Półmetek - Bob Buford

Kup ebooka

29.60 zł
24.57 zł (24,07 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Informacje o książce

Tytuł oryginału: HALFTIME

Autor: BOB BUFORD

Tłumaczenie: Monika Mendroch

Redakcja: Joanna Rączkowiak

Korekta: Joanna Urbańska-Salamon

Przygotowanie e-booka: Marta Legierska

Dostosowanie okładki do oryginału: Marta Legierska

 

Do dystrybucji na terenie całego świata:

Księgarnia Szaron, ul. 3 Maja 49a, 43-450 Ustroń

tel.: 503 792 766

e-mail: wydawnictwo@szaron.pl

www.szaron.pl

 

Published by arrangement with The Zondervan Corporation L.L.C. a division of HarperCollins Christian Publishing, Inc.

Polish edition ? 2015 Szaron Grzegorz Przeliorz

 

Wszelkie prawa do wydania polskiego zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

 

W sprawie zezwoleń należy zwracać się do:

Wydawnictwo Szaron, www.szaron.pl, e-mail: wydawnictwo@szaron.pl,

 

Cytaty biblijne, pochodzą z:

Biblia Warszawska. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1975 (BW)

BT - Biblia Tysiąclecia, Pallottinum, Poznań 2003

NBG - Nowa Biblia Gdańska, Szaron, Ustroń 2012

NP - Nowe Przymierze, Ewangeliczny Instytut Biblijny, Poznań 2008

PE - Przekład Ekumeniczny, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 2012

BWP - Biblia Warszawsko-Praska

 

Wydanie I Ustroń, 2016

ISBN książki drukowanej: 978-83-63271-63-3

ISBN książki elektronicznej: 978-83-8247-168-7

Książkę można nabyć:

Księgarnia i Hurtownia wysyłkowa Szaron

43-450 Ustroń, ul. 3 Maja 49a, tel.: 503 792 766e-mail: wydawnictwo@szaron.pl | www.szaron.pl

Oto, co ludzie mówią o Półmetku:

"Tę książkę powinni przeczytać ludzie znajdujący się w każdej połowie życia. Chciałbym, żeby moje dzieci przeczytały ją, gdy zaczną pracę, i żeby stała się ona dla nich drogowskazem, który pomoże im odkryć ich życie. Tę książkę powinien przeczytać każdy, kto zbliża się do drugiej połowy albo już w niej jest. Półmetek wzywa czytelnika do działania, a poprzez działanie do gorliwej służby samemu sobie, swoim rodzinom, społeczności i Stwórcy".

Peter H. Coors, Dyrektor Generalny, Coors Brewing Company

"Ta inspirująca książka powstała z umysłu i serca niezwykłego człowieka i nawiązuje do ogromnej potrzeby naszego społeczeństwa - odnalezienia znaczenia i spełnienia w drugiej połowie naszego życia. Jest o tym, jak od sukcesu przejść do znaczenia".

Stephen R. Covey, Covey Leadership Center

"Bob Buford jest jedną z tych nielicznych osób, które dokonały przemiany od skupiania się na sukcesie do skupienia na znaczeniu. Ta książka pokaże ci, jak uczynić drugą połowę życia tą lepszą połową. Chcę, żeby każdy członek mojego zboru przeczytał tę inspirującą opowieść"!

Rick Warren, pastor, Saddleback Community Church

"Podejście Boba uderza prosto w uczucia i emocje, w sposób, w jaki może to uczynić chyba tylko chrześcijanin-biznesmen, taki jak Bob".

Steven S. Reinemund, przewodniczący i Dyrektor Generalny, Pepsico, Inc.

"Bob Buford wskazuje, że pierwsza połowa życia to pogoń za sukcesem, druga to pogoń za znaczeniem. Bob wie, o czym mówi - osiągnął to pierwsze i pokazuje, jak osiągnąć to drugie. Ta książka jest wyjątkowa, inspirująca i praktyczna. Przeczytaj ją i wzmocnij się"!

Max Lucado,autor bestselera według New York Times Gdy Bóg wyszepcze twoje imię

"Jestem osobą, która w niewyobrażalny sposób skorzystała z drugiej połowy życia Boba Buforda. Jest jednym z najbardziej efektywnych katalizatorów Królestwa, jakich znam".

Bill Hybels, pastor senior, Willow Creek Community Church

"Książka Boba każe nam przyjrzeć się tym dręczącym nas wątpliwościom, które dotyczą naszego podejścia do pracy i życia; a potem w przystępny sposób pokazuje nam, jak szukać odwagi do działania".

Dennis Bakke, emerytowany Dyrektor Generalny, AES Corporation

"Książka ta jest skierowana do ludzi sukcesu, którzy chcą więcej spełnienia w swoim życiu i rozumieją, że nie przyjdzie ono z kolejnym zwycięstwem, kolejną sprzedażą, kolejnym podbojem czy znaczącym wzrostem ich dochodów. Pozwól Bobowi Bufordowi przekonać cię, że najlepsze lata życia masz przed sobą".

Ken Blanchard, współautor The One-Minute Manager

"Buford dociera do komnat serca. Dla mnie, osoby przekraczającej właśnie czterdziestkę, Półmetek jest jak kubek zimnej wody dla strudzonego wędrowca, zdyszanego w połowie wędrówki, ale gotowego na ostatni jej etap".

David G. Bradley, prezes Atlantic Media Company

"Książka Boba Buforda to nie tylko pełne mocy przesłanie; to bodziec do osobistego działania. Jest szczera i praktyczna. Poruszająca i fascynująca... Jestem wdzięczny Bobowi za to, że podzielił się swoim życiem i filozofią dla lepszego jutra".

Michael J. Kami, Konsultant w Strategic Management

"Jest to książka dla wszystkich, którzy chcą połączyć (lub na nowo scalić) pasję z celem, sukces ze znaczeniem i tłum ze społecznością. Słowa i życie Boba Buforda wzywają do nauki, jak żyć tym, w co wierzymy. Jego życie jest w najgłębszym sensie życiem zreformowanym, życiem, które zostało wspaniale ukształtowane przez jego pierwotną lojalność".

Don Flow, prezes Flow Motors, Inc.

"Książka ujawnia serce człowieka, który wykorzystuje swój czas i talent dla Boga i troszczy się o ludzi na całym świecie. Bóg przez wieki najbardziej błogosławił mężczyznom i kobietom dobrego serca i Bob jest jednym z nich. Przesłanie tej książki jest cennym darem".

Douglas E. Coe, który poprzez swoją pracę nawiązał wiele bliskich relacji z członkami Kongresu, Waszyngton, D.C.

"Przez wiele lat zachęcałem chrześcijan, by śnili wspaniałe sny, robili wielkie plany, modlili się wspaniałymi modlitwami i byli posłuszni Bożym przykazaniom. Bob Buford pomaga tak żyć, przybliżając swoją przenikliwość biznesmena i oddanie Jezusowi Chrystusowi. Zachęca cię do pomnażania wszystkiego, co dał ci Bóg, żebyś mógł prowadzić życie pełne znaczenia".

Luis Palau, Luis Palau Evangelistic Association

"To jest książka, którą dam swoim dzieciom".

Max DePree, prezes Herman Miller, Inc., autor książek Leadership Jazz i Leadership Is an Art

"Półmetek to fascynująca opowieść o spektakularnym sukcesie w biznesie, który przekłada się na spektakularne znaczenie w służeniu innym. Zawiera nie tylko filozofię Boba Buforda, ale również cytaty wielu wspaniałych filozofów którzy przeszli swoją duchową podróż. Jest to książka dla tych, którzy są zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie życia, oraz dla tych wszystkich, którzy docenią ciepłą, osobistą odyseję".

Frances Hesselbein, prezes i Dyrektor Generalny The Drucker Foundation

"Wielu młodych, bogatych przywódców trafi do nieba dzięki życiu Boba Buforda. Stworzył on wspaniałe dzieło mówiące o tym, jak przestać liczyć lata i sprawić, żeby to lata zaczęły się liczyć. Wiem, że to nada mojej drugiej połowie życia większe znaczenie".

Stephen Arterburn, założyciel i prezes New Life Ministries

"Książka Boba wzywa nas do zatrzymania się i pomyślenia o kierunkach i priorytetach naszego życia. Autor zmagał się z przemianami w życiu w pełni zaangażowanym i doświadczonym, dzięki czemu jego poglądy i rady brzmią prawdziwie i głęboko. Sposób nauczania, który Bob wykształcił, działając z wdziękiem i łaską, jest przepełniony mądrością, która wyposaża nas w zasady i strategie ubogacające nasze życie".

J. Williams, prezes Trammell Crow Company

"Bob Buford wie, że w życiu, jak w sporcie, ważne jest to, by dobrze skończyć. Co znaczą dobre wyniki w pierwszej połowie, jeśli na końcu przegrywasz? Bob zagrzewa do walki, mówiąc o odkrywaniu podstaw życia w sposób zrozumiały dla skupionych na sukcesie Amerykanów".

Dr Stephen A. Hayner, profesor nadzwyczajny Ewangelizacji i Wzrostu Kościoła, Columbia Theological Seminary

 

Książek na temat kryzysu wieku średniego oraz związanego z nim często zjawiska wypalenia zawodowego powstało już mnóstwo, ale dopiero Buford dotknął tematu w sposób tak kompletny i praktyczny, jak tego potrzebowali czytelnicy. "Półmetek" z całą pewnością pomoże czterdziestolatkom, do których właśnie dociera, że zaprzepaścili najlepsze lata swojego życia i szukają nowej drogi. Książka ta jednak okaże się pasjonującą i inspirującą lekturą także dla każdego, kto - niezależnie od wieku - zrozumiał, że prawdziwy sukces nie ma nic wspólnego ze zdobywaniem dla siebie tego, co doczesne, lecz polega na takich osiągnięciach w służbie innym, które gromadzą "skarby w niebie (Mt 6,20).

Fabian Błaszkiewicz,

mówca profesjonalny, szkoleniowiec

Przedmowa do polskiego wydania

Szanowny Czytelniku,

Może osiągnąłeś już 40 lat i pewien sukces w życiu zawodowym, ale zapytam cię szczerze:

- Czy wiesz, co jest twoim życiowym powołaniem? Czy wiesz, co tak naprawdę chcesz dalej w życiu robić, by miało ono znaczenie i sens?

- Czy czujesz się spełniony? A może czujesz pewien niedosyt i nie wiesz, jak spędzić resztę życia?

- Czy wiesz, kim jesteś i jakie są twoje podstawowe wartości?

- Czy znasz swoje mocne strony i talenty, którymi obdarzył cię Bóg?

- Czy chcesz, aby świat wokół ciebie był lepszym miejscem? Czy wiesz, jak wnieść swój wkład w osiągnięcie tego? Czy chcesz, aby twoja spuścizna przetrwała wieki?

Jeśli nurtują cię powyższe pytania, bez względu na to, czy znasz na nie odpowiedzi, to książka, którą trzymasz w ręku, jest dla ciebie.

Jeśli jednak nie zadawałeś sobie nigdy takich pytań, to gorąco zachęcam cię do takiej, często niełatwej, osobistej introspekcji. Z wiekiem coraz trudniej zdecydować, co zrobić ze swoim życiem, by w drugiej jego połowie użyć całego nagromadzonego doświadczenia i zasobów.

Prawdziwi ludzie sukcesu, świadomi swej misji nie odchodzą na emeryturę, która polega na bezużyteczności i nudzie. Tacy ludzie w drugiej połowie swojego życia aktywnie szukają znaczenia, sensu i powołania, co jest źródłem ich szczęścia, radości i witalności aż do końca ich dni. Ludzie świadomi celu głęboko wierzą, że najlepsze lata są stale przed nimi i zawsze mają wiele marzeń i planów. Niestety wielu ludzi, którzy osiągneli sukces w pierwszej połowie życia, nie wie i nawet nie zastanawia się nad tym, jak w drugiej połowie sukces przetransformować w znaczenie.

Półmetek był i jest dla mnie wspaniałym przewodnikiem w tym procesie. Jest ona w dużej mierze życiorysem Boba Buforda, człowieka, który tą drogą szedł przed nami, a z którym miałem ogromny przywilej spotkać się osobiście, by zaczerpnąć z zasobów jego mądrości i zainspirować się tym, jak Bóg poprowadził go od sukcesu do znaczenia. To spotkanie było dla mnie bardzo ważne, bowiem najbardziej przemawiają do nas prawdziwe historie realnych ludzi - ich zmagania, porażki i zwycięstwa.

Są książki, które fundamentalnie zmieniły moje życie. Niekwestionowanym numerem 1 jest dla mnie Biblia, ale Półmetek z pewnością znajduje się w pierwszej trójce.

Półmetek Boba Buforda pomoże ci przejść przez niełatwy okres w życiu, kiedy po osiągnięciu sukcesu czujesz się zagubiony i szukasz prawdziwego sensu i znaczenia.

Odkrycie własnej misji i powołania pomaga skoncentrować swoją uwagę tylko na ważnych rzeczach i powiedzieć "nie" tym, które nie są już w zgodzie z określoną misją, choć same w sobie nie muszą być złe. W ostatnich kilku latach odkryłem, że jest mnóstwo wspaniałych rzeczy, w które można się zangażować. Jednak nasz czas i nasze zasoby są ograniczone, dlatego dobrze jest wiedzieć, co jest właśnie tą rzeczą, do której Bóg nas powołuje, gdzie możemy być najbardziej przydatni i gdzie nasze silne strony przejawią się najmocniej.

Życzę ci, by ta książka zainspirowała cię do głębokich przemyśleń, odważnych życiowych decyzji i zmian, by twoje dalsze życie nabrało większego sensu i przyniosło poczucie spełnienia i znaczenia, które przekroczy ramy doczesności.

Adam Wałach

Ernst and Young Przedsiębiorca roku 2010, Republika Czeska

Przedmowa

Piętnaście lat temu zacząłem zapisywać myśli dotyczące pewnego wydarzenia, które miało miejsce w moim życiu. Zamiast mierzyć się z kryzysem wieku średniego, odkryłem, że czeka mnie nowe, lepsze życie. To odkrycie nazwałem "przerwą", a sam proces doprowadził mnie ostatecznie do "drugiej połowy". Ta przenośnia jest trafna, ponieważ po pełnej sukcesów pierwszej połowie potrzebowałem przerwy, w której musiałem dokonać zmian w rozgrywce podczas drugiej połowy. W ciągu ostatnich dwudziestu lat odniosłem wiele sukcesów, nie doświadczyłem wypalenia ani frustracji, ale czułem, że czegoś mi brakuje i że muszę zmienić strategię swojej gry. Patrząc wstecz, widzę, że Bóg ochronił mnie przed skorzystaniem z typowych dróg, uczęszczanych przez ludzi, którzy szukają tego, czego im brakuje.

Zaniosłem swoje notatki do wydawcy, a on uznał, że należy stworzyć z nich książkę, wobec której miał skromne oczekiwania. Myślę, że można powiedzieć, że od tego momentu wokół Półmetku utworzył się pewien ruch. Książkę przeczytało ponad 500 000 osób, z czego większość użyła jej jako katalizatora do odkrywania swojej drugiej połowy życia. Założona przeze mnie organizacja, Leadership Network, odpowiedziała na tysiące listów, powołując Halftime Group, która za pomocą coachingu i innych środków prowadzi ludzi w ich osobistej podróży od sukcesu do znaczenia. Książka nadal jest sprzedawana w ogromnych ilościach, a Halftime Group ma więcej pracy niż kiedykolwiek wcześniej. Najwyraźniej ten cichy, drobny głos, który przemówił do mnie ponad dwadzieścia lat temu, nakłaniając do zmiany planu gry, również dzisiaj brzmi znajomo w uszach ludzi; na tyle znajomo, że mój wydawca namówił mnie na ponowne, uzupełnione wydanie książki.

Pod wieloma względami niczego nie zmieniłem. Moje przesłanie brzmi tak samo, jak brzmiało w 1994 roku: jeżeli zbliżasz się do wieku średniego - czyli masz od trzydziestu kilku do pięćdziesięciu kilku lat - najlepsze lata życia masz przed sobą. Żaden sukces, którego doświadczyłeś, nie da ci pełnego spełnienia. Czeka na ciebie życie, które ma znaczenie, prawdziwą wartość, a ja opisuję w tej książce proces, który dokona się i w twoim życiu.

Jednak gdy pisałem tę książkę, niewiele osób posiadało telefony komórkowe, a jeszcze mniej miało dostęp do Internetu. Ludzie, których historie opowiadam, odeszli już do lepszego świata, w tym czasie pojawiły się również lepsze sposoby, które mogą pomóc ci w twojej drodze. Znalazłem więc trochę czasu na mojej farmie w Tyler, w Teksasie, żeby ponownie przeczytać tę książkę, mając w głowie jedno pytanie: Gdybym miał zacząć dzisiaj na nowo, co bym zmienił? Doszedłem do wniosku, że niewiele, ale na tyle dużo, by sprawić, że ta książka będzie jeszcze lepszym towarzyszem twojej podróży. Nowe, aktualne historie ludzi, którzy odkryli misję drugiej połowy swojego życia. Zupełnie nowy rozdział, poświęcony pytaniu: Jak mogę doświadczyć przerwy, jeśli nie mogę zrezygnować z pracy? Odświeżony zestaw pytań do dyskusji, znajdujący się na końcu książki oraz nauczanie, dla którego natchnieniem była mądrość tych, którzy rozpoczynając drugą połowę swojego życia, przeczytali tę książkę i nauczyli się z niej czegoś nowego.

Być może najlepszą częścią oryginalnego wydania było wspaniałe słowo wstępne, napisane przez mojego przyjaciela i mentora, Petera Druckera. Peter niestety odszedł od nas 11 listopada 2005 roku. Jego słowa wciąż brzmią jednak prawdziwie, więc je zachowałem. Nasz wspólny dobry przyjaciel i autor bestselerów, Jim Collins, również napisał słowo wstępne, które jest tak dobre jak to autorstwa Petera - traktuję je jako dodatek dla siebie i dla ciebie.

Życzę ci dobrej lektury.

Słowo wstępne

Bob Buford ma szczególny dar do przekonywania ludzi, by zgodzili się na niewygodę. Poznałem go w 1996 roku, gdy poprosił mnie, żebym nauczał pastorów z dużych kościołów ewangelicznych. Nie wiedziałem niczego o megakościołach i zastanawiałem się, czy mogę mieć w ogóle jakiś wpływ na ich sposób myślenia.

- Tym bardziej powinieneś to zrobić! - odpowiedział Buford. - To sprawi, że sam dowiesz się czegoś nowego o tym, co możesz dać innym. Nie masz pojęcia, czego sam się nauczysz, angażując tych kościelnych liderów, i jak bardzo to zmieni twoją własną użyteczność.

Okazało się, że w kwestii doświadczenia przygody Bob miał rację. W trakcie sesji dla megakościołów, gdy zachęcałem pastorów do tworzenia kościołów, których zadaniem jest trwać, nagle gdzieś z tyłu podniosła się czyjaś ręka.

- Jim, niby dlaczego to jest ważne? - zapytał pastor z Karoliny Południowej.

- Ponieważ jeśli nie myślisz wcześniej o swoim następcy - jeśli twój kościół opiera się wyłącznie na twojej charyzmatycznej osobowości - to po twoim odejściu on najpewniej upadnie.

Potem podzieliłem się z nimi historią o niegdyś wspaniałej firmie, której starzejący się założyciel definiował planowanie następstwa, wypowiadając jedynie co miesiąc zdanie: "Jeśli kiedyś będę nieosiągalny...".

Pastor popatrzył na mnie niemalże z litością, tak jakby brakowało mi piątej klepki, a potem powoli, przeciągając każde słowo, powiedział:

- Cóż, panie Collins, wydaje mi się, że, hmm, zapomina pan o pewnej podstawowej rzeczy - przerwał dla uzyskania lepszego efektu. - Widzisz, nasz założyciel - kolejna przerwa - cóż, on nigdy nie jest nieosiągalny.

Sala wybuchła śmiechem, a ja zauważyłem, że Buford kiwnął na mnie głową, tak jakby chciał powiedzieć: "Widzisz, mówiłem ci, że cię przycisną i będziesz lepszy". Wróciłem do domu i przemyślałem kwestię idei wiecznej trwałości w kontekście religijnego przywództwa. Wtedy też zaczęła się moja przyjaźń, która stała się dla mnie stałym źródłem odnowy.

Buford popychał i stawiał wyzwania. Podczas jednej z naszych długich rozmów zapytałem Buforda (który jest najlepszym posłańcem chrześcijaństwa, jakiego kiedykolwiek spotkałem):

- W jaki sposób chrześcijaństwo przekształciło się w ciągu trzystu lat z grupy fanatyków, którzy podróżowali po dalekiej pustyni Imperium Rzymskiego, w oficjalną religię najpotężniejszego imperium na świecie? Analogicznie to tak, jakby dzisiaj dwa tuziny osób stworzyło nową religię trzydzieści mil od Bagdadu i wiek czy dwa później uczyniło z niej oficjalną religię Stanów Zjednoczonych - i to bez komunikacji masowej. Jak to się stało?

Buford odpowiedział, pytając mądrych chrześcijańskich historyków, zbierając ich odpowiedzi i przesyłając mi karton danych i informacji do przeczytania - kolejne wyzwanie, kolejna okazja do nauki i odnowy, kolejny wstrząs wywołany przez Boba Buforda.

W prośbie Boba o to, bym napisał to słowo wstępne, kryje się pyszna ironia: jestem właśnie w samym środku mojej przerwy, bo właśnie kończę pięćdziesiąt lat. Buford przebiegle zaangażował mnie w swoją pracę w tym właściwym momencie, w którym zrobi mi to najlepiej. Nie mam odpowiedzi, ale Buford dał mi - i wszystkim tym, którzy czytają tę książkę - właściwe pytanie: Dlaczego mamy popaść w beznadzieję po latach gromadzenia wiedzy poznawczej?

W pierwszej połowie dwudziestego wieku ludzie w dużej mierze postrzegali pracę jako zło konieczne, sposób na zapewnienie bezpieczeństwa i wygody. Potem, w latach 60., ludzie zaczęli oczekiwać więcej od swoich karier - chcieli znaczenia i poczucia celu. A teraz Bob Buford pojawia się z kolejnym wyzwaniem: wyjść poza wąskie myślenie o satysfakcjonującej i pełnej sukcesów karierze, i zacząć postrzegać całe życie jako znaczące i wartościowe. W książce Półmetek autor utrzymuje, że należy odrzucić stary model mozolnej kariery, po której następuje odprężająca emerytura, i zastąpić go ideą, zgodnie z którą druga połowa może - i powinna - być bardziej twórcza, bardziej wpływowa, bardziej znacząca, bardziej śmiała i wypełniona większą ilością uczenia się niż pierwsza połowa. Udane pierwsze pięćdziesiąt lat powinno być postrzegane zaledwie jako dobry początek.

Większość osób, które czytają prace Buforda, osiągnęło już sukces i odkryło, że on sam w sobie to za mało. A gdy dochodzimy do połowy, gdy wiemy, że zostało nam mniej dni od tych, które już przeżyliśmy, gdy nasi mentorzy, nauczyciele, matki i ojcowie zaczynają odchodzić, idea "większego sukcesu" nie odpowiada na pytanie: Jaki jest w tym cel? Odpowiedziałeś już na pytanie: Jaka jedna rzecz - nie dwie, nie trzy, nie cztery, ale jedna wielka rzecz - znajduje się w pudełku? Napisałeś już swoje epitafium? Stworzyłeś już strategię pomnożenia twojego wkładu stukrotnie? Odpowiedziałeś już na pytanie: Ile to za dużo? Czy dokonałeś już "testów sejsmicznych", żeby ocenić, jaka służba będzie dla ciebie najlepsza? Czy zorganizowałeś już swój czas wokół dwóch najważniejszych elementów pełnego życia: samorealizacji i społeczności? Jeżeli jesteś gotowy na te pytania, jesteś gotowy na Półmetek.

Zmagając się z pytaniami Buforda, odkryłem dwa różne podejścia do samoodnowy - i zachęcam, byś rozważył oba podczas lektury tej książki. Podstawą pierwszego z nich jest idea Johna Gardnera, która mówi, żeby zamieniając sukces na znaczenie, przerzucić się na zupełnie nowe czynności, zmieniając nasze działania od tych skupiających się na karierze na te dotyczące udziału. Gardner, były sekretarz ds. zdrowia, edukacji i opieki społecznej (autor klasyku Self-renewal1) powiedział mi kiedyś, że zaplanował uczyć się i wzrastać pomiędzy 70. a 88. rokiem życia w takim stopniu, jak od narodzin do osiemnastego roku życia. Gdy pojawiły się wyzwania, Gardner powiedział, że w wieku siedemdziesięciu lat wiedział trochę więcej, niż gdy miał kilka miesięcy. Gardner każe ludziom myśleć o "przesadzaniu samych siebie" co 10-15 lat poprzez podejmowanie wyzwań, które wydobywają z człowieka ukryte w nim siły. Buford wkracza tam, gdzie Gardner zakończył, i stawia nam wyzwanie, żebyśmy zauważyli, że niektóre istotne i znaczące działania powinny pojawić się w drugiej połowie, zaprzeczając poglądowi, że kreatywność maleje z wiekiem. Poprzez "przesadzanie się" możesz odtwarzać poczucie ekscytacji, których doświadczałeś w swojej młodości, ciągle na nowo. "Przesadzanie się" ma również cudowny efekt uboczny w postaci spowolnienia czasu. Przypomnij sobie, jak żywe było doświadczenie pierwszych tygodni nowej szkoły, nowego miasta, nowej pracy czy nowego kraju - ta nowość pobudziła twoje zmysły i pogłębiła wspomnienia - w porównaniu do tego, jak doświadczałeś pięćdziesiątego czy setnego tygodnia, gdy życie stało się rutyną.

Drugą ścieżką do odnowionego życia jest spojrzenie na twoją pierwszą aktywność - tę, której oddawałeś się przez pierwszą połowę - jako głównego środka odnowy. Dla niektórych najlepszym wyborem jest ta druga ścieżka, wybór odnowy w obrębie pewnego pola, podobnie jak artysta wzrasta w swojej sztuce. Beethoven nie doszedł do przerwy, zostawiając muzykę, żeby się odnowić; nadal był na niej skupiony, tworząc najbardziej przełomowe dzieła. Czy byłby większy pożytek z Beethovena, gdyby porzucił muzykę i szukał znaczenia? Tak jak Beethoven, Peter Drucker wybrał drugą ścieżkę i świetnie, że jest on autorem pierwszego słowa wstępnego do tej książki.

Książki Druckera wypełniają trzy rzędy półek w Claremont Graduate University. Jeden z moich przyjaciół zwrócił uwagę: "Zauważ, że jego prace, napisane przed sześćdziesiątym piątym rokiem życia zajmują jedną półkę, a te napisane po sześćdziesiątym piątym potrzebują już dwóch półek". Gdy zapytałem Petera Druckera, który wówczas miał osiemdziesiąt sześć lat, z której z dwudziestu sześciu książek był najbardziej dumny, odpowiedział: "Z następnej". Dla niektórych sztuką jest być dyrektorem generalnym (albo pisarzem, liderem w kościele czy profesorem) i jeśli to opisuje ciebie, pytanie brzmi: Jeżeli do przerwy napisałeś tylko cztery symfonie, jakie będą symfonie nr 5, 6, 7, 8, i 9 i w jaki sposób uczynisz dziewiątą symfonię najbardziej wyjątkową ze wszystkich?

Uznaj zatem, że zostałeś zawczasu ostrzeżony, zanim na następnych stronach poznasz Boba Buforda. Nie czytaj tej książki, jeśli chcesz łatwego i wygodnego życia. Nie czytaj jej, jeśli chcesz łatwo dotrzeć do mety. Nie czytaj tej książki, jeśli zamiast dawać, chcesz głównie brać. Ale jeśli masz głębokie pragnienie bycia użytecznym, uczenia się i wzrastania aż do momentu śmierci, Półmetek będzie dla ciebie ożywczym wyzwaniem.

Zagadnienie odnowienia pozostaje z nami przez całe nasze życie. Niektórzy odpowiadają na nie z ogromną łaską i kreatywnością, stając się młodymi siedemdziesięciolatkami; inni niestety zaczynają szybko się starzeć, będąc w podeszłym wieku jako zaledwie trzydziestopięciolatkowie. I podczas gdy Buford zaadaptował analogię przerwy z niesamowitym skutkiem, pomiędzy sportem a życiem pozostaje jedna ogromna różnica: w futbolu (czy maratonie, czy wspinaczce wysokogórskiej) dokładnie wiesz, kiedy przekroczyłeś połowę. W życiu może ci się wydawać, że wiesz, kiedy doszedłeś do połowy, ale w rzeczywistości możesz być na dwudziestej piątej mili dwudziestosześciomilowego maratonu albo na dwóch ostatnich minutach czwartej kwarty, albo - jeśli masz szczęście - ciągle w jednej trzeciej wspinaczki wysokogórskiej. Mamy tylko jedno życie i ważność tego, co mamy do zrobienia, wzrasta z każdym dniem. Zegar bije.

Jim Collins

Boulder, Kolorado

listopad 2007

Słowo wstępne do pierwszego wydania

To jest najbardziej niezwykła, naprawdę wyjątkowa książka - przynajmniej ja nie znam żadnej, która byłaby choćby odrobinę do niej zbliżona.

Jako biografia niezwykłego człowieka jest bardzo przystępna i czyta się ją z wielką przyjemnością. Jest to historia o mrocznych początkach, historia chłopca, który po śmierci ojca, w wieku zaledwie jedenastu lat musiał wziąć na siebie ciężar jedynego mężczyzny w rodzinie; historia wielkiego trudu, wizji i determinacji, smutku i sukcesu.

Mimo że to samo w sobie jest już ciekawe, jednak to, co jest niezwykłe, to fakt, że Bob Buford jest jedną z niewielu znanych mi osób, które w wieku kilkunastu lat musiały dobrze poznać swoje mocne strony. Zazwyczaj zaledwie kilku artystów działa w ten sposób. Jeszcze bardziej niesamowitą rzeczą jest to, że gdy Bob zdał sobie sprawę, że to, do czego Pan go uzdolnił, bardzo różniło się od tego, co on sam chciał robić, miał w sobie dość szczerości i odwagi, żeby powiedzieć: "Moim obowiązkiem i misją jest robić to, w czym jestem dobry, zamiast tego, co chciałbym robić". Temu oczywiście Bob zawdzięcza swój sukces przedsiębiorcy i biznesmena.

Jednak - i to jest według mnie bezprecedensowe - Bob nigdy nie zapomniał o swojej pierwotnej wizji i nigdy nie zrezygnował ze swoich pierwotnych wartości na rzecz sukcesu. Nie skreślił swoich młodzieńczych ambicji jako dziecięcego marzenia. Harował jak wół i nigdy nie stracił z oczu celu. A gdy po trzydziestu latach nieustannego znoju doszedł do miejsca, w którym mógłby oszczędzić trochę czasu i pieniędzy, on zastanawiał się, jak może osiągnąć to, czego chciał trzydzieści lat wcześniej, a co wymagało jego sił, doświadczenia i wiedzy.

W tym momencie wiele osób przechodzi na emeryturę. Jednak Bob zrozumiał, że lubi, wręcz kocha swoją pracę i że jest w tym dobry. Wiedział, że powinien nadal robić to, co robił. Uznał jednak również, że powinien rozwinąć równoległą karierę, w której jego siły, wiedza, doświadczenie - i pieniądze - posłużą jego głębokiemu przekonaniu o głoszeniu Królestwa Bożego na ziemi; chciał służyć chrześcijaństwu na swojej rodzinnej ziemi.

To samo w sobie jest wyjątkowe. Jednocześnie jednak ta książka jest czymś dużo więcej niż autobiografią. Nie zawiera kazań, nie próbuje być naukowa, nie ma w niej statystyk ani akademickiego żargonu; stawia ona czoło podstawowemu, społecznemu wyzwaniu rozwiniętego i zamożnego społeczeństwa, jakim się staliśmy.

Nie tak dawno temu, w czasach, gdy się urodziłem, czyli kilka lat przed I wojną światową, niewielu ludzi dożywało tzw. średniego wieku. Jeszcze w roku 1929 średnia długość życia w Stanach Zjednoczonych nie wynosiła nawet pięćdziesięciu lat - a pół wieku wcześniej było to ok. trzydziestu pięciu lat. Jednak dzisiaj olbrzymia większość Amerykanów - i w ogóle ludzi żyjących w rozwiniętych krajach - żyje dwa razy dłużej niż żyli ludzie w czasach naszych pradziadków.

Równie ważny jest fakt, że po raz pierwszy w historii ogromna liczba osób może spodziewać się sukcesu - czegoś, co w przeszłości było praktycznie nieznane. Sukces niekoniecznie oznacza pokaźną fortunę czy nawet wielki światowy sukces. Oznacza jednak uzyskanie czegoś, czego ludzie w poprzednich latach po prostu nie znali: osiągnięć. Może jako profesor na uczelni, lekarz albo prawnik, manager średniego szczebla albo zawodowiec w organizacji czy administrator szpitala - chodzi o te wszystkie zawody, które na początku wieku albo nie istniały, albo było ich tak niewiele, że społecznie nie miały wielkiego znaczenia.

Praca służyła wtedy przeżyciu, nie stanowiła życia sama w sobie. Pracownik w fabryce stali, rolnik na rodzinnej farmie, pracownik linii montażowej, sprzedawca w małym sklepie rodzinnym - wszyscy ludzie tradycyjnych zawodów byli gotowi na przejście na emeryturę po trzydziestu latach, gdyby tylko mogli sobie na to pozwolić. Nie tęsknili za pracą, ponieważ była ona dla nich tylko środkiem na zdobycie kolejnego posiłku albo butów dla dzieci.

Dzisiaj coraz większa liczba ludzi chce odnaleźć to, co odkrył Bob Buford: radość z pracy, stawanie się lepszym w miarę upływu czasu, brak gotowości na emeryturę nawet pomimo zgromadzonych na to środków. Ogromna i rosnąca rzesza ludzi - nazywam ich "pracownikami wiedzy" - nie tylko radzi sobie lepiej finansowo niż kiedykolwiek wcześniej w historii; oni radzą sobie nieskończenie lepiej w kwestii osobistego spełnienia. A jednak gdy są po czterdziestce, praca, którą znają i kochają, nie jest już dla nich wyzwaniem. Potrzebują nowego bodźca.

Kiedy po raz pierwszy zdałem sobie z tego sprawę jakieś dwadzieścia czy trzydzieści lat temu, wydawało mi się, że pojawi się ogromna liczba ludzi "drugiej kariery", którzy z pracy np. kontrolera finansowego w dużej korporacji przerzucą się na podobne stanowisko, ale w instytucji non profit. Myliłem się - Bob Buford dał mi dobrą lekcję. Większość tych osób nie chce zostawić tego, co robią i w czym są dobrzy. Ale czują potrzebę, żeby do tego, co nazywają "drugą połową swojego życia" dodać to, co ja nazywam "równoległą karierą". Szukają pewnej sfery, w której mogą służyć swoimi wartościami, działając za pomocą tego, w czym są dobrzy, korzystając ze swoich mocnych stron, wiedzy i doświadczenia, które już zdobyli.

Tak jak powiedziałem wcześniej, to są nowe, bezprecedensowe wyzwania. I wydaje mi się, że ta książka jest pierwszą, która w mistrzowski sposób pokazuje je i tłumaczy, jak się do nich odnieść. Jest to pionierstwo wyższego szczebla. Jest to analiza społeczna wyższego szczebla. I jest to poradnik najwyższego szczebla. Bez względu na to, jakie ktoś ma wartości, czy w co się angażuje - i nie musi to być nawet zbliżone do tego, czemu poświęca się Bob Buford - ta książka powinna być katalizatorem dla wszystkich tych, którzy są beneficjentami dwóch największych osiągnięć tego stulecia: wydłużenia życia (zwłaszcza zawodowego) i faktu, że można obecnie odnieść sukces i żyć, a nie tylko egzystować.

Jest to książka ważna również ze względów politycznych. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, że współczesny rząd nie jest w stanie zatroszczyć się o społeczeństwo i zająć problemami społecznymi. Nie potrafi tego zrobić również wolny rynek. Rośnie świadomość potrzeby nowego sektora, bez względu na to, jak go nazwiemy - non profit, trzeci sektor, sektor niezależny czy (moja osobista preferencja) sektor społeczny. W tym sektorze obywatelstwo pracujących wolontariuszy ponownie staje się rzeczywistością zamiast być rytuałem, na który składa się doraźne głosowanie i płacenie podatków. Książka Boba wskazuje na rozwiązanie głównego wyzwania politycznego rozwiniętego społeczeństwa: sukces człowieka w średnim wieku może pomóc przywrócić ciało polityczne do funkcjonowania, efektywności i potwierdzenia podstawowych wartości zarówno demokracji, jak i społeczeństwa.

Jest to również książka religijna, która dociera do serca jednego z głównych wyzwań Ameryki: roli religii i chrześcijaństwa w społeczeństwie amerykańskim i życiu Amerykanów. Wszyscy wiemy, że większość głównych kościołów w Ameryce przez ostatnie trzydzieści-czterdzieści lat regularnie traci członków. Cudowne jest jednak to, że kościoły straciły tak niewielu ludzi! Przynależność do kościoła wczoraj - a wczoraj oznacza zaledwie pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat temu - w wielu wypadkach wynikała raczej ze społecznego przymusu niż z własnego wyboru.

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do tego kraju w latach 30. jako amerykański korespondent kilku brytyjskich gazet, uczęszczanie do kościoła było obowiązkowe. Kilka tygodni po naszej przeprowadzce do tego kraju wypełnialiśmy wniosek o kredyt hipoteczny - na dodatek staraliśmy się o mieszkanie w bogatej i raczej niereligijnej części Nowego Jorku - i musieliśmy dołączyć do dokumentów dwie referencje, z czego jedna musiała być wystawiona przez pastora kościoła, do którego uczęszczaliśmy. Jeżeli nie miałeś takich referencji, nie mogłeś otrzymać kredytu. Nawet dwadzieścia pięć lat później, na początku lat 50., w małym mieście wiejskich obszarów Ameryki, jeżeli ktoś nie uczęszczał do kościoła, nie mógł otrzymać pożyczki z banku albo przyzwoitej pracy.

Ta presja społeczna już nie istnieje. Ale mimo że oczekiwaliśmy katastrofalnego spadku liczby członków kościoła, spadek ten był raczej skromny - choćby w porównaniu do Europy - a reakcją na niego był wzrost nowych, dużych "kościołów pastorskich", w których liczba członków wzrasta dwa-trzy razy szybciej niż tempo, w jakim tradycyjne kościoły tracą swoich członków. Innymi słowy, Ameryka nadal jest w dużej mierze krajem chrześcijańskim, o ile kościoły nauczą się, jak służyć obecnemu elektoratowi: ludziom, którzy nie chodzą do kościoła dlatego, że muszą, ale dlatego, że wolą to nad wszystko inne.

Bob wcześnie to zauważył. Jego Leadership Network działało jako katalizator, który miał sprawić, że duże, pastoralne kościoły pracowały efektywnie, rozpoznawały swoje główne problemy, potrafiły same się utrzymać (czego wcześniej żaden kościół pastoralny nie był w stanie zrobić) i skupiały się na misji jako apostołowie, świadkowie i główna służba w społeczeństwie. A teraz poszerza tę pracę na wiele kościołów, włączając te średniej wielkości, nie jako kaznodzieja, ale jako przedsiębiorca, który przekształca ukrytą energię w działanie.

W końcu ta książka może - i powinna - być czytana jako historia wzrostu od wiedzy do mądrości, od edukacji umysłowej do duchowej. Takie historie naprawdę są rzadkie - i dużo bardziej ekscytujące, ważne i pouczające od awanturniczych powieści przygodowych czy romansideł. Tych historii potrzebują ludzie, którzy doszli do połowy swojego życia, ci, którzy odnieśli sukces w znaczeniu osiągnięć - tak jak młodzi ludzie potrzebują opowieści o heroicznych wyczynach i romantycznej miłości.

Podsumowując, jest to książka, która powinna być czytana na wielu poziomach. Przemówi w różny sposób do różnych ludzi. Ale jest to książka, która zawiera znaczenie i przesłanie dla wszystkich, którzy ją otworzą.

Peter F. Drucker, 1 września 1994

 

Wprowadzenie | Otwarcie najświętszej komnaty serca

I mówił do nich wiele w podobieństwach. I rzekł: Oto wyszedł siewca, aby siać. A gdy siał, padły niektóre ziarna na drogę i przyleciało ptactwo i zjadło je. Inne zaś padły na grunt skalisty, gdzie nie miały wiele ziemi, i szybko powschodziły, gdyż gleba nie była głęboka. A gdy wzeszło słońce, zostały spieczone, a że nie miały korzenia, uschły. A inne padły między ciernie, a ciernie wyrosły i zadusiły je. Jeszcze inne padły na dobrą ziemię i wydały owoc, jedne stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha.

Ewangelia Mateusza 13,3-9

Nikt z nas nie wie, kiedy umrze. Ale każdy z nas może, jeśli chce, wybrać swoje epitafium. Ja swoje wybrałem. Muszę wyznać, że myślenie o swoim nagrobku w momencie, gdy jestem jeszcze w pełni sił witalnych, jest dość niepokojące. A jednak w moim umyśle i sercu istnieje żywy obraz, który stanowi dla mnie zarówno wspaniałą inspirację, jak i wielkie wyzwanie:

100x

Oznacza on "100 razy". Wziąłem go dla siebie z przypowieści o siewcy z Ewangelii Mateusza 13. Jestem przedsiębiorcą i chcę zostać zapamiętany jako nasiono, które zostało zasiane na dobrej glebie i dało stukrotny owoc. Tak chcę żyć. Tak chcę wyrażać swoje pasje i główne zobowiązania. Tak wyobrażam sobie moje dziedzictwo. Chcę być symbolem większego zysku, na śmierć i życie.

Św. Augustyn powiedział, że początkiem dorosłości jest zadanie sobie pytania o własne dziedzictwo: Za co chcę zostać zapamiętany? To właśnie zrobiłem, pisząc swoje własne epitafium. W końcu epitafium powinno być czymś więcej niż tylko wątłym, życzeniowym, samodzielnie wybranym mottem. Jeżeli jest szczere, mówi coś o esencji twojej osobowości i duszy.

Wierzę, że to, co porusza się wewnątrz najświętszej komnaty serca, jest darem, który otrzymaliśmy od naszego Stwórcy. Jest to jeden ze sposobów na wyznanie przekonania, że istoty ludzkie są czymś więcej niż zwierzęta czy maszyny. To wyznanie, że jesteśmy istotami duchowymi, które mają cel i przeznaczenie. Jest to boskie przypomnienie, że jesteśmy cudownie i wspaniale stworzeni na obraz Boga.

Możesz nazwać moje epitafium 100x pobożnym życzeniem i na pewno częściowo tak jest. Ale gdy wybierzesz epitafium, które wyraża twoją wdzięczność za twój pojedynczy talent - i jako cel, do którego jesteś zobowiązany, dopóki nie spoczniesz w grobie - postrzegasz siebie jako człowieka z celem i pasją, które zostały zakodowane w tobie na całe życie.

Jezus uczył głównie poprzez historie i przypowieści, a przypowieść o siewcy dociera do centrum moich marzeń i do istoty moich doświadczeń. To jest siła napędowa tej książki. Moją pasją jest pomnażanie tego, co Bóg mi dał i, poprzez proces, oddawanie tego. Chciałbym zachęcić cię do tego samego. Nie chcę, żebyś był ziarnem, które padnie obok drogi, na skały albo zostanie zaduszone przez chwasty. Takie ziarno ma potencjał wydania owocu, ale okoliczności mu to uniemożliwiają.

Moje własne okoliczności zapewniły mi żyzną glebę, na której mogłem wzrastać. To było szczęśliwe środowisko i jednocześnie decydujący czynnik w mojej historii. Moja własna opowieść nie mówi o człowieku, który zawdzięcza wszystko sobie, nie jest to również historia z serii tych od pucybuta do milionera. Otrzymałem dużo więcej możliwości wzrostu, osobistego rozwoju i nagród finansowych niż większość Amerykanów.

Z jednej strony możesz powiedzieć, że miałem szczęście, ponieważ faktycznie otrzymałem wiele rzeczy, z którymi mogłem pracować. Ale jeśli tak jak ja wierzysz, że "komu wiele jest dane, od tego wiele będzie się wymagać", zauważysz, jak zniechęcające jest moje epitafium.

A co z twoim epitafium? Co otrzymałeś i co zamierzasz z tym zrobić do końca twojego życia?

Ostatnio zacząłem przyglądać się mojemu życiu poprzez metaforę futbolu (właściwie pasuje tu każdy sport, który dzieli przebieg gry na dwie części). Aż do trzydziestego piątego roku życia byłem w swojej pierwszej połowie. Potem pojawiły się pewne okoliczności, które wysłały mnie na półmetek. Teraz gram w drugiej połowie i zamienia się ona w świetną grę. Doszedłem do wniosku, że druga połowa naszego życia powinna być najlepszą połową - może ona być tak naprawdę osobistym odrodzeniem.

Jeżeli jesteś podobny do mnie, w trakcie swojej pierwszej połowy życia prawdopodobnie nie miałeś czasu pomyśleć nad tym, jak spędzisz jego resztę. Pewnie przemknąłeś przez studia, zakochałeś się, ożeniłeś, rozpocząłeś karierę, piąłeś do góry i uzyskałeś kilka rzeczy, które ułatwiają podróż.

Zawzięcie grałeś przez pierwszą połowę. Być może nawet wygrywałeś. Ale prędzej czy później zaczniesz się zastanawiać, czy to naprawdę jest tak dobre, na jakie wygląda. Dziwnym trafem zdobywanie punktów nie wydaje się już tak atrakcyjne jak wcześniej.

Może otrzymałeś ostre ciosy. Spora liczba mężczyzn i kobiet nie dociera do końca pierwszej połowy bez bólu. Silnego bólu. Rozwód. Za dużo alkoholu. Za mało czasu dla dzieci. Wina. Samotność. Tak jak wielu dobrych graczy, zacząłeś pierwszą połowę z dobrymi zamiarami, ale po drodze coś cię zaślepiło.

Nawet jeśli ból, którego doznałeś, był niewielki, jesteś wystarczająco mądry, by zauważyć, że nie jesteś w stanie rozgrywać drugiej połowy w taki sam sposób jak pierwszej. Nie masz już tyle energii co wcześniej. Świeżo po studiach nie miałeś problemu z pracą po czternaście godzin na dobę i nadgodzinami w wolne dni. To był plan pierwszej połowy twojej gry, coś praktycznie nieuniknionego, jeśli chciałeś odnieść sukces. Ale teraz pragniesz czegoś więcej niż sukces.

Pojawia się rzeczywistość samej gry. Zegar tyka. To, co kiedyś wyglądało jak cała wieczność, teraz jest w zasięgu ręki. I podczas gdy nie boisz się końca gry, chcesz się upewnić, że dobrze skończysz, że zostawisz po sobie coś, czego nikt ci nie może odebrać. Jeżeli pierwsza połowa była pogonią za sukcesem, to druga jest podróżą po znaczenie.

Gra jest wygrana lub przegrana w drugiej połowie, nie w pierwszej. Można popełnić kilka błędów w pierwszej połowie, a mimo to ciągle mieć czas na dojście do siebie, trudniej to zrobić w drugiej połowie. W drugiej połowie powinieneś koniec końców wiedzieć, z czym masz pracować. I znasz już boisko do gry - świat, na którym żyjesz. Doświadczyłeś już tylu zwycięstw, by wiedzieć, jak trudna jest ta gra przez większość czasu i jak łatwa się wydaje, gdy warunki sprzyjają. Doświadczyłeś na tyle dużo bólu i rozczarowania, by wiedzieć, że choć strata kilku rund to żadna przyjemność, to jest ona do przeżycia i czasami pozwala ci odkryć to, co w tobie najlepsze.

Niektórzy nigdy nie docierają do drugiej połowy; wielu nawet nie wie, że ona istnieje. W naszej kulturze przeważa pogląd, że przekraczając czterdziesty rok życia wkraczasz w okres starzenia się i upadku. Wydaje się, że wiek i wzrost są przeciwstawnymi pojęciami. Nie wierzę w to i chcę ci pomóc w odrzuceniu tego mitu.

Nie wiem, w którym momencie gry jesteś. Jeżeli masz dwadzieścia kilka lat, prawdopodobnie właśnie rozpocząłeś mecz i masz przed sobą ekscytującą połowę. Sporo tego, o czym piszę, wyda ci się zbyt odległe, ale nie odkładaj tej książki tam, gdzie jej później nie znajdziesz, ponieważ pierwsza połowa mija szybciej, niż ci się wydaje.

Możliwe, że zbliżasz się do końca pierwszej połowy. Masz trzydzieści kilka, może czterdzieści kilka lat i coś ci mówi, że nie możesz już grać tak, jak grałeś do tej pory. Ta książka najbardziej przemówi właśnie do ciebie.

Możliwe, że jesteś już w drugiej połowie, ale nigdy tak o tym nie myślałeś. Idziesz naprzód jak dobry zawodnik. Ta książka może sprawić, że poprosisz o czas, usiądziesz na ławce i zrobisz bilans, ponieważ nigdy nie jest za późno na zmianę planu gry.

Bez względu na to, gdzie jesteś, na następnych stronach zachęcam cię, byś pozbył się myślenia, że druga połowa twojego życia nigdy nie dorówna tej pierwszej. Zamiast się poddawać i akceptować warunki, które dyktuje życie, jesteś gotowy na nowe horyzonty, nowe wyzwania. Jesteś gotowy na to, by od sukcesu przejść do znaczenia - by napisać swoje własne epitafium - ośmielając się wierzyć, że to, co w końcu zostawisz za sobą, będzie dużo ważniejsze od tego, co mogłeś osiągnąć w pierwszej połowie swojego życia.

CZĘŚĆ I | PIERWSZA POŁOWA

Prawdziwym testem dla człowieka nie jest to, jak dobrze gra w roli wymyślonej przez siebie, ale jak gra w roli, którą los dla niego stworzył.

Vaclav Havel

 

 

 

ROZDZIAŁ I | SŁUCHANIE DELIKATNEGO SZEPTU

Rzekł więc do niego: Wyjdź i stań na górze przed Panem. A oto Pan przechodził, a wicher potężny i silny, wstrząsający górami i kruszący skały szedł przed Panem; lecz w tym wichrze nie było Pana. A po wichrze było trzęsienie ziemi, lecz w tym trzęsieniu ziemi nie było Pana. Po trzęsieniu ziemi był ogień, lecz w tym ogniu nie było Pana. A po ogniu cichy łagodny powiew.

1 Księga Królewska 19,11-12

Nie zawsze zwracałem uwagę na swoje życie. Szczerze mówiąc, zacząłem robić to dopiero gdy przekroczyłem czterdziestkę i odkryłem w sobie panikę sukcesu. Byłem prezesem i dyrektorem generalnym odnoszącej ogromne sukcesy firmy zarządzającej telewizją kablową. Byłem w pełni zaangażowany w dobre i rozwijające się małżeństwo. Mieliśmy syna, który był dla nas nagrodą i nie ma lepszego słowa, którego można by tu użyć. I oczywiście coś mnie gryzło. Jak to możliwe, że odnosiłem takie sukcesy, miałem tyle szczęścia, a jednak czułem się frustrująco niespełniony?

Wierzyłem w strategie i praktyki biznesowe, relacje rodzinne, istotę przyjaźni. Ale nie wiedziałem, jak pojednać te współzawodniczące interesy. A jeśli chodzi o najważniejszą dla mnie kwestię - moją wiarę - wiedziałem, w co wierzyłem, ale nie wiedziałem, co zrobić z tym, w co wierzę.

Wtedy właśnie zacząłem się zmagać się z tym, czego chcę od drugiej połowy swojego życia. Zostałem złapany przez nieokreślony, ale bardzo istotny pomysł na to, by uczynić moje życie prawdziwie owocnym, a nie zaledwie rentownym. Zarabianie dużej ilości pieniędzy ma swoje korzyści, ale czy którymś ze swoich działań pozostawiałem coś po sobie? Coś mówiło mi, że w życiu chodzi o coś więcej niż pieniądze. Zacząłem liczyć się z konsekwencjami poszczególnych pór w moim życiu i słuchać dźwięku delikatnego spokoju, który pojawia się nagle, niespodziewanie, po pożarze.

Zacząłem zadawać sobie poniższe pytania:

- Czy słucham tego cichego, słabego głosu? - Czy moja praca jest ciągle w centrum mojej tożsamości? - Czy moje życie postrzegam przez pryzmat wieczności? - Co jest moim najszczerszym celem? Moja praca? Moje przeznaczenie? - Co to naprawdę znaczy "mieć wszystko"? - Za co chcę zostać zapamiętany? - Jak wyglądałoby moje życie, gdyby naprawdę dobrze się poukładało?

W Piśmie Świętym Jezus naucza, że przyszedł na ziemię, żeby Jego naśladowcy żyli w obfitości, żyli pełnią życia. To jest wspaniałe uczucie. I wydaje mi się, że jego istota jest często niezauważana przez ludzi, którzy uważają religię za restrykcyjną i zabraniającą, którzy myślą, że Jezus przyszedł, by marszczyć gniewnie brwi i karcić, mówiąc: Nie! Jezus, którego ja poznałem i pokochałem, prowadził mnie ścieżkami szerokiego życia, nie małego czy wąskiego. Chciał, żebym głośno odpowiadał: Tak! życiu pełnemu znaczenia.

Jednak w pierwszej połowie nie słyszałem Jego "tak", ponieważ byłem zbyt zajęty, żeby słuchać.

Dla mnie wiara nie była istotną kwestią. Otrzymałem dar wiary w Boga w młodym wieku. Jednak przez większość pierwszej połowy życia byłem, używając sportowej metafory, pozostawiony na drugiej bazie. Spójrz na poniższy diagram, na który pomysł zaczerpnąłem od pastora i autora Ricka Warrena.

 

Pierwsza baza to drobne, dziecięce kroki wiary, czyli wszystko, czego potrzeba, by stać się członkiem Bożej rodziny. Dla mnie oznaczało to po prostu przyjęcie tego, że to, co Jezus mówi o sobie w Biblii, jest prawdą. Ten krok wymaga tego, co Kierkegaard nazwał "skokiem wiary". Wiara nie przeczy rozumowi, ale różni się od niego. Jako Boży dar wiara przyjmuje inny zestaw zdolności. Bez wiary jesteśmy obserwatorami działań serca i duszy. Z wiarą możemy wdrożyć nasze dwie dodatkowe zdolności, rozum i emocje, i razem z nimi ruszyć w podróż do drugiej bazy.

Dla mnie podróż do drugiej bazy całkowicie dotyczyła wiary. Najpierw angażowała serce, a potem głowę. Dotarcie do drugiej bazy wiązało się z przemianą "słuchacza Słowa" w "wykonawcę Słowa", jak nazywa ich Biblia; zmianą postrzegania wiary jako wewnętrznego systemu wierzeń w wiarę wyrażaną w zachowaniu pełnym miłości.

Tak jak większość osób, które chodzą do kościoła i wyrażają swoją wiarę w Boga, było mi wygodnie na drugiej bazie, gdzie upewniałem się, że wierzę we właściwe rzeczy. W niedzielę chodziłem do kościoła, słuchałem kazania, żeby wzmocnić swoją wiarę, a wszelkie działanie było dość mocno ograniczone do wrzucenia jakiejś sumy na tacę i uczenia dzieci od czasu do czasu na szkółce niedzielnej.

Nie ma niczego złego w wierze. To jest jedyna rzecz, jakiej Bóg od nas wymaga, żebyśmy przyjęli Jego dar wiecznego życia. Ale Bóg pragnie dla nas o wiele więcej niż tylko właściwego myślenia. Wiara wyrażona w działaniu jest najdoskonalszą drogą. Apostoł Paweł pisze o tym w swoim wielkim rozdziale, poświęconym miłości, w 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian, który kończy słowami: "Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość". Greckie słowo oznaczające miłość, agape, oznacza również miłosierdzie. Miłosierdzie jest wyrażeniem miłości. Tak jakby wiara i nadzieja były zdobywane na drodze do drugiej bazy i miały nas wyposażyć na drugą połowę podróży do ostatniej bazy.

Trzecia baza polega na staniu się naśladowcą poprzez wyrażenie wiary w formie działania, zwykle w kontekście kościelnym - kościele lub jakiejś kościelnej organizacji. I w końcu jesteśmy na drodze do ostatniej bazy. Ten etap wymaga od nas, byśmy stali się "budowniczymi Królestwa", jak nazywa to Gordon MacDonald. To oznacza odnalezienie na świecie misji, która została specjalnie dla nas stworzona przez Boga. Grecy nazywają to przeznaczeniem, a poeta John Donne odniósł się do tego, mówiąc: "Żaden człowiek nie jest samotną wyspą".

Druga połowa boiska do baseballu dotyczy dobrych uczynków. Absolutnie nie jest ona oddzielona od pierwszej połowy, która dotyczy wiary, ale z niej wyrasta i tworzy z nią całość. Parafrazując słynne zdanie Listu Jakuba: "wiara bez uczynków jest martwa", ująłbym je w następujący sposób: wiara bez uczynków umiera. Życie wiary musi stać się życiem osobistej odpowiedzialności. Nogi i ręce muszą podążać za sercem i głową, inaczej ciało nie będzie całością.

Mimo że Bóg chciałby zobaczyć, jak wszyscy dobiegamy do ostatniej bazy, większość chrześcijan nigdy nie wychodzi poza wiarę. W 2007 roku przeprowadzono ankietę, która wykazała, że 82% Amerykanów deklaruje się jako chrześcijanie, co powinno wystarczyć do tego, by wszystkie sfery kultury były nasycone biblijnymi wartościami. Nie wątpię w wynik tej ankiety, ale muszę ci powiedzieć, że nie widzę w naszym społeczeństwie tylu dowodów wiary chrześcijańskiej. Wierzę, że dzieje się tak dlatego, że większość z nas utknęła pomiędzy pierwszą a drugą bazą.

W pierwszej połowie życia praktycznie nie ma czasu na wyjście poza drugą bazę. W tym okresie jesteśmy zdobywcami, którzy robią, co mogą, żeby zapewnić byt rodzinie, rozwijać karierę i przekazywać swoje wierzenia i wartości dzieciom. W dodatku w przypadku większości mężczyzn i na pewno rosnącej liczby kobiet pierwsza połowa to czas, w którym jesteśmy wojownikami. Musimy udowodnić sobie i innym, że potrafimy osiągnąć coś wielkiego, a najlepszym na to sposobem jest bycie ogromnie skoncentrowanym i pełnym napięcia.

Pierwszą połowę postrzegam jako okres na rozwijanie wiary i naukę o tym, w jak wyjątkowy sposób Biblia traktuje życie. Druga połowa, gdy presja maleje, wydaje się być czasem, w którym większość ludzi dobiega do drugiej bazy i próbuje zrobić coś z wiarą, którą rozwinęli. Tak było ze mną.

W Odysei, eposie opisującym życie Odyseusza, tytułowym bohaterem szarpią dwie wielkie siły: praca i dom. Czujesz z nim więź? Podczas pierwszej połowy my również jesteśmy rozrywani pomiędzy pragnieniem bycia z rodziną a przygodą związaną z budowaniem kariery. Czy jest coś dziwnego w tym, że nie słyszymy cichego, słabego głosu, który wzywa nas do czegoś lepszego?

Pierwsza połowa życia jest związana z osiąganiem i zdobywaniem, uczeniem się i zarabianiem. Większość z nas robi to w najzwyklejszy sposób: kształci się, staje się siłą roboczą, zakłada rodzinę, kupuje dom, zarabia dość pieniędzy, żeby zaspokoić potrzeby oraz kilka zachcianek, ustala cele i wspina się, by je zdobyć. Niektórzy gonią za nagrodą w bardziej spektakularny, agresywny sposób: domykają główną transakcję, wygrywają wielką sprawę, wykupują inne firmy lub wchodzą w fuzje, robią wszystko, co się da, żeby dotrzeć na szczyt. Bez względu na sposób działania, niewielu ma czas w pierwszej połowie na słuchanie Boga. Jeżeli w ogóle wykazujemy duchowe zainteresowanie, to zwykle przyjmuje ono formę typową dla pierwszej połowy: udział w komitecie ds. budowy kościoła, uczenie na szkółce niedzielnej czy organizowanie dorocznych pikników parafialnych.

Druga połowa jest bardziej ryzykowna, ponieważ wiąże się z życiem ponad przeciętną. Chodzi w niej o wykiełkowanie nasiona kreatywności i energii, które zostało w nas wszczepione, podlewanie i uprawianie go, dzięki czemu będziemy wydawać obity owoc. Wymaga to zaangażowania naszych darów w służbę innym i czerpanie osobistej radości, która jest wynikiem tego zaangażowania. Jest to taki rodzaj ryzyka, którego podjęcie przynosi przedsiębiorcy zwykle wspaniałe zyski.

Prawdziwy przedsiębiorca nie jest ryzykantem, nie musi również wykazywać się szczególną odwagą. On próbuje jedynie zebrać i sprawdzić jak najwięcej faktów dotyczących danego środowiska, które mogą wpłynąć na decyzję. A potem należy szybko podjąć decyzję. Podobnie, jeśli chcesz, żeby druga połowa życia była lepsza od pierwszej, musisz podjąć decyzję o rezygnacji z bezpiecznego życia na autopilocie. Musisz zmierzyć się z tym, kim jesteś, dlaczego wierzysz w to, w co wierzysz odnośnie twojego życia, i zastanowić się, co robisz, żeby swoim codziennym działaniom i relacjom nadać znaczenie i kształt.

W tej decyzji kryje się ryzyko: odrzucając na bok koc bezpieczeństwa, który ogrzewa cię w twojej strefie komfortu, być może będziesz musiał odrzucić punkty odniesienia. Na początku możesz czuć, że tracisz kontrolę nad swoim życiem.

A ja ci na to odpowiem: gratuluję.

Naprawdę dobrze jest oddać kontrolę i stać się w tym procesie bardziej świadomym swoich zmysłów - tych, które pozwalają nam uświadomić sobie życiowe przygody i nagrody.

Twoja przyszłość, zwłaszcza w tych burzliwych czasach, w dużym stopniu jest poza twoją kontrolą, bez względu na to, jak bardzo próbujesz ją zaplanować. Ta prawda ma zastosowanie w każdym sezonie twojego życia. Choć być może jest ona wyraźniejsza dla tych, którzy zbliżają się właśnie do wieku średniego, tak jak to było w moim wypadku, gdy przekroczyłem czterdziestkę.

Wejście w jesień życia było dla mnie przeorganizowaniem mojego czasu i skarbu, przekształceniem wartości i wizji tego, czym życie być powinno. Było czymś więcej niż odnową; było nowym początkiem. Było czymś więcej niż kontrolą rzeczywistości; był to świeży i nieśpieszny wgląd w najświętszą komnatę mojego serca, który w końcu dał mi możliwość zaspokojenia najgłębszych pragnień mojej duszy.

Okazało się też, że był to czas na sadzenie i wyrywanie z korzeniami, na płacz i na śmiech, czas narzekania i czas tańczenia, czas szukania i czas poddawania się, czas zatrzymywania i czas odrzucania. To był najważniejszy czas w moim życiu.

Jak na razie.

Norman Corwin, pisarz i reżyser, obecnie po dziewięćdziesiątce, wspomina swoje wejście w wiek średni w książce The Ageless Spirit:2 "Pamiętam, że najtrudniejsze były dla mnie czterdzieste urodziny. To był wielki symbol, ponieważ mówił mojej młodości: żegnaj, żegnaj, żegnaj. Ale wydaje mi się, że jeśli ktoś już wszedł w ten wiek, to tak jakby złamał barierę dźwięku".

Na pewno jest to czas odkrywania smaku "prawdziwej radości", jak określił to kiedyś George Bernard Shaw. Opisał to w następujący sposób:

"Oto prawdziwa radość życia: być wykorzystanym do celu, który uważasz za szczytny i być siłą natury, a nie jakimś małym, gorączkowym, samolubnym zlepkiem dolegliwości, żalów i narzekań na to, że świat nie poświęca się, by uczynić cię szczęśliwym. Uważam, że moje życie należy do całego społeczeństwa i dopóki żyję, moim przywilejem jest robić dla niego to, co potrafię. Chcę być całkowicie wykorzystany aż do śmierci, ponieważ im ciężej pracuję, tym więcej żyję. Cieszę się życiem. Życie nie jest dla mnie świecą. Jest wspaniałą pochodnią, która na chwilę dostała się w moje ręce i chcę, żeby zapłonęła możliwie najjaśniej, zanim przekażę ją przyszłym pokoleniom".

We wstępie poprosiłem cię o napisanie własnego epitafium, żeby pomóc ci zacząć myśleć o twojej drugiej połowie. Oto pytanie, które pomoże ci osiągnąć ten sam cel: Jeżeli twoje życie byłoby doskonałe, to jak by wyglądało?

Warto zastanowić się nad tym przez chwilę, ponieważ obraz, który się z tego wyłoni, pomoże ci znaleźć twoje szczęście, twój błogostan. Ale ten obraz będzie dokładny tylko pod warunkiem, że posłuchasz tego wewnętrznego, cichego, szeptu.

ROZDZIAŁ II | Zwrot w nawróceniu

Niektórzy chrześcijanie znają dokładny moment swojego nawrócenia. Datę, dzień tygodnia, godzinę, minutę, sekundę, nanosekundę. Bum! Coś wydarzyło się w mgnieniu oka i zostali przemienieni... narodzili się na nowo... przebaczono im... zostali zbawieni. To nie jest moja historia. I piszę to bez żalu, ale też bez dumy. Otrzymałem dar wiary w tak młodym wieku, że w ogóle nie pamiętam życia bez niej. Oczywiście w moim życiu pojawiały się pytania i typowe niejasności dotyczące pewnych teologicznych i doktrynalnych zagadnień, ale nigdy nie wątpiłem w Boga. Zawsze wierzyłem, że Jezus jest tym, za kogo się podawał.

Nie osiągnąłem tego stanu zaufania i błogiej pewności samodzielnie. Nie szukałem Pana. Moja niezachwiana wiara jest darem od Pana, Pana, który mnie odnalazł. Nie mogę zatem przywołać żadnego dramatycznego czy emocjonalnego punktu zwrotnego w moim duchowym wzroście - z wyjątkiem pewnego zaskakującego doświadczenia związanego ze zwrotem w nawróceniu, które przydarzyło mi się, gdy miałem czternaście lat i porzuciłem swój pomysł bycia duchownym, mimo że nie zrzekłem się swojej wiary ani przekonań.

Gdy byłem nastolatkiem, moja rodzina przeniosła się z Oklahomy do Tyler w Teksasie, w rejon lasów sosnowych we wschodniej części. Mój ojciec, który był myśliwym bardzo lubiącym alkohol i mistrzem w strzelaniu do celu, zmarł, gdy byłem w piątej klasie, zanim jeszcze przeprowadziliśmy się do Teksasu. Nie pamiętam go zbyt dobrze, pamiętam jednak, że pił whisky prosto z butelki, w sposób, jak to później odkryłem, zbyt popularny podczas tych powojennych lat, kiedy to Ernest Hemingway pisał wspaniałe amerykańskie książki, a szorstcy amerykańscy mężczyźni uważali siebie za twardoskórych i niezniszczalnych.

Mój ojciec nie był niezniszczalny. Zostawił młodą wdowę i trzech małych chłopców i razem musieliśmy jakoś dawać sobie radę. Moja mama prowadziła jeszcze przez jakiś czas stację radiową w Oklahomie, a potem pojechaliśmy do Tyler, żeby tam kupić i prowadzić inną stację.

Moja mama nagle samodzielnie rozwinęła się w pełnego wizji i odnoszącego sukcesy kierownika ds. mediów. Wypełniła aplikację na licencję zarządzania pierwszą stacją telewizyjną w Tyler, konkurując o tę pozycję z właścicielem lokalnej gazety i najbardziej prominentną w okolicy rodziną, która oczywiście zajmowała się ropą naftową.

Jej sytuacja była beznadziejna. Była wdową, samotną i właściwie nową w mieście, podczas gdy lokalny magnat naftowy dostarczał pieniądze i był liderem w każdej społecznej i charytatywnej sprawie. A w pobliskim Dallas trzy licencje telewizyjne zostały przyznane właścicielom lokalnych gazet.

W międzyczasie moja mama musiała udać się do sądu w Smith County w Teksasie, żeby zlikwidować swoje "ułomności". W tamtym czasie, na początku lat 50., prawo stanowe zabraniało kobietom wykonywania i podpisywania umów bez mężów, chyba że sąd określił je mianem "femme sole", prawnym określeniem, które oznaczało "kobietę samotną".

Jednak pomimo marnych szans i w obliczu przeszkód kulturowych moja matka wytrwała i w październiku 1954 roku otrzymała licencję na prowadzenie KLTV (L było od Lucille, imienia mojej mamy). Jej determinacja i upór były dla mnie ważną lekcją, dając mi przykład ducha i wiary, które mogą wiele zdziałać. W młodym wieku zacząłem wierzyć, że ja również mogę osiągnąć wszystko poprzez ciężką pracę i wytrwałość.

Moja mama, która wyszła za mąż jeszcze dwukrotnie, za każdym razem z opłakanym skutkiem, żyła dla swojego biznesu i swoich dzieci. Kładąc mnie wieczorem do łóżka, nie czytała mi do snu przygód Kubusia Puchatka. Zamiast tego uczyła mnie o saldzie, spadku wartości oraz tłumaczyła strategie reklamy i sprzedaży. A gdy ubiegała się o licencję telewizyjną, powiedziała Federalnej Komisji Łączności, że chce otrzymać stację w nadziei, że jej dzieci przejmą ten biznes któregoś dnia.

Determinacja mojej mamy i jej poświęcenie wywoływały we mnie ekscytację i napięcie - zażartą, wewnętrzną rywalizację pomiędzy prowadzeniem biznesowego życia pełnego sukcesów a prowadzeniem życia w służbie. Przez lata nie potrafiłem w pełni rozwiązać tego napięcia, ale w wieku czternastu lat dokonałem decydującego zwrotu.

Pamiętam tę chwilę niezwykle przejrzyście, tak samo jak niektórzy pamiętają szczegółowo doświadczenie nawrócenia albo moment, w którym byli, gdy 11 września 2001 roku zaatakowano World Trade Center.

Moja chwila zawodowej przemiany nastąpiła na lekcji angielskiego panny Mittie Marsh w dziewiątej klasie Hogg Junior High School. Mittie Marsh była legendą Tyler w czasach mojej młodości. Ona i jej siostry, Minnie i Sarah, uczyły w szkołach publicznych w mieście i żyły w rezydencji na South Broadway, głównej ulicy, którą uczniowie szkół średnich podróżowali w piątkowe i sobotnie noce. Mittie Marsh i jej siostry ustalały standardy dyscypliny akademickiej w Tyler. Były mentorkami, które ostrzegały: "Jeżeli nie zrobisz tego dobrze, nie dostaniesz się na wymarzone studia".

Siedziałem w drugim rzędzie po lewej stronie klasy. Do dzisiaj nie wiem, co wywołało tę decyzję, ale to było jak uderzenie, które sprawiło, że od razu wiedziałem, że zwiastowanie, chrzczenie, udzielanie ślubów i pogrzebów odpadają, a na ich miejsce wskakuje zarabianie pieniędzy na stanowisku dyrektora w telewizji. Podjąłem trzeźwą, nastoletnią decyzję, że chcę zasiąść w fotelu kierowcy samochodu z turbodoładowaniem.

Oczywiście "trzeźwość" i "nastoletni" to określenia rzadko widziane razem, jeszcze rzadziej używane w tym samym zdaniu, a telewizja, wówczas będąca na etapie niemowlęctwa, nie wydawała się zagrożeniem dla długotrwałych nawyków Amerykanów, takich jak czytanie, rozmowy i słuchanie radia. Ale co ja tam wiedziałem? Byłem dopiero w szkole średniej, wiosna mojego życia ledwo co się zaczęła. Świat biznesu - a zwłaszcza nowa i ekscytująca technologia, jaką była telewizja - wydawał się wspaniałym sportem, z większą dramaturgią i korzyściami, niż mogłem sobie wyobrazić.

I, szczerze mówiąc, chciałem być tym facetem, który wejdzie do gry i zmiażdży wszystkich w samym jej środku. Decyzyjny. Heroiczny. To był moment wyboru, który miał mi utorować drogę dla czasów, które miały nadejść.

Nadal kocham sport biznesu telewizyjnego - współzawodnictwo, strategie, zdobycze. Jeden ze znanych mi kierowników (który później popełnił samobójstwo) nazywał biznes "największym sportem świata". Dobrze wiem, co miał na myśli, ponieważ sam kiedyś odkryłem, jak porywający jest udział w konkursach, zdobywanie punktów, wygrywanie, wygrywanie, wygrywanie. Nadal uważam, że bycie ważnym graczem jest ożywcze. Uważam również, że organizacje zapewniają najlepsze środowisko do nauki i dają największe intelektualne wyzwania, dużo lepsze niż zapamiętywanie danych z książki. To, czego uczymy się formalnie, najlepiej wzmacniać doświadczeniem, a moje doświadczenie w biznesie telewizyjnym nauczyło mnie wiele na temat tego, jak być zwycięzcą w grze o sukces.

Jednak teraz widzę, że na wielu polach rozgrywa się więcej gier. I nauczyłem się, że można wygrać, nie tylko górując w rankingach czy gromadząc punkty przez wzrost udziałów w rynku czy przynosząc zysk.

Tę wartościową lekcję ujawniano mi - być może tak jak tobie już teraz albo w przyszłości - powoli, przez skupianie mojej uwagi na nieskomplikowanych rzeczach i prostym pojmowaniu poszczególnych etapów życia. W znaczący sposób zaczęła wsiąkać w moje serce i wypełniać miejsca, w których podejmowane są decyzje, jakieś trzy dekady temu, gdy dokonywałem świetnych rzeczy w biznesie. Była to geneza przemyślanego ponownego przebadania zadziwiającego doświadczenia, związanego ze zwrotem w nawróceniu, które przyszło do mnie tak jasno w klasie szkoły średniej, gdy trzeźwe myśli pojawiały się we mgle młodości.

Zacząłem zastanawiać się, co powinienem zrobić z tym, w co wierzyłem.

PODZIĘKOWANIA

Pracując nad tą książką i wspominając wydarzenia z mojego życia, odkryłem wspaniałą prawdę: nie zrobiłem nigdy niczego ważnego poza zespołem. Myślę, że Bóg musi mieć ubaw, patrząc na ludzi, którzy mają tendencję do nieposkromionej pychy i samowystarczalności. Może to brać się z faktu, że zarobili sporo pieniędzy, zdobyli uznanie w sporcie, napisali książkę czy osiągnęli coś nadzwyczajnego. Bóg zna sposoby na to, by tych z nas, którzy się stroszą, nauczyć tego, jak bardzo jesteśmy zależni od siebie nawzajem.

Pośród wszystkich tekstów dotyczących naszej ludzkiej współzależności, wydaje mi się, że największy znajduje się w 12. rozdziale Listu do Rzymian, gdzie apostoł Paweł pisze:

 

"Powiadam bowiem każdemu spośród was, mocą danej mi łaski, by nie rozumiał o sobie więcej, niż należy rozumieć, lecz by rozumiał z umiarem stosownie do wiary, jakiej Bóg każdemu udzielił. Jak bowiem w jednym ciele wiele mamy członków, a nie wszystkie członki tę samą czynność wykonują, tak my wszyscy jesteśmy jednym ciałem w Chrystusie, a z osobna jesteśmy członkami jedni drugich. A mamy różne dary według udzielonej nam łaski" (w. 3-6).

Zarówno ta książka, jak i życie, które próbuje ona opisać, są wynikiem pracy zespołowej. Uznanie za samą książkę należy się Scottowi Bolinderowi, byłemu wydawcy Zondervan. Kilka razy poddawałem się, pisząc ją. On się nie poddał i kilka razy odwiedził w Dallas krnąbrnego autora, żeby namówić go na dokończenie książki. Za skład odpowiedzialny jest Lyn Cryderman. Mój asystent, B.J. Engle, spędził godziny na szkicowaniu i przepisywaniu ogromnej liczby rękopisów. Dosłownie poznałem, co miał na myśli T.S. Elliot, mówiąc o "ataku na niewypowiedziane".

Należę do różnych grup z kilku powodów. W kwestii planowania życia, najważniejszą dla mnie osobą był Peter Drucker. Na początku, gdy desperacko chciałem nauczyć się zarządzania biznesem, był moim nauczycielem, pełnił tę rolę również poprzez swoje książki. Później, gdy wszedłem w okres drugiej połowy, Peter stał się moim przewodnikiem w drodze od sukcesu do znaczenia. Spośród wszystkich książek, które mam w biurze, dwie stały się moimi wiernymi towarzyszami: wielka książka Petera Druckera Management, która stała się moim przewodnikiem w ludzkich kwestiach, oraz Biblia jako mój przewodnik w sprawach duchowych. Peter zmarł w listopadzie 2005 roku, krótko przed swoimi dziewięćdziesiątymi piątymi urodzinami. Jego idee żyją dalej w spisanym dziedzictwie i w życiu tych, których dotknął.

Warto było napisać tę książkę choćby tylko po to, żeby oddać w twoje ręce słowo wstępne autorstwa Petera Druckera. On mówi tak wiele bezcennych dla mnie, ale co ważniejsze, wartościowych dla ciebie rzeczy. Peter staje się twoim przewodnikiem, interpretując to, co się dzieje, tak jak dla mnie był przewodnikiem przez te wszystkie lata.

To nowe wydanie Półmetku rozpoczyna się słowem wstępnym Jima Collinsa, obecnej gwiazdy na polu zarządzania. Tak jak Peter, Jim również widzi więcej niż większość z nas. Oczywiście mój pierwszy zespół tworzę z moją żoną, Lindą. Ona jest całkowicie niezależną osobą, w przeciwieństwie do mnie (dzięki Bogu), ale czasami nie jestem w stanie powiedzieć, gdzie kończą się moje myśli, a zaczynają jej. Nie wyobrażam sobie życia bez tej osoby, którą tak kocham i szanuję. I oczywiście Ross, mój syn, którego fizycznie straciłem w 1987 roku, nadal jest przy mnie bardzo obecny. Ross można powiedzieć był nieukończoną częścią mojej osobowości - pełen energii, pasji, miłości do ludzi i psów myśliwskich. Nie minie dużo czasu, aż zobaczę go znowu. Będziemy dzielili wspólnie wieczność.

Przede wszystkim chcę podziękować Bogu za to, że mi towarzyszy. Nie potrafię wyrazić radości ani przyjemności, jakie odczuwam, wiedząc, że współpracuję ze Stwórcą wszechświata. Nie zdawałem sobie do końca sprawy z tej relacji, dopóki nie przeczytałem wstępu Petera Druckera. On pisze o książce, która jest czymś więcej, niż to, co tak naprawdę udało mi się napisać. Próbowałem, ale nie dałem rady stworzyć niczego lepszego. Było to ponad moje zdolności, a jednak książka powstała. I za ten cudowny fakt mogę być wdzięczny jedynie Bogu. Dobra robota, Boże.

Przypisy

1 ang.: Samoodnowa.

2 ang.: Wieczny Duch.

3 Fragment wykorzystany w powieści Ernesta Hemingwaya Komu bije dzwon, tłum. Bronisław Zieliński, Wyd. Muza, 2001 r.

4 W przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego.

5 Sułtani westernu, reż. Ron Underwood, scenariusz: Lowell Ganz, Babaloo Mandel (Hollywood, Columbia Pictures, 1991).

6 Eric Hoffer, Reflections on the Human Condition (New York: Harper Collins, 1973).

7 ang.: na lewą stronę.

8 Larry Crabb, Inside Out (Colorado Springs: NavPress, 1984).

9 Konkursy literowania (ang. spelling bee) wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych, gdzie są ogromnie popularne. Obecnie krajowe konkursy odbywają się również m.in. w Wielkiej Brytanii, Australii czy Nowej Zelandii.

10 Tłum. Krzysztof Boczkowski.

11 ang.: wierzący w biznesie.

12 Charles Handy, Wiek Paradoksu, Oficyna Ekonomiczna, 1996 r.

13 Przypis: Stephen R. Covey, 7 nawyków skutecznego działania, Wyd. Rebis, 2007 r.

14 Richard N. Boles, Jakiego koloru jest twój spadochron, Wyd. Studio EMKA, 2011 r.

15 w oryginale: pogoń za szczęściem.

16 Charles Handy, Wiek przezwyciężonego rozumu, Wyd. Business Press, 1998 r.

17 Robert N. Bellah, Richard Madsen, William M. Sullivan, Ann Swidler, Steven M. Tipton, Skłonności serca, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2007 r.

18 ang.: sieć.

19 Hans Selye, Stres życia, Wydawnictwo Lekarskie PZWL, 1960 r.

20 Peter M. Senge, Piąta dyscyplina, Wyd. Oficyna, 2006 r.

21 ang.: Trening personalny w twojej podróży przez półmetek.

22 Center for Faith-Based and Community Initiative - powstała w 2002 roku platforma, która służy jako pomost pomiędzy organizacjami pozarządowymi, opartymi na zasadach wiary, a rządem Stanów Zjednoczonych.

23 ang.: Podróż dla trzech powodów.

24 Przygody Obserwatora.

25 Dobrze zakończyć.

26 Poza przerwą.