Polscy himalaiści - Dariusz Jaroń

Reflow text when sidebars are open.
Prolog
Cichy trzask.
Rozpaczliwy błysk świadomości.
Leci!
Gwałtowne szarpnięcie liny.
Uśmiech losu.
Wisi nad ziejącą grozą pięciusetmetrową zerwą, ale żyje. W przypływie adrenaliny wraca ostrość zmysłów. Błyskawicznie wraca po poręczówce na grań.
Tym razem skończy się na strachu. Jego i kolegów.
- Dobra, limit pecha na jedno wyjście w górę wyczerpany - jeśli taka myśl przeszła mu przez głowę, Janusz Klarner był w błędzie.
Kilkanaście godzin później.
Wychodzą z obozu we czterech: Stefan Bernadzikiewicz, Janusz Klarner, Boktej i Dava Tsering. Gramolą się z ładunkami pod ściankę tak zwanej Śnieżnej Kopy.
Droga przed nimi jest paskudna i bardzo niebezpieczna.
Wzdłuż grani biegnie nawis śnieżny, zwieszający się leniwie nad doliną Lawan. Kilka metrów od jego krawędzi mroźną pustką straszy szczelina lodowcowa. Idą gęsiego, związani jedną liną.
Na końcu Siam. Co jakiś czas pokrzykuje na kolegów, by trzymali się z dala od przepaści złudnie ukrytej pod nawisem. Mechanicznym kiwnięciem głowami dają znać, że zrozumieli, jednak instynktownie oddalają się od szczeliny. W otaczającym ją gęstym i grubym śniegu zapadają się nieraz i po same pachy.
Janusz Klarner ma dość uporczywego torowania. Robi dwa kroki w stronę krawędzi. Klnie jak szewc, bo ma wrażenie, że ponownie osuwa się po pas w irytującą biel. Mijają sekundy, a pod stopą wciąż nie czuje gruntu.
Znów leci!
Koziołkuje. Wokół wirują tumany śniegu, a przez głowę przebiegają dziesiątki myśli.
Rozpaczliwie próbuje się zatrzymać, jednak pędzi tak szybko, że nie wie już, gdzie jest niebo, gdzie ziemia, a gdzie ściana, z której spada.
Wściekłość bezradności.
Z letargu wybija go ostry ból w piersiach. To lina wrzyna się w ciało, ratując go przed pewną śmiercią. Przynajmniej na moment.
Rozgląda się. Obok przelatują bryły lodu. Lecą też jego rękawice. Po kilkudziesięciu sekundach usłyszy łoskot u stóp lodowca. A więc taka jest alternatywa dla ratunku.
Sytuacja robi się dramatyczna. Pod nogami dwa kilometry powietrza, przed nosem niemal pionowa skała, a nad głową dwanaście metrów do grani - jedyna szansa na ciąg dalszy.
Jego życie zależy teraz wyłącznie od wytrzymałości liny i stabilności nawisu.
Zna doskonale pogłoski o klątwie Nanda Devi. Wie, że nie ma chwili do stracenia.
Uczestnicy brytyjskiej wyprawy na Everest z 1921 roku