[1] Jak to ujęto, został "zwolniony ze służby w Policji" (k. 948). Dla pewności jeszcze sprawdziłem jego wiek podany na rozprawie i nie jest to wiek uprawniający do policyjnej wcześniejszej emerytury.
[2] Z początkiem 2019 r. Oczywiście nijak nie wpłynęło to na dokuczanie mi przez Policję i karetki pogotowia swoistym stalkingiem polegającym na przejeżdżaniu tuż obok mnie wielokrotnie w ciągu dnia (np. 5-15 razy), o czym już wspominałem w jednym z pierwszych przypisów ze wskazaniem na stronę internetową z "zaprotokołowaniem" takich przypadków (zresztą nie wszystkich, bo czasem nie notowałem) za pewien okres.
[3] Jest to zdecydowanie nieprawda - i to zarówno od strony konstytucyjnej (stanowisko TK jest przytoczone w piśmie z rozdz. 4.10, część VII), jak i w samym Kodeksie (art. 324 k.p.k. i co do sądu art. 93b §1 k.k.), a już zwłaszcza stanowczo wypowiada się o tym kodeks w przypadku orzekania umieszczenia w zakładzie psychiatrycznym (art. 93g §1 k.k. bardzo wyraźnie daje do zrozumienia, że koniecznym warunkiem jest popełnienie czynu raz i niebezpieczeństwo popełnienia innego podobnie szkodliwego po raz kolejny). Nie udało mi się jednak na rozmowie przekonać jej do swojej wersji, a nawet uważała, że nie powinienem się wymądrzać. Następnie zaś ku jej widocznie zaskoczeniu rozstrzygnął to sam sąd badając na rozprawach sprawę popełnienia czynu, choć - w swej niesprawiedliwości - bardzo powierzchownie.
[4] Wyjaśniam, że po prostu nie obudziłbym się odpowiednio wcześnie, tj. na pewno przed ósmą, nie miałem wtedy żadnych pieniędzy, w tym na jakieś budziki, a budziłem się typowo nie wcześniej niż o 10:00.
[5] Wlicza się tu też to, że owe podmiejskie autobusy spod Legionowa jeżdżą 2 razy na godzinę. Są też lepsze autobusy, częściej jeżdżące, ale z tamtej ścieżki przestałem korzystać od czasu, gdy zaczął mnie tam napadać pewien człowiek grożący mi, że mnie zabije, za przyzwoleniem Policji i sądu (temat był relacjonowany na xp.pl).
[6] "Środki zapobiegawcze można stosować w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, a wyjątkowo także w celu zapobiegnięcia popełnieniu przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa; można je stosować tylko wtedy, gdy zebrane dowody wskazują na duże prawdopodobieństwo, że oskarżony popełnił przestępstwo".
[7] "Tymczasowe aresztowanie i pozostałe środki zapobiegawcze można stosować, jeżeli zachodzi: 1) uzasadniona obawa ucieczki lub ukrycia się oskarżonego, zwłaszcza wtedy, gdy nie można ustalić jego tożsamości albo nie ma on w kraju stałego miejsca pobytu".
[8] "W postępowaniu przygotowawczym sąd, stosując tymczasowe aresztowanie, oznacza jego termin na okres nie dłuższy niż 3 miesiące".
[9] "Jeżeli oskarżony, w stosunku do którego wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, ukrywa się, sąd lub prokurator może wydać postanowienie o poszukiwaniu go listem gończym".
[10] Kłamstwo propagandowe: chodzi tu oczywiście o skrytkę 601, której jako adresu do doręczeń nawet nie wypróbowano.
[11] Przypomnijmy, ten ostatni przepis jest o tym, że nie popełnia przestępstwa, kto jest niepoczytalny w czasie czynu (przyp. tut.).
[12] Tymczasowego aresztowania (przyp. tut.).
[13] Ten końcowy argument z tego punktu nie jest słuszny. Jak już wspomniałem parę razy, okazało się później, gdy przeanalizowałem sprawę, że SN pozwala na liczne odstępstwa w zakresie opisu faktycznego czynu (względem wersji oskarżyciela, np. z zarzutu prokuratury). To samo nie dotyczy jednak opisu prawnego (kwalifikacji prawnej), czyli wyszczególnienia przepisów, pod które dany czyn podpada. To może nastąpić co najwyżej w trybie ustawowo zdefiniowanym, poprzez odpowiednią zaprotokołowaną decyzję sądu na rozprawie. Oznacza to, że ponieważ dostałem kwalifikację prawną także z art. 178 k.k., a nie tylko 177 (wypadek), to co najmniej musiałoby być uznane za najprawdopodobniejszą wersję, że uciekłem z miejsca zdarzenia w takim rozumieniu, jakie się przyjmuje, czyli oddaliłem się w zamiarze uniknięcia odpowiedzialności (przyp. tut.).
[14] Kopia jest tu w aktach.
[15] Wartościowy to dowód z wyznania jakiejś informacji może być wtedy, gdy jest to informacja, której co do zasady dana osoba mieć nie powinna, chyba że jest zamieszana w daną sprawę kryminalną. Przykładowo, znajomość tajnych haseł komputerowych czy kodów do zamka elektronicznego w drzwiach może mieć wartość dowodową przy ustalaniu popełnienia przestępstwa. Natomiast samo zrelacjonowane ex auditu rzekome moje przyznanie się "do wszystkiego" (bliżej niesprecyzowanego "wszystkiego") nie może w świetle zasady bezpośredniości wkraczać jako dowód w miejsce moich własnych wyjaśnień składanych pisemnie przed prokuraturą i sądem, które idą w przeciwnym kierunku niż zarzut.
[16] Przypomnę, przepis ten (a właściwie jego §1) głosi "Sąd karny rozstrzyga samodzielnie zagadnienia faktyczne i prawne oraz nie jest związany rozstrzygnięciem innego sądu lub organu", z czego tutaj istotna jest część pierwsza słowa "oraz" (bo oczywiście aż o "związaniu" nikt tu nie mówi).
[17] Jest to powielenie błędu prokuratury dotyczącego konstrukcji uzasadnienia jej wniosku przeciwko mnie. Bardzo mało prawdopodobne, że to się tak "przypadkowo" trafiło. Po prostu demonstracja solidarności z prokuraturą i pogardy dla dowodów, pogardy po prostu dla kwestii prawdy i nieprawdy (przyp. tut.).
[18] Jest tam zapisana zasada in dubio pro reo (przyp. tut.).
[19] "Uzasadnienie postanowienia o zastosowaniu środka zapobiegawczego powinno zawierać przedstawienie dowodów świadczących o popełnieniu przez oskarżonego przestępstwa, wykazanie okoliczności wskazujących na istnienie zagrożeń dla prawidłowego toku postępowania lub możliwości popełnienia przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa w razie niezastosowania środka zapobiegawczego oraz określonej podstawy jego zastosowania i potrzeby zastosowania danego środka. W wypadku tymczasowego aresztowania należy ponadto wyjaśnić, dlaczego nie uznano za wystarczające zastosowanie innego środka zapobiegawczego".
[20] Jeśli chodzi ściśle o tekst ustawy to w nim jest przewidziana możliwość tymczasowego aresztowania w sprawie z wniosku przeciwko niepoczytalnemu, ale to "w wypadku prawomocnego orzeczenia środka zabezpieczającego polegającego na umieszczeniu sprawcy w zakładzie zamkniętym" i "do czasu rozpoczęcia wykonywania środka", przy czym "nie dłużej niż na okres 3 miesięcy, z możliwością jednorazowego przedłużenia w szczególnie uzasadnionym wypadku na kolejny miesiąc" (art. 264 §3 k.p.k.). Ponadto na zasadach ogólnych jest możliwe tymczasowe aresztowanie w przypadku nieprawomocnego umorzenia sprawy i skazania na umieszczenie w zakładzie zamkniętym (tamże, §2a k.p.k.). Ponadto na zasadzie art. 380 k.p.k. w oparciu o zasady ogólne można wywnioskować, że na pewno wolno aresztować osobę oskarżaną wnioskiem z art. 324 k.p.k. w przypadku, gdy sąd wbrew prokuratorowi uważa, że popełniła ona przestępstwo. Przepisy przewidują też możliwość, że osoby, które skończyły jw., tj. skazano ich co najmniej w pierwszej instancji na zakład zamknięty i umorzono postępowanie, zostały już uprzednio tymczasowo aresztowane (tamże, §2), z tym, że takie sytuacje mogą się zdarzać bez naruszenia zasady, że areszt wymaga, by było wysokie prawdopodobieństwo przestępstwa - przykładowo, jeśli aresztowanie nastąpiło w czasie, gdy nie było jeszcze opinii sądowo-psychiatrycznej, a bezpośrednio po jej otrzymaniu akta wraz z wnioskiem przeciwko niepoczytalnemu skierowano jak najszybciej do sądu, nie uchylając aresztowania. Inny jeszcze potencjalny scenariusz tego typu to sytuacja, gdy osoba aresztowana miała normalny proces sądowy, z aktu oskarżenia, przy okazji którego sąd zdecydował, np. na podstawie nowo ujawnionych w jego postępowaniu dowodowym danych, że oskarżony jest niepoczytalny, w wyniku czego umorzył postępowanie i orzekł umieszczenie go w zakładzie zamkniętym. (Nie ma podstaw uważać, że sąd by nigdy czegoś takiego na procesie nie zrobił, skoro w szczególności art. 93g §1 k.k. pozwala wtedy stosować taki środek zabezpieczający i skoro pewnie przyjęto by stanowisko, że "lepsze to niż sprawcę np. brutalnego gwałtu i zabójstwa wypuścić wolno". ) Na koniec w ramach komentarza do tej kwestii wyjaśniam, że jeszcze nigdy w żadnej mojej sprawie - choć nieraz wyłaniały się kwestie prawne mogące budzić wątpliwości albo wręcz takie, że miałem Sąd Najwyższy bardzo jednoznacznie ściśle co do takich spraw po swojej stronie, czego nieraz nie chciano respektować i co bezczelnie ignorowano - nie skierowano żadnego pytania prawnego do Sądu Najwyższego, mimo mych nieraz próśb o to. Po prostu ma być przegrana Niżyńskiego za wszelką cenę i tyle, oby jak najszybciej. W związku z tym przyznaję, że jedynie z przyczyn propagandowych - po to, by potem pokazać stronniczość sądu i brak obiektywnego wnikliwego podejścia - o to tu wnosiłem, natomiast nie miałem większych nadziei, że to nastąpi (przyp. tut.).
[21] Przepis głosi, że w razie (m. in.) umorzenia postępowania o przestępstwo zarządza się niezwłoczne zwolnienie tymczasowo aresztowanego (przyp. tut.).
[22] Zapewne wyraźniejszym i bardziej przekonującym tego pokazaniem byłoby wskazanie na, będące najwyraźniej argumentem dla profesorów w tym temacie, istnienie art. 259 §2 k.p.k., który wyraźnie przewiduje, że wobec osoby, która ma być tymczasowo aresztowana, prawdopodobne jest skazanie na jakąś karę (a nie jedynie środek zabezpieczający): "Tymczasowego aresztowania nie stosuje się, gdy na podstawie okoliczności sprawy można przewidywać, że sąd orzeknie w stosunku do oskarżonego karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania lub karę łagodniejszą albo że okres tymczasowego aresztowania przekroczy przewidywany wymiar kary pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia".
[23] "Jeżeli stan zdrowia oskarżonego tego wymaga, tymczasowe aresztowanie może być wykonywane tylko w postaci umieszczenia w odpowiednim zakładzie leczniczym, w tym w zakładzie psychiatrycznym". Jak w tekście wyjaśniam, nadal mimo tego przepisu jest przecież możliwe, że ktoś nie był niepoczytalny w czasie czynu i sąd biorąc to za podstawę aresztował go, po czym jego stan się znacznie pogorszył (przyp. tut.).
[24] R. Kmiecik, E. Skrętowicz: Proces karny: Część ogólna, 7. wydanie pod red. J. Cybulskiej (seria akademicka), wydawnictwo Oficyna - Wolters Kluwer, Warszawa 2009, s. 264, dostępna w Internecie na https://books.google.pl/books?id=RFFSAwAAQBAJ&pg=PA264&lpg=PA264#v=onepage.
[25] Przypomnijmy, "wina" występuje przy przestępstwie. Sprawca czynu nie będącego przestępstwem, choćby uznawanego za czyn zabroniony (np. sprawca jakiegoś zabójstwa broniący się w ramach obrony koniecznej), uznawany jest za niewinnego. Z cytatu więc wynika, że ma być nie tylko czyn zabroniony, lecz po prostu przestępstwo (przyp. tut.).
[26] "Z uwzględnieniem [odpowiednich] zmian", "odpowiednio", "analogicznie" (przyp. tut.).
[27] W sprawie o umorzenie postępowania z powodu braku przestępstwa i zastosowanie przeciwko niepoczytalnemu środka zabezpieczającego (przyp. tut.).
[28] Podstawowe zasady postępowania karnego: odpowiednio oparcie się na dowodach ujawnionych w postępowaniu (tu: tym, co w aktach), zasada prawdy materialnej, zasada in dubio pro reo (przyp. tut.).
[29] Tzn. okoliczność specjalna-wyjątkowa, czy też zespół takich okoliczności, wykluczająca przestępstwo (przyp. tut.).
[30] Że jeśli osoba w czasie czynu nie była niepoczytalna, lecz miała ograniczoną poczytalność, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary (przyp. tut.).
[31] Którą, jak głosi nauka o rachunku prawdopodobieństwa już od czasów założyciela tej dziedziny matematyki: Laplace'a, należy obstawiać - generalnie też w przypadku N różnych opcji - gdy nie wiadomo nic o żadnych okolicznościach różnicujących prawdopodobieństwa tych opcji, tj.: w przypadku minimalnej wiedzy należy przyjmować równe prawdopodobieństwa.
[32] [odręcznie:] "Uchylenie przez Sąd Apelacyjny wyroku ... i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania nie jest równoważne z podważeniem wartości zebranego materiału dowodowego" - post. SN z 26.2.2019 r. o sygn. II KK 178/18, opubl. na www.sn.pl.
[33] Por. sprawa Witek przeciwko Polsce.
[34] "Przepisy niniejszego kodeksu mają na celu takie ukształtowanie postępowania karnego, aby: 1) sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności" (przyp. tut.).
[35] Zgodnie z prawem (art. 143 k.p.k.) czynności organów postępowania karnego, w tym Policji, mogące mieć znaczenie dowodowe muszą być dokumentowane protokołem albo co najmniej notatką urzędową (przyp. tut.).
[36] Przypomnę: "Podstawę orzeczenia może stanowić tylko całokształt okoliczności ujawnionych w postępowaniu, mających znaczenie dla rozstrzygnięcia" (przyp. tut.).
[37] [...]
[38] Patrz np. moje dawne sprawy o stalkingu przeciwko mnie: 4 Ds 1634/11, 4 Ds 1838/11 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota i wcześniej 4 Ds 1782/11 w Warszawa-Wola oraz następnie 1 Ds 1899/12 w Warszawa-Praga Południe ściśle na temat inwigilacji, jak również orzeczenia sądów w tych sprawach (m.in. III Kp 191/13 w SR dla Warszawy-Pragi Południe i III Kp 40/12 w SR dla m. st. Warszawy). Akta tych obnażających tę stronniczą postawę sądów spraw są na http://forum.bandycituska.com w dziale "Prokuratury i sądy o dochodzeniach i śledztwach". Tu faktycznie bardzo dużo opierać by się musiało na zaufaniu do mych słów, ale cóż, w większości przecież przypadków tak jest, że przychodzi najpierw do organów ścigania pojedyncza tylko osoba. Zlekceważono też dużo rozsądnie uzasadnionych zawiadomień na temat zabijania mojej rodziny - też jest to pokazane na ww. stronie internetowej.
[39] Sygnatura PR 3 Ds 267.2017 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota (267, jak nr art. k.k. o nielegalnym podsłuchu - specjalnie dla mnie zarezerwowano, jak gdyby dla pokazania, jak ważna i jedyna w swoim rodzaju to sprawa, o czym organ prokuratorski wie), po czym III Kp 476/17 w Sądzie Rejonowym dla m. st. Warszawy, gdzie również podtrzymano tę teorię o "obowiązku" nieprowadzenia śledztwa. Ww. sprawa miała dużo zgłoszonych-wymienionych dowodów, natomiast można tu wskazać na przykład sprawy na samym tylko krótkim zgłoszeniu i ewentualnie zeznaniu opartej, na ten sam temat: PR 4 Ds. 227.2017 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Mokotów (uprzednio odmówili wszczęcia też na komendzie). Chodzi tu o sprawy z mojego zawiadomienia, w sprawie śledzenia mnie i dręczenia.
[40] [przypis gwiazdkowy odręczny jak w oryginale:] Samo tylko (rzekome) wygłaszanie sprzecznych, niespójnych oświadczeń przez chorego psychicznie (wobec 1 świadka - i to tutaj potencjalnie zawisłego politycznie) NIE MOŻE BYĆ ŹRÓDŁEM ŻADNYCH USTALEŃ CO DO SPRAWSTWA (nawet odnośnie prawdopodobieństwa); nie ma podstaw do przyjęcia wersji niekorzystnej dla mówiącego, chyba że poddano by to dokładniejszemu badaniu - vide art. 5 §2 k.p.k. Sąd nie jest psychologiem ani nie ma tej sytuacji nagranej - ja mówię, że jej nie było.
[41] Powtórzmy: z nazwiskiem prezydenta, kojarzącym się więc z "ułaskawieniem" politycznym (przyp. tut.).
[42] Przy pomocy wartości oczekiwanej liczby zliczeń zdarzenia losowego w rozkładzie dwumianowym. Przykładowo, przy 16 (jak tutaj) losowaniach każdorazowo może się zdarzać pewne zdarzenie o prawdopodobieństwie 0,5 (tj. 50%), to oszacowanie wynosi 8. Jeśli jednak owo prawdopodobieństwo jest nie 0,5, tylko 1:160, to oszacowanie wynosi w takim układzie 10% (prawdopodobieństwo, że w ogóle chociaż raz zdarzy się to zdarzenie) - co wyraża fakt, że prób powinno być 10 razy więcej niż owo przyjęte 16 prób, żeby najprawdopodobniej doszło do pojedynczego trafienia. Nie jest to dokładnie, zgodnie z zasadami kombinatoryki policzone prawdopodobieństwo - czego wyrazem jest też fakt, że można osiągnąć wyniki większe niż 1, co przy poprawnej teorii jest niemożliwe - tym niemniej przy tego rzędu maleńkich liczbach najzupełniej wystarcza i jest wygodne.
[43] [przyp. tut.:] Potem zauważyłem, że jest to błąd. Po pierwsze tu nie ma 16 losowań, tylko jedno, bo jest jedna ofiara, czyli jeden mający ułożyć się "przypadkowo" wynik; można to podzielić na losowanie miesiąca i losowanie dnia, ale w każdym razie nie ma tego 16. Dodatkowo, nie byłoby słusznym twierdzenie, że jest 16 zdarzeń elementarnych sprzyjających takiemu wynikowi, tj. 8 po stronie minus (wcześniejsze lata urodzenia), 8 po stronie plus. Ja tu bowiem w ramach zdarzeń elementarnych nie rozróżniam lat, lecz "losowaniu" podlega jedynie dzień miesiąca oraz odstęp w liczbie miesięcy, od 0 do 11 (który ma się zbiegać z jakąś występującą liczbą lat różnicy). Gdybym chciał jako część potencjalnie "losowego" zbiegu okoliczności uwzględnić też liczbę lat różnicy i jako sprzyjający wynik, którego prawdopodobieństwo badam, przyjąć 16 opcji, to każda z tych opcji powinna być oszacowana nie na 1:360 (iloczyn 1:30 od trafienia w liczbę dni i 1:12 od trafienia w liczbę miesięcy), lecz na 1:360 × jakieś prawdopodobieństwo co do konkretnej liczby lat różnicy w dacie urodzenia, np. właśnie 1:16 (jeśli przyjąć w uproszczeniu, że za duże różnice w tym miejscu o tej porze, czyli rano przy Politechnice, są niemożliwe i że jest w ogóle tylko 16 możliwych odległości w latach), czyli te prawdopodobieństwa byłyby odpowiednio mniejsze, po czym wprawdzie takich zdarzeń elementarnych zsumowano by 16, czyli prawdopodobieństwo z kolei mnoży się przez 16, ale w wyniku byłoby to koniec końców znowu właśnie 1:360 czy nawet mniej. Obecnie więc stoję na stanowisku, że należało tu prawdopodobieństwo ustalić po prostu na 1:360, czyli ułamek procenta, a nie 4,5%, a w tekście jest błąd. W późniejszych pismach został on poprawiony.
[44] Jest taka o tej kapłance legenda, przekazana przez historyków rzymskich, że prosiła Apollo o wieczne życie, ten dał jej 1000 lat życia; biorąc to teraz przenośnie jako życie jej planów w polityce i idąc wstecz od roku końca imperium rzymskiego: 476 n.e., czyli roku 1228 od założenia miasta, mamy rok sprzedania jej papirusa królowi jako rok 228 albo inaczej 525 p.n.e. - czasy, istotnie, co trafne, króla "Serwiusz Tullus": jak o chrześcijańskiej idei polityki jako służby...
[45] [przyp. tut.:] Jakkolwiek bodajże to liczba 228 jest "kanonicznym", występującym w źródle numerem roku (+228), bo oni raczej takie liczby i liczenia preferowali, to podkreślmy tu, że dla odmiany sami Rzymianie w ramach swego liczenia lat ab urbe condita nazwaliby ten rok (rok +228) po prostu rokiem 229 AUC, ponieważ rok 1 AUC to rok założenia miasta. Czyli już nawet nie jakieś "następstwa", tylko ścisły patronat ksiąg sybillińskich. Notabene dla uniknięcia niemądrych nieporozumień muszę tu wyraźnie nadmienić, że nie sądzę, by owa kapłanka Apollo, która miała sprzedać ów papirus czy ewentualnie 3 papirusy królowi Rzymu, była jego autorką. Wydaje się to bardzo nieprawdopodobne biorąc pod uwagę szczególnie wysoki poziom intelektualny tamtejszych memów, np. ich krańcową wręcz optymalizację w dziedzinie doboru liczb, będącą niewątpliwie rezultatem długich prac, oraz przejawianie się ich na przestrzeni tysiącleci. Oczywiście ja nie mogę być tak do końca autorytetem w tej dziedzinie, skoro się z tą księgą (swoją drogą ponoć nie tylko papieżowi znaną) nie zapoznawałem wprost, ale swoje badania w tych tematach przeprowadziłem (jestem należycie powściągliwy w postulowaniu takiego źródła, ale wielokrotnie było to uzasadnione i zebrałem pokaźny zasób potwierdzeń). Nie wydaje się też możliwe, by obmyślenie wszystkiego, co tam jest zawarte, było dziełem 1 czy 2 osób. Natomiast zapewne księgi głoszą pomysły wywodzące się zwłaszcza od Sumerów (sic) i z Babilonu, z naciskiem na tamtejszych królów. Bodajże zresztą samo pojęcie "mem" jest w nich ukute. Wybór kobiety jako misjonarki i sprzedawczyni był pewnie podyktowany m.in. względami bezpieczeństwa.
[46] W rzeczywistości jak wynika z późniejszego dokładnego przeglądu akt strona po stronie, z ujawnieniem zawartości kopert, nigdy tych dodatkowych protokołów (obok tego głównego z k. 268, rozdz. 4.2) czy raczej jednego dodatkowego protokołu nie złożyłem, a jedynie zaznaczyłem, że go [prawdopodobnie] złożę później - dotyczył on dat związanych ze zgonami członków rodziny oraz ze skoordynowanym atakiem na mnie ze strony 2 jednostek Policji polegającym na fałszywym oskarżaniu o znieważenie funkcjonariusza dn. 30.5.2018 r. (tj. są to przede wszystkim artykuły z przededni tych zdarzeń) - natomiast był on wymieniony jako załącznik pisma z zał. I "Uzupełnienia dowodów" z rozdz. 4.4 (złożyłem tam mianowicie wyciąg z pisma w sprawie cywilnej wraz z licznymi jego załącznikami, ale już bez tego grubego protokołu, którego odpis by wiele kosztował), co do którego było wiadomo, w aktach której sprawy cywilnej się znajduje, więc sąd bez problemu mógł zwrócić się o pożyczenie akt i się z tym protokołem zapoznać, w razie potrzeby sporządzając też jego kserokopię lub odpis poświadczony do pozostawienia w aktach sprawy karnej. Złożyłem za to wtedy wraz z pismem 4.4 liczne inne załączniki dowodowe, tj. pozostałą wymienioną w rozdz. 4.4 i tamtejszym piśmie dokumentację (przyp. tut.).
[47] W protokole, o którym tu mowa (nie złożonym, ale dostępnym w aktach dobrze wskazanej sprawy cywilnej), był przegląd różnych stron prasowych, nie jednej (przyp. tut.).
[48] https://pl.wikipedia.org/wiki/Volkssturm
[49] https://eclipse.gsfc.nasa.gov/LEcat5/LEcatalog.html
[50] Tu jedynie liznąłem sprawę hipotetycznego spisku sybillińskiego w dziedzinie religii, bo temat jest sporo obszerniejszy; miała być o tym osobna bardzo obszerna książka (minimum 2-tomowa), ogólnie o spiskach religijno-politycznych, która by praktycznie wszystko jak mniemam odsłaniała, ale skandaliczny sposób traktowania mnie, w tym także co do kwestii finansowych, skłonił mnie do porzucenia tego planu. Zresztą w takich warunkach, jak ja mam, po prostu myśleć się nie da (widocznie dla kogoś ważniejszym ode mnie ośrodkiem, na który trzeba stawiać i który ma mieć swobodę ekspresji, są głupie telewizyjne bodajże gaduły-dręczyciele; zresztą zrelacjonowany tu pojedynczy temat cząstkowy średnio za ich sprawą został przeze mnie odkryty). Niewykluczone wszakże, że ktoś inny to Państwu opisze (zauważy taki czy inny temat składowy), choć pewnie nie w tak kompleksowy sposób, do jakiego ja jestem przygotowany (przyp. tut.).
[51] Zmarł 13.7.2008 r., vide encyklopedia internetowa: https://pl.wikipedia.org/wiki/Bronis%C5%82aw_Geremek#%C5%9Amier%C4%87_i_pogrzeb Symbolika liczb w tej dacie śmierci: "pech z Rzymu" - stąd też podejrzewałbym tutaj, że zamieszana była głowa państwa odpowiedzialna za kontakty oficjalne kurtuazyjne z Watykanem, czyli w tym przypadku Lech Kaczyński.
[52] https://info.wiara.pl/doc/177107.Polski-ksiadz-zginal-na-Syberii (portal wiara.pl należy do wydawcy "Gościa Niedzielnego")
[53] https://www.newsweek.pl/polska/polityka/lech-morawski-spowodowal-wypadek-ekspertyzy-sa-jednoznaczne/qr7szbe
[54] https://staramilosna.grobonet.com/grobonet/start.php?id=detale&idg=2090&inni=0&cinki=1 - zauważmy, że data śmierci przypada 3 dni po późniejszej dacie śmierci Geremka.
[55] https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2022-04-20/wypadek-na-s8-prokuratura-prowadzi-sledztwo-malgorzata-gersdorf-przesluchana-w-charkaterze-swiadka/
[56] On nawet tego samego dnia zapadł (przyp. tut.).
[57] https://tvn24.pl/polska/sprawa-slawomira-nowaka-wyrok-dla-dariusza-z-bylego-szefa-grom-5674783
[58] https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-sprawa-piotra-najsztuba-sad-najwyzszy-zdecydowal-to-koniec-t,nId,5591585
[59] https://warszawa.naszemiasto.pl/gdansk-tusk-odebral-medal-badkowskiego-i-odpowiadal-na/ar/c1-50651
[60] Artykuł "Tusk: Będzie kontrola ws. podsłuchów dziennikarzy" - https://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/tusk;bedzie;kontrola;ws;podsluchow;dziennikarzy,100,0,547940.html
[61] To oczywiście tylko inicjał imienia (przyp. tut.).
[62] Zupełnie, jak gdyby fałszywe zeznawanie nie było czynem karalnym! (Skoro się nie ściga, to i nie kara.) Sygnatura PR 1 Ds. 1329.2018 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście oraz II Kp 1046/19 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia.
[63] Przypomnę, że jest to też teza z wyroku SN o sygn. II KRN 178/95 przytoczonego w przedost. akapicie części I pisma quasi-zażaleniowego z rozdz. 4.10 (przyp. tut.).
[64] "Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych" (przyp. tut.).
[65] "Jeżeli szczególne względy nie stoją temu na przeszkodzie, należy odstąpić od tymczasowego aresztowania, zwłaszcza gdy pozbawienie oskarżonego wolności: 1) [pierwsza opcja]; 2) pociągałoby wyjątkowo ciężkie skutki dla oskarżonego lub jego najbliższej rodziny" (przyp. tut.).
[66] Np. 4 Ds. 1782/11 w PR Warszawa-Wola, 4 Ds. 1634/11 w PR Warszawa-Ochota (sygn. sądowa III Kp 40/12 w SR dla m. st. W-wy - sędzia ten [Ładoś] potem awansował na kierownika Sekcji Postępowania Przygotowawczego, a następnie na prezesa sądu) i tamże 4 Ds. 1838/11 (sygn. sądowa III Kp 1728/11 w SR dla m. st. W-wy), a także 1 Ds 1899/12 w PR Warszawa-Praga Południe (sygn. sądowa III Kp 191/13 w SR dla W-wy-Pragi Południe, sygn. PO w Warszawie - PO V Dsn (w) 48.2017) - wszystko sprawy zakończone odmową wszczęcia śledztwa.
[67] Np. PR 3 Ds. 267.2017 w PR Warszawa-Ochota (sygn. sądowa III Kp 476/17) i 4 Ds 227.2017 w PR Warszawa-Mokotów (sygn. sądowa [?]) - jw. Początki problemu były sygnalizowane już w sprawach jw., w tym zwłaszcza rozkręcające się nękanie dźwiękowe drastycznymi dźwiękami (trzaskami) w domach, hotelach i mieszkaniach wynajmowanych na doby było zgłaszane w skargach do Prokuratora Generalnego (w aktach 4 Ds 1838/11).
[68] [...]
[69] [odręcznie:] "Niżny Nowogród" - ślad po tym skandalu z przebudowywaniem miast. Stolicą guberni został "dziwnym trafem" (tj. w myśl zasady "poszlak sybillińskich") w roku kojarzącym się z symbolem zła i szatana 666, bo w r. 1777.
[70] Co do tego drugiego to już chyba przesłyszałem się przy analizie nagrania (przyp. tut.).
[71] No, z tym "wątpliwym" to jak mniemam spora przesada. Tego trudno nie dostrzec jako odczuwalnego zjawiska, zresztą jest to rodzaj tortury (przyp. tut.).
[72] Po powtórnej analizie twierdzę, że się przesłyszałem, że aż do instalacji się przyznawali, ale mówili tam bodajże, że tak może być w każdym pokoju. Lepsze pod tym względem potwierdzania faktu dźwięków są kolejne wymienione dowody (przyp. tut.).
[73] Takie miałem nadzieje, co do nieruchomości, którą wtedy dysponowałem, ale nie udało się; rezultaty badań są omówione na portalu internetowym xp.pl (przyp. tut.).
[74] "Ograniczenia przewidziane w §2 i 3 nie mają zastosowania, gdy oskarżony ukrywa się, uporczywie nie stawia się na wezwania lub w inny bezprawny sposób utrudnia postępowanie albo nie można ustalić jego tożsamości. Ograniczenie przewidziane w §2 nie ma również zastosowania, gdy zachodzi wysokie prawdopodobieństwo orzeczenia środka zabezpieczającego polegającego na umieszczeniu sprawcy w zakładzie zamkniętym". Ww. paragrafy 2 i 3, z których pierwszy bodajże przemawia na moją korzyść, głoszą: "Tymczasowego aresztowania nie stosuje się, gdy na podstawie okoliczności sprawy można przewidywać, że sąd orzeknie w stosunku do oskarżonego karę pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania lub karę łagodniejszą albo że okres tymczasowego aresztowania przekroczy przewidywany wymiar kary pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia" (§2) i "Tymczasowe aresztowanie nie może być stosowane, jeżeli przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą roku" (§3). Zauważmy, że nr tego artykułu to moja data urodzin 25.9 zapisana bez kropki. Przypominam też, że to w tej dacie swego czasu aresztowano Wyszyńskiego (przyp. tut.).
[75] Był już cytowany co do pktu 2, przypomnijmy początek: "Jeżeli szczególne względy nie stoją temu na przeszkodzie, należy odstąpić od tymczasowego aresztowania, zwłaszcza gdy pozbawienie oskarżonego wolności: 1) [...]" (przyp. tut.).
[76] Zostało to osiągnięte poprzez sprawdzenie daty odpowiadającej czasowi UNIX-a 1660000000 jako opartego na cyfrach odpowiednich z punktu widzenia "przypadku +6 -6" (jedynka może sugerować coś odosobnionego, "jakiś jeden taki"). Zresztą przyznam, choć nie lubię ujawniać tych spraw, że liczba 166 to znany mem, dotyczący obecnej fazy mojego życia, np. taki był znany mi już wówczas nr paragrafu prawa hetyckiego, który przewidywał torturę (rozerwanie wołami) jako rodzaj kary śmierci za zasianie ("zapisanie"? ) już zasianego ("zapisanego?") pola - nie zdziwiłbym się, gdyby to nie był przypadek, i zresztą to to skierowało moją uwagę w tym kierunku (przyp. tut.).
[77] Numer sprawy kojarzy się z fazą "dwie trzecie z 666", tj. z "fazą 66".
[78] Nazwisko kojarzące się z papieżem, ang. pope. Ktoś tu jak widać ma przednią uciechę z cudzych problemów politycznych, przy czym widać najprawdopodobniej maczanie w sprawie palców przez administrację sądową, kierowników.
[79] Nie wiedzieć czemu sąd wyliczył tylko punkty drukiem napisane, czyli 1-6, tych odręcznie dodanych 7-8 już nie.
[80] Raz jeszcze przytoczmy ten przepis: "Uzasadnienie postanowienia o zastosowaniu środka zapobiegawczego powinno zawierać przedstawienie dowodów świadczących o popełnieniu przez oskarżonego przestępstwa, [...]".
[81] Nic nie przytoczono na poparcie tej tezy, podczas gdy ja przytoczyłem źródła w doktrynie i orzecznictwie na rzecz swojej.
[82] "Nazwa kodowa" tej konkretnej sprawy karnej.
[83] Ponieważ trójce odpowiada ocena "dostateczny".
[84] Byli najwyraźniej podkupieni i dlatego specjalnie mnie traktowali, rzecz jasna nieprzychylnie.
[85] M. in. bardzo opóźniano obsługę mego pisma z wnioskiem do sądu o zgodę na takie kontakty.
[86] Po moich wnioskach o wsparcie wprawdzie każdorazowo naklejali mi znaczek na list, ale taki za 3,30 zł, czyli niewystarczający, jako że ceną listu zwykłego było wtedy 3,90 zł, po czym list był zwracany z pieczęcią "przesyłka niedostatecznie opłacona". I nic nie można było na to poradzić. Nadmieniam, że zupełnym standardem i codziennością jest to, że areszt nie odpisuje na listy aresztantów. Typowo mają być one adresowane na dyrektora. Dyrektor jednak nie odpisuje. Jeśli coś postanowi, wykona jakąś czynność materialno-techniczną, np. dostarczy odzież skarbową albo (o to to już do wychowawcy się pisze) kopertę, to aresztant to oczywiście dostrzeże, ale arogancja polegająca na braku odpowiedzi pisemnej na list pozostaje standardem. Można oczywiście próbować się dopytywać, jakoś poprzez wychowawcę, podobno są nawet jakieś możliwości spotkania z dyrektorem, ale w praktyce rzeczywistość nie wygląda tak różowo. Może koniec końców człowiek się dowie, co w sprawie jego listu zrobiono. Ja np. zauważyłem, że co do moich skarg w sprawie tortury dźwiękowej, choć Służba Więzienna generalnie temu problemowi nie przeczyła, raczej wręcz go potwierdzała - np. potwierdzając, że nic "z tym" nie można zrobić - zorganizowano mi psychologa do zajmowania się mną jako chorym psychicznie, który w rozmowach udawał, że nie ma żadnych dźwięków, przy czym współpracował z nim też w tej sprawie psychiatra więzienny, który zajmując się mną miał lekami likwidować dźwięki, co było oczywiście bezskutecznie. W ramach wyjątku dyrektor odpisał mi na list, który trafił do niego nie z wewnątrz aresztu, tylko został nadesłany przez RPO. Ustosunkowano się głównie do innego problemu, który także podnosiłem, tj. podali mi adres adwokata z wyboru w różnych sprawach, tego, którego znalazłem w r. 2021. Natomiast najważniejszy dla mnie problem dźwięków gnębiących umysł i uniemożliwiających myślenie zbyto stwierdzeniem, że w związku ze stwierdzonymi zaburzeniami psychicznymi jestem objęty szczególnym oddziaływaniem i opieką psychologiczną; można więc było się domyślać, że popierają przedstawianie tego jako problemu medycznego. Takie stanowisko dyrekcji. Bo też cóż mogliby innego zrobić - przyznać się? I płacić (bo jak tu przyznać się, a nie płacić)? Wolą inną śpiewkę na temat moich problemów.
[87] Art. 216 §1 Kodeksu karnego wykonawczego.
[88] Temat ten był relacjonowany w portalu xp.pl.
[89] Nie ma takich biegłych, natomiast w sumie mógłby też tym się zająć informatyk albo ewentualnie specjalista od wypadków drogowych, choć ci obawiam się, że byliby stronniczy (przyp. tut.).
[90] Aż muszę tu przeprosić za trwanie w ten naiwnej bajce, że olej mógłby coś takiego spowodować - tylko pozostawanie pod wpływem sugestii podprogowych może tłumaczyć tę ułomność intelektualną prezentowanych wywodów (przyp. tut.).
[91] Z 2018 r. "Dowód na to, że zorganizowano przeciwko mnie zaplanowaną operację drogową", a także zażalenie na t.a.
[92] Pani Gersdorf broni się twierdząc, że nie miała z tym nic wspólnego, a jedynie przejeżdżała obok (przyp. tut.).
[93] Przypomnijmy: "Przepisy niniejszego kodeksu mają na celu takie ukształtowanie postępowania karnego, aby: 1) sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności". Traktuję to tutaj jako dodatkową dyrektywę wykładni co do art. 303 k.p.k., który głosi, że jeśli zachodzi "uzasadnione podejrzenie" popełnienia przestępstwa, wydaje się z urzędu lub na skutek zawiadomienia o przestępstwie postanowienie o wszczęciu śledztwa (przyp. tut.).
[94] Oczywiście sąd miał w nosie to, o czym tutaj piszę, i nawet nie wysłał do prokuratury zapytania o to, jak zakończyła się sprawa z mojego zawiadomienia i czy rzeczywiście odmówiono wszczęcia śledztwa. Bo to nie jest szokujące. Dla sądu nonsensowna prawnie, polityczna odmowa wszczęcia śledztwa to jak chleb powszedni - wiemy, że to się zdarza, i tolerujemy to, wzruszamy ramionami (przyp. tut.).
[95] Ściślej, św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła (przyp. tut.).
[96] Nazwano go Kościół Środowisk Twórczych", a tymczasem mój brat był wtedy kompozytorem muzyki poważnej. Ja i matka też jesteśmy związani z muzyką, ojciec to meloman.
[97] Sąd rzecz jasna mógłby zwrócić się do Policji (na podst. art. 15 k.p.k.) o sprawdzenie sprawy, zrobienie fotografii, ale oczywiście ma to w nosie i woli wersję, że "same przypadki" (przyp. tut.).
[98] Są drogowskazy przy wyjściu z metra (przyp. tut.).
[99] W tym: specjalnie dobrane daty urodzin matki, cioci i babci od strony matki.
[100] Tzw. zdarzeń losowych niezależnych.
[101] Sąd wskazał np. na przepis, który bezwarunkowo (czyli nie jest to zdane na dobrą wolę sądu) przyznaje osobom najbliższym prawo do widzenia bodajże raz w miesiącu.
[102] Chyba wniosek dowodowy z br.
[103] która była o św. Piotrze Kanizym, jak moje personalia, jej tytuł zaś był "Kościół wojujący" (Militantis ecclesiae).
[104] Może być ona świadoma lub nieświadoma (nieświadoma to na zasadzie wywoływania u nich różnych myśli, wrażeń i zachowań za pomocą przekazu podprogowego szeptanego - wywołanie narodzin odpowiedniego dnia poprzez imputowanie wrażeń skurczów porodowych, wywołanie odpowiedniego wyboru imienia poprzez nasłanie myśli popierających imię Piotr itd.). [Dopisek "ze strony rodziców" i tut. przypis występują w drukowanym (a nie odręcznym) egzemplarzu tego pisma załączonym do późniejszego zażalenia, jakkolwiek pierwotne pismo i tak było bardzo czytelne (przyp. tut.).]
[105] Pogrubienie rzecz jasna występuje tylko w późniejszym egzemplarzu drukowanym (przyp. tut.).
[106] Nie, ale był bardzo niedaleko przy Nowowiejskiej (przyp. w wersji drukowanej).
[107] Ma to wpływ na górną granicę karalności za przestępstwo stalkingu.
[108] Zresztą bodajże operatorzy podsłuchu wszystko widzieli (na to, że mogą czytać z kartek, miałem w sumie ogromną ilość potwierdzeń) i pewnie myśleli za mnie, bo samemu po cichu myśleć się w takich warunkach dźwiękowych nie da.
[109] Absurdalne jakieś próby na siłę wmawiania mi niechęci do leczenia w sytuacji, gdy z własnej inicjatywy je podjąłem, akceptowałem i wdrażałem. Tylko dlatego, że nie dostrzegam "oczywistej" widocznie dla każdego błędności i niedopuszczalności moich przekonań. A przecież nawet abstrahując od mej racji, pacjent nie musi wszystkiego od razu rozumieć, co nie oznacza jeszcze, że ma złe stanowisko w sprawie leczenia i się wypiera choroby (co dla sądów jest okolicznością bardzo kompromitującą i mogącą skutkować w przypadku co szkodliwszych czynów uwięzieniem w psychiatryku).
[110] Moim zdaniem jeden z najbardziej skryminalizowanych w Polsce zawodów. Bardzo możliwe, że w grę wchodziły tu jakieś naciski i korumpowanie związane z polityką urzędów skarbowych w zakresie ścigania niepłacenia podatków. Typowo to tak właśnie przedsiębiorcy stają się usłużnymi wykonawcami nielegalnej polityki; przypadki jakichś przelewów, zostawiających brzydkie ślady, a przy tym mniej kompromitujących dla osób korumpowanych (bo zawsze z przelewu można się jakoś wytłumaczyć, natomiast niepłacenie podatku potencjalnie będące nawet przestępstwem skarbowym to wielki obciach), to pewnie jedynie margines całej sprawy i coś stosunkowo rzadko stosowanego.
[111] Uspokajam tu, że choćby nawet zgodzono się kiedyś i ludzkość doszła do tej jakże "genialnej" myśli, że może psychozy (zalicza się tu też schizofrenia) - zwłaszcza w zakresie wiary w halucynacje i "patologiczne", stricte chorobowe (a nie będące czymś psychologicznie całkiem normalnie wytłumaczalnym i zasługującym na analizę czy, ewentualnie, wyperswadowanie) rzekome "urojenia" - to bujda i oszukiwanie, i spisek sybilliński, choćby osiągnięto ten postęp wiedzy, i tak psychiatria jako gałąź nauki ma przed sobą perspektywy i nie oznaczałoby to jej końca.
[112] Nazwisko kojarzące się z papieżem. Pracuje w niepublicznym ZOZ.
[113] Pracuje jako kierownik ośrodka w ramach jednostki badawczo-rozwojowej Ministerstwa Zdrowia (mającej przy tym niewątpliwie własną nieruchomość i, co za tym idzie, zapewne też uczestniczącej w nielegalnym kryminalnym układzie podatkowym, przestępczości remontowo-budowlanej - którą popełnia się też przez zaniechanie - oraz, jak się domyślam, kryminalizacji części personelu dotyczącej pomagania w inwigilowaniu mnie, bo to bodajże w dzisiejszych czasach powszechne w budynkach komercyjnych i innych tego typu publicznych). Potem tylko ona na rozprawie, jak zresztą wynika z protokołu, złożyła "kluczowe" dla sądów obciążające mnie zeznania czy też opinię uzupełniającą ustną (bo w samej pisemnej opinii zarówno psychologicznej, jak i psychiatrycznej nie jest przecież tak źle i nie odbiega ona istotnie od tego, co było w r.2013), choć w trybie wideokonferencji stawiły się na rozprawę obie.
[114] Powiedziała mi wtedy, co nie jest odzwierciedlone w protokole, że przecież ja w wyjaśnieniach w 2012 r. powiedziałem na przesłuchaniu "Ja jechałem tym samochodem, ale ja nie uderzyłem żadnego gościa jadącego innym samochodem". Zapytała udając zdziwienie, jak gdyby jakąś wielce dziwaczną sytuację: "tzn. co, jechał pan, ale jakoś na siedzeniu pasażera - nie kierował pan?". Jej zdziwienie w tym temacie, podobnie jak następujące nieco dalej "zaskoczenie" w kolejnym, sugeruje, że nie chciało się jej nawet przeczytać akt w zakresie moich pism obronnych.
[115] No faktycznie, przyznałem wtedy w PZP, że czasem ich nie brałem, żeby mieć porównanie, a przez inną część dni między wizytą majową a czerwcową brałem.
[116] Tzn. ponoć "wykryto", że nie dostrzegam, jak mój umysł "błądzi". Cóż, nie zawsze pacjent wszystko od początku dostrzega.
[117] A zatem powinna być stosowana zasada in dubio pro reo. Przypomnijmy, że zgodnie z prawem umieszczenie w zakładzie zamkniętym w trybie kodeksu postępowania karnego (bezterminowe i weryfikowane bodajże co pół roku czy co rok, ale w praktyce to się może ciągnąć wiele lat, bo lekarze mogą w kółko twierdzić "stan podobny do tego, jaki był na początku", "dalej chory") orzeka się wtedy, gdy istnieje wysokie prawdopodobieństwo tego, że sprawca ponownie popełni czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym (art. 93g §1 k.k.).
[118] A co z ochroną danych osobowych? Dane o zdrowiu to nawet szczególne dane osobowe, uznawane za wrażliwe. Przez telefon każdy się może przedstawić jako policjant, w tym nieupoważnieni do uzyskiwania danych rodzina i koledzy poszkodowanej, wiedzący, że miała w danym miejscu wypadek.
[119] Jeśli chodzi o te fałszujące w czyjejś ocenie rzeczywistość stany umysłu to zgodnie z uznanymi definicjami urojenia to raczej jakieś abstrakcyjne przekonania i wyobraźnia, podczas gdy kwestia wrażeń jest objęta pojęciem halucynacji.
[120] Na halucynację też się to nie nadaje, ponieważ co najwyżej jestem fałszerzem. Na prezentowanych w Internecie filmach da się wskazać te szepty.
[121] Z punktu widzenia ich kryteriów, czyli wymaganego leżenia plackiem przed teorią o chorobie (stawianą pogardliwie i bez przeprowadzenia wyczerpującego postępowania dowodowego co do konkretnych przypadków np. "urojeń").
[122] Ktoś mógłby bowiem podnosić, że sam protokół nie wystarczy, gdyż w procesie karnym liczą się przesłuchania, a nie dokumenty (zob. art. 174 k.p.k.).
[123] Za jednym z przypisów w pkcie III pisma z rozdz. 4.2 (dot. wyroku II AKa 202/96).
[124] Chodzi tu o mój rok urodzenia w numerze przepisu.
[125] Podobno zostało w całości odczytane.
[126] Ten drugi nr to nr karty w ramach protokołu zawierającej już ściśle artykuł Radia Watykańskiego (przyp. tut.).
[127] [przyp. tut.:] Odnośnie Benedykta XVI, którego dotyczy czynnik 1:3000, 3000 jest to mniej więcej długość jego pontyfikatu w dniach. Jak później odkryłem na etapie kasacji, jest tu drobny błąd, bo spotkań Benedykta XVI z przywódcą Palestyńczyków było nie jedno, tylko 6 (3.12.2005, 24.4.2007, 13.5.2009 w Betlejem, 8.10.2009, 3.6.2011, 17.12.2012), a więc na zdarzenie losowe polegające na trafieniu w dzień 17.12.2012 składają się jako zdarzenia elementarne składowe (różne możliwości sprzyjającego trafienia) wszystkie te poszczególne wizyty, co do trafienia w ten dzień, czyli w uproszczeniu prawdopodobieństwo jest sumą 6 identycznych prawdopodobieństw 1:3000. Ten drobny błąd nie zmienia jednak rzędu wielkości wyniku. Co się tyczy Franciszka, jego pontyfikat jest jak dotąd już nawet dłuższy niż 3000 dni, ale się do tych 3000 ograniczam.
[128] [przyp. tut.:] Dotyczącym w tym przypadku Franciszka i możliwości "losowego" ułożenia się daty beatyfikacji Wyszyńskiego.
[129] "Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8" (przyp. tut.).
[130] "Sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy określonego w art. 93c pkt 1 [tj.: co do którego umorzono postępowanie o czyn zabroniony popełniony w stanie niepoczytalności], jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym".
[131] Autentycznie w tym miejscu tak napisano, czyli z pominięciem drugiego zarzutu prawnego: "niezachowanie szczególnej ostrożności". Już sama tylko nadmierna prędkość - i tylko patrzcie i bijcie pokłony przed tą wersją.
[132] Kolejno: pierwsza (3.7), uzupełniająca (3.9), skanów opinii (6.9) nadesłanych e-mailem, opiniowania na rozprawie (6.10), oryginału opinii (6.9).
[133] Karta informacyjna leczenia w Drewnicy 19.7.2012 - 5.9.2012 (3.7), a także zamknięte w kopertach i nie sfilmowane przeze mnie (raczej trochę grube) dokumentacje z ww. pobytu w Drewnicy i z przychodni pozyskane na przełomie 2022-2023 r. (6.9).
[134] Kolejno: opinia z 2018 r. (3.13), opiniowanie na posiedzeniu w 2018 (4.8), opinia z 2023 (6.9), opiniowanie na rozprawie (6.11).
[135] Wzmiankowane w rozdz. 6.1. Jak widać sąd zadowolił się danymi sprzed półtora roku. Chyba nie jest w ogóle zbytnio zainteresowany tym, jak rzeczywiście żyję i czy naruszam prawo - pewnie jedynie dla formalności to tutaj dodano (bo w podręcznikach podają, że to jeden z istotnych czynników), acz na ostatnim miejscu.
[136] Oparto się o pogłoski; sam świadek R. zeznał "Ponoć jacyś ochroniarze z parkingu mu to uniemożliwili. Ponoć nie pozwolili mu wyjść z samochodu" (rozdz. 2.4). A zatem "ponoć" jestem sprawcą! Bezkarne pogłoski nie poparte przesłuchaniem zrelacjonował też w zeznaniu J. G.
[137] To pokazuje wiarygodność pogłosek uwiecznionych w zeznaniu J. G., jako że wg tego zeznania (rozdz. 2.7) piesza była wtedy na przejściu, czego rzecz jasna J. G. naocznym świadkiem nie był. Sąd jednak jak widać dalej ma w gruncie rzeczy to w nosie zasadę bezpośredniości i jedynie dla porządku przeprowadził jakieś dowody (no bo skoro rozprawa jest, to na interesujące tematy wypada jakieś dowody przygotować, jakieś przesłuchania przeprowadzić).
[138] A to bardzo ciekawe, ponieważ jak widzieliśmy nie wypowiedziano się na ten temat, nie było takiego stwierdzenia, natomiast jako najprawdopodobniejsze pochodzenie domniemanego urazu wskazano co innego. W żadnym razie w opinii sądowo-lekarskiej nie ma stwierdzenia, że obrażenia "mogły" powstać na skutek "uderzenia" betonowym koszem (tj. w rzeczywistości jedynie jego przetoczenia się, bo takie kosze nie mają powodu, żeby wystrzeliwać w powietrze i w kogoś "godzić"; jak tu zapewne wyobraźnia Czytelnikowi podpowiada i jak ja potwierdzam, trafiony kosz jedynie wywrócił się na bok i potoczył się trochę po chodniku). Sąd jednakże jak widać bardzo chciał mi dołożyć, więc w braku oparcia w materiale dowodowym po prostu zmyślił sobie takie twierdzenie biegłego. Analogiczna sytuacja wystąpi też, jak zobaczymy, w II instancji, co do istotnej sprawy tym razem na mój temat.
[139] W rzeczywistości taka teoria nie pada. Pada stwierdzenie, że moje pozostawanie na wolności jest ryzykowne ("wysokie ryzyko", jak zeznawali biegli na rozprawie, patrz 6.10), ale to niekoniecznie jest to samo, co że "wiadomo, z wysokim prawdopodobieństwem, że on popełni kolejny czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości" - "najprawdopodobniej popełni". Wręcz przeciwnie, biegła opiniując na rozprawie dn. 3.2 szła w dokładnie przeciwnym kierunku twierdząc, że występuje nieprzewidywalność zachowania, w tym także co do perspektyw leczenia się. To kolejny przykład dorabiania sobie przez sąd I instancji wygodnych, acz w istocie nie występujących w materiale dowodowym, stwierdzeń, żeby mieć upragniony i przewidziany przez prawo efekt. Przypomnijmy tu, że w nauce stopień ryzyka wyraża się iloczynem prawdopodobieństwa danego zdarzenia oraz wagi jego (negatywnych) skutków. Co za tym idzie nawet ustalenie stopnia ryzyka jako "dużego", nie wiadomo zresztą wg jakich kryteriów, nie implikuje, że najprawdopodobniej sprawca coś uczyni, a to o to chodzi w ustawie (patrz argumenty z zażalenia z przytoczeniem uznanych źródeł).
[140] Kłamliwa jest taka konkluzja (i niezgodna z zasadą bezpośredniości, jako że koniec końców i tak to ode mnie taka informacja musiałaby pochodzić, a złożyłem na rozprawie z 27.3 przeciwne wyjaśnienia - rozdz. 6.11). Nawet zresztą na rozprawie przyznawała i komentowała to, że jest leczenie.
[141] Chodzi zapewne o sytuację z 2012 r. poprzedzającą moją hospitalizację w Drewnicy, bo nie ma żadnych nowszych danych na taki temat.
[142] Jest to drobne kłamstewko. W opiniach pisemnych bowiem - ani tej psychologicznej, ani psychiatrycznej - ani słowem nie ma o "konieczności mojej przymusowej hospitalizacji". Temat stanął dopiero na rozprawach, fałszywe jest więc twierdzenie, że to jest opinia jedynie wówczas "podtrzymana".
[143] Tj. w przychodni.
[144] Mnie biegnie osobno termin i adwokatowi osobno, i oboje możemy wnieść zażalenia, które następnie sąd łącznie rozpoznaje.
[145] Zasada państwa prawa, z której wywodzi się też zasadę zaufania do państwa (przyp. tut.).
[146] Zasada prawa do obrony, z której wywodzi się też zakaz zmiany sytuacji na gorsze w wyniku rozpoznania środka odwoławczego (tu: kasacji) jedynie na korzyść danej strony postępowania, tu: oskarżonego (przyp. tut.).
[147] "Przy ocenie stopnia społecznej szkodliwości czynu sąd bierze pod uwagę rodzaj i charakter naruszonego lub zagrożonego dobra, rozmiary wyrządzonej lub grożącej szkody, sposób i okoliczności popełnienia czynu, wagę naruszonych przez sprawcę obowiązków, jak również postać zamiaru, motywację sprawcy, rodzaj naruszonych reguł ostrożności i stopień ich naruszenia" (przyp. tut.).
[148] Chodzi o opinię sądowo-psychiatryczną z rozdz. 6.9, fragment z cytatem "Być może po tym leku mniej przeżywam te dźwięki" (przyp. tut.).
[149] "Sąd może orzec środek zabezpieczający, gdy jest to konieczne, aby zapobiec ponownemu popełnieniu przez sprawcę czynu zabronionego, a inne środki prawne określone w tym kodeksie lub orzeczone na podstawie innych ustaw nie są wystarczające. Środek zabezpieczający, o którym mowa w art. 93a §1 pkt 4 [zamknięcie w psychiatryku], można orzec jedynie, aby zapobiec ponownemu popełnieniu przez sprawcę czynu zabronionego o znacznej społecznej szkodliwości" (przyp. tut.).
[150] "Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw" - tzw. zasada proporcjonalności, a więc narzucająca współmierność ograniczeń do konieczności (przyp. tut.).
[151] Przypomnijmy, jest tam zapisana zasada in dubio pro reo (przyp. tut.).
[152] W oryginale "somatyczne", ale oznacza to tyle, co "cielesne". Zob. 6.10 (przyp. tut.).
[153] Nie było czegoś takiego, jak to, co sugeruje sąd I instancji w pierwszym akapicie uzasadnienia: że ktoś mi uniemożliwił odjechanie pojazdem dalej niż o kilkadziesiąt metrów i że to przez to zostałem zatrzymany. Nie ma w materiale dowodowym podstawy do twierdzenia, że coś takiego było. Ja się dobrowolnie zatrzymałem nieopodal miejsca wypadku. Wprawdzie świadkowie twierdzą, że próbowali mnie zatrzymać, ale wg zeznań było to nieskuteczne.
[154] Chodzi tu oczywiście o liczbę lat odległości jej daty urodzin od mojej, przyjmowaną tu jako dana w założeniu i nie podlegająca losowaniu z oceną prawdopodobieństwa pod kątem przytrafienia się odpowiedniego rezultatu. Przyjęto, że zakres wchodzącej w grę odległości w latach to od 0 do 11, co odpowiada temu, że w tamtej okolicy o tej porze przechodzą przede wszystkim osoby młode (przyp. tut.).
[155] Powtórzę, za przypisem w piśmie "Słowo końcowe oskarżonego", że zamiast 1:3000 powinno tu być 6:3000 (czyli 1:500) - ponieważ spotkań z prezydentem Autonomii Palestyńskiej papież miał 6 i sprzyjającym zdarzeniem jest odpowiednie ułożenie się daty któregokolwiek z nich (w uproszczonym "inżynierskim przybliżeniu", które jest możliwe, ponieważ ułamki są bardzo małe i zbiory zdarzeniowe dotyczące zdarzenia się dat prawie nie mają części wspólnej, można więc zsumować te prawdopodobieństwa, czyli 6 ułamków 1:3000) - ale owo zastąpienie liczby 1:3000 liczbą 1:500 nie zmieniłoby bardzo poważnie wyniku ani związanych z nim końcowych konkluzji. Jest to dla wyniku prawie że nieodczuwalne (przyp. tut.).
[156] M. in., bo to nie wszystko, sprawa 4 Ds 1782/11 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Wola, sprawy 4 Ds 1634/11, 4 Ds 1838/11 i PR 3 Ds 267.2017 w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, sprawy PR 2 Ds 950.2017 i PR 2 Ds 1025.2018 w Prokuraturze Rejonowej w Piotrkowie Trybunalskim - wszystkie ze mną jako pokrzywdzonym. Dokumentacja części tych spraw jest w kopercie oznaczonej przez sąd "załącznik nr 2 do pisma z 26.7.2018 r." w tomie 3 niniejszych akt, podobnie jak dokumentacja sprawy agresywnego i groźnego naruszania mej nietykalności cielesnej przez policjantów w czasie Światowych Dni Młodzieży, kiedy to powiedziano mi, że to przez Komendanta Głównego Policji.
[157] Np. moja babcia Lucyna Uzdowska miała daty narodzin i śmierci tworzące ciąg cyfr niemalejących rosnących najwyżej o 1 od 1 do 6 (11 23 44 56, tzn. urodziła się 5.6.1923, a zmarła 4.4.2011), przy czym zmarła w roku +13 +85 względem roku narodzin, w 1385-tą rocznicę śmierci Izydora z Sewilli (te same cyfry 1385 występują w powyższym dwukrotnie, tak to zostało sprytnie ustawione). Z kolei moja ciocia Anna Uzdowska przeżyła równo 19600 dni (art. 196 k.k. jest o obrazie uczuć religijnych), czyli inaczej równo co do dnia 2800 tygodni, ma datę zgonu 20.02.2012 (jak przedział dat 2002-2012, "od afery w łódzkim pogotowiu do zamordowania Anny Uzdowskiej", jako że zmarła w Łodzi, a afera w łódzkim pogotowiu wybuchła w r. 2002). Dziadek od strony ojca przeżył 32400 dni (skojarzenie: wniosek z art. 324 k.p.k., co kojarzy się z rzekomą chorobą psychiczną tancerza Wacława Niżyńskiego), babcia od strony ojca żyła od niego równo co do dnia 30 tygodni dłużej (32610 dni). Wszyscy oni zmarli będąc w rękach służby zdrowia. Akty zgonu są w kopertach oznaczonych bodajże jako "załącznik nr 1 pisma z 26.7.2018 r." i "załącznik nr 5 pisma z 26.7.2018 r." znajdujących się w tomie 4 niniejszych akt. Ustawione daty występują także np. w przypadku mojego ś.p. wuja Zygmunta Niżyńskiego. Można z powyższego wnioskować, że systematycznie atakowano i zabijano moją rodzinę, bo takie nagromadzenie przypadków jest skrajnie mało prawdopodobne i w całym narodzie nie powinna się znaleźć ani jedna osoba z taką konfiguracją dat zgonów osób bliskich.
[158] Albowiem trzeba jako założenie przyjąć, że albo przypadkowo zdarzyły się 3 wskazane okoliczności (ich prawdopodobieństwa trzeba przez siebie w takim razie przemnożyć, bo są to rzeczy niezależne od siebie nawzajem, i to jest prawdopodobieństwo tej opcji), albo był spisek. Ewentualnie można tu dodać trzecią opcję - ktoś może ma zdolności jasnowidzenia - tym niemniej spisek tak czy inaczej pozostaje wśród głównej konkurencji dla opcji przypadku. Można bez dużej różnicy w rzędach wielkości stosować uproszczenie polegające na lekceważeniu "możliwości" jasnowidzenia jako trzeciej opcji, dzielącej prawdopodobieństwo ze spiskiem. Założeniem w prawdopodobieństwie warunkowym jest więc zdarzenie będące sumą zdarzeń "jest spisek w branży motoryzacyjnej" i "3 okoliczności przypadkowo ułożyły się w opisany sposób". Tę sumę zdarzeń, szacowanych na 1% i 0,0000003%, reprezentuje w przybliżeniu, z dokładnością do bardzo małej części wspólnej (na taką minimalną niedokładność można sobie pozwolić), prawdopodobieństwo 1%+0,0000003% = 1,0000003%. I zgodnie z zasadą prawdopodobieństwa warunkowego ono trafia do mianownika, podczas gdy w liczniku jest interesujące nas "zwykłe" (niewarunkowe) prawdopodobieństwo danego badanego zdarzenia, czyli jednego z tych dwóch podanych wyżej w cudzysłowie.
[159] Można wyliczyć to prawdopodobieństwo (tzw. prawdopodobieństwo warunkowe), patrz poprzedni przypis (do licznika ułamka trafia w tym przypadku 0,0000003%). Wychodzi już ściśle na gruncie tej konkretnej sprawy 0,00003% jako prawdopodobieństwo niecelowego, losowego przytrafienia się wskazanych okoliczności poszlakowych, kontra 99,99997% na rzecz hipotezy przeciwnej, implikującej z góry istniejący plan w sprawie wypadku i osoby pokrzywdzonej, plan najprawdopodobniej polityczny.
[160] Patrz w piśmie punkty 1, 12, 32, 35, 39, 41, 43, 90.
[161] Pkt. 1, 32, 90.
[162] Pkt. 12, 17, 35, 40, 45, 49, 54, 96, 110. Przy czym przecież (abstrahując od możliwości spisku) nie ma powodu, żeby akurat 17.12.2012 r. był dniem rozwodzenia się nad kwestią różnego rodzaju poślizgów i śliskości. Równie dobrze można byłoby o tym pisać innego dnia, a ponadto w mniejszej ilości. Trafiono zatem idealnie w temat tego, co mogłoby się jawić jako jakaś przyczyna wypadku (bo w każdym razie pojazd przestał dawać sobą sterować, więc nasuwa się opcja, że to przez jakieś ślizganie się).
[163] Pkt 37, por. też pkt. 57, 85 i 109. Dla porównania pkt 90 wspomina o wypadku z udziałem pieszego przy ul. Waryńskiego - podobna sprawa, przy czym w przypadku, którego dotyczy ta sprawa sądowa, Waryńskiego była 100-150 metrów od miejsca wypadku.
[164] Pkt 4.
[165] Pkt. 5, 6, 29, 97, 109, por. też 108 i 111.
[166] Pkt. 12, 13, 18, 20, 97.
[167] Pkt. 5 (dwa artykuły), 16, 17, 18, 81, 89 - w sumie aż 7 artykułów na temat alternatywnych środków transportu tego (przede)dnia. Na co dzień często nie ma ani jednego.
[168] Pkt 27.
[169] Punkt 36.
[170] Pkt 1, 52, 65-67 (trzy artykuły niemalże jeden po drugim pasujące do tematu nazwiska P.), 74-75, 77, 102, 107, 113.
[171] Pkt. 7-8, 56, 68, 70-71, 76, 82, 94.
[172] Oczywiście powinno być: na posiedzeniu (przyp. tut.).
[173] Pewnie to jest w ogóle nasłany świadek, sądząc też po jego nazwisku, i zeznawał wg z góry przygotowanej śpiewki, niezbyt do tego potrzebując jakiegoś dowodu i rzetelnego bycia świadkiem. To pewnie dlatego tej rzeczy nie pamięta (przyp. tut.).
[174] Wyrok Sądu Najwyższego z dn. 15.3.2001 r., III KKN 492/99.
[175] Patrz np. https://sjp.pwn.pl/slowniki/zbiec.html i https://sjp.pwn.pl/szukaj/uciec.html, jako że definicja "zbiec" sprowadza się do słowa "uciec".
[176] Nie ja ją dobrałem. Nawet jej nie znałem. Pokrzywdzona zeznała, że nie znaliśmy się przed wypadkiem. Tymczasem zaś rzut oka na wspomniane 3-4 okoliczności poszlakowe pokazuje, że ktoś najprawdopodobniej planował właśnie osobę z nazwiskiem opartym o człon Pal-.
[177] [przyp. tut.:] Nie jest to też jakieś wystąpienie przez SN przeciwko prawu czy też jego "falandyzowanie" / nieuprawnione modyfikowanie. Zauważmy, że przestępstwo popełnia się albo umyślnie, albo nieumyślnie. W jednym i drugim jednak wypadku (patrz definicja czynu nieumyślnie popełnionego z art. 9 §2 k.k.) wymagane jest to, by popełnienie czynu było albo przewidziane, albo przewidywalne, czyli nie dotyczy to jakichś absurdalnych, niespodziewanych skutków.
[178] Mowa tu o takich rzeczach, jak dokumentacja z PZP, z której i sam biegły też korzystał, czy moje własne wyjaśnienia procesowe co do przyjmowania leków, przy czym wiadomo, że wiedza biegłych o tym koniec końców i tak z mojej skromnej osoby musiałaby się wywodzić (przyp. tut.).
[179] Piszę "tzw.", ponieważ volenti non fit iniuria, a ona się specjalnie ustawiła i przyszła na miejsce z zamiarem uczestniczenia w tym wypadku (czemu notabene zaprzeczyła w swym zeznaniu dn. 27.3.2023 r. - zaprzeczyła, że ktoś jej polecił tego dnia być w tym miejscu o tej porze - ale sąd tego już nie zaprotokołował). Jak już pokazałem w piśmie "OBRONA" był spisek co do jej osoby i, najwyraźniej, naszego wypadku samochodowego przy niej się zdarzającego. Ona sama chciała być "pokrzywdzoną"; upadła teatralnym gestem po to, żeby mnie wrobić, a jej upadek nastąpił ze sporym opóźnieniem (ok. 1,5 s) względem przejechania obok jej stopy przez śmietnik - co pokazuje, że upadek ten był świadomie (czyli sztucznie) napędzany, a nie automatyczny, jak u prawdziwych pokrzywdzonych.
[180] Powtórzę, że to, jaka jest górna granica karalności, jest moim zdaniem pewną wytyczną co do przyjętej przez prawo szkodliwości społecznej, ponieważ zgodnie z art. 53 §1 k.k. kara musi być dostosowana do szkodliwości społecznej. A zatem ustawodawca przewidując niską górną granicę karalności niejako sugeruje odpowiednio niską szkodliwość społeczną, jest to więc jakieś brane pod uwagę "kryterium normatywne". Tak też Sąd Najwyższy w orzeczeniach V KK 61/18 z 6.3.2019 r., II KK 210/04 z 8.12.2004 r., Prok. i Pr. - wkł. 2005, nr 10, poz. 2, oraz V KK 383/10 z 17.12.2010 r., Prok. i Pr. - wkł. 2011, nr 4, poz. 4, wraz z glosą M. Kolendowskiej-Matejczuk, OSP 2011, nr 12, s. 914-916.
[181] W prawie karnym określenie "dowolna" ocena dowodów czy "dowolne" ustalenie faktyczne ma wyraźnie pejoratywny wydźwięk i oznacza coś nieuzasadnionego, na zasadzie kaprysu wprowadzonego, a nie z uwzględnieniem całokształtu sprawy, wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego oraz zasad prawidłowego rozumowania (przyp. tut.).
[182] Tj. umieszczenia w zakładzie zamkniętym (przyp. tut.).
[183] Art. 167 k.p.k.: "Dowody przeprowadza się na wniosek stron albo z urzędu" (przyp. tut.).
[184] Gdy chciałem sprawdzić rzekomą pokrzywdzoną, czy rzeczywiście chodziła o kulach przez wiele miesięcy, a to poprzez skontaktowanie sądu z jej współlokator(k)ami, sąd przerwał mi przesłuchiwanie pokrzywdzonej i uchylił pytanie (pytanie o to, z kim mieszkała i czy sama, czy z kimś), i obstawał przy tym, by na nie nie odpowiadano. Nie pomogło tłumaczenie sądowi, że przecież chodzi tu o potencjalnie dodatkowego świadka, by zweryfikować słowa pokrzywdzonej. Postępowanie dowodowe jak widać musi być płytkie i niemalże tylko dla pozoru robione.
[185] "Wolność człowieka podlega ochronie prawnej" (przyp. tut.).
[186] "Obowiązkiem sądu jest przeprowadzenie analizy i oceny takiego dowodu (...) oraz sprawdzenie (...) poprawności zastosowanych metod badawczych i przyjętych sposobów wnioskowania (por. wyroki Sądu Najwyższego: z dnia 28 maja 2001 r., IV KKN 89/01, LEX nr 51839; z dnia 6 listopada 2000 r., IV KKN 477/99, Prok. i Pr. 2001, Nr 4, poz. 9)" (post. SN z 10.8.2021 r., III KK 219/21, s. 13, opubl. na www.sn.pl). W sprawie niniejszej tego nie zrobiono, gdyż sąd jedynie przejmuje od biegłej podane bez sensownego, przekonującego uzasadnienia twierdzenie o tym, że jest duże ryzyko, iż będę popełniać m.in. czyny o znacznej społecznej szkodliwości.
[187] Numer sprawy był oparty na liczbie 166, ogólnie symbolizującej tę sprawę karną, z dodatkowo wetkniętą jeszcze jedną cyfrą (przyp. tut.).
[188] Zakaz zmiany rozstrzygnięcia na gorsze dla danej strony po wniesieniu środka zaskarżenia jedynie na korzyść tej strony. Zakaz ten jest zapisany w art. 443 k.p.k. i jako jeden z wyjątków podaje się orzekanie o środkach zabezpieczających dla niepoczytalnych. W przypadku drugiego wyjątku ustawowego ustawa explicite nakazuje pouczyć o nim. Art. 16 k.p.k. przewiduje, że w braku takiego pouczenia jego brak nie może powodować dla strony negatywnych konsekwencji, co w orzecznictwie SN (II KK 5/12, s. 3) rozwinięto do konkluzji, że w przypadku takiego pominięcia pouczenia - wskutek jakiejś nieprawidłowości w działaniu sądu - należy się mimo ustawowego wyjątku trzymać zakazu reformationis in peius i nie orzekać surowiej niż dotychczasowo. Jednakże art. 16 k.p.k. stwierdza też, że stosownie do potrzeb należy pouczać również wtedy, gdy ustawa tego explicite nie narzuca, zaś brak takiego pouczenia o prawach i obowiązkach, gdy okazuje się ono nieodzowne, ma skutki analogiczne jak w przypadku pouczeń obowiązkowych (przyp. tut.).
[189] "Czy jest przebadane i udowodnione, że jest fizycznie niemożliwe, by pojazd Skoda Octavia w reakcji na jakieś rozkazy falami elektromagnetycznymi przychodzące tracił sterowność, tj., by jego układy elektroniczne związane z wspomaganiem kierownicy i wspomaganiem hamowania odmawiały z tego powodu posłuszeństwa kierowcy, częściowo lub całkowicie?"
[190] "Organy prowadzące postępowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego" - tzw. zasada obiektywizmu. Dotyczy ona nie tylko sądu, ale także już organów ścigania (przyp. tut.).
[191] "Złego zamiaru nie domniemywa się" (przyp. tut.).
[192] Art. 47a §1 Prawa o ustroju sądów powszechnych głosi: "Sprawy są przydzielane sędziom i asesorom sądowym losowo, w ramach poszczególnych kategorii spraw, chyba że sprawa podlega przydziałowi sędziemu pełniącemu dyżur" (chodzi o szczególną kategorię spraw, które trzeba w określonym bardzo szybkim czasie rozpatrzeć; normalne, takie jak ta, tu się nie zaliczają). Zgodnie z art. 41 §1 szczegółowe zasady losowania (przy czym ustawa przewiduje tutaj "wykorzystanie rozwiązań informatycznych do losowego przydziału spraw") określa regulamin urzędowania sądów powszechnych będący rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości. Ten zaś stwierdza, że stosuje się generalnie SLPS, ale przydziału przez SLPS (System Losowego Przydziału Spraw) nie stosuje się, jeżeli tylko jeden sędzia uczestniczy w przydziale spraw danego rodzaju (§43). Być może ominięto wymóg ustawowy w ten sposób, że wyodrębniono klasę spraw "sprawy przeciwko niepoczytalnym" i w X wydziale jako jedynego sędziego wyznaczono do niej M. I. Jest to zresztą kwestia bardzo nietransparentna (nie widać tych "kategorii spraw w ramach SLPS" na stronach internetowych sądów) i jest pole do tego, by dochodziło tu do różnych machlojek i niemal dowolnych zmian polityki.
[193] Znów ta sama postać kojarząca się z papieżem (ang. pope), co i przy rozpoznaniu zażalenia na tymczasowe aresztowanie, jak gdyby w całym wydziale zatrudniającym przecież dla porównania N sędziów był jeden i tylko jeden protokolant.
[194] Tj. pominął sobie obronę. Racjonalna linia obrony - do zignorowania.
[195] W tym jakieś jedynie pogłoski o tym, że byłem jakoby cały czas na oku jakichś ludzi i stąd wiadomo, że nie doszło do zmiany za kierownicą.
[196] Jest to kłamstwo (zmyślenie na etapie II instancji - takiego ustalenia faktycznego nie poczyniono w I instancji), ponieważ żaden biegły nie stwierdził, że "wykluczone jest przypuszczenie, że sam podejmę leczenie" ani nic podobnego. Przypomnijmy, że na rozprawie z 3.2.2023 biegła psychiatra pytana o perspektywy mojego leczenia w trybie wolnościowym odpowiedziała, że trudno powiedzieć (czy on by przyjmował te leki).
[197] Tzn. sądu, przed którym było prowadzone postępowanie dowodowe.
[198] Jak widać dla Sądu Okręgowego wystarczająca jest "uzasadniona obawa", że podejrzany popełni w przyszłości jakiś czyn o znacznej społecznej szkodliwości - to już przesłanka skierowania do zakładu zamkniętego. A nie wysokie, czyli graniczące z pewnością, prawdopodobieństwo, że go popełni (por. wyjaśnienia w zażaleniu). Przypomnijmy, że wg art. 93g §1 k.k. "Sąd orzeka pobyt w odpowiednim zakładzie psychiatrycznym wobec sprawcy określonego w art. 93c pkt 1, jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że popełni on ponownie czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości w związku z chorobą psychiczną lub upośledzeniem umysłowym".
[199] Żadna z biegłych takiego wysokiego prawdopodobieństwa, czyli także wysokiej przewidywalności, popełnienia przeze mnie w przyszłości takiego czynu nie stwierdziła. Twierdzono, że sytuacja jest nie do przewidzenia. Ponadto mówiono o ryzykowności mego pozostawania na wolności - jak wiadomo "ryzyko" i "prawdopodobieństwo" to nie są pojęcia tożsame i inaczej się je też mierzy, co innego wyrażają. Poprzestawanie na "ryzyku" czy wręcz jedynie istnieniu jakiejś "uzasadnionej obawy" to oczywiste wypaczenie ww. przepisu (w stosunku do standardów z podręczników i orzecznictwa).
[1] O której SN powiedział, że bez jej zachowania nie ma rzetelnego procesu.
[2] Ale to oczywiście nie oznacza, że ten sąd w praktyce byłby mi pomocny. On jest tylko o tyle pomocny, że ma sporo rzetelnego orzecznictwa. Natomiast gdy chodzi o konkretną pomoc dla mnie, zawsze moja skarga odpada w przedbiegach. Czysta dyskryminacja. Często jest to dla niego bardzo kompromitujące, oznacza lekceważenie własnych standardów i publicznie głoszonych rzeczy, a i tak to robią. Jeden z takich szczególnie kompromitujących przypadków (dotyczących prawa do sądu), gdzie zdecydowanie powinienem wygrać, a skarga odpadła w przedbiegach rzekomo jako "spóźniona", pokazuje mój blog. Mogę to tylko skwitować tym, że jako prezesa wzięli sobie Włocha Guido Raimondiego, co kojarzy się z powiedzeniem "przewodnikiem jest pewien ateista" (chodzić tu może o papieża; konotacje dotyczące niewiary wynikają mianowicie ze słowa Raimondi, które - z uwagi na łac. "mundo" oznaczające "świat" - kojarzy się z "raj w świecie", tj. teorią "niebo to po prostu to, co widać, np. chmury, ptaki, a o to chodziło w Biblii; niebo to stratosfera, a "nauki Kościoła bujają w stratosferze"" [źródłem tego ostatniego cytatu jest wywiad S. Lema]). Oni po prostu są kierowani politycznie. Być może nielegalnie nie płacą podatków, na pewno mają wyremontowany budynek (z grającymi drągami żelbetowymi), byłoby typowe, gdyby przy tym jeszcze uprawiali nielegalny podsłuch. I chylą czoła przed łaskawymi politykami. Krótko mówiąc, w praktyce mam dostępne tylko sądownictwo krajowe.
[3] Przypomnijmy, że jak podała Policja w rozdz. 2.5 tam jest tylko 1 pas.
[4] Oczywiście powinno tu być "trwające", bo bez względu na to, czy chodzi o "naruszenie czynności narządu", czy "rozstrój zdrowia", warunkiem jest utrzymywanie się tego ponad 7 dni.
[5] Przypomnijmy, że w aktach nigdzie nie ma mowy o tym, że zostały złamane obie nogi, z wyjątkiem dokumentów prawnych o charakterze "podsumowawczym", które powinny wynikać z akt, tj. tutaj postanowienia o przedstawieniu zarzutów i tego właśnie wniosku. To jest teza kompletnie na tym etapie nieudowodniona, z palca wyssana, bo nie oparta na aktach, co narusza określony przepis. Wprawdzie zgodnie z orzecznictwem SN nie uniemożliwia to poczynienia przez sąd odmiennego ustalenia i mimo to uwzględnienia wniosku, bo chodzi o detale tego samego czynu, ale pokazuje, jak w nosie organy ochrony prawnej mają przepisy i praworządność, i to, żeby ich dokumenty nie stwierdzały nieprawdy.
[6] Przestępstwem jest czyn zabroniony (tj. zakazany w ustawie pod groźbą kary z Kodeksu karnego) o nieznikomej szkodliwości społecznej, popełniony w odpowiedniej formie winy (kwestie zamiaru lub nieumyślności) i w braku zachodzenia kontratypów (okoliczności wykluczających przestępstwo).
[7] Skrót ten oznacza Kodeks postępowania karnego.
[8] Nawet z tego, co pamiętam, przyznał na wywiadzie, że to, czy sądy orzekają uczciwie w sposób nieupolityczniony, bez przekrętów i dogadywania się z sędziami, jego zdaniem zależy od tego, co to za sprawa. A zatem myślę, że powinniśmy sądzić, że tylko w zwykłych, niepolitycznych sprawach ww. System zapewnia jako-takie zabezpieczenie przed przekrętami. Przy czym, rzecz jasna, przecież można mieć kolegę nie w postaci jakiegoś przypadkowego sędziego sądu, tylko w postaci jego prezesa albo przewodniczącego wydziału. To dużo rzadsze, ale w takim przypadku możliwość manipulowania sprawami niewątpliwie istnieje. Jak pokazuje mój przykład, sędziowie najwyraźniej są do tego przyzwyczajeni; nie dotyczy to przecież tylko tej jednej pokazywanej tutaj sprawy, tylko praktycznie każdej mojej.
[9] Nieraz wnioski podnosi się dopiero na rozprawie (w tym przypadku posiedzeniu) i tak też zrobił mój adwokat.
[10] Konstytucja RP, art. 42 ust. 2, zdanie pierwsze.
[11] Ustawa Kodeks postępowania administracyjnego ma dział VIII dotyczący skarg i wniosków, zgodnie z tą ustawą można je składać do wszystkich organów państwowych, nie tylko organów administracji publicznej.
[12] Wprawdzie rozprawy ogólnie to może i zalicza się do posiedzeń, jest to jakiś rodzaj posiedzenia sądu, ale w sprawach karnych to jest istotna różnica. Jak wiadomo, postępowanie dowodowe prowadzi się generalnie na rozprawach, to na rozprawach można np. przesłuchiwać świadków, posiedzenia są typowo od takich rzeczy, jak np. ogłoszenie decyzji sądu odnośnie wszczęcia lub niewszczęcia śledztwa albo np. umorzenia sprawy.
[13] Oczywiście formalnoprawnie "wina" to nie jest właściwe określenie odnośnie osoby niepoczytalnej, której zarzucano przestępstwo, tym niemniej używam tu słownictwa potocznego.
[14] Rozdział 41 "Przygotowanie do rozprawy głównej", obejmujący art. 348-354a k.p.k.
[15] Jeszcze w kilku innych sprawach zdarzały się takie najwyraźniej celowe dobory, ale nie pamiętam, w których i jakie. Wygląda to na okazywanie: "w porządku, ale sąd też spiskuje - lub może raczej należałoby przyjąć, że to przypadek?", "na pewno to tylko przypadkowe".
[16] To stereotyp o Żydach sięgający czasów średniowiecza.
[17] Jak o tej "pokrzywdzonej" P. i jej m.in. demonstracyjnym wywróceniu się (przyp. tut.).
[18] Być może ta osoba lub jej rodzina jest związana z politycznie zorganizowanym w bardzo wielu zakładach pracy nielegalnym podsłuchiwaniem mnie i śledzeniem mego ekranu [dalej pada hipotetyczna nazwa oprogramowania, które na to pozwala].
[19] To dane o czytaniach mszalnych uzyskane od Parafii Rzymskokatolickiej pw. Matki Bożej Bolesnej, ul. Miodowa 36 a, 71-497 Szczecin, tel. 883 065 355, e-mail: biuro@bolesna.szczecin.pl, http://bolesna.szczecin.pl/czytania-na-iii-niedziele-adwentu-16-12-2012-r/.
[20] Jak pokazuje prasa i jak powinny wykazać też inne dowody. M. in. ustawiono mi sygnaturę sprawy. Sprawa jest w prokuraturze Warszawa-Śródmieście Północ i ma sygnaturę PR 2 Ds 976.2018.
[21] Istnieje podejrzenie, że owa komunikacja (z centralnym ośrodkiem kryminalnym, który jest podobno w telewizji publicznej) odbywa się przez program [nazwa] obsługiwany przez ludzi zamieszanych też w układ co do obsługiwania programu "[nazwa - wycięte w związku z fałszywością hipotezy]" ([...] [skojarzenia z nazwą]), który jest używany do przestępstw typu hacking (zdalne odtwarzanie wyglądu ekranu komputera czy np. telefonu komórkowego poprzez odbieranie i interpretowanie fal elektromagnetycznych, emisji pochodzących z monitorów związanych ze zmianami pola elektrycznego w kablu, które to zmiany da się rozpisać na fale na poszczególnych częstotliwościach ze względu na tzw. szereg Fouriera; problem ujawniających wygląd ekranu emisji elektromagnetycznych monitorów komputerowych jest dobrze znany w branży - van Eck 1985, Kuhn 2003-2004).
[22] Zupełnie nie określa sposobu popełnienia zarzucanego czynu, jest on w ogóle niesprecyzowany, na co zresztą ciągle próbuję zwrócić uwagę sądowi (por. np. wyrok SN IV KK 186/17 o uznawaniu takich aktów oskarżenia za bezskuteczne). W tej sprawie szykuje się pozew przeciwko prokuraturze.
[23] Oczywiście wydanie dostępne tego dnia w kioskach przygotowano już poprzedniego dnia, czyli jeszcze przed wypadkiem.
[24] Jest to zarazem najwyższa możliwa kara za udział w grupie przestępczej. Artykuł budzi więc osobom obeznanym z Kodeksem karnym skojarzenia ze zorganizowanymi grupami.
[25] Co kojarzy się z tym, że twierdziłem, iż ktoś jeszcze jechał ze mną samochodem i nie ja kierowałem w czasie wypadku. Oczywiście ja tego wyjaśnienia jeszcze wtedy nikomu nie opowiedziałem, bo skąd miałbym wiedzieć w ogóle o wypadku, ale już widocznie planowano, jak mną pokieruje sugestia podprogowa szeptana. (Przyp. tut.)
[26] W dalszej części tekstu stosowany jest skrót "GW".
[27] Wg filologa klasycznego Nietzschego (Z genealogii moralności, rozdz. 1) w łacinie słowo "zły" mogło się wziąć od słowa "czarny". Powstaje tu więc taka oto ironiczna wizja nagłówka: "Zagłada złych podludzi". Nie będę tu już wyjaśniać związków między tą postacią (Fryderykiem Nietzsche) a dobraniem mnie po nazwisku do prześladowań, w każdym razie - artykuł (i wspomniana wizja) jest do pary z pkt. 119. Bandyckie, pozbawione dokładnej analizy rzeczy, skazanie mnie z rażącym naruszeniem art. 4 i 7 k.p.k. na utratę prawa jazdy jako środek karny ma być rzekomo sposobem wsparcia dla bandyckiej ludności atakującej mnie na ulicach (jak pokażą załączniki kolejnego pisma) i zamieszanej zapewne w obsługę programu [...] przeciwko mnie. W każdym razie w takiej interpretacji te nagłówki i artykuły mają nawet jakieś dodatkowe drugie dno.
[28] Państwo w Afryce, ludność to oczywiście Murzyni.
[29] Dopiero kilka lat później, ale może już był taki plan.
[30] Ciekawostką jest fakt, że umarł okrągłe 1625 dni po wypadku z 18.12.2012 r. (Jean-Marie Bonoît Bala, zm. 31.5.2017), co w przeliczeniu na godziny daje bardzo okrągły wynik 39000. Oczywiście tylko bardzo rzadko się taki przytrafia, raczej to nie jest przypadek. (Przyp. tut.)
[31] Najpierw Żandarmerię Wojskową, a następnie Policję.
[32] Pewnie tak, jak z powodu z góry powziętego złego zamiaru kłamała, że coś jej się stało, tak może jeszcze będzie wymieniać jakichś świadków (kolegów, rodzinę czy lekarzy), że rzekomo coś jej się stało wskutek przejechania po jej stopach słupka i że jej problemy pojawiły się nie wcześniej, lecz dopiero za sprawą tego przejechania słupka po stopie. W rzeczywistości jednak incydent był zainscenizowany. Prawdziwi winni są zaś pewni bezkarności z powodu politycznego osłaniania śledztw w sprawach, w których jestem pokrzywdzony, jak np. w sprawie prześladowań i dokuczania mi na zasadzie stalkingu (w tym rozlegania się dręczących dźwięków szeptania, a także wołań ludzkich, w budynkach publicznych, gdy jestem tam obecny) czy w, powiązanej z tym zapewne, sprawie śledzenia i podsłuchiwania mnie.
[33] Tym "przedszkolem" można by zapewne ironicznie nazwać miejsce pracy 20-letniej E. P. (gdyby udało się je odkryć w sposób niebudzący wątpliwości - samo przesłuchanie świadka czy nawet jego rodziny lub kolegi może prowadzić do uzyskania kłamliwej informacji, a więc nieprzyznawania się do żadnej pracy) lub jej któregoś rodzica albo ewentualnie miejsce pracy innych osób zamieszanych w zainscenizowanie tej sytuacji (tu wlicza się szpital oraz Policja a może też miejsce pracy sąsiedniego kierowcy, który spowodował zalanie jezdni śliską substancją), a to ze względu na podejrzenie kryminalnych i związanych ze śledzeniem osoby układów (np. podatkowych), w jakie mógłby być zamieszany dany przedsiębiorca lub kierownik. Układ podatkowy z rządem ma tę przewagę w porównaniu z łapówkami, że informacja o tym, kto ile płaci, jest dostępna w praktyce przede wszystkim władzy wykonawczej. Nie sprawdzi się tego natomiast łatwo np. poprzez zapytanie do banku o przysłanie danych (dokumentu w postaci elektronicznej lub papierowej). "Dziecko" to symbol istoty niewinnej, "przedszkole" to miejsce dla dzieci - istot niewinnych. W tym kontekście "nadgodziny w przedszkolu" to oczywiście mogą być nadgodziny w postaci nietypowej dodatkowej pracy zleconej przez jakiegoś kryminalistę.
[34] Oczywiste jest też, że może chodzić o wpływy Kościoła, a przenośnie także redaktora naczelnego. (Przyp. tut.)
[35] Dotyczy to także mego dziadka Henryka U., który w ogóle nie chorował i był wzorem zdrowia i siły na starość, i który zmarł za dnia na terenie swojej samotnie zamieszkiwanej posiadłości.
[36] Skojarzenie więc takie jest jak najbardziej w kręgu najbliższych skojarzeń w tej sytuacji: "ho-ho-ho, to jest sprawa polityczna".
[37] O Rosji szedł kiedyś w telewizji serial "Kryminalnaja Rassija", który nawet swego czasu oglądałem. Czy tu nie aby prokuratorka i sędzia na myśl autorowi przychodzili?...
[38] Obecnie odczytuję to też wraz jeszcze z trafnym nazwiskiem jako bardzo bardzo czytelną aluzję do mego miejsca zamieszkania w 2023-2024 r. (także przy pisaniu tej książki), widocznie już planowanego, notabene nie chodzi tu o Rosję. (Przyp. tut.)
[39] Jako, że ludzie najczęściej umawiają się na spotkania o konkretnej godzinie bez minut, np. o 14:00.
[40] A właśnie poprawię się teraz: bardzo możliwe, że także i tramwajom można wywoływać takie wypadki, choć myślę, że niezbyt jest to celowe politycznie. (Przyp. tut.)
[41] Przeciwko sieci sklepów "Biedronka".
[42] Są kruczki prawne, a tutaj to się kojarzy z kompletnie nieznanym "kruczkiem technicznym" dotyczącym samochodów i bodajże nawet innych pojazdów. (Przyp. tut.)
[43] Piotr Niżyński skazany? "Sprawstwo czynu zabronionego" (nie będącego przestępstwem).
[44] Mimo tego "braku wizji" był wprawdzie na tej samej stronie artykuł o Obozie Narodowo-Radykalnym wspieranym przez siły Młodzieży Wszechpolskiej. Trzeba być przecież radykalnym w popieraniu tez "narodu", "młodzieży" z narodu wziętej, czyli tych świadków, np. kilkusekundowych tylko.
[45] Miałem tu na myśli to, że podlega dowodzeniu nie to, że samochód jakoś jechał, co jest już jakimś skutkiem czegoś, tylko to, że niewłaściwie zachowywał się kierowca. (Przyp. tut.)
[46] Przykładowo, jeśli w grę wchodzi niewłaściwe zachowanie się pojazdu skutkujące czyjąś utratą zdrowia, to dowodami wykluczone musi być to, że stało się tak wskutek punktowego i chwilowego zalania jezdni cieczą radykalnie zmniejszającą współczynnik tarcia w sposób uniemożliwiający zatrzymanie pojazdu. Albowiem udowodnienie sprawstwa oznacza zarazem, że konkretne dowody wykluczyły taką powyższą hipotezę przeciwną, która oznaczałaby brak sprawstwa.
[47] Jedynym domniemaniem funkcjonującym w prawie karnym jest domniemane niewinności.
[48] Poprzednie incydenty dokładnie takiej tematyki: p. pkty 3-5. W ogólniejszym zaś zakresie temat drogowy jest przez cały ten numer Gazety Wyborczej.
[49] Tzn. mająca współczynnik tarcia tak niski, że zatrzymanie pojazdu przy zbliżaniu się do ronda było niemożliwe.
[50] Czy tak trudno wyobrazić sobie sytuację, gdy w samochodzie z przodu np. ktoś siedzi w bagażniku (albo są urządzenia) i przez otwory w podłożu w okolicach kół wylewa olej wtedy, kiedy ja jestem blisko? Tylko wtedy, tylko jednorazowo, trochę. To się następnie przede wszystkim przytwierdza do moich kół (skoro wylewa się w tych okolicach w pojeździe z przodu), podczas gdy na jezdni wkrótce niewiele po tym zostaje.
[51] Pasuje na ironię na temat "dwóch osób w samochodzie" (przyp. tut.).
[52] Najpierw co innego niż Policja - zaś najpierw w moim przypadku była Żandarmeria Wojskowa.
[53] Można to traktować jako wskazanie na potencjalnych prawdziwych sprawców wypadku. Fakt, że można w ogóle spekulować o takich potencjalnych prawdziwych sprawcach, dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że nie udowodniono winy mnie osobiście. Potencjalny sprawca - to ten, który spowodował tak wielką śliskość jezdni (punktowo i chwilowo), że aż niemożliwe było normalne zatrzymanie się przed rondem. Przykładowa metoda: rozlanie oleju. Nie udowodniono, że nie istnieje taki zewnętrzny (względem samochodu [nr rej.]) sprawca, w związku z tym nie udowodniono mi winy. Sędzia nie potrafi też w najmniejszym stopniu wskazać jakiegokolwiek błędu w powyższym rozumowaniu. A i tak mnie skaże. Zresztą pewnie tego, o czym piszę powyżej, nie zrobił człowiek będący z zawodu policjantem, tylko ten, który jechał z przodu; "bogowie ulicy" to niekoniecznie policjanci.
[54] Przypomnę: ciąg cyfr od 1 do 6 (11234456) oraz śmierć w 1375-tą rocznicę śmierci św. Izydora z Sewilli, w roku +13+75 względem narodzin tej babci (czyli w roku +88).
[55] Podobne słowo, ang. revolve, oznacza "obracać".
[56] Pasuje to na drwinę z logiki jakiegoś niezbyt rozgarniętego sędziego, iż jakoby "musi być udowodnione ponad wszelką wątpliwość (konieczność, on 'musiał' brać w tym udział), że sprawa jest polityczna, by można było oddalić wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego wobec niesłuszności zarzutów przeciwko podejrzanemu". W istocie jednak spodziewam się, że śmiechu czy pożałowania godne rozumowanie, z jakim mógłbym się spotkać, byłoby raczej takie, że "brak tu dostatecznie uzasadnionego podejrzenia zmowy". Tymczasem podejrzenie takie jest, wystarczy się wczytać we wszystkie załączniki i w szczególności poczytać i pooglądać na wideo, jak lekceważone są prześladowania i podsłuch przeciwko mnie - jak bardzo te dokumenty są pozostawiane bez reakcji, bez wszczęcia postępowania przygotowawczego przez indywidualnych prokuratorów i sędziów, co świadczy o ich deprawacji.
[57] Tzn. pierwsze słowo tekstu artykułu, którym jest "odwilż". (Przyp. tut.)
[58] "Nasz biskup".
[59] Atak policjanta: [imię] Barszcza był później, bo latem 2016 r., ale to nie ma znaczenia, gdyż może już to planowano.
[60] Akurat pewnie niezbyt by to szkodziło, ale taką mi wówczas podsuwano teorię, tak wtedy myślałem. (Przyp. tut.)
[61] Za czasów tzw. dominatu w Cesarstwie Rzymskim spory sądowe były przejęte przez magistraty. ("Dominat" to faza cesarstwa, w której zerwało ono już z pozorami ustroju republikańskiego.)
[62] Można to tak oto objaśnić: powinny być protesty związków zawodowych przeciwko upolitycznieniu sądownictwa (mieszaniu się do spraw indywidualnych np. premiera, ministra sprawiedliwości, prezydenta). "Stocznia" symbolizuje tutaj to, co "związkowe", tzn. do mas należące, a kojarzy się też z czymś oddolnym. (Przyp. tut.)
[63] Czyli też jakieś dane osobowe, podobnie jak nazwisko (przyp. tut.).
[64] Jeśli miałbym dziś podsumować, o co tym dziennikarzom mogło chodzić tak "na płaszczyźnie aluzyjnej" w ramach tych 2 artykułów (16 i 53), to zapewne o to, że mój samochód nazywa się nomen omen "Skoda", jak słowo "szkoda". Jak do tego doszło, jak to wywołano? To stanowiło, być może, pytanie inspirujące pracę dziennikarzy w tych 2 przypadkach. Jedną z możliwości, w dosyć oczywisty sposób się nasuwającą jako częste kryterium, jest niska cena (i tego tematu faktycznie dotykają punkty 16 i 53: w 16 jest "zaciskanie pasa", w 53 "najtańsze samochody"), z tym, że tu akurat nie było takiej sytuacji, a w każdym razie nieprzesadnie ona była - ja wtedy miałem pieniądze w takiej ilości, że nie miałem noża na gardle, by kupować jak najtaniej, choć oczywiście też się starałem brać spośród tych tańszych ofert i w efekcie tylko trochę ceną się kierowałem. Bodajże po prostu wybrałem samochód w Polsce jeden z najpopularniejszych. Odpowiednia reklama, wypracowanie sobie pozycji rynkowej przez Skodę utorowały drogę do takiej koniec końców mojej decyzji. Pewnie miało tu też znaczenie umysłowe pozostawanie pod kontrolą operatorów podsłuchowych (ludzi obsługujących podsłuch i transmisje przekazu podprogowego przeciwko mnie, jak głoszę, stosowane).
[65] Kolejne pasujące do tego tematu szczegóły były w 2 pierwszych wierszach artykułu zacytowanych na stronie archiwum. Mianowicie chodzi tam o matkę "dwóch niepełnosprawnych dziewczynek". Nawet zgadza się liczba dzieci, płeć już nie. "Ona i córki są ofiarami przemocy w rodzinie. Potrzebują mieszkania. Czy miastu uda się je dla nich znaleźć?" (Przyp. tut.)
[66] Moja rzekoma ofiara (przyp. tut.).
[67] No po prostu ewidentnie wadą formalną zarzutu prokuratury jest to, że nie przypisuje mi konkretnego zachowania rozumianego jako określone ruchy fizyczne części mojego ciała lub ich brak, tylko opisując czyn podaje jedynie jego okoliczności, tj. jak przemieszczał się mój samochód czy też jaką miał prędkość, oraz kwestie dotyczące świadomości ("czy w zachowaniu kierował się ostrożnością, czy też jej nie zachował"). Jest to niezgodne z doktryną prawa karnego. (Przyp. tut.)
[68] Konotacje związane z PGE: elektryczność, elektronika. Zbliżamy się tutaj do fazy, gdy to tym będę tłumaczyć wypadek, bo to o oleju było, trzeba przyznać, naiwne i nierealistyczne. (Przyp. tut.)
[69] Kolejnym wytłumaczeniem trafności nazwiska akurat Oblicki jest to, że pasuje do moich rzekomych narodzin w miejscowości Olecko, wpisanych przez prokuratorkę we wniosku o udostępnienie danych z KRK na mój temat (patrz końcówka rozdz. 3.14). Zapewne po to taką wpisała, żeby pasowało do Oblickiego, o którym był z datą przedednia wypadku artykuł Gazety Wyborczej - albo sama wiedziała, że taka jest sytuacja w gazecie, albo jakieś kierownictwo (np. prokurator rejonowy) nią tak pokierowało wiedząc o tym, a i tak wydając polecenia kompatybilne z niesłusznym posądzeniem mnie (przyp. tut.).
[70] Nazwa wzięta z pisma ze sprawy IV C 790/17, którego istotna tutaj część jest w załączniku.
[71] Może tu chodzić, znowu, o nawiązanie do nazwiska "ofiary", które kończy się na tę literę (przyp. tut.).
[72] Pewnie dlatego, jak mniemam, piją tutaj do takich dosyć rynsztokowych skojarzeń, jak gdyby sprowadzając ludzi tylko zwłaszcza do narządów płciowych, że chcą przez to wskazać na przestępstwa w rodzaju gwałt, co w kontekście wrabiania w coś nasuwa na myśl to, co było przedmiotem procesu niesłusznie, celowo i na odgórne zamówienie wytoczonego polskiemu więźniowi politycznemu Komendzie. Poza tym temat nawiązuje tutaj, jak wynika z moich analiz, bardzo wyraźnie do rodziny E. P., co tutaj pomińmy (przyp. tut.)
[73] Owo nawiązanie do łacińskiej sentencji sapere aude ("odważ się być mądrym") to chyba po to, by za pośrednictwem języka Kościoła wskazać na ogólnie kościelno-rzymskie konotacje sprawy.
[74] Pasuje na kontynuację tematu porównania mojej sprawy ze sprawą Komendy, który jak wyjaśnia poprzedni przypis przyświecał poprzednim bodajże aluzjom prasowym. "Lekki zarzut". Może i lekki, ale można w praktyce trafić na dowolnie długo do szpitala psychiatrycznego - nie określa się z góry tego, jak długo, zaś jeśli nie ma w rzeczywistości dobrych ku temu wskazań medycznych, a pewnie często nie ma, to może się potem okazać, że w nieskończoność lekarze rekomendują sądowi dalszy pobyt wrobionej osoby w szpitalu (bo "stan zdrowia pozostaje bez zmian"). Wacław Niżyński, który notabene z mojej rodziny nie jest, ale zapewne z powodu upatrzonego nazwiska też był przez rząd(y) prześladowany, podobno spędził w szpitalach psychiatrycznych 30 lat. W moim przypadku dochodzi do tego tortura dźwiękowa czy w ostateczności, jeśli komuś nie odpowiada to określenie, nieludzkie traktowanie związane z emitującymi non stop szepty drągami żelbetowymi (przyp. tut.).
[75] Pasuje do tematu zamarznięcia ofiary rzekomo Komendy jako przyczyny zgonu (przyp. tut.).
[76] Zauważmy, też może wywołano mu wypadek - żeby posłużył za materiał do aluzji prasowej, niekoniecznie bowiem coś takiego by się w ogóle akurat tego dnia wydarzyło (prawdopodobnie nie wydarzyłoby się). Zajmując się po dziennikarsku sprawami politycznymi nieraz już trafiałem na tego rodzaju brak skrupułów u polityków: powodowanie dodatkowego zdarzenia, by można było je wpleść w normalne wiadomości i zastosować jako aluzję (przyp. tut.).
[77] Oczywiście to wydanie zamknięto jeszcze przed wypadkiem, skoro od rana dn. 18.12 było w kioskach. Zwracam też uwagę na kończące cytowany początek artykułu słowo "i" (tak to się wyświetlało w oryginale, w archiwum), pasujące do tego, że coś jeszcze innego można by tu mieć na myśli (przyp. tut.).
[78] Pasuje to też do pewnych teorii czy też faktów na mój temat, które może tutaj pomińmy, bo będzie o nich mowa dalej (przyp. tut.).
[79] Przypomnijmy, jest to też data skierowania w niniejszej sprawie wniosku do sądu, więc jest powód do skojarzeń i porównań (przyp. tut.).
[80] Moim zdaniem to nawiązanie do postaci pokrzywdzonej z powodu jej niemalże szkolnego wieku. Padają kiedy niekiedy jakieś nawiązania do jej nazwiska, ale z powodu wyjątkowego "mrozu", tj. obojętności, milczenia o temacie, to może średnio przekonuje - "przegrywa ta wersja, że to o niej" (przyp. tut.).
[81] Nawet pasuje to, że to przecież przy torach tramwajowych było (zob. np. rozdz. 2.5), a nawet twierdzono, że jechałem torami (rozdz. 2.7). Można to też skojarzyć z faktem dobijania się ludzi takich, jak R., do mego samochodu i czepiania się go tuż po wypadku, w tym także na rondzie, co stanowiło jakiś kłopot (przyp. tut.).
[82] Bo jeśli to był długi czas, to jak wyjaśnić mój ruch? Nie był on w takim razie uciekaniem, tj. oddalaniem się, jak już wytknąłem w niedawnym piśmie z wyjaśnieniami.
[83] "Skarga" to w prawie pismo wszczynające postępowanie; w tym przypadku chodzi więc o wniosek o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego. Niewątpliwie piłem tutaj do możliwości orzeczenia "braku skargi uprawnionego oskarżyciela" przez sąd (przyp. tut.).
[84] W dalszej części tekstu stosowany jest skrót "KAI".
[85] 2800 tygodni i ani dnia więcej lub mniej. Innymi słowy 19600 dni, tj. 1402 dni. Nie tylko długość życia liczona w setkach (prawdopodobieństwo: 1%), ale i wyrażający się liczbą całkowitą pierwiastek kwadratowy z liczby dni życia (taki przypada w takim wieku raz na ok. 9 miesięcy) to wielka rzadkość. Ponadto w jeszcze inny sposób ta data była dobrana, bo przypomina przedział lat 2002-2012 (tylko z separatorem daty po dwóch pierwszych cyfrach), a tymczasem w roku 2002 wybuchła tzw. afera w łódzkim pogotowiu. Ciocia natomiast zmarła również pod opieką łódzkiej służby zdrowia.
[86] Żydów kojarzono zwykle z gromadzeniem majątków, nawet chciwością, a więc pasuje to do osób skorumpowanych.
[87] Nie wiem wprawdzie, jak ma się odebranie mi prawa jazdy do "sprawiedliwości" czy choćby do "rozwiązania" jakiegoś konfliktu.
[88] Pewnie chodzi tu z jednej strony o moje pobieżne podejście do artykułów, czyli nie skupianie się na tym, o czym one są "naprawdę", wg całej ich treści, oficjalnie, a jedynie na tytułach i ewentualnie pierwszych słowach, a po wtóre o mój pobyt za granicą. Czyli jak gdyby emanuje z tego nagłówka niechęć do mnie i moich metod, a przy tym nazywanie mnie uciekinierem. Pewnie najchętniej by widzieli jakiś sąd za tę przedstawiającą tylko prawdę o treści akt (i szokującej niesprawiedliwości sądów) książkę. (Przyp tut.)
[89] Od razu pokazuje to, jakiego to sędziego mi się przygotowuje. I czy to jest sądownictwo niezawisłe, czy raczej sterowane, jak zresztą też sygnatury sądowe pokazują.
[90] Nie będę już tu wdawał się w dyskusje o kolejnych ich artykułach, np. "Moralna bomba zegarowa" z 19.12.2018 r., pasuje to poniekąd do opisanej przeze mnie wiernie w mych niedawnych pisemnych wyjaśnieniach sytuacji P., która upadła jak w jakimś teatralnym geście dopiero ponad sekundę po przejechaniu po jej stopie kulki ze szczytu słupka ulicznego.
[91] Co do tego, że te strony internetowe, z których oględzin sporządziłem protokół, stanowią strony internetowe prasy, dowody prezentowane będą w kolejnym piśmie, w tym w szczególności w jego załącznikach stanowiących w istocie egzemplarz (fragmentu) mego pisma ze sprawy cywilnej IV C 790/17 Sądu Okręgowego w Warszawie.
[92] Chciałbym tu pozwolić sobie na drobną polemikę co do tego, jak interpretować dowód z informacji, która jest podobna lub identyczna z inną. Otóż moim zdaniem w każdym takim przypadku można to uznać jak najbardziej za dowód na okoliczność istnienia pewnej zmowy, jednakże dowody tego typu różnią się swoją mocą dowodową. Przykładowo, gdy ktoś napisał całą np. pracę magisterską (np. kilkadziesiąt stron) identycznie, jak inna osoba, to praktycznie nie da się tego inaczej wytłumaczyć jak pewnym związkiem, pewną nicią wiążącą te osoby ze sobą (co najmniej korzystały z tego samego źródła, a może po prostu jedna ukradła od drugiej). W ten sposób więc oczywiście treść pracy wcześniejszej jest dowodem na okoliczność kradzieży naukowej przy opracowywaniu pracy późniejszej (jej zaś np. kopia jest dowodem po prostu na okoliczność tego, jak ona wyglądała, jaką miała treść). Jednakże nie tylko przy 100%-owej i niczym niezmąconej identyczności dowód z informacji wcześniejszej może dowodzić okoliczności, że późniejsza powstała poprzez jakieś związki przyczynowo-skutkowe wiążące ją z tamtą. A zatem podobieństwo 2 prac może być też np. 95%-owe czy 90%-owe, a nawet np. 80%-owe, by pracę starszą uznać za dowód na okoliczność plagiatu. Należy teraz zauważyć, że wszelkie różnice w podobieństwie wyrażonym jakimś współczynnikiem, liczbą czy stopniem są w istocie różnicami ilościowymi, które nie wprowadzają jakościowego zróżnicowania charakteru dowodów. Dlatego też proponuję, by zawsze w takich przypadkach, gdy przedstawia się informację wcześniejszą, by pokazać, że to, co późniejsze jest z nią jakoś powiązane, uznawać tę informację wcześniejszą za dowód na okoliczność powielania czy też wdrażania, stosowania lub przetwarzania informacji już wcześniej istniejącej - bez względu na stopień podobieństwa między pierwowzorem przejawiającym się np. w gazecie, w plotkach itp., a końcowym efektem. Stopień ten decyduje tylko o mocy konkretnego dowodu, natomiast nie o tym, na jaką okoliczność należy go podnosić.
[93] Zupełnie niespodziewanie, bo nie uskarżał się na zdrowie i miał dobrą kondycję (nawet mógł biegać) oraz zachowywał aktywność życiową, tj. na swój sposób ciągle pracował. Mogę to jeszcze uzupełnić o fakt, że 6.11 to ezoterycznie rzecz biorąc, z punktu widzenia tajemnic Kościoła, bardzo ważna data, jedna z nielicznych takich (przyp. tut).
[94] Mogę tu dodać, że "jedność Kościoła" wzięła się zapewne stąd, że zawsze raziły mnie na mszach teksty w rodzaju "módlmy się, aby wszyscy nasi bliscy zmarli (...)", co właśnie zawsze kojarzyło mi się z modlitwą o ich śmierć, podczas gdy niewątpliwie "oficjalnie" chodzi tu tylko o wspomnienie o zmarłych. Może to tak mi podprogowo podpowiadano w myślach. W każdym razie ową "śmierć wszystkich bliskich" przywodzi na myśl właśnie ta znamienna tutaj "jedność" ("zaprowadzenie jedności") Kościoła (przyp. tut.).
[95] W rzeczywistości nawet dużo dużo rzadziej (przyp. tut.).
[96] Zgodnie z zasadami matematyki.
[97] Znaczne to chyba przeszacowanie. Prawdopodobieństwo tych 3 tematów naraz w jednym czasie (na przestrzeni danego 1-2 dni), będące iloczynem trzech prawdopodobieństw, to moim zdaniem zdecydowanie mniej niż jedna setna. Zastanówmy się bowiem nad prawdopodobieństwem jednostkowym, tj. trafienia w konkretny dzień z artykułem, który zdarza się raz na ileś (N) dni. Pamiętajmy, że (jak wiadomo już od czasów Laplace'a, ojca rachunku prawdopodobieństwa) w najprostszym przypadku, gdy każda możliwość jest równie prawdopodobna, prawdopodobieństwa określa się poprzez wskazanie w liczniku ułamka liczby zdarzeń elementarnych, które są realizacją danego zdarzenia losowego (wypełniają jego tezę), a w mianowniku liczby wszystkich możliwych zdarzeń elementarnych. A zatem jeśli coś zdarza się średnio raz na N dni, to dni z możliwością zdarzenia się takiego czegoś w przyszłości typowo jest N (dzień jutrzejszy, pojutrze itd., aż do dnia +N) - jest to tzw. wartość oczekiwana odpowiedniego rozkładu (wykładniczego) - z czego tylko w jeden chce się trafić i prawdopodobieństwo tego się oblicza. W takim zaś razie (w tym upraszczającym przypadku, w którym nie dopuszcza się możliwości, że artykuł nastąpi jeszcze później niż po N dniach): w liczniku umieszcza się 1, natomiast w mianowniku umieszcza się wspomniane N jako ogólną liczbę zdarzeń elementarnych. W tym modelu zdarzeniem elementarnym jest wystąpienie danego artykułu danego dnia (np. dziś+1, dziś+2 itd.). Model ten daje w rzeczywistości zawyżony wynik prawdopodobieństwa (ze względu na nieuwzględnianie wspomnianego "ogona", tj. możliwości zdarzenia się artykułu np. w dniu N+3, mimo że średnio rzecz biorąc one zdarzają się raz na N dni). Jest to wyjaśnienie uproszczone (i w nim wynik, tzn. prawdopodobieństwo trafienia w konkretny dzień, to 1:N, gdzie N to liczba taka, że średnio co N dni zdarza się dany artykuł), natomiast w wyjaśnieniu ścisłym matematycznie trzeba by zastosować rozkład wykładniczy z parametrem ?=1:N i obliczyć F(x+1) -F(x), gdzie x to dzień, w który miałoby się trafić (licząc od poprzedniego wystąpienia takiego artykułu: np. x=1, gdy kolejny jest nazajutrz), zaś F to tzw. funkcja dystrybuanty. Obliczony w ten - w pełni poprawny już matematycznie - sposób wynik to prawdopodobieństwo jeszcze mniejsze niż wspomniane wyżej i w uproszczony (na modelowym uśrednionym przypadku) sposób obliczone 1:N. W razie potrzeby pozostawiam przekonanie o tym sądu biegłym, natomiast chyba każda racjonalnie myśląca osoba widzi już, jakiego rzędu to są prawdopodobieństwa zgodnie z matematyką. No i pamiętajmy: tak, modelowanie pojawiania się artykułów prasowych zdarzeniami losowymi i procesami stochastycznymi jest jak najbardziej uzasadnione, gdyż ich pojawienie się wynika z tego, co praktycznie losowe, czyli najróżniejszych zdarzeń w świecie.
[98] W takim przypadku oczywiście sąd ma jak najbardziej szansę trafić w końcu na takiego pokrzywdzonego, którym akurat - tak się składa - jestem ja.
[99] Poprzez analizowanie jego emisji elektromagnetycznych. Program udostępnia też przez Internet tak wykradziony obraz ekranu.
[100] "Zasada wolności, wyrażona w art. 31 ust. 1 Konstytucji, ma zatem charakter subsydiarny. Jeżeli więc jakaś dziedzina stosunków nie została objęta szczegółowymi unormowaniami odnoszącymi się do konkretnej "wolności", to gwarancję swobody działania jednostki można wyprowadzić bezpośrednio z art. 31 ust. 1 i 2 Konstytucji (por. L. Garlicki, Komentarz do art. 31 [w:] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz red. L. Garlicki, t. III, Warszawa 2003, s. 7)."
[101] W warunkach panowania w samej firmie prasowej jakiejś kryminalizacji istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że coś takiego mogłoby ujść dziennikarzowi na sucho, zwłaszcza gdy stosowane bardzo rzadko i w jakichś artykułach na odległych stronach. Nie byłoby żadnej skutecznej interwencji żadnej Rady Etyki Mediów itp.
[102] Pod względem mocy dowodowej.
[103] Oczywiście nieraz tylko 1xx-2xx, gdzie x - jakaś cyfra. Być może 600 to liczba zawyżona. Dla daty 17.12.2012 wg protokołu archiwum znajdowało ich 395 (przyp. tut.).
[104] Na zasadzie sumy 500 zderzeń elementarnych o prawdop. 1:500.000. Jest to pewne uproszczenie (należałoby to liczyć trochę inaczej, bo zbiory reprezentujące zdarzenia mają część wspólną), ale błąd z niego wynikający jest tylko skrajnie mały (przyp. tut.).
[105] Takich tematów jest następnie kilka, przez co już i tak mały (wyrażający niskie prawdopodobieństwo) ułamek 0,215 trzeba pomnożyć przez kolejne ułamki właściwe, co daje już zupełnie znikome prawdopodobieństwo losowego trafienia się tak znamiennego zestawu poszlak prasowych (przyp. tut.).
[106] Oczywiście pewne przejaskrawienia, w rodzaju "ja to ufam mediom na 99,99999%!", mogłyby być co najwyżej dowodem jakichś nadużyć, jakiejś może kryminalizacji sędziego itp., ale nie przekonają żadnego rozsądnego człowieka, gdyż w istocie zawsze trzeba rezerwować pewną szansę na to, że jest coś, o czym się nie wie. Historia pokazuje, że taka rzecz, jak nierzetelność środków masowego przekazu, ciągnęła się nawet przez większość historii tych "środków masowego przekazu" w XX w. Ostatecznej pewności, czy z jakichś powodów (np. z powodu zaangażowania liderów religijnych) czegoś się nie ukrywa, nie ma, a możliwość krycia należy ocenić rozsądnie, w tym także zachowując pewną zdrową relację do ogólnych poglądów w społeczeństwie, jak nakazuje wymóg demokratyczności naszego państwa. Coś takiego zawsze może mieć miejsce, choćby nawet oceniało się to na "mało istotny procent na skali prawdopodobieństwa".
[107] Bo tak skonstruowanych.
[108] Przecinek oznacza oczywiście ułamek dziesiętny.
[109] Chodziło tu o wspomniany na początku tego pisma zarzut z innej sprawy z dn. 30.5.2018 r. o rzekome znieważenie przeze mnie policjanta, co poprzedził incydent z niespodziewanym dla mnie dyskryminowaniem mnie przez ochroniarzy galerii handlowej przy wejściu i naruszaniem mej nietykalności cielesnej na tym tle (przyp. tut.).
[110] Zaprezentuję pewną poszlakę na ten temat w kolejnym piśmie, mianowicie w jego załączniku stanowiącym drugie pismo do sprawy IV C 790/17.
[111] Art. 4 Kodeksu postępowania karnego głosi: "Organy prowadzące postępowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego" (przyp. tut.).
[112] Przypomnijmy, że przykładowo powyżej trafienie się artykułu np. o rondzie oszacowano na możliwe losowo z prawdopodobieństwem rzędu np. 21,5%. Niewątpliwie jeśli coś takiego się zdarza, choć na 78,5% nie powinno, to przyjęcie, że na (co najmniej - robimy tu oszacowanie od dołu) 1% to spisek, nie może być uznane za jakoś istotnie błędne, niewłaściwe, nieuzasadnione. (Przyp. tut.)
[113] Metodycznie policzone.
[114] To oczywiście akurat przykład z listy zaakceptowanych zbieżności, ale mnóstwo wystąpień liter kojarzących się z ofiarą tutaj zignorowałem (przyp. tut.).
[115] Na pewno raz na wiele dni. Wchodzimy tu już na temat rachunku prawdopodobieństwa oraz elementarnych i oczywistych założeń z dziedziny ogólnego doświadczenia życiowego (np.: papież nie spotyka się codziennie z prezydentem Autonomii Palestyńskiej).
[116] Oczywiście chodzi tu tylko o oszacowanie tzw. rzędu wielkości liczby. Nikt przecież nie oblicza dokładnych wyników, ponieważ same dane wejściowe - prawdopodobieństwa przypisywane do poszczególnych artykułów - mogą być tylko szacunkowe.
[117] Jeśli chodzi o to 1-2, to typowo zastosowanie ma liczba 2, ale jeśli jest tak, że b. ważna jest kolejność, bo np. drugi art. w swoistym dialogu z pierwszym daje mu odpowiedź (jako jego konsekwencja, następstwo, skutek, to, co musi być późniejsze), przez co trafia się w mój aktualny problem, to zastosować by trzeba liczbę 1, bo nie ma sytuacji, że trafne jest zarówno "przed", jak i "po" upatrzonej sąsiedniej pozycji.
[118] Przykładowo, istnienie przekazu podprogowego dźwiękowego (podszeptów wymykających się świadomemu postrzeganiu, za to potencjalnie wywołujących podświadome efekty, skojarzenia, myśli itd.) niewątpliwie wykluczyć mogłoby odpowiedzialność karną ze względu na brak kierowania swoim postępowaniem. Skoro kierował nim ktoś inny, to nie sprawca. Jest to jednak ustawowy kontratyp, mianowicie z art. 31 1 k.k. W związku z tym moim zdaniem nie istnieje obowiązek udowodnienia przez oskarżyciela, że taki kontratyp nie zachodził. W większości przypadków udowodnienie tego jest niemożliwe; przekaz podprogowy mógłby zwracać się do konkretnej osoby, a także w sposób jej właściwy, do którego już przywykła, mniej zaś zrozumiały dla innych. Bardzo trudne jest wykluczenie dowodowe takiego zjawiska w bardzo wielu przypadkach, np. przy przestępstwach na dworze czy w miejscach publicznych typu sądy, uczelnie itp.
[119] "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem" (przyp. tut.).
[120] "Jeżeli kodeks niniejszy używa w znaczeniu ogólnym określenia "oskarżony", odpowiednie przepisy mają zastosowanie także do podejrzanego" (przyp. tut.).
[121] "Przepisy dotyczące oskarżonego stosuje się odpowiednio do osoby, której prokurator zarzuca popełnienie czynu zabronionego w stanie niepoczytalności i wnosi o umorzenie postępowania oraz o zastosowanie wobec niej środków zabezpieczających" (przyp. tut.).
[122] "Podstawę orzeczenia może stanowić tylko całokształt okoliczności ujawnionych w postępowaniu, mających znaczenie dla rozstrzygnięcia" (przyp. tut.).
[123] Sąd nie może działać dowolnie (arbitralnie) - p. wyrok TK z 25.7.2013 r., sygn. akt SK 17/12 (OTK-A 2013, nr 6, poz. 83): "Minimalne wymogi w zakresie rzetelnej procedury wyznacza z jednej strony nakaz podmiotowego, a nie przedmiotowego traktowania uczestników postępowania, z drugiej zaś - zakaz arbitralnego działania sądu".
[124] "Organy postępowania kształtują swe przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego" (przyp. tut.).
[125] Jak później ustaliłem badając orzecznictwo SN jest to nieprawda. Czyn musi być tożsamy, natomiast ustalone szczegóły mogą się różnić (przyp. tut.).
[126] Zgodnie z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dn. 28.8.1996 r. (II AKa 202/96, Prokuratura i Prawo 1997, nr 1, poz. 22) "Jeśli nie dające się usunąć wątpliwości dotyczą samej istoty oskarżenia, a zwłaszcza tego, czy określony czyn przestępny miał w ogóle miejsce, jaki był jego przebieg [tu jeszcze inne tematy potencjalnych niejasności]", należy się wyrok uniewinniający (przyp. tut.).
[127] W. Wolter: Nauka o przestępstwie, Warszawa 1973, s. 50; p. też: O czynie jako działaniu lub zaniechaniu przestępnym, Państwo i Prawo 1956, nr 5-6.
[128] K. Buchała: Prawo karne materialne, Warszawa 1989, s. 169.
[129] M. Cieślak: Polskie prawo karne - zarys systemowego ujęcia, Warszawa 1994, s. 34.
[130] Czy: może być przedstawiony jako.
[131] Pkt 3: "wskazanie, że czyn został popełniony w warunkach wymienionych w art. 64 lub art. 65 Kodeksu karnego albo art. 37 §1 Kodeksu karnego skarbowego"; pkt 4: "wskazanie przepisów ustawy karnej, pod które zarzucany czyn podpada" (tzw. kwalifikacja prawna) - przyp. tut.
[132] Powinno być zapewne raczej "nie próbował obniżyć" (przyp. tut.).
[133] Niewątpliwie implikacja, która nie zawsze jest prawdziwa, nie nadaje się do wykorzystania jako zasada prawidłowego rozumowania, ponieważ - zgodnie z ogólną zasadą z art. 5 §1 k.p.k. - wymagałoby dowodu, że nadaje się ona do stosowania w konkretnym przypadku. Jeśli takiego dowodu nie ma, to może ona być albo słuszna, albo niesłuszna, przy czym niewiele na ten temat wiadomo. Jednakże z założenia dowodu takiego w danym postępowaniu nie ma, bo gdyby był, to nie można by podnosić zarzutu, że stosowana jest akurat taka implikacja, która pozbawiona jest cechy uniwersalnej prawdziwości (słuszności). Ja tutaj podjąłem się wykazania, że implikacja (tj. wnioskowanie) pozbawiona cechy uniwersalnej słuszności nie nadaje się do stosowania, co oznacza, że przyjąłem już w założeniu próbę jej wykorzystania - że to właśnie taką się posłużono. Ostrzegam tutaj przed próbami bronienia takiego rozumowania na zasadzie "wnioskowanie jest prawie zawsze słuszne" - czy nawet, jak to niektóre zuchwałe osoby może powiedzą, "w jakimś konkretnym procencie przypadków (99,9%) słuszne". Tego nie wiadomo. Fakt, że jakaś możliwość zdaje się bardzo nieprawdopodobna, nie może być zarzutem przeciwko jej zaistnieniu, ponieważ organy ścigania z samej zasady zajmują się sprawami bardzo nieprawdopodobnymi. Na co dzień typowemu człowiekowi nie zdarzają się przestępstwa. Jest to wielka rzadkość, a zdarzenie się przestępstwa jest - wedle codziennej, "życiowej" miary - bardzo nieprawdopodobne. W związku z tym tym trudniej ocenić, czy - skoro już organy ścigania, sąd zajmują się jakąś sprawą, a więc zaszedł przypadek wyjątkowo rzadki - tym rzadkim przypadkiem jest sytuacja uznana przy wnioskowaniu za "wykluczoną, bo bardzo nieprawdopodobną", czy też nie. Jeżeli ofiar wypadków śmiertelnych byłoby rocznie kilkaset, to być może kilka z nich jest wywołanych przez włamania do elektroniki pojazdu. Skoro tak, to w 1 przypadku na 100 implikacja zawodzi. Wydaje się to zbyt dużo, by mogło to być zupełnie pomijane w sytuacji, gdy są pewne podstawy, by przypuszczać jakiś kryminalny spisek przeciwko posądzanej osobie. Wykazywaniem tego spisku zajmę się w kolejnym mym piśmie, tutaj w tekście w sekcjach I - II zarysowałem kształt zaledwie jakiejś części argumentacji, mianowicie części opartej na prasie. Niewątpliwie też, jeśli by wbudowano w pojazdy możliwość włamywania się do nich falami i przejmowania w ten sposób kontroli nad nimi, zrobiono to z myślą o wykorzystywaniu tej funkcji. Są zatem wszelkie podstawy, by przypuszczać, że w takim przypadku (którego nie sposób wykluczyć) zdarzałyby się ofiary nawet ginące od takich cech pojazdów. Wymiar sprawiedliwości musi uwzględniać, że może mieć do czynienia z taką ofiarą. Obowiązuje przecież zasada Satius enim esse impunitum relinqui facinus nicentis quam innocentem damnari, wyryta nawet na gmachu Sądu Najwyższego w Warszawie ("lepiej pozostawić bezkarnym występek złoczyńcy niż skazać niewinnego"). W większości zresztą przypadków autentycznego problemu, problemu istotnego zagrożenia dla życia ludzkiego, zarzuty co do wypadków da się pomyślnie udowodnić często w oparciu o zgoła inne dowody, np. świadków, jazdę po alkoholu, bardzo wysoką prędkość (nielegalną i przy tym taką, którą sprawca niewątpliwie przez dłuższy czas musiał rozwijać). Doprawdy więc skazywanie w tych szczególnych przypadkach, w których uwzględnienie specyfiki konstrukcji i działania pojazdu jest kluczowe, skazywanie za jakieś uderzenia w warunkach miejskich przy jeździe z wcale nie jakąś wielką prędkością w słupek i kosz na śmieci, nie wydają się pierwszoplanowym interesem sprawiedliwego państwa.
[134] W implikacji są 2 zdania; jeśli ze zdania A wynika B, to mówi się, że A jest poprzednikiem implikacji, a B jej następnikiem.
[135] Może to (że pojazd jechał źle) natomiast dowodzić tezy o tym, że kierowca nie dostosował (nie dostosował skutecznie) prędkości jazdy, nie jest to jednak jeszcze automatycznie zarzut przeciwko samemu kierowcy, jak wyjaśniam w tekście. Jest to więc, powtórzę, błąd, jeśli uważać to za kluczowy element opisu faktycznego czynu. Przypomina to zarzuty Grzegorza S. przeciwko mnie o "spowodowanie uszkodzenia wnętrza czyjegoś domu", w których nie ma ani śladu po wskazaniu sposobu. Sam tylko skutek - po czym wola, by był przypisany do konkretnej osoby jako winnego. I, znowu, jak i w tym przypadku, jest to pragnienie nietrafne, niesłuszne.
[136] Fakt ten jest bardziej znany za pośrednictwem innych znanych danych o powiązaniu elektroniki pokładowej z działaniem hamulców, takich, jak np. systemy reakcji na zderzenie, tempomat itp., które ze względu na swą dobrze znaną funkcję muszą być z działaniem hamulców powiązanie.
[137] Np. 2 metry na sekundę to 0,002 km/s, czyli 0,002 × 3600 km/h = 7,2 km/h. Odpowiednio: 4 metry na sekundę to 14,4 km/h itd.
[138] "Podstawę wszystkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne" (przyp. tut.).
[139] Uczciwa osoba powie nawet, że większym niż 50% i 90%.
[140] Nie wystarcza tu jakieś zapytanie ogólne do kierownictwa Straży Akademickiej. Postępowanie dowodowe prokuratury powinno być zgodne z zasadą bezpośredniości, to sama prokuratura sprawdza, jaka jest wiedza osobowych źródeł informacji.
[141] Wyrok na samych dokumentach z organów ścigania wydawany, bez rozpraw, stosowany, gdy sprawa jest niewątpliwa pod względem dowodowym, nadaje się niewątpliwie do skazania, a kara to tylko grzywna lub ograniczenie wolności (przyp. tut.).
[142] Powinno być "zabezpieczające" (chodzi o te środki przeciwko niepoczytalnemu) - zapobiegawcze to np. areszt - aczkolwiek nawet sędziom zdarza się ten błąd (przyp. tut.).
[143] Przykład: koła mogłyby już się nie kręcić, lecz pozostając prawie bez ruchu obrotowego ślizgać zaledwie po powierzchni ze względu na to, że ich powierzchnia pokryła się oleistą cieczą. Tak też było w zarzucanym mi zdarzeniu.
[144] Bo oczywiście organy ochrony prawnej muszą być zawsze otwarte na ujawnienie się ewentualności co do ustaleń faktycznych, która nie jest nierealna; i w sytuacji, gdyby taki dowód był, prokuratura musiałaby to uwzględnić i zmienić swą koncepcję sprawcy.
[145] Na zasadzie "nie mówię, że tak; nie mówię, że nie".
[146] Patrz np. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 28. sierpnia 1996 r., sygn. akt II AKa 202/96, Prok. i Pr. 1997, nr 1, poz. 22.
[147] "Czynem człowieka jest społecznie doniosła jednostka jego zewnętrznego zachowania, psychicznie sterowana i ukierunkowana na określony cel, w postaci kompleksu ruchów (operacji) lub też powstrzymywania się od ruchów (operacji) mimo możliwości ich wykonania" (K. Buchała: Prawo karne materialne, Warszawa 1989, s. 169). Podobnie u Woltera jest to "psychicznie kierowana aktywność woli człowieka w postaci albo kompleksu ruchów fizycznych, albo w postaci zahamowanych ruchów zewnętrznych" (W. Wolter: Nauka o przestępstwie, Warszawa 1973, s. 50; szerzej w: O czynie jako działaniu lub zaniechaniu przestępnym, Państwo i Prawo 1956, nr 5-6). Także w pozycji S. Śliwiński: Prawo karne materialne, Warszawa 1946, s. 84 i n. czyn definiuje się jako zachowanie sprawcy (działanie lub zaniechanie), które wyraża się w pewnych ruchach fizycznych przez niego podjętych. Brak zatem oznaczenia tych ruchów - wykonanych lub właśnie niewykonanych, które jednak należało wykonać - oznacza brak "dokładnego określenia czynu ze wskazaniem sposobu jego popełnienia", o którym mowa w art. 332 §1 pkt 2 k.p.k. w zw. z art. 324 §1a k.p.k. Tymczasem oczywiście nie jest sprawiedliwe skazanie za sprawstwo na środek karny, jeśli w sprawie nie ma legalnego aktu oskarżenia / wniosku o przypisanie sprawstwa i umorzenie sprawy z powodu niepoczytalności sprawcy i w związku z tym sprawiedliwe byłoby inne zakończenie sprawy.
[148] Vide T. Demendecki (w:) Kodeks postępowania cywilnego..., red. A. Jakubecki, kom. do art. 231. Tak samo w: D. Nartowski, P. Fik, P. Staszczyk: Postępowanie cywilne. Repetytorium, Wolters Kluwer, Warszawa 2013, s. 118: "Jest to przepis wprowadzający domniemanie faktyczne, które pozwala na uznanie faktów za ustalone, bez prowadzenia postępowania dowodowego. Wnioskowanie to opiera się na ustalonych już faktach i musi być zgodne z zasadami logiki i doświadczenia. (...) Domniemanie faktyczne może zostać obalone, jeśli wykazane zostanie, że rozumowanie będące podstawą tego domniemania było nieprawidłowe, co będzie miało miejsce na przykład w sytuacji, gdy wnioskowanie naruszało zasady logiki". https://books.google.pl/books?id=wLhSAwAAQBAJ&pg=PA118&lpg=PA118f=false Tak samo również w wyroku SN nr I CK 653/04 (s. 3 ostatni akapit, http://www.sn.pl/sites/orzecznictwo/Orzeczenia2/I%20CK%20653-04-1.pdf): "Wobec tego, że domniemanie faktyczne oparte jest na swobodnym wnioskowaniu, powinno odpowiadać zasadom logicznego rozumowania oraz doświadczenia życiowego. (...) Domniemany fakt zostanie obalony, jeśli strona wykaże, że wnioskowanie sądu sprzeczne jest z zasadami logicznego rozumowania lub doświadczenia życiowego".
[149] "Dowody przeprowadza się na wniosek stron albo z urzędu" (przyp. tut.).
[150] "Wniosek dowodowy może zmierzać do wykrycia lub oceny właściwego dowodu" (przyp. tut.).
[151] W każdym przypadku ich zgon jawi się jako najprawdopodobniej zabójstwo (z przyczyn zupełnie obiektywnych), przy czym w dodatku jeszcze asystować przy nich zdawała się prasa poprzez odpowiedni dobór artykułów jeszcze przed nastąpieniem zgonu. Nie to jest jednak głównym źródłem podejrzenia graniczącego z pewnością, że doszło do morderstw (podobnie też w zał. 1). Zachęcam więc do przeczytania tych danych.
[152] Ponadto w aktach XIV K 43/18 Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa w Warszawie z oskarżonym Piotrem Niżyńskim widać moją odpowiedź na akt oskarżenia, która zawiera m.in. stenogramy nagrań i 2 nagrania zatrzymania - słychać, że przebiegało ono bardzo brutalnie (półgodzinne leżenie na zimnym betonie). Ponadto później w sprawie 1 Ds 3/15 Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ zgłosiłem liczne problemy przy tym zatrzymaniu, w tym kradzieże (nawet kradzież pieniędzy podczas tego leżenia zatrzymanych na betonie), co wszystko razem zlekceważono odmową wszczęcia postępowania przygotowawczego.
[153] W formie zbindowanej książki A4 z elastyczną oprawą (przyp. tut.).
[154] Został tylko pęk kluczy m.in. do części garażowej. Policja podczas zatrzymywania mnie i pomocników zajęła się na chwilę tymi kluczami, tylko że kazała wtedy wyłączyć nagrywanie. Posiadam nagrania wideo z tego brutalnego zatrzymania oraz (amatorskie) stenogramy do nich - widać na nich dodatkowo ten fakt, a także ogólną nierzetelność funkcjonariuszy.
[155] Siłowe wejście (nocą) do domu w trakcie przysługującego ustawowo okresu wypowiedzenia, w warunkach, że właściciel zabrał klucz, to rzekomo "usiłowanie kradzieży z włamaniem" - jak słuszna, bo nie jestem złodziejem, rzecz jasna nigdy nie zaprezentowano nawet poszlaki na zamiar kradzieży (przyp. tut.).
[156] Treść ksiąg można od ręki przeglądać na https://ekw.ms.gov.pl (przyp. tut.).
[157] Gdyby Czytelnik miał możliwość z nimi się zapoznać, okazałoby się, że to jest praktycznie zdanie po zdaniu to samo - w ogóle nie zeznawali, tylko z komputera były te zeznania gotowe i tylko zostały podpisane. Różnice są delikatne, np. w jednym czasem zamienią jakieś słowo na inne w porównaniu z drugim, ale zdanie po zdaniu wszystko idzie co do zasady tak samo i jest prawie identycznie (przyp. tut.).
[158] Tak to formułuję, ale tekst jest mój (przyp. tut.).
[159] Jakkolwiek nie jest wprost podawane nazwisko Niżyński w zestawieniu z danymi o wypadku, tym niemniej pewne bardzo szczególne trafienia, takie, jak np. tragedia w Newtown (słowo prawie jak "Newton") czy spotkanie premiera Polski z przywódcą innego bardzo wpływowego państwa (mianowicie z papieżem, który też wtedy zajmował się Palestyną) - zupełnie jak w przypadku zabójstwa Papały, które niewątpliwie może się ze mną kojarzyć (z racji daty będącej datą mych urodzin 25.09.86 z szóstką przesuniętą o dwie cyfry w lewo) - wskazują na to, że sprawa może być o mnie. Wypadków nie ma aż tak dużo w ciągu dnia, a osób z chorobą psychotyczną jest w społeczeństwie mniej niż setna część ogółu ludności.
[160] Takie uproszczone przedstawianie, że artykuły pochodzą ze "zjawisk losowych", jest dopuszczalne, ponieważ istotne dla mass mediów zdarzenia - takie, jak np. śmierci znanych ludzi, wydarzenia katastroficzne, ogłaszanie nowych inicjatyw rządowych i politycznych - można, jak uczy matematyka, modelować przy pomocy określonych rozkładów. Przykładowo, zasadne jest stosowanie rozkładu normalnego do opisu długości życia. Na podobnej zasadzie ma sens modelowanie tym rozkładem długości prac nad określonym projektem rządowym, od rozpoczęcia analiz aż po ogłoszenie jakiegoś rezultatu, a następnie jeszcze - uchwalenie ustawy; "długość życia projektu" (w jego różnych fazach) też daje się modelować rozkładem normalnym. Natomiast "narodziny" projektów politycznych czy rządowych (a takie niewątpliwie interesują mass media) podlegają bodajże rozkładowi wykładniczemu, jako rozkładowi statystycznemu właściwemu ze względu na cechę tzw. braku pamięci (w każdej chwili prawdopodobieństwo, że nowe zdarzenie kreujące wolę rozpoczęcia projektu rządowego czy politycznego zdarzy się nie później niż po określonym czasie, jest takie samo; źródłem narodzin tych projektów są bowiem wydarzenia tak bardzo losowego pochodzenia, że nie można tu w ogólnym zarysie mówić o żadnym "postępie", "przybliżaniu się" daty narodzin kolejnego projektu). Koncerty znanych muzyków i inne imprezy urządzane dla ludności również podlegają modelowaniu losowemu. Jak w każdym przypadku, co najwyżej parametry takiego rozkładu - odzwierciedlające np. intensywność prac danego muzyka (jedni koncertują częściej, inni rzadziej) - podlegają zmianom w czasie. Tym niemniej całościowy ogólny obraz wyłaniający się z powyższych przesłanek jest taki, że artykuły w normalnym przypadku można modelować jako zdarzające się w następstwie procesów losowych. Zarazem trzeba tu podnieść, że zupełna rezygnacja z modelowania losowego byłaby po prostu błędem, jako że doświadczenie życiowe pokazuje, że można nawet wskazać konkretne częstotliwości, z jakimi określone artykuły lub tematy pojawiają się w prasie, a także odchylenia standardowe związanych z tym rozkładów. Po prostu jest taka cecha, jak np. "w gazecie co kilka dni informują o tym, że ktoś znany umarł" itp., a dowodzi tego (w tym akapicie) doświadczenie życiowe. Parametry - takie, jak częstotliwość zdarzenia losowego w postaci pojawienia się artykułu, odchylenie standardowe itd. - mogą ulegać powolnej ewolucji, tak, jak w ogóle profil dziennika, ale co do zasady takie zjawisko, jak podleganie pojawiania się artykułów pewnym prawidłowościom (innym niż dokładnie zbadana przyczynowość w świecie rzeczywistym w przypadku każdego poszczególnego artykułu), niewątpliwie istnieje i rzetelna nauka nie powinna tego pomijać.
[161] I które odzwierciedlają też to, że trzeba przyznać jakieś śladowe prawdopodobieństwo możliwości, że prasa jest skorumpowana i nie mówi o wszystkim, lecz ukrywa tematy dotyczące prześladowań konkretnej osoby.
[162] Złamanie obu nawet jakoby kończyn jakiejś "ofiary" w wyniku jechania przez kierowcę z umiarkowaną prędkością, po czym niemożności zatrzymania pojazdu i uderzenia zaledwie w słupek i kosz na śmieci - z, powtórzmy, bardzo umiarkowanym pędem - jest doprawdy kuriozalną sytuacją.
[163] W co wliczyć też trzeba wszystkie ewentualne przypadki "pisania artykułu na zasadzie aluzji, ale z myślą o innej osobie". Takie istnienie dodatkowych "osób szczególnego zainteresowania" prasy jest po pierwsze zawsze mało prawdopodobne, a po drugie - przede wszystkim - skrajnie rzadkie byłoby trafienie w choćby nawet podobną historię i to mającą się zdarzyć tego samego dnia. Przyjąć bowiem można, że ze względu na psychologiczny efekt ewentualna aluzja prasowa wywierać może swój wpływ wtedy, gdy kojarzy się ze zdarzeniem późniejszym, a tak jest przede wszystkim w przypadku następstwa na zasadzie wydanie-bezpośrednio-przed-dniem-zdarzenia. Toteż, podsumowując, wszystkie innego rodzaju zmowy, spiski, aluzje, trafienia, ale w co innego, zaliczyć trzeba po prostu do przypadków losowych i objąć zwykłym modelowaniem losowym. Nieuwzględnienie tak skomplikowanych okoliczności najpewniej wywiera zresztą tylko marginalny wpływ na obliczane prawdopodobieństwa zdarzenia się artykułów danego rodzaju. (Powtórzę: wyjątkowo nieprawdopodobna jest zbieżność zarazem tematu, obejmującego też szczegóły, i daty.)
[164] To ostatnie zaś oczywiście nie może być liczone zupełnie naiwnie, jak niektórzy próbują. Gdy np. w artykule pada jakieś trafne nazwisko, mogące mieć podtekst, lub jakiś detal pasujący do opisu zdarzenia - należy po pierwsze uwzględnić całą klasę podobnych np. nazwisk czy detali (też pasujących). Inne bowiem, gdyby się zdarzyły, też tak samo wpływałyby na potencjalnie zainteresowanego czytelnika, bez różnicy, prawdopodobieństwo więc liczy się dla pewnego zbioru zdarzeń elementarnych o ww. przykładowych rodzajach. Po drugie, co jeszcze ważniejsze, takie prawdopodobieństwo nie może być nigdy liczone z perspektywy pojedynczego artykułu, bo ma to być prawdopodobieństwo tego, że "losowo zdarzy się taki artykuł" (następnie, po przekształceniu na zasadzie prawdopodobieństwa warunkowego, skoro już wiadomo, że w wydaniu taki był, staje się ono prawdopodobieństwem tego, że "losowo zdarzył się taki artykuł"). Bierze ono zatem pod uwagę istnienie całego wydania np. Gazety Wyborczej, w tym zaś jest np. 500-700 artykułów. Można w uproszczeniu oszacować "rząd wielkości" prawdopodobieństwa tego typu poprzez wyliczenie tzw. wartości oczekiwanej dla rozkładu dwumianowego rozpatrującego zdarzenia polegające na trafieniu w istnienie artykułu z takimi detalami, przy liczbie prób równej liczbie artykułów; jest to więc (ta tzw. wartość oczekiwana) np. 500-700 pomnożone przez prawdopodobieństwo jednostkowe. Przykładowo, gdy artykuł zawiera nazwisko ze zbioru rzadkiego, mającego prawdopodobieństwo 1 do 10 tys. (czyli 100 do miliona, inaczej mówiąc - jest to ten sam ułamek), to w wydaniu mającym 500 artykułów zdarzy się średnio "jedna dwudziesta" takiego artykułu, czyli on sam zdarzy się raz na 20 wydań, a więc w pojedynczym jego zdarzenie się ma prawdopodobieństwo około 1:20. Natomiast przy trafieniu w detal prawdopodobny na 1:500 w wydaniu GW zdarzy się średnio aż 1 taki. Czyli prawdopodobieństwo można szacować jako będące w okolicach 100%; chodzi tu tylko o rząd wielkości ("rzędu sto procent" obejmuje także np. dwie trzecie i inne podobnie wielkie ułamki), aby dokładnie policzyć prawdopodobieństwo trzeba by się uciec do nieco bardziej skomplikowanego obliczenia statystycznego (bo mimo wszystko taki 1 artykuł mógłby się nie zdarzyć w danym wydaniu, a zdarzyć np. w kolejnym), tym niemniej do podstawowego użytku polegającego na oszacowaniu rzędu wielkości jest to zadowalające "obliczenie". Jednakże prawda jest taka, że zbieżność detali występujących w artykułach oznaczonych przeze mnie kolorowym tłem, jako zbieżność szczególna, jest tak nieprawdopodobna, iż nawet przy uwzględnieniu kontekstu w postaci odwołania się do całego wydania - i tak prawdopodobieństwo natrafienia na coś takiego w danym wydaniu jest małe, np. 10% albo jeszcze mniej, każdorazowo przy każdym takim artykule. I, co teraz ważne: nawet przy dużo większych prawdopodobieństwach, typu 30% (inaczej: 0,3) zamiast ww. 10% - zestawienie ich z ufnością wobec mediów (co do braku ich kryminalizacji) zaledwie na poziomie 90% czy nawet 99%, prowadzi do prawdopodobieństwa warunkowego, że trafiono normalnie (losowo, wskutek uwarunkowań nie mających nic wspólnego z Piotrem Niżyńskim) w dany artykuł, rzędu odpowiednio zaledwie 75% (bo 0,3:[0,3+0,1]) lub ok. 96,77% (bo 0,3:[0,3+0,01]). Ja w swych wyliczeniach przyjmuję przecież przezornie jeszcze większe: proponuję np. 98% i 99%. To daje pewność, bez konieczności specjalistycznego wnikania w konkretne zbiegi okoliczności, że wyliczenia moje i moja konkluzja - że jest istotne prawdopodobieństwo spisku - są słuszne. Oczywiście pewność ta ma swoje słabe strony, bo nie zajmuje się wyliczaniem w każdym konkretnym pojedynczym przypadku, jakie byłoby prawdopodobieństwo losowego ułożenia się konkretnej cechy, np. nazwiska, w dany rezultat. Ja jedynie z góry szacuję, że ujęta porównawczo (na zas. tzw. prawdopodobieństwa warunkowego) opcja "zdarzenie się losowe a nie wskutek kryminalizacji mediów przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu" jest prawdopodobna na 99%. Natomiast można by poświęcić chwilę i zająć się udowodnieniem, że te oszacowania od góry (bo: "najwyżej 99%"; "przyjmijmy najgorszą dla podejrzanego opcję") są słuszne. To już zadanie dla biegłego.
[165] Por.: prof. S. Kalinowski, Polski proces karny, Warszawa 1971, s. 92, gdzie też jest mowa o "3 dyrektywach".
[166] Tutaj przytoczyłem 2 źródła z doktryny, natomiast jest ich jeszcze więcej i wszystkie są w tym przedmiocie ze sobą zgodne, np.: prof. A. Murzynowski, Istota i zasady procesu karnego, Warszawa 1994, s. 311. Tak samo też w: prof. Z. Świda, dr Ryszard Ponikowski (SSA we Wrocławiu), dr Posnow: Postępowanie karne. Część ogólna, Oficyna (a Wolters Kluwer business), Warszawa 2008, s. 50. Tak samo w: prof. R. Kmiecik, prof. E. Skrętowicz: Proces karny. Część ogólna, Oficyna (a Wolters Kluwer business), Warszawa 2009, s. 94, pkt 2 na górze strony. Tak samo w: prof. Z. Gostyński: Postępowania przed organami państwa, PWN 1982, s. 425. Tak samo w: prof. M. Cieślak: Polska procedura karna: Podstawowe założenia teoretyczne, PWN 1984, s. 330. Tak samo w: prof. M. Lipczyńska: Stanowisko oskarżonego w procesie karnym Polski Ludowej, Wydawn. Prawnicze 1956, s. 145. Również Sąd Najwyższy nie wychyla się z tego szeregu idąc w przeciwnym kierunku i uznaje dochowanie wierności zasadzie bezpośredniości za warunek konieczny rzetelnego procesu karnego: http://www.hfhrpol.waw.pl/niewinnosc/aktualnosci/sn-bez-zachowania-zasady-bezposredniosci-nie-ma-rzetelnego-procesu-2.html, także na http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/sn-bez-zachowania-zasady-bezposredniosci-nie-ma-rzetelnego-procesu.
[167] "Ze słyszenia". Świadek, który składa zeznanie na okoliczność, o której zaledwie słyszał (informacja o charakterze pogłoski, jaka dotarła do świadka). O ile więc przyznanie się oskarżonego przed sądem do określonych działań stanowi dowód pierwotny z wyjaśnień oskarżonego na okoliczność zajścia tych działań (oskarżony w ich trakcie był przecież ich świadkiem), o tyle przykładowo takie samo przyznanie się przed inną osobą, która następnie zeznaje jako świadek w sądzie (tj. zaledwie świadek ex auditu), jest już tylko dowodem pochodnym w porównaniu z wyjaśnieniami na ten temat składanymi przez tegoż oskarżonego w sądzie.
[168] W implikacji są 2 zdania; jeśli ze zdania A wynika B, to mówi się, że A jest poprzednikiem implikacji, a B jej następnikiem.
[169] Oczywiście nie jest bowiem dopuszczalne wprowadzanie ustaleń faktycznych "z głowy" przez samego sędziego. Jest to wykluczone przez art. 92 k.p.k. A zatem nie może być tak, że sędzia sam niejako "łata" dziury (luki) w materiale dowodowym tak, by można było z niego coś rzekomo "wywnioskować", z głowy wziętymi założeniami (ktoś mógłby próbować to nazwać ładniej "z doświadczenia życiowego", ale zupełnie nie zmienia to obrazu rzeczy, iż jest to patologia i naruszenie prawa). W stosunku do każdego faktu będącego warunkiem koniecznym ustalenia winy (i skazania) - a mówiąc ściślej: w stosunku do każdego faktu będącego przesłanką wniosku prawnego o winie - obowiązuje wymóg udowodnienia go, jak stwierdza art. 5 §1 k.p.k. Wyjątek od obowiązku dowodu w postępowaniu karnym (art. 5 §1 k.p.k.) dotyczy, jak wiadomo, faktów powszechnie znanych, ale np. nie jest przecież faktem powszechnie znanym to, jak jest skonstruowana wewnętrznie elektronika samochodu, czyli to, czy ona nie zawiera (w środku czipów robiących tak poza tym co innego) odpowiednich obwodów, które wychwytują zafalowania występujące na metalowych elementach doprowadzonych do kości elektronicznej (obudowy układu, "chipa") - a przecież każdy element metalowy, ścieżka metalowa na płytce, drut itp. działa w pewnym stopniu jak antena. Przecież fale wchodzące do samochodu za pośrednictwem anteny następnie się wypromieniowują i znowu są łapane przez wszelkie elementy metalowe w środku. Odkładają się na nich minimalne zafalowania, które elektronika mogłaby dekodować i uwzględniać w swej pracy, pozwalając zdalnym włamywaczom kontrolować samochód (co jest oczywiście skrajnie rzadkim przypadkiem, ale jeśli coś takiego wbudowano w elektronikę, to zapewne były już ofiary, a może co rusz się jakieś trafiają).
[170] Przykładowo: wiadomo, że sytuacja, którą da się zorganizować, jest możliwa. Ponieważ człowiek nie jest żadną idealnie obliczalną maszyną, to w przypadkach, które można określić słowami "dla chcącego nic trudnego" (czy: "dla chcących" - jeśli potrzebna jest jakaś koordynacja różnych ośrodków: firm, instytucji państwowych), nie występuje sytuacja, że dana rzecz jest niemożliwa, z góry wykluczona.
[171] Co by w oczywisty sposób wykluczało winę kryminalną związaną z ruchem samochodu, jako że wystąpiłby brak związku przyczynowo-skutkowego ze stanem zdrowia E. P. Oczywiście ciężar dowodu winy za przestępstwo spoczywa w sprawie karnej na oskarżycielu, to w każdym razie to on powinien ją udowodnić i ma taki obowiązek, inne osoby takiego obowiązku nie mają. A zatem ww. okoliczność, zawierająca się jako warunek konieczny w tezie o winie, także musiałaby być udowodniona, by przypisanie winy nie naruszało prawa (art. 5 §1 k.p.k., jak również fundamentalne przepisy konstytucyjne i z dziedziny praw człowieka, w tym także ochrona godności z art. 30 Konstytucji RP).
[172] Uderzanie w ciało przez przedmioty poruszające się kilkadziesiąt cm na sekundę, ważące kilkadziesiąt kg, nie powoduje złamań, jak pokazuje doświadczenie życiowe.
[173] Z całą pewnością układ hamulcowy był połączony z elektroniką, bo np. tylko dzięki temu przecież mógłby działać tzw. tempomat, czyli urządzenie stabilizujące prędkość jazdy w taki sposób, że kierowca nie musi posługiwać się pedałami gazu i hamulca, ponieważ sama elektronika dba o trwałe stosowanie konkretnej prędkości (aż do czasu skorzystania z hamulca). Taki tempomat jest zapewne zrealizowany jako układ sprzężenia zwrotnego, podobny nieco do serwomechanizmu, który - aby takie sprzężenie zwrotne było możliwe - wymaga podłączenia do przyspieszających i spowalniających samochód układów elektronicznych. Ponadto zapewne elektroniczna jest też kontrola wtrysku paliwa. Inaczej trudno byłoby wyjaśnić, jak to się dzieje, że ten poziom wtrysku paliwa mieści się w określonych granicach, poza które on nie wychodzi, mimo że zależy od ilości, głębokości i długości wciśnięć określonych pedałów samochodu. Najprawdopodobniej więc po prostu cały układ hamulcowy związany z pedałami w ogóle nie wszczyna swej funkcji, dopóki nie "zatwierdzi" tego, tzn. nie przekaże mu, elektronika pokładowa bezpośrednio je obsługująca. W tym modelu samochodu.
[174] W piśmie "DOWÓD NA TO, ŻE ZORGANIZOWANO PRZECIWKO MNIE UKARTOWANĄ OPERACJĘ DROGOWĄ" wskazałem matematyczny sposób wyliczenia prawdopodobieństwa konkretnego splotu okoliczności, prezentując jako drugą alternatywę to, że ktoś ten splot okoliczności zaplanował. Istotnie, nie sposób zajmując się kryminalistyką nie dostrzegać, że mógłby istnieć psychopatyczny sprawca przestępstw (m.in. mordowania rodziny oskarżonego-podejrzanego ze sprawy niniejszej), który rozmyślnie pozostawia po sobie ślady. W tym przypadku są to ślady w prasie. Dowód matematyczny idzie zatem w tym kierunku - i jest zrozumiałe, że właśnie w tym - iż zdarzenie "doszło do zaplanowanego przestępstwa 'wrobienia' kogoś w wypadek", z którym w ogólności wiąże się pewne nikłe może prawdopodobieństwo [natomiast nie jest udowodnione, że takie wrobienie jest nierealne], składa się z licznych zdarzeń elementarnych, które się na nie składają jako różne warianty wydarzeń, różne rodzaje spisku. Podobnie jest też w przypadku zabójstw (np. można by rozpisać zdarzenia i ich prawdopodobieństwa na sumy różnych przypadków: P(zabójstwo) = P(zabójstwo przez sprawcę działającego z chciwości) + P(zabójstwo przez psychopatycznego sprawcę rozmyślnie pozostawiającego po sobie ślady) + P(zabójstwo w afekcie przez normalnego sprawcę) + ...; wchodząc jeszcze głębiej w szczegóły, opcję "zabójstwo przez psychopatycznego sprawcę rozmyślnie pozostawiającego po sobie ślady" można dalej rozpisać na różne opcje w zależności od tego, jakie ślady pozostawiono, np. ślady w prasie - jest to jakaś szczególnie rzadka i szczególnie mało prawdopodobna z opcji w ramach tego ogólnego wariantu - a także, jeszcze głębiej i dalej to rozpisując, na różne rodzaje takich śladów w prasie, aż wreszcie dojdzie się do rozpisywania na konkretne możliwe przypadki, w tym także przypadek, który się istotnie zdarzył, np. przy zamordowaniu dziadka, babci czy cioci Piotra Niżyńskiego). Należy teraz zauważyć, że o ile skrajnie małe jest prawdopodobieństwo zdarzenia się przypadkowego konkretnych kojarzących się z nadchodzącym przestępstwem artykułów w prasie już w wydaniu poprzedzającym o 1 dzień nastąpienie tego przestępstwa, a więc przygotowanym 2 dni wcześniej (tak np. właśnie w kwestii zabijania mej rodziny w pewnym zażaleniu wykazałem, że prawdopodobieństwo takie wynosi w tych sprawach poniżej jednej trylionowej, tzn. ułamka z jedynką i 18 zerami w mianowniku - dotyczyło to zdarzenia się zarazem (1) odpowiednio "okrągłych" długości życia, a jednocześnie też (2) zdarzenia się powracających - zawsze przy zabijaniu członków mej rodziny od strony matki, tj. przy 3 zgonach z tej strony rodziny - tematów artykułów w prasie, mianowicie występowania zawsze wtedy jednocześnie 3 bardzo trafnych tematów, jak również (3) pewnych innych dodatkowych jeszcze zbieżności i trafień; wszystko to razem było prawdopodobne w stopniu zaledwie jeden do tryliona) - o ile więc losowe trafienie się artykułów z kojarzącymi się ze mną cechami jest skrajnie mało prawdopodobne, o tyle, dla porównania, pod warunkiem takiego zdarzenia się w gigantycznym stopniu rośnie prawdopodobieństwo (tzw. prawdopodobieństwo warunkowe) hipotezy spowodowania przestępstwa przez pewne nieprzyjazne wobec pokrzywdzonego (w tym przypadku wobec mnie) ośrodki. Dlaczego to prawdopodobieństwo, wedle zasad matematyki i rachunku prawdopodobieństwa, tak gigantycznie wtedy rośnie? Bo prawdopodobieństwo warunkowe jest ilorazem prawdopodobieństwa podstawowego zdarzenia, o które tu chodzi (w tej jego części, która dotyczy danego warunku, tzn. w tej części zbioru zdarzeń, która z nim ma część wspólną) - tutaj więc: ilorazem zdarzenia "wrobienie w wypadek przez sprawcę rozmyślnie pozostawiającego po sobie ślady w prasie, [w tym przypadku] polegające na [stosowaniu takich-a-takich nagłówków artykułów itd., itp., zgodnie z tym, co miało miejsce]" - przez prawdopodobieństwo warunku, którym tutaj jest to skrajnie nieprawdopodobne (w ogólności) trafienie się artykułów mających cechy "zbieżności szczególnej", a więc bardzo trafiające w podstawowe cechy sytuacji Piotra Niżyńskiego. Jeśli więc, już bez maskowania się i zasłaniania przesadnymi oszacowaniami, w rodzaju "na 99% coś takiego się zdarzy" - gdy więc spojrzy się prawdzie w oczy i powie, że takie przypadki nie miały prawa się zdarzyć, bo same w sobie są skrajnie nieprawdopodobne, jak jeden do milionów, miliardów czy bilionów, łącznie tutaj rzecz biorąc - to podzielenie przez ułamek rzędu jeden do miliarda itp. oczywiście gigantycznie zwiększa prawdopodobieństwo. Następuje prawdziwy skok prawdopodobieństwa w górę, w okolice 99% a nawet 100%, gdy wiadomo, że zachodzi dana szczególna sytuacja. Poniżej jeszcze prostsze wytłumaczenie, pokazujące, że na pewno słuszne jest dopatrywanie się winy u kogoś innego niż u mnie. Załóżmy przykładowo, że jest jakiś zabójca, który pozostawia zawsze po sobie pewien (dla uproszczenia tego rozumowania) identyczny znak (np. "Z" jak Zorro). Zarazem zdarzenie się takiego znaku z innego powodu jest, załóżmy, tak skrajnie nieprawdopodobne, że pomijalne w rachunku. Wtedy, pod warunkiem istnienia znaku, prawdopodobieństwo, że to tamten zabił, staje się 100%. Natomiast bez znaku szansa, że to przez tego zabójcę ktoś zmarł, jest znikoma. Powyższe pokazuje, dlaczego analiza statystyczna artykułów prasowych w ogóle ma sens. Na zdarzenie losowe np. "śmierć w wyniku morderstwa" czy "wywołanie czyjegoś wypadku przez zewnętrznych sprawców", jakkolwiek mało one by prawdopodobne były, zawsze składa się też - z jakimś jeszcze niższym prawdopodobieństwem - zdarzenie, że to ktoś zorganizował, kto lubi po sobie zostawiać ślady, nawet z przyczyn irracjonalnych (bo po prostu taki jest i to mu sprawia przyjemność; bo np. jest psychopatą). I niezależnie od tego, jak znikome jest prawdopodobieństwo takiej opcji, zyskuje ona na wartości, uprawdopodabnia się, a nawet staje się opcją najważniejszą i kluczową, gdy zaistnieją odpowiednie warunki, jakie z nią się wiążą a jakie tak poza tym z bardzo małym tylko prawdopodobieństwem mogą się zdarzyć (bo po prostu tak trafnie normalnie się okoliczności nie układają). Ta opcja spisku, zewnętrznego przestępcy, może skrajnie nietypowego, istnieje w uśpieniu, a zaistnienie określonych okoliczności faktycznych - pozornie z czym innym związanych, np. z prasą ("co to w ogóle ma normalnie do rzeczy!") - ją gigantycznie uprawdopodabnia. I to dlatego broniąc się wskazuję na prasę i wskazuję na to, jakie ona miała artykuły i że tutaj są dwie konkurujące ze sobą opcje: albo to się zdarzyło losowo, co jest mało prawdopodobne (a nawet, gdyby liczyć ściśle, to zapewne skrajnie nieprawdopodobne), albo to było zewnętrznie zorganizowane przestępstwo. Ta druga opcja wygrywa tym bardziej, im bardziej pierwsza jest nieprawdopodobna, a są to jedyne możliwe wytłumaczenia. Dlatego też proszę o uwzględnienie statystyki, statystycznej analizy artykułów prasowych. To ona jest kluczem i daje odpowiedź maksymalnie obiektywną, ścisłą matematycznie - a nie jakieś np. sędziowskie wyobrażenia o prawdopodobieństwie teorii jakiegoś spisku czy jakiegoś bardzo osobliwego sprawcy, który o sobie donosi do mediów, co może jeszcze rzekomo "jest w żadnych warunkach nierealne". Sędzia przy tym błądzi, jeśli nie ogląda załączników nowego pisma, które są trzymane w brązowych kopertach, a i tak nie zgadza się na podejrzewanie prasy o spisek kryminalny. Przecież właśnie temu te załączniki służyły, by dowieść, że prasa do mnie często tak podchodzi! Jak gdyby była z kimś w zmowie kryminalnej, z kimś, kto jest z jednej strony potężny, bo np. usługują mu różne szpitale, a z drugiej - wie, co się ze mną dzieje i kogo może w jaki sposób prześladować (poszczególni członkowie rodziny). Ta przecież istotna informacja o tym, że prasa w ogólności prezentuje wobec mnie określoną linię (przemilczania i, jak się zdaje, możliwej współpracy kryminalnej) nie zasługuje na takie pominięcie, by być tylko w kopertach i poza obszarem zainteresowania sądu. Powyżej dowiodłem w oparciu o wiedzę naukową (związaną z moim tytułem inżyniera), dlaczego statystyczna analiza artykułów prasowych jest czymś ważnym - w związku z tym szersze zainteresowanie się sądu tym problemem byłoby jak najbardziej wskazane.
[175] Jak widać, wyjaśnia się tutaj jeszcze jedna konotacja artykułu pod nrem 94 w rozdz. 4.2, wspierająca postrzeganie go jako potencjalnej aluzji prasowej do sprawy (przyp. tut.).
[176] Jak wiadomo, sędziowie praw człowieka to eksperci wyspecjalizowani w tej dziedzinie, dlatego ich opinia powinna być ważna.
[177] Fakty bowiem, w opinii Trybunału, dowodzi się na rozprawach (takie samo stanowisko prezentuje on w sprawach cywilnych). Nie jest to już tam dokładnie wytłumaczone, aczkolwiek można przypuszczać, że ma to na celu m.in. zapobiegnięcie skazywaniu w sytuacji spornej tylko na podstawie sfabrykowanych na etapie postępowania przygotowawczego akt, oderwanych od rzeczywistości. Dopiero dzięki rozprawie możliwe jest autentyczne skonfrontowanie oskarżonego z dowodami: poprzez pokazanie mu konkretnych świadków (że nie są to osobniki "wirtualne" - dane osobowe wylosowane z bazy obywateli, ze sfałszowanym podpisem), którzy go obciążają, jak również tych dowodów, których przeprowadzenia się domaga a które oskarżyciel ewentualnie pominął, takich jak np. przesłuchanie lekarzy i możliwość zadawania im pytań. Autentyczną możliwą zakwestionowania dowodów i rozstrzygnięcia, jaka jest prawda, daje dopiero rozprawa - mówiona komunikacja "na żywo". Nie powinno natomiast być tak, że dopiero na etapie apelacji czy zażalenia się podnosi, że jest możliwość, iż źle zrozumiano np. lekarza mówiącego jakieś słowa o "pacjentce". Po czym, wskutek udanego zażalenia, on znowu coś dodaje do swego zeznania, ale tylko parę słów, i znowu to wystarcza (i może znowu konieczne jest zażalenie czy apelacja), mimo że nie dano oskarżonemu warunków, by z takim lekarzem porozmawiać na żywo, tj. po prostu: by go przesłuchać. Powyższe sytuacje wskazują kolejny powód, dlaczego rzetelne postępowanie sądowe w sytuacji sporu co do kwestii faktycznych wymaga przeprowadzenia rozprawy, tj. przewodu sądowego z postępowaniem dowodowym przeprowadzanym ustnie wobec obecnych, z możliwością ich wpływu na nie - ograniczenie się do posiedzenia nie załatwia tej sprawy i nie jest wypełnieniem konstytucyjnej gwarancji, tylko wręcz przeciwnie, jest podeptaniem jej.
[178] "Dowodu z wyjaśnień oskarżonego lub z zeznań świadka nie wolno zastępować treścią pism, zapisków lub notatek urzędowych" (przyp. tut.).
[179] Gdyż ta jest uregulowana co do jej przebiegu i wiadomo, do czego sąd ma prawo procedując po kolei prawem przewidziane czynności, natomiast w przypadku posiedzeń wiadomo tylko tyle, że na posiedzeniu następuje rozstrzygnięcie sprawy i ogłoszenie orzeczenia. A zatem zgodnie z zasadą, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa sąd dowody z przesłuchania powinien przeprowadzić na rozprawie, w trybie prawem przepisanym.
[180] "Oddalenie wniosku dowodowego następuje w formie postanowienia" (przyp. tut.).
[181] Przypomnijmy, głosi on "Organy prowadzące postępowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego" (przyp. tut.).
[182] Takie rozumienie słów "zbiegł z miejsca zdarzenia" wynika z orzecznictwa Sądu Najwyższego.
[183] "Jeżeli w toku rozprawy okaże się, że nie wychodząc poza granice oskarżenia można czyn zakwalifikować według innego przepisu prawnego, sąd uprzedza o tym obecne na rozprawie strony". Następnie §2: "Na wniosek oskarżonego można przerwać rozprawę w celu umożliwienia mu przygotowania się do obrony" (przyp. tut.).
[184] Przypomnijmy, że sprawę taką, jak ta omawiana tutaj, można rozpoznać na rozprawie lub na jedynie innego rodzaju posiedzeniu (rozpoznanie "na posiedzeniu"), jest w związku z tym dychotomia i rozróżnienie "rozprawa" / "posiedzenie" (przyp. tut.).
[185] Niewątpliwie tak jest, gdy nie ma przepisów szczególnych (w podręcznikach temat jest omawiany pod hasłem "funkcja programowa skargi", czyli pisma wszczynającego postępowanie w sądzie) - ogólną zasadą jest "zaprogramowanie" dalszego postępowania ramami wyznaczonymi przez pismo wszczynające postępowanie, w tym więc co do tego, o który czyn chodzi i z jakich przepisów są zarzuty (przyp. tut.).
[186] Tj. np., w moim przypadku, (1) względnie niska prędkość, umiarkowana, (2) brak świadków ze środka auta - co do stanu kierowcy i jego uważności lub nieuwagi - oraz (3) twierdzenia, że "samochód nagle przestał reagować na hamowanie, jakby ślizgał się" - a jest coś takiego wśród danych zaświadczanych przez Policję. W moim przypadku dochodzi tu jeszcze postawa prasy (mass mediów) w przeddzień zdarzenia i w jego dniu, konsekwentnie przeze mnie wskazywana.
[187] Którym nie chciało się nawet napisać wniosku o przywrócenie terminu, choć przekroczono 7-dniowy termin wyznaczony przez Sąd dla uzupełnienia braku pisma procesowego.
[188] Kwestii szerokiego spisku licznych kluczowych sił w państwie, które okazują się wrogie prawom człowieka zwłaszcza w przypadku Piotra Niżyńskiego i jego rodziny. A widzą przy tym, że jest traktowany niesprawiedliwie i że pada ofiarą przestępstw.
[189] [...]
[190] Schizofrenia zawiera w sobie nie tylko ogólne zaburzenia intelektu, w tym np. postrzegania czy myślenia, ale i zaburzenia emocjonalne polegające na ogólnym niedostosowaniu afektu. Dlatego powinna być widoczna dla każdego lekarza. Najpowszechniejsze przypadłości, obejmujące 99% przypadków, takie, jak bladość afektu, rozkojarzenie, zaburzenia formy myślenia, zaburzenia afektu czy nawet otamowania, są niewątpliwie dostrzegalne przy pierwszym kontakcie. Nie bez powodu więc lekarze wykluczyli w moim przypadku schizofrenię czy raczej stwierdzili, że w trakcie wizyty po jej istnieniu śladu nie było.
[191] Przypomnę treść: "Organy prowadzące postępowanie karne są obowiązane badać oraz uwzględniać okoliczności przemawiające zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść oskarżonego" (przyp. tut.).
[192] Tj. "w związku z" - sformułowanie prawnicze głoszące potrzebę łącznego stosowania więcej niż jednego przepisu (przyp. tut.).
[193] "Organy postępowania kształtują swe przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów, ocenianych swobodnie z uwzględnieniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego" (przyp. tut.).
[194] Błędnie jestem z nią utożsamiany.
[195] P. np. wyrok z 15. marca 2001 r., III KKN 492/99 - LexPolonica nr 351466, OSNKW 2001, nr 7-8 - stała linia orzecznicza.
[196] Tutaj trzeba też wspomnieć to, że nie udowodniono konkretnego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, a to, że kierowca jechał szybko, jest wręcz zaprzeczone przez świadka R. Nie udowodniono, że człowiek czegoś nie zrobił, co powinien.
[197] Nie sposób też twierdzić, że są to fakty powszechnie znane, ponieważ typowy człowiek nie ma możliwości w ogóle wiedzieć, czy tak jest. W związku z tym nie ma u niego wiedzy - nie można też dlatego powiedzieć, że jej przedmiot jest "znany" mu. Sposób konstrukcji układów elektronicznych, ich bezpieczeństwo, to, czy nie są częścią botnetu falowego, pozostaje owiany tajemnicą - nie podjęto żadnych prób dowodowego ustalenia tego. Prawdopodobnie to satelity GPS nadają [tego typu "włamaniowe" (przyp. tut.)] fale dla elektroniki samochodowej, komputerowej, elektroniki w telefonach komórkowych i dla wszelkich innych procesorów (np. w rejestratorach monitoringu) - tak słyszałem od osób poinformowanych i zamieszanych w podsłuchy państwowe, aczkolwiek jest to tylko plotka. Oczywiste jest, że jeśli elementy elektroniczne samochodu tworzą tzw. "botnet" sterowany z zewnątrz, to po pierwsze jego wykorzystywanie najprawdopodobniej miewałoby czasem miejsce - a zatem zdarzałyby się przypadki, że to przez ten botnet ktoś miałby spowodowany wypadek - a po drugie: byłyby to przypadki wyjątkowo rzadkie, na tle ogólnej liczby przejazdów samochodami danej marki. Wprowadza to jednak możliwość, że sąd ma do czynienia właśnie z takim przypadkiem, ponieważ o ile one się zdarzają (a wypadek w ogóle jest rzadkością i zawsze w takich sprawach chodzi o przypadki bardzo rzadkie), to najpewniej trafiają właśnie do sądu. Powinien on umieć je właściwie osądzić. Nie ma zaś w postepowaniu karnym miejsca na coś takiego, jak "bezpośrednie przenoszenie ustaleń faktycznych z głowy sędziego do ustalonego stanu faktycznego sprawy".
[198] Jest to bowiem klucz do wyjaśnienia, jakim cudem tak błędne przypisywanie sprawstwa w ogóle może mieć miejsce. Przecież w normalnych warunkach, gdy akty oskarżenia (czy zarzuty) pisze się prawidłowo, nie ma w ogóle możliwości pomijania jakichś dowodów. Tutaj natomiast doszło do błędu, o którym mowa w drugim punkcie listy i próbuje się to zamiatać pod dywan.
[199] Sposób jest częścią opisu faktycznego czynu określającą sam czyn. (W odróżnieniu od np. skutków czy okoliczności - te dotyczą rzeczy wobec niego zewnętrznych.) Sposób powinien choćby w zarysie dawać odpowiedź na to, jakie to ruchy były wykonane lub niewykonane przez sprawcę, co - we wskazanych (z wymaganą do tego dokładnością) okolicznościach i przy wskazanych skutkach - konstytuuje konkretny czyn zabroniony.
[200] Patrz wcześniejsze pismo "DOWÓD NA TO, ŻE PRZEPROWADZONO PRZECIWKO MNIE...", gdzie powoływałem się na konkretne cytaty z doktryny prawa.
[201] Nie przypisuje tu się mu np., że nie wciskał pedału hamulca. Dochodzi zatem do sytuacji, że nawet i osoba niewinna (której zdarzyła się kolizja wskutek nieprawidłowej pracy elektroniki) powinna się pod czymś takim podpisać. A przecież prawidłowy zarzut nie może być tak skonstruowany, jak już wyjaśniono w ww. (w przyp. [...]) piśmie.
[202] "Podstawę orzeczenia może stanowić tylko całokształt okoliczności ujawnionych w postępowaniu, mających znaczenie dla rozstrzygnięcia".
[203] Oraz innymi dowodami (np. opinia biegłego co do danych na temat tzw. domen internetowych pochodzących z rejestru www.dns.pl - a więc co do tego, czy są one w Internecie uznawane za autorytatywne wg centralnych instytucji koordynujących zarządzanie Internetem - czy wyciągi z rejestru prasy i rejestru znaków towarowych).
[204] Ma to swoje uzasadnienie, które dobrze rozumiem i jestem w stanie przedstawić dowodowo. Sporo dowodów, w tym co do stanu prokuratury, padło już zresztą w zał. I pisma "UZUPEŁNIENIE DOWODÓW" z czerwca 2018 r. - zostały ukryte w kopertach.
[205] Np. równo 2800 tygodni życia i ani dnia dłużej lub krócej. Tak w przypadku mej cioci: A. U., siostry mej matki. W dodatku oznacza to 19600 dni, która to liczba nie tylko wyraża się w równych setkach, ale ma też pierwiastek kwadratowy będący liczbą całkowitą, co jest wyjątkowe i zdarza się (któregoś dnia) raz na kilka miesięcy. Podobnie też daty urodzin i śmierci mej babci L. U. tworzyły ciąg cyfr od 1 do 6 (rok śmierci 11 rok narodzin 23 dzień-miesiąc śmierci 4.4 dzień-miesiąc narodzin 5.6, czyli kolejno 11234456). Podobnie też dziadek Z. Niżyński zmarł w okrągłym dniu, tzn. równo w setkach numer kolejny tego dnia w życiu tego dziadka się wyrażał, zaś jego żona żyła równo 3 tygodnie dłużej. Podobnie też dziadek Henryk U. zmarł w 65-tą rocznicę akcji nazistowskich Niemców przeciwko pracownikom uczelni, gdy tymczasem był to najbardziej wykształcony z moich dziadków i miał stopień naukowy dr.
[206] Np.: art. 391-393a a contrario (co do tego, kiedy można odstąpić od zasady bezpośredniości); art. 45 ust. 1 Konstytucji RP i art. 6 ust. 1 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (zasada sprawiedliwego procesu, p. stanowisko SN z ustnego uzasadnienia wyroku poświadczone przez wydawnictwo LEX i Helsińską Fundację Praw Człowieka); art. 7 k.p.k. w zw. z art. 4 k.p.k. w zakresie, w jakim sąd wyciąga wniosek o powstaniu urazu trwającego dłużej niż 7 dni na podstawie danych w niewyjaśniony sposób uzyskanych przez policjanta (być może przez telefon) i mogących zupełnie dowolnie być kłamstwem ze względu na brak sankcji karnej za kłamstwo. (Jest to wówczas wnioskowanie z brakującej przesłanki "informator mówił prawdę". Jak wiadomo, najlepiej jest wtedy, gdy w ogóle sąd nie musi wnioskować, ponieważ same dowody stwierdzają określoną okoliczność. Ewentualnie zaś możliwe jest wnioskowanie o faktach ze stanu faktycznego nakreślonego przez same dowody. Tutaj natomiast jednak policjant jedynie poświadcza zasłyszaną informację, której ufa, ale której nie ma udowodnionej; sam dowód z takiej notatki czy zeznania nie świadczy o tym, co ona stwierdza, bo sam autor nie jest przecież w stanie autorytatywnie się o tym wypowiadać, a tylko świadczy taka notatka czy zeznanie o tym, że ustalono [autor ustalił] takie-a-takie informacje. Sąd zaś nie może uzupełnić braku jakiejkolwiek przesłanki, w tym takiej oto: "informator mówił prawdę", wtykając je "z głowy" do ustalonego stanu faktycznego. Bez obarczania kogokolwiek odpowiedzialnością za ewentualne kłamstwo. Jest to bowiem naruszenie art. 5 §1 k.p.k. - obowiązku dowodu - i przede wszystkim art. 7 k.p.k., jako bezzasadne wnioskowanie, "błąd nieprawidłowej implikacji". Plotka, pogłoska, zasłyszana informacja nie musi być prawdziwa. Nie powinien to zatem być fundamentalny dowód w sprawie.)
[207] Dotyczy to też, co ciekawe (wyjaśnia to np. mój blog, tutaj nie ma na to trochę miejsca), sygnatury sprawy o autoryzowanie przez sąd przymusowego leczenia mnie w Polsce w 2012 r. (przyp. tut.).
[208] Można argumentować, że tak jest rzeczywiście, ponieważ przytoczone przez prokuratora jako materiał dowodowy (oprócz kwestii sądowo-psychiatrycznych) "zeznania świadków i załączona dokumentacja" (zob. rozdz. 4.1) to w każdej sprawie jest materiał dowodowy, tak zawsze można napisać, przy czym wydaje się, że nie o to chodzi w ustawie, by powielać ogólną śpiewkę w każdej poszczególnej sprawie (przyp. tut.).
[209] Chodziło tu o to, że napisała mi w piśmie, że prokurator nie uzupełnił w terminie 7-dniowym swego wniosku z art. 324 k.p.k. (wniosku o umorzenie sprawy i zastosowanie środka zabezpieczającego), a zatem napisała coś, z czego mogę wnioskować, że ten wniosek stał się bezskuteczny (a więc np. teoretycznie prokuratura mogłaby nie wnosić nowego albo wnieść potem jakiś inaczej zredagowany, podczas gdy tamten poprzedni nie będzie mieć już znaczenia) - przyp. tut.
[210] Chodzi o art. 354a §1 k.p.k. (przyp. tut.).
[211] Wspominałem, że przesiadłem się do tego auta już po wypadku. Przypisywanie mi przyznawania się do kierowania pojazdem jest fałszywe. Ja wtedy często jeździłem taksówkami, a nie korzystałem ze swego samochodu. Wersja, że kierowałem, nie jest bynajmniej godna zaufania na tej to podstawie, że ja się do tego przyznaję. Wręcz przeciwnie i nigdy też się do tego nie przyznawałem. Wnoszę o uszanowanie zasady bezpośredniości a nie opieranie się na nieprecyzyjnie wyrażanych teoriach rzekomego świadka ex auditu w postaci policjanta.
[212] Chodzi oczywiście o przewodniczącego składu sędziowskiego, tu jednoosobowego, nie przewodniczącego wydziału.
[213] Jeśli chodzi o wyniki prowadzonych przesłuchań, jest to informacja publiczna i co za tym idzie jak wynika z Konstytucji RP (art.61) może być swobodnie powielana, por. przez analogię wyrok NSA: https://legalis.pl/protokol-zeznan-swiadka-w-postepowaniu-karnym-to-informacja-publiczna/ (ewentualnie kopia zarchiwizowana tej strony www na http://web.archive.org).
[214] Treść stanowi informację publiczną, co za tym idzie nie podlega możliwości ochrony przed nieodpłatnym powielaniem wynikającej z prawa autorskiego.
[215] Przypomnijmy, wg protokołu policyjnego (rozdz. 2.5), co jest zgodne z prawdą, jest tam (czy był wtedy) tylko 1 pas ruchu.
[216] Przestępstwo z art. 271 k.k.
[217] Rzekomo nie ma sporu o to, że popełniłem zarzucany mi czyn. Dodatkowo rzekomo nie ma sporu o niepoczytalność (gdy tymczasem jak Czytelnik widział podnosiłem, że może jestem zdrowy) - przyp. tut.
[218] Już rzekomo udowodnione, że to nieprawdziwe, sam tylko zmyślony fałsz.
[219] Jakaś bzdurna teoria, że rzekomo kwestia istnienia (niecofnięcia, prawnej skuteczności) "skargi uprawnionego oskarżyciela" i umorzenia sprawy z powodu jej braku dotyczy tylko spraw rozpoznawanych na rozprawie i w oparciu o akt oskarżenia.
[220] W przypadku czynów o znacznej społecznej szkodliwości, które mogą się powtarzać, właściwy jest środek "o charakterze izolacyjnym", np. umieszczenie w psychiatryku - tak. art. 93g §1 k.k. Skoro więc do stopnia szkodliwości czynu adekwatny jest środek o charakterze wolnościowym, to można uznać, że sąd stwierdził, że jest ona przeciętna.
[221] Sędzia Sądu Rejonowego.
[222] Tzn. mogła się do niego przychylić bez przekazywania do SO, zawsze jest taka możliwość, z czego nie skorzystała.
[223] Tzn. nie odrzucać jako formalnoprawnie niedopuszczalnego.
[224] Było jeszcze coś takiego, że byłem wtedy w czytelni akt i prosiłem o dopytanie się, czy aby nie ma jakiegoś załącznika do akt, którego mi nie pokazali, w którym byłaby dokumentacja medyczna "pokrzywdzonej" E. P. Specjalnie naciskałem, żeby ustalili to w sekretariacie, i ustalili, że nic takiego nie ma, wszystko mi dali oprócz załącznika adresowego, który jest jednakże tylko załącznikiem adresowym (rzędu 1 kartka) i nie ma tam dokumentacji medycznej. Te interwencje w czytelni, bo chyba nawet kilka razy jednego dnia to powtarzałem, mam nagrane audiowizualnie wraz z dodatkowym przeglądaniem akt na filmach YouTube (może mi go usuną, ale jakby co mam to jeszcze jako plik z filmem) - jest o nich mowa w kolejnym piśmie.
[225] To akurat nieprawda, jak już wcześniej wspomniałem w przypisach Sąd Najwyższy dopuszcza różne "niezasadnicze" zmiany w zakresie opisu czynu na etapie postępowania sądowego (przyp. tut.).
[226] Nie ma tu miejsca na jakieś odmienne zapatrywanie, np. nie jest dopuszczalne dopatrywanie się (zupełnie bez podstaw w doktrynie i orzecznictwie, niejako z głowy i z chęci "dołożenia Piotrowi Niżyńskiemu"), że akurat w przypadku spraw z tej namiastki aktu oskarżenia, jaką jest wniosek o umorzenie sprawy i zastosowanie środka zabezpieczającego, konkretny czyn przypisany nie zawiera się w programie skargi. Jest to nieprawda i przeczy temu treść Kodeksu postępowania karnego, ponieważ właśnie funkcja programowa skargi tłumaczy obowiązek zawarcia w ww. wniosku dokładnego określenia przypisywanego osobie oskarżanej czynu. A zatem wykładnia funkcjonalna tych przepisów wyjaśni, że nie można skazać na środek zabezpieczający w drodze przypisania czynu innego niż ten z wniosku. Wymagane jest nadto zachowanie zasady równego traktowania (zawiera się w tym zakaz państwowej dyskryminacji) w porównaniu z osobami, którym również grozi odpowiedzialność o charakterze represyjnym (uderzająca w wolność i/lub prawa jednostki, w następstwie prawnie nagannego czynu), jednakże w oparciu o akt oskarżenia. Zasada ta jest zapisana w ustawie Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej, art. 32 ust. 1. Powyższa uwaga prezentuje tzw. dyrektywę wykładni w zgodzie z Konstytucją RP (p. wyrok SN nr II CSK 517/14, LEX nr 1940564, Legalis). Choćby więc sądowi wydawało się, że np. wykładnia językowa przepisów pozwala na skazanie Piotra Niżyńskiego na środek zabezpieczający w niniejszej sprawy, to z uwagi na sprzeczność tego z wykładnią funkcjonalną rozstrzygająca powinna być taka wykładnia, która jest zgodna z Konstytucją RP, czyli ta, która stwierdza, że sąd musi oprzeć się na ustaleniu popełnienia czynu takiego, jak we wniosku.
[227] Jak wiadomo, obowiązuje ona nie tylko w sprawach rozpoznawanych na rozprawie, jest bowiem nadrzędna i nie jest pozostawione do woli sędziemu, czy chce jej przestrzegać, czy nie, stosownie do tego, czy wybiera rozstrzygnięcie w drodze rozprawy, czy też nie. Jest, jak przyjmuje się powszechnie, stosowalna nie tylko we wszystkich postępowaniach karnych w fazie sądowej, bez względu na tryb rozpoznania sprawy (na rozprawie czy bez niej), ale i w cywilnych oraz wszelkich innych postępowaniach sądowych, osadzona jest ona w zasadzie prawdy materialnej, patrz art. 2 §2 k.p.k. (oczywiste bowiem jest, że trzeba dociekać prawdy u źródeł, a nie poprzestawać na plotkach i to w dodatku niejasnego pochodzenia, gdyż to drugie - jak głosi się w historii refleksji filozoficznej i prawnej od czasów Davida Hume'a - zwiększałoby ryzyko fałszywości ustaleń, do unikania tego zaś sąd jest zobowiązany na mocy art. 2 §2 k.p.k.) oraz w zupełnie jednolitych i niezmiennych zapatrywaniach polskiej profesury (por. granice swobody oceny dowodów wytyczone w art. 7 k.p.k.) sięgających co najmniej lat 50-tych (p. bibliografia na k. 416 [rozdz. 4.5, pkt I i tamtejszy przypis za cytatem - przyp. tut.]), a prawdopodobnie w ogóle przedwojennych, przy czym nigdzie nie można znaleźć poglądów, że w ogóle traci ona moc, o ile sąd ma (czy: chce) rozstrzygnąć sprawę na posiedzeniu. Dyskusja na temat stosowalności zasady bezpośredniości jest jednak zbędna, skoro jeszcze bardziej pierwotne wobec pytania o jej źródło jest tu pytanie o to, czy sąd w ogóle mógł w niniejszej sprawie orzec na posiedzeniu z pominięciem rozprawy. Nie jest to przecież decyzja mogąca cechować się arbitralnością; jak twierdzi organ kompetentny w dziedzinie wykładni Konstytucji RP (wyrok TK z 25.7.2013, SK 17/12) w działaniach sądów w ogóle nie powinno być żadnej arbitralności, słusznie więc przy każdym niedoprecyzowanym prawnie temacie rozpatruje się aż nawet szczegółowiej niż w ustawie, w jakich warunkach słuszna jest jaka decyzja. Tutaj zaś w grę wchodzi zbieg równolegle nałożonych na sąd praw i obowiązków, jako że oprócz prawa do rozstrzygnięcia sprawy na posiedzeniu, gdy stan faktyczny w sprawie nie budzi wątpliwości, istnieje także obowiązek z art. 6 ust. 3 pkt d Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (ratyfikowanej za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie i będącej dla sądów polskich bezpośrednio stosowanym prawem, p. wyrok SN nr I CSK 304/16), by osobie oskarżanej o popełnienie czynu zagrożonego "karą" (przy czym konieczne jest szerokie i autonomicznie względem ustaw krajowych pojmowanie tego pojęcia, p. przypis 20 i sekcja VII nin. pisma) umożliwić przesłuchiwanie świadków oskarżenia. Tymczasem Piotr Niżyński wyraził takie życzenie na k. 417-odwrót i 418 [chodzi o pkt II z pisma z 1.8.2018, rozdz. 4.5 (przyp. tut.)] - poparł je orzecznictwem ETPCz na k. 419 - jak również (ściślej w temacie samodzielnego przesłuchiwania przez niego) wyraził je na odwrocie pisma z listopada 2018 r. [pismo z 7.11, prezentata 30.11; w aktach jest dopiero za tymi polemikami (przyp. tut.)]. Otóż jednolite stanowisko zarówno doktryny, jak i orzecznictwa, jest takie, że w sprawie takiej jak niniejsza sąd nie mógł orzec na posiedzeniu, przy czym w doktrynie (naukach prawnych) wywodzi się to właśnie po pierwsze z zasady bezpośredniości (za wcześnie na przypisanie sprawstwa), która w ogóle powinna przyświecać ocenom sądu w dziedzinie ustaleń faktycznych, natomiast dodatkowo w aprobowanym w doktrynie orzecznictwie zarówno Sądu Najwyższego (p. przyp. 22 i 61 [IV KK 149/08, co do doktryny to chodzi o przypis cytujący książkę Klejnowska et al. (przyp. tut.)]), jak i sądów niższego szczebla, w tym tutejszego Sądu Okręgowego w Warszawie (p. przyp. 24 [przytaczający IX Kz 1761/14 (przyp. tut.)]), ugruntowane jest stanowisko, że w przypadku istnienia kontrowersji co do faktów (sporu między stronami) sąd powinien ją rozstrzygać na rozprawach, a nie arbitralnie rozstrzygać je np. wedle ocen co do prawdopodobieństwa, pomijając własne postępowanie dowodowe, gdyż to byłoby niewywiązaniem się z obowiązku sądu, by dokonać własnych ustaleń faktycznych i przeprowadzić własne postępowanie dowodowe; sąd nie jest od tego, by jedynie przejmować cudze ustalenia, by więc jedynie np. zgadzać się zawsze z Policją, bez żadnej weryfikacji, np. tutaj co do kwestii szkody na zdrowiu. Konkretne cytaty i przykłady orzeczeń zaprezentowane są w przedostatniej sekcji niniejszego pisma (p. spis treści na wstępie). Nie ma tu zupełnie żadnej różnicy między sprawami toczącymi się z aktu oskarżenia a sprawami toczącymi się z jego namiastki, np. wniosku prokuratora o umorzenie i środek zabezpieczający. Tak czy inaczej w każdego typu sprawie mogłoby dojść do wydania rozstrzygnięcia na posiedzeniu, tylko że właśnie uznaje się to za wprawdzie nieuregulowane przez prawo na zasadzie wyrażonego wprost zakazu, ale mimo to za niedopuszczalne z uwagi na konkretne standardy co do obowiązków sądu. Tak samo więc np. w sprawie toczącej się z aktu oskarżenia sąd teoretycznie mógłby ją umorzyć na posiedzeniu z uwagi na rzekomą niepoczytalność sprawcy (gdy środków zabezpieczających stosować nie trzeba), jednakże jeśli istnieje kontrowersja i są 2 wersje co do tego, czy sprawca był niepoczytalny, gdyż z jednej strony sąd ma dowody z jednego źródła, np. od lekarzy oskarżonego, a z drugiej z innego, np. od biegłych prokuratury (może np. dużo starsze), niedopuszczalne jest umorzenie z braku znamion czynu zabronionego w oparciu o przyjęcie jednej z wersji zdarzeń, a więc ocenę dowodów w aspekcie wiarygodności i wybór jednych a zlekceważenie drugich jako niewiarygodnych. Tego właśnie się nie stosuje, a źródło tego - znanego również w Sądzie Okręgowym w Warszawie, w tym w sprawach Piotra Niżyńskiego - orzecznictwa jest w samym Sądzie Najwyższym. Patrz ww. przypisy. I choć z płytko interpretowanych przepisów Kodeksu postępowania karnego (rozumianych wąsko i bez odwołania się do systemu prawa uwzględniającego też poglądy doktryny i orzecznictwa oraz zasady sprawiedliwego postępowania wytyczane przez Konwencję oraz Trybunał w Strasburgu) nie wyczyta się nic ponad to, że gdy w fazie sądowej sprawy sąd nie ma wątpliwości, że postępowanie można umorzyć z braku znamion czynu zabronionego, to może pominąć rozprawy i zrobić to na posiedzeniu, w ramach wstępnej kontroli aktu oskarżenia - jest to też expressis verbis zapisane w przepisach o wnioskach prokuratora o umorzenie i środek zabezpieczający, też sąd ma prawo umorzyć sprawę bez procesu - to jednak przyjmuje się powszechnie, że jest to niedopuszczalne, jeśli występuje kontrowersja (spór między stronami) co do faktów pozwalających na taki krok, np. co do istnienia choroby psychicznej. Nie ma więc powodu, by w bardzo analogicznej sytuacji, jaką jest wniosek prokuratora o umorzenie postępowania i zastosowanie środka zabezpieczającego, interpretować prawo i art. 7 k.p.k. inaczej i uznawać, że rozprawę można pominąć, a sprawę rozstrzygnąć na posiedzeniu. Do tego więc prowadzi sformułowanie ustawowe z art. 354 pkt 2 k.p.k. "popełnienie ... nie budzi wątpliwości" - tak je trzeba interpretować, by być w zgodności z art. 7 k.p.k.: chodzi tu w tym przypadku po pierwsze o brak kontrowersji, sporu między stronami, co do faktów pozwalających na taki krok. Zauważyć zaś trzeba, że Piotr Niżyński podważa także teorie o jego chorobie, a to dokumentami - wynikami badań prywatnie a nie państwowo zleconych, które są na k. 422-429; wniósł też wiele sensownych pism procesowych świadczących o sprawności jego umysłu (mogą one być jej dowodem w przeciwieństwie do przekonań Piotra Niżyńskiego, które są bez znaczenia w sytuacji, gdy nie udowodniono ich fałszywości). W zaistniałych warunkach kontrowersji co do licznych faktów nielegalne więc było pominięcie rozprawy, a co za tym idzie dyskusja o podstawach prawnych stosowania zasady bezpośredniości przy ocenie dowodów jest bezprzedmiotowa.
[228] Zarzut ich naruszenia sprowadza się, jak to bywa (choć b. rzadko) w sądach, do tego, że stronniczo pominięto przy rozumowaniu inne możliwości - których zdarzenia się nie sposób uznać za nierealne, bo każdy wie, że może do takiej sytuacji doprowadzić - co zrobiono w sposób konkurencyjny względem domniemania niewinności, na zasadzie tezy padającej niejawnie (założonej) we wnioskowaniu (że nie było jakoś inaczej): bez przesłanki, która na nią pozwala. Czyli nie jest zapewniona niezawodność rozumowania (sąd zgaduje, domyśla się, domniemywa), a ustalenia faktyczne przyjmowane są jedynie jako "z dużym prawdopodobieństwem prawdziwe", zaś sędzia godzi się na to, że (z powodu obranej przez niego taktyki) ustalenia te mogą być fałszywe. I zdarzać się będzie, że będą nietrafne. To zaś oczywiście narusza art. 2 §2 k.p.k. (obowiązek co do prawdy materialnej) i jest nielegalne, a rozumowanie takie - nieprawidłowe. Zająknięcie się, sytuacja, że usta mówią co innego niż chciałaby głowa (co innego niż wedle wyższej myśli) wskutek nieuwagi lub rozkojarzenia, ironia, kłamstwo policjanta, korzystanie z wolności mówienia (ta zaś oznacza, że państwo nie czyni przeszkód, nie będzie odstręczać, odstraszać, karać)... Różnych podstaw, na jakich może dojść do takiej sytuacji, zwłaszcza u psychotyka, czyli osoby, która może mieć zaburzenia w formie myślenia, przyczyn tego, co zdarza się mimo wszystko już po zarzucanym wypadku, można zaproponować wiele, w związku z tym sąd nie ma prawa arbitralnie przekreślać dobrego imienia i dobrego prowadzenia się jednej osoby tylko dlatego, że druga stwierdziła, iż taka wypowiedź padła. Jedno bowiem nie przekłada się na drugie (na popełnienie czynu) w sposób pewny (tak, iż nierealna jest inna możliwość). Obie te osoby są przecież objęte domniemaniem niepopełnienia czynu zabronionego (art. 5 §1 k.p.k., w tym także w zw. z art. 380 k.p.k.) - również więc Piotr Niżyński, który zeznał na Policji w ramach swego zawiadomienia o przestępstwie z listopada 2018 r., że policjant J. G. kłamał. Nie można przekreślać którejkolwiek z nich, nie można Piotra Niżyńskiego traktować jako osoby, która na Policji zeznała fałszywie i "tego też tylko dowodem może być załączony protokół".
[229] Chodzi tu o pismo z 9.6.2018, rozdz. 4.2 (przyp. tut.).
[230] Początek wyjaśnień z rozdz. 3.3 (przyp. tut.).
[231] Nieprecyzyjne uzasadnienie. Chodzi tu o wnioski z 28.9.2018 r. i 9.10.2018 r., zob. rozdz. 4.7 (przyp. tut.).
[232] Brak dokładnego określenia czynu (m.in. powodujący, że osoba niewinna także może podpisać się pod danym zarzutem) podnoszony w punkcie III.11 pisma z 9.6.2018, rozdz. 4.2 (przyp. tut.).
[233] Spóźnione usunięcie braku przez wezwaną do tego prokuraturę, zob. końcówka rozdz. 4.1 (przyp. tut.).
[234] Pismo z 8.9.2018 r., rozdz. 4.6 (przyp. tut.).
[235] Zauważmy też, że ewentualna wykładnia art. 17 §3 k.p.k. przewidująca, że to nie sprawca może być poddany środkom zabezpieczającym (represjom) wskutek wniosku prokuratora z art. 324 k.p.k. o umorzenie i środek zapobiegawczy orzekany wobec osoby niepoczytalnej - a jedynie osoba, która "prawdopodobnie" jest sprawcą, ale to na razie nie jest pewne - niewątpliwie naruszałaby samą istotę rozwiązania prawnego wprowadzonego w art. 324 k.p.k. Prawidłowa wykładnia polega tu na dostrzeżeniu, że sprawca jest niewinny, ponieważ nie popełnił przestępstwa, lecz dzięki temu przepisowi mimo to może być pociągnięty do odpowiedzialności w trybie środków zabezpieczających (atoli w tym przypadku musi być to sprawca niepoczytalny, a więc osoba, której udowodniono popełnienie czynu zabronionego bez popełnienia przestępstwa, bo przekreśla je art. 31 k.k.; tylko taką możliwość, a więc możliwość ścigania tylko sprawcy, stwarza art. 324 k.p.k.; natomiast środków zabezpieczających NIE orzeka się w oparciu o ten przepis art. 324 k.p.k. "dla bezpieczeństwa także przeciwko osobie takiej, która nawet niekoniecznie dopuściła się zarzucanego jej czynu, ale wydaje się to prawdopodobne"). W tym kontekście można wskazać na uregulowanie ustawowe z art. 1 §3 k.k., które głosi, iż wina jest konieczna dla popełnienia przestępstwa, ale nie jest konieczna dla popełnienia czynu zabronionego, jak również na tradycję tzw. psychologicznej (a nawet normatywnej, opartej o koncepcję "przestępstwa") teorii winy - w przypadku osób poważnie chorych psychicznie jest bowiem wręcz standardem, że nie przypisuje się im żadnej tzw. winy, a tylko popełnienie czynu zabronionego w stanie niepoczytalności (w związku z tym to już sam fakt niepoczytalności wyklucza winę i dlatego to nie w związku z tym o niedowodliwość bycia sprawcą czynu w takim razie, w przypadkach psychiatrycznych, chodzi w art. 17 §3 k.k.; nie o to, że nie trzeba tego sprawstwa dokładnie udowodnić, by skazać niepoczytalnego na środek zabezpieczający, albowiem przepis art. 17 §3 k.k. jest tylko o relacji możliwości przypisania winy do stosowania środków zabezpieczających: że drugie istnieje bez pierwszego). Zasługuje również na przywołanie tu orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, iż wina jest wprawdzie nieraz czymś nie do końca obecnym, ale przypisanie prawnej naganności danego postępowania, o którą w odpowiednim przepisie chodzi, nie może nastąpić, w państwie prawnym, bez uprzedniego spełnienia warunku koniecznego w postaci uprzedniego wykazania sprawstwa (cyt. dosł.: "odpowiedniego dla danej regulacji surogatu winy") - p. np. wyrok TK nr SK 59/13, uzasadnienie, 104 i 107, https://ipo.trybunal.gov.pl/ipo/view/sprawa.xhtml?&pokaz=dokumenty&sygnatura=SK%2059/13). Ma więc konstytucyjne umocowanie taka interpretacja art. 380 kpk w zw. z art. 5 §1 k.p.k., iż według niej wprowadza on konieczność udowodnienia czynu - z zachowaniem wszelkich normalnych standardów, bez dyskryminacji, czyli zupełnie analogicznie jak w każdej innej sprawie - przed jego przypisaniem przy obsłudze wniosku prokuratora z art. 324 k.p.k. Ma to mianowicie umocowanie konstytucyjne w art. 42 ust. 1 Konstytucji RP. Ewentualnie poczyniona przez sąd I instancji wykładnia art. 17 §3 k.p.k., iż "tutaj nie potrzeba dowodu ostatecznego, wystarczą obarczone ryzykiem zafałszowań domysły lub poszlaki", jest po prostu wykładnią sprzeczną z Konstytucją RP.
[236] Kuriozalne przy tym jest to, że w sprawach cywilnych nadal zażalenia są rozpoznawane przez 3 sędziów. Wyjaśnia to może trafnie osobna (II) sekcja tego dokumentu, która wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo nielegalnych politycznych knowań co do tej sprawy.
[237] W tym przypadku dotyczyło to aktów oskarżenia, ale w przypadku spraw z wniosku prokuratora o umorzenie i zastosowanie środka zabezpieczającego sytuacja jest jeszcze korzystniejsza dla strony broniącej się. Sąd bowiem nie tyle może, co wręcz musi zastosować takie umorzenie, jeśli oskarżyciel nie uzupełni braku w terminie, a to dlatego, że stosuje się przepis art. 120 k.p.k., a nie przepisy szczególne o aktach oskarżenia, ten zaś wprowadza tzw. termin zawity, czyli taki, którego przekroczenie powoduje bezskuteczność pisma. Patrz np. prof. D. Świecki (SSN), Postępowanie przed sądem pierwszej instancji oraz postępowania szczególne, KSSiP, Kraków 2015, s. 13, https://www.kssip.gov.pl/sites/default/files/postepowanie_przed_sadem_kor. pdf. Podobnie twierdzono już wcześniej, p. np. uchwała SN z 31.8.1994 r., I KZP 19/94, OSNKW 1994/9-10/56. Zwrócić tu jednak trzeba uwagę, że zupełny brak jakiegoś prawem wymaganego elementu, np. uzasadnienia z wyszczególnieniem dowodów, na jakich opiera się oskarżenie, nigdy nie może być zlekceważony tak, że sprawa trafia do rozpoznania merytorycznego, lecz zarówno przy aktach oskarżenia (p. wyrok SN nr III KK 158/13), jak i - zupełnie analogicznie - przy wnioskach o umorzenie i środek zapobiegawczy musi zakończyć się albo uzupełnieniem skargi przez prokuratora na czas, albo umorzeniem postępowania z braku skargi uprawnionego oskarżyciela.
[238] Art. 120 k.p.k. ujmuje braki formalne pisma (mogącego zawierać oprócz pisma przewodniego także załączniki) w najogólniejszym możliwym sensie, bez ograniczania ich dziedziny (np. nie ma ograniczenia ich tylko do dziedziny "warunków formalnych zdefiniowanych w przepisach o aktach oskarżenia"; brak może być jakiegokolwiek rodzaju, pod warunkiem, że jest na tyle istotny, iż bez jego spełnienia zamknięta jest droga załatwienia w sądzie określonej sprawy, tzn. np. pod względem prawnym odpowiednie "domaganie się" czegoś jest nielegalne). Innymi słowy, co do zasady, nie licząc tu przesłanki istotności rozumianej jak wyżej (która rzeczywiście wprowadza pewne ważne ograniczenie), art. 120 k.p.k. wytycza najszerszy możliwy zakres braków i posługuje się najogólniejszym możliwym pojęciem "pisma". Z pewnością więc mieściłaby się w tej dziedzinie stosowalności przepisu (gdyby nie to, że istnieją na ten temat przepisy szczególne, wypierające stosowanie art. 120 k.p.k.) także sfera tzw. braków formalnych aktu oskarżenia sensu largo, czyli dotyczących dołączenia i konstrukcji jego załączników (p. poglądy doktryny: np. prof. D. Świecki [sędzia SN] w Postępowanie przed sądem pierwszej instancji..., s. 11, KSSiP, Kraków 2015 oraz dr T. Razowski [dawniej sędzia] w Formalna i merytoryczna kontrola oskarżenia..., s. 72, Kraków 2005 wprowadzają w kontekście aktów oskarżenia pojęcie "warunków formalnych sensu largo"), a potencjalnie także - ze względu na to, że przepis nie ogranicza się tylko do badania skargi prokuratora, ale ogólnie całego pisma, mogącego przecież zawierać załączniki (w tym także akta) - kwestia niewypełnienia jakichkolwiek warunków ustawowych co do, stanowiących załącznik wniosku, akt postępowania przygotowawczego, tj. warunków podanych w którymkolwiek miejscu ustawy, jako że nic w art. 120 nie wyklucza żadnych warunków ustawowych gdziekolwiek ustanowionych z zakresu jego stosowalności, lecz wręcz przeciwnie: jest on sformułowany bardzo ogólnie.
[239] [...]
[240] Jakkolwiek pojęcie "wiedza" ma kilka możliwych interpretacji - przykładowo w czyichś wyobrażeniach mogłoby to oznaczać tylko własną wiedzę ogólną, jaką ma sędzia - to przyjmuje się powszechnie, że jest ono w art. 7 k.p.k., który nakazuje stosowanie wskazań wiedzy, pojmowane szeroko, obejmując zarówno wiedzę ogólną, jak i wiedzę szczególną, którą sędzia nie dysponuje. Zawiera się w tym więc całokształt dorobku rzetelnej nauki. Tak w: prof. M. Klejnowska, prof. C. Kłak [sędzia TS], prof. Z. Sobolewski, prof. P. Sowiński: Proces karny. Część ogólna, s. 52, LEX, Warszawa 2012.
[241] Oczywiście jeden wyjątek od tego to twierdzenia jednocześnie i wykazane w sposób wiarygodny, i powszechnie znane.
[242] Oczywiście owo prawo człowieka trzeba wykładać tak, by nie było dyskryminacji osób chorych psychicznie, niepoczytalnych (dyskryminacja bowiem też jest zakazana, mianowicie prawami człowieka i oczywiście też Konstytucją polską), a zatem z wykorzystaniem autonomicznego rozumienia pojęcia "kary" (czyn zagrożony karą), tj. niezależnego od ustaw w danym kraju, przy czym musi ono być pojmowane szeroko. Trybunał w Strasburgu zresztą celuje w szerokim rozumieniu różnych pojęć, np. w odniesieniu do prawa do prywatności i poszanowania swego domu pojmuje "dom" także jako biuro, siedzibę firmy itp., a więc nie jako zaledwie np. "miejsce zamieszkania" w rozumieniu jedynego takiego miejsca, noclegowni, miejsca przechowywania rzeczy osobistych itp. Rozróżnienie "kary" i "środka zapobiegawczego", którym może być nawet pobyt w zakładzie psychiatrycznym czy różne formy de facto ograniczenia wolności, jest specyfiką prawa krajowego: ustaw polskich (podobnie jak zawężające rozumienie pojęcia "przestępstwo"), natomiast w prawie konstytucyjnym i podobnie też w prawie międzynarodowym nie ma podstaw i nie stosuje się tego rozróżnienia, lecz mówi się ogólnie, sensu largo, o odpowiedzialności o charakterze represyjnym (p. sekcja VII nin. pisma), zaś (zależnie od konkretnego aktu prawnego) właśnie do tej negatywnej dla sprawcy reakcji państwa na dany czyn odnosić się może słowo "kara" (np. kara administracyjna). Nie ma powodu, by się nie odnosiło, p. definicje słownikowe.
[243] Zawartych na k. 174-odwrót, 268, 406 (wraz z wnioskami na "s. 27-29 z 78" zał. I tamtego pisma), 406-odwrót., 417-419 [tj. rozdz. 3.12, 4.2, 4.4, 4.5 pkt II (przyp. tut.)].
[244] Zob. np. postanowienie SN z dnia 9 lipca 2008 r., IV KK 149/08, OSNwSK 2008, poz. 1419.
[245] P. np. M. Klejnowska, C. Kłak, M. Rogalski, Z. Sobolewski, P. K. Sowiński: Proces karny, część ogólna, wyd. 2, Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012, s. 51: "Zgodnie z utrwalonym stanowiskiem Sądu Najwyższego, przekonanie sądu o wiarygodności jednych dowodów i niewiarygodności innych pozostaje pod ochroną przepisu art. 7 k.p.k., jeśli tylko: 1) jest poprzedzone ujawnieniem W TOKU ROZPRAWY GŁÓWNEJ całokształtu okoliczności sprawy; 2) [...]".
[246] Podobne zapatrywania co do umarzania spraw na posiedzeniu z braku znamion czynu zabronionego, bez przeprowadzania rozprawy, wyraża też (wedle oświadczenia) rutynowo Sąd Okręgowy w Warszawie, w tym m.in. w orzeczeniu IX Kz 1761/14 w sprawie Piotra Niżyńskiego. Umorzenie na posiedzeniu nie może mieć miejsca, jeśli jedna strona prezentuje wersję faktów, stosownie do której zachodziłby brak znamion czynu zabronionego, a druga wersję faktów, stosownie do której by nie zachodził.
[247] Z zasady tej wynika, iż "Organy procesowe są zobowiązane do podjęcia maksymalnych starań i wyczerpania wszystkich środków - z wyłączeniem tylko takich, które byłyby sprzeczne z zasadą humanitaryzmu i gwarancjami procesowymi - w celu dotarcia do tej prawdy. Działania te powinny być podejmowane niezależnie od zachowania i stanowiska stron" (Klejnowska et al., op. cit., s. 43). Tamże podano, jako przykład przeciwieństwa prawdy materialnej, tzw. prawdę formalną; "Przykładem zastosowania tej teorii w praktyce [legalnej teorii dowodowej, specyfikującej w istocie, zdaniem polskiej profesury, tylko tzw. prawdę formalną] było uznawanie w czasach procesu inkwizycyjnego za dowód " koronny" decydujący o fakcie przestępstwa, przyznania się oskarżonego do winy (confessio est regina probationum, confessio est optima probatio) [w przyp.: T. Grzegorczyk, J. Tylman, Polskie postępowanie karne, Warszawa 2005, s. 84-85; R. Kmiecik, E. Skrętowicz, Proces karny. Część ogólna, Kraków 2004, s. 92]". W niniejszej sprawie nie było wprawdzie w rzeczywistości przyznania się do winy, a policjant powinien przegrać pozew w tej sprawie, tym niemniej i tak metodologia sędziego jest błędna.
[248] Odpowiednio: rozdz. 3.12 pkt 25 (przesłuchanie Straży Akademickiej), złożony protokół notarialny z rozdz. 4.2, wnioski z pisma "Uzupełnienie dowodów" (rozdz. 4.4), wnioski z pkt. II pisma z 1.8.2018 (rozdz. 4.5) (przyp. tut).
[249] Zob. np. art. 170 §2 k.p.k.: "Nie można oddalić wniosku dowodowego na tej podstawie, że dotychczasowe dowody wykazały przeciwieństwo tego, co wnioskodawca zamierza udowodnić" (przyp. tut.).
[250] Tu: 3 przypisy wcześniej (przyp. tut.).
[251] Chodzi tu o domniemanie niewinności, jednak ponieważ w sprawach przeciwko niepoczytalnym przestępstwa jak się przyjmuje nie ma i nie ma też winy, można tu i ówdzie spotkać się z innymi pojęciami, jak właśnie np. zarzucalność czynu - z którym to pojęciem spotkałem się bodajże w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego. W każdym razie tym, co mam na myśli, niewątpliwie jest brak sprawstwa po mojej stronie, co wynika też z przytoczonych przepisów. Art. 5 §1 k.p.k. głosi "Oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem", a art. 380 k.p.k. - że tego typu przepisy stosuje się odpowiednio do podsądnych w sprawach przeciwko niepoczytalnym (przyp. tut.).
[252] Najpierw nie przyznawał się do popełnienia czynu, następnie rzekomo mówił [choć nie ma dowodu, że nie był to jedynie jego sposób ironii], że to jednak on kierował w czasie kolizji, po czym jakoby znowuż nie przyznawał się itd. (mnóstwo jakoby było dyskutowania), zaś na przesłuchaniu też nie przyznał się do tego ani nie oświadczył, że kierował pojazdem w czasie wypadku.
[253] Wolność mówienia, co się chce, wynika z wolności osobistej zagwarantowanej w art. 31 ust. 1 Konstytucji RP. Z wyjątkiem przypadków, gdy słowa naruszają czyjeś prawa lub jakieś słuszne przepisy prawa publicznego, następstwem wypowiedzenia jakichś słów nie mogą być represje ze strony państwa, ograniczanie wolności, np. wolności kierowania pojazdami. Wolność polega bowiem generalnie na braku przeszkód w działaniu. Wszelkie odstręczanie ze strony państwa, wszelkie zakazy, przeszkody, zwalczanie jakichś działań itd. są zaprzeczeniem wolności w danym zakresie. Wobec tego sąd I instancji, stosując interpretację niezgodną z wolnością mówienia, bo uzależniającą represyjną postawę państwa od czyjejś decyzji co do powiedzenia czegoś - które to mówienie nie było przecież samo w sobie dowodem procesowym z wyjaśnień oskarżonego czy podejrzanego (taki dowód bowiem powstaje na przesłuchaniu) - naruszył zasady prawidłowego prawniczo rozumowania w zakresie oceny dowodów. Nic też, powtórzmy, nie można wywnioskować z takiego wypowiedzenia czegoś, które następnie nie było podtrzymywane: człowiek nie jest prymitywnym deterministycznym automatem, w którym takie zjawisko może mieć tylko jedną przyczynę; przeciwnie, zawsze nawet osoba niewinna już po tym, jak czynu nie popełniła, wciąż może (i ma możliwość) rzucić np. takie oto słowa: "o tak, jasne. Niech będzie, że ja to zrobiłem" - można to powiedzieć np. na zasadzie ironii lub przejęzyczenia się, którego się nie spostrzega z powodu rozkojarzenia. W orzecznictwie TK ugruntowane jest stanowisko, że jeśli "jakaś dziedzina stosunków nie została objęta szczegółowymi unormowaniami odnoszącymi się do konkretnej "wolności", to gwarancję swobody działania jednostki można wyprowadzić bezpośrednio z art. 31 ust. 1 i 2 Konstytucji" (wyrok z 6.10.2009 r., SK 46/07; co do wpływu na wykładnię zwykłych ustaw - w tym więc także art. 7 k.p.k. - por. wyrok SN nr II CSK 517/14, LEX nr 1940564, Legalis). Należy też zauważyć, że żadne prawne ograniczenia wolności, choćby nawet wprowadzane w ustawach wymierzonych w daną wolność wprost, np. bezpośrednio w wolność mówienia w kontaktach z policjantami, i tak nie mogłyby naruszać istoty prawa do takiej wolności. Nie jest to legalne, Konstytucja w art. 31 ust. 3 zawiera wprost wyrażony zakaz wszelkich, jakichkolwiek ograniczeń, jeśli miałyby one uderzać w samą istotę danego prawa konstytucyjnie zagwarantowanego, tzn. w jego właściwe rozumienie pozbawione różnych niepewnych "otoczek", które wokół tego jądra można by próbować dodawać (p. np. prawo do prywatności: w licznych kodyfkacjach, np. w europejskiej Konwencji, jest ono definiowane tak, że już w samej definicji zawiera się obszar jego ograniczeń, w związku z tym już choćby na tej podstawie można sobie w zarysie wyobrażać, co jest nienaruszalnym i pewnym jądrem tego prawa, a co jedynie otoczką, której przynależność do prawa nie jest oczywista). Stwierdzić trzeba, że ustawa nijak nie ogranicza swobody mówienia w kontaktach z policjantem, nie licząc przypadków znieważenia oraz czynności procesowych [podkreślam to tutaj, bo czynność procesowa oczywiście już ma walor dowodowy - przyp. tut.], a także (p. Kodeks wykroczeń) wprowadzania w błąd co do swego adresu oraz hałaśliwych wybryków zakłócających porządek publiczny. Tymczasem zaś swoboda sędziowska nie jest nieograniczona, lecz należy ją tak interpretować, by odnośny przepis art. 7 k.p.k. był zgodny z Konstytucją, w granicach możliwych interpretacji (p. np. stanowisko SN co do wykładni ustaw wyrażone w ww. orzeczeniu), stąd też zasadne jest powyższe powołanie się na obowiązywanie wolności osobistej, której nie można naruszać wydawaniem orzeczeń w oparciu o takie schematy rozumowania, z których wynika jej naruszenie i ograniczenie, gdyż powiedzenie jakiejś rzeczy - mimo że legalne i możliwe do wytłumaczenia czym innym, mogące też się zdarzyć z różnych przyczyn i podlegające wolnemu wyborowi już po zajściu badanego zdarzenia - uznaje się za skutkujące skazaniem. Stwierdzić też trzeba, dla wyjaśnienia laikom ewentualnie też czytającym te akta, że postępowanie karne nie opiera się "przede wszystkim" na kwestii jakiejś tam wiarygodności (czy "zaufania") i swobodnego wyboru między jakimiś tam 2 wersjami wydarzeń, wersją oskarżonego i wersją prokuratora, lecz opiera się przede wszystkim i po pierwsze na konieczności udowodnienia sprawstwa, jeśli ma dojść do skazania. Bez tego oskarżony może nawet nie prezentować żadnej wersji, a nawet podśmiewać się pod nosem "ja to zrobiłem!" (jednakże pod warunkiem nieskładania takich wyjaśnień do protokołu), a i tak jest niewinny. To zaś, co może stanowić dowód, nie zależy od sędziego, lecz rodzaje dopuszczalnych dowodów i sposobów ich przeprowadzenia są wymieniane w Kodeksie postępowania karnego; nie ma to nic wspólnego z jakimiś domysłami "na chłopski rozum" na temat "wiarygodności" i "budzenia zaufania" przez jakąś wersję. Jeśli jakiś laik podnosi tezy, że sędzia sobie ze wszystkiego swobodnie wywodzić może tezy, jakie chce, to pomija on po pierwsze (1) obowiązek oparcia się na materiale dowodowym (art. 92 k.p.k.), po drugie (2) obowiązek stosowania zasad prawidłowego rozumowania i wskazań ze strony wiedzy (art. 7 k.p.k.), wreszcie po trzecie (3): że - w związku z dwoma powyższymi zasadami - sprawcą się dla państwa nie jest do czasu udowodnienia tego (p. art. 5 §1 k.p.k.), udowodnienie oznacza wykazanie dowodami, zaś dopuszczalne dowody są w wyczerpujący sposób wymieniane w Kodeksie postępowania karnego. Przy tym błąd brakującej przesłanki w rozumowaniu nie może być sanowany jedynie z wykorzystaniem jakiegoś ogólnego "zaufania", "wiarygodności", emocjonalnej "pewności siebie" i swej wersji itd., gdyż wnioskowanie z niepełnego zbioru przesłanek, prowadzące do wniosków nie mających cechy uniwersalnej słuszności, jest zawsze istotnym błędem w rozumowaniu i sprawa, w której wywód winy lub sprawstwa czynu opiera się tylko o taki argument, czyli o argument domyślania się, nie może skończyć się skazaniem. Z powyższego wynika niezbicie, że nie ma miejsca na żadne sensowne zarzuty pod adresem słuszności powszechnego stosowania zasady bezpośredniości i tego, że stosowanie różnych potencjalnie niedoskonałych kopii ("odbitek") zamiast samego pierwotnego źródła osobowego (dowodowego) w sytuacji, gdy to źródło osobowe też jest dostępne, jest niedopuszczalne. Zaś w takich sytuacjach, jak rozmowa z policjantem, istnieje jedynie kwestia tego, na ile się wzajemnie zrozumiano, natomiast w ogóle nie ma prawa, by opierano się na "chwytaniu za słowo" w trakcie takich rozmów. Istnieje jeden możliwy do wyobrażenia przypadek, gdy owo chwytanie za słowo istotnie może służyć za rzeczywisty dowód winy czy też zarzucalności czynu, ale przypadek ten nie zachodzi w niniejszej sprawie. Chodzi tu o sytuacje w rodzaju znajomości z góry czegoś w rodzaju np. hasła komputerowego, idei-pomysłu, planu, szczegółowych faktów, szczegółowej treści jakiegoś dokumentu, zwłaszcza gdy występuje zbieżność co do słowa (np. treść pracy naukowej) itd.; wówczas oczywiście nie sposób tego wytłumaczyć przypadkiem, skoro jego prawdopodobieństwo jest niższe niż np. 1 do tryliona. Nie byłoby to satysfakcjonujące intelektualnie. Jednakże w tym przypadku taka sytuacja nie zachodzi, a w każdym razie nie udowodniono tego, zaś sędzia po prostu domyśla się i zgaduje na zasadzie "przyjmować w założeniu to, co wydaje się bardziej (czy najbardziej) prawdopodobne". Jest to wykluczone (sędzia zapewne postąpił tak z przyczyn politycznych, np. z powodu niepłacenia podatków przez jego sąd) i w tym przypadku dochodzi do łamania wolności mówienia, a nie do żadnego wnioskowania z faktu istnienia wiedzy mówiącego, która jest okazywana a której co do zasady być nie powinno. W tym konkretnym przypadku nie ma więc usprawiedliwienia. Doszło do przekroczenia granic swobodnej oceny dowodów. [...]
[254] Zgodnie z poglądami polskiej profesury "czyn" w rozumieniu prawa karnego musi być czymś, co zależy od woli osoby mającej być jego sprawcą (mówi się też, że jest to kompleks ruchów fizycznych lub zahamowanych ruchów, mianowicie sprawcy, czyli jego ciała, ruchów rozumianych jako fragment jego zachowania się w świecie zewnętrznym; w takim razie potrzebne byłoby dokładne określenie tego, jakie czynności powinny być podjęte przez sprawcę a nie zostały lub jakie podjął, a nie powinien) - a zatem ww. warunek co do samej w ogóle możliwości kontrolowania pojazdu należy uznać za implicite (niejawnie, bez wymieniania go wprost) zawarty w zarzucie co do czynu, to oznacza jednak konieczność udowodnienia go. Tymczasem prokurator tego nie udowodnił. Mogłoby przecież być tak, że pojazd generalnie kontrolowalny nagle staje się niesterowny a to za sprawą osób trzecich, w ogóle w nim ani blisko niego się nie znajdujących, mianowicie jakichś operatorów wysyłających fale (włamywaczy, hackerów), o ile tylko elektronika skonstruowana jest w sposób złowrogi. Jeśli natomiast uważać, że opis faktyczny czynu nie zawiera w sobie tego warunku, iż ruch pojazdu podczas zbliżania się do ronda był zdeterminowany wolą kierowcy, to wówczas sam zarzut jest niekompletny, bo nie zawiera (w rozumieniu prawa karnego) "dokładnego określenia czynu ze wskazaniem sposobu jego popełnienia" - mianowicie omawianie samego tylko ruchu pojazdu jest jedynie omawianiem okoliczności czynu, a nie samego czynu oraz sposobu jego popełnienia. "Niedostosowanie" prędkości jest to również mówienie o tym, że pojazd jechał prędkością niedostosowaną, czyli o okoliczności czynu. Nie ma w tym zarzucie wtedy sposobu, czyli podania czynności (podjętych lub właśnie niepodjętych) składających się na popełnienie czynu przez sprawcę. Właśnie dlatego ustawa wymaga sposobu, że przepisy czasem formułuje się skutkowo, tak, że podane jest w nich jedynie zajście jakiegoś stanu rzeczy jako znamię przestępstwa, a tymczasem organy procesowe muszą też wiedzieć, jak do tego doszło od strony sprawcy.
[255] Grulkowskiego. P. przypis 66.
[256] Znów jest to nr karty stanowiący symbol - "misja Piotra Niżyńskiego" ("następstwo" z 25.9, czyli mojej daty urodzin) albo jak kto woli nr dnia roku, w którym się urodziłem. Ktoś liczył nry kart w aktach, przy czym nie byłem to ja (przyp. tut.).
[257] Przypomnijmy, że ściśle rzecz biorąc był jeden pas, można mówić co najwyżej o jego połówkach (przyp. tut.).
[258] Prof. M. Siewierski, prof. J. Tylman, prof. M. Olszewski: Postępowanie karne w zarysie, s. 37, PWN, Warszawa 1974; prof. S. Stachowiak: Funkcje zasady skargowości w polskim procesie karnym, s. 21, Zakł. Graficzny UAM, Poznań 1975; prof. Z. Gostyński: Postępowania przed organami państwa, s. 42, PWN, Warszawa 1982; prof. K. Marszał: Prawo karne procesowe, s. 69, PWN, Warszawa 1988; prof. Z. Świda, dr R. Ponikowski [SSR], prof. W. Posnow: Postępowanie karne. Część ogólna, s. 47, Oficyna, Warszawa 2008; dr A. Tęcza-Paciorek [sędzia SR]: Zasada domniemania niewinności w polskim procesie karnym, s. 35, LEX, Warszawa 2012; Klejnowska et al., Proces karny. Część ogólna, s. 43, LEX, Warszawa 2012.
[259] Klejnowska et al., op. cit., s. 44.
[260] Jest to zresztą jeden z najpowszechniejszych zarzutów stawianych sądom przez społeczeństwo - orzekanie na wybrakowanym materiale dowodowym (przyp. tut.).
[261] K. 173-odwrót (linijka 11), k. 244 (pkt I) i k. 418-odwrót (pkt 4).
[262] Należycie pojęta wolność oznacza bowiem brak przeszkód - w tym przypadku, tj. na gruncie prawa konstytucyjnego, chodzi o przeszkody ze strony państwa, takie, jak odstręczanie, odstraszanie, karanie w razie zrobienia czegoś itd. Tego typu działania stanowią ingerencję kształtującą określoną dziedzinę życia społecznego, np. wolny rynek, i dlatego wytyczają granice wolności i ją na odpowiednim polu przekreślają. Sąd, uznając, że prawidłowym prawniczo (musi ono bowiem być prawidłowe na każdym punkcie) rozumowaniem jest takie rozumowanie, które przekreśla wolność mówienia, dopuszcza się błędnej, niezgodnej z Konstytucją RP wykładni art. 31 ust. 1 Konstytucji RP. W tym temacie p. przypis 27 [ten o wolności mówienia (przyp. tut.)] i 3. Oczywiście nie można się z tego zarzutu naruszenia przez sąd wolności nijak wykręcić, np. twierdząc, że skoro sąd jakoś orzeka, to tak jest - ponieważ oczywiste jest, że stosując te same zasady rozumowania w zupełnie analogicznej sytuacji, w której coś powiedziałaby osoba niewinna, też zmieniłby zapatrywania i orzekł na jej niekorzyść (skoro jest to od owych rzekomo mówionych słów uzależnione). Przy tym wiadomo, że sąd jakieś zasady rozumowania stosuje, nie może bowiem orzekać w sposób arbitralny; w działalności sądu nie powinno być dowolności, czyli działań nijak nieuzasadnionych prawnie lub rozumowo (p. wyrok TK z 25.7.2013, sygn. akt SK 17/12; podobnie w prof. R. Kmiecik, prof. E. Skrętowicz: Proces karny. Część ogólna, s. 89, Oficyna, Warszawa 2009: "Na ocenę dowodów składa się zespół operacji logicznych" itd.). Istnieją sytuacje, gdy słowa mają znaczenie, są one omówione w przywołanym przypisie 3, ale niniejsza się do nich nie zalicza, jak tam wyjaśniono i jak już widać z zestawienia tej sytuacji z konstytucyjną wolnością.
[263] Rozdz. 2.7 (przyp. tut.).
[264] No to to raczej bardzo mało prawdopodobne, że jest przypadek (przyp. tut.).
[265] Jak początek nazwiska "ofiary" (przyp. tut.).
[266] https://wiadomosci.wp.pl/papiez-franciszek-kosciol-przezywa-trudny-moment-musimy-go-bronic-6310577144174209a, a także https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2018-10/synod-mlodzi-2018-franciszek-ostatnia-sesja-franciszek.html (szerszy kontekst tamże, pogrubiony: "Z powodu naszych grzechów korzysta Wielki Oskarżyciel, który krąży szukając kogo może oskarżyć. W tym momencie oskarża nas mocno. Te oskarżenia stają się dziś prześladowaniem. (...) To czas, by bronić naszą Matkę (...) Wielki Oskarżyciel atakuje Matkę, a Matki nie wolno ruszać". Może to o roli Piotra Niżyńskiego jako prezesa xp.pl sp. z o. o., czyli nowo tworzonej spółki z branży prasy elektronicznej. Matka tamże w cytacie ma podobno symbolizować Kościół [przypis oryginalny; dodałbym oczywistą konotację: "popełnia błędy, ale to się wybacza" (przyp. tut.)].
[267] Szersze można też znaleźć np. w prof. R. Kmiecik, prof. E. Skrętowicz: Proces karny. Część ogólna, s. 89-90, Oficyna, Warszawa 2009.
[268] Tj. przypis o 2 wcześniejszy (przyp. tut.).
[269] "Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny", natomiast miałem tu raczej na myśli art. 32 ust. 1: "Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne" (przyp. tut.).
[270] Przepis definiuje, kiedy konstytucyjne prawa i wolności człowieka i obywatela mogą być ograniczone. Na pewno (zdanie 2) "Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw" (przyp. tut.).
[271] [...]
[272] O ile w każdym razie samo tylko przekonanie organu ścigania, którego najlepszym wyrazem jest wniesienie oskarżenia, nie może być uznane za dowód. Przykładowo, zeznania policjanta co do roli podobno 5 [nieprzesłuchanych (przyp. tut.)] świadków i tego, co oni robili (np. że gonili samochód Skoda [...]), też oczywiście są zaledwie jego przekonaniami, a nie faktami popartymi dowodem. Najogólniej bowiem rzecz biorąc, w warunkach braku przestępstwa fałszywych zeznań, zeznanie wyraża tylko przekonanie świadka. Sąd karny nie jest od tego, żeby akceptowano bez sprawdzania przekonania organu ścigania.
[273] Rozdz. 4.6 (przyp. tut.).
[274] Rozdz. 4.5 (przyp. tut.).
[275] Nie może tu oczywiście być zarzutem, że chodzi tu często o pisma nieformalne, ponieważ - dla porównania - na tym tle zupełnie pozbawione formalnego statusu dowodu kodeksowego są słowa rzucane do policjanta (p. też przyp. 27, 3, 33). Należy jednak stwierdzić, że dokument jest pewnym dowodem wg Kodeksu postępowania karnego ("nie można jednak poprzez owe dokumenty ... zastępować treści zeznań lub wyjaśnień" - [tzn. pomijać te ostatnie, jeśli są możliwe do uzyskania, albo przyznawać dokumentom wyższą od nich wartość] - tak w: T. Grzegorczyk: Kodeks postępowania karnego oraz Ustawa o świadku koronnym. Komentarz, LEX, Warszawa 2008, s. 838, https://books.google.pl/books?id=X1pSAwAAQBAJ&pg=PA838#v=onepage&f=false; tamże: "Powszechnie przyjmuje się, że na gruncie procedury karnej, w tym również w obecnym art. 393, występuje dokument w znaczeniu procesowym, obejmujący nie tylko dokumenty wyliczone w ustawowym określeniu tego pojęcia dla celów materialnoprawnych w k.k. (art. 115 §14 k.k.), lecz także "inne dowody pisemne, jeżeli ich treść może mieć znaczenie w sprawie" (zob. np. w SN z 29 listopada 1972 r., III KR 217/72, OSNPG 6/1973, poz. 82)"). Przy tym w warunkach rozstrzygania sprawy na posiedzeniu tak czy inaczej dokument lub pisemne wyjaśnienia stanowią najbardziej bezpośredni dowód, jaki można mieć, z danego źródła.
[276] Tj. o 23 wcześniejszy niż niniejszy (przyp. tut.).
[277] Należycie rozumiany, czyli bez dyskryminowania osób niepoczytalnych, pozwala on każdej osobie, przeciwko której toczy się postępowanie karne przed sądem, przesłuchiwać świadków oskarżenia. Tymczasem Piotr Niżyński zgłosił takie żądanie w piśmie z 1.08.2018 r. (żądanie przesłuchania wszystkich 6 świadków), k. 418 [chodzi o pkt II z pisma z 1.8.2018, rozdz. 4.5 (przyp. tut.)], a także pada ono w jego piśmie na 1 kartkę z listopada br. (na odwrocie) Odnośnie rozumienia "czynu zagrożonego karą", o którym mowa w tym przepisie, w sposób kompatybilny z odpowiedzialnością osób niepoczytalnych p. też przypis 20 oraz sekcja VII nin. pisma.
[278] [...]
[279] Tamże w przypisie: "38 Zob. postanowienie SN z dnia 9 lipca 2008 r., IV KK 149/08, OSNwSK 2008, poz. 1419".
[280] M. Klejnowska, C. Kłak, M. Rogalski, Z. Sobolewski, P. K. Sowiński: Proces karny, część ogólna, wyd. 2, Wolters Kluwer Polska, Warszawa 2012, s. 51, gdzie również teza ta ma poparcie.
[281] P. przypis 24 co do orzecznictwa Sądu Okręgowego w Warszawie w tym temacie.
[282] Tamże w przypisie: "Zob. wyrok SA w Lublinie z dnia 23 grudnia 2009 r., II AKa 152/09, KZS 2010, z. 4, poz. 45".
[283] https://www.echr.coe.int/Documents/Guide_Art_6_POL.pdf, pkt 222. Tłumaczenie na język polski pochodzi od polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, jest tu trochę inna numeracja niż w angielskim https://www.echr.coe.int/Documents/Guide_Art_6_ENG.pdf.
[284] Bronisław Grulkowski, p. np. https://info.wiara.pl/doc/177107.Polski-ksiadz-zginal-na-Syberii, cóż za data publikacji, sama śmierć była wprawdzie kilka dni wcześniej (jak widać na nagrobku z https://rotmanka.diecezja.gda.pl/ksieza/Grulkowski_wspomnienie.htm po ustawieniu skali ponad 100% w przeglądarce data śmierci to: 8-07-2008). Natomiast publikacja prasowa była, stosownie pewnie do daty pogrzebu, dnia 12-07-2008. Bronisław Geremek zaś zmarł 13-07-2008.
[285] P. np. definicja z prof. Z. Świda: Postępowanie karne..., cyt. w: G. Artymiak, M. Rogalski: Proces karny. Część szczególna, Wolters Kluwer, Warszawa 2012, s. 47: "Określenie czynu przypisanego jest dokładne, jeżeli nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości zdarzenia".
[286] Np. powodując rozkojarzenie czy inne tego typu zaburzenia formy myślenia.
[287] Czyli o mocy tzw. -100 dBm (decybeli miliwatowych). Informacja z powszechnie znanych w środowiskach informatyków wskaźników mocy sygnału WiFi (typowy zakres od 0 do 100, czemu odpowiada od 0 dBm do -100 dBm). Kiepska antena natomiast pogarsza jakość w stosunku do zwykłej tzw. dookólnej zaledwie o maksymalnie ok. kilkanaście dB (decybeli, jakichkolwiek). Z pewnością więc nie zachodzi tu wyjście poza zakres możliwości technicznych odbioru, tym bardziej, że można dostosować moc nadawania do wymogów związanych z brakiem wystającej z chipów elektronicznych dużej anteny (i z oparciem się zamiast tego o ścieżki metalowe w elektronice, długie kable zasilające chwytające fale itd.).
[288] Tutaj: o 4 wcześniejszy od niniejszego (przyp. tut.).
[289] Tj. rozdz. 3.12 pkt 25, 4.2 załącznik, 4.5 pkt II, 4.4 (przyp. tut.).
[290] Tj. rozdz. 3.12 pkt 22 (przyp. tut.).
[291] Numeracja, jak w przypadku niektórych innych przepisów ustaw, humorystycznie jest chyba dobrana pod spodziewany przyszły los ofiary reżimu politycznego.
[292] To termin na uzupełnienie wszelkich najogólniejszych braków pisma (wraz z załącznikami), czyli chodzi tu o braki sensu largo, w rozumieniu najszerszym możliwym. Art. 120 k.p.k. nie ogranicza bowiem nijak dziedziny tych braków, nie wprowadza np. ograniczenia, że muszą to być braki w samej treści "aktu oskarżenia-wniosku". Jest on też, jak wiadomo, surowszy dla oskarżyciela, ustanawia bowiem w przeciwieństwie do art. 337 k.p.k. o aktach oskarżenia termin zawity, czyli obowiązkowe jest stosowanie umorzenia z braku skargi uprawnionego oskarżyciela w przypadku jego przekroczenia i nieuzyskania przywrócenia terminu lub niewnioskowania o nie.
[293] Przypomnijmy, chodzi o pismo wszczynające postępowanie w sądzie (przyp. tut.).
[294] Tzn. nierealnym fizycznie albo "niemożliwym" w ramach takiego poszerzonego sensu, że oznacza to tak niskie prawdopodobieństwo, iż wiadomo, że coś się niewątpliwie i tak nie zdarzy w żadnej sytuacji, jaką przyjdzie sądom oceniać. To znikome, niemożliwe do realizacji w życiu prawdopodobieństwo musi samo jednak być wykazane np. doświadczeniem lub wiedzą tak, by było oczywiste, jeśli ma być argumentem przeciwko oskarżonemu lub osobie stawianej w analogicznej pozycji (zasada in dubio pro reo). Najlepsza więc na rzecz "udowodnienia przez uprawdopodobnienie" jest sytuacja, gdy z samej matematyki-statystyki wynika, jak nikłe są szanse zdarzenia się opcji przeciwnej.
[295] [...]
[296] Przypomnijmy: mimo to rzekomo sprawstwo czynu i niepoczytalność było rzeczą "poza sporem". Stąd decyzja o złożeniu takiej listy pokazującej, że ktoś najwyraźniej orzekał bez czytania akt mijając się aż tak bardzo z prawdą. Dodane po prawej stronie namiary na dany cytat są oczywiście tutejszym dodatkiem redakcyjnym (przyp. tut.).
[297] [...]
[298] Powinno tu być raczej: szła - gdyż chodzi, jak się okazuje, o R.
[299] Przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu.
[300] Błąd w numerze karty. Chodzi o pismo z rozdz. 4.4 (przyp. tut.).
[301] "Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć" (przyp. tut.).
[302] Przypomnijmy, o nazwisku prezydenta, kojarzącym się z ułaskawieniem (przyp. tut.).
[303] Uprzedniego spisku przeciwko Piotrowi Niżyńskiemu ze strony zewnętrznych sił, w tym różnych instytucji prasowych, co do wywołania mu wypadku.
[304] Chodzi o przypis, do którego odwołuje się akapit w punkcie II za tekstem "Chciałbym, by zrealizowano moje wnioski dowodowe podniesione w pismach, tj. w szczególności" (przyp. tut.).
[305] Przepis o braku przestępstwa w przypadku niepoczytalności (przyp. tut.).
[306] Przepis w postaci zdania współrzędnie złożonego z 2 zdaniami składowymi, przy czym chodziło o pierwsze z nich: "Sąd karny rozstrzyga samodzielnie zagadnienia faktyczne i prawne oraz nie jest związany rozstrzygnięciem innego sądu lub organu" (przyp. tut.).
[307] Dodajmy tu dla porządku - jako że m.in. wystawiłem w Internecie zbiórkę charytatywną na moją rzecz, więc to wymaga drobnego komentarza - że później większość straciłem m.in. zwłaszcza na giełdzie, ale nie tylko, bo i m.in. przez sądy - wg stanu na luty 2024 r. z fortuny zostało nieco ponad 300 tysięcy. Na przełomie 2018 i 2019 byłem ubogi, nie miałem zapasu gotówki, przez co nawet zwolniono mnie z opłaty od kasacji (przyp. tut.).
[308] Może to przesada. Ta zasada to jedno, a wspomniane prawo człowieka do przesłuchiwania świadków oskarżenia to drugie; jakoś dziwnie tu napisałem (przyp. tut.).
[309] Chodzi o pisma z rozdz. 3.12 (pkty 13, 19, 23, 25; tekst skupia się na 19, linijka podana jest nieco niedokładnie, bo nie napisane, że liczona od początku pktu 19), 4.2 "Dowód na to, że zorganizowano przeciwko mnie..." (wstęp, pkt I.54 i IV.4) oraz 4.5 (pkt II) (przyp. tut.).
[310] Niestety jest obawa braku przychylnych świadków co do tego. Może ochroniarze PW by się przyznali, że pamiętają to.
[311] Mowa tu nie o wypełnianiu rubryczek protokołu, a też jak Czytelnik widział jest taka rubryczka, tylko osobno o przesłuchiwaniu (przyp. tut.).
[312] Sąd miał jeszcze do wyboru możliwość uchylić postanowienie (a nie je zmienić), co stosuje się, "jeżeli jest konieczne przeprowadzenie na nowo przewodu w całości" (art. 437 §2 k.p.k.). Biorąc pod uwagę, że w sądzie I instancji przewodu sądowego (rozpraw, postępowania dowodowego) nie było, była to bardzo godna rozważenia opcja, jeśli sąd nie chciał od razu uwalniać mnie od odpowiedzialności.