Zarys historyczny do początku XII wieku
Pomorze zajmuje obszar między dolnymi
biegami rzek Odry i Wisły, ograniczony na północy Morzem Bałtyckim. W omawianym tu okresie graniczyło na południu z Polską, zaś na zachodzie
terytorium Pomorza po zdobyczach wojennych obejmowało również obszary
wieleckie Słowian połabskich po rzeki Pianę (niem. Penne), Dołężę (niem.
Tollense) i Trebel.
Krajobraz Pomorza charakteryzuje się bogatą siecią hydrograficzną i urozmaiconą rzeźbą terenu. Poczynając od ówczesnej granicy
polsko-pomorskiej, południowy pas Pomorza pokrywały gęste puszcze
rozłożone na bagnistych, okraszonych jeziorami dolinach Warty i Noteci
wraz z systemem cieków wymienionych rzek i dopływami dolnej Wisły (Gwdy,
Brdy), będącymi pierwszą naturalną zaporą między plemionami polskimi a pomorskimi. Na północy do tego pasa przylegał łańcuch wzgórz moreny
czołowej (pozostawionej przez topniejący lodowiec, wymowne świadectwo
epoki lodowcowej), pofałdowany, miejscami wręcz górzysty, nieurodzajny
teren porośnięty gęstymi puszczami, ciężki dla osadnictwa -?druga
naturalna zapora dla intruzów usiłujących wtargnąć od południa na
Pomorze. Dopiero za wałem moreny, aż po nadbrzeże Bałtyku, rozciągał się
pas nizin moreny dennej bogaty w żyzne gleby, występujące pojedynczo
wydłużone jeziora rynnowe i zlewnie spływających do Bałtyku cieków
Pojezierza Pomorskiego biorących swój początek na wspomnianym pasie
wyżyn (Iny, Łeby, Parsęty, Regi, Słupi, Wieprza)oraz cieków spływających
do dolnej Wisły (Raduni, Wierzycy).
W okresie wczesnofeudalnym granicę między Pomorzanami i Polanami
tworzyła (od zachodu) dolina Warty, a następnie Noteci aż po Drawę lub
Gwdę. W ten system wrzynała się ziemia zwana Krajną, najbardziej na
północ wysunięty obszar plemion wielkopolskich. Krajna stanowiła zatem
swoisty polski przyczółek o dużym znaczeniu strategicznym w napiętych
polsko-pomorskich stosunkach. Na wschód od Nakła Pomorzanie graniczyli z obszarem Kujaw. Granica polsko-pomorska przebiegała zatem od dolnej
Warty na zachodzie aż do Kujaw na wschodzie. Osadnictwo po obu stronach,
pomimo przedzielenia ciekami wodnymi i jeziorami, stykało się w niektórych miejscach na obszarach leśnych ostępów na odległość
kilkunastu kilometrów, ponieważ tereny te użytkowane były przez obie
strony.
Nie wiadomo nic o podbojach obszaru Pomorza przez plemiona polskie z Wielkopolski za czasów przedmieszkowych, ponieważ milczą na ten temat
źródła pisane. Ale nie można ich wykluczyć, a nawet należy uznać za
pewnik nieustanne konfrontacje-?przecież dążenie państwa Polan do
roztoczenia zwierzchnictwa nad Pomorzem nie zrodziło się w głowie
Mieszka I z chwilą jego pojawienia się jako postaci historycznej na
kartach źródeł pisanych (963 rok, kronika Widukinda z Korbei). Dla
udokumentowania dwa fakty historyczne:
1) Niemcy pod przywództwem króla Henryka I Ptasznika zaatakowali
słowiańskie Połabie w 921 roku, kraj leżący między Łabą a Odrą, a tym
samym oddzielający buforowo ziemie niemieckie od polskiego państwa
Piastów. Zaatakowali impetem całego dostępnego niemieckiego oręża z zamiarem podboju tych ziem. Połabie wkroczyło w okres 250 lat
nieustannych krwawych, brutalnych walk z niemieckim naporem1.
Interesujące są tutaj epizody związane z kontynuacją tego niemieckiego
podboju Połabia w odniesieniu do ziemi plemienia Wkrzanów przylegającej
na wschodzie do obszaru Szczecina, a na południu do ziemi lubuskiej
przynależnej do Polski. W 934 roku ziemia Wkrzanów najechana została po
raz pierwszy przez Henryka. Następnie syn Henryka Ptasznika, Otton I,
następca na niemieckim tronie od 936 roku i zagorzały kontynuator
podboju Połabia, zorganizował aż dwie wyprawy na Wkrzanów (w latach 936
i 954). W tym kontekście zdumiewa intensywność najazdów na Wkrzanów -?aż
trzy w ciągu 20 lat (jedna Henryka, dwie Ottona). Przede wszystkim
trzeba wziąć pod uwagę, że to osiadłe na krańcach północno-wschodniego
Połabia plemię było niewielkie liczebnie, niezamożne, niestanowiące (jak
na przykład sąsiadujący z nimi od zachodu Redarowie) żadnego istotnego
zagrożenia dla niemieckiej ekspansji, bezwartościowe strategicznie.
Biorąc to pod uwagę szczególnie wymowne są opisy wypraw zorganizowanych
przez Ottona. Gdy w 936 roku Otton wyruszył na czele wielkiej armii na
Wkrzanów, cieszyli już przednim zawołaniem: byli już mianowicie przez
jego ojca [Henryka] zwalczani, ponieważ poturbowali okrutnie jego syna
Thankmara [starszego brata przyrodniego Ottona]2. W trakcie
walk niejaki graf Ekkard chcący zabłysnąć bitewną odwagą zebrał z całej
armii najodważniejszych i wbrew zakazowi króla rzucili się przez bagna
oddzielające gród Słowian od niemieckiego obozu. Natychmiast zostali
otoczeni przez słowiańskich wojowników i wycięci w pień, w tym sami
najwyśmienitsi rycerze z całej armii w liczbie 183. Tak, tak...
małe, niewielkie plemię, rozgromiło niemiecką jazdę ciężkozbrojną.
Następnego najazdu na Wkrzanów dokonał Otton jesienią 954 roku4. W pierwszej fali najazdu uderzył na nich margrabia Marchii Wschodniej Gero
na czele wszystkich dostępnych mu wojsk. Bezskutecznie. Wtedy w sukurs
przyszyły mu przysłane przez Ottona oddziały królewskie i kontyngent
rycerstwa Lotaryngii z księciem Konradem Czerwonym na czele. Zdobyto na
Wkrzanach niebotycznie wysokie łupy. Co z tego wynika? Że to niewielkie
plemię nie broniło się samodzielnie, lecz otrzymało wsparcie od bez
porównania silniejszego i potężniejszego sprzymierzeńca, czyli od
Piastów. Piastowie graniczyli z nimi z Ziemi Lubuskiej przez miedzę albo
być może wtedy roztaczali nad nimi zwierzchność. Jak słusznie zauważa
Kazimierz Myśliński: Wolno zatem sądzić, że mieli po swojej stronie
posiłki sprzymierzeńców i zapewne owe praeda ingens, ogromne łupy,
zabrane przez zwycięzców pochodziły nie tylko od Wkrzan, ale od
wszystkich wraz z nimi walczących z Niemcami sił5. Tymi
walczącymi wspólnie z Wkrzanami siłami mogli być wyłącznie Polacy pod
wodzą poprzednika Mieszka I na piastowskim tronie (Siemomysła), lub pod
jego osobistym dowództwem w roli jeszcze następcy piastowskiego tronu,
ponieważ innej tak znacznej militarnie siły w sąsiedztwie Wkrzanów
oprócz Polaków nie było. Z tego wynika, że już wtedy Polska prowadziła
ekspansję z biegiem Odry w kierunku północnym.
2) W 948 roku król niemiecki (jeszcze nie cesarz) Otton I doprowadził do
powstania na terenach Połabia dwóch niemieckich biskupstw, z siedzibami
w Brennie (Brandenburg an der Havel) i Hobolinie (Havelberg), podległych
arcybiskupstwu w Magdeburgu. Biskupstwa objęły zasięgiem
administracyjnym zawojowane po Odrę (co nie oznacza, że ostatecznie
pokonane) słowiańskie plemiona Połabia -?z wyjątkiem ziemi lubuskiej.
Prowincje biskupie odpowiadały obszarowi terytoriów
plemiennych6. W tym wykazie brakuje nazwy ziemi Lubuszan.
Jest to niepodważalny dowód na to, że już wtedy, w 948 roku, teren
Lubuszan wokół grodu Lubusz, na zachód od Odry, należał do państwa
polskiego. Już wtedy Piastowie stali twardą nogą na ziemi zezwalającej
na ekspansję nie tylko na zachód (w głąb ziem połabskich), ale również
na północ, ku ujściom Odry.
Ziemia lubuska była pierwszym nadodrzańskim terytorium zajętym przez
Piastów jeszcze przed władaniem Mieszka I, czyli za jego ojca
Siemomysła. Stąd i równolegle z grodu Santok na pomorsko-polskiej
granicy, wychodziły polskie wyprawy zbrojne na Pomorze Zachodnie
(Pyrzyce, Szczecin, Wolin), w kierunku ujść Odry. Z kolei z grodu Ujście
na polsko-pomorskiej granicy wychodziły polskie wyprawy zbrojne na
obszar Pomorza środkowego (na Białogard i Kołobrzeg). Z obszaru między
grodami Nakło i Wyszogród wyprawiano się natomiast na Pomorze Wschodnie
(Gdańskie), w kierunku ujścia Wisły.
Oto przegląd historii podboju Pomorza przez Polskę do 1102 roku.
Czasy Mieszka I (do 992 roku)
Opierając się na analizie źródeł pisanych, można wnioskować, że
najwcześniejszy podbój Pomorza przez Mieszka I rozpoczął się około 955
roku. W tej kwestii pokutuje pogląd, jakoby najpierw zajął Mieszko I Pomorze Gdańskie, a dopiero potem Pomorze Zachodnie. Lub, inaczej
formułując, aby świadomie odejść od sztucznych nazw części Pomorza:
najpierw zajął Mieszko I Pomorze w ujściu Wisły, a potem w ujściach
Odry. Jednak jedyna wiarygodna koncepcja przedstawia się następująco:
Środkowa część Pomorza, do 955 roku, z głównymi grodami Białogard i Kołobrzeg. Bez wątpienia podbój tej części rozpoczął Siemomysł,
dokończył zaś jego syn Mieszko I. Punktem wyjściowym do wypraw na
Białogard i Kołobrzeg był piastowski gród Ujście nad Notecią.
Wschodnia część Pomorza, do 960 roku, z głównym grodem Gdańsk.
Wiemy, że po piastowskim opanowaniu obszarów wokół Gdańska istniał
tam gródek lokalnej władzy zwierzchniej. Nieopodal niego Piastowie
wybudowali własny gród, siedzibę książęcą. Ekspansja Piastów wyszła
ze wschodniej Wielkopolski. Po opanowaniu grodów granicznych (Nakła,
Wyszogrodu) posuwała się z biegiem Wisły w kierunku Bałtyku,
zdobywając w trakcie najazdu grody w dorzeczach Raduni (Chmielno) i Wieżycy (Starogard).
Zachodnia część Pomorza, między 960 i 972 rokiem. Ekspansja wyszła z polskich grodów Santok i Lubusz. W latach najazdu zdobywano kolejne
pomorskie grody rozłożone w dorzeczu dolnej Odry i nad Bałtykiem.
Zakończeniem piastowskiego podboju tej części Pomorza było zdobycie
Wolina w 972 roku.
Należy uzupełnić, że dokładnie takiego samego schematu podboju Pomorza
trzymał się w latach 1102-1122 Bolesław Krzywousty, co nie jest
przypadkiem, lecz wynikiem mądrej i przemyślanej strategii.
Punkt trzeci wymaga szerszego rozwinięcia. Po zajęciu Białogardu,
Kołobrzegu i Gdańska do zdobycia zostały grody nadodrzańskie z Wolinem
na czele. Wolin był wtedy najludniejszym i największym miastem portowym
regionu, nęcącym bogactwami i strategicznym znaczeniem zarówno
handlowym, jak i militarnym. Zamożność Wolinian pozwalała im na
opłacanie armii najemnych, co w połączeniu z własnym potencjałem
militarnym czyniło z nich trudnego przeciwnika dla wojsk piastowskich.
Dodatkowo Wolin sprzymierzył się ze Związkiem Wieleckim, którego już
samo plemię aspirujące do przewodnictwa nad związkiem -?Redarowie -
budziło wojenny postrach u wszystkich sąsiadów, łącznie z armiami
niemieckimi. Teoretycznie połączone siły Wolinian, sprzymierzonych z nimi pozostałych miast nadbałtyckich, kontyngentów najemnych
(niewykluczone oddziały ze Skandynawii) i potęga Związku Wieleckiego
przewyższały znacznie siły państwa polskiego. Doświadczył tego boleśnie
Mieszko I w pierwszych bitwach. W jednej z nich, stoczonej z Wieletami w 963 roku, poległ nieznany z imienia brat Mieszka7-?armia polska
złożona z wojowników pospolitego ruszenia i drużyny książęcej stoczyła
bitwę przeciwko zgrupowaniu Wieletów, Wolinian i oddziału saskiej jazdy
dowodzonej przez grafa-banitę Wichmana. Później armie wielecko-pomorskie
dwukrotnie jeszcze staczały boje z wojskami piastowskimi: na
północno-wschodnich terenach ziemi lubuskiej, północno-zachodnich
Wielkopolski i na obszarze wieleckim. Dalej zaatakowały bezskutecznie
Santok. Starcia przyniosły obu stronom duże straty, ale żadnej zmiany
polityczno-terytorialnej.
Mieszko zmienił taktykę. Zawarł sojusz z niemieckim cesarzem Ottonem I,
dla którego największym wrogiem cesarstwa w tym regionie byli Redarowie,
naczelne plemię Związku Wieleckiego. W 965 roku Mieszko I zawarł sojusz
z Czechami, zyskując cenne militarne wsparcie. Dla umocnienia sojuszu
ożenił się Dobrawą, córką czeskiego księcia. Ukoronowaniem działań
Mieszka I było przyjęcie w 966 roku chrztu dla siebie i państwa
polskiego -?moment przełomowy i doniosły w historii Polski.
Dopiero po tych przygotowaniach, mając za sobą realne wsparcie czeskiej
jazdy i poparcie cesarza, postanowił Mieszko w 967 roku ponownie uderzyć
na Wieletów i Pomorzan nadodrzańskich. Kampanię poprzedziły prowokujące
najazdy pojedynczych polskich oddziałów dokonujących głębokich wypadów w głąb nadodrzańskich ziem, sugerujących zamiar zaatakowania Wolina.
Wolinianie dali się sprowokować i ruszyli na przełomie sierpnia i września 967 roku na czele armii z kontrofensywą w kierunku Santoka. Po
drodze dołączyła do nich duża armia wielecka i oddział Wichmana. Z przekazu kroniki wynika, że Wichman objął dowództwo nad całością
połączonych sił. Armia polska po zgrupowaniu pod Santokiem wyszła im
naprzeciw, wkroczywszy na pomorską ziemię i skierowała się w stronę
Wolina. Pod naczelnym dowództwem Mieszka znalazła się piechota polska
(gros armii), konna książęca drużyna i dwa oddziały ciężkozbrojnej jazdy
czeskiej. Liczebność armii Mieszka (ok. 4-5 tys. wojowników) ustępowała
dwukrotnie siłom przeciwnika. Gdzieś w południowym rejonie zachodniego
Pomorza doszło do spotkania obu armiii stoczenia słynnej,
rozstrzygającej bitwy8.
Z opisu przebiegu bitwy wynika, że stoczona została na podłużnej
otwartej, szerokiej przestrzeni (ciągu połączonych polan, pól)
wrzynającej się na sporej długości w środek gęstych lasów. Po obu
końcach tej przestrzeni, w lasach, obie armie rozłożyły się na noc
obozem. Oba obozy ufortyfikowano prowizorycznie, przygotowując je na
wypadek ewentualnej obrony. Rankiem następnego dnia, 21 września 967
roku, Wichman wyprowadził wojsko (wyłącznie piechota, jedynie on sam i jego sascy towarzysze dosiadali koni) z obozu i ruszył do natarcia na
polskie pozycje. Ustawił szyki bojowe w zwarte bloki o ścianach z tarcz,
każdy blok złożony z kilku szeregów ściśniętych gęsto, jeden obok
drugiego wojowników.
Piechota polska ustawiła się do przyjęcia ataku, przyjmując w centrum
również formacje bloków ze ścianami z tarcz, podobnie jak przeciwnik.
Wichman nie wiedział jednak, że Mieszko ukrył na tyłach oddziały jazdy,
po obu skrzydłach centrum złożonego z piechoty.
Niebawem rozgorzała bitwa. W zaciętym boju polska piechota powoli
ustępowała pola, cofając się miarowo. Był to manewr nakazany przez
Mieszka. Podekscytowani wizją zwycięstwa Wolinianie i Wieleci parli
nieubłaganie do przodu, dając się odciągnąć coraz bardziej od własnego
obozu. W pewnej chwili, na sygnał Mieszka, do akcji wkroczyła
polsko-czeska jazda, wykonując podwójny manewr: część z nich zaatakowała
pozostawiony niemal bezbronnie obóz przeciwnika, część zaatakowała od
tyłu i z boków kolumnę wolińsko-wieleckiej piechoty. Armia Wichmana
znalazła się w potrzasku, okrążona z wszystkich stron. Teraz Polacy
przeszli do natarcia. Wichman pojął beznadziejność sytuacji i chciał
umknąć, ale przymuszony został przez wieleckich wojowników do zejścia z konia i włączenia się pieszo do walki. Bitwa zakończyła się
spektakularnym zwycięstwem polskiego oręża, a miary sukcesu dopełniła
śmierć Wichmana. Mieszko zajął wtedy nadodrzańskie ziemie Pomorza
Zachodniego, na pewno z grodami Szczecin i Pyrzyce. Rozbudował i umocnił
gród w Cedyni, powierzając namiestnictwo nad nim swemu bratu Czciborowi.
Jednocześnie przez kolejne lata prowadził dalsze kampanie na Pomorzu
nadodrzańskim, nie rezygnując z głównego celu: zdobycia Wolina.
W 972 roku działania militarne Mieszka na Pomorzu wchodziły w decydującą
fazę. Szykował się do rozstrzygających szturmów na przedpola Wolina i sam port-miasto na wyspie. Większość polskich oddziałów operowała
jeszcze na terenach nadodrzańskich na południe od Wolina, na ziemi
Pyrzyczan i wokół Cedyni. Wolinianie zwrócili się o pomoc do margrabiego
Marchii Łużyckiej Hodona. Margrabia ruszył na czele niemieckiej armii
liczącej najwyżej 1,5 tys. jazdy ciężkozbrojnej i około 3-4 tys.
piechoty w kierunku zgrupowania polskiej armii nad Odrą w okolicach
Cedyni. Dnia 24 czerwca 972 roku pod Cedynią doszło do spotkania obu
armii i stoczenia bitwy9 -?kolejnej słynnej bitwy w historii
polskiego oręża. Armia polska podzielona na dwa zgrupowania (Mieszka,
Czcibora) rozgromiła całkowicie Niemców. Na polu bitwy pozostały jedynie
niedobitki, w tym Hodon. W następstwie zwycięskiej bitwy Mieszko zdobył
Wolin.
Aż do śmierci Mieszka I w 992 roku źródła pisane nie odnotowują dalszych
akcji polskich na Pomorzu po tym, gdy całkowicie zostało przyłączone do
Polski.
Czasy od Bolesława I Chrobrego do Bolesława II Śmiałego (lata 992-1079)
Bolesław I Chrobry odziedziczył państwo polskie po śmierci ojca Mieszka
I w dniu 25 maja 992 roku. Przejęcie władzy nie obyło się bez
komplikacji na samym początku. Dla zapewnienia sobie niepodzielnego
panowania nad całą Polską musiał Chrobry najpierw usunąć konkurentów -
swych braci przyrodnich (Mieszka, Świętopełka, Lamberta) zrodzonych z Ody (córki Dytryka z Haldensleben, margrabiego Marchii Północnej),
ostatniej małżonki Mieszka I. Chrobry wygnał niemiecką macochę wraz z przyrodnimi braćmi do Saksonii i nakazał oślepić spiskujących przeciwko
niemu doradców Ody. Być może wygnanych zostało tylko dwóch braci
przyrodnich -?panuje ogólne przekonanie, że Świętopełk już w tym czasie
nie żył. Tym samym kwestia niepodzielnego objęcia sukcesji piastowskiego
tronu załatwiona została po myśli Chrobrego.
Za panowania Chrobrego, trwającego do jego śmierci 17 czerwca 1025 roku,
źródła pisane odnotowują niewiele zdarzeń związanych z Pomorzem. W 997
roku do Gdańska zawitał święty Wojciech, będący w drodze do Prus z misją
chrystianizacji, gdzie zginął męczeńską śmiercią zamordowany przez
Prusów 23 kwietnia 997 roku. W samym Gdańsku zdążył przeprowadzić masowy
chrzest i doprowadził do wycięcia starego dębu, obiektu świętego dla
pogańskiego kultu. W napisanym dwa lata po tych wydarzeniach dokumencie
wymieniona zostaje nazwa Gdańska w zlatynizowanej formie: urbe
Gyddanyzc10. W roku 1000 postanowieniami zjazdu
gnieźnieńskiego utworzono metropolię gnieźnieńską wraz z podległymi jej
biskupstwami: wrocławskim, krakowskim i pomorskim ze stolicą w Kołobrzegu (na jej czele stanął biskup Reinbern). W pierwszym okresie
zapoczątkowanych w 1002 roku wojen polsko-niemieckich Bolesława
Chrobrego z Henrykiem II część Pomorza zbuntowała się, usamodzielniła od
polskiego zwierzchnictwa i pogrążyła na nowo w pogaństwie. Przyjmuje
się, że doszło do tego w latach 1003-1004. Od Polski odpadło wtedy
Pomorze Zachodnie i część środkowa. Pomorze Gdańskie pozostało nadal
przy Polsce. Co prawda źródła nie odnotowują, że Chrobry starał się
utracone części Pomorza odzyskać, co nie oznacza, że należy takie
działania definitywnie wykluczyć -?pamiętajmy o jego dwóch wyprawach
zbrojnych na ziemie Prusów. Poza tym w 1018 roku wraz ze śmiercią
Thietmara, biskupa merseburskiego i kronikarza, odpada znakomite źródło
wiedzy o czasach panowania Chrobrego i jego działania w latach 1019-1025
pozostają nieznane.
W okresie pierwszego kryzysu monarchii piastowskiej (1031-1039) wszystko
się rozpadło: zdradzony przez braci kolaborujących z wrogami Polski i zaatakowany z dwóch stron niemiecko-ruskim paktem militarnym, król
Polski Mieszko II Lambert musiał uchodzić z kraju, Polska utraciła na
pewien okres status królestwa, dzielnice Polski usamodzielniały się od
centralnego zwierzchnictwa, bunt ludowy i reakcja pogańska pogrążyły
państwo w chaosie. Łatwo sobie wyobrazić, że okoliczności te sprzyjały
jeszcze bardziej emancypacji Pomorza spod polskiego zwierzchnictwa.
Kolejne wiadomości związane z Pomorzem pojawiają się w źródłach pisanych
w 1046 i 1047 roku. Opisanie ich wymaga cofnięcia się do roku 1039. Po
chaosie wywołanym pierwszym kryzysem piastowskiej monarchii syn Mieszka
II Lamberta, Kazimierz I Karol Odnowiciel, przystępuje do podźwignięcia
Polski z upadku. Po uzyskaniu pomocy zbrojnej od niemieckiego cesarza
Henryka III (pięciuset ciężkozbrojnych jeźdźców) powraca do Polski,
odzyskuje panowanie nad krajem jako książę i przystępuje stopniowo do
przywrócenia panowania nad zbuntowanymi dzielnicami. Sukcesy Kazimierza
zwracają uwagę cesarza Henryka III, zaniepokojonego najwyraźniej zbytnim
wzrostem -?jak na niemieckie wyobrażenia -znaczenia Polski. Powodem do
wzmożonych obaw Henryka były skargi czeskiego księcia Brzetysława I,
tracącego na rzecz Polski wpływy na Śląsku. Cesarz nakazuje Kazimierzowi
przybycie na zjazd do Merseburga 29 czerwca 1046 roku, by w obecności
Brzetysława uregulować sporne problemy. Wtedy też na zjeździe pojawia
się trzeci władca słowiański -?Siemomysł (Zemuzil)11, z czego
wynika, że on również był wplątany w działania Kazimierza lub czuł się
zagrożony, skoro cesarz dążył do narzucenia im trzem ugody pokojowej.
Tenże Siemomysł zaprząta nieustannie inwencje badawcze historyków,
ponieważ w przytoczonej w przypisie kronice wymieniony jest jako książę
pomorski. Kontrowersje historyków dotyczące osoby Siemomysła skupiają
się przede wszystkim na dwóch kwestiach: w jakim stopniu był
spokrewniony z panującą w Polsce dynastią Piastów oraz jaki był zasięg
jego władztwa na Pomorzu. Wiadomo jedynie, co nie podlega dyskusjom, że
Siemomysł był księciem znaczącym i potężnym pośród władców słowiańskich,
stawianym przez cesarza na równi z polskim Kazimierzem i czeskim
Brzetysławem, oraz że był władcą chrześcijańskim. Natomiast w sferze
domysłów pozostaje całkowicie, czy panował nad całym Pomorzem, czy tylko
nad jego częścią.
Rok po spotkaniu w Merseburgu, w 1047 roku, Kazimierz Odnowiciel uderzył
zbrojnie na zbuntowane Mazowsze, znajdujące się pod uzurpatorskim
władaniem Miesława (Miecława, Masława - byłego cześnika króla Mieszka II
Lamberta). Oprócz samych Mazowszan po stronie Miesława walczyły
kontyngenty pomorskie, być może również pruskie. Do spotkania obu armii
doszło w miejscu nienazwanym w źródle pisemnym, wymieniona jest jedynie
jedna z cech terenu -?urwisty brzeg rzeki. Przewaga liczebna Miesława na
polu walki była wyraźna. Dowodził trzydziestoma zbrojnymi szykami
(hufcami) przeciwko zaledwie trzem hufcom jazdy ciężkozbrojnej
Kazimierza. Uzupełnić należy, że wojsko Kazimierza składało się z zaprawionych w licznych bojach weteranów. Kazimierz otworzył bitwę,
prowadząc osobiście w pierwszej linii natarcie polskiej jazdy na linię
bloków piechoty nieprzyjaciela. Uderzenie było druzgocące, bitwa
przemieniła się w zacięte wzajemne wyrzynanie. Polski książę w samym
centrum walki siekł zajadle mieczem ze zbroczonymi od tryskającej krwi
twarzą, barkami i piersią. Animuszu i waleczności o mało nie przypłacił
życiem. Czy to w pogoni za wrogiem, czy też uniesiony przez rumaka
uwikłał się w walkę niemal w otoczeniu. Byłby zginął, gdyby nie
bohaterska i skuteczna pomoc polskiego jeźdźca z prostego,
nierycerskiego stanu (wyniesionego później w nagrodę do rycerskiego
stanu i obdarzonego jakimś grodem). Ostatecznie polski oręż
zatriumfował. Sam Miesław padł na polu walki, wojska zbuntowanego
Mazowsza uległy całkowitemu rozbiciu. Dzięki tej zwycięskiej bitwie
Kazimierz odzyskał Mazowsze, po czym, w trakcie tej samej kampanii,
uderzył na Pomorze Gdańskie, które w ramach sojuszu z Miesławem wysłało
mu na pomoc pomorski kontyngent -?cztery legiony pomorskiej piechoty.
Kazimierz pokonał Pomorzan i odzyskał dla Polski zwierzchnictwo nad
Pomorzem Gdańskim12.
Kolejną informację o Pomorzu odnotowują źródła pisane w 1060 roku.
Polski książę Bolesław Śmiały (syn Kazimierza Odnowiciela, znany również
szeroko pod przydomkiem Szczodry) zaatakował czeski gród
Gradec13. W polskiej armii znajdował się kontyngent wojsk
pomorskich. Bolesław grodu nie zdobył i ledwo uratował życie uchodząc z zasadzek, a w konsekwencji nieudanej wyprawy Pomorze wypowiedziało
Polsce posłuszeństwo. Śmiały odzyskał panowanie nad Pomorzem w 1063
roku14, co nie oznaczało zakończenia dążeń Pomorzan do uwolnienia
się spod polskiego zwierzchnictwa. Wyczekiwali jedynie stosownego
momentu. Nadarzył się taki w okresie wojen polsko-czeskich wybuchłych
już w 1070 roku. W1075 roku, prawdopodobnie w związku z kolejnymi
tarciami polsko-czeskimi, gdy Śmiały z armią polską przebywał na
południu państwa, wojsko pomorskie wtargnęło od północy do Polski.
Władca Polski postanowił natychmiast odeprzeć najazd, zaniedbując przy
tym podstawowe zasady ostrożności. Wyruszył naprzeciw najeźdźcom na
czele jedynie naprędce zgromadzonych sił, nie czekając na zgromadzenie
większości sił, na dodatek bez należnego zabezpieczenia w zaopatrzenie i rezerwy. Do spotkania obu armii i walnej bitwy doszło nad nienazwaną w źródle pisemnym rzeką15. Ciężkozbrojna jazda polska, dotarłszy do
rzeki, ujrzała na drugim brzegu rozłożone obozem tłumy pomorskich wojsk.
Niesieni animuszem Polacy rzucili się wpław przez rzekę, nie czekając na
odnalezienie zdatnych brodów lub mostów. W pierwszym impecie w nurtach
rzeki potonęło wielu polskich wojowników, według kronikarza za sprawą
ciężkich pancerzy, które pociągnęły ich w głębię wodnego żywiołu.
Zmiarkowawszy się, reszta zrzuciła ciężkie zbroje, przeprawiła się
pomyślnie przez rzekę i zaatakowała Pomorzan, zadając im ciężką klęskę.
Zwycięstwo Polaków okupione zostało jednak dużymi stratami.
Bolesław Śmiały utracił Pomorze po 1079 roku-?stało się to w wyniku
przewrotu politycznego w Polsce i ucieczce Śmiałego na Węgry, co na tyle
osłabiło kraj, że ułatwiło Pomorzu kolejne oderwanie się od Polski.
Czasy Władysława I Hermana (do 1102 roku)
Po ucieczce króla Bolesława II Śmiałego z Polski księciem został jego
brat Władysław I Herman. Osłabienie Polski wykorzystali natychmiast
Pomorzanie, nieugięci w dążeniach separatystycznych. Nasiliły się
łupieskie napady Pomorzan na ziemie polskie, nie tylko nadgraniczne,
lecz również w głąb Polski. Władysław Herman przez pierwsze lata
panowania nie był w stanie się temu przeciwstawić, był zajęty
regulowaniem relacji z Czechami, Rusią i cesarstwem. Dopiero po
przywróceniu pokoju wewnętrznego w kraju i zawarciu porozumień z cesarstwem i Czechami mógł się zaangażować w sprawy pomorskie.
W latach 1090-1091 książę podjął pierwszą próbę przywrócenia
zwierzchnictwa polskiego nad Pomorzem -?nie całym, lecz Pomorzem
Gdańskim. Źródła pisane przekazują nam trzy epizody z tych wojen z pierwszej fazy polsko-pomorskich zmagań za Władysława Hermana: 1)
sierpień 1090 roku, z bitwą stoczoną 15 sierpnia, 2) okres Wielkiego
Postu w 1091 roku, z bitwą stoczoną w Niedzielę Palmową 5 kwietnia, 3)
koniec września/październik 1091 roku, z finałowym oblężeniem Nakła.
W sierpniu 1090 roku Władysław wzmocniony nielicznym oddziałem cesarskim
uderzył od południa na Pomorze Gdańskie.. W szeregach polskich nie
zabrakło wszechwładnego i wpływowego palatyna Sieciecha, który cieszył
się niemal bezgranicznym zaufaniem Władysława i miał niemały udział we
współrządzeniu Polską jako doradca i naczelny dowódca wojskowy. Polacy
przystąpili do oblężenia jakiegoś nienazwanego w źródłach grodu
pomorskiego (najprawdopodobniej Nakła, jak by wynikało z wypadków roku
następnego). Pomorzanie wysłali na odsiecz grodu znaczne posiłki, z którymi siły polskie stoczyły walną bitwę 15 sierpnia16 1090
roku (w dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). Polacy wygrali
bitwę, miażdżąc doszczętnie pomorskie oddziały, i zajęli gród. W następstwie tego zwycięstwa armia polska pomaszerowała w głąb Pomorza
Gdańskiego, zdobywając po drodze kolejne grody i tłumiąc w starciach
wszelkie próby oporu Pomorzan. Rezultatem tej kampanii było zajęcie
Pomorza Gdańskiego łącznie z grodami nadmorskimi i odzyskanie (ponowne)
polskiej zwierzchności nad tą częścią Pomorza. Palatyn Sieciech
ustanowił nad ważniejszymi ze względu na obronność i znaczenie
pomorskimi grodami polskich zarządców i komesów. W tym samym czasie z rozkazu Władysława wskazanego dnia zniszczono część pomniejszych grodów
na pomorskiej ziemi. Polski książę dążył jednocześnie do utrwalenia
polskiego zwierzchnictwa nad Pomorzem Gdańskim (polscy zarządcy w grodach) i zlikwidowania zaplecza potencjalnych buntów (niszczenie
punktów oporu w okręgach grodowych). Jednak już wczesną jesienią tegoż
roku Pomorzanie zerwali się do powstania przeciwko polskiemu panowaniu.
Odbito z polskich rąk wszystkie pomorskie twierdze, wybijając w zaciętych starciach piastowskie garnizony. Polskich namiestników i komesów spotkał dwojaki los. Pomorzanie zabili tych, którzy dopuszczali
się nadmiernych nadużyć, zezwolono zaś odejść wolno tym, którzy
zarządzali uczciwie -?nie od razu, lecz dopiero po wstawiennictwie
spowinowaconych z nimi Pomorzan.
Na reakcję Władysława nie trzeba było długo czekać. Już w lutym 1091
roku, w okresie Wielkiego Postu (który przypadał wtedy od 25 lutego do
12 kwietnia) wkroczył na czele dużej armii na Pomorze Gdańskie.
Początkowo armia polska zajęła pozycję wyczekującą, minimalizując
wszelkie aktywności. Jednak po jakimś czasie, nie bacząc na zakaz
prowadzenia wojny w okresie postu, przed jego zakończeniem polski książę
poprowadził armię w bogaty i ludny rejon, niszcząc opór orężem,
zbierając ogromne łupy i biorąc niezliczone rzesze ludności w niewolę.
Najwyraźniej była to jedynie wyprawa łupieżcza połączona z zasianiem
pośród zbuntowanych Pomorzan strachu przed polską zemstą -?czyli
ekspedycja karna -?gdyż Władysław nie dążył do atakowania i odbijania z pomorskich rąk kluczowych grodów, lecz po zgarnięciu olbrzymiej zdobyczy
zarządził powrót do Wielkopolski. Znajdujące się już nieopodal
polsko-pomorskiej granicy siły polskie dopadła wrząca zemstą armia
pomorska.
Dnia 5 kwietnia17 (w przeddzień Niedzieli Palmowej) 1091 roku
pod grodem Drzycim nad rzeką Wdą doszło do walnej bitwy. Była to
okrutna, straszliwa, toczona od godziny 9 rano do zapadnięcia
wieczornego zmroku. Obie strony wykrwawiły się niepomiernie. Dopiero z zapadnięciem nocnych ciemności Pomorzanie wycofali się z pola walki.
Trudno osądzić rezultat bitwy. Z jednej strony Pomorzanie wycofali się
dobrowolnie, niepokonani przez Polaków, z drugiej strony Polacy
utrzymali pole walki. Stąd w historiografii panują odmienne przekonania:
wygrana strony polskiej, zwycięstwo Pomorzan, wynik nierozstrzygnięty.
Nawet jeżeli założyć zwycięstwo strony polskiej, to było ono niezwykle
żałosne ze względu na ogrom poniesionych strat. W opinii autora
niniejszej publikacji: okupiona wielkimi stratami po obu stronach bitwa,
w której armia polska jako strona broniąca się utrzymała zajęte pozycje,
ale musiała opuścić Pomorze, zaś Pomorzanie nie uciekli z pola walki,
lecz wycofali się, co skłania ku ostrożnemu sformułowaniu, że bitwa była
nierozstrzygnięta. Nie wolno jednak ignorować opinii źródeł pisanych.
Przytoczona w przypisie nr 18 kronika Galla Anonima mówi o żałosnym i pełnym strat zwycięstwie dla strony polskiej, zaś jeden z roczników
zaznacza wyraźnie zwycięstwo księcia Władysława nad
Pomorzanami18.
Jesienią tego samego, 1091 roku podjął Władysław kolejną wyprawę na
Pomorze Gdańskie. Armia polska wzmocniona trzema zbrojnymi hufcami z Czech wkroczyła na Pomorze 29 września19 i podeszła pod gród
Nakło nad Notecią, przystępując do oblężenia. Przebieg oblężenia
określić można dosadnie jako katastrofalną porażkę strony polskiej.
Najwyraźniej pomorski garnizon grodu górował nad oblegającymi
walecznością, przezornością i chytrością. Gall Anonim doszukuje się
tutaj wymówek, usiłując w ten sposób pomniejszyć porażkę oblegających.
Wymówek w postaci sił nadnaturalnych -?zjaw, widziadeł i mamideł
potwornych (delusiones) -?pojawiających się nocami polskim wojownikom,
napędzających Polakom strachu i skłaniających ich do irracjonalnego
zachowania. Pewnej nocy zwiedzeni polscy wojownicy wybiegli z obozu,
chcąc uderzyć na nocne mary, które podchodziły pod obóz w bojowym szyku.
Na próżno walczyli ze zjawami, tnąc mieczami w próżnię, jednocześnie
oddalając się od obozu. W tym czasie Pomorzanie, wykorzystując sytuację,
dokonali wypadu z grodu. Wtargnęli do polskiego obozu poprzez opuszczone
oszańcowania, spalili część namiotów i machiny oblężnicze. Niezależnie
od elementu bojaźni czy nawet zabobonności, jaka ogarnęła polskich
wojowników, na jedno trzeba zwrócić obiektywnie uwagę: znany w nauce gaz
bagienny, czyli wyziewy metanowe powodujące między innymi tzw. błędne
ogniki, jest normalnym zjawiskiem dla obszaru bagnistego, a w taki
obfitował teren wokół Nakła. Sytuacja dla polskiej strony przybierała
niekorzystny obrót. Nie znaleźli sposobu na złamanie oporu obrońców. Gdy
poczęło brakować żywności, w tym szczególnie Czechom doskwierał
niemiłosiernie jej brak (z logicznego punktu widzenia jednak
niezrozumiała jest argumentacja kronikarza -?dlaczegóż głodowanie
Czechów miało się różnić od głodowania Polaków? Chyba że, co nie jest
wykluczone, Czesi sami musieli się troszczyć o prowiant, bez wsparcia
Polaków), Władysław nakazał przerwanie oblężenia i wycofanie się z polsko-pomorskiego pogranicza.
Była to ostatnia polska wyprawa na Pomorze z osobistym udziałem
Władysława Hermana. Od tej pory polsko-pomorskie pogranicze targane było
nieustannymi walkami, które nie dawały żadnej ze stron stałych sukcesów,
oprócz doraźnych korzyści w postaci łupów i jeńców. Jeden przykład
źródłowy20 obrazuje typowe dla tego okresu wzajemne utarczki.
Pewnego razu pod polski gród nadgraniczny podszedł potajemnie nocą
oddział pomorskich wojowników. Zdrajcy wewnątrz grodu spuścili im
sznury, umożliwiając wspięcie się do góry po wale obronnym. Napastnicy
oczekiwali na wałach w ukryciu nastania świtu. Zostali jednak wykryci
przez lojalne grodowi patrole wartownicze i na tym epizod się zakończył.
Na stronice historii w kontekście polsko-pomorskich zmagań wkracza syn
Władysława Hermana, Bolesław Krzywousty. Na początku jeszcze jako niemal
dziecię, młodzieniec, pacholę, ale już odznacza się zaletami przyszłego
wielkiego wojownika. W jego pierwszych walkach z Pomorzanami zadziwia
niebywałymi przykładami bohaterstwa, przechodząc zadziwiający chrzest
waleczności.
Pierwsze opisane źródłowo wyczyny wojenne Krzywoustego na tle konfliktu
polsko-pomorskiego związane są z grodem Międzyrzecz. Ta prastara
piastowska warownia dostała się w opisywanym okresie w ręce pomorskie,
czego przyczyn i szczegółów nie znamy. W 1098 roku Krzywousty zaatakował
Międzyrzecz21 z zamiarem odbicia go z rąk nieprzyjaciół.
Należy sobie uzmysłowić, że książęcy syn miał zaledwie dwanaście lat,
przewodził zatem wyprawie jedynie nominalnie, pod opieką i faktycznym
dowództwem jego opiekunów i wychowawców -?w tym przypadku wymieniony
jest jeden z nich, cześnik imieniem Wojsław. Doświadczeni dowódcy nie
odstępowali go na krok, zważając na bezpieczeństwo przepełnionego
brawurą i animuszem młodzieńca. Oblężenie i szturmy Międzyrzecza
ciągnęły się przez kilka dni. Walki na wałach prowadzono z wielką
gwałtownością i zacięciem, skoro Wisław został bardzo ciężko raniony w głowę. Na tyle ciężko, że życie uratował mu skomplikowany zabieg
lekarski przeprowadzony przez umiejętnego medyka, polegający na
wyciągnięciu kości. Międzyrzecz został zdobyty, Krzywousty, jeszcze jako
chłopiec, okrył się sławą. Gall Anonim nazwał go przy tej okazji
powtórnie chłopczyną z marsowego rodu zrodzonym (alegoria do Marsa jako
bóstwa wojny).
Krótko po powrocie ze zdobytego (odbitego) Międzyrzecza pociągnął
Krzywousty z kolejną wyprawą na polsko-pomorskie pogranicze. Tym razem
zaatakował gród znamienity i warowny, lecz niestety nienazwany z imienia
w kronice22. Krzywousty zdobył warownię przy pierwszym szturmie,
uprowadzając stamtąd mnóstwo łupów i jeńców. Rosła sława młodego,
walecznego polskiego księcia, zdobywając mu uznanie i podziw rycerstwa,
ale jednocześnie zawiść wrogów.
Szczególną niechęcią zapałał do młodzieńca palatyn Sieciech, widząc w nim zagrożenie dla swych daleko idących planów. Bez wgłębiania się tutaj
w bogatą literaturę przedmiotu, najwyraźniej Sieciech wykalkulował sobie
przejęcie władzy nad Polską. Kontrolował w każdym calu starzejącego się
Władysława Hermana, niepokojąco mu uległego, prawdopodobnie też miał
potajemny romans z małżonką Władysława, Judytą. Na drodze ku marzeniom
stali mu synowie Władysława, Zbigniew i Bolesław Krzywousty. Wtedy
rozpętały się waśnie, przerodzone w otwarte starcia zbrojne, pomiędzy
Sieciechem i Władysławem z jednej strony a sprzymierzonymi na ten czas
pod wpływem okoliczności Zbigniewem i Krzywoustym. Władysław opowiedział
się po stronie swojego ulubionego palatyna przeciwko własnym synom. Nie
ma na to sensownego wytłumaczenia, jednym z domysłów jest podejrzenie,
że widział w palatynie jedyną ostoję dla utrzymania swojej władzy.
Ostatecznie Sieciech został wygnany z kraju, ale waśni i otwartego
konfliktu w łonie piastowskiej dynastii nie omieszkali wykorzystać
Pomorzanie. W roku 1100 wznieśli własny gród naprzeciwko polskiej
warowni Santok, usadowionej nieopodal ujścia Noteci do Warty. Santok
nazywany był kluczem do polskiego królestwa i jego strażnicą. Wroga
warownia w bezpośrednim sąsiedztwie zagrażała strategicznemu znaczeniu
Santoka i stwarzała poważne niebezpieczeństwo na polsko-pomorskim
pograniczu. Ponieważ teren z Santokiem należał do domeny wyznaczonej
przez Władysława Zbigniewowi, on też wyruszył zbrojnie na czele własnego
licznego wojska przeciwko Pomorzanom23 bez wciągnięcia w wyprawę przyrodniego brata Krzywoustego. W tym też miejscu zaczynają się
rysować, mocno podkreślane przez Galla Anonima, różnice pomiędzy
Zbigniewem a Krzywoustym, z wyraźnym, subiektywnym zaznaczeniem
wyższości walorów tego ostatniego. Zbigniew spartaczył całą wyprawę.
Pomimo znacznej przewagi liczebnej nad Pomorzanami Zbigniew nie
zaatakował nowego pomorskiego grodu, nie dążył nawet do wypowiedzenia im
walki. Wycofał się. Zamiast sławy okrył się hańbą. Wtedy do akcji
przystąpił czternastoletni Krzywousty. Na czele wiernych mu wojsk,
nieporównanie mniejszych od sił Zbigniewa, poważył się na zaatakowanie
nowej pomorskiej warowni. Odniósł spektakularny sukces. Młody książę
poprowadził szturm na warownię sam na przedzie, z uniesionym orężem. Za
nim postępowali doświadczeni wojownicy, zauroczeni męstwem młodzieńca.
Krzywousty rozproszył wrogie szeregi. Wtargnął na most prowadzący do
bramy grodu, rozgromił broniących go Pomorzan i dopadł bramy. Na tym
szturm się zakończył. Krzywousty wycofał się spod bramy grodu, ponieważ
do przeprowadzenia efektywnego szturmu nie dysponował wystarczającą
liczbą wojowników.
Ta akcja odcisnęła się głęboko w pamięci i świadomości pomorskich
wojowników, obserwujących z wysokości wałów wyczyny bojowe młodego
Krzywoustego. Nadali mu zawołanie "Wilcze szczenię" -?w pozytywnym tego
określenia znaczeniu, okazując podziw i uznanie dla jego dzikiej
śmiałości i waleczności. Poza tym doszli do wniosku, że nie zdzierżą
Krzywoustemu, jeżeli niebawem zbierze większe siły i zaatakuje ponownie.
Czym prędzej zatem sami zniszczyli świeżo wzniesiony gród i wycofali się
w głąb pomorskich ziem.
Dla czternastoletniego Krzywoustego był to wielki triumf -?odpędził
wrogów znad granicy, zmuszając ich dodatkowo do zniszczenia własnej
warowni. W nagrodę Władysław Herman postanowił pasować syna na rycerza.
Wspaniale przygotowaną ceremonię pasowania zaplanowano na 15 sierpnia
1100 roku w Płocku. Na krótko przed uroczystościami do Płocka dotarła
wieść o oblężeniu Santoka przez wojsko pomorskie. Krzywousty natychmiast
zebrał oddziały, pospieszył pod Santok i przepędził Pomorzan, uwalniając
gród od oblężenia. Dopiero wtedy wrócił do Santoka na rycerskie
pasowanie. Wraz z nim miecz otrzymało duże grono rówieśniczych mu synów
z rycerskich rodów polskich -?jego najbliżsi i najwierniejsi towarzysze
przyszłej wojennej sławy.