1.
Teraz
- Gabrielo, apeluję do ciebie! - Alicja jak zwykle była najbardziej opanowaną osobą pod słońcem, kiedy w tym samym czasie w Gabrysi krew wrzała, a na myśl przychodziły najbardziej wymyślne sposoby popełnienia zbrodni doskonałej na własnym małżonku albo, jeszcze lepiej, na jego potencjalnej kochance.
- Alka, już skończyłabyś z tymi swoimi drętwymi tekstami. Dziewczynie świat się wali, a ty ciągle tylko apelujesz. Nie jesteśmy tu na spotkaniu kółka różańcowego! - Grażyna westchnęła ciężko.
Oczywiście obie z całych sił wspierały przyjaciółkę, ale te dystyngowane powiedzonka Alicji działały dziś na Grażynę jak płachta na byka. Przynajmniej ten jeden raz mogłaby sobie odpuścić i zająć się tym, czym naprawdę powinna. A było jasne jak słońce, że dziś miały trzymać Gabryśkę za rękę i pozwolić się jej wypłakać, a jutro ustalić plan dalszego działania. A tymczasem to jej "apeluję do ciebie" spowodowało tylko, że przyjaciółka zaniosła się jeszcze większym płaczem.
- Przecież wcale nie jest powiedziane, że cokolwiek się stało, i może Gabriela niepotrzebnie wylewa łzy. - Alicja próbowała się bronić w znanym sobie stylu. - I z łaski swojej nie nazywaj mnie Alką, przecież wiesz, jak bardzo tego nie lubię.
Aż wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Grażyna doskonale wiedziała, że Alicja nienawidzi zdrobnień, zgrubień i innych wariacji językowych, więc nazwała ją "pieszczotliwie" Alką z niekłamaną satysfakcją. Jeśli nie potrafi wspierać przyjaciółki, nie zasługuje na szacunek.
- Co ja mu takiego zrobiłam? - Gabrysia wciąż chlipała, jakby zupełnie głucha na to, co właśnie stwierdziła Alicja. - Przecież jestem dobrą żoną, dogadzam mu, obiadki gotuję, do pracy chodzę, piorę, sprzątam, dwójkę dzieci mu nawet urodziłam. I jeszcze pielęgnuję tego jego szlacheckiego świra, a on mnie tak po prostu, z pierwszą lepszą...
- Gabrielo... - Alicja podniosła palec, ale natychmiast opuściła go z powrotem i już nawet nie dokończyła swojego powiedzonka. Przecież to było absolutnie niemożliwe, żeby Edward znalazł sobie młodszą. Ba, Alicja nie wyobrażała sobie, żeby znalazł sobie jakąkolwiek inną kobietę, na którą zechciałby zmienić Gabrielę.
Tak naprawdę nigdy wcześniej nie spotkała lepiej dobranego małżeństwa. Uzupełniali się właściwie w stu procentach, sama często nawet zazdrościła (ale niezawistnie) im tej małżeńskiej zgody. Wyglądali razem absolutnie pięknie i przez lata wspólnego pożycia upodobnili się nawet fizycznie. Jak to mówią: kto z kim przestaje...
Mieli podobne uśmiechy, wypowiadali się w podobny sposób i choć oboje używali przy tym słów powszechnie uznawanych za wulgarne, Alicja była w stanie przyznać, że bywało to nawet urocze. A teraz miało się okazać, że Edward, TEN Edward, tak po prostu znalazł sobie zupełnie inny obiekt zainteresowania. To po prostu nie mogła być prawda i Alicja była tego niemal pewna.
Oczywiście była gotowa wspierać Gabrielę ze wszystkich swoich sił, ale przede wszystkim chciała najpierw wyperswadować jej te strasznie brzmiące przypuszczenia. Zupełnie nie podobało jej się, że Grażyna tylko utwierdzała przyjaciółkę w przekonaniu, że dobrze myśli i że do zdrady ze strony Edwarda jednak mogło dojść. Cóż, będzie musiała sobie z Grażyną poważnie porozmawiać.
- Nie rycz, młoda, sprawdzimy tego twojego Edka i w razie czego ubijemy gada. - Była gotowa na każdą ewentualność.
Gabrysia znów zaniosła się szlochem.
- Ale ja go kocham! I dzieci go kochają! A on tak po prostu mnie zdradził. Tyle lat razem, tyle przeszliśmy, dom, dzieci, to przecież nie może być prawda!
- Oczywiście, że nie jest prawda... - zaczęła znowu Alicja, ale popatrzywszy na złowrogą minę Grażyny, natychmiast się uciszyła. Zdecydowanie mają sobie do wyjaśnienia kilka zasadniczych kwestii.
- Prawda czy nie, znajdziemy tę małpę. Zobaczysz. - Widać było, że Grażyna jest zdecydowanie w swoim żywiole. - A jak ją znajdziemy, to nie ręczę za siebie. I on, i ona...
- Nie chcę, żeby mu się stała jakakolwiek krzywda. - Gabrysia wyła tymczasem dalej. - Chcę, żeby było jak dawniej.
- To ubijemy tylko ją. - Grażyna wzruszyła ramionami. - Choć ta choroba i tak może postępować.
- Jaka znowu choroba? - Gabrysia chwilowo otrząsnęła się z letargu.
- No Edka choroba. Kręgosłupa.
Obie kobiety popatrzyły na Grażynę badawczo. O czym ona znowu mówi? Ta wywróciła znacząco oczami.
- Bo u faceta to jest taki stan chorobowy kręgosłupa. Znaczy: dupa na boku, he, he, he. - Roześmiała się z własnego żartu.
W pokoju zaległa niepokojąca cisza. Alicja wbiła nienawistny wzrok w koleżankę, a Gabrysia po pierwszym szoku jeszcze bardziej, głośniej i donośniej się rozpłakała.
- No dobra, sorry, Gabryśka. - Grażyna w mig połapała się, że znowu, jak zwykle, palnęła coś bez sensu. - Nie chciałam cię bardziej zdołować. Znajdziemy tę łajzę, obiecuję. A ty już nie rycz, bo spuchniesz i będziesz wyglądać jak norka.
Na szczęście Gabrysia tak bardzo zajęta była upłynnianiem swojego żalu w postaci łez, że nie usłyszała ostatniej uwagi przyjaciółki. A na punkcie wyglądu była chyba jeszcze bardziej wrażliwa niż na punkcie własnego męża, który tymczasowo okazał się nikim innym, jak tylko zdradziecką świnią.