Polski Przegląd Dyplomatyczny 1/2022 - Marek Menkiszak, Sergey S Radchenko, Agnieszka Legucka, Ryszard M. Machnikowski, Robert Pszczel, Mateusz Bajek, Jakub Benedyczak, Anna Maria Dyner, András Rácz, Mariusz Marszewski, Zuzanna Nowak, Maciej Zaniewicz, Łukasz Antas, Ryszard Stemplowski, Michał Patryk Sadłowski, Marcin A. Piotrowski, Marcin Przychodniak, Maria Piechowska, Michał Wojnarowicz

Kup ebooka

20.00 zł
15.99 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

OD REDAKTORA NACZELNEGO

COUP DE GRÂCE DLA ROSYJSKIEGO IMPERIUM

Właśnie minęła 30. rocznica upadku Związku Sowieckiego, ostatniego europejskiego imperium. Zbiegła się ona ze wzmożeniem rosyjskiego ataku na Ukrainę, prowadzonego przy pomocy środków propagandowych i polityczno-wojskowych. W lipcu 2021 r. prezydent Władimir Putin ogłosił na stronach internetowych Kremla długi artykuł pt. "O historycznej jedności Rosjan i Ukraińców"1. W ostatnim numerze "Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego" do głównej tezy zawartej w tym elaboracie odnieśli się zarówno minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba2, jak i uznany ukraiński historyk i publicysta Mykoła Riabczuk, dlatego w tym miejscu poprzestanę na uwadze, że teza Putina nie jest w żadnym razie nowa – imperialna, rosyjska propaganda krzewi ją od dwustu lat, coraz mniej skutecznie, co może w pewnym stopniu tłumaczyć konieczność promowania jej przy pomocy agresji zbrojnej, aneksji i gróźb. Nie jest to także teza, którą w XXI w. należałoby rozważać na poważnie, gdyż nie da się świadomości i tożsamości narodowej oktrojować, a Ukraińcy od 30 lat nie chcą być częścią rosyjskiego imperium. W grudniu 1991 r. w referendum niepodległościowym, przy rekordowej frekwencji, opowiedzieli się jednoznacznie za zerwaniem związku z Rosją i budową własnego, suwerennego i niepodległego państwa.

Udział w głosowaniu wzięło 31 891 742 (84,18%) wyborców, z tego 28 804 071 (90,32%) zagłosowało za niepodległością. Żadna sprawa – ani też żaden polityk – na całym obszarze sowieckiego imperium nie uzyskała silniejszej społecznej ratyfikacji. W tym samym głosowaniu na prezydenta Ukrainy wybrano Leonida Krawczuka.

W ten sposób to Ukraińcy zadali coup de grâce rosyjskiemu imperium.

Prezydent Putin w wypowiedzi zamieszczonej w filmie "Rosja. Historia najnowsza", wyemitowanym 12 grudnia 2021 r. na kanale Rossija 1, powtórzył tezę, że w wyniku "w istocie rzeczy wojny domowej" "rozpad Związku Sowieckiego był rozpadem historycznej Rosji pod nazwą Związek Sowiecki" i zarówno dla niego, jak i dla większości obywateli była to "tragedia".

Był to upadek tyleż nieoczekiwany, co nieuchronny. Znakomity badacz tego niezwykłego zjawiska pisał: "W 1991 r. Rosja przypominała kilkuwarstwowy tort. Władze republiki [rosyjskiej] znajdowały się w opozycji do władz Związku Sowieckiego. Wiele sowietów obwodowych popierało władze związkowe i znajdowało się w opozycji do władz rosyjskich. Natomiast sowiety większych miast występowały w sojuszu z władzami republiki przeciwko Związkowi Sowieckiemu"3.

Zapanowała "dwuwładza", podobna do tej, której Rosja doświadczyła w 1917 r. Tak jak po rewolucji lutowej konkurencję dla władz państwa stworzyły rewolucyjne sowiety robotniczo­-chłopskie, tak w 1991 r. bój o to, "kto kogo", toczył się między władzami Związku Sowieckiego a republikami związkowymi, które stopniowo zaczęły się przekształcać w państwa i ogłaszać niepodległość. W sytuacji konfuzji i chaosu, procesach politycznych zmierzających w różnym kierunku i z różną dynamiką, nieraz nie było nawet pewności, czy ogłoszenie niepodległości stoi w sprzeczności z kontynuowaniem uczestnictwa w Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich, czy też nie.

12 czerwca 1991 r. powszechne wybory prezydenckie w Republice Rosyjskiej wygrał Borys Jelcyn. Kilka dni później w ramach Związku Sowieckiego powstało nowe państwo – Federacja Rosyjska.

W Moskwie władzę zaczęło sprawować dwóch prezydentów. Michaił Gorbaczow reprezentował Związek Sowiecki, Jelcyn zaś Federację Rosyjską. Sowiecki przywódca został jednak wybrany w innej politycznej epoce, jeszcze w 1989 r., głosami Zjazdu Deputowanych Ludowych.

W 1991 r. mandat Jelcyna był "bardziej nowoczesny" – pochodził z wyborów bezpośrednich. Władza Gorbaczowa topniała w oczach. 19 sierpnia 1991 r. doszło do siłowej próby powstrzymania tego procesu i odsunięcia od władzy coraz bardziej niepopularnego Gorbaczowa. Prezydent Związku Sowieckiego został uwięziony, a na kilkanaście godzin władzę w tym kraju przejął "wiceprezydent" Giennadij Janajew. I wówczas na scenę, a dosłownie na czołg, wskoczył prezydent Federacji Rosyjskiej i wezwał mieszkańców Moskwy do obrony demokracji. Było po puczu.

Gorbaczow jeszcze próbował utrzymać Związek Sowiecki przy życiu, ale były to już ruchy niekoordynowane, w części już fantomowe. 14 listopada 1991 r. pod Moskwą doszło do spotkania przywódców Białorusi, Kazachstanu, Kirgizji, Rosji, Tadżykistanu, Uzbekistanu i... Związku Sowieckiego. Podpisano porozumienie o zawarciu 25 listopada nowego układu związkowego – miała to być Wspólnota Niepodległych Państw. Rodziło się pytanie, co do tego czasu będzie się dziać ze starym... Ale nikt się już nie przejmował tym, czy on jeszcze obowiązuje. Dużo ważniejsze było to, że pod porozumieniem o nowym układzie związkowym nie było podpisu Ukrainy, której przedstawiciele do Moskwy nie przyjechali, gdyż mieli ważniejsze sprawy na głowie. Przygotowywali referendum w sprawie niepodległości. Odbyło się ono 1 grudnia, a wynik był politycznym trzęsieniem ziemi.

Z tego powodu informacja, że 8 grudnia 1991 r. dojdzie w Wiskulach w Puszczy Białowieskiej do spotkania Stanisława Szuszkiewicza, przewodniczącego Rady Najwyższej Białorusi, oraz prezydentów Borysa Jelcyna i Leonida Krawczuka, nie wzbudziła żadnej sensacji. Tematem spotkania miał być projekt "poziomej" umowy międzyzwiązkowej o współpracy gospodarczej. Stroną tej planowanej umowy miał być także Kazachstan, ale Nursułtan Nazarbajew do Wiskuli ostatecznie nie dojechał.

Borys Jelcyn głosił zasadę "nie ma związku bez Ukrainy", a Leonid Krawczuk, niesiony entuzjazmem ogromnego wyborczego i referendalnego sukcesu, odmówił zgody na przystąpienie Ukrainy do jakichkolwiek umów zarówno wiążących ją ze starym sowieckim układem związkowym, jak i zakładających nową współpracę z Rosją i Białorusią... Z braku innych pomysłów podpisano dokument zaczynający się od słynnego zdania: "My, Republika Białoruś, Federacja Rosyjska (RSFRS), Ukraina, jako państwa założycielskie Związku SRS, które podpisały Układ związkowy 1922 r. [...], konstatujemy, że Związek SRS jako podmiot prawa międzynarodowego przerywa swoje istnienie".

Zbliżały się święta i Nowy Rok. Wielu mogło nawet nie zauważyć, że właśnie zdarzyła się "największa geopolityczna katastrofa" XX w. Imperium złożono do grobu bez fanfar, bez wyprowadzenia sztandaru, nie w Moskwie lub w Leningradzie, ale po cichu, w białoruskiej kniei, która do 1945 r. znajdowała się poza jego granicami. 25 grudnia 1991 r. Gorbaczow złożył urząd prezydenta Związku Sowieckiego. Związek Sowiecki niemal zdechł pod płotem. Nikomu niepotrzebny, przez nikogo nie chciany.

Coup de grâce został wykonany przez miliony Ukraińców, którzy odrzucili jakąkolwiek możliwość swojego udziału w akcji reanimacyjnej i opowiedzieli się za niepodległością swojego kraju. Nikt nie miał wątpliwości. Bez Ukrainy imperium przestanie istnieć. Putin ma tego świadomość.

Tego zdania był już Józef Piłsudski, który 28 kwietnia 1920 r., czyli w czwartym dniu ofensywy kijowskiej, w Berdyczowie powiedział generałowi Antoniemu Listowskiemu: "Idąc w głąb Ukrainy, ale tylko do granic 1772 roku, przez to samo nie uznajemy rozbiorów i głosząc samostijność na tych ziemiach, jakby poprawiamy błędy naszych przodków. Chcemy dać [Ukrainie] możliwość samookreślenia i rządzenia się przez własny naród. Postawiłem na [jedną] kartę, żeby coś zrobić na przyszłość dla Polski, choć takim sposobem osłabić możliwości przyszłej, potężnej Rosji, i jeśli się uda, dopomóc [w] stworzeniu Ukrainy, która będzie zaporą między nami i Rosją, i na długie, długie lata [Rosja] nie będzie nam groźna. Ale w tym sęk, czy ta Ukraina powstanie, czy ma dostatecznie sił i ludzi, żeby się stworzyć i zorganizować, bo przecież wiecznie tu siedzieć nie możemy"4. Piłsudski uważał, że każda imperialna Rosja będzie dla Polski groźna, niezależnie od tego, czy "biała", czy "czerwona". Jednocześnie Rosja – dowolnego koloru – bez Ukrainy nie będzie imperium, a więc przestanie stwarzać zagrożenie dla polskich egzystencjalnych interesów.

Myśl tę do obiegu światowej myśli politycznej wprowadził Zbigniew Brzeziński, który w eseju The Premature Partnership opublikowanym w 1994 r. w "Foreign Affairs" stwierdził: "Nie można dostatecznie mocno podkreślać, że bez Ukrainy Rosja przestaje być imperium, ale wraz z [...] podporządkowaniem Ukrainy Rosja automatycznie staje się imperium"5. W tej sprawie z Piłsudskim i Brzezińskim zgodziliby się i Jelcyn, i Putin.

Sowieckie imperium było ostatnim imperium europejskim. Jednocześnie było to imperium bardzo specyficzne. W ostatnich latach, przy różnych okazjach, miałem możliwość odbycia wielu rozmów o Ukrainie z dyplomatami i ekspertami byłych europejskich imperiów. Niektórzy z nich, podejmując wątek deimperializacji, wykazywali wiele zrozumienia dla "bólów" fantomowych", doświadczanych przez Rosję i Rosjan w związku z utratą Ukrainy. Moim rozmówcom brytyjskim zdarzało się sięgać po porównanie z Indiami. Z kolei Francuzi wskazywali na własne doświadczenie związane z Algierią. Argument brzmiał: Ukraina jest dla Rosji tym, czym Indie były dla Imperium Brytyjskiego, a Algieria dla Francji. Utrata każdej "perły w koronie" boli, zaś dostosowanie się do nowej sytuacji wymaga czasu.

Tę paralelę zawsze uznawałem za uprawnioną tylko częściowo. Otóż Brytyjczycy i Francuzi swoje "perły" zostawiali "za morzami". Oni mogli wycofać się na "Wyspę" lub do "Europy". Podobnie rzecz się miała z Portugalczykami, Hiszpanami, Belgami, Holendrami, Włochami i Niemcami. Rosja, będąc imperium kontynentalnym, nie miała się dokąd wycofać, stąd proces akomodacji w jej przypadku jest trudniejszy. Ale to także oznacza, że "ból fantomowy" po utracie Ukrainy może być groźny dla samej Rosji. Może się bowiem okazać, że Rosja bez Ukrainy nie tylko nie może być imperium, ale jest permanentnie zagrożona dalszą dezintegracją.

I tu dochodzimy do powodów obsesji Putina na punkcie Ukrainy, która w ostatnich miesiącach przybrała formę bezprecedensowego ataku propagandowego, łącznie z opublikowaniem przez prezydenta Rosji specjalnego artykułu odmawiającego de facto Ukraińcom prawa do samoidentyfikacji, samostanowienia i niepodległości, a następnie groźbami rozpętania wojny w Europie, jeśli Stany Zjednoczone i NATO nie zrezygnują ze wspierania ukraińskiej państwowości.

Nikt bowiem nie może mieć wątpliwości, że Putinowi nie chodzi o żadne członkostwo Ukrainy w Sojuszu Północnoatlantyckim. Rosyjska agresja na Ukrainę w 2014 r. perspektywę członkostwa de facto zablokowała.

"Kolektywny Putin" nie tylko uważa Ukrainę za swoje odwieczne, narodowe dobro, utracone w wyniku przewrotności polskiej i niemieckiej propagandy na rzecz "małorosyjskiego separatyzmu" oraz z powodu krótkowzroczności bolszewików. Nie tylko uważa rozpad ZSRR za tragedię, która pociągnęła za sobą uszczuplenie terytorium rosyjskiej państwowości i spadek wpływów Rosji w świecie. Nie tylko ma uraz do Ukrainy z powodu pomarańczowej rewolucji i majdanowej rewolucji godności, które Rosja politycznie przegrała. Są to czynniki ważne, ale niekoniecznie muszą determinować politykę zagraniczną Rosji. Sedno problemu leży w tym, że Putin przypisuje Zachodowi swój własny sposób myślenia o stosunkach międzynarodowych; uznaje, iż jest to gra o sumie zerowej, w której gracze pałają chęcią całkowitego pokonania, a przynajmniej upokorzenia przeciwnika. Niestety, inaczej niż wielu innych przedstawicieli rosyjskich elit, dla których antyzachodnia retoryka jest grą na pokaz, przywódca Rosji uwierzył, że jego państwo po prostu nie może funkcjonować inaczej niż jako imperium. W przeciwnym razie zostanie bowiem prędzej czy później zniszczone. Opętany pragnieniem rewanżu i odbudowy świata, znanego mu – podobnie jak innym rosyjskim gerontokratom z czekistowskim rodowodem – z lat młodości, mniema, że bez "odwojowania" Ukrainy nie może realnie myśleć o "wypchnięciu" Zachodu z Europy Środkowej, a więc – zgodnie z przedstawionymi ostatnio przez Rosję żądaniami – do przywrócenia status quo sprzed 1997 r., czyli podpisania Aktu stanowiącego NATO–Rosja6. To dlatego Rosja formułuje swoje stanowisko w taki sposób, że z góry wyklucza dyskusję o zmianach w dyslokacji własnych wojsk, zakończenia okupacji Donbasu lub zwrocie ukraińskiego Krymu. Nie chodzi bowiem o dialog i chęć rozwiązania sprawy, ale o znalezienie dobrej wymówki, dlaczego Rosja podejmie próbę zniweczenia istniejącego demokratycznego ładu międzynarodowego i odbudowania starego, w którym ona sama – z racji swojego obszaru i potencjału militarnego – byłaby niewspółmiernie uprzywilejowana na tle państw małych i średnich.

Pierwszym etapem tej strategii, która w optyce starzejącego się Putina powinna przynieść wymierny rezultat w ciągu maksymalnie dziesięciu lat, jest "uporządkowanie przestrzeni postsowieckiej", co wymaga uzyskania przez Rosję od Zachodu carte blanche na "wykończenie" Ukrainy, czyli podporządkowanie jej Rosji, przy pomocy wszystkich dostępnych sił i środków.

Oczywiście Putin zdaje sobie sprawę, że taka decyzja będzie trudna dla wielu państw Zachodu, który musiałby się pożegnać z własnymi iluzjami lub też tłumaczyć opinii publicznej przyczyny rezygnacji z podtrzymywania "utopijnego" demokratycznego ładu międzynarodowego. Stąd też straszenie użyciem siły – Putin liczy na to, że widmo wojny doprowadzi do podziału politycznego w państwach NATO, osłabi Sojusz lub wręcz wykaże jego bezzębność, i wywoła na Ukrainie dyskusję na temat potrzeby przewartościowania dotychczasowego kursu w polityce zagranicznej i wewnętrznej na przyjaźniejszy Rosji. Jeśli zaś straszenie nie przyniesie upragnionych rezultatów, zawsze można uciec się do sprawdzonej metody prowokacji i lokalnej wojny, po to by upokorzyć Ukrainę utratą kolejnych ziem, wykazać bezzębność NATO i skłonić ukraińskie elity do zmiany kursu politycznego.

Mamy więc do czynienia z egzystencjalnym zagrożeniem dla niepodległości sąsiedniej Ukrainy i fundamentalnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski, co wymaga bardzo poważnych, odpowiedzialnych i jak najbardziej skoordynowanych działań ze strony zarówno Polski, jak i wszystkich naszych sojuszników. Doświadczenie historyczne uczy, że periculum in mora. Zwlekanie tylko podwyższy koszty, które kraje wolnego świata będą musiały zapłacić za psychoterapię dla kremlowskich elit, mającą im ostatecznie wykazać – w wielce przykry sposób – że co było, nie wraca.

***

Jako że mija 30 lat od rozpadu ZSRR, pierwszy w tym roku numer "Polskiego Przeglądu Dyplomatycznego" jest poświęcony Rosji. W tym okresie jej system polityczny, polityka zagraniczna i wizerunek międzynarodowy nieustannie ewoluowały. Wszystko to wpływało zarówno na jej sąsiadów, w tym Polskę, jak i na cały porządek międzynarodowy. Dlatego celem niniejszego wydania jest próba obiektywnej, lecz krytycznej analizy tego, jakim państwem Rosja jest dzisiaj i co to dla nas oznacza.

Na początku numeru znalazł się niezwiązany na pozór z tą tematyką wywiad przeprowadzony przez Patrycję Sasnal z Mayą Jasanoff podczas ubiegłorocznego Forum Belwederskiego, organizowanego przez PISM. Ta ciekawa i głęboka intelektualnie rozmowa stanowi niejako wprowadzenie do współczesnego dyskursu na temat globalizacji, porządku międzynarodowego i roli jego aktorów. Także Rosji.

W dziale opinii Marek Menkiszak opisuje ewolucję systemu politycznego Rosji w ciągu ostatnich 30 lat, a Sergey Radchenko analizuje związek między jej polityką wewnętrzną i zagraniczną. Następnie Agnieszka Legucka charakteryzuje relacje Rosji z gronem państw jej najbliższych, czyli jej sąsiadami, którzy uzyskali niepodległość w wyniku rozpadu ZSRR. Na koniec Ryszard Machnikowski krytycznej ocenie poddaje sposób, w jaki Rosja jest postrzegana i – co najważniejsze – rozumiana, często błędnie, na szeroko pojętym "Zachodzie".

W dalszej części "Przeglądu" Robert Pszczel dokonuje bilansu relacji Rosji i NATO, jakże istotnych z punktu widzenia polityki zagranicznej RP. Mateusz Bajek obrazowo opisuje sposoby fałszowania wyborów w Rosji i analizuje ich przyczyny, a Jakub Benedyczak przedstawia to, co nieoczywiste, czyli program polityczny rosyjskiej opozycji. W dziale archiwum Michał Patryk Sadłowski opisuje proces odradzania się rosyjskiego konstytucjonalizmu.

Następnie mogą się Państwo zapoznać z trzema artykułami poświęconymi kryzysowi migracyjnemu na polsko-białoruskiej granicy i roli, jaką odgrywa w nim Rosja. András Rácz opisuje mechanizm instrumentalizacji migracji przez Rosję i Białoruś. Anna Dyner przedstawia, czym dzisiaj jest Państwo Związkowe i jak wyglądają relacje białorusko-rosyjskie. Z kolei Mariusz Marszewski wyjaśnia, jak w kontekście obecnego kryzysu migracyjnego, ale również burzliwej sytuacji w Azji Centralnej, kształtują się perspektywy migracji z tego regionu.

Nie brakuje również analizy dotyczącej strategicznego instrumentu rosyjskiej polityki, a więc energetyki. Zuzanna Nowak i Maciej Zaniewicz w swoim artykule tłumaczą, w jaki sposób gaz jako "surowiec strategiczny" jest wykorzystywany przez Rosję. Łukasz Antas przedstawia zaś, jakie szanse w najbliższej przyszłości ma "rewolucja wodorowa" w naszej części Europy.

Życzymy inspirującej i krytycznej lektury!

1 V. Putin, On the Historical Unity of Russians and Ukrainians, President of Russia, 12 lipca 2021 r., http://en.kremlin.ru [dostęp 3.01.2022].

2 Ukraina jest częścią Europy Środkowej! Z Dmytrem Kułebą, ministrem spraw zagranicznych Ukrainy, rozmawia Sławomir Dębski, "Polski Przegląd Dyplomatyczny" 2021, nr 4.

3 W. Marciniak, Rozgrabione imperium. Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej, Arcana, 2001, s. 181.

4 A. Nowak, Rozmowy z Józefem Piłsudskim. Z "Dziennika" gen. Antoniego Listowskiego (1919–1920), "Arcana" 1998, nr 5 (23), s. 42–43.

5 Z. Brzezinski, The Premature Partnership, "Foreign Affairs", marzec/kwiecień 1994.

6 A.M. Dyner, A. Kacprzyk, Rozmowy USA i NATO z Rosją bez przełomu, "Komentarz PISM", nr 3/2022, 13 stycznia 2022 r., www.pism.pl.