Pomiędzy. Historie osób niebinarnych - Renata Kim

Kup ebooka

43.90 zł
35.56 zł (35,12 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Żeby być sobą

"By­li­śmy, je­ste­śmy i bę­dziemy" - to zda­nie sły­sza­łam w cza­sie pracy nad tą książką naj­czę­ściej. Zwy­kle z uzu­peł­nie­niem: by­li­śmy w każ­dym cza­sie i miej­scu. W wielu kul­tu­rach sza­no­wano nas, a na­wet czczono, trak­to­wano jak du­cho­wych prze­wod­ni­ków, na­uczy­cieli i le­ka­rzy. Po­tem jed­nak, czę­sto pod wpły­wem na­jeźdź­ców i ko­lo­ni­za­to­rów, za­po­mniano albo wręcz wy­ma­zano nas z hi­sto­rii spo­łecz­no­ści.

Je­śli prze­trwa­li­śmy, jak in­dy­skie hijry, to za­miast sza­cunku do­sta­jemy dys­kry­mi­na­cję. W Ame­ryce Pół­noc­nej wiel­kim wy­sił­kiem przy­wra­camy pa­mięć o na­szych rdzen­nych przod­kach two-spi­rit, a na Ha­wa­jach o m?h?, któ­rzy uczyli tańca hula, do­póki mi­sjo­na­rze nie przy­wieźli swo­jej wiary, a tra­dy­cyjny ta­niec uznali za lu­bieżny, więc go za­ka­zali.

By­li­śmy, je­ste­śmy i bę­dziemy. W obu Ame­ry­kach, Azji oraz Oce­anii i w Afryce. Na­zy­wano nas róż­nie: by­li­śmy trze­cią płcią albo, jak w In­do­ne­zji, wa­ria. I to za­wsze zna­czyło, że nie mie­ścimy się w tra­dy­cyj­nym po­dziale na męż­czyzn i ko­biety, w bi­nar­nym opi­sie płci. Do tej pory by­li­śmy nie­wi­dzialni, bo albo spo­łe­czeń­stwo nie chciało nas zo­ba­czyć, albo my sami się ukry­wa­li­śmy. A te­raz wresz­cie je­ste­śmy wi­doczni i już nie chcemy żyć ina­czej. My, osoby nie­bi­narne.

Wszyst­kim oso­bom, z któ­rymi roz­ma­wia­łam, za­da­wa­łam to samo py­ta­nie: co to zna­czy nie­bi­nar­ność?

- Za­wie­sze­nie po­mię­dzy płciami - sły­sza­łam w od­po­wie­dzi.

Albo: - By­cie po­mię­dzy.

I jesz­cze: - Poza płcią.

Cza­sami do­sta­wa­łam pre­cy­zyjną de­fi­ni­cję: osoby nie­bi­narne nie są w stu pro­cen­tach ani ko­bie­tami, ani męż­czy­znami. Ich toż­sa­mość może być po­łą­cze­niem tych dwóch płci, może w płynny spo­sób prze­cho­dzić mię­dzy nimi, być trze­cią, od­dzielną ka­te­go­rią lub cał­ko­wi­tym bra­kiem płci. I tak na­prawdę tyle nie­bi­nar­nych płci, co nie­bi­nar­nych osób.

- Naj­pro­ściej mó­wiąc, to dziecko albo do­ro­sła osoba, która nie iden­ty­fi­kuje się jako ści­śle mę­ska albo ści­śle ko­bieca. Nie mie­ści się w tym po­dziale - mówi Tavi Hawn, osoba rdzen­nie ame­ry­kań­ska i nie­bi­narna, od lat wspie­ra­jąca te­ra­peu­tycz­nie trans­pł­cio­wych na­sto­lat­ków oraz ich opie­ku­nów. Au­tor ksią­żek o tej te­ma­tyce.

Roz­ma­wia­łam z nią mię­dzy in­nymi o tym, jak po­winni za­cho­wać się ro­dzice, gdy dziecko któ­re­goś dnia staje przed nimi i mówi: "Mamo, tato, je­stem nie­bi­narne". Zwy­kle nie są na to przy­go­to­wani, więc re­agują stra­chem, zmie­sza­niem, cza­sem gnie­wem. Nie wie­dzą, czym jest nie­bi­nar­ność, za to sły­szeli, że to po­wszechna wśród dzie­cia­ków moda pod­sy­cana przez se­riale Net­flixa, w któ­rych pełno jest ta­kich po­staci. Albo na­sto­let­nia faza przej­ściowa, która za ja­kiś czas mi­nie, wy­star­czy prze­cze­kać.

Cza­sem pró­bują wal­czyć: za­ka­zują uży­wa­nia neu­tral­nego płciowo imie­nia, nie ak­cep­tują tego, że ich dziecko zmie­niło za­imki, za­bra­niają mu no­sze­nia ma­ki­jażu czy ulu­bio­nych ciu­chów. I nie przyj­mują do wia­do­mo­ści, że ono cierpi, nie mo­gąc być tym, kim się czuje. Nie mo­gąc być sobą.

Wszy­scy moi roz­mówcy po­wta­rzali: to nie­prawda, że w ostat­nim cza­sie osób nie­bi­nar­nych la­wi­nowo przy­bywa. One za­wsze były, tylko same nie wie­działy, kim są. I nie miały od­po­wied­nich słów, by się opi­sać. Do­piero nie­dawno do­stały i słowa, i od­po­wie­dzi na drę­czące je od lat py­ta­nia. Mo­gły zro­zu­mieć, skąd się brał ten doj­mu­jący brak przy­na­leż­no­ści, który za­wsze czuły. I wresz­cie zna­la­zły - przede wszyst­kim dzięki in­ter­ne­towi - in­nych lu­dzi, któ­rzy my­ślą i czują tak samo jak one. Dla­tego na­brały od­wagi, by o tym mó­wić.

Od­daję im głos, by opo­wie­działy o sa­mot­no­ści, bólu i roz­pa­czy wy­ni­ka­ją­cych z nie­wie­dzy. Ale też o wiel­kiej ra­do­ści i rów­nie wiel­kiej uldze, gdy oka­zało się, że nie są same, je­dyne ta­kie na świe­cie. I o szczę­ściu, gdy oka­zy­wało się, że bli­scy sta­rają się zro­zu­mieć i za­ak­cep­to­wać.

- Opi­sy­wa­nie sie­bie i swo­jej toż­sa­mo­ści jest tro­chę skom­pli­ko­wane, ale my, osoby nie­bi­narne, to wszystko wiemy. Mu­simy wie­dzieć, żeby żyć nor­mal­nie. I żeby być sobą - mówi je­den z bo­ha­te­rów.

Inni opo­wia­dają o ży­ciu w kraju, w któ­rym nie mają ta­kich sa­mych praw jak reszta spo­łe­czeń­stwa, za to nie­ustan­nie są na­ra­żeni na dys­kry­mi­na­cję. Gdzie na­wet lu­dzie de­kla­ru­jący zro­zu­mie­nie i wspar­cie po­tra­fią za­żą­dać, by "w końcu się zde­cy­do­wali", "okre­ślili, czy są ko­bietą czy męż­czy­zną". Gdzie prawo do ko­rekty płci nie jest ure­gu­lo­wane z?adna? ustawa?, a te­mat oso?b nie­bi­nar­nych był do nie­dawna wła­ści­wie nie­obecny w me­diach.

Dzię­kuję wszyst­kim czy­tel­ni­kom tej książki. To dla mnie wielka ra­dość, że chce­cie po­znać te nie­zwy­kłe osoby, które zgo­dziły się opo­wie­dzieć o swoim ży­ciu. Ich hi­sto­rie po­mo­gły mi roz­broić wiele uprze­dzeń i ste­reo­ty­pów, z któ­rych na­wet nie zda­wa­łam so­bie sprawy, po­ka­zały, jak wiele jesz­cze po­win­nam i mogę się na­uczyć. Je­stem im za to ogrom­nie wdzięczna, mój świat stał się dzięki nim więk­szy. Mam na­dzieję, że wasz też się sta­nie.

Dzię­kuję też oso­bie, która osta­tecz­nie nie po­jawi się w tej książce. Opo­wie­działa mi swoją hi­sto­rię, jed­nak po­tem się wy­co­fała. Nie mo­gła znieść tego, że w cza­sie roz­mowy kilka razy po­my­li­łam jej za­imki, uży­łam nie­wła­ści­wej formy cza­sow­nika w cza­sie prze­szłym. Przy­spo­rzy­łam jej bólu i prze­pro­siny to było za mało. Do dziś jest mi z tego po­wodu ciężko. Ale ta emo­cjo­nalna re­ak­cja uświa­do­miła mi, jak bar­dzo bo­le­sne dla osób nie­bi­nar­nych są ta­kie sy­tu­acje. I że po­win­ni­śmy ich sta­ran­nie uni­kać wła­śnie po to, by przez nas nie cier­piały.

Czy­taj­cie tę książkę ni­czym pod­ręcz­nik, który po­może zro­zu­mieć, jak to jest być osobą nie­bi­narną. Bo one były, są i będą.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki