Polityka wrogości, Nekropolityka - Achille Mbembe

-
Proszę czekać

1

Odej­ście od de­mo­kra­cji

W książ­ce tej spró­bu­ję włą­czyć się, z per­spek­ty­wy Afry­ki, gdzie miesz­kam i pra­cu­ję (ale też in­nych czę­ści świa­ta, któ­re nie­ustan­nie prze­mie­rzam), w kry­ty­kę cza­sów, w któ­rych przy­szło nam żyć - cza­sów za­lud­nie­nia i glo­ba­li­za­cji pod egi­dą mi­li­ta­ry­zmu i ka­pi­ta­łu, a w osta­tecz­nej kon­se­kwen­cji cza­sów od­cho­dze­nia od de­mo­kra­cji (lub jej od­wró­ce­nia). W tym celu wy­bra­łem me­to­dę prze­kro­jo­wą, sku­pia­jąc się na trzech mo­ty­wach: otwar­cia, przej­ścia i ru­chu. Taka me­to­da przy­no­si re­zul­ta­ty tyl­ko wte­dy, gdy pro­wa­dzi do od­czy­ta­nia a re­bo­urs na­szej współ­cze­sno­ści.

Wy­cho­dzi ono z za­ło­że­nia, że ja­ka­kol­wiek rze­czy­wi­sta de­kon­struk­cja współ­cze­sne­go świa­ta musi się za­czy­nać od peł­ne­go uzna­nia nie­uchron­nie pro­win­cjo­nal­ne­go sta­tu­su na­szych dys­kur­sów i za­wsze re­gio­nal­ne­go cha­rak­te­ru na­szych po­jęć - tak więc od kry­ty­ki każ­dej for­my abs­trak­cyj­ne­go uni­wer­sa­li­zmu. W ten spo­sób sta­ra się ze­rwać z du­chem na­szych cza­sów, któ­re, jak wia­do­mo, sprzy­ja­ją za­my­ka­niu się i wszel­kie­mu roz­dzie­la­niu, wy­zna­cza­niu gra­nic po­mię­dzy tu i tam, bli­skim i da­le­kim, wnę­trzem i ze­wnę­trzem, słu­żą­cych za li­nię Ma­gi­no­ta dla więk­szo­ści dzi­siej­szych idei, któ­re ucho­dzą za "myśl glo­bal­ną". Tym­cza­sem nie może być in­nej "my­śli glo­bal­nej" niż ta, któ­ra od­wra­ca­jąc się od teo­re­tycz­nych po­dzia­łów, opie­ra się na ar­chi­wach "Tout-Mon­de" (Édo­uard Glis­sant).

Zwrot, in­wer­sja, przy­spie­sze­nie

Na po­trze­by pro­wa­dzo­nej tu re­flek­sji war­to przyj­rzeć się uważ­niej czte­rem ce­chom dzi­siej­szej epo­ki. Pierw­sza z nich to kur­cze­nie się świa­ta i za­lud­nia­nie Zie­mi, wy­ni­ka­ją­ce z wa­hań de­mo­gra­ficz­nych, od­tąd ko­rzyst­nych dla re­jo­nów Po­łu­dnia. Wy­ko­rze­nie­nie geo­gra­ficz­ne i kul­tu­ro­we, a na­stęp­nie do­bro­wol­ne lub przy­mu­so­we prze­sie­dle­nie ca­łych po­pu­la­cji na te­ry­to­ria wcze­śniej za­miesz­ka­ne wy­łącz­nie przez lud­ność au­to­chto­nicz­ną mia­ło de­cy­du­ją­ce zna­cze­nie dla na­sze­go wej­ścia w no­wo­żyt­ność4. W atlan­tyc­kiej czę­ści pla­ne­ty rytm pro­ce­sów glo­bal­nej re­dy­stry­bu­cji lud­no­ści wy­zna­czy­ły na­to­miast dwa istot­ne zja­wi­ska zwią­za­ne z eks­pan­sją ka­pi­ta­li­zmu prze­my­sło­we­go: ko­lo­ni­za­cja (roz­po­czę­ta u za­ra­nia XVI wie­ku wraz z pod­bo­jem Ame­ryk) i han­del czar­ny­mi nie­wol­ni­ka­mi. Za­rów­no han­del nie­wol­ni­ka­mi, jak i ko­lo­ni­za­cja w znacz­nym stop­niu zbie­gły się w cza­sie z po­wsta­niem na Za­cho­dzie idei mer­kan­ty­li­zmu, o ile po pro­stu nie sta­no­wi­ły jej źró­deł5. Han­del nie­wol­ni­ka­mi po­wo­do­wał wy­krwa­wia­nie się spo­łe­czeństw, któ­re ich do­star­cza­ły, wią­zał się z utra­tą naj­uży­tecz­niej­szych rąk do pra­cy i ener­gii ży­cio­wej.

W Ame­ry­kach nie­wol­ni­cza siła ro­bo­cza po­cho­dzą­ca z Afry­ki zo­sta­ła za­przę­gnię­ta do pra­cy przy re­ali­za­cji za­kro­jo­ne­go na sze­ro­ką ska­lę pro­jek­tu pod­po­rząd­ko­wa­nia i ra­cjo­nal­ne­go wy­ko­rzy­sta­nia śro­do­wi­ska w celu osią­gnię­cia zy­sków. Sys­tem plan­ta­cji po­le­gał przede wszyst­kim na re­gu­lar­nym ści­na­niu, pa­le­niu i kar­czo­wa­niu la­sów; na za­stą­pie­niu pier­wot­nej ro­ślin­no­ści ba­weł­ną lub trzci­ną cu­kro­wą; na prze­kształ­ce­niu daw­ne­go kra­jo­bra­zu, znisz­cze­niu na­tu­ral­nych for­ma­cji ro­ślin­nych i wpro­wa­dze­niu agro­sys­te­mu w miej­sce eko­sys­te­mu6. Plan­ta­cje były jed­nak nie tyl­ko na­rzę­dziem eko­no­micz­nym. Dla nie­wol­ni­ków spro­wa­dzo­nych do No­we­go Świa­ta były sce­ną, na któ­rej roz­gry­wał się nowy po­czą­tek. Od­tąd mie­li żyć pod­po­rząd­ko­wa­ni za­sa­dzie w swej isto­cie ra­so­wej. Rasa, któ­ra była nie tyl­ko czy­stym, bio­lo­gicz­nym zna­czą­cym, ozna­cza­ła cia­ło bez świa­ta i bez zie­mi, cia­ło bę­dą­ce źró­dłem ener­gii, czymś w ro­dza­ju du­pli­ka­tu na­tu­ry, co po­przez pra­cę moż­na było zma­ga­zy­no­wać lub za­mie­nić w ka­pi­tał7.

Ko­lo­ni­za­cja po­zwa­la­ła po­zbyć się wszyst­kich, któ­rzy z róż­nych wzglę­dów ucho­dzi­li za zbęd­nych czy nie­po­żą­da­nych w kra­jach ko­lo­ni­zu­ją­cych. Cho­dzi zwłasz­cza o bie­da­ków ży­ją­cych na koszt spo­łe­czeń­stwa, włó­czę­gów i prze­stęp­ców, któ­rych uwa­ża­no za szko­dli­wych. Była tech­no­lo­gią re­gu­la­cji ru­chów mi­gra­cyj­nych. Wie­lu uwa­ża­ło wów­czas, że ta for­ma mi­gra­cji osta­tecz­nie oka­że się ko­rzyst­na dla kra­ju po­cho­dze­nia. "Nie tyl­ko wiel­ka licz­ba lu­dzi, któ­rzy żyją tu­taj w bez­czyn­no­ści i są je­dy­nie cię­ża­rem, ba­la­stem i nie przy­no­szą ni­cze­go temu kró­le­stwu, zo­sta­nie tym spo­so­bem za­przę­gnię­ta do pra­cy, lecz tak­że ich dzie­ci w wie­ku dwu­na­stu lub czter­na­stu lat, lub młod­sze, nie będą już bez­czyn­ne i za­czną wy­ko­ny­wać ty­sią­ce róż­nych drob­nych rze­czy, któ­re mogą się stać do­bry­mi to­wa­ra­mi dla tego kra­ju" - pi­sał, na przy­kład, An­to­ine de Mont­chre­stien w swo­im Tra­ité d'éco­no­mie po­li­ti­que (Trak­tat z eko­no­mii po­li­tycz­nej) na po­cząt­ku XVII wie­ku. Co wię­cej, do­da­wał, "na­sze bez­czyn­ne ko­bie­ty [...] znaj­dą za­ję­cie przy wy­ry­wa­niu, far­bo­wa­niu i roz­dzie­la­niu piór, przy zbie­ra­niu, młó­ce­niu i ob­ra­bia­niu ko­no­pi i przy zbio­rze ba­weł­ny, i far­bo­wa­niu roz­ma­itych tka­nin". Z ko­lei męż­czyź­ni będą mo­gli "od­dać się pra­cy w ko­pal­niach i upra­wie zie­mi, a na­wet po­lo­wać na wie­lo­ry­by [...], oprócz ło­wie­nia dor­sza, ło­so­sia, śle­dzia, i ści­na­nia drzew", kon­klu­do­wał8.

Od XVI do XIX wie­ku te dwa spo­so­by za­lud­nia­nia pla­ne­ty przez dra­pież­ność ludz­ką: eks­plo­ata­cja bo­gactw na­tu­ral­nych, i zmu­sza­nie do pra­cy pod­po­rząd­ko­wa­nych grup spo­łecz­nych, na­le­ża­ły do waż­niej­szych wy­zwań eko­no­micz­nych, po­li­tycz­nych i pod wie­lo­ma wzglę­da­mi rów­nież fi­lo­zo­ficz­nych epo­ki9. Za­rów­no teo­ria eko­no­micz­na, jak i teo­ria de­mo­kra­cji zo­sta­ły po czę­ści ufun­do­wa­ne na obro­nie lub kry­ty­ce jed­nej lub dru­giej for­my prze­strzen­nej re­dy­stry­bu­cji lud­no­ści10. Te z ko­lei sta­ły się przy­czy­ną licz­nych kon­flik­tów i wo­jen o po­dział dóbr lub wo­jen ra­bun­ko­wych. W wy­ni­ku tych pro­ce­sów o za­się­gu ogól­no­świa­to­wym wy­ło­nił się nowy po­dział pla­ne­ty: w cen­trum zna­la­zły się mo­car­stwa za­chod­nie, a na ze­wnątrz czy na obrze­żach - pe­ry­fe­ria, bę­dą­ce are­ną za­żar­tych walk, pod­da­ne oku­pa­cji i gra­bie­żom.

Na­le­ży przy tym pa­mię­tać o po­wszech­nie przyj­mo­wa­nym roz­róż­nie­niu na ko­lo­ni­za­cję han­dlo­wą - czy też fak­to­rie - i ko­lo­ni­za­cję osie­dleń­czą w ści­słym zna­cze­niu. Rzecz ja­sna w obu przy­pad­kach uwa­ża­no, że wzbo­ga­ce­nie ko­lo­nii - każ­dej ko­lo­nii - ma sens je­dy­nie wte­dy, gdy przy­czy­nia się do wzbo­ga­ce­nia me­tro­po­lii. Róż­ni­ca po­le­ga­ła jed­nak na tym, że ko­lo­nia osie­dleń­cza była po­my­śla­na jako roz­sze­rze­nie kra­ju, pod­czas gdy ko­lo­nia fak­to­rii czy też eks­plo­ata­cyj­na sta­no­wi­ła je­dy­nie śro­dek do wzbo­ga­ce­nia me­tro­po­lii po­przez asy­me­trycz­ny, nie­rów­ny han­del, nie­mal bez żad­nych więk­szych in­we­sty­cji na miej­scu.

Po­nad­to za­bór ko­lo­nii eks­plo­ata­cyj­nych był teo­re­tycz­nie tym­cza­so­wy, a osie­dle­nie Eu­ro­pej­czy­ków na tych te­re­nach zu­peł­nie pro­wi­zo­rycz­ne. W przy­pad­ku ko­lo­nii osie­dleń­czych po­li­ty­ka mi­gra­cyj­na mia­ła na celu utrzy­ma­nie w ło­nie na­ro­du lu­dzi, któ­rych stra­ci­li­by­śmy, gdy­by zo­sta­li wśród nas. Ko­lo­nie słu­ży­ły za uj­ście dla tych nie­po­żą­da­nych ka­te­go­rii lu­dzi, "któ­rych zbrod­nie i wsze­te­czeń­stwa" mo­gły­by stać się "szyb­ko zgub­ne", lub któ­rych po­trze­by po­pchnę­ły­by ich do wię­zie­nia albo zmu­si­ły do że­brac­twa, czy­niąc ich tym sa­mym bez­u­ży­tecz­ny­mi dla kra­ju. Ten po­dział lu­dzi na "uży­tecz­nych" i "bez­u­ży­tecz­nych" - "nie­po­trzeb­nych" i "zbęd­nych" utrwa­lił się jako re­gu­ła, przy czym uży­tecz­ność była mie­rzo­na za­sad­ni­czo siłą i zdol­no­ścią do pra­cy.

Za­lud­nie­nie Zie­mi na po­cząt­ku epo­ki no­wo­żyt­nej nie od­by­wa się jed­nak wy­łącz­nie po­przez ko­lo­ni­za­cję. Mi­gra­cje i ru­chy lud­no­ści wa­run­ko­wa­ne są tak­że czyn­ni­ka­mi re­li­gij­ny­mi. W okre­sie mię­dzy 1685 a 1730 ro­kiem, po od­wo­ła­niu edyk­tu nan­tej­skie­go, od 170 000 do 180 000 hu­ge­no­tów ucie­ka z Fran­cji. Emi­gra­cja re­li­gij­na do­ty­ka wie­le in­nych wspól­not. W rze­czy­wi­sto­ści mię­dzy­na­ro­do­we prze­sie­dle­nia o róż­nym cha­rak­te­rze na­kła­da­ją się na sie­bie, czy będą to por­tu­gal­scy Ży­dzi, któ­rzy roz­wi­ja­ją swo­je sie­ci han­dlo­we w wiel­kich por­tach eu­ro­pej­skich, ta­kich jak Ham­burg, Am­ster­dam, Lon­dyn lub Bor­de­aux; czy Wło­si, któ­rzy an­ga­żu­ją się w fi­nan­se, han­del i wy­so­ko wy­spe­cja­li­zo­wa­ny wy­rób pro­duk­tów szkla­nych i luk­su­so­wych; czy też żoł­nie­rze, na­jem­ni­cy, in­ży­nie­ro­wie, któ­rzy prze­miesz­cza­ją się ocho­czo od jed­ne­go ryn­ku prze­mo­cy do dru­gie­go, za­leż­nie od ów­cze­snych licz­nych kon­flik­tów11.

U za­ra­nia XXI wie­ku han­del nie­wol­ni­ka­mi i ko­lo­ni­za­cja od­le­głych ob­sza­rów glo­bu prze­sta­ły być środ­ka­mi, za po­mo­cą któ­rych do­ko­nu­je się za­lud­nie­nie Zie­mi. Pra­ca, w tra­dy­cyj­nym zna­cze­niu, nie­ko­niecz­nie jest uprzy­wi­le­jo­wa­nym środ­kiem wy­twa­rza­nia war­to­ści. Jest to jed­nak czas wstrzą­sów, wiel­kich i mniej­szych prze­pły­wów - no­wych form ma­so­wej emi­gra­cji12. Dy­na­mi­ka mi­gra­cyj­na i po­wsta­wa­nie dia­spor w znacz­nym stop­niu zwią­za­ne są z han­dlem i biz­ne­sem, woj­na­mi, ka­ta­stro­fa­mi eko­lo­gicz­ny­mi i de­wa­sta­cją śro­do­wi­ska oraz z wszel­kie­go ro­dza­ju trans­fe­ra­mi kul­tu­ro­wy­mi.

Przy­spie­szo­ne sta­rze­nie się lud­no­ści w kra­jach bo­ga­tych wy­da­je się, z tego punk­tu wi­dze­nia, istot­nym zja­wi­skiem. Jest od­wrot­no­ścią wspo­mnia­nych wcze­śniej nad­wy­żek de­mo­gra­ficz­nych ty­po­wych dla XIX wie­ku. Od­le­głość geo­gra­ficz­na sama w so­bie nie sta­no­wi już prze­szko­dy w prze­miesz­cza­niu się. Po­wsta­ją nowe szla­ki mi­gra­cyj­ne i po­ja­wia­ją się co­raz bar­dziej wy­ra­fi­no­wa­ne spo­so­by omi­ja­nia gra­nic. Do­środ­ko­we fale mi­gra­cji kie­ru­ją się w róż­ne stro­ny jed­no­cze­śnie, przy czym Eu­ro­pa i Sta­ny Zjed­no­czo­ne po­zo­sta­ją jed­ny­mi z waż­niej­szych ośrod­ków przy­cią­ga­ją­cych lud­ność - zwłasz­cza tę, któ­ra po­cho­dzi z naj­bied­niej­szych re­jo­nów świa­ta. Po­wsta­ją tu nowe aglo­me­ra­cje i two­rzą się, mimo wszyst­ko, nowe wie­lo­na­ro­do­we Mia­sta. Wraz z no­wy­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi mi­gra­cja­mi na ob­sza­rze ca­łe­go glo­bu wy­ła­nia­ją się po­wo­li roz­ma­ite ze­spo­ły te­ry­to­riów mo­zai­ko­wych.

Owo nowe ro­je­nie się - któ­re uzu­peł­nia wcze­śniej­sze fale mi­gra­cji z Po­łu­dnia - za­cie­ra kry­te­ria przy­na­leż­no­ści na­ro­do­wej. Przy­na­leż­ność do ja­kie­goś na­ro­du jest już nie tyl­ko kwe­stią po­cho­dze­nia, lecz tak­że wy­bo­ru. Sta­le ro­śnie licz­ba osób po­sia­da­ją­cych róż­ne typy oby­wa­tel­stwa (po­cho­dze­nie, po­byt, oby­wa­tel­stwo z wy­bo­ru) i toż­sa­mo­ści. Nie­któ­re z nich by­wa­ją zmu­sza­ne do pod­ję­cia de­cy­zji, wcie­le­nia się w daną spo­łecz­ność i re­zy­gna­cji z po­dwój­nej lo­jal­no­ści; lub w przy­pad­ku po­peł­nie­nia prze­stęp­stwa za­gra­ża­ją­ce­go "by­to­wi na­ro­du" po­no­szą ry­zy­ko utra­ty oby­wa­tel­stwa kra­ju przyj­mu­ją­ce­go13.

Co wię­cej, w pro­ce­sie za­lud­nia­nia Zie­mi uczest­ni­czy nie tyl­ko czło­wiek. Lu­dzie nie są bo­wiem je­dy­ny­mi miesz­kań­ca­mi świa­ta. W więk­szym niż kie­dy­kol­wiek stop­niu zaj­mu­ją go tak­że licz­ne ar­te­fak­ty i wszel­kie ga­tun­ki oży­wio­ne, or­ga­nicz­ne i ro­ślin­ne. Rów­nież zja­wi­ska geo­lo­gicz­ne, geo­mor­fo­lo­gicz­ne i kli­ma­tycz­ne są dziś czę­ścią wiel­kiej gro­ma­dy no­wych miesz­kań­ców Zie­mi14. Oczy­wi­ście nie cho­dzi o byty ani też gru­py czy ro­dzi­ny ist­nień jako ta­kie. Wła­ści­wie nie cho­dzi też o śro­do­wi­sko na­tu­ral­ne czy o przy­ro­dę. Cho­dzi o czyn­ni­ki i o śro­do­wi­ska ży­cia - wodę, po­wie­trze, kurz, mi­kro­by, ter­mi­ty, psz­czo­ły, owa­dy - au­to­rów spe­cy­ficz­nych re­la­cji. Prze­szli­śmy więc od kon­dy­cji ludz­kiej do kon­dy­cji ziem­skiej.

Dru­gą ce­chą cha­rak­te­ry­stycz­ną na­szych cza­sów jest re­de­fi­ni­cja czło­wie­czeń­stwa, w ra­mach ogól­nej eko­lo­gii i roz­sze­rzo­nej geo­gra­fii, sfe­rycz­nej, nie­od­wra­cal­nie glo­bal­nej. W isto­cie nie uwa­ża się już świa­ta li tyl­ko za ar­te­fakt two­rzo­ny przez czło­wie­ka. Wy­szedł­szy z epo­ki ka­mie­nia i sre­bra, że­la­za i zło­ta, czło­wiek dąży dziś do tego, by stać się pla­stycz­nym. Po­ja­wie­nie się czło­wie­ka pla­stycz­ne­go, a w kon­se­kwen­cji - pod­mio­tu cy­fro­we­go, zde­rza się z wie­lo­ma prze­ko­na­nia­mi ucho­dzą­cy­mi do nie­daw­na za nie­pod­wa­żal­ne praw­dy.

Na­le­ży do nich wia­ra, że ist­nie­je coś ta­kie­go jak "isto­ta czło­wie­czeń­stwa", "czło­wiek jako taki", któ­re­go da się wy­od­ręb­nić ze świa­ta zwie­rząt i ro­ślin, lub prze­ko­na­nie, że Zie­mia, któ­rą za­miesz­ku­je i eks­plo­atu­je, jest je­dy­nie bier­nym przed­mio­tem jego dzia­łań; po­dob­nie jak idea, że spo­śród wszyst­kich ga­tun­ków oży­wio­nych "ro­dzaj ludz­ki" jest je­dy­nym, któ­ry czę­ścio­wo wy­zwo­lił się z wła­snej zwie­rzę­co­ści i, ze­rwaw­szy oko­wy po­trzeb bio­lo­gicz­nych, wzniósł się nie­mal na wy­ży­ny bo­sko­ści. Wbrew tym i wie­lu in­nym praw­dom wia­ry uzna­je­my dziś, że ro­dzaj ludz­ki jest tyl­ko jed­nym z ele­men­tów więk­sze­go zbio­ru pod­mio­tów ży­ją­cych w gra­ni­cach wszech­świa­ta, do któ­re­go na­le­żą też zwie­rzę­ta, ro­śli­ny i inne ga­tun­ki.

Gdy­by po­zo­stać na grun­cie bio­lo­gii i in­ży­nie­rii ge­ne­tycz­nej, nie zna­leź­li­by­śmy wła­ści­wie żad­nej "isto­ty czło­wie­czeń­stwa" god­nej oca­le­nia i żad­nej "na­tu­ry czło­wie­ka", któ­rą na­le­ża­ło­by chro­nić. Nie by­ło­by pra­wie żad­nych prze­ciw­wska­zań do mo­dy­fi­ka­cji struk­tu­ry bio­lo­gicz­nej i ge­ne­tycz­nej czło­wie­ka. Uwa­ża się, że ma­ni­pu­la­cje ge­ne­tycz­ne i sztucz­ne za­płod­nie­nie dają w grun­cie rze­czy moż­li­wość nie tyl­ko "po­więk­sze­nia" isto­ty ludz­kiej (en­han­ce­ment), lecz tak­że stwo­rze­nia ży­cia za po­mo­cą tech­no­lo­gii me­dycz­nej, w spek­ta­ku­lar­nym ak­cie au­to­kre­acji.

Trze­cią ce­chą de­fi­niu­ją­cą na­szą epo­kę jest roz­po­wszech­nie­nie na­rzę­dzi i ma­szyn li­czą­cych czy kom­pu­te­rów we wszyst­kich dzie­dzi­nach ży­cia spo­łecz­ne­go. Siła i wszech­obec­ność zja­wisk cy­fro­wych spra­wia­ją, że nie ma już wy­raź­nej gra­ni­cy mię­dzy ekra­nem a ży­ciem. Od­tąd ży­cie to­czy się na ekra­nie, a ekran stał się pla­stycz­ną i po­zor­ną for­mą ży­cia, któ­re zresz­tą może być uchwy­co­ne za po­mo­cą kodu. Osta­tecz­nie "pod­miot nie do­świad­cza już sa­me­go sie­bie przez kon­fron­ta­cję z por­tre­tem lub z bliź­nia­czą fi­gu­rą w lu­strze, lecz przez kon­struk­cję for­my obec­no­ści pod­mio­tu bliż­szą od­bit­ce i wła­sne­mu cie­nio­wi"15.

W re­zul­ta­cie ra­cję bytu czę­ścio­wo stra­cił wy­si­łek su­biek­ty­wi­za­cji i in­dy­wi­du­ali­za­cji, za spra­wą któ­re­go jesz­cze do nie­daw­na każ­da isto­ta ludz­ka sta­wa­ła się oso­bą ob­da­rzo­ną mniej lub bar­dziej okre­ślo­ną toż­sa­mo­ścią. Czy tego chce­my czy nie, ży­je­my w epo­ce pla­stycz­no­ści, alo­ga­mii i wszel­kie­go ro­dza­ju im­plan­tów - pla­stycz­no­ści mó­zgu, łą­cze­nia sztucz­no­ści i or­ga­nicz­no­ści, ma­ni­pu­la­cji ge­ne­tycz­nych i im­plan­tów in­for­ma­tycz­nych, co­raz ści­ślej­sze­go ze­spo­le­nia czło­wie­ka z ma­szy­ną. Wszyst­kie te mu­ta­cje nie tyl­ko otwie­ra­ją dro­gę ma­rze­niom o ży­ciu re­al­nie nie­ogra­ni­czo­nym. Czy­nią tak­że z wła­dzy nad ży­ciem - czy ze zdol­no­ści do ce­lo­wej zmia­ny ga­tun­ku ludz­kie­go - for­mę wła­dzy nie­wąt­pli­wie ab­so­lut­ną.

Czwar­tym wy­róż­ni­kiem współ­cze­sno­ści jest po­łą­cze­nie zdol­no­ści do ce­lo­wej zmia­ny ga­tun­ku ludz­kie­go - a tak­że in­nych ga­tun­ków ży­ją­cych i ma­te­rii po­zor­nie nie­oży­wio­nej - z wła­dzą ka­pi­ta­łu. Po­tę­ga ka­pi­ta­łu - siła żywa i twór­cza (gdy cho­dzi o eks­pan­sję ryn­ko­wą i aku­mu­la­cję zy­sków), a za­ra­zem krwa­wy pro­ces po­że­ra­nia (gdy cho­dzi o nie­od­wra­cal­ne nisz­cze­nie ży­cia ist­nień i ga­tun­ków) - ule­gła zwie­lo­krot­nie­niu od mo­men­tu, w któ­rym ryn­ki gieł­do­we zde­cy­do­wa­ły się na za­sto­so­wa­nie sztucz­nej in­te­li­gen­cji, aby zop­ty­ma­li­zo­wać prze­pływ ak­ty­wów. Po­nie­waż więk­szość tych ope­ra­to­rów wy­so­kich czę­sto­tli­wo­ści po­słu­gu­je się nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ny­mi al­go­ryt­ma­mi w celu ana­li­zo­wa­nia masy in­for­ma­cji wy­mie­nia­nych na ryn­kach gieł­do­wych, funk­cjo­nu­ją one w ska­lach mi­kro­cza­so­wych nie­do­stęp­nych dla czło­wie­ka. Obec­nie czas prze­ka­za­nia in­for­ma­cji mię­dzy gieł­dą a ope­ra­to­rem li­czo­ny jest w mi­li­se­kun­dach. Wraz z in­ny­mi czyn­ni­ka­mi ta nad­zwy­czaj­na kom­pre­sja cza­su do­pro­wa­dzi­ła do pa­ra­dok­su, ja­kim są, z jed­nej stro­ny, spek­ta­ku­lar­ne osła­bie­nie i spa­dek sta­bil­no­ści ryn­ków, a z dru­giej, ich pra­wie nie­ogra­ni­czo­na siła de­struk­cji.

Na­su­wa się więc py­ta­nie, czy moż­li­we jest jesz­cze po­wstrzy­ma­nie me­cha­ni­zmów eks­plo­ata­cji pla­ne­ty zmie­rza­ją­cych ku osta­tecz­nej de­struk­cji. Py­ta­nie to jest tym bar­dziej ak­tu­al­ne, że ni­g­dy wcze­śniej za­leż­ność mię­dzy ryn­kiem a woj­ną nie była tak wy­raź­na jak te­raz. W ubie­głych stu­le­ciach woj­na wy­zna­cza­ła kie­run­ki roz­wo­ju tech­no­lo­gicz­ne­go. Za spra­wą roz­ma­itych urzą­dzeń mi­li­tar­nych od­gry­wa tę rolę rów­nież dzi­siaj, obok me­cha­ni­zmów ryn­ku, któ­ry z ko­lei w więk­szym niż kie­dy­kol­wiek stop­niu opie­ra się na mo­de­lu woj­ny16 - ta­kiej jed­nak, któ­ra prze­ciw­sta­wia ga­tun­ki, a tak­że przy­ro­dę isto­tom ludz­kim. To ści­słe po­wią­za­nie ka­pi­ta­łu, tech­no­lo­gii cy­fro­wych, przy­ro­dy i woj­ny oraz nowy układ sił, jaki w jego wy­ni­ku po­wsta­je, jest bez wąt­pie­nia naj­bar­dziej bez­po­śred­nim za­gro­że­niem dla idei po­li­tycz­no­ści, któ­ra do­tąd była pod­wa­li­ną de­mo­kra­cji.

Po­li­ty­ka wro­go­ści - przy­pi­sy

4 Zob. Paul Gil­roy, L'Atlan­ti­que noir. Mo­der­ni­té et do­uble con­scien­ce, Édi­tions Am­ster­dam, Pa­ris 2010 [1993].

5 Ogól­nie na ten te­mat: zob. Par­ka­kun­nel Jo­seph Tho­mas, Mer­can­ti­lism and East In­dia Tra­de, Frank Cass, Lon­don 1963; Wil­liam J. Bar­ber, Bri­tish Eco­no­mic Tho­ught and In­dia, 1690-1858, Cla­ren­don Press, Oxford 1975.

6 Zob. Wal­ter John­son, Ri­ver of Dark Dre­ams. Sla­ve­ry and Em­pi­re in the Cot­ton King­dom, The Belk­nap Press of Ha­rvard Uni­ver­si­ty Press, Cam­brid­ge 2013.

7 Ana­li­za po­rów­naw­cza tej in­sty­tu­cji znaj­du­je się w: Ri­chard S. Dunn, A Tale of Two Plan­ta­tions. Sla­ve Life and La­bor in Ja­ma­ica and Vir­gi­nia, Ha­rvard Uni­ver­si­ty Press, Cam­brid­ge 2014.

8 An­to­ine de Mont­chre­stien, Tra­ité d'éco­no­mie po­li­ti­que, Droz, Ge­ne­ve 1999 [1615], s. 187.

9 Zob. na przy­kład: Jo­siah Child, A New Di­sco­ur­se of Tra­de, J. Hod­ges, Lon­don 1690, s. 197; Char­les De­ve­nant, Di­sco­ur­se on the Pu­blic Re­ve­nue and on the Tra­de, in The Po­li­ti­cal and Com­mer­cial Works. Col­lec­ted and Re­vi­sed by Sir Char­les Whi­tworth, R. Hors­field, Lon­don 1967 [1711], s. 3.

10 Zob. Chri­sto­phe Sa­lvat, For­ma­tion et dif­fu­sion de la pen­sée éco­no­mi­que li­béra­le fra­nça­ise. An­dré Mo­rel­let et l'éco­no­mie po­li­ti­que du XVIIe si­?c­le, Th?se, Lyon, 2000; Le li­béra­li­sme a l'épreu­ve: de l'em­pi­re aux na­tions (Adam Smith et l'éco­no­mie co­lo­nia­le), ed. Da­niel Diat­kin, "Ca­hiers d'éco­no­mie po­li­ti­que" 1996, nr 27-28.

11 Zob. Hi­sto­ire des po­pu­la­tions de l'Eu­ro­pe. I. Des ori­gi­nes aux prémi­ces de la révo­lu­tion démo­gra­phi­que, ed. Jean-Pier­re Bar­det, Ja­cqu­es Du­pa­qu­ier, Fay­ard, Pa­ris 1998.

12 Na te­mat ska­li tych no­wych form mi­gra­cji zob. World Bank, De­ve­lop­ment Go­als in an Era of De­mo­gra­phic Chan­ge. Glo­bal Mo­ni­to­ring Re­port 2015/2016, 2016 (do­stęp­ny na www.world­bank.org).

13 Zob. Mi­gra­tions and Mo­bi­li­ties. Ci­ti­zen­ship, Bor­ders, and Gen­der, ed. Sey­la Ben­ha­bib, Ju­dith Re­snik, New York Uni­ver­si­ty Press, New York 2009; Sey­la Ben­ha­bib, Pra­wa in­nych. Przy­by­sze, re­zy­den­ci i oby­wa­te­le, przeł. Mi­chał Fi­lip­czuk, Wy­daw­nic­two Kry­ty­ki Po­li­tycz­nej, War­sza­wa 2015.

14 Ter­min "nowi miesz­kań­cy" by­naj­mniej nie ozna­cza, że nie było ich tu daw­niej. "Nowy" od­no­si się do zmia­ny ich sta­tu­su w na­szych me­cha­ni­zmach re­pre­zen­ta­cji. Na ten te­mat zob. Bru­no La­to­ur, Face a Gaia. Huit con­féren­ces sur le no­uve­au régi­me cli­ma­ti­que, La Déco­uver­te, Pa­ris 2015.

15 Le su­jet di­gi­tal, ed. Cla­ire Lar­son­neur, Les Pres­ses du Réel, Pa­ri­s2015, s. 3.

16 Pier­re Caye, Cri­ti­que de la déstruc­tion, Les Bel­les Let­tres, Pa­ris 2015, s. 20.