Bartłomiej Dobroczyński
Polskie zmory, czyli dlaczego psychoanaliza nam się nie udała
Podstawą polskich metafizyk jednodniowych jest zastarzałe polskie nieuctwo, niedbała i leniwa uprawa polskich mózgów. Ciasnota widnokręgów umysłowych, graniczące ze zdziczeniem zobojętnienie przesłaniają się same przed sobą bezwzględnym gestem pogardliwej negacji. Zaprzecza się istnienia zagadnień, o których się nie wie. Lekceważąco strąca się w nicość naukę, instytucje społeczne, technikę, przemysł i wreszcie, gdy przyciśnięte do muru absolutne ja musi przeciwstawić coś własnego tym wszystkim zaprzeczonym światom, występuje ono z czymś naiwnym, przestarzałem, dziecinnym. Stanisław Brzozowski1
Zmory to tytuł słynnej powieści inicjacyjnej Emila Zegadłowicza, która nie tylko w okresie międzywojennym budziła w Polsce niemałe kontrowersje. Podobnie zresztą jak freudowska psychoanaliza, krytykowana była za rzekomo nadmierną koncentrację na pierwiastkach seksualnych - i to w sposób, który dodatkowo godził w utrwalony mit o przyrodzonej niewinności dzieci w tym zakresie. W takim właśnie duchu doktor Maria Grzywo-Dąbrowska w recenzji zatytułowanej wymownie Rzeczywistość czy majaczenia wytykała Zegadłowiczowi "apoteozę płciowości", która w jego ujęciu miała być "czymś koniecznym, wielkim, pięknym"2. Autorka wydanej parę lat wcześniej Psychologii prostytutki3 z oburzeniem odrzucała taką możliwość: "Z pierwszym określeniem możemy się w zasadzie zgodzić, z obu następnymi - nie sposób"4. Według niej bowiem z "równą słusznością można by nazwać czymś wielkim i pięknym funkcje narządów oddechowych, pokarmowych, wydzielniczych..."5. Dla zirytowanej lekarki afirmacja seksualności i erosa była najwyraźniej czymś wręcz nie do pomyślenia. Wydaje się, że podobnie jak wiele polskich kobiet tamtego okresu, także wykształconych, doświadczała tej sfery jako wielce zagrażającej, nieprzystojnej, powiązanej z najciemniejszymi stronami życia. Doktor Gabryela Majewska półtorej dekady wcześniej wręcz przypisywała płci żeńskiej specjalną misję cywilizacyjną, zgodnie z którą "Kobieta jutra, podnosząc ducha mężczyzny, zmniejszy niesympatyczną zmorę instynktu płciowego i w tym będzie wielka jej zasługa"6. Zmory to jednak nie tylko tytuł powieści odsądzanej od czci i wiary, lecz także i przede wszystkim określenie pochodzące z rodzimej mitologii, a oznaczające niebezpieczne i budzące trwogę istoty, znane również jako strachy, straszydła, strzygi, upiory, widma i duchy nocne. Odnosi się ono też do przykrych skutków, jakich ma doznawać każdy, kto się z nimi zetknie. Zmory to zatem "duszenie przez sen", a także "ciężki sen z halucynacjami, bardzo przykrymi marzeniami i uczuciem (...) gniecenia na piersiach"7. I choć na pierwszy rzut oka może się to wydać nieprawdopodobne, to zarówno powieść Zegadłowicza, jak i rodzima wyobraźnia ludowa stwarzają zaskakująco trafny kontekst dla zawikłanych losów psychoanalizy na ziemiach polskich. Psychoanalizy, co warto podkreślić, rozumianej nie tylko jako pewien historyczny fenomen zrodzony we Wiedniu, lecz także jako specyficzny akt narodowego samopoznania, a więc zmierzenia się ze swoją tożsamością i przeszłością, popędami i strachami, marzeniami i obawami. Zacznijmy jednak paradoksalnie - od Indii...
Wiele wskazuje na to, że - przynajmniej w trakcie pisania Czarodziejskiej Góry8 - Tomasz Mann skłaniał się do interpretacji freudyzmu (wraz z proklamowaną w jego ramach nieświadomością) jako swego rodzaju "orientalnej inwazji"9 i być może dlatego raczej odstręczającą figurę psychoanalityka obdarzył z polska brzmiącym nazwiskiem Krokowski oraz imieniem Edhin, które jest sanskryckim odpowiednikiem niemieckiego słowa "fördernd" i znaczy tyle co żądający, domagający się, roszczący, ale też wymuszający10. W tym świetle psychoanaliza jawiłaby się jako potencjalnie groźna dla europejskiego ducha doktryna rodem ze Wschodu, której przeszczepienie mogłoby zaowocować nieobliczalnymi, być może niepożądanymi, skutkami. Jednak taka diagnoza z pewnością nie spodobałaby się Hindusom, którzy we freudyzmie mogliby rozpoznać opresję akurat rodem z Zachodu - a mieliby do tego dobre powody. Brytyjscy autorzy z czasów kolonialnych, jak choćby Claud Dangar Daly czy Owen Berkeley-Hill, publikowali bowiem już w latach dwudziestych poprzedniego stulecia artykuły w "International Journal of Psychoanalysis" czy "Imago", gdzie przedstawiali mieszkańców Indii w nader negatywnym świetle, jako niedojrzałych, najczęściej dziecinnych lub zniewieściałych, ich zaś konstytutywne cechy charakteru uznawali za tożsame z cechami europejskich neurotyków11. Wśród paternalistycznych inwektyw pojawiały się także oskarżenia Hindusów o przyrodzoną niezdolność do przywództwa i samodzielności, co oczywiście stwarzało logiczną podstawę tezy o absolutnej konieczności rządów kolonialnych. Miałyby one w opinii autorów pełnić w odniesieniu do indyjskich autochtonów funkcję "mądrego rodzica"12.
Z drugiej jednak strony psychoanaliza nie wyszła z kontaktu z Indiami bez szwanku. Doznała tam bowiem niejakiego uszczerbku na swych uniwersalistycznych zapędach i ambicjach. Christiane Hartnack13 w spektakularny sposób ukazuje to między innymi na przykładzie pochodzącego z Bengalu lekarza o nazwisku Girindrasekhar Bose, który założył Indyjskie Towarzystwo Psychoanalityczne (Indian Psychoanalytical Society) już w 1921 roku, a więc trzy lata wcześniej, niż ukazało się pierwsze wydanie Czarodziejskiej góry. Bose prowadził praktykę terapeutyczną, która dość szybko ujawniła, że zmienne kulturowe są w stanie poważnie podać w wątpliwość kanoniczne tezy psychoanalizy. Po pierwsze więc, jego pacjenci, którymi byli przeważnie chłopcy i mężczyźni, zaskakująco często przejawiali pragnienie bycia dziewczynkami lub kobietami, co stało w sprzeczności z proklamowaną przez Freuda "zazdrością o penisa". Co więcej, okazało się też - tym razem w kontrze do koncepcji kompleksu Edypa - że w indyjskich rodzinach to sfrustrowani ojcowie demonstrowali zazdrość o pozycję synów i ich relację z matkami, a nie odwrotnie. Prace Hartnack w przekonujący sposób pokazują, że intelektualna migracja psychoanalizy do Indii nie obyła się bez zgrzytów: wiele aspektów i ważnych składników oryginalnej koncepcji w ogóle nie przyjęło się w tym kręgu kulturowym, inne uległy w punkcie docelowym daleko idącym zmianom. Adrian C. Brock14 uznaje analizy Hartnack za reprezentatywny przykład badań nad intelektualną migracją idei w obrębie szeroko rozumianych dziejów myśli psychologicznej. Badania tego rodzaju są ważną częścią składową dwóch wzajemnie ze sobą powiązanych podejść, a właściwie mikroparadygmatów, które hasłowo funkcjonują jako "policentryczne ujęcie dziejów psychologii" oraz "indygenizacja/internacjonalizacja" poszczególnych szkół, kierunków i teorii w różnych krajach i kręgach kulturowych15. Jednym z pionierów całej tej orientacji jest urodzony we Wrocławiu kanadyjski teoretyk i uczony Kurt Danziger, który bodajże jako pierwszy wskazywał na heurystyczną płodność tematu migracji intelektualnej w szeroko rozumianej historii myśli psychologicznej. W swoim wystąpieniu na ten temat, które miało miejsce w trakcie Międzynarodowego Kongresu Psychologicznego w Montrealu w 1996 roku, sformułował serię intrygujących pytań, które warto przytoczyć w dosłownym brzmieniu:
Co się dzieje z psychologicznymi pojęciami, teoriami czy procedurami, kiedy podejmowane są próby ich przeszczepienia? Dlaczego niektóre z nich okazują się znacznie lepszymi podróżnikami niż inne? Jakim sposobem ta podróż je zmienia, czasem wręcz w stopniu uniemożliwiającym ich rozpoznanie? Dla kogo okazują się użyteczne i dlaczego?16
I choć wprawdzie Danziger odnotował zajście "transferów intelektualnych", które zakończyły się pełnym sukcesem, to jednak z całą mocą podkreślił też istnienie licznych, a przy tym znacznie bardziej pouczających przykładów "fałszywych rozumień, błędnych tłumaczeń, całkowicie wypaczonego pojmowania, wręcz wrogości"17.
Z naszej polskiej perspektywy, przede wszystkim z racji peryferyjności rodzimej nauki, problematyka indygenizacji wydaje się o wiele bardziej interesującym i płodnym zagadnieniem niż kwestie policentryczności (choć pojedyncze próby podejmowania intelektualnego dialogu na równych prawach z decyzyjnymi ośrodkami zagranicznymi niekiedy również miały miejsce). Rzecz przy tym jasna, że Polska, nawet z całą złożonością i barwnością swej historii oraz niemałym w przeszłości zróżnicowaniem etnicznym, nie wydaje się, przynajmniej na pierwszy rzut oka, w znacznym stopniu podobna do kolonialnych Indii z lat dwudziestych i trzydziestych. Jednak uważna lektura artykułów i książek powstałych w czterech pierwszych dekadach XX wieku i odnoszących się do różnych teoretycznych i praktycznych aspektów recepcji psychoanalizy na naszych ziemiach skłania do wniosku, że jej intelektualna migracja oraz podejmowane próby przeszczepienia w domenę szeroko rozumianej społecznej praxis natrafiały, podobnie jak na subkontynencie indyjskim, na liczne trudności i bariery. Podkreślenia jest warty fakt, że choć na naszym rodzimym gruncie nie odnotowywano raczej fenomenów równie spektakularnych jak "pragnienie bycia dziewczynką" czy postawiona "na głowie" postać kompleksu Edypa, to w ich miejsce pojawiły się, kto wie czy nie jeszcze bardziej fascynujące, zjawiska, które jednak, aby stały się "widzialne", wymagają dłuższej i pogłębionej analizy. Były one bowiem tak misternie wtopione w żywą tkankę ówczesnej polskiej kultury, że tylko pewien dystans mentalny oraz czasowy, który stał się naszym udziałem po ponad stu latach od rozpoczęcia tego procesu, pozwala na uchwycenie całej ich zaskakującej osobliwości.
Można przy tym zaryzykować tezę, którą stosunkowo łatwo da się uzasadnić, bazując na istniejących dokumentach źródłowych, że "zderzenie" z psychoanalizą dość szybko uruchomiło w Polakach mechanizmy obronne o charakterze projekcyjnym i przeniesieniowym, co z kolei poskutkowało kilkoma istotnymi i powiązanymi ze sobą konsekwencjami. Po pierwsze więc, zadecydowało o niewłaściwych interpretacjach wielu tez psychoanalizy, a zdarzało się to często nie tylko jej krytykom i przeciwnikom (co poniekąd zrozumiałe), lecz było rozpowszechnionym zjawiskiem także wśród jej zagorzałych zwolenników i sympatyków (co już zaskakuje). Wydaje się wręcz, że to zwłaszcza w odniesieniu do psychoanalizy Polska łatwo stała się niesłychanie kreatywną areną owych wzmiankowanych przez Danzigera "fałszywych rozumień, błędnych tłumaczeń, całkowicie wypaczonego pojmowania, wręcz wrogości"18. Po drugie, psychoanaliza została w rodzimych kręgach dość szybko uznana nie tylko za system mający charakter naukowy, terapeutyczno-medyczny, lecz również za prężny i ambitny światopogląd, zaborczy manifest antropologiczny, a wręcz sui generis ideologię, z licznymi towarzyszącymi postulatami i dogmatami, także o wyraźnie etycznym charakterze. Szczególnie zaś nośnymi zagadnieniami z tego obszaru były dla licznych komentatorów rewelacji Freuda stawiane przez niego raczej negatywne diagnozy moralnej kondycji człowieka oraz zaskakująco często przypisywany mu rzekomy permisywizm, zwłaszcza w dziedzinie popędowej. Po trzecie wreszcie, takie tendencyjne interpretacje głównych tez psychoanalizy kazały w niej widzieć swoiste zagrożenie dla moralnego i duchowego zdrowia narodu, co z kolei zmuszało do obrony, najczęściej w formie intelektualnej albo aksjologicznej kontrofensywy. Zaś wśród najbardziej newralgicznych obszarów, które natrafiły na zdecydowany opór w rodzimych kręgach intelektualnych, na czoło wysuwały się przede wszystkim trudne do zaakceptowania konsekwencje istnienia postulowanej przez Freuda nieświadomości. Chodzi tu z jednej strony o całą rozległą problematykę nieprzejrzystości i nierozporządzalności w odniesieniu do naszego codziennego funkcjonowania oraz rodzącą się w związku z tym konieczność nowego rozumienia własnej tożsamości, wręcz nowej definicji człowieczeństwa. Z drugiej strony sprzeciw budził rzekomy panseksualizm psychoanalizy oraz sposób interpretowania przez nią zjawiska agresji i przemocy. Wiele wskazuje po prostu na to, że Polacy nie mogli zgodzić się na psychoanalizę (rozumianą zarówno jako intelektualna diagnoza człowieczeństwa, jak i swoista technika terapeutyczna), ani też przyjąć jej bez zniekształceń, w oryginalnej, niezmienionej postaci, z podobnych względów, jakie podnosiła w swoim czasie Élisabeth Roudinesco. Twierdziła ona bowiem, że główny powód ataków na psychoanalizę wiązał się tym, że podbiła ona świat "przez wyjątkowość doświadczenia subiektywnego, które umieszcza nieświadomość, śmierć i seksualność w centrum duszy ludzkiej"19. Warto jednak zaznaczyć, że w naszym, polskim wydaniu ta niechęć miała specyficzne przyczyny i podłoże, manifestowała się w szczególny, zdradzający "ducha narodowego" sposób, proponowane zaś wtedy remedia na freudowskie diagnozy i postulaty muszą jawić się, zwłaszcza dzisiaj, jako wielce osobliwe, a wręcz - przywołując słowa Stanisława Brzozowskiego - "naiwne, przestarzałe i dziecinne"20. Nie wolno też zapominać o tym, że spory udział w sceptycznym i pełnym uprzedzeń podejściu do psychoanalizy miały na rodzimym gruncie dwie dodatkowe sprawy: ateistyczny charakter i wymowa całej teorii oraz etniczne pochodzenie jej twórcy. Freud, jako "bezbożny Żyd"21, musiał stanowić na obszarach opanowanych przez katolickie imaginarium ogromne zagrożenie, którego nie sposób było zlekceważyć.
Profesor Andrzej Wierciński, antropolog, etnolog, religioznawca, ale także kabalista i gematra, zwykł mawiać, że w Polsce wszystko jest albo in statu nascendi, albo w fazie degeneratywnej. Oczywiście diagnozy tego rodzaju (wygłaszane zwykle w chwilach frustracji czy rozczarowania) mają charakter przygodny i sytuacyjny, a zatem nie sposób traktować ich jako argumentu w poważnej dyskusji. Intuicja podpowiada jednak, że tej konkretnej opinii nie wolno pochopnie zlekceważyć czy odrzucić. Mówi ona bowiem coś ważnego o polskiej rzeczywistości, zdaje się trafnie chwytać jeden z jej istotnych aspektów. Poza wszystkim doskonale przystaje do rodzimych dziejów recepcji psychoanalizy. Chociaż bowiem rozpoczęła się ona wielce obiecująco, w sposób sugerujący triumfalny wręcz dalszy jej pochód przez polskie ziemie i umysły, to szybko okazało się, że rozbudzone tym imponującym początkiem nadzieje były przedwczesne, rację zaś trzeba przyznać tym, którzy z uporem stwierdzali istnienie daleko posuniętej niezgodności charakterów, uniemożliwiające trwały mariaż polskości (przynajmniej tej w najbardziej tradycyjnym wydaniu) i freudyzmu. Przy czym diagnozy takie formułowali zarówno humaniści - jak Witold Jedlicki22, który na początku lat sześćdziesiątych wyrokował, że Freudowska teoria zapuściła u nas "korzenie niezwykle słabe" - jak i lekarze23, twierdzący w tym samym czasie, że kierunek psychoanalityczny "nigdy nie miał w Polsce zbyt wielu zwolenników". Trudno z tymi opiniami polemizować, choć wcale nie dlatego, że nauka Freuda rzeczywiście rozbiła się w Polsce o mur obojętności i niechęci. Wręcz przeciwnie, prowadzone w ostatnich czasach szeroko zakrojone badania24 dowodzą niezbicie, że w czterech pierwszych dekadach XX wieku psychoanaliza wywołała na ziemiach polskich żywy oddźwięk, a jej sympatycy stanowili w tym okresie stosunkowo pokaźną siłę. Rzecz w tym, że zakorzeniła się ona u nas słabo, nie z powodu braku jakiegokolwiek odzewu, lecz właśnie pomimo początkowego entuzjazmu, imponującej recepcji w pierwszych paru latach "inwazji" oraz licznych publikacji i niemałej gromadki oddanych zwolenników. Kusi więc, żeby zapytać: co się właściwie stało i dlaczego? Spróbujmy sobie przynajmniej naszkicować zręby odpowiedzi na to pytanie, pamiętając przy tym jednak, że dalsze rozważania będą prowadzone - używając formuły Michela Foucaulta - w nader "zuchwałym skrócie"25. Za główny materiał "dowodowy" w tym przewodzie posłużą zaś oryginalne wypowiedzi pochodzące z tamtych czasów. Będą one dalej obficie przywoływane nie tylko dlatego, że są rzetelnym, bo pochodzącym z "pierwszej ręki", świadectwem rodzimej reakcji na intelektualne wyzwania freudyzmu, lecz również dlatego, że nierzadko zdradzają więcej, niż chcieli powiedzieć ich autorzy i autorki, a dzięki temu stanowią nieocenione źródło wiedzy o polskiej mentalności i kulturze, zwłaszcza o jej aspektach wstydliwych, niechcianych i nieświadomych. A że jest to ważne, nie trzeba przekonywać, jak bowiem przestrzegał Stanisław Brzozowski: "To, co istnieje w nas jako bezwiedne, jest właściwie bezładnym, nie opanowanym przez nas dorobkiem dziejowym, przesądem niesprawdzonym, jako bezwiedne trwa w naszej duszy historia nie opanowana, ukształtowana w sposób przypadkowy"26. Zatem in medias res.
Chociaż w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku pojawiły się sygnały dowodzące, że polscy intelektualiści, przede wszystkim lekarze, jak między innymi Teodor Dunin27 czy Kazimierz Orzechowski28, zauważyli pojawienie się na rynku wydawniczym prac Freuda i Junga, to jednak pierwsza realna fala psychoanalitycznej migracji na nasze ziemie rozpoczęła się w 1909 roku. W tym samym bowiem mniej więcej czasie, kiedy na Clark University odbywała się międzynarodowa konferencja istotna dla rozwoju psychologii w Stanach Zjednoczonych29, w Polsce miało również miejsce ważne wydarzenie o podobnie formacyjnym charakterze. Chodzi o I Zjazd Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich w Warszawie - znaczący moment, od którego można datować względnie trwałą obecność freudyzmu na naszych ziemiach. Właśnie podczas obrad tego kongresu lwowski lekarz Ludwik Jekels wygłosił referat poświęcony leczeniu neuroz metodą psychoanalityczną, w którym przedstawił i omówił kilka prowadzonych przez siebie przypadków psychoanalizy30. Po jego wystąpieniu odbyła się gorąca dyskusja z wieloma głosami krytycznymi. Równoważyły je jednak opinie wspierające, a docent Witold Łuniewski, późniejszy dyrektor szpitala psychiatrycznego w Tworkach, z radością powitał "zainteresowanie się Freudem lekarzy i psychologów polskich"31. Echa tych wydarzeń dotarły zresztą do samego Mistrza we Wiedniu, gdyż kilkoro entuzjastów wystosowało do niego depeszę, w której składali mu swego rodzaju "hołd lenny"32. Z kolei II Zjazd Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich w Krakowie w 1912 roku uważa się za moment wejścia psychoanalizy w szerszy obieg intelektualny, teoriom Freuda i Junga bowiem poświęcono wtedy osobną sesję, całość zaś zwieńczyła jeszcze bardziej burzliwa dyskusja. Wykłady i odczyty na temat psychoanalizy wygłosili tam: Bronisław Bandrowski, Karol de Beaurain, Stefan Borowiecki, Ludwik Jekels, Ludwika Karpińska, Jan Władysław Nelken, Herman Nunberg oraz Wacław Radecki. W dyskusji nad poruszonymi tematami oprócz "świeżo upieczonych" entuzjastów freudyzmu wypowiadały się wybitne postaci psychologii i medycyny tamtych czasów znane z niechętnego stanowiska wobec psychoanalizy, jak choćby Antoni Feliks Mikulski, a gwałtowny konflikt między broniącym freudyzmu Nelkenem a krytycznym wobec niego Jaroszyńskim wyszedł poza środowiska profesjonalne - wspominał o nim np. Karol Irzykowski w eseju Freud i freudyści33. Warto mieć przy tym na uwadze to, że psychoanalityczne wątki i tematy unosiły się wtedy niejako w powietrzu i jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości ukazało się kilkanaście wartościowych artykułów i publikacji książkowych poświęconych freudyzmowi. Wśród tych ostatnich odnotować należy przede wszystkim Szkic psychoanalizy Freuda, pionierską pracę Ludwika Jekelsa34 wraz z opublikowanymi jego staraniem pięcioma odczytami Freuda oraz Psychopatologią życia codziennego35, a także subtelną książeczkę ucznia Kazimierza Twardowskiego, pedagoga Leopolda Wołowicza36, w której podejmował on szczegółowe zagadnienie relacji pomiędzy tłumieniem, wypieraniem, sublimacją i zapominaniem. Jeśli chodzi o artykuły, to ukazało się ich całkiem sporo, a oprócz prac będących pokłosiem obu kongresów szczególnie należy wyróżnić publikacje Franciszki Baumgarten37, Stefana Borowieckiego38, Władysława Sterlinga39 i Stanisława Trzebińskiego40. Autorzy ci omawiali różne aspekty freudyzmu i psychoanalizy w sposób zdradzający znaczną i niepowierzchowną ich znajomość. W tym świetle nie bez podstaw wydawała się nadzieja wyrażona już w 1914 roku przez "polską panią filozof" (jak Freud tytułował Ludwikę Karpińską), że "zarówno pod względem teoretycznym, jak i w praktycznym swym zastosowaniu odegra psychoanaliza wielką rolę w naszym ruchu umysłowym"41. Co więcej, autorka spodziewała się, że w efekcie jej upowszechnienia dojdzie u nas do "przewrotu wewnętrznego i stworzenia nowego typu człowieka, wewnętrznie swobodniejszego, silniejszego, wytrwalej znoszącego przeciwności życiowe, pobłażliwszego dla innych, a bardziej wymagającego względem siebie"42.
Po odzyskaniu niepodległości szybko okazało się, że oczekiwania te były, używając słynnej frazy Marka Twaina, przedwczesne i mocno przesadzone. Już bowiem w latach dwudziestych zaczęły się pojawiać opinie uznające, że psychoanaliza, zarówno jako praktyka terapeutyczna, jak i swoista teoria czy hermeneutyka kultury, nie znalazła sobie drogi do serc rodzimych środowisk intelektualnych. W latach trzydziestych zaś poglądy te stanowiły już na tyle pokaźny zbiór, że trudno byłoby je zlekceważyć. Co więcej, w tym duchu wypowiadały się postaci zarówno przeciwne freudyzmowi, jak i jego prominentni zwolennicy i zwolenniczki. Ich głosy tworzyły chór, który zgodnie obwieszczał światu (choć w jednych partiach dominował z tej racji żal, a w innych dałoby się wysłyszeć niekłamaną satysfakcję), że psychoanaliza jest w Polsce błędnie rozumiana, znana słabo i powierzchownie, oceniana na podstawie rozpowszechnionych na jej temat stereotypów i uprzedzeń, w związku z tym zaś najzupełniej niesłusznie krytykowana i lekceważona, a wcale nierzadko traktowana jako zjawisko o zgoła humorystycznym zabarwieniu. Wystarczy przytoczyć garść wypowiedzi z tamtych czasów, żeby bez trudu zorientować się, o co chodzi. Oto dziesięć lat po II Zjeździe Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich Marian Albiński, wspominając doktorów Jekelsa i Jaroszyńskiego oraz nieżyjącego już wtedy Edwarda Abramowskiego, których prace na polu rodzimej psychoanalizy zostały, jak to ujął, z różnych względów wstrzymane, konkludował bez ogródek: "Poza tym spotyka się już niewiele nazwisk polskich wśród pracujących, i to tylko za granicą"43. Dwie zaś dekady po I Zjeździe Neurologów, Psychiatrów i Psychologów Polskich, podczas którego kraj nasz został przez psychoanalizę rzekomo oddany w intelektualny jasyr, wybitny lekarz seksuolog Stanisław Higier mógł spokojnie napisać, że większość rodzimych neurologów i psychiatrów albo "stroni od poznania podstawowych prac kierunku psychoanalitycznego", albo co gorsza, "pojęcia swe o freudyźmie czerpie jedynie z felietonu dziennikarskiego lub ploteczek salonowych"44. W tym samym duchu publicysta i tłumacz Stefan Essmanowski konstatował, że wśród przeważającej części polskiej inteligencji Freud jest znany "na sposób "kawiarniany" z ustnej tradycji, przygodnych wzmianek w artykułach..."45. Powszechnie uznawany za oddanego freudystę Maurycy Bornsztajn ubolewał w 1931 roku, że z bardzo nielicznymi wyjątkami psychoanaliza pośród "ludzi kulturalnych" budzi "jeszcze wciąż bądź tajemnicze uśmieszki, bądź stanowi przedmiot jakże łatwych i płaskich dowcipów!"46, a parę lat później Natalia Zandowa z żalem donosiła, że nauka Freuda "nie cieszy się w Polsce powodzeniem"47. Z kolei Wanda Piotrowska skarżyła się na całkowity brak zainteresowania teoriami Freuda i Adlera wśród polskich pedagogów - jej zdaniem byłyby one przydatne w szerzeniu kultury erotycznej i wychowaniu seksualnym48 - podczas gdy Karol Irzykowski również odnotowywał désintéressement rodzimej publiczności w tej kwestii i wyrażał zdziwienie, że przy "naszym zapale do popisywania się egzotycznymi wiadomościami" mówi się o freudyzmie tak niewiele49. Wypowiedzi i diagnozy w tym duchu znajdziemy bez trudu także w tekstach Antoniego Mikulskiego, Tadeusza Jaroszyńskiego czy Stefanii Zahorskiej, można by je mnożyć w nieskończoność. Wątek ten warto podsumować smutną refleksją Gustawa Bychowskiego, który donosił, że nasza rodzima reprezentacja na XIV Międzynarodowym Zjeździe Psychoanalityków w 1936 roku w Marienbadzie prezentowała się wręcz zawstydzająco ubogo. Pośród bowiem 300 uczestników z Europy, Stanów Zjednoczonych, Afryki Południowej oraz Indii (a jakże!) - wygłaszających w trakcie pięciodniowego zjazdu "ogromną" liczbę referatów - z Polski, jak oznajmiał Bychowski, "był tylko piszący te słowa"50. Nie bez zazdrości i podziwu odnotował też, że "maleńka jeszcze niedawno grupa czechosłowacka rozrosła się już w pokaźne stowarzyszenie, które może wykazać się poważną pracą"51. A zatem choć na niemal dekadę przed odzyskaniem niepodległości Polska z entuzjazmem "oddała" się Freudowi we władanie, to jak wszystko na to wskazuje, przez kolejne trzy dziesięciolecia niewiele z tego afektu pozostało. I tuż przed wybuchem II wojny światowej nawet nie zanosiło się na to, żeby mogło powstać rodzime towarzystwo psychoanalityczne, choć takowe z powodzeniem działały zarówno w Indiach, jak i w Czechach, pierwsze zaś próby jego powołania podejmowała Eugenia Sokolnicka jeszcze za życia Abramowskiego, który tą jej inicjatywą podobno się żywo zainteresował52.
A przecież sporo przemawia za poglądem, że w początkach swojej niepodległości Polska była na psychoanalizę gotowa, a przynajmniej spełniała kilka warunków niezbędnych do jej recepcji, przetrawienia oraz indygenizacji. Mimo tego bowiem, że rodzima nauka i kultura, przede wszystkim z racji zaborów oraz historycznie i kulturowo uwarunkowanej peryferyjności, pozostawały w tyle za światowymi dokonaniami, to jednak zjawiska, które traktuje się jako sprzyjające przyjęciu i rozwojowi psychoanalizy, były na przełomie XIX i XX wieku na naszych ziemiach nie tylko obecne, ale nawet zaawansowane, niekiedy w stopniu wręcz zaskakującym.
Po pierwsze więc, należy podkreślić istnienie stosunkowo bogatej rodzimej refleksji nad nieświadomością. Problematyka kryptopsychiki była obecna w polskim piśmiennictwie już od lat siedemdziesiątych XVIII wieku - szczególnie znaczące wydają się tu prace Zygmunta Linowskiego i Józefa Epifaniego Minasowicza53. Od połowy wieku XIX zaś odnotować można było pojawienie się kilku interesujących, mniej lub bardziej zaawansowanych teoretycznie koncepcji nieświadomości. Wśród nich wyróżnić należy zaskakującą na naszym gruncie ideę bezwiednej i kolektywnej tożsamości ("nieosobistości") autorstwa Feliksa Jezierskiego54, "dwudzielne" ujęcia Józefa Kremera i Mikołaja Lipińskiego55 czy intrygujące pomysły Wiktora Feliksa Szokalskiego, na czele z jego oryginalną propozycją interpretacji marzeń sennych56. Przede wszystkim jednak wskazać trzeba dwóch najbardziej zasłużonych w tym względzie badaczy, a mianowicie Juliana Ochorowicza, który problem "kryptopsychiki" poruszał w wielu swoich tekstach, oraz wspomnianego przed chwilą Edwarda Abramowskiego. Nie tylko prowadził on bowiem eksperymentalne badania nad różnymi aspektami podświadomości - od utajonej pamięci (kryptomnezji) poprzez tzw. "opór zapomnianego" aż do doświadczeń estetycznych i religijnych - lecz także dostrzegał powiązania swoich poszukiwań z zainteresowaniami Freuda i jego uczniów57, słusznie zatem sam Maurycy Bornsztajn uznał go "za prekursora psychoanalizy u nas"58. Co więcej, o nieświadomości pisano na przełomie XIX i w początkach XX wieku nie tylko w kręgach psychologicznych, psychiatrycznych i filozoficznych, lecz również w szeroko rozumianych środowiskach literackich. Wypowiadali się o niej: Stanisław Przybyszewski, Ignacy Matuszewski, Antoni Lange, Bolesław Miciński czy najbardziej chyba wnikliwie i kompetentnie Karol Irzykowski59, o którego Pałubie Stanisław Higier pisał, nie bez swoistej przesady, że "jest ona niemal równorzędną z całokształtem nauki Freuda koncepcją psychologiczną, zwłaszcza w zakresie psychologii życia codziennego"60.
Po drugie, sporym zainteresowaniem cieszyły się na naszym gruncie fenomeny magnetyzmu i hipnotyzmu, a jak wiadomo, przyczyniły się one w swoim czasie - choć pośrednio - do powstania psychoanalizy, hipnoza zaś była określana w drugiej połowie XIX wieku jako via regia, królewska droga do nieświadomości, zanim za takową Freud uznał marzenia senne. O magnetyzmie pisano w Polsce od lat osiemdziesiątych XVIII wieku61 i od tego czasu można mówić o istnieniu sui generis debaty na temat jego wartości jako metody terapeutycznej. Trwała ona niemal przez całe stulecie, a zagadnienia z nim związane były omawiane apologetycznie bądź krytycznie w publikacjach między innymi: Ignacego Emanuela Lachnickiego, Józefa Franka, Jana i Jędrzeja Śniadeckich, Jana Nepomucena Kamińskiego, Wiktora Szokalskiego, Józefa Kremera, Mikołaja Lipińskiego i Juliana Ochorowicza62. W drugiej połowie XIX wieku zwolenników metody Franza Antona Mesmera zaczęli wypierać pionierzy terapeutycznego zastosowania sugestii i hipnozy, a wybitny krakowski lekarz Napoleon Nikodem Cybulski widział w tej drugiej znakomite narzędzie służące do "obserwowania czynności nieświadomych w organizmie ludzkim"63. Ten ostatni wątek prowadzi, i to po trzecie, do terapii moralnej, która - zwłaszcza w rozumieniu niemieckiego romantyzmu - antycypowała nowożytną psychoterapię, w tym psychoanalizę64. W tym kontekście podkreślić należy, że koncepcja terapii moralnej od swych początków, sięgających XVIII stulecia, cieszyła się w Polsce sporym powodzeniem, a jej wpływ na rozwój teorii i praktyki psychoterapeutycznej był widoczny przez cały XIX wiek. Co więcej, gdy status terapii psychicznej na Zachodzie stawał się coraz bardziej wątpliwy, to na rodzimym gruncie była ona wciąż propagowana65. Tak więc mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Wilhelm Griesinger, wyrocznia niemieckiej psychiatrii, deklarował, że "choroby psychiczne to choroby mózgu"66 i jako takie powinny być traktowane w "somatyczny" sposób, to polski lekarz Józef Rolle mógł nadal uznawać, że "treścią leczenia chorób umysłowych jest terapia moralna, leki zaś farmaceutyczne stać winny na drugim planie"67.
Kolejnym czynnikiem mogącym znacząco sprzyjać psychoanalizie był fakt istnienia w Polsce sporej mniejszości żydowskiej, wywodzącej się zresztą z trzech różnych zaborów, a tym samym kultur: rosyjskiej, niemieckiej i austriackiej. W XIX wieku - jak pisze Ewa Kobylińska-Dehe - "na ziemiach polskich mieszkało 4/5 wszystkich Żydów na świecie", w efekcie czego nie tylko "powstał żydowski proletariat, ale także zamożna klasa średnia i żydowska inteligencja, która - i to jest specificum - stanowiła około 90% inteligencji polskiej"68. Niemałą zaś część tej inteligencji stanowili wykształceni w kraju i za granicą psychologowie, psychiatrzy, pedagodzy oraz literaci obojga płci. Że była to kwestia istotna, nie trzeba przekonywać, nie od dziś wiadomo bowiem, że od zarania ruchu psychoanalitycznego istniała w nim znacząca przewaga osób pochodzenia żydowskiego, dla których owo uczestnictwo stanowiło swoistą nobilitację69. Było to zrozumiałe, gdyż na terenie Austro-Węgier ich pozycja społeczna jawiła się w tym okresie jako upokarzająca, w wielu zaś ówczesnych środowiskach politycznych, artystycznych i naukowych rozpowszechniony był dyskurs z podtekstem rasowym, a posługiwanie się nim nie było uważane za nic osobliwego czy nagannego. Na przełomie XIX i XX wieku aryjskość była powszechnie utożsamiana z męskością, siłą i rozumem, a więc cechami pożądanymi, podczas gdy przeciwstawiana jej żydowskość lokowała się w podejrzanych regionach neurozy, kobiecości, patologii i histerii70. W takiej właśnie zatrutej atmosferze zakompleksiony Żyd Otto Weininger opublikował Płeć i charakter71, jeden z najbardziej nieszczęsnych pamfletów tamtego okresu, w którym powiązanie negatywnie potraktowanych wątków żydostwa i kobiecości odgrywało centralną rolę. W tym kontekście bycie uczonym, a więc reprezentantem sił rozumu i stronnikiem oświecenia, stawało się dla wielu Żydów przepustką zarówno do świata wartości, jak i człowieczeństwa. Z tej też racji uczestnictwo w ruchu psychoanalitycznym mogło także stanowić skuteczne narzędzie autoterapii dla środowisk żydowskich. Rodziło ono dumę z żydowskiej tożsamości, która stała się w pewnym momencie wręcz swoistą matrycą kształtującą cały ruch psychoanalityczny. Zacieśniała ona więzi między poszczególnymi jego członkami oraz umacniała w nich poczucie przynależności do "zbawczej elity", mającej wyzwolić ludzkość spod wpływu niewolących ją nieświadomych popędów oraz neuroz wynikłych z ich niezaspokojenia.
W powyższym świetle dodatkowymi znaczeniami obrasta fakt, że spora liczba prominentnych członków i członkiń międzynarodowego ruchu psychoanalitycznego pochodzenia żydowskiego wywodziła się z ziem polskich, władała językiem polskim, a niekiedy z polskością się utożsamiała, także po emigracji z kraju. Wśród najbardziej znanych postaci z tego kręgu należy wymienić: Ludwika Jekelsa ze Lwowa i Tolę Rank z Nowego Sącza, pochodzących z Będzina Hermana Nunberga i Zofię Morgenstern-Kabacznik czy rodowitych łodzian Rudolpha Loewensteina, Mirę Gincburg i Hannę Segal (Poznańską). Jest to zresztą tylko wierzchołek góry lodowej, takich nazwisk bowiem można by oczywiście wskazać znacznie więcej72. Wszyscy oni mieli mniejsze lub większe zasługi dla międzynarodowego ruchu psychoanalitycznego i odznaczyli się na tym polu na kilka sposobów: jako organizatorzy, autorzy przełomowych tekstów, terapeuci czy pionierzy określonej problematyki. W związku z powyższym pojawiały się nawet głosy sugerujące nie tylko istnienie licznych punktów zbieżnych polskości i psychoanalizy, lecz także wręcz przypisujące polskie cechy charakteru samemu Freudowi. Te pierwsze byłyby do pewnego stopnia zrozumiałe, bowiem psychoanaliza dość wcześnie spotkała się z zainteresowaniem nie tylko w rodzimych środowiskach żydowskich, lecz zyskała również niejaką aprobatę pośród zaskakującej sporej grupy psychiatrów, pedagogów i psychologów o etnicznie polskich korzeniach. Natomiast chyba jedynie w charakterze anegdoty można przytoczyć wcale nie tak dawno temu wygłoszoną opinię Jerzego Strojnowskiego, psychiatry, filozofa i profesora psychologii, że wiele cech intelektu i osobowości Freuda da się zinterpretować nie tylko jako efekt szeroko ujętego galicyjskiego dziedzictwa twórcy psychoanalizy, lecz także wręcz jako przymioty typowo polskie. W podsumowującym akapicie artykułu eksplorującego te kwestie73 autor dzieli się następującą, zaiste brawurową refleksją:
Jeżeli na ziemiach polskich istniało wzajemne przenikanie się kultury żydowskiej z polską, to można zapytać, czy kultura polska mogła również mieć wpływ na psychoanalizę? (...) Wiedeński lekarz Ludwik Brown74 żyjący w latach 1867-1936, który dobrze znał Freuda, rozważa, co było u twórcy psychoanalizy typowo żydowskie; miały to być następujące cechy: "duch niezależności i odważna determinacja by walczyć lub sprzeciwiać się reszcie społeczeństwa". Żydzi, zdaniem Browna, "uważają wszystkich ludzi za równych" i "zawsze byli męczennikami w obronie wolności" (Klein, 1985). Nie wiem, czy rzeczywiście są to cechy typowo żydowskie, niemniej przeciętny Polak będzie utrzymywał, że są one typowo polskie. Czy nie jest to przykład przenikania się wpływów kulturowych?75.
Co ciekawe jednak, podobne związki i zależności kulturowe odnotowywali też komentatorzy wywodzący się ze środowisk żydowskich, jak choćby Paul Roazen, autor biografii Heleny Deutsch (z domu Rosenbach), słynnej pionierki psychoanalizy kobiet, pochodzącej z Przemyśla. Oto po przywołaniu zaskakujących dla nieuprzedzonego obserwatora jej patriotycznych, a wręcz nacjonalistycznych skłonności oraz takiego samego rodzaju orientacji Eugenii Sokolnickiej z domu Kutner76 formułuje on następującą refleksję:
Dla Żyda próba uczestnictwa w polskiej kulturze była pod koniec XIX wieku przejawem szacunku dla samego siebie; sympatyzowanie jednego uciśnionego narodu z innym było zarazem pociągające i patriotyczne. Tak się jednak osobliwie złożyło, że dla świata poza Polską właśnie polscy Żydzi stali się czołowymi przedstawicielami kultury narodowej, gdyż to oni zostali zmuszeni do tułaczki po różnych krajach77.
W tym miejscu trzeba się jednak zatrzymać, wziąć głęboki oddech i powiedzieć sobie wyraźnie, że to wszystko nie wystarczyło. Okazało się bowiem dość szybko, że Abramowski i nieświadomość, hipnoza i terapia moralna, a nawet zróżnicowane kulturowo środowiska żydowskie to o wiele za mało dla zakorzenienia się u nas freudyzmu, w ostatecznym zaś rachunku na pierwszy plan wysunęły się czynniki, które zadecydowały o jego kulturowym niepowodzeniu na ziemiach polskich. Źródeł istotnych nieporozumień oraz potencjalnych konfliktów na tym polu było niemało, nie może więc zaskoczyć, że powstało też kilka symbolicznych centrów czy też stanowisk światopoglądowego oporu wobec psychoanalizy. Przy czym nierzadko tworzyły one rodzaj wspólnego frontu, działały w ścisłym powiązaniu, przez co wzajemnie się warunkowały, wspierały i wzmacniały, a dzięki temu ich hamujący wpływ stawał się jeszcze skuteczniejszy. Pierwszy z takich ośrodków sprzeciwu został ustanowiony przez połączone siły dzierżącego rząd dusz w Polsce katolicyzmu oraz narastającego antysemityzmu, który w latach trzydziestych osiągnął swoiste apogeum. O tym ostatnim napisano w Polsce sporo wnikliwych i wartościowych tekstów, nie ma więc potrzeby szerzej rozwijać tego wątku78. Tutaj ważne jest to, że wprawdzie w trudnym do ustalenia stopniu, ale z pewnością miał on negatywny wpływ na recepcję i popularność psychoanalizy. Nie da się bowiem ukryć, że w tym czasie celem wielu środowisk zorientowanych nacjonalistycznie było "bezwzględne, nieubłagane "odżydzenie" Polski"79 - co odnotował już pięć lat po odzyskaniu niepodległości słynny językoznawca i wnikliwy komentator życia społecznego Jan Baudouin de Courtenay, który różne odcienie rodzimego antysemityzmu opisywał w swoich książkach80. Podkreślał przy tym, że jego rzecznicy ze "wzgardą i nienawiścią" odrzucali "wszelką współpracę kulturalną i społeczną żydów, miłujących Polskę i uważających ją za swą ojczyznę"81. Taka niechęć w oczywisty sposób dotyczyła też psychoanalizy, gdyż rozpowszechniona praktyka "demaskowania" rasowego pochodzenia jej czołowych animatorów - zarówno zagranicznych, jak i krajowych - niemal nigdy nie była bezinteresowna, a wręcz przeciwnie, miała zazwyczaj na celu wzmocnienie także negatywnej oceny walorów merytorycznych samej teorii. Innymi słowy, żydowskie korzenie Freuda czy Adlera chętnie przywoływano, aby dowieść bądź to fałszu, bądź też szkodliwości treści "przemycanych" w ramach głoszonych przez nich nauk - najczęściej jednego i drugiego równocześnie. W stosunkowo popularnej w rodzimych środowiskach naukowych, "oświeconej" wersji tego poglądu, która jak się zdaje, po raz pierwszy ujrzała światło dzienne podczas międzynarodowego zjazdu neurologicznego w Besançon w1923 roku, przyjmowano, że psychoanaliza stanowi jakoby wykwit mistycyzmu żydowsko-niemieckiego, na który narody łacińskie, zwłaszcza pozostające pod wpływem kultury francuskiego racjonalizmu, mają być rzekomo z natury rzeczy - całkowicie odporne. Szczególnie niechlubnie "zasłużył się" na tym polu Antoni Feliks Mikulski, który nie tylko w całości podzielał to przekonanie i rozpowszechniał je w swoich tekstach, lecz miał także wobec psychoanalizy liczne obiekcje o antysemickim wydźwięku. Były one tym bardziej niepokojące, że formułował je przecież przedstawiciel klasy oświeconych, jeden z najwybitniejszych naszych lekarzy psychiatrów oraz psychologów pierwszych dekad XX wieku. Nie głosił ich przecież otwarcie - przywołane poniżej słowa pochodzą z jego listu do Tadeusza Boya-Żeleńskiego82 - jednak sam fakt, że myślał w taki sposób, jest już znaczący i sporo mówi o panującej w tamtych czasach atmosferze. Mikulski bowiem sugerował nie tylko, że za rozpowszechnianie psychoanalizy odpowiedzialni są Żydzi, lecz również uznawał to za swego rodzaju tajemnicę poliszynela, "której dotychczas nikt w Polsce nie wykrztusił". Freudyzm zaś miałby być Żydom "tak bliski i zrozumiały" z kilku zasadniczych powodów:
Przede wszystkim żydzi dojrzewają płciowo wcześniej niż my, więc też ich lata dziecięce są niewątpliwie bardziej owiane seksualizmem niż u nas. (...)
Po wtóre żydzi są skłonni do scholastyki; cała ich religia z talmudem i kabałą tego dowodzi, również metody dyskusji i rozumowania.
Po trzecie tzw. Stary Testament jest przepełniony seksualizmem. Wszelkie zboczenia, incesty itd. są tam na porządku dziennym, traktowane z wielką pobłażliwością (...). Wszystkie te okropności są wymyślone wprost z pewnego amatorstwa.
Jeśli się doda, że Freud jest żydem i jako taki oczywiście wzbudza sympatię wśród współwyznawców, to nie zdziwi nikogo, że propagatorami "nowej psychologii" są przede wszystkim żydzi83.
Oburzony Henryk Higier84, ze swadą podnoszący te kwestie w swoich artykułach, uznał stosowanie takich argumentów, a zwłaszcza mówienie o propagowaniu psychoanalizy "wyłącznie przez rasę semicką", za "metodę walki nauce nieprzystojną", a przy tym "z powagą przedmiotu nie licującą"85. Niestety parę intelektualnych pięter niżej, w kręgach nie tak bardzo oświeconych i postępowych, nie przebierano już w środkach, zarzuty zaś wytykające talmudyczne myślenie i żydowski mistycyzm zastąpiły oskarżenia rodem z Protokołów Mędrców Syjonu - o spiskowanie przeciw całemu światu, a nawet planowanie jego destrukcji. Lena Magnone przytacza wypowiedzi kilku autorów endeckiej "Myśli Narodowej" - Adolfa Nowaczyńskiego, Władysława Jabłonowskiego czy Michała Wiśniewskiego - zgodnie uznających psychoanalizę za element rozkładowy oraz zaplanowaną "zemstę żydowską" na świecie chrześcijańskim, której efektem ma być "poniżenie, zbezczeszczenie, zdemaskowanie, rozbicie ideałów gojów", a w rezultacie unicestwienie fundamentów europejskiej cywilizacji86.
Podobne imaginarium rodem z teorii spiskowych można było odnaleźć także w publikacjach rodzimych autorów katolickich, którzy nie tylko odrzucali psychoanalizę z przyczyn merytorycznych i światopoglądowych, lecz także surowo oceniali jej walory moralne. Przy okazji jednak przypisywali Freudowi wyimaginowane intencje i postawy, rozmijając się nierzadko z rzeczywistością tak bardzo, że nie sposób uznać tych zabiegów za coś innego niż przejawy uprzedzeń i projekcji, jeśli już nie złej woli. W formie niezbyt jeszcze groźnej tendencję taką można wyczytać w słowach Bolesława Micińskiego, który omawiając książkę francuskiego jezuity Jules'a de La Vaissi?re87 (i cytując z niej "najsmakowitsze" fragmenty), w skondensowanej formie wyliczał zarówno "grzechy" samego Freuda, jak i najbardziej newralgiczne obszary, w których dotychczasowa wizja człowieka została naruszona. Na czoło wysuwały się tu frazy mówiące o tym, że dla Freuda ("członka żydowskiej loży wolnomularskiej" - jak podkreśla Vaissi?re) "religia pozytywna jest sprzeczna z rozumem", że nie waha się on "porównywać erosu z miłością wyniesioną ponad wszystko w Liście do Koryntian" oraz "że Komunię św. wyprowadza psychoanaliza z ojcobójstwa i tak zwanej "wieczerzy totem" (synowie zabili i spożyli ojca prahordy, dla objęcia schedy i jego kobiet!)"88. Jednak o ile wyliczenia Micińskiego i cały wydźwięk jego wypowiedzi sugerowały ostatecznie stanowisko raczej zaintrygowanego i pełnego sympatii, choć niekiedy poirytowanego odbiorcy, o tyle w tym samym czasie można też było natrafić na inne opinie, które interpretowały żydowskość Freuda i wynikające z niej "wady" psychoanalizy w o wiele bardziej radykalny i niechętny "obcym poglądom" sposób. Taką strategię dyskredytacji można bez trudu zidentyfikować choćby w wypowiedziach księdza profesora Józefa Pastuszki, teologa, filozofa i psychologa, który w artykule zamieszczonym w "Ateneum Kapłańskim"89 - skądinąd dość rzetelnym w części referującej - oskarżał Freuda o liczne przewinienia, w tym między innymi o nihilizm, amoralizm i libertynizm, co oczywiście musiałoby samego obwinionego wprawić w bezbrzeżne zdumienie. Za arcybiskupem Liverpoolu Richardem Downeyem90 pomawiał więc Pastuszka psychoanalizę o "uwznioślenie pogańskich występków do wyżyn chrześcijańskich cnót" oraz zarzucał jej przybrany w szaty naukowości "erotyczny" charakter, który "nie tylko zaspokaja ciekawość, ale też wysuwa postulaty, godzące w podstawowe zasady dotychczasowej moralności"91. W finale swego artykułu nie pozostawiał już żadnych wątpliwości, że o Freudzie i freudyzmie ma jak najgorsze zdanie:
Wywracając dotychczasową hierarchię wartości, niszcząc ideały religijne i moralne, przekreślając pierwiastki duchowe w człowieku, głosząc etykę używania, bo najdalej posunięty liberalizm seksualny - psychoanaliza godzi w podstawy światopoglądu chrześcijańskiego92.
Czytając te poważne przecież oskarżenia, trzeba mieć świadomość, że z pewnością nie były one wolne od podtekstów antysemickich, z czego musiał zdawać sobie sprawę każdy, kto natrafił na inne teksty księdza profesora. Nie wahał się on w nich wyrokować, że Żyd jest "obcym ciałem w organizmie narodów europejskich" - rozpowszechniając bowiem "idee wywrotowe" i "szerząc w literaturze hasła niemoralne", "zwalcza obcą jego psychice kulturę, wyrosłą na podłożu chrześcijaństwa"93. Trudno też nie zauważyć, że gdyby tylko w miejsce słowa "Żyd" podstawić nazwisko Freuda, to w rezultacie otrzymalibyśmy komunikat niemal identyczny z przytoczonym stanowiskiem Pastuszki z artykułu o psychoanalizie. Jeśli zatem teraz dodamy dwa do dwóch, to otrzymamy wynik nietrudny do przewidzenia: psychoanaliza jako emanacja ducha żydowskiego - obcego katolickiej kulturze narodowej - stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie, które należy zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami.
Co ciekawe, spojrzenie na tezy freudyzmu przez pryzmat katolicki (niekoniecznie już otwarcie antysemicki) mogło też skutkować interpretacją o pozytywnym wydźwięku, której ostateczny sens zdradzał jednak kolejne nieporozumienie czy wręcz zafałszowanie. Poza wszystkim ujawniał nierzadką wśród autorów chrześcijańskich ambiwalencję wobec psychoanalizy. Ich zdaniem bowiem przekazywała ona wprawdzie ważne prawdy na temat ułomności natury człowieka, ale - jako że sama bazowała na fundamentalnym błędzie ateizmu i materializmu - domagała się niezbędnej korekty i stosownego uzupełnienia. W efekcie rozbrajało to jednak jej "okrutny"94 przekaz i unieważniało stawianą przez nią diagnozę. Punktem wyjścia tej strategii było zazwyczaj przyjęcie nieuprawnionej w istocie analogii mającej rzekomo istnieć pomiędzy tezami Freuda a nauczaniem Kościoła katolickiego. Miało to prowadzić do przekonania, że psychoanaliza w całej rozciągłości zgadza się z prawdami chrześcijaństwa:
Już nauczyciele chrześcijańscy pierwszych stuleci dokładnie wiedzieli, iż ciągła wojna toczy się pomiędzy "prawem ducha" a "prawem ciała". Nie jest również odkryciem psychoanalizy, że od dzieciństwa jesteśmy skłonni do złego i że te złe skłonności powinny zostać opanowane, czyli sublimowane... "Cenzura" jest tylko nową nazwą głosu sumienia95.
Warto jednak zauważyć, że choć zwolennicy tego sposobu myślenia zachowywali się tak, jakby faktycznie mówili o psychoanalizie, to w rzeczywistości przedstawiali jej uspokajającą, a w gruncie rzeczy głęboko zniekształcającą interpretację, niemającą wiele wspólnego z pierwowzorem. Wystarczy przeczytać dosłownie kilka pierwszych z brzegu tekstów Freuda, żeby dojść do wniosku, że mamy tu do czynienia z reprezentatywnym przykładem "fałszywych rozumień, błędnych tłumaczeń, całkowicie wypaczonego pojmowania" - o których wspominał Danziger. Wiadomo przecież, że w świetle psychoanalizy wojna nie toczy się z pewnością pomiędzy "prawem ducha" a "prawem ciała", podobnie jak cenzura nie ma w jej ujęciu wiele wspólnego z głosem katolickiego sumienia. Co więcej, trudny na pierwszy rzut oka do wykrycia błąd tej wykładni polegał na tym, że choć wprawdzie uznawała ona istnienie zła, z którego potrafimy zdać sobie sprawę, to jednak nie dostrzegała - i tym samym dowodziła kompletnego niezrozumienia Freudowskiej rewelacji - że w człowieku może istnieć również zło, które nie podlega samowiedzy, gdyż jest nieświadome96. Nie da się z niego wyspowiadać, a można je wykryć dopiero w trakcie długotrwałego procesu samopoznania, w którym psychoanaliza mogłaby przecież być pomocna. Jednak takie upraszczające rozumienie było wygodne, a zaznajomiony z nim polski czytelnik upewniał się tylko, że teorie "żydów Einsteina i... Freuda prowadzą prostą drogą do wniosków religijnych, nawet wprost katolickich"97.
Jest zresztą znamienne, że jakieś dalekie echo tego unieważniającego sposobu myślenia można odnaleźć także w rodzimych kręgach medycznych międzywojnia, w których sporą popularnością cieszyła się opinia głosząca, iż psychoanaliza jest zbędnym narzędziem terapeutycznym, modną nowinką, pozornie tylko oryginalną i odkrywczą, a w istocie - nihil novi sub sole - nieoferującą niczego nowego. To bowiem, co jest w tej metodzie godne aprobaty i zastosowania, nie wymaga żadnych specjalnych kompetencji czy osobnego przygotowania - i, niejako z natury rzeczy, posługuje się nią w swojej praktyce każdy światły lekarz. Taką uproszczającą postawę udało się trafnie zidentyfikować Bychowskiemu, który zauważał, że u nas "zrozumienie istoty działania leczniczego psychoanalizy jest - bez żadnej chyba przesady - na ogół minimalne. Wydaje mi się, że większość lekarzy nie bardzo odróżnia mechanizm działania zasadniczych metod psychoterapii, to znaczy miesza sugestię z psychoanalizą"98. W efekcie psychiatrzy i terapeuci powszechnie postępują w myśl poglądu, "że wszystkie te metody specjalne są zbyteczne, "bo przecież każdy z nas stosuje do swoich chorych psychoanalizę""99.
Kolejnym ważnym źródłem niechęci wobec psychoanalizy była specyficznie pojmowana pedagogika narodowa, która niejako z natury rzeczy stanowiła zaplecze wielu przedsięwzięć i aktywności kulturalnych w czasach rozbiorów i w początkach niepodległości. Trzeba bowiem pamiętać, że wysiłkom tworzenia rodzimej nauki towarzyszył przez dziesięciolecia imperatyw ochrony językowej i kulturowej tożsamości oraz pielęgnowania niezbędnej do przeciwstawiania się zaborcom "tężyzny fizycznej i duchowej", co - wraz z naciskiem na odpowiednie wychowanie i kształtowanie etyczne - stanowiło esencję licznych tekstów psychologicznych i pedagogicznych z całego niemal XIX i początku XX wieku. Pierwszym z brzegu przykładem może być choćby poświęcona tym sprawom książka Juliana Ochorowicza100, w której motywem przewodnim jest praca nad sobą i doskonalenie moralności. W tym kontekście psychoanaliza jawiła się wielu rodzimym komentatorom jako zbyt pesymistyczna, ponura, wręcz defetystyczna wizja człowieczeństwa, w której zupełnie nie potrafili się dopatrzyć obecnych w niej przecież wątków emancypacyjnych czy upodmiotawiających, co samo w sobie jest zastanawiające i znamienne. Widzieli w niej za to poważne zagrożenie dla wysiłków wychowawczych mających na celu uformowanie idealnego Polaka w pełni samoświadomego i panującego nad swymi popędami, bez reszty oddanego sprawom wspólnoty, zdolnego do poświęceń, niepodatnego na światowe pokusy. Nic dziwnego, że w tym kontekście z licznych środowisk literackich, pedagogicznych czy psychiatrycznych dochodziły głosy, w których powtarzało się oskarżenie psychoanalizy o rzekome negowanie czy choćby tylko niedostrzeganie przez nią sfery wartości wyższych, a zwłaszcza o równie rzekomy zamiar sprowadzenia człowieka niejako w dół, aby odstąpił od wzniosłych ideałów, a w zamian za to folgował sobie bez żadnych ograniczeń czy wręcz kierował się najniższymi popędami i instynktami. Takie tony odnajdziemy w rozczarowanych frazach Stanisławy Przybyszewskiej, dla której psychoanaliza jest "przytłaczającym", ale na szczęście fałszywym portretem człowieczeństwa, bowiem "oprócz tego piekielnego zwierzęco-ludzkiego planu psychicznego" istnieje "także plan duchowy, z którego czasami wiązka promieni przenika do nawet najbardziej zgnębionego życia. I o tym planie nie wiedzą nic materialistyczni psychoanalitycy"101. Podobną urażoną tonację da się zidentyfikować w słowach Jana Kuchty - wybitnego przecież pedagoga katolickiego i autora dwóch książek poświęconych zagadnieniom wychowania z rozbudowanymi odwołaniami do Freuda, Adlera i Junga102 - który jednak nie mógł się pogodzić z psychoanalityczną tezą o nieusuwalnym skażeniu natury ludzkiej. Musiała mu ona wprawdzie przypominać dogmat o grzechu pierworodnym, jednak w tej ateistycznej wersji jawiła się jako nie do przyjęcia, na co wskazują gorące napomnienia:
Zbyt mało tu wiary w moc ducha, ideałów, nieśmiertelności. A przecież to są właśnie główne czynniki, przechylające szalę zwycięstwa w walce jednostki z instynktami: własną "zwierzęcą naturą" na stronę jej "natury Boskiej". Ta ostatnia zwycięża na ogół, mimo wszystko najczęściej, wiodąc nieszczęsnego mieszkańca tego "padołu płaczu - ziemi", zdemaskowanego "bez reszty" przez psychoanalizę - ku jej ostatecznemu celowi Bogu! Dusza nieśmiertelna - rozum i wolna wola - a nie instynkt... zwycięża!103
W oczach innego autora z tamtych czasów, osobliwego psychiatry Kazimierza Wizego, Freud jawił się z kolei jako zwolennik zbędnego kompromisu, który poszedł na ustępstwa i "paktował" z ciemnymi mocami w człowieku, podczas gdy jedyna słuszna droga miałaby polegać właśnie na ich ominięciu, a w zamian za to na odwołaniu się do jego jasnych stron, świadomości, wolności i podmiotowości, siły ducha. Wize, jak i wielu innych polskich intelektualistów, przeciwstawił więc Freudowskiemu pesymizmowi w kwestii możliwości wyzwolenia się z seksualności czy skłonności do przemocy - mocno idealistyczno-romantyczny patos o nachyleniu społecznym i patriotycznym. Według niego nie da się dopaść wroga "za pomocą dociskającej i natarczywej antyseptycznej prawie metody", należy bowiem zmierzać wprost "do wyższych celów, wyiskrzonych na szczytach Synaju" - co zapewnić może "psychoterapia zajęć i spełniania zadań społecznych i narodowych, a której poplecznikiem był Piotrowski i jego szkoła"104.
Wydaje się, że praktyki te niezależnie od swych mniej lub bardziej trafnie dobranych merytorycznych uzasadnień w gruncie rzeczy skrywały coś istotniejszego. Chodzi mianowicie o to, że psychoanaliza odczytywana w całości i kompleksowo jest swego rodzaju antyutopią, a jej emancypacyjne i upodmiotawiające cele jawić się mogą w istocie jako owoce gorzkie i nieprzynoszące natychmiastowych egzystencjalnych gratyfikacji. Z pewnością nie oferuje ona żadnych łatwych rozstrzygnięć, a wręcz wprawiać musi w zakłopotanie, uznając otwarcie, że "człowiek nie jest panem we własnym domu"105. Może zatem okazać się szczególnie trudna do przyjęcia dla umysłów niechętnych do zmierzenia się z prawdą o rzeczywistości, dla których pocieszające iluzje, "wyzwolicielskie fantazje" i heroiczne mity wdają się mieć urok wręcz hipnotyczny; umysłów, które przed niełatwymi prawdami wolą się schronić "w lamus pełen słowników, herbarzy, senników i kalendarzy, między pamiątki minionego czasu"106. We wnikliwym eseju Ewa Kobylińska-Dehe pisała o tym następująco:
Pozycja rzeczywistości nie oznacza już przeciwieństwa iluzji w sensie snu czy halucynacji, lecz staje się pozycją uznania konieczności i stopniowego pozbywania się złudzeń, pozycją rozczarowania. Rzeczywiste "ja" jest silne nie w postaci iluzorycznej omnipotencji, lecz w słabości, tzn. w zdolności ujrzenia swoich zależności107.
A zatem jeśli jedno z ważniejszych przesłań dających się wyczytać z pism Freuda głosiło, że "droga do rzeczywistości usiana jest utraconymi obiektami", a można ją przebyć z sukcesem "tylko wtedy, kiedy dorosły jest w stanie porzucić, na długiej drodze żałoby, obiekty archaiczne, zakazane i złudnie pocieszające"108, to liczne rodzime reakcje na psychoanalizę sugerują, że na taką "stratę" nie byliśmy wtedy gotowi, i - co gorsza - wiele wskazuje na to, że nie jesteśmy na nią gotowi także dzisiaj. Wydaje się, że rozpowszechniona w naszym kraju monumentalno-antykwaryczna orientacja historyczna (pisał o niej Friedrich Nietzsche w słynnym eseju109), której głównym celem i zadaniem jest pielęgnacja wyidealizowanego obrazu polskości i Polaków oraz licznych, a przy tym pocieszających mitów różnego rodzaju, stanowiła i nadal stanowi u nas nieprzezwyciężoną wręcz barierę dla psychoanalizy, sytuującej się w swych diagnozach człowieczeństwa na zgoła przeciwległym biegunie. Zaprasza ona bowiem do przeżycia swego rodzaju "nocy ducha", analogicznej do mrocznej via negativa dawnych mistyków, a więc brutalnej w istocie konfrontacji z "ciemnymi mocami" naszego umysłu, którym odmawia jednak jakiegokolwiek nadnaturalnego pochodzenia. Co więcej, nie oferuje w zamian żadnych pocieszeń ani nie zapewnia, że zdobyta wiedza pozwoli na uniknięcie cierpienia w przyszłości. Jak to radykalnie ujęła Ewa Kobylińska-Dehe: "W odróżnieniu od greckich stoików, filozofii buddystycznej i literatury mądrościowej, akceptacja tego, czego nie możemy uniknąć, nie uodpornia wobec bólu i porażek naszych doświadczeń. Na tym polega antyutopia Freuda"110.
Jednak kto wie, czy nie najważniejszym motywem oporu wobec psychoanalizy była kwestia jej rzekomego panseksualizmu. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że erotyka dziecięca, seksualność kobieca, polimorficzna perwersyjność oraz popędy cząstkowe natrafiały w umysłach Polaków pierwszych czterech dekad XX wieku na nieprzezwyciężone wręcz zapory i bariery, a nawet jawną wrogość. W najlepszym razie wywoływały irytację i rozdrażnienie, a z pewnością jawiły się w całej ofercie psychoanalitycznej jako rewelacje, na które bez wątpienia nie byli oni ani chętni, ani gotowi. Mimo całej zaskakującej osobliwości tego stanowiska nie powinno ono jednak specjalnie dziwić, w świetle bowiem istniejących danych stosunkowo łatwo wykazać, że jest to kolejna nasza osobliwość narodowa. Ujawniają one w sposób trudny do podważenia, że przez całą polską literaturę zarówno piękną, jak i naukową, w tym także pedagogiczną, psychologiczną i psychiatryczną, przewija się niemająca chyba precedensu w świecie Zachodu nieufność, a wręcz niechęć wobec erotyki, seksualności, płciowości, przyjemności, rozkoszy, gry i zabawy. Jest ona tak charakterystyczna, posiada tak wiele barw i odcieni oraz przejawia się na taką mnogość sposobów, że - trawestując tytuł słynnej książki Gilles'a Deleuze'a i Felixa Guattariego - można by zaryzykować w odniesieniu do naszego kraju określenie, iż Polska to po prostu "anty-Eros". Że nie jest to żadne urojenie, przekonuje fakt, że co wnikliwsze umysły potrafiły ten defekt zauważyć dość dawno temu111. Palma zaś pierwszeństwa z tego tytułu powinna przypaść bez wątpienia Stanisławowi Brzozowskiemu, który w kontekście wielokrotnie podkreślanej przez siebie egzystencjalnej ważności "świata erotycznego życia człowieka" już u zarania poprzedniego stulecia konstatował, że polska kultura, mentalność i cała literatura "odznaczała się i odznacza zdumiewającym brakiem zmysłu dla tego rodzaju zagadnień"112. Intuicje i przemyślenia autora Legendy Młodej Polski wydają się tak oryginalne i wyjątkowe na tle mentalnych nawyków współczesnych mu publicystów i pisarzy, że nie sposób powstrzymać się przed przytaczaniem paru jego myśli in extesno. Jak choćby takiej, jakże psychoanalitycznej z ducha refleksji, w której uznaje on, że:
Rola erotyzmu w naszym życiu umysłowym, zwłaszcza w wytworach zbiorowej kulturalnej myśli jest niezmiernie ważna i bywa na ogół słabo rozumiana. Można, jak sądzę, twierdzić, że znaczenie kulturalne w wielkim stylu może pozyskać tylko taki sposób pojmowania życia, który (...) działa w sposób zgodny z wymaganiami najszczęśliwszego rozwoju na jego instynkty i potrzeby erotyczne113.
Co znamienne, w ujęciu Brzozowskiego nasza rodzima niechęć do erotyki jest swoistym rewersem równie słabo wykształconej postawy dziejowej, braku świadomości znaczenia historii, nieumiejętności jej przeżycia i przetrawienia, a wreszcie - co tutaj zdaje się szczególnie istotne - braku szacunku zarówno dla własnej niepowtarzalnej egzystencji, jak i dla samego siebie. O taki fatalny stan rzeczy filozof oskarżał "spirytualistyczną tradycję" oraz "nałogi przyzwoitości", będące jego zdaniem "najskuteczniejszą gwarancją seksualnego niechlujstwa". Podkreślał też, że w pogardliwym stosunku "dla cielesnej strony istnienia tkwi głęboko poczucie niewoli, odzwyczajenia się od samej myśli, że wartość ma konkretne nasze życie"114. Wreszcie wytaczał przeciw rodakom najcięższą artylerię:
Brak szczerych i głębokich, erotycznych pierwiastków w kulturze danego narodu jest zawsze w związku z zanikiem dziejowego zmysłu. Społeczeństwo dziejowo-twórcze wytwarza w samym sobie atmosferę, w której istnieje pewien pierwiastek upojenia. Gdzie on nie istnieje, oznacza to, że nie ma form życia, które ukazywałyby się danemu społeczeństwu jako ideał115.
Nie wydaje się zatem sprawą ani przypadkową, ani tym bardziej zaskakującą, że w kontekście takiej niechęci do Erosa na przestrzeni dziejów nie zostały w Polsce wypracowane niemal żadne pozytywne wzorce w tym zakresie. Tezę tę wymownie ilustruje wypowiedź doktor Wandy Piotrowskiej, która podczas posiedzenia lekarzy szkolnych w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego 22 marca 1934 roku wygłosiła odczyt pod tytułem Kultura i wychowanie erotyczne - ze sporą liczbą odniesień do Freuda i Adlera. Zwróciła w nim uwagę słuchaczy na liczne mankamenty naszej tradycji, w tym "brak ciągłości wychowania erotycznego" w trakcie kolejnych etapów psychicznego rozwoju dziecka oraz dominację "jedynie wskazań negatywnych" w tej dziedzinie. Za taki, a nie inny stan rzeczy oskarżyła coś, co dzisiaj nazwalibyśmy po prostu patriarchalnym porządkiem świata, w którym dominuje "fikcyjny przywilej płci męskiej, istniejący w atmosferze wychowawczej dziecka od wczesnego dzieciństwa i prowadzący w późniejszych stadiach rozwojowych do przekształcenia erotyki w walkę płci zamiast w ich solidarność"116. Kto wie, czy z dzisiejszej perspektywy nie wybrzmiewa przecież najdonośniej jej zarzut mówiący o zupełnym braku "świadomie kształtowanego i unoszącego się w atmosferze wychowawczej ideału erotycznego"117. Oznacza on bowiem, że w naszym kulturowym imaginarium seksualność i erotyka plasują się w najlepszym razie w domenie wielce uciążliwej biologicznej konieczności (jak sugerowała Maria Grzywo-Dąbrowska, oburzona "apoteozą płciowości" w Zmorach Zegadłowicza), w najgorszym zaś stają się siedliskiem nieczystości, brudu, ślepych żądz i niskich popędów, słowem: widownią najciemniejszych i najbardziej wstydliwych aspektów życia - swego rodzaju zmorą egzystencjalną. Za zupełnie zrozumiały i niebudzący zdziwienia wyraz opresji płynącej z tego tytułu można zatem uznać utopijną wizję Stanisławy Przybyszewskiej, która najwyraźniej musiała mieć taki wstręt do ludzkiej seksualności, że snuła swego rodzaju "fantazje wyzwoleńcze" o całkowitym zniesieniu różnicy płciowej. Rozmarzała się więc, że w nadchodzącym "Złotym Wieku" dorośli ludzie zerwą z seksualizmem i przybiorą "w obu płciach identyczną postać" - ma zaś to być postać męska "z płaskimi piersiami, bez włosów" - co niedwuznacznie sugeruje, iż psychofizyczne aspekty kobiecości stanowiły w jej oczach dodatkowe źródło uciążliwości. Podobnie też duchowe wyposażenie tych ludzi, ich "władze, psychika, materialna postać" miałyby być według pisarki "identyczne", a przewodni motyw doskonalenia się stanowiłoby "pragnienie całkowitego uwolnienia się od materii", by "stać się żyjącą, czystą myślą bez ciała"118. W efekcie każdy, kto przeszedł taką wewnętrzną metamorfozę i "dorósł do samoistnego, aktywnego mentalnego życia", w swej najgłębszej istocie stałby się "obupłciowy lub ściślej poza-płciowy"119.
Nie dziwi też zatem, że na rodzimym gruncie psychoanaliza spostrzegana była przede wszystkim przez pryzmat obecnych w niej wątków seksualnych, które uznawano za nadmiernie wybujały, centralny, a niekiedy wręcz niemal jedyny istotny składnik jej merytorycznej substancji. I dopiero wtedy, gdy przyjmie się, że na seksualną szczepionkę importowaną z Wiednia nasza kultura zareagowała sui generis wstrząsem anafilaktycznym, możemy zrozumieć, dlaczego w opinii światłego przecież Ochorowicza Freud był "zupełnym maniakiem" na punkcie "funkcji płciowych", miał erotyczne ćwieki w głowie i stał na czele ruchu usprawiedliwiającego "nienaturalne nałogi" i inne nadużycia w tej materii120. Albo dlaczego w oczach ministerialnego "instruktora szkół" Jana Kuchty był on "niefortunnym twórcą "pedagogicznej metafizycznej nadbudowy"" - dla którego funkcję bożka pełniło "życie seksualne"121, panseksualizm zaś Freuda uznać należy za "największy, w konsekwencji, błąd jego teorii"122. I wreszcie dlaczego ten rzekomy panseksualizm wytykali Freudowi inni ważni polscy autorzy, jak choćby Jan Mazurkiewicz123, Kazimierz Dąbrowski124, Stanisław Higier125 czy wspominany już tu Kazimierz Filip Wize126, dla którego zwolennicy psychoanalizy grzeszą przede wszystkim tym, że "pytają wprawdzie zawsze o to, co powstaje przez odsunięcie seksualności, lecz nigdy o to, co powstaje przez odsunięcie duchowości..."127. Doskonale wychwyciła ten defekt rodzimej myśli Stefania Zahorska, według której interpretowanie przez polskich autorów psychoanalizy jako panseksualizmu "dowodzi, że znali ją tylko z popularyzatorskich sloganów i że nie przeczuwali jej znaczenia"128.
Jeśli zatem prawdą jest, że jedną z największych, a przy tym rzadziej wymienianych zasług Freuda było wprowadzenie w zakres zainteresowania nauki jednostkowego życia i codziennej egzystencji oraz kwestii podmiotowości i emancypacji, to okazuje się, że cała sfera erotyki i jej rozumienia w kontekście psychoanalitycznym stanowiła w Polsce zarzewie potencjalnego konfliktu na niespotykaną skalę, o charakterze wręcz swoistego "zderzenia czołowego". Wiele bowiem wskazuje na to, że owo jednostkowe życie było traktowane u nas niemal od zawsze - i chyba nie zmieniło się to do czasów współczesnych - jako z natury rzeczy przeznaczone na ofiarę na ołtarzu wartości "wyższych" - czynu zbiorowego, zagrożonej ojczyzny, utraconej niepodległości, ale też macierzyństwa czy rodziny. Indywidualne szczęście, osobowa niepowtarzalność czy tożsamość seksualna musiały zawsze wypadać blado wobec imperatywnego głosu krzyża, historii, sumienia i narodu. I jeśli, jak chce Georges Bataille129, erotyka i seksualność są tymi wymiarami, w których najpełniej ujawnia się ludzka indywidualność, gdzie rzeczywiście możemy odróżnić się od innych, to z perspektywy kogoś mówiącego o "jednej owczarni i jednym pasterzu" oraz "spełnianiu zadań społecznych i narodowych" stanowiły one śmiertelne wręcz zagrożenie, jako etycznie podejrzane elementy wprowadzające zamęt i nieuporządkowanie, rozbijające pożądaną jednomyślność i harmonię wspólnoty. W czasach zaborów, powstań i walki zbrojnej, ale także budowy młodej państwowości w okresie międzywojnia eros jawił się jako swoisty zbytek, co gorsza, "znieprawiający", pozbawiający mocy, wikłający, indywidualizujący - podczas gdy wszystkie siły witalne i duchowe powinny pozostać nienaruszone w stanie nieustannej mobilizacji. A zatem ów beztroski i bezcelowy bóg hołdujący rozkoszy tylko by tu zawadzał i przeszkadzał. Natomiast psychoanaliza zmierzała od początku w dokładnie przeciwnym kierunku, bowiem - jak pisze Ewa Kobylińska-Dehe - "uwrażliwiła nas na historycznie specyficzne doświadczenie pojedynczości i wewnętrzności poza rolą społeczną i rodziną, dla którego ramę zewnętrzną stworzyły procesy modernizacji"130. Jeśli więc tak jest w istocie, to na psychoanalizę nie byliśmy gotowi ani wtedy, gdy głównymi aktorami Freudowskiego świata stawali się "nowa, emancypująca się seksualnie i zawodowo kobieta i homoseksualny mężczyzna, dandys, flâneur, bohaterowie powieści Marcela Prousta i Oscara Wilde'a"131, ani też dzisiaj, kiedy występują oni pod szyldem queer, gender czy LGBT+. Co więcej, ta niechęć do "miłującego Erosa" miała i ma nadal oczywiście odwrotną stronę, a mianowicie religijny wręcz kult dla czynności z domeny Tanatosa - wojny, polowania, rywalizacji, samoudręczenia i cierpienia - co Maria Janion ujęła kiedyś w formule diagnozy naszej kultury jako "wojskowo-myśliwskiej". W 2016 roku ta wybitna uczona pisała, że "trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać"132. Sugeruje to, że jedną z najbardziej oczywistych, a przy tym szkodliwych konsekwencji niechęci do erosa i w efekcie trzymania go "pod kluczem" jest stworzenie nader obszernego, a zarazem żyznego pola dla rozkwitu różnego rodzaju emocji, skłonności oraz postaw i zachowań destrukcyjnych. W związku z tym można zaryzykować tezę, że naszą kulturę da się interpretować jako antyerotyczną nie tylko w sensie potocznym, w którym eros jest rozumiany jako seksualność, ars amandi, apoteoza cielesności czy hedonizmu, lecz także w bardziej wysublimowanym rozumieniu, które wiąże go z troskliwością, opiekuńczością, kultywowaniem, podtrzymywaniem i chronieniem. To ten właśnie jego wymiar miał najwyraźniej na myśli Mieczysław Minkowski, kiedy w 1936 roku obwieszczał, że sam Freud "pokłada nadzieję w wiecznym Erosie, który będzie robił nowe wysiłki, aby się utrzymać w zmaganiu się ze swym odwiecznym wrogiem - popędem do agresji"133. A jak to doskonale wiadomo, agresja może być skierowana zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz: w pierwszym wypadku jej aktywność koncentruje się na ciągłym poszukiwaniu wrogów oraz ich fizycznym lub symbolicznym eliminowaniu, w drugim przypadku prowadzi do samozniszczenia, choć nie zawsze czyni to od razu. Równie często inspiruje i podtrzymuje postawę prowadzącą do powtarzającego się co pewien czas "samobójstwa psychicznego" - mającego często i niestety całkiem realne konsekwencje - w ramach którego wszystkie dotychczasowe osiągnięcia rozwojowe zostają podważone, zakwestionowane i odrzucone. Może też przybrać formę ciągłego niezadowolenia, jałowego krytykowania, stawiania sobie i rzeczywistości wymagań, których spełnić nie można, po to by się karać wyborami oraz działaniami mającymi na dłuższą metę destrukcyjny charakter, zagrażającymi dalszemu trwaniu zarówno jednostkowemu, jak i społecznemu. Jak to trafnie ujął Bolesław Miciński: "psychoanaliza właśnie wykazała, jak dalece człowiek umie nienawidzieć samego siebie, jak w nienawiści do bliźnich, nie mogąca wykroczyć poza siebie monada ludzka - wyżywa tylko przez projekcję nienawiść do samej siebie"134.
I wreszcie na sam koniec warto wskazać jeszcze dwa dodatkowe czynniki hamujące pochód psychoanalizy przez ziemie polskie, a mianowicie jednostronny charakter naszej psychiatrii w międzywojniu oraz specyficzne kulturowe zaplecze rodzimej psychologii. Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, to w 1935 roku Stefan Borowiecki przeprowadził ankietę mającą przynieść odpowiedź na pytanie, która orientacja - somatyczna czy psychologiczna - jest w rodzimych kręgach psychiatrycznych uważana za adekwatną i rokującą nadzieje na przyszłość135. Otrzymany wynik dobrze obrazuje dominację podejścia somatycznego, na dwadzieścia siedem głosów bowiem (w tym wiele o charakterze zbiorowym) tylko pięciu respondentów opowiedziało się za pierwszeństwem kierunku psychologicznego. Borowiecki uznał zatem orientację polskiej psychiatrii za jednostronną, a w podsumowaniu zauważył przytomnie, że choć "podręczniki Bornsztajna i Frostiga noszą istotnie wyraźne piętno psychologiczne, właśnie dlatego nie można o nich powiedzieć, aby odzwierciedlały one rzeczywisty stan psychiatrii polskiej"136. Jeśli natomiast chodzi o psychologię, to z wyjątkiem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie panowała eksperymentalna atmosfera roztaczana przez ucznia Richarda Avenariusa Władysława Heinricha oraz zwolennika Jeana Piageta i pioniera polskiej psychologii rozwojowej Stefana Szumana - wszystkie pozostałe akademickie ośrodki tej nauki znajdowały się pod przemożnym wpływem Kazimierza Twardowskiego i jego wychowanków, którzy z kolei należeli do duchowych i intelektualnych spadkobierców Franza Brentana. Jak zaś wiadomo, ten wybitny filozof i autor Psychologii z empirycznego punktu widzenia mimo wielu rewolucyjnych, zapowiadających fenomenologię pomysłów reprezentował jednak w gruncie rzeczy dość tradycyjne rozumienie psychiki jako domeny świadomości, idei zaś nieświadomych procesów psychicznych nie akceptował i w całości ją odrzucał. Zarówno zatem sam Twardowski, jak i jego uczniowie musieli mieć do "głębinowych" pomysłów Freuda stosunek w najlepszym razie pełen rezerwy. Mimo wyjątków - np. w postaci psychoanalitycznych poczynań Błachowskiego czy Baleya - generalne stanowisko przedstawicieli szkoły lwowskiej było wobec Freuda nieprzychylne, a tak ważny jej reprezentant jak Władysław Witwicki pozwalał sobie nawet na rozbudowane refleksje i wypowiedzi na temat psychoanalizy, które miały wyraźnie ośmieszający charakter.
1 S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski. Studia o strukturze duszy kulturalnej, Lwów 1910, s. 289-290. Wyróżnienie w oryginale. O ile nie zaznaczono inaczej, w cytatach uwspółcześniono interpunkcję, ortografię oraz końcówki fleksyjne (N. i Ms. r.ż. i r.n. w l. poj. oraz N. l. mn.).
2 M. Grzywo-Dąbrowska, Rzeczywistość czy majaczenia (uwagi na marginesie książki Emila Zegadłowicza "Zmory"), "Higiena Psychiczna" 1938, nr 1-2, s. 190.
3 Patrz: taż, Psychologia prostytutki. Prostytutka w literaturze pięknej, w świetle badań naukowych i obserwacji szpitalnej, Warszawa 1928.
4 Taż, Rzeczywistość czy majaczenia (uwagi na marginesie książki Emila Zegadłowicza "Zmory"), dz. cyt., s. 190.
6 Patrz: G. Majewska, Hygiena seksualna w oświetleniu najnowszych badań naukowych, "Nauka i Życie" (dodatek do "Nowej Gazety") R. 6, 1912, nr 6, s. 3. Wyróżnienie moje - B.D.
7 Słownik języka polskiego, red. W. Niedźwiedzki, A. Kryński, J. Karłowicz, t. 8: Z-Ż, Warszawa 1927, s. 564.
8 "Przynajmniej", bowiem ponad dekadę później Mann, wraz z Romainem Rollandem, Herbertem G. Wellsem, Stefanem Zweigiem i Virginią Woolf, współtworzył komitet, który na 80. urodziny Freuda wystosował do niego list, zawierający "wyrazy hołdu i czci największej". Patrz: "Nasz Przegląd" R. 14, 1936, nr 134, s. 6.
9 Lena Magnone sugeruje, że "orientalizując nieświadomość, pisarz czyni z przybysza ze Wschodu tego, kto posiadł jej zagadkę". L. Magnone, Emisariusze Freuda. Transfer kulturowy psychoanalizy do polskich sfer inteligenckich przed drugą wojną światową, t. 2, Kraków 2016, s. 587. Istnieją przesłanki do przyjęcia tezy, że idea nieświadomości rzeczywiście przybyła do Europu z Orientu, pierwsza bowiem znana stratyfikacyjna teoria umysłu stopniująca dostępność psychiki w wewnętrznym doświadczeniu została sformułowana w Upaniszadach. Patrz: E.L. Margetts, The Concept of the Unconscious in the History of Medical Psychiatry, "Psychiatric Quarterly" Vol. 27, 1953, no. 1-4, s. 115-138.
10 Patrz: Nachträge zum Sanskrit-Wörterbuch in Kürzerer Fassung von Otto Böhtlingk, bearb. von R. Schmidt, Hannover 1924, s. 127.
11 Problematykę tę omawia szczegółowo Christiane Hartnack w Psychoanalysis in colonial India, New Delhi 2001. Patrz też: A.C. Brock, What is a polycentric history of psychology?, "Estudos e Pesquisas em Psicologia" Vol. 14, 2014, n. 2, s. 655.
12 C. Hartnack, Psychoanalysis in colonial India, dz. cyt.; A.C. Brock, What is a polycentric history of psychology?, dz. cyt., s. 655.
13 C. Hartnack, Psychoanalysis in colonial India, dz. cyt.; A.C. Brock, What is a polycentric history of psychology?, dz. cyt., s. 655.
14 A.C. Brock, What is a polycentric history of psychology?, dz. cyt., s. 655.
15 L.T. Benjamin, D.B. Baker, The internationalization of psychology. A history, w: The Oxford handbook of the history of psychology. Global perspectives, ed. D.B. Baker, Oxford 2012.
16 K. Danziger, Towards a Polycentric History of Psychology, revised and expanded version of a paper presented at the 26th International Congress of Psychology in Montréal, Canada 1996, online: http://www.kurtdanziger.com/Paper%209.pdf, s. 4-5. O ile nie zaznaczono inaczej, cytaty obcojęzyczne w przekładzie własnym.
19 É. Roudinesco, Po co psychoanaliza?, przeł. A. Biłos, Warszawa 2014, s. 32.
20 Patrz: motto do tego wprowadzenia.
21 To określnie używane w stosunku do samego siebie przez Freuda, a także tytuł znanej książki na jego temat: P. Gay, A Godless Jew. Freud, Atheism, and the Making of Psychoanalysis, New Haven 1987.
22 W. Jedlicki, Co sądzić o freudyzmie i psychoanalizie?, Warszawa 1961, s. 7.
23 T. Bilikiewicz, J. Gallus, Psychiatria polska na tle dziejowym, Warszawa 1962, s. 208.
24 Najważniejsze rodzime prace traktujące o recepcji oraz próbach indygenizacji psychoanalizy na ziemiach polskich podaję w nocie redakcyjnej.
25 Patrz: M. Foucault, Zło czynić, mówić prawdę. Funkcja wyznania w sprawiedliwości. Wykłady z Louvain, 1981, oprac. F. Brion, B.E. Harcourt, przeł. A. Zawadzki, Kraków 2018, s. 30.
26 S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski, dz. cyt., s. 289. Wyróżnienie w oryginale.
27 Sam Henri F. Ellenberger, wyliczając ważne wydarzenia mające miejsce w roku 1902, odnotował, że "Warszawski lekarz Theodor Dunin porównywał ze sobą teorie i terapie histerii zaproponowane przez Janeta i Freuda, przyznając wprawdzie wyższość Janetowi, dodawał jednak, że inne metody leczenia mogą być równie skuteczne". H.F. Ellenberger, The Discovery of the Unconscious. The History and Evolution of Dynamic Psychiatry, New York 1970, s. 787.
28 K. Orzechowski, Nowe Dzieła (Freud Sigm.: Psychopatologia życia codziennego. (O zapomnieniu, omyłkach mowy i działania, o zabobonie i błędach). Berlin 1907. Karger), "Lwowski Tygodnik Lekarski" 1908, nr 3 (16 stycznia), s. 41-42 oraz tenże, Jung, Teoria histerii Freuda, "Lwowski Tygodnik Lekarski" 1908, nr 19 (7 maja), s. 255-256.
29 Uczestniczyły w niej takie sławy jak m.in.: Edward B. Titchener, Franz Boas, William James, Sigmund Freud, Carl Gustav Jung, Adolf Meyers czy pochodzący z Wrocławia William Stern.
30 L. Jekels, Leczenie psychoneuroz za pomocą metody psychoanalitycznej, tudzież kazuistyka, w: Prace I-go Zjazdu Neurologów, psychiatrów i psychologów polskich odbytego w Warszawie 11-12-13 Października 1909 r., red. A. Ciągliński i in., Warszawa 1910, s. 613-623, dyskusja - s. 623-628.
31 Tamże, s. 627. Równie gorąca dyskusja odbyła się po referacie Tadeusza Jaroszyńskiego zatytułowanym W sprawie psychoterapii, przedmiotem zaś sporu okazała się także psychoanaliza. W jej obronie stanęli Ludwik Jekels i znowu Witold Łuniewski, a znany lekarz Karol Rychliński gorąco pochwalił Jaroszyńskiego za całe wystąpienie.
32 S. Freud, C.G. Jung, Briefwechsel, Hrsg. W. McGuire, W. Sauerländer, Frankfurt 1974, s. 279. Freud, informując Junga o tym wydarzeniu, używa sformułowania "Huldigungstelegramm". Fakt ten przypomina Magnus Ljunggren w tekście, który najpierw ukazał się po węgiersku, jako A pszichoanalitikus áttörés kezdetei Lengyelországban, "Thalassa" évf. 11, 2000, sz. 1, s. 151-159, następnie zaś po angielsku pod tytułem The Early Psychoanalytical Breakthrough in Poland, w: Przekraczanie granic. Ewie Teodorowicz-Hellman z okazji 60. rocznicy urodzin. Gränsöverskridanden. Till Ewa Teodorowicz-Hellman p? hennes 60-?rs dag, red. D. Tubielewicz Mattsson, J. Gesche, Warszawa 2006, s. 161-166.
33 Patrz: K. Irzykowski, Freudyzm i freudyści, w: Od Jekelsa do Witkacego. Psychoanaliza na ziemiach polskich pod zaborami 1900-1918. Wybór tekstów, red. B. Dobroczyński, P. Dybel, przeł. z j. niem. J. Górny, przeł. fragm. książki H. Nunberga O. Pieńkowska-Kordeczka, Kraków 2016, s. 483-484.
34 L. Jekels, Szkic psychoanalizy Freuda, Lwów 1912.
35 Z. Freud, O psychoanalizie. Pięć odczytów wygłoszonych na uroczystość 20-letniego jubileuszu założenia Clarc University w Worcester Mass., przeł. L. Jekels, Lwów 1911; Z. Freud, Psychopatologia życia codziennego. O zapominaniu, pomyłkach, zabobonie i błędach, przeł. L. Jekels, H. Ivánka, Lwów 1913.
36 L. Wołowicz, Jeden z problematów psychoanalizy Freuda, Stryj 1914.
37 F. Baumgarten, Podświadomość, "Nauka i Życie" (dodatek do "Nowej Gazety") R. 6, 1912, nr 16, s. 1-3, R. 7, 1913, nr 2, s. 1-2, nr 4, s. 3 i nr 5, s. 3-4. Taż, Teoria snu Freuda, "Neurologia Polska" R. 2, 1912, z. 9, 1013-1062. Ten drugi artykuł, wraz z biogramem Baumgarten, został niedawno wznowiony w antologii Od Jekelsa do Witkacego, dz. cyt.
38 S. Borowiecki, Metoda psychoanalityczna Freuda i jej kryteria, "Przegląd Lekarski" R. 53, 1914, z. 31, s. 494-497, z. 32, s. 502-506.
39 W. Sterling, Istota histerii w świetle nowoczesnych teorii psychologicznych, "Medycyna i Kronika Lekarska" R. 45, 1910, nr 43, s. 989-991, nr 44, s. 1016-1018, nr 45, s. 1044-1046, nr 46, s. 1068-1072, nr 47, s. 1097-1101. Jest to zapis jego odczytu, który odbył się w ramach sekcji neurologicznej 17 maja 1910 roku.
40 S. Trzebiński, O teorii Freuda i psychoanalizie, "Nowiny Lekarskie" R. 24, 1912, z. 8, s. 451-456, z. 9, s. 522-526, z. 10, s. 587-589.
41 L. Karpińska, O psychoanalizie, "Ruch Filozoficzny" R. 4, 1914, z. 2, s. 37.
43 M. Albiński, O badaniach psychoanalitycznych w Polsce, "Kurier Warszawski" R. 102, 1922, nr 356 (wydanie wieczorne), s. 3. Parę lat później Albiński nadal ubolewał, że choć na świecie psychoanaliza odgrywa niemałą rolę w kwestiach wychowania, to u nas "mało jest na ogół spopularyzowana wśród naszych sfer pedagogicznych, a co gorsza, znana jest tylko ze słyszenia, i to ze strony najbardziej drastycznej, powierzchownej i dostępnej szerokim masom, poszukującym tanich a łatwych emocji". Tenże, O pedagogicznem zastosowaniu psychoanalizy, "Polskie Archiwum Psychologii" R. 3, 1930, nr 2, s. 133.
44 S. Higier, Ogólne podstawy freudyzmu w świetle krytyki, "Nowiny Psychiatryczne" R. 6, 1929, kwart. 1-2, s. 27.
45 S. Essmanowski, Wreszcie Freud!..., "Wiadomości Literackie" 1935, nr 28, s. 4.
46 M. Bornsztajn, Gustaw Bychowski. Słowacki i jego dusza, "Warszawskie Czasopismo Lekarskie" R. 8, 1931, nr 28, s. 667.
47 N. Zandowa, Znaczenie praktyczne teorii Freuda, "Warszawskie Czasopismo Lekarskie" R. 12, 1935, nr 14 (odbitka), s. 1.
48 L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 238.
49 K. Irzykowski, Badania Acherontu, "Wiadomości Literackie" 1928, nr 36, s. 3.
50 G. Bychowski, XIV Międzynarodowy Zjazd Psychoanalityczny w Marienbadzie (sierpień 1936), "Polskie Archiwum Psychologii" R. 9, 1936-1937, nr 3, s. 175. Takie jednoosobowe reprezentacje na międzynarodowych zjazdach psychoanalitycznych miały u nas niechlubną tradycję: na VIII Międzynarodowym Zjeździe Psychoanalitycznym w Salzburgu w 1924 roku Polskę reprezentował również samotnie - Maurycy Bornsztajn.
52 Patrz: L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 1, s. 64.
53 Patrz: B. Dobroczyński, Idea nieświadomości w polskiej myśli psychologicznej przed Freudem, Kraków 2005.
54 F. Jezierski, Rzecz o pojęciach ludzkich, ich pochodzeniu i rozwijaniu się, "Przegląd Naukowy" R. 4, 1845, nr 30, s. 955-971, nr 31, s. 981-1003, nr 32/33, s. 1026-1054, nr 35/36, s. 1118-1148.
55 Kremer już w 1852 roku dzielił zjawiska psychiczne na świadome i "bezświadome" i konsekwentnie postulował, aby badająca je nauka uwzględniała tę dystynkcję. Podobne stanowisko zajmował lwowski filozof Mikołaj Lipiński w 1867 roku. Patrz: B. Dobroczyński, Idea nieświadomości w polskiej myśli psychologicznej przed Freudem, dz. cyt.
56 W.F. Szokalski, Fantazyjne objawy zmysłowe, t. 1: Sny, widma i przywidzenia, Warszawa 1861, t. 2: Senne marzenia, Warszawa 1863; tenże, Początek i rozwój umysłowości w przyrodzie, Warszawa 1885.
57 Pisał np., że "symbolistyka podświadomego", "której Freud i Jung nadają tak wielkie znaczenie w psychoanalizie chorych, może być badaną w laboratorium na wielką skalę u osób normalnych". Twierdził też, że opór pamięciowy, który odnotował u badanych osób, "to ten sam opór podświadomego, jaki odnaleźli Freud i Jung w podświadomości patologicznej". Patrz: E. Abramowski, Stany podświadome jako zagadnienie psychologii doświadczalnej, w: Prace I-go Zjazdu Neurologów, psychiatrów i psychologów polskich odbytego w Warszawie 11-12-13 Października 1909 r., dz. cyt., s. 885-887. Nie była to odosobniona wypowiedź badacza na ten temat.
58 M. Bornsztajn, Wstęp do psychiatrii klinicznej. Dla lekarzy, psychologów i studentów, Łódź 1948, s. 63.
59 Patrz np.: B. Szymańska, Mistycy i pesymiści. Przeżycia i uczucia jako wartości w filozofii polskiego modernizmu, Wrocław 1991.
60 Encyklopedia wiedzy seksualnej. Dla lekarzy, prawników i socjologów, oprac. M. Marcuse, współudz. Z. Freud i in., z 2. wyd. oryg. przeł., popr. i uzup., red. S. Higier, t. 2, Warszawa 1937, s. 72.
61 Już w 1784 roku zaczął ukazywać się (w kilku częściach) cykl anonimowych artykułów Cokolwiek o Panu Mesmer i jego magnetyźmie, zaś w latach 1820-1822 pojawiły się na ten temat cztery apologetyczne książeczki Jana Baudouina de Courtenay - radcy dworu, literata i praktykującego mesmerysty.
62 Patrz: B. Dobroczyński, Idea nieświadomości w polskiej myśli psychologicznej przed Freudem, dz. cyt.
63 N.N. Cybulski, O hipnotyzmie ze stanowiska fizjologicznego, Kraków 1887, s. 70.
64 H.F. Ellenberger, The Discovery of the Unconscious. The History and Evolution of Dynamic Psychiatry, New York 1970.
65 M. Marcinów, B. Dobroczyński, Konceptualny rodowód psychoterapii na ziemiach polskich, "Przegląd Psychologiczny" R. 53, 2010, nr 3, s. 253-265.
66 Patrz np.: H.F. Ellenberger, The Discovery of the Unconscious. The History and Evolution of Dynamic Psychiatry, dz. cyt., s. 241.
67 Patrz: J. Rolle, Choroby umysłowe. Notatki z podróży odbytej w 1858 roku, cz. 2, Petersburg 1864, s. 68.
68 E. Kobylińska-Dehe, Pasja życia. Gustaw Bychowski - polsko-żydowsko-amerykański psychoanalityk między Starym a Nowym Światem, w: Przywracanie pamięci. Polscy psychiatrzy XX wieku orientacji psychoanalitycznej, red. P. Dybel, Kraków 2017, s. 390.
69 Z wielu istniejących publikacji na ten temat warto wymienić: D.B. Klein, The Jewish Origins of the Psychoanalytic Movement, Chicago 1985; E. Rice, Freud and Moses. The Long Journey Home, Albany 1990; Y. Yerushalmi, Freud's Moses. Judaism Terminable and Interminable, New Haven 1991 czy Judaism & Psychoanalysis, ed. M. Ostow, London 1982/1997. Lena Magnone, która obszernie analizuje tę kwestię w swojej pracy, przypomina, że w okresie działalności Wiedeńskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego "przez jego struktury przewinęło się stu pięćdziesięciu członków (w tym stu siedmiu mężczyzn i czterdzieści trzy kobiety). Trzy czwarte całej grupy stanowili Żydzi...". L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 1, s. 46.
70 Pisze o tym S.L. Gilman, Freud, race, and gender, Princeton 1993.
71 O. Weininger, Geschlecht und Charakter. Eine prinzipielle Untersuchung, Wien-Leipzig 1903; w tym samym roku Weininger popełnił samobójstwo. Pierwsze polskie wydanie ukazało się jako Płeć i charakter. Rozbiór zasadniczy, przeł. O. Ortwin, Łódź 1921.
72 Patrz: C. Domański, Polacy w Wiedeńskim Towarzystwie Psychoanalitycznym w latach 1902-1938, w: Psychologia europejska w okresie międzywojennym. Sylwetki, osiągnięcia, problemy, red. W. Zeidler, H.E. Lück, Warszawa 2011, s. 223-235. Obszernie omawia to zagadnienie też L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 1, we wstępie.
73 J. Strojnowski, Polsko-żydowskie kulturowe zaplecze psychoanalizy, "Archiwum Historii i Filozofii Medycyny" R. 55, 1992, z. 3/4, s. 277-286.
74 Strojnowski nieprawidłowo podaje pisownię imienia i nazwiska Ludwiga Brauna, lekarza internisty oraz twórcy psychokardiologii, autora monografii Herz und Angst, a przy tym przyjaciela Freuda.
75 J. Strojnowski, Polsko-żydowskie kulturowe zaplecze psychoanalizy, dz. cyt., s. 284.
76 Jednej z kilku wczesnych entuzjastek psychoanalizy. Ta mająca polsko-żydowskie korzenie psychoanalityczka wniosła spory wkład w zakorzenienie się freudyzmu we Francji. Patrz np.: J. Groth, Eugenia Sokolnicka - propagatorka psychoanalizy w Polsce i Francji, w: Przywracanie pamięci, dz. cyt., s. 85-133.
77 Patrz: P. Roazen, Helene Deutsch, a Psychoanalyst's Life, New Brunswick 1992, s. 5.
78 Jeśli chodzi o książki, to warto śledzić publikacje między innymi Barbary Engelking, Jana Grabowskiego czy Andrzeja Ledera. Z tekstów krótszych szczególnie godna polecenia jest brutalna w wymowie Piosenka przewodnia Bożeny Keff ("Krytyka Polityczna" 2020, 29 VIII, online: https://krytykapolityczna.pl/kraj/piosenka-przewodnia-keff/). Nie jest to tekst o antysemityzmie jako takim, ale o warunkach sprzyjających jego zakorzenieniu się oraz ciemnych stronach naszej tradycji i kultury w ogóle.
79 J. Baudouin de Courtenay, Kwestia żydowska w państwie polskim, Warszawa 1923, s. 30.
80 Oprócz wyżej przywołanej warto wspomnieć jeszcze dwie wcześniejsze książki na ten temat: tenże, W sprawie "antysemityzmu postępowego", Kraków 1911; tenże, W "kwestii żydowskiej". Odczyt wygłoszony w Warszawie 7 lutego 1913 r., Warszawa 1913.
81 Tenże, Kwestia żydowska w państwie polskim, dz. cyt., s. 30.
82 Mimo prywatnego charakteru listu musiały się one jakoś przedostać do opinii publicznej, na co wskazuje fakt, że nawiązał do nich Abraham Wirszubski w swoim artykule referującym krytyczne omówienia freudyzmu (zamieszczonym w tym tomie). Wprawdzie nie wymienia on Mikulskiego z nazwiska, lecz pojawiające się w relacji charakterystyczne detale pozwalają przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że wileńskiemu psychiatrze chodzi właśnie o niego.
83 Wszystkie przytoczenia z Mikulskiego za: L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 326-327. Pisownia oryginalna.
84 Patrz: biogram i teksty Higiera w tym tomie.
85 H. Higier, Bieg i rozwój myśli zasadniczych w medycynie wewnętrznej ostatniej doby, "Warszawskie Czasopismo Lekarskie" R. 3, 1929, nr 9, s. 404.
86 Patrz: L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 393.
87 J. de La Vaissi?re, Teoria psychoanalityczna Freuda. Studium z psychologii pozytywnej, przekł. autoryzowany M. i Z. Ziembińscy, Poznań 1936.
88 B. Miciński, Trzy prace o psychoanalizie, "Prosto z Mostu" R. 2, 1936, nr 41 (95), s. 7. Warto nadmienić, że Miciński, zrazu krytyczny, u schyłku życia zbliżył się do psychoanalizy, która co samo w sobie zastanawiające, stała się dla niego swego rodzaju trampoliną do chrześcijaństwa. W wyczerpujący sposób pisze o tym Lena Magnone (Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 396-412).
89 J. Pastuszka, Psychoanaliza, "Ateneum Kapłańskie" 1933, nr 31, 105-121. Artykuł ten został w tej antologii przedrukowany w całości.
90 To on właśnie jest autorem często cytowanej opinii - przypisywanej zwykle Hansowi Eysenckowi - że "To, co w psychoanalizie jest prawdziwe - nie jest nowe, a to, co jest w niej nowe, jest fałszywe". Myśl tę przytacza także (za Pastuszką) np. Bolesław Miciński w omówieniu polskiego wydania Wstępu do psychoanalizy. Patrz: "Przegląd Filozoficzny" R. 39, 1936, z. 2, s. 195.
91 J. Pastuszka, Psychoanaliza, dz. cyt., s. 120-121.
93 Tenże, Filozoficzne i społeczne idee A. Hitlera (rasizm), "Ateneum Kapłańskie" R. 41, 1938, nr 1, s. 23.
94 "Geniuszem okrutnym" nazwał Freuda Władysław Matecki, patrz: jego biogram w tym tomie.
95 B. Miciński, Wstęp do psychoanalizy, "Przegląd Filozoficzny" R. 39, 1936, z. 2, s. 195.
96 Uczciwie trzeba przyznać, że zdawali sobie z tego sprawę najbardziej przenikliwi rodzimi autorzy, jak choćby Karol Irzykowski, który pisał: "Najwięcej szkód wyrządza zło utajone, nieświadome. Chodzi więc o to, czy ludzie zdołają zdobyć instrumenta do uświadomienia, a więc zniszczenia tego zła. Jest codziennym zjawiskiem, że ludzie wypierają się pobudek, które im inni insynuują. Wypierać by się nie potrzebowali, gdyby znali różnicę między świadomym a nieświadomym". K. Irzykowski, Freudyzm i freudyści, dz. cyt., s. 513.
97 W. Wasiutyński, Czucie i szkiełko, "Prosto z Mostu" 1935, nr 41, s. 8.
98 G. Bychowski, Istota i możliwości lecznicze psychoanalizy, "Warszawskie Czasopismo Lekarskie" 1936, nr 17, s. 296.
100 Patrz: J. Ochorowicz, Psychologia - pedagogika - etyka. Przyczynki do usiłowań naszego odrodzenia narodowego, Warszawa 1917.
101 S. Przybyszewska, Listy, t. 1: Grudzień 1913 - wrzesień 1929, oprac., wstęp i przyp. T. Lewandowski, Gdańsk 1978, s. 152.
102 J. Kuchta, Dzieci trudne do wychowania w świetle badań psychologii głębi (K.G. Jung - Ch. Baudoin), Lwów 1937, tenże, Psychologia głębi. (Z. Freud - A. Adler - K. G. Jung), Lwów 1939.
103 Tenże, Psychologia głębi, dz. cyt., s. 41-42.
104 K. Wize, Próba etiologii zaburzeń reaktywnych na tle rozwojowem jednostki, "Nowiny Psychiatryczne" R. 11, 1934, nr 1/2, s. 266. Wymieniony przez Wizego Aleksander Piotrowski to znany w międzywojniu neurolog i psychiatra, kierownik Krajowego Zakładu Psychiatrycznego w Dziekance, autor Diagnostyki psychiatrycznej w zarysie dla studentów i lekarzy (Warszawa 1923) oraz długoletni redaktor naczelny "Nowin Psychiatrycznych".
105 Te słowa Freuda przytacza Ewa Kobylińska, patrz: E. Kobylińska, Freud i nowoczesność. Uwagi do uwag Zygmunta Baumana o freudowskim pojmowaniu kultury, "Przegląd Kulturoznawczy" 2010, nr 1 (7), s. 175.
106 C. Miłosz, Odpowiedź, "Kultura" 1951, nr 7/8, s. 104.
107 E. Kobylińska, Freud i nowoczesność, dz. cyt., s. 168.
109 F. Nietzsche, O pożytkach i szkodliwości historii dla życia, w: tenże, Narodziny tragedii; Niewczesne rozważania, przeł. P. Pieniążek, M. Łukasiewicz, Łódź 2012.
110 E. Kobylińska, Freud i nowoczesność, dz. cyt.
111 W tym tomie reprezentuje je Stanisław Higier i jego rozważania.
112 S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski, dz. cyt., s. 20.
116 Patrz: Sprawozdanie z posiedzenia lekarzy szkolnych w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w dniu 22 marca 1934 roku, "Polska Gazeta Lekarska" 1935, nr 37, s. 671.
118 Są to oryginalne sformułowania Przybyszewskiej, które zapożyczyłem od Leny Magnone (Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 148).
120 Patrz: J. Ochorowicz, Przyczynki do usiłowań naszego odrodzenia narodowego, dz. cyt., s. 135.
121 J. Kuchta, Nowe kierunki i dążenia współczesnej katolickiej pedagogiki (na tle obrazu chaosu we współczesnym wychowaniu), Lwów 1939, s. 47.
122 Tenże, Psychologia głębi, dz. cyt., s. 42.
123 Patrz: II-gi Zjazd neurologów, psychiatrów i psychologów polskich, "Nowiny Lekarskie" R. 25, 1913, nr 2, s. 104.
124 K. Dąbrowski, Nerwowość dzieci i młodzieży, Warszawa 1935; korzystałem z trzeciego (a drugiego powojennego) wydania z 1976 roku, s. 260.
125 Patrz: Encyklopedia wiedzy seksualnej, dz. cyt., t. 3, s. 433.
126 Patrz: K. Wize, Próba etiologii zaburzeń reaktywnych na tle rozwojowem jednostki, dz. cyt., s. 259-260.
127 Patrz: tenże, Charakter w ujęciu psychologicznem i fizjologicznem, "Nowiny Psychiatryczne" 1932, nr 1/2, s. 12. Jak się dzisiaj wczytać w te słowa, to trudno powstrzymać się przed refleksją, że przecież Wize w żadnym razie nie miał powodów do narzekania na brak duchowości w polskim piśmiennictwie tamtych czasów, zdominowanych całkowicie przez nauczanie Kościoła katolickiego, a jednak to ona natychmiast zdawała mu się bezpośrednio zagrożona. Nie sposób też nie zauważyć analogii takiego sposobu myślenia do czasów współczesnych, kiedy to różne ośrodki polityczne i opiniotwórcze z kręgów prawicowych i kościelnych, posiadające przecież niewyobrażalną władzę, szerokie wsparcie medialne, ogromne środki materialne i zabezpieczenia prawne, w oficjalnych enuncjacjach nie przestają skarżyć się na rzekomą dominację lewackich gazet i uniwersytetów, portali i programów telewizyjnych oraz rzekomą i nieustanną ofensywę wrogich ideologii z ekologią, genderyzmem i neomarksizmem na czele...
128 L. Magnone, Emisariusze Freuda, dz. cyt., t. 2, s. 452.
129 G. Bataille, Erotyzm, przeł. M. Ochab, Gdańsk 1999 (pierwsze francuskie wydanie: L'érotisme, Paris 1957).
130 E. Kobylińska, Freud i nowoczesność, dz. cyt., s. 170.
132 Prof. Maria Janion: Mesjanizm to zguba dla Polski, "Newsweek Polska" 2016, 10 X, online: http://www.newsweek.pl/kultura/prof-maria-janion-na-kongresie-kultury-polskiej-krytykuje-mesjanizm,artykuly,398508,1.html.
133 M. Minkowski, Współczesne warunki kulturalno-społeczne a nerwice, "Warszawskie Czasopismo Lekarskie" 1936, nr 31/32, s. 510.
134 B. Miciński, Pisma, Eseje, artykuły, listy, [wybór i oprac. A. Micińska], Kraków 1970, s. 379.
135 S. Borowiecki, W sprawie programu psychiatrii polskiej, "Rocznik Psychiatryczny" 1935, z. 25, s. 25.
136 Tamże, s. 32-33. Natomiast - co nikogo nie powinno zdziwić - owo psychologiczne piętno wynikało w sporej mierze z mniej (u Jakuba Frostiga) lub bardziej (u Bornsztajna) wyraźnych nawiązań i odniesień do psychoanalizy.