Andrzej Friszke. Od PKWN-u do upadku komunizmu
Andrzej Friszke
Prof. Andrzej Friszke (ur. w 1956 r.) - historyk, pracownik naukowy
w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, członek
korespondent PAN oraz wykładowca dziejów Polski XX wieku w Collegium
Civitas. Były członek Kolegium IPN (1999-2006) i Rady IPN (2011-2016).
Członek Rady Muzeum Historii Polski, Rady Fundacji Karta, Kolegium
Europejskiego Centrum Solidarności. Autor wielu publikacji, m.in.
Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989 (2003), Anatomia buntu.
Kuroń, Modzelewski i komandosi (2011), Sprawa jedenastu. Uwięzienie
przywódców NSZZ Solidarność i KSS "KOR" 1981-1984 (2017).
Od PKWN-u do upadku komunizmu
Powojenne
przemiany społeczne i polityczne. Powojenna Polska miała w 1946 r. obszar ponad 311 tys. km2. Z przedwojennego obszaru utraciła 180 tys.
na rzecz Związku Radzieckiego, uzyskała zaś 100 tys. km2 odebranych Niemcom Ziem Zachodnich i Północnych. W 1946 r. między Bugiem a Odrą i Nysą Łużycką zamieszkiwało
24 mln ludzi, czyli o 11 mln mniej niż Polskę przedwojenną.
Dla Polaków, którzy utracili prawie połowę przedwojennego terytorium
państwa, objęcie ziem poniemieckich z takimi miastami, jak: Wrocław,
Opole, Szczecin, Gdańsk, Olsztyn, dawało perspektywę stworzenia dość
rozległego państwa o znacznym potencjale ekonomicznym. Decyzje wielkich
mocarstw o wysiedleniu ludności niemieckiej dawały możliwość kolonizacji
tego obszaru przez Polaków usuwanych z ziem utraconych na rzecz ZSRR
oraz przez nadmiar ludności wiejskiej z województw południowych i centralnych. W latach 1945-1948 trwał wielki exodus - wysiedlono z Polski 3 mln Niemców, ze wschodu zaś "repatriowano" ok. 1,2 mln Polaków,
których osadzano głównie na ziemiach zachodnich. Równolegle trwała
spontaniczna migracja z Polski centralnej na nowe ziemie, gdzie w 1950
r. było już 6 mln mieszkańców. Spośród dotychczasowych mieszkańców,
autochtonów (stanowiących ok. 20%), najwięcej było Ślązaków, Kaszubów
oraz Warmiaków i Mazurów, choć ci ostatni w większości wyjechali z Polski po 1956 r. i w następnej fali po 1970 r.
Wielkie zmiany ludnościowe i migracje oznaczały powstanie państwa w zasadzie jednonarodowego. Po odcięciu nową granicą Ukraińców i Białorusinów oraz kilkuset tysięcy Polaków, którzy pozostali na ziemiach
włączonych do ZSRR, wysiedlono z Polski ok. pół miliona Ukraińców, a 150
tys. przesiedlono przymusowo na Ziemie Zachodnie. Około 200 tys.
ocalałych Żydów zdecydowało się na emigrację, która wzrosła szczególnie
po pogromie kieleckim, kiedy to w 1946 r. tłum zamordował 42 osoby.
Napady na Żydów i zbrodnie były zjawiskiem rozpowszechnionym, zwłaszcza
na prowincji. Ogromne przesiedlenia i migracje prowadziły też do zaniku
odrębności lokalnych i kulturowych, rozpadu "małych ojczyzn", które
swoje znaczenie zachowywały jedynie tam, gdzie trwała wielopokoleniowa
wspólnota kultury i tradycji.
Wojna i powojenne przemiany zmieniły także socjologiczny kształt
społeczeństwa. Z wielkich miast, zarazem centrów kultury, Lwów i Wilno
znalazły się w ZSRR, Warszawa była zburzona w 80%, ocalały jedynie
Kraków i Poznań. Polacy zasiedlali Wrocław, Gdańsk i Szczecin, miasta
zburzone, których odbudowa będzie trwała wiele lat. Zamożne warstwy
społeczne były zrujnowane. Właściciele większych firm zostali pozbawieni
swojej własności przez Niemców i w 1945 r. w większości opuścili Polskę,
powojenna nacjonalizacja dopełniła reszty. Niemcy skonfiskowali 2,5 mln
ha własności ziemian, reforma rolna oznaczała likwidację ponad 9 tys.
majątków. Ich właściciele przenieśli się do miast, zasilając szeregi
spauperyzowanej inteligencji. Do miast i miasteczek szeroką falą
wpłynęła ludność wiejska, zasiedlając domy po zamordowanych Żydach.
Liczbę "nowych mieszczan" z lat 1944-1945 szacuje się na ok. 2,5 mln.
Także kolonizacja Ziem Zachodnich oznaczała często przenoszenie się
ludności ze wsi do miast i miasteczek. Wielkim zmianom towarzyszyła
erozja norm moralnych, poczucia prawa, szacunku dla życia i cudzej
własności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Michał Kleiber. Wstęp
Michał Kleiber
Prof. Michał Kleiber (ur. w 1946) - ambasador ds. nowej narracji dla
Europy przy Komisji Europejskiej, przewodniczący Komitetu Prognoz PAN,
wiceprezydent Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk, prezydent
Europejskiego Stowarzyszenia Metod Komputerowych w Nauce. W przeszłości
minister nauki i informatyzacji, prezes PAN, a także społeczny doradca
Prezydenta RP. Doktor honoris causa uczelni w Polsce, RFN, Belgii,
Wielkiej Brytanii i Francji. Odznaczony m.in. Orderem Orła Białego i japońskim Orderem Wschodzącego Słońca, laureat Nagrody im. A.
Mickiewicza przyznanej przez tzw. Trójkąt Weimarski.
Wstęp
"11 listopada 1918 r. spełnił się sen pokoleń Polaków - Państwo Polskie
narodziło się na nowo. Po rozbiorach i 123 latach niewoli, rusyfikacji i germanizacji, po wielkich powstaniach, wolna Polska powróciła na mapę
świata" - to fragment tekstu uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
przyjętej przez aklamację w dniu 25 maja 2017 r. "Odzyskanie
niepodległości dokonało się poprzez walkę pełną poświęcenia i bohaterstwa nie tylko na polach bitew, ale i w codziennych zmaganiach o zachowanie duchowej i materialnej substancji narodowej... Było to możliwe
również dlatego, że ludzie reprezentujący różne obozy - lewicy
niepodległościowej, narodowy i ludowy - potrafili się porozumieć w sprawach najważniejszych" - głosi dalej uchwała, w myśl której rok 2018
został ogłoszony rokiem Jubileuszu 100-lecia odzyskania przez Polskę
Niepodległości.
Narodowe Święto Niepodległości upamiętnia wydarzenie o fundamentalnym
znaczeniu dla procesu kształtowania się nowoczesnego narodu polskiego.
Mimo że odzyskiwanie niepodległości było procesem długotrwałym i stopniowym, przyjętą datę naszego Święta Narodowego uzasadniają
wydarzenia najbardziej znamienne - 7 listopada powstał w Lublinie
Tymczasowy Rząd Ludowy, a 10 listopada przybył do Warszawy z więzienia w Magdeburgu Józef Piłsudski, który dzień później przejął władzę wojskową.
Także 11 listopada zawarto rozejm w Compi?gne pieczętujący zakończenie I wojny światowej i ostateczną klęskę Niemiec. 16 listopada 1918 r.
Piłsudski wysłał do głów państw i szefów rządów Stanów Zjednoczonych,
Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Japonii, Niemiec oraz do rządów wielu
innych państw telegram następującej treści:
"Jako Wódz Naczelny Armii Polskiej, pragnę notyfikować rządom i narodom
wojującym i neutralnym istnienie Państwa Polskiego Niepodległego,
obejmującego wszystkie ziemie zjednoczonej Polski. (...) Państwo Polskie
powstaje z woli całego narodu i opiera się na podstawach
demokratycznych. (...) Jestem przekonany, że potężne demokracje Zachodu
udzielą swej pomocy i braterskiego poparcia Polskiej Rzeczypospolitej
Odrodzonej i Niepodległej.
Wódz Naczelny
Piłsudski".
Po ponad stu dwudziestu latach zaborów ziściły się marzenia i dążenia
wielu pokoleń Polaków. Wolność! Niepodległość! Własne państwo na zawsze!
- żadne podniosłe słowa nie były zbyt wielkie, aby wyrazić entuzjazm,
wręcz szał radości, który ogarnął ludność Polski w pamiętnym listopadzie
1918 r. Odświętne uniesienie wzbudziło także zwycięstwo w wojnie z bolszewicką Rosją (1919-1921), po którym nastąpiła proza budowy nowego
państwa.
Meandry naszej nowoczesnej historii odzwierciedlają dzieje obchodów
Święta Niepodległości. W latach 1919-1936 rocznice odzyskania
niepodległości świętowano w Warszawie jako uroczystości o charakterze
wojskowym i organizowano je zazwyczaj w pierwszą niedzielę po 11
listopada. Rangę święta państwowego nadano Świętu Niepodległości dopiero
ustawą z dnia 23 kwietnia 1937 r. Miało ono łączyć odzyskanie
suwerenności państwowej z zakończeniem I wojny światowej oraz
upamiętniać postać Józefa Piłsudskiego. Podczas okupacji niemieckiej w latach 1939-1945 jawne celebrowanie polskich świąt państwowych było
oczywiście niemożliwe, a organizatorzy przygotowywanych konspiracyjnie
obchodów rocznicy 11 listopada byli narażeni na dotkliwe represje.
Pamięć o Święcie Niepodległości starano się jednak podtrzymywać. W dniach poprzedzających 11 listopada na murach i chodnikach pojawiały się
napisy takie, jak Polska walczy czy Jeszcze Polska nie zginęła, a od
1942 r. także znak Polski Walczącej.
Wbrew przekonaniu Polaków o wyjątkowym znaczeniu tego wydarzenia w naszej historii oraz czci dla jego bohaterów Święto Niepodległości
zostało w roku 1945 zniesione. Nowe władze uznały za najważniejsze
święto państwowe Narodowe Święto Odrodzenia Polski, obchodzone 22 lipca
w rocznicę ogłoszenia Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia
Narodowego. Zmusiło to środowiska niepodległościowe do organizowania w całym okresie Polski Ludowej nielegalnych obchodów kolejnych rocznic
odzyskania niepodległości, za co spotykały je milicyjne represje.
Wyjątek stanowiły lata 1980-1981, kiedy za sprawą związku zawodowego
"Solidarność" na krótko przywrócono Świętu Niepodległości należne
miejsce w świadomości społecznej. Rzeczywisty powrót do tradycji
obchodzenia tego święta nastąpił jednak dopiero w wyniku uchwalenia w dniu 15 lutego 1989 r. przez jeszcze peerelowski Sejm ustawy pod nazwą
"Narodowe Święto Niepodległości". Następna decyzja dotycząca święta
zapadła 11 listopada 1997 r. już w odmienionym politycznie kraju, kiedy
to Sejm podjął uchwałę głoszącą m.in. "Ta uroczysta rocznica skłania
także do refleksji nad półwieczem, w którym wolnościowe i demokratyczne
aspiracje Polaków były dławione przez hitlerowskich i sowieckich
okupantów, a następnie - obcą naszej tradycji - podporządkowaną
Związkowi Radzieckiemu komunistyczną władzę".
Obchody przypadające w setną rocznicę odzyskania niepodległości mają
oczywiście zupełnie wyjątkowy charakter. I właśnie dlatego pomysłodawcy
tego albumu podjęli trud podkreślenia znaczenia tego wydarzenia,
przygotowując, przy wielkim zaangażowaniu kilkudziesięciu autorów,
specjalne jubileuszowe wydawnictwo. Celem albumu jest przedstawienie -
za pomocą słowa i obrazu - dziejów ostatniego stulecia Polski. Pokazanie
w atrakcyjny sposób, jak - mimo czekających nas po odzyskaniu
niepodległości wielu dramatycznych wydarzeń - potrafiliśmy zbudować
nowoczesne, stabilnie rozwijające się państwo o mocnej pozycji
międzynarodowej i rosnącym dobrostanie mieszkańców. Wspominając z wdzięcznością bohaterstwo naszych przodków, którym zawdzięczamy
możliwość tak uroczystego i emocjonalnego świętowania kolejnych rocznic
wspaniałego Święta Niepodległości, chcielibyśmy także skłonić nas
wszystkich do zadumy i refleksji nad bardzo aktualnymi tematami. Sprawa
odzyskania niepodległości ma bowiem dla Polaków fundamentalne znaczenie
nie tylko ze względów wspomnieniowych. Patriotyczna świadomość naszej
dramatycznej przeszłości i heroizmu niezbędnego do przezwyciężenia
narodowej tragedii służy także wspomaganiu nas w skutecznym stawianiu
czoła znanym i nieznanym jeszcze wyzwaniom przyszłości. Pobudzenie
takiej refleksji było również intencją twórców niniejszego albumu. W roku tego pięknego jubileuszu warto bowiem uświadomić sobie jeszcze raz
dobitnie, że tylko silna obywatelska wspólnota - wzorem tak przecież
bardzo przed stu laty zróżnicowanego społeczeństwa wychowanego w trzech
zaborach - jest w stanie skutecznie rozwiązywać problemy, które zapewne
będą pojawiać się przed nami w przyszłości.
Adam D. Rotfeld. Między Wschodem a Zachodem?
Adam D. Rotfeld
Prof. dr hab. Adam D. Rotfeld (ur. w 1938 r.) - specjalista ds.
bezpieczeństwa międzynarodowego, pracownik naukowo-badawczy Wydziału
"Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego. Minister Spraw
Zagranicznych RP (2005), dyrektor Sztokholmskiego Międzynarodowego
Instytutu Badań nad Pokojem (1990-2002), członek Kolegium Doradczego
Sekretarza Generalnego ONZ ds. Rozbrojenia (2006-2011). Wchodził w skład
Grupy Ekspertów Wysokiego Szczebla NATO (2009-2010) oraz Panelu
Wybitnych Osobistości OBWE (2014-2015). Odznaczony m.in. Krzyżem Wielkim
Orderu Odrodzenia Polski oraz Krzyżem Oficerskim Legii Honorowej.
Między Wschodem a Zachodem?
Na mapie
Europy. W powszechnej świadomości utrwalone jest przekonanie,
że Polska jest położona między Wschodem a Zachodem. Ale czy rzeczywiście
środek Europy znajduje się w Polsce? Niektórzy twierdzą, że leży on na
Podlasiu w miejscowości Suchowola. Jednak do centrum Europy - a kryteriów wyznaczania tego punktu jest kilka - pretenduje wiele innych
miejscowości naszego regionu. Wiedeń i Berlin, Praga i Budapeszt,
Bratysława i Bukareszt, Kijów i Wilno - wszystkie te miasta zapewniają
przyjezdnych, że to one właśnie są położone w środku Europy. Łatwiej
wyznaczyć geometryczny środek Polski. Znajduje się on na trasie
Łódź-Kutno, w miejscowości Piątek, co dokumentuje postawiony na ryneczku
stosowny pomnik z napisem: Geometryczny środek Polski. Jednak to nie
geografia ani geometria, ale polityka, historia i kultura wyznaczają
miejsce szczególne naszemu regionowi, w tym również i Polsce. W Austrii
odradza się pojęcie Mitteleuropa, a różne środowiska z nostalgią
wspominają specyficzną kulturę mieszkańców Europy Środkowej.
Miejsce Polski na mapie Europy w ciągu ostatniego stulecia się
zmieniało. Granice ustalone decyzjami konferencji wersalskiej i późniejszego rozwoju wypadków po I wojnie światowej inaczej określiły
terytorium II Rzeczypospolitej niż ten obszar, który zwycięskie
mocarstwa poddały polskiemu zwierzchnictwu terytorialnemu po II wojnie
światowej - na podstawie konferencji poczdamskiej i dwustronnych
traktatów podpisanych przez Polskę ze wszystkimi sąsiadami. Jakkolwiek
po nowej Wiośnie Ludów końca XX w. (1989-1991) geograficznie miejsce
Polski na mapie Europy i jej granice pozostały niezmienne, to radykalnie
zmieniło się jej otoczenie międzynarodowe. Zamiast trzech graniczących z Polską państw (Związku Radzieckiego na wschodzie, Niemieckiej Republiki
Demokratycznej na zachodzie i Czechosłowacji na południu) - pojawiło się
siedmiu nowych sąsiadów: na granicy północno-wschodniej - Federacja
Rosyjska i Litwa; na wschodzie - Białoruś i Ukraina; na południu -
Czechy i Słowacja; i na zachodzie - Republika Federalna Niemiec.
Władze III RP stanęły wobec konieczności określenia nowych priorytetów i nowych zadań polityki zagranicznej. Dotyczyło to zarówno Niemiec i Rosji
(w pierwszej kolejności), jak i wszystkich pozostałych sąsiadów.
Nic o nas bez nas. Nowe relacje z Niemcami
zostały opisane - jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej -
we wspólnym liście, który sygnowali ministrowie spraw zagranicznych RP w rządach niepodległej Polski z lat 1989-2004. W liście tym czytamy:
"Podstawą stosunków między naszymi państwami jest traktat o dobrym
sąsiedztwie i przyjaznej współpracy; obejmuje on różne płaszczyzny -
polityczną, społeczną, prawną, gospodarczą, kulturalną i cywilizacyjną.
Umożliwia też - po wejściu Polski do UE - przejście w dwustronnych
stosunkach do nowej formuły partnerstwa i wspólnego kształtowania
polityki europejskiej i globalnej (...). Jest to dzieło i zasługa
wszystkich kolejnych rządów. Traktujemy je jako dorobek i wielką wspólną
szansę oraz zobowiązanie do nowego otwarcia w stosunkach między Polską a Niemcami, bez wzajemnych uprzedzeń i roszczeń, z myślą o wspólnej
europejskiej przyszłości". List ten był zamieszczony w publikacji pt.
Problem reparacji, odszkodowań i świadczeń w stosunkach
polsko-niemieckich 1944-2004.
Przesłanie zawarte w tekście podpisanym przez osoby o tak różnym
rodowodzie politycznym, jak Władysław Bartoszewski i Włodzimierz
Cimoszewicz, Bronisław Geremek i Andrzej Olechowski, Dariusz Rosati i Krzysztof Skubiszewski, miało już wtedy - w 2004 r. - swoją wartość i znaczenie. I zachowuje je po dziś dzień.
Po transformacji ustrojowej sprawą kluczową dla nowej Polski było
definitywne potwierdzenie nienaruszalności granicy na Odrze i Nysie
Łużyckiej. Dla Niemiec taką sprawą było natomiast przywrócenie jedności
narodu niemieckiego. Ważnym krokiem na tej drodze był polski udział w rozmowach dwóch państw niemieckich i czterech wielkich mocarstw ("dwa
plus cztery"), które uzgodniły formułę pokojowego zjednoczenia Niemiec.
Dla polskiego ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego i premiera Tadeusza Mazowieckiego było oczywiste, że Polska - jako
pierwsza ofiara hitlerowskiej polityki agresji - powinna być obecna przy
stole, gdzie zapadną decyzje o ostatecznych politycznych rozwiązaniach
likwidujących skutki II wojny światowej. Udział Polski w tej części
konferencji, która miała znaczenie dla naszych relacji z zachodnim
sąsiadem, był wyrazem nowej politycznej filozofii. Można ją sprowadzić
do prostej formuły: "Nic o nas bez nas".
Polityka
zagraniczna Polski po 1989 r. Po odrzuceniu koncepcji "ograniczonej suwerenności"
demokratyczna Polska obrała kurs na ścisłe powiązanie z demokratyczną
wspólnotą państw zachodnich, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi,
instytucjami integracji europejskiej oraz Organizacją Paktu
Północnoatlantyckiego. Punktem wyjścia do formułowania nowych
priorytetów polskiej polityki zagranicznej były kryteria, które minister
spraw zagranicznych Skubiszewski zdefiniował na forum Sejmu (29 kwietnia
1993) w sposób następujący:
"Po pierwsze, utrzymanie i intensyfikacja integrowania się Polski z instytucjami europejskimi i euroatlantyckimi;
po drugie, umacnianie bezpieczeństwa Polski;
po trzecie, zacieśnienie dwustronnej politycznej i gospodarczej
współpracy z państwami zachodnimi;
po czwarte, rozwój stosunków z państwami sąsiedzkimi, w tym aktywna
polityka wschodnia;
po piąte, budowanie pozycji Polski w Europie Środkowej również w ugrupowaniach regionalnych".
Tak zarysowany program i kierunki działania były konsekwentnie
realizowane, jakkolwiek w tym czasie wojska radzieckie nadal
stacjonowały na polskiej ziemi. Ostatni żołnierz radziecki opuścił
Polskę 17 września 1993 r. Była to symboliczna data: 54 lata wcześniej -
17 września 1939 r. - Armia Czerwona w porozumieniu z hitlerowską III
Rzeszą dokonała inwazji na Polskę. W ten sposób wzięła udział w "IV
rozbiorze", zgodnie z tajnym protokołem do paktu Ribbentrop-Mołotow,
który został podpisany w Moskwie 23 sierpnia 1939 r.
Innymi słowy, w historycznie krótkim czasie demokratyczna Polska zerwała
ze statusem państwa satelickiego i zależnego. Dokonała wyboru na rzecz
Europy zjednoczonej, opartej na wspólnych wartościach, na respektowaniu
przyjętych zasad, norm i zobowiązań. Z jednej strony polityka ta
oznaczała fundamentalną zmianę, ale z drugiej - była też wyrazem
ciągłości - powrotu do korzeni i tradycji państwa, które od wieków
powiązane było z europejską cywilizacją i stanowi jej integralną część.
Relacje
z sąsiadami. Nie byłoby
nowego typu relacji z sąsiadami opartych na poszanowaniu zasad
suwerenności i integralności terytorialnej bez dwustronnych traktatów
Niemiec z Moskwą (1970) i Warszawą (1970), bez porozumień między oboma
państwami niemieckimi, bez ogólnoeuropejskiej konferencji w Helsinkach
(1975) i bez wielu innych uzgodnień, które otwierały drogę do
wielostronnego budowania fundamentów europejskiego systemu
bezpieczeństwa. Początkowo w Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie uczestniczyły 33 państwa Europy oraz USA i Kanada. Z czasem
utworzono stałą instytucję - Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie - z udziałem pięćdziesięciu siedmiu państw Europy, Azji
Środkowej i Ameryki Północnej.
Przywódcy na Kremlu - inicjatorzy tego procesu - stawiali sobie
początkowo za cel uzgodnienie dokumentu, który stanowiłby namiastkę
traktatu pokojowego z Niemcami, a zarazem zapewniał Związkowi
Radzieckiemu formalnoprawne potwierdzenie swojej strefy wpływów na
obszarze poddanym radzieckiej dominacji zgodnie z decyzjami wielkiej
trójki - Winstona Churchilla, Franklina D. Roosevelta i Józefa Stalina -
podjętymi podczas konferencji w Jałcie (1945). Demokratyczne państwa
Zachodu pojmowały natomiast proces zapoczątkowany w Helsinkach jako
punkt wyjścia do dynamicznych przemian ustrojowych w Europie Środkowej i Wschodniej.
O nowym miejscu Polski w Europie zdecydowało to, że to wielomilionowy
ruch "Solidarności" zapoczątkował demokratyczne procesy przemian w całym
regionie. Dwaj przywódcy - Lech Wałęsa w Polsce i Michaił Gorbaczow w ZSRR - uosabiali siły, które podważyły stary porządek.
Zmiany w relacjach Polski z sąsiadami na wschodzie nawiązywały do
koncepcji określanej skrótowo jako UBL (Ukraina, Białoruś, Litwa),
której twórcami byli Juliusz Mieroszewski i Jerzy Giedroyc z paryskiej
"Kultury". Ich wizja zakładała również ułożenie nowego typu stosunków
Polski z Niemcami i Rosją. Miały się one opierać na przyjęciu zasad
suwerennej równości i wspólnych europejskich wartości oraz poszanowania
wzajemnych interesów.
W stosunkach z Niemcami odbiciem nowej rzeczywistości są dwa
fundamentalne porozumienia, jakie Polska zawarła z Niemcami po
zjednoczeniu: układ graniczny (1990) i Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy (1991). W tej formie 2 demokratyczne, niepodległe
i suwerenne państwa - Polska i Niemcy - uregulowały w sposób dobrowolny
złożone i obciążone tragiczną historią stosunki. Zapowiadało to - by
użyć słów Skubiszewskiego - tworzenie polsko-niemieckiej "wspólnoty
interesów". Niemcy - będące wcześniej państwem wrogim - stały się dla
Polski bramą do Europy. Ich kolejne demokratycznie wybierane rządy
podejmowały ponadpartyjne strategiczne decyzje, które otwierały Polsce
perspektywę wejścia do transatlantyckich struktur. Wyrazem jakościowej
zmiany miejsca Polski w transatlantyckiej wspólnocie demokratycznych
państw było przyjęcie naszego kraju w 1999 r. do NATO (North Atlantic
Treaty Organisation), a w 5 lat później - 1 maja 2004 r. - do UE. W ten
sposób została ukształtowana nowa przestrzeń polityczno-prawna i kulturowo-gospodarcza, której Polska stała się integralną częścią
składową. Cementują je takie wartości, jak respektowanie rządów prawa,
wolny rynek, poszanowanie demokracji, wolność wypowiedzi, system
wielopartyjny i przestrzeganie praw człowieka.
Bezpieczeństwo
zewnętrzne. W relacjach z sąsiadami historia i pamięć
historyczna mają istotne znaczenie. Stosunki polsko-niemieckie są
przykładem, że przezwyciężanie odwiecznych stereotypów, resentymentów i wrogości jest możliwe i skuteczne, jeśli prawda historyczna nie jest
zakłamywana lub przemilczana. W efekcie Polska i Niemcy wykorzystały
niepowtarzalną szansę, aby wyjść z zaklętego kręgu wrogości i napięć.
Inaczej ułożyły się relacje z Rosją. Z polskiej perspektywy najbardziej
pożądane byłoby takie ułożenie stosunków w trójkącie
Polska-Niemcy-Rosja, aby relacje między Warszawą a Berlinem i Moskwą
były równie dobre jak te, które łączą Niemcy i Rosję. Byłoby to możliwe,
gdyby Rosja w swej strategii stanęła na gruncie respektowania
uniwersalnych wartości i weszła na drogę demokratyzacji wewnętrznej i bezpieczeństwa opartego na współpracy, a nie zastraszaniu sąsiadów i próbach ustanawiania nowych stref wpływów.
W sumie bieg historii sprawił, że odwieczny polski dylemat: czy
kształtować bezpieczeństwo wspólnie z Rosją przeciwko Niemcom, czy z Niemcami przeciw Rosji, czy też - jak w okresie międzywojennym -
balansować między Rosją a Niemcami, przestał istnieć. Polska nie stoi
dziś wobec konieczności dokonywania takich wyborów. Zagrożenia i ryzyka
w drugiej dekadzie XXI w. mają inną naturę niż te, które określały
środowisko bezpieczeństwa Polski w okresie międzywojennym czy też w powojennym półwieczu.
Dziś "jabłkiem niezgody" w relacjach między Polską a Rosją jest jej
stosunek do Ukrainy i prawa narodu ukraińskiego do podejmowania
suwerennych decyzji w sprawie wyboru drogi rozwoju wewnętrznego. W odpowiedzi na nowe zagrożenia umocniona została północno-wschodnia
flanka NATO, która obejmuje terytoria Polski oraz trzech państw
bałtyckich - Estonii, Litwy i Łotwy. Oryginalnym polskim wkładem do
wspólnej polityki obrony przestrzeni powietrznej państw bałtyckich - w ramach unijnej akcji Baltic Air Policing - była misja "Orlik". Stanowiła
ona element polskiego wojskowego zaangażowania na rzecz bezpieczeństwa
całego regionu. Polska należy - obok Stanów Zjednoczonych, Kanady,
Francji i Niemiec oraz Wielkiej Brytanii - do grupy państw, które
aktywnie przeciwdziałają próbom eskalacji konfliktu na Ukrainie. Głównym
wyzwaniem dla demokratycznej wspólnoty państw europejskich w długofalowej perspektywie jest umacnianie podjętych na Ukrainie reform i neutralizowanie rosyjskich prób uczynienia z niej państwa słabego,
dysfunkcjonalnego, zdestabilizowanego i upadającego.
Powrót w drugiej dekadzie XXI w. do starej koncepcji Klemensa L.W.
Metternicha tworzenia nowego "koncertu mocarstw" i stref złożonych z państw wasalnych świadczy o tym, że w dzisiejszej Rosji o polityce,
która powinna być skierowana ku przyszłości, czynnikiem decydującym jest
nostalgia za przeszłością.
Z tej perspektywy dla bezpieczeństwa Polski istotne były 2 jakościowo
nowe aspekty. Pierwszy sprowadzał się do uwzględnienia faktu, że o bezpieczeństwie państw decydują w dzisiejszym świecie w coraz większej
mierze ryzyka i zagrożenia wewnętrzne, a nie tylko groźba napaści
zewnętrznej. Jakkolwiek tradycyjnych zagrożeń nie należy ignorować. Ich
skrajnym przejawem jest agresywna polityka sąsiadów, której przykładem
jest powrót Rosji do imperialnej koncepcji narzucania państwom małym i średnim "stref wpływów" czy też traktowania interesów wielkich mocarstw
w sposób uprzywilejowany. Jednak głównym czynnikiem decydującym o pozycji państw w dzisiejszym świecie jest ich potęga i potencjał -
pojmowany w sposób bardzo szeroki: innowacyjność, nowe technologie,
gospodarka, wewnętrzna stabilność i optymalne wykorzystanie zasobów -
nie tylko surowcowych, ale przede wszystkim kapitału ludzkiego
(potencjału intelektualnego) - oraz rola, jaką państwa te odgrywają w międzynarodowym podziale pracy.
Drugim, istotnym czynnikiem determinującym pozycję państw jest
współzależność, co w przypadku Polski i innych państw Europy
Środkowo-Wschodniej oznacza trwałe zakotwiczenie w strukturach i instytucjach wspólnoty transatlantyckiej. Jednak bezpieczeństwa
narodowego ani międzynarodowego nie należy utożsamiać z instytucjami. Są
one istotne o tyle, o ile państwa umieją wykorzystać ich siły
motoryczne, mechanizmy instytucjonalne oraz energię i potencjał
integracyjny. Struktury i instytucje w oderwaniu od polityki państw są
jak wirnik w silniku, który w stanie spoczynku nie wytwarza prądu.
Instytucje, które nie spełniają oczekiwań i przestają być skutecznym
instrumentem realizacji celów, do jakich zostały powołane, są stopniowo
marginalizowane i obumierają.
Z polskiego punktu widzenia obie transatlantyckie instytucje spełniły
pokładane w nich nadzieje: nie tylko wykluczyły użycie siły w stosunkach
między sobą, ale także zapobiegają wielkiej wojnie w Europie oraz poza
obszarem państw, które należą do NATO i UE. W odróżnieniu od znanych z przeszłości aliansów instytucje transatlantyckie łączą elementy sojuszu
polityczno-wojskowego i organizacji bezpieczeństwa zbiorowego.
Powiększanie liczby członków tych instytucji i ich rozszerzanie na
wschód przyczyniło się skutecznie do zwiększenia funkcji prewencyjnej i stabilizacyjnej.
Miejsce
w świecie. Wbrew obiegowej
opinii - to nie tylko przeszłość i teraźniejszość kształtują przyszłość.
To nasze wizje i wyobrażenia o przyszłości wpływają w znacznej mierze na
nasze myślenie i proces podejmowania decyzji. Od tego, jak wyobrażamy
sobie przyszłe relacje z bliższymi i dalszymi sąsiadami, zależy nasza
dzisiejsza polityka wobec tych państw. Prezydent Stanów Zjednoczonych,
gen. Dwight Eisenhower - na podstawie swoich doświadczeń dowódcy w czasie II wojny światowej - mówił, że "plany są niczym, ale planowanie
jest wszystkim" (Plans are worthless, but planning is everything).
Głębsza myśl zawarta w tej skrótowej formule sprowadza się do tego, że
wielkie projekty mają często charakter abstrakcyjny, oderwany od życia i nie mają wielkiego znaczenia w procesie podejmowania decyzji. Realna
polityka wymaga natomiast połączenia pragmatyzmu z wyobraźnią i racjonalizmu z elastycznością. Pozwala to reagować na zmiany, jakie
przynosi życie. Planowanie to stąpanie po ziemi z poczuciem
odpowiedzialności i świadomością celu i kierunku. Takie pojmowanie
aksjologii sprawia, że polityka jest nie tyle reaktywna, co aktywna,
twórcza i skuteczna.
W stosunkach z naszymi wielkimi sąsiadami - Niemcami i Rosją - trzy
czynniki odgrywają zasadniczą rolę: potencjały, pamięć historyczna i wartości, wreszcie - interesy narodowe powiązane z poszanowaniem
poczucia godności partnera. W ciągu minionych dwudziestu siedmiu lat
Polska umiejętnie zagospodarowała "przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości", jaką stworzyły dla swoich członków UE i Pakt
Północnoatlantycki. Polska, podobnie jak inne państwa regionu Europy
Środkowej, miała w minionym ćwierćwieczu wyjątkową szansę budowania
nowych relacji opartych na zaufaniu, wyzbytych kompleksów wyższości i niższości.
Tej szansy Polska nie zmarnowała.
Miejsce Polski we wspólnocie narodów się zmienia. Nie odbywa się to
kosztem sąsiadów w wyniku wojen napastniczych ani w wyniku ruchów
tektonicznych skorupy ziemskiej. Zmienia się w wyniku mądrego i odpowiedzialnego postępowania coraz to nowszych pokoleń, które codzienną
pracą i kreatywnym podejściem do rozwiązywania problemów i podejmowania
nowych wyzwań pomnażają potencjał, jaki otrzymały w spadku od przodków.
Świat wkroczył nieodwołalnie w postindustrialne czasy robotyzacji i nowych technologii informatycznych. O naszym miejscu w świecie zdecyduje
to, co jest największym bogactwem Polski - kapitał ludzki, "szare
komórki" i zdolności do wypracowania rozwiązań, których jeszcze nikt
nigdy nie wypróbował, pójścia drogą, po której jeszcze nikt nie stąpał.
Wymaga to od przywódców politycznych zrozumienia, że nauka w XXI w.
stała się główną siłą napędową rozwoju, a uczeni nie mogą być traktowani
w kategorii mędrców zamkniętych w wieży z kości słoniowej.
Miejsce Polski w świecie zależy od nas samych. To, czy i w jakiej mierze
nowe pokolenia Polaków zdołają wykorzystać złożone w ich ręce
przysłowiowe biblijne talenty, będzie zależeć od nadchodzącej generacji,
która przejmie odpowiedzialność za Polskę.
Andrzej Chwalba. Od upadku do odrodzenia
Andrzej Chwalba
Prof. Andrzej Chwalba (ur. w 1949 r.) - historyk, kierownik Zakładu
Antropologii Historycznej Instytutu Historii Uniwersytetu
Jagiellońskiego. Były dziekan Wydziału Historycznego UJ (1996-1999) oraz
prorektor UJ (1999-2005), wiceprezes Polskiego Towarzystwa
Historycznego. Opublikował ponad trzydzieści książek, m.in. Historię
Polski 1795-1918 (2000), Kraków w latach 1939-1945 (2002), Legiony
Polskie 1914-1918 (2018), Wielką wojnę Polaków 1914-1918 (2018).
Laureat kilkunastu nagród. Pomysłodawca i współorganizator kongresów
zagranicznych badaczy dziejów Polski.
Od upadku do odrodzenia
W 1795 r. I Rzeczpospolita przeszła do historii. Jej dotychczas rozległe
miejsce w Europie Środkowej i Środkowo-Wschodniej zajęły 3 mocarstwa,
które dokonały ostatecznego rozbioru, czyli Prusy, Austria i Rosja.
Wydarzenie to miało miejsce w okresie wielkich przeobrażeń w Europie, w czasie rewolucji oraz szybko postępujących zmian politycznych i kulturowych. Wszystko to prowadziło też do istotnych zmian na jej mapie.
Poza Rzeczypospolitą upadły wówczas tak znane państwa republikańskie,
jak Genua i Wenecja, a samodzielność utraciły niektóre państwa
niemieckie. W decydującym zderzeniu między agresywnymi monarchiami
absolutnymi a siłami rewolucji nie było miejsca na państwa starego typu,
które co prawda podjęły odważne dzieło reform wewnętrznych, ale uczyniły
to zbyt późno, nie były więc już w stanie zachować suwerenności.
Różne
koncepcje odzyskania suwerenności. Wielu Polaków nie pogodziło
się z wyrokiem 1795 r. Dla nich wolność narodowa i suwerenność państwowa
były wartościami, którymi się nie handluje, które są ponad prywatnymi
ambicjami i interesami. Przywódcy narodu podejmowali działania
polityczne i militarne, które miały przywrócić Europie Rzeczpospolitą.
Przez cały wiek XIX testowano różne sposoby i metody, aby to osiągnąć.
Niektórzy polscy politycy i wojskowi uważali, że tylko powstanie
narodowe przeciwko zaborcom przyniesie odrodzenie państwowości. Nie
potrafili jednak uzgodnić zasięgu terytorialnego planowanych powstań.
Czy należy je organizować przeciwko trzem zaborcom, czy tylko przeciwko
jednemu? Optymiści nie wykluczali sukcesu powstania trójzaborowego.
Sceptycy uważali natomiast, że ze względu na różnice potencjału
powstanie przeciwko trzem państwom nie może zakończyć się powodzeniem.
Jako koronny przykład przywoływali powstanie kościuszkowskie z 1794 r.
Początkowo jedynym przeciwnikiem była Rosja i to stwarzało szansę na
sukces. Jednak już po niedługim czasie przeciwko powstańcom Tadeusza
Kościuszki wystąpiła armia pruska, a pod koniec powstania - zajęta wojną
z rewolucyjną Francją - dotychczas neutralna Austria również wysłała
kontyngent do walki z insurekcją. W takiej sytuacji nie było już szans
na zwycięstwo.
Czy "Z Szlachtą polską - polski Lud"?
Dyskutowano również nad społecznym charakterem powstań. Czy powinni
wziąć w nich udział tylko uprzywilejowani i wykształceni na czele ze
szlachtą i mieszczaństwem, czy również masy chłopskie? Do 1830 r. z reguły uważano, że chłopscy poddani nie powinni być angażowani do
udziału we wspólnej walce, bo inna jest ich rola społeczna. Ponadto nie
są zaznajomieni z bronią, dlatego nie potrafią skutecznie walczyć na
polu bitwy. Zwolennicy wojny ludowej twierdzili natomiast, powołując się
na powstanie kościuszkowskie, że w zwycięskiej bitwie z wojskami
rosyjskimi pod Racławicami w 1794 r. uczestniczyli chłopscy powstańcy i wykazali się bohaterstwem. Najbardziej zasłużeni w nagrodę otrzymali
nowe nazwiska i tytuły szlacheckie. Chłopska broń, a mianowicie osadzone
na sztorc kosy, okazała się groźna i skuteczna. Kosa i chłopska sukmana
z czasem uległy mitologizacji, stając się polską relikwią narodową i dowodem, że chłopscy poddani, właściwie dowodzeni i obdarzeni wolnością,
potrafią godnie i mężnie stawać w boju. Mit o tych, co "żywią i bronią",
jeszcze nie raz miał za zadanie pobudzać chłopów do walki o Polskę.
Praktyczne jego oddziaływanie pozostawiało jednak wiele do życzenia.
Po przegranym powstaniu listopadowym polscy politycy, którzy udali się
na emigrację - głównie do Francji - coraz częściej wyrażali przekonanie,
że przyszłe powstanie, jeśli ma być zwycięskie, musi być ogólnonarodowe,
zorganizowane w zgodzie z romantycznym hasłem: "Z Szlachtą polską -
polski Lud". Oznaczało to, że przyszła wojna ludowa, w której po stronie
powstańców staną tysięczne rzesze chłopskie, powinna przynieść pozytywne
efekty. Tak się jednak nie stało. Nie mogło być inaczej. Po pierwsze,
chłop z kosą nie mógł skutecznie się bić z regularnymi armiami zaborców
uzbrojonymi w karabiny i armaty. Po drugie, chłopi często nie byli
uświadomieni narodowo. Ponadto między nimi a szlachtą istniał silny
konflikt społeczny. Chłopi więc w tym sporze często widzieli sojuszników
w monarchach państw zaborczych, co przekreślało nadzieje elit narodowych
na sukces. Dobrym tego przykładem były wydarzenia w Galicji z 1846 r.,
kiedy to planowane powstanie zostało udaremnione przez krwawy konflikt
między chłopami a szlachtą. Ci pierwsi, poparci przez zaborcę, szybko
rozprawili się z niepodległościowymi marzeniami elit.
Elity zrozumiały, że sukces w walce z zaborcami stanie się realny tylko
za sprawą wieloletniej, systematycznej pracy edukacyjnej wśród ludu
prowadzącej do przekonania go, że stanowi wraz z innymi warstwami naród
polski. Ale do kolejnego powstania, które wybuchło w styczniu 1863 r.,
niewiele w tej materii udało się uzyskać. Rewolucyjni przywódcy
powstania uwierzyli, że choć chłopi nie są uświadomieni, to jednak, gdy
otrzymają na własność uprawianą przez siebie ziemię, chętnie staną do
walki przeciwko wojskom rosyjskim. Niestety, powstańcom nie udało się
przeprowadzić uwłaszczenia chłopów. Tylko nieliczni spośród nich
związali swój los z polską ideą niepodległościową. Dopiero po kolejnej
przegranej polskie elity przystąpiły do systematycznej i uporczywie
prowadzonej pracy politycznej wśród polskojęzycznego ludu, aby uczynić
go polskim, nie tylko z języka, ale i z przekonania. Wspierali ich w tej
pracy duchowni Kościoła rzymskokatolickiego, którego pozycja umocniła
się nie tylko jako instytucji religijnej, ale i narodowej.
Do 1914 r. proces unarodowienia ludu nie został zakończony z wyjątkiem
ziem zaboru pruskiego, najbardziej rozwiniętego ekonomicznie i kulturowo, gdzie polska ludność - niezależnie od majątku i wykształcenia
- czuła się polską, świadomie głosując w wyborach na swoich kandydatów.
W końcu XIX w. polska idea narodowa dotarła do polskojęzycznych
środowisk na Górnym Śląsku, które - zachowując poczucie regionalnej
odrębności - opowiedziały się za polskością. Znaczne postępy w dziele
unarodowienia odnotowano w zaborze austriackim, w Galicji i na Śląsku
Cieszyńskim, gdzie pozytywną rolę odegrał ruch ludowy kierowany m.in.
przez światłych chłopów na czele z Wincentym Witosem oraz ruch
socjalistyczny z Ignacym Daszyńskim. Słabiej postępy w tym zakresie
zaznaczyły się wśród polskiego ludu w Królestwie Polskim należącym do
Rosji, ze względu na słabo rozwinięte szkolnictwo i niekorzystne warunki
polityczne dla pracy narodowej. Największe trudności występowały w polskojęzycznych, katolickich powiatach na Litwie i Białorusi, ze
względu na to, że były to obszary opóźnione pod względem cywilizacyjnym
i kulturowym, a ludność polska była przemieszana z litewską, łotewską,
białoruską i ukraińską.
W sumie w momencie wybuchu Wielkiej Wojny 1914 r. zdecydowana większość
ludności polskojęzycznej pragnęła odrodzenia Polski, aczkolwiek prawie
wszyscy zdawali sobie sprawę, że będzie to trudne, a bez sprzyjającej
konstelacji politycznej w Europie - niemożliwe. Oznaczało to, że lud
uznał dotychczasową historię Polski za własną i pragnął mieć swój udział
w dalszych dziejach. Był to wielki kapitał, z którego przywódcy narodowi
mogli korzystać.
"Za wolność
naszą i waszą". Obok
polityków i wojskowych stawiających na samodzielną polską akcję nie
brakowało takich, którzy przekonywali, że samodzielny ruch powstańczy
bez poparcia ludów Europy nie ma szans powodzenia. Już podczas powstania
1794 r. sformułowano przesłanie: "Za wolność naszą i waszą". Apelowano o solidarność ludów w walce przeciwko absolutnym monarchiom, przeciwko -
jak powiadano - tyranom. Hasło to podchwycili rewolucjoniści w innych
krajach Europy, uznając je za własne i solidaryzując się z walką
polskich powstańców. Dzięki romantykom europejskim idea, która narodziła
się nad Wisłą i Niemnem, stała się powszechną. Swój najlepszy czas
zapisała w czasie Wiosny Ludów. Z tym hasłem na ustach szli do boju
europejscy rewolucjoniści walczący o prawo do wolności politycznych,
niepodległości narodowej, udziału we władzy, godnego życia.
Niejednokrotnie - jak na Węgrzech, w państwach niemieckich, w Piemoncie
i na Sycylii - do boju prowadzili ich powstańcy 1831 r. Hasło to
towarzyszyło walce Kreoli przeciwko Hiszpanii o niepodległość państw i narodów Ameryki Łacińskiej. Hasłem "za wolność naszą i waszą", które
stało się spoiwem wielonarodowych Indii, posługiwał się Mahatma Gandhi.
W epoce romantyzmu polscy rewolucjoniści działali na emigracji w wielu
międzynarodowych organizacjach kierowanych m.in. przez Giuseppe
Mazziniego, a później Giuseppe Garibaldiego. Rewolucjoniści europejscy,
w tym Włosi, Niemcy, Francuzi, zgodnie z hasłem "za wolność naszą i waszą" walczyli obok polskich powstańców i ginęli, jak choćby w powstaniu styczniowym. Narody europejskie, skupione na walce o wolności
obywatelskie, manifestacyjnie przyjęły polskich powstańców
listopadowych. Entuzjastycznie witali ich Niemcy, pokrywając koszty
pobytu i wędrówki na zachód. Również we Francji i Belgii witały
powstańców łuki triumfalne, na których było m.in. napisane: "Chwała
wieczna zwyciężonym", a orkiestry grały Mazurka Dąbrowskiego. Pieśń
Juliusa Mosena gloryfikująca niezłomnych bohaterów pt. Tysiąc
walecznych opuszcza Warszawę znalazła w Niemczech wielu wykonawców.
Romantycy europejscy - filozofowie, malarze, pisarze, muzycy -
upowszechniali wyidealizowany obraz Polaka - rycerza wolności, a producent wody kolońskiej (Eau de Cologne) zmienił na pewien czas nazwę
markowego produktu na Eau de Pologne. Rozmiary poparcia demokracji
europejskiej dla polskiej sprawy wolności i suwerenności państwowej
można jedynie porównać z zainteresowaniem dla idei solidarności i związku zawodowego "Solidarność" w latach 80. XX w. Jednak wszystkie te
wyrazy sympatii i poparcia w latach 30. XIX w. nie przełożyły się na
konkretne działania. Bezpośrednio nie przyniosły efektów oczekiwanych
przez Polaków.
Dążenia
niepodległościowe Polaków a interesy
mocarstw. Polscy politycy zaczęli więc powracać do idei
wsparcia polskich dążeń niepodległościowych nie przez narody, lecz przez
rządy państw europejskich. Podkreślali, że jedynym wymiernym sukcesem w wieku XIX dla polskiej sprawy było powołanie przez cesarza Napoleona
Bonapartego w 1807 r. konstytucyjnego Księstwa Warszawskiego. Istotny w tym był udział wojsk polskich, nawiązujących do chwały Legionów Polskich
we Włoszech pod dowództwem gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Oznaczało to
przekreślenie, przynajmniej na części terytorium dawnej Rzeczypospolitej
i na pewien czas, granic zaborowych. Na kongresie wiedeńskim w 1815 r.,
który kończył wojny napoleońskie, z dawnego Księstwa Warszawskiego
wykrojono dwa polskie terytoria, aczkolwiek niesuwerenne: Królestwo
Polskie w unii personalnej z Rosją oraz Rzeczpospolitą Krakowską. Dzięki
temu w sposób nieskrępowany mogła się rozwijać polska kultura narodowa i gospodarka. W Warszawie polscy politycy powołali emisyjny Bank Polski
oraz giełdę. Jednak, poza epizodem z czasów napoleońskich, nadzieje
pokładane przez polskich polityków na pomoc w odzyskaniu niepodległości
ze strony rządów Anglii i Francji okazały się płonne. Pod koniec wieku
XIX sprawa niepodległości Polski, jako problem stosunków
międzynarodowych, przestała istnieć. Wydawało się, że wykreślenie Polski
z listy suwerennych państw jest definitywne i nie ma takiej siły, która
mogłaby to zmienić.
W latach 70. i 80. XIX w. skromne jeszcze nadzieje, że może odmieni się
los Polaków, zaczęto wiązać ze słabnącym sojuszem trzech państw
zaborczych. Dopóki sprawa polska ich jednoczyła, żadne powstanie nie
mogło być zwycięskie. Pod koniec wieku XIX i na początku XX uformowały
się ostatecznie dwa antagonistyczne bloki polityczno-militarne:
trójprzymierze i trójporozumienie. Po raz pierwszy od czasów
napoleońskich zaborcy stanęli naprzeciw siebie. Rosja związała się ze
swoimi, jeszcze niedawnymi antagonistami, Francją i Wielką Brytanią, a Rzesza zawarła sojusz z Austro-Węgrami. Rosnące napięcia między obu
blokami, a następnie wojna bałkańska, która wybuchła w 1912 r.,
wskazywały, że nie można wykluczyć wojny europejskiej.
Polskie stronnictwa polityczne nie były jednak w stanie wypracować i zająć jednolitego stanowiska w kwestii nadciągającego konfliktu. Jedni
politycy życzyli sukcesu trójporozumieniu, inni trójprzymierzu. Roman
Dmowski, jeden z najbardziej cenionych i popularnych polityków, życzył
zwycięstwa Rosji i aliantom, gdyż obawiał się siły Rzeszy i jej
skutecznej polityki germanizacyjnej w zaborze pruskim. Dmowski wierzył,
że w przyszłym konflikcie to właśnie trójporozumienie odniesie sukces.
Jeśli tak, to zwycięska Rosja przyłączy do swojego państwa rozległe
obszary zaboru austriackiego i pruskiego. Wówczas liczba Polaków we
wspólnym państwie Romanowów sięgnie 25 mln. Był przekonany, że w tej
sytuacji zjednoczona przez carów Polska uzyska w ramach Rosji
samodzielność i konstytucję. Władze rosyjskie takiego obrotu sprawy nie
wykluczały, ale żadnych obietnic nie złożyły. Z kolei polscy politycy
konserwatywni z Galicji, mający dobre notowania na cesarskim dworze,
liczyli na zwycięstwo państw trójprzymierza. Następstwem tego - jak
wierzyli - byłoby zajęcie ziem należących do Rosji przez Austrię i Rzeszę. Byli przekonani, że rząd austriacki i cesarz przyłączą wówczas
do Galicji Królestwo Polskie i polskie powiaty guberni grodzieńskiej i wileńskiej. Na skutek tego nastąpi przebudowa monarchii Habsburgów w Austro-Węgry-Polskę. Tę wizję nazywano trialistyczną. Jej ewentualna
realizacja oznaczałaby, że zabór pruski nie znajdzie się w granicach
trialistycznej monarchii.
Trzeci wariant polityczny forsowali politycy skupieni wokół Józefa
Piłsudskiego, którzy uważali, że celem działań politycznych (a jak
zajdzie potrzeba, to i wojskowych) powinna być pełna niepodległość
Polski. Za głównego wroga, podobnie jak i trialiści, uważali Rosję. Aby
wzmocnić swoje argumenty, powołali za zgodą Wiednia ruch strzelecki. Na
początku sierpnia 1914 r. strzelcy zbrojnie wkroczyli do Królestwa
Polskiego. Po dwóch tygodniach walk formacje strzeleckie zostały
przekształcone w ochotnicze Legiony Polskie składające się z trzech
brygad piechoty. Pierwszą brygadą dowodził Piłsudski. Legiony pod
względem wojskowym podlegały dowództwu austriackiemu i dlatego Piłsudski
przez cały czas starał się nadać im wybitnie polski i proniepodległościowy charakter. Legioniści bili się doskonale.
Sprzymierzeńcy docenili ich wojskowe walory, uważając Legiony za
najlepsze wojska frontu wschodniego. Z miesiąca na miesiąc rosła pozycja
Piłsudskiego, który pieczołowicie budował swój mit jako jedynego
polityka, który zawsze wierzył, że Polska się odrodzi. Trzeba się bić o całość i niepodległość - podkreślał. Lecz radykalizm niepodległościowy
Piłsudskiego drażnił niemieckich okupantów, którzy opanowali ziemie
polskie i planowali budowę na wschodzie niemieckiej Europy. W niej
znalazłoby się miejsce na zależne od Niemiec polskie państewko, ale na
więcej, na Polskę niepodległą, Niemcy nie dawali zgody. Starcie
polityczne z okupantem Piłsudski musiał przegrać. W 1917 r. został
aresztowany i internowany w twierdzy w Magdeburgu. Jego przykład działał
jednak zaraźliwie. Wielu Polaków zaczęło wierzyć, że Polska się odrodzi,
że Piłsudski miał rację. Wzrost nastrojów niepodległościowych
spowodował, że słabli trialiści, tym bardziej że ani Wiedeń, ani
Budapeszt nie traktowały trializmu jako poważnej oferty. W roku 1917 już
głośno wołano: "Polsce należy się miejsce w Europie!". Również politycy
skupieni wokół Dmowskiego zrozumieli, że Rosja nie powoła niezawisłej, a nawet autonomicznej Polski, tym bardziej że wojnę przegrywa, i udali się
na Zachód, organizując akcję promocyjną na korzyść Polski. Dmowski
uzyskał poparcie znanych i szanowanych Polaków, aktywnych w obszarze
kultury. Największe wsparcie uzyskał od poważanego przez polityków
alianckich i amerykańskich Ignacego Jana Paderewskiego, najbardziej
wówczas znanego pianisty świata. Jego przyjacielem był prezydent Stanów
Zjednoczonych Woodrow Wilson. W 1916 r. Paderewski należał do grona
najhojniejszych sponsorów jego komitetu wyborczego. Dobrze wybrał, czy
też raczej zainwestował, bo Wilson ponownie wygrał i w styczniu 1917 r.
w orędziu do Senatu wspomniał, że celem wojny powinno być powstanie
wolnej i niezawisłej Polski. Był pierwszym politykiem, który zdobył się
na taką zapowiedź, aczkolwiek Stany Zjednoczone były wówczas neutralne.
Jeszcze jaśniej i dobitniej zawarł cele wojenne USA w orędziu do
Kongresu ze stycznia 1918 r. W 13. punkcie orędzia zapowiedział, że
celem wojny jest przywrócenie Europie Polski z dostępem do Bałtyku.
Paderewskiego i Dmowskiego wspierali tak znani i szanowani wówczas na
Zachodzie Polacy, jak podwójna noblistka z 1903 r. w dziedzinie fizyki i w 1911 r. w dziedzinie chemii, Maria Skłodowska-Curie, noblista z 1905
r., pisarz Henryk Sienkiewicz, Władysław Mickiewicz, syn Adama.
Polityków alianckich próbował przekonać do sprawy polskiej także Joseph
Conrad, angielski pisarz polskiego pochodzenia, były mieszkaniec
Krakowa. Polskie marzenia zaczęły się wreszcie spełniać, m.in. dzięki
temu, że wojna trwała tak długo i wyczerpała potencjał wojenny mocarstw.
Gdyby trwała krócej - Polska niepodległa prawdopodobnie by nie powstała.
Nie powstałaby też nowa architektura polityczna Europy Środkowej. W 1917
r., po rewolucji, upadł carat, a następnie bolszewicy zawarli w Brześciu
pokój z państwami centralnymi. Następca dawnego zaborcy carskiego
wycofał się z wojny, a ziemie dawnej Rzeczypospolitej, które przed wojną
należały do Rosji, w 1918 r. były okupowane przez Niemcy i Austro-Węgry.
W tej sytuacji najbliższa przyszłość Polski zależała już tylko od losów
wojny na zachodzie Europy. Historia potoczyła się po polskiej myśli.
Dwaj kolejni zaborcy przegrali. Upadły dynastie Habsburgów i Hohenzollernów. Polscy spiskowcy na początku listopada 1918 r. rozbroili
wojska austriacko-węgierskie, a następnie niemieckie. 10 listopada
powrócił z Magdeburga Piłsudski i przejął najpierw władzę wojskową, a później cywilną, stając się Tymczasowym Naczelnikiem Państwa. Prawie
wszystkie polskie środowiska polityczne i instytucje w kraju uznały jego
władzę. Idea wolności zwyciężyła, choć wojna wyniszczyła kraj i zubożyła
miliony ludzi.
Andrzej Paczkowski. Od I do II wojny światowej
Andrzej Paczkowski
Prof. Andrzej Paczkowski (ur. w 1938 r.) - historyk, pracownik
naukowy i wykładowca akademicki, m.in. w Instytucie Studiów Politycznych
Polskiej Akademii Nauk. Badacz historii Polski XX w. Najważniejsze
publikacje: Prasa polska w latach 1918-1939 (1980), Pół wieku dziejów
Polski 1939-1989 (1998), Wojna polsko-jaruzelska. Stan wojenny w Polsce 13 XII 1981-22 VII 1983 (2006), Revolution and
Counterrevolution in Poland 1980-1989 (2015). Odznaczony Krzyżem
Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Laureat Nagrody Fundacji na rzecz
Nauki Polskiej, dwukrotnie wyróżniony nagrodą Klio.
Od I do II wojny światowej
Budowa
państwa. Adam Mickiewicz, pisząc w Litanii pielgrzymskiej:
"Prosimy Cię, Boże cudów, o wojnę, wojnę ludów", myślał zapewne o buncie
uciśnionych i ujarzmionych przeciwko swoim lub obcym ciemiężcom.
Niezależnie, co wieszcz miał na myśli, historia przyznała mu o tyle
rację, że przebieg Wielkiej Wojny stworzył warunki konieczne dla
odzyskania przez Polskę niepodległości. Nie były to jednak warunki
wystarczające, gdyż o granice musiano stoczyć serię powstań i wojen, a równocześnie budować odrodzone, ale w istocie nowe państwo. Proces
wytyczania granic i kreowania nowoczesnego państwa trwał do uchwalenia
przez Sejm Ustawodawczy Konstytucji (17 marca 1921) i podpisania
traktatu pokojowego z bolszewicką Rosją (18 marca tego roku). Trzy
powstania na Śląsku, wojna z Ukraińcami w Galicji Wschodniej, powstanie
w Wielkopolsce, starcia z Czechosłowacją i Litwą, a przede wszystkim
wojna z "czerwoną" Rosją konsolidowały Polaków, a w niektórych momentach
sprzyjały zawieszaniu konfliktów wewnętrznych. Walki te Polska
prowadziła w pojedynkę, mając tylko pośrednie wsparcie ze strony
Francji. Większość ich zakończyła się pozytywnie - m.in. dzięki temu, że
główni przeciwnicy nigdy nie występowali wspólnie - choć nie wszędzie
osiągnięto satysfakcjonujące rezultaty (m.in. podział Górnego Śląska,
utrata Zaolzia).
Stosunkowo krótki, ale obfity w dramatyczne wydarzenia okres walk o granice niósł w sobie wielki potencjał emocjonalny i wprowadził nowe
składniki do polskiego imaginarium patriotycznego. Znalazła się w nim
przede wszystkim Bitwa Warszawska (13-25 sierpnia 1920), nazwana Cudem
nad Wisłą, która zapobiegła bolszewizacji co najmniej znacznej części
Europy. "Cud" ten wynikał przede wszystkim z faktu, że powszechna
mobilizacja okazała gotowość Polaków ze wszystkich grup społecznych do
obrony państwa. Wydarzenia tych lat przyczyniły się do wykreowania
nowych narodowych bohaterów, takich jak Ignacy Paderewski, którego
przybycie do Poznania stało się impulsem do powstania, Wojciech
Korfanty, przywódca w powstaniach śląskich, Roman Dmowski, główny polski
negocjator w Wersalu, Wincenty Witos, premier Rządu Ocalenia Narodowego,
czy ksiądz Ignacy Skorupka, który poległ 14 sierpnia na przedmościu
Warszawy. Najwyższe laury przypadły Józefowi Piłsudskiemu, co naturalne,
gdyż był przecież wodzem naczelnym.
Polacy wykroili sobie spore państwo, liczące ok. 390 tys. km2 i blisko 35 mln ludności. Znajdowało się
ono jednak w niesprzyjającej konfiguracji geopolitycznej, ponieważ
większość sąsiadów wysuwała roszczenia terytorialne. Niesprzyjające było
położenie strategiczne: długie granice (ponad 5,5 tys. km) i niedogodny
kształt z wąskim pasem ("korytarzem") Pomorza. Zamysł Piłsudskiego
stworzenia pod polską egidą federacji państw leżących między Polską a Rosją nie powiódł się, mimo sojuszu z Ukraińcami. W rezultacie Polska
objęła na wschodzie także ziemie, na których Polacy nie byli
większością. Mniejszości narodowe stanowiły blisko 1/3 ludności i - poza
rozproszonymi Żydami - zasiedlały zwarte obszary nadgraniczne. Taki stan
rzeczy zaogniał stosunki w kraju, mógł też dać pretekst do agresji. To
właśnie pod hasłem "wyzwolenia bratnich narodów" Związek Radziecki
napadł na Polskę we wrześniu 1939 r.
Zręby państwa powstawały nadzwyczaj szybko. Do szukania kompromisu
skłaniały konieczność podjęcia wysiłku zbrojnego oraz zagrożenie
przenikającymi do kraju wzorami rewolucji bolszewickiej. Konserwatywna
Rada Regencyjna już 11 listopada 1918 r. powierzyła naczelne dowództwo
Piłsudskiemu, który był uważany za socjalistę. Ogłosił się on
Tymczasowym Naczelnikiem Państwa i notyfikował mocarstwom zachodnim
istnienie "Państwa Polskiego Niepodległego, obejmującego wszystkie
ziemie zjednoczonej Polski". W celu osłabienia napięć rewolucyjnych nie
tylko zdelegalizowano partię komunistyczną, ale przyjęto nowoczesne
rozwiązania społeczne, takie jak prawo głosu dla kobiet i ośmiogodzinny
dzień pracy. Dla osiągnięcia konsensusu Naczelnik powołał 16 stycznia
1919 r. rząd koalicyjny Paderewskiego, bliskiego Narodowej Demokracji.
Mimo sprawowania władzy tylko nad częścią ziem zaborów rosyjskiego i austriackiego, już 26 stycznia, a więc w niespełna 100 dni od powołania
państwa, zostały przeprowadzone wybory do Sejmu Ustawodawczego. Trzy
tygodnie później Sejm, w którym przewagę miały partie prawicy i centrum,
wybrał Piłsudskiego na stanowisko Naczelnika Państwa, legitymizując jego
przywództwo.
Konflikty. Pewnego rodzaju Treuga Dei w stosunkach wewnętrznych zaczął
wygasać po zwycięstwie nad bolszewicką Rosją, uchwaleniu Konstytucji
(marzec 1921) i ustąpieniu rządu Witosa (wrzesień 1921). Już wzorowana
na francuskiej ustawa konstytucyjna była przygotowana tak, aby
ograniczyć władzę prezydenta, do którego to stanowiska miał pretendować
Piłsudski. Paliwem dla konfliktów była dramatyczna sytuacja gospodarcza
spowodowana zniszczeniami wojennymi, wydatkami wojskowymi, załamaniem
się powiązań gospodarczych z zagranicą i brakiem kapitału. Pierwszy
gwałtowny konflikt polityczny był rezultatem przebiegu wyborów
parlamentarnych (5 listopada 1922), w których przewagę zdobyły centrum i prawica, ale aż 1/5 mandatów miał blok mniejszości narodowych, stając
się języczkiem u wagi. Uwidoczniło się to w wyborach prezydenta, które
wygrał liberał Gabriel Narutowicz. Stało się to powodem gwałtownej
reakcji środowisk prawicowych, które wzywały, aby nie dopuścić do urzędu
"ich prezydenta". W takiej atmosferze 16 grudnia 1922 r. Narutowicz
został zastrzelony przez działającego w pojedynkę, fanatycznego
przeciwnika Piłsudskiego. Kraj znalazł się na krawędzi wojny domowej.
Zamysły radykałów zostały jednak zablokowane przez polityków
umiarkowanych, a swoją rolę odegrał szok po zamordowaniu prezydenta, co
było nieomal odpowiednikiem królobójstwa, które nie zdarzyło się w Polsce. Prezydentem został Stanisław Wojciechowski, kandydat centrum,
ale towarzysz partyjny Piłsudskiego z czasów narodzin Polskiej Partii
Socjalistycznej. W ciągu paru tygodni sytuacja uspokoiła się, niemniej
zamach w Zachęcie długo ciążył na życiu politycznym kraju. Piłsudski
ustąpił ze wszystkich stanowisk wojskowych i w pożegnalnym przemówieniu
określił przeciwników z prawicy jako "zaplutego potwornego karła".
Zamieszkał w podwarszawskim Sulejówku.
Trwający kryzys gospodarczy wzbudzał liczne konflikty społeczne i wystąpienia uliczne, pojawiły się też niepokoje generowane m.in. przez
Związek Radziecki, który prowadził dywersję na ziemiach wschodnich. Do
metod terrorystycznych uciekali się zarówno komuniści, jak i bojówki
tajnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, dążącej do utworzenia
narodowego państwa. Sprzyjała temu sytuacja mniejszości narodowych,
które uważały, że są traktowane jako "obywatele drugiej kategorii" (np.
odmawiano im zatrudniania w administracji i instytucjach państwowych),
mimo że brały udział w wyborach, miały swoje partie polityczne,
korzystały z wolności słowa i wyznania.
Choć stabilizację gospodarczą przyniosła dopiero reforma skarbowa
premiera Władysława Grabskiego z 1924 r. (w tym wprowadzenie złotego),
trwała mozolna praca nad scalaniem kraju podzielonego przez 123 lata
przez państwa mające nie tylko różne systemy prawne czy waluty, ale
także miary i wagi. Scalanie musiało objąć więc całe życie zbiorowe:
administrację centralną i terenową, pocztę, edukację, uniwersytety,
system bankowy i celny; konieczna była przebudowa infrastruktury
kolejowej i drogowej, której dotychczasowy kształt wynikał z potrzeb
mocarstw zaborczych. Jednym z najważniejszych przedsięwzięć było
rozpoczęcie budowy portu we wsi Gdynia. Już w 1923 r., gdy trwały
polemiki i awantury polityczne, na tymczasowej redzie zakotwiczył
pierwszy pełnomorski statek handlowy. Konieczne były zmiany struktury
własności ziemi, rozpoczęto więc parcelację części majątków
ziemiańskich. Szczególnie skomplikowane okazało się tworzenie
nowoczesnego systemu prawnego, które zakończono po wielu latach (w 1932
r. Kodeks karny, a w 1934 r. Kodeks handlowy). Był to w sumie potężny
wysiłek, także modernizacyjny, podejmowany przez prawników,
przedsiębiorców, konstruktorów oraz ludzi pracy fizycznej - rzadko
dostrzegany z dzisiejszej perspektywy. Był on tym bardziej potrzebny, że
Polska była krajem raczej biednym i choć niektóre regiony lub miasta
stały na stosunkowo wysokim poziomie gospodarczym (jak Wielkopolska,
Śląsk czy Warszawa), inne (głównie ziemie wschodnie) znajdowały się
wręcz w strefie zacofania cywilizacyjnego. Wnet po zakończeniu wojen
pojawiły się niepokojące sygnały w związku z bezpieczeństwem i całością
państwa. Wiosną 1922 r. dwaj najwięksi sąsiedzi, Niemcy i Związek
Radziecki, podpisali w Rapallo układ o współpracy gospodarczej i wojskowej, a 4 lata później układ "o przyjaźni". Choć ani Moskwa, ani
Berlin nie były wówczas w stanie podjąć kroków agresywnych, w Polsce
zdawano sobie sprawę z zagrożenia. Instrumentów do obrony kraj miał
jednak niewiele: musiał dążyć do rozwoju gospodarczego, troszczyć się o armię i umacniać oraz rozbudowywać sojusze.
Zamach
majowy. Tymczasem scena polityczna była niestabilna: od czasu
powołania rządu Paderewskiego w ciągu siedmiu lat powstało (i upadło) aż
jedenaście rządów. W maju 1926 r. centrum i prawica uformowały kolejny,
którego premierem został (po raz trzeci) Witos. Na scenę wkroczył jednak
Piłsudski. Konsolidacja jego zwolenników, w tym także oficerów służby
czynnej, odbywała się pod hasłami "naprawy państwa", czyli "sanacji",
skąd wzięła się nazwa całego obozu. Jednak to nie przygotowania
polityczne były najważniejsze. Piłsudski, będący formalnie poza armią,
objął dowództwo wybranych jednostek wojskowych skoncentrowanych pod
Warszawą i 12 maja rozpoczął marsz na stolicę. Prezydent Wojciechowski,
w osobistym spotkaniu w Warszawie na moście Poniatowskiego, zażądał
wycofania wojska, jednak Marszałek był nieugięty i wieczorem rozpoczęły
się walki uliczne, w których liczebną przewagę mieli rokoszanie. Cała
lewica - nawet komuniści - poparła zamach, PPS ogłosiło strajk
kolejarzy, utrudniając dotarcie do Warszawy wojsk wiernych
konstytucyjnym władzom. Walki w mieście trwały dwa dni, zginęło w nich
379 osób (w tym 164 cywilów), a zaprzestano ich, gdy premier podał rząd
do dymisji, prezydent zaś złożył swój urząd na ręce marszałka Sejmu
Macieja Rataja. Wszyscy oni uznali, że kontynuowanie walk prowadzi do
eskalacji wojny domowej, na którą Polski po prostu nie stać z uwagi na
stan kraju i zagrożenia zewnętrzne.
Piłsudski nie przyjął urzędu prezydenta, którego kompetencje uważał za
nazbyt ograniczone, nie chciał też być wybrany przez Sejm, którym
pogardzał. Prezydentem został wskazany przez niego Ignacy Mościcki,
nieznany szerszej publiczności, premierem - Kazimierz Bartel. Piłsudski
zadowolił się stanowiskami ministra spraw wojskowych i Generalnego
Inspektora Sił Zbrojnych, gdyż najważniejsze były dla niego armia i bezpieczeństwo kraju, ale w razie potrzeby nie wahał się objąć urzędu
premiera. Zgodnie ze swoimi słowami z grudnia 1918 r.: "jechałem
tramwajem socjalizmu aż do przystanku Niepodległość" nie miał zamiaru
wracać do dawnych przekonań i oświadczył, że dokonał "rewolucji bez
rewolucyjnych konsekwencji". Z pewnością nie była to rewolucja w sensie
społecznym, ale zasadnicze zmiany ustrojowe zostały zapoczątkowane: nie
naród, nie klasa, nie wiara, ale państwo miało być najważniejszym
podmiotem dziejów. Państwo silne i stabilne dzięki dominacji władzy
wykonawczej i marginalizacji partii politycznych.
Proces budowania nowego systemu trwał kilka lat, gdyż wybrano taktykę
działania krok po kroku, wykorzystując zarówno parlament, jak i chaos,
który wdarł się w szeregi istniejących partii. Lewica początkowo nie
miała jednoznacznego stosunku do nowej sytuacji, a centrum i prawica
przeżyły "szok majowy", okazało się bowiem, że nie mają lidera, który
mógłby sprostać charyzmie Marszałka. Nie był takim Dmowski, raczej
ideolog i strateg niż wódz. W rezultacie Sejm uchwalił poprawki do
konstytucji wzmacniające władzę prezydenta, w tym prawo wydawania
dekretów oraz zwoływania, odraczania i zamykania sesji Sejmu. Inny ważny
krok Piłsudski uczynił po zakończeniu w listopadzie 1927 r. kadencji
parlamentu: powołano Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem (1928),
którego szefem został Walery Sławek, jeden z najbliższych i najdawniejszych współpracowników Marszałka. Do BBWR-u wstępowali zarówno
indywidualni politycy, jak i grupy polityczne o różnej proweniencji
ideowej, od socjalistów po konserwatywnych ziemian. Był to zatem raczej
"obóz władzy" niż partia polityczna. Wybory, które odbyły się 4 marca
1928 r., nie spełniły jednak oczekiwań Marszałka: BBWR zdobył ponad 1/4
miejsc w Sejmie, ale z uwagi na brak koalicjantów nie mógł ani panować
nad stanowieniem prawa, ani stworzyć rządu mającego większość w izbie.
Niemniej powstawał nowy układ sił. Rozpoczęło się zbliżanie centrum i lewicy, rozbity ruch chłopski zjednoczył się w 1931 r. w Stronnictwo
Ludowe, Endecja (od jesieni 1928 r. jako Stronnictwo Narodowe) powołała
Obóz Wielkiej Polski i postawiła na aktywność w środowiskach
młodzieżowych. Z kolei w sanacji na czoło wysunęła się wywodząca się z wojska tzw. grupa pułkowników, mająca, podobnie jak Piłsudski, tendencje
autorytarne. Ukształtowały się zatem nowe granice polityczne, które
miały przetrwać nawet wojnę. Główna linia podziału biegła między sanacją
a "resztą" (opozycją), druga zaś wewnątrz tej "reszty", między blokiem
centrowo-lewicowym (Centrolew) a prawicą. Operując poszerzonymi
kompetencjami prezydenta, powołując na przemian rządy "twardej ręki" i bardziej umiarkowane, Piłsudski umiejętnie manipulował parlamentem, w którym nie miał większości. Uciekał się także do "demonstracji siły",
jak w październiku 1929 r., gdy do gmachu Sejmu weszła grupa oficerów
przy szablach i z bronią krótką, na co marszałek Sejmu, Ignacy Daszyński
z PPS-u, odmówił otwarcia sesji. Prowadziło to do konfrontacji.
W czerwcu 1930 r. Centrolew, przechodząc do kontrofensywy, zwołał
Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu, na którym uchwalono rezolucję o konieczności "usunięcia dyktatury Józefa Piłsudskiego" i utworzenia
"rządu zaufania Sejmu i społeczeństwa". Riposta Marszałka była
zdecydowana: objął stanowisko premiera, prezydent rozwiązał parlament, a w nocy z 9 na 10 września aresztowano dziewiętnastu (byłych już) posłów
opozycyjnych, których bez wyroku osadzono w twierdzy w Brześciu.
Kampania wyborcza odbywała się w atmosferze zastraszenia, nic więc
dziwnego, że BBWR uzyskał 55% mandatów. Mógł więc rządzić, mając
"zaufanie Sejmu", ale większość ta nie wystarczała do zmiany
konstytucji. Pognębić opozycję miał proces, w którym na ławie
oskarżonych znalazło się jedenastu wybitnych członków PPS-u i SL, na
czele z Witosem. Zostali skazani na kary od półtora do trzech lat
więzienia, ale większość wymknęła się na emigrację. Do tej pory z Polski
uciekali tylko komuniści i terroryści ukraińscy.
Rządy silnej
ręki. W Polsce powstawało państwo o charakterze autorytarnym.
W Europie nie był to wyjątek, a polski system należał wśród nich do
najbardziej umiarkowanych. Taki charakter państwa został formalnie
potwierdzony w nowej konstytucji, uchwalonej za pomocą prawnych forteli.
Prezydent podpisał ją 23 kwietnia 1935 r., a więc na niespełna 3
tygodnie przed śmiercią Marszałka, który zmarł 12 maja, dokładnie w rocznicę zamachu z 1926 r. Konstytucja była "skrojona" na jego osobę:
wprowadzała system prezydencki, a osoba sprawująca ten urząd miała być
odpowiedzialna tylko "przed Bogiem i historią". Kompetencje zakrojono
niezwykle szeroko: powoływanie premiera i ministrów, rozwiązywanie
parlamentu, zawieranie i ratyfikowanie umów międzynarodowych,
zwierzchność nad siłami zbrojnymi, nominowanie 1/3 senatorów.
"Bezbarwny" dotychczas Mościcki otrzymał potężne narzędzia władzy i podjął wyzwanie, rozpoczynając rzeczywistą działalność polityczną.
Pomógł mu w tym fakt, że pierwsze wybory, które odbyły się 8 września
1935 r., okazały się faktyczną porażką BBWR-u. W wyniku bojkotu ze
strony opozycji w głosowaniu wzięło udział 46% uprawnionych (w "wyborach
brzeskich" 75%), co było wizerunkową klęską i BBWR został rozwiązany.
Obóz rządzący, do tej pory jednolity dzięki wyjątkowemu autorytetowi
Piłsudskiego, znalazł się - jak to wówczas określano - w stanie
"dekompozycji".
Istotne znaczenie dla biegu wydarzeń miały społeczne reperkusje
wielkiego kryzysu - który rozpoczął się na giełdzie nowojorskiej w październiku 1929 r. - a Polska należała do krajów najmocniej nim
dotkniętych. Wstrząśnienia związane z kryzysem - które wyniosły do
władzy Adolfa Hitlera - przyniosły w Polsce, jak i niemal w całej
Europie, aktywizację różnego rodzaju sił radykalnych, zarówno
lewicowych, jak i prawicowych. Kolejne rządy podejmowały niezbyt
skuteczne działania mające zahamować ich aktywność: wprowadzono w życie
przepisy ograniczające częściowo swobody obywatelskie, ścigano i surowo
karano komunistów i nacjonalistów ukraińskich. W czerwcu 1934 r., po
zamordowaniu przez ukraińskich terrorystów ministra spraw wewnętrznych,
utworzono "obóz odosobnienia" w Berezie Kartuskiej, w którym na mocy
decyzji administracyjnych uwięziono także grupę członków prawicowego
Obozu Narodowo-Radykalnego. Działania te jednak nie doprowadziły do
uspokojenia sytuacji, a raczej dopingowały radykałów, zwłaszcza z obozu
narodowego. Ich projekty ustrojowe zakładały usunięcie mniejszości
narodowych ze sceny publicznej, "unarodowienie" obcej własności,
upaństwowienie przemysłu i banków, strukturę państwa opartą na systemie
wodzowskim, utworzenie Wielkiej Polski ("od morza do morza"). W działalności bieżącej radykalni narodowcy byli najbardziej aktywni w różnego rodzaju przejawach agresji wobec Żydów. Komuniści z kolei
podsycali strajki i niepokoje społeczne, uważając, że w Polsce powstaje
"sytuacja rewolucyjna", która pozwoli na wprowadzenie systemu
analogicznego do sowieckiego. OUN przyjął program "integralnego
nacjonalizmu" przewidujący utworzenie państwa ukraińskiego o ustroju
totalitarnym i usunięcie z niego wszystkich Polaków i Żydów. Na co dzień
dochodziło do utarczek między bojówkami różnych partii, atakowania
lokali i manifestacji, pikietowania i napadów na sklepy (częściej
stragany) żydowskie. Terroryści ukraińscy napadali na policjantów i urzędników. Rzeczpospolita nie była oazą spokoju.
Śmierć Marszałka, choć spodziewana, była wstrząsem. Przeżywały ją także
niektóre środowiska mniejszościowe, zwłaszcza żydowskie, gdyż Piłsudski
- niezależnie od swoich autorytarnych skłonności - był zwolennikiem
państwa obywatelskiego, a nie narodowego. Aprobował m.in. próby Henryka
Józewskiego załagodzenia konfliktu z Ukraińcami na Wołyniu. Pogrzeb
Marszałka zgromadził ogromne tłumy, zmarłego uczczono też za granicą, a Hitler ogłosił nawet żałobę narodową. Tylko środowiska prawicowe
wyłamały się z ogólnego nastroju. Obóz rządzący dosyć szybko
ustabilizował się dzięki porozumieniu między Mościckim a gen. Edwardem
Rydzem-Śmigłym, który został szefem Generalnego Inspektoratu Sił
Zbrojnych, czyli wojskowym następcą Marszałka, 10 listopada 1936 r. zaś
otrzymał - chyba nieco na wyrost - buławę marszałkowską. Zdecydowana
większość "pułkowników" dostosowała się do nowej sytuacji. W lutym 1937
r. tandem Mościcki-Rydz-Śmigły powołał Obóz Zjednoczenia Narodowego
(Ozon), który był kolejną partią władzy odwołującą się do silnego,
scentralizowanego państwa i solidaryzmu społecznego oraz kładącą nacisk
na konieczność modernizacji kraju. W praktyce działań Ozonu pojawiły się
pewne akcenty nacjonalistyczne, administracja państwowa (policja)
przeciwstawiała się prowadzonej przez prawicę "wojnie z Żydami", ale
władze tolerowały np. praktykowanie na uniwersytetach tzw. gett
ławkowych.
Przejściowa "dekompozycja" sanacji zaktywizowała partie opozycyjne.
Jednym z przejawów tego było utworzenie na emigracji, pod protektoratem
Paderewskiego, tzw. Frontu Morges z udziałem m.in. Wojciecha Korfantego
i Władysława Sikorskiego. Zradykalizowały swoje programy zarówno PPS,
jak i SL, które m.in. wysunęło żądanie parcelacji majątków bez
odszkodowania. Obóz narodowy, w którym dominującą rolę odgrywało SN,
niemal całkowicie przestawił się na walkę z Żydami, oczywiście nie
zaprzestając polemik z sanacją, utarczek z socjalistami i ludowcami.
Komuniści, realizując nową taktykę Józefa Stalina polegającą na
tworzeniu tzw. frontów ludowych głoszących walkę z faszyzmem, zdobyli
pewne wpływy wśród inteligencji oraz lewicowych działaczy
socjalistycznych czy ludowych, ale nie zdołali wyjść z izolacji.
Wszystko to nie wywierało większego wrażenia na obozie rządzącym,
podobnie jak udało mu się przejść do porządku dziennego nad masowymi
protestami. Wiosną 1936 r. w kilku dużych miastach (m.in. we Lwowie i Krakowie) miały miejsce strajki i demonstracje uliczne, które były
tłumione przez policję i pociągnęły za sobą ofiary w ludziach.
Najpoważniejszy był dziesięciodniowy strajk chłopski w sierpniu 1937 r.,
w którym wedle organizatorów (SL) wzięło udział blisko 10 mln osób, a do
stłumienia strajku skierowano także wojsko. Zginęło ponad czterdziestu
uczestników. W 1938 r. nastąpiło uspokojenie nastrojów, co w pewnym
stopniu wynikało z komplikującej się sytuacji międzynarodowej.
Modernizacja. Trudny do określenia, ale niewątpliwie znaczący
wpływ na niepowodzenia opozycji miała sytuacja gospodarcza, gdyż od
zakończenia wielkiego kryzysu przybywało miejsc pracy, produkcja
zwiększała się (w 1938 r. przekroczyła o 1/5 stan sprzed kryzysu), a wzrost możliwości konsumpcyjnych pozytywnie oddziaływał na rolnictwo.
Szybkiemu rozrostowi Gdyni, która stała się największym i najbardziej
nowoczesnym portem na Bałtyku, towarzyszyła nowa w polskiej kulturze
mitologia - morza i żeglugi. W kraju, który miał niespełna 150 km
wybrzeża, do stowarzyszenia Liga Morska i Kolonialna należało blisko
milion osób, a szczególnie garnęła się do niej młodzież. Z budową Gdyni
wiązało się nazwisko Eugeniusza Kwiatkowskiego, które stało się też
synonimem czteroletniego planu inwestycyjnego i budowy Centralnego
Okręgu Przemysłowego. Był to udany przykład uprzemysłowienia biednego
rolniczego regionu (zatrudnienie znalazło blisko 100 tys. osób), a zarazem prawdziwego skoku modernizacyjnego. Projekt opierał się na
zaangażowaniu znacznych środków państwowych, które lokowano w przemysł
maszynowy i chemiczny (w gruncie rzeczy zbrojeniowy), energetykę,
gospodarkę wodną (zapory) i infrastrukturę. Wszystko było bardzo
nowoczesne i w znacznym stopniu opierało się na polskich wynalazkach i udoskonaleniach. Zapleczem dla innowatorów były świetne polskie szkoły
wyższe, takie jak Akademia Górnicza w Krakowie (uroczystego jej otwarcia
dokonał w 1920 r. Piłsudski) czy politechniki - warszawska i lwowska, a także tzw. polska szkoła matematyczna, jedna z najsłynniejszych wówczas
na świecie. W COP-ie wybudowano fabryki samolotów, które znacząco
uzupełniły dotychczas istniejące. Lotnictwo stało się drugim obok
marynarki ówczesnym polskim przedmiotem dumy. Polskie samoloty były
nowoczesne, a wyczyny Franciszka Żwirki (pilot) i Stanisława Wigury
(konstruktor i pilot) na samolotach z serii RWD przeszły już wówczas do
historii, choć największą sławę zyskali dopiero wtedy, gdy zginęli w katastrofie. W 1938 r. Kwiatkowski przedstawił kolejny plan rozwoju
gospodarczego. Tym razem aż piętnastoletni. Sukcesy COP-u zostały, co
oczywiste, wykorzystane w coraz bardziej rozbudowywanej propagandzie
państwowej, w której pojawiały się slogany o Polsce mocarstwowej,
"silnej, zwartej i gotowej". Choć więc Kwiatkowski nie był politykiem
sensu stricto, swymi dokonaniami - a także zawartymi w planach
obietnicami - zapewne przyczynił się do trwałości obozu rządzącego nie
mniej (a może bardziej) niż jego wodzowie czy stratedzy.
Ku wojnie. Położenie międzynarodowe Polski zaczęło pogarszać się w związku
z krzepnięciem i wzmocnieniem się obu największych sąsiadów, którzy -
zgodnie z panującymi w nich ideologiami - przejawiali skłonności
agresywne. Związek Radziecki natarczywie wysuwał hasło "światowej
rewolucji proletariackiej", Hitler zaś roztaczał wizję "Tysiącletniej
Rzeszy" i zdobycia "przestrzeni życiowej" (Lebensraum) dla narodu
niemieckiego. Piłsudski, który nie ufał w skuteczność sojuszu wojskowego
z Francją ani nie był zwolennikiem wielostronnych traktatów i instytucji
międzynarodowych, takich jak Liga Narodów, zainicjował politykę "równego
dystansu" wobec Moskwy i Berlina. Wykonawcą tej polityki uczynił Józefa
Becka, którego skierował do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Realizując
ten plan, podpisano w lipcu 1932 r. pakt o nieagresji ze Związkiem
Radzieckim, a półtora roku później podobny dokument ("deklarację o niestosowaniu przemocy") z III Rzeszą. Marszałek był dosyć sceptyczny i porozumienia te uważał za rozwiązania tymczasowe: "Polska siedzi teraz
na dwóch stołkach - mówił w 1934 r. - to nie może trwać długo. Musimy
wiedzieć, z którego naprzód spadniemy i kiedy". Dramat, a raczej
tragedia - której nikt nie przewidywał - polegała na tym, że oba zostały
naraz wyszarpnięte.
O prognozę taką było tym trudniej, że od objęcia władzy przez Hitlera
stosunki sowiecko-niemieckie, do tej pory bardziej niż poprawne,
zostały niemal zerwane, a konflikt ideologiczny między komunizmem a nazizmem zdawał się przeszkodą nie do pokonania. Niemcy od 1935 r.
przystąpiły do jawnych przygotowań do wojny i łamały kolejne
postanowienia traktatu wersalskiego. W marcu 1938 r. dokonały aneksji
Austrii (Anschluss) i wysunęły roszczenia do północnych i zachodnich
Czech (Sudetów). Polska, podtrzymując zasadę "równego dystansu",
odrzuciła wprawdzie proponowane przez Hitlera zbliżenie, ale Beck uznał
za celowe wykorzystać niemiecką aktywność dla wzmocnienia pozycji swego
kraju. W ciągu roku 1938 Polska dwukrotnie podjęła takie działania:
najpierw, w trakcie zajmowania Austrii, postawiła ultimatum Litwie,
żądając nawiązania stosunków dyplomatycznych, a 30 września, dzień po
zawarciu w Monachium układu oddającego Niemcom Sudety, wystąpiła do
Pragi z żądaniem zwrotu Zaolzia. Oba te żądania zostały zrealizowane, co
obóz rządzący z rozmachem wykorzystywał w propagandzie. Były to jednak
sukcesy, zwłaszcza udział w rozbiorze Czechosłowacji, niegodne, a ponadto iluzoryczne: niespełna miesiąc po wkroczeniu wojsk polskich na
Zaolzie III Rzesza "zaproponowała" oddanie jej Gdańska i budowę
eksterytorialnej linii kolejowej (i szosy) przez "korytarz" pomorski,
oferując w zamian przedłużenie umowy o nieagresji oraz wejście Polski do
paktu antykominternowskiego, czyli współudział w ekspansji na wschód.
Były to propozycje w zasadzie nadające się tylko do odrzucenia. Nikt nie
był w stanie przewidzieć ogromu kataklizmu, którym okazała się II wojna
światowa. Polska była zrazu samotna, dopiero zajęcie w marcu 1939 r.
Pragi uświadomiło Francji i Wielkiej Brytanii, że zaczyna się gra o najwyższą stawkę. Polska dyplomacja wszczęła intensywne zabiegi o urealnienie sojuszu wojskowego z Francją, a rząd brytyjski zaoferował
współpracę przeciw Niemcom i złożył gwarancje udzielenia pomocy. W kraju
narastał niepokój, władze mobilizowały społeczeństwo, nastroje
podbudowywał Beck, który zadeklarował w Sejmie, że "nie znamy pojęcia
pokoju za wszelką cenę" i stwierdził, że "w życiu narodów i państw honor
jest jedyną rzeczą, która jest bezcenna", oraz marszałek Rydz-Śmigły,
zapewniając, że "nie oddamy ani jednego guzika [od munduru - przyp.
red.]". Powodzeniem cieszyły się zbiórki na rzecz wojska, składanie
ofiar - często rodzinnych precjozów - na Fundusz Obrony Narodowej i subskrybowanie Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej. Ochotnicy zapisywali
się do udziału w walkach jako "żywe torpedy". W sztabach gorączkowo
aktualizowano plany, pospiesznie dozbrajano armię, m.in. w broń
przeciwpancerną i przeciwlotniczą. Partie opozycyjne, przede wszystkim z dawnego Centrolewu, proponowały konsolidację narodową, w podobnym duchu
występowali uczeni i intelektualiści. Inicjatywy te zostały odrzucone.
Nie wydaje się jednak, że nawet utworzenie - jak w 1920 r. - Rządu
Ocalenia Narodowego mogłoby wpłynąć na losy "wojny polskiej".
Wszystkie obawy okazały się uzasadnione, wszystkie przygotowania -
niedostateczne, wszelkie obietnice sojuszników - nierealne. Powodem była
nie tylko znaczna przewaga militarna Niemiec, ale niespodziewany zwrot w polityce Stalina i dojście do porozumienia obu totalitarnych i agresywnych sąsiadów Polski, które w nocy z 23 na 24 sierpnia
sformalizowano w formie układu o nieagresji. Dokument ten, znany jako
pakt Ribbentrop-Mołotow, w tajnym załączniku przewidywał rozbiór Polski,
co postawiło kraj w sytuacji bez wyjścia. Pozostawało tylko liczyć na
pomoc sojuszników, która jednak nie nadeszła. Wobec ataku z dwóch stron
nie było szans na drugi Cud nad Wisłą.
Próba
bilansu. Gdyby chcieć najkrócej określić najważniejsze cechy
II Rzeczypospolitej, należałoby przede wszystkim wskazać na fakt, że
była ona państwem całkowicie niepodległym. Sama stanowiła o ustroju i porządkach wewnętrznych, jakie by one nie były - demokratyczne czy
autorytarne. Była państwem ambitnym, mającym aspiracje odgrywania roli
regionalnego - a może i europejskiego - mocarstwa, co jednak było oparte
bardziej na chęciach niż na realnej sile militarnej czy gospodarczej,
bez której trudno przewodzić innym. Ambicje te wspierane były
rzeczywistą, choć obejmującą tylko część kraju, modernizacją przemysłu,
miast i infrastruktury. Przejawiała się ona też w nauce i kulturze,
upowszechnianiu oświaty, budowie wielkich gmachów użyteczności
publicznej, muzeów, uniwersytetów, a także sukcesami w sporcie.
Postępowało osłabianie barier stanowych czy klasowych, m.in. przez
rozwój masowych ruchów: ludowego, socjalistycznego i narodowego. Nie
przeczyło temu pozostawanie w kręgu oddziaływania tradycyjnych,
szlachecko-inteligenckich wzorców osobowych i myślenie w ramach tradycji
romantycznej.
Miała też II RP "kamienie u nóg". Najcięższym z nich była słabość
gospodarki narodowej, gdyż mimo modernizacji była krajem z małymi
zasobami kapitałowymi, mającym nierozwiązaną kwestię rolną, która
oznaczała wielomilionowe rzesze "ludzi zbędnych", a znaczna część wsi
żyła poza gospodarką rynkową. Powodowało to pomniejszenie siły państwa i generowało liczne konflikty społeczne. Inny "kamień" stanowiła
wieloetniczość, co przy wysokim już poziomie świadomości narodowej
nakazywało szukanie rozwiązań umożliwiających współżycie lub zgodę na
autonomie czy nawet secesję. Trudno powiedzieć, czy problem ten był
rozwiązywalny. Trzecim czynnikiem osłabiającym Polskę były konflikty
wewnętrzne, zaostrzane przez sprzeczności społeczne i etniczne.
Nieuniknionym rozbieżnościom ideowym i politycznym impulsu prowadzącego
do powstania podziałów tak głębokich, że dopiero wojenny kataklizm
częściowo je zasypał, nadało kilka gwałtów natury politycznej: zabójstwo
prezydenta Narutowicza, zamach majowy i "sprawa brzeska". Wszystkie
rozegrały się na przestrzeni ośmiu zaledwie lat. Trudno jednak
stwierdzić, na ile ten "wewnętrzny rozbiór" narodu wpłynął na klęskę
roku 1939. Jest natomiast pewne, że pokolenie urodzone i ukształtowane w całości w Polsce Niepodległej, "dzieci II Rzeczypospolitej", dzielnie
stanęło w jej obronie w straszliwych latach wojny i okupacji.
Andrzej Friszke. Od klęski wrześniowej do końca wojny
Andrzej Friszke
Prof. Andrzej Friszke (ur. w 1956 r.) - historyk, pracownik naukowy
w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, członek
korespondent PAN oraz wykładowca dziejów Polski XX wieku w Collegium
Civitas. Były członek Kolegium IPN (1999-2006) i Rady IPN (2011-2016).
Członek Rady Muzeum Historii Polski, Rady Fundacji Karta, Kolegium
Europejskiego Centrum Solidarności. Autor wielu publikacji, m.in.
Polska. Losy państwa i narodu 1939-1989 (2003), Anatomia buntu.
Kuroń, Modzelewski i komandosi (2011), Sprawa jedenastu. Uwięzienie
przywódców NSZZ Solidarność i KSS "KOR" 1981-1984 (2017).
Od klęski wrześniowej do końca wojny
Kraj pod
okupacją niemiecką i sowiecką. Atak Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. i rozbicie armii
polskiej oraz okupacja kraju otwierały okres najbardziej dramatycznych
przeżyć w całej polskiej historii. Polska centralna i zachodnia znalazły
się pod okupacją niemiecką, ziemie wschodnie pod sowiecką. Okupanci
prowadzili drastyczne działania zmierzające do zniszczenia podstaw
możliwości odrodzenia się Polski w przyszłości. Eksterminacja polskich
elit kulturalnych, politycznych, społecznych następowała pod okupacją
niemiecką (tzw. akcja AB) i sowiecką. Symboliczne stało się uwięzienie
przez Niemców profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego i zamordowanie
profesorów Uniwersytetu Lwowskiego oraz stworzenie miejsca masowych
egzekucji w Palmirach pod Warszawą, a także wymordowanie przez władze
sowieckie w 1940 r. 14,5 tys. polskich oficerów w Katyniu i innych
miejscach straceń. Okupanci zlikwidowali polskie szkolnictwo wyższe,
instytuty naukowe, by powstrzymać kształcenie nowych kadr. Dążyli także
do unicestwienia życia kulturalnego, zamykając wydawnictwa, teatry,
redakcje czasopism. Celem Niemców było zgermanizowanie ziem zachodnich,
czemu służyły m.in. likwidacja wszelkich legalnych przejawów życia
polskiego oraz masowe wysiedlenia do specjalnie utworzonego Generalnego
Gubernatorstwa jako miejsca osiedlenia Polaków i Żydów. Niemiecki terror
na okupowanym obszarze obejmował aresztowania i egzekucje, łapanki na
ulicach, wysyłanie do obozów koncentracyjnych w Rzeszy i nowo
utworzonych na ziemiach polskich, wśród których ponurą sławę zyskał obóz
Auschwitz, gdzie zamordowano ponad 1,5 mln ludzi, w znacznej większości
Żydów. Ponad 2 mln Polaków wywieziono do Rzeszy jako robotników
przymusowych. Uniemożliwiono istnienie polskich firm i jakąkolwiek
szerszą działalność gospodarczą, zablokowano wkłady w bankach, wszystko
to służyło pauperyzacji Polaków. Polskich obywateli na Pomorzu i Śląsku
objęto obowiązkiem służby wojskowej i wcielano do armii niemieckiej.
Pod okupacją sowiecką prowadzono konsekwentną sowietyzację wszelkich
form życia publicznego - zlikwidowano przedwojenne organizacje, a ich
liderów aresztowano, wprowadzono sowieckie programy w nauczaniu,
upaństwowiono własność prywatną w miastach, rozparcelowano majątki
ziemskie. Wszystkich Polaków uznano za obywateli sowieckich, objęto ich
też obowiązkiem służby w armii. W 1940 r. dokonano masowych wysiedleń w głąb Związku Radzieckiego kilkuset tysięcy ludzi należących do klas
wyższych, rodzin oficerów, urzędników państwowych, służby leśnej itd.
Celem tych działań była likwidacja elit społecznych na sowietyzowanych
ziemiach. Gdy w czerwcu 1941 r. nastąpiła ofensywa niemiecka na ZSRR,
wszystkie ziemie przedwojennej Rzeczypospolitej Polskiej znalazły się
pod okupacją III Rzeszy.
Na okupowanych ziemiach Niemcy wprowadzili hitlerowskie ustawodawstwo
wyodrębniające Żydów; pozbawiono ich wszelkich praw, a od 1940 r.
zamykano w gettach oddzielonych od polskich części miast. Mieszkańcom
gett wydzielano minimalne racje żywnościowe, co powodowało głód, choroby
i wysoką śmiertelność. Masowa eksterminacja zaczęła się po uderzeniu
Niemiec na Związek Radziecki. W ciągu kilku miesięcy na zajętych
ziemiach wymordowano ponad pół miliona Żydów. Od 1942 r. prowadzono
systematyczną akcję mordowania mieszkańców gett, których wywożono do
specjalnych obozów, po czym zabijano w komorach gazowych. Ci, którzy
zdołali się ukryć, byli tropieni i mordowani. Symboliczne znaczenie
miało powstanie w getcie warszawskim w kwietniu 1943 r. Ci, którzy
pozostali jeszcze przy życiu, postanowili stawić zacięty opór. Do końca
okupacji zginęło 3 mln Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia.
Okupanci nie próbowali tworzyć szczątkowego państwa polskiego, więc
kolaboracja nie miała zinstytucjonalizowanego charakteru. Pod okupacją
niemiecką kolaboracją była współpraca różnych jednostek z aparatem
inwigilacji i represji, mordowanie, szantażowanie, pomoc w ściganiu
Żydów, współdziałanie z aparatem propagandowym III Rzeszy; za formę
kolaboracji uznać można służbę w tzw. policji granatowej. Osobnym
problemem było odstępstwo od narodowości polskiej przez przyjęcie tzw.
volkslisty, przy czym bardzo różnie sytuacja ta wyglądała na ziemiach
wcielonych do Rzeszy i w GG. Pod okupacją sowiecką kolaboracja polegała
na służbie w sowieckich formacjach policyjnych i współpracy z nimi lub
na udziale w instytucjach władzy i propagandzie.
Władze
i siły zbrojne na uchodźstwie. Wobec okupacji kraju naczelne władze państwa odtworzyły się na
emigracji we Francji, a po jej klęsce w 1940 r. przeniosły się do
Londynu. Prezydent RP Władysław Raczkiewicz oraz rząd gen. Władysława
Sikorskiego, zarazem Naczelnego Wodza (do jego tragicznej śmierci w 1943
r.), byli symbolem trwania państwa polskiego, ale też legalną władzą
polską pozostającą w relacjach z państwami koalicji. We Francji
odtworzono armię polską, która - podobnie jak francuska - uległa siłom
hitlerowskim. Polscy lotnicy zdołali jednak wziąć znaczący udział w bitwie o Anglię, która zakończyła się porażką Niemców. Osiągnięciem
Polaków było złamanie, jeszcze przed wojną, szyfrów niemieckiej maszyny
szyfrującej Enigma, co pozwoliło aliantom na poznanie treści niemieckich
rozkazów.
Współpraca z brytyjskim sojusznikiem była fundamentem polskiej polityki
w czasie wojny, w konsekwencji Polska należała do koalicji państw
alianckich, od 1941 r. także ze Stanami Zjednoczonymi i ZSRR. Podpisanie
w 1941 r., po ataku Niemiec na ZSRR, układu polsko-sowieckiego oznaczało
zestrojenie się z polityką zachodnich aliantów, ale też dało wymierne
korzyści - zwolnienie z więzień, obozów i miejsc osiedlenia setek
tysięcy Polaków pozbawionych wolności w ZSRR i stworzenie z nich armii
polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. W 1942 r. armia ta
została ewakuowana na Bliski Wschód, w 1944 r. wzięła udział w ofensywie
aliantów we Włoszech, m.in. w bitwie o Monte Cassino. Podległe
Naczelnemu Wodzowi Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczyły na początku
1945 r. 165 tys. żołnierzy. Największe jednostki to II Korpus pod
dowództwem gen. Andersa oraz I Korpus dowodzony przez gen. Stanisława
Maczka, który brał udział w wyzwalaniu Holandii.
Polskie
Państwo Podziemne. W okupowanym kraju opór organizował
zwłaszcza Związek Walki Zbrojnej powołany przez Naczelnego Wodza i zmierzający do skupienia całego wysiłku wojskowego w jednolitej
strukturze, będącej częścią Polskich Sił Zbrojnych. Po osiągnięciu
znacznych sukcesów w scalaniu rozproszonych inicjatyw konspiracji
wojskowej w 1942 r. ZWZ przemianowano na Armię Krajową. Skupiała ona
oficerów, prowadziła szkolenie, przygotowując się do wystąpienia
zbrojnego w chwili załamania się okupanta. Zarazem prowadziła liczne
akcje bieżące - dywersyjne, wywiadowcze, zwalczanie kolaboracji, zamachy
na wyróżniających się oprawców, a od 1943 r. zajęła się tworzeniem
oddziałów partyzanckich. Po włączeniu do AK stworzonych przez ludowców
Batalionów Chłopskich oraz Narodowej Organizacji Wojskowej i części
Narodowych Sił Zbrojnych AK liczyła ok. 350 tys. żołnierzy, a poza nią
pozostawali jedynie radykalni nacjonaliści i komuniści. Organizatorem i dowódcą ZWZ, a później AK był gen. Stefan Rowecki, pseudonim "Grot", a po jego aresztowaniu w 1943 r. gen. Tadeusz Komorowski, pseudonim "Bór".
Konspiracyjne struktury stały się stopniowo Polskim Państwem Podziemnym
działającym według prawa, podporządkowanym władzom państwowym w Londynie, opartym na współdziałaniu czterech głównych stronnictw -
Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Narodowego, Polskiej Partii
Socjalistycznej i Stronnictwa Pracy. W oparciu o te stronnictwa działała
Delegatura Rządu na Kraj, budująca administrację konspiracyjną,
organizująca opór cywilny, tajne nauczanie, pomoc społeczną oraz
podziemny aparat sądowniczy ścigający zdrajców i kolaborantów.
Opór cywilny przybierał wiele różnych form - od malowania napisów na
murach (mały sabotaż), przez tajne nauczanie, pomoc wzajemną i pomoc dla
uwięzionych, dla ukrywających się Żydów, po liczne formy działania w tajnych organizacjach i wydawanie prasy konspiracyjnej, która w 1944 r.
liczyła ponad 600 tytułów, a w kręgu jej oddziaływania było kilkaset
tysięcy osób. PPP i jego struktury były najbardziej rozwinięte w GG, na
ziemiach wcielonych do Rzeszy nie mogły się rozwinąć, na wschodzie
istniały jedynie w dużych miastach, toteż w 1943 r. nie mogły się
skutecznie przeciwstawić czystkom etnicznym Ukraińskiej Powstańczej
Armii wymierzonym w ludność polską na Wołyniu.
Skomplikowana
sytuacja międzynarodowa. Polska znajdowała się od początku wojny
w obozie państw alianckich i swoją przyszłość budowała na sojuszu z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Wybuch wojny
niemiecko-sowieckiej i wejście ZSRR do obozu aliantów skomplikowało
sytuację. Po zwycięstwie sowieckim pod Stalingradem i po dalszych
sukcesach Armii Czerwonej Stalin coraz wyraźniej uzyskiwał wpływ na
kształtowanie naszej części Europy. Nawiązane w 1941 r. stosunki z rządem polskim Moskwa zerwała w kwietniu 1943 r. po odkryciu przez
Niemców grobów katyńskich i podjęciu przez rząd polski starań o wyjaśnienie tej zbrodni. Od wiosny 1943 r. w ZSRR gromadzono kadry
wojskowe i polityczne dla przyszłej Polski w Związku Patriotów Polskich
i 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Równolegle wzmacniano komunistyczne
podziemie w kraju (w styczniu 1942 r. utworzono z inicjatywy Moskwy
Polską Partię Robotniczą). W listopadzie 1943 r. w Teheranie Stalin
otrzymał od zachodnich sojuszników zaakceptowanie zdobyczy
terytorialnych uzyskanych w okresie współpracy z Niemcami. W lipcu 1944
r. zdecydował o utworzeniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego jako
quasi-rządu, który objął władzę na skrawku Polski zajętym przez Armię
Czerwoną.
Wobec nadciągającej w 1944 r. Armii Czerwonej struktury PPP próbowały
wystąpić jako gospodarz terenu. W Wilnie, Lwowie, na Lubelszczyźnie
oddziały AK przystąpiły do walki z Niemcami u boku oddziałów sowieckich,
po czym następowało rozbrojenie i internowanie polskich żołnierzy przez
NKWD (Narodnyj Komissariat Wnutriennich Dieł). Wybuch powstania w Warszawie 1 sierpnia był manifestacją polskiego dążenia do wolności i próbą stworzenia w stolicy kawałka niepodległej Polski. Trwające przez
63 dni walki z Niemcami doprowadziły do śmierci ok. 150 tys. mieszkańców
miasta i jego zburzenia. Armia sowiecka po zajęciu prawobrzeżnej
Warszawy wstrzymała ofensywę, którą wznowiła dopiero w styczniu 1945 r.
W lutym 1945 r. w Jałcie Stalin uzyskał od sojuszników oficjalne
potwierdzenie granicy na Bugu oraz cofnięcie uznania rządu polskiego w Londynie - podstawą przyszłego rządu polskiego miał być PKWN. Skoro
Polska stawała się satelitą ZSRR, Stalin zaangażował się w poszerzenie
jej terytorium o ziemie po Odrę i Nysę Łużycką, co ostatecznie
zrealizował na konferencji w Poczdamie latem 1945 r.
Z wojny Polska wychodziła z ogromnymi stratami w ludziach i materialnymi
oraz w nowym kształcie terytorialnym jako państwo zależne od ZSRR.