Polski Przegląd Dyplomatyczny 4/2022 - Lidia Gibadło, Łukasz Jasiński, Jakub Wiech, Ryszarda Formuszewicz, Stephen Blank, Patrycja Grzebyk, Anna Łabuszewska, Michał Lubina, Marcin Przychodniak, Adriana Łukaszewicz, Aleksandra Maria Spancerska, Jakub Gajda, Ryszard Stemplowski, Marta Makowska, Wojciech Lorenz, Stefania Kolarz

Kup ebooka

20.00 zł
15.99 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SPIS TREŚCI

Sławomir DębskiJak zepchnąć Putina z drabiny eskalacyjnej?

Rozmowa z gen. Rajmundem Andrzejczakiem. Rosyjska napaść na Ukrainę to wielka wojna

OPINIE

FIASKO POLITYKI NIEMIEC

Lidia Gibadło

Łukasz Jasiński

Jakub Wiech

Ryszarda Formuszewicz

ESEJE I ARTYKUŁY

Stephen BlankNaśladowanie tygrysa: co Zachód musi zrobić dla Ukrainy i dla siebie

Patrycja GrzebykSprawiedliwość za zbrodnie popełnione w czasie konfliktu na terytorium Ukrainy

Anna ŁabuszewskaZ pytaniami, bez odpowiedzi. Rosyjskie elity czasu wojny

Michał LubinaMłodsza siostra. Stosunki rosyjsko-chińskie po drugiej inwazji na Ukrainę

Marcin PrzychodniakDominujące pragnienie kontroli. O dekadzie Xi Jinpinga

Adriana ŁukaszewiczMistrzostwa świata w piłce nożnej i ich wpływ na pozycję polityczną i międzynarodową emiratu Kataru

Aleksandra Maria SpancerskaTurcja – wschodząca gwiazda przemysłu zbrojeniowego

Jakub GajdaKilka detali negocjacyjnej epopei nuklearnej

ARTYKUŁ RECENZYJNY

Ryszard StemplowskiTragedia w tragedii

RECENZJE

Marta MakowskaIan Bremmer: The Power of Crisis: How Three Threats – and Our Response – Will Change the World

Wojciech LorenzJacob Helberg: The Wires of War: Technology and the Global Struggle for ­Power

Stefania KolarzJens Steffek: International Organization as Technocratic Utopia (Transformations in Governance)

Łukasz JasińskiThomas Urban: Verstellter Blick. Die deutsche Ostpolitik

OD REDAKTORA NACZELNEGO

JAK ZEPCHNĄĆ PUTINA Z DRABINY ESKALACYJNEJ?

Pod koniec lata 2022 r. Rosja na dobre utraciła inicjatywę strategiczną na Ukrainie. Armia ukraińska przeszła do ofensywy na obu skrzydłach frontu wojny z Rosją. O ile wiosną Kreml mógł utrzymywać, że wycofując się spod Kijowa i Charkowa, dokonywał strategicznego przegrupowania wojsk i dostosowywał plan wojny do nowej sytuacji wynikającej z silnego ukraińskiego oporu na pierwotnych kierunkach natarcia – po czym rosyjska ofensywa została wznowiona – to we wrześniu nie dało się już ukrywać przed rosyjskim społeczeństwem, że dla Rosji wojna zaczyna coraz wyraźniej przybierać kształty klęski. Aby przeciwdziałać ugruntowywaniu się tego obrazu w oczach Rosjan, Putin zarządził powszechną mobilizację i ogłosił aneksję zdobytych ukraińskich terytoriów do Rosji. W ten sposób, metodami politycznymi, próbuje okopać się na okupowanym obszarze. Nowa rosyjska armia, nawet składająca się ze źle wyszkolonych świeżych rekrutów z zardzewiałymi karabinami, może utrudnić Ukrainie kontynuowanie ofensywy i wyzwalanie zajętych terytoriów. Celem Putina w tej fazie wojny jest zamrożenie konfliktu za pomocą jakiegoś rozejmu, który pozwoliłby mu zgromadzić nowe siły i przygotować kolejną ofensywę. Putin nie wznowił wojny z Ukrainą po to, by zająć Siewierodonieck i Chersoń – chciał wkroczyć do Kijowa, Charkowa i Odessy i w dalszym ciągu będzie próbował to zrobić. Tymczasem potrzebuje "pieriedyszki", którą będzie mógł przedstawić rosyjskiemu społeczeństwu jako sukces "specjalnej operacji wojskowej", i wznowić wojnę, gdy zdoła się do niej lepiej przygotować.

W rosyjskiej strategii, która powinna zapewnić zdolność do zakończenia konfliktu na korzystnych warunkach, największe znaczenie ma posługiwanie się groźbą eskalacji1.

Rosja, która dysponuje znacznie większym potencjałem militarnym, w tym także bronią jądrową, próbuje przekonać władze ukraińskie oraz ich sojuszników, że obrona nie ma sensu i lepiej zaakceptować ograniczone straty terytorialne niż ponosić dodatkowe koszty. Po to właśnie prowadzi zmasowane ataki na cele niewojskowe na całej Ukrainie, terroryzując ludność cywilną. Sygnalizuje także, że jednym z kolejnych szczebli eskalacji może być użycie broni nuklearnej.

Od początku inwazji w lutym tego roku Putin i jego otoczenie posługiwali się groźbami nuklearnymi. Początkowo ich głównym celem, zgodnym zresztą z rosyjską doktryną, było odstraszenie USA i NATO od zaangażowania w konflikt. Udało im się to tylko częściowo. Państwa zachodnie nie wysłały swoich wojsk, aby pomóc w obronie Ukrainy, a NATO jako organizacja formalnie nie udziela jej istotnego wsparcia militarnego. Takiej pomocy udzielają jednak indywidualne państwa, dostarczając sprzęt i uzbrojenie na zasadzie bilateralnej. Haubice, czołgi, a przede wszystkim systemy artylerii rakietowej HIMARS znacznie zwiększyły zdolności militarne Ukrainy do obrony, a następnie do odzyskiwania utraconych terenów i zadawania wysokich strat agresorowi.

Widząc, że może przegrać wojnę, Putin zaczął nasilać retorykę nuklearną. Chce w ten sposób przekonać świat, że ryzyko eskalacji jądrowej wzrasta. Ogłaszając aneksję czterech wschodnich regionów Ukrainy, dał do zrozumienia, że Rosja będzie bronić swojego stanu posiadania wszelkimi dostępnymi środkami, włącznie z bronią nuklearną.

Putin doskonale wie, że zachodnie społeczeństwa są wyjątkowo podatne na groźby nuklearne. W czasie zimnej wojny strategia NATO opierała się na wysokim ryzyku użycia broni jądrowej w celu odstraszenia sowieckiej agresji. Wojny udało się uniknąć, ale strategia pozostawiła trwały ślad w zbiorowej psychice wolnego świata. Broń nuklearna i odstraszanie jądrowe stały się tematami tabu. Putin próbuje także wykorzystywać powszechną w zachodnich społeczeństwach awersję do samej koncepcji eskalacji, z którą związana jest wiarygodność odstraszania. Aby zniechęcić przeciwnika do ataku lub eskalacji, sami musimy być zdolni do zagrożenia mu kosztami, które sprawią, że walka stanie się dla niego zupełnie nieopłacalna. W ten sposób Putin chce osłabić zdolność wolnego świata do prowadzenia polityki odstraszania, nie tylko w kontekście Ukrainy, ale także wschodniej flanki NATO.

W wielu społeczeństwach wolnego świata rosyjskie groźby wzmocniły obawy, że dojdzie do nuklearnej eskalacji. Obawy te pogłębiła wypowiedź prezydenta USA Joe Bidena, który stwierdził, że od czasu kryzysu kubańskiego w 1962 r. świat jeszcze nigdy nie był tak blisko nuklearnego armagedonu2. Zaczęły nasilać się głosy, że należy wywrzeć na Ukrainę presję, aby przyjęła rosyjskie warunki i pogodziła się z utratą terytorium, w imię wspólnego dobra, jakim jest uniknięcie wojny nuklearnej3.

Rosyjskie groźby na szczęście nie przyniosły efektu politycznego. Zachodni partnerzy Ukrainy zapowiedzieli, że nie zmienią swojego podejścia do rosyjskiej agresji i będą wspierać Ukrainę "tak długo, jak będzie trzeba". Na specjalnym szczycie G7 najsilniejsze gospodarczo demokracje świata i Ukraina określiły ramy przyszłego zawieszenia broni, które nie wskazują na gotowość ustępstw wobec Rosji. Tak zwany "sprawiedliwy pokój" ma uwzględniać respektowanie integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, zagwarantowanie, że Ukraina będzie miała zdolność do samoobrony, zapewnienie jej zdolności do odbudowy, w tym z wykorzystaniem środków pochodzących z Rosji, oraz pociągnięcie do odpowiedzialności rosyjskich sprawców zbrodni wojennych4. Tymczasem ministrowie obrony NATO podjęli decyzje, które mają umożliwić państwom członkowskim znaczące zwiększenie produkcji sprzętu i uzbrojenia5. Dzięki temu można będzie ­uzupełnić uszczuplone zapasy, udzielać wsparcia Ukrainie przez kolejne miesiące, a nawet lata, i posiadać zdolność do obrony terytorium NATO przed rosyjską agresją.

Nie oznacza to, że decydenci polityczni nie traktują rosyjskich gróźb poważnie. Stany Zjednoczone wzmocniły działania, które mają przekonać Rosję, że użycie broni jądrowej i złamanie nuklearnego tabu wiązałoby się dla niej z gigantycznymi kosztami. Takie ostrzeżenia są przekazywane m.in. kanałami dyplomatycznymi, ale także są komunikowane publicznie6.

Analizowane są też różne scenariusze użycia broni jądrowej przez Rosję oraz możliwej reakcji USA. Większość z nich wskazuje, że Rosja szybko spadłaby ze swojej drabiny eskalacyjnej. Eksplozja nuklearna przeprowadzona nad niezamieszkanym terytorium w celu wywołania szoku psychologicznego nie osłabiłaby determinacji Ukrainy do obrony i prawdopodobnie nie zniechęciłaby USA i innych państw do udzielania jej wsparcia.

Wykorzystanie pojedynczego ładunku jądrowego przeciwko ukraińskim wojskom czy infrastrukturze nie miałoby istotnego wpływu na przebieg działań militarnych. Nawet najczarniejszy scenariusz, jakim jest atak nuklearny na miasto, w którym mogłoby zginąć kilkadziesiąt tysięcy osób, nie dawałby Rosji gwarancji, że Ukraińcy zrezygnowaliby z dalszej walki. Bronią się oni z ogromną determinacją i są gotowi ponosić ogromne koszty, bo wiedzą, że kapitulacja oznacza nie tylko utratę suwerenności, ale eksterminację ich narodu.

Jednocześnie złamanie nuklearnego tabu oznaczałoby, że próby wpływania na rosyjskie kalkulacje się nie powiodły. W interesie USA i wielu innych państw byłoby przywrócenie wiarygodności odstraszania, nie tylko po to, by zniechęcić Putina do dalszej eskalacji, ale także, by ustabilizować system międzynarodowy.

Po złamaniu nuklearnego tabu wzrastałoby ryzyko, że na użycie broni nuklearnej zdecydują się Korea Północna, Indie oraz Pakistan w czasie kolejnej wojny czy Chiny, dążąc do przejęcia kontroli nad Tajwanem. Dlatego reakcja nie mogłaby się ograniczać do sankcji politycznych i gospodarczych. Chociaż rozważane opcje koncentrują się na działaniach konwencjonalnych, one także mogą być dotkliwe. Zrównoważenie w wymiarze strategicznym i politycznym użycia broni jądrowej środkami konwencjonalnymi mogłoby zmusić USA do przeprowadzenia ataków na rosyjskie siły na Ukrainie w stopniu, który pozwoliłby ukraińskiej armii na skuteczną kontrofensywę i odzyskanie pełnej integralności terytorialnej państwa.

Ograniczenie się do odpowiedzi konwencjonalnej dawałoby także USA moralną wyższość nad Rosją, która przekładałaby się na większą legitymizację działań. Stany Zjednoczone mogłyby liczyć nie tylko na poparcie własnego społeczeństwa, ale także dużej części wspólnoty międzynarodowej. Taka legitymizacja dawałaby istotną przewagę eskalacyjną nad Rosją. Podczas gdy obłożona sankcjami i izolowana Rosja miałaby dylemat, czy zagrozić dalszą eskalacją, np. poprzez atak na terytorium NATO, USA miałyby otwartą drogę np. do przeprowadzenia ataku wyprzedzającego, konwencjonalnego lub jądrowego na cele w Rosji, aby kolejnemu takiemu jądrowemu atakowi zapobiec. Ogromny potencjał USA umożliwiający prowadzenie precyzyjnych uderzeń konwencjonalnych z dużej odległości wzmacnia wiarygodność takiego uderzenia w samoobronie. Rosja musiałaby uznać, że ryzyko i koszty związane z wejściem na każdy kolejny szczebel eskalacji są dla niej zbyt duże.

Tutaj dochodzimy jednak do kluczowego problemu związanego z ewentualnym przekroczeniem progu nuklearnego przez Rosję. Teoretyczne analizy pozwalają nam się zorientować, jaka mogłaby być dynamika wydarzeń, ale w praktyce poruszalibyśmy się po niezbadanych wodach. Nie możemy wykluczyć, że kalkulacje ryzyka zniechęciłyby USA do posługiwania się groźbą przeprowadzenia ataku na rosyjskie terytorium w celu powstrzymania ataku na NATO lub niedopuszczenia do kolejnego użycia broni nuklearnej. Ujawniane w czasie pokoju obawy zachodnich społeczeństw przed posługiwaniem się groźbą eskalacji mogłyby przybrać formę masowych protestów przeciwko wojnie, a decydenci mogliby się ugiąć pod społeczną presją. Dlatego należy podjąć wszelkie możliwe działania, aby ryzyko przekroczenia przez Rosję tego progu maksymalnie ograniczyć już teraz.

W tym celu USA i NATO powinny stworzyć dodatkowy szczebel drabiny eskalacyjnej. Ukraina, która posiada już ponad 20 wyrzutni HIMARS i siostrzanych systemów M270, powinna zostać uzbrojona w rakiety ATACMS o zasięgu ponad 300 km. Gdyby Rosja zdecydowała się na użycie broni nuklearnej, Ukraina miałaby zdolność do zagrożenia atakami na rosyjskie terytorium. Trzeba pamiętać, że salwa ATACMS może być równie skuteczna, co użycie ładunku nuklearnego o sile kilku lub kilkunastu kiloton. Ukraina mogłaby więc zagrozić proporcjonalnym odwetem, zachowując też moralną wyższość i zapewniając sobie legitymizację takich działań, bo odpowiedź byłaby konwencjonalna. W ten sposób pojawiłaby się wiarygodna groźba, na której wykorzystanie ze względów politycznych na obecnym etapie kryzysu nie decydują się USA. Taka decyzja wzmocniłaby wiarygodność odstraszania i zwiększyła szanse, że Putin wcześniej niż później spadnie ze swojej drabiny eskalacyjnej. W słynnym amerykańskim thrillerze science fiction z lat 80. XX w. pt. Gry wojenne superkomputer odpowiada na pytanie, jak wygrać wymianę uderzeń jądrowych: "po prostu nie grać". Jeśli mamy możliwość zrzucić Putina z drabiny, usuwając mu szczeble spod stóp... to nie powinniśmy się wahać.

***

Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie wciąż determinuje dynamikę światowych wydarzeń. Znajduje to odzwierciedlenie w ostatnim w tym roku "Polskim Przeglądzie Dyplomatycznym", który pomimo różnorodności autorów i poruszanych przez nich tematów skupia się na konsekwencjach wojny na Ukrainie oraz próbie odpowiedzi "wolnego świata" na imperialną politykę Rosji.

Na wstępie przedstawiamy Państwu rozmowę Sławomira Dębskiego z gen. Rajmundem Andrzejczakiem, szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Jest ona niejako kontynuacją refleksji na temat wojskowych aspektów rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie i nawiązaniem do rozmowy z Michaelem Kofmanem z poprzedniego numeru, tym razem jednak sytuacja za naszą wschodnią granicą jest analizowana z perspektywy praktyka.

Dział "Opinie" zawiera cztery teksty ekspertów ds. polityki Niemiec, którzy rozkładają na czynniki pierwsze jeden z najważniejszych w Europie rezultatów politycznych rosyjskiej agresji przeciwko Ukrainie, czyli bankructwo polityki Niemiec, opartej przez lata na idei współpracy i business as usual z Rosją. Rozkładowi współpracy politycznej przygląda się Lidia Gibadło przez pryzmat nowo definiowanych priorytetów polityki zagranicznej RFN, politykę wschodnią analizuje Łukasz Jasiński, politykę energetyczną – Jakub Wiech, a konsekwencje tych zjawisk dla pozycji globalnej Niemiec przez pryzmat przewodnictwa w G7 opisuje Ryszarda Formuszewicz.

W dalszej części Stephen Blank pisze o tym, co Zachód robi, aby pomóc Ukrainie, dlaczego robi za mało i co może zrobić jeszcze, aby przeciwstawić się największej groźbie nie tylko dla Ukrainy, ale dla europejskiego i światowego systemu bezpieczeństwa. Z kolei Patrycja Grzebyk ocenia, jak w najbardziej efektywny sposób pociągnąć do odpowiedzialności prawnej rosyjskich zbrodniarzy za dokonywane przez nich akty bestialstwa na ukraińskiej ludności cywilnej.

O rosyjskich elitach w czasie wojny pisze Anna Łabuszewska, próbując znaleźć odpowiedź na pytania: dlaczego nie doszło jeszcze do antyputinowskiego przewrotu? Czy może do niego dojść? Kto miałby go dokonać? Czym dzisiaj są rosyjskie elity? O elitach, ich władzy i odpowiedzialności, aczkolwiek już na przykładzie innego autorytarnego państwa, piszemy więcej. Bilansu dotychczasowych rządów Xi Jinpinga w Chinach na łamach PPD dokonuje Marcin Przychodniak. Z kolei Michał Lubina ocenia (niezwykle krytycznie), na ile uzasadnione są popularne ostatnio w mediach tezy o sojuszu rosyjsko-chińskim.

Tegoroczny przegląd zamykają wątki bliskowschodnie. Aleksandra Spancerska w kompleksowy sposób opisuje potencjał i znaczenie tureckiego przemysłu zbrojeniowego. Jakub Gajda spogląda na toczące się negocjacje nuklearne z Iranem przez pryzmat polityki regionalnej oraz problemów wewnętrznych tego państwa. Tekstem zamykającym dział esejów jest przewodnik polityczny po zbliżających się mistrzostwach świata w piłce nożnej w Katarze autorstwa Adrianny Łukaszewicz, która nie tyle analizuje, "czy wyjdziemy z grupy", ile ocenia, jakie znaczenie zbliżająca się impreza będzie mieć dla Kataru, jego regionalnej pozycji i światowego wizerunku.

Życzymy państwu ciekawej i krytycznej lektury.

1 Analiza podejścia Rosji oraz USA i NATO do odstraszania i eskalacji zob. W. Lorenz, Odstraszanie. Strategia i polityka, PISM, 2021.

2 Remarks by President Biden at Democratic Senatorial Campaign Committee Reception, The White House, 6 października 2022 r., www.whitehouse.gov.

3 T. Bella, Kissinger says Ukraine should cede territory to Russia to end war, "The Washington Post", 24 maja 2022 r., www.washingtonpost.com; Zelensky and Musk in row over Ukraine 'peace plan poll', BBC, 4 października 2022 r., www.bbc.co.uk.

4 G7 Statement on Ukraine, The White House, 11 października 2022 r., www.whitehouse.gov.

5 Press conference by NATO Secretary General Jens Stoltenberg following the meetings of NATO Defence Ministers, NATO, 13 października 2022 r., www.nato.int.

6 Transcript: National security adviser Jake Sullivan on "Face the Nation", Sept. 25, 2022, CBS, 25 września 2022 r., www.cbsnews.com.

WYWIAD

Z gen. Rajmundem Andrzejczakiem rozmawia Sławomir Dębski

Panie generale, dzień 24 lutego 2022 r., wraz z nową odsłoną rosyjskiej agresji na Ukrainę, zmienił sytuację strategiczną Polski, a także polityczną międzynarodową koniunkturę, która wpływa również na środowisko, w którym funkcjonują polskie siły zbrojne, a więc na Pana obszar odpowiedzialności. Bez wątpienia rosyjska napaść zbrojna zmieniła także charakter pańskiej drugiej kadencji jako szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Zmiana i adaptacja będą więc w sposób oczywisty tematem przewodnim naszej rozmowy, ale zanim do tego przejdziemy... Pan generał dużo czyta, co warto było przeczytać po 24 lutego 2022 r.?

Dobre wyjściowe pytanie.

A może jakieś lektury należy uznać za zdezaktualizowane pod wpływem tego, co widzimy na froncie rosyjsko-ukraińskim?

Być może pana zaskoczę, ale na liście klasycznych lektur obowiązkowych nic się nie zmieniło. Charakter wojny rosyjsko-ukraińskiej jest oczywiście specyficzny, zresztą ta wojna jeszcze trwa i może mieć jeszcze różne oblicza. Z całą pewnością na jej temat powstanie jeszcze wiele wartościowych opracowań. Natomiast natura wojny nie uległa zmianie. W dalszym ciągu wojna jest instrumentem politycznym i podlega prawom polityki. Tak więc klasyczny clausewitzowski paradygmat się nie zmienił, wciąż obowiązuje. Rosja dokonała inwazji na Ukrainę, aby osiągnąć własne cele polityczne – zniszczyć ukraińską państwowość i tożsamość. Ukraina broni się, aby zachować własne państwo i ochronić własne społeczeństwo przed eksterminacją, również dąży zatem do osiągnięcia celów politycznych. W jej przypadku mają one jednak charakter egzystencjalny. Relacje między klasyczną "triadą" Clausewitza: władzy, narodu i armii, reprezentującymi racjonalność pierwszej, namiętności i emocje drugiej składowej oraz prawdopodobieństwa i przypadku, w stosunku do sił zbrojnych jest niezmienna, powiedziałbym nawet, że niezwykle silnie reprezentowana podczas tej wojny.

Czyli polityczna natura toczącego się u naszych granic konfliktu zbrojnego nie jest zaskakująca. Czy możemy zatem mówić o zaskoczeniu, jeśli chodzi o sposób, w jaki Rosja używa siły i swoich sił zbrojnych?

Najważniejsze jest to, żeby tych spraw nie rozdzielać. Instrumenty wojskowe są oczywiście ważne, ale są one jednak tylko elementem politycznego instrumentarium, którym Rosja dysponowała, a w skład którego wchodziły przecież także środki polityczne, dyplomatyczne, energetyczne i szerzej gospodarcze. Dlaczego sięgnięto po środki militarne? Dlaczego zostały one użyte w całkowitej próżni, to znaczy bez wsparcia politycznego, dyplomatycznego i gospodarczego? Dlaczego cele polityczne zostały przez rosyjskich decydentów sformułowane w taki sposób, że użycie w formie zintegrowanej wszystkich środków będących do ich dyspozycji stało się niemożliwe? Na te pytania będziemy jeszcze w przyszłości poszukiwać odpowiedzi. Jedno nie ulega wątpliwości: Rosja popełniła błąd na poziomie strategicznym, gdy za swój cel polityczny uznała zniszczenie ukraińskiego państwa i likwidację ukraińskiego narodu. Osiągnięcie tak zdefiniowanego celu środkami innymi niż militarne stało się niemożliwe i bardzo trudnym uczyniło skorzystanie z pozostałych środków, jako wsparcia instrumentów militarnych. Dlatego oceniając skuteczność rosyjskich działań militarnych przeciwko Ukrainie, nie możemy o tym aspekcie sprawy zapominać. Błędu popełnionego na poziomie strategicznym nie da się naprawić na poziomie taktycznym. Nawet najlepszej armii na świecie można fatalnie użyć, jeśli postawi się przed nią zadania, których po prostu nie będzie w stanie zrealizować. Rosja dobrała złą strategię do wojny, uniemożliwiając sobie szybkie osiągnięcie zakładanych celów. Być może uniemożliwiając całkowicie.

Ukraina broni się dzięki wsparciu, politycznemu, militarnemu i gospodarczemu, jakie otrzymuje od państw wolnego świata, który wcześniej odmawiał jej prawa do ubiegania się o członkostwo w jego kluczowych instytucjach. Być może bez tego wsparcia zadanie postawione przed rosyjską armią byłoby łatwiejsze do zrealizowania? Ta zmiana podejścia do Ukrainy mogła Rosję zaskoczyć?

Reakcja świata zaskoczyła wszystkich. Mam wrażenie, że także "wolny świat" jest dziś trochę za­sko­czony, że tak zdecydowanie i skutecznie stanął po stronie Ukrainy.

Kluczowe było jednak to, że prezydent Zełenski nie udał się na emigrację, a Ukraińcy stawili najeźdźcy zorganizowany i skuteczny opór. Powstała więc konieczność zdefiniowania polityki wobec tego faktu. Nikt nie udzieliłby Ukrainie wsparcia, gdyby skapitulowała... Fakty na polu boju zmieniają polityczną rzeczywistość.

Oczywiście. Postawa władz Ukrainy jest bardzo dobra, to decydujący czynnik. Przy tym wydaje się, że generał Gierasimow przygotowywał rosyjskie siły zbrojne do zupełnie innej wojny. Warto zwrócić w tym miejscu uwagę na pewną sekwencję zdarzeń, która jest znana każdemu sztabowi generalnemu na świecie. Po prostu to jest część naszej pracy, analizujemy sposoby użycia sił zbrojnych w każdym zakątku świata, choć rzadko zwraca się na to uwagę w szerszej debacie publicznej. Szukamy cech wspólnych, analogii, ale też różnic. Otóż w maju ubiegłego roku Izrael skoncentrował bardzo dużą ilość siły militarnej wokół Strefy Gazy. Jednocześnie rozpoczął operację przejęcia inicjatywy w sferze informacyjnej i finalnie w bardzo krótkim czasie, stosując precyzyjne uderzenia na cele w Strefie Gazy, doprowadził do rozpoczęcia kolejnej fazy negocjacji izraelsko-palestyńskich, w których przewagę i polityczną inicjatywę miała strona izraelska. Tak więc przewaga Izraela wynikająca z nasycenia jego sił zbrojnych zaawansowanymi środkami walki, skutecznej obrony przeciwrakietowej, walki elektronicznej i rozpoznania stworzyła możliwości użycia sił zbrojnych w celu uzyskania lepszej pozycji negocjacyjnej. Mam nieodparte wrażenie, że jednym z czynników, które wpłynęły na rosyjskie myślenie o użyciu siły zbrojnej przeciwko Ukrainie, było właśnie to ostatnie izraelskie doświadczenie. Przynajmniej gen. Gierasimow mógł zakładać, że chodzi właśnie o osiągnięcie takiego efektu. Ale Ukraińcy to nie Hamas. Stosunek sił, przewaga pozycji geograficznej, przewaga informacyjna Izraela nad Hamasem były nieporównywalnie większe niż Rosji nad Ukrainą. Analogie są wyraźne co do sposobu, ale wykonanie różni się całkowicie.

W słynnym powiedzeniu, że generałowie przygotowują się do wojen, które już się odbyły, ukryte jest ostrzeżenie przed tzw. myśleniem tunelowym, niepozwalającym dostrzec szerszej, współczesnej perspektywy ani dostosować myślenia do faktu, że każda wojna jest jednak inna. Czy nieustanne poszukiwanie analogii użycia sił zbrojnych, prowadzące często do porównywania nieporównywalnego, nie jest aby niebezpieczną pułapką?

W szukaniu analogii w użyciu sił zbrojnych zawsze jest element ryzyka polegający na tym, że zaczyna się akcentować podobieństwa i jednocześnie ignorować różnice. Niemniej jednak istnieje tak wiele podobieństw między planem agresji na Ukrainę, który Rosjanie próbowali zrealizować, a amerykańskimi operacjami wobec Iraku, jak "Pustynna burza" z 1991 r. czy "Iracka wolność" z 2003 r., że trudno je zignorować. Zresztą obie te operacje bardzo inspirowały rosyjskich teoretyków użycia sił zbrojnych. Zafascynowany był nimi m.in. gen. Zarudnicki, komendant rosyjskiej Akademii Sztabu Generalnego, który na ich przykładzie rozważał użycie sił zbrojnych jako instrumentu politycznego, pisał o swojej wizji wojny przyszłości, wojny nowej generacji, opartej na działaniach na dużej odległości, z użyciem broni precyzyjnej, działań podprogowych, wojsk specjalnych, wsparciu propagandowym. I właśnie takie zintegrowane użycie różnych elementów siły miało wywierać presję na decydentów adwersarza i jego opinię publiczną. Rosjanie wyobrażali sobie starcie nowej generacji niemal jako wojnę bezkontaktową.

Nie wątpię, że na papierze i podczas ćwiczeń, symulacji, teoretycznych gier, wizja ta brzmiała bardzo przekonująco, a zastosowana wobec Ukrainy miała wywołać efekt zastraszenia, poderwać morale Ukraińców i ich wiarę w sens oporu. Putin mógł być przekonany, że rosyjska armia jest gotowa do przeprowadzenia takiej operacji zastraszenia. I myślę, że nawet część rosyjskich dowódców wysokiego szczebla, gdy otrzymała zadanie przygotowania rosyjskich sił zbrojnych do działania przeciwko Ukrainie, zakładała, że chodzi o zastosowanie siły militarnej właśnie w takim kształcie, czyli w celu uzyskania tego pierwszego najważniejszego celu strategicznego, jakim miało być złamanie ukraińskiej woli oporu oraz regime change, czyli wymiana rządu w Kijowie na prorosyjski i zagwarantowanie Rosji lepszej politycznej pozycji przetargowej. To się nie udało.

Czy zatem pan generał uważa, że praźródłem błędu strategicznego popełnionego przez Rosjan wobec Ukrainy była ich skłonność do nieustannego porównywania się do Amerykanów? Dążenie do nieustannego ich kopiowania?

Jeżeli punktem wyjścia rosyjskiego planowania były inspiracje mające swoje źródła na Bliskim Wschodzie, czy to izraelskie, czy amerykańskie, to zabrali się do "operacji specjalnej", ignorując ukraińską specyfikę, lub też wyciągając z niej błędne wnioski. Ukraińcy to ani Hamas, ani armia Saddama Husajna. Ukraina anno domini 2022 to także nie Ukraina z 2014 r. Brak bariery językowej, kulturowej, wiedza Ukraińców o rosyjskiej armii, jej mentalności i procedurach, nawykach logistycznych i taktycznych, wszystko to wymagało innego, specjalnego właśnie, podejścia do planowania wojny. Tymczasem Rosjanom zabrakło odpowiednich doświadczeń, gdyż użycie rosyjskich sił zbrojnych w Górskim Karabachu, agresja na Gruzję w 2008 r., następnie aneksja Krymu i wojna w Donbasie w 2014 r. to były operacje o zupełnie innej skali. To był ten limit of ­advance, czyli górna granica możliwości rosyjskich sił zbrojnych co do mobilizacji przerzutu na inny teatr, wykonania zadania operacyjnego. Tymczasem wojna z Ukrainą to po prostu klasyczny konflikt zbrojny między dwoma podmiotami państwowymi – po prostu wielka europejska wojna z zastosowaniem całego spektrum dostępnych środków. To także zupełnie inny rodzaj wyzwania logistycznego. To nie operacja błyskawiczna, wymagająca środków jej podtrzymania przez okres kilku tygodni. Wielka wojna oznacza konieczność zapewnienia logistycznego wsparcia pola walki przez okres co najmniej roku i to przy założeniu powodzenia pierwotnego planu – błyskawicznego zajęcia Kijowa i zainstalowania tam prorosyjskiego reżimu. Jakiekolwiek niepowodzenie takiej operacji oznaczało konieczność przygotowania wsparcia logistycznego dla rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie obliczonego na lata. Do tego nie jest gotowa ani rosyjska armia, ani gospodarka i myślę, że również rosyjskie społeczeństwo.

Tu dochodzimy do pytania o aktualność tych obserwacji. Czy to, o czym pan generał mówi, to analiza ex post, czy też już przed 24 lutego widział pan, że Rosjanie zbliżają się do klifu, a nawet że zamierzają z niego oddać skok? Wiele się pisze ostatnio o nietrafionych ocenach sytuacji, o tym, że doniesienia amerykańskiego wywiadu na temat przygotowań Rosji do wojny z Ukrainą były sceptycznie odbierane w Europie, pisał o tym ostatnio "Washington Post"1.

Jest za wcześnie, aby wchodzić w szczegóły co do tego, co wiedzieliśmy już kilka czy kilkanaście miesięcy temu. Przyznaję, że z dużym zainteresowaniem czytałem reportaż "Washington Post", w końcu uczestniczyłem w procesie kształtowania opinii na temat napływających informacji i mogę potwierdzić, że wiele z opisanych w nim sytuacji istotnie mogło tak wyglądać.

Czy pan generał miał świadomość, że Rosja szykuje się do wojny?

Ależ Rosja znajduje się w stanie wojny od zawsze, to ich "stan skupienia". Różne są jej formy, narzędzia, instrumenty, środowisko polityczno-ekonomiczne, ale dla Rosji wszystko jest wojną. Wojna na Ukrainie trwa już od 2014 r., świat trochę o tym zapomniał. Wiedzieliśmy także bardzo dobrze, że Putin reformuje rosyjskie siły zbrojne w taki sposób, aby ponownie mogły się one stać wiarygodnym instrumentem politycznego nacisku i były zdolne do zrealizowania w razie konieczności groźby użycia przez Rosję siły. Agresywność Rosji akurat nas Polaków nie mogła zaskoczyć. Kiedyś w przyszłości, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy dane państwo szykuje się do wojny, obserwowało się, czy czołgi są ładowane na transporty kolejowe, a wcześniej – jak długo i gdzie ładowane są akumulatory, i czy po naładowaniu wracają do magazynów, czy też wkładane są do maszyn. Dziś jednak systemowe indykatory są dużo bardziej czułe i wysublimowane. Obserwuje się na przykład system bankowy, nienaturalne przepływy finansowe, odbiegające od normy alokacje i tworzenie rezerw. Po aneksji Krymu Rosjanie zdawali sobie sprawę, że mogą ich dotknąć kolejne sankcje, i przygotowywali swój system finansowy na funkcjonowanie w takich warunkach. Obserwowaliśmy te przygotowania. Do tego dochodziła klasyczna obserwacja ruchów wojsk. Widzieliśmy przecież ich koncentrację, a nawet dwie. Śledziliśmy także ideologiczne i propagandowe przygotowanie do wojny, czytaliśmy artykuł Putina o znaczeniu Ukrainy w historii Rosji i aspiracjach do przywrócenia rosyjsko-ukraińskiego braterstwa2. Bardzo dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że można to osiągnąć wyłącznie siłą. Ponadto my nad Wisłą wyczuwamy rosyjskie intencje niemal intuicyjnie. Tę intuicję można zagłuszać, ale to jest nasz instynkt, który pozwala nam odczytywać zagrożenie, zanim jeszcze odezwą się te wszystkie zaawansowane dzwonki alarmowe... Czasami nie byliśmy w stanie wskazać konkretnego powodu naszego niepokoju, dostarczyć twardego dowodu, a już wiedzieliśmy, że niebezpieczeństwo jest w pobliżu i się czai... i mieliśmy rację.

Do tego jeszcze wrócę, ale skoro rozmawiamy o polskim instynkcie... Czy zdaniem pana generała jest to wynik wyłącznie naszych historycznych traum, czy może specyfika naszej kultury strategicznej, w której Rosja funkcjonuje w sposób szczególny? Wszak jeśli mówimy o polskiej niepodległości, to w praktyce na przestrzeni ostatnich trzech stuleci oznaczało to przede wszystkim brak podległości wobec Rosji.

To brzmi jak temat na osobną rozmowę, ale odpowiem następująco: gdy w lipcu 2018 r. zostałem powołany przez Pana Prezydenta Andrzeja Dudę na stanowisko Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, zbliżała się setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. To wielkie wydarzenie, które każdy obywatel naszego państwa powinien choć raz w życiu w sercu rozważyć. Jako nowy Szef Sztabu Generalnego rozważałem tę rocznicę nie tylko jako Polak, jako patriota, ale zostałem niejako do tego dodatkowo zobowiązany, jako żołnierz i Szef Sztabu Generalnego. A w tej roli i funkcji społecznej musiałem odpowiedzieć sobie nie tyle na pytanie, jak się wolność odzyskuje, ale przede wszystkim – jak się ją traci. Aby bowiem bronić się przed zagrożeniem utraty niepodległości, trzeba bardzo dobrze rozpoznać istotę tego zagrożenia. I w Sztabie Generalnym poświęciliśmy takim analizom dużo czasu, ponownie rozpatrywaliśmy polskie wojny obronne, polskie powstania, obie wojny światowe, które przetoczyły się przez polskie ziemie. Dwa lata później kolejna wielka rocznica, stulecie Bitwy Warszawskiej w 1920 r. i wojny z bolszewikami, polskiego zwrotu zaczepnego znad Wieprza. Zaraz potem rozpoczął się sztucznie wywołany przez Rosję i Białoruś kryzys migracyjny na polskiej granicy wschodniej. I okazało się, że przestrzeń, którą znaliśmy w Sztabie Generalnym z analiz – wydawać by się mogło historycznych i okolicznościowych – jest ta sama, w której muszą działać polskie siły zbrojne współcześnie. Seminaria o polskich wojnach z Rosją, dyskusje o polskich i rosyjskich manewrach, o bitwie pod Orszą, Kircholmem, Smoleńskiem, Kłuszynem, Maciejowicami, Wilnem, Dębem Wielkim, Iganiami i Ostrołęką, nad Berezyną, Wisłą i Niemnem, wszystkie te doświadczenia historyczne są zintegrowane w naszych aktualnych wyzwaniach. To właśnie zestawianie analogii i ich powtórna refleksja jest tu istotą. Bardzo często podczas wizyt i rozmów z moimi kolegami, szefami sztabów państw NATO, rozmawialiśmy o obszarze naszej traktatowej odpowiedzialności. Konsekwentnie zmuszałem ich do studiów nad mapą wschodniej flanki NATO i pokazywałem, że obszar naszej strategicznej refleksji rozciąga się od Moskwy, przez Smoleńsk, Mińsk i Warszawę, po Berlin i Hamburg, i od Morza Białego, przez Helsinki, Tallin, Lwów, Odessę, Bukareszt, po cieśniny tureckie Bosfor i Dardanele. Tłumaczyłem, że myśląc o Rosji, musimy myśleć o Berezynie i błotach poleskich, że musimy myśleć o Ukrainie. To jest po prostu ta sama przestrzeń, w której Polska i inne narody Europy Środkowej i byłej Rzeczpospolitej działają od 1000 lat i w naszej strategicznej przestrzeni operacyjnej nic się nie zmieni. I nagle nadchodzi 24 lutego 2022 r. i rosyjska napaść na Ukrainę... Gdy teraz spotykam się z moimi kolegami, pytam: czy pamiętacie te nasze rozmowy sprzed dwóch, trzech lat? Zapada wymowna cisza – nie wszystkich, ale niektórych moich kolegów... nagła świadomość, że byliśmy w jakimś śnie, że strefa komfortu intelektualnego, do której wszyscy się przyzwyczailiśmy, sprawiała, że nawet mając tę samą listę lektur, o które pan pytał, wielu z nas nie było w stanie przyjąć do wiadomości, że sposób, w jaki Rosjanie zagospodarowują tę właśnie przestrzeń, oznacza szykowanie się do wojny. Dla nas w Warszawie było to oczywiste. Dziś różni nasi koledzy już rozumieją, co do nich mówiliśmy.

Tak więc trudno było mówić o jakimś intelektualnym zaskoczeniu, to raczej myśmy sobie nie życzyli wewnętrznie, żeby ten nasz świat, który znamy, w którym jest nam dobrze, nagle znowu stał się światem bardzo niebezpiecznym.

No więc dobrze, nie było mowy o intelektualnym zaskoczeniu. Pora jednak wrócić do reportażu "Washington Post"... Co było pana zdaniem źródłem ostrożności, a nawet sceptycyzmu w Europie wobec amerykańskich ostrzeżeń? Czy to wynikało z małego zaufania do amerykańskiego wywiadu? Pamiętajmy, że w przeszłości jego wiarygodność została poświęcona w imię osiągnięcia celów politycznych. Czy też może amerykańskie oceny stały w sprzeczności z wiedzą o stanie i gotowości rosyjskich sił zbrojnych? Sądząc po dotychczasowym przebiegu wojny, można wszakże dojść do wniosku, że z potencjałem, jakim w rzeczywistości dysponowała Rosja, w żadnym razie nie powinna się była zaangażować w wielki konflikt zbrojny z Ukrainą. Jeśli Europejczycy mylili się w swoich ocenach rosyjskich zdolności, to mylili się wraz z Rosjanami.

Wojna zaczyna się od pierwszego wystrzału. Dopóki on nie padnie, można mieć nadzieję, że uda się jej uniknąć. Wielu decydentów w Europie wierzyło, że uda się uniknąć kolejnej rosyjskiej napaści. Do tego stopnia, że zaczęli odrzucać niewygodne dla ich przekonań fakty. Myślenie tunelowe, myślenie życzeniowe występują bardzo często. To po pierwsze. Nie należy tu zapominać o trudnej do przyznania krótkowzroczności strategicznej, naiwności i błędach uzależnienia energetycznego Europy, które obnażane są każdego dnia, niewygodnie wpływając na sytuacje polityczne niektórych państw UE. Po drugie, wojna, a zwłaszcza jej wynik, zawsze jest sprawą nieprzewidywalną. Pisał o tym Clausewitz i filozofia wojny od jego czasów nie uległa żadnej zmianie. Każda ze stron konfliktu ma jakąś jego wizję. Żadna nie jest nigdy na 100% do niego gotowa, zawsze są jakieś braki i deficyty, które analizowane odrębnie mogą prowadzić do wniosku, że wojna jest niemożliwa, gdyż nikt rozsądny, wiedząc o tym deficycie, nigdy by się na nią nie zdecydował. Tymczasem wola sięgnięcia po instrument militarny zawsze miała duże znaczenie. Ci, którzy są stroną ofensywną, zakładają, że przejęcie inicjatywy strategicznej, zaskoczenie przeciwnika nawet nie samym momentem użycia siły, co decyzją o jej użyciu, będzie stanowiło o wyniku starcia. Można nawet powiedzieć, że w rosyjskiej tradycji istnieje pewnego rodzaju obsesja na punkcie zdobywania inicjatywy. Rosyjska doktryna wojenna zawsze przywiązywała do niej dużą wagę. Strona będąca w defensywie też ma jakiś plan i zakłada, że jednak będzie mogła się agresji przeciwstawić. Więc natura wojny się nie zmieniła – tarcie, mgła, nieprzewidywalność, żywioł. Tak pisał klasyk. To, czym ta wojna różni się od rozważań klasyków myśli strategicznej, to fakt, że toczy się ona nie tylko na Ukrainie, nie tylko między dwoma państwami, ale zmagania wojenne mają de facto charakter globalny, czy to w postaci instrumentów gospodarczych, w tym sankcji na Rosję, które zostały wprowadzone, czy też otwarcia dla Ukrainy perspektywy członkostwa w Unii Europejskiej. To są środki, po które sięgnięto w kontekście działań wojennych, aby wesprzeć wysiłek zbrojny Ukrainy. Celem obu stron jest pokonanie przeciwnika i narzucenie mu swojej woli, ale Ukraina zdołała zmobilizować szeroką koalicję, która wprawdzie nie uczestniczy bezpośrednio w działaniach wojennych, ale pośrednio jest zaangażowana w narzucanie Rosji swojej woli za pomocą innych instrumentów, czy to dostarczając Ukrainie środków materialnych niezbędnych do kontynuowania działań militarnych, czy to za pomocą presji ekonomicznej wywieranej na Rosję za pomocą sankcji gospodarczych. Proces decyzyjny dotyczący sposobu użycia środków politycznego przymusu jest nie tylko bardzo szeroki, uczestniczą w nim nie tylko rządy wielu państw, ale także bardzo głęboki, angażuje bowiem całe społeczeństwa, które domagają się ukarania Rosji za agresję i udzielenia pomocy Ukrainie walczącej o jej odparcie. Polska jest tu bardzo dobrym przykładem dla Europy i świata. Skorelowanie w czasie środków militarnych ze środkami gospodarczymi, takimi jak sankcje, powoduje, że "mgła wojny" i nieprzewidywalność wyniku konfrontacji zbrojnej współcześnie bardzo się zwiększyła. Wojna jednego państwa z drugim wymagała oczywiście zgromadzenia potencjału, motywacji wewnętrznej do użycia siły militarnej. Ale to właśnie globalne rozciągnięcie się zmagań wojennych na sferę gospodarczą i społeczną sprawia, że tak trudno jest i będzie wskazać moment czy środek decydujący o zwycięstwie lub porażce jednej ze stron. To także część odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak trudno było niektórym decydentom w Europie przyjąć do wiadomości, że Rosja naprawdę może chcieć dążyć do zniszczenia całego europejskiego narodu i jego państwa. Koszty tej wojny będą dla Rosji ogromne.

Może się więc okazać, że napaść na Ukrainę i sankcje gospodarcze nałożone na Rosję będą miały dla niej większe konsekwencje niż sowiecka interwencja w Afganistanie i wszystkie przypadki użycia sił zbrojnych przez Związek Sowiecki i Rosję po 1945 r. razem wzięte.

Tak może się stać. Żaden z klasyków opisujących naturę i charakter wojny nie zetknął się z taką integracją teatrów i środków walki na tak wielkiej, globalnej przestrzeni zmagań, choć na polu boju zaangażowane są tylko dwa państwa. Zwróćmy uwagę, że rosyjskie kłopoty z produkcją amunicji precyzyjnej wiążą się z trudnościami z utrzymaniem łańcucha dostaw półprzewodników. Obawa przed sankcjami powstrzymuje ich producentów od realizowania rosyjskich zamówień. Dotyczy to wszystkich producentów na Dalekim Wschodzie, w tym także Chin. Brak podzespołów ogranicza rosyjskie możliwości prowadzenia wojny i zwiększa szanse Ukrainy na prowadzenie skutecznego oporu. To niczym atak na armijne tabory w erze nowożytnej. To wojna z globalnymi implikacjami.

Co będzie można uznać za zwycięstwo Ukrainy w konflikcie z Rosją?

No tak, to jedno z trudniejszych pytań. Kryteria zwycięstwa są niezwykle ważne. Wszyscy chcielibyśmy wiedzieć, kiedy ta wojna się skończy. Czy chodzi o wyjście na jakąś rubież, np. granicę ukraińsko-rosyjską sprzed rosyjskiej agresji w 2014 r., czy może ważniejsze jest złamanie rosyjskiego potencjału umożliwiającego kolejne agresje. Powiem szczerze, dla nas żołnierzy parametry zwycięstwa nie są tutaj takie proste do zdefiniowania. Przerabiałem to na własnej skórze, gdy byłem oficerem odpowiedzialnym za planowanie w dywizji w Iraku, i potem, gdy byłem dowódcą Polskich Sił Zadaniowych w Afganistanie przez dwie rotacje. Operacja w Afganistanie nie miała w sensie formalno-prawnym charakteru wojny. Polska nie była w stanie wojny. Była to operacja reagowania kryzysowego. Dlatego mam świadomość, że dla polityków definiowanie kryteriów zaangażowania sił zbrojnych jest bardzo trudnym, odpowiedzialnym i politycznie ryzykownym procesem. Trzeba podjąć decyzję, wydać rozkaz, a następnie przyjąć raport sił zbrojnych i ocenić, czy zrealizowana misja spełniła kryteria sukcesu, czy nie. I bardzo rzadko się zdarza, iż to, co udało się osiągnąć, mówi samo za siebie i jest jednoznacznym i bezsprzecznym sukcesem. Jak zdefiniować zwycięstwo Ukrainy nad dokonującą zbrojnej napaści Rosją, na to pytanie muszą odpowiedzieć sami Ukraińcy. My nie możemy za nich tego zrobić. Ukraina jest niepodległym państwem, ma wszelkie prawa, żeby swojej niepodległości bronić i o nią walczyć, także rzucając na szaniec daninę krwi własnych żołnierzy i cierpienie własnego społeczeństwa. To nie jest sprawa łatwa. Naszą rolą jest pomóc im tak, aby mogli dokonywać oceny sytuacji i definiować kryteria zwycięstwa w najbardziej swobodny sposób, jak to możliwe. Aby nie brakowało im w tej chwili amunicji, sprzętu, paliwa, aby nie czuli się osamotnieni, porzuceni i zdradzeni jeśli nie przez sojuszników, to przez sąsiadów. To niezwykle ważne nie tylko dla przyszłości relacji polsko-ukraińskich, ale także dla kształtu świata, w którym przyjdzie żyć przyszłym pokoleniom. Świat, w którym agresja zbrojna stanie się nieopłacalna, gdyż będzie wywoływać solidarność i masową pomoc na rzecz jej ofiary, tworzyć szeroką nieformalną koalicję zwalczającą agresora, będzie światem bezpieczniejszym. O to idzie stawka na Ukrainie. Głęboko wierzę w ich zwycięstwo.

Dziękuję za rozmowę.

1 Sh. Harris, K. DeYoung, I. Khurshudyan, A. Parker, L. Sly, Road to war: U.S. struggled to ­convince allies, and Zelensky, of risk of invasion, "The Washington Post", 16 sierpnia 2022 r., www.washingtonpost.com.

2 W. Putin, On the Historical Unity of Russians and Ukrainians, "Kremlin.ru", 12 lipca 2021 r., http://en.kremlin.ru.

OPINIE

LIDIA GIBADŁO

FIASKO POLITYKI NIEMIEC

Debata o zmianie niemieckiej polityki zagranicznej trwa co najmniej od 2014 r., gdy podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium ówcześni prezydent Joachim Gauck, minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier oraz minister obrony Ursula von der Leyen wygłosili przemówienia, których wspólnym mianownikiem była gotowość do przyjęcia przez Niemcy większej roli w polityce globalnej. Zapewne nie przypuszczali, jak szybko ich słowa zostaną zweryfikowane. Działania podejmowane przez Niemcy w kolejnych latach były reaktywne, a po kolejnych kryzysach nie następowała refleksja, która skutkowałaby konkretnymi zmianami. Ani coraz bardziej agresywna polityka Rosji, ani imperialistyczne zapędy Chin, ani nawet powszechnie krytykowana w Niemczech prezydentura Donalda Trumpa nie skłoniły RFN do podjęcia działań, które wprowadzałyby nową jakość do niemieckiej polityki. W RFN koncepcja Handelsstaat leżała u podstaw polityki zagranicznej, a zasada dialogu mimo wszystko była głównym narzędziem do osiągania celów państwa. I choć to podejście przez lata się sprawdzało (pozwoliło RFN na relatywnie szybką odbudowę gospodarki po II wojnie światowej, przyjęcie do demokratycznej wspólnoty państw zachodnich i zjednoczenie Niemiec), to prymat gospodarki nad interesami bezpieczeństwa stawał się dla RFN coraz bardziej problematyczny, a instrumenty dyplomatyczne zaczęły wymagać uzupełnienia o komponent militarny. Pierwsze tygodnie rządu koalicji SPD, Zielonych i FDP nie wskazywały, aby miało dojść do takiej rewizji: stanowisko urzędu kanclerskiego odpowiedzialnego za wyznaczanie tzw. linii wiodących polityki zagranicznej wobec Rosji czy Chin nie zapowiadało zmian, mimo że ministerstwa spraw zagranicznych oraz gospodarki i klimatu kierowane przez Zielonych zgłaszały m.in. sprzeciw wobec uruchomienia Nord Stream 2 (NS2) w obliczu coraz bardziej prawdopodobnego ataku Rosji na Ukrainę. O tym, jak trudna jest to zmiana, świadczą toczące się od sześciu miesięcy debaty ekspertów i polityków.

REWIZJA REGUŁ

Punktem wyjścia do toczących się debat jest przemówienie Olafa Scholza w Bundestagu i zapowiedź rewizji dwóch zasad będących przez dziesięciolecia przedmiotem politycznego konsensusu w RFN. Pierwszą z nich jest prymat polityki wschodniej stworzonej w czasach rządów Willy'ego Brandta na przełomie lat 60. i 70. Zgodnie z nią odprężenie w relacjach z państwami bloku wschodniego, którego emanacją były kolejne traktaty polityczne i handlowe, otworzyło drogę do członkostwa RFN w ONZ, zjednoczenia Niemiec, a także pozwoliło na dokonanie pokojowej transformacji politycznej w Europie Środkowej i Wschodniej. Polityka dialogu, za którą Brandt otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 1971 r., miała być również dowodem, że środki dyplomatyczne są równie, jeśli nie bardziej skuteczne w osiąganiu celów politycznych niż potencjał militarny. Kolejni kanclerze RFN, również ci reprezentujący konkurencyjną chadecję po 1990 r., żywili przekonanie, że europejskie bezpieczeństwo nie może być budowane przeciw Rosji – jako mocarstwu nuklearnemu – a razem z nią. Tak uważali zarówno Helmut Kohl, jak i Angela Merkel. Tego stanowiska nie zmieniały kolejne posunięcia władz rosyjskich zagrażające stabilności kontynentu, takie jak wojna w Gruzji w 2008 r. czy aneksja Krymu w 2014 r.

Drugim obszarem politycznego konsensusu był eksport broni do miejsc zagrożonych lub objętych konfliktem zbrojnym. Zasada, po raz pierwszy zapisana w dokumentach rządu federalnego w 1971 r. i uaktualniana w kolejnych latach, zakładała, że RFN powinna dostarczać broń jedynie sojusznikom (państwom NATO i UE oraz Australii, Japonii, Nowej Zelandii i Szwajcarii). W przeciwnym razie do jej sprzedaży może dojść wyłącznie w uzasadnionych przypadkach i bez dopuszczania dostaw do krajów "[...] biorących udział w konfliktach zbrojnych lub takich, w których jest on nieuchronny, w których istnieje ryzyko wybuchu konfliktu lub istniejące napięcia i konflikty byłyby wywoływane, podtrzymywane lub zaostrzane przez eksport"1. Nie zmienia to faktu, że RFN, w 2022 r. piąty globalny eksporter broni, przez lata wysyłała wyprodukowany sprzęt do państw, których aktywność militarna budzi wiele wątpliwości zarówno za granicą, jak i w samych Niemczech. Chodzi tu przede wszystkim o państwa Bliskiego Wschodu zaangażowane w konflikt w Jemenie i Libii. O wadze tematu świadczy to, że jeszcze w kwietniu 2021 r. ówczesny lider Zielonych, a obecny wicekanclerz i minister gospodarki Robert Habeck wywołał ogromne kontrowersje, gdy w maju 2021 r. poparł eksport broni nieśmiercionośnej do Ukrainy.

DOSTOSOWYWANIE SIĘ DO NOWYCH REALIÓW

Ponad sześć miesięcy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji oraz po przemówieniu Scholza w Bundestagu proces przemian w obu obszarach trwa, a kolejne decyzje polityków koalicji rządowej pozwalają wyróżnić kierujące nimi zasady oraz czerwone linie. W przypadku Rosji rząd zdecydował o wstrzymaniu uruchomienia NS2, symbolu Ostpolitik drugiej dekady XXI w., i rozpoczął proces uniezależniania się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych, dołączając do unijnego embarga na rosyjski węgiel i ropę oraz stopniowo odchodząc od importu gazu. Jednocześnie trwa proces konstruowania nowej Ostpolitik, składający się z trzech etapów. Pierwszym jest uznanie zasług Brandtowskiej Ostpolitik dla zjednoczenia RFN i bezpieczeństwa Europy. Drugim jest przyznanie, że kierowanie się zasadą "zmiany przez handel" w relacjach z Federacją Rosyjską zakończyło się fiaskiem – rozwijanie współpracy gospodarczej przy jednoczesnym utrzymywaniu kontaktów ze społeczeństwem obywatelskim nie doprowadziło do demokratyzacji Rosji. Zamiast tego rosyjskie władze w znacznym stopniu ograniczyły działalność zagranicznych organizacji trzeciego sektora w Rosji (w tym niemieckich fundacji) i wykorzystały uzależnienie RFN od gazu jako narzędzie presji. Trzecim elementem jest budowa nowej polityki wschodniej, której punkt ciężkości ma zostać przesunięty z Rosji na państwa Europy Środkowej i Wschodniej.

Jednocześnie rząd określił dwie zasady, którymi należy się kierować w udzielaniu Ukrainie wsparcia zbrojnego: unikanie sytuacji, w której RFN i NATO mogłyby stać się stroną trwającego konfliktu, oraz działanie zawsze w koordynacji z pozostałymi członkami Sojuszu (not going alone). Efektami stosowania się do tych zasad są zdecydowany sprzeciw RFN wobec ustanowienia strefy zakazu lotów nad Ukrainą oraz dostawy ciężkiego uzbrojenia na Ukrainę w ramach procedury tzw. wymiany okrężnej. Zgodnie z nią państwa, które dostarczą na Ukrainę ciężki sprzęt pochodzenia sowieckiego, otrzymają w zamian uzbrojenie z Niemiec. Dzięki temu ukraińscy żołnierze mogą korzystać ze znanej sobie broni, co nie wymaga specjalnego przeszkolenia. Państwa, które są partnerami RFN w tej procedurze (m.in. Polska, Czechy i Słowacja), twierdzą jednak, że proces nie przebiega sprawnie, wskazując na opieszałość strony niemieckiej w dostawach zamienników dla sprzętu kierowanego na Ukrainę2.

ZWOLENNICY POKOJU VS. UKRAINEVERSTEHER

Zapowiedzi zawarte w przemówieniu Scholza z 27 lutego, a także następujące po nich decyzje nie wywołały kontrowersji w ugrupowaniach głównego nurtu: zarówno rządzący SPD, Zieloni i FDP, jak i opozycyjna chadecja byli zgodni co do błędów dotychczasowej Ostpolitik, potrzeby jej rewizji, wzmocnienia Bundeswehry, wsparcia dla Ukrainy, nałożenia na Rosję sankcji i rezygnacji z importu rosyjskich surowców energetycznych. Nie oznacza to jednak, że stanowisko rządu pozytywnie oceniają wszystkie środowiska. Pomysł ten krytykuje przede wszystkim skrajnie prawicowa i prorosyjska AfD: zdaniem jej przedstawicieli to Zachód ponosi winę za rosyjski atak, prowokował bowiem władze w Moskwie, akceptując aspiracje Ukrainy do członkostwa w NATO. W sympatyzującej z Rosją Lewicy kwestia odpowiedzi na rosyjską inwazję stała się kolejnym przedmiotem wewnątrzpartyjnych sporów. Z jednej strony atak Rosji wpisywał się w trwającą od lat narrację, zgodnie z którą rosyjska agresja jest efektem rozszerzenia NATO i wzmacniania jego obecności wojskowej na wschodniej flance, a także amerykańskiego imperializmu. Z drugiej strony skala zniszczeń i zbrodni na ludności cywilnej dokonywanych przez armię rosyjską skłoniła część członków partii do rewizji dotychczasowego stanowiska wyraźnie sprzyjającego Moskwie.

Szeroko komentowanym wyrazem sprzeciwu był list otwarty skierowany do kanclerza Scholza w kwietniu3 oraz apel opublikowany w czerwcu na stronie internetowej tygodnika "Die Zeit"4, pod którymi podpisali się politycy, naukowcy, a także ludzie kultury. Ich zdaniem dostawy broni do Ukrainy także w formie pośredniej stwarzają ryzyko wybuchu III wojny światowej, która może przerodzić się w konflikt nuklearny. Dodatkowo "kontynuacja wojny, której celem jest całkowite zwycięstwo Ukrainy nad Rosją, oznacza śmierć tysięcy ofiar wojennych dla celu, który nie wydaje się realistyczny". Wojna ma też prowadzić do nakręcania spirali zbrojeń oraz kryzysów humanitarnych, gospodarczych i ekologicznych w innych rejonach świata. W podobnym duchu swoje poparcie dla zaprzestania przekazywania broni Ukrainie wyrażał prof. Wolfgang Merkel, wskazując, że dostawom broni powinny towarzyszyć negocjacje pokojowe5.

Szczególne nasilenie głosów krytycznych wobec polityki rządu pojawiło się w czerwcu, gdy Gazprom ograniczył dostawy gazu przez gazociąg Nord Stream 1, uzasadniając to problemami technicznymi. Wówczas za uruchomieniem drugiej nitki gazociągu północnego oraz za odejściem RFN od unijnego embarga nałożonego na rosyjskie węgiel i ropę opowiedziała się AfD oraz część posłów die Linke, mimo że jej liderzy oficjalnie odrzucają taką możliwość. Poparcie dla tego pomysłu wyrazili także premier Saksonii oraz wiceprzewodniczący CDU Michael Kretschmer, znany z apeli o zniesienie restrykcji nałożonych na Rosję po aneksji Krymu. Przypadek Kretschmera jest również odzwierciedleniem nierzadko odmiennego podejścia wschodnioniemieckich członków głównych ugrupowań politycznych do wojny na Ukrainie, wynikającego z nastrojów panujących w tej części Niemiec. W lipcu 2021 r. 50% ankietowanych ze wschodu RFN popierało zacieśnienie relacji z Rosją (na zachodzie 25%), a jedynie 34% opowiadało się za nałożeniem na nią sankcji gospodarczych (na zachodzie 68%)6. Rozbieżności między wschodem a zachodem są wyraźne również po 24 lutego: we wschodnich landach poparcie dla sankcji nałożonych na Rosję mimo związanych z tym problemów w zaopatrzeniu w energię oraz osłabienia gospodarki sięga 39% (51% jest przeciwnego zdania). Taką gotowość wyraziło natomiast 63% badanych na zachodnie RFN, a 29% było przeciw7. Ta postawa jest wynikiem nie tylko swego rodzaju nostalgii za czasami NRD i poczuciem związku z Rosją, ale także obawami mieszkańców biedniejszych landów o kondycję ich budżetów domowych. Biorąc pod uwagę te czynniki, wyborcy z Brandenburgii, Turyngii czy Saksonii mogą być jeszcze bardziej skłonni do poparcia już i tak cieszącej się ogromną popularnością AfD w kolejnych wyborach samorządowych i landowych.

WIĘCEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI, ALE Z UMIAREM

W odpowiedzi na te obawy, które w przyszłości mogłyby osłabić poparcie dla polityki rządu wobec wojny na Ukrainie, podjął on dwa rodzaje działań. Pierwszym jest wspomniana wymiana okrężna, która z jednej strony ma zapewnić Ukrainie militarne wsparcie, a z drugiej – zgodnie ze stanowiskiem rządu – wyeliminować ryzyko postrzegania RFN przez Rosję jako strony konfliktu i utrzymać poparcie społeczne dla wspierania Ukrainy bronią. Drugim jest próba zniwelowania negatywnych efektów kryzysu energetycznego. Chodzi przede wszystkim o poszukiwanie alternatywnych źródeł gazu, a także wprowadzanie kolejnych ulg i pomocy socjalnej wobec rosnących cen energii.

Problemy wewnętrzne nie przybliżają RFN do realizacji apeli z 2014 r. Rosyjska inwazja stanowiła poważny cios dla wiarygodności Niemiec, która szczególnie w Europie Środkowej zmniejszała się już na długo przed 24 lutego. Opieszałość w dostawach broni do Ukrainy nie poprawia tej sytuacji. Dodatkowo sierpniowe przemówienie Scholza w Pradze pokazało, że RFN nie jest jeszcze gotowa na przedstawienie swojej wizji rozwoju UE: kanclerz w dużym stopniu powtórzył stare postulaty, a w jego propozycjach zabrakło konkretów. Pozostaje zatem pytanie nie tylko o gotowość RFN do przejęcia większej odpowiedzialności w polityce zagranicznej, ale także o przygotowanie jej partnerów na podjęcie przez Niemcy takiego kroku.

 

LIDIA GIBADŁO, ANALITYCZKA, OŚRODEK STUDIÓW WSCHODNICH IM. MARKA KARPIA W WARSZAWIE

1 I. Ley, Keine Waffenlieferungen in Krisengebiete?: Hinterfragung eines Grundsatzes deutscher Rüstungsexportpolitik, "VerfBlog", 21 stycznia 2022 r., https://verfassungsblog.de.

2 U. Hauck, K. Küstner, Warum der Ringtausch nicht funktioniert, "ZDF", 20 lipca 2022 r., www.tagesschau.de.

3 Der offene Brief an Kanzler Scholz, "Emma", 29 kwietnia 2022 r., www.emma.de.

4 Waffenstillstand jetzt!, "Die Zeit", 29 czerwca 2022 r., www.zeit.de.

5 J. Bittner, L. Jacobsen, Werden Waffenlieferungen zu riskant?, "Die Zeit", 23 lipca 2022 r., www.zeit.de.

6 M. Decker, Forsa-Umfrage: Ostdeutsche fühlen sich Russland deutlich näher, Westdeutsche den USA, "RND", 16 lipca 2021 r., www.rnd.de.

7 Weiterhin Unterstützung für Sanktionen gegen Russland – trotz möglicher Nachteile für Deutschland, "Infratest dimap", 22 lipca 2022 r., www.infratest-dimap.de.

ŁUKASZ JASIŃSKI

FIASKO POLITYKI NIEMIEC

Rosyjska inwazja na Ukrainę otworzyła nowy rozdział w historii Europy, przynosząc koniec wiary w fukuyamowski "koniec historii" po 1989 r.1 Wojna na Ukrainie rozpoczęła w krajach UE i NATO proces przewartościowań politycznych związanych m.in. ze wzrostem znaczenia obronności i większą nieufnością wobec Rosji. Zmiany te dotykają również Niemcy, które 24 lutego 2022 r. znalazły się w stanie "putinowskiego szoku"2.

Porażki niemieckiej polityki wobec Rosji nie należy analizować w oderwaniu od kontekstu historycznego. Z punktu widzenia RFN relacje z mocarstwem na wschodzie odgrywały bardzo ważną rolę począwszy od pierwszej wizyty kanclerza Konrada Adenauera w Moskwie we wrześniu 1955 r. zakończonej nawiązaniem stosunków dyplomatycznych. Sukcesem Adenauera było także uzyskanie zgody na powrót do kraju niemieckich jeńców wojennych do tej pory pozostających w sowieckiej niewoli3.

Pojęcie polityki wschodniej (Ostpolitik) po raz pierwszy pojawiło się w niemieckiej polityce w latach 60. jako koncepcja Egona Bahra, bliskiego współpracownika lidera SPD i późniejszego kanclerza Willy'ego Brandta. Jej głównym założeniem było dokonanie "zmiany poprzez zbliżenie" w relacjach ze wschodnimi sąsiadami RFN. Co istotne, w dobie rządów kanclerza Brandta jej podmiotem oprócz ZSRR były kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Ostpolitik przyniosła Polsce konkretne korzyści w postaci nawiązania stosunków dyplomatycznych z RFN oraz uznania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej 7 grudnia 1970 r.4 Główne założenia Ostpolitik, która powstała w kręgu socjaldemokracji, w kolejnych dekadach zostały przejęte także przez inne partie, w tym krytykującą ją początkowo CDU5.

Demokratyczny przełom roku 1989 w Europie Środkowo-Wschodniej, zjednoczenie Niemiec i późniejszy rozpad ZSRR rozpoczęły kolejny etap relacji Niemiec ze wschodnimi sąsiadami i z Rosją. W sferze gospodarczej niemieckie koncerny rozszerzyły wówczas zapoczątkowaną jeszcze w czasach Brandta współpracę w dziedzinie energetyki, w tym inwestycje w złoża ropy i gazu. Niemiecki biznes rozpoczął ekspansję na wschodnie rynki, szczególnie interesując się największym z nich – rosyjskim6. Współpracę gospodarczą łączono ze wspieraniem prezydenta Borysa Jelcyna, którego, mimo łamania przez niego zasad demokracji, postrzegano jako jedynego polityka zdolnego do stabilizowania sytuacji w kraju7. Jednocześnie jednak, wbrew stanowisku Rosji, Niemcy wspierały obecność Polski i innych krajów dawnego bloku wschodniego w NATO i UE, chcąc dzięki temu rozszerzyć strefę stabilności i współpracy gospodarczej, co leżało zarówno w polskim, jak i w niemieckim interesie8.

Zwrotu w stronę prób budowania przez Niemcy strategicznego partnerstwa z Rosją kosztem krajów Europy Środkowo-Wschodniej dokonał kanclerz Gerhard Schröder. Symbolem tej polityki jest projekt Gazociągu Północnego – Nord Stream 1 (NS1), któremu towarzyszył skandal związany z objęciem przez Schrödera zaraz po opuszczeniu Urzędu Kanclerskiego w 2005 r. lukratywnej posady w konsorcjum mającym budować gazociąg9. Paradoksalnie to za czasów rządów koalicji SPD i Zielonych nastąpiło zerwanie z częścią tradycji Ostpolitik, która, jak już zostało powiedziane, uznawała za ważne nie tylko stosunki z ZSRR, a później Rosją, ale także z państwami Europy Środkowo-Wschodniej.

Politykę prymatu relacji z Rosją prowadziła również kanclerz Angela Merkel. Polityczka ta, uznawana za pragmatyczną i odpowiedzialną mediatorkę na arenie międzynarodowej – a także, ze względu na wzrost roli Niemiec w UE, wręcz za "cesarzową Europy"10 – popełniła jednak w relacjach z Rosją wiele błędów, których skutki obserwujemy od lutego 2022 r.

Analiza przyczyn klęski niemieckiej polityki wobec Rosji pozwala na wskazanie kilku podstawowych przyczyn, które do niej doprowadziły. Jednym z głównych błędów rządów Schrödera i Merkel było absolutyzowanie niemieckich interesów gospodarczych, a zwłaszcza współpracy w dziedzinie energetyki poprzez realizację projektów Nord Stream 1 i od 2011 r. Nord Stream 2. Rosyjski tani gaz stał się ważnym elementem modelu gospodarczego RFN polegającego na wykorzystywaniu tego surowca do wytwarzania produktów o dużej wartości dodanej, później z zyskiem eksportowanych. Gaz miał też pełnić rolę paliwa pomostowego umożliwiającego transformację energetyczną (Energiewende) – rezygnację z węgla, ropy, a także energii atomowej na rzecz OZE11.

Założeń tych nie zmieniły ani wojna w Gruzji z 2008 r., ani aneksja Krymu i wojna w Donbasie z 2014 r. Niemcy, realizując wspólne projekty z Rosją, lekceważyły ich negatywne skutki, takie jak postępujące uzależnienie niemieckiej gospodarki od dostaw z jednego źródła, osłabianie solidarności UE oraz umożliwienie Putinowi stosowania gazowego szantażu wobec Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich12.

Sytuacji nie zmieniło ani odejście Angeli Merkel na polityczną emeryturę, ani zwycięstwo socjaldemokratów w wyborach do Bundestagu w 2021 r., ani narastająca na przełomie 2021 i 2022 r. groźba rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Nowy kanclerz Olaf Scholz kontynuował retorykę swojej poprzedniczki o rzekomym "czysto komercyjnym" charakterze NS2. Przedkładając własny interes ekonomiczny nad bezpieczeństwo Ukrainy, gabinet Scholza do ostatniej chwili sprzeciwiał się umieszczeniu wstrzymania uruchomienia NS2 i wykluczenia Rosji z systemu SWIFT (za pomocą którego Niemcy i inne kraje realizowały płatności za dostawy surowców) w katalogu sankcji na Rosję przewidywanych przez Zachód w wypadku wybuchu wojny13. Taka postawa znacząco osłabiała odstraszającą siłę potencjalnych sankcji i mogła wręcz zachęcać Rosję do inwazji.

Kolejnym błędem niemieckiej Ostpolitik było także nadmierne przywiązanie do utrzymywania dialogu z Rosją, niezależnie od pogarszającej się sytuacji międzynarodowej. Mimo że od 2014 r. doszło do korekty niemieckiej polityki wschodniej – Niemcy poparły unijne sankcje, które systematycznie, także dzięki zaangażowaniu kanclerz Merkel przedłużano – to zarazem w kwestii Ukrainy kontynuowano dialog z Rosją w ramach formatu normandzkiego14. Dialog z Putinem był przez najważniejszych polityków w Niemczech traktowany aż do 24 lutego jako bezalternatywny, niezależnie od tego, czy sam rosyjski lider w ogóle był zainteresowany rozwiązaniami dyplomatycznymi.

Niekonsekwentna polityka RFN, usiłująca łączyć sankcje z coraz trudniejszym dialogiem z Rosją, przekładała się także na stosunek do wzmocnienia obecności NATO na wschodniej flance. Niemcy z jednej strony poparły ustalenia szczytu w Warszawie z 2016 r. i weszły jako państwo ramowe w skład Grupy Bojowej na Litwie15. Z drugiej jednak strony część czołowych polityków, w tym wieloletni orędownik współpracy z Rosją, prezydent Frank-Walter Steinmeier, uznawała nawet manewry Sojuszu na wschodniej flance za lekkomyślne "machanie szabelką". Opinia ta cieszyła się zresztą wówczas poparciem większości niemieckiej opinii publicznej16. W sformułowaniu tym można także odnaleźć wyniesione z klęski w II wojnie światowej respekt wobec Rosji i jej interesów oraz niechęć do konfrontacji, szczególnie żywe u starszej generacji Niemców17.

Kolejnym błędem były słabe reakcje (ograniczone do wydalania dyplomatów i ścigania bezpośrednich sprawców) na coraz jaskrawsze przejawy wojny hybrydowej prowadzonej przeciwko samym Niemcom i całej UE. Wspomnieć tutaj należy m.in. o ataku hakerskim na Bundestag wiosną 2015 r.18 oraz o zamordowaniu w centrum Berlina na zlecenie z Moskwy czeczeńskiego bojownika Zelimchana Changoszwilego w sierpniu 2019 r.19 Na niemiecką politykę wschodnią nie wpłynęła także próba otrucia Aleksieja Nawalnego w sierpniu 2020 r., po której został on przyjęty na leczenie w Niemczech20.

Takie postępowanie Niemiec mogło potwierdzić w oczach rosyjskich elit obraz Zachodu jako słabego, kunktatorskiego i niezdolnego do realnej obrony deklarowanych wartości. Zachodu, który werbalnie odwołując się do praw człowieka, w kalkulacjach politycznych wybierze ostatecznie własne interesy ekonomiczne i obronę bezpiecznego status quo.

Podtrzymywaniu współpracy z Rosją towarzyszył brak zrozumienia dla tradycji rosyjskiego imperializmu i neoimperialnych celów Putina, które można było stosunkowo łatwo zrekonstruować z jego wypowiedzi na temat ZSRR, Ukrainy czy NATO21. Krytyczne głosy ze strony Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich ostrzegające przed Rosją były przez niemieckie elity generalnie lekceważone. Zarówno najważniejsi politycy, jak i opinia publiczna nie byli przed 24 lutego gotowi do dokonania większych zmian, np. w sferze obronności, opierając się na życzeniowym założeniu, że konfrontacji z Rosją uda się jednak uniknąć22.

Last but not least, do porażki Niemiec przyczyniły się rosyjski lobbing oraz nie do końca wyjaśnione nieoficjalne powiązania części elit gospodarczych i politycznych z Rosją. Symboliczną postacią jest wspomniany już Gerhard Schröder, który dopiero w maju 2022 r. opuścił radę nadzorczą koncernu Rosnieft, nadal jednak odgrywał rolę obrońcy interesów Rosji23. Wskazać także należy na powołaną przez władze Meklemburgii-Pomorza Przedniego w 2021 r. Fundację Klimatu i Ochrony Środowiska kierowaną przez byłego premiera Erwina Selleringa (SPD), której głównym celem było ominięcie nałożonych przez administrację Donalda Trumpa sankcji i dokończenie budowy NS2. Skalę powiązań między obecną premier landu Manuelą Schwesig (SPD) z fundacją i Gazpromem, który – jak udowodniono – miał decydujący wpływ na działalność fundacji, ma zbadać specjalna komisja śledcza w parlamencie Meklemburgii-Pomorza Przedniego24. Należy jednak pamiętać, że politycy określani mianem "rozumiejących Rosję" (Russlandversteher) są obecni nie tylko w SPD, ale we wszystkich niemieckich partiach. Dużą rolę jako grupa nacisku podkreślająca rolę gospodarczej współpracy Niemiec z Rosją przez dekady odgrywała również wpływowa Komisja Wschodnia Gospodarki Niemieckiej25.

Napaść Rosji na Ukrainę wywołała w Niemczech szok i oburzenie. W przemówieniu wygłoszonym w Bundestagu 27 lutego kanclerz Olaf Scholz ogłosił szereg zmian dotyczących niemieckiej polityki zagranicznej, obronnej i energetycznej w obliczu zachodzącej w Europie "zmiany epok" (Zeitenwende). W odniesieniu do Rosji podtrzymano co prawda chęć dialogu, ale warunkując to gotowością drugiej strony do rozmów26.

Jednocześnie czołowi politycy różnych partii potępiali błędy ­dotychczasowej Ostpolitik. Była minister obrony Annegret Kramp-Karrenbauer (CDU) stwierdziła: "po wojnie w Gruzji, aneksji Krymu i Donbasie nie zrobiono nic, aby odstraszyć Putina"27. Prezydent Steinmeier przyznał z kolei: "stawialiśmy na budowę mostów, w które Rosja już nie wierzyła i przed którymi ostrzegali nas nasi partnerzy"28.

Oprócz argumentów mówiących o błędnej ocenie Rosji oraz naiwności niemieckich elit, na pierwszy plan debat nad klęską polityki wschodniej wysunął się wątek uzależnienia od dostaw surowców z Rosji i podatności niemieckiej gospodarki na szantaż energetyczny. Przed inwazją Rosja dostarczała do Niemiec 55% gazu, 50% ropy i 35% węgla. Według prognoz całkowite wstrzymanie przez Putina dostaw gazu groziłoby niemieckiej gospodarce recesją29. Stąd też dyskusje zarówno wokół polityki wobec Rosji, jak i Zeitenwende zaczęły się skupiać przede wszystkim na budowie odporności struktur państwa na rosyjskie naciski energetyczne i ewentualne groźby militarne. To właśnie w tych obszarach podjęto najbardziej do tej pory konkretne kroki, takie jak utworzenie specjalnego funduszu w wysokości 100 mld euro na doposażenie Bundeswehry30. W budowie są dwa pływające terminale LNG w Lubmin i Wilhelmshaven, trwają też przygotowania do budowy trzech terminali stałych31.

Podejmowane w sferze energetyki działania stanowią zaprzeczenie wcześniejszej polityki i podkreślają fatalne skutki polegania wyłącznie na rosyjskich dostawach. Warto tutaj wskazać na wizyty wice­kanclerza i ministra gospodarki i ochrony klimatu Roberta Habecka m.in. w Arabii Saudyjskiej i Katarze w celu zapewnienia alternatywnych źródeł dostaw gazu. Rozmowy z autorytarnymi liderami tych krajów stoją w sprzeczności z agendą polityczną Zielonych podkreślającą rolę wartości demokratycznych i praw człowieka. Świadectwem porażki i pewną ironią losu jest też fakt, że w obliczu kryzysu energetycznego rząd kanclerza Scholza wspiera solidarność gazową UE, czyli postulowane dawniej przez Polskę rozwiązanie, do którego przez lata Niemcy odnosiły się bardzo niechętnie32.

Oprócz wzmacniania własnej obronności i prób szybkiego uniezależnienia się od dostaw rosyjskich surowców, otwarte pozostaje pytanie, jak głęboki będzie zakres zmian Ostpolitik i czy po wzmocnieniu własnej obronności i odporności na ewentualny szantaż gazowy nie nastąpi w Niemczech próba powrotu do business as usual z Rosją. "Papierkiem lakmusowym" będzie tutaj kwestia wspierania walczącej Ukrainy. Niechęć do dostaw ciężkiej broni na Ukrainę wynika z tradycji niemieckiego pacyfizmu, obaw przed Rosją i rachub na możliwość zakończenia wojny na drodze dyplomatycznej33, co budzi w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wątpliwości co rzeczywistych intencji władz RFN i samego kanclerza Scholza. Pogłębiło je kilka listów otwartych niemieckich intelektualistów i oświadczeń części polityków SPD postulujących jak najszybsze negocjacje Ukrainy z Rosją i zawarcie kompromisu (czyli z punktu widzenia Kijowa – dokonanie ustępstw terytorialnych i politycznych na rzecz Putina)34.

Z drugiej jednak strony nie sposób nie zauważyć, że niektóre z podjętych działań – wstrzymanie certyfikacji Nord Stream 2, poparcie dla sankcji włącznie z embargo na rosyjską ropę czy dostarczenie pewnej ilości ciężkiej broni na Ukrainę – stanowią znaczącą zmianę w niemieckiej polityce. W ramach debat na temat konieczności rewizji polityki wobec Rosji współprzewodniczący SPD Lars Klingbeil zapowiedział prace koncepcyjne nad nowym kształtem polityki wschodniej, w większym stopniu uwzględniającym perspektywę krajów Europy Środkowo-Wschodniej35.

Bilans niemieckiej polityki wschodniej w XXI w. pozostaje zdecydowanie negatywny. Oprócz przejściowych korzyści dla wielkich koncernów umożliwiła ona rozbudowę rosyjskiej machiny wojennej i zachęciła Putina do coraz agresywniejszych kroków. Podważyła spójność UE wobec Rosji i doprowadziła do pogorszenia relacji z Polską i innymi krajami regionu. Na końcu zaś przyniosła wymierne szkody samym Niemcom w postaci groźby kryzysu energetycznego i recesji gospodarczej oraz osłabienia ich pozycji na arenie międzynarodowej.

Największym wyzwaniem dla Niemiec, wobec fiaska Ostpolitik w dotychczasowej formie, będzie jednak nie tyle opracowanie kolejnych dokumentów programowych, co zmiana mindsetu części opinii publicznej i elit. Dialog z dyktatorami nie może być bowiem prowadzony bez żadnych warunków wstępnych i wyraźnej woli drugiej strony do rozmów. Kolejnym wnioskiem, który powinni wyciągnąć niemieccy (i nie tylko) politycy, jest konieczność rzeczywistej, a nie deklaratywnej obrony praw człowieka, demokracji i ładu opartego na zasadach prawa międzynarodowego, nawet kosztem własnego dobrobytu i utraty poczucia stabilizacji. Zachodzące obecnie w Niemczech zmiany w postrzeganiu Rosji, Ukrainy i Europy Środkowo-Wschodniej będą, biorąc pod uwagę zarysowane w tekście czynniki, długim i skomplikowanym procesem.

 

ŁUKASZ JASIŃSKI, ANALITYK, POLSKI INSTYTUT SPRAW MIĘDZYNARODOWYCH

1 Zob. szerzej: F. Fukuyama, Koniec historii, tłum. T. Bieroń, M. Wichrowski, Zysk i S-ka, 1996.

2 A. von Lucke, Kraj bez przywództwa. Niemcy w putinowskim szoku, "Dialog. Magazyn Polsko-Niemiecki" 2022, nr 139–140, s. 17.

3 R. Łoś, Wizyta kanclerza Konrada Adenauera w Moskwie (8–14 IX 1955). Nawiązanie stosunków dyplomatycznych między Związkiem Radzieckim a Republiką Federalną Niemiec, "Dzieje Najnowsze" 2002, nr 2, s. 75–96.

4 H. Kissinger, Dyplomacja, tłum. S. Głąbiński, G. Woźniak, I. Zych, Philip Wilson, 2002, s. 810. W sferze symbolicznej należy także wspomnieć o geście kanclerza Brandta w postaci uklęknięcia przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie jako akcie skruchy za niemieckie zbrodnie. Zob. K. Wigura, Wina narodów. Przebaczenie jako strategia prowadzenia polityki, Scholar, 2011, s. 82–92.

5 K. Wóycicki, Niemiecki rachunek sumienia. Niemcy wobec przeszłości 1933–1945, Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, 2005, s. 192.

6 T. Urban, Verstellter Blick. Die Deutsche Ostpolitik, Edition.fotoTAPETA, 2022, s. 39–40.

7 S. Żerko, Niemcy wobec Rosji – zarys historii niemieckiej Russlandpolitik, IZ Policy Papers Nr 40, Instytut Zachodni, 2022, s. 45–46.

8 Ibidem, s. 45.

9 J.M. Fiszer, Stosunki polsko-niemieckie w latach 1989–2020, w: A. Chojan (red.), Polityka zagraniczna Polski w latach 1989–2020, Instytut Studiów Politycznych PAN, 2021, s. 309.

10 Por. A. Stempin, Angela Merkel. Cesarzowa Europy, Agora, 2014.

11 M.M. Kosman, Główne problemy w stosunkach niemiecko-rosyjskich, w: K. Janoś, A. Kałabunowska, J. Kiwerska, T. Morozowski (red.), Interesy – wartości – kompromisy. Polityka zagraniczna w erze Angeli Merkel, Instytut Zachodni, 2022, s. 335–336.

12 B. Bieliszczuk, Nord Stream 2 – o czym Niemcy powinni rozmawiać ze swoimi sojusznikami, "PISM Strategic File", nr 1 (93), kwiecień 2021 r., www.pism.pl.

13 Wstrzymanie certyfikacji Nord Stream 2 i tym samym zablokowanie oddania gazociągu do użytku nastąpiło dopiero 22 lutego 2022 r., a zatem na dwa dni przed inwazją w reakcji na uznanie przez Rosję niepodległości tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej i Donieckiej Republiki Ludowej. Zob. Niemiecki rząd wstrzymuje Nord Stream 2, "Deutsche Welle", 22 lutego 2022 r., www.dw.com.

14 S. Żerko, op. cit., s. 54–55.

15 A. Kacprzyk, Odstraszanie konwencjonalne na wschodniej flance NATO po szczycie w Warszawie, "Biuletyn PISM" nr 50 (1400), 2 sierpnia 2016 r., www.pism.pl.

16 "Wymachiwanie szabelką" przez NATO w kierunku Rosji? Niemal dwie trzecie Niemców jest przeciwnych, "Dziennik.pl", 30 czerwca 2016 r., www.dziennik.pl.

17 K. Bachmann, Problem z Guliwerem. Dlaczego Niemcy stają się coraz większe, a Europa coraz mniejsza, Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, 2021, s. 139–142.

18 Rosjanie kryją się za cyberatakiem na niemiecki parlament. Nakaz aresztowania, "Deutsche Welle", 5 maja 2020 r., www.dw.com.

19 Sprawca zamachu, były pułkownik FSB Wadim K., został w grudniu 2021 r. skazany przez berliński sąd na dożywocie. Zob. Dożywocie dla mordercy czeczeńskiego bojownika w Berlinie. Mord na zlecenie Rosji, "Deutsche Welle", 15 grudnia 2021 r., www.dw.com.

20 L. Gibadło, Ostpolitik na rozdrożu – Niemcy wobec Rosji po otruciu Aleksieja Nawalnego, "Biuletyn PISM", nr 211 (2143), 22 października 2020 r., www.pism.pl.

21 T. Urban, op. cit., s. 53; F. Hill, A. Stent, The World Putin Wants. How Distortions ­About the Past Feed Delusions About the Future, "Foreign Affairs", wrzesień/październik 2022, www.foreignaffairs.com.

22 A. von Lucke, op. cit., s. 17–19.

23 Schroeder opuszcza Rosnieft, "Deutsche Welle", 20 maja 2022 r., www.dw.com.

24 Ł. Jasiński, Stosunki niemiecko-rosyjskie po agresji na Ukrainę – debaty i decyzje, "Biuletyn PISM", nr 84 (2503), 25 maja 2022 r., www.pism.pl.

25 M.M. Kosman, op. cit., s. 337.

26 R. Formuszewicz, Zwrot polityki Niemiec, "Komentarz PISM", nr 24/2022, 1 marca 2022 r., www.pism.pl.

27 Twitter Annegret Kramp-Karrenbauer, wpis z 24 lutego 2022 r., https://twitter.com/akk/status/1496803129328816135.

28 "Ich habe mich geirrt": Steinmeier räumt Fehler in Russland-Politik ein, "Stern", 4 kwietnia 2022 r., www.stern.de.

29 Studie: Deutschland nicht nur bei Gas von Rohstoffgigant Russland abhängig, "Handelsblatt", 3 kwietnia 2022 r., www.handelsblatt.de.

30 Ł. Jasiński, op. cit.

31 Terminale LNG jeszcze w tym roku. Niemcy przyspieszają prace, "Deutsche Welle", 5 lipca 2022 r., www.dw.com.

32 M. Zaniewicz, Z. Nowak, Regulacja popytu na gaz w UE – przygotowania do zimowego kryzysu, "Komentarz PISM", nr 106/2022, 21 lipca 2022 r., www.pism.pl. K. Malinowski, Niemcy wobec Polski, w: K. Janoś, A. Kałabunowska, J. Kiwerska, T. Morozowski (red.), op. cit., s. 295–296.

33 Ł. Jasiński, op. cit.

34 Najnowszą tego typu inicjatywą jest odezwa polityków lewicowej części SPD pt. "Broń musi zamilknąć" z 26 sierpnia. Jest ona dowodem na podziały wśród socjaldemokratów i wskazuje, w jak trudnej sytuacji jest sam kanclerz Scholz. K. Hagen, SPD-Linke fordern Waffenstillstand und Friedensverhandlungen mit Russland, "Der Spiegel", 26 sierpnia 2022 r., www.spiegel.de.

35 SPD-Chef Klingbeil kündigt neue Ostpolitik der Partei an, "Der Tagesspiegel", 7 maja 2022 r., www.tagesspiegel.de.

JAKUB WIECH

FIASKO POLITYKI NIEMIEC

Rosyjski atak na Ukrainę z 24 lutego oznaczał upadek wielu doktryn rządzących dotychczas europejską polityką. Był to również potężny cios dla niemieckiej transformacji energetycznej, która z cudownego narzędzia wpływu na Rosję stała się smyczą w ręku Władimira Putina.

ZŁAMANY PARADYGMAT

Wojna nigdy się nie zmienia – głosi popularny cytat z serii gier Fallout. Rozszerzając go, można jednak powiedzieć, że wojna zmienia wszystko wokół siebie: niszczy światy, kruszy doktryny, łamie paradygmaty. Nie inaczej było z rozpętaną przez Rosję 24 lutego 2022 r. pełnoskalową wojną na Ukrainie. Postawiła ona na głowie m.in. europejski rynek energii, w szczególności zaś wywróciła stolik ideologiczny niemieckiej transformacji energetycznej, tzw. Energiewende.

Patrząc z perspektywy sierpnia 2022 r., nie wiadomo jeszcze, jak głębokie skutki na polu realnej polityki energetycznej RFN będzie miała agresja Rosji na Ukrainę. Dokonywane przez rząd w Berlinie korekty w tym zakresie (np. wyczarterowanie pływających terminali LNG, czyli tzw. jednostek FSRU, lub poszukiwanie dostaw gazu w Kanadzie, Katarze i Senegalu) noszą znamiona działań doraźnych. Główne cele Energiewende nie zostały zmienione; nie wiadomo też, czy Niemcy zrezygnują z dotychczasowych dróg dojścia do nich (czyli m.in. szerokiego opierania się na rosyjskim gazie). Jednakże doktrynalne podstawy tej polityki zostały skruszone, a jej dotychczasowy przebieg – skompromitowany.

WANDEL DURCH HANDEL

By zrozumieć, jaki wymiar miała – według Berlina – przybrać Energiewende na polu relacji z Rosją, należy cofnąć się do czasów zimnej wojny, a konkretnie – do zaproponowanej przez Egona Bahra (działacza SPD) i realizowanej przez Willy'ego Brandta (kanclerza z ramienia socjaldemokratów) doktryny Wandel durch Handel (niem. "zmiana przez handel"). Był to element Neue Ostpolitik, zakładający w dużym skrócie, że zacieśnianie wymiany handlowej RFN z blokiem sowieckim będzie miało pozytywny wpływ na relacje ze światem komunistycznym i pozwoli – w pewnej perspektywie – osłabić reżim Moskwy. Dzięki polityce tej, korzystającej z atmosfery amerykańsko-sowieckiego odprężenia lat 70., RFN stała się największym partnerem handlowym ZSRR w całym świecie kapitalistycznym. Współpraca handlowa kwitła m.in. w dziedzinie energetyki – niemieckie spółki dostarczały Rosjanom sprzęt do projektów naftowych, a od 1973 r. rosyjski gaz popłynął do Niemiec Zachodnich.

Zacieśnienie relacji handlowych i związane z tym działania dyplomatyczne RFN (np. względem Polski czy Czechosłowacji) są przedstawiane jako jeden z powodów, dla których zimna wojna skończyła się bez rozlewu krwi. Jednakże takie postrzeganie zimnowojennych relacji niemiecko-rosyjskich jest naciągnięte pod tezę i nie uwzględnia realnego wpływu, jaki na sytuację ZSRR wpłynęła doktryna Wandel durch Handel. Rozwój stosunków gospodarczych z RFN powstrzymał tam bowiem tzw. reformę Kosygina, czyli proces faktycznej liberalizacji i decentralizacji gospodarki ZSRR (co ważne: realizowany z sukcesem), mogący realnie przyczynić się do wewnętrznego osłabienia autorytaryzmu. Coraz szersza wymiana handlowa z Niemcami Zachodnimi (z perspektywy RFN określana mianem Osthandel) zastąpiła wewnętrzną przebudowę ZSRR, która mogła wpompować w obieg społeczny szersze swobody, dając jednocześnie Moskwie narzędzia finansowe do prowadzenia intensyfikacji zbrojeń. Paradoksalnie, ZSRR zaczął upadać dopiero, gdy w latach 80. ceny ropy i gazu znacząco spadły, co obniżyło zyski z ich sprzedaży. Na to wydarzenie Niemcy nie mieli jednak wpływu – rzekomy sukces Ostpolitik na tym polu to mit.

Warto zauważyć, że zbliżenie RFN–ZSRR na polu energetyki było już w latach 80. krytykowane przez sojuszników Niemiec z grona NATO. Prezydent USA Ronald Reagan sprzeciwiał się np. budowie Gazociągu Jamalskiego, który był w tym czasie planowany, przestrzegając, że tego rodzaju projekty mają niebezpieczny potencjał – mogą służyć jako narzędzie wpływu politycznego wskutek uzależnienia gospodarki od dostaw strategicznego surowca gazowego. Ostrzeżenia te zostały jednak zignorowane, a wizja wymiany handlowej jako narzędzia wpływu na reżimy autorytarne przetrwała w Niemczech po zjednoczeniu (zwłaszcza w kręgach socjaldemokratycznych) i przełożyła się na budowę nowoczesnej transformacji energetycznej tego państwa już w XXI w.

NEUE ENERGIEPOLITIK

Współczesna polityka energetyczna Niemiec, budowana od 2000 r., była tworzona z podobnym rozmysłem, co Ostpolitik Brandta. Trudno jednak powiedzieć, na ile tłumaczenie Energiewende chęcią demokratyzacji Rosji było realnym celem Berlina, a na ile propagandą ukutą na potrzeby nasilającej się krytyki ze strony państw zaniepokojonych uzależnianiem Europy od reżimu Władimira Putina. Niemcy miały bowiem w energetycznym handlu z Rosją własne, istotne interesy, dla których postępy demokratyczne na wschodzie nie odgrywały większej roli.

Symbolem niemiecko-rosyjskich relacji na polu energetyki były dwa gazociągi Nord Stream budowane w latach 2005–2021. Połączone moce przesyłowe utworzonej przez nie magistrali wynosiły 110 mld m3, co oznacza, że podbałtyckie rury były w stanie samodzielnie zaspokoić roczne zapotrzebowanie Niemiec na gaz (sięgające ok. 100 mld m3). Co ważne, RFN mogła też ściągać gaz z Rosji innymi połączeniami (przez systemy Jamał i Braterstwo), a do dyspozycji pozostawały również dostawy z Holandii i Norwegii, odpowiadające za nieco ponad 30% niemieckiego miksu gazowego w roku 2021. Taki układ dostaw jasno pokazywał, że Niemcy nie potrzebują dodatkowych wolumenów błękitnego paliwa dla swoich własnych potrzeb – RFN chciała gaz z magistrali Nord Stream odsprzedawać do innych państw Unii Europejskiej, o czym świadczy nie tylko kalkulacja popytu i podaży, ale również rozbudowywana sieć gazociągów biegnących od wyjścia podbałtyckich rur na brzeg landu Meklemburgia-Pomorze Przednie. Innymi słowy, Niemcy chciały zbudować – za pomocą rosyjskiego surowca – centralny europejski komis gazowy, służący jako źródło nośników energii dla transformującej się energetycznie Europy. RFN miała stać się komisem dla rosyjskiego gazu, a inne kraje Starego Kontynentu – jej klientami.

Budowa koniecznej infrastruktury gazowej to nie jedyny krok Niemiec w sprawie budowy europejskiego hubu dla rosyjskich surowców energetycznych. Innym była systematyczna krucjata przeciwko unijnej energetyce jądrowej, mająca na celu przygotowanie gruntu pod sprzedaż dodatkowych wolumenów gazu – każda działająca w Europie siłownia jądrowa obniża bowiem zapotrzebowanie na paliwa kopalne (w tym gaz), natomiast zamykanie działających jednostek w tej technologii prowadzi do zwiększenia zużycia nieodnawialnych nośników energii.

Dla Berlina ograniczanie potencjału europejskiego atomu było tak ważne, że partie sprawujące władzę w poprzedniej niemieckiej koalicji rządzącej – chadecy i socjaldemokraci – wpisały antyatomowe postulaty do swej umowy koalicyjnej. "W UE będziemy domagać się, aby cele traktatu Euratomu dotyczące wykorzystania energii jądrowej były dostosowane do wyzwań przyszłości. Nie chcemy żadnego wsparcia z funduszy unijnych na nowe elektrownie jądrowe. Chcemy konsekwentnie wdrożyć zakończenie udziału funduszy państwowych w elektrowniach jądrowych za granicą" – wskazywano w tym dokumencie. Walka ta nabrała szczególnie istotnych rozmiarów podczas prac nad tzw. taksonomią, czyli agendą inwestycyjną UE, z której Niemcy chciały wyrzucić energetykę jądrową. "We wrześniu Niemcy, Austria i Luksemburg sprzeciwiły się propozycji Finlandii, by taksonomia była dokumentem neutralnym technologicznie, co pozwoliłoby zachować energetykę jądrową jako działalność zrównoważoną [...]. Ale w Brukseli mówi się, że prawdziwy powód problemu z taksonomią jest głębszy i mroczniejszy. Przez lata niemiecki miks energetyczny starał się odejść od atomu i zmniejszyć zależność od węgla [...]. Nawet pomimo heroicznego zwrotu ku odnawialnym źródłom energii, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Niemcy w krótkim okresie znacząco uzależnią się od gazu ziemnego [...], wyłączonego z taksonomii [...]. W tym świetle wiele osób w Niemczech ma interes w tym, żeby cała taksonomia upadła – a energetyka jądrowa może tu posłużyć za kozła ofiarnego [...]. Jeżeli tak by się stało, byłoby to ekstremalnie protekcjonalne zachowanie ze strony Niemiec [...]. Jedynym powodem dla niepopierania energetyki jądrowej byłaby w tym przypadku chęć pogrzebania taksonomii, która stała się niewygodna gospodarczo dla Niemiec [...]. Cała Europa – i jej klimat – ucierpiałyby tylko po to, by Niemcy nie musieli w pojedynkę zmierzyć się z konsekwencjami swej słabo zaprojektowanej polityki energetycznej" – napisał w komentarzu do działań Berlina Rauli Partanen na łamach "Financial Timesa"1.

Niemiecki plan energetyczny zakładał zatem wykorzystanie rosyjskiego potencjału surowcowego do budowy pozycji gospodarczej (a co za tym idzie: politycznej) RFN w Unii Europejskiej. Co ważne, zostało to wzmiankowane we wspomnianej wyżej umowie koalicyjnej CDU/CSU-SPD we fragmencie dotyczącym umiędzynarodowienia niemieckiej polityki energetycznej: "osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych" – pisali chadecy i socjaldemokraci, wskazując wprost, że budowana przez nich transformacja energetyczna to zasilany rosyjskim gazem wehikuł gospodarczego ekspansjonizmu.

SEN, KTÓRY STAŁ SIĘ KOSZMAREM

Taki kształt Energiewende stwarzał jednak szereg istotnych ryzyk, związanych z działaniami energetycznego partnera RFN. Trudno założyć, że niemieckie elity rządzące nie wiedziały, co robią, wchodząc w coraz głębsze relacje na polu strategicznym z coraz to bardziej agresywnym reżimem Władimira Putina – zwłaszcza że nie ma żadnego dowodu, który wskazywałby, że zwiększanie dochodów z handlu ropą i gazem czyni Rosję bardziej pokojowym czy demokratycznym krajem. Wręcz przeciwnie: istnieje szereg argumentów przeciwko takiej tezie. W trzy lata po rozpoczęciu prac nad projektem Nord Stream (2005) doszło do wojny Rosji z Gruzją. W dwa lata po całkowitym uruchomieniu tego gazo­ciągu (2012) Rosja napadła po raz pierwszy na Ukrainę. Kilka miesięcy po ukończeniu budowy Nord Stream 2 (2021) Rosjanie ponownie najechali ten kraj. Poszerzanie relacji energetycznych UE–Rosja nie tylko nie zapobiegło tym konfliktom, ale wręcz pomogło Rosji w planowaniu agresji i ograniczaniu możliwej odpowiedzi Zachodu na kolejne jej akty. Nie można zatem zakładać, że nie dostrzegano tego w Berlinie.

Znacznie prawdopodobniejsza jest hipoteza mówiąca, że Niemcy znali ryzyko, ale brali je na siebie, kalkulując, że ewentualne niebezpieczne konsekwencje spadną na kraje trzecie – np. na Ukrainę. To tłumaczyłoby zarówno narrację głównej architektki Energiewende, Angeli Merkel, jak i relatywnie skąpe zaangażowanie RFN w rozwiązywanie sytuacji, jaką wywołała pierwsza inwazja Rosji na państwo ukraińskie z 2014 r.

Przez długi czas swoich rządów (2005–2021) Merkel robiła, co mogła, żeby przedstawić projekty magistrali Nord Stream jako przedsięwzięcia komercyjne, pozbawione odcienia politycznego. Niemiecka kanclerz posunęła się w tym już do granic absurdu – jak bowiem odżegnywać się od wpływu polityki na projekt realizowany przy udziale państwowej spółki rosyjskiej, będący przedmiotem umowy niemiecko-amerykańskiej oraz otoczony parasolem specjalnej fundacji powołanej przy udziale rządu landowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego (mowa o gazociągu Nord Stream 2)? Mimo to Merkel nie wycofała się ze swojej narracji, którą ostatecznie pogrzebały sankcje RFN na drugi Nord Stream, nałożone w przededniu drugiego ataku Rosji na Ukrainę.

Była kanclerz Niemiec – praktykując swą retorykę ws. gazociągów Nord Stream – zamazywała też percepcję w kwestii geopolitycznego aspektu podbałtyckiej magistrali, który był najistotniejszym powodem zaangażowania Rosji w ten projekt. Gdyby Rosjanami kierowały względy ekonomiczne, to dążyliby do rozbudowy istniejących gazociągów bieg­nących po lądzie (które notabene nie były wykorzystywane w całości – w 2018 r. ich wykorzystanie sięgało ok. 70%). Taki ruch byłby prostszy, szybszy i tańszy – zwłaszcza że alternatywa polegała na budowie połączenia po dnie morza, w którym zatopiono istotne ilości broni chemicznej i konwencjonalnej, utrudniające prace budowalne. Rosja zdecydowała się jednak na opcję podbałtycką, co jasno wskazywało, że rachunek ekonomiczny nie jest właściwy do wyjaśnienia, czym dla Moskwy będzie magistrala Nord Stream. Żeby pojąć jej znaczenie dla Kremla, należy sięgnąć po mapę Europy – można wtedy zauważyć, że potężna arteria gazowa łącząca bezpośrednio Rosję i Niemcy pozwala zrezygnować z przesyłu surowca po terytorium Ukrainy, co otwierało drogę do bardziej zuchwałych działań Kremla względem tego państwa.

Warto w tym momencie podkreślić, że polityka Niemiec wobec Ukrainy po 2014 r. sugeruje, że dla Berlina kraj ten był w zasadzie spisany na straty. Widać to zwłaszcza po pustych obietnicach dotyczących np. gwarancji utrzymania przesyłu gazu z Rosji przez ukraińską sieć gazociągową po uruchomieniu Nord Stream 2. RFN nie miała narzędzi ani interesu w tym, by tranzyt ten utrzymać. Jej działania natomiast wskazywały na to, że najważniejszą kwestią jest zagwarantowanie własnej gospodarce dopływu gazu przez podbałtyckie połączenie – świadczy o tym chociażby zawarta z USA umowa ws. Nord Stream 2, która oddalała ryzyko nałożenia amerykańskich sankcji na gazociąg. Z kolei skandalicznymi aktami ze strony Berlina względem Kijowa były takie kroki jak sławetna formuła Franka-Waltera Steinmeiera (czyli de facto zorganizowanie wyborów samorządowych na okupowanych przez Rosjan terytoriach ukraińskich) czy podpisywanie przez niemieckiego ministra gospodarki Petera Altmaiera potężnych umów handlowych z Rosją podczas Forum Ekonomicznego w Petersburgu, pomimo nałożonych na Rosję unijnych sankcji. Nic więc dziwnego, że wspomniane wyżej porozumienie niemiecko-amerykańskie ws. Nord Stream 2 prasa kijowska określiła mianem zdrady.

Można powiedzieć, że polityka kolejnych rządów Merkel względem Ukrainy po 2014 r. urzeczywistniła to, do czego nawoływali dziennikarze "Der Spiegel" w artykule "Wielki Podział: czy to koniec wyjątkowych relacji niemiecko-rosyjskich?". Materiał ten stwierdzał m.in.: "[...] Putin chce, by Zachód zaakceptował fakt, że Moskwa traktuje dawne kraje Związku Sowieckiego – z wyłączeniem państw bałtyckich – jako swoją strefę wpływów, gdzie Kreml chce mieć coś do powiedzenia. Niemcy oczywiście nie mogą wystosować oficjalnego uznania w tej kwestii, ale sensownym ruchem byłoby branie tej sprawy bardziej pod uwagę"2. Była to zatem sugestia dla rządu RFN, by ten zaczął nieformalnie akceptować przeciągnięcie części niepodległych krajów, stanowiących kiedyś republiki ZSRR, w orbitę wpływów Moskwy. Trudno nazwać to inaczej niż kupczeniem cudzym losem, którego dokonywać mają Niemcy dla własnych, partykularnych korzyści.

BEZ POINTY

Choć niemiecka polityka energetyczna została skompromitowana, to nie wiadomo, czy RFN z niej zrezygnuje. Historia optyki Berlina dotyczącej relacji handlowych z Rosją daje raczej odpowiedź negatywną, sugerując, że mało co może stanąć na drodze niemieckiej gospodarce, coraz bardziej głodnej energii. Apetyt RFN na surowce takie jak gaz będzie rósł jeszcze przynajmniej przez dekadę. Świadczy o tym chociażby wypowiedź Markusa Krebbera, szefa koncernu RWE, który w styczniu 2022 r. udzielił wywiadu tygodnikowi "Wirtschaftswoche". W rozmowie tej stwierdził, że wypełnienie luki w systemie elektroenergetycznym RFN, którą spowoduje ubytek elektrowni jądrowych i węglowych, pociągnie za sobą konieczność postawienia 20–30 GW w energetyce gazowej. Przy założeniu pełnej pracy tych jednostek w ciągu roku taka inwestycja oznacza wzrost zużycia gazu o 20–30 mld m3 rocznie. Można zatem już teraz pytać Niemcy: skąd zamierzają wziąć ten surowiec? I jakim kosztem?

 

JAKUB WIECH, ZASTĘPCA REDAKTORA NACZELNEGO PORTALU ENERGETYKA24.COM

1 R. Partanen, Is Germany blocking nuclear because of gas?, "Financial Times", 4 grudnia 2019 r., www.ft.com.

2 Is Germany's Special Relationship with Russia Ending?, "Spiegel International", 9 maja 2018 r., www.spiegel.de.

RYSZARDA FORMUSZEWICZ

FIASKO POLITYKI NIEMIEC

Z perspektywy nowej koalicji rządzącej sprawowanie przez Niemcy rotacyjnego przewodnictwa grupy G7 w 2022 r. było okolicznością korzystną. Choć wymagało szybkiego wdrożenia w prace zaraz po powołaniu rządu SPD, Zielonych i FDP w grudniu 2021 r., otwierało jednocześnie możliwości promowania zamierzeń koalicjantów także w ramach współpracy o zasięgu globalnym. Ambitnym planom głębokiej transformacji społeczno-gospodarczej w odpowiedzi na zmianę klimatu i przemiany technologiczne towarzyszył zamiar zdynamizowania niemieckiej polityki zagranicznej po schyłkowej fazie rządów Angeli Merkel. W tych uwarunkowaniach program prezydencji, zakładający zasadniczo kontynuację dotychczasowych działań G7, odzwierciedlał nie tylko tradycyjne priorytety zaangażowania Niemiec w ramach tego formatu, ale i akcenty ważne dla nowego układu rządzącego. Pod hasłem "Postęp w kierunku sprawiedliwego świata" sformułowano zamierzenia w zakresie pięciu dziedzin – klimatu i środowiska, stabilności i transformacji gospodarczej, zdrowia, inwestycji przyszłościowych oraz wzmacniania demokracji1.

Szczególnym beneficjentem przewodnictwa w prestiżowym gronie wysoko uprzemysłowionych demokracji miał szansę zostać kanclerz Olaf Scholz. Jego atutem było doświadczenie wyniesione z prac międzynarodowych gremiów podczas pełnienia funkcji ministra finansów, w szczególności w G7 Finance Track. Prezydencja otwierała przed gospodarzem dorocznego spotkania liderów Grupy, tradycyjnie punktu kulminacyjnego jej prac, szansę wyjścia z cienia Angeli Merkel w polityce międzynarodowej. W minionych latach udawało się byłej kanclerz zręcznie wykorzystywać fora międzynarodowe do umacniania własnej pozycji i do ugruntowania przekonania większości wyborców o posiadanych kompetencjach do reprezentowania niemieckich interesów. W kontraście do poprzedniczki były pierwszy burmistrz Hamburga długo był kojarzony ze spóźnioną reakcją na zamieszki podczas szczytu G20 w 2017 r.

Tryb pracy G7, obejmujący poza konsultacjami liderów także procesy koordynowane przez ministrów resortowych, otwierał ponadto pole do działania innych członków rządu, reprezentujących mniejszych partnerów koalicyjnych – Zielonych i Liberałów2. Na wzmocnienie własnej pozycji pracować mogli w ramach Grupy minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock, minister gospodarki i klimatu Robert Habeck oraz minister finansów Christian Lindner.

TEST JEDNOŚCI: ROSJA

Wojna Rosji przeciwko Ukrainie przesłoniła planowane pierwotnie zamierzenia i dla prac G7 stała się w bieżącym roku tematem dominującym. Nastąpiła intensyfikacja konsultacji między członkami Grupy oraz z organizacjami międzynarodowymi, organizowano spotkania ad hoc. W toku prac skoordynowane zostało stanowisko w trzech sferach: reakcji na działania Rosji, wsparcia dla będącej ofiarą agresji Ukrainy oraz mierzenia się z następstwami wojny, zwłaszcza z mającym wymiar globalny zagrożeniem dla bezpieczeństwa żywnościowego i z kryzysem energetycznym.

Pierwsze oświadczenie potępiające rosyjską agresję zostało przyjęte zdalnie 24 lutego3. Uzgodnienia dotyczące współpracy w odpowiedzi na napaść na Ukrainę kontynuowane były m.in. podczas spotkania zorganizowanego przez Niemcy 24 marca w Brukseli. Dopięcie strategii wobec Rosji nastąpiło w trakcie szczytu w bawarskim Elmau 26–28 czerwca. Podkreślony został decydujący głos Ukrainy odnośnie do przyszłego rozstrzygnięcia pokojowego. Jednocześnie zarysowano możliwość ustalenia zobowiązań dotyczących bezpieczeństwa Ukrainy przy udziale władz ukraińskich, instytucji międzynarodowych i innych państw.

W gronie państw UE, G7 i instytucji międzynarodowych szybko przystąpiono do koordynacji procesu nakładania sankcji. Już pod koniec lutego zamrożone zostały aktywa Banku Centralnego Rosji. Następnie konsultowano i przygotowywano kolejne posunięcia, których celem miało być podwyższenie politycznych i ekonomicznych kosztów prowadzenia wojny przez stronę rosyjską, m.in. wprowadzenie embarga na import rosyjskiego złota dla zmniejszenia źródeł dochodu reżimu. Przykładem testowania innowacyjnych instrumentów było osiągnięte po długotrwałych pracach porozumienie w sprawie ustalenia limitu ceny rosyjskiej ropy naftowej4. Zaostrzenie sankcji miało także na celu objęcie restrykcjami osób odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne popełnione na zajętych przez Rosję terenach oraz czerpiących korzyści z wojny.

Równolegle na forum G7 prowadzone były także rozmowy o wsparciu dla Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski był 27 czerwca wirtualnym gościem szczytu, a przedstawicieli ukraińskiego rządu zapraszano także na obrady formatów resortowych. Na czerwcowym spotkaniu liderzy zadeklarowali finansowe, humanitarne, dyplomatyczne i wojskowe wsparcie dla Ukrainy, zapewniając o gotowości udzielania go tak długo, jak będzie to konieczne. Od sierpnia zaczęło także działać moratorium (przewidziane do końca 2023 r.) na spłatę zadłużenia.

Niemcy położyły szczególny nacisk na koordynację długofalowego planu odbudowy Ukrainy po zakończeniu działań zbrojnych – kanclerz Scholz wskazywał na analogię z planem Marshalla. Państwa G7 podjęły długoterminowe zobowiązanie polityczne zmierzenia się z tym zadaniem. Punkt wyjścia ma stanowić konferencja ekspertów zwołana przez kanclerza we współpracy z przewodniczącą Komisji Europejskiej na 25 października. Opcje finansowania były tematem spotkania ministrów ds. handlu 15 września w Neuhardenberg. Zaproszona na te rozmowy wicepremier Ukrainy Julia Swyrydenko oszacowała potrzeby w tym zakresie na 350 mld euro. Niemcy szukają takiego modelu współpracy międzynarodowej wokół odbudowy, który zapewni zaangażowanie finansowe szerokiej grupy partnerów, w szczególności z G7, przeciwne są bowiem zaciągnięciu zadłużenia przez UE na ten cel. Jednocześnie mogą skłaniać się do zapewnienia Unii maksymalnych możliwości kształtowania procesu, zwłaszcza formułowania warunków przeprowadzania reform przez władze Ukrainy.

Współpraca państw G7 w kontekście Ukrainy sięga poziomu przedstawicielstw dyplomatycznych w Kijowie w formie powołanej w 2015 r. G7 Ambassadors' Support Group5.

Spójna linia G7 wobec Rosji, wypracowana na wspólnym fundamencie wartości i przy wyważeniu różnic interesów, stanowi ważny element obrony ładu międzynarodowego. Pozwala także utrzymywać w mocy nałożone sankcje. Niemiecka prezydencja ma w wypracowaniu tej jedności istotny udział, forsuje jednak także swoje priorytety. Kwestie pomocy humanitarnej czy planowanie przyszłej odbudowy stanowią preferowane przez Niemcy dziedziny zaangażowania, w przeciwieństwie do pomocy wojskowej.

Współdziałanie z partnerami i sojusznikami odgrywa zarazem centralną rolę w legitymizacji "epokowego przełomu" w polityce zagranicznej, bezpieczeństwa i obrony Niemiec6. Wykorzystywane jest jednak także instrumentalnie – do uzasadnienia zwlekania z udzieleniem pomocy wojskowej Ukrainie w skali odpowiadającej potrzebom narodu broniącego swojej państwowości, jak i potencjałowi Niemiec oraz techno­logicznemu zaawansowaniu niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Z konsultacji m.in. na forum G7 miała wynikać koncepcja "wymiany okrężnej". Na zgodne stanowisko Grupy kanclerz Scholz powołał się także, określając cel zmagań z Rosją w postaci asekuracyjnej formuły "Putin nie może wygrać tej wojny"7.

Argument, że Niemcy wystrzegają się działania unilateralnego (keine Alleingänge), dotyczy wszystkich form ich wielostronnego zaangażowania. Wyjaśnienia podstaw niemieckiego stanowiska nawiązujące do współpracy w ramach G7 były jednak szczególnie wygodne – tak jak tezy, że jest zgodne ze stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. Partnerzy z G7 nie wywierali w sposób otwarty presji na ośrodek kanclerski, by odstąpił od blokowania dostaw uzbrojenia, przeciwnie postępowały państwa wschodniej flanki NATO i UE. Przeważał przekaz o uznaniu dla zadeklarowanej radykalnej zmiany kursu polityki bezpieczeństwa i obrony Niemiec, podczas gdy różnice w zakresie pomocy wojskowej świadczonej Ukrainie odzwierciedlają różne priorytety poszczególnych rządów. W przypadku Stanów Zjednoczonych zarówno administracja Joe Bidena, jak i rząd w Berlinie były zainteresowane manifestowaniem dobrej współpracy po etapie silnych napięć we wzajemnych relacjach za prezydentury Donalda Trumpa. Kontakty Wielkiej Brytanii i Niemiec w G7 były z kolei ożywione, ponieważ Niemcy w 2021 r. przejęli prezydencję po Brytyjczykach. Oba państwa konsultują się regularnie w ramach Grupy w zakresie koordynacji gospodarczej oraz polityki wobec globalnych wyzwań. Jednocześnie Wielka Brytania, będąc w awangardzie europejskiego wsparcia dla Ukrainy i zaangażowana we wzmacnianie wschodniej flanki NATO, sprawnie umacniała swoją pozycję w sferze bezpieczeństwa europejskiego.

TEST SPRAWNOŚCI: GOSPODARCZE I SPOŁECZNE NASTĘPSTWA WOJNY

W minionych miesiącach na forum G7 zajmowano się również intensywnie oddziaływaniem wojny na gospodarkę światową – destabilizacją rynku energii, inflacją i załamaniem eksportu produktów rolnych z Ukrainy. Biorąc pod uwagę także osłabienie gospodarcze Chin, przywódcy G7 mierzyli się z załamaniem koniunktury, widmem recesji, kryzysem energetycznym i żywnościowym. Niemieccy politycy uzasadniali potrzebę aktywności w tej dziedzinie także potrzebą przeciwdziałania rozpowszechnianej przez Rosję tezie o sprzeczności interesów Zachodu i reszty świata w kontekście wojny przeciwko Ukrainie. Demonstracji jedności zachodnich państw uprzemysłowionych wobec Rosji towarzyszyła próba przekonania przedstawicieli globalnego Południa do zajęcia zdecydowanego stanowiska przeciwko wojnie i przyłączenia się do sankcji nałożonych na Rosję. W tym celu na szczyt w Elmau zaproszono liderów Argentyny, Indii, Indonezji, Republiki Południowej Afryki i Senegalu.

Przewodniczące pracom Grupy Niemcy znalazły się przy tym w gronie państw, które silnie odczuły następstwa rosyjskiej inwazji. Wojna obnażyła bowiem skalę uzależnienia Niemiec od dostaw paliw i surowców. Zerwanie z Rosją pociągało za sobą uderzenie w podstawy niemieckiego modelu gospodarczego, w szczególności oparcie przemysłu na rosyjskiej energii pozyskiwanej po preferencyjnych cenach dzięki flankowaniu politycznemu. Obecna aktywność Niemiec w G7 jest zatem pochodną rewaluacji dotychczasowej strategii gospodarczej pod kątem zależności surowcowo-energetycznej i zwiększenia odporności.

Do początku 2022 r. Niemcy szykowały się na osłabienie międzynarodowej kooperacji gospodarczej z powodu narastającej rywalizacji między USA i Chinami. Skupiły więc uwagę na kwestiach wyścigu technologicznego, osłabieniu instytucji wielostronnych, zakłóceniach konkurencji i ekonomicznym przymusie w globalnym handlu. Przejmując władzę pod koniec 2021 r., centrolewicowa koalicja traktowała ponadto jako priorytet wewnętrzną transformację i modernizację polityki klimatycznej i cyfryzacji, połączoną z odbudową gospodarki po stratach poniesionych wskutek pandemii, które oszacowano na 350 mld euro8. Z perspektywy Berlina worst case scenario stanowiła wizja decouplingu, a nie wojna podważająca bezpośrednio europejski system bezpieczeństwa i znacznie głębiej uderzająca w globalizację w jej dotychczasowym wydaniu. Tymczasem Niemcy, wielki beneficjent przemian gospodarki światowej po 1989 r., są przekonane o potrzebie utrzymania zdobyczy globalizacji z uwzględnieniem koniecznych dostosowań do nowego wielobiegunowego układu sił. Wizję przyszłych międzynarodowych relacji gospodarczych Olaf Scholz przedstawił na Światowym Forum Gospodarczym w Davos9. W przyszłości globalizacja ma być zrównoważona, odporna, solidarna i mądrze kształtowana, wzbogacona o nowoczesne reguły i nowe sposoby współpracy.

Odporność ma zostać zapewniona dzięki dywersyfikacji zarówno gospodarczej, jak i politycznej. Poszerzenie kręgu partnerów i dostawców ma stanowić praktyczną odpowiedź na zaostrzoną rywalizację geo­polityczną i narastające napięcia ekonomiczne w globalnej współpracy handlowej. Postulat prowadzenia handlu przede wszystkim między zaprzyjaźnionymi państwami – friendshoring – postrzegany był jednocześnie jako opcja niewystarczająca do zachowania niemieckiego dobrobytu10.

Niemcy aktywnie poszukują zatem nowych partnerów, zarówno ze względów politycznych, jak i ekonomicznych. Na forum G7 wdrażają przy tym nową wersję preferowanej przez siebie roli pośrednika – w aktualnym wydaniu między Zachodem a Globalnym Południem. Oponując przeciwko tworzeniu nowych bloków, Niemcy promują zacieśnienie współpracy między państwami, dla których elementami wspólnymi są "demokracja – jak różny nie byłby jej kształt w naszych krajach – Karta Narodów Zjednoczonych, praworządność, podstawowe wartości, jak wolność, równość, solidarność i godność każdego człowieka. Wartości te nie są ograniczone do Zachodu jako sfery geograficznej. [...] Aby obronić te wartości przed autokracją i autorytaryzmem, potrzebujemy nowego globalnego współdziałania demokracji – a mianowicie ponad granicami klasycznie pojętego Zachodu"11.

Wdrażanie postulatu dywersyfikacji można już obserwować na poziomie relacji z członkami G7. Niemcy mocno inwestują w relacje z Kanadą, czego wyrazem była wizyta w tym państwie kanclerza oraz ministra gospodarki i klimatu Roberta Habecka 21–23 sierpnia. Poza doraźnymi i perspektywicznymi zabiegami o współpracę w sektorze energetycznym istotną rolę odgrywały także przesłanki bliskości politycznej, czyniącej z Kanady idealnego partnera transatlantyckiego, bardziej przewidywalnego niż Stany Zjednoczone targane skutkami wewnętrznej polaryzacji. Podjęto także wysiłek uzgodnienia przez koalicję kompromisu, który ma umożliwić ratyfikację CETA.

Niemcy dążą również do rozbudowania relacji z Japonią, jedynym azjatyckim członkiem G7. Podczas wizyty kanclerza w kwietniu uzgodniono odbywanie konsultacji międzyrządowych. Choć odwiedziny państw należących do Grupy w okresie prezydencji należą do standardowego programu dyplomatycznego, silnym sygnałem był wybór Japonii jako celu pierwszej podróży nowego kanclerza do tego regionu. Państwo to zajmuje kluczowe miejsce w niemieckiej refleksji nad strategią przyszłych relacji z Chinami, których Olaf Scholz jeszcze po objęciu urzędu nie odwiedził.

TEST REALIZMU: KLUB KLIMATYCZNY

Według pierwotnych zamierzeń niemieckiego przewodnictwa dominującym tematem miała być polityka klimatyczna, a centralne miejsce zajmowała promocja idei utworzenia klubu klimatycznego. Z tą propozycją Olaf Scholz wystąpił już w maju 2021 r. jeszcze jako minister finansów w gabinecie Angeli Merkel i kandydat socjaldemokracji na kanclerza. Koncepcja ta została przyjęta przez niemiecki rząd w sierpniu 2021 r. i skierowana na forum G7.

Inicjatywa wpisuje się w zaangażowanie Niemiec w ochronę środowiska i klimatu12, tradycyjne dla tego państwa w ramach Grupy 7, a przede wszystkim w priorytety nowej koalicji rządzącej. Punktem wyjścia było dążenie do ograniczenia negatywnych dla niemieckiej gospodarki skutków osiągnięcia neutralności klimatycznej już do 2045 r. Zasadnie zakładano, że rosnące koszty dostosowań, które będzie musiał ponieść rodzimy przemysł, będą obniżać na rynkach międzynarodowych konkurencyjność niemieckich produktów, zwłaszcza z sektorów szczególnie energochłonnych, a ograniczenia i restrykcje handlu związane z kryteriami klimatycznymi będą stanowiły istotne utrudnienia. Problemem było wyrównanie warunków i zapobieganie carbon ­leakage wskutek przyspieszenia wdrażania celów porozumienia paryskiego. Wyłonienie kooperującej grupy państw miało zmienić zasady gry dzięki powstaniu globalnego rynku porównywalnych standardów, na którym gospodarki realizujące ambitną politykę klimatyczną zyskałyby lepszą pozycję.

Centralnym elementem planowanego rozwiązania było skoordynowanie działań przede wszystkim odnośnie do wprowadzenia ceny za emisję CO2 i jej wysokości. Członkowie klubu mieli współpracować przy dekarbonizacji przemysłu i rozwoju zielonych technologii, w szczególności – wykorzystania wodoru.

Warunkiem członkostwa w "otwartym i inkluzywnym" klubie, którego rdzeń miały stanowić państwa G7, jest zobowiązanie do dążenia do neutralności klimatycznej do połowy stulecia. Zakłada się jednak także pozyskanie państw Globalnego Południa dzięki wsparciu ich wysiłków dekarbonizacyjnych. Na forum G7 instrumentem finansowego wsparcia polityki klimatycznej w odniesieniu do państw nowo uprzemysłowionych i rozwijających się są partnerstwa na rzecz sprawiedliwej transformacji energetycznej (Just Energy Transition Partnerships). Ten model współpracy międzynarodowej w zakresie polityki klimatycznej i transformacji energetycznej został zainicjowany z Afryką Południową w 2021 r., a obecnie negocjowany jest z Indonezją, Indiami, Senegalem i Wietnamem. Niemcy równolegle zawierają partnerstwa bilateralne – w szczególności z Indiami (Partnership for Green and Sustainable Development). Ta forma kooperacji służy promocji niemieckich zielonych technologii, a perspektywicznie – pozyskaniu nowych źródeł energii i surowców dla niemieckiej gospodarki.

Powstanie klubu miało stanowić aktywny wkład Niemiec (i kanclerza) w kształtowanie międzynarodowej polityki klimatycznej, jednocześnie minimalizując jej niekorzystny wpływ na konkurencyjność niemieckiego przemysłu. Ośrodek kanclerski liczył na powtórzenie sposobu działania, który w 2021 r. przyniósł porozumienie w sprawie globalnej reformy podatkowej. Na dobry początek Niemcy uzyskały w Elmau przyjęcie deklaracji o zamiarze powołania klubu do końca bieżącego roku. Sztandarowa inicjatywa Scholza zderzyła się jednak z realiami. Wątpliwe wydaje się pozyskanie największych emitentów gazów cieplarnianych. Stany Zjednoczone nie zamierzają wprowadzać ceny za emisję CO2, a Chiny zerwały dialog z Amerykanami w sprawie ochrony klimatu ze względu na politykę USA wobec Tajwanu. Sterowanie wysiłkiem redukcyjnym poprzez celowe podwyższanie kosztów energii (opłaty za emisję CO2) zderzyło się z inflacją i gwałtownym wzrostem cen paliw. Trudno będzie też przekonać państwa rozwijające się, że ta forma współpracy odpowiada ich potrzebom.

PODSUMOWANIE

Grupa 7 (obok NATO i Unii Europejskiej) odegrała istotną rolę w koordynacji odpowiedzi Zachodu na wojnę Rosji przeciwko Ukrainie, w szczególności w procesie nakładania sankcji gospodarczych i finansowych. Sprawujące przewodnictwo Niemcy przyczyniły się do wypracowania stanowiska G7 w zakresie izolacji Rosji, wsparcia Ukrainy, a także prób ograniczania negatywnych następstw wojny dla gospodarki światowej. Połączenie przewodnictwa w G7 z centralną pozycją w UE i kluczową rolą wśród europejskich członków NATO przekładało się zapewne na sprawność koordynacji. Niemcy miały jednocześnie zapewnioną optymalną pozycję w tym rozbudowanym procesie uzgodnień – obraz sytuacji, możliwość inicjowania bądź aktywnego wpływania na kierunek prac czy przepływ informacji. Uzgadniane środki stanowiły ostatecznie wypadkową interesów poszczególnych państw, w przypadku Niemiec – głównie sektora energetycznego. W warunkach wojennych promowana przez Niemcy współzależność okazała się słabością ograniczającą możliwość zdecydowanej odpowiedzi wobec Rosji. Atut uprzywilejowanego insidera pozwalał Niemcom ograniczać nadmierne koszty własne i realizować priorytety.

Przewodząc grupie silnych gospodarczo demokracji, Niemcy dążyły równocześnie do amortyzowania skutków wojny w sferze ekonomicznej i do optymalizowania warunków transformacji własnej gospodarki, głównie przemysłu, w warunkach wysokiej niestabilności otoczenia międzynarodowego. Uznając zmiany klimatu za wyzwanie centralne, upatrują zarazem w sferze zielonych technologii szansy na zachowanie własnego dobrobytu.

Grupa 7 zachowuje atrakcyjność jako forum koordynacji politycznej państw o silnej gospodarce połączonych wspólnymi wartościami. W warunkach nasilającej się systemowej konkurencji z reżimami autorytarnymi komponent normatywny może jeszcze zyskać na znaczeniu. Niemieckie zaangażowanie zorientowane będzie na dwa cele: ochronę własnego systemu politycznego oraz dążenie do utrzymania możliwie wielu zdobyczy erodującego liberalnego ładu światowego. Z perspektywy Niemiec wpływy Grupy i jej członków uzależnione są od sprawnego wypracowania rozwiązań problemów globalnych. Wobec malejącego waloru reprezentatywności pozostaje jedynie legitymizacja poprzez osiągane rezultaty. Według Olafa Scholza "na szczycie G7 osiągnęliśmy namacalne postępy. Z tych postępów rodzi się zaufanie – także zaufanie do naszego kraju. Na tym możemy budować, jeśli Niemcy przejmą w tych trudnych czasach odpowiedzialność za Europę i odpowiedzialność na świecie"13. Przewodnictwo w G7 wpisane zostało zatem w zgłaszane przez obecną koalicję aspiracje przywódcze Niemiec.

Dla państwa o interesach globalnych, priorytetowo traktującego siłę gospodarczą, klasyczne rozumienie wspólnoty Zachodu nie jest wystarczające w aktualnych uwarunkowaniach politycznych i ekonomicznych. Niemcy stawiają na globalną współpracę demokracji wyznających wspólne wartości, na której oprzeć się ma zoptymalizowana forma globalizacji.

 

RYSZARDA FORMUSZEWICZ, ANALITYCZKA, POLSKI INSTYTUT SPRAW MIĘDZYNARODOWYCH

1 Policy Priorities for Germany's G7 Presidency in 2022, "G7 Germany", www.g7germany.de.

2 Planowane były spotkania ministrów spraw zagranicznych, handlu, gospodarki, finansów (i szefów banków centralnych), pracy i spraw społecznych, środowiska, energii i klimatu, rolnictwa, cyfryzacji, współpracy rozwojowej, zdrowia, spraw wewnętrznych oraz nauki.

3 Dokumentacja prac G7 w 2022 r. dostępna na oficjalnej stronie niemieckiej prezydencji: www.g7germany.de/g7-en/g7-documents.

4 Zob. Assessing the 2022 G7 Summit: The Sherpa Perspective, Center for Strategic & International Studies, 21 lipca 2022 r., www.csis.org.

5 Zob. priorytety działania na 2022 r., Deutsche Botschaft Kiew, https://kiew.diplo.de/g7-priorities-2022-data.pdf.

6 R. Formuszewicz, Zwrot polityki Niemiec, "Komentarz PISM", nr 24/2022, 1 marca 2022 r., www.pism.pl.

7 Pressekonferenz von Bundeskanzler Scholz nach dem G7-Gipfel 2022 in Elmau am 28. Juni 2022, Die Bundesregierung, 28 czerwca 2022 r., www.bundesregierung.de.

8 M. Grömling, Ökonomische Verluste nach zwei Jahren Corona-Pandemie, IW-Kurzbericht Nr 3, 2022.

9 Rede von Bundeskanzler Scholz anlässlich des Jahrestreffens des World Economic Forum am 26. Mai 2022 in Davos, Die Bundesregierung, 26 maja 2022 r., www.bundesregierung.de.

10 Ocena perspektywy ograniczenia wymiany handlowej do państw demokratycznych, zob. L. Menkhoff, Kleine Welt: Wenn Deutschland nur mit Demokratien handelt, "Wirtschaftsdienst", lipiec 2022, www.wirtschaftsdienst.eu.

11 Artykuł programowy: O. Scholz, Nach der Zeitenwende, "FAZ", 17 lipca 2022 r., tekst polski: Uzależnienie się od Rosji to był błąd. Naprawiamy go, "Gazeta Wyborcza", 20 lipca 2022 r.

12 Szerzej o niemieckich inicjatywach w zakresie ochrony klimatu na forum G7 zob. J.J. Kirton, G 7 Globales Direktorium, "Internationale Politik" 2021, nr 6, s. 71–76.

13 O. Scholz, op. cit.

ESEJE I ARTYKUŁY

STEPHEN BLANK

NAŚLADOWANIE TYGRYSA: CO ZACHÓD MUSI ZROBIĆ DLA UKRAINY I DLA SIEBIE

Wielkie wojny nierzadko uruchomiają wyobraźnię przywódców politycznych i pobudzają ich do działania. Wojna rosyjsko-ukraińska nie stanowi wyjątku. Napaść Rosji i jej potknięcia militarne dają Zachodowi nieczęstą okazję do wprowadzenia zmian w architekturze bezpieczeństwa międzynarodowego i europejskiego, a sprostanie wyzwaniu rzuconemu przez agresora staje się coraz pilniejsze.

Putin wyraźnie wciąż wierzy, że wygrywa, i tak on, jak i rosyjskie wojsko wciąż ufają własnej propagandzie i planują walczyć do ostatecznego zwycięstwa1.Obecnie prezydent Rosji dodatkowo wzmaga napięcie, zapowiadając możliwość ataku jądrowego, grozi Mołdawii, która już była obiektem napaści i działań zwiadowczych, szykuje się do szerzej zakrojonej mobilizacji i wykorzystuje szantaż energetyczny2. Putin może też szykować się do wojny na wyniszczenie, mającej na celu wykrwawienie Ukrainy, wierząc, że wprowadzi zamęt w NATO i złamie Ukrainę3. Co więcej, konsekwencje niemalejących potrzeb Ukrainy i konieczności globalnej rekonstrukcji już są widoczne w Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych i krajach Zachodu w postaci wyzwań gospodarczo-politycznych, którym rządy muszą sprostać i z których muszą wyjść obronną ręką4. Co niepokojące, wielu analityków twierdzi, że przedłużająca się wojna wzmaga ryzyko użycia przez Rosję broni jądrowej5. To właśnie zagrożenie coraz bardziej niepokoi znawców Rosji6.

Niewykorzystanie przez Zachód okazji do wprowadzenia zmian będzie stanowiło krok w tył w zakresie utrzymania pokoju, bezpieczeństwa i demokracji, a także podsunie Rosji więcej możliwości zachwiania równowagi w Europie7. Ta okazja jest sprawą całego świata, jako że następstwa tej wojny są problemem światowym. Jedynie międzynarodowym wysiłkiem można złagodzić lub zniwelować odczuwalne na całym globie gospodarcze skutki rosyjskiej agresji. Rządy krajów zachodnich – pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych – powinny skorzystać z rady Szekspira: "Gdy wojenna zagrzmi w uszach trąba, niechaj przykładem waszym tygrys będzie"8. Innymi słowy, żeby zapewnić zwycięstwo Ukrainie i porażkę Rosji, muszą działać z wyobraźnią, odważnie i zdecydowanie. Tylko z takim podejściem można zagwarantować zwiększenie bezpieczeństwa w Europie i na świecie.

Rosja zaczęła dokonywać zbrodni wojennych już w 2014 r., gdy zajęła Krym i Donbas, ale te, które popełnia podczas aktualnej agresji, są bardziej wyraziste. Rosyjskie zbrodnie wojenne podkreślają znaczenie moralne, polityczne i strategiczne wojny na Ukrainie dla bezpieczeństwa międzynarodowego i bezpieczeństwa Europy. Są także wyrazem spójności polityki wewnętrznej i obronnej Rosji oraz moralnego upadku Rosjan pod rządami Putina. Celowe stosowanie zastraszania i zbrodnie, takie jak bombardowanie obiektów cywilnych, masowe mordy, deportacje, gwałty i akty terroru, stanowią od samego początku integralną część rosyjskiej strategii wojennej9. Sposób prowadzenia walki oraz polityka Rosji również stanowią silną przesłankę do stwierdzenia, że jej najwyższym celem jest unicestwienie niepodległej Ukrainy, a co za tym idzie – ludobójstwo10. RIA Nowosti, rosyjska państwowa agencja informacyjna, opublikowała nawet plan przymusowej denazyfikacji Ukrainy poprzez masowe zastraszanie i represje ideologiczne, czyli połączenie metod stalinowskich z chińskimi obozami reedukacyjnymi, sugerując, że to właśnie jest polityką państwa11. Dlatego też i plany wojenne Rosji, i jej polityka wojskowa obejmują usankcjonowany terroryzm, czyniąc Rosję państwem terrorystycznym. Rosyjskie media państwowe, onieśmielone początkowymi porażkami, później również przyjęły dyktowaną przez państwo ludobójczą narrację naszpikowaną wtrętami sowieckimi i nazistowskimi12. Nie należy się więc dziwić, że znawcy tematu, wraz z prezydentami Zełenskim i Bidenem, określają tę agresję jako ludobójczą13.

Przywódcy państw zachodnich powinni więc zapobiec zwycięstwu Rosji. Tocząca się wojna stanowi sprawę Zachodu nie tylko dlatego, że Ukraina walczy o bezpieczeństwo własne i Europy, ale też dlatego, że konflikt zaburza porządek międzynarodowy w samej jego istocie. Były dowódca wojsk NATO w Europie, emerytowany generał Phillip Breedlove podkreślił: "toczymy z Rosją konflikt przez pośredników. Ukraińcy są naszymi pośrednikami w walce"14. Rosja najwyraźniej zgadza się z tym poglądem, skoro minister spraw zagranicznych Federacji Siergiej Ławrow powiedział, że jest to wojna przeciwko siłom amerykańskim i zagrożeniu dominacją USA na arenie międzynarodowej15.

Stronnik Putina – Siergiej Karaganow, honorowy przewodniczący moskiewskiego think tanku Rada Polityki Zagranicznej i Obronnej, człowiek bliski Putinowi i Ławrowowi, powiedział: "Prowadzimy wojnę z Zachodem. Architektura bezpieczeństwa w Europie nie jest właściwa"16. Napaść na Ukrainę potwierdza też, że putinowska Rosja nie jest w stanie wyrzec się statusu imperium, przyznać suwerenności sąsiadom i byłym państwom Układu Warszawskiego17. Dążenie do odzyskania imperium oznacza wojnę, ponieważ musi prowadzić do naruszenia suwerenności państw sąsiedzkich i ich nietykalności terytorialnej, a także dlatego, że Rosja domaga się odbudowy swojej potęgi i całkowicie wolnej ręki – to jest wojny.

W sytuacji, gdy działania Rosji wskazują na całkowity brak poszanowania suwerenności i niezależności sąsiadów mimo wcześniej podpisanych paktów, wszelkie umowy z tym państwem, w tym dotyczące ograniczenia posiadania broni, automatycznie tracą znaczenie18. Należy podkreślić, że jeśli państwa zachodnie działające pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych i poprzez organy takie jak Unia Europejska czy NATO nie oprą się Rosji w sposób zdecydowany, zdobycze 30 lat pracy nad zapewnieniem bezpieczeństwa w Europie zostaną zaprzepaszczone, a Zachód wróci do bipolarnej konfrontacji z czasów zimnej wojny. Skoro Władimir Putin uważa, że wygrywa wojnę z Ukrainą, tym pilniejsza staje się konieczność zadania mu niepodważalnej klęski19. Nie oznacza to użycia siły, jednak ważne jest skuteczne zastosowanie środków odstraszających i wszelkich instrumentów władzy, z wyłączeniem jednak konfliktu zbrojnego.

By wykorzystać okazję, jaką jest dla nas ta wojna, i odzyskać inicjatywę w kwestii utrzymywania pokoju i demokracji w Europie, która rządzona jest w określony sposób (a także w innych miejscach), musimy podjąć kroki odważniejsze, bardziej nieszablonowe i bardziej zdecydowane niż poprzednio. W szczególności należy zaopatrzyć Ukrainę w środki umożliwiające niepodważalne pokonanie Rosji. Oznaczałoby ono rozejm obejmujący wycofanie wojsk rosyjskich, przywrócenie nienaruszalności terytorialnej Ukrainy co najmniej w granicach z 2022 r., zapewnienie jej wolności wyboru w kwestii akcesji do instytucji europejskich, chociażby akcesji do Unii Europejskiej czy NATO.

Obecne zagrożenie może zostać zlikwidowane tylko dzięki odparciu Rosji za pomocą szeroko zakrojonych działań strategicznych z użyciem wszelkich instrumentów władzy, jakimi dysponują członkowie NATO – dyplomatycznych, informacyjnych, wojskowych i gospodarczych. Tylko takie zwycięstwo ugruntuje bezpieczeństwo Ukrainy i Europy. Wzmocni też bezpieczeństwo międzynarodowe krajów pozaeuropejskich i odbije się głośnym echem w Azji, szczególnie w Chinach. Co więcej, porażka Rosji na Ukrainie to również – paradoksalnie – jedyna droga do bezpieczeństwa, godności, dobrobytu, pokoju i demokracji dla samych Rosjan. W całej historii tego państwa gruntowne reformy były następstwami tylko przegranych wojen, ponieważ klęska wstrząsała podwalinami państwa i zmuszała jego przywódców do przeprowadzenia zmian. Tu również porażka w wojnie osłabiłaby putinowski system rządów i zmusiła władze do wprowadzenia reform.

DOTYCHCZASOWE NASTĘPSTWA WOJNY

Widoczne do tej pory rezultaty tej wojny potwierdzają wiele założeń dotyczących bezpieczeństwa Europy i Rosji. Po pierwsze, największym zagrożeniem dla Ukrainy, jej sąsiadów z dawnego bloku wschodniego, całej Europy i samych Rosjan jest zachowanie systemu putinowskiego. Strategiczne i moralne następstwa tej wojny jedynie potwierdzają prawdziwość tego twierdzenia. Jako że założeniem obecnego rządu Federacji Rosyjskiej jest imperializm i zaprzepaszczenie zdobyczy lat 90. XX w., środkami do osiągnięcia tego celu są brutalna, bezpośrednia siła, wojna informacyjna i przestępczość polityczna. Nieprzypadkowe są więc zbrodnie popełnione podczas tej wojny, która w samej istocie może być określona według prawa międzynarodowego mianem wojny agresywnej. Taki model konfliktu obowiązywał w Rosji na długo przed Putinem i jego poczynaniami w Groznym, Aleppo czy teraz na Ukrainie. Rosyjska taktyka wojenna od 1478 r., gdy Nowogród został wcielony do Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, kontynuuje tradycję depopulacji i niszczenia "krnąbrnych" obywateli poprzez wywózkę dotychczasowych mieszkańców i zasiedlenie opuszczonej krainy przez Rosjan lojalnych wobec władzy. Każdy aspekt tej tradycji jest już dostrzegalny na Ukrainie i pojawi się niechybnie we wszelkich przyszłych kampaniach. Niemiecka minister obrony narodowej Christine Lambrecht ostrzegła wręcz, że jeśli Rosja nie zostanie pokonana na Ukrainie, nastąpią kolejne wojny20. Potwierdzają to niedawne sygnały, że następnym celem rosyjskiego ataku może być Mołdawia21.

Należy też podkreślić, że sama idea tej wojny i sposób jej prowadzenia odzwierciedlają upadek moralny społeczeństwa rosyjskiego pod rządami Putina. Odkąd doszedł do władzy, okazuje brak poszanowania wobec prawa. Obecny zwrot w stronę rządów totalitarnych i wymuszanie określonego światopoglądu podkreślają zapatrzenie na ideologię caratu i państwa policyjnego, którego służby nie są niezawisłe. Wszczęcie i prowadzenie tej wojny są więc efektem mariażu polityki wewnętrznej i zagranicznej Putina. Dzięki atakowi na Ukrainę przywódca Rosji mógł wprowadzić rządy totalitarne we wszelkich dziedzinach, jak również cofnąć się do szowinistycznej, przestarzałej ideologii nowego caratu, która usprawiedliwia dążenia imperialistyczne. Jednocześnie jednak militarystyczna polityka rządu prowadzi do zubożenia obywateli. Nie jest ono tylko wynikiem drastycznych sankcji międzynarodowych, a raczej bezpośrednim wynikiem przestarzałego modelu gospodarczego i utrzymującej się w rosyjskiej elicie kleptokracji. Wynikiem zepsucia toczącego całe społeczeństwo jest nie tylko tragicznie wyraźna korupcja – główna przyczyna porażek w tej wojnie i słabości gospodarki w obliczu sankcji międzynarodowych, ale też widoczna przestępczość i brutalność wojska.

Sytuacja pogorszy się, jeśli będą podtrzymane sankcje lub nałożone kolejne represje, które cofnięte zostaną tylko wtedy, gdy Rosja poniesie klęskę na Ukrainie. Jeśli natomiast Putinowi się powiedzie i utrzyma lub zdobędzie kolejne części Ukrainy, jego władza stanie się silniejsza w Rosji i poza nią. To "zwycięstwo" zachęci go do następnych kampanii mających na celu odzyskanie dawnych terytoriów rosyjskich pod dowolnym, sfabrykowanym pretekstem. Katarzyna Wielka mówiła przecież, że by ochronić swoje granice, musi je poszerzać. Moskwa już wprowadza własną administrację na terenie dotychczas sobie podporządkowanym22. Co więcej: "Zawieszenie broni wzdłuż "nowych linii kontaktu" jedynie ułatwi Rosji kolejne "zamrożenie konfliktu" i jeszcze bardziej oddali rozstrzygnięcie poprzednich sporów. W rzeczywistości takie konflikty nigdy nie były zamrożone. Umożliwiły siłom rosyjskim w Osetii Południowej trwanie na granicy z Gruzją. W Donbasie więcej żołnierzy ukraińskich zginęło już po podpisaniu protokołu mińskiego niż w poprzednich miesiącach. Zajęcie Krymu nie tylko umożliwiło Rosji zgromadzenie wojsk na półwyspie i podtrzymanie sił w Syrii, przybliżyło też historyczny cel dominacji nad basenem Morza Czarnego. Jedynym czynnikiem istotnie zamrożonym w tych konfliktach było ich rozstrzygnięcie. Tak naprawdę przedwczesne zawieszenie broni może jedynie ułatwić Rosji osiągnięcie kolejnego celu – rozbioru Ukrainy"23.

Zwycięstwo Rosji ośmieli też naśladowców Putina – takich jak Viktor Orbán – do siania fermentu i tworzenia podziałów w NATO i Unii Europejskiej, pozwoli też rosyjskiemu prezydentowi częściowo – jeśli nie całkowicie – uniknąć konsekwencji swoich poczynań. W skali globalnej zwycięstwo Rosji uniemożliwi w przyszłości powstrzymywanie agresji. To wszystko istotne powody, by jak najszybciej doprowadzić do zdecydowanego zwycięstwa Ukrainy. Porażka Rosji jest równie istotna pod względem strategicznym. Obecny w Rosji nihilizm prawny i moralny przekładają się bezpośrednio na sposób prowadzenia obecnej wojny. Lawrence Freedman podkreśla tę obserwację, pisząc: "Należy również wziąć pod uwagę aspekty moralne podczas planowania strategii. Skoro znane są już poczynania Rosjan na okupowanych terenach Ukrainy, rządy państw zachodnich nie mogą popychać prezydenta Zełenskiego do jakichkolwiek ustępstw w kwestiach terytorialnych tylko po to, żeby zakończyć wojnę. Oczywiście państwa zachodnie nie zdołają obalić reżimu w Moskwie, nie ma takiej siły również Ukraina, jako że jedynie Rosjanie mają wpływ na to, kto nimi rządzi. Pozostaje więc wspieranie Ukrainy aż do wycofania się sił rosyjskich i pozostawienie Putinowi konsekwencji jego kaprysu"24.

Freedman zauważa też, że państwa zachodnie nie mogą pozwolić Ukrainie upaść25. Podobnie twierdzi też Nigel Gould-Davies: "Zbrodnie wojenne dowodzą, że tak długo jak Rosja okupuje terytorium Ukrainy, koniec walk nie oznacza końca przemocy. Wręcz przeciwnie: zawieszenie broni pozwoli siłom rosyjskim nie tylko na przegrupowanie się i dozbrojenie, ale też na niezakłócone mordowanie i terroryzowanie cywilów. Wyznawcy realizmu w relacjach międzynarodowych zdają się nie dostrzegać, że stawką jest nie tylko przestrzeń geopolityczna, ale też życie ludzkie. Wszyscy mieszkańcy Ukrainy wiedzą już na pewno, co ich czeka, gdy wojsko rosyjskie wkroczy do ich miejscowości, i zrobią wszystko, by do tego nie dopuścić. Wynika z tego jasno, że rozbiór czy wynegocjowany kompromis nie zaowocują ani pokojem, ani stabilizacją"26.

Jest też jasne, że rządy państw europejskich, Kanady, Stanów Zjednoczonych lub sąsiadów Rosji nie mogą już brać pod uwagę Władimira Putina jako partnera do rozmów. Putin wywołał napięcie międzynarodowe, które można porównać do zimnej wojny. Siły rosyjskie muszą więc zostać powstrzymane dla dobra Europy i bezpieczeństwa międzynarodowego. To nadrzędny moralny i strategiczny cel. Dlatego też należy bezwzględnie zapewnić Ukrainie długotrwałe wsparcie – nie tylko wojskowe – pozwalające i odeprzeć ofensywę rosyjską, i wydalić najeźdźców z terytorium państwa, być może nawet z rejonu Donbasu i Krymu. Gould-Davies napisał też: "Te zbrodnie mają następstwa strategiczne, które ukształtują tor wojny. Ponad wszystko zwiększają one prawdopodobieństwo, że konflikt nie zakończy się kompromisem lub rozejmem, ale zwycięstwem i kapitulacją"27.

Ponieważ rozmowy będą prawdopodobnie prowadzić donikąd, o przyszłości Ukrainy zdecyduje wynik wojny28. Tym bardziej niezadowalające pozostaje więc utrzymywanie przez Rosję terytorium zajętego w 2014 r., nie wspominając o nowych terenach. Choć Ukraina może zaakceptować powrót do stanu sprzed napaści w 2022 r., będzie to tylko rozwiązanie tymczasowe, owocujące długim okresem napięcia oraz stałego zagrożenia kolejną eskalacją. Pozostawi też w dobrej sytuacji Putina lub jego następców, dając im możliwość podtrzymywania zapędów imperialistycznych. Wprowadzenie ich w życie wykluczy jakiekolwiek reformy wewnątrz Rosji, które mogłyby przekształcić styl rządzenia i ugruntować bezpieczeństwo w Europie.

Co więcej, pozostawienie Ukrainy pod wpływem rosyjskim może zamienić ją w Koreę lub Niemcy z okresu zimnej wojny. Doświadczenie wojen posowieckich, takich jak walki Armenii i Azerbejdżanu o Górski Karabach, dowodzi, że takie konflikty się nie kończą. Dowolne rozwiązanie niebędące zdecydowaną klęską Putina będzie prowadziło do braku reform w Rosji i zagrożenia dla porządku międzynarodowego poza jej granicami. Celem wszczęcia tej wojny było zwiększenie znaczenia Rosji za granicą i umocnienie władzy Putina w kraju. Wygląda na to, że elity rosyjskie również popierają poszerzenie terytorium Rosji, czego przykładem są zapowiedzi i przygotowywanie planów ataku na Mołdawię.

Główną przyczyną tej wojny jest głęboko zakorzeniona w mentalności Putina i całej Rosji niechęć do koncepcji niepodległej Ukrainy. Ta niechęć współgra z putinowskim dążeniem do odbudowy imperium i wprowadzenia rządów autokratycznych. Mimo niesłabnących prób Federacji Rosyjskiej przekonania społeczności własnego i innych krajów, że po zimnej wojnie Rosja została poniżona, odizolowana i jest zagrożona, nadal nie przedstawiono żadnej – poza silną armią – wizji, planu czy struktury, które usprawiedliwiłaby jej przewodnią rolę. Nic więc dziwnego, że kraje dawnego bloku wschodniego pragną jedynych dostępnych dla nich gwarancji bezpieczeństwa, takich jak przynależność do Sojuszu Północnoatlantyckiego29.

Dwie napaści na Ukrainę – w roku 2014 i 2022 – dowodzą, że warunkiem koniecznym zwiększenia bezpieczeństwa w Europie jest powstrzymanie imperialistycznych dążeń Rosji. Imperium i rządy autokratyczne są dwiema stronami tej samej monety, tłumaczącymi obecne w historii Rosji zbitki ideologii i instytucji. Gdy innym krajom zdarzało się być imperiami, Rosja i Chiny nimi są. Warunkiem koniecznym zachowania w nich rządów autokratycznych jest imperializm, który tłumaczy poszerzanie granic i status globalnych potęg.

POTRZEBA ODWAŻNIEJSZYCH REAKCJI

Zagrożenie ze strony Rosji i polityka bezpieczeństwa wymagają odważniejszych, nieszablonowych i dalej idących środków zapobiegawczych, solidnie oczywiście zakorzenionych w realiach. Ponieważ historia współczesna dowodzi prawdziwości twierdzenia Bismarcka, że Europa pozostaje głównie pojęciem geograficznym, rolę przewodnią w opracowaniu tego programu muszą odgrywać Stany Zjednoczone. Co więcej, w zintegrowanej strategii należy zawrzeć wszelkie instrumenty władzy dostępne Ameryce i Europie – dyplomację, informację, potęgę gospodarczą i wojskową. Powinny to być więc programy całego NATO i całej Unii Europejskiej albo też działania skoordynowane. Niektóre aspekty takiego programu już istnieją lub mają zaistnieć, np. rosnące dostawy coraz cięższej i bardziej ofensywnej broni na Ukrainę. Żeby wojnę zakończyć jak najszybciej i z pożądanym wynikiem, musimy, dla dobra wspólnej wizji strategicznej, wprowadzić program w pełni.

Należy też pamiętać, że nasze poczynania strategiczne zawsze są obserwowane przez inne kraje i odbijają się w nich echem. Szczególnie dotyczy to Chin, które pozostają przeciwnikiem strategicznym. Działania przeciw Rosji muszą być nie tylko skuteczne, ale też uświadomić Chinom, że podobne mogą zostać podjęte w odpowiedzi np. na napaść na Tajwan. Chiny powinny też wyciągnąć odpowiednie wnioski z działań państw zachodnich i powstrzymać się przed wspieraniem rosyjskiej agresji, co wydaje się mieć teraz miejsce.

Kraje zachodnie muszą więc zareagować w sposób zmasowany – dążyć do pokonania Rosji, przywrócenia suwerenności i nietykalności terytorium Ukrainy, odbudowania jej z demokratycznymi władzami na czele, a następnie do całkowitego zintegrowania jej z europejskimi strukturami bezpieczeństwa, takimi jak NATO czy Unia Europejska, jak również z pomniejszymi strukturami – np. z Trójmorzem. Tylko wówczas i Ukraina, i jej sąsiedzi, jak również sama Rosja, będą mogły w pełni cieszyć się bezpieczeństwem granic, dobrobytem, rządami demokratycznymi i pokojem. Rosja zaś po raz pierwszy od lat, jeśli nie od 1914 r., będzie mogła podjąć próbę integracji z Europą. Jednocześnie proces ten musi obejmować wszystkie wyżej wymienione elementy, które w rzeczywistości często wzajemnie się wzmacniają i wykraczają poza niepodważalne kategorie analityczne.

INFORMACJA

Wojna informacyjna i wojna cybernetyczna w rosyjskiej doktrynie wojskowej i strategicznej są dwiema stronami tej samej monety. Obie należą do najważniejszych i najtrwalszych instrumentów władzy w rosyjskim arsenale. Na Ukrainie, w tym na Krymie i w Donbasie, Moskwa od lat prowadziła wojnę informacyjną. Żeby podważyć lojalność wobec władz w Kijowie, skompromitować partie polityczne i polityków oraz uzyskać wpływ na ukraińskie media i politykę30, nie stroniła nawet od przewrotów politycznych Dlatego też błędem byłoby przyjmować, że wojna informacyjna i cybernetyczna nie zostały użyte lub odegrały pomniejszą rolę w toczącym się konflikcie. Rosyjskie dążenia do zniszczenia infrastruktury Ukrainy, do wpłynięcia na media i elity zachodnie mogły być dotychczas nieskuteczne, ale nie tracą na sile31. Stany Zjednoczone i zaprzyjaźnione agencje wywiadowcze spodziewają się ataku na większą skalę na krytyczną infrastrukturę w Ameryce i w innych krajach32. Tymczasem putinowska kampania krajowa zdołała przekonać rodaków, że Rosja toczy wojnę w słusznej sprawie33.

Rządy państw zachodnich muszą więc kontynuować wsparcie dla Ukrainy. Należy wziąć pod uwagę rosyjskie zbrodnie wojenne, poczynając od inwazji w 2014 r. poprzez następną z lutego 2022 r., i strategiczne dla krajów zachodnich znaczenie obrony Ukrainy. Te argumenty należy stale rozpowszechniać, żeby zapewnić właściwe badanie wydarzeń i stworzyć odpowiedni mechanizm ukarania winnych. Chcąc podważyć pozycję Rosji w tej wojnie, Zachód musi też wzmocnić wykorzystanie technologii informacyjnej34. Rządy państw zachodnich, a może i media prywatne, muszą jednocześnie zdemaskować i powstrzymać napływ rosyjskich pieniędzy do influencerów, elit i partii politycznych na Zachodzie, i wszędzie, gdzie to tylko możliwe, mówić o rosyjskich przekłamaniach. Takie działania powinny również ujawnić i powstrzymać rosyjskie ataki na krytyczną infrastrukturę w Stanach Zjednoczonych, Europie i na Ukrainie. Istotną kwestią jest też przedarcie się przez blokady informacyjne Putina i dotarcie do zwykłych Rosjan. Należy uświadomić im koszty ludzkie i materialne tej wojny, ujawnić korupcję wśród producentów broni, którzy swoim lenistwem i żądzą zysku przyczynili się do dotychczasowych porażek.

Wypadałoby nagłośnić sposób, w jaki chciwość Putina i powiązanych z nim elit ograbia rosyjski lud z odpowiedniej opieki medycznej, szans na dobrobyt i możliwości kształcenia. Zalecane jest rozpowszechnianie informacji o zbrodniach wojennych dokonanych z rozkazu Putina, członków rządu lub starszych oficerów, wraz z tym, co na ten temat ustaliły państwa ościenne. Na koniec – w odpowiedzi na zniszczenie infrastruktury krytycznej – musimy odpowiedzieć z siłą pozwalającą na pozbawienie Rosji inicjatywy i podważenie jej strategii, która zakłada eskalację na wszystkich etapach kryzysu, oraz zmusić Rosję, by zrozumiała, że nie przestraszą nas jej groźby ani możliwości.

Należy zauważyć, że ani imperatyw strategiczny spójności NATO, ani amerykański program informacyjny nie są w tej chwili bez wad. Anne Applebaum zauważyła, że potrzebujemy systematycznego "remontu" polityki informacyjnej, powinniśmy przekazywać informacje po rosyjsku, lepiej rozumieć rosyjskich odbiorców i przedrzeć się przez blokadę informacyjną Putina35. Przykładowy strategiczny program informacyjny przedstawia między innymi Eliot Cohen:

"Jako że w tej chwili dominują konflikty hybrydowe, Stany Zjednoczone muszą o wiele lepiej radzić sobie w ofensywie. Należy przywrócić działanie amerykańskiej agencji informacyjnej (United States Information Agency), która szerzyła proamerykańską propagandę przed jej rozwiązaniem pod koniec lat 90., lub też zmobilizować cywiline cyber­bojówki, które podkopią pozycję innych rządów za pomocą prawdy, najpotężniejszej z broni. Sprawna mobilizacja antyrosyjskich hakerów przez rząd ukraiński po rosyjskiej agresji stanowi wzór do naśladowania. Stany Zjednoczone powinny też opowiadać się za swobodami obywatelskimi i dla zasady, i dla osłabienia przeciwników. Rosjanie na przykład powinni być bombardowani wiadomościami obnażającymi kłamstwa, jakimi karmi ich rząd, informacjami o tym, jakie koszty ludzkie i gospodarcze ponieśli przez wojnę na Ukrainie, i o opłakanych konsekwencjach stania się chińskim wasalem odgrodzonym od Zachodu"36.

GOSPODARKA I ENERGIA

W dziedzinach gospodarki i energii większość środków koniecznych do zapewnienia porażki Rosji już podjęto – wprowadzono sankcje i zmniejszono zakupy. Nie zmniejsza to jednak potrzeby dalszego ograniczania pozyskiwania energii od Rosji i utrudniania operacji finansowych, konieczne jest też jednoczesne opracowanie skutecznego mechanizmu gospodarczego mającego odbudować Ukrainę i zintegrować ją trwale z gospodarką Europy. Dotychczasowe i przyszłe poczynania gospodarcze oraz inne zabiegi na kolejnych polach mają na celu zapewnić zwycięstwo Ukrainy i porażkę Rosji. Dotychczas to sankcje były jedynymi narzędziami wojny gospodarczej przeciw Rosji – nie wykazały jednak całkowitej skuteczności. Z całą pewnością nie skłoniły Putina do wycofania wojsk. Niezrażony, wciąż powtarza, że "bez najmniejszych wątpliwości osiągniemy założone cele"37.

Sankcje obejmujące handel energią z Europą muszą uderzać mocniej i odebrać Rosji zdolność do prowadzenia wojny38. Muszą być jednak oparte na wcześniej i realistycznie przedstawionych celach strategicznych. Choć koszty, jakie ponosi Europa, są niewielkie w porównaniu z kosztami Ukrainy, z dostaw rosyjskiej energii nie może zrezygnować całkowicie, ponieważ cena takiego kroku byłaby zbyt wysoka. Wynika stąd potrzeba odnalezienia alternatywnych źródeł energii w bliższej i dalszej perspektywie. Nowe źródła gwarantowałyby odcięcie Rosji od możliwości szantażowania energetycznego Europy, zagwarantowałyby bezpieczeństwo dostaw z różnych kierunków, np. ze Stanów Zjednoczonych, Afryki, Ameryki Łacińskiej, Azji Środkowej lub z Azerbejdżanu. Być może uruchomiony zostanie także gazociąg wschodniośródziemnomorski, co jest obecnie ponownie rozważane39.

Choć zmiana sposobu pozyskiwania energii będzie bolesna, obok zaistniałej sytuacji nie można przejść obojętnie. Co ważne, odpowiednio przeprowadzone zmiany pozyskiwania i wykorzystywania energii spowodują znaczny i kompensujący straty wzrost gospodarczy, jednocześnie wytrącając Rosji z ręki możliwość szantażu, presji i gróźb wobec rządów państw europejskich. Jedną z możliwych ścieżek mogłoby być wprowadzenie akcyzy na zużycie węglowodorów, przez co stałyby się one za drogie i uszczupliły dochody Rosji. Dochody z akcyzy wraz z rosyjskimi aktywami skonfiskowanymi na skutek sankcji mogłyby zostać przeznaczone na odbudowę Ukrainy40. Odbudowa jest kluczem do pokoju w Europie i stanowi szansę na wzmocnienie znaczenia Unii Europejskiej. Co więcej, odbudowa Ukrainy z wykorzystaniem dotychczasowej infrastruktury i technologii przedstawia wielką okazję do zintegrowania jej z organizacjami takimi jak Trójmorze i Unia Europejska. Zapewnienie rozwoju gospodarczego i integracji krajów Europy Wschodniej w nowoczesnym wydaniu jest nieodzowne dla przyszłości regionu, nie tylko pod względem energetycznym. Funkcjonująca normalnie Ukraina może bez trudu zaspokoić własne potrzeby energetyczne i odsprzedawać energię sąsiadom41. Dlatego biorąc pod uwagę rozmiar i skalę oraz wyzwania i szanse związane z procesem odbudowy Ukrainy, planowanie tego musi rozpocząć się teraz. Należy wykorzystać te rosyjskie aktywa, które już mamy pod kontrolą, zaangażować w te działania kraje takie jak Japonia, dążyć do osiągnięcia celów strategicznych, w tym do samowystarczalności energetycznej Ukrainy i umieszczenia jej na drodze do członkostwa w Unii Europejskiej.

ZABIEGI DYPLOMATYCZNE I WOJSKOWE

Wszystkie wspomniane działania podkreślają znaczenie osiągnięcia przez państwa zachodnie takich celów strategicznych, jak pokonanie Rosji i zintegrowanie Ukrainy z Europą. Ponieważ rozwianie rosyjskich atawistycznych snów o potędze stanowi warunek konieczny bezpieczeństwa w Europie, kraje zachodnie nie mogą tylko czekać na wynik wojny. Pojawiają się bowiem głosy, że im dłużej ta wojna trwa, tym bardziej staje się groźna i może eskalować. Niebezpieczeństwo to jest efektem porażek sił rosyjskich i niechęci Władimira Putina do wycofania się42. Dlatego też, przygotowując się na dłuższe zmagania, musimy jednocześnie zastosować bardziej zdecydowane, nieszablonowe środki, by pozbawić Putina inicjatywy i możliwości eskalacji, jednocześnie tworząc fundamenty pod wykorzystanie okazji stworzonej przez tę wojnę w zakresie bezpieczeństwa. Do koniecznych działań zaliczyć można co najmniej przekazanie Ukrainie niezbędnej broni, mimo że w Europie panują w tej sprawie rozbieżne poglądy.

Dążąc do zdecydowanego odparcia Rosji, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy muszą stale prowadzić działalność dyplomatyczną i wojskową mającą na celu wzmocnienie jedności wśród sojuszników i poparcia międzynarodowego dla odizolowania Rosji43. Ta globalna kampania powinna towarzyszyć pilnemu, zakrojonemu na dużą skalę i długo­terminowemu programowi wojskowemu, którego celem musi być zapewnienie Ukrainie zwycięstwa i zmiana przekonania Putina o tym, kto ma przewagę44. W pierwszym przypadku program wojskowo-polityczny lub dyplomatyczny powinien ustalić długoterminową politykę wykraczającą poza zaspokajanie obronnych i ofensywnych potrzeb Ukrainy na wypadek przeciągającego się konfliktu. Oznacza to długotrwałe wsparcie gospodarcze dla Ukrainy oraz regularne dostawy broni ciężkiej i ofensywnej. W Stanach Zjednoczonych oznacza to przegłosowanie w Kongresie ustawy Lend-Lease, uprawomocnienie się jej, a potem jak najszybsze wdrożenie. W Europie wymaga to długotrwałego zaangażowania NATO i wszystkich krajów członkowskich w wyposażanie Ukrainy we wszelkie potrzebne środki materialne i wojskowe służące podtrzymaniu jej państwowości i zapewnieniu zwycięstwa. Konieczność takich kroków stanowi jeden z licznych argumentów za prędką akcesją Ukrainy do NATO.

Do celów państw zachodnich musi też należeć włączenie Ukrainy w struktury Unii Europejskiej i nieco mniejszego Trójmorza. Jak wspomniano wcześniej, odbudowa Ukrainy i bezpieczeństwo Europy Wschodniej są zależne od zakrojonego na szeroką skalę programu rekonstrukcji państwa ukraińskiego w granicach sprzed napaści i pełniejszego zintegrowania go z sąsiadami. Członkostwo w UE, konieczne w tym procesie, wydaje się zyskiwać poparcie państw unijnych. Ambasador Francji w Waszyngtonie Phillipe Etienne stwierdził, że wojna zmieniła historię kontynentu, że stanowi game changer45. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen potwierdziła, że Unia przyspieszy proces akcesji Ukrainy, i wręczyła władzom tego państwa kwestionariusz potrzebny do wszczęcia tego procesu46. Wygląda na to, że chociaż wstąpienie do Unii trochę potrwa, ma szansę na sukces.

Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego powinna również jak najszybciej ogłosić pełne członkostwo Ukrainy. Oczywiście taki krok może początkowo rozsierdzić Rosję, a także wywołać protesty tych członków, którzy powołują się na niepełną demokratyzację Ukrainy i obawiają się rosyjskiej reakcji. Zaangażowanie militarne czy umiejętności Ukrainy są niepodważalne, mimo że wciąż istnieje potencjał poprawy. Po pierwsze jednak, nawet jeśli demokratyzacja przed wojną była niepełna, w tej chwili Ukraina przewyższa innych członków – Węgry i Turcję – o czym NATO przeważnie milczy. Po drugie, Rosja od dawna uznawała istnienie NATO za prowokację. Nieprzyjęcie Ukrainy do Sojuszu nie pozbawiło rosyjskich elit tak ugruntowanej paranoi, a Rosja nie może Ukrainie już nic więcej zrobić – poza atakiem jądrowym. Co więcej, NATO chętnie przyjmie Finlandię i Szwecję, które stanowią w oczach Rosji jeszcze większe zagrożenie.

Z drugiej strony są ważne powody jak najszybszego przyłączenia Ukrainy do NATO. Po pierwsze, nie tylko podniesie to zdecydowanie morale jej obywateli, ale będzie też stanowić wyraźny znak, że NATO nie pozwoli na zwycięstwo Rosji, a na mocy traktatu waszyngtońskiego zapewni Ukrainie długoterminowe dostawy broni potrzebnej do wygrania wojny. Po drugie, podważy to sam powód wojny, którą rozpoczęła Rosja, rzekomo chcąc zapobiec wstąpieniu Ukrainy do NATO. Ten krok odbije się szerokim echem w Rosji, ponieważ pokaże elitom i zwykłym ludziom bezsens wojny, a także wykluczy możliwość zwycięstwa. Obniży więc dodatkowo i tak już niskie morale w rosyjskich siłach zbrojnych i wśród mieszkańców państwa.

Po trzecie, choć NATO zapewnia, że nie wyśle wojsk na Ukrainę, jej członkostwo wytrąci Rosji z rąk kartę ataku jądrowego i dalszej eskalacji, przekazując ją Sojuszowi. Będzie to podważenie całościowej strategii Rosji, która pragnęła kontrolować eskalację, prowadząc małe wojny na swoich peryferiach, i zakłócać równowagę w Europie47. Rosja, a co więcej Putin i jego stronnicy uświadomią sobie, że wykorzystanie broni chemicznej lub biologicznej, nie wspominając o jądrowej, będzie groziło wojną na większą skalę z przeważającymi siłami NATO tylko po to, żeby Putin utrzymał swoją kleptokrację kosztem całego kraju. Decyzja o przyjęciu Ukrainy stanowi więc uderzenie pozycyjne, nie tylko w siły rosyjskie, ale też w całą rosyjską strategię. Wraz z przystąpieniem do NATO Finlandii i Szwecji wszyscy stronnicy Rosji zrozumieją, jak bezsensowna i bezcelowa jest obecna wojna.

Po czwarte, członkostwo Ukrainy w NATO daje Sojuszowi powody do legalnego umocnienia swojej pozycji w mającym coraz większe znaczenie basenie Morza Czarnego48. Gdy Ukraina zostanie członkiem NATO, Sojusz na mocy amerykańskiej ustawy Lend-Lease może rozmieścić swoje bazy wokół wybrzeży Morza Czarnego, o ile tylko zgodzi się na to Turcja, również członek NATO. Sojusz może też wysłać swoje statki na Morze Czarne, nie żeby walczyć, lecz żeby eskortować jednostki ukraińskie i przełamać rosyjską nielegalną blokadę ukraińskiego wybrzeża. Ponieważ napaść jako taka jest nielegalna, to samo dotyczy blokady. Przełamanie jej niesie wiele korzyści – poza oczywistym zmniejszeniem presji na Ukrainę umożliwi jej zarabianie pieniędzy na eksporcie towarów, pozwoli zwiększyć dochody i zmniejszy niedobór żywności (głównie zboża) na świecie. Dodatkowo (lub przede wszystkim) przełamanie nielegalnej blokady będzie stanowić wzmocnienie zasady prawa międzynarodowego, o którą USA walczyły w 1812 i 1917 r. – wolności morza pełnego. Obecność NATO nad Morzem Czarnym może stać się wreszcie czymś stałym. Wcześniej ani Stany Zjednoczone, ani całe NATO nie wykorzystały w pełni praw płynących z konwencji w Montreux49. Takie działania są w pełni legalne, zgodne z zobowiązaniami i interesami Sojuszu, stanowią też środek odstraszający, ograniczając zagrożenia wynikające z rosyjskiej dominacji na Morzu Czarnym.

WNIOSKI

Przyznać należy, że przedstawione cele są szeroko zakrojone, jednak skala kryzysu i agresji rosyjskiej oraz popełnianych zbrodni usprawiedliwiają te ambicje. Niezależnie od tego, czy jest to największy kryzys europejski od 1945 r., działania Rosji są wyłącznie agresywne i zagrażają porządkowi międzynarodowemu. Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, amerykański generał Mark Milley powiedział stacji CNN: "Jeśli nikt nic nie zrobi, jeśli nijak nie odpowiemy na ten akt agresji, jeśli Rosja nie poniesie żadnych kosztów, to będzie to koniec międzynarodowego ładu"50. Zagrożenie o takiej skali wymaga więc strategii i zabiegów bardzo odważnych, zdecydowanych i wizjonerskich. Nie jest to czas na półśrodki czy chowanie głowy w piasek i ignorowanie wojny i jej następstw. W tych okolicznościach polityka półśrodków jest niewystarczająca. Dążenie Finlandii i Szwecji do przystąpienia do NATO pokazuje zrozumienie przez nie wielkości stawki. Wskazuje także na znaczenie potęgi Stanów Zjednoczonych, silnego członka NATO, nieodzownej dla bezpieczeństwa tych państw, europejskiego i międzynarodowego51. USA muszą poprowadzić Sojusz odważnie, wzmocnić jego bezpieczeństwo, odstraszyć Rosję, kontrolować drabinę eskalacji, powstrzymując się jednak od przemocy dla zachowania pokoju. Taka powściągliwość może nie być typowa dla przywołanego wcześniej tygrysa, ale jeśli okaże się skuteczna, ograniczy zakusy Rosji i zapewni zwycięstwo Ukrainie. Ukraina, ze zdecydowanym wsparciem Zachodu, ocali wówczas siebie dzięki walce, a Europę – dzięki dobremu przykładowi.

Z języka angielskiego przełożyła Ewa Rienecker.

 

STEPHEN BLANK, SENIOR FELLOW, FOREIGN POLICY RESEARCH INSTITUTE

1 M. Seddon, Vladimir Putin Abandons Hopes of Ukraine Deal and Shifts to Land-Grab ­Strategy, "Financial Times", 24 kwietnia 2022 r., www.ft.com.

2 R.D. Hooker Jr, Climbing the Ladder: How the West Can Manage Escalation in Ukraine and Beyond, Atlantic Council, 21 kwietnia 2022 r., www.atlanticcouncil.org; J. Watling, N. ­Reynolds, Operation Z: The Death Throes of an Imperial Delusion, Royal United Services Institute for Defence and Security Studies, kwiecień 2022, https://static.rusi.org; A. Coakley, A. Mckinnon, Moldova Feels the Shock Waves of Putin's War, "Foreign Policy", 26 kwietnia 2022 r., https://foreignpolicy.com; S. Pokharel, J. Pennington, Russia Will Shut Off Gas Deliveries to Bulgaria Starting Wednesday, Bulgarian Energy Ministry Says, CNN, 26 kwietnia 2022 r., www.cnn.com; A. Soldatov, I. Bogoran, Vicious Blame Game Erupts Among Putin's Security ­Forces, Center for European Policy Analysis, 25 kwietnia 2022 r., https://cepa.org.

3 M. Seddon, At War With the Whole World: Why Putin Might Be Planning a Long Conflict in Ukraine, "Financial Times", 25 kwietnia 2022 r., www.ft.com.

4 G. Merritt, The War in Ukraine Will Reshape the European Union, "Friends of Europe", 26 kwietnia 2022 r., www.friendsofeurope.org.

5 Kremlin Insiders Alarmed Over Growing Toll of Putin's War in Ukraine, "Bloomberg", 20 kwietnia 2022 r., www.bloomberg.com.

6 Ibidem.

7 E.A. Cohen, This is the War's Decisive Moment, "The Atlantic", 12 kwietnia 2022 r., www.theatlantic.com.

8 W. Szekspir, Życie Henryka V, tłum. L. Ulrich, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1981, s. 53.

9 M. Amann, M. Gebauer, F. Schmid, Possible Evidence of Russian Atrocities German Intelligence Intercepts Radio Traffic Discussing the Murder of Civilians, "Spiegel International", 7 kwietnia 2022 r., www.spiegel.de; Director GCHQ's Speech on Global Security Amid War in Ukraine, GCHQ, 31 marca 2022 r., www.gchq.gov.uk; C. Cawthorne, Jake Sullivan Says Russia's Alleged War Crimes in Ukraine Were 'Planned' at 'Highest Levels', "Fox News", 10 kwietnia 2022 r., www.foxnews.com.

10 F. Thom, Les idéologues russes visent a liquider la nation ukrainienne, 6 kwietnia 2022 r., "Desk Russie", https://desk-russie.eu.

11 What Russia Should Do With Ukraine — Translation of an Article by the Russian State News Agency RIA Novosti, LinkedIn, 4 kwietnia 2022 r., www.linkedin.com.

12 R. Dixon, As Russia's War in Ukraine Founders, Ominous Rhetoric Gains Ground, "Washington Post", 13 kwietnia 2022 r., www.washingtonpost.com.

13 E. Finkel, What's happening in Ukraine is genocide. Period, "Washington Post", 6 kwietnia 2022 r., www.washingtonpost.com; S. Pettypiece, Z. Richards, Biden Says Russia Is Committing 'Genocide' in Ukraine, NBC News, 12 kwietnia 2022 r., www.nbcnews.com.

14 J. Coaston, Why Russian Sanctions Won't Stop Putin, "The New York Times", 6 kwietnia 2022 r., www.nytimes.com.

15 Foreign Minister Sergey Lavrov's Interview With Rossiya Television Network, The Ministry of Foreign Affairs of the Russian Federation, 11 kwietnia 2022 r., https://mid.ru.

16 F. Fubini, Sergey Karaganov: We Are at War With the West. The European Security Order Is Illegitimate, "Corriere Della Sera", 8 kwietnia 2022 r., www.corriere.it.

17 S. Blank, The Values Gap Between Moscow and the West: The Sovereignty Issue, "Acque et Terre" 2007, nr 6, s. 9–14 (wersja włoska), s. 90–95 (wersja angielska); S. Blank, Russia and the Black Sea's Frozen Conflicts in Strategic Perspective, "Mediterranean Quarterly" 2008, t. 19, nr 3, s. 23–54.

18 Russia Mulls Banning US Nuclear Arms Inspections–Source, "RIA Novosti", 9 marca 2014 r., www.en.ria.ru; M.B. Schneider, Confirmation of Russian Violation and Circumvention of the INF Treaty, "National Institute Information Series" 2014, nr 360.

19 J. Deaton, Putin Believes He's Winning the War, Austrian Chancellor Says, CNN, 17 kwietnia 2022 r., www.cnn.com.

20 J. Dahm, German Defence Minister Says Putin May Go Further Than Ukraine, "Euractiv", 7 kwietnia 2022 r., www.euractiv.com.

21 M. Necsutu, Russia Threatens Moldova Over Ban on Ukraine Invasion Symbols, "Balkan Insight", 21 kwietnia 2022 r., https://balkaninsight.com; Russian General Threatens Moldova, "­EUobserver", 22 kwietnia 2022 r., https://euobserver.com.

22 J. Sherr, The Fear of Victory, International Centre for Defence and Security, 21 kwietnia 2022 r., https://icds.ee.

23 Ibidem.

24 L. Freedman, The Russo-Ukraine War: Phase Two, "Substack", 6 kwietnia 2022 r., https://samf.substack.com.

25 L. Freedman, NATO and Ukraine, "Substack", 13 kwietnia 2022 r., https://samf.substack.com.

26 N. Gould-Davies, The Strategic Meaning of Russian War Crimes in Ukraine, "The Moscow Times", 13 kwietnia 2022 r., www.themoscowtimes.com.

27 Ibidem.

28 U. Pavlova, Putin Says Talks With Ukraine Are at a "Dead End", CNN, 12 kwietnia 2022 r., www.cnn.com.

29 B. Clinton, I Tried to Put Russia on Another Path, "The Atlantic", 7 kwietnia 2022 r., www.theatlantic.com.

30 W. Varretoni, Sweetness of the Status Quo: Strategic Patience and the Technology of Russia's Capture of Crimea, praca przedstawiona 15 kwietnia 2010 r. na corocznym zjeździe Association for the Study of Nationalities na Uniwersytecie Columbia; L. Roslycky, The Soft Side of Dark Power: A Study in Soft Power, National Security and the Political-Criminal Nexus with a Special Focus on the Post-Soviet Political-Criminal Nexus, the Russian Black Sea Fleet and Separatism in the Autonomous Republic of Crimea, praca doktorska, Uniwersytet w Groningen, 2011.

31 A. Hurska, Ukraine's Other Front: The Battle in the Cyber Domain, "Eurasia Daily Monitor", 19 kwietnia 2022 r. https://mailchi.mp.

32 J. Gill, Allied cyber authorities warn 'evolving intelligence' points to incoming Russian cyber attack, "Breaking Defence", 22 kwietnia 2022 r., https://breakingdefense.com.

33 I. Hill, Rallying Around the Flag: Domestic Support For Putin Is holding up, "The Interpreter", 21 kwietnia 2022 r., www.lowyinstitute.org.

34 M. Schnell, Belarus Hackers Say They've Targeted Tailway to Impede Russian Troop Movements, "The Hill", 25 stycznia 2022 r., https://thehill.com.

35 A. Applebaum, There Is No Liberal Order, "The Atlantic", maj 2022, s. 12.

36 E.A. Cohen, The Return of Statecraft, "Foreign Affairs", maj/czerwiec 2022, www.foreignaffairs.com.

37 Conversation With Vostochny Cosmodrome Employees, "Kremlin.ru", 12 kwietnia 2022 r., http://en.kremlin.ru.

38 Moody's priedriek Rossii diefołt pri niewypłatie dołłarow inwiestoram k 4 maja, "RBK", 15 kwietnia 2022 r., www.rbc.ru.

39 S. Micholopoulos, Ukraine War Revives East Med Gas Pipeline Talks But EU Insists on Feasibility, "Euractiv", 5 kwietnia 2022 r., www.euractiv.com.

40 D. Frum, What Ukraine Needs Now, "The Atlantic", 11 kwietnia 2022 r., www.theatlantic.com; T. Van de Graaf, The EU Has Lots of Options for Targeting Russian Oil It Should Use Them, "WPR", 15 kwietnia 2022 r., www.worldpoliticsreview.com.

41 A. Amelin, A. Prokip, A. Umland, The Forgotten Potential of Ukraine's Energy Reserves, "Harvard International Review", 10 października 2020 r., https://hir.harvard.edu.

42 D. Ignatius, Watching Russia's military failures is exhilarating. But a cornered Putin is dangerous, "The Washington Post", 17 marca 2022 r., www.washingtonpost.com; N. Ferguson, The Fates of Ukraine and Putin Turn on 7 Forces of History, Bloomberg, 9 marca 2022 r., www.bloomberg.com.

43 J. Dempsey, Europe's Fading Unity Over Ukraine, Carnegie Europe, 21 kwietnia 2022 r., https://carnegieeurope.eu; White House National Security Adviser: US Seeks to Weaken and Isolate Russia, "Balkan Times", 19 kwietnia 2022 r., https://balkantimes.org.

44 D.E. Sanger, Russian Missile Tests Fuels Fears of an Isolated Putin, "The New York Times", 20 kwietnia 2022 r., www.nytimes.com.

45 J. Feldscher, Russia's Invasion a 'Game Changer' for EU Membership, French Ambassador Says, "Defense One", 19 kwietnia 2022 r., www.defenseone.com.

46 E. Piper, EU Chief Promises Speeded Up Process for Ukraine to Seek Membership, Reuters, 8 kwietnia 2022 r., www.reuters.com; Von der Leyen Gives Ukraine Questionnaire for EU Accession Discussions, "Euronews", 8 kwietnia 2022 r., www.euronews.com.

47 S. Blank, Reflections on Russian Nuclear Strategy, w: A.B. Lowther (red.), Guide to Nuclear Deterrence in the Age of Great Power Competition, Louisiana Tech Research Institute, 2020, s. 229–243.

48 M. Hess, Welcome to the Black Sea Era of War, "Foreign Policy", 25 kwietnia 2022 r., https://foreignpolicy.com.

49 L. Speranza, B. Hodges, 10 Ways to Boost NATO's Black Sea Defenses, CEPA, 5 kwietnia 2022 r., https://cepa.org.

50 Z. Cohen, E. Kaufman, M. Conte, Exclusive: Top US General Tells CNN 'Global ­International Security Order' Is at Stake Following Russia's Invasion of Ukraine, CNN, 26 kwietnia 2022 r., www.cnn.com.

51 G. Gressel, Ukraine: Time for the West to Prepare for the Long War, European Council on Foreign Relations, 19 kwietnia 2022 r., https://ecfr.eu.

PATRYCJA GRZEBYK

SPRAWIEDLIWOŚĆ ZA ZBRODNIE POPEŁNIONE W CZASIE KONFLIKTU NA TERYTORIUM UKRAINY

W 2014 r. Federacja Rosyjska dokonała agresji na Ukrainę, a następnie okupacji i nielegalnej aneksji części jej terytorium. Jednocześnie na wschodzie Ukrainy (w regionie Donbasu) rozpoczął się konflikt między separatystami (wspieranymi przez FR) a siłami ukraińskimi1. W lutym 2022 r. Rosja dokonała kolejnych aktów agresji, rozpoczynając inwazję na terytorium Ukrainy bez wiarygodnego prawnego uzasadnienia2. Tym razem w napaści wzięła udział również Białoruś, która udostępniła swoje terytorium do dokonania aktów agresji, co stanowi odrębny akt agresji w świetle definicji przyjętej w rezolucji 3314 Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w 1974 r. i w Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego (art. 8bis)3.

W trakcie działań zbrojnych doszło do szeregu poważnych naruszeń międzynarodowego prawa humanitarnego, z których wiele stanowi zbrodnie wojenne4. Biorąc pod uwagę skalę ataków na ludność cywilną (niewątpliwie dochodzi do nich często, na dużym obszarze), pojawia się możliwość klasyfikowania ich jako zbrodni przeciwko ludzkości. Nie można również wykluczyć, że niektóre działania są podejmowane z intencją ludobójczą, tj. w celu unicestwienia całości lub części narodu ukraińskiego, na co może wskazywać część wypowiedzi czołowych polityków rosyjskich5.

Ponieważ zakazy dokonywania takich zbrodni stanowią normy peremptoryjne, ich osądzenie jest powinnością całej społeczności międzynarodowej, prawnie zobowiązanej do podjęcia działań zmierzających do zatrzymania naruszeń norm ius cogens i nieuznawania ich skutków6. Poszczególne konwencje definiujące zbrodnie międzynarodowe podkreślają konieczność osądzenia lub wydania indywidualnych sprawców7 i zapewnienia przestrzegania odpowiednich norm8. Indywidualna odpowiedzialność karna nie jest jednak jedynym rodzajem odpowiedzialności, kluczowe jest też wyegzekwowanie odpowiedzialności państwa – nie tylko Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi, ale także tych państw, które agresorów wspierają9. Problematyczne jest jednak, przed jakimi sądami można dochodzić sprawiedliwości. Wbrew pozorom opcje są różno­rodne. Niniejszy tekst wskazuje na niektóre z nich, podkreślając przy tym, w jakim zakresie Polska powinna włączyć się w dane postępowania.

KRAJOWA JURYSDYKCJA

W przypadku wspomnianych wyżej zbrodni – a przynajmniej w przypadku zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych – wszystkie państwa są zobowiązane do przyjęcia odpowiedniego ustawodawstwa i osądzenia sprawców, także na podstawie uniwersalnej jurysdykcji – opartej na naturze przestępstwa i nieuzależnionej od miejsca jego popełnienia czy obywatelstwa sprawcy lub ofiary10. Co charakterystyczne, Komisja Prawa Międzynarodowego wstępnie przyjęła, że immunitet materialny przedstawicieli państwa od jurysdykcji karnej obcych państw nie obejmuje odpowiedzialności z tytułu zbrodni ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości, zbrodni wojennych, zbrodni apartheidu, tortur i wymuszonych zaginięć11. Na tej liście nie ma zbrodni agresji, co wynika z faktu, że Komisja dotychczas wykluczała ją ze zbioru zbrodni, w stosunku do których państwa mogą wykonywać uniwersalną jurysdykcję12. Logika takiego rozwiązania jest następująca: aby osądzić kogokolwiek za zbrodnię agresji, należy najpierw stwierdzić, że doszło do agresji ze strony państwa. Gdyby taką kompetencję przekazać sądom krajowym, orzekałyby one o legalności działań innego państwa, co naruszałoby zasadę równości państw i wynikającą z niej zasadę immunitetu sądowego państwa.

Mimo tych zastrzeżeń wiele państw przewidziało w swoich przepisach krajowych możliwość ścigania za propagandę agresji i za samą zbrodnię agresji (w tym Rosja13, Białoruś14, Ukraina15 oraz Polska16) bez względu na to, kto tej agresji dokonał i przeciwko jakiemu państwu. W omawianym przypadku kluczowe znaczenie ma fakt, że ocena legalności działań Rosji jest już przesądzona, biorąc pod uwagę treść rezolucji ES-11/1 Zgromadzenia Ogólnego z 2 marca 2022 r., gdzie jasno określono je jako agresję. Można więc przyjąć, że dokonanie agresji przez Rosję jest faktem powszechnie uznanym, niewymagającym dowodu. Oskarżeni będą oczywiście mogli podważać ustalenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W przypadku zbrodni agresji do odpowiedzialności należy pociągnąć osoby pełniące najwyższe funkcje państwowe, jednak sądy krajowe formalnie nie mogą prowadzić przeciwko nim postępowania w związku z ich immunitetem dyplomatycznym (sądowym i egzekucyjnym), co potwierdził Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w wyroku z 14 lutego 2002 r. w sprawie nakazu aresztowania z 11 kwietnia 2000 r. (Demokratyczna Republika Konga v. Belgia)17. Wspomniany wyrok nie uwzględnił statusu zakazu agresji, niektórych zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości czy ludobójstwa jako norm peremptoryjnych (ius cogens), z czego wynikałby obowiązek osądzenia ich sprawców mający pierwszeństwo przed zobowiązaniem do poszanowania immunitetów dyplomatycznych18. W ten sposób argumentował m.in. Międzynarodowy Trybunał Karny, gdy przekonywał państwa do współpracy w celu aresztowania ówczesnego prezydenta Sudanu Umara ­al-Baszira19. MTS zasugerował w wyroku, że jego konkluzje wynikają z analizy dotychczasowej praktyki państw, ale praktyka może przecież ulec zmianie20. Krajowe wymiary sprawiedliwości (w tym polski) powinny zdawać sobie sprawę, że mogą przyczynić się do kształtowania nowej normy prawa zwyczajowego w odniesieniu do sądzenia zbrodni międzynarodowych, w tym zbrodni agresji. Kluczowa jest jednak konsekwencja działań państw, dlatego też będzie miało znaczenie, w jaki sposób państwa zareagują na propozycję Komisji Prawa Międzynarodowego dotyczącą powstania katalogu zbrodni, których sprawcy nie mogą powołać się na immunitet, by uniknąć postępowania przed sądami krajowymi państwa trzeciego.

W przypadku zbrodni popełnionych na terytorium Ukrainy główna rola przypadnie sądom ukraińskim oraz rosyjskim – to one bowiem mają najlepszy dostęp do dowodów i sprawców (jeśli zostaną ujęci na ich terytorium). W przypadku państw trzecich problemem będzie przede wszystkim brak możliwości ujęcia sprawców. Samo wydanie nakazu aresztowania lub – w tych przypadkach, gdy jest to możliwe – prowadzenie postępowania in absentia będzie jednak miało przynajmniej symboliczne znaczenie dla ofiar i zasygnalizuje rzeczywistą chęć pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Praktyczne znaczenie ma również współpraca między organami ścigania Ukrainy i państw trzecich, co niejednokrotnie wymaga podpisania specjalnych porozumień, jak to miało miejsce w sprawie utworzenia wspólnego zespołu śledczego (JIT) między Ukrainą, Polską i Litwą w sprawie napaści Rosji na Ukrainę (25 marca 2022 r. w Korczowej na Ukrainie).

Ukraina przeprowadziła już pierwsze postępowania w sprawie odpowiedzialności za zbrodnie wojenne. Wadim Szyszymarin za zabicie jednej osoby cywilnej został początkowo skazany na dożywotnie pozbawienie wolności (w apelacji wyrok zmniejszono do 15 lat pozbawienia wolności), a Aleksandr Bobikin i Aleksandr Iwanow za ostrzelanie szkoły w mieście Dergacze usłyszeli wyrok 11 lat pozbawienia wolności. Postępowania te nie dotyczyły najpoważniejszych zbrodni wojennych, za które należałoby pociągnąć do odpowiedzialności przede wszystkim dowódców wojskowych, którzy zezwolili na systematyczne ataki przeciwko cywilom czy torturowanie i zabijanie osób chronionych. W ostatecznym rozrachunku, z powodu braku możliwości ujęcia wyżej postawionych członków rosyjskich sił zbrojnych, rozliczenie przed ukraińskimi sądami może ograniczyć się tylko do pomniejszych sprawców, którzy trafili do ukraińskiej niewoli.

MIĘDZYNARODOWY TRYBUNAŁ KARNY

Ani Ukraina, ani Rosja i Białoruś nie są stronami statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Ukraina zdecydowała się jednak dwukrotnie przekazać sytuację na jej terytorium do MTK21 i tym samym dała trybunałowi jurysdykcję w zakresie zbrodni wojennych, zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciwko ludzkości. Aby przyspieszyć postępowanie, na przełomie marca i kwietnia 2022 r. 43 państwa (w tym Polska) przekazały sytuację na Ukrainie prokuratorowi MTK. Prokurator mógł więc, bez występowania o autoryzację do Izby Przygotowawczej, rozpocząć 2 marca 2022 r. formalne postępowanie przygotowawcze w sprawie zbrodni, do których doszło na terytorium Ukrainy poczynając od 21 listopada 2013 r.

MTK jest jednak tylko uzupełnieniem jurysdykcji karnej (nie bez powodu działa na zasadzie komplementarności, zgodnie z którą to sądy krajowe mają pierwszeństwo w wykonywaniu jurysdykcji – art. 1 i art. 17 Statutu MTK). Trybunał zazwyczaj stawia w stan oskarżenia kilka osób wysoko postawionych, a postępowania są długotrwałe nawet jak na standardy sądów międzynarodowych. Przykładowo postępowanie w sprawie domniemanych zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych między 1 lipca a 10 października 2008 r. w związku z konfliktem między Gruzją a Rosją zostało autoryzowane w 2016 r., a dopiero w czerwcu 2022 r. wydano pierwsze nakazy aresztowania, których do tej pory nie wykonano. Zakładając, że oskarżeni nie przyznają się do winy (co znacznie opóźnia postepowanie), od momentu pojawienia się ich w Hadze do wydania ostatecznego wyroku może minąć kolejna dekada. Sprawiedliwość MTK jest więc powolna i ograniczona, i w związku z tym nie należy mieć większych oczekiwań wobec tego trybunału w kontekście ukraińskim. Jego zaangażowanie ma znaczenie symboliczne, ale może być również demobilizujące dla sądów krajowych państw trzecich, które mogą uznać, że samo przekazanie sytuacji do MTK wypełnia ich obowiązek podjęcia odpowiednich działań wobec naruszeń norm peremptoryjnych. W istocie MTK ma potencjalnie tylko jedną przewagę nad sądami krajowymi – żadne przywileje czy immunitety nie chronią przed odpowiedzialnością egzekwowaną przed nim (art. 27 Statutu). Zgodnie z ostatnimi wnioskami KPM takie przywileje i immunitety nie powinny jednak mieć znaczenia (przynajmniej jeśli chodzi o immunitet materialny) również przed sądami krajowymi w przypadku dopuszczenia się ludobójstwa, zbrodni wojennych czy zbrodni przeciwko ludzkości. Inaczej jest – jak już wyżej wspomniano – w przypadku zbrodni agresji. Kłopot jednak w tym, że w przypadku Ukrainy jurysdykcja MTK nie obejmuje zbrodni agresji, gdyż zgodnie z poprawkami do Statutu MTK, aby sądzić zbrodnię agresji, stronami statutu i poprawek dotyczących tej zbrodni muszą być zarówno państwo-agresor, jak i państwo-ofiara. Jedyną więc możliwością uruchomienia jurysdykcji MTK w sprawie rosyjskiej zbrodni agresji jest przekazanie sytuacji przez Radę Bezpieczeństwa, do którego jednak z pewnością nie dojdzie, biorąc pod uwagę rosyjskie prawo weta. Choć postępowania sądowe są pokojowym środkiem rozwiązywania sporów, a więc co do zasady powinny być rozpatrywane na gruncie rozdziału VI Karty Narodów Zjednoczonych i tym samym strona zaangażowana w spór nie powinna brać udziału w głosowaniu jej dotyczącym, w przypadku przekazywania sytuacji do MTK art. 13 statutu trybunału wyraźnie zaznacza jednak, że odpowiednia rezolucja musi być przyjęta na podstawie rozdziału VII KNZ, który zakłada, że każdy stały członek może korzystać z prawa weta. Dlatego też państwa powinny – pod wpływem obecnych wydarzeń – rozważyć przyjęcie poprawki do Statutu MTK, która odpowiednie uprawnienie do przekazania sytuacji w danym państwie do MTK przewidziałaby również dla Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Polska mogłaby zaangażować się w tego typu kampanię, postępując wbrew swojemu zachowawczemu stanowisku z konferencji rzymskiej w 1998 r. i konferencji rewizyjnej w Kampali w 2010 r., kiedy jej przedstawiciele ze zbyt dużym zrozumieniem wsłuchiwali się w argumenty stałych członków Rady Bezpieczeństwa.

SPECJALNY TRYBUNAŁ

Od pierwszych dni inwazji na Ukrainę dyskutowana jest w środowiskach akademickich możliwość powołania specjalnego trybunału22. Ukraina przychylnie odniosła się do tej idei, wskazując, że trybunał powinien mieć jurysdykcję ograniczoną wyłącznie do zbrodni agresji. Tym samym nie konkurowałby z MTK, który zająłby się pozostałymi zbrodniami międzynarodowymi. Ograniczenie do zbrodni agresji nie jest jednak konieczne, warto pamiętać, że np. w przypadku zbrodni popełnionych w Republice Środkowoafrykańskiej oprócz zaangażowania MTK (na podstawie przekazania sytuacji przez państwo) i sądów krajowych zdecydowano się na utworzenie specjalnego trybunału (umiędzynarodowionego), aby móc rozliczyć winnych zbrodni23. Biorąc pod uwagę, jak niewiele osób jest de facto stawianych w stan oskarżenia przed MTK, stworzenie dodatkowej instytucji może być wskazane, gdy sądy krajowe są niezdolne lub niechętne do prowadzenia postępowania.

Trybunał międzynarodowy powstały na podstawie porozumienia międzynarodowego (zgodnie z przywoływanym wcześniej wyrokiem MTS) nie musiałby respektować przywilejów i immunitetów najwyższych przedstawicieli rosyjskich władz, mógłby więc – teoretycznie – osądzić nawet głowę państwa. Powstanie takiego trybunału jest jednak zazwyczaj długotrwałe i drogie. Trzeba jednak zadać pytanie, czy przyzwolenie na agresję w postaci jej nierozliczenia w postępowaniu sądowym nie będzie bardziej kosztowne.

Biorąc pod uwagę, że MTK nie może wykonywać jurysdykcji nad zbrodnią agresji, a sądzenie winnych agresji przez sądy ukraińskie czy sądy państw trzecich jest podważane ze względu na konieczność poszanowania przysługujących sprawcom immunitetów (zgodnie bowiem z zasadami przyjętymi m.in. w statucie MTK, w art. 8bis, odpowiedzialność za zbrodnię agresji – który przez swój charakter, wagę lub skalę w sposób oczywisty narusza Kartę Narodów Zjednoczonych – ponoszą wyłącznie osoby, które zajmują pozycję pozwalającą na sprawowanie efektywnej kontroli nad politycznymi lub militarnymi działaniami państwa lub też kierowanie nimi), jedyną opcją wydaje się utworzenie osobnego trybunału ds. osądzenia zbrodni agresji dokonanej przeciwko Ukrainie.

Powstanie takiego trybunału może nastąpić poprzez podpisanie umowy międzynarodowej. W projekcie forsowanym obecnie przez Ukrainę mówi się, że takie porozumienie powinno być otwarte dla wszystkich zainteresowanych państw, które mogłyby do niego przystąpić lub oficjalnie je poprzeć i włączyć się np. w dobrowolne finansowanie jego działalności.

Alternatywą jest powstanie sądu na podstawie umowy między Ukrainą a organizacją międzynarodową. Idealnym rozwiązaniem byłoby stworzenie takiego trybunału z rekomendacji Zgromadzenia Ogólnego ONZ przyjętej w ramach procedury Zjednoczeni dla Pokoju. Kolejne głosowania w ZO ONZ pokazują jednak, że entuzjazm dla przyjmowania kolejnych środków wymierzonych w Rosję spada z miesiąca na miesiąc24. Zaczyna przeważać stanowisko, że konflikt na Ukrainie jest sprawą europejską, która nie interesuje wszystkich państw świata. Jest to oczywiście stanowisko błędne, biorąc pod uwagę, że otwarta agresja jednego państwa na drugie, której celem jest zajęcie terytorium, nie miała miejsca od czasu irackiej inwazji na Kuwejt w 1990 r. Przytaczane przez prezydenta Putina przykłady interwencji przeciwko Serbii (1999 r.), Irakowi (2003 r.), Libii (2011 r.) czy Syrii (2017 r. i później)25 są o tyle chybione, że celem żadnej z nich nie było zawojowanie terytorium wskazanych państw, a i ocena prawna uzasadnienia tych interwencji jest mocno dyskusyjna. Nawet jeśli przyjąć, że w niektórych powyższych przypadkach doszło do aktów agresji, błędy społeczności międzynarodowej i jej inercja w latach ubiegłych nie usprawiedliwiają obecnej bezczynności, gdy konieczne jest uzupełnienie systemu sprawiedliwości międzynarodowej o instytucję mogącą rozliczyć winnych agresji, a przynajmniej postawić im zarzuty.

Biorąc pod uwagę wątpliwości co do możliwości uzyskania poparcia ze strony ZO ONZ dla utworzenia specjalnego trybunału, rozważana jest opcja podpisania porozumienia z organizacją regionalną, np. z Unią Europejską lub Radą Europy. Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby porozumienie z RE, ponieważ należała do niej Rosja i tym samym zobowiązała się do promowania jej wartości – jedności, praworządności, praw człowieka26. UE, choć ma doświadczenie we wspieraniu sądu hybrydowego w Kosowie, jest jednoznacznie kojarzona jako organizacja zachodnia, z którą Rosja konkurowała o wpływy na Ukrainie. Nie można bowiem zapominać, że agresję na Krymie poprzedzały protesty po niepodpisaniu przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Rada Europy jest też organizacją liczniejszą i ukierunkowaną na wspieranie praworządności i praw człowieka, podczas gdy UE ma wyraźny profil gospodarczy i polityczny.

Jeśli dojdzie do podpisania porozumienia w sprawie powołania Specjalnego Trybunału, jego stroną powinna zostać Polska. Jest to w jej oczywistym interesie, gdyż lekceważenie agresji na Ukrainę zagraża przede wszystkim państwom naszego regionu. Ponadto Polska, jak i inne państwa sąsiadujące z Ukrainą, ma ustawodawstwo dotyczące ścigania zbrodni agresji (dokładnie wojny napastniczej – art. 117 KK), ma doświadczenie w ściganiu winnych zbrodni przeciwko pokojowi i, co nie jest bez znaczenia, jest stroną tej samej definiującej agresję konwencji londyńskiej z 3 lipca 1933 r., co Rosja (ale także Rumunia, Estonia, Łotwa, Turcja, Iran, Afganistan, Finlandia)27. Jeśli więc ma zwyciężyć podejście, że kwestia rozliczenia zbrodni rosyjskich jest sprawą regionalną, Polska, która tak często na forum ONZ odwoływała się do prawa międzynarodowego, powinna wziąć udział w procesie rozliczania tych zbrodni, odwołując się do polskiego i regionalnego dorobku prawnego w tym zakresie.

MIĘDZYNARODOWY TRYBUNAŁ SPRAWIEDLIWOŚCI

Światowy trybunał nie ma obowiązkowej jurysdykcji, konieczne jest więc podpisanie kompromisu w sprawie oddania sporu pod jego osąd (nierealistyczne ze względu na postawę Rosji) lub odwołanie się do klauzuli sądowej w umowach, którymi Ukraina i Rosja są związane. Żadne bowiem z wymienionych państw nie złożyło deklaracji o uznaniu obowiązkowej jurysdykcji MTS.

Ukraina 27 lutego 2022 r. zdecydowała się rozpocząć postępowanie przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości na podstawie konwencji z 1948 r. w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa. Zwróciła się do trybunału, aby orzekł, czy dopuszczała się zbrodni ludobójstwa w Donbasie (co miało usprawiedliwiać działania zbrojne Federacji Rosyjskiej podjęte przeciwko niej), i czy rosyjskie działania nie stanowią aktów ludobójczych na narodzie ukraińskim. Postępowanie przed MTS, choć do tej pory wyjątkowo sprawne i szybkie (od wniosku o nałożenie środków tymczasowych do wydania zarządzenia w ich sprawie minęły zaledwie niecałe trzy tygodnie), nie będzie jednak proste i krótkie. Już zarządzone środki tymczasowe wzbudziły spore prawne kontrowersje, o czym świadczą zgłoszone zdania odrębne28. Ponieważ postępowanie dotyczy interpretacji konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, a więc kluczowej dla wszystkich państw, każde z nich powinno rozważyć interwencję w obecne postępowanie. Oficjalnie (stan na 26 września 2022 r.) taką deklarację o interwencji złożyły już – w kolejności zgłoszeń – Łotwa, Litwa, Nowa Zelandia, Wielka Brytania, Niemcy, Stany Zjednoczone, Szwecja, Francja, Rumunia, Włochy, Polska, Dania, Irlandia, Finlandia oraz Estonia. Sygnały o możliwych dalszych interwencjach spłynęły od kilkudziesięciu państw. Nie dziwi interwencja ze strony Polski – państwa dotkniętego skutkami agresji na Ukrainę (zagrożenie bezpieczeństwa, przyjazd migrantów wojennych, członek NATO oskarżanego o agresję) i w kontekście podboju państw ościennych znającego modus operandi Rosji, a wcześniej ZSRR. Można jednak żałować, że Polska nie była liderem działań w tym zakresie i przez miesiące przyjęła postawę wait and see. Złożona interwencja – na podstawie art. 63 Statutu MTS (interpretacja konwencji, której stronami są inne państwa niż będące w sporze) – jest dość zachowawcza, powiela argumenty wcześniej zgłoszonych interwencji i jednocześnie deklaruje chęć zgrupowania polskiej interwencji z tymi, które zostały złożone przez inne państwa, co sugeruje, że nie ma oryginalnych argumentów prawnych do przedstawienia. W interesie przede wszystkim takich państw jak Polska jest podkreślanie nienaruszalności norm peremptoryjnych, w tym zakazu ludobójstwa czy zakazu agresji dokonywanej pod pretekstem zapobieżenia rzekomemu ludobójstwu. Dlatego też Polska mogła wybrać ścieżkę interwenienta z art. 62 Statutu MTS, zdecydowanie wskazując na swój interes prawny w rozstrzygnięciu sprawy przez trybunał. Ponieważ sprawa interwencji może wpłynąć na rozwój prawa międzynarodowego w określonym kierunku, w takim postępowaniu powinna być traktowana priorytetowo i angażować ekspertów, być przedmiotem pogłębionej debaty między urzędnikami a zewnętrznymi ekspertami.

ORGANY PRAW CZŁOWIEKA I INNE SĄDY MIĘDZYNARODOWE

Agresja rosyjska i zbrodnie dokonywane w jej trakcie naruszają podstawowe prawa człowieka – prawo do życia, zakaz tortur (oba o charakterze niederogowalnym), prawo własności itd. Dlatego też inne organy, które mogą rozpatrywać nie tylko skargi indywidualne, ale także międzypaństwowe (Europejski Trybunał Praw Człowieka29 czy Komitet Praw Człowieka30), mogą zostać zaangażowane do oceny działań, zarówno rosyjskich, jak i ukraińskich. Społeczność międzynarodowa powinna mobilizować się do wspólnych skarg przeciwko agresorowi, biorąc pod uwagę, że agresja jest zaprzeczeniem prawa do pokoju, co z kolei stanowi pogwałcenie m.in. prawa do życia i prawa do bezpieczeństwa. ETPC już zakomunikował szereg skarg indywidualnych i międzypaństwowych przeciwko Rosji, ale także przeciwko Ukrainie.

Wojna na Ukrainie ma skutki dla żeglugi, handlu, środowiska itp., dlatego także inne wyspecjalizowane sądy, np. Międzynarodowy Trybunał Prawa Morza, mogą rozpatrywać poszczególne kwestie związane z agresją przeciwko Ukrainie. Warto też zauważyć, że obecna wojna pokazuje, jak nieprzystające do rzeczywistości są regulacje dotyczące np. obowiązku neutralności ustanowione jeszcze przed erą Karty Narodów Zjednoczonych, a przywoływane przez niektórych, by usprawiedliwić bezczynność.

***

Choć system sprawiedliwości międzynarodowej za najpoważniejsze zbrodnie międzynarodowe daleki jest od doskonałości, dysponujemy obecnie szeregiem procedur i instytucji, które mogą być uruchomione, aby spróbować o tę sprawiedliwość się upomnieć. W prawie między­narodowym milczenie i brak reakcji mają znaczenie dla kształtu obowiązującego prawa. Dlatego też każde państwo – w szczególności Polska – powinno sobie odpowiedzieć na pytanie: czy w długiej perspektywie koszty postępowań, w których być może nie uda się skazać najwyższych przedstawicieli Federacji Rosyjskiej, nie będą jednak i tak niższe, niż rezygnacja z podjęcia jakichkolwiek starań? Czy po dekadach dyskusji na temat rozliczania zbrodniarzy możemy pozwolić sobie na bezczynność i czekać, aż kolejne zbrodnie dotkną nasze terytorium i naszych obywateli? W istocie wszyscy dziś jesteśmy Ukraińcami, choć może nie każdy to jeszcze wystarczająco mocno odczuł.

 

PATRYCJA GRZEBYK, PROF. UW, WYDZIAŁ NAUK POLITYCZNYCH I STUDIÓW MIĘDZYNARODOWYCH, DYREKTORKA NETWORK ON HUMANITARIAN ACTION NA UW

1 Artykuł powstał w wyniku realizacji projektu badawczego nr 2020/39/B/HS5/00782 finansowanego ze środków Narodowego Centrum Nauki.

2 Zob. np. J.A. Green, Ch. Henderson, T. Ruys, Russia's attack on Ukraine and the jus ad bellum, "Journal on the Use of Force and International Law" 2022, t. 9, nr 1, s. 4 i n.

3 Dz.U. z 2003 r., nr 78, poz. 708.

4 Zob. np. ODIHR.GAL/26/22/Rev.1, 13 kwietnia 2022 r.; ODIHR.GAL/36/22/Corr.1, 14 lipca 2022 r., a także Update by the Chair of the Independent International Commission of Inquiry on Ukraine, at the 51st session of the Human Rights Council, 23 września 2022 r., www.ohchr.org.

5 Zob. przytoczone wypowiedzi w: M. Domańska, Miedwiediew eskaluje antyukraińską retorykę, "Analizy OSW", 5 kwietnia 2022 r., www.osw.waw.pl.

6 Zob. art. 41, Responsibility of States for Internationally Wrongful Acts, "Yearbook of the International Law Commission" 2001, t. 2, cz. 2.

7 Zob. np. art. 49 Konwencji genewskiej o polepszeniu losu rannych i chorych w armiach czynnych z 12 sierpnia 1949 r., Dz.U. z 1956 r., nr 38, poz. 171; art. V–VII Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, Dz.U. z 1952 r., nr 2, poz. 9.

8 Zob. wspólny art. 1 konwencji genewskich o ochronie ofiar wojny z 12 sierpnia 1949 r. i art. 1 protokołu dodatkowego do nich dotyczący ochrony ofiar międzynarodowych konfliktów zbrojnych, Dz.U. z 1992 r., nr 41, poz. 175.

9 Zob. art. 16, Responsibility of States for Internationally Wrongful Acts.

10 M. Robinson, The Princeton Principles on Universal Jurisdiction – Commentary, w: S. Macedo (red.), National Courts and the Prosecution of Serious Crimes Under International Law, University of Pennsylvania Press, 2004, s. 21; T. Ostropolski, Zasada jurysdykcji uniwersalnej w prawie międzynarodowym, Instytut Wydawniczy EuroPrawo, 2008, s. 33. Co do stosowanego obowiązku państw, zob. art. 9 Kodeksu zbrodni przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu ludzkości, "Yearbook of the International Law Commission" 1996, t. 2, cz. 2.

11 Zob. A/CN.4/L.969, 31 maja 2022 r.

12 Komisja Prawa Międzynarodowego, przyjmując projekt Kodeksu zbrodni przeciwko pokojowi i bezpieczeństwu ludzkości w 1996 r., w art. 8 zaznaczyła, że jurysdykcję nad zbrodnią agresji powinien wykonywać międzynarodowy trybunał karny, a nie sądy krajowe, choć sądy państwa-agresora mają kompetencje do sądzenia winnych zbrodni. Podobnie w przypadku negocjacji poprawek do Statutu MTK dotyczących zbrodni agresji w tzw. Understandings zaznaczono, że przyjęte poprawki nie powinny być interpretowane w ten sposób, że otwierają prawo czy obowiązek wykonywania jurysdykcji krajowej nad aktami agresji dokonanymi przez inne państwo.

13 Art. 353–354 rosyjskiego kodeksu karnego z 13 czerwca 1996 r., w wersji znowelizowanej w 2012 r., www.legislationline.org/download/id/4247/file/RF_CC_1996_am03.2012_en.pdf.

14 Zob. art. 122–123 białoruskiego kodeksu karnego z 9 lipca 1999 r., https://cis-legislation.com/document.fwx?rgn=1977.

15 Zob. art. 436–437 ukraińskiego kodeksu karnego z 1 września 2001 r., www.legislationline.org/documents/action/popup/id/16257/preview.

16 Art. 117 par. 1 polskiego kodeksu karnego z 1997 r., Dz.U. z 1997 r., nr 88, poz. 553 ze zm.

17 ICJ Reports 2002, s. 3, par. 58 i n.

18 "Yearbook of the International Law Commission" 2001, t. 2, cz. 2 (A/56/10), s. 85; zob. również 2019 Draft Conclusions on Peremptory Norms of International Law, Report of the International Law Commission on the Work of its 71st Session' (29 kwietnia – 7 lipca i 8 lipca – 9 sierpnia 2019) UN Doc A/74/10, s. 205 i n. Zob. też uwagi C. Kress w: K. Ambos (red.), Rome Statute of the International Criminal Court. Article-by-Article Commentary, Bloomsbury, 2022, s. 2601 i n.

19 ICC-02/05-01/09 OA2, 6.05.2019, par. 75.

20 ICJ Reports 2002, s. 3, par. 58.

21 Pierwsza deklaracja z 9 kwietnia 2014 r. dotyczyła sytuacji na terytorium Ukrainy między 21 listopada 2013 r. a 22 lutego 2014 r.; druga deklaracja z 8 września 2015 r. rozszerzyła ten okres bezterminowo.

22 Zob. oświadczenie Calling for the Creation of a Special Tribunal for the Punishment of the Crime of Aggression against Ukraine, The Office of Gordon and Sarah Brown, https://gordonandsarahbrown.com/wp-content/uploads/2022/03/Combined-Statement-and-Declaration.pdf, pod którym podpisali się m.in. Mykola Gnatowskyy, Philippe Sands, Laurence Boisson de Chazournes, Benjamin Ferencz i inni. Największe kontrowersje wzbudził podpis Gordona Browna, b. premiera Zjednoczonego Królestwa, państwa zaangażowanego w atak na Irak w 2003 r., a następnie jego okupację.

23 Zob. Organic law No. 15-003 on the creation, organisation and functioning of the Special ­Criminal Court, 2015, International Committee of the Red Cross, https://ihl-databases.icrc.org.

24 Przykładowo rezolucja A/ES-11/1 Zgromadzenia Ogólnego z 2 marca 2022 r. została przyjęta 141 głosami za przy 5 głosach przeciwko i 35 wstrzymujących się, natomiast A/ES-11/2 z 21 marca 2022 r. została przyjęta 140 głosami za, 5 przeciwko, 38 wstrzymujących, a rezolucja dotycząca zawieszenia Rosji w Radzie Praw Człowieka A/ ES-11/3 przyjęta została już tylko 98 głosami za, 24 przeciwko, 58 wstrzymujących.

25 Address by the President of the Russian Federation, 24 lutego 2022 r.; zob. również Letter dated 24 February 2022 from the Permanent Representative of the Russian Federation to the United Nations addressed to the Secretary-General, S/2022/154, 5 marca 2022 r.

26 Rosja była członkiem Rady Europy od 1996 r. do 2022 r., została z niej wykluczona w wyniku decyzji Komitetu Ministrów z 16 marca 2022 r.

27 Dz.U. nr 93, poz. 712. Do konwencji tej 22 lipca 1933 r. przystąpiła Finlandia. 4 lipca 1933 r., również w Londynie, podpisano drugą konwencję o określeniu agresji pomiędzy Czecho­słowacją, Rumunią, Turcją, ZSRR i Jugosławią.

28 Zob. zarządzenie z 16 marca 2022 r., do którego zgłoszono pięć deklaracji (Gevorgian, Bennouna, Xue, Nolte, Daudet) i jedną opinię odrębną (Robinson). Zob. również A. Kulick, Provisional Measures after Ukraine v Russia, "Journal of International Dispute Settlement" 2022, t. 13 (2), s. 323 i n.

29 W związku z wykluczeniem Federacji Rosyjskiej z Rady Europy ma ona przestać być stroną Europejskiej Konwencji Praw Człowieka z dniem 16 września 2022 r. Oznacza to, że Europejski Trybunał Praw Człowieka będzie mógł rozpatrywać skargi dotyczące rosyjskich naruszeń, które miały miejsce przed 16 września 2022 r.

30 Rosja jest stroną pierwszego protokołu do Międzynarodowego paktu praw obywatelskich i politycznych z 16 grudnia 1966 r. od 1 października 1991 r.

ANNA ŁABUSZEWSKA

Z PYTANIAMI, BEZ ODPOWIEDZI. ROSYJSKIE ELITY CZASU WOJNY

Przez dwadzieścia lat rządów Władimira Putina w Rosji powstało kółko wzajemnej adoracji: biznesmeni, politycy, koledzy z lat młodości prezydenta, artyści, ludzie mediów zgodnie śpiewali patronowi hymny pochwalne, podporządkowywali się jego dyktatowi, a on zezwalał im na zarabianie pieniędzy i uciechy, rozsądzał spory, karał i nagradzał. Kto krytykował wodza, wypadał z gry. Kto próbował z nim walczyć – był likwidowany. Mafijny układ trzymał się na mafijnych zasadach: wierność capo di tutti capi, lojalność i omerta, w zamian stabilność i ochrona.

Wojna na Ukrainie wstrząsnęła tym układem. Strach przed utratą majątku i pozycji miał efekt na tyle mrożący, że niewielu członków elity odważyło się na publiczną krytykę czy protest przeciwko decyzji Putina. Ale to nie są ludzie naiwni, doskonale wiedzą, jakie ryzyko niesie wojna: to przedsięwzięcie z różnych powodów może im uniemożliwić dalszą działalność – polityczną czy biznesową. Duże pieniądze lubią dyskrecję i spokój. Oba te czynniki przestały po 24 lutego działać. Niepokój w szeregach wzmogły wprowadzane systematycznie zachodnie sankcje. Niemniej przez pierwsze pół roku od początku wojny większość elit postępowała zgodnie ze strategią milczącego przeczekania złej passy. Ale zła passa trwa nadal i nie wygląda na to, by miała się szybko skończyć.

BLISKI KRĄG

Wszystko wskazuje na to, że decyzję o rozpoczęciu wojny przeciwko Ukrainie Putin podjął jednoosobowo. Niemniej w przeddzień najazdu urządził spektakl z udziałem członków Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, ciała podejmującego najważniejsze decyzje w państwie, aby pokazać, że nie jest z tym sam. Zgromadzeni po kolei składali przed kamerami deklaracje zgody i lojalności. Nikt się nie wyłamał, ale też nikt nie był zachwycony – szef wywiadu, Siergiej Naryszkin, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta, nawet się spektakularnie pomylił w wystąpieniu, jąkał i trząsł ze strachu. Pozostali członkowie "bliskiego kręgu" – minister obrony Siergiej Szojgu, szef Rosgwardii Wiktor Zołotow, przewodniczący Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew czy dyrektor FSB Aleksandr Bortnikow – nie zawiedli: bez zająknięcia poparli awanturę Putina. Kiedyś mówiło się, że to osoby, którym Putin ufa, na których radach polega, bez których nie podejmuje decyzji. Smutny spektakl w przeddzień agresji pokazał, że ten obraz należy do przeszłości – lojalni aparatczycy, którymi się otoczył i których faworyzował, zostali przezeń zdegradowani do roli obsługi "wielkich planów wielkiego wodza" Formalnie Putin nie odebrał im ani stanowisk, ani przywilejów, ale przestał ich słuchać.

Niemniej ich nazwiska znalazły się już na pierwszych listach sankcyjnych USA, Wielkiej Brytanii i UE, obejmujących osoby z najbliższego otoczenia prezydenta, odpowiedzialnych za zbrodniczą, niesprowokowaną napaść na Ukrainę – zamrożono ich zachodnie aktywa, wzięto pod lupę nieruchomości i wprowadzono zakaz wjazdu, początkowo dla nich samych, potem także dla członków rodzin.

Do tej pory żaden z wyżej wymienionych nie podważył decyzji Putina. Kuluary pełne są pogłosek o tym, że odpowiedzialny za niepowodzenia na froncie minister obrony został lub zostanie wkrótce odsunięty, ale Szojgu nadal dowodzi "operacją specjalną", składa raporty, towarzyszy prezydentowi na planowych ćwiczeniach sił zbrojnych. Putin konsekwentnie stosuje w polityce kadrowej kilka zasad: nie ulega naciskom z zewnątrz, po wpadce tego czy innego członka ekipy odczekuje, aż sprawa nieco umilknie (może daje mu ostatnią szansę) i wtedy rozstrzyga: zostawić czy usunąć. Jak widać, nawet wojna nie zmieniła tego nawyku.

NOWA RZECZYWISTOŚĆ

W początkowym zamyśle "operacja specjalna" miała potrwać krótko i dać Rosji szybkie zwycięstwo. Wtedy pozycja Putina jako lidera układu rządzącego i układu biznesowego uległaby dalszemu wzmocnieniu, nikt nie śmiałby jej podważać. Ale mijają kolejne tygodnie i miesiące, a oczekiwane zwycięstwo coraz bardziej się oddala. Rosja grzęźnie w konflikcie, traci gospodarczo, osuwa się w międzynarodowych rankingach politycznych. Nadzieja na szybki powrót do business as usual umiera w konwulsjach kolejnych sankcji.

"Rosyjska elita po pierwszym szoku stopniowo zaczyna orientować się w nowej rzeczywistości, przysposabiać się do nowych warunków i zdawać sobie sprawę z beznadziejności sytuacji w długiej perspektywie" – pisze politolożka Tatiana Stanowaja w analizie na stronie Centrum Carnegie1. Jej zdaniem w środowisku urzędniczym, politycznym i biznesowym zapanowała apatia, brakuje pomysłów na to, jak się w tej splątanej realności odnaleźć, co dalej czynić, jak się ustawić. I chodzi nawet nie tyle o potrzebę stworzenia nowych mechanizmów działania, ile o kwestię kluczową: pozycję Putina w układzie przez niego stworzonym, przez niego nadzorowanym i bez niego nieistniejącym. "Rozpętawszy wojnę, której nie potrafił wygrać w kilka tygodni, Putin rozczarował i tych, którzy uważali decyzję o wojnie za błędną, i tych, którzy zarzucają władzy stosowanie zbyt miękkich środków i niezdecydowanych posunięć. I [w elitach] powstał nieformalny konsensus: albo trzeba było wojny nie zaczynać, albo ją wygrać wszelkimi dostępnymi środkami".

Aby zrozumieć dzisiejsze rozterki politycznej i biznesowej otuliny Kremla, warto przyjrzeć się jej segmentom i spróbować określić postawy poszczególnych ważnych postaci. Skupię się na wielkim biznesie – środowisku, którego działalność polega na łapaniu nowych trendów i szybkiej adaptacji. Jak na decyzję Putina o agresji na Ukrainę zareagowali najbardziej przedsiębiorczy Rosjanie?

JACHTY I PAŁACE

Oglądany z zewnątrz układ rządzący Rosją wygląda jak gładki monolit, hermetycznie zamknięty system podejmowania decyzji, tajemniczy, posępny i złowróżbny. Ciężkie kotary kremlowskich gabinetów zakrywają przed resztą świata mechanizmy sprawowania władzy. Wywodzący się z KGB, szkolony na wywiadowczych i kontrwywiadowczych kursach Putin doskonale odnalazł się w tym klimacie – ukrywa się, kluczy, myli tropy, ceni podstęp. Stworzył – czy może odtworzył – machinę złożoną z kilku kręgów (bliżsi i dalsi współpracownicy, uprzywilejowani biznesmeni, "słupy", służby specjalne) i pionową strukturę władzy, przecinającą się w kilku punktach z kręgami. Sam zajął pozycję na szczycie tej konstrukcji, przyznając sobie rolę decydenta i arbitra. Omerta obowiązywała wszystkich uczestników tej skomplikowanej gry. Obowiązuje nadal.

W czasach pokoju zadaniem kręgów biznesowych była obsługa interesów Putina (tajemnice nieformalnych operacji finansowych wyszły na jaw m.in. przy okazji afery Panama Papers2), a także robienie mu prezentów i przyjemności. W czasie wojny biznesmeni mają popierać prezydenta i finansować potrzeby militarne państwa.

Ale wróćmy jeszcze do czasów pokoju. Od 2003 r., gdy Michaiłowi Chodorkowskiemu odebrano Jukos i wolność, rosyjski biznes nie prowadzi samodzielnych gier politycznych. Od lat nie ma mowy o finansowaniu przez rekinów biznesu alternatywnej wobec Kremla działalności politycznej w Rosji. Oligarchowie – jeśli można użyć tego nieprecyzyjnego pojęcia, powszechnie stosowanego w mediach – nie stanowią w putinowskiej konstrukcji oddzielnej grupy o wielkich wpływach. To nie oni dyktują warunki, to Kreml im je dyktuje3. Nie zmieniło się to po 24 lutego4. Spekulacje medialne, że wkrótce w otoczeniu biznesowym (lub politycznym) Putina zawiąże się spisek, który pozbawi go władzy, nie sprawdziły się.

Dobrą ilustracją stosunków na linii Kreml – bogaci biznesmeni może być schemat budowy słynnego pałacu dla Putina w Gelendżyku nad Morzem Czarnym: związani z prezydentem krezusi wpłacali ustalone kwoty na specjalne konto, z którego finansowano ten przybytek nieukojonej manii wielkości i bezguścia patrona. Miało im to zaskarbić jego przychylność. Przynależność do grupy "budowniczych pałacu" była wyróżnieniem.

Tropiąca wydatki rosyjskich magnatów prasa rozpisywała się, że mają oni niebywałe zamiłowanie do luksusu. A za najlepsze miejsce do życia i konsumowania dóbr uważają nie domek z bala pod Brackiem, a Lazurowe Wybrzeże czy Toskanię. O tym, co mają, publiczność dowiedziała się masowo w momencie wprowadzenia zachodnich sankcji po inwazji Rosji na Ukrainę. Zaczęło się od zamrażania aktywów pływających – w ciągu kilku dni zatrzymano jachty Aliszera Usmanowa (wielobranżowy potentat, m.in. metalurgia, media, najbogatszy z bogatych, najsprytniejszy ze sprytnych), Igora Sieczina (Rosnieft), Romana Abramowicza (ropa, petrochemia, sport), Andrieja Mielniczenki (chemia, energetyka), Giennadija Timczenki (gaz). Jacht Aleksandra Michiejewa (Rostiech) chciał zatopić u wybrzeży Majorki ukraiński marynarz z obsługi, ale policja udaremniła mu ten zamiar.

W centrum zainteresowania znalazł się też wyposażony w złoto i marmury jacht "Scheherazade", najprawdopodobniej własność samego Putina (formalnie właścicielem – zapewne podstawionym – jest naftowy oligarcha drugiego czy nawet trzeciego szeregu: Eduard Chudajnatow). W maju władze Włoch zarekwirowały podejrzaną jednostkę. We wrześniu temat jachtu powrócił w publikacji portalu "Dosje"5, prowadzonego przez zespół dziennikarzy śledczych. Udało się im ustalić, że jacht został zbudowany w stoczni w Bremie. Miał to być noworoczny prezent dla Władimira Władimirowicza od grupy przyjaciół. Pieniądze na ten cel (drobne 600 mln euro) zbierał – według schematu "pałacowego" – wspominany powyżej Giennadij Timczenko (objęty sankcjami).

CASUS AWEN

Wrócę do zapowiedzianych powyżej nielicznych antywojennych wypowiedzi rosyjskich bogaczy, którzy znaleźli się "pod sankcjami". Jako pierwszy głos zabrał nieśmiało Oleg Dieripaska (aluminium). W pierwszych dniach po inwazji wystąpił w mediach społecznościowych z apelem o pokój. Bez echa. Po kilku dniach zmienił zdanie i odtąd zamieszcza wyłącznie proputinowskie komentarze6. Zaczął też – wraz z dwudziestoma innymi kolegami bogaczami – domagać się przed sądem zadośćuczynienia za "bezprawne sankcje" i ponoszone z ich tytułu szkody.

Poszkodowany czuje się również Piotr Awen. Należy on do generacji rosyjskich oligarchów, którzy zaistnieli w polityce i biznesie jeszcze za czasów Jelcyna. I to wczesnego. Był jednym z grupy reformatorów związanych z Jegorem Gajdarem, w pierwszym posowieckim rządzie stanął na czele ministerstwa ds. współpracy gospodarczej z zagranicą. Potem zajął się biznesem, bankowością, został prezesem Alfa-Banku. Ma obywatelstwo Łotwy (jego ojciec był Łotyszem), przez wiele lat mieszkał w Londynie. Z Władimirem Putinem poznał się w latach 90., pomagał mu wyłgać się z zarzutów postawionych przez demokratycznych deputowanych Zgromadzenia Parlamentarnego Petersburga, którzy mieli materiały o grubych przekrętach Putina z czasu, gdy był zastępcą mera tego miasta. Bliski kontakt i zaufanie pozostały na lata.

Nazwisko Awena figuruje na liście sankcyjnej Wielkiej Brytanii: zamrożono jego konto i majątek – dwupoziomowe mieszkanie w prestiżowej dzielnicy St James's w Londynie i podmiejską willę pełną dzieł sztuki (Awen jest kolekcjonerem). W wywiadzie dla "Financial Times" w marcu bankier poskarżył się, że wpadł w związku z sankcjami w taką biedę, że wątpi, czy będzie mógł opłacić najpilniejsze zobowiązania. "To, co budowaliśmy przez 30 lat, zostało całkowicie zniszczone. Musimy jakoś zacząć nowe życie". Wyraził obawy, że w związku z tą fatalną sytuacją nie będzie mógł sobie pozwolić na zatrudnienie szofera i sprzątaczki7. Po tym jak w maju funkcjonariusze brytyjskiej Agencji do Walki z Przestępczością NCA odwiedzili jego londyńskie mieszkanie (podczas rewizji zarekwirowano kwotę 400 tys. funtów, zakwalifikowaną jako pochodzącą z podejrzanych źródeł), Awen postanowił wyjechać z Wielkiej Brytanii, gdzie przestał czuć się bezpiecznie. Nie, nie pojechał do Rosji, a do Stanów Zjednoczonych – w łotewskim paszporcie ma amerykańską wizę.

CASUS FRIDMAN

Awen został zaliczony już kilka lat temu do grona lobbystów, którzy zabiegają o zniesienie antyrosyjskich sankcji wprowadzanych przez świat zachodni z okazji różnych wojennych pomysłów Putina. W tych zabiegach pomagał mu partner biznesowy, potentat w metalurgii, Michaił Fridman.

Fridman należał do tego nielicznego grona, które zaoponowało przeciwko wojnie8. Oligarcha wielokrotnie zapowiadał, że będzie się domagał zdjęcia bezprawnych, jego zdaniem, zarzutów o działanie na korzyść władz Rosji. "To oszczerstwo" – mówił. Podkreślał, że na Putina nikt z bogatych przedsiębiorców nie ma wpływu i w związku z tym żaden z nich nie może ponosić odpowiedzialności za polityczne decyzje władz.

Fridman urodził się we Lwowie i – jak twierdzą autorzy materiału opublikowanego we wrześniu w "Financial Times" Max Seddon i Polina Ivanova – Rosji nigdy nie kochał, owszem, robił tam interesy, ale nie chciał tam mieszkać (od 2015 r. Fridman zamieszkał w Londynie, w szykownym Athlone House). Seddon i Ivanova piszą: "Zaraz po rozpoczęciu agresji na Ukrainę Fridman zadzwonił do Kristiny Kvien, pełniącej wówczas obowiązki ambasadora USA w Kijowie, i zaproponował jej układ [...]: on ofiaruje część swojego majątku na odbudowę Ukrainy ze zniszczeń wojennych, a w zamian USA mogłyby mu pomóc uniknąć sankcji, nałożonych na rosyjskich oligarchów. Kvien poradziła, by Fridman wpłynął na Putina, niech ten przerwie wojnę. Fridman wyjaśnił jej, że nie ma takich możliwości. Mówił o swojej miłości do Ukrainy, a potem się zdenerwował i wypalił: "Wy po prostu chcecie zabrać mi moje pieniądze". Kvien odmówiła współpracy. Fridman wysłał jej potem sms z przeprosinami, ale odpowiedzi nie otrzymał"9.

Przypadek Fridmana jest od pewnego czasu eksploatowany przez przedstawicieli rosyjskich kręgów biznesowych jako ilustracja błędnej kalkulacji Zachodu, który ponoć uważa, że bogacze mogą mieć wpływ na Putina i jego wojenne decyzje, i chce zmusić biznesmenów sankcjami, aby wywarli odpowiednie naciski. Zdaniem zaniepokojonych rosyjskich magnatów sankcje tylko szkodzą, bo oni, biznesmeni, tracą zaufanie do zachodnich rządów i świetne biznesy się sypią, być może nieodwracalnie. Takie wywody to jeden z przykładów szerzonej przez Kreml wielo­wątkowej narracji mającej przeciwdziałać sankcjom, a nie odzwierciedlenie celowości sankcji czy rzekomej naiwności Zachodu co do wpływu kogokolwiek z tego kręgu na Putina.

Podobnie jak Piotr Awen, inni bogacze nie spieszą wracać do Rosji, choć podobno Kreml się tego od nich domaga. Ostatnio wiele szumu narobił powrót jednego z biznesmenów objętych sankcjami, Germana Chana, partnera Fridmana w LetterOne Holdings10. O innych przypadkach – nawet jeśli ktoś decyduje się na powrót – jest cicho. Głośno jest natomiast o tym, że rosyjscy bogacze spowodowali poruszenie na rynku nieruchomości w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wśród zainteresowanych nabyciem domu w Dubaju zauważono Romana Abramowicza.

CASUS ABRAMOWICZ

Przypadek Romana Abramowicza wydaje się w zestawieniu opowieści o "krzywdach" putinowskiej oligarchii szczególnie ważny. Abramowicz zaistniał w latach 90. jako przyboczny najważniejszego wówczas rozgrywającego w rosyjskim biznesie – Borysa Bieriezowskiego. Kręcił się zawsze tam, gdzie akurat trzeba było się kręcić. Niepozorny, nigdy się nie odzywał, czatował czujnie na tyłach i zawsze znajdował się w odpowiednim miejscu, gdy szło o duże konfitury. I o ważne rozgrywki polityczno-­-biznesowe (choćby w sprawie Jukosu Michaiła Chodorkowskiego). Działał w kuluarach. Nazywano go "sakiewką Jelcyna". Następca pierwszego prezydenta przejął od Jelcyna nie tylko walizeczkę z kodami atomowymi, ale także dyskretnego biznesmena od pokątnych finansów. Od wielu lat Abramowicz nazywany jest więc "sakiewką Putina", czuwa nad przepływami bajońskich kwot, należących do szefa wszystkich szefów. Raje podatkowe, prezenty, jachty, nieruchomości – trochę się tego uzbierało.

Abramowicz przez wiele lat wrastał w krajobraz Zachodu, na Wyspach zdobył popularność jako właściciel klubu piłkarskiego Chelsea, w Izraelu ubiegał się o laur najbardziej aktywnego dobroczyńcy; prasa entuzjazmowała się jego luksusowymi jachtami i kupowanymi na osobisty użytek wysepkami na ciepłych morzach. W marcu Wielka Brytania i Unia Europejska ogłosiły o objęciu Abramowicza, jako "osoby bliskiej Putinowi", sankcjami, które oznaczały zamrożenie aktywów. Abramowicz próbował się ratować, przekazał swoje akcje ukochanej londyńskiej perełki fundacji klubu Chelsea. I wystawił klub na sprzedaż. Dopiero w maju uzyskał zgodę i sprzedał klub za 4,25 mld funtów, pod warunkiem że 2,5 mld zostanie zdeponowane na koncie w angielskim banku, gdzie będzie zamrożone, by potem zasilić fundację pomocy ofiarom wojny w Ukrainie.

Gdy w marcu toczyły się rozmowy między delegacjami Ukrainy i Rosji w sprawie warunków zażegnania konfliktu, na łamach "The Wall Street Journal" pojawiła się dziwna publikacja. Gazeta pisała, jakoby prezydent Wołodymyr Zełenski poprosił prezydenta USA Joe Bidena o odroczenie wprowadzenia sankcji przeciwko Abramowiczowi11. Oligarcha miał się bowiem podjąć udziału w rozmowach pokojowych. Kijowski dziennikarz Witalij Portnikow tak napisał o pokojowym fenomenie Abramowicza na stronie "Grani.ru": "Na Kremlu udają obojętność, ale boją się zachodnich sankcji i robią wszystko, co możliwe, aby je obejść. Historia z pośrednictwem Abramowicza w rozmowach wygląda na czystej wody blef. Abramowicz nie może wpłynąć na Putina. Natomiast Putin może wpłynąć na Abramowicza. [...] Putin jest zainteresowany tym, aby Abramowicz zachował przynajmniej część swoich aktywów"12. Bo to, krótko rzecz ujmując, ukryte aktywa samego Putina.

CASUS TIŃKOW

Na tle milczących na temat wojny kolegów z gildii wyróżnił się Oleg Tińkow, bankier, założyciel banku Tinkoff. Kilka dni po wybuchu wojny na Instagramie napisał: "Nie widzę ani jednego beneficjenta tej wojny. Giną niewinni ludzie i żołnierze". Dalej przejechał się po beznadziejnej armii, a potem wymienił tych, którzy tracą: "Kremlowscy czynownicy są w szoku, bo okazuje się, że nie tylko oni, ale i ich dzieci nie pojadą w tym roku na wakacje nad Morze Śródziemne. Biznesmeni starają się uratować resztki majątków"13.

Jak pisze na łamach "L'OBS" Céline Lussato, "Kreml uznał, że takie wpisy są nie do przyjęcia. Ludzie prezydenta dali Tińkowowi do wyboru: albo odsprzeda akcje swojego banku za bezcen, albo bank zostanie znacjonalizowany. Zgodził się sprzedać swoje udziały za 3% tego, co spodziewał się uzyskać"14. W wywiadzie dla popularnego dziennikarza Jurija Dudia (na emigracji) bankier wspomniał, że zadzwonił do niego zaniepokojony Fridman i powiedział: "Zgłupiałeś? Najpierw powinieneś sprzedać [swój bank], a dopiero potem się wypowiadać"15.

Tińkow postanowił ostatecznie rozstać się z Rosją: "Nic mi tu już nie pozostało. Rosja była, ale się zmyła. Bardzo mi żal, że mój kraj stacza się ku archaiczności, paternalizmowi i wazeliniarstwu" – napisał w mediach społecznościowych16. Zapewne będzie patrzył na to, co się dzieje w ojczyźnie, z mglistych brzegów Albionu. Koledzy magnaci – niezależnie od miejsca pobytu – przyswoili lekcję: nadal lepiej się nie wychylać i trzymać uchwytów, w przeciwnym razie ich fortuny mogą wyparować. A oni nie będą mieli się do kogo zwrócić o pomoc – wszystko zawieszone jest na cienkich nitkach, których końce biegną do prezydenckiego gabinetu na Kremlu. Dopóki stworzony przez Putina układ będzie obowiązywał, nie drgną w obawie o pieniądze i głowy. I nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, jak długo jeszcze słabnący na skutek niepowodzeń w Ukrainie Putin utrzyma władzę.

CASUS CZUBAJS

W "bliskim kręgu", przedstawionym pokrótce na początku tekstu, nie zaszły na razie żadne znaczące personalne zmiany. Co nie znaczy, że układ polityczny jest nieruchomy i niezmienny. Widać kilku ambitnych urzędników i polityków, którzy starają się wykorzystać szanse, jakie stwarza wojna, do zrobienia kariery. Wśród tego grona wyróżnia się zastępca szefa prezydenckiej kancelarii, Siergiej Kirijenko (pod koniec rządów Jelcyna przez krótki czas był premierem, z uwagi na młody wiek i zaskoczenie spowodowane jego nominacją nazywany był powszechnie "Kinder Niespodzianką"). Wyznaczono mu zadanie zaprowadzenia rosyjskiej administracji na okupowanych terenach Ukrainy, ma przygotować tam referenda akcesyjne. Robota idzie jak po grudzie. W obwodach charkowskim, chersońskim i zaporoskim takie plebiscyty planowano początkowo już na 11 września. Jeszcze zanim ruszyła udana ukraińska kontrofensywa, wiadomo było, że w tym terminie referendalny cyrk się nie odbędzie – rosyjskie władze uznały, że jest zbyt niebezpiecznie (zamachy na kolaborantów, sabotaże, otwarcie wrogi stosunek większości ludności do okupantów)17. Akcje Kirijenki zapewne w związku z tym spadają.

Po 24 lutego nie obserwujemy spektakularnych transferów na wysokich politycznych i urzędniczych stołkach. Tu też – podobnie jak w środowisku biznesowym – przeważają postawy ostrożne. Też nikt nie chce się wychylać, a tym bardziej krytykować poczynań prezydenta. Są tacy, co wolą milczeć, są tacy, którzy – zwłaszcza w sytuacji, jaka powstała po ukraińskiej kontrofensywie – wołają o przyciśnięcie Ukrainy, zastosowanie mocniejszych środków, rzucenie do walki nowych sił, postawienie Kijowa pod ścianą. Jastrzębie czekają na swoją chwilę, aby zbić kapitał polityczny.

Po 24 lutego z Rosji wyjechało kilkaset tysięcy ludzi, przerażonych perspektywą skutków wojny, niezgadzających się z polityką Putina. Spośród znaczących polityków Rosję opuścił tylko jeden – Anatolij Czubajs, weteran sceny politycznej jeszcze z czasów Jelcyna. Ostatnio piastował synekurę specjalnego przedstawiciela prezydenta ds. ustawicznego rozwoju. Nie wystąpił z żadnym antywojennym oświadczeniem – po cichu spakował się i wyjechał. Nie odbiera telefonów.

W tej wielkiej fali odpływu znalazło się wielu ludzi kultury i sztuki. To też elity, ich głos jest dla społeczeństwa ważny, może nawet ważniejszy niż głos polityków i biznesmenów. Ale to temat na oddzielną opowieść.

 

ANNA ŁABUSZEWSKA, PUBLICYSTKA, TŁUMACZKA, BLOGERKA, STALE WSPÓŁPRACUJĄCA Z "TYGODNIKIEM POWSZECHNYM"

1 T. Stanowaja, Putin, elity i wojna. Kto kogo pobiedit, Carnegie Endowment for International Peace, 2 czerwca 2022 r., https://carnegieendowment.org/politika/87225.

2 M. Domańska, Wątki rosyjskie "afery panamskiej", "Analizy OSW", 6 kwietnia 2014 r., www.osw.waw.pl.

3 A. Łabuszewska, Czarny chleb, czarna kawa. Część 1, "17 mgnień Rosji", 27 marca 2022 r., http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl.

4 W dniu, w którym rosyjska armia wkroczyła do Ukrainy, Putin zwołał naradę na Kremlu, zaprosił przedstawicieli biznesu i poprosił ich o zrozumienie nowej sytuacji i solidarną współpracę z władzami. Jednym słowem: wyznaczył ramy dozwolonej działalności. Biznes miał posłusznie wykonywać postanowienia Kremla. Putin poprosił biznies s ponimanijem otniestis' k wojennoj opieracyi na Ukrainie, "Kommiersant", 24 lutego 2022 r., https://www.kommersant.ru/doc/5230382.

5 I. Rożdiestwienskij, Nowogodnyj podarok oligarchow. Stroitielstwo "jachty Putina" stoiło poczti 600 mln jewro, "Dosje", 7 września 2022 r., https://dossier.center/yacht.

6 Wyjątek stanowi jego ostrożny wpis w Telegramie 2 kwietnia, gdy nazwał wojnę "szaleństwem" i wzywał do wznowienia negocjacji pokojowych.

7 D. Thomas, A. Jack, 'Will l be allowed a cleaner, or a driver?' Life after sanctions for a Russian oligarch, "Financial Times", 25 marca 2022 r., www.ft.com.

8 W liście do pracowników swej firmy pod koniec lutego napisał: "Jestem głęboko przywiązany i do Ukraińców, i do Rosjan. Moim zdaniem obecny konflikt to tragedia dla obu narodów. Mogę się jedynie przyłączyć do tych, którzy gorąco pragną końca przelewu krwi. Jestem przekonany, że moi partnerzy biznesowi podzielają moją opinię". Je. Kalukow, Fridman nazwał sobytija na Ukrainie tragiedijej dla russkich i ukraincew, "RBC", 27 lutego 2022 r., www.rbc.ru/finances/27/02/2022/621b72fd9a79477bb06fd802.

9 M. Seddon, P. Ivanova, Russia's melancholy oligarchs, "Financial Times", 7 września 2022 r., www.ft.com.

10 Sanctions Pull Russian Billionaires Tighter Into Putin's Embrace, Bloomberg, 8 września 2022 r., www.bloomberg.com.

11 V. Salama, J. Scheck, M. Colchester, Ukrainian President Asked Biden Not to Sanction Abramovich, to Facilitate Peace Talks, "The Wall Street Journal", 23 marca 2022 r., www.wsj.com.

12 W. Portnikow, Familija Putina – Abramowicz, "Grani.ru", 24 marca 2022 r., https://graniru.org/opinion/portnikov/m.284761.html.

13 Konto Olega Tińkowa na Instagramie, 19 kwietnia 2022 r., www.instagram.com/p/CciExous6w9/?utm_source=ig_embed&ig_rid=c0201111-84cb-40fe-97b3-ac312ed13a36.

14 C. Lussato, Oligarques russes: comment le vent a tourné, "L'OBS", 4 września 2022 r., www.nouvelobs.com.

15 "Umieriet' s choroszej karmoj". Czto "wielikij griesznik" Tińkow rasskazał o bankie, drużbie s Pieskowym i kołlegami po spisku, "Forbes", 11 maja 2022 r., www.fontanka.ru/2022/05/11/71323364/.

16 Oleg Tińkow: "U mienia nie ostałos' niczego w Rossii", Radio Swoboda", 3 maja 2022 r., www.svoboda.org/a/oleg-tinjkov-u-menya-ne-ostalosj-nichego-v-rossii-/31832762.html.

17 A. Łabuszewska, Rosyjska ruletka. Rosja w poszukwianiu zwycięstwa, "Tygodnik Powszechny", 15 września 2022 r., www.tygodnikpowszechny.pl.

MICHAŁ LUBINA

MŁODSZA SIOSTRA. STOSUNKI ROSYJSKO-CHIŃSKIE PO DRUGIEJ INWAZJI NA UKRAINĘ

Druga rosyjska inwazja na Ukrainę i stanowisko Chin wobec niej wzbudziły wzmożone zainteresowanie tematyką relacji Rosji i Chin. Jaka jest natura tych stosunków? Jak zmiany na globalnej szachownicy wpłyną na związek rosyjskiego Niedźwiedzia i chińskiego Smoka?

SINUSOIDA

Przed odpowiedzią na te pytania trzeba zrobić krótki – a więc od 1991 r., nie od XVII w. – przegląd relacji rosyjsko-chińskich aż do drugiej inwazji na Ukrainę. Stosunki Kremla z Zhongnanhai (siedziba Komunistycznej Partii Chin, czasem zwana Nowym Zakazanym Miastem, metaforycznie siedziba chińskiej władzy) w trzydziestoleciu 1991–2021 najlepiej opisuje sinusoida1.

W latach 90. XX w. Rosja i Chiny były wobec siebie początkowo bardzo zdystansowane, odwrócone plecami, szczególnie w 1992 r. Zaczęło się to zmieniać dzięki handlowi bronią, a także w wyniku rosnącej świadomości użyteczności wzajemnych relacji w kontekście stosunków z Zachodem. Startując z bardzo niskiego poziomu, relacje rosyjsko-chińskie zaczęły się poprawiać, o czym świadczyły kolejne wspólne oświadczenia, w tym "konstruktywne" (1994 r.) i "strategiczne" (1996 r.) partnerstwo. Rok 1996 był zresztą najlepszy w tamtej dekadzie, po nim dynamika wzajemnych stosunków zaczęła opadać mimo kilku istotnych wydarzeń, np. podpisania (niepełnej) demarkacji granicy, co wiązało się z ograniczeniem stosunków rosyjsko-chińskich niemal wyłącznie do geopolityki (i handlu bronią). Sinusoida następnie ponownie poszła w górę i utrzymała się na tym poziomie do września 2001 r., czego najlepszym dowodem był wspólny traktat z lipca 2001 r.

Rosyjskie poparcie dla amerykańskiej wojny z terroryzmem we wrześniu 2001 r. zepchnęło relacje rosyjsko-chińskie znów w dół – sinusoida niemal zbliżyła się do najniższego punktu z 1992 r. Odbiła się znów i poszła w górę wraz z rosnącą niechęcią wzmocnionej petro­dolarami Rosji do Stanów Zjednoczonych i próbą rzucenia wyzwania amerykańskiej hegemonii. Pierwsza dekada XXI w. była okresem, w którym "partnerstwo strategiczne" nabrało konkretnych cech, przestało być wyłącznie geopolityką. Oba państwa rozwiązały kwestię graniczną (2004 r.), zaczęły współpracę surowcową (przełomem był 2008 r. i rosyjska zgoda na ropociąg do Chin w zamian za chińskie pożyczki), współpracowały w wypychaniu Zachodu z Azji Środkowej, wspólne wetowały w RB ONZ, a także kontynuowały – mimo zawirowań – handel bronią. Jednocześnie Kreml i Zhongnanhai były wówczas połączone jedynie "osią wygody"2 spajaną niechęcią do Zachodu. Współdziałanie łączyło się z rywalizacją i ograniczonym zaufaniem, czego symbolem była nieudana współpraca przygraniczna, ilustrowana bon motem "na górze gorąco, na dole zimno"3. To Zachód w tym czasie był wciąż znacznie ważniejszy dla Rosji i dla Chin niż one wzajemnie. Sinusoida relacji rosyjsko-chińskich ponownie szła w górę, choć znów zaczynała na niskim pułapie i wznosiła się raczej stopniowo niż radykalnie.

Już wówczas, na początku XXI w., zarysowała się gospodarcza asymetria na rzecz Chin, potem widoczna również w relacjach politycznych. Rosja wciąż jednak nie przyjmowała tego do wiadomości, zakłamując rzeczywistość, licząc, że kryzys 2008 r. był tylko wypadkiem przy pracy, po którym wróci prosperity z wczesnych lat putinowskich. Rosja miała również nadzieję na porozumienie z Zachodem na swoich warunkach – słynny "reset" Miedwiediewa i Obamy – co ponownie przyhamowało wzrost rosyjsko-chińskiej sinusoidy. Dwa wydarzenia nadały nowy impuls relacjom rosyjsko-chińskim. Protesty na placu Błotnym w Moskwie, które zbiegły się w czasie z porażką resetu, doprowadziły putinowskie elity do przekonania o stałym zagrożeniu ich władzy przez Zachód. Popchnęło to Rosję do nawiązania bliższych stosunków z Chinami, a konkretnie do niechętnej akceptacji (niewypowiedzianej) asymetrii na chińskich warunkach. Państwo Środka – to drugi najważniejszy powód – od czasów przejęcia władzy przez Xi Jinpinga stało się bardziej chętne do pogłębienia relacji z Rosją, niejako wyznaczając jej pozycję najważniejszego pomocnika w próbie budowy alternatywnej chińskiej globalizacji. Symbolicznym przykładem tego było dodanie w 2019 r. do oficjalnej tytulatury "strategicznego partnerstwa" Rosji i Chin frazy "dla nowej ery/epoki" (x?nshídai) – ulubionego hasła "xiizmu" ("xijinpingizmu"), ideologii przewodniczącego Xi4.

W drugiej dekadzie XXI w. wyraźniejszy niż wcześniej globalny rewizjonizm Chin i Rosji, a także nieformalna akceptacja przez Rosję jej pozycji "młodszego brata" (bez nazywania tego wprost) bardzo zbliżyły oba państwa. Nie usunęło to sprzeczności we wzajemnych stosunkach, lecz zepchnęło je na dalszy plan, na pierwszy wysuwając ideologiczną zbieżność i neokolonialną komplementarność gospodarczą. Sinusoida poszła mocno w górę, osiągając szczyt tuż przed drugą rosyjską inwazją na Ukrainę. Symbolizowała to ukuta w 2021 r.5, a rozpropagowana w lutym 2022 r.6 fraza o "bezgranicznych" stosunkach rosyjsko-chińskich.

I wtedy Rosja ponownie najechała Ukrainę.

SMOK PATRZY NA ATAK NIEDŹWIEDZIA

Druga rosyjska inwazja na Ukrainę wystawiła relacje rosyjsko-chińskie na próbę. Chiny raczej nie spodziewały się (aż takiej) wojny. Nie sposób ustalić, co Putin powiedział Xi Jinpingowi w czasie ich olimpijskiego spotkania 4 lutego 2022 r. – spekulowanie na ten temat jest znakomitą pożywką dla pseudoanalityków karmiących słuchaczy wszelkiej maści teoriami spiskowymi. Rzeczywisty poziom zaufania i koordynacji między rosyjskim a chińskim przywódcą pozostaje nieznany, publiczny wizerunek wielkiej przyjaźni, tworzony po 2012 r., jest świadomą kreacją na potrzeby wewnętrzne i zewnętrzne. Jak jest naprawdę, nie wiadomo – może kiedyś to zostanie ujawnione, a może nigdy.

W świetle obecnej – bardzo ograniczonej – wiedzy najbezpieczniej jest założyć, że w Zhongnanhai oczekiwano albo wymuszenia przez Rosję na Ukrainie ustępstw politycznych przez straszenie inwazją, albo powtórki roku 2014 – ograniczonej do Donbasu wojny hybrydowej, ewentualnie próby zdobycia południowej Ukrainy. W przededniu wojny chińscy eksperci też się jej nie spodziewali (z istotnym wyjątkiem Tang Shipinga), większość, jak Jin Canrong chociażby, nie stawiała na wojnę7, a przynajmniej nie na pełnoskalowy konflikt.

Nie zmienia to faktu, że ChRL rosyjska inwazja nie przeszkadzała. W chińskim spojrzeniu na Europę Środkowo-Wschodnią dominuje albo obraz strefy rosyjskich wpływów (Europa Wschodnia, czyli "bliska zagranica" Rosji), albo szarej zony między Zachodem a Rosją (Europa Środkowa, byłe satelity ZSRR, w tym Polska). Model współpracy w "bliskiej zagranicy", który Rosja i Chiny przetestowały na Białorusi i w Azji Środkowej, oznacza rosyjską dominację w sferze politycznej i bezpieczeństwa przy jednoczesnej zgodzie na chińską współpracę gospodarczą z tymi krajami8. Dla Chin z kolei lepsza jest dominacja Rosji niż Zachodu. Choć generalnie są "agnostyczne", jeśli chodzi o wewnętrzne ustroje polityczne państw, z którymi współpracują9 (czynią to zarówno z autokracjami, jak i z demokracjami) – wolą jednak państwa prorosyjskie niż prozachodnie, przynajmniej w tej części świata. Ukraina w rosyjskiej strefie wpływów jest dla Chin opcją lepszą niż Ukraina prozachodnia, ponieważ daje korzystniejsze warunki rozwoju współpracy gospodarczej (i nikt nie zablokuje kupna przedsiębiorstwa Motor Sicz). Dlatego rosyjski sukces był w Zhongnanhai opcją nie tylko zakładaną, ale i preferowaną, o czym świadczą pierwsze dość spójne komunikaty chińskie, de facto nawołujące Ukrainę do kapitulacji.

Co istotniejsze, ewentualne rosyjskie zwycięstwo jeszcze mocniej podkopałoby obecny porządek międzynarodowy, a być może w ogóle go skasowało. Gdyby szeroko rozumiany świat zachodni zachował się tak, jak na Kremlu i w Zhongnanhai oczekiwano, czyli ograniczył się do retorycznego potępienia, jednocześnie nie mogąc wypracować jednolitego stanowiska, nastąpiłby dalszy upadek "porządku opartego na wartościach", jak Amerykanie lubią nazywać obecny porządek międzynarodowy. A to dałoby Rosji i Chinom jeszcze więcej miejsca na globalnej szachownicy, przybliżając tak wielbioną przez nich i umieszczaną we wspólnych komunikatach wielobiegunowość10.

Dlatego ChRL wyraźnie poparła Rosję retorycznie, szczególnie na początku inwazji. Chińskie komunikaty, choć tradycyjnie mętne, miały zauważalny prorosyjski odcień, przejawiający się chociażby niemówieniem "Ukraina", tylko "kwestia ukraińska", czy powtarzaniem argumentów o praprzyczynie konfliktu, jakim miało być rozszerzenie NATO na wschód. Media za Murem powtarzały rosyjskie sformułowania – od "operacji specjalnej" przez "ukraińskie laboratoria biochemiczne" po "winę USA". Antyamerykanizm był w tym najważniejszy: chińska narracja była przede wszystkim antyamerykańska, to stąd wyrastała jej prorosyjskość11.

Jednak już w marcu okazało się, że wojna nie idzie Rosji tak, jak to zaplanowała. Zgodnie z najlepszymi tradycjami rosyjskiej dyplomacji księcia Gorczakowa, wierzącego tylko w zdementowane wiadomości, rosyjscy przywódcy mówiący o "operacji specjalnej postępującej zgodnie z planem" są najlepszym dowodem na to, że sprawy nie idą tak, jak Kreml by chciał. Rosyjskie niepowodzenia, porażki pod Kijowem i Charkowem, wywołały szok w Chinach, a ściślej – trzy szoki. Po pierwsze pokazały, jak słabo prezentuje się rosyjska armia. Po drugie, jak dzielnie walczą Ukraińcy. I po trzecie, najważniejsze, jak mocno Zachód wsparł Ukrainę. To ostatnie było szczególnie Chinom obmierzłe – "wielkie zjednoczenie Zachodu" wokół wojny ukraińskiej było fatalną wiadomością. Z perspektywy środkowoeuropejskiej może się to wydać paradoksalne, według nas Zachód robi stanowczo za mało, by powstrzymać rosyjską agresję. Patrząc jednak na to z Chin, z drugiego krańca Eurazji, anty­rosyjska postawa Zachodu była zaskakująca, nieoczekiwana, bezprecedensowa – i niepożądana. Okazało się, że wiara w "zmierzch Zachodu", obecna w Chinach od co najmniej od kryzysu ekonomicznego 2008 r., była przedwczesna. Co gorsza, Amerykanie i Europejczycy zepchnęli Chiny do dyplomatycznej defensywy.

RUBLA ZAROBIĆ, DOLARA NIE STRACIĆ

Chiny przy okazji drugiej inwazji na Ukrainę chciały "i rubla zarobić, i dolara nie stracić". Mieć wdzięczność Rosji, a jednocześnie nie ponieść konsekwencji udzielonego wsparcia, czyli mniej więcej tak jak podczas pierwszej inwazji. Zachód, szczególnie USA, zaczął jednak skutecznie psuć te próby. Zarówno w oświadczeniach politycznych, jak i analitycznych i publicystycznych wyraźnie podkreślano rolę Chin jako wspólnika Rosji, wykorzystując prezentowaną w ostatnich latach bliskość obu państw, w szczególności zaś wspólne oświadczenie z 4 lutego 2022 r. Na Zachodzie, w tym w Polsce, zaczęto dość powszechnie głosić tezy o (quasi-)sojuszu Kremla i Zhongnanhai, mniej lub bardziej otwarcie sugerować wiedzę Chin o planowanym najeździe na Ukrainę, a czasem wręcz rzeczywiste wspieranie Rosji. Wpisywało się to w informacyjno-polityczne naciski Zachodu na Chiny, ograniczające ich pole manewru. Prezentowanie ChRL jako wspólniczki FR wybijało Chiny z wygodnej dla nich narracji o neutralności.

Chiny, widząc rosyjskie porażki i będąc zepchnięte do narożnika przez zachodnią narrację o rosyjsko-chińskim sojuszu, wzmogły wysiłki, by przekonać świat, w tym szczególnie jego "resztę", czyli globalne Południe, o swojej neutralności. Służyły temu wstrzymania się od głosu w RB ONZ i ZG ONZ, pojawiające się tezy urzędników chińskiego MSZ o konieczności nienaruszania suwerenności i bezpieczeństwa innych państw, o niechęci do konfliktu, wezwania do deeskalacji, negocjacji czy rozmowy z zachodnioeuropejskimi przywódcami. Uzupełniła to globalna (kontr)ofensywa informacyjno-propagandowa, mająca ukazać ChRL jako państwo neutralne. Wyróżniał się w niej ambasador ChRL w Waszyngtonie Qin Gang, otwarcie przekonując, że gdyby tylko Chiny wiedziały o inwazji, powstrzymałyby ją. Starano się dowieść, że Rosja dokonała inwazji sama, bez udziału (a nawet wiedzy) ChRL, a nawet przy chińskiej niechęci do tego rozwiązania12. Uaktywniono się również na odcinku wschodnioeuropejskim. Chińscy dziennikarze zaczęli nadawać z Podkarpacia i zachodniej Ukrainy, pokazując uchodźców i pomoc udzielaną im przez Polaków. Chińscy ambasadorzy na Ukrainie i w Rumunii wydali oświadczenia, które (nad)interpretowano jako dystansowanie się od Rosji. Szczególnie zabawne było zdanie wypowiedziane przez Fan Xianronga, ambasadora w Kijowie, że "Chiny nigdy nie napadną na Ukrainę"13 (trzymając się tego poziomu analogii, Polska mogłaby przy okazji kolejnego kryzysu na Półwyspie Koreańskim wydać komunikat, że nie planuje inwazji na Koreę Północną).

Chińskiemu dystansowaniu się nie towarzyszyła jednak krytyka Rosji czy przyznanie, że popełniła na Ukrainie zbrodnie. Gdy kurz zaczął opadać, Xi Jinping odbył rozmowę telefoniczną z Putinem (15 czerwca, w swoje urodziny!) oraz za pośrednictwem nagrania wideo przemówił na Forum Petersburskim. A we wrześniu spotkał się z Putinem w Samarkandzie przy okazji szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW). To wiele mówi o chińskiej postawie.

Chiny nie były i nie są bowiem w tym konflikcie neutralne. Ujmując to życzliwie, są prorosyjsko neutralne, a mówiąc nieżyczliwie – pseudo­neutralne. Są znacznie bliższe Rosji niż podczas pierwszej inwazji, w 2014 r., lecz jednocześnie nie stawiają kropki nad "i", nie popierają Rosji wprost – bo nie chcą "dolara stracić". Owszem, udzieliły Rosji wsparcia ideologiczno-dyplomatycznego, jednak w konkretach, czyli gospodarce, sprawa jest bardziej skomplikowana.

NEOKOLONIALIZM GOSPODARCZY

Chińskie firmy prywatne w obawie przed zachodnimi sankcjami zaczęły ograniczać działalność nad Wołgą. Chociaż np. DJI czy Huawei wszem wobec krytykują sankcje przeciw Rosji, podporządkowały się im, nie chcąc utracić dostępu do zachodnich części, np. do mikroprocesorów, ani do rynków zbytu przynoszących największe profity. Chiny nie udzieliły Rosji zauważalnej pomocy gospodarczej ani technologicznej, nie wsparły (według dziś dostępnej wiedzy) stabilizacji rubla, nie dały nowych znaczących pożyczek ani nie pospieszyły z żadnymi istotnymi bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi. Chiny nie dostały również bezpośrednich udziałów w złożach, kopalniach czy akcjach najważniejszych rosyjskich korporacji państwowych14.

Równocześnie ChRL zakupiła ogromne ilości nieobjętych sankcjami rosyjskich surowców, otrzymując na nie zniżkę. Według danych dostępnych w momencie pisania tego artykułu w maju 2022 r. eksport ropy z Rosji do Chin wzrósł o 55% w porównaniu z 2021 r., dobijając do niemal 8,42 mln ton, co było nowym rekordem. Chiny kupiły również o 56% więcej rosyjskiego LNG i zwiększyły zakupy węgla. Do początku czerwca Rosja zarobiła dzięki tym zakupom w przeliczeniu ok. 18,9 mld dol., czyli prawie dwa razy tyle, co w analogicznym okresie 2021 r.15

Państwo Środka zachowało się więc wobec Rosji po jej drugiej inwazji na Ukrainę... stereotypowo po chińsku. Udzieliło częściowego, acz zauważalnego wsparcia ideologiczno-dyplomatycznego, a jednocześnie wykorzystało świetną szansę na korzystne zakupy surowców po zniżce. W połączeniu z unikami i wyczekiwaniem chińskich firm na dalszy rozwój wypadków – podejrzewać można aktywne szukanie możliwości ominięcia sankcji – pogłębiło to neokolonialny wręcz model gospodarczych relacji rosyjsko-chińskich. Już przed drugą inwazją charakteryzował się on tym, że prawie 90% rosyjskiego eksportu do Chin stanowiły materiały nieprzetworzone lub mało przetworzone, głównie surowce, zaś z ChRL do FR docierały głównie dobra przetworzone. Czyniło to Chiny najważniejszym partnerem handlowym Rosji, odpowiadającym za niecałe 15% jej wymiany handlowej (przed drugą inwazją na Ukrainę). Rosja z kolei odpowiadała tylko za 2–3% obrotów handlowych Chin.

Ten neokolonialny układ pasuje obu stronom – Rosja, bojąc się zdominowania gospodarki przez Chiny i podzielenia losu kilku państw afrykańskich, wciąż nie jest i nie była otwarta na kapitał chiński, który... zresztą nie nadszedł. Chińskie firmy nie spieszą z masowym wejściem na niegościnny, mały i podlegający sankcjom rynek rosyjski. Biorąc pod uwagę gospodarkę, oba państwa są protekcjonistyczne16, co jednak nie przeszkadza im dobijać targu tam, gdzie dla obu jest to korzystne – tak jak w surowcach. Teraz, po konsekwencjach drugiej inwazji na Ukrainę, model ten tylko się pogłębi. Słabnąca Rosja daje ChRL okazję, dotychczas wykorzystywaną, do jeszcze większych zakupów surowców czy żywności po obniżonych cenach. Czy na tym się skończy, zależy od dalszego rozwoju wypadków na arenie międzynarodowej. Jeśli Zachód znów się podzieli, a reżim sankcyjny pozostanie dziurawy lub nawet zostanie złagodzony, chińskie firmy – obecnie zarówno bojące się sankcji, jak i kuszone perspektywami porzuconego przez Zachód rynku – mogą szerzej wejść do Rosji, co jeszcze zwiększy ich przewagę. Jeśli Rosja będzie się dalej osłabiać, możliwe stanie się zarówno zawojowanie rosyjskiego rynku przez chińskie spółki, jak również wykupienie kluczowych aktywów energetycznych. Na razie jednak Chiny pozostają ostrożne, skupiając się na zwiększonych dostawach tanich surowców.

MŁODSZA SIOSTRA, NIE STARSZA

Do następstw gospodarczych – pogłębienia korzystnego dla Chin układu ekonomicznego (więcej surowców za mniejsze pieniądze) – dochodzą polityczne. Symbolem jeszcze wyraźniejszego poparcia przez Rosję chińskiego stanowiska w Azji Wschodniej stały się wspólne patrole lotnicze naruszające strefy identyfikacji powietrznej Japonii czy Korei Południowej (alienujące tym samym FR od tych państw i oddalające szanse na porozumienie rosyjsko-japońskie). Podobnie działać może pogłębienie morskiej współpracy militarnej służące chińskim celom strategicznym na Morzu Południowochińskim, a także oddalenie Rosji od Wietnamu, a w perspektywie być może również od Indii. Nie jest wykluczone, że za czas jakiś towarzysze chińscy uprzejmie zasugerują Rosji zaprzestanie sprzedaży Indiom takich ilości sprzętu wojskowego – a Indie są kluczowe strategicznie dla Rosji w Azji, a nawet globalnie, stanowiąc ostatnią barierę przed pełną zależnością od Chin.

Bez względu na to, czy wymienione wydarzenia nastąpią (i w jakim stopniu), już teraz widać, że globalne osłabienie Rosji pogłębiło asymetryczny model relacji rosyjsko-chińskich. Jeszcze dekadę temu Rosjanie łudzili się, że uda im się "zachować twarz" w stosunkach z Chinami. W publicystyce stosowali wobec siebie metaforę "starszej siostry"17, woląc ją od określenia "młodszy brat", tak wyraźnie kojarzącego się z czasami radzieckimi i boleśnie ukazującego odwrócenie ról (Rosjanie spadli z pozycji "starszego" na "młodszego"). Biorąc w nawias patriarchalizm, a nawet swoisty orientalizm tego porównania, "starsza siostra" rozwiązywała retorycznie problem asymetrii, bo mając być bardziej doświadczoną życiowo, acz słabszą fizycznie, zachowywała respekt i poważanie młodszego brata. Była to typowa dla rosyjskiego myślenia życzeniowego metafora chybiona: ani Chiny nigdy nie były młodsze od Rosji (są starsze o jakieś trzy tysiące lat), ani ChRL od FR (dokładnie o 42 lata)18. Państwo Środka już przed inwazją na Ukrainę było potężniejsze politycznie i gospodarczo. Po agresji na Ukrainę i globalnej częściowej izolacji Moskwy ta asymetria jest już oczywista. Metafora "starszej siostry" odchodzi do lamusa. Rosja może być, co najwyżej, młodszą siostrą. W najlepszym wypadku.

 

MICHAŁ LUBINA, ADIUNKT W INSTYTUCIE BLISKIEGO I DALEKIEGO WSCHODU UJ

1 Artykuł jest syntezą treści zawartych w poprzednich książkach: M. Lubina, Niedźwiedź w cieniu smoka. Rosja–Chiny 1991–2014, Księgarnia Akademicka, 2014; idem, Russia and China: A Political Marriage of Convenience. Successful and Stable, Budrich Publishers, 2017. Przypisy do źródeł i opracowań, z których korzystałem, znajdują się tamże.

2 B. Lo, The Axis of Convenience: Moscow, Beijing and the New Geopolitics, Chatham House, 2008.

3 S. Tichwinskij, Wospijatije w Kitaje obraza Rossii, Nauka, 2008, s. 219.

4 Pełna nazwa partnerstwa rosyjsko-chińskiego brzmi dziś: chińsko-rosyjskie wszechstronne strategiczne partnerstwo współpracy w nowej erzezh?ng é x?n shí dai quán mian zhan ? xié zu? hu? ban gu?n x?, rossijsko-kitajskije otnoszenija wsieobjemluszczego partnierstwa i stratiegiczeskogo wzaimodiejstwija, wstupajuszczije w nowuju epochu.

5 Po raz pierwszy frazy tej użył Wang Yi w lutym 2021 r., całość tej biurokratycznej poezji brzmiała tak: méi y?u zh? j?ng, méi y?u j?n q?, méi y?u shang xian bezgraniczne, bez zakazanych miejsc, bez górnych limitów; Wang Y?, Zh?ng é zhan ? hé zu? méi y?u zh? j?ng, méi y?u j?n q?, méi y?u shang xian, "Xinhua", 2 stycznia 2021 r., www.xinhuanet.com.

6 Fraza ta stała się sławna po użyciu jej w rosyjsko-chińskim oświadczeniu z lutego 2022 r., choć tam to "przyjaźń rosyjsko-chińska" (a nie same stosunki) jest "bez granic": Sowmiestnoje zajawlenije Rossijskoj Fiedieracyi i Kitajskoj Narodnoj Riespubliki o mieżdunarodnych otnoszenijach wstupajuszczich w nowuju epochu, i głobalnom ustojcziwom razwitii, "Kremlin.ru", 4 lutego 2022 r. http://kremlin.ru.

7 Yun Sun, Ukraine: Did China Have a Clue, The Stimson Center, 28 lutego 2022 r., www.stimson.org.

8 M. Kaczmarski, Russia and China in Post-Crisis International Order, Routledge, 2015.

9 Jean-Pierre Cabestan, rozmowa prywatna, 29 kwietnia 2022 r.

10 Sformułowanie używane we wspólnych deklaracjach od 1994 r., zob. Rossijsko-kitajskaja sowmiestnaja diekłaracyja ot 3 sientiabria 1994 g, w: Sbornik rossijsko-kitajskich dogoworow 1949–1999 gg., Тiеrrа–Sport, 1999, s. 103–104. W 1997 r. wielobiegunowość pojawiła się nawet w nazwie deklaracji: Rossijsko-kitajskaja sowmiestnaja diekłaracyja o mnogopolarnom mirie i formirowanii nowogo mieżdunarodnogo poriadka, ibidem, s. 382–384.

11 M. Repnikova, M. Zhou, What China's Social Media Is Saying About Ukraine, "The Atlantic", 11 marca 2022 r., www.theatlantic.com.

12 Dobry przykład takiej narracji: Yu Bin, Ukraine Conflict Déja Vu and China's Principled Neutrality, "Comparative Connections" 2022, t. 24, nr 1, s. 147–156.

13 Kytaj nikoły ne napade na Ukrajinu – posoł, "Ukrajins?ka prawda", 17 marca 2022 r.

14 Rozmowa z Marcinem Kaczmarskim, 21 czerwca 2022 r.

15 Dane za: China and India Funnel $24 Billion to Putin in Energy Spree, Bloomberg, 6 lipca 2022 r., www.bloomberg.com; Chińczycy sprowadzili rekordowo dużo ropy z Rosji po promocyjnej cenie, "Bankier" 20 czerwca 2022 r., www.bankier.pl; Export controls against Russia are working – with the help of China, Peterson Institute for International Economics, 27 czerwca 2022 r., www.piie.com.

16 Debata Rosja – Chiny. Jaki układ?, You Tube Nowa Konfederacja, 7 kwietnia 2022 r., www.youtube.com.

17 A. Gabujew, Mładszyj brat ili starszaja siestra?, "Wiedomosti", 27 czerwca 2016 r., www.vedomosti.ru.

18 Nie licząc RFSRR.

MARCIN PRZYCHODNIAK

DOMINUJĄCE PRAGNIENIE KONTROLI. O DEKADZIE XI JINPINGA

W 2012 r. ChRL oficjalnie odnotowała 8-procentowy wzrost PKB (r/r), a do służby wojskowej wszedł pierwszy lotniskowiec Liaoning (zbudowany na bazie sowieckiego okrętu z 1985 r., zakupionego od Ukrainy w 2002 r.). Globalizacja przynosiła Chinom korzyści, pogłębiając współzależności między nimi a Unią Europejską czy USA. Zakończony kilka lat wcześniej kryzys finansowy w Europie i Stanach Zjednoczonych dodatkowo wzmocnił wrażenie odporności gospodarki Chin, szczególnie w kontekście zainteresowanych współpracą państw tzw. globalnego Południa, ale również Europy Środkowej.

Jednocześnie w 2012 r. Komunistyczna Partia Chin (KPCh) zmagała się z wieloma problemami. Trwały przygotowania do sukcesji władzy podczas XVIII zjazdu zaplanowanego na jesień tego roku. Narastały korupcja i nadużycia władzy (zjawisko powtarzalne i charakterystyczne dla historii KPCh), ale przede wszystkim coraz większego znaczenia nabierały – zarówno te niezależne od nadzoru kierownictwa partii, jak i te z kierownictwem związane – sieci powiązań pomiędzy politykami, wojskowymi czy biznesem. Ich skomplikowany charakter i prymat partykularnych interesów nad partyjnym stopniowo blokowały możliwość przeprowadzenia zmian, grożąc stagnacją. Przywódcy (a przede wszystkim sekretarz generalny Hu Jintao) pozbawieni byli mocy politycznej, a także odpowiedniej charyzmy, aby skutecznie kontrolować sytuację w partii i zapobiec destabilizującej rywalizacji o stanowiska i wpływy. Dziewięcioosobowy Stały Komitet KPCh nie tylko nie funkcjonował jako sprawny kolektyw, ale pozbawiony był lidera. Każdy z jego członków miał pełnię władzy w przydzielonych im sektorach, ale nikt nie był w stanie skutecznie koordynować prowadzonej polityki, a przede wszystkim zapewnić kierownictwu KPCh kontroli. System poruszał się siłą rozpędu, ale widoczne były już symptomy nadciągających trudności związanych z demografią, nierównościami społecznymi czy polityką wobec mniejszości. W ocenie części kierownictwa (patronem tego środowiska był Jiang Zemin – poprzednik Hu Jintao) problem nie rozpoczął się w 2012 r. – "oligarchizacja" sytuacji wewnątrzpartyjnej postępowała od dłuższego czasu, a wówczas osiągnęła kulminację, czemu oczywiście sprzyjała polityczna atmosfera i znaczenie zbliżającego się XVIII zjazdu. Elementem tego układu pozostawał również Xi Jinping. W 2012 r. miał 59 lat, a od 2007 r. był członkiem Stałego Komitetu KPCh, wiceprzewodniczącym ChRL (od 2008 r.), predestynowanym do objęcia funkcji sekretarza generalnego, a tym samym pełni władzy.

10 LAT XI JINPINGA

Kluczem do opanowania sytuacji w ocenie Xi było zdyscyplinowanie aparatu i centralizacja władzy. Kierownictwo partii wybrane na XVIII zjeździe w 2012 r. zamierzało zdynamizować procesy wewnętrzne, aby usprawnić decyzyjność i przyśpieszyć rozwój Chin. Miało dojść do reorientacji podstawowych elementów polityki ChRL: procedur podejmowania decyzji, wiodącej ideologii, ale przede wszystkim ugruntowania dominującej roli systemowej KPCh. W ramach kampanii antykorupcyjnej w czerwcu 2013 r. przed sądem stanął były minister kolejnictwa, w sierpniu oskarżono o korupcję Zhou Yongkanga (byłego członka SK i ministra bezpieczeństwa publicznego), a w 2014 r. Ling Jihua, byłego szefa biura KC KPCh i bliskiego współpracownika Hu Jintao. W sumie kilkadziesiąt tysięcy partyjnych działaczy zostało poddanych śledztwu przez partyjne organy ds. dyscypliny, a ChRL ścigała także tych, którzy uciekli za granicę, oferując (w zamian za wydanie zbiega) państwom, w których się schronili, odsetki od wartości ukradzionych pieniędzy. Antykorupcyjna czystka dotyczyła również wysokiej rangi dowódców Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, w tym wiceszefów Centralnej Komisji Wojskowej. Nie skończyła się zresztą nigdy – była stosowana przez całe 10 lat w zależności od potrzeb politycznych Xi i jego środowiska politycznego.

Rozszerzyła się lista środowisk represjonowanych ze względu na ewentualne zagrożenie dla interesów KPCh. Do garstki obywateli domagających się poszanowania praw (dysydentów, obrońców praw człowieka, niezależnych adwokatów czy feministek), publicznie występujących przeciwko reżimowi (w 2017 r. w szpitalu zmarł laureat Pokojowej Nagrody Nobla Liu Xiaobo przeniesiony tam w terminalnej fazie nowotworu z chińskiego więzienia, gdzie odbywał karę 11 lat pozbawienia wolności), dołączyli przedstawiciele partyjnego aparatu i wojskowi. Czystka miała osłabić konkurencyjne środowiska i przez wzmocnienie nadzoru dać Xi gwarancję pełni władzy, także w przyszłości, po XX zjeździe KPCh w 2022 r. Dlatego też centralnym punktem rządów Xi stało się rozszerzenie partyjnych prerogatyw ponad dotychczasową miarę jako remedium na narastające problemy społeczne i gospodarcze, ale przede wszystkim podkreślenie znaczenia władzy KPCh. Finalizacją tych procesów były zmiany partyjnego statutu w 2017 r. oraz konstytucji ChRL w 2018 r., znoszące m.in. wymóg dwóch kadencji (dla przewodniczącego ChRL) i dające Xi możliwość kontynuacji władzy po 2022 r., a nawet dłużej.

Pierwsza kadencja Xi Jinpinga (2012–2017) to przede wszystkim nacisk na dyscyplinę i ideologię, kiedy obok wspomnianej powyżej kampanii antykorupcyjnej i kultu jednostki pojawiają się mobilizacyjne społecznie hasła "chińskiego snu" i "odnowienia ChRL". Był to okres, w którym KPCh zaproponowała zmianę myślenia na temat roli globalnej Chin, a także rozpoczęła proces wzmacniania rywalizacji z USA, deklarując wszechstronną przewagę ChRL nad zachodnimi rozwiązaniami również w odniesieniu np. do systemu politycznego. Jest to też czas likwidacji kolektywnego charakteru decyzji w KPCh na rzecz kluczowej roli Xi i jego najbliższych współpracowników. Marginalizacji uległa rola premiera Li Keqianga, a Xi Jinping przejął większość z dotychczas przynależnych mu portfolio, dotyczących m.in. reform gospodarczych czy spraw zagranicznych. Druga kadencja (2017–2022) to kontynuacja tych polityk, ale w bardziej zaawansowany sposób, w którym polityka represji wobec Ujgurów w Sinciangu oraz pacyfikacja swobód i odrębności Hongkongu potwierdziły priorytet kontroli w polityce Xi. KPCh też coraz silniej jest przekonana, że konfrontacja ze Stanami Zjednoczonymi jest jedynie kwestią czasu, m.in. dlatego, że polityka USA wprost stanowi zagrożenie zmianą reżimu w ChRL. Stąd też postulaty reformy globalnego systemu, m.in. we współpracy z Rosją, co znalazło potwierdzenie w komunikacie po wizycie Władimira Putina w Pekinie w lutym 2022 r. oraz wsparciu ChRL dla FR po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Druga kadencja Xi to też próba wykorzystania potencjału wewnętrznego ChRL w ramach polityki społecznej i gospodarczej – także jako element uniezależniania się Chin od współpracy z zagranicą. W optyce narastającej rywalizacji międzynarodowej Xi starał się wzmocnić potencjał ChRL, odwołując się (m.in. podczas XIX zjazdu w 2017 r.) do postulatów chińskiej klasy średniej (dotyczących ochrony środowiska i podziału dochodu narodowego) i potencjału rynku wewnętrznego. Pandemia koronawirusa z 2020 r. zmodyfikowała tę optykę, hamując zmiany i zmuszając władze do dalszego zadłużania w realiach spadającego wzrostu gospodarczego i walki z bezrobociem. Realnie priorytetem pozostała jednak kontrola, a instrumentem – polityka "zero COVID". Skupia ona w sobie najważniejsze elementy systemu stworzonego przez Xi: wszechwładzę biuro­kracji, problemy z kreatywnością, odpowiedzialnością i przepływem informacji, prymat interesów politycznych nad ochroną zdrowia czy udział nowoczesnych technologii w kontroli społeczeństwa. Szczególnie charakterystyczne dla stworzonego przez Xi systemu były wynikające z niego zaniechania władzy na początku pandemii i możliwe konsekwencje dotyczące np. rozprzestrzenienia się wirusa na świecie.

Symbolem dekady Xi Jinpinga jest jednak polityka wobec Ujgurów w Sinciangu. Jest to mniejszość etniczna, wyznawcy islamu, których część – wskutek sinizacji i represji ze strony rdzennych Chińczyków – zradykalizowała się i sięgnęła po metody terrorystyczne. Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu (ETIM) miał stać za zamachami bombowymi w Urumczi (1997 i 2014), atakami nożowników w Aksu (2015) czy w Kunmingu (2014). Ponad tysiąc Ujgurów wstąpiło w szeregi Państwa Islamskiego, które deklarowało walkę z Chinami w odwecie za represjonowanie muzułmanów. W retoryce władz ChRL terroryzm stał się jedną z "trzech sił zła", obok separatyzmu i religijnego ekstremizmu, których zwalczanie przy wykorzystaniu wszelkich środków nakazał przewodniczący Xi Jinping podczas wizyty w regionie w 2014 r. Miał wówczas wprost zlecić KPCh stabilizację sytuacji w oparciu o kryminalizację religii islamskiej i odpowiedzialność zbiorową Ujgurów, uznając wcześniejsze próby ekonomicznej stymulacji regionu za nieskuteczne. W 2016 r. nowym szefem KPCh w Sinciangu został Chen Quanguo, wcześniej odpowiedzialny za podobną politykę represji w Tybecie. Od tego czasu w regionie stopniowo powstał system obozów koncentracyjnych, które wraz z systemem cyfrowego nadzoru oraz nasiloną inwigilacją policji i służb bezpieczeństwa miały – w ocenie KPCh – ograniczyć ataki terrorystyczne, a de facto były pierwszą tak masową i zaawansowaną technologicznie metodą kontroli nad społeczeństwem. Część tych rozwiązań została później zastosowana przez władze chińskie w Hongkongu podczas protestów 2019 r. i w późniejszych latach.

W partyjnej optyce zmiany wprowadzone przez Xi miały usprawnić proces podejmowania decyzji, zwiększyć kontrolę Pekinu nad ambicjami partyjnych urzędników z prowincji, a tym samym umożliwić kierownictwu KPCh sprawne zarządzanie państwem i jego zasobami. Było to konieczne dla rywalizacji z USA i osiągnięcia przez ChRL pozycji globalnego mocarstwa – zgodnie z celami, jakie Xi nakreślił na początku, wzmacniając wcześniejszą retorykę Jiang Zemina i odwołując się do tzw. celów stuletnich. W ramach tej narracji na stulecie partii w 2021 r. władze ogłosiły w Chinach likwidację ubóstwa jako etap na drodze do finalizacji statusu państwa socjalistycznego ("światowego supermocarstwa") w 2049 r. Ostrożność dengizmu czy jego wyrachowane deklaracje na arenie międzynarodowej stały się passé. Istotą państwa Xi miało być wykorzystanie zgromadzonych zasobów, aby w zwycięski (wobec oponentów z Zachodu) sposób odzyskać dla ChRL należne jej znaczenie, głównie na arenie międzynarodowej, a w ten sposób podtrzymać władzę w KPCh.

PRZED TRZECIĄ KADENCJĄ

Dekada Xi Jinpinga to z punktu widzenia interesów ChRL niemalże szaleństwo, destrukcja podstaw rozwoju, prorynkowych elementów czy resztek przedsiębiorczości. W logice partyjnej to jednak przemyślane działanie, kres dengizmu (i pewnych elementów rynkowej rzeczywistości), czasów nieskrępowanego rozwoju dla "wybranych" i skrytych intencji Chin na arenie międzynarodowej. Ideologiczne zacietrzewienie, a przede wszystkim demontaż korzystnych dla gospodarki rozwiązań w imię interesów partii i wizerunku Xi postawiły władze ChRL "pod ścianą". Ograniczyły i tak niewielkie wcześniej pole politycznego manewru w rozwiązywaniu problemów wewnętrznych, a kult jednostki i hasła o wyższości "chińskiej cywilizacji" nad zachodnimi rozwiązaniami uniemożliwiły kompromis w odniesieniu do polityki zagranicznej. Centralizacja władzy i jej odgórny charakter (wspierany przez regularne kontrole, rozbudowę cenzury i procesy antykorupcyjne) dodatkowo ograniczyły dostęp kierownictwa do wiarygodnej informacji.

Zwieńczona XX zjazdem KPCh dekada rządów Xi tej władzy najpewniej nie kończy, co nie pozwala z optymizmem patrzeć na dalszy rozwój Chin. Trawiący obecnie ChRL kryzys gospodarczy, związany m.in. z problemami na rynku nieruchomości, ma bowiem źródło w podległości mechanizmom partyjnym. Dobrobyt Chińczyków, interesy ChRL nie były w tej konfiguracji tożsame z interesami KPCh, a ideologiczne zacietrzewienie i biurokratyczne wymogi hamują przyjmowanie odpowiednich rozwiązań. W obecnej dynamice systemu politycznego ChRL, problemów gospodarczych czy konfrontacyjnej polityki zagranicznej utrwalonej przez ostatnią dekadę i kontynuowanej po XX zjeździe partii przed kierownictwem KPCh stoją dwie możliwości:

1) Postawienie wszystkiego na jedną kartę i rozpoczęcie konfliktu zbrojnego (np. w Cieśninie Tajwańskiej), który pozwoli ponownie zmobilizować Chińczyków za KPCh i sprawdzić możliwości wygranej z USA. Scenariusz ten jest jednak mało prawdopodobny, gdyż związane z nim ryzyko może oznaczać nawet utratę władzy przez KPCh. USA i ich partnerzy nie są tak słabi, jak sądzono jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, potencjał ChRL jest ograniczony, a i nastawienie Chińczyków do ewentualnego konfliktu (pomimo propagandy) bardzo sceptyczne.

2) Wzmacnianie potencjału wewnętrznego (gospodarczego i militarnego) i zmniejszanie zależności od partnerów zewnętrznych, łańcuchów dostaw czy eksportu. Rozwiązania umożliwiające taką politykę (prowadzące do jej sukcesu) byłyby jednak z gruntu sprzeczne z istotą działania KPCh. Wymagałyby więc zmiany w partyjnej filozofii, na którą efekty XX zjazdu partii nie wskazują.

Dekada rządów Xi Jinpinga doprowadziła do sytuacji, w której konfrontacja z USA (konflikt regionalny, a nawet globalny) jest w optyce partyjnej niemalże nieuchronna. W ten sposób myślenia wpisywał się też atak Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Rosja – najlepszy, jedyny i cenny sojusznik ChRL w jej rywalizacji z USA – miała przede wszystkim udowodnić dysfunkcję Zachodu (a szczególnie relacji USA–UE i oddziaływania USA na Indo-Pacyfiku) w obronie ładu międzynarodowego. Tak się nie jednak stało, a od ponad pół roku obecność USA na Indo-­-Pacyfiku, wsparcie dla Tajwanu czy świadomość państw europejskich i azjatyckich dotycząca chińskiego zagrożenia znacząco wzrosły.

Konsekwencją dekady rządów Xi Jinpinga z perspektywy polskiej powinna być konstatacja, że pokonanie Rosji na Ukrainie i powstrzymanie jej przed realizacją imperialnych planów jest warunkiem koniecznym także w kontekście realnego zagrożenia ze strony ChRL. Brak jednoznacznego rozstrzygnięcia na korzyść Ukrainy czy próba dyplomatycznego "zagłaskania" sprzyjają realizacji rewizjonistycznych scenariuszy przez ChRL. W takiej sytuacji skuteczne przeciwdziałanie Chinom na wzór obecnych sankcji wobec Rosji będzie w obecnych realiach gospodarczych UE mało realne i bardzo kosztowne.

 

MARCIN PRZYCHODNIAK, ANALITYK, POLSKI INSTYTUT SPRAW MIĘDZYNARODOWYCH

ADRIANA ŁUKASZEWICZ

MISTRZOSTWA ŚWIATA W PIŁCE NOŻNEJ I ICH WPŁYW NA POZYCJĘ POLITYCZNĄ I MIĘDZYNARODOWĄ EMIRATU KATARU

Kiedy 12 lat temu FIFA zdecydowała się powierzyć emiratowi Kataru organizację mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 r., świat był zszokowany tym wyborem. Można stwierdzić bez przesady, że FIFA postanowiła złamać wszystkie reguły obowiązujące dotychczas przy wyborze kraju goszczącego rozgrywki. Wcześniejsze mistrzostwa odbywały się głównie na Zachodzie oraz w Ameryce Łacińskiej, w państwach o wielkich tradycjach piłki nożnej. Chociaż w nowym stuleciu mundial wyszedł poza te kontynenty – do Azji (2002 r., kiedy wspólnie organizowały go Japonia i Korea Południowa) oraz do Afryki (2010 r., RPA), pozostałe zasady wciąż obowiązywały. Mistrzostwa organizowano w dużych krajach o wielkiej liczbie kibiców, demokratycznych (choć w Rosji, która organizowała mistrzostwa w 2018 r., demokracja ma raczej charakter fasadowy), leżących w umiarkowanej strefie klimatycznej pozwalającej przeprowadzić turniej w sezonie wiosenno-letnim. Wszystkie państwa położone były w regionach stabilnych politycznie, gwarantujących pokój i bezpieczeństwo podczas imprezy.

Wybór Kataru sprawia, że nadchodzące mistrzostwa będą ze wszech miar inne od dotychczasowych, stając się ogromnym eksperymentem. Organizatorem imprezy zostało minipaństwo, zarówno biorąc pod uwagę terytorium (zaledwie 11 tys. km2), jak i liczbę mieszkańców (2,5 mln, z czego 300 tys. rdzennej ludności). Emirat nie jest demokracją, to monarchia absolutna. To także kraj mało rozpoznawalny w świecie futbolu, pozbawiony znanych klubów piłkarskich, z ograniczoną infrastrukturą stadionową. Co więcej, nieznany społeczności międzynarodowej z osiągnięć sportowych (z drobnymi wyjątkami) czy z powszechnej aktywności sportowej. Jest ponadto państwem muzułmańskim, położonym na Półwyspie Arabskim, w niespokojnym regionie nasyconym konfliktami i zagrożonym terroryzmem. Oskarżanym o rażące łamanie praw pracowniczych, szczególnie w odniesieniu do pracowników fizycznych (sposób traktowania robotników budowlanych zatrudnionych na budowie stadionów często określany był przez media mianem współczesnego niewolnictwa). Kolejną odmienność stanowią warunki klimatyczne. Katar leży w klimacie zwrotnikowym, gdzie temperatura waha się od 17?C w styczniu do 44?C w sezonie letnim (dane sprzed zmian klimatycznych). Dodać należy nieznaczną, zaledwie 10-stopniową dobową amplitudę temperatury, która sprawia, że w sezonie letnim wieczorem i nocą (a zatem w porze trwania rozgrywek) nie spada poniżej 30?.

Na wybór Kataru na organizatora rozgrywek tej rangi można spojrzeć pod kątem ryzyk i zagrożeń. Można także dostrzec nowatorstwo i wizjonerstwo takiej decyzji, zamieniając negatywy na pozytywy. Organizację imprezy po raz pierwszy powierzono państwu Bliskiego Wschodu. To wielkie dowartościowanie ponad 1,5-miliardowej społeczności muzułmańskiej, wśród której duży jest odsetek kibiców i osób zainteresowanych piłką nożną. Powielana przez niektóre media i krytyków teza, jakoby piłka nożna w tym regionie nie była zbyt popularna, nie znajduje potwierdzenia, podobnie jak informacja, że Katar musiał "kupić" sobie mistrzostwa, gdyż sam nie miał większych doświadczeń z piłką nożną, a nawet ze sportem w ogóle, jest państwem wysokiego ryzyka i nie ma doświadczenia w organizacji imprez tej skali1. W kwestii korupcji przy wyborze Kataru dotychczas nie postawiono nikomu zarzutów karnych, aczkolwiek od lat mówi się o korupcji FIFA, w związku z czym oskarżeń takich nie można jednoznacznie oddalić.

W ostatnich latach emirat gościł szereg międzynarodowych imprez sportowych, w tym piłkarskich, m.in. igrzyska azjatyckie, mistrzostwa świata w piłce ręcznej, boksie, AFC Asian Group, AFC Champions League, Arabian Gulf Cup, FIFA Arab Cup czy finał Pucharu Turcji w piłce nożnej. Tylko w 2021 r. Katar był gospodarzem 63 wydarzeń sportowych, w tym sześciu mistrzostw świata. Wszystkie imprezy, które odbyły się w Katarze, charakteryzował wysoki poziom organizacji. Szczególnie ważne z punktu widzenia piłkarskich mistrzostw świata były rozgrywki FIFA Arab Cup (2021 r.) oraz finał Pucharu Turcji (2022 r.). Pełniły one funkcję swego rodzaju testu przed mistrzostwami, a odbywając się na obiektach szykowanych na Worldcup, pozwoliły zweryfikować (także przez władze FIFA) stopień przygotowania do mistrzostw, poziom organizacji czy jakość obiektów sportowych2.

W zwycięstwie Kataru rolę nie do przecenienia odegrało zorganizowanie w 2019 r. FIFA Asia Cup. Odbudowanie pokojowych relacji z innymi państwami GCC, co miało miejsce przy tej okazji, było wstępnym warunkiem powodzenia imprezy w 2022 r. Organizacja FIFA Arab Cup w Dosze miała również charakter symboliczny i była swego rodzaju punktem zwrotnym w historii piłki nożnej na Bliskim Wschodzie. Mistrzostwa, reaktywowane po niemal 20 latach, po raz pierwszy odbyły się pod patronatem FIFA. Po raz pierwszy w profesjonalnie zorganizowanej imprezie udało się zebrać wszystkie kraje arabskie mimo wzajemnych konfliktów i animozji. Arab Cup stał się narzędziem, a zarazem symbolem zjednoczenia świata arabskiego poprzez piłkę nożną.

W zamierzeniach Kataru mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2022 r. mają udowodnić, że można przeprowadzić zawody sportowe w tych regionach, które wcześniej były wykluczane z przyczyn klimatycznych (a wybór Dohy wzbudzał najwięcej kontrowersji właśnie z tego powodu). Będzie to istotne wydarzenie dla wielu krajów regionu zwrotnikowego, przecierając szlak dla innych rozgrywek. Z przyczyn klimatycznych FIFA zdecydowała o zmianie terminu przeprowadzenia mistrzostw z sezonu wiosenno-letniego na jesienno-zimowy. Wzbudziło to duży sprzeciw klubów piłkarskich, które oskarżały FIFA o wywrócenie kalendarza rozgrywek piłkarskich. Patrząc jednak na nasilający się kryzys klimatyczny, skutkujący drastycznymi wartościami temperatury w sezonie letnim także w państwach Północy, można podejrzewać, że zmiana terminu mistrzostw (pierwotnie jednorazowa), może po lekkich modyfikacjach zostać na stałe wpisana do kalendarza.

Tegoroczne mistrzostwa będą testem nowego podejścia do organizacji wielkich imprez sportowych i przykładem swoistej demokratyzacji sportu, stanowiąc jednocześnie wielkie dowartościowanie państw i regionów będących wcześniej jedynie tłem dla sportu masowego.

JAK MAŁE PAŃSTWA MOGĄ ZAISTNIEĆ WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE?

Współczesny świat jest bardzo zróżnicowany pod względem politycznym, kulturowym, wyznaniowym, gospodarczym, ale też – wielkości. Emirat Kataru, biorąc pod uwagę terytorium i populację, zalicza się do grupy państw małych. Nie jest jednak wyjątkowy – na 193 kraje członkowskie ONZ aż 75 z nich ma populację mniejszą niż 5 mln. Małe państwa na arenie międzynarodowej postrzegane są przez pryzmat ich relatywnie niskiej zdolności do obrony i małej siły ekonomicznej. Nie dziwi zatem, że są często przedstawiane jako słabi aktorzy o minimalnym wpływie na świat. Najczęściej unikają sporów, dążą do łagodzenia konfliktów, ograniczając swoje działania do regionu. Ich celem jest bezpieczeństwo i przetrwanie.

Katar oczywiście podlega podobnym prawom, z tą jednak różnicą, że miał i ma ambicje odgrywania roli zarówno w regionie, jak i na świecie – i ma do tego stosowne narzędzia. Emirat cechuje się jednym z najwyższych na świecie poziomem PKB per capita, zalicza się też do tej stosunkowo niewielkiej grupy małych państw (obok np. Hongkongu czy Singapuru), których siła gospodarcza i (lub) polityczna jest nieproporcjonalnie duża.

Katar ma szczególne położenie geograficzne, tworzące dla jego egzystencji liczne czynniki ryzyka. Bezpośrednio lub pośrednio sąsiaduje z państwami wielkimi pod względem terytorium i wielokrotnie ludniejszymi: Arabią Saudyjską, Iranem, Turcją i (trochę mniejszymi) Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Wszystkie one prowadzą niezwykle ambitną politykę, dążąc do regionalnego przywództwa. Emirat leży na styku islamu sunnickiego (Półwysep Arabski) i szyickiego (Iran), w jednym z najważniejszych punktów zapalnych współczesnego świata. Z Iranem dzieli ponadto pole gazowe North Field / South Par, co wymaga roztropności i koncyliacyjności przy podejmowaniu decyzji o wydobyciu, w celu uniknięcia oskarżenia o próbę zawłaszczenia złóż. Ostatnim wyzwaniem stojącym przed Katarem jest sama wielkość wydobycia i potencjał pola North Field. Katar jest drugim największym eksporterem gazu LNG na świecie, a złoża gazu stanowią największe bogactwo kraju i podstawę jego dobrobytu. W połączeniu z niewielkimi populacją i obszarem oraz ambicjami sąsiadów jest to dla władz w Dosze ogromnym wyzwaniem. Podstawowym zadaniem staje się zapewnienie bezpieczeństwa i ochrona zasobów.

W teorii stosunków międzynarodowych od dekad toczy się dyskusja o metodach obrony interesów narodowych i suwerenności przy jednoczesnym realizowaniu ambicji politycznych i gospodarczych na arenie międzynarodowej. Dyskusja dotyczy dwóch, a od niedawna trzech koncepcji oceny siły państwa – hard power, soft power oraz smart power. Hard power koncentruje się na potencjale gospodarczym i militarnym jako podstawowych narzędziach osiągania celów, soft power zaś odnosi się do atrakcyjności kulturalnej, politycznej i ekonomicznej oraz na umiejętności pozyskiwania sojuszników czy zdobywania wpływów dzięki atrakcyjności kultury, wartości, instytucji czy też struktur gospodarczych. Kraje osiągają cele w przestrzeni międzynarodowej, wykorzystując szereg platform oddziaływania: mediów, wydarzeń kulturalnych, mediacji, filmu, muzyki czy sportu. Z soft power ściśle wiąże się koncepcja budowy marki państwa.

Smart power z kolei łączy elementy hard i soft power w sposób umożliwiający maksymalizację efektywnos?ci polityki pan?stwa, realizację jego celów obronnych, a zarazem skuteczne wypełnianie interesów narodowych, zdobywanie sojuszników oraz budowę pozycji międzynarodowej.

W działaniach władz emiratu Kataru od lat dostrzec można dobrze przemyślaną koncepcję ochrony suwerenności z wykorzystaniem wszystkich dostępnych narzędzi smart power. Pełna świadomość wspomnianych ograniczeń i zagrożeń uruchomiła poszukiwanie dróg zabezpieczania interesu narodowego i zagwarantowania suwerenności.

Do budowy marki państwa Katar – nowoczesnego, silnego, sprawnego, aktywnego, obliczalnego, pokojowego państwa islamskiego – wykorzystano szereg instrumentów.

Jednym z pierwszych była telewizja Al-Dżazira. Powstała w 1996 r. jako telewizja satelitarna i w ciągu zaledwie 15 lat stała się imperium medialnym zdolnym konkurować z największymi stacjami informacyjnymi świata, symbolem marki państwa, a zarazem jednym z najdroższych i najlepiej rozpoznawalnych znaków towarowych – pierwszym krokiem w osiągnięciu kluczowej dla małego państwa rozpoznawalności globalnej. Jest obecnie podstawowym kanałem informacyjnym świata islamu, platformą prowadzenia polityki zagranicznej i ukazywania działań Kataru na arenie międzynarodowej. W kontekście Worldcup należy wspomnieć o przekształceniu w 2011 r. kanału Al-Dżazira Sport w BeIN Sport, który stał się jednym z większych kanałów sportowych świata, mającym prawa do transmisji szeregu wydarzeń sportowych, zwłaszcza piłkarskich, na rynku bliskowschodnim, amerykańskim, francuskim i hiszpańskim. BeIN Sport z pewnością odegra istotną rolę podczas mistrzostw świata w piłce nożnej w 2022 r.

Innym symbolem marki państwa jest założona w 1993 r. linia lotnicza Qatar Airways, od 1997 r. rozwijana jako luksusowa linia między­kontynentalna. Linia wraz z portem lotniczym w Dosze stały się oknem na świat dla emiratu. Zarówno Qatar Airways jak i stołeczne lotnisko będą odgrywały kluczową rolę w zapewnieniu połączeń dla drużyn i kibiców piłkarskich podczas najbliższych mistrzostw.

INWESTYCJE W PIŁKĘ NOŻNĄ JAKO NARZĘDZIE BUDOWY MARKI PAŃSTWA

Emirat Kataru stanowi unikalne połączenie skali, pozycji ekonomicznej i potencjału. Posiadając ogromny kapitał z eksportu gazu, sięga po różne instrumenty, buduje swoją markę i zdobywa pozycję międzynarodową. Jednym z nich stał się sport.

Inwestycja w sport, biorąc pod uwagę skalę zainteresowania nim na świecie, jest wyborem trafnym. Jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportu jest z kolei piłka nożna. Budowa dzisiejszej pozycji emiratu w sporcie, szczególnie w piłce nożnej, była wielotorowa i trwała konsekwentnie kilka lat.

Ogromną rolę w pozyskaniu imprezy rangi mistrzostw świata odegrało nasycenie emiratu obiektami sportowymi, a także doświadczenie z globalną piłką nożną.

W 2004 r. Katar powołał Aspire Academy for Sports Excellence – akademię, której misją było kształcenie i wychowywanie młodych kadr katarskich sportowców, także spoza emiratu. Aspire Academy ma siedzibę w Aspire Zone, jednym z najlepszych na świecie kompleksów sportowych i ośrodków treningowych. W tym kompleksie znajduje się również ośrodek zdrowia Aspetar, jedno z najpopularniejszych wśród sportowców miejsc rekonwalescencji. Znakomita baza specjalistów od lekarzy ortopedów, psychologów sportowych, specjalistów medycyny sportowej po rehabilitantów sprawiła, że Aspire jest wykorzystywane przez federacje sportowe do organizowania zgrupowań i treningów. Jednymi z najważniejszych grup klientów są związki piłkarskie. Pomysł budowy kompleksu Aspire jest nie do przecenienia w procesie budowy marki państwa i jego pozycji negocjacyjnej w walce o zawody sportowe. Kompleks buduje atmosferę zaufania do Kataru jako zaplecza sportowego, a częste wizyty klubów piłkarskich pozwalają dostrzec Dohę jako miejsce przyjazne piłce nożnej.

Emirat jest również znanym inwestorem w sport, w tym w piłkę nożną. W różnych regionach świata (także w krajach rozwijających się) tworzone są filie Aspire Academy mające na celu poszukiwanie, szkolenie i finansowanie uzdolnionej sportowo (piłkarsko) młodzieży z całego świata. Katar inwestuje także w stadiony sportowe i zaplecze piłkarskie w krajach biednych. Działania te okazały się istotne w kontekście wyboru organizatora mistrzostw świata w 2022 r. Wśród zwolenników przydzielenia Katarowi praw do organizacji mistrzostw było wiele federacji z krajów obdarowanych wcześniej infrastrukturą piłkarską. Sprytna polityka Kataru w ramach smart power z pewnością pomogła osiągnąć ten sukces.

Innym sposobem inwestycji w sport są zakupy klubów piłkarskich, w tym jednego z najsłynniejszych – Paris Saint-Germain (PSG). Była to inwestycja niezwykle opłacalna dla pozycji Kataru, a gra w katarskiej PSG jest marzeniem wielu piłkarzy.

Pozyskiwanie przychylności wobec mistrzostw w Katarze odbywa się dzięki zaangażowaniu gwiazd futbolu, którzy mają pełnić funkcje ambasadorów imprezy – m.in. Xaviego Hernándeza, Tima Cahilla, Cafu, Davida Beckhama. Ich zadaniem będzie promocja imprezy i przyciągnięcie do Kataru kibiców.

Kolejnym elementem polityki sportowej emiratu jest sponsoring wydarzeń i klubów piłkarskich. Sponsoring, ze względu na swój trans­narodowy charakter, przynosi olbrzymią rozpoznawalność sponsorowi, co miało znaczenie podczas ubiegania się o organizację mistrzostw świata. Qatar Foundation stał się więc głównym sponsorem klubu FC Barcelona w latach 2011–2013, zastąpionym następnie przez Qatar Airways. Narodowy przewoźnik jest lub był sponsorem PSG, Bayern Monachium, AS Roma czy Boca Juniors3. W 2017 r. linia podpisała umowę sponsorską z FIFA, stając się partnerem i oficjalną linią lotniczą organizacji. Umowa obowiązuje do 2022 r.

W sponsoring sportu włączono także Qatar Sports Investments (QSI), filię państwowego funduszu majątkowego Qatar Investment Authority, m.in. podpisując szereg umów sponsorskich i przejmując PSG w 2012 r.

MISTRZOSTWA, JAKICH NIE BYŁO

Z wielu wymienionych powodów rozpoczynające się w listopadzie mistrzostwa świata w piłce nożnej przejdą do historii, zaś dla Kataru mają szansę stać się trampoliną do realizacji kolejnych ambicji. Emirat aspiruje bowiem do organizacji olimpiady i paraolimpiady letniej w 2032 r.4 By tak się stało, kluczowa będzie ocena organizacji tegorocznych mistrzostw świata. Na kolejne lata planowana jest także seria mistrzostw świata w Dosze, m.in. w 2023 r. FINA w pływaniu, 2023 r. IJF w judo, zaś w 2030 r. Doha po raz kolejny będzie siedzibą igrzysk azjatyckich.

Do tej pory przy okazji mistrzostw emirat wydał aż 240 mld dol. Nie są to jednak pieniądze przeznaczone wyłącznie na organizację tej imprezy. Mundial stał się kołem zamachowym gospodarki, motywacją do szybkiego ukończenia niezbędnych inwestycji strukturalnych – dróg, parków, metra, ale także np. budowy olbrzymiej dzielnicy mieszkaniowej Lusail City, która po rozgrywkach ma służyć mieszkańcom stolicy (szczególnie młodemu pokoleniu), czy też nowej bazy hotelowej z myślą o rozwoju turystyki. W związku z mistrzostwami emirat bardzo liczy na promocję kraju jako atrakcyjnej destynacji turystycznej.

Na cele mistrzostw zbudowano osiem stadionów, w tym jeden demontowalny, przewidziany na 40 tys. widzów Ras Abu Aboud Stadium. Trzeba wspomnieć także o 136 boiskach treningowych, do których obsiania użyto 140 ton nasion trawy sprowadzonych drogą lotniczą z USA. Warunki klimatyczne stanowią nie lada wyzwanie dla inżynierów terenów zielonych. Przetestowano 36 różnych rodzajów trawy, wystawiając je na różne warunki klimatyczne i inne obciążenia. W rezerwie Doha utrzymuje 425 tys. m2 rezerwowej murawy (odpowiednik 40 boisk piłkarskich)5.

Najwięcej pytań i wątpliwości budzi kwestia temperatury i powszechne korzystanie w trakcie mistrzostw z klimatyzacji, czego ślad węglowy będzie znaczny. Katar wykorzystał mistrzostwa do intensyfikacji postępu technicznego w zakresie technologii chłodzenia wielkich obiektów sportowych. Efektem jest nowatorski i unikatowy projekt klimatyzacji otwartych stadionów, z systemem dysz nadmuchujących chłodne powietrze zarówno do każdego siedzenia na trybunach, jak i na boisko. Według organizatorów klimatyzacja odbywać się będzie z maksymalnym poszanowaniem klimatu – chłodzeniu podlegać będą tylko określone obszary w zaplanowanych godzinach. W celu zapewnienia energii firmy Qatar Emergy oraz Qatar Electricity & Water Company zbudowały ponadto farmę paneli słonecznych. Innowacyjny system chłodzenia stadionów ma być jednym z głównych elementów dziedzictwa katarskich mistrzostw świata. Co najważniejsze, emirat zdecydował się nie chronić tej technologii prawem patentowym, umożliwiając wykorzystywanie jej przez innych6.

Stadiony, co jest zupełną nowością, zlokalizowane są w promieniu mniejszym niż 50 km od stolicy i są dogodnie połączone dzięki nowo zbudowanemu metru. Z jednej strony jest to wielka zaleta rozgrywek, a bliskość obiektów umożliwi chętnym udział w dwóch meczach dziennie, z drugiej jednak tworzy ogromne wyzwanie logistyczne i organizacyjne, kiedy rzesza fanów będzie korzystać z komunikacji w podobnym czasie.

Doha przygotowała 60 tys. miejsc noclegowych, w tym na dwóch wielkich statkach wycieczkowych zacumowanych przy stołecznym nabrzeżu. Inaczej niż w czasie poprzednich mistrzostw gros kibiców będzie mieszkać poza granicami państwa-organizatora, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wykorzystując wszystkie regionalne linie lotnicze do przemieszczania się na mecze i z powrotem. Według szacunków organizatorów w czasie mistrzostw odbywać się będzie dziennie 45–60 lotów na trasie ZEA–Katar. Dodać do tego należy przeloty kibiców z państw Bliskiego Wschodu, Zatoki Perskiej (Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej) i innych. Stanowić to będzie nie lada wyzwanie dla linii lotniczych i dla głównego lotniska przyjmującego w Dosze.

Władze przewidują, że tegoroczne mistrzostwa będą największą imprezą piłkarską w historii. Na trzy miesiące przed jej rozpoczęciem sprzedano już 2,4 mln biletów, kolejne transze są regularnie wprowadzane na rynek i cieszą się wielkim zainteresowaniem (na mistrzostwa świata w Rosji sprzedano 2,5 mln biletów). W tak wielkiej grupie kibiców i w tym regionie kluczowe stają się względy bezpieczeństwa. Emirat korzysta tu z doświadczeń państw, które wcześniej organizowały podobne imprezy (w tym Polski).

Kolejnym wyzwaniem, przed którym stanęli organizatorzy, jest pandemia. Tak wielkie zgromadzenie kibiców na tak małej przestrzeni i w tak krótkim czasie rodzi ogromne zagrożenie epidemiczne. Według organizatorów wypracowano stosowne procedury bezpieczeństwa (powszechne i regularne testowanie, negatywny wynik testu ma być warunkiem wejścia do samolotu czy na stadion), przygotowane są odpowiednie służby oraz punkty medyczne i szpitale gotowe do opieki nad chorymi. Warto dodać, że wszystkie przypadki COVID-19 będą leczone na koszt emiratu. Przez organizatora mają być pokrywane nie tylko koszty leczenia. Bezpłatny ma być także transport publiczny między stadionami, a biletem komunikacji miejskiej ma być bilet na mecz.

Jak podkreślono we wstępie, nie będą to zwyczajne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Mogą stać się platformą spotkania wszystkich kultur, zaś dla świata islamu są nie do przecenienia. Jeśli uda się Katarowi zorganizować imprezę zgodnie z zamierzeniami i pokazywać inne oblicze islamu niż to, które funkcjonuje powszechnie na Zachodzie, czyli podkreślić rzetelność, szacunek, przyjazność, sprawność i kulturę, może się przyczynić do przełamania stereotypowego postrzegania islamu, złagodzenia napięć między nim a Zachodem, a może i zbudować porozumienie między obiema stronami. Byłby to wielki sukces Kataru i umocnienie jego rangi regionalnej i globalnej. Bez wątpienia organizacja mistrzostw ma na celu wzmocnienie marki państwa Katar, stając się zarazem emanacją jego ambicji.

Nade wszystko jednak w założeniach organizatorów wydarzenie to ma przede wszystkim zbliżać narody, przełamywać stereotypy, być wydarzeniem pokojowym – świętem sportu.

 

ADRIANA ŁUKASZEWICZ, PROFESOR AKADEMII LEONA KOŹMIŃSKIEGO W WARSZAWIE

1 M. Al-Rantisi, World Cup in Qatar: Sports Diplomacy as a Soft Power Instrument, "Politics Today", 8 lutego 2022 r., https://politicstoday.org [dostęp 21.08.2022].

2 A. Muralidharan, Asian Cup, Club World Cup, Arab Cup and more – All the tournaments Qatar have hosted in the run-up to 2022 World Cup, "Goal", 25 lipca 2022 r., www.goal.com [dostęp 24.08.2022].

3 D. Owen, Leading sports sponsor Qatar Airways lands $2 billion advance after "difficult" year, "Inside the Games", 30 września 2020 r., www.insidethegames.biz; N. Vincent, Qatar Airways' Football Sponsorships as a Foreign Policy Strategy, Center for International and Regional Stu­dies, Georgetown University Qatar, 26 maja 2021 r., https://cirs.qatar.georgetown.edu [dostęp 25.08.2022].

4 Qatar Olympic Committee reaffirms commitment to hosting the Olympic and Paralympic Games 2032, Qatar Olympic Committee, 5 marca 2021 r., www.olympic.qa [dostęp 25.08.2022].

5 A. Mills, Qatar's World Cup turf needs chilled stadiums, desalinated water to thrive, Reuters, 21 lutego 2022 r., www.reuters.com [dostęp 26.08.2022].

6 H. Abdallah, How exactly will Qatar deliver a 'cool' World Cup 2022 in the desert heat?, "Doha News", 19 października 2021 r., https://dohanews.co [dostęp 26.08.2022].

ALEKSANDRA MARIA SPANCERSKA

TURCJA – WSCHODZĄCA GWIAZDA PRZEMYSŁU ZBROJENIOWEGO

W dniach 30 sierpnia – 4 września br. nad Morzem Czarnym odbyła się piąta edycja Teknofestu – największego festiwalu lotniczego i technologicznego w Turcji. Podczas wydarzenia promowano m.in. bezzałogowe statki powietrzne typu Bayraktar TB2 oraz Bayraktar Ak?nc?, a twórca sukcesów tureckich dronów, Selçuk Bayraktar, po raz pierwszy zaprezentował zwiedzającym prototyp bezzałogowego samolotu myśliwskiego Bayraktar K?z?lelma. Skuteczne wykorzystanie tureckiego sprzętu wojskowego na polach bitewnych m.in. w Syrii, Libii, Górskim Karabachu, a ostatnio na Ukrainie spowodowało, że Turcja zyskała rozpoznawalność na forum międzynarodowym i stała się wschodzącą gwiazdą przemysłu zbrojeniowego.

Rozwój rodzimego przemysłu obronnego ma pomóc Turcji w osiągnięciu niezależności w dziedzinie gospodarczej, obronności i techno­logicznej, zwiększeniu eksportu, zmobilizowaniu elektoratu konserwatywno-nacjonalistycznego oraz podniesieniu prestiżu na forum międzynarodowym. Przyczyni się do tego podtrzymywanie narodowego ruchu technologicznego (tur. milli teknoloji hamlesi) i ideologii postępu jako walki narodowej – ważnej składowej tureckiej myśli konserwatywnej.

DETERMINANTY ROZWOJU PRZEMYSŁU ZBROJENIOWEGO W TURCJI

Od czasu nałożenia przez Stany Zjednoczone w 1974 r. embarga na eksport broni do Turcji w związku jej operacją wojskową na Cyprze rozwój przemysłu obronnego zajął centralne miejsce w państwotwórczym myśleniu tureckich decydentów. Po wydarzeniach lat 70. XX w. kolejnym punktem zwrotnym, który utwierdził rządzących w przeświadczeniu o konieczności podjęcia działań na rzecz samowystarczalności, było podjęcie walki z PKK (Partia Pracujących Kurdystanu) w latach 80. XX w. w celu zwalczania tendencji separatystycznych. Strona turecka uznała, że Zachód nie potrafi w skuteczny sposób okazać jej wsparcia w eliminowaniu zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa. Przekonanie to miało wpływ na sposób myślenia elit politycznych, które doszły do wniosku, że w interesie narodowym Turcji jest rozwój rodzimego sektora zbrojeniowego, dzięki któremu mogłaby prowadzić samodzielne operacje militarne wymierzone w bojowników PKK i filie tego ugrupowania, nie tylko na terytorium Turcji, ale także w Iraku i Syrii. Nie bez znaczenia dla rozwoju tureckiej zbrojeniówki okazało się także wykluczenie Turcji z programu rozwoju i produkcji myśliwca piątej generacji F-35 w lipcu 2019 r. Na decyzję administracji Donalda Trumpa wpłynęło pozyskanie przez Turcję systemu obrony przeciwlotniczej S-400 w 2017 r. W związku z tymi wydarzeniami tureccy decydenci uznali, że to dobry czas, aby rozpocząć prace nad narodowym samolotem bojowym, znanym także pod nazwą TAI TF-X (Turkish Fighter X).

SEKTOR ZBROJENIOWY A TURECKA POLITYKA ZAGRANICZNA

W historii Republiki Turcji wojsko zawsze odgrywało istotną rolę w strukturze państwowej. Oprócz wypełniania tradycyjnej roli kemalistowskiego "strażnika świeckości", wielokrotnie ingerowało w sytuację wewnętrzną w państwie poprzez przeprowadzanie zamachów stanu (w 1960 i 1980 r., a także wymusiło dymisję rządów w 1991 i 1997 r.). Objęcie władzy przez Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w 2002 r. zapoczątkowało proces podporządkowywania wojska władzom cywilnym, co nasiliło się po nieudanej próbie zamachu stanu z 15 lipca 2016 r. Decydenci dokonali redefinicji dotychczasowych stosunków między wojskiem a elitą rządzącą, podporządkowując sobie armię1. Dwa lata później w wyniku referendum konstytucyjnego w 2018 r. Turcja przeszła z systemu parlamentarno-gabinetowego do prezydenckiego, co wiązało się z bezprecedensowym umocnieniem pozycji Recepa Tayyipa Erdo?ana w aparacie władzy.

Ograniczeniu autonomii tureckich sił zbrojnych towarzyszy także wzrost asertywności w zakresie realizowania polityki zagranicznej. Ewolucja środowiska międzynarodowego związana z wybuchem arabskiej wiosny w 2011 r., wojna domowa w Syrii, która rozpoczęła się w tym samym roku, oraz działalność podmiotów niepaństwowych takich jak tzw. Państwo Islamskie oraz Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) sprawiły, że dla tureckich decydentów priorytetem stało się bezpieczeństwo w najbliższym sąsiedztwie. Po 2011 r. działalność organizacji terrorystycznych w jeszcze większym stopniu bezpośrednio zagroziła bezpieczeństwu wewnętrznemu państwa tureckiego. Ponadto AKP, pozostająca w sojuszu z nacjonalistyczną Partią Ruchu Narodowego (MHP), nie mogła pozwolić na urzeczywistnienie wizji kurdyjskiego parapaństwa, identyfikowanego jako zagrożenie dla scentralizowanego modelu państwa tureckiego. Wyrazem tego były przeprowadzone dotychczas operacje militarne w północno-wschodniej części Syrii, takie jak "Tarcza Eufratu" (2016), "Gałązka oliwna" (2018), "Krynica pokoju" (2019), "Tarcza wiosny" (2020).

Tureckie zaangażowanie militarne nie ogranicza się jedynie do bezpośredniego sąsiedztwa. W wyniku wydarzeń arabskiej wiosny doszło do obalenia Muammara Kaddafiego w Libii, a państwo pogrążyło się w chaosie, po czym wyłoniły się dwa opozycyjne ośrodki władzy – Rządu Zgody Narodowej (RZN) i Libijskiej Armii Narodowej (LNA). Uznaniem międzynarodowym cieszył się stojący na czele RZN Fajiz as-Sarradż, sprawujący władzę w Trypolisie. Był on sojusznikiem Turcji, która wydatnie go wspierała (tureccy żołnierze szkolą libijskich, według doniesień prasowych Turcja przerzuciła też do Libii bojowników z Syrii, aby walczyli w wojnie domowej po stronie RZN). Turecki prezydent gościł libijskiego polityka w Stambule pod koniec listopada 2019 r. Podczas spotkania podpisano dwa memoranda, co przyczyniło się do zacieśnienia współpracy między państwami, m.in. na płaszczyźnie militarnej. W związku z przekonaniem o konieczności zapewnienia stabilności w Libii w styczniu 2020 r. Turcy rozpoczęli wysyłanie tam swoich wojsk. W czerwcu br. podczas obrad w parlamencie, mimo braku jednomyślności wśród ugrupowań politycznych, przyjęto wniosek prezydencki o przedłużenie okresu zezwalającego na wysłanie wojsk tureckich do Libii o kolejne 18 miesięcy. Zdaniem prezydenta Erdo?ana Turcja musi zabezpieczyć swoje regionalne interesy w basenie Morza Śródziemnego i w Afryce Północnej. Tureckie zaangażowanie w Libii nie ogranicza się do zapewnienia siłom libijskim szkolenia wojskowego, ale także obejmuje eksport broni. Turcja dostarcza m.in. bezzałogowe statki powietrzne Bayraktar TB2, które pozwoliły siłom rządowym na początku 2020 r. odeprzeć ofensywę gen. Chalify Haftara na Trypolis. Ponadto w maju br. Libijskie Siły Powietrzne (LAF) podpisały umowę z Tureckim Przemysłem Lotniczym (TUSAŞ) na zakup lekkiego samolotu szkoleniowo-bojowego Hürkuş-C.

Również podczas drugiej odsłony wojny o Górski Karabach w 2020 r. Turcja wsparła Azerbejdżan, także na płaszczyźnie militarnej, w myśl hasła "jeden naród, dwa państwa" (tur. tek millet, iki devlet). W konfrontacji z siłami ormiańskimi szkolonymi przez Rosjan Azerowie wykorzystali taktykę wojskową opartą na atakach tureckich bezzałogowych statków powietrznych w połączeniu z naziemnym ostrzałem artyleryjskim, co zapewniło Azerbejdżanowi zwycięstwo.

Wskutek zmian instytucjonalnych związanych z przejściem Turcji na system prezydencki proces decyzyjny został zdominowany przez Erdo?ana, który za jeden z celów stawia sobie wzmocnienie sektora obronnego. Służy to umacnianiu relacji politycznych i gospodarczych z państwami, do których Turcy dostarczają broń lub lokują w nich zagraniczne bazy wojskowe (Somalia, Katar, Irak). Po zwycięstwie Azerbejdżanu w wojnie o Górski Karabach zawarł on z Turcją sojusz wojskowy, którego celem jest współkształtowanie systemu bezpieczeństwa na Kaukazie Południowym. Turcja i Ukraina w 2020 r. podpisały umowę o współpracy wojskowej, a dwa lata później, w 30. rocznicę nawiązania stosunków dyplomatycznych, umowę o wolnym handlu. Decyzja polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej o zakupie 24 tureckich dronów Bayraktar TB2 wpłynęła m.in. na pogłębienie współpracy politycznej, np. parlamentów obu państw, i doprowadziła do ożywienia dyskusji o dialogu między Turcją, Rumunią a Polską. Strona turecka deklaruje chęć podniesienia tego mechanizmu do poziomu przywódców państw, co jest ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Dobrym przykładem tego, w jaki sposób turecki sektor obronny przyczynia się do zwiększenia atrakcyjności Turcji jako partnera politycznego, jest wykorzystanie dronów jako narzędzia dyplomacji. Użycie ich w działaniach prowadzonych przez Ukrainę przeciwko Rosji spowodowało, że tureckie drony stały się elementem światowej popkultury, a o słynnych bayraktarach zaczęły powstawać piosenki. Na Litwie, w Polsce, w Norwegii zorganizowano oddolne zbiórki funduszy na zakup tureckiego drona, a firma Baykar z powodzeniem wykorzystała sukces swojego sprzętu i kilkukrotnie przekazała Ukrainie nieodpłatnie bezzałogowe statki powietrzne, natomiast zebraną kwotę poleciła przekazać na pomoc humanitarną. Podczas wrześniowego spotkania Wołodymyra Zełenskiego z dyrektorem generalnym firmy Baykar omówiono szczegóły budowy fabryki tureckich dronów na Ukrainie, a Haluk Bayraktar otrzymał od Zełenskiego Order Zasługi I stopnia. Dzięki przemyślanej polityce Turcy udowodnili, że hard power może przyczynić się do wytworzenia soft power.

PRODUKTY ORAZ KIERUNKI EKSPORTU TURECKIEGO SEKTORA ZBROJENIOWEGO

Prezydent Erdo?an, który opowiada się za stymulowaniem inwestycji krajowych i wspieraniem sektorów zorientowanych na eksport, jest przekonany, że rozwój sektora zbrojeniowego przyniesie korzyści tureckiej gospodarce. Wartość tureckiego sektora obronnego wzrosła z 1 mld dol. w 2002 r. do 11 mld dol. w 2020 r., z czego ponad 3 mld przypadało na eksport. Uczyniło to Turcję 14. największym światowym eksporterem obronności, co stanowi istotną różnicę w porównaniu z rokiem 1999, kiedy Turcja była jej trzecim co do wielkości importerem2.

Do najważniejszych firm tureckiego sektora zbrojeniowego należą:

1) TUSAŞ (Türk Havac?l?k ve Uzay Sanayii, Turecki Przemysł Lotniczy), założony w 1973 r. pod auspicjami Ministerstwa Przemysłu i Technologii Republiki Turcji w celu zmniejszenia zależności od importu z zagranicznego. Firma produkuje m.in. śmigłowiec szturmowy T-129 ATAK, samolot szkolno-treningowy HÜRKUŞ oraz bezzałogowe statki powietrzne typu ANKA.

2) Aselsan (Askerî Elektronik Sanayi, Wojskowy Przemysł Elektroniczny), założony w 1975 r. w celu produkcji sprzętu komunikacyjnego. Od 1990 r. broń produkowana przez firmę Aselsan jest zintegrowana ze wszystkimi systemami uzbrojenia Sił Zbrojnych Turcji (Türk Silahl? Kuvvetleri). Firma jest głównym dostawcą sprzętu awionicznego, lotniczego i morskiego.

3) Roketsan (Roket Sanayii ve Ticaret, Handel i Przemysł Rakietowy), założony w 1988 r. w celu projektowania, rozwoju i produkcji rakiet. Od lat 90. XX w. produkuje pociski TR-107 i TR-122 (zasięg odpowiednio 11 km i 40 km) oraz system rakiet przeciwpancernych średniego zasięgu OMTAS. Firma jest uznawana za jedną z najważniejszych w dziedzinie produkcji rakiet i amunicji wykorzystywanej w operacjach lotniczych.

4) Havelsan (Hava Elektronik Sanayii, Przemysł Elektroniki Lotniczej), założony w 1982 r., od 1985 r. w 98% należy do Fundacji Tureckich Sił Zbrojnych. Firma produkuje oprogramowanie i symulatory lotu, mające na celu przygotowanie pilotów do platform powietrznych nowej generacji.

5) Baykar (Baykar Makina Sanayi ve Ticaret A.Ş., nazwa pochodzi od nazwiska założyciela firmy Özdemira Bayraktara), założony w 1986 r. Od 2000 r. przy udziale inżynierów drugiego pokolenia rodziny, czyli Haluka, Selçuka i Ahmeta Bayraktarów firma rozpoczęła prace związane z rozwojem bezzałogowych statków powietrznych3.

Do głównych produktów tureckiego sektora zbrojeniowego można zaliczyć:

1) W zakresie wojsk lądowych: czołg Kaplan MT, pojazd zaopatrujący w amunicję POYRAZ, wóz opancerzony COBRA, taktyczny kołowy pojazd pancerny HIZIR 4x4, pojazd z ochroną przeciwminową K?RP?, pojazd opancerzony FNSS PARS, wóz bojowy typu MRAP, czołg Altay (silnik pozyskany z Korei Południowej, planowane wprowadzenie do służby w 2023 r.);

2) W zakresie sił powietrznych: system obrony powietrznej Hisar (faza rozwojowa), samolot szkolno-treningowy HÜRKUŞ, helikopter GÖKBEY, lekki samolot szturmowy HÜRJET (faza projektowa), śmigłowce szturmowe T-129 ATAK, bezzałogowy samolot myśliwski Bayraktar K?z?lelma (prototyp), bezzałogowe statki powietrzne: Anka Aksungur, Bayraktar Ak?nc?, Bayraktar TB2, STM KARGU, Karayel, Bayraktar TB-3 (w fazie projektowej). Po 2019 r., gdy Turcja została wykluczona z programu produkcji oraz rozwoju myśliwca piątej generacji F-35 ze względu na pozyskanie od Rosji systemu S-400, zwiększyła wysiłki na rzecz rozwoju narodowego samolotu bojowego Milli (Milli Muharip Uçak), który pozostaje w fazie badań, a dotychczasową przeszkodą były trudności z pozyskaniem silnika od firmy Rolls-Royce. Realizacja projektu może w najbliższym czasie ulec przyspieszeniu w związku z ubiegłoroczną decyzją Wielkiej Brytanii o zniesieniu ograniczeń eksportu produktów obronnych do Turcji, które zostały wprowadzone po tureckiej operacji militarnej w północno-wschodniej Syrii w 2019 r.;

3) W zakresie marynarki wojennej: korwety typu Ada: TCG Heybeliada (F-511), TCG Büyükada (F-512), TCG Burgazada (F-513), TCG K?nal?ada (F-514). Fregata TCG ?stanbul (F-515), wyprodukowana w ramach narodowego programu okrętów wojennych Republiki Turcji (M?LGEM), została zwodowana w styczniu 2021 r. i ma trafić do tureckiej marynarki wojennej w 2023 r.;

4) W zakresie elektroniki: mobilny system walki elektronicznej KORAL, M?LKAR-3A3 Mobile V/UHF Electronic Attack System;

5) W zakresie obrony przeciwlotniczej i artylerii: haubice T-155 F?rt?na, haubica Panter, taktyczna rakieta krótkiego zasięgu BORA, pocisk przeciwpancerny Karaok, systemy rakietowe firmy Roketsan (np. Atmaca).

W okresie od stycznia do listopada 2021 r. wśród sześciu państw, do których Turcja wyeksportowała najwięcej produktów swojego przemysłu obronnego, znalazły się: USA (1 mld dol.), Azerbejdżan (192,1 mln dol.), Katar (180,5 mln dol.), Zjednoczone Emiraty Arabskie (161,4 mln dol.), Niemcy (142,8 mln dol.) oraz Ukraina (123,2 mln dol.). Od stycznia do maja ub.r. największy wzrost eksportu w ujęciu rocznym nastąpił w przypadku Afryki. Eksport do państw afrykańskich wzrósł w tym okresie 11-krotnie i sięgnął 61 mln 207 tys. dol.4 Wynika to m.in. z tego, że od czasu objęcia władzy przez ugrupowanie AKP Turcja rozpoczęła inicjatywę "otwarcia na Afrykę". Stosunkowo nowym trendem w eksporcie produktów tureckiego sektora zbrojeniowego jest Azja Południowa. W kwietniu br. tureckie śmigłowce ATAK, przystosowane do wypełniania misji w wysokich temperaturach, po raz pierwszy trafiły na Filipiny. Współpraca obronna jest ważną częścią strategicznego partnerstwa Turcji z Pakistanem. W 2003 r. państwa te ustanowiły dialog wojskowy wysokiego szczebla. W lipcu 2018 r. pakistańska marynarka wojenna podpisała kontrakt na zakup czterech okrętów klasy M?LGEM z państwową turecką firmą zbrojeniową ASFAT. Według ustaleń dwie korwety mają powstać w Turcji, a dwie kolejne w Pakistanie, co jednocześnie będzie związane z transferem technologii5. Do przyszłych kierunków eksportowych, na które zorientowana jest Turcja, należą Indonezja i Malezja – główny partner handlowy Turcji wśród państw zrzeszonych w ASEAN-ie6 oraz ważne państwo w ramach ogłoszonej w 2019 r. przez Turcję Inicjatywie Odnowy Azji (Asia Anew Initiative).

TURECKI SEKTOR ZBROJENIOWY A POLITYKA WEWNĘTRZNA

Turecki przemysł obronny jest w znacznym stopniu kontrolowany przez Erdo?ana oraz członków jego politycznego otoczenia i rodziny W styczniu br. prezydent Turcji uczestniczył w ceremonii otwarcia Centrum Inżynierii Lotnictwa Bojowego, budynku produkcji kompozytów, Centrum Inżynierii Systemów Kosmicznych, Centrum Kontroli Napraw Komponentów na Poziomie Fabrycznym. Obiekty zostały zbudowane przez TUSAŞ7, znajdują się w wyspecjalizowanej strefie przemysłowej w Ankarze i mają służyć zwiększeniu produkcji w myśl hasła "krajowe i lokalne" (tur. milli ve yerli), a także przyczynić się do podbudowania tureckiej dumy narodowej. Ponadto Erdo?an jest zaangażowany we wspieranie młodzieży zainteresowanej technologią poprzez wydarzenia takie jak Teknofest. Organizowany od 2018 r. festiwal promuje osiągnięcia Turcji, przede wszystkim produkty jej sektora obronnego. Wydarzenie jest współtworzone m.in. we współpracy z Prezydencją Przemysłu Obronnego Republiki Turcji oraz Sztabem Generalnym, tradycyjnie biorą w nim udział prezydent Turcji oraz m.in. Selçuk Bayraktar, współautor sukcesu tureckich dronów, a prywatnie zięć głowy państwa. Wydarzenie co roku przyciąga tysiące zainteresowanych i promuje narodowy ruch technologiczny oraz jest przedstawiane jako wyraz patriotyzmu. Młodzież, która uczestniczy w festiwalu promowanym przez władze państwowe, określana jest przez Erdo?ana mianem "pokolenia Teknofest" (tur. Teknofest kuşa??).

W przekonaniu tureckich decydentów rozwój rodzimego sektora zbrojeniowego pozwala na wdrażanie decyzji – z sojusznikami lub bez nich – w kluczowych sprawach związanych z tureckim bezpieczeństwem narodowym8. Taki sposób myślenia znajduje odzwierciedlenie w wypowiedzi Erdo?ana, który zauważył, że "siła polityczna, gospodarcza i militarna Turcji to nie wybór, to obowiązek"9. Według ministra przemysłu i technologii Mustafy Varanka priorytetem Turcji jest "rozwój technologii krytycznych na poziomie lokalnym i krajowym, oferowanie konkurencyjnych produktów i usług w dziedzinach zaawansowanych technologii [...]" oraz "uczynienie Turcji globalnym hubem w dziedzinie przemysłu, technologii i obronności"10. ?smail Demir, przewodniczący Prezydencji Przemysłu Obronnego, utrzymuje, że strategicznym celem Turcji jest "uniezależnienie tureckiego przemysłu obronnego w 100% do 2053 r., zwiększenie jego zdolności eksportowych do 50 mld dol. oraz znalezienie się co najmniej 10 tureckich firm zbrojeniowych wśród 100 największych firm na świecie"11.

WNIOSKI

Turecki przemysł zbrojeniowy przeszedł ewolucję od uzależnienia od importu do budowania własnej rozpoznawalnej, globalnej marki. Turcja poprzez zwiększanie swojego potencjału militarnego aspiruje do stania się mocarstwem regionalnym, a z czasem globalnym. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w haśle, jakim posługuje się turecka dyplomacja – "silna dyplomacja na polu bitwy i przy stole negocjacyjnym" (tur. sahada ve masada güçlü diplomasi).

Mimo że osiągnięcie autarkii obronnej do 2053 r. wydaje się mało prawdopodobne, rozwój sektora zbrojeniowego stał się ważnym instrumentem tureckiej polityki zagranicznej. Od czasu rosyjskiej agresji na Ukrainę kolejne państwa wyrażają zainteresowanie rozwojem współpracy z Turcją na płaszczyźnie sektora obronnego, jak choćby Kazachstan – w maju br. państwa podpisały porozumienie w sprawie wspólnej produkcji systemów bezzałogowych ANKA. Ponadto zainteresowanie produktami tureckiej zbrojeniówki wyraziły Bangladesz oraz Węgry. Niemniej ambitny cel rozwoju narodowego ruchu technologicznego, wbrew oczekiwaniom tureckich decydentów, może zostać zakłócony przez szereg czynników. Po pierwsze, w dalszym ciągu znaczna część tureckiego przemysłu obronnego jest uzależniona od zachodniej technologii wojskowej. Turcy zaopatrują się m.in. w silniki do śmigłowca T-129 ATAK w spółce joint venture Rolls-Royce i firmie Honeywell, a w silniki do czołgu Altay w Korei Południowej. Po drugie, Turcja jest zaangażowana w projekty kooperacyjne z zagranicznymi partnerami, np. czołg Kaplan MT powstał we współpracy z Indonezją. Kolejnym wyzwaniem jest deprecjacja tureckiej waluty i związane z tym zjawisko drenażu mózgów. Jak wskazują badania sondażowe, wielu młodych Turków po ukończeniu wyższych studiów podejmie decyzję o migracji na Zachód w poszukiwaniu wyższych zarobków i lepszych warunków rozwoju potencjału intelektualnego.

Doświadczenie embarga, walka z PKK, sankcje za zakup systemu S-400 od Rosji oraz wykluczenie z programu produkcji F-35 dały Turkom asumpt do rozwoju własnego przemysłu obronnego. Produkty tureckiej zbrojeniówki stały się jednym z narzędzi polityki zagranicznej, umożliwiającym tworzenie i pogłębianie sojuszy politycznych. W polityce wewnętrznej stymulują gospodarkę oraz rozwój technologiczny, a także ułatwiają Erdo?anowi mobilizację elektoratu konserwatywno-nacjonalistycznego i podbudowanie tureckiej dumy narodowej, co będzie szczególnie eksponowane przez obóz rządowy w trakcie kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi w 2023 r.

 

ALEKSANDRA MARIA SPANCERSKA, ANALITYCZKA, POLSKI INSTYTUT SPRAW MIĘDZYNARODOWYCH

1 M. Chudziak, Kadry decydują o wszystkim – reforma armii w Turcji, "Komentarze OSW", nr 274, 26 czerwca 2018 r., www.osw.waw.pl [dostęp 7.08.2022].

2 F. Gurini,Turkey's Unpromising Defense Industry, Carnegie Endowment for International ­Peace, 9 października 2020 r., www.carnegieendowment.org [dostęp 19.09.2022].

3 M. Al-Wahaib, Türkiye'de Son 5 Y?lda Yaşanan Gelişmeler, Savunma Sanayi 2015–2020, "Ayam", 4 czerwca 2021 r., ayam.com.tr [dostęp 7.08.2022].

4 Z. Çetinkaya, Türk savunma ve havac?l?k sektöründen 'Afrika' ata??, "AA", 11 czerwca 2021 r., www.aa.com.tr [dostęp 7.08.2022].

5 S. Ozer, Turkiye pledges all support to boost Pakistan's military infrastructure, "AA", 20 maja 2022 r., www.aa.com.en [dostęp 7.08.2022].

6 M. Aydogan, Turkey, Malaysia agree to improve defense industry cooperation, "AA", 20 grudnia 2021 r., www.aa.com.en [dostęp 7.08.2022].

7 M. Tosun, E. Kaplan, Y.N. Gündo?muş, Cumhurbaşkan? Erdo?an: ?HA, S?HA ve T?HA üretiminde art?k dünyan?n ilk 3 ülkesi içindeyiz, "AA", 6 stycznia 2022 r., www.aa.com.tr [dostęp 7.08.2022].

8 M. Yeşiltaş, Deciphering Turkey's Assertive Military and Defense Strategy: Objectives, Pillars, and Implications, "Insight Turkey" 2020, t. 22, nr 3, www.insightturkey.com, s. 96 [dostęp 7.08.2022].

9 E. Kaplan, Z.F. Beyaz, A.K. Akan, S. Şahin, Cumhurbaşkan? Erdo?an: D?şişleri Bakan?m?z Rusya ve Ukrayna'ya gidecek, "AA", 15 marca 2022 r., www.aa.com.tr [dostęp 7.08.2022].

10 Sanayi ve Teknoloji Bakan? Mustafa Varank: Milli Teknoloji Hamlesi Bu Ülkenin Hem Gelece?i Hem Refah? Hem De Ba??ms?zl???d?r, "Kriter", luty 2022, nr 65, www.kriterdergi.com [dostęp 7.08.2022].

11 A. Bakeer, Challenges threaten the rise of Turkey's defense industry, "MEI@75", 14 maja 2019 r., www.mei.edu [dostęp 7.08.2022].

JAKUB GAJDA

KILKA DETALI NEGOCJACYJNEJ EPOPEI NUKLEARNEJ

Złagodzenie sankcji nałożonych na Iran w zamian za ograniczenie przez władze tego państwa programu nuklearnego – oto główne cele trwających od ponad roku negocjacji, których finał w ostatnich miesiącach kilkukrotnie przybliżał się i oddalał. Stawka rozgrywki w zmieniającym się środowisku międzynarodowym pozostaje wysoka przede wszystkim dla Iranu i Zachodu, ale w efekcie porozumienia nuklearnego lub ostatecznego fiaska negocjacji wiele zyskać bądź stracić mogą również inni światowi gracze. W dobie rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie, amerykańsko-chińskich napięć wokół Tajwanu, poważnych zmian w sąsiadującym z Iranem Pakistanie czy niepokojów w Iraku kwestia tzw. nowej umowy nuklearnej z Iranem (Joint Comprehensive Plan of Action, JCPOA) może okazać się kluczem do równowagi nie tylko w Azji.

Brak przełomu w sprawie irańskiego programu nuklearnego oraz przyszłego statusu Iranu na arenie międzynarodowej usprawiedliwić można dynamiką kształtowania się sytuacji na świecie. Już w lutym br. w Teheranie słychać było opinie, że podpisanie nowej umowy JCPOA jest kwestią najwyżej kilku tygodni. Z otoczenia władz, jak również ze środowisk biznesowych płynęły opinie, że porozumienie w nowej formie może i nie będzie dla państwa najkorzystniejsze, ale zasadniczo jest sprawą przesądzoną i dzięki niemu część nałożonych na Iran sankcji zostanie wkrótce cofnięta, a irańska ropa zasili światowe rynki. Iran spodziewałby się wówczas pożądanego zastrzyku finansowego i silnego bodźca do rozwoju gospodarczego, co jest głównym celem negocjacyjnym władz. Rozwój gospodarczy miałby się przełożyć na sukces w budowaniu regionalnej potęgi na Bliskim Wschodzie, nie tylko w wymiarze gospodarczym. Poza możliwością swobodnego handlu surowcami energetycznymi i dostępem do światowego systemu bankowego (SWIFT), czego brak obecnie utrudnia transakcje handlowe, w obszarach nieobjętych sankcjami Iran posiada zasadniczo wszelkie instrumenty, aby gospodarczo, ale również w dużej mierze politycznie i ideo­logicznie zdominować otoczenie. Taki stan rzeczy budzi uzasadniony niepokój u regionalnego rywala – Arabii Saudyjskiej, a także w Izraelu, określanym w Iranie pogardliwym mianem "reżimu syjonistycznego". Władze tych państw niezmiennie czują obawę przed rosnącym w siłę Iranem. Jakkolwiek przedstawiciele Arabii Saudyjskiej i Izraela nie biorą udziału w toczących się rozmowach, z ich stanowiskiem liczą się aktywni negocjatorzy. Obawy Izraela dotyczące bezpieczeństwa podzielają przede wszystkim Stany Zjednoczone – najważniejsza strona przyszłego układu z Iranem.

Poza analizą płaszczyzn sporu i obaw pojawiających się na linii Iran–USA warto zastanowić się nad rolą innych państw w procesie negocjacji szczegółów JCPOA oraz nad związanymi z tym procesem indywidualnymi interesami stron. W tym kontekście wydaje się czytelne, że porozumienie nuklearne światowych mocarstw z Iranem jest tak samo wyczekiwane przez jednych, co budzące kontrowersje wśród drugich. Cele stron zaangażowanych w proces są zróżnicowane i w niektórych punktach wzajemnie się wykluczają.

Z perspektywy Polski – państwa europejskiego, członka Unii Europejskiej (strony biorącej aktywny udział w negocjacjach), jednocześnie państwa sąsiadującego z Ukrainą – współpraca z Iranem w sektorze energetycznym w obliczu konfliktu z Rosją może stanowić remedium na uzależnienie całej Wspólnoty od rosyjskich paliw. Na "paliwową odwilż" nie trzeba by było (teoretycznie) długo czekać, ponieważ duży wolumen irańskiej ropy jest obecnie zmagazynowany i po ewentualnym zniesieniu sankcji stanie się od razu dostępny. Ewentualne stabilne relacje z Iranem w niedalekiej przyszłości dadzą ponadto szansę na pozyskanie alternatywnego źródła gazu dla Europy. Współpraca z wolnym od sankcji państwem niesie za sobą szereg możliwości rozwoju także w innych dziedzinach. Iran jest potencjalnym rynkiem zbytu dla produktów i technologii, które zaoferować mogą europejskie koncerny, ma stosunkowo dobrze rozwinięte pozanaftowe sektory gospodarki (np. metalurgiczny), a ze względu na położenie między Morzem Kaspijskim i Zatoką Perską może stać się dużym tranzytowym i handlowym hubem dla Bliskiego i Środkowego Wschodu. Z takiego stanu rzeczy mogłyby korzystać państwa UE. Co istotne, Iran nie stanowił nigdy zagrożenia dla systemu bezpieczeństwa w Europie, jakkolwiek pewien cień rzuciła współpraca militarna z Rosją w ostatnich miesiącach, czemu przyjrzymy się w dalszej części artykułu.

Można zauważyć, że stanowisko w sprawie Iranu komplikuje kwestia zróżnicowanego położenia geograficznego państw Zachodu. Ci członkowie Unii Europejskiej, którzy sąsiadują z Bliskim Wschodem, mogliby z pewnością dużo skorzystać na powrocie do JCPOA, inaczej perspektywy współpracy z Iranem postrzegane są jednak przez Amerykę Północną. Stany Zjednoczone mimo inicjatywy prezydenta Bidena, która faktycznie umożliwiła powrót do dysputy, w przywróceniu JCPOA mają zdecydowanie mniej interesu niż partnerzy z UE. Sytuacja na Bliskim Wschodzie nie ma tak silnego i bezpośredniego wpływu na Stany Zjednoczone, jak ma to miejsce w kontekście europejskim. Po podpisaniu umowy szanse na bezpośrednią współpracę Iranu z USA w dziedzinie handlu i gospodarki są również minimalne. Mimo to kwestia porozumienia z Iranem nie stanowi dla Stanów Zjednoczonych sprawy nieistotnej.

W kontekście zbliżających się midterm elections (zaplanowanych na 8 listopada 2022 r.) należy podkreślić, że podpisanie umowy z Iranem mogłoby dać obecnym władzom z Joe Bidenem na czele pozytywne rozwiązanie wrażliwego społecznie tematu wysokich cen paliw. Obniżenie ceny baryłki ropy naftowej do poziomu poniżej 90 dol., co można by osiągnąć dzięki porozumieniu nuklearnemu, byłoby odebrane przez Amerykanów jako oczywista zasługa Demokratów. Drugą bezsprzeczną korzyścią dla USA z ewentualnego wskrzeszenia JCPOA byłoby częściowe odcięcie Rosji od możliwości finansowania wojny z Ukrainą. Większa podaż ropy i spadek cen tego surowca dodatkowo zachwiałyby pozycją Rosji, która już obecnie zmuszona jest sprzedawać swe surowce po mocno zaniżonych cenach. Pojawienie się realnej paliwowej alternatywy osłabiłoby siłę rosyjskiego szantażu wobec UE, co wzmocniłoby jedność Zachodu (pod przywództwem USA) w przeciwdziałaniu agresji Kremla na Ukrainę.

Jest jednak i druga strona medalu. Amerykańska dominacja w globalnej przestrzeni od ponad czterdziestu lat pozostaje solą w oku niepokornych władz Islamskiej Republiki Iranu. Antyamerykańskie elementy ich retoryki do dziś wyznaczają kierunek polityki zagranicznej państwa, a problem ten znacząco eskaluje w dobie rządów konserwatystów z Ebrahimem Raisim na czele. Obecne władze Iranu, podobnie jak najwyższy przywódca duchowy Ali Chamenei, niezależnie od okoliczności nie zmieniają podejścia do Stanów Zjednoczonych. Czy to w dobie nadziei na porozumienie, czy w obliczu fiaska negocjacyjnego niezmiennie oskarżają Amerykanów o globalną destabilizację, a również o sprowokowanie (wraz z NATO) rosyjskiej napaści na Ukrainę. Władze Iranu otwarcie wzywają do rekonstrukcji porządku świata i zmiany modelu jednobiegunowego na wielobiegunowy. Faktycznie zatem ideologiczny antyamerykanizm w obliczu toczących się wydarzeń w Europie stawia Iran w pozycji sojusznika Rosji. Choć oficjalnie władze Iranu nie poparły rosyjskiej agresji na Ukrainę i wzywają do dyplomatycznego rozwiązania wszelkich sporów, ich sympatia dla działań Putina jest oczywista. Obywatele Iranu nazywają już swój rząd prorosyjskim, zaś obawy o intencje i rolę państwa w konflikcie Zachodu z Rosją potęguje fakt, że Iran nie odcina się też jednoznacznie od współpracy militarnej z Rosją.

GÓRA Z GÓRĄ SIĘ NIE ZEJDZIE...

Po co zatem Stany Zjednoczone miałyby doprowadzić do podpisania umowy z państwem prezentującym antyamerykańskie poglądy i otwarcie kwestionującym dominację USA w świecie? Czy powrót do JCPOA, de facto znaku zbliżenia amerykańsko-irańskiego, jest w ogóle możliwy, skoro państwa te rzeczywiście są nastawione do siebie wrogo? Z logicznej analizy wynika, że szanse na JCPOA 2 są niewielkie, bo irańskie działania budzą zbyt duże emocje i w regionie, i na Zachodzie, a obozowi Joe Bidena nie zależy tak bardzo na umowie, jak zależało Barackowi Obamie przed 2015 r. W obecnym procesie negocjacyjnym zdecydowanie brakuje również czynnika, który pojawiał się przed pierwszym JCPOA – myślę w tym miejscu o serdecznej atmosferze rozmów między osobami stojącymi na czele zespołów negocjacyjnych (Mohammad Zarif i John Kerry), a nawet o relacji prezydenta Obamy z Hasanem Rouhanim (nawet jeżeli była to tylko bezprecedensowa telefoniczna rozmowa we wrześniu 2013 r.). Atmosfera pierwszej umowy mogła zwiastować rzeczywistą zmianę na linii Iran–USA. W obecnej sytuacji próżno szukać przesłanek jakiegokolwiek pozytywnego przełomu, zwłaszcza że bezpośrednich rozmów między przedstawicielami tych państw dotąd nie odnotowujemy. Negocjacje w Wiedniu i ustalanie warunków wciąż odbywają się na drodze mediacji prowadzonych przez przedstawicieli Chin, Rosji i Unii Europejskiej.

Gdyby porównać dzisiejsze środowiska polityczne Iranu i Stanów Zjednoczonych do kół zębatych, obraz wyłoniłby się banalny – one zupełnie do siebie nie pasują, ich oczekiwania i zdolności do kompromisów nie zazębiają się. Istnieje logiczne wytłumaczenie takiej sytuacji. Przypomnijmy 2015 r., kiedy w USA u władzy byli Demokraci, zaś w Iranie rząd tzw. reformistów – sprawiało to, że polityczna wola zbliżenia zaistniała per se. Po zmianach w amerykańskiej polityce postanowienia umowy zakwestionował Republikanin Donald Trump i wyprowadził Stany Zjednoczone z JCPOA, nakładając na Iran kolejny pakiet sankcji i grożąc sankcjami wtórnymi wszelkim podmiotom niestosującym się do narzuconych reguł gry. W ten sposób JCPOA faktycznie przestało istnieć, na co pozostali sygnatariusze nie mieli żadnego wpływu.

Na początku 2021 r., po porażce Trumpa w wyborach prezydenckich, w Stanach Zjednoczonych do władzy powrócili Demokraci, a nowo wybrany prezydent Biden zapowiadał chęć powrotu do JCPOA. W Iranie jednak scenę polityczną w tym czasie ponownie zdominowali tzw. konserwatyści. Należy podkreślić, że przejęcie przez nich większości w irańskim parlamencie (Madżlesie) w 2020 r., jak również wybór Raisiego na prezydenta we wrześniu 2021 r., są w dużej mierze pokłosiem fiaska pierwszej umowy nuklearnej, a literalnie – wycofania się z niej Stanów Zjednoczonych. Decyzja Donalda Trumpa podcięła skrzydła cieszącemu się wcześniej dużym zaufaniem społecznym Hasanowi Rouhaniemu, podobnie jak zniszczyła autorytet wielkiego orędownika JCPOA i zbliżenia z Zachodem – ministra spraw zagranicznych Mohammada Dżawada Zarifa. Wynik wyborów w Iranie był w tym kontekście efektem obrania przez irańskie społeczeństwo ścieżki antyamerykańskiej – co było, raz jeszcze należy to podkreślić, konsekwencją przekreślenia umowy nuklearnej przez prezydenta Trumpa. Nieufność do Stanów Zjednoczonych jest dziś w Iranie bardzo wysoka. Znaczenie pierwszego porozumienia było dla tego państwa ogromne – oznaczało perspektywę wyjścia z wielo­letniej izolacji. Nadzieje na wielkie interesy i rozwój zostały brutalnie stłamszone niespełna trzy lata po 2015 r., gdy Iran stał u progu historycznej zmiany w relacjach z Zachodem, w szczególności z USA. Odbudowanie zaufania Irańczyków (i nie chodzi tu wyłącznie o polityków związanych z władzami) nie jest możliwe w krótkim czasie. Dlatego też strona irańska jest obecnie tak sceptyczna wobec negocjacji, domagając się w tekście umowy solidnych gwarancji, że umowa nie zostanie pogwałcona jednym ruchem którejś strony – w tym kontekście Iran spogląda, oczywiście, w kierunku Stanów Zjednoczonych.

CZYNNIK NAFTOWY

Choć z powyższej analizy wyłania się perspektywa fiaska negocjacji, co (częściej niż sukces) wieszczą również zachodnie media i analitycy, warto podkreślić, że w okolicznościach, jakie zaistniały w ostatnich miesiącach, szanse zwycięstwa ma jednak biznes. Daje to pewne nadzieje na sukces negocjacji wbrew przedstawionym argumentom.

Wypracowanie umowy nuklearnej przyniosłoby ulgę ekonomiczną Iranowi, a w pewnym stopniu również światowym rynkom naftowym. Uwolniłoby bowiem dziennie ok. miliona baryłek irańskiej ropy, której eksport dławią dziś zachodnie sankcje. Taka zmiana pomogłaby obniżyć ceny ropy, nieco hamując obawy o recesję gospodarczą, rosnącą inflację i mniejszy popyt na rynkach. Wspomniano, że Joe Biden dąży do spadku cen ropy – uznawanych za główny czynnik inflacji – przed listopadowymi wyborami w połowie kadencji. Prezydent miał być może inną koncepcję rozwoju sytuacji, gdy apelował do Arabii Saudyjskiej o zwiększenie dostaw surowca, ostatni raz w połowie lipca podczas wizyty w Rijadzie. Przywódcy saudyjscy jednak nie spełnili dotychczas próśb amerykańskiego prezydenta. Dlatego też porozumienie z Iranem może okazać się jedyną możliwą drogą do zwiększenia ilości ropy na rynku. Należy zauważyć, że jakkolwiek Arabia Saudyjska i ZEA postrzegane są jako polityczni sojusznicy Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, w kwestiach naftowych Saudyjczycy mają za partnera Rosję, którą uznają za kluczowego członka grupy OPEC+ i de facto drugiego jej lidera. Tymczasem Rosja potrzebuje utrzymania wysokich cen ropy, ponieważ sankcje USA i Unii Europejskiej już osłabiły jej zdolność do produkcji i eksportu, więc musi sprzedawać z dużą obniżką – nawet za 30 dol. – aby znajdować nabywców w Azji. Europa odwraca się od rosyjskiej energii, a zachodnie sankcje wobec rosyjskiej gospodarki zaostrzają się, choć dla państw UE jest to proces obarczony dużym ryzykiem. Powrót Iranu na światowy rynek mógłby bardzo wydatnie wzmocnić pozycję Zachodu wobec Rosji. Porozumienie nuklearne zatem może przybliżyć perspektywę zwycięstwa Ukrainy i wspierającego ją Zachodu, czego USA są świadome. Mógłby to być czynnik decydujący, przemawiający jednoznacznie za przyjęciem umowy, zważać należy jednak na prorosyjskie podejście irańskiego rządu. Biorąc pod uwagę kwestie naftowe, nie należy bagatelizować jeszcze faktu, że również Arabia Saudyjska nie jest orędowniczką JCPOA. Niezależnie od korzyści Zachodu władze w Rijadzie już zapowiedziały możliwą zmianę swej polityki wydobywczej w przypadku powrotu na rynek ropy z Iranu.

Kluczowym wnioskiem jest zatem stwierdzenie, że nawet jeżeli Stany Zjednoczone i Iran wypracują umowę nuklearną, nie będzie ona miała spodziewanego przez Zachód wpływu na rzeczywistość, gdy państwa OPEC+ ograniczą produkcję, aby utrzymać wysokie ceny. Jakakolwiek nadzieja na ropę poniżej 90, a może nawet 100 dol. za baryłkę przez dłuższy czas wydaje się zatem nierealna. Zmniejszenie wydobycia i podaży przez KAS, ZEA i innych członków OPEC+ sprawiłoby, że ceny paliwa w ogóle nie spadłyby do spodziewanych wartości i irańska ropa faktycznie niewiele by zmieniła. Przyniosłoby to niepożądany efekt – Iran mógłby czerpać wysokie zyski ze sprzedaży surowca, a dla Zachodu i Rosji sytuacja pozostałaby zasadniczo bez zmian, chyba że wprowadzony byłby system limitów cenowych na rosyjską ropę. Jest to również dyskutowane na Zachodzie, ale bez bezpośredniego związku z JCPOA.

Analizując intencje Iranu, należy jeszcze podkreślić, że już w marcu Rosja otrzymała ze strony Zachodu zapewnienie o nieblokowaniu handlu między nią a Iranem w wypadku powrotu do JCPOA. Od razu pojawiły się przy tym spekulacje, że ze względu na dobre relacje z Rosją Iran mógłby w przyszłości stać się korytarzem dla rosyjskich surowców i innych towarów eksportowych objętych sankcjami lub innymi ograniczeniami. Wskazywać na to mogą również porozumienia irańsko-rosyjskie dotyczące branży energetycznej zawarte w ramach tzw. szczytu astańskiego (z Turcją) w lipcu br. Współpraca z Rosją, od niedawna dzielącą z Iranem sankcyjną dolę, jest dla irańskich władz istotna, zwłaszcza w kontekście niepewności Iranu co do rzeczywistych intencji Stanów Zjednoczonych i Zachodu. Na Zachodzie z kolei współpraca ta budzi dziś szczególne kontrowersje. Stany Zjednoczone opublikowały już kilkukrotnie doniesienia wywiadu o irańskich dronach wysłanych do Rosji, które mają być wykorzystane w wojnie na Ukrainie – z tych doniesień wyłania się obraz Iranu jako sojusznika Rosji w trwającym klinczu z Zachodem, ergo – państwa Zachodowi nieprzychylnego.

POLITYKA ZAGRANICZNA IRANU W ŚWIETLE NEGOCJACJI

Na izolacji Iranu gospodarczo traci dziś przede wszystkim on sam i Unia Europejska. Zyskują zaś takie państwa jak Turcja czy Zjednoczone Emiraty Arabskie – beneficjenci sankcyjnej rzeczywistości Iranu. Jakkolwiek rządy w Ankarze i Abu Zabi mają dość skomplikowane relacje z władzami w Teheranie, Turcja i ZEA dzięki położeniu geograficznemu stały się hubami dla irańskiego handlu, zarówno importu, jak i eksportu, również tych produktów, które są objęte sankcjami. Podobnie jest z irańską ropą naftową eksportowaną obecnie do Chin przez Irak i Kuwejt. Faktycznie z powodu sankcji nałożonych przez Stany Zjednoczone i Zachód gospodarka Iranu pozostaje klientem sąsiednich państw. Dzięki temu jednak państwo było w stanie przetrwać wiele lat kryzysów spowodowanych nieprzychylną postawą Zachodu i kolejnymi sankcjami. Najbliższe sąsiedztwo jest też priorytetem polityki zagranicznej rządu Ebrahima Raisiego, który, świadomy niepewnej sytuacji w relacjach z Zachodem i porażki poprzedniego – prozachodnio nastawionego – prezydenta postawił zdecydowanie na rozwój polityki regionalnej, starając się zabezpieczyć interesy Iranu w wypadku fiaska negocjacji w sprawie JCPOA. Wynika stąd powszechne w Iranie przekonanie, że bez nowej umowy nuklearnej Iran sobie i tak jakoś poradzi. W wymiarze politycznym sytuacja Iranu w regionie znacząco wzrosła, ma dziś mocniejszą niż kilka lat temu pozycję w Syrii, Palestynie i Iraku (choć tutaj sytuacja jest dynamiczna). Władze działają na rzecz współpracy gospodarczej z Katarem i Omanem. Iran jest obecny także w Jemenie, na którego terytorium we współpracy z ruchem Hutich prowadzi działania wymierzone w Arabię Saudyjską. Iran w znacznym zakresie znormalizował też relacje z państwami Kaukazu oraz z Pakistanem. Nie ucieka od dialogu z rządem talibów, którzy ponad rok temu przejęli władzę w Afganistanie. W relacjach międzynarodowych nowy rząd nawiązuje zatem do polityki "spojrzenia na Wschód" (Negah be sharq), a rewolucyjny slogan "Nie Wschód, nie Zachód, lecz Republika Islamska" jest wciąż najważniejszym hasłem polityki zagranicznej Iranu. Po decyzji prezydenta Trumpa z 2018 r. jest to jednak w praktyce polityka "bardziej Wschód niż Zachód". Władze Iranu okazują sprzeciw nie tylko amerykańskiej dominacji, wraz z Chinami i Rosją coraz śmielej zaczynają kwestionować cały panujący obecnie porządek międzynarodowy.

PODSUMOWANIE

W 2018 r., po wycofaniu Stanów Zjednoczonych z JCPOA, ówczesny prezydent tego państwa umieścił Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) na czarnej liście organizacji terrorystycznych, co następnie uzasadniło "likwidację" gen. Kasema Solejmaniego w ataku przeprowadzonym w styczniu 2020 r. Przez całą prezydenturę Trump prowadził też "kampanię maksymalnego nacisku" na Iran (maximum pressure campaign). Celem wywieranej presji miało być zmuszenie tego państwa do podpisania nowego porozumienia nuklearnego przy jednoczesnym porzuceniu planów związanych z rozwojem programu rakiet balistycznych (chodziło przede wszystkim o ich międzykontynentalne możliwości) oraz zaniechaniu działań o charakterze militarnym, które godziłyby w interesy USA i ich bliskowschodnich sojuszników. Mianem terrorystycznych lub wspierających terroryzm określane są głównie działania IRGC, szczególnie aktywnej w całym regionie jednostki specjalnej ­Al-Kuds. Żaden postulat Trumpa nie został jednak zrealizowany i na obecnym etapie negocjacji pozostają one istotne. Tymczasem władze Iranu od 2018 r. starały się opierać presji sankcyjnej, nie rezygnując z kontynuowania działań o charakterze militarnym. Oceniając obiektywnie poziom zaawansowania irańskiego programu rakietowego oraz aktywność i wsparcie militarne dla grup zbrojnych na szeroko pojętym Bliskim Wschodzie, nie da się ukryć, że mogą stanowić poważne zagrożenie dla amerykańskich instalacji w regionie (np. ataki odwetowe na amerykańskie bazy w 2021 i 2022 r.) oraz – zważywszy na retorykę władz irańskich – również dla państwa Izrael. Wynikają stąd naciski na administrację prezydenta Bidena, by te właśnie kwestie, obok programu nuklearnego, pozostały kluczowym punktem ewentualnego porozumienia. Iran z kolei domaga się zdjęcia IRGC z listy organizacji terrorystycznych i mocnych, pisemnych gwarancji, że nowa umowa nie może zostać jednostronnie zakwestionowana przez Stany Zjednoczone (prawdopodobnie przez kolejnego prezydenta, Republikanina). Nowe porozumienie nuklearne ma być zatem kompletne, a kwestie związane z bezpieczeństwem USA mają być ujęte bardziej szczegółowo niż poprzednio. W kontekście warunków stawianych przez stronę irańską umowa ma być przede wszystkim trwała, a Iran ma uzyskać prawo do prowadzenia działań w regionie za pośrednictwem sił Al-Kuds – koniecznie zdjętych z listy organizacji terrorystycznych. W zamyśle obu stron nowe JCPOA ma zatem być lepsze. Jak widać, trudno jednak o wypracowanie kompromisu podczas toczących się pośrednio rozmów.

Izrael, który sprzeciwia się powrotowi USA do porozumienia z 2015 r., zagroził tymczasem, że niezależnie od efektów negocjacji w przypadku Iranu będzie działał samodzielnie, atakując irańskie obiekty strategiczne, jeśli uzna, że istnieje egzystencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Izraelska armia przygotowuje się do uderzenia przeciw irańskiemu programowi nuklearnemu i bierze pod uwagę każdy scenariusz. Uderzy, jeśli nie zostanie osiągnięte porozumienie, a irański program nuklearny nadal będzie się rozwijał, jak również w przypadku, gdy strony podpiszą porozumienie identyczne lub podobne do poprzedniego – dla Izraela oznaczać to będzie "złe porozumienie" pozwalające Iranowi wkrótce po jego wygaśnięciu stać się państwem nuklearnym. Kompromis na linii Iran–USA w 2022 r. pozostaje wyzwaniem na drodze do JCPOA.

W tle – Rosja i Arabia Saudyjska potrzebujące wyższych cen ropy i Iran chcący wreszcie opróżnić swoje magazyny.

 

JAKUB GAJDA, SENIOR FELLOW FUNDACJI IM. KAZIMIERZA PUŁASKIEGO

ARTYKUŁ RECENZYJNY

RYSZARD STEMPLOWSKI

TRAGEDIA W TRAGEDII1

Régis Debray postawił tezę, że foco revolucionario, rewolucyjne ognisko, może być zaczynem rewolucji pełnej i w ten sposób ukazać też rewolucyjnie nową drogę do zaistnienia rewolucji przyszłej (R. Debray, Révolution dans la révolution?, F. Maspero, Paris 1967). Posługiwał się przykładem rewolucji kubańskiej, wznieconej przez Fidela Castro i jego towarzyszy walki. Recenzowany tu opis działania organizacji zbrojnej Montoneros, zwłaszcza jej końca, pokazuje jej tragiczną konfrontację z tragiczną dla Argentyny wojskową autokracją.

Autor (ur. 1986) jest Argentyńczykiem, historykiem, a jego badania doktorskie i późniejsze, w tej książce przedstawione, obejmowały też zdarzenia zapoczątkowane na długo przed jego urodzeniem.

Książka Confino daje wgląd w funkcjonowanie latynoamerykańskiego państwa autokratycznego z jego wojskową grupą rządzącą, rozmaicie ukierunkowanymi grupami społecznymi, różnymi konfliktami, ze szczególnego rodzaju kulturą polityczną. Bazę źródłową książki stanowią: (1) wywiady autora z kierowniczymi członkami tej organizacji oraz organizacji podobnych i z innymi przeciwnikami wojskowej autokracji oraz relacje innych członków Montoneros; (2) akta archiwum policyjnego wywiadu prowincji Buenos Aires oraz publikacje o tym; (3) akta w innych archiwach wywiadowczych, zwłaszcza wojskowych, oraz publikacje o tym; (4) dokumenty partii politycznych; (5) prasa partii politycznych; (6) dokumenty organizacji Montoneros; (7) inne dokumenty; (8) gazety codzienne; (9) prezentacje audiowizualne; (10) opracowania (druki zwarte, ponad 150). Najważniejsze są relacje, najmniej pokazuje lektura wymienionych akt policyjnych.

Książka składa się ze "Wstępu", siedmiu rozdziałów, "Konkluzji" i "Epilogu". Zawiera bibliografię oraz indeks nazwisk. Brakuje listy skrótów nazw.

Początek organizacji wiązany jest z porwaniem b. dyktatora, gen. Pedro Aramburu, osądzeniem go przez Trybunał Rewolucyjny, skazaniem na śmierć i niezwłocznym wykonaniem wyroku przez zastrzelenie (1970 r.; "Wstęp", s. 18). O tej akcji dowiedziałem się w Buenos Aires (1982) od Horacio Ciafardiniego (doktorat SGPiS, 1969). Dał mi do przeczytania (ale nie kopiowania) czyjś opis tego zdarzenia. Uderzał brak ochrony b. dyktatora, jego początkowa nieświadomość, że jest uprowadzany, potem jego niesamowite opanowanie. Ale nie miałem pewności, czy to opis prawdziwy. Nie pamiętam nawet, czy wiązałem to wówczas z Montoneros, gdyż tej nazwy w tekście nie widziałem. Opis dowodził sprawności "peronowskich bojowników". W trzecim tomie Dziejów Ameryki Łacińskiej (red. nauk. T. Łepkowski, R. Stemplowski, KiW, 1983) wspominam o tym zdarzeniu jako akcji Montoneros (s. 502). Akcja ta rozsławiła ich nazwę na całym świecie. Od 1971 r. organizacją dowodził (sic) Mario Firmenich. Ruch opisywany był w prasie zachodniej przede wszystkim jako moralny sprzeciw przeciwko dyktaturze, nie dość dokładnie. O terroryzmie pisano w Moskwie. Prasa zachodnia i druki ulotne były najłatwiej dostępnym źródłem, także dla latynoamerykanistów polskich. Byłem przekonany, że sprzeciw jest tam konieczny i opozycjoniści zasługują na aprobatę. Pojawiła się także dyskusja o terroryzmie państwowym, ale autor tego nie podnosi.

Hernán Confino wylicza we "Wstępie" źródła, zwłaszcza wymienia relacje zbierane od b. członków organizacji. W druku już się kilka innych pojawiło pod prawdziwymi nazwiskami, ale relacje zebrane przez autora pozostają przeważnie anonimowe. Wynika to z obawy o konsekwencje dla autorki czy autora takiej wypowiedzi. Charakterystyczna jest obawa o konsekwencje negatywne. A przecież ci ludzie walczyli z autokratyczną dyktaturą wojska i to dawno temu. Mamy jednak do czynienia z tragedią. Przede wszystkim z tragedią obywateli pod dyktaturą. I z tragedią Montoneros. Opisywaną w książce kontrofensywę (lata 1978–1980) najaktywniej prowadziło w Argentynie ok. dwustu Montoneros. Zabito (albo "zaginiono") prawie połowę z nich. Nieznana jest liczba osób wspomagających. Oczywiście, w pierwszych latach (1971–1974) Montoneros liczyli tysiące członków. Ale w 1974 r. zaczęli swe działania utajniać, po zamachu wojskowym 1976 r. sytuacja się zmieniła radykalnie. Znaczna część "Wstępu" to opis dalszego ciągu zdarzeń i nie wiem, czy to jest kompozycyjnie udane wyprzedzenie.

Rozdział pierwszy to opis emigracji, czyli Retirada Estratégica. Jednak "opuścić kraj to jakby częściowo umrzeć", niejeden myślał w Meksyku. Tam bowiem z początku najliczniej osiadali. Tam też mogli działać swobodniej niż gdziekolwiek indziej na kontynencie. I tam też zaczęli myśleć o kontrofensywie. Mieli za sobą pierwsze starcia z rządem wojskowym po zamachu październikowym 1976 r. Firmenich wyemigrował w listopadzie. Półtora roku po tym zamachu ich liczebność sięgała w Argentynie ledwie 600 członków. Zaczęli od przekształcania organizacji polityczno-wojskowej w "partię polityczną leninowskiego typu". Nie liczyli już na dawnych peronistów jako bazę główną. Chcieli być peronistami lepszymi. Na etapie meksykańskim Montoneros maszerowali już w trzech formacjach: Partido Montonero (wyżej wspomniana partia), Ejército [wojsko] Montonero, Movimiento [ruch] Montonero. W kwietniu 1997 r. zadeklarowali w Rzymie porzucenie przez Movimiento Montonero działań zbrojnych i ponowne zbliżenie do peronizmu. Takich deklaracji nie wprowadzano w życie w dniu ich ogłoszenia, to nie były państwowe akty prawne. Powstawały też stowarzyszenia popierające Montoneros. Jednym z nich kierował kiedyś w Meksyku znany historyk Rodolfo Puiggrós. Chciałem jego przyjaciela o to zapytać w Buenos Aires (1982 r., Puiggrós już nie żył), ale to był czas nowej dyktatury i on bał się rozmawiać – nawet w czytelni Archivo Nacional – z kimkolwiek zza żelaznej kurtyny (wrzesień 1981 r.), choć okazałem mu list polecający od znanego mu Argentyńczyka na emigracji w RFN. To przypominało "nasz" stalinizm. Autor opisuje oparcie Montoneros w środowiskach intelektualistów, zarówno w Argentynie, jak i na wychodźstwie. W tym samym rozdziale czytamy też o kontrwywiadowczej penetracji przez rekrutowanie tajnych współpracowników, operacji opisanej jako nieudana. Tymczasem działalność Montoneros przyciągała uwagę i nawiązywały się przez to kontakty z innymi organizacjami. Istnienie wspólnego wroga sprzyjało rodzeniu się wspólnoty celu. Ale nawet na emigracji istniała tajna działalność Montoneros. Pojawiły się też konflikty w łonie organizacji. Przeniesienie się kierownictwa na Kubę jedności nie umocniło.

Rozdział drugi zaczyna się odnotowaniem hawańskiej decyzji Komitetu Centralnego Partido Montonero (październik 1978 r.) o Kontrofensywie. Miała być oczywiście prowadzona w Argentynie. I do Argentyny należało w tym celu powrócić. Autor podkreśla formalizm jednomyślnej decyzji w tej sprawie, gdy faktycznie istniała duża różnica w podejściu do problemu powrotu, między ścisłym kierownictwem (cúpula partidaria) a większością pozostałych członków. Większość powrotu się obawiała. Przywódcy nie bali się, a przynajmniej o tym publicznie nie mówili. Okrutne zaś represje pamiętali wszyscy. W doktrynie Montoneros istniały dwie formy walki z dyktaturą: Resistencia i Contraofensiva. Obydwie definiowano jako formy obronne wojny rewolucyjnej, ale Contraofensiva dopuszczała przeprowadzenie kontrataku. Jednak nawet w kierownictwie Montoneros istniał spór: czy Contraofensiva to akcja wyłączna Montoneros, czy nazwa stanu rzeczy powszechniejszego w kraju – z Montoneros w środku albo nawet na czele? W każdym razie, z Ejército Montonero wyodrębniono Las Tropas Especiales de Agitación pod dowództwem numeru cztery w kierownictwie (Mendizábal). Te oddziały (tropas) miały zakłócać przekaz urzędowy i wprowadzać alternatywny przekaz telewizyjny w przewidywaniu masowych akcji strajkowych, a ponadto prowadzić Radio Liberación TV, z materiałem dla głównych gazet. Las Tropas Especiales de Infanteria (pod kierownictwem Raula Yägera, numeru trzy) miały prowadzić jako piechota (infanteria) masowe zamachy na rządowych funkcjonariuszy od polityki gospodarczej. Systematycznie opisano taktykę działania całej Kontrofensywy. Rozdzielono zadania i stanowiska dla osób powracających. Autor dokładnie opisuje te przygotowania jako niezadowalające, zwłaszcza w Kanadzie, Boliwii, Peru, Wenezueli, Panamie. Opisuje rozterki znanych aktywistów.

W rozdziale trzecim znajdujemy m.in. opis trzymiesięcznych szkoleń w Libanie i Syrii – w obozach palestyńskiej organizacji Al-Fatah. Szkolono Montoneros z Madrytu i stolicy Meksyku. Autor omawia też przypadki dysydentów, już wcześniej sygnalizowane.

Rozdział czwarty omawia rozdarcie między posłuszeństwem i zdradą w grupie propagandystów, z której wyłonił się Peronismo Montonero Auténtico. Przywódcy tego nowego ruchu (Rodolfo Galimberti i Juan Gelman) ogłosili program w paryskim "Le Monde" (25 lutego 1979 r.). Nie chodziło jednak o zdradę jako kolaborację z reżimem, lecz o różnice programowo-taktyczne pośród Montoneros, o zdradę ideałów, może też o ambicje, a wszystko na sygnalizowanym już tle sporu o realizację Kontrofensywy i może przede wszystkim jako protest przeciw "brakowi demokracji" wewnątrzpartyjnej. Rozłamowców jednak oskarżano omalże o kolaborację (complicidad) z dyktaturą. "Krew przelana negocjacje wyklucza" – cytuje autor. Wewnętrzny konflikt utrudniał prowadzenie Kontrofensywy. Autor omawia działania agitatorów, korzystając z relacji. Ich weryfikacji nie omawia, może tego nawet nie prowadził. Temat pojawia się jednak, ponieważ niektórzy bojownicy uskarżają się, że w organizacji nie analizuje się wyników akcji. A straty wśród Montoneros są duże, także w krajowej grupie kierowniczej: morderstwa, porwania, zaginięcia. Ważne, że nawet ci, co taktykę kwestionują, mówią o wysokim morale i poświęceniu oraz gotowości do uzgodnienia dalszych działań. Nie były one łatwe. Nawet kontakty były niebezpieczne. Niejeden nie mógł w panującym stanie niepewności i podejrzliwości wynająć w Buenos Aires mieszkania, bał się zakradać do strzeżonych opuszczonych domów, żył trzy miesiące dosłownie na ulicy, żeby nie narażać swoich policyjnie obserwowanych rodziców. Montoneros prowadzili walkę na śmierć i życie. Niejeden Europejczyk im pomagał. Pewien historyk przywiózł im (?) z RFN w sierpniu 1982 r. pięć zaszytych w walizce fałszywych paszportów argentyńskich z RFN-owskimi wizami i 10 tys. dol. w pasku do spodni. Ale komu to przywiózł? Dla własnego bezpieczeństwa nie był dokładnie informowany i niczego wielce obciążającego nie mógłby zeznać. Zgłosił się po to do hotelu człowiek w argentyńskim mundurze wojskowym, rozpoznany na podstawie fotografii widzianej przez wspomnianego historyka przed odlotem. Opis tej sprawy ułatwia zrozumienie warunków działania pod rządami wojskowymi w Ameryce Łacińskiej. Historyka ostrzeżono, żeby uważał na samochody marki Taunus. Na śródmiejskiej ulicy bez ruchu samochodowego, calle Florida, nasz historyk został przez dwóch panów wzięty delikatnie pod ręce i bez specjalnej przemocy wsadzony do taunusa na ulicy bez ruchu samochodowego. Nałożono mu ciasną opaskę na oczy. Panowie rozmawiali między sobą półsłówkami i to w lumpenproletariackim lunfardo, więc historyk znający hiszpański literacki prawie niczego nie rozumiał. W niewielkiej sali pachnącej szpitalem położono go na jakimś niewysokim, twardym blacie. Czy był w szkole marynarki wojennej, osławionym miejscu tortur? Przez opaskę poczuł jakieś obmacywanie okolicy oczu. Zaczął się bać. Ścisnął powieki. Nagle poczuł sączący się przez opaskę płyn. Wtedy mocno już przestraszony zrobił coś, co go samego zaskoczyło. Zażądał niezwłocznego powiadomienia ambasadora RFN o tym zatrzymaniu. A trzeba tu zaznaczyć, że podróżował na paszporcie PRL i jego oprawcy na pewno o tym wiedzieli. Długo się teraz upewniali, że chodzi o ambasadora RFN. Ale w końcu zamilkli. Po bardzo wielu długich minutach trzasnęły jakieś drzwi i mężczyznę delikatnie zdjęto ze stołu. Nadal z opaską na oczach został wyprowadzony do samochodu. Po drodze dłużej tym razem trwającej stanęli wreszcie, bez słowa zdjęli mu opaskę i wypuścili. Opaski mu dać nie chcieli. Stał wolny przed hotelem Nogaro, w którym mieszkał jako stypendysta zachodnioniemieckiej Fundacji Alexandra von Humboldta. Rodzinie o tym nie opowiadał, żeby nie zdradzić się jako człowiek lekkomyślny. Ale chyba jednak to zatrzymanie nie miało nic wspólnego z jego transportem. Chyba wystarczył paszport PRL i podróżowanie w polskim stanie wojennym z Frankfurtu do Buenos Aires. Tak też sądził argentyński filozof Ernesto Garzón Valdés, który owego historyka z bagażem wyprawiał. Uspokajał po jego powrocie do Bad Godesberg: Oni tylko chcieli się wykazać czujnością, ale zaniepokoiło ich powołanie się na ambasadora niemieckiego, szefowie nie chcieli komplikacji... Być może. A gdyby się ów historyk na tego ambasadora nie powołał? Do dziś nie lubi badań okulistycznych, choć rozumowanie kontrfaktyczne stosuje.

W rozdziale piątym opisano zamachy, których dokonywała infanteria. To była działalność ortodoksyjna Montoneros. Zamachy miały w 1979 r. wywołać ludowe powstanie. Było tych zamachowców czterdziestu. Stale zmieniali miejsca pobytu. W większości nie znali się wzajemnie, ale granicę przekraczali trójkami, o miejscu i czasie decydowali dowódcy. Eliminowano komunikację horyzontalną między grupami, żeby ograniczyć penetrację. Na przykład jeden z nich miał wylecieć z Paryża. Przedtem jechał do Lille, tam się meldował w hotelu fałszywym dokumentem tożsamości, wracał do Paryża. Wylatywał, znów z innym dokumentem, ale w S?o Paulo zmieniał go ponownie. Autobusem (colectivo) docierał do granicy argentyńskiej w okolicach wodospadu Iguazú. Przepływał łodzią Paranę, jak typowy tam przemytnik, do Misiones. Stamtąd miał już tylko 1200 km do Buenos Aires. Samolotem – nie, autobusem bezpieczniej. Tak podróżuje tam biedota. Ale trzeba uważać, bo rozmowy są powszechne, takoż zmiany miejsc. W autobusie siedzi policjant w cywilu. Miałem taką sąsiadkę od Buenos Aires do Posadas, nieustannie wypytującą. Byłem pewien, że to agentka, gdyż przypadkiem widziałem, jak ją dowieziono na dworzec autobusowy. Członek Montonero docierał do Buenos Aires i tam wysiadał już na przedmieściu, nie na dworcu. Musiał znaleźć znanego sobie kolegę. Mieli dokonać tego samego dnia zamachów na dwóch znanych polityków – taki efekt wzmacniający sygnał do opinii publicznej. Jego kolega doleciał samolotem, ale w Misiones jego towarzyszka została rozpoznana przez taksówkarza mającego ich zawieźć na lotnisko. Ograniczył się jednak do odmowy zabrania ich. Nie zadenuncjował. Rozpoznał ją, gdyż pochodziła z Posadas, stolicy Misiones z lotniskiem. Błędem było więc wyznaczenie jej takiej trasy przekraczania granicy. Co więcej, Montoneros mieli mobilizować robotników dużego miasta, ale nie znali ani jednego robotnika osobiście. Liczyli więc na demonstracje uliczne, które by to ułatwiły. Demonstracji nie było. Oczekiwali strajków, żeby tam dotrzeć. O strajkach było cicho. W tej sytuacji do Buenos Aires zjechali w sierpniu 1979 r. delegaci na Conferencia Interamericana de Derechos Humanos. Nie opuszczali luksusowego hotelu. Jednak nie o prawach człowieka rozmyślali Argentyńczycy. Rozprawiali o piłce nożnej. Od niedawna byli przecież mistrzami świata. I mistrzami juniorów z Japonii. Wypłynął Diego Maradona. Mimo to protesty przeciw dyktaturze istniały pod powierzchnią życia publicznego, Madres de Plaza de Mayo były stale aktywne. Montoneros czuli jednak, że nikt na ich sygnał nie czeka. Kraj nie był gotowy. Narastała wśród nich frustracja i strach przed uwięzieniem i torturami. Dnia 7 listopada 1979 r. Montoneros przystąpili do akcji, ale nie zdołali zabić ministra finansów (Juana Ernesto Alemanna). Pięcioro z nich zginęło, dwoje potem ujęto i zakatowano. Ale innych zamachowców nie ujęto (nieudany zamach na wiceministra finansów Guillermo Kleina i udany na prezesa Banku Kredytowego Francisco Soldatiego). Autor opisuje też rozmyślanie o porzuceniu nierównej walki i późniejszą drogę z Argentyny jednego z Montoneros. Dociera do Madrytu i tam zwraca pieniądze przeznaczone na akcje. Autor pisze o jego relacji po 40 latach, w której Montonero nie obwinia nikogo. Życie członków Ejército toczyło się wokół projektowania zamachu, wykonywania zamachu, zacierania śladów. Jednocześnie trzeba było stawić czoła oskarżeniom o terroryzm. Nie rewolucjonizm. To stawało się problemem. Pojawiły się postawy opowiadających się za działalnością polityczną, ale działalność zbrojna ją uniemożliwiała.

Rozdział szósty poświęcony jest ocenie Kontrofensywy i nowemu rozłamowi. Podstawowe cele pozostawały na papierze, zamachy były rzadkością, rosła natomiast liczba ofiar z szeregów Montoneros. W łonie organizacji krystalizowała się postawa przeciwna militaryzmowi i awangardyzmowi (Documento de Madrid, grudzień 1979). Sygnatariusze nie przebywali w Argentynie 1979 r. Ostatecznie przyczynili się do powstania "drugiej dysydencji". Pierwszą był wspomniany Peronismo Montonero Auténtico. Teraz powstała formacja Montoneros 17 de Octubre, nazwą nawiązująca do dnia, kiedy Perón wygłosił na Plaza de Mayo swoje pierwsze wielkie przemówienia programowe (1945 r.). Auténticos sięgali do źródła. Ujawnili się w Nikaragui (po zwycięstwie sandinistów) i w kwietniu 1980 r. w stolicy Meksyku. Nie odrzucali użycia siły, ale domagali się wiązania go z wielkimi protestami społecznymi (których zorganizować nie byli w stanie). Działali pod wrażeniem wysokich strat, Montoneros zamordowanych i zaginionych, w tym licznych dowódców, a także braku oczekiwanych objawów mobilizacji społecznej. Masy nie słuchały wezwań do działania i nawet nie reagowały działaniem na wiadomości o ofiarach. Natomiast kierownictwo (conducción) zareagowało na Dokument madrycki krytyką... reformizmu. Enrique Tandeter, akademik argentyński przejazdem w Warszawie 1997 r., tłumaczył mi, że "to nie koniec". Nie pytałem go, co uzyskał, co zamierza dostać w Moskwie albo Warszawie czy Pradze. Było oczywiste, że "uniwersytet" występuje przeciw dyktaturze wojska i pośredniczy w kontaktach.

Rozdział siódmy zawiera analizę faktów zaistniałych w roku 1980 i przedstawia "el final de Montoneros". Mimo strasznych ofiar i krytyki kierownictwo Montoneros uznało wyniki działań prowadzonych w 1979 r. za sukces i postanowiło Kontrofensywę kontynuować w roku 1980, powołując się przy tym na doświadczenia sandinistów.

W takiej serii zdarzeń jak walka Montoneros i działania sił policyjnych nieuniknione są zdarzenia przypadkowe. I wszystko wskazuje na to, że to właśnie przez przypadek – wielki pożar w sąsiednim składzie mebli wywołał detonację granatów w pobliskim pomieszczeniu – kontrwywiad wojskowy wykrył magazyny Montoneros (grudzień 1979). Ale wojsko upubliczniło to znacznie później. Tymczasem do magazynu wysyłani są kolejni Montoneros. Wojsko ich zamyka. Wkrótce dochodzi do ujęcia wszystkich członków nowej zmiany zamachowców Las Tropas Especiales de Infanteria, gdy tylko przekroczyli granicę, oraz do pojmania kolejnego członka kierownictwa (Horacio Campiglia). To uniemożliwiło kontynuowanie walki zbrojnej. Odtąd stosowano tylko inne formy, ale Las Tropas Especiales de Agitación zastąpiono formacją Unidades Integrales z nieco luźniejszymi rozkazami. Wtedy doszło też do zacieśnienia szeroko w książce opisanej współpracy wojskowych argentyńskich z wojskowymi innych państw latynoamerykańskich i tym samym ograniczenia ruchu oraz poszerzenia infiltracji. Czy te fakty były powiązane? Autor jest przekonany, że część informacji wojsko wydobyło torturami. Montoneros nie zdołali wychwycić infiltracji, jeśli w ogóle była skuteczna.

"Konkluzje" są długie (20 s.). To nie jest posumowanie rozdziałów, ponieważ pojawiają się wątki nowe. Montoneros poparli rząd wojskowy w konflikcie o Malwiny (Falklandy). Co do zamachów, ich ocena musiała być funkcją istnienia represji i oskarżeń o terroryzm, cenzury prasowej i społecznego odrzucenia metody zamachu (żeby zabić). Większość członków kierownictwa wróciła do Argentyny wchodzącej w proces rozwijanej przez rząd wojskowy dyskusji politycznej. Większość została zamordowana (Yäger, Pereira, Rossi, kwiecień 1983). Za granicą pozostawał Firmenich. W tym czasie opozycjoniści argentyńscy uaktywniają się w Europie Zachodniej. Od siebie mógłbym dodać relację z rozmowy z przyszłym prezydentem Raúlem Alfonsínem (od lat w Unión Civica Radical) na konferencji w Augsburgu (1982), kiedy pytał o formy działania naszej Solidarności. Autor szeroko omawia też inny wątek w rozdziałach ledwie poruszony: postawy członków kierownictwa Montoneros w okresie pobytu za granicą. Ważna jest teza, że Kontrofensywa pełniła też funkcję czynnika umacniającego pozycję kierownictwa w organizacji, choć przebywało ono za granicą. Z kolei motywacje do powrotu i uczestniczenia tam w Kontrofensywie bywały rozmaite. Różne też powody skłaniały niektórych do odmowy. Te złożone wywody "Konkluzji" czytelnik musi sam przeczytać. A jaki ustrój wprowadziliby Montoneros po swej udanej rewolucji? Tu autor jest oszczędny i pozwala się domyślać, że jakąś formę peronizmu, populizmu z autorytarnymi cechami, ale otwartego na świat i uzupełnionego o nowo poznane doświadczenia zagraniczne. Trudno się tej powściągliwości kierownictwa dziwić. Wszak nie chcieli nawet podać liczby Montoneros uwięzionych, zabitych, zaginionych, ani ogłosić choćby jednego zdania samokrytyki. O finansowaniu też mowy nie było i autor zachowuje w tej sprawie dyskrecję. Nie wspomina o wczesnych akcjach "ekspropriacji", znanych z prasy ("Bunge i Born wypłacili okup US$ 60 mln w gotówce?", J. Kandell, Argentine Ransom Is Put at $60 Million, "New York Times", 21 czerwca 1975 r.). Lata tajności i tak się przejawiały. Byli za to gotowi uczestniczyć w polityce przyszłych rządów cywilnych. To jednak byli przede wszystkim politycy.

Książkę zamyka "Epilog. Pięćdziesiąt lat później". "Nie rekonstytuujemy Montoneros", oświadczają trzej członkowie byłego kierownictwa, po raz pierwszy podpisując coś wspólnie (2020 r.) – Mario Firmenich, Roberto Perdia, Fernando Vaca Narvaja. Wystąpili z tym w 50. rocznicę zastrzelenia Fernando Abal Mediny i Carlosa Gustavo Ramusa, współzałożycieli Montoneros, porywaczy Aramburu. Ponownie wysuwają (s. 333) hasło programowe: Liberación o Dependencia, "wyzwolenie albo zależność" (zob. R. Stemplowski, Zależność i wyzwanie. Argentyna wobec rywalizacji Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych, 1930–1946, wyd. I, 1975; wyd. II, 2014). Montoneros mieli atrakcyjne hasło, ale program jego realizacji był wielce dyskusyjny.

Ta książka z kolosalną liczbą opisywanych faktów i wymienianych ludzi pomaga zrozumieć dzieje państw Latynoameryki w XX w. Książkę można traktować jako opis zmagań o kształt latynoamerykańskiego republikanizmu stosunkowo krótkotrwałego w warunkach głębokich nierówności społecznych, a zarazem tło stosunku rządu argentyńskiego i Argentyńczyków do innych państw (wojna o Falklandy/Malwiny, rywalizacja z Chile i Brazylią etc.), zwłaszcza USA i pozostałych państw dominujących Zachodu.

 

RYSZARD STEMPLOWSKI, DYREKTOR PISM 1999–2004

1 Recenzja książki: Hernán Confino, La contraofensiva: el final de Montoneros, Fondo de Cultura Económica, 2021, 363 s.

RECENZJE

Ian Bremmer: The Power of Crisis: How Three Threats – and Our Response – Will Change the World, Simon & Schuster, 2022, 258 s.

Marta Makowska

Kryzysy stanowią impuls do zmian, często systemowych. Ekspertom, komentatorom politycznym i analitykom dostarczają inspiracji do tworzenia nowych strategii działania. Dla znanego amerykańskiego politologa Iana Bremmera pandemia COVID-19 stała się bodźcem do napisania o trzech, jego zdaniem, kluczowych zagrożeniach dla przyszłości globalnego porządku. W wydanej w maju 2022 r. książce The Power of Crisis: How Three Threats – and Our Response – Will Change the World Bremmer pochylił się nad kryzysem zdrowia publicznego, zmianami klimatycznymi oraz dynamicznym rozwojem nowych technologii. Główną tezą jego popularnonaukowej publikacji jest przekonanie o konieczności międzynarodowej współpracy w celu zapobieżenia katastroficznym skutkom trwających (i rozwijających się) globalnych kryzysów. Publikacja składa się z sześciu rozdziałów, w tym czterech tematycznych, oraz ze wstępu, zakończenia i dodatku napisanego kilka dni po rosyjskiej agresji na Ukrainę.

We wstępie Bremmer podaje dwa konieczne warunki skutecznego zmierzenia się z trzema kluczowymi kryzysami: przezwyciężenie narastającej polaryzacji społecznej i politycznej wewnątrz Stanów Zjednoczonych oraz poprawę relacji między dwoma największymi mocarstwami – USA i Chinami. W napiętych aktualnie stosunkach na linii USA–Chiny doszukując się analogii z okresem zimnej wojny, autor przestrzega przed krótkowzrocznością będących u władzy polityków, która może doprowadzić do zniszczenia znanego nam świata. Jednocześnie przedstawia swoją publikację jako "ostatni dzwonek" do przebudzenia i podjęcia wspólnych działań. Jego zdaniem "w naturę ludzką jest wpisane, że potrzebujemy strachu, żeby przezwyciężyć bezwładność i zająć się zagrożeniami, które – z naszą pomocą – stały się śmiertelne" (s. 11). Na poparcie swojej tezy podaje kilka przykładów z historii, które doprowadziły do istotnych zmian. Jedną z nich był kryzys kubański jako krytyczny moment dla wyścigu zbrojeń.

Pierwszy rozdział stanowi pobieżną analizę bolączek wewnętrznej oraz zagranicznej polityki USA (w tym wypadku wobec Chin). Dla czytelnika spoza USA uderzające mogą być przytaczane przez Bremmera statystyki z badań Pew Research Center (2019 r.) – jak z nich wynika, 73% Amerykanów uważa, że wyborcy Demokratów i Republikanów różnią się nie tylko poglądami politycznymi, ale też oceną wydarzeń w kraju i na świecie (s. 16–17). Poza sympatiami politycznymi, Amerykanów dzielą według autora również różnice w dochodach, mechanizmy kapitalizmu oraz sposób funkcjonowania mediów. Przytaczane fakty i prezentowane argumenty tłumaczące obecny stan rzeczy z pewnością wpisują się w aktualne dyskusje eksperckie tzw. głównego nurtu (zwłaszcza środowisk demokratycznych w USA). Nie są jednak zaskoczeniem dla czytelników śledzących na bieżąco najważniejsze wydarzenia polityczne i gospodarcze na zachodzie. Kolejne trzy rozdziały po kolei są poświęcone każdemu ze wspomnianych przez Bremmera kryzysów wraz z propozycjami działania (oczywiście na poziomie międzynarodowym).

Siłą tych rozdziałów jest umiejętne uchwycenie sedna omawianych problemów w skondensowanej i przystępnej popularnonaukowej formie popartej rzetelnymi źródłami. Opisane wydarzenia z całego świata dobrze wpisują się w główne tezy autora o braku alternatyw wobec natychmiastowych działań i współpracy na poziomie globalnym. Bremmer obrazowo opisuje skomplikowane zagadnienia, nie wchodząc w detale techniczne – np. piątą generacją sieci komórkowej (5G) nazywa jednym centralnym (globalnym) systemem nerwowym łączącym wszystko, co ma chipa. Taki rozwój technologii, zdaniem autora, rzuca nowe światło na polityczny układ sił w dobie masowej cyfryzacji, bo może doprowadzić do ingerencji jednego państwa w krytyczną infrastrukturę innego (s. 150). Ponieważ lektura skierowana jest w pierwszej kolejności do amerykańskiego czytelnika (z uwagi na uznanie wewnętrznych problemów USA za jedną z dwóch sił blokujących zdolność do działania), na pewno na plus odczytać należy wielokrotne przywołanie przykładu Unii Europejskiej jako organizacji, która podejmuje konkretne działania (jak choćby europejski system handlu uprawnieniami do emisji CO2 – EU ETS, którego celem jest ograniczanie emisji na rzecz ochrony klimatu). Bremmer sugeruje również (s. 87), że przywództwo UE jest konieczne do przywrócenia multilatelarnego porządku światowego, innymi słowy – Unia powinna pełnić poniekąd rolę mediatora między USA a Chinami.

Jednocześnie obrana przez autora formuła książki – skondensowana popularnonaukowa pigułka wiedzy na temat skomplikowanych wyzwań XXI w. – skutkuje licznymi uproszczeniami na temat złożonych zjawisk społeczno-politycznych, a to z kolei przekłada się na jakość wysuwanych wniosków. Czytelnik obeznany z niuansami polityki europejskiej nie może zgodzić się z lekkością, z jaką Bremmer opisuje jedność 27 (do niedawna 28) państw wobec wybranych wyzwań globalnych (zmiany klimatu) czy wewnętrznych. Pomija narastające napięcia i postępujący aksjologiczny rozdźwięk między poszczególnymi stolicami, który skutkuje coraz większym paraliżem decyzyjnym. Przykład rosyjskiej agresji, ale wcześniej też kryzys zadłużenia publicznego w strefie euro czy kryzys migracyjno-uchodźczy na południowej granicy UE pokazują, że europejskie kompromisy prowadzą niekiedy do zbyt wolnych zmian.

Stosowane przez Bremmera uproszczenia prowadzą do co najmniej kilku kontrowersyjnych tez, np. o tym, że świat potrzebuje stabilnych i przewidywalnych, a co za tym idzie rosnących w siłę (z realnym wzrostem PKB) Chin (s. 49). Kilka stron dalej, antycypując ewentualne zarzuty dotyczące ambiwalentnego podejścia do przestrzegania przez Chińską Republikę Ludową praw człowieka (pisze zresztą o represjach wobec Ujgurów), wyjaśnia, że strategiczne partnerstwo z Chinami nie wymaga, by świat ignorował zbrodnie przeciwko ludzkości. Uważa natomiast to partnerstwo za jedyny skuteczny środek nacisku na Chiny, by się zmieniły (s. 53). Czytelnik, zwłaszcza z Europy Środkowo-Wschodniej, może mimowolnie dostrzec podobieństwo prezentowanej przez Bremmera logiki do niemieckiej polityki wschodniej ostatnich lat (polityczno-gospodarczej współpracy z Rosją), która nie powstrzymała rosyjskiej napaści na Ukrainę.

Siłę publikacji The Power of Crisis stanowią trafne skondensowane diagnozy, jednak towarzyszą im proste i nazbyt optymistyczne recepty autora na poprawę trudnej sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się w drugiej dekadzie XXI w. Bremmer proponuje m.in. utworzenie światowej organizacji ds. węgla, która wyniosłaby EU ETS na globalny poziom. Nie radzi jednak, w jaki sposób przekonać największych "trucicieli świata", czyli Chiny i USA, żeby porozumiały się co do zasad funkcjonowania takiej organizacji. W obszarze cyfrowym również proponuje światową organizację, tym razem ds. danych. W tym wypadku, zachęcony unijnymi planami regulacji platform internetowych, wprowadzonym w 2018 r. RODO (rozporządzeniu o ochronie danych osobowych) czy strategii dotyczącej danych, Bremmer nie rozwodzi się nad tym, jak skomplikowaną materią jest regulacja przepływu i ochrony danych. W samej UE, mimo ambitnych planów, państwa nie mogą dojść do konsensusu w tej sprawie ani pomiędzy sobą nawzajem, ani z biznesem i organizacjami pozarządowymi, a co dopiero na poziomie światowym.

Szereg propozycji Bremmera dotyczących współpracy między zantagonizowanymi Stanami Zjednoczonymi i Chinami, zwłaszcza w obliczu narastających od kilku lat tendencji protekcjonistycznych, można potraktować jako przyczynek do dalszych dyskusji politycznych na forum międzynarodowych organizacji, jak WTO czy ONZ, oraz do prób budowania porządku międzynarodowego na nowo. Jest to głos sprzeciwu wobec polityki izolacjonistycznej, świata dwubiegunowego. Bremmer stara się pokazać, że takie podejście skazane jest na porażkę i że możliwa jest inna droga. Jednocześnie, chyba całkiem niezamierzenie, na zakończenie autor wprawia czytelnika w pesymistyczny nastrój za sprawą kilku stron zawierających dopisane tuż przed wydaniem uwagi o rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dobór użytych w tym fragmencie słów i analogii do zimnej wojny nie napawa optymizmem co do rychłego porozumienia się największych globalnych mocarstw w obliczu wspólnych wyzwań.

Jacob Helberg: The Wires of War: Technology and the Global Struggle for ­Power, Avid Reader Press, 2021, 360 s.

Wojciech Lorenz

Na rynku wydawniczym pojawiła się kolejna interesująca książka opisująca rosnące znaczenie cyberprzestrzeni oraz nowoczesnych i przełomowych technologii dla rywalizacji między państwami. Na mojej liście lektur obowiązkowych znajdują się już książki Christiana Brose The Kill Chain: Defending America in the ­Future of High-Tech Warfare1, Kai-Fu Lee, Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa2 oraz Kai Strittmatera Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura3. Wszystkie świetnie pokazują, jak w zawrotnym tempie Chiny rozwijają i wdrażają nowe technologie, dążąc nie tylko do umocnienia dyktatury Komunistycznej Partii Chin, ale także do uzyskania przewagi nad USA i zajęcia pozycji głównego światowego mocarstwa. Do tej listy dopisuję książkę Jacoba Helberga The Wires of War: Technology and the Global Struggle for Power. Jest to opowieść o nasilającym się konflikcie informacyjnym i technologicznym między autorytarnymi reżimami a państwami demokratycznymi. Jak pisze sam autor, jego książka to relacja żołnierza z pierwszej linii frontu, gdzie toczy się już zacięta walka (s. xxi). Helberg podkreśla, że posługiwanie się określeniem "rywalizacja" w tym przypadku nie oddaje natury konfliktu, który dla obu stron ma charakter egzystencjalny (s. xvi). Chiny próbują promować swój model autorytarnych rządów w wymiarze globalnym, a dzięki bezprecedensowym możliwościom wywierania gospodarczego nacisku na inne państwa i prowadzeniu wojny informacyjnej i technologicznej mogą stać się o wiele większym zagrożeniem dla świata demokratycznego niż ZSRR w czasie zimnej wojny. Chociaż Rosja ma bardziej ograniczone cele i nie jest tak zaawansowana technologicznie jak Chiny, jest również niezwykle skuteczna w dyskredytowaniu i osłabianiu systemów demokratycznych (s. xiii). Dlatego konflikt ten może mieć decydujący wpływ na przyszłość systemu międzynarodowego, a nawet zdecydować o tym, czy demokracje przetrwają w obecnym kształcie.

Helberg w latach 2016–2020 zajmował w firmie Google stanowisko szefa działu odpowiadającego za politykę zwalczania dezinformacji i prób wywierania wpływu przez obce rządy. Swoją opowieść zaczyna od wątków autobiograficznych, dzięki czemu dowiadujemy się m.in., że ma polskie korzenie. Ze względu na jego pochodzenie i osobiste doświadczenia kwestie wolności i sprzeciwu wobec systemów autorytarnych mają dla niego fundamentalne znaczenie. Wybory prezydenckie w 2016 r. w USA, na których wyniki prawdopodobnie udało się wpłynąć Rosji, były dla niego wstrząsem. To, o czym Związek Sowiecki mógł w czasie zimnej wojny jedynie marzyć, wydając miliardy dolarów rocznie i podejmując dziesiątki tysięcy operacji wpływu, stało się możliwe za sprawą wiadomości wykradzionych ze skrzynek pocztowych oraz oddziaływania na wyborców poprzez media społecznościowe (s. 28). Zdaniem Helberga wybory pokazały, że nie tylko jego firma, ale cała Dolina Krzemowa i państwo amerykańskie nie były przygotowane na wykorzystanie przez Rosję internetu jako narzędzia do prowadzenia wojny informacyjnej. Pracownicy sektora nowych technologii i mediów społecznościowych, najczęściej o liberalnych poglądach, nie uświadamiali sobie powagi zagrożenia. Byli przekonani, że w imię wolności słowa nie należy podejmować prób systemowego zwalczania propagandy i dezinformacji. Nawet skonfrontowany z faktami dotyczącymi ingerencji w wybory w 2016 r. sektor technologiczny nie chciał uznać, że znalazł się w centrum geopolitycznej rywalizacji i nie może pozostać na uboczu. Helberg uznaje takie podejście za polityczną naiwność (s. 61). Jak tłumaczy, nie chodzi jedynie o prawo do propagowania dowolnych treści (content), ale o sposób i cel ich przekazywania (conduct) (s. 63). Oprócz naiwności i zamknięcia we własnym świecie problemem był też opór liberalnych elit przed współpracą z rządem przy zwalczaniu wspólnych zagrożeń. Ten sam problem zdiagnozował Christian Brose, który opisywał wyzwania związane z rozwojem nowych technologii dla wojska, niezbędnych do odstraszania Rosji czy wygrania ewentualnego konfliktu militarnego z Chinami. ­Brose zarzucał wręcz sektorowi zaawansowanych technologii hipokryzję. Wiele firm nie stroni od współpracy z autorytarnymi reżimami, które łamią prawa człowieka i próbują pokonać demokratyczny świat, ale obawia się zarzutów o współpracę z własnym rządem4.

Opór przed systemową walką z propagandą i dezinformacją udało się przezwyciężyć dopiero po aferze wywołanej działaniami firmy Cambridge Analytica. Ta brytyjska firma dysponująca bazą danych liczącą ok. 240 mln osób potrafiła stworzyć ich szczegółowe profile w oparciu o ok. 5 tys. informacji pozyskiwanych na podstawie zachowań w sieci. Informacje te wykorzystywano, aby dobrać treści odpowiednie dla konkretnych odbiorców i wpływać na ich zachowania wyborcze. Rewelacje te były jak eksplozja nuklearna dla całej branży mediów społecznościowych (s. 68). Otrzeźwiający efekt miała zapewne także dotkliwa kara w wysokości 5 mld dol. nałożona przez Federalną Komisję Handlu (Federal Trade Commission) na Facebooka za naruszenie prawa dotyczącego ochrony danych osobowych. Okazało się, że polityczna i strategiczna naiwność może być bardzo kosztowna.

Chociaż Helberg określa się jako ekspert od technologii, książka nie jest skierowana do wąskiej grupy specjalistów. Autor nie wymaga od czytelnika praktycznie żadnej wiedzy technicznej. Prostym i zrozumiałym językiem, posługując się przykładami, wyjaśnia, czym jest algorytm (s. 75–76) i jak przekazywane są informacje w sieci (s. 88–89, 102). Dzięki temu czytelnikowi łatwo zrozumieć, na czym polegają metody i techniki stosowane do manipulowania informacją, a także jak ogromne znaczenie ma to, kto kontroluje sieci niezbędne dla jej przesyłania. Autor tłumaczy też, jakimi metodami i technikami posługują się Rosja i Chiny, aby nadać wiarygodność kłamliwym informacjom i zwiększyć ich zasięg (s. 69–79). Stara się wpływać na emocje czytelnika i postawić go po właściwej stronie barykady. Nie stroni od określenia "użyteczni idioci" w przypadku osób bezkrytycznie powielających kłamliwe informacje (s. 71).

Helberg zręcznie przeskakuje z poziomu technicznego i operacyjnego do kwestii strategicznych. Potrafi wyjaśnić, na czym polega różnica interesów między światem demokratycznym a Zachodem i jakie będą konsekwencje, jeśli Zachód nie zacznie efektywniej bronić swoich interesów. Pokazuje, jak wielkim zagrożeniem dla świata demokratycznego jest kontrola infrastruktury teleinformatycznej przez chińskie firmy (s. 88–111) i jak zdolność do wywierania wpływu i siania zamętu w państwach demokratycznych wzrośnie dzięki nowym technologiom (s. 118–124, 137–140). Tłumaczy, jak ważne jest wygranie politycznej batalii o to, jakimi prawami rządzić się będzie światowy internet, oraz wykorzystanie nowych i przełomowych technologii (s. 112–118). Doskonale opisuje też, na czym polegają wyzwania instytucjonalne związane z walką z dezinformacją oraz przeszkody we wzajemnej współpracy między sektorem prywatnym i publicznym (s. 159–196).

Jedną z głównych zalet książki nie jest jednak przekrojowe ujęcie tematu, ale jej użyteczność praktyczna. Helberg przedstawia rekomendacje, które są osadzone w politycznych i instytucjonalnych realiach, a przez to wydają się możliwe do wdrożenia. Jego zdaniem należy przede wszystkim zacząć od zaakceptowania bolesnej prawdy. Zachód jest w stanie wojny z autorytarnymi reżimami. Można ją nazywać nową zimną wojną albo szarą wojną (określenie to pojawia się w książce wiele razy), ale jest to wojna, w której Chiny i Rosja dążą do zwycięstwa. Jeśli USA i ich sojusznicy sobie tego nie uświadomią, nie będą w stanie podjąć skutecznej walki.

Autor jest przekonany, że skuteczna strategia wymaga nie tylko gotowości do obrony interesów i wartości, ale także podejmowania aktywnych działań, nawet za cenę ryzyka eskalacji. Brak takiej gotowości zachęca bowiem przeciwnika do nasilania agresji i przekraczania kolejnych granic. Helberg przedstawia rekomendacje dotyczące m.in. opracowania strategii bezpieczeństwa opartej na zdolności do obrony i odstraszania na poziomie narodowym i sojuszniczym, w tym w ramach NATO. Przekonuje m.in., że Sojusz powinien być bardziej jednoznaczny w posługiwaniu się groźbą przywołania art. 5 traktatu waszyngtońskiego (jeden za wszystkich, wszyscy za jednego) w reakcji na agresję w cyberprzestrzeni. Apeluje o zacieśnienie współpracy NATO z partnerami z Indo-Pacyfiku. Przedstawia też wiele rekomendacji, które powinny Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom umożliwić podjęcie skutecznej rywalizacji z Chinami w rozwoju i wdrażaniu nowych i przełomowych technologii.

Książka Helberga ma być kolejnym dzwonkiem alarmowym dla Zachodu. W przeciwieństwie do innych opracowań wieszczących upadek Zachodu w konfrontacji z Chinami i Rosją jest jednak bardziej optymistyczna. Autor przypomina, że od 2016 r. wprowadzono wiele rozwiązań, które ułatwiły walkę z propagandą i dezinformacją oraz utrudniły Rosji i Chinom wywieranie negatywnego wpływu na USA i inne państwa Zachodu. Podkreśla też, że mimo zaciekłej walki politycznej w USA wyzwania ze strony Chin powinny być traktowane jako szansa na przynajmniej częściowe zasypanie podziałów i zjednoczenie się w obliczu wspólnego przeciwnika (s. 266).

Jens Steffek: International Organization as Technocratic Utopia (Transformations in Governance), Oxford University Press, 2021, 256 s.

Stefania Kolarz

Kryzysy współczesnego świata uwidaczniają rolę i znaczenie organizacji międzynarodowych; pandemia COVID-19 zwróciła uwagę na działalność WHO – Światowej Organizacji Zdrowia, a agresja Rosji na Ukrainę – m.in. NATO, które jeszcze w 2019 r. zostało przez prezydenta Francji określone jako będące w stanie śmierci mózgowej5. Jens Steffek proponuje natomiast spojrzenie na współpracę międzynarodową z innej perspektywy: za punkt odniesienia przyjmuje legitymację i podwaliny teoretyczno-filozoficzne leżące u jej podstaw. W tym kontekście omawia ewolucję idei, zgodnie z którą stosunki międzynarodowe powinny być prowadzone nie przez polityków i dyplomatów, a przez specjalistów w danej dziedzinie (s. 1). Dla zbiorczego określenia nurtów i poglądów poświęconych tej "roli technologii i ekspertyzy we współpracy międzynarodowej i integracji regionalnej" (s. 15) Steffek posługuje się pojęciem "technokratyczny internacjonalizm". Internacjonalizm oznacza tu preferowanie struktur (administracji, współpracy, instytucji) międzynarodowych ponad krajowe, a technokracja implikuje zarządzanie przez ekspertów (s. 4, 17). Nie jest to zatem książka o bezpośrednich przyczynach powstania poszczególnych organizacji czy formatów współpracy, ale próba spojrzenia na dynamikę ich tworzenia w sposób nieco bardziej filozoficzny, ogólny i abstrakcyjny. Przytaczając poglądy teoretyków, a w umiarkowanym stopniu również praktyków (m.in. pierwszego przewodniczącego Komisji EWG Waltera Hallsteina czy drugiego w historii dyrektora generalnego FAO Binaya R. Sena), autor omawia oczekiwania stawiane współpracy międzynarodowej i jej cele w ostatnich stuleciach.

Steffek skupia się na usystematyzowanym przedstawieniu poglądów różnych autorów, którzy na przestrzeni dziejów poruszali – choć nie pod tą nazwą – tematykę technokratycznego internacjonalizmu. Przyjmując kryterium chronologiczne i odnosząc się do szerokiego spektrum nurtów krajowych i międzynarodowych, dzieli historię jego rozwoju na cztery fazy, w ramach których omawia stanowiska poszczególnych twórców. Jako pierwszą z nich, tzw. pionierską, wskazuje okres od kongresu wiedeńskiego do I wojny światowej. Dochodzi w nim do ukształtowania się technokratycznego internacjonalizmu w wyniku połączenia dwóch założeń: umiędzynarodowienia zarządzania i profesjonalizacji służby publicznej (s. 1, 181). Jest to też czas powstawania związków międzynarodowych, np. Międzynarodowego Związku Pocztowego, a wśród kluczowych myślicieli tego okresu autor wspomina poglądy m.in. Henri de Saint-Simona, Johna Stuarta Milla, Georga F.W. Hegla i Paula S. Reinscha. Jako drugi etap, tzw. utopijny, Steffek wskazuje dwudziestolecie międzywojenne – okres ukształtowany pod wpływem doświadczeń I wojny światowej, wielkiego kryzysu i rozwoju aparatu państwowego, które inspirują myślenie o współpracy międzynarodowej jako o narzędziu do utrzymania pokoju (s. 82). Etap ten charakteryzuje się dużą różnorodnością poglądów, wśród których wymieniane są przede wszystkim te głoszone przez twórców liberalnych, m.in. Jamesa Arthura Saltera, Pitmana B. Pottera, Leonarda Woolfa, Davida Mitrany'ego, ale także radykalnych, np. Francisa Delaisi. Trzecia faza, polegająca na dominacji paradygmatu technokratycznego internacjonalizmu, następuje zdaniem Steffka w latach 40.–60. XX w., kiedy utopie zaczynają być stopniowo zastępowane bardziej realistycznymi poglądami. Okres ten wyróżnia się tworzeniem licznych organizacji wyspecjalizowanych i funduszy Narodów Zjednoczonych skupiających się na konkretnych zadaniach (s. 181). Wśród omawianych przez niego autorów pojawiają się Frederick Schuman, Hans J. Morgenthau i Edward Carr. Ostatni, trwający do dziś etap rozpoczyna się w latach 70. XX w. wraz z coraz bardziej uwidaczniającymi się niedoskonałościami organizacji międzynarodowych. W jego ramach Steffek przytacza m.in. poglądy Michela Foucaulta oraz Jürgena Habermasa.

Założeniem autora jest przedstawienie historii technokratycznego internacjonalizmu, wyjaśnienie za jego pomocą współczesnych wyzwań stojących przed międzynarodową administracją (international ­governance) oraz wsparcie interdyscyplinarnej dyskusji na ten temat, obejmującej m.in. nauki stosunków międzynarodowych, historii, prawa czy socjologii (s. 14). Opracowanie niewątpliwie osiąga pierwszy z tych celów – stanowi oryginalny i uporządkowany sposób przedstawienia poglądów na temat rozwoju współpracy międzynarodowej, sposobu obsadzania organizacji międzynarodowych i konkurujących ze sobą interesów. Jego szczególna wartość przejawia się w odejściu od ujmowania systemu międzynarodowego w kategoriach uczestniczących w nim państw lub ich bloków i spojrzeniu na jego funkcjonowanie z bardziej filozoficznej perspektywy. Steffek prowokuje też do refleksji nad ponadczasowością niektórych problemów, z którymi zmagają się organizacje międzynarodowe. Wśród nich wymienić można niewystarczający mandat demokratyczny i zbyt mały udział społeczeństwa w ich działalności, a także kwestię dopuszczenia podmiotów niepaństwowych do prac organizacji (wspomnianą w kontekście drugiego etapu rozwoju technokratycznego internacjonalizmu, s. 70–71). Podobnie, nierozwiązane w zasadzie do dziś pozostają trudności, które ujawniły się w fazie pragmatyzmu: kontrowersje związane z sankcjonowaniem naruszeń porządku międzynarodowego i z ograniczaniem suwerenności państw członkowskich organizacji (s. 121, 125). Czytelnik znający sposób funkcjonowania organizacji międzynarodowych może dostrzec tu pewne paralele z wyzwaniami uwidaczniającymi się m.in. w przypadku integracji europejskiej, np. dyskusji na temat większego zaangażowania unijnych obywateli w decyzje podejmowane na poziomie Wspólnoty, wzmocnienia roli reprezentującego ich interesy Parlamentu Europejskiego, kompetencji państw członkowskich, a nawet wydarzenia, które zbiegło się czasowo z wydaniem książki – Konferencji w sprawie przyszłości Europy. Analogie do obecnego stanu rzeczy nie są jednak wprost wskazywane przez autora, który pozostawia w tym zakresie czytelnikowi dużą swobodę interpretacji i wyciągania własnych wniosków. Tym samym opracowanie Steffka przyczynia się do refleksji i dyskusji na temat kształtu współpracy międzynarodowej, nie podając gotowych rozwiązań.

Książka napisana jest specjalistycznym językiem, który wymaga od czytelnika swobodnego poruszania się po teoriach stosunków międzynarodowych, niekiedy również filozofii, a także dobrej znajomości organizacji międzynarodowych i ich historii6. Bez tej wiedzy trudno jest dostrzec przełożenie prezentowanych wątków na rzeczywiste tworzenie i funkcjonowanie różnych formatów międzynarodowych. Omawiając historię technokratycznego internacjonalizmu, Steffek zdaje się bowiem poświęcać więcej uwagi sylwetkom autorów i przytaczaniu ich poglądów niż ich bezpośredniemu wpływowi na sposób funkcjonowania społeczności międzynarodowej w praktyce, jej organizację i formaty współpracy. Odwołania do poszczególnych organizacji międzynarodowych, które mogłyby być pomocnym sposobem przełożenia przytaczanej teorii na praktykę, na tle całości opracowania pojawiają się stosunkowo rzadko i w niewystarczającym stopniu. Przykładowo w podsumowaniu autor wyróżnia sposób działania polityków i ekspertów w danej dziedzinie na szczeblu międzynarodowym. Według Steffka technokracja ma implikować odpolitycznienie rządów i pragmatyzm oraz skupienie się na interesie globalnym zamiast na narodowym, a w związku z tym kontrastować z działaniami podejmowanymi przez polityków (s. 187, 13). W tym kontekście autor nie rozwija jednak wątku ich wzajemnych interakcji i zależności, ograniczając się jedynie do wskazania przykładów organizacji eksperckich, m.in. WMO (Światowej Organizacji Meteorologicznej) i WHO. Podobnie pewien niedosyt pozostawiają czytelnikowi nieliczne odniesienia do obecnej sytuacji międzynarodowej, przez co opracowanie ma głównie walor teoretyczno-historyczny. Steffek wskazuje np. na Wysoką Władzę czy Komisję EWG, ale w zasadzie nie odnosi się do organów Unii Europejskiej w ich współczesnym kształcie.

Opracowanie Steffka ma potencjał do dalszego rozwoju. Choć różnorodność komentowanych przez niego poglądów w ramach poszczególnych tradycji myślenia o technokratycznym internacjonalizmie zasługuje na uznanie, pewnym ograniczeniem pozostaje świadome przyjęcie przez autora podejścia eurocentrycznego (s. 6), zwłaszcza w doborze omawianych myślicieli. Na możliwe rozszerzenie grona prezentowanych przez niego autorów, m.in. pod względem płci, pochodzenia narodowego, rasy, w swojej recenzji zwraca uwagę Jan Eijking, wskazując możliwy kierunek rozszerzenia badań7. Analogicznie, w kontekście ostatniego etapu rozwoju technokratycznego internacjonalizmu, warte rozważenia byłoby uwzględnienie organizacji i formatów współpracy międzynarodowej funkcjonujących obecnie w innych regionach świata. Można byłoby położyć też większy nacisk na uwzględnienie współczesnych nurtów, wskazanie aktualnych trendów i tendencji, zdefiniowanie roli ekspertów w organizacjach międzynarodowych i umiejscowienie ich w siatce stosunków międzynarodowych.

Thomas Urban: Verstellter Blick. Die deutsche Ostpolitik, Edition.fotoTAPETA, 2022, 191 s.

Łukasz Jasiński

Inwazja Rosji na Ukrainę wywołała w Niemczech debatę na temat błędów popełnionych przez poprzednie rządy w polityce wschodniej (Ostpolitik). Głosy mediów, komentatorów i członków politycznego establishmentu skupiały się na rzekomej naiwnej wierze w dobre intencje Putina i sens hasła "zmiana poprzez handel". Pozornie racjonalna kalkulacja gospodarcza doprowadziła także do uzależnienia Niemiec od dostaw rosyjskich surowców, zwłaszcza gazu. Politycy i komentatorzy podkreślają też, że polityka wschodnia zbyt często była utożsamiana z polityką wobec Rosji, przy lekceważeniu interesów i obaw państw Europy Środkowo-Wschodniej. Niektórzy badacze XX w., m.in. Timothy Snyder, dostrzegają również u części niemieckich elit obecność tradycji neokolonialnego postrzegania Europy Wschodniej jako rosyjskiej strefy wpływów8. Przewodniczący SPD Lars Klingbeil zapowiedział natomiast podjęcie przez SPD prac nad założeniami nowej polityki wschodniej, która miałaby cechować się większą asertywnością wobec Rosji i otwartością na interesy Europy Środkowo-Wschodniej9.

Opublikowana na początku tego roku książka Thomasa Urbana Verstellter Blick. Die deutsche Ostpolitik jest poświęcona analizie błędnych decyzji kolejnych niemieckich rządów w relacjach z Rosją i krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Symboliczny jest także wybór samego tytułu, który można przetłumaczyć jako "krzywe spojrzenie" Niemiec na tę część Europy. Mimo że praca ukazała się przed inwazją na Ukrainę, stanowi ważny głos we wspomnianych debatach. Autorem książki jest Thomas Urban, historyk i publicysta, wieloletni korespondent niemieckich mediów, m.in. "Süddeutsche Zeitung" w Polsce i Rosji. Warto zaznaczyć, że nie jest to pierwsza książka tego autora poświęcona stosunkom polsko-niemieckim10 i niemiecko-rosyjskim11.

Książka jest podzielona na dziewięć rozdziałów poświęconych wyodrębnionym zagadnieniom z historii i teraźniejszości stosunków Niemiec z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Ramy chronologiczne książki obejmują okres od lat 70. XX w. do przełomu 2021/2022. Autor zdecydował się zastosować w pracy układ chronologiczno-problemowy, co czyni konstrukcję książki klarowną i przyjazną czytelnikom. Zaletą jest niewątpliwie barwny i przystępny styl narracji oraz obrazowe przykłady tłumaczące różnice między polskim a niemieckim podejściem do Rosji.

O ile można w konwencji książki mieszczącej się między publicystyką a pracą naukową zrozumieć brak przypisów, to słabością zdecydowanie jest brak dołączonej bibliografii. Uniemożliwia to zorientowanie się, z jakiej literatury przedmiotu i źródeł korzystał autor i na jakich podstawach przytacza niektóre opinie czy statystyki.

Pierwsze dwa rozdziały książki opisują zarówno genezę, jak i ewolucję niemieckiej polityki wschodniej od rządów kanclerza Willy'ego Brandta do ery Angeli Merkel. Autor słusznie zauważa podstawową różnicę w międzynarodowym kontekście polityki odprężenia z lat 70. i dialogu z putinowską Rosją. O ile bowiem ZSRR w latach 70. był zainteresowany utrzymaniem swojego stanu posiadania w Europie, to Rosja dąży do rewizji porządku ukształtowanego po 1989 r., nie wahając się stosować w tym celu siły (s. 17).

Szczególnie interesujące jest przywołanie reakcji polityków z RFN, a zwłaszcza SPD na "karnawał Solidarności" i stan wojenny w Polsce. Kwestie te były już co prawda przedmiotem analizy innych autorów12, jednak Thomasowi Urbanowi udało się wskazać na liczne paralele z niemieckimi reakcjami i debatami wobec kolejnych agresywnych kroków putinowskiej Rosji na arenie międzynarodowej. Z tego punktu widzenia widoczne są słabości niemieckiej polityki wschodniej: absolutyzacja stabilności i pokoju oraz brak empatii wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Osłabiają one możliwości przeciwstawienia się rosyjskiemu rewizjonizmowi na arenie międzynarodowej i powodują ograniczenie niemieckich debat politycznych w czasie kolejnych kryzysów do zero-jedynkowego dylematu "pokój czy wojna" (s. 21 i n.). Towarzyszy temu także niezrozumienie przez większość niemieckich elit istoty rosyjskiego imperializmu i jego kontinuum od czasów carskich do współczesności (s. 53).

Rozważania autora w kolejnym rozdziale na temat przełomu roku 1989 są poświęcone opisowi wzajemnych kontaktów między elitami Niemiec i Polski i zawarciu kluczowych traktatów: granicznego z 1990 r. oraz o dobrym sąsiedztwie z 1991 r. Autor nie szczędzi w tym rozdziale krytycznych uwag na temat niemieckiej dyplomacji. Mimo oficjalnych deklaracji RFN na temat wzajemnego partnerstwa i wagi stosunków polsko-niemieckich ambasada Niemiec w Warszawie była uznawana za niezbyt istotną i mało prestiżową placówkę, a kolejni ambasadorzy, aż do kadencji Rüdigera von Fritscha (lata 2010–2014) nie tylko nie władali językiem polskim, ale też mieli niewielką wiedzę na temat naszego kraju (s. 93).

Autor poświęcił aż trzy rozdziały (czwarty, siódmy i ósmy) kwestii pamięci i polityki historycznej oraz ich wpływu na relacje polsko-niemieckie. Przywołuje kontrowersje wokół idei "centrum przeciwko wypędzeniom" i powracający co pewien czas temat reparacji wojennych. Wskazuje też, w jaki sposób poszczególni politycy w obu krajach wykorzystywali dyskusje na temat historii. Osobne miejsce poświęcono zjawisku rosyjskiego rewizjonizmu historycznego i jego połączenia z agresywną polityką międzynarodową.

Thomas Urban wiwisekcji poddaje także mity dotyczące historii najnowszej, które powodują napięcia między oboma krajami. W Polsce jest to mit ofiary i bohaterstwa z czasów II wojny światowej, podważony przez dyskusje wokół Jedwabnego. W Niemczech jest to z kolei mająca niewiele wspólnego z prawdą wizja rzekomych dogłębnych rozliczeń z nazizmem po 1945 r.

Za szczególnie ważną część książki należy uznać rozdziały piąty i szósty. Opisują one kulisy niezdecydowanej polityki Niemiec wobec rosyjskiej aneksji Krymu i wojny w Donbasie wynikającej, oprócz niezrozumienia istoty rosyjskiego imperializmu, z egoistycznej polityki energetycznej Berlina symbolizowanej przez gazociągi Nord Stream 1 i 2. Według głównej tezy autora już w 2014 r. było jasne, że polityka dialogu z Rosją i próba włączenia jej w system europejskiego bezpieczeństwa poniosły klęskę. Wojna w Donbasie wskazała jasno, że Putin uważa Ukrainę za swoją strefę wpływów i nie waha się stosować siły, aby za wszelką cenę uniemożliwić Ukraińcom realizację ich modernizacyjnych, europejskich aspiracji.

Mimo rozczarowania i pewnej bezradności niemieckich elit wobec Rosji, ze względu na przywiązanie do schematów myślenia z początku lat 70. oraz prymat współpracy gospodarczej, nie nastąpiły wówczas znaczące zmiany kursu. Łagodnej reakcji Berlina na wydarzenia na Ukrainie towarzyszyła w kolejnych latach niechęć do wzmacniania wschodniej flanki NATO, co pogłębiło nieufność Polski i innych krajów regionu wobec Niemiec i podważyło zaufanie do gwarancji bezpieczeństwa ze strony Sojuszu (s. 116–117).

Realizacja projektów Nord ­Stream 1 i 2 przez gabinet kanclerz Merkel, mimo licznych ostrzeżeń ze strony Warszawy i innych stolic, miała także destrukcyjny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne całego regionu. Umożliwiły one bowiem "gazowe okrążenie" Europy Środkowo-Wschodniej. Co więcej, współpraca niemiecko-rosyjska na tym polu nasuwała w Polsce i krajach bałtyckich skojarzenia z paktem Ribbentrop–Mołotow (s. 126).

Rząd kanclerz Merkel zadał również poważny cios idei solidarności europejskiej, torpedując na forum UE lansowaną przez Polskę koncepcję wspólnej unijnej polityki energetycznej (s. 127). Bilans niemieckiej polityki energetycznej był zatem z perspektywy przełomu lat 2021/2022 zdecydowanie negatywny.

Polityka podważająca europejską solidarność wiąże się z tematem ostatniego rozdziału, czyli polityką unijną Niemiec oraz konfliktami związanymi z kwestią praworządności w Polsce i na Węgrzech. W opinii Urbana niemieccy politycy nie docenili wrażliwości społeczeństw i elit krajów Europy Środkowo-Wschodniej na kwestie cedowania na struktury ponadnarodowe części suwerenności odzyskanej przez te kraje dopiero w 1989 r. Stąd też większy niż w Niemczech sceptycyzm wobec koncepcji zacieśniania integracji europejskiej.

Książka Thomasa Urbana stanowi ważny głos w debacie na temat błędów niemieckiej polityki wschodniej. Co godne podkreślenia, wykracza ona poza proste sformułowanie zestawu błędów niemieckiej dyplomacji popełnionych wobec Rosji, Polski i Ukrainy. Autor dzięki znajomości kontekstu historycznego i relacji polsko-niemieckich oraz rosyjsko-niemieckich w przekonujący sposób wskazał przyczyny tytułowego "krzywego spojrzenia" w polityce wschodniej.

O tym, jak trudno wyrwać się Niemcom z dotychczasowych schematów myślenia i postępowania, świadczą szczególnie ich próby zmiany niektórych paradygmatów polityki zagranicznej i obronnej określanych przez kanclerza Olafa Scholza jako przełomowe. Książka ta, po dokonaniu przekładu na język polski oraz redakcji naukowej, mogłaby z pewnością zbudzić zainteresowanie czytelników nie tylko zawodowo zajmujących się problematyką stosunków polsko-niemieckich.

1 C. Brose, The Kill Chain: Defending America in the Future of High-Tech Warfare, Hachette, 2022.

2 Kai-Fu Lee, AI Superpowers: China, Silicon Valley, and the New World Order, Houghton Mifflin Harcourt, 2021 (wyd. pol.: Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny, USA i przyszłość świata, tłum. K. Hejwowski, Media Rodzina, 2020).

3 K. Strittmatter, Neuerfindung der Diktatur: wie China den digitalen Überwachungsstaat auf­baut und uns damit herausfordert, Piper, 2020 (wyd. pol.: Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura, tłum. A. Gadzała, Wydawnictwo WAB, 2020).

4 Ch. Brose, op. cit.

5 Emmanuel Macron warns Europe: NATO is becoming brain-dead, "The Economist", 7 listopada 2019 r., www.economist.com [dostęp 30.06.2022].

6 Np. w odniesieniu do integracji europejskiej autor posługuje się hasłami kryzysu pustego krzesła i tzw. eurosklerozy, których jednak nie wyjaśnia czytelnikom mniej zaznajomionym z historią integracji europejskiej (s. 168, 182).

7 J. Eijking, Looking for Utopia: Experts and Global Governance, "Journal of International Political Theory" 2022, t. 18, nr 2, s. 262–272.

8 T. Snyder, Warum fällt es Deutschland so schwer, von einem faschistischen Russland zu sprechen?, "Der Spiegel", 27 maja 2022 r., www.spiegel.de.

9 SPD skizziert neue Ostpolitik, "Deutsche Welle", 9 lipca 2022 r., www.dw.com.

10 Wskazać można tutaj na prace: Niemcy w Polsce. Historia mniejszości w XX wieku, tłum. P. Żwak, Instytut Śląski, 1994; Od Krakowa po Gdańsk. Wędrówka przez dzieje polsko-niemieckie, tłum. M. Podlasek-Ziegler, Wydawnictwo Polsko-Niemieckie, 2002; Utracone ojczyzny. Wypędzenia Niemców i Polaków w XX wieku, Czytelnik, tłum. A. Kowaluk, 2007; Polen, C.H. Beck, 2009.

11 T. Urban, Die Irrtümer des Kremls. Warum wir den Krieg im Osten Europas stoppen müssen, Süddeutsche Zeitung, 2015.

12 Por. P. Pleskot, Kłopotliwa Panna "S". Postawy polityczne Zachodu wobec "Solidarności", Instytut Pamięci Narodowej, 2013.