Polski Przegląd Dyplomatyczny 4/2021 - Wojciech Lorenz, Colin P. Clarke, Raffaello Pantucci, Ludwika Włodek, Patryk Kugiel, Kacper Rękawek, Andrzej Dąbrowski, Mateusz Piotrowski, Ryszarda Formuszewicz, Przemysław Biskup, Mykoła Riabczuk, Marcin Przychodniak, Maciej Pawłowski, Ryszard Stemplowski, Marek Kornat, Mariusz Wołos, Lidia Gibadło, Artur Kacprzyk, Paweł Markiewicz, Mariusz Antonowicz

Kup ebooka

20.00 zł
15.99 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OD RE­DAK­TORA NA­CZEL­NEGO

EU­ROPA W PO­SZU­KI­WA­NIU AU­TO­NO­MII A BEZ­PIE­CZEŃ­STWO POL­SKI

Tekst Ju­styny Got­kow­skiej opu­bli­ko­wany na ła­mach Klubu Ja­giel­loń­skiego[1] to ważny głos w de­ba­cie o miej­scu Pol­ski w świe­cie, po­szu­ki­wa­niu pol­skiej stra­te­gii roz­woju zmie­rza­ją­cej do opty­ma­li­za­cji po­ło­że­nia mię­dzy­na­ro­do­wego i wy­boru od­po­wied­niej tak­tyki po­li­tyki za­gra­nicz­nej. To głos zna­ko­mi­tej eks­pertki uczest­ni­czą­cej w dys­ku­sjach o nie­miec­kich, fran­cu­skich, bry­tyj­skich i "eu­ro­pej­skich" dy­le­ma­tach zwią­za­nych z po­li­tyką za­gra­niczną i eu­ro­pej­ską. Głos ten staje się jesz­cze cen­niej­szy, gdy weź­miemy pod uwagę silne po­li­tyczne zin­stru­men­ta­li­zo­wa­nie de­baty pu­blicz­nej o po­li­tyce eu­ro­pej­skiej i za­gra­nicz­nej w Pol­sce, nie­mal cał­ko­wite jej pod­po­rząd­ko­wa­nie po­trze­bom do­raź­nej, we­wnętrz­nej walki po­li­tycz­nej, a nie­kiedy pry­wat­nym in­te­re­som lub ani­mo­zjom jej uczest­ni­ków, oraz fakt, że au­torka pró­buje po­szu­ki­wać zo­biek­ty­wi­zo­wa­nego pol­skiego in­te­resu pań­stwo­wego w szybko zmie­nia­ją­cym się świe­cie.

Dia­gnoza sy­tu­acji mię­dzy­na­ro­do­wej, która jest punk­tem wyj­ścia do roz­wa­żań Ju­styny Got­kow­skiej, nie bu­dzi za­sad­ni­czych za­strze­żeń. Je­ste­śmy świad­kami słab­nię­cia ame­ry­kań­skiego przy­wódz­twa, po­ten­cjału po­li­tycz­nego, woj­sko­wego, tech­no­lo­gicz­nego i mo­ral­nego Ame­ryki, który przez ostat­nie dzie­się­cio­le­cia za­pew­niał jej prze­wagę nad ad­wer­sa­rzami i pre­de­sty­no­wał do roli przy­wód­czej w świe­cie, de­fi­nio­wa­nym w za­leż­no­ści od po­dej­ścia po­li­tyczno-teo­re­tycz­nego jako świat "de­mo­kra­tyczny", "li­be­ralny" lub "wolny".

Kry­zys ame­ry­kań­skiego przy­wódz­twa ma cha­rak­ter struk­tu­ralny i nie zo­stał wy­wo­łany po­li­tyką Do­nalda Trumpa. Nie na­leży rów­nież ocze­ki­wać, że zo­sta­nie roz­wią­zany za ka­den­cji Joe Bi­dena. Wiele zresztą wska­zuje, że obaj pre­zy­denci są je­dy­nie róż­nymi prze­ja­wami tego sa­mego zja­wi­ska.

Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że wspo­mi­nana ten­den­cja jest dla Pol­ski zja­wi­skiem nie­ko­rzyst­nym, bez względu na to, czy za przy­czynę uznamy utratę przez Ame­rykę sił na sku­tek 20 lat "nie­koń­czą­cych się wo­jen", czy też ro­snącą kon­ku­ren­cję ze strony Chin, pod­ko­pu­jącą fun­da­menty ame­ry­kań­skiej prze­wagi go­spo­dar­czej i tech­no­lo­gicz­nej.

Pol­ska jest jed­nym z naj­więk­szych be­ne­fi­cjen­tów Pax Ame­ri­cana, ro­zu­mia­nego sze­roko, jako świat kształ­to­wany pod wpły­wem za­an­ga­żo­wa­nia Sta­nów Zjed­no­czo­nych w po­li­tykę glo­balną, w two­rze­nie uni­wer­sal­nych norm i mię­dzy­na­ro­do­wych in­sty­tu­cji bę­dą­cych ich ema­na­cją. To przy­stą­pie­nie Ame­ryki do I wojny świa­to­wej oraz wspar­cie przez nią idei de­mo­kra­ty­za­cji sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych i prawa na­ro­dów do sa­mo­sta­no­wie­nia wła­snym po­ten­cja­łem mi­li­tar­nym i go­spo­dar­czym przy­czy­niło się do od­two­rze­nia pol­skiej pań­stwo­wo­ści. Z ko­lei re­zy­gna­cja Fran­klina D. Ro­ose­velta z obrony pol­skiej nie­pod­le­gło­ści w Jał­cie po­zo­sta­wiła nas po złej stro­nie że­la­znej kur­tyny. W ostat­niej de­ka­dzie XX w. to znowu ame­ry­kań­skie przy­wódz­two do­pro­wa­dziło do prze­zwy­cię­że­nia jał­tań­skiego po­działu Eu­ropy, zjed­no­cze­nia Nie­miec, od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści przez Pol­skę i inne pań­stwa Eu­ropy Środ­ko­wej, i wresz­cie roz­sze­rze­nia in­sty­tu­cji or­ga­ni­zu­ją­cych naj­wy­żej roz­wi­nięte pań­stwa świata na Eu­ropę Środ­kową.

Po za­koń­cze­niu zim­nej wojny - po­dob­nie jak miało to miej­sce po za­koń­cze­niu II wojny świa­to­wej - Stany Zjed­no­czone zde­cy­do­wały o kon­ty­nu­owa­niu swo­jego za­an­ga­żo­wa­nia na Sta­rym Kon­ty­nen­cie w celu stwo­rze­nia Eu­ropy sa­mo­wy­star­czal­nej, nie­po­trze­bu­ją­cej ame­ry­kań­skich gwa­ran­cji bez­pie­czeń­stwa, bo wol­nej, zjed­no­czo­nej i po­ko­jo­wej. Fun­da­men­tem tej Eu­ropy miał być So­jusz Pół­noc­no­atlan­tycki, w któ­rym rola Sta­nów Zjed­no­czo­nych miała się stop­niowo prze­kształ­cać z głów­nego do­star­czy­ciela zdol­no­ści mi­li­tar­nych w po­li­tycz­nego ob­ser­wa­tora po­li­tyki eu­ro­pej­skiej, co­raz bar­dziej ogra­ni­cza­ją­cego swoje bez­po­śred­nie przy­wódz­two po­li­tyczno-woj­skowe w ob­sza­rze trans­atlan­tyc­kim. Osta­tecz­nie, roz­sze­rze­nie So­ju­szu o Pol­skę i inne pań­stwa Eu­ropy Środ­ko­wej było in­stru­men­tem słu­żą­cym re­ali­za­cji tej wi­zji. Nie­mal w ostat­niej chwili pań­stwom bał­tyc­kim udało się wy­ko­rzy­stać in­er­cję tego ame­ry­kań­skiego po­dej­ścia do bez­pie­czeń­stwa Eu­ropy i zo­stać so­jusz­ni­kami Ame­ryki po­przez człon­ko­stwo w NATO. Czy bez roz­sze­rze­nia So­ju­szu mia­łyby one szansę zo­stać człon­kami Unii Eu­ro­pej­skiej? Na to py­ta­nie od­po­wie­dzi będą po­szu­ki­wać hi­sto­rycy, ko­rzy­sta­jąc z za­so­bów ar­chi­wów dy­plo­ma­tycz­nych.

W Pol­sce czę­sto jed­nak za­po­mi­namy, że głów­nym ad­re­sa­tem ame­ry­kań­skiej po­li­tyki two­rze­nia Eu­ropy sa­mo­wy­star­czal­nej, a więc wol­nej, zjed­no­czo­nej i po­ko­jo­wej, była Ro­sja. Gdyby Ro­sja stała się pań­stwem de­mo­kra­tycz­nym, zdol­nym do udziału w de­mo­kra­tycz­nym pro­ce­sie in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej oraz człon­ko­stwa w NATO, pro­ces jed­no­cze­nia się Eu­ropy można by było uznać za za­koń­czony, a po­kój na Sta­rym Kon­ty­nen­cie - za trwale za­gwa­ran­to­wany. Woj­skowa obec­ność sił ame­ry­kań­skich w Eu­ro­pie stra­ci­łaby swoje uza­sad­nie­nie. Ame­ryka mo­głaby wresz­cie - po pra­wie stu la­tach - ogra­ni­czyć swoje po­li­tyczno-woj­skowe za­an­ga­żo­wa­nie na Sta­rym Kon­ty­nen­cie i zre­zy­gno­wać z funk­cji eu­ro­pej­skiego mo­car­stwa. Nie ma tu miej­sca na roz­wa­ża­nia o re­al­no­ści tej kon­cep­cji ani o tym, jak sku­tecz­nie, z jaką kon­se­kwen­cją tę wi­zję uda­wało się wpro­wa­dzać w ży­cie.

Do­ku­menty do­ty­czące re­la­cji NATO-Ro­sja, któ­rych wy­bór w re­dak­cji Ro­berta Ku­piec­kiego i Marka Men­ki­szaka[2] wy­dał nie­dawno PISM, po­ka­zują, że Ro­sja nie była za­in­te­re­so­wana udzia­łem w jej urze­czy­wist­nia­niu. Ro­syj­skie elity uznały de­mo­kra­ty­za­cję swo­jego pań­stwa za za­gro­że­nie dla jego prze­trwa­nia jako bi­re­gio­nal­nego mo­car­stwa, w kon­se­kwen­cji zde­fi­nio­wały także de­mo­kra­cję, a mó­wiąc pre­cy­zyj­niej - fun­da­men­talną dla niej za­sadę al­ter­na­cji wła­dzy za po­śred­nic­twem wol­nych i rów­nych de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów, kon­cep­cję wrogą. W kon­se­kwen­cji Ro­sja mu­siała się stać głów­nym opo­nen­tem jed­no­cze­nia Eu­ropy i ame­ry­kań­skiej wi­zji uczy­nie­nia Sta­rego Kon­ty­nentu ob­sza­rem wol­nym, zjed­no­czo­nym i po­ko­jo­wym.

Wy­nika z tego bar­dzo ważna dla na­szych roz­wa­żań kon­klu­zja. Rola Pol­ski w ame­ry­kań­skiej glo­bal­nej stra­te­gii jest funk­cją ame­ry­kań­skiego po­dej­ścia do Ro­sji. Gdyby Ro­sja była pań­stwem de­mo­kra­tycz­nym, zdol­nym do in­te­gra­cji z in­nymi eu­ro­pej­skimi pań­stwami de­mo­kra­tycz­nymi, zna­cze­nie Pol­ski zo­stałby zre­du­ko­wane do roli jed­nego z wielu uczest­ni­ków in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej o dość ogra­ni­czo­nym wpły­wie i zna­cze­niu. To Ro­sja i jej an­ty­de­mo­kra­tyczna po­li­tyka czyni z Pol­ski pań­stwo wschod­niej flanki NATO o naj­więk­szym po­ten­cjale mi­li­tar­nym i po­li­tycz­nym, so­jusz­nika Sta­nów Zjed­no­czo­nych o istot­nym zna­cze­niu w ich glo­bal­nej stra­te­gii od­stra­sza­nia za­równo Chin, jak i - z ko­niecz­no­ści - Ro­sji.

Ame­ry­kań­skie glo­balne od­stra­sza­nie opiera się bo­wiem na za­ło­że­niu, że oba te­atry, na któ­rych an­ga­żo­wany jest ame­ry­kań­ski po­ten­cjał, czyli Eu­ropa i Pa­cy­fik, są ze sobą po­łą­czone wspól­notą stra­te­gicz­nych in­te­re­sów Chin i Ro­sji. To ozna­cza, że każda eska­la­cja kon­fliktu na jed­nym z nich otwiera okno moż­li­wo­ści przed do­mi­nu­ją­cym ame­ry­kań­skim ad­wer­sa­rzem na dru­gim z tych te­atrów, gdyż Stany Zjed­no­czone nie są w sta­nie ob­słu­gi­wać swoim po­ten­cja­łem dwóch wiel­kich kon­flik­tów jed­no­cze­nie. Re­me­dium na tę sy­tu­ację jest zwięk­sze­nie po­ten­cjału obron­nego eu­ro­pej­skich so­jusz­ni­ków Ame­ryki. To jest główny po­wód ame­ry­kań­skiej pre­sji na so­jusz­ni­ków eu­ro­pej­skich zmie­rza­ją­cej do zmo­bi­li­zo­wa­nia ich do zwięk­sza­nia na­kła­dów na obronę. To jest także fun­da­ment sto­sun­ków ame­ry­kań­sko-pol­skich. Dla­tego też wzmac­nia­nie pol­skiego po­ten­cjału obron­nego, in­we­sty­cje w zdol­no­ści umoż­li­wia­jące kom­pa­ty­bilną współ­pracę w re­ali­za­cji ame­ry­kań­skiej glo­bal­nej stra­te­gii od­stra­sza­nia, to spo­sób na pol­skie za­an­ga­żo­wa­nie w utrzy­my­wa­nie po­koju w Eu­ro­pie. Po­koju, do któ­rego naj­więk­szych be­ne­fi­cjen­tów na­leży wła­śnie Pol­ska.

Dą­że­nie do kom­pa­ty­bil­nej współ­pracy z po­ten­cja­łem ame­ry­kań­skim we wspól­nej re­ali­za­cji ame­ry­kań­skiej glo­bal­nej stra­te­gii od­stra­sza­nia ozna­cza w prak­tyce roz­wi­ja­nie peł­nego spek­trum zdol­no­ści kon­wen­cjo­nal­nych, w tym także po­dwój­nego prze­zna­cze­nia. Wy­klu­cza na­to­miast za­równo moż­li­wość bu­do­wa­nia au­to­no­micz­nego eu­ro­pej­skiego po­ten­cjału od­stra­sza­nia ją­dro­wego, jak i uzy­ska­nie ta­kiego po­ten­cjału przez po­szcze­gólne pań­stwa eu­ro­pej­skie - poza Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią. Oczy­wi­ście do­ty­czy to także Pol­ski - to uwaga na wszelki wy­pa­dek.

Dla­czego? Po­nie­waż ame­ry­kań­ska stra­te­gia od­stra­sza­nia glo­bal­nego opiera się na po­ten­cjale ją­dro­wym, roz­po­star­tym nie tylko nad Ame­ryką, ale także jej so­jusz­ni­kami, co czyni z niej mo­car­stwo o wy­jąt­ko­wej atrak­cyj­no­ści so­jusz­ni­czej. Pod tym wzglę­dem Chiny i Ro­sja po­zo­stają za Ame­ryką da­leko w tyle. I z tego po­wodu, na­wet gdyby Ame­ryka chwiała się w po­sa­dach, to nie zre­zy­gnuje z tej swo­jej stra­te­gicz­nej prze­wagi. Jest ona zresztą ele­men­tem glo­bal­nej rów­no­wagi stra­te­gicz­nej, dzięki któ­rej za­miast lasu nu­kle­ar­nych pa­ra­so­lek mamy do czy­nie­nia ze świa­tem, na który cień rzu­cają dwie wiel­kie nu­kle­arne mar­kizy, a kilka mniej­szych ma w więk­szo­ści je­dy­nie re­gio­nalne zna­cze­nie.

Utrzy­my­wa­nie w Eu­ro­pie rów­no­wagi stra­te­gicz­nej opar­tej na po­ten­cjale ją­dro­wym w dal­szym ciągu bę­dzie więc do­meną eks­klu­zyw­nie ame­ry­kań­ską, z wszyst­kimi tego kon­se­kwen­cjami za­równo dla mię­dzy­na­ro­do­wych re­żi­mów kon­troli zbro­jeń, jak i dla po­li­tyki eu­ro­pej­skiej i trans­atlan­tyc­kiej. Je­żeli bo­wiem ana­li­zu­jemy ry­zyko zwią­zane z moż­li­wo­ścią eska­la­cji na­pię­cia na jed­nym z dwóch te­atrów an­ga­żu­ją­cych ame­ry­kań­ski po­ten­cjał po­li­tyczny i mi­li­tarny, w Eu­ro­pie lub na Pa­cy­fiku, to mó­wimy o kon­flik­cie, któ­rego cha­rak­ter sy­tu­uje się po­ni­żej progu stra­te­gicz­nego (tj. kon­fron­ta­cji ją­dro­wej). To ozna­cza, że na­wet je­śli woj­ska ame­ry­kań­skie zo­sta­łyby cał­ko­wi­cie wy­co­fane z Eu­ropy, na sku­tek oko­licz­no­ści zwią­za­nych z ko­niecz­no­ścią ich za­an­ga­żo­wa­nia w in­nym miej­scu świata lub z ja­kie­goś in­nego po­wodu, ame­ry­kań­ski pa­ra­sol ją­drowy nad Eu­ropą zo­sta­nie utrzy­many, jest on bo­wiem ele­men­tem ame­ry­kań­skiej stra­te­gii utrzy­my­wa­nia rów­no­wagi stra­te­gicz­nej i glo­bal­nego od­stra­sza­nia.

W ten spo­sób do­cho­dzimy do waż­nej kon­klu­zji, że na­wet je­śli ame­ry­kań­skie za­an­ga­żo­wa­nie w Eu­ro­pie ule­ga­łoby w ko­lej­nych de­ka­dach ja­kimś prze­war­to­ścio­wa­niom i re­struk­tu­ry­za­cjom, to jed­nak tak długo, jak długo bę­dzie ko­nieczne nu­kle­arne od­stra­sza­nie Ro­sji, a więc także utrzy­my­wa­nie rów­no­wagi stra­te­gicz­nej, Ame­ryka bę­dzie stale za­an­ga­żo­wana w utrzy­my­wa­nie po­koju w Eu­ro­pie, a więc po­zo­sta­nie eu­ro­pej­skim mo­car­stwem.

W dys­ku­sjach wo­kół tzw. eu­ro­pej­skiej au­to­no­mii stra­te­gicz­nej po­ja­wiają się wpraw­dzie głosy wzy­wa­jące do zbu­do­wa­nia eu­ro­pej­skiego, au­to­no­micz­nego od ame­ry­kań­skiego, od­stra­sza­nia nu­kle­ar­nego, ale nie mają one wiele wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią za­równo po­li­tyczną, jak i opartą na re­al­nych zdol­no­ściach.

Żadne z eu­ro­pej­skich mo­carstw ją­dro­wych, ani Fran­cja, ani Wielka Bry­ta­nia, nie by­łoby w sta­nie roz­sze­rzyć wła­snego pa­ra­sola ją­dro­wego na całą Eu­ropę. Wy­ma­ga­łoby to ogrom­nych in­we­sty­cji w nowe zdol­no­ści, któ­rych po­wsta­nie na­ru­sza­łoby rów­no­wagę stra­te­giczną i zmu­sza­łoby Ro­sję, a także Chiny, do zwięk­sza­nia in­we­sty­cji w po­ten­cjał ją­drowy. Po­mi­jam już fakt, że ta­kie roz­wią­za­nie by­łoby dla Eu­ro­pej­czy­ków po pro­stu droż­sze. Żadne z eu­ro­pej­skich mo­carstw ją­dro­wych nie po­siada obec­nie zdol­no­ści, które umoż­li­wia­łyby za­stą­pie­nie Sta­nów Zjed­no­czo­nych w roli pań­stwa za­pew­nia­ją­cego Eu­ro­pie ją­drowe od­stra­sza­nie. Gdyby jed­nak na­gle oka­zało się, że taka ko­niecz­ność ist­nieje, to ktoś mu­siałby wy­datki na mo­der­ni­za­cję tego po­ten­cjału po­nieść. By­łyby to oczy­wi­ście pań­stwa eu­ro­pej­skie, które z ta­kiego eu­ro­pej­skiego od­stra­sza­nia ją­dro­wego chcia­łyby ko­rzy­stać. Ale wów­czas nie kosz­to­wa­łoby nas to 2% PKB w bu­dże­tach państw eu­ro­pej­skich na obron­ność, ale praw­do­po­dob­nie ok. 6% PKB. Tak więc ame­ry­kań­ski pa­ra­sol bez­pie­czeń­stwa nad Eu­ropą jest i po­zo­sta­nie po pro­stu naj­tań­szą do­stępną opcją.

Z wszyst­kich po­wyż­szych po­wo­dów zga­dzam się z Ju­styną Got­kow­ską, że Eu­ropa - nie­za­leż­nie od na­stro­jów spo­łecz­nych - bę­dzie mu­siała in­we­sto­wać we wła­sne zdol­no­ści obronne umoż­li­wia­jące au­to­no­miczną pro­jek­cję siły, która jed­nak bę­dzie mu­siała być sto­so­wana jako in­stru­ment wspól­nej trans­atlan­tyc­kiej od­po­wie­dzial­no­ści za utrzy­my­wa­nie po­koju na świe­cie, przede wszyst­kim w naj­bliż­szym oto­cze­niu Eu­ropy.

Rządy eu­ro­pej­skie mu­szą prze­ko­ny­wać swo­ich wy­bor­ców, że aby zwięk­szać bez­pie­czeń­stwo Eu­ropy, ogra­ni­czać ry­zyko zbroj­nej kon­fron­ta­cji na Sta­rym Kon­ty­nen­cie wy­ni­ka­jące z kal­ku­la­cji zwią­za­nych z ogra­ni­czo­nymi moż­li­wo­ściami Sta­nów Zjed­no­czo­nych do rów­no­cze­snego an­ga­żo­wa­nia się w utrzy­my­wa­nie po­koju w Eu­ro­pie i na Pa­cy­fiku, ko­nieczne jest zwięk­sze­nie au­to­no­micz­nego po­ten­cjału obron­nego Eu­ropy, po­ni­żej po­ziomu od­stra­sza­nia stra­te­gicz­nego. Na ten eu­ro­pej­ski po­ten­cjał będą się jed­nak skła­dać in­dy­wi­du­alne po­ten­cjały państw człon­kow­skich. Pro­po­zy­cje po­wo­ła­nia po­nadna­ro­do­wej ar­mii eu­ro­pej­skiej po­zo­staną mrzonką, tak długo, jak na przy­kład Fran­cja nie bę­dzie go­towa "zeu­ro­pe­izo­wać" swo­jego sta­łego miej­sca w Ra­dzie Bez­pie­czeń­stwa ONZ, a także pod­po­rząd­ko­wać "in­sty­tu­cjom eu­ro­pej­skim" swo­jej Le­gii Cu­dzo­ziem­skiej, któ­rej żoł­nie­rze przy­się­gają "słu­żyć wier­no­ścią i ho­no­rem Fran­cji" i jej in­te­re­som, nie Eu­ro­pie.

DO­MI­NA­CJA NAJ­WIĘK­SZYCH - ZA­GRO­ŻE­NIEM DLA SPÓJ­NO­ŚCI EU­ROPY

W ten spo­sób do­cho­dzimy do naj­trud­niej­szego pro­blemu w de­ba­cie o "au­to­no­mii stra­te­gicz­nej" Eu­ropy - pro­cesu de­cy­zyj­nego pro­wa­dzą­cego do uży­cia siły, czyli sko­rzy­sta­nia z tej au­to­no­mii, i de­mo­kra­tycz­nej nad nim kon­troli. Klu­czowe kom­pe­ten­cje de­fi­niu­jące cel i za­kres uży­cia na­ro­do­wych sił zbroj­nych po­zo­stają wy­łączną kom­pe­ten­cją państw eu­ro­pej­skich. Zmiana tej sy­tu­acji by­łaby moż­liwa je­dy­nie pod wa­run­kiem ogra­ni­cze­nia wpły­wów naj­więk­szych państw eu­ro­pej­skich na pro­ces de­cy­zyjny o uży­ciu "eu­ro­pej­skiej siły", w prze­ciw­nym wy­padku asy­me­tria po­ten­cja­łów po­li­tycz­nych szybko do­pro­wa­dzi­łaby do za­własz­cza­nia eu­ro­pej­skiego po­ten­cjału obron­nego przez Fran­cję i Niemcy i do wy­ko­rzy­sty­wa­nia go nie dla obrony "in­te­re­sów eu­ro­pej­skich", lecz fran­cu­skich bądź nie­miec­kich. Dziś nic nie wska­zuje jed­nak na go­to­wość elit fran­cu­skich i nie­miec­kich do sa­mo­ogra­ni­cza­nia wła­snych aspi­ra­cji i po­ten­cjału w imię bu­dowy "wspól­nego eu­ro­pej­skiego domu". Prze­ciw­nie, wyj­ście Wiel­kiej Bry­ta­nii z Unii Eu­ro­pej­skiej na­pę­dza nie­miec­kie i fran­cu­skie aspi­ra­cje do do­mi­na­cji w Eu­ro­pie, do wy­ko­rzy­sty­wa­nia prze­wagi nad in­nymi uczest­ni­kami pro­cesu in­te­gra­cji eu­ro­pej­skiej dla for­so­wa­nia na­ro­do­wych in­te­re­sów Fran­cji i Nie­miec. Prze­waga ta ma wy­raz za­równo for­malny - np. wi­doczny w me­cha­ni­zmie po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji w Unii Eu­ro­pej­skiej więk­szo­ścią gło­sów, w któ­rym po bre­xi­cie umac­nia się nie­rów­no­waga, ko­rzystna dla Nie­miec i Fran­cji - jak i nie­for­malny, np. w po­staci ro­sną­cej re­pre­zen­ta­cji fran­cu­skiej i nie­miec­kiej w róż­nego ro­dzaju in­sty­tu­cjach eu­ro­pej­skich. Sym­bo­liczna w tym wzglę­dzie była te­go­roczna edy­cja Mo­na­chij­skiej Kon­fe­ren­cji Bez­pie­czeń­stwa. Ze względu na ogra­ni­cze­nia wy­ni­ka­jące z pan­de­mii CO­VID-19 za­pro­sze­nia do wy­stą­pień oparte zo­stały na klu­czu in­sty­tu­cjo­nal­nym. Re­pre­zen­to­wane były wszyst­kie klu­czowe dla Eu­ropy in­sty­tu­cje - Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska, Rada Eu­ro­pej­ska, Par­la­ment Eu­ro­pej­ski, NATO, ONZ... Ale nie zo­stał za­pro­szony ża­den przed­sta­wi­ciel re­gionu Trój­mo­rza, po­nie­waż żad­nego jego przed­sta­wi­ciela nie ma wśród osób kie­ru­ją­cych in­sty­tu­cjami re­pre­zen­tu­ją­cymi Eu­ropę. Tym­cza­sem w Niem­czech ni­gdy nie bra­kuje do­brych kan­dy­da­tów na ważne sta­no­wi­ska. Ostat­nio po­ja­wiła się opi­nia, że zna­ko­mitą kan­dy­datką na pierw­szą ko­bietę na sta­no­wi­sku se­kre­ta­rza ge­ne­ral­nego NATO by­łaby... nie­miecka mi­ni­ster obrony, An­ne­gret Kramp-Kar­ren­bauer. Do­dajmy, że pierw­szą ko­bietą - se­kre­ta­rzem ge­ne­ral­nym OBWE zo­stała nie­dawno Helga Schmid, dy­plo­matka nie­miecka.

Ten­den­cję, aby za­bie­rać głos "w imie­niu Eu­ropy", w Ber­li­nie i Pa­ryżu wi­dzimy od dawna. Ostat­nio szcze­gól­nie osten­ta­cyj­nie da­wała ona o so­bie znać w związku z for­so­wa­niem przez kanc­lerz Mer­kel, współ­dzia­ła­jącą z Wła­di­mi­rem Pu­ti­nem, bu­dowy ga­zo­cią­gów pół­noc­nych.

Nie­miecki mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych pro­po­nuje także, aby w imię zwięk­sze­nia sku­tecz­no­ści po­li­tyki za­gra­nicz­nej Unii Eu­ro­pej­skiej przejść rów­nież w tym ob­sza­rze na sys­tem po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji więk­szo­ścią gło­sów. To umoż­li­wi­łoby Fran­cji i Niem­com prze­gło­so­wy­wa­nie in­nych państw i na­rzu­ca­nie im w ten spo­sób wła­snej po­li­tyki. Nie jest to pro­po­zy­cja, która może w Pol­sce zy­skać apro­batę, zwłasz­cza je­śli uwzględ­nić świeże do­świad­cze­nia zwią­zane z Nord Stream 2. W pol­skim in­te­re­sie bez wąt­pie­nia leży mo­del po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji, w któ­rym prze­waga Nie­miec i Fran­cji jest ogra­ni­czana za­sadą jed­no­myśl­no­ści. Ow­szem, zmu­sza ona do żmud­nych i cza­so­chłon­nych ne­go­cja­cji, ale jed­no­cze­śnie za­po­biega po­wsta­niu sy­tu­acji, w któ­rej mniej­sze pań­stwa eu­ro­pej­skie zo­sta­łyby po­zba­wione moż­li­wo­ści pro­wa­dze­nia wła­snej po­li­tyki za­gra­nicz­nej (bo taka de facto by­łaby kon­se­kwen­cja przy­ję­cia gło­so­wa­nia więk­szo­ścio­wego). Po­ja­wiłby się efekt flyover co­un­try.

Warto także za­uwa­żyć, że Niemcy wy­klu­czają moż­li­wość wpro­wa­dze­nia gło­so­wa­nia więk­szo­ścio­wego w NATO, gdzie mo­głyby zo­stać prze­gło­so­wane. Każda do­mi­na­cja jest zła, po­nie­waż pro­wa­dzi do igno­ro­wa­nia i braku kon­sul­ta­cji z in­nymi uczest­ni­kami sys­temu, a co za tym idzie - do za­cho­wań sprzecz­nych z war­to­ściami, które Eu­ropa uosa­bia.

AU­TO­NO­MIA STRA­TE­GICZNA - PO­JĘ­CIE O WIELU TWA­RZACH

Dys­ku­sja o eu­ro­pej­skiej au­to­no­mii stra­te­gicz­nej to­czy się na wielu płasz­czy­znach i w róż­nych kie­run­kach. Ko­mi­sja Eu­ro­pej­ska or­ga­ni­zuje cykl de­bat na ten te­mat, pre­zy­dent Ma­cron kilka razy mo­dy­fi­ko­wał już swoją po­cząt­kową myśl... Można od­nieść wra­że­nie, że po­ję­cie to jest na tyle mętne i jed­no­cze­śnie na tyle po­jemne, że da się pod nie pod­sta­wić do­wolny pro­jekt i do­wolną in­ter­pre­ta­cję. W re­zul­ta­cie po­li­tycy, dy­plo­maci i eks­perci czę­sto roz­ma­wiają o róż­nych kwe­stiach i ro­zu­mieją ten ter­min bar­dzo od­mien­nie.

Nikt ra­cjo­nal­nie my­ślący w Eu­ro­pie nie po­wi­nien kry­ty­ko­wać po­stu­latu zwięk­sze­nia zdol­no­ści obron­nych państw eu­ro­pej­skich do ta­kiego po­ziomu, który w ra­zie ko­niecz­no­ści - na przy­kład wo­bec braku moż­li­wo­ści za­dys­po­no­wa­nia sił ame­ry­kań­skich - umoż­li­wiałby pod­ję­cie przez te pań­stwa sa­mo­dziel­nej ope­ra­cji woj­sko­wej, aby prze­ciw­dzia­łać za­gro­że­niom dla bez­pie­czeń­stwa re­gionu. Dziś Eu­ropa bez Ame­ry­ka­nów jest w za­sa­dzie nie­zdolna do sa­mo­dziel­nej ope­ra­cji tego ro­dzaju. Lek­cją bar­dzo po­ucza­jącą była in­ter­wen­cja w Li­bii w 2012 r. - eu­ro­pej­scy człon­ko­wie NATO opo­wie­dzieli się za uży­ciem siły, jed­nak szybko się oka­zało, że są w sta­nie ope­ra­cję woj­skową w Li­bii za­cząć, ale już nie mają wy­star­cza­ją­cych zdol­no­ści, aby ją sku­tecz­nie pro­wa­dzić i za­koń­czyć bez udziału Ame­ryki. Ta po­rażka bar­dzo mocno tkwi w świa­do­mo­ści de­cy­den­tów po­li­tycz­nych w Eu­ro­pie.

Bez ame­ry­kań­skiego wspar­cia umoż­li­wia­ją­cego roz­po­zna­nie, śle­dze­nie, na­mie­rze­nie i li­kwi­do­wa­nie ce­lów po­ten­cjał ar­mii eu­ro­pej­skich jest mniej­szy, niż się wy­daje. Zde­cy­do­wana więk­szość sił zbroj­nych państw eu­ro­pej­skich jest zbu­do­wana na za­ło­że­niu, że ich uży­cie bę­dzie zwią­zane z re­ali­za­cją so­jusz­ni­czej mi­sji ko­lek­tyw­nej obrony z udzia­łem Sta­nów Zjed­no­czo­nych, na­wet je­śli mia­łaby ona być re­ali­zo­wana out of area, czyli poza ob­sza­rem trak­ta­to­wej od­po­wie­dzial­no­ści NATO, tak jak miało to miej­sce w przy­padku mi­sji w Afga­ni­sta­nie. Warto mieć świa­do­mość, że gdyby do­szło do zwią­za­nia ame­ry­kań­skiego po­ten­cjału obron­nego na Pa­cy­fiku, eu­ro­pej­ski te­atr dzia­łań zo­stałby ogo­ło­cony z klu­czo­wych zdol­no­ści za­pew­nia­ją­cych ar­miom państw eu­ro­pej­skich in­te­ro­pe­ra­cyj­ność. Na­leży się li­czyć z tym, że w ta­kim sce­na­riu­szu z eu­ro­pej­skiego nieba znik­nę­łoby także ame­ry­kań­skie lot­nic­two. Wszystko to tylko wzmac­nia ar­gu­menty Ju­styny Got­kow­skiej, że w in­te­re­sie Pol­ski - jako pań­stwa flan­ko­wego NATO, a więc w naj­więk­szym stop­niu uza­leż­nio­nego od kry­tycz­nych ame­ry­kań­skich zdol­no­ści do od­stra­sza­nia i obrony So­ju­szu - le­ża­łoby za­an­ga­żo­wa­nie w roz­wój zdol­no­ści eu­ro­pej­skich, nie al­ter­na­tyw­nych wo­bec ame­ry­kań­skich, lecz w pełni z nimi kom­pa­ty­bil­nych, uzu­peł­nia­ją­cych je, a także da­ją­cych pol­skim si­łom zbroj­nym oraz in­nym so­jusz­ni­kom ze wschod­niej flanki So­ju­szu więk­sze moż­li­wo­ści dzia­ła­nia au­to­no­micz­nego. Dla­tego opty­mal­nymi part­ne­rami do współ­pracy w tym za­kre­sie by­łyby pań­stwa w po­dob­nej do Pol­ski sy­tu­acji - bał­tyc­kie, Ru­mu­nia, Buł­ga­ria, a także Tur­cja.

Do­brze zde­fi­nio­wany roz­wój zdol­no­ści umoż­li­wia­ją­cych pań­stwom wschod­niej flanki pro­wa­dze­nie bar­dziej au­to­no­micz­nych dzia­łań obron­nych po­wi­nien uzy­skać po­par­cie ca­łego So­ju­szu i oczy­wi­ście Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Ale mu­simy mieć także świa­do­mość, że roz­wi­ja­nie eu­ro­pej­skiej "au­to­no­mii" obron­nej jest rów­nież przed­mio­tem sil­nej kon­ku­ren­cji o kon­trakty i per­spek­tywy roz­woju prze­my­słu obron­nego. My­śle­nie o au­to­no­mii stra­te­gicz­nej wła­śnie w ka­te­go­riach kon­ku­ren­cji można od­na­leźć we Fran­cji, gdzie wielu de­cy­den­tom ma­rzy się wielki eu­ro­pej­ski ry­nek uzbro­je­nia, zor­ga­ni­zo­wany wo­kół po­trzeb fran­cu­skiego prze­my­słu. To wła­śnie ta­kie ro­zu­mie­nie tego po­ję­cia ge­ne­ruje sprze­ciw, bo ro­dzimy prze­mysł obronny to jest także in­stru­ment po­li­tyki go­spo­dar­czej, m.in. miej­sca pracy i in­no­wa­cje, któ­rego żadne z su­we­ren­nych państw nie chce się po­zba­wić. Prze­mysł obronny jest za­wsze ści­śle zwią­zany z su­we­renną po­li­tyką pań­stwa, choćby dla­tego, że głów­nym jego od­biorcą są siły zbrojne państw na­ro­do­wych. Gdy do tego doda się kon­tekst kon­tro­lo­wa­nych przez pań­stwo re­stryk­cji na eks­port broni, wi­dać wy­raź­nie, że mamy tu­taj także ele­ment po­li­tyki za­gra­nicz­nej - kon­trakty zbro­je­niowe za­wie­rane mię­dzy pań­stwami są jedną z naj­star­szych skła­do­wych sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych. Tak sze­ro­kich kom­pe­ten­cji ża­den rząd od­dać nie chce.

Czy w ta­kim ra­zie jest moż­liwa bliż­sza współ­praca NATO i UE? Pań­stwa człon­kow­skie czę­sto pro­wa­dzą różną po­li­tykę w obu tych or­ga­ni­za­cjach. Niemcy mogą być w Unii Eu­ro­pej­skiej za po­dej­mo­wa­niem de­cy­zji w spra­wach po­li­tyki za­gra­nicz­nej więk­szo­ścią gło­sów, aby "zwięk­szyć sku­tecz­ność UE", i jed­no­cze­śnie z tego sa­mego po­wodu bro­nić za­sady jed­no­myśl­no­ści w NATO. Człon­ko­stwo w or­ga­ni­za­cjach mię­dzy­na­ro­do­wych jest dla każ­dego pań­stwa je­dy­nie in­stru­men­tem pro­wa­dze­nia po­li­tyki, nie ce­lem sa­mym w so­bie. Tam, gdzie dany in­stru­ment le­piej re­ali­zuje kon­kretne aspi­ra­cje po­li­tyczne pań­stwa, jest wy­ko­rzy­sty­wany do de­fi­nio­wa­nia kie­runku po­li­tyki. Dla­tego bar­dzo czę­sto się zda­rza, że ten sam mi­ni­ster przed­sta­wia sprzeczne sta­no­wi­ska na fo­rum NATO i UE. Co wię­cej, urzęd­nicy jed­nego kraju w mi­ni­ster­stwach obrony i mi­ni­ster­stwach spraw za­gra­nicz­nych, któ­rzy ob­słu­gują po­li­tykę bez­pie­czeń­stwa za po­mocą róż­nych in­stru­men­tów, bar­dzo czę­sto mają sprzeczne re­ko­men­da­cje i ry­wa­li­zują ze sobą lub po pro­stu nic o so­bie nie wie­dzą. In­te­gra­cja w ra­mach Unii Eu­ro­pej­skiej i So­ju­szu Pół­noc­no­atlan­tyc­kiego to pro­cesy rów­no­le­głe, które tylko cza­sami mogą na sie­bie za­cho­dzić. Bliż­sza współ­praca na li­nii NATO-UE, choć moż­liwa i w nie­któ­rych ob­sza­rach bar­dzo po­żą­dana, wcale nie bę­dzie ła­twa do re­ali­za­cji.

Jed­nym z ta­kich po­trzeb­nych pól współ­pracy jest roz­wój in­fra­struk­tury dro­go­wej i ko­le­jo­wej w pań­stwach wschod­niej flanki Unii Eu­ro­pej­skiej i NATO. Z za­sady po­winna ona mieć po­dwójne za­sto­so­wa­nie (dual use), czyli słu­żyć za­równo jako cy­wilna, jak i woj­skowa. Przy­kła­dowo nowe mo­sty bu­do­wane w Eu­ro­pie po­winny speł­niać wa­runki tech­niczne, które uwzględ­niają moż­li­wość prze­jeż­dża­nia nimi przez ciężki sprzęt woj­skowy, po­mimo po­trzeby wy­ło­że­nia więk­szych środ­ków. Ta­kie pro­jekty nie po­winny bu­dzić więk­szych kon­tro­wer­sji ani w UE, ani w NATO.

RA­CJO­NALNA POL­SKA STRA­TE­GIA AD­AP­TA­CJI

Pol­ska jest jed­nym z naj­więk­szych be­ne­fi­cjen­tów sys­temu mię­dzy­na­ro­do­wego ukształ­to­wa­nego po za­koń­cze­niu zim­nej wojny. Z tego po­wodu na­tu­ral­nym stra­te­gicz­nym ce­lem pol­skiej po­li­tyki jest mak­sy­malne prze­dłu­że­nie uwa­run­ko­wań, które miały tak po­zy­tywny wpływ na na­sze bez­pie­czeń­stwo i do­bro­byt w ciągu ostat­nich 30 lat. Tak długo, jak NATO bę­dzie zdolne do ge­ne­ro­wa­nia wia­ry­god­nego od­stra­sza­nia za po­mocą wszyst­kich do­stęp­nych in­stru­men­tów: po­li­tycz­nych, ko­mu­ni­ka­cji stra­te­gicz­nej, jak i po­ten­cjału mi­li­tar­nego, tak długo, jak Unia Eu­ro­pej­ska bę­dzie zdolna do pro­jek­cji eu­ro­pej­skiej jed­no­ści, mimo po­li­tycz­nych i ide­olo­gicz­nych róż­nic mię­dzy rzą­dzą­cymi w pań­stwach człon­kow­skich, wy­ło­nio­nymi w spo­sób de­mo­kra­tyczny, oraz tak długo, jak Stany Zjed­no­czone po­zo­staną naj­więk­szym po­za­eu­ro­pej­skim mo­car­stwem eu­ro­pej­skim - tak długo Pol­ska bę­dzie mo­gła ko­rzy­stać z opty­mal­nych wa­run­ków roz­woju.

Naj­bar­dziej nie­ko­rzystny i groźny dla Pol­ski byłby sce­na­riusz, w któ­rym kon­flikt na Pa­cy­fiku od­cią­gnąłby uwagę Ame­ryki od spraw eu­ro­pej­skich i ogo­ło­cił Stary Kon­ty­nent z ame­ry­kań­skich zdol­no­ści kry­tycz­nych dla obrony Eu­ropy, co z ko­lei mo­głoby zo­stać przez ro­syj­skich de­cy­den­tów uznane za szansę do znisz­cze­nia NATO i na­rzu­ce­nia no­wego sys­temu bez­pie­czeń­stwa eu­ro­pej­skiego, w któ­rym Eu­ropa Środ­kowa zo­sta­łaby uznana za ob­szar o ogra­ni­czo­nej su­we­ren­no­ści. Re­ali­za­cja ta­kiego ro­syj­skiego celu by­łaby uła­twiona w sy­tu­acji pa­ra­liżu de­cy­zyj­nego Eu­ropy, uzna­nia przez Niemcy ne­go­cja­cji z Ro­sją za ra­cjo­nalny spo­sób roz­wią­za­nia kry­zysu i od­mó­wie­nia za­ata­ko­wa­nym so­jusz­ni­kom po­li­tycz­nego wspar­cia i zbroj­nej po­mocy.

Dla­tego pol­ska po­li­tyka po­winna zmie­rzać do unie­moż­li­wie­nia re­ali­za­cji tego naj­bar­dziej nie­ko­rzyst­nego sce­na­riu­sza. Pol­ska po­winna uzy­skać zdol­ność do au­to­no­micz­nego od­stra­sza­nia na po­zio­mie wojny ogra­ni­czo­nej, tak aby po­ten­cjalny agre­sor mu­siał się li­czyć z po­waż­nym kosz­tem za­sto­so­wa­nia tej stra­te­gii prze­ciwko Pol­sce. Jej ce­lem mo­głoby być wy­mu­sze­nie ustępstw po­li­tycz­nych w za­mian za re­zy­gna­cję z eska­la­cji kon­fliktu, a w przy­padku speł­nie­nia żą­dań - wy­co­fa­nie się z za­ję­tego pol­skiego te­ry­to­rium. Dla­tego pol­skim prio­ry­te­tem musi być roz­bu­dowa sił lą­do­wych i lot­nic­twa, wy­po­sa­żo­nych w zdol­no­ści prze­kła­da­jące się na wia­ry­godne od­stra­sza­nie. Za po­mocą ope­ra­cji mor­skich Ro­sja nie bę­dzie bo­wiem w sta­nie uzy­skać po­trzeb­nej jej karty prze­tar­go­wej, któ­rej uzy­ska­nie może być ce­lem ewen­tu­al­nej wojny ogra­ni­czo­nej. In­nymi słowy, ro­syj­ska wojna ogra­ni­czona prze­ciwko Pol­sce musi dą­żyć do za­ję­cia pol­skiego te­ry­to­rium.

Pol­ska po­winna także wspie­rać zwięk­sza­nie po­ten­cjału obron­nego in­nych państw eu­ro­pej­skich, w tym przy wy­ko­rzy­sta­niu in­stru­men­tów Unii Eu­ro­pej­skiej. Wię­cej eu­ro­pej­skich zdol­no­ści zwięk­sza szansę na utrzy­ma­nie po­koju w Eu­ro­pie, któ­rego Pol­ska jest naj­więk­szym be­ne­fi­cjen­tem, a także bę­dzie sprzy­jać wzmac­nia­niu więzi trans­atlan­tyc­kich. Pań­stwo klu­czowe dla wia­ry­god­nego od­stra­sza­nia i obrony wschod­niej flanki NATO, ja­kim jest Pol­ska, po­winno w swo­jej po­li­tyce za­cho­wy­wać się prag­ma­tycz­nie i wspie­rać wszyst­kie ini­cja­tywy zmie­rza­jące osta­tecz­nie w kie­runku pod­wyż­sze­nia po­ten­cjału obrony po­koju w Eu­ro­pie.

***

Ostatni w tym roku nu­mer "Pol­skiego Prze­glądu Dy­plo­ma­tycz­nego" roz­po­czyna się wy­wia­dem z mi­ni­strem spraw za­gra­nicz­nych Ukra­iny Dmy­trem Ku­łebą. Z roz­mowy prze­pro­wa­dzo­nej przez Sła­wo­mira Dęb­skiego wy­nika ja­sno, że ukra­iń­scy de­cy­denci po­strze­gają swoje pań­stwo jako przy­na­le­żące po­li­tycz­nie i hi­sto­rycz­nie do Eu­ropy Środ­ko­wej.

W bloku opi­nii pię­cioro au­to­rów - każdy z in­nej per­spek­tywy - ana­li­zuje sy­tu­ację w Afga­ni­sta­nie po prze­ję­ciu rzą­dów przez ta­li­bów. Woj­ciech Lo­renz wy­ja­śnia, dla­czego wy­co­fa­nie Sta­nów Zjed­no­czo­nych i ich so­jusz­ni­ków z Afga­ni­stanu było ko­nieczne oraz dla­czego pol­skie za­an­ga­żo­wa­nie w ten 20-letni kon­flikt nie po­szło na marne. Raf­fa­ello Pan­tucci przy­gląda się kon­se­kwen­cjom gwał­tow­nych zmian po­li­tycz­nych w Afga­ni­sta­nie dla jego są­siedz­twa w Azji Cen­tral­nej i Po­łu­dnio­wej, Ro­sji czy Chin. Co­lin P. Clarke przed­sta­wia ame­ry­kań­ski punkt wi­dze­nia oraz ana­li­zuje per­spek­tywy roz­woju za­gro­że­nia ter­ro­ry­stycz­nego w Afga­ni­sta­nie. Lu­dwika Wło­dek, przez pry­zmat so­cjo­lożki i an­tro­po­lożki, opi­suje za­równo wielką po­li­tykę, jak i tych, na któ­rych wpływa ona bez­po­śred­nio - zwy­kłych Afgań­czy­ków. Pa­tryk Ku­giel pró­buje od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: czy i czego na­uczy­li­śmy się w Afga­ni­sta­nie?

Na tym nie koń­czą się wątki ści­śle zwią­zane z Afga­ni­sta­nem. Dział ese­jów otwiera pod­su­mo­wa­nie 20 lat "glo­bal­nej wojny z ter­ro­ry­zmem", przez au­tora - Kac­pra Rę­kawka - prze­kor­nie na­zwa­nej "prze­sadą". An­drzej Dą­brow­ski i Ma­te­usz Pio­trow­ski pod­su­mo­wują pierw­sze mie­siące "ka­den­cji stanu wy­jąt­ko­wego" pre­zy­denta USA Joe Bi­dena, ana­li­zu­jąc przy tym de­cy­zje no­wej ad­mi­ni­stra­cji i wy­co­fa­nie "spod Hin­du­ku­szu".

Dy­na­mika świa­to­wych wy­da­rzeń, istot­nych dla pol­skiej po­li­tyki za­gra­nicz­nej, nie ogra­ni­czyła się jed­nak wy­łącz­nie do Afga­ni­stanu. Ry­szarda For­mu­sze­wicz po­dej­muje próbę bi­lansu od­cho­dzą­cej z nie­miec­kiej i eu­ro­pej­skiej po­li­tyki An­geli Mer­kel. Prze­my­sław Bi­skup za­ry­so­wuje zmiany sys­te­mowe re­la­cji pol­sko-bry­tyj­skich po bre­xi­cie. W po­le­mice do ar­ty­ku­łów Wła­di­mira Pu­tina czy Dmi­trija Mie­dwie­diewa głos na te­mat ukra­iń­skiej i ro­syj­skiej toż­sa­mo­ści na­ro­do­wej oraz re­la­cji mię­dzy nimi za­biera My­koła Riab­czuk. Nie bra­kuje rów­nież te­ma­tów od­le­glej­szych geo­gra­ficz­nie, jak tekst Mar­cina Przy­chod­niaka z oka­zji 100-le­cia Ko­mu­ni­stycz­nej Par­tii Chin czy ko­re­spon­den­cja Ma­cieja Paw­łow­skiego z Bli­skiego Wschodu, przy­bli­ża­jąca od­cie­nie kry­zysu po­li­tycz­nego w Tu­ne­zji.

Nu­mer za­my­kają: wspo­mnie­nie o Wło­dzi­mie­rzu Bo­ro­dzieju - wy­jąt­ko­wym czło­wieku, świet­nym hi­sto­ryku i wie­lo­let­nim współ­pra­cow­niku PISM - au­tor­stwa Ry­szarda Stem­plow­skiego, po­le­mika Marka Kor­nata i Ma­riu­sza Wo­łosa, au­to­rów bio­gra­fii Jó­zefa Becka, ze Sta­ni­sła­wem Żerką oraz dział po­sze­rza­ją­cych ho­ry­zonty re­cen­zji.

Czy­tel­ni­kom ży­czymy cie­ka­wej, in­spi­ru­ją­cej i kry­tycz­nej lek­tury.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji