prolondyńskiego podziemia,
obawa przed kolektywizacją rolnictwa18 albo przymusową
sowietyzacją, pamięć o wcześniejszych walkach z Sowietami itp. Nie
znaczy to jednak, że wkraczające Wojsko Polskie i Armię Czerwoną
traktowano wrogo. Przeciwnie, wiele haseł głoszonych przez komunistów
trafiało na podatny grunt, zwłaszcza w zestawieniu z niemiecką okupacją
czy z powszechnym w II Rzeczpospolitej ubóstwem
społeczeństwa19. Zaprowadzanym przez Armię Czerwoną nowym
porządkom kredytu zaufania udzieliła też część
inteligencji20.
Poza tym wkraczający komuniści mieli poważny atut - przynosili
zmęczonemu wojną polskiemu społeczeństwu długo oczekiwany pokój. Otwarta
wrogość ogółu ludności do ZSRR i popieranego przezeń reżimu miała
nadejść dopiero z czasem.
Niemniej zdarzały się też przypadki wzajemnej przemocy i, co ciekawe,
podążania przez Polaków śladem ludności niemieckiej. P. Buttar,
odnotowując ten paradoks, stwierdza z przekąsem:
"Niemieccy okupanci odnosili się do Polaków z wielką brutalnością, ale
fakt, że wielu z nich uciekło wraz z hitlerowcami przed nadchodzącą
Armią Czerwoną, dowodzi, że nie wszystkim Polakom podobało się
zachowanie postępujących sił radzieckich"21.
Warto jeszcze wyjaśnić pokrótce nieobecność Polskiego Państwa
Podziemnego na Pomorzu Gdańskim w niniejszej pracy. Nie odegrało ono
dużej roli militarnej na omawianym obszarze z kilku powodów. Pomijając
bardzo trudne warunki dla działalności konspiracyjnej (duży odsetek
ludności niemieckiej, rozwinięta sieć komunikacyjna, duże zagęszczenie
żandarmerii i jednostek polowych spowodowane bliskością frontu itp.), na
małą aktywność polskiego Podziemia wpływ miały bieżące wydarzenia, takie
jak: liczne aresztowania wśród wysokich rangą dowódców w 1944 r., ogólne
osłabienie Armii Krajowej po klęsce powstania warszawskiego czy wreszcie
rozwiązanie AK 19 stycznia. Wszystkie te czynniki powodowały, że w działalność konspiracyjną na Pomorzu Gdańskim zaangażowanych było nie
więcej niż 10 tys. osób, co stanowi poniżej 1% przedwojennej populacji
województwa22. Nie znaczy to jednak, że podziemie pozostało
bierne - odegrało ono pewną rolę np. w zdobyciu Gdyni.
Oczywiście, uwagi dotyczą polskiej ludności terytoriów należących przed
wojną do Polski, a więc w interesującym nas przypadku części Pomorza
Gdańskiego. Na terytorium Pomorza Zachodniego ludność polska stanowiła
zupełny margines. Przed wojną na 1 942 367 mieszkańców (wg spisu
powszechnego z 1933 r.) autochtoniczna ludność polska liczyła ok. 12
tys. osób. Zamieszkiwała głównie powiaty bytowski i lęborski, które
należały do Rzeczypospolitej w latach 1466-1657. Drugą po polskiej pod
względem liczebności grupę stanowiła wtedy ludność żydowska (7000
mieszkańców), pozostałe 99% populacji Pomorza Zachodniego stanowili
Niemcy23. Stąd też polskim i sowieckim żołnierzom prawdopodobnie
łatwiej było spotkać Polaków wywiezionych do pracy przymusowej na
Pomorze Zachodnie z różnych rejonów centralnej Polski niż miejscowych
bojowników.
Wielka ofensywa zimowa
Wielka ofensywa zimowa
Operacje wiślańsko-odrzańska oraz mazowiecko-mazurska
Wybitny marynista E. Kosiarz przytacza różne powody, dla których
niemieckie naczelne dowództwo uważało obszary nadbałtyckie za bardzo
istotne. Pod względem ekonomicznym był to spichlerz Wehrmachtu, a także
baza zaopatrzeniowa i remontowa Kriegsmarine. Pod względem politycznym
posiadanie tych terenów pozwalało utrzymywać Szwecję w neutralności. Z przyczyn militarnych wymienia dwie. Po pierwsze, tak długo jak Niemcy
utrzymywali ten nawis nad wojskami sowieckimi próbującymi przedrzeć się
do Berlina, tak długo Rosjanie nie zaryzykowaliby (przynajmniej
teoretycznie) zdobycia stolicy III Rzeszy z marszu. Po drugie, Niemcy
potrzebowali wybrzeża Bałtyku jako bazy szkoleniowo-doświadczalnej dla
swojej floty podwodnej.
Szczególną pozycję zajmowała Gdynia (niem. Gotenhafen), która w toku
wojny stała się największą na Bałtyku bazą Kriegsmarine. O randze portu
świadczy choćby ilość ulokowanych w nim sztabów. Mieściło się w nim
dowództwo odcinka obrony wybrzeża, dowództwo Twierdzy, dowództwa
batalionów marynarki i artylerii nadbrzeżnej, dowództwo szkół
nawigacyjnych, szkoły zwalczania okrętów podwodnych, morskiego dywizjonu
lotniczego, szkolnych flotylli okrętów podwodnych. Pod koniec wojny
dołączyły do nich jeszcze inne dowództwa jednostek nadbrzeżnych i morskich, m.in. flotylli ścigaczy torpedowych, ścigaczy okrętów
podwodnych24.
A na początku 1945 r. front znajdował się już bardzo blisko. Izolowane
resztki niemieckiej Grupy Armii "Północ" (armie 16. i 18. - początkowo
dwadzieścia sześć, po stopniowej ewakuacji kilkanaście
dywizji25) od jesieni ubiegłego roku broniły się przyparte do
morza w Kurlandii. Oddziały te (dowódca - tymczasowo gen. Carl Hilpert,
od 29 stycznia gen. Heinrich von Vietinghoff) broniły frontu
rozciągającego się od rejonu na południe od Lipawy, przez miejscowość
Tukums, aż do wybrzeży Zatoki Ryskiej. Ponadto 4 dywizje niemieckie
utrzymywały przyczółek w rejonie Kłajpedy.
Obronę Prus Wschodnich, północnego Mazowsza, Mazur i Warmii powierzono
Grupie Armii "Środek", składającej się z 2. i 4. Armii, 3. Armii
Pancernej i Korpusu Pancernego "Grossdeutschland"26.
Liczebność tych związków wynosiła ok. 600 000 ludzi, 750 czołgów, 8100
dział i moździerzy oraz 400 samolotów (6. flota powietrzna). Był to
najsilniejszy związek tego typu w ówczesnym Wehrmachcie - stanowił 25%
wszystkich sił niemieckich na terenie od Adriatyku do Bałtyku i 13%
całości zasobów wojskowych znajdujących się na wszystkich frontach i w odwodzie27. Dalej na południe, wzdłuż rubieży Warszawa
Praga-Wisła-Jasło rozlokowana była dowodzona przez gen. Ferdinanda
Schörnera niemiecka Grupa Armii "A", licząca ok. 560 tys. żołnierzy (nie
licząc oddziałów i instytucji tyłowych), 5000 dział i moździerzy, ponad
1220 czołgów i dział pancernych28. W jej skład wchodziły 17.
Armia oraz 1. i 4. Armie Pancerne.
Nie były to wielkie siły, zwłaszcza w zestawieniu z liczebnością Armii
Czerwonej przygotowującej się do zimowej ofensywy - Niemcy ustępowali
jej jeden do jedenastu w piechocie i jeden do dwudziestu w artylerii
(choć mieli przewagę siedem do jednego w czołgach)29. Jednak
Niemcy pokładali spore nadzieje w przygotowanych zawczasu pozycjach
obronnych, rozbudowanych m.in. na bazie przedwojennych umocnień na
Pomorzu i w Prusach Wschodnich. Plan tych umocnień przygotował osobiście
gen. Guderian wraz z szefem wojsk inżynieryjnych przy OKH gen. Alfredem
Jacobem oraz szefem oddziału fortyfikacyjnego Sztabu Generalnego, ppłk.
Karlem Thilo. Przyjęte plany realizował w terenie gen. Adolf Strauss. Do
budowy linii obrony szeroko wykorzystał on niemieckich ochotników,
którym Guderian w swoich pamiętnikach wylewnie dziękował, zapominając
jednak o licznych robotnikach przymusowych, przede wszystkim Polakach w wielu od 16 do 65 lat, skierowanych do tej pracy ze 140 obozów pracy,
tzw. Einsatzlager30.
Wzdłuż linii frontu przygotowano silny pas umocnień, schronów bojowych,
instalacji przeciwpancernych i przeciwlotniczych, pól minowych i zapór z drutu kolczastego, złożony z pozycji pośrednich i ryglowych, za pomocą
których połączono obronę polową z fortyfikacyjną. Pomiędzy Wisłą a Odrą
Niemcy wybudowali 7 rubieży obrony o łącznej długości ponad 570
km31. W myśl systemu Wellenbrecher Niemcy przekształcili część
miast i osiedli w twierdze lub taktyczne rejony obrony. W ramach każdej
rubieży wydzielono dwie linie - przedni pas obrony (Hauptkampflinie),
na którym toczono codzienne walki, oraz główną linię oporu
(Grosskampflinie), przewidzianą na wypadek wielkiego natarcia Rosjan.
Gen. Guderian chciał, aby w wypadku takiego ataku oddziały niemieckie
wycofały się na linię główną, położoną ok. 20 km dalej, pozostawiając na
linii przedniej tylko słabą osłonę. Miało to m.in. zminimalizować skutki
przygotowania artyleryjskiego Rosjan. Paranoicznie lękający się
wszelkich form odwrotu Hitler pokrzyżował te plany - kazał umieścić
linię główną niespełna 2-4 km za linią przednią.
Zaważyło to na błędnym ugrupowaniu całości niemieckiej obrony - grupy
armii posiadały odwody w postaci zaledwie jednego korpusu pancernego,
same armie zaś - w postaci jednej dywizji. Jak na ówczesne warunki była
to obrona zdecydowanie zbyt płytka. Zdawał sobie z tego sprawę Guderian,
który próbował wzmocnić odwody przez częściową ewakuację wojsk z Kurlandii albo Norwegii, formowanie oddziałów garnizonowych czy nawet
skrócenie frontu.
Wszystkie te wysiłki okazały się daremne wobec rosnącego zapotrzebowania
na żołnierzy na froncie zachodnim i na Węgrzech oraz wspomnianego oporu
Hitlera przed wycofywaniem wojsk. Z osiemnastu dywizji pancernych
przebywających na froncie wschodnim jedna znajdowała się w Prusach
Wschodnich, dwie - w Kurlandii i aż pięć na Węgrzech32. Wisły
broniło zaledwie pięć dywizji pancernych. Jeszcze pod koniec grudnia
1944, podczas wizyty w kwaterze głównej, Guderian próbował przebłagać
Führera w tej materii, przedstawiając mu raport oddziału OKH "Armie obce
na wschodzie" (Fremde Heere Ost) autorstwa gen. Reinharda Gehlena. Z raportu tego jasno wynikało, że Rosjanie gromadzą siły i środki do
generalnej ofensywy, jednak Hitler zlekceważył zagrożenie twierdząc, iż
jest to "największy bluff od czasów Dżyngis-chana"33.
Dopiero 13 stycznia wspaniałomyślnie rozkazał przerzucić do Polski... dwie
dywizje34.
Wszystkie te niedociągnięcia i zaniedbania Rosjanie mieli zamiar
wykorzystać. Plan operacji zimowej powstawał w Sztabie Generalnym przez
prawie cały listopad, jego ostateczna wersja zatwierdzona została pod
koniec grudnia. Przez cały ten czas Sowieci wykonywali ataki pozorowane
na froncie karpackim, by odciągnąć jak najwięcej obrońców z kierunku
berlińskiego35. Gdy plan był gotowy, marsz. Gieorgij Żukow,
dowódca 1. Frontu Białoruskiego, zarządził w Siedlcach odprawę, w której
uczestniczyli wszyscy dowódcy, członkowie rad wojennych i szefowie
sztabów armii, a także dowódcy samodzielnych korpusów Frontu.
Przeprowadzano też gry wojenne na różnych szczeblach dowodzenia. Plan
obejmował zadania tylko na 10-12 dni. W tym terminie oddziały powinny
były osiągnąć wyznaczone rubieże w odległości 150-180 km, co oznaczało,
że miały się posuwać się w tempie 15-18 km na dobę.
1. Front Białoruski miał prowadzić działania zbrojne na głównym,
warszawsko-berlińskim kierunku strategicznym, 1. Front Ukraiński zaś na
pomocniczym kierunku Sandomierz-Radomsko-Wrocław. Siły, jakimi
dysponowały oba fronty, wynosiły w przybliżeniu: 2,2 mln żołnierzy, 7000
czołgów i dział pancernych, 33 500 dział i moździerzy oraz 5000
samolotów bojowych. Stanowiło to jedną trzecią ówczesnego stanu
osobowego armii czynnej Radzieckich Sił Zbrojnych, środków ogniowych
artylerii oraz samolotów i aż połowę czołgów. Żeby zaopatrzyć tak
ogromne siły, aż 64 000 wagonów zaopatrzenia wysłano na przyczółek
sandomierski, a 68 000 na przyczółki magnuszewski i puławski36.
Z sześciu armii pancernych aż pięć działało na terytorium Polski, z czego cztery (1. Armia Pancerna Gwardii gen. Katukowa, 2. APanc Gw gen.
Bogdanowa, 3. APanc Gw gen. Rybałki, 4. APanc Gw gen. Leluszenki)
uczestniczyły w planowanej operacji. 1. Front Białoruski wspierały
samoloty 16. Armii Lotniczej gen. Rudenki, natomiast 1. Front Ukraiński
- 2. Armii Lotniczej gen. Krasowskiego; związki te liczyły po ok. 3000
samolotów37. Uderzenie na kierunku warszawsko-berlińskim
postanowiono wesprzeć operacją zaczepną w Prusach Wschodnich siłami 2. i 3. Frontu Białoruskiego. Liczby te świadczą niewątpliwie o ogromnej
wadze, jaką Stawka przywiązywała do polskiego teatru działań wojennych,
zarówno pod względem militarnym, jak i politycznym.
1. Front Białoruski (dowódca marsz. Gieorgij Żukow, członek rady
wojennej gen. Konstantin Tielegin, szef sztabu gen. Michaił Malinin)
miał rozgromić zgrupowanie warszawsko-radomskie, osiągnąć rejon Łodzi i dalej nacierać w ogólnym kierunku na Poznań, do rubieży Bydgoszcz-Poznań
i bardziej na południe, aby zyskać taktyczną styczność z wojskami 1.
Frontu Ukraińskiego, który miał wyjść na Odrę na północny zachód od
Głogowa oraz w rejonie Wrocławia i Raciborza. Dalsze posunięcia obu
frontów Sztab Generalny uzależniał od rozwoju wydarzeń. W listopadzie
nikt jeszcze nie mógł przewidzieć, że 1. Front Białoruski zakończy
natarcie aż pod Kostrzynem nad Odrą.
Tymczasem Sowieci wybudowali 1500 km okopów oraz 1160 schronów i stanowisk obserwacyjnych, 11 tys. stanowisk ogniowych dla artylerii, 10
tys. schronów różnego przeznaczenia i ponad 2000 km dróg (w założeniu
każda dywizja miała mieć po dwie, żeby uniknąć zatorów w dowozie
zaopatrzenia). Zbudowano 30 mostów przez Wisłę i uruchomiono na niej 3
promy o dużej ładowności. By zmylić przeciwnika, wybudowano 400 makiet
czołgów, 500 makiet ciężarówek i 1000 makiet dział38.
Orientacyjnie ustalono osiągnięcie pełnej gotowości do działań na 15-20
stycznia. Natarcie jednak przyśpieszono, przekładając uderzenie 1.
Frontu Ukraińskiego na 12, a 1. Frontu Białoruskiego na 14 stycznia.
Radzieccy historycy i pamiętnikarze powszechnie łączą ten fakt z rozpaczliwą prośbą Churchilla o odciążenie wojsk alianckich walczących w Ardenach39. Pogląd ten raczej nie odpowiada prawdzie - w styczniu 1945 r. walki w Ardenach już wygasały. Tak więc przyśpieszenie
operacji przez Sowietów należy raczej wiązać z rozpoczynającym się
wyścigiem o wpływy w zajętych przez wojska poszczególnych sojuszników
krajach Europy40.
Wróćmy jednak do styczniowej ofensywy. Dowódca czołowej 8. Armii Gwardii
gen. Wasilij Czujkow, z właściwym radzieckim pamiętnikarzom patosem,
wspomina 14 stycznia:
"O godzinie 8:00 - po rozmowie telefonicznej z dowódcami sąsiednich
armii (69., 5. uderzeniowej i 61.) i uzyskaniu ich zapewnienia, że mimo
mgły będą działać stosownie do planu - zameldowałem dowódcy frontu
gotowość do natarcia. Marszałek Żukow wyraził zgodę. O godzinie 8 minut
25 dano artylerzystom komendę: "Ładować!", a cztery minuty później:
"Napiąć sznury!" O godzinie 8 minut 30 dowódca armijnej artylerii,
generał Połarski, dał komendę: "Ognia!"
Od tego momentu życie wojsk potoczyło się nowym nurtem. Jeśli dotąd
każdy myślał o przygotowaniu się do walki i jak człowiek wybierający się
w daleką drogę sprawdzał, czy czegoś nie zapomniał [...] - po komendzie:
"Ognia!" - kiedy ziemia zadrżała od salw tysięcy dział, już nie wolno
było zawrócić [...]. Myśli i wzrok wszystkich skierowane były wyłącznie
w przód"41.
Nawała artyleryjska była potężna - na głównym kierunku przełamania, na
przyczółkach magnuszewskim i puławskim, 1. Front Białoruski dysponował
300-310 działami na kilometr. 1. Front Ukraiński na odcinku przełamania
ześrodkował 230-250 dział na kilometr (zagęszczenie artylerii ustępować
miało tylko ofensywie kijowskiej z 1943 r.42). W pasie działania 1.
FB kanonada była silna, ale krótka (trwała zaledwie 25 min.), z kolei 1.
FU przeprowadził prawie dwugodzinną nawałę artyleryjską, jednak
poprzedzoną aktywnymi działaniami na czołowych liniach niemieckich w celu zmaksymalizowania efektu zaskoczenia.
Główne uderzenie 1. FB wykonał z przyczółka pod Magnuszewem siłami 5.
Armia Uderzeniowa (gen. Bierzarin), 61. Armia (gen. Biełow) i 8. Armia
Gw (gen. Czujkow) oraz 1. i 2. APanc Gw. Zza prawego skrzydła 61. Armii,
po sforsowaniu rzeki Pilicy, skierowano na Warszawę 1. Armię Wojska
Polskiego, przy czym 61. Armia, nacierając w kierunku na Sochaczew,
obeszła Warszawę i uderzyła na miasto od zachodu. 5. AUd wykonała
uderzenie w ogólnym kierunku na Ozorków i dalej na Gniezno, natomiast
znajdująca się na lewo 8. A Gw kierowała się na Łódź, następnie na
Poznań. W wyłom na odcinku 5. AUd marsz. Żukow prowadził 2. APanc Gw,
która miała nacierać w kierunku na Sochaczew-Kutno-Gniezno. Za 2. APanc
Gw w wyłom dostał się 2. Korpus Kawalerii Gw (gen. Wiktor Kriukow),
który wzdłuż Wisły nacierał w kierunku na Bydgoszcz. Wyłom na odcinku 8.
Armii Gw wykorzystała z kolei 1. APanc Gw, torując sobie drogę na Łódź i dalej na Poznań. W drugim rzucie frontu posuwała się tu 3. AUd.
Z przyczółka pod Puławami wykonane zostało uderzenie pomocnicze.
Nacierały tu 33. i 69. A, wzmocnione 9. i 11. Korpusami Pancernymi, w ogólnym kierunku na Radom i dalej na Łódź. 33. A i 9. KPanc wykonywały
uderzenie na Skarżysko-Kamienną w celu okrążenia i rozbicia
kielecko-radomskiej grupy nieprzyjaciela. Tu w drugim rzucie Żukow miał
do dyspozycji 7. KK Gw. Po upływie doby od rozpoczęcia operacji 47. A,
wraz z 2. Dywizją Piechoty z 1. AWP, wykonała uderzenie na północny
zachód od Warszawy. Do stolicy Polacy wkroczyli 17 stycznia. Już 19
stycznia 1. Front Białoruski dotarł do Łodzi i Kutna. 23 stycznia wojska
8. A Gw dotarły do linii Powidz-Słupca-Ciążeń, a 23 lutego osiągnęły
Poznań. W dniach 29-31 stycznia trwały jeszcze walki na słabo obsadzonym
przez Niemców Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym. Następnie 44. Brygada
Pancerna, walcząca w szpicy 11. KPanc Gw (1. APanc Gw), śmiałym atakiem
zdobyła przyczółek w rejonie Görlitz.
1. Front Ukraiński (dowódca marsz. Iwan Koniew, członek Rady Wojennej
gen. Konstantin Krajniukow, szef sztabu frontu gen. Wasilij Sokołowski),
uderzający z przyczółka sandomierskiego, także już pierwszego dnia
operacji przełamał cały główny pas obrony. W dokonany przez piechurów
wyłom marsz. Koniew wprowadził 3. i 4. APanc Gw, które szybko wyszły na
przestrzeń operacyjną.
Po przejściu Nidy i Warty front 17 stycznia zajął Częstochowę, 18
stycznia - Kraków i Piotrków, a do 28 - Zagłębie Dąbrowskie i Górny
Śląsk. Wyzwolenie dawnej stolicy Polski przy minimalnych zniszczeniach
jest niewątpliwie zasługą marsz. Koniewa:
"W tej sytuacji postawiliśmy sobie za zadanie nie zamykać ostatniego
odcinka wycofania przeciwnika. Gdybyśmy tak postąpili, przyszłoby nam
długo wyrzucać ich stamtąd i, niezawodnie, zniszczylibyśmy miasto. Nie
zważając na to, jak kuszące było zamknięcie okrążenia, my, choć mieliśmy
taką możliwość, nie zrobiliśmy tego. Stawiając przeciwnika przed realną
możliwością otoczenia, nasze wojska wypchnęły go z miasta czołowym
uderzeniem piechoty i czołgów"43.
Oddziały 59. (gen. Korownikowa) i 60. Armii (gen. Kuroczkina), po
zdobyciu Krakowa, 27 stycznia wyzwoliły obóz koncentracyjny w Oświęcimiu. Dnia 8 lutego oddziały frontu przystąpiły do odbijania
Dolnego Śląska, gdzie głównym ośrodkiem oporu aż do 6 maja pozostał
Wrocław.
Wspomniane błędy w niemieckiej obronie teraz dawały o sobie znać. Dał
temu wyraz w swojej monografii poświęconej drugiej wojnie światowej gen.
Kurt von Tippelskirch:
"Uderzenie było tak silne, że przetoczyło się nie tylko przez dywizje
pierwszego rzutu, ale także przez liczne ruchome odwody, podciągnięte na
kategoryczny rozkaz Hitlera bardzo blisko linii frontu. Odwody
ucierpiały już w czasie artyleryjskiego przygotowania Rosjan, później
zaś, w toku ogólnego natarcia, w ogóle nie udało ich się wykorzystać
zgodnie z planem [...].
Do wieczora 15 stycznia na odcinku od rzeki Nidy do Pilicy nie było już
ciągłego, organicznie powiązanego frontu niemieckiego. Poważne
niebezpieczeństwo zawisło nad wojskami 9. Armii, która wciąż jeszcze
broniła się nad Wisłą w okolicy Warszawy i na południe od niej. Odwodów
więcej nie było"44.
Co gorsza, niedługo przed radzieckim natarciem Korpus Pancerny
"Grossdeutschland" miał zostać przemieszczony z Prus w rejon Kielc. Na
południowy zachód zmierzały już elementy tego korpusu (sztab, Dywizja
Grenadierów Pancernych "Brandenburg" oraz oddziały korpuśne). Atak
Rosjan zastał niemieckich czołgistów w wagonach kolejowych w Łodzi.
Korpus poniósł znaczne straty i nie mógł zostać użyty w charakterze tak
potrzebnego odwodu. Jego resztkom udało się połączyć z wędrującym kotłem
gen. Nehringa45.
Oddziały 1. Frontu Białoruskiego i 1. Frontu Ukraińskiego posunęły się w okresie trwania operacji 500-600 km (25-30 km na dobę i więcej),
osiągając 29 stycznia Odrę i zdobywając przyczółki w okolicach Kostrzyna
i Frankfurtu. Duże zgrupowania niemieckich wojsk otoczone zostały w Głogowie (kapitulacja 1 kwietnia), Poznaniu (23 lutego), Pile (14
lutego) i Wrocławiu (kapitulacja dopiero 6 maja). Niektóre jednostki,
jak np. 48. KPanc na prawym skrzydle 4. APanc, właściwie przestały
istnieć w pierwszych dniach natarcia. Inne, jak 19. i 25. DPanc w pasie
natarcia 1. Frontu Białoruskiego, próbowały kontratakować, ale ich
wysiłek został bezsensownie rozproszony i nie były w stanie zatrzymać
naporu Rosjan.
Teraz bitwa przyjęła charakter szeregu operacji okrążających, w których
niemieckie jednostki były stopniowo rozbijane lub redukowane do coraz
mniejszych rozmiarów. Niemieccy żołnierze, często tracąc kontakt ze
swoim dowództwem, zmuszeni byli dzielić swoje siły na coraz mniejsze
części, by zwiększyć szanse na wydostanie się z okrążenia. Tymczasem
radzieckie jednostki pierwszego rzutu pozostawiały te niedobitki
oddziałom tyłowym, a same podążały do przodu. Z reguły, dzięki większemu
stopniowi mechanizacji, wyprzedzały wycofujących się Niemców, którzy
nieraz nawet po szczęśliwym wydostaniu się z okrążenia znów wpadali na
przeciwnika. W ten sposób rozproszone niemieckie oddziały ulegały
stopniowej dezintegracji. W bezpośrednim zagrożeniu znaleźli się
odizolowani od swoich jednostek dowódcy - śmierć poniósł na przykład
dowódca 42. Korpusu Armijnego gen. Hermann Recknagel46.
Los ten ominął otoczony w rejonie Kielc 24. KPanc. Zamienił się on w "wędrujący kocioł", który przesuwając się stopniowo na zachód, zbierał
rozproszone oddziały Niemców (m.in. resztki 42. KA i KPanc
"Grossdeutschland"). Dowódcą tego zgrupowania został weteran Afrika
Korps gen. Walther Nehring. Po długiej odysei jego oddziałom, jako
jednym z niewielu, udało się wydostać z radzieckiej matni - 29 stycznia
dotarły do niemieckich linii w rejonie Głogowa47.
Naturalnie, Hitler był wściekły z powodu spektakularnej porażki w Polsce. Jak zwykle przywiązany do symboli, najbardziej oburzony był
samowolnym opuszczeniem Warszawy przez jej garnizon. Gen. Guderian
wspomina:
"Teraz gniew Hitlera nie znał już granic. Całkowicie stracił z pola
widzenia straszliwą sytuację ogólną, przestał się nią interesować i dostrzegał tylko jedno - klęskę warszawską, która w ramach tej ogólnej
sytuacji miała przecież tylko podrzędne znaczenie".
Führer natychmiast zaczął szukać kozłów ofiarnych w korpusie oficerskim.
Ze swoimi stanowiskami pożegnali się m.in. gen. Harpe i von Lüttwitz.
Ich miejsca zajęli odpowiednio: na czele Grupy Armii "Środek" gen.
Ferdinand Schörner, a na czele 9. Armii - gen. Theodor Busse. Represje
dotknęły też wielu pracowników OKH, co naturalnie wpłynęło negatywnie na
jego pracę48.
Ogółem w ciągu operacji wiślańsko-odrzańskiej Armia Czerwona rozbiła 25,
a zniszczyła 30 wrogich dywizji, wzięła do niewoli 147,7 tys.
niemieckich żołnierzy (72,3 tys. poległo), zdobyła ok. 14 tys. dział i moździerzy oraz 1,4 tys. czołgów i dział pancernych49.
Poniosła przy tym minimalne straty - ok. 15 tys. poległych i 60 tys.
rannych50. Nie był to może aż tak spektakularny sukces jak
operacja Bagration z poprzedniego roku (ok. 50 niemieckich dywizji
rozbitych, 17 zupełnie zniszczonych), lecz straty były niższe (wynosiły
wtedy 178 507 żołnierzy wszystkich frontów biorących udział w walkach na
Białorusi)51. Sean McAteer podaje większe straty po stronie
radzieckiej, szacując je na ponad 193 tys. zabitych i rannych. Mimo to
jednak przyznaje, że jest to najkorzystniejszy stosunek strat własnych
do strat przeciwnika uzyskany przez Armię Czerwoną w ciągu całej
wojny52.
Sowieci udowodnili, że doskonale opanowali sztukę przełamania i głębokich operacji okrążających; choć trzeba zaznaczyć, że dopiero w schyłkowym okresie wojny. Tak długi czas dojrzewania armii miał wiele
przyczyn. Nominacje z klucza politycznego na wyższym i ogromne straty na
szczeblach średnim i niższym ogromnie wydłużyły zdobywanie kolektywnego
doświadczenia bojowego. Ważną przyczyną była także słabo wykwalifikowana
baza rekrutacyjna Armii Czerwonej - w przeciwieństwie do Niemców czy
Amerykanów, ZSRR nie dysponował masami obeznanych z nowoczesną techniką
fachowców. Trzon wojska wciąż stanowili chłopi, których wykształcenie i wiedza o świecie tylko nieznacznie wzrosły od czasów carskich; tymczasem
nowoczesna wojna wymagała zaangażowania ogromnej liczby
wykwalifikowanych czołgistów, artylerzystów, operatorów radiowych czy
inżynierów wojskowych53. Niedoskonałości te jednak nie mogą
umniejszyć niewątpliwego sukcesu Armii Czerwonej. Gratulacje przesyłali
sojusznicy, np. Winston Churchill napisał do Stalina:
"Jesteśmy oczarowani Waszymi głośnymi zwycięstwami nad wspólnym wrogiem
i potężnymi siłami, które wystawiliście przeciw niemu. Proszę przyjąć
nasze najgorętsze podziękowanie i gratulacje z okazji historycznych
czynów"54.
Kolejną, obok wiślańsko-odrzańskiej, operacją przeprowadzoną w ramach
wielkiej zimowej ofensywy była operacja mazursko-mazowiecka (zwana też
wschodniopruską). Przeprowadzono ją siłami 2. Frontu Białoruskiego
(dowódca marsz. Konstanty Rokossowski, członek Rady Wojennej gen. Nikita
Subbotin, szef sztabu gen. Aleksander Bogolubow) oraz 3. Frontu
Białoruskiego (dowódca gen. Iwan Czerniachowski, członek rady wojennej
gen. Wasilij Makarow, szef sztabu gen. Aleksander Pokrowski). Operacja
ta miała na celu odizolowanie Grupy Armii "Środek", broniącej się w Prusach Wschodnich, od pozostałych sił niemieckich, przyciśnięcie jej do
morza, porozcinanie jej na części i zniszczenie. Dodatkowo jedna armia
2. Frontu Białoruskiego (marsz. Rokossowski wyznaczył 70. Armię) miała
asekurować prawe skrzydło 1. Frontu Białoruskiego od strony północnej i nie dopuścić, by warszawskie zgrupowanie przeciwnika wycofało się za
Wisłę55.
2. Front Białoruski miał trudne zadanie, gdyż jego związki taktyczne i operacyjne nie uzyskały takich uzupełnień jak fronty Żukowa i Koniewa, a przecież były równie, jeśli nie bardziej, wyczerpane letnią i jesienną
kampanią na Białorusi i we wschodniej Polsce. Uderzenie front wykonał 14
stycznia z przyczółków różańskiego i serockiego. Miał wykonać głęboki
manewr oskrzydlający w kierunku Mławy, Malborka, a następnie w ogólnym
kierunku na Bielsk i Lipno. Równocześnie Stawka planowała skierować 3.
Front Białoruski na Królewiec, szlakiem na północ od jezior mazurskich.
Jednak ostrzeżeni przez sowieckich dezerterów56 Niemcy byli w stanie gotowości. 2. FB nie mógł przy tym w pełni wykorzystać lotnictwa
i artylerii z powodu mgły i gęstych opadów śniegu. Przełamanie osiągnął
więc dopiero 16 stycznia, po wprowadzeniu do walki wszystkich wojsk
pancernych i zmechanizowanych57.
Konferencja w Jałcie
Tymczasem w tle działań militarnych zapadały decyzje polityczne. Od 4 do
11 lutego toczyła się w Jałcie konferencja przywódców koalicji
antyhitlerowskiej: prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina Delano
Roosevelta, premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla i przywódcy
ZSRR Józefa Stalina.
Walki na terenie Polski znajdowały odbicie w przebiegu jej obrad, jako
że sprawa polska - można to powiedzieć bez cienia megalomanii - była
kluczowym zagadnieniem konferencji. Dla zachodnich aliantów stała się
swoistym papierkiem lakmusowym tego, jak Sowieci postępować będą w odbieranych właśnie III Rzeszy państwach środkowej Europy.
Jednak rozwiązanie kwestii terytorialnych i politycznych po myśli
legalnego rządu polskiego w Londynie było mało prawdopodobne. Prezydent
Roosevelt unikał wiążących deklaracji i trzymał się na uboczu,
pokładając nadzieję w projektowanej organizacji międzynarodowej, która
po wojnie miała strzec pokoju na świecie i rozstrzygnąć spory graniczne.
Z kolei Churchill, pomimo szczerych chęci, nie dostrzegał jeszcze wtedy
istoty radzieckiego totalitaryzmu i słabo orientował się w skomplikowanych stosunkach polsko-sowieckich58.
Obydwaj ci mężowie stanu przewodzili państwom demokratycznym i musieli
liczyć się z opinią publiczną w swoich krajach, która w owym czasie
wykazywała jeszcze wiele sympatii wobec ZSRR i jego wkładu w wysiłek
wojenny. Co więcej, zachodni sojusznicy spotkali się dopiero 2 lutego na
pokładzie USS Quincy, mieli więc mało czasu na przygotowanie wspólnego
stanowiska przed spotkaniem ze Stalinem w palących sprawach polskiej i niemieckiej.
Niemniej, choć Churchill i Roosevelt nie postrzegali suwerenności krajów
Europy Środkowej jako sprawy najistotniejszej, faktem jest, że
konferencja przebiegała w gorszej atmosferze niż spotkanie w Teheranie59.
Stalin posiadał już szereg atutów. Jego wojska wkroczyły już do krajów
regionu: Polski, Rumunii, Bułgarii i Słowacji, instalując tam pierwociny
satelickich rządów. Ponadto zachodni alianci, teraz w charakterze
petentów, musieli prosić Stalina o jak najszybsze włączenie się do wojny
przeciw Japonii, a przecież właśnie wyszło na jaw, że w szwajcarskim
Bernie alianci zaczęli omawiać z Niemcami kwestię kapitulacji sił
niemieckich we Włoszech60. Zatem Stalin mógł sobie pozwolić na
załatwienie m.in. spraw polskich po swojej myśli.
Konferencja trwała od 4 do 11 lutego. Choć czas pokazał, że trzej
przywódcy pewne sprawy rozumieli zupełnie inaczej, niewątpliwie zapadły
na niej decyzje przesądzające o powojennym kształcie Europy, a jej
skutki widoczne są po dziś dzień. W interesującej nas kwestii terytoriów
niemieckich nad Bałtykiem de facto postanowiono:
- przenieść granice Polski na zachód poprzez odstąpienie ZSRR Kresów
Wschodnich i zapewnienie rekompensaty kosztem Pomorza Zachodniego, Prus
Wschodnich i Śląska61;
- wraz z przeniesieniem granic przesiedlić ludność polską i niemiecką;
- pozostawić tak utworzoną nową Polskę w radzieckiej strefie wpływów.
Postanowienia te, niekonsultowane z rządem RP na uchodźstwie ani
nieprzekazane od razu opinii publicznej, oznaczały, że Niemcy walczyć
mieli o "być albo nie być" państwowości niemieckiej na terenie Pomorza,
a jednostki polskie i radzieckie bijące się w tym rejonie walczyły o kształt przyszłych granic Polski (jakikolwiek system polityczny miałby w nim zostać ustanowiony).
Przeciwnicy
Przeciwnicy
Sowieci
Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona (RKKA)
Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona (Рабоче-Кресть-янская Красная
Армия) w 1945 r. stała u szczytu potęgi. W styczniu 1945 r.
rozporządzała gigantycznymi siłami: 529 dywizjami strzeleckimi, 36
brygadami strzeleckimi, 27 korpusami pancernymi, 14 korpusami
zmechanizowanymi, 177 brygadami pancernymi, 222 pułkami pancernymi, 35
dywizjami artylerii, 59 dywizjami przeciwlotniczymi, 351 pułkami
przeciwpancernymi i 367 pułkami artylerii samobieżnej62.
Według radzieckich danych było to łącznie 6 800 000 ludzi63,
wyposażonych w 91 400 dział i moździerzy, 2993 wyrzutnie rakietowe, ok.
11 000 czołgów i dział pancernych oraz ponad 14 500 samolotów
bojowych64.
Te liczby robią wrażenie, ale pamiętajmy, że zasoby ludzkie Armii
Czerwonej nie były niewyczerpane - od początku wojny była ona
odbudowywana przynajmniej dwa razy. ZSRR, podobnie jak III Rzesza, w 1944 r. mobilizacją objął siedemnastolatków. Choć propaganda radziecka
nie chwaliła się tym faktem, obniżenie średniej wieku w Armii Czerwonej
można zauważyć, wnioskując np. po spadku zapotrzebowania na żyletki
dostarczane w ramach Lend-Lease Act - w 1945 r. większość ostatnich
rezerw jeszcze ich nie potrzebowała...65
Głównym ogniwem strategicznego dowodzenia siłami Armii Czerwonej,
przynajmniej w teorii, była utworzona 23 czerwca 1941 r. Kwatera Główna
Naczelnego Dowództwa Radzieckich Sił Zbrojnych, tzw. Stawka (Ставка
Верховного Главнокомандования). Jej przewodniczącym, a następnie
Naczelnym Wodzem został oczywiście sekretarz generalny partii i Przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych Józef Stalin. Oprócz niego na
mocy uchwały Państwowego Komitetu Obrony z 2 lutego 1945 r. w skład
Kwatery Głównej wchodzili: marsz. Gieorgij Żukow, marsz. Aleksander
Wasilewski, gen. Aleksiej Antonow, adm. Nikołaj Kuzniecow oraz (od 17
lutego 1945 r.) gen. Nikołaj Bułganin. Przy Kwaterze Głównej działał m.
in. Odwód Naczelnego Dowództwa (OND), w którego skład wchodziły związki
operacyjne i taktyczne różnych rodzajów wojsk, przydzielane
poszczególnym frontom lub grupom frontów na stałe lub na czas konkretnej
operacji. Stawka miała mocną konkurencję jeśli chodzi o wypełnianie
swoich kompetencji w postaci Państwowego Komitetu Obrony.
Państwowy Komitet Obrony ZSRR został powołany 30 czerwca 1941 r. na mocy
decyzji komitetu centralnego WKP(b), Prezydium Rady Najwyższej i Rady
Komisarzy Ludowych. Miał skupić pełnię władzy w kraju na czas wojny.
Jego członkami w różnym okresie byli czołowi działacze partyjni -
Kliment Woroszyłow, Gieorgij Malenkow, Wiaczesław Mołotow, Nikołaj
Woznieceński, Łazar Kaganowicz i Anastas Mikojan. Państwowy Komitet
Obrony nie przypadkiem miał raczej cywilny charakter - jego celem była
symbioza ze zdominowaną przez wojskowych Stawką i "zapewnienie ścisłej
więzi między frontem i zapleczem, a także najbardziej celowe
wykorzystanie wszystkich zasobów państwa radzieckiego z hitlerowskim
najeźdźcą"66. W praktyce dość niejasne rozgraniczenie
obowiązków między tym organem a Stawką - i wynikającą z tego potencjalną
rywalizację - niwelował stojący na czele obu organów Stalin - Kwatera
Główna kierowała bezpośrednio działaniami sił zbrojnych w myśl wskazań
Państwowego Komitetu Obrony i Biura Politycznego KC WKP(b). Podobnie jak
Stawka, także Państwowy Komitet Obrony posiadał swoje organa pomocnicze
- na przykład w celu usprawnienia systemu materiałowo-technicznego
zaopatrzenia wojsk stworzono Główny Zarząd Tyłów.
Zadania swoje Stawka realizowała poprzez Sztab Generalny, dowództwa
frontów i samodzielnych armii. Sztab Generalny był głównym organem
roboczym Kwatery Głównej, bezpośrednio podlegającym Wodzowi Naczelnemu -
panowała zasada, że wydawać rozkazy szefowi Sztabu Generalnego mógł
tylko Stalin. Kwatera Główna w swej działalności dowódczej opierała się
przede wszystkim na aparacie Sztabu Generalnego - Sztab otrzymywał od
frontów dane o sytuacji bojowej i dokonywał jej szczegółowej oceny. Na
podstawie tej oceny opracowywał wnioski i konkretne propozycje dla
Kwatery Głównej. Następnie, kierując się zapadającymi na jej naradach
decyzjami, Sztab Generalny przygotowywał plany kampanii wojennych i operacji strategicznych, które przedstawiał do zatwierdzenia lub
ewentualnej modyfikacji Kwaterze Głównej i Stalinowi67.
Teoretycznie, w myśl klasycznego dzieła kierującego tą instytucją w latach 1941-1942 Borysa Szaposznikowa, Sztab Generalny powinien być
"mózgiem armii". W praktyce mózgiem armii pozostawała partia, choć od 9
października 1942 r. oficerowie polityczni nie mieli już bezpośredniego
wpływu na dowodzenie jednostkami.
W omawianym przez nas okresie szefem Sztabu Generalnego był marsz.
Aleksander Wasilewski, jeden z najzdolniejszych radzieckich planistów. W czasie konferencji jałtańskiej to właśnie ów Szef Sztabu zastępował
Wodza Naczelnego w jego wojskowych obowiązkach - cieszył się wielkim
zaufaniem Stalina, co biorąc pod uwagę jego paranoiczną naturę, było
rzeczą niezwykłą. Mało tego - Wasilewski potrafił się z nim
spierać68.
Jednak, jako że mający wiele obowiązków szef Sztabu Generalnego często
był niedostępny, zwykle zastępowali go: I zastępca szefa Sztabu
Generalnego gen. Aleksiej Antonow lub szef Zarządu Operacyjnego gen.
Siergiej Sztemienko. Niechętnie dzielący się sławą Georgij Żukow w swoich pamiętnikach przyznawał:
"Muszę z satysfakcją podkreślić, że nasz Sztab Generalny w owym czasie
reprezentował wysoki poziom w dziedzinie planowania wielkich
strategicznych operacji zaczepnych [...]. Całkowicie zgadzałem się ze
Sztabem Generalnym - z A. Antonowem, S. Sztemienką, A. Gryzłowem, i N.
Łomowem - którzy na wszystkich etapach pracy Zarządu Operacyjnego dali
się poznać jako wybitni znawcy zagadnień planowania
operacyjno-strategicznego"69.
Aleksiej Antonow został wyznaczony na stanowisko szefa Zarządu
Operacyjnego i zastępcy szefa Sztabu Generalnego z osobistej
rekomendacji Wasilewskiego. Wprawdzie rychło porzucił te funkcje i wyjechał na front, jednak jego brak miał się tak bardzo dać we znaki
Sztabowi Generalnemu, że w marcu 1943 r. Antonow powrócił i do końca
wojny pozostał zastępcą Wasilewskiego. Ponieważ szef Sztabu Generalnego
wciąż jeździł na front w charakterze przedstawiciela Kwatery Głównej, a od lutego 1945 osobiście dowodził 3. Frontem Białoruskim, Antonow
właściwie wypełniał wszystkie jego obowiązki służbowe. Dlatego
mianowanie go Szefem Sztabu Generalnego w lutym było tylko formalnością.
Wspomniany gen. Sztemienko wyrażał się o swoim przełożonym w samych
superlatywach:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Sztemienko S., Sztab Generalny w latach wojny, Warszawa 1969, s. 333. [wróć]
Pylcyn A.W., Byłem dowódcą oficerskiej kompanii karnej Armii Czerwonej, Warszawa 2009, s. 164. [wróć]
Relacja L. Degrelle, któremu Hitler w tym czasie osobiście wręczył liście dębowe do Krzyża Żelaznego i złotą odznakę za walkę wręcz. Degrelle L., Front Wschodni 1941-1945. Wspomnienia, Kraków 2002, s. 282. [wróć]
Junge T., Z Hitlerem do końca, Warszawa 2003, s. 152. [wróć]
Cyt. za: Sokołowski M., Ostatni rok III Rzeszy, Warszawa 1987, s. 76. [wróć]
Czujkow W., Koniec Trzeciej Rzeszy, Warszawa 1982, s. 115. [wróć]
Radzieckie Siły Zbrojne 1918-1968, red. Skorobogatkin K.F., Warszawa 1970, s. 563. [wróć]
Sokołowski M., op. cit., s. 105. [wróć]
Tucker S.C., Roberts P.M., World War II: A Student Encyclopedia, t. 1-5, Santa Barbara 2005, s. 502. [wróć]
Duffy Ch., Red storm on the Reich. The Soviet March on Germany, 1945, New Jersey 2002, s. 48-50. [wróć]
Na przykład Armia Czerwona wyzwoliła ze wschodniopruskich obozów koncentracyjnych, zdaniem ówczesnego szefa radzieckiego Sztabu Generalnego, prawie 68 tys. więźniów z różnych krajów Europy. Wasilewski A., Dzieło całego życia, Warszawa 1976, s. 561. [wróć]
Junge T., op. cit., s. 142. [wróć]
Rossija i SSSR w wojnach XX wieka. Potieri woorużonnych sił: statisticzeskoje issledowanije, red. Kriwoszejew G., Moskwa 2001, s. 233, 250. [wróć]
Tamże, s. 230-235 [wróć]
Tamże, s. 232. Podobieństwo do tonu Erenburga jest nieodparte. [wróć]
Guderian H., Wspomnienia żołnierza, Warszawa 1991, s. 299. [wróć]
Pylcyn A.W., op. cit., s. 99. Zob. też: Przeciw panterom i tygrysom: wspomnienia czołgistów walczących w T-34, red. Drabkin A., Gdańsk 2001, s. 55. [wróć]
Pylcyn A.W., op. cit., s. 100. [wróć]
Por. Landau Z., Roszkowski W., Polityka gospodarcza II RP i PRL, Warszawa 1995. [wróć]
Np. Sandler S. [w:] "Gazeta Wyborcza", 06.03.2010. [wróć]
Buttar P., Battleground Prussia. The assault on Germany's eastern front 1944-1945, Oxford 2010, s. 244. [wróć]
Polskie Państwo Podziemne na Pomorzu 1939-1945, red. Górski G., Toruń 1999, s. 95-96, 113. [wróć]
Słownik geograficzny Państwa Polskiego i ziem historycznie z Polską związanych, t. 1, z. 2, red. Arnold. S., Warszawa 1936-1939, s. 184-189. [wróć]
Pertek J., Na Bałtyku, w Arktyce i na Morzu Czarnym, Poznań 1989, s. 172. [wróć]
Guderian H., op. cit., s. 295. [wróć]
Faktycznie z owego świeżo sformowanego korpusu tylko DGPanc "Grossdeutschland" znajdowała się na miejscu - pozostałe jednostki: DGPanc "Brandenburg", DGPanc "Kurmark" oraz Führer Begleit Division ("Dywizja Ochrony Wodza"), znajdowały się w transporcie lub w trakcie formowania. Solarz J., Division/ Korps "Grossdeutschland" 1943-1945, t. II, Warszawa 2005. t. 2, s. 47. [wróć]
Sobczak K., Kierunek Bałtyk: wyzwolenie polskich Ziem Północnych 1944-1945, Warszawa 1978, s. 97-100. E. Kosiarz podaje nieco inne dane: 580 tys. żołnierzy, 8200 dział i moździerzy, ok. 700 czołgów i dział pancernych, wspieranych dodatkowo przez liczące ok. 200 tys. ludzi oddziały Volkssturmu. [wróć]
Mosianskij I., Hohlow I., Wpieriedi Germania! Wislo-Oderskaja strategiczeskaja nastupatielnaja operacija 12 janwarja-fewralja 1945 goda, Moskwa 2005, s. 3. [wróć]
Myers S., Foster H., Bonn K.E., Slaughterhouse: The Handbook of the Eastern Front, Bedford 2005, s. 139. [wróć]
Sobczak K., op. cit., s. 93. [wróć]
Mosianskij I., Hohłow I., op. cit., s. 7. [wróć]
Tajemnicą pozostaje, dlaczego Hitler tak uparcie wzmacniał kierunek węgierski. Oficjalnie chodziło o ochronę strategicznego pola naftowego. R. Hinze twierdzi, że w istocie było ono niewielkie, i sugeruje, że Hitler chciał jak najdłużej trzymać wroga z dala od rodzimej Austrii. Hinze R., Aż do gorzkiego końca. Walki Grup Armii Północna Ukraina, A, Środek na froncie wschodnim 1944-1945, Poznań 2010, s. 104. [wróć]
Guderian H., op. cit., s. 300. [wróć]
Bellamy Ch., Wojna absolutna. Związek Sowiecki w II Wojnie Światowej, Warszawa 2010, s. 735. [wróć]
Hinze R., op. cit., s. 94-96. [wróć]
Enciklopedija Wtoroj Mirowoj wojny. Poslednije bitwy: Awgust 1944-Aprjel 1945, tłum. Tarasow W.D., Moskwa 2007, s. 118. [wróć]
Zbiniewicz F., Armia Radziecka w wojnie z hitlerowskimi Niemcami: 1941-1945, Warszawa 1988, s. 172-173. [wróć]
Hinze R., op. cit., s. 97-100. [wróć]
Czujkow W., op. cit., s. 134; Rokossowski K., Żołnierski obowiązek, Warszawa 1972, s. 350; Sztemienko S., op. cit., s. 343-344. [wróć]
Beevor A., Berlin 1945. Upadek, Kraków 2009, s. 54-55; Seaton A., Wojna totalna 1941. Wehrmacht przeciw Armii Czerwonej, Kraków 2010, s. 691-693. [wróć]
Czujkow W., op. cit., s. 137. [wróć]
Bellamy Ch., op. cit., s. 734. [wróć]
Koniew I.S., Sorok pjatyj, Moskwa 1966, s. 33. Żeby dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, wypada na marginesie zauważyć, że pierwszym miejscem, do którego skierowali się funkcjonariusze NKWD po zajęciu miasta, był budynek Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie spodziewali się znaleźć dokumenty niemieckiego śledztwa ws. Katynia. [wróć]
Tippelskirch, K., Istorija wtoroj mirowoj wojny, Sankt Petersburg 1999, s. 687-688. [wróć]
Solarz J., op. cit., s. 66-69. [wróć]
Seaton A., op. cit., s. 694-695. Generał został zabity przez polskich partyzantów. [wróć]
Isajew A., Berlin 45-go. Srażjenia w logowje zwjeria, Moskwa 2007, s. 27-28; Hinze R., op. cit., s. 147-152. [wróć]
Guderian H., op. cit., s. 310-311. [wróć]
Wielikaja Otjeciestwiennaja Wojna 1941-1945. Enciklopedija, red. Kozłow M.M., Moskwa 1985, s. 131; Bieszanow W., 1945. God Pobiedy, Moskwa 2011, s. 112. [wróć]
Enciklopedija wtoroj... op. cit., Moskwa 2007, s. 124. [wróć]
Zaloga S.J., Operacja "Bagration" 1944. Klęska Grupy Armii "Środek", Poznań 2011, s. 7, 74-75. [wróć]
McAteer S.M., 500 Days: The War in Eastern Europe, Pittsburgh 2008, s. 334. [wróć]
Zaloga S., Ness L.S., Companion to the Red Army 1939-1945, Stroud 2009, s. VI-VII. [wróć]
Radzieckie Siły Zbrojne..., op. cit., s. 541. [wróć]
Bieszanow W., op. cit., s. 114. [wróć]
Buttar P., op. cit., s. 188. [wróć]
Żeby przerwać niemiecką obronę, 2. Front Białoruski musiał zużyć samego tylko 14 stycznia ponad 950 wagonów amunicji. Wasilewski A., op. cit., s. 560. [wróć]
Seaton A., op. cit., s. 663-670. [wróć]
McAteer S.M., op. cit., s. 335. [wróć]
Bellamy Ch., op. cit., s. 743. [wróć]
Kwestia przesunięcia granic nie zyskała jeszcze formuły prawnej. Tym samym polskie władze w Londynie postawione zostały w fatalnej sytuacji - z jednej strony ich kraj pozbawiony został rozległych terenów na wschodzie, a z drugiej - nowe granice na Odrze i Nysie Łużyckiej nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone! Po wojnie ZSRR zagwarantuje granice Polski na zachodzie, czyniąc polskie władze swoimi zakładnikami w tym względzie. Był to typowy przejaw perfidii radzieckich władz. [wróć]
Dunn W.S., Stalin's Keys to Victory: The Rebirth of the Red Army, Mechanicsburg 2006, s. 67. [wróć]
Seaton A., op. cit., s. 685. [wróć]
Radzieckie Siły Zbrojne..., op. cit., s. 537-538. Autorzy nie wzięli pod uwagę Frontu Leningradzkiego i 37. Samodzielnej Armii. [wróć]
Merridale C., Wojna Iwana. Armia Czerwona 1941-1945, Poznań 2007, s. 15. [wróć]
Zbiniewicz F., op. cit., s. 58. [wróć]
Ibidem, s. 62-63. [wróć]
Wasilewski A., op. cit., s. 436. [wróć]
Żukow G., Wspomnienia i refleksje, Warszawa 1970, s. 721. [wróć]