Rozdział 2
Ink
Wychodzę do klubu, miałem wychodzić na prostą,
Dobra, zrobię to za tydzień, teraz lejcie mi gorzką
(...)
Mam dość już tych wszystkich zer,
Dziś chcę zniszczyć się,
Dziś zapomnieć chcę,
Ratuj, ratuj
Mam dość już tych wszystkich zer,
Dziś chcę zniszczyć się,
Dziś zapomnieć chcę,
"Ratuj", Smolasty, Tribbs
Kolejny dzień po pracy. Znowu siedziałem w swojej sypialni i gapiłem się bezmyślnie w sufit. Nie miałem kontaktu z Werą od dwóch tygodni i łapałem się czasami na tym, że chciałem zwyczajnie wyciągnąć telefon i napisać do niej, czy gdzieś wyskoczymy. Szybko jednak dochodziłem do wniosku, że to głupi pomysł. Ja już wykonałem ruch, teraz była jej kolej. Jeżeli nie chciała się angażować, nie mogłem zrobić nic więcej. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę! - ryknąłem, nie otwierając oczu.
- Idziemy z Robsonem na kluby, idziesz z nami? - zapytała Iga.
Podparłem się na łokciach, podniosłem powieki i zobaczyłem siostrę wystrojoną w strój zbyt kusy jak na wyjście do klubu. Krótka, czarna sukienka. Długie, czarne włosy, opadające falami na ramiona. Wiedziałem, że wszyscy faceci w klubie będą się za nią oglądać, a tatuaż na nodze tylko ich bardziej nakręci. Cholera, czasami nie potrafiłem zrozumieć, że ona już jest dorosłą kobietą i ma prawo się zabawić. W pierwszym odruchu zamierzałem powiedzieć, że nigdzie nie wyjdzie w takim stroju. Cichy głosik w głowie podpowiadał mi jednak, że lepiej byłoby, jakbym zachowywał się jak jej brat, nie jak ojciec.
- Pójdę - odezwałem się chyba nazbyt opryskliwie, bo zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem.
- Nie chcesz, to nie musisz, pójdziemy sami.
- Idę przecież, nie wymyślaj - warknąłem i podniosłem się z łóżka. - Wezmę tylko szybki prysznic.
- Okej, czekamy w salonie.
- Kurtkę jakąś włóż, zmarzniesz. - Nie wiedziałem, dlaczego te komentarze opuściły moją głowę. - Albo w ogóle się przebierz.
- No w worek jutowy najlepiej, bo mój braciszek nie może znieść myśli, że dorosłam.
Odwróciła się na pięcie, odgarnęła włosy z ramion i wyszła z pokoju. Skarciłem się w duchu za głupie teksty, nie chciałem być nadopiekuńczy... Ale instynkt brał górę, była moją małą siostrzyczką i chciałem ją chronić. Czułem, że czeka nas piekielnie długa impreza. Będę musiał odliczać do dziesięciu za każdym razem, kiedy w pobliżu Igi pojawi się jakiś przypadkowy napaleniec. Kurwa. Życie starszego brata jest przejebane.
Ogarnąłem się szybko i przebrałem w świeże ciuchy, podwinąłem rękawy czarnej koszuli i obejrzałem się w lustrze. Zastanawiałem się, jaka jest szansa, że dziś w klubie spotkam Burzę... Raczej nikła, bo zazwyczaj w takich miejscach wolała pojawiać się ze mną. Chyba że jakimś cudem wyciągnie Majkę na imprezę, ale to graniczyło z cudem.
- Damulko, przestaniesz się już pindrzyć w tej łazience?! - ryknął Robson, waląc w drzwi. - Taksówka za chwilę podjedzie, mamy jechać bez ciebie?
- Już idę! - odkrzyknąłem i na szybko spryskałem się perfumami.
Wepchnąłem do kieszeni portfel i klucze. Z przyzwyczajenia rozejrzałem się jeszcze po przedpokoju i sprawdziłem, czy niczego nie zapomniałem. Robert w tym czasie otworzył przed Igą drzwi. Gdy przechodziła przez próg, dotknął jej pleców.
- Łapy! - syknąłem na niego, sprzedając mu kuksańca w bok.
- Odjebało ci dzisiaj, chłopie? Przecież to prawie i moja siostra. - wyszeptał Robert, mierząc mnie spojrzeniem.
- Sorry - wymamrotałem.
Znaliśmy się już od kilku lat. Robert poznał Igę, jak była szesnastolatką, więc szczerze wątpiłem, by budziła w nim pożądanie. Wierzyłem mu, w końcu dzieliło ich dziewięć lat. Traktował ją jak brat, ufałem, że zaopiekuje się Igą tak samo dobrze jak ja.
W końcu weszliśmy do klubu. Znałem ochroniarza, miał na imię Patryk, kiedyś tatuowałem mu rękaw. Jego niespełnionym marzeniem były walki MMA, ale skończył na bramce w tym lokalu. Klubowa muzyka uderzyła w moje uszy, szedłem za Robsonem prowadzony wprost do baru. Zamówiliśmy piwo, a Iga wzięła da siebie jakiegoś kolorowego drinka o wymyślnej nazwie. Siostra wyczaiła puste miejsce i pociągnęła nas w jego kierunku. Przysiedliśmy i sączyliśmy alkohol w milczeniu, nie było opcji, żeby w takim hałasie swobodnie rozmawiać. W końcu porwałem siostrę na parkiet, by trochę się rozerwać. Robert szybko do nas dołączył, tańczyliśmy obok siebie. Starałem się ignorować fakt, że co jakiś czas do Igi podbija coraz to nowy pacan, usiłuje postawić jej drinka albo obmacać w tańcu. Byłem dumny, widząc, że siostra ich odpędza i czasami niby przypadkiem wbija im łokieć pod żebra. "Moja krew!" - pomyślałem, uśmiechając się pod nosem.
- Idę po drinka! - ryknąłem w ucho Robsona. - Miej oko na Igę!
Skinął głową i przybliżył się do dziewczyny, żeby nie umknęła mu w tłumie. Podszedłem do baru, spokojny, że siostra jest w dobrych rękach, zamówiłem whisky z lodem i wypiłem niemal jednym haustem, rozkoszując się przyjemnym paleniem w przełyku. Od razu zamówiłem drugą szklankę, tym razem dłużej delektując się smakiem napoju.
- Ink! Czeeeeść - jakiś piskliwy głos zabrzmiał tuż przy moim uchu.
Odwróciłem się niechętnie, a moim oczom ukazała się niska brunetka z kolczykiem w brwi. Wpatrywałem się w jej twarz i starałem się sobie przypomnieć, skąd, do chuja, mnie zna.
- Nie pamiętasz mnie? Byliśmy ze sobą jakieś dwa lata temu, poznaliśmy się w tym klubie. Tatuowałeś moją siostrę.
Wpatrywałem się w laskę, starając się ją skojarzyć. Niestety, zanim zrozumiałem, że z Burzą pragnę czegoś więcej, było w moim życiu wiele kobiet. Uśmiechnąłem się przepraszająco, z nadzieją, że się wkurwi i odejdzie.
- Nic nie szkodzi, ja cię pamiętam. - Błysnęła zębami w uśmiechu i przejechała językiem po wargach. Nie umknął mi fakt, że język też miała przebity, a błyskotka kusząco połyskiwała na jego środku.
- Zatańczymy? - zapytała, starając się przekrzyczeć muzykę.
- Nie teraz, piję. - Na potwierdzenie uniosłem szklankę z alkoholem
- Może postawisz mi drinka? - Wymówiła te słowa, przybliżywszy usta do mojego ucha.
Jakiś nieznośny głosik w mojej głowie mówił mi, że powinienem się zabawić, zapomnieć o Burzy. Przecież ona najwyraźniej chciała zapomnieć o mnie. Skinąłem więc do brunetki. Dziewczyna rozejrzała się po hokerach przy barze, ale nie było nigdzie dwóch wolnych obok siebie. Nic sobie z tego nie robiąc, wcisnęła się obok mnie. Jej dłoń zaczęła niebezpiecznie wędrować po moim udzie. Kurwa, kiedyś byłbym zachwycony takim obrotem spraw, dziś jednak byłem wściekły. Przesunąłem się i ustąpiłem kobiecie miejsca. "Pierdolony dżentelmen Ink", zabrzmiały w mojej głowie słowa Burzy, która zawsze w ten sposób komentowała moje starania, szczególnie wtedy, kiedy byliśmy właśnie w fazie kłótni.
- Czego się napijesz? - zapytałem, odgarniając włosy z jej szyi.
Zadrżała pod moim dotykiem. Nachyliłem się do barmana i złożyłem zamówienie. Wziąłem dwie czyste, bo kolorowa okazała się już za słaba na dzisiejszy wieczór. Dziewczyna, ku mojemu zaskoczeniu, poprosiła o to samo. Zmierzyłem ją spojrzeniem, gdy wychyliła pierwszy kieliszek i popiła go sokiem pomarańczowym. Skrzywiła się uroczo. Wypiłem dwie setki, jedna po drugiej, i sięgnąłem po szklankę z popitką. Jednak dziewczyna złapała ją i odsunęła tak, że nie mogłem jej dosięgnąć. Uśmiechnęła się przebiegle i bez krępacji wpiła się w moje usta. Zaskoczony nie od razu odwzajemniłem pocałunek. Laska smakowała wódką i papierosami, zupełnie obco...
- Mieszkam niedaleko, co ty na to? - wyszeptała, oderwawszy się ode mnie.
Toczyłem właśnie wewnętrzną walkę między tym, czego oczekiwało moje ciało, a czego pragnęły serce i umysł. Poddałem się jednak temu pierwszemu i skinąłem głową.
- Powiem tylko kumplom, że wychodzę.
- Zaczekam na zewnątrz - obiecała dziewczyna, przejeżdżając palcem po mojej twarzy.
Kurwa. W tłumie szukałem Robsona i Igi, dostrzegłem ich tańczących i śmiejących się z czegoś.
- Ja wychodzę! - ryknąłem do przyjaciela. - Zaopiekujesz się Igą?
- Spoko, odstawię ją bezpiecznie do domu! Baw się! - wykrzyknął Rob, a przynajmniej wydawało mi się, że to właśnie słyszałem.
Przeciskałem się przez tłum. Im bliżej wyjścia, tym mniej ludzi wpadało mi pod nogi. W końcu wyszedłem na chodnik i zobaczyłem nieopodal brunetkę palącą szluga. Dopiero w świetle neonów i ulicznych lamp mogłem ją dokładnie prześledzić wzrokiem. Czerwona sukienka opinała jej talię, podkreślając niewielki biust i wypukły tyłek. Przypuszczałem, że ciemne włosy do połowy pleców są farbowane. Czarne szpilki dodawały dziewczynie kilka centymetrów wzrostu, choć i tak sięgała mi zaledwie do klaty. Część mnie chciała uciec do domu i zapomnieć o tej przygodzie, jednak druga kazała mi zignorować myśli o Burzy i dać się ponieść chwili. Posłuchałem tej drugiej i podszedłem do dziewczyny.
- Prowadź, księżniczko - rzuciłem, bo nie miałem pojęcia, jak się do niej zwrócić.
Za zbędne uznałem teraz pytanie jej, jak ma na imię. Ona najwyraźniej również nie uważała za słuszne się przedstawiać, skoro jej nie pamiętałem. Uśmiechnęła się tylko i złapała mnie za dłoń. Jej mała rączka śmiesznie wyglądała w mojej wielkiej wytatuowanej łapie. Zupełnie jak ręka Weroniki, z tym że Burza miała zawsze paznokcie w odcieniach niebieskiego, a nie wściekłego różu. Pokręciłem głową, odrzucając myśli o byłej kochance, i skupiłem się na dziewczynie kroczącej obok mnie. Opowiadała mi teraz coś o swojej pracy. Postanowiłem, że będę przynajmniej udawał, że słucham. Wyłapałem tylko strzępy informacji, a właściwie tylko to, że czasami potrzebuje oderwania się od rzeczywistości, dlatego raz na dwa tygodnie spędza weekend w klubie. Weszliśmy do jakiejś kamienicy, a dziewczyna poprowadziła mnie na pierwsze piętro. Otworzyła stare, drewniane drzwi, po czym wpuściła mnie do środka i zapaliła światło w przedpokoju.
- Mieszkam z koleżankami, ale dziś będziemy sami - powiedziała kokieteryjnie.
Prawdę mówiąc, było mi wszystko jedno, czy ktoś będzie razem z nami w mieszkaniu. Wprowadziła mnie do pokoju i zakomunikowała, że idzie się odświeżyć, a przy okazji przyniesie nam coś do picia. Przetarłem zmęczone oczy i przysiadłem na łóżku. Odłożyłem skórzaną kurtkę na stojący obok fotel i czekałem na dziewczynę. W międzyczasie dostrzegłem zdjęcia ustawione na komodzie obok telewizora. Wstałem, żeby je obejrzeć. Liczyłem na to, że pomogą mi przypomnieć sobie, skąd znam się z brunetką. Przejechałem spojrzeniem po fotografiach, ale żadna nic mi nie mówiła. Dopiero spojrzawszy na ostatnie zdjęcie, brunetki z rudowłosą dziewczyną, przypomniałem sobie tę parkę. Może dlatego, że idealnie było widać tutaj tatuaż, który robiłem rudej. Swoje prace kojarzyłem z większą łatwością niż twarze ludzi. Przypomniałem sobie, że brunetka miała na imię Anka i na pierwszą sesję przyszła z siostrą. Wymieniliśmy się wtedy numerami, a potem spaliśmy ze sobą może ze dwa razy... No, góra trzy. Ruda miała chłopaka, pamiętam to, za to jej siostra niemal sama właziła mi do łóżka. Byłbym głupcem, gdybym nie skorzystał. Teraz już nie myślałem w ten sposób, zastanawiałem się, jak potem wytłumaczę się z tego szybkiego podrywu Weronice. Gdyby jednak zechciała w końcu ze mną porozmawiać, co jej powiem? Wiesz, kocham cię, ale kiedy się nie odzywałaś do mnie przez dwa tygodnie, pieprzyłem wszystko, co napotkałem na mojej drodze? Straciłbym ją wtedy bezpowrotnie, a nie mógłbym z nią być, nie wyznawszy jej wcześniej, że miałem chwilę słabości i poszedłem do łóżka z inną. Moje rozterki przerwała Anka, stając w drzwiach pokoju w samej bieliźnie.
- Kurwa - syknąłem pod nosem.
- Podoba ci się to, co widzisz? - zapytała kokieteryjnie, wyginając się dziwnie.
Owszem, podobało, byłem przecież człowiekiem wrażliwym na piękno. Dziewczyna okazała się kształtna, chciałem przejechać dłonią po jej zagłębieniach, dotknąć piersi. Jednak miała jedną wadę: nie była Burzą. Niewiele myśląc, podszedłem do dziewczyny, wziąłem ja w ramiona i przybliżyłem do siebie. Ucieszona zarzuciła mi ręce na szyję i oblizała wargi w oczekiwaniu. Nachyliłem się i odrzuciłem jej ciemne pasma do tyłu, gładziłem dłonią jej kark. Zadrżała w moich ramionach. Uśmiechnąłem się. Przysunąłem wargi do jej ucha i wyszeptałem zachrypniętym głosem:
- Wybacz, ale jednak nie jesteś w moim typie.
Odsunąłem się, by wyjść z mieszkania i zostawić roznegliżowaną, zaskoczoną kobietę w jej sypialni.
Kobieta krzyknęła za mną, że chyba sobie kpię, i rzuciła w drzwi poduszką zabraną z pobliskiego fotela. Zdążyłem się uchylić i uśmiechnąć przebiegle, żeby jeszcze bardziej ją rozeźlić. Była zbyt łatwa, a ja przyzwyczaiłem się do zdobywania. Burzy, oczywiście, bo tylko ona miała tyle pewności siebie, żeby mnie na przemian odrzucać i zapraszać do swojego serca, kiedy tylko zmienił jej się nastrój.
Kiedy wyszedłem na zewnątrz, chłód czerwcowej nocy uświadomił mi, że zostawiłem w mieszkaniu dziewczyny kurtkę. Postanowiłem jednak zignorować ten fakt i wrócić rano po moją zgubę, gdy dziewczyna ochłonie, a ja nie będę narażony na jej irytację. Włożyłem ręce do kieszeni i wyciągnąłem telefon, żeby zadzwonić po ubera, nie było już sensu dołączać w klubie do Igi i Robsona, lepiej, żebym jechał do domu.
Weronika
Poprawiłam włosy i pewnym krokiem ruszyłam do pracy. Jako szefowa musiałam sprawiać pozory, jednak kiedy weszłam do biura i zobaczyłam Malwinę z Dominiką, od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. To z tymi dziewczynami stawiałam w tym biznesie pierwsze kroki i bez dwóch zdań mogłam je nazywać bliskimi koleżankami. Słowo "przyjaciółka" zarezerwowałam tylko dla Majki. Mogłam mieć wiele kumpelek i znajomych, jednak to do Majki leciałam ze wszystkimi smutkami czy radościami. To z nią również spędziłam cały weekend, jedząc lody przed telewizorem i obgadując Doriana. Maja dobrze trafiła, bo choć początkowo byłam podejrzliwa co do Jawora, dziś już wiedziałam, że chce dla mojej przyjaciółki tego samego, co ja - szczęścia i spokoju.
- Jak minął wam weekend? - zagadałam do dziewczyn.
Malwina tylko uśmiechnęła się blado i uniosła w moją stronę kubek z parującym napojem. Domyśliłam się, że to mocna kawa. Rudowłosa kobieta wygląda, jakby nie spała przez kilka ostatnich dni. Cóż, parę miesięcy temu została mamą. Razem z mężem tworzyli ciekawy związek, bardzo wspierający, oparty na przyjaźni. Zmieniali się przy dziecku. Tomek bez problemu przeszedł na urlop ojcowski, żeby Malwina mogła wrócić do pracy zaraz po macierzyńskim.
- My byliśmy u rodziców Michała, masakra. Nienawidzę jego siostry - rzuciła Dominika i opadła zmęczona na fotel.
- Widzę, że dla żadnej z nas minione dni nie były łaskawe. To w poniedziałek wpadamy w nowy tydzień z nową energią! - Klasnęłam w dłonie i przeszłam na zaplecze, by odłożyć torbę.
W przerwach między kolejnymi klientami rozmawiałyśmy o pierdołach. Bolała mnie głowa, bo ostatniej nocy po raz kolejny pozwoliłam sobie na słabość. Byłam silna tylko powierzchownie. Jak każdy inny potrafiłam płakać. A teraz po raz pierwszy w życiu miałam złamane serce. Naprawdę po raz pierwszy, bo odchodząc od Florka, czułam ekscytację, spokój i chyba nawet szczęście. Teraz, kiedy straciłam Inka, czułam jedynie pustkę. Odrzuciłam myśli na bok i skupiłam się na dziewczynie przechodzącej właśnie przez drzwi frontowe. Była to siostra Malwy, uśmiechnęła się i przywitała z nami. Znałam ją pobieżnie, kilka razy wyszłyśmy razem na jakąś imprezę, na pewno była bardziej rozrywkowa niż Malwina. Wyglądem też znacząco się różniły - Malwina swoje jasne włosy farbowała na wściekły rudy, który idealnie pasował do jej jasnych oczu, siostra za to miała włosy kruczoczarne, ale nie byłam w stanie stwierdzić, czy też je farbuje, czy takimi obdarzyła ją natura. Była też o wiele niższa od Malwy. Animuszu dodawały jej wysokie szpilki.
- Cześć, dziewczyny, przyszłam porwać moją siostrę - rzuciła na powitanie i cmoknęła Malwinę w policzek.
- Jak dla mnie możesz już ją brać - powiedziałam, nie odrywając wzroku od komputera.
- Zostało mi jeszcze czterdzieści minut - odparła Malwa zaskoczonym tonem.
- Anka, jeśli obiecasz, że pomożesz jej się rozerwać, zanim wróci do domu, to naprawdę już możecie iść.
- Dlaczego ja nie mam takiego szefa? - Anka ze śmiechem przysiadła w fotelu przy ścianie.
- Bo pracujesz w korporacji - wtrąciła się Dominika. - Czasami mam wrażenie, że twoi przełożeni są jakimiś cyborgami.
- Może. - Anka wzruszyła ramionami i zaraz dodała: - Ale miałam przygodę w weekend. Wyrwałam najlepsze ciacho w okolicy i zaciągnęłam go do siebie.
- Uuu, gorący, płomienny seks? Opowiadaj! - Zainteresowałam się, pozwalając sobie na chwilę przerwy.
- A najlepsze jest to, że po wszystkim chłopak zostawił u mnie swoją kurtkę, więc jeszcze jest szansa na powtórkę. - Poruszyła sugestywnie brwiami.
- No dobra, masz zdjęcie tego przystojniaka? - Dominika wstała i usiadła obok Anki, czekała, aż ta pokaże jej zdjęcie chłopaka, którego udało jej się zdobyć.
- Nie mam na telefonie, ale czekaj, znajdę go na fejsie.
Dziewczyna zaczęła szukać obiektu swoich westchnień, a Dominika wykorzystała okazję do oderwania się od obowiązków i wpatrywała się w swój telefon. Sama wstałam z fotela z nadzieją, że i ja zobaczę, kogo zaliczyła. Podeszłam do dystrybutora z wodą i nalałam do kubka zimnego płynu. W międzyczasie Anka znalazła chłopaka i pokazała go Dominice.
- Kuuuuurwa - przeciągłe przekleństwo wydobyło się z ust Dominiki.
- Aż taki dobry, co? - Roześmiałam się i podeszłam do nich, po czym zerknęłam na wyświetlacz.
W jednej chwili poczułam, jak grunt usuwa mi się spod stóp. Patrzyłam na uśmiechniętą twarz Doriana. Poczułam ukłucie w sercu, nogi miałam jak z waty, nie potrafiłam nad sobą zapanować. Dominika szybko ustąpiła mi miejsca i pozwoliła usiąść w fotelu. Mrugałam z prędkością światła, żeby odgonić łzy, nie mogłam publicznie okazać słabości.
- Co jest, laska? - Anka zabrała telefon sprzed mojej twarzy i spojrzała na mnie podejrzliwie.
- To jej facet - zakomunikowała Dominika.
- Ups, przykro mi, że tak kiepsko trafiłaś. Ale przynajmniej miałaś z nim nieziemski seks, nie? - dziewczyna zaszczebiotała złośliwie i zaśmiała się sztucznie.
- Może tobie się pomyliło? Może to nie był on? - zapytałam z drżeniem w głosie.
- Przecież wiem, z kim sypiam, laska - obruszyła się Anka. - Zresztą mam jego kurtkę w torbie, zamierzałam mu ją dziś oddać. Chcesz zobaczyć?
Schyliła się do płóciennej torby, która stała obok jej nóg, i wyciągnęła kurtkę Inka. Poznałabym ją wszędzie. Choć teoretycznie każdy mógłby mieć takie samo okrycie, byłam na tyle blisko, że mogłam wyczuć perfumy Inka unoszące się w powietrzu. Ten zapach kpił ze mnie, z tej romantycznej części mojej duszy, która myślała, że dla mnie Ink się zmieni.
- Chyba lepiej będzie, jak to schowasz i poczekasz na Malwę na zewnątrz - rzuciła Dominika.
- No dobrze, ale, hej, to nie moja wina, że jej chłoptaś lubi zabawę. Nie wspominał, że jest zajęty. - Cmoknęła wkurzająco, zapakowała kurtkę z powrotem do torby i wyszła.
- Dziękuję - powiedziałam cicho do Dominiki.
- Wydaje mi się, że zrobiła to specjalnie. - Domi kucnęła obok mnie i uśmiechnęła się pocieszająco.
- Skąd mogła wiedzieć o Inku i o mnie? Nie, zwyczajnie poszedł się zabawić, między nami wszystko skończone, miał prawo.
- A jednak nie ignorujesz tego faktu. Nadal ci na nim zależy, kochasz go.
- To już bez znaczenia. - Wstałam i wygładziłam ubranie, przybierając obojętny wyraz twarzy.
Choć serce paliło mnie żywym ogniem, rozdzierało bólem, nie mogłam dłużej pozwolić sobie na słabość i okazywanie emocji.
- Jestem gotowa, poprawiłam trochę makijaż w łazience, mogę już wychodzić? - Malwa wyszła z pomieszczenia socjalnego i zmierzyła nas spojrzeniem - Wszystko okej?
- Oczywiście, idź już i baw się dobrze. - Zmusiłam się do uśmiechu.
- To do jutra - rzuciła na do widzenia i wyszła, zostawiając mnie samą z Dominiką.
- Wera, wiem, że nie chcesz o tym rozmawiać.
- Masz rację, nie chcę - ucięłam i siadłam do komputera.
Wpatrywałam się jednak w monitor bez większej pewności, co powinnam teraz robić. Miałam mętlik w głowie, nie lubiłam tracić kontroli. A teraz wszystko wymykało mi się z rąk, jakbym nie potrafiła własnego życia utrzymać w ryzach. A to wszystko dlatego, że pozwoliłam sobie na słabość, jaką była miłość. To prawda, co mówią, że miłość nas ogłupia, sprawia, że tracimy kontakt z rzeczywistością i nie umiemy racjonalnie oceniać sytuacji. Już raz dałam się zamknąć w sidłach zauroczenia, myślałam, że z Inkiem będzie inaczej. Jednak po raz kolejny wkręciłam się w związek z nieodpowiednim facetem. Zaczynałam wątpić, czy gdzieś na świecie są jeszcze faceci, którzy zasługują na uwagę.
- Oczywiście, że wiedziała o tobie i Inku! Przecież on tatuował Malwę, pamiętasz? To Malwa ci poleciła studio Inka?
- Być może, Domi, to już nieważne, naprawdę. - Uśmiechnęłam się sztucznie. - Pracuj lepiej - starałam się rzucić ostrzejszym tonem szefowej.
Nie miałam już ochoty siedzieć tutaj. I tak się na niczym nie skupię. Potrzebowałam wina, Majki i zwyczajnego przyjacielskiego przytulenia. Wyłączyłam komputer i zerknęłam na Dominikę.
- Zamknij dzisiaj, ja muszę jeszcze coś załatwić. Widzimy się jutro.
Dziewczyna tylko skinęła głową, nie siląc się już na próby rozmawiania ze mną. Przeszłam pewnym kokiem na zaplecze i skręciłam w lewo do łazienki dla personelu. Złapałam brzegi umywalki i zacisnęłam chwyt, aż pobielały mi knykcie. Podniosłam wzrok i zerknęłam na swoje odbicie. Wpatrywałam się w swoje zielone oczy, jakbym obserwowała kogoś obcego. W mojej głowie pojawiły się słowa Inka: "Oboje mamy rzadki zielony kolor oczu, to znak, że powinniśmy być razem". Wspomnienia zaczęły zalewać moją głowę - uśmiechnięta twarz Doriana, wpatrzone we mnie zielone oczy, pełne miłości. Przynajmniej wtedy wydawało mi się, że były przepełnione uczuciem. Często na początku darliśmy ze sobą koty. Seks był zawsze gwałtownym zrywem. Jednak im bardziej siebie poznawaliśmy, tym więcej dostrzegaliśmy w sobie ukrytych cech. Oboje pozwalaliśmy sobie na wrażliwość wyłącznie w naszym towarzystwie. Kiedy leżeliśmy na jego kanapie, wtuleni, patrząc w telewizor, kiedy spacerowaliśmy nad Wisłą... W zwykłej codzienności dostrzegaliśmy szczęście. Przy sobie ściągaliśmy maski, obnażając swoje słabości i pokazując inną naturę, zarezerwowaną dla bliskich. A jednak nie potrafiłam się zmusić do szczerości wobec niego, nie potrafiłam mu opowiedzieć o Florku i mojej przeszłości. Ciągle widziałam we wspomnieniach Inka klęczącego przede mną, wtedy mi się wydawało, że jego zielone oczy przepełnione były miłością. To ja go zraniłam, to ja to wszystko zniszczyłam, to ja skrywam tajemnicę i nie potrafię mu jej wyjawić. A mimo to czułam, że i on nie był wobec mnie fair, od razu lądując w łóżku z innymi laskami. Widocznie nie kochał mnie tak bardzo, jak sobie to wymyśliłam.
Wzięłam się w garść, poprawiłam w lustrze makijaż i wyszłam z łazienki, starając się przybrać maskę obojętności. Zgarnęłam z zaplecza swoje rzeczy, szybko pożegnałam się z Domi i wyszłam z pracy. Drałowałam przed siebie, rozglądając się po zatłoczonym mieście. Obserwowałam mijających mnie ludzi i zastanawiałam się, co trzymali w sekrecie. Nogi same zaprowadziły mnie do salonu tatuażu Inka. Stanęłam w pewnej odległości i dostrzegłam przed wejściem Ankę. Poczułam się, jakby ktoś zdzielił mnie w twarz. Nie tylko przespali się po sobotniej imprezie, ale spotykali się w tygodniu. Przypomniałam sobie, że miała jego kurtkę i być może przyszła tylko ją zwrócić. Jednak gdyby między nimi do niczego nie doszło, zostawiłaby ją w recepcji i wyszła. Po kilku sekundach dołączył do niej Ink. Sięgnął po okrycie, ale dziewczyna przekornie schowała ją za plecy i nachyliła się w jego stronę, gotowa do pocałunku. Nie miałam ochoty tego obserwować, lecz zamiast odejść w przeciwnym kierunku, ruszyłam w ich stronę i, niewiele myśląc, stanęłam obok Anki. Byłam od niej nieco wyższa, ale nie na tyle, żeby zrównać się wzrostem z Dorianem. Wyglądał za dobrze, zbyt idealnie jak na faceta, którego musiałam nienawidzić. Ubrany jak zwykle w ciemne kolory, z czarnymi włosami, które teraz były w dziwnym nieładzie dodającym mu tylko uroku. Pragnęłam przejechać dłonią po jego jednodniowym zaroście i wtulić się w jego pierś. Potrzebowałam go jak tlenu... Choć starałam się temu zaprzeczyć, bez niego nie potrafiłam oddychać.
- Weronika? - zapytał zmieszany i zaskoczony.
- Fajny miałeś weekend, nie? - sarknęłam.
- Co? O czym ty mówisz?
- Szkoda mi każdej sekundy spędzonej w twoim towarzystwie! Jesteś złamanym chujem, niewartym uczuć żadnej kobiety.
Zrobiłam w tył zwrot i już miałam odejść, gdy nagle Ink złapał mnie za ramię i zmusił, żebym się zatrzymała. Odwróciłam się w jego stronę i od razu tego pożałowałam, wyglądał jak szczeniak, którego ktoś kopnął. Miałam ochotę go przytulić i pozwolić, żeby wszystko mi wyjaśnił. W tym momencie byłam nawet gotowa wybaczyć mu ten zryw z Anką, pragnęłam go objąć go i sprawić, żeby uśmiechnął się tak, jak kiedyś.
- Proszę, nie odchodź, porozmawiajmy - powiedział błagalnie.
- Nie mam czasu dla ciebie, spieszę się - rzuciłam, próbując opanować drżenie głosu.
- Dokąd?
- Do lekarza, muszę się przebadać i sprawdzić, czy mnie czymś nie zaraziłeś. Cholera wie, jakie kurwy przetoczyły się przez twoje łóżko.
Wyrwałam się z jego uścisku i szybkim krokiem odeszłam, cały czas próbując przezwyciężyć chęć obrócenia się i sprawdzenia, co robi Dorian z Anką. Szybko jednak odrzuciłam tę myśl, krocząc pewnie przed siebie. Do moich uszu zdążyły jeszcze dotrzeć słowa jakiejś innej kobiety, która kazała Inkowi się uspokoić. Jego odpowiedzi na szczęście już nie usłyszałam. Z tyłu zapewne wyglądałam jak pewna siebie kobieta, która odchodzi i zostawia za sobą przeszłość. Jednak moja twarz w tym momencie zdradzała wszystkie uczucia, nie mogłam już opanować łez. Szłam i płakałam jak mała zraniona dziewczynka, już nie potrafiłam być silna. Gubiłam się w swoich uczuciach, w tym, co powinnam zrobić i jak się zachować. Chciałam jechać do Majki, jednak jakiś cichy głosik w głowie podpowiadał mi, że nie powinnam jej się narzucać ze swoimi problemami. Dopiero odzyskała miłość, stworzyła szczęśliwy związek, nie powinnam aż tak bardzo obarczać jej swoimi problemami. Błąkałam się jeszcze bardzo długo po ulicach Warszawy. Nogi bolały mnie od niewygodnego obuwia, a głowa pękała od nadmiaru myśli. Zachowałam się impulsywnie, po raz kolejny nie tak, jak powinnam. Jakaś część mnie pragnęła pójść do Inka i pozwolić mu wszystko wyjaśnić. Jednak od razu pojawiała się również myśl, że wymagałoby to ode mnie tłumaczenia, dlaczego odrzuciłam jego oświadczyny, a nie byłam jeszcze gotowa otwierać bramy z przeraźliwym napisem PRZESZŁOŚĆ. Przysiadłam na przystanku i tępo wpatrywałam się w przejeżdżające samochody. Jakaś para obok mnie przytulała się do siebie, przyprawiając mnie o mdłości. Podjechał autobus, którym mogłabym się dostać do Inka. Oparłam się tej myśli. Bałam się, że zobaczę w jego domu Ankę, a tego byłoby już za wiele. Z jednej strony wiedziałam, że nie powinnam go oceniać, nie byliśmy już parą, mógł robić, co chciał, z drugiej jednak czułam się zdradzona i ta zdrada paliła mnie od środka żywym ogniem. Czułam, że już nigdy nie będzie między nami dobrze. Byliśmy skazani na samotność. Na spotkania z przypadkowymi ludźmi, którzy na chwilę dadzą nam namiastkę szczęścia...