Rozdział 1
Dnia 1 września
Polscy żołnierze stacjonujący na Górnym Śląsku zauważyli grupę Niemców dokonujących ataku na swoją stację radiową we Wrocławiu następnie wszyscy w Rzeczypospolitej Obojga Narodów usłyszeli przemówienie Hitlera mówił on o ataku polskich żołnierzy na Wrocław i zapowiedział odwet o 4 nad ranem niemieckie wojska bez wypowiedzenia uprzednio wojny przekroczyły granice Polski z Niemcami Cezary Baryka doświadczony żołnierz z czasów wojny polsko-bolszewickiej przebywał w tym czasie w więzieniu po krótkiej chwili przed celą stanął Hipolit Wielosławski.
- Po tym wszystkim chcesz mnie wyciągnąć? - spytał przyjaciela.
- Nie czas Cezary na rozmowę ojczyzna w potrzebie. - odparł Hipolit.
- Kto jest wrogiem?
- Niemcy.
Po zwolnieniu z więzienia Cezary został wcielony do Pomorskiej Brygady Kawalerii po kilku dniach jego oddział został otoczony w kotle dowódca szwadronu patrząc na Niemców rozleniwionych ze względu na szybki postęp ich sił i wydał rozkaz.
- Będziemy szarżować.
Cezary jak na komendę pochylił lancę i razem z innymi zaszarżował przebiwszy się przez pierwszą linię zauważył niemieckie czołgi najwidoczniej oddział niemiecki musiał być częścią niemieckich wojsk pancernych.
Po przebiciu się skierowali się do najbliższej jednostki sąsiadującej z nimi straty w szarży były bardzo duże zginęło 2/3 szwadronu.
- Jaka jednostka? - spytał adiutant dowódcy armii Prusy.
- Pomorska Brygada Jazdy. - odparł Cezary.
- Kierujcie się do Warszawy. - odparł adiutant.
Cezary zrobił tak, jak oficer nakazał, gdy dotarł do Warszawy miasto płonęło od niemieckich bomb zapalających.
- Stać! - rozkazał żołnierz. - Kto idzie?
- Jestem żołnierzem Wojska Polskiego. - odparł Cezary.
- Wchodźcie. - powiedział.
- Jaka dywizja? - spytał?
- Grupa Pancerno-Motorowa dowództwa obrony Warszawy. Nazywam się Zygmunt Mrokowski.
...
Warszawa pachniała dymem i spalenizną. Cezary znał to miasto, ale teraz było inne - jakby obdarte z pozorów. Kamienice płonęły, ludzie biegli bez celu, a nad wszystkim unosił się ciężki pomruk samolotów.
Zsiadł z konia przy jednej z barykad. Zwierzę drżało, spienione, z szeroko otwartymi oczami. Cezary pogładził je po szyi, jakby przepraszał.
- Spokojnie, stary - mruknął. - Jeszcze się przydasz.
Na placu kręcili się żołnierze z różnych jednostek. Piechota, artylerzyści, resztki rozbitych oddziałów. Nikt nie pytał, skąd jesteś. Liczyło się tylko, czy masz broń.
- Kawaleria? - zapytał młody podporucznik, widząc lance.
- To, co z niej zostało.
Podporucznik skinął głową.
- Miasto będzie bronione. Wilno też. Rząd zostaje.
Cezary spojrzał na niego uważnie.
- Na jak długo?
- Jak trzeba.
Wieczorem, w piwnicy jednej z kamienic, Cezary usiadł na skrzynce z amunicją. Po raz pierwszy od dni poczuł zmęczenie. Wtedy wróciły wspomnienia.
Cela. Betonowe ściany. Głos sędziego wojskowego mówiącego o "niesubordynacji" i "zagrożeniu dla porządku państwowego".
"Porządek państwowy" - pomyślał gorzko.
Teraz ten porządek palił się na jego oczach.
Nad miastem znów zawyły syreny.
Cezary wstał i przeładował karabin.
- No to wróciliśmy do starej roboty - powiedział cicho. - Tylko stawka jest wyższa.
...
Wilno było czujne. Miasto nie spało, choć nie spadła na nie ani jedna bomba. Na ulicach pełno było żołnierzy - polskich i litewskich - stojących obok siebie, ale rzadko razem.
W gmachu Sejmu Litewskiego trwała burzliwa debata.
- To nie jest nasza wojna - mówił jeden z posłów. - Nie możemy ginąć za błędy Warszawy.
- Jeśli Warszawa padnie, Wilno będzie następne - odpowiedział inny. - Federacja albo nic.
Wieczorem miasto obiegła odezwa:
"Litwa pozostaje wierna Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Granice federacji są granicami Litwy."
Na Rossie zapalono znicze. W katedrze modlono się po litewsku i po polsku.
Ale w Kownie tej samej nocy ktoś rozwiesił plakaty:
"Lietuva - ne Lenk? karas"
To nie jest polska wojna.
Anna widząc to wszystko zasmuciła się.
,,Budowaliśmy to państwo 20 lat a teraz..."
Było w tym jednak coś dziwnego Niemcy ani nie bombardowali Wilna, ani nie wyprowadzali ofensywy na Litwę.
- Mamo czy my wszyscy zginiemy? - spytał jej syn Kazimierz mający 6 lat.
- Nie synku, tata na to nie pozwoli. - odparła, choć nie wierzyła własnym słowom.
...
Słońce dopiero wschodziło, a wieś już tętniła niepokojem. Ukraińscy chłopi zebrali się przy kapliczce, a ich spojrzenia były ciężkie od gniewu i strachu. Od tygodni słyszeli wieści: polskie oddziały mobilizują się na wschodzie, Niemcy wkraczają z zachodu, a władze II RON oczekują lojalności od wszystkich.
- My nie będziemy ginąć za Warszawę - szepnął starszy mężczyzna do grupy młodych. - To nie nasza wojna.
Pod jego przewodnictwem wieś zaczęła sabotować polskie patrole: zwierzęta gospodarskie były wypuszczane z zagród, zapasy ukrywane w lesie, mosty częściowo niszczone, żeby spowolnić przemarsz kawalerii.
Młodzi mężczyźni, uzbrojeni w siekiery i widły, powoli przechylali się ku otwartemu buntowi. Nie chcieli Niemców ani Sowietów, ale też nie chcieli brać udziału w konflikcie, który w ich oczach był "polską wojną na ich ziemi".
Cezary, gdy przybył na Kresy, patrzył na to z mieszanymi uczuciami: gniew mieszał się z zrozumieniem. Wiedział, że każdy bunt tylko osłabi szanse obrony granicy wschodniej. Ale nie mógł obarczać ich winą. Ci ludzie bronili swojego domu.
- Za Wolną Ukrainę! - krzyknął Mychaiło
...
Mgła unosiła się nad bagnami, gdy grupa białoruskich mieszkańców zebrała się na skraju wsi. Wieści o niemieckim ataku na Polskę i o mobilizacji II RON dotarły tu spóźnione, ale wystarczyły, by wzbudzić niepokój.
- Dlaczego mamy walczyć za Polskę, skoro nasze dzieci będą ginąć? - krzyknął jeden z młodych mężczyzn, uderzając pięścią w stół w karczmie.
Zaczęły się pierwsze akty oporu: białoruscy chłopi blokowali drogi dla transportu wojskowego, wypuszczali konie, podkładali ogień pod mosty. Niektórzy, bardziej radykalni, wzięli broń z magazynów wojskowych pozostawionych przez II RON i zaczęli atakować patrolujących żołnierzy.
Najbardziej dramatyczne było napięcie między starszymi, którzy chcieli chronić wieś, a młodymi buntownikami, którzy gotowi byli do otwartej walki. W oczach Cezarego i jego towarzyszy było jasne: granice II RON nie oznaczały zgody całej ludności. Niektóre społeczności Wschodu były gotowe do buntu - i nie wiadomo, czy nie pójdą dalej, gdy dojdą wiadomości o postępie wojsk niemieckich i sowieckich.