Polityka historyczna w Polsce i Niemczech po roku 1989 w wystąpieniach publicznych oraz publikacjach polityków polskich i niemieckich - Joanna Andrychowicz-Skrzeba


Reflow text when sidebars are open.
[1] Polityk, w: Słownik języka polskiego PWN, [online:] http://sjp.pwn.pl/szukaj/polityk [dostęp 10.09.2012].
[2] E. Czapska, Wywiad z Profesorem Władysławem Bartoszewskim, sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnikiem Rządu RP do spraw dialogu międzynarodowego, "Realia" 2009, nr 1 (10), s. 10.
[3] A. Mix, Zwei Vaterländer, "Berliner Zeitung", 12.07.2007, [online:] http://www.berliner-zeitung.de/archiv/-geschichtspolitik--heisst-das-zaubermittel--mit-dem-polens-regierung-patrioten-erziehen-will-zwei-vaterlaender,10810590,10489872.html [dostęp 12.08.2012].
[4] Tamże.
[5] P. Bock, Vergangenheitspolitik in der Revolution von 1989, w: Umkämpfte Vergangenheit: Geschichtsbilder, Erinnerung und Vergangenheitspolitik im internationalen Vergleich, red. P. Bock, E. Wolfrum, Göttingen: Vandenhoeck & Ruprecht 1999, s. 83.
[6] Słownik współczesny języka polskiego, red. B. Dunaj, Warszawa: Wydawnictwo Wilga 1996.
[7] Tamże.
[8] Polityka historyczna, w: Wikipedia, [online:] http://pl.wikipedia.org/wiki/Polityka_historyczna [dostęp 10.09.2012].
[9] A. Romanowski, Majsterkowicze naszej pamięci, "Gazeta Wyborcza" 2008, [online:] http://wyborcza.pl/0,0.html#error=4,badlink=http%3A%2F%2Fwyborcza.pl%2F1%2C76498%2C4978443.html%3Fas%3D2 [dostęp 4.05.2010].
[10] J. Krawczyk, B. Kubisz, P. M. Majewski, Polityka historyczna - za i przeciw, "Mówią Wieki" 2006, nr 8, [online:] http://portalwiedzy.onet.pl/,1581,1352888,czasopisma.html [dostęp 20.09.2012].
[11] Tamże.
[12] M. Jędrysik, Po co nam polityka historyczna?, "Gazeta Wyborcza", 30.09.2005, [online:] http://wyborcza.pl/1,75478,2945729.html [dostęp 12.08.2012].
[13] B. Sonik, [online:] http://209.85.135.104/search?q=cache:vZBI1cO3UZsJ:www.boguslawsonik.pl/doc/malopolska_nr_09.pdf+%22polityka+historyczna%22&hl=pl&ct=clnk&cd=11&gl=pl [dostęp 12.09.2012].
[14] L. M. Nijakowski, Polska polityka pamięci. Esej socjologiczny, Warszawa: WAiP 2008, s. 43.
[15] Tamże, s. 44.
[16] K. Schönhoven, Geschichtspolitik: Über den öffentlichen Umgang mit Geschichte und Erinnerung, 2003, [online:] http://library.fes.de/pdf-files/historiker/01477.pdf [dostęp 12.09.2012].
[17] B. Jałowiecki, Polityka historyczna - polityka zagraniczna?, w: Polityka historyczna. Historycy - politycy - prasa: konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Pałac Raczyńskich w Warszawie, 15 grudnia 2004, red. L. Cichocka, A. Panecka, Warszawa: Muzeum Powstania Warszawskiego 2005, s. 129.
[18] "Wie, durch wen, mit welchen Mitteln, welcher Absicht und welcher Wirkung Erfahrungen mit der Vergangenheit thematisiert und politisch relevant werden", za: H.-A. Heinrich, Erklärung von Geschichtspolitik mittels der Theorie sozialer Identität, w: Geschichtspolitik und sozialwissenschaftliche Theorie, red. H.-A. Heinrich, M. Kohlstruck, Stuttgart: Steiner 2008, s. 18.
[19] B. Schwelling, Politische Erinnerung. Eine akteurs- und handlungsbezogene Perspektive auf den Zusammenhang von Gedächtnis, Erinnerung und Politik, w: Geschichtspolitik und sozialwissenschaftliche Theorie, red. H.-A. Heinrich, M. Kohlstruck, Stuttgart: Steiner 2008, s. 103.
[20] "Geschichtpolitik meint die Inanspruchnahme von Geschichte für Gegenwartszwecke [...] Keine politische Richtung wird je auf den Versuch verzichten, ihre Positionen historisch zu untermauern", za: J. Marx, Geschichtspolitik und rational choice-theorie. Zur ökonomischen Betrachtung kultureller Phänomene, w: Geschichtspolitik und sozialwissenschaftliche Theorie, red. H.-A. Heinrich, M. Kohlstruck, Stuttgart: Steiner 2008, s. 40.
[21] Tamże.
[22] Tamże.
[23] "Vergangenheitspolitik bezeichnet [...] einen politischen Prozess, der sich ungefähr über eine halbe Dekade erstreckte und durch hohe gesellschaftliche Akzeptanz gekennzeichnet war, ja geradezu kollektiv erwartet wurde", za: T. Noetzel, Erinnerungsmanagement. Von der Vorgeschichte zur Geschichte, w: Erinnerungsmanagement. Systemtransformation und Vergangenheitspolitik im internationalen Vergleich, red. J. Landkammer, T. Noetzel, W. Ch. Zimmerli, München: Fink 2006, s. 15.
[24] N. Frei, Vergangenheitspolitik - Die Produktivität der Verdrängung?, "Rubin" 2000, nr 1, [online:] http://www.ruhr-uni-bochum.de/rubin/rbin1_00/Pdfs/Beitrag6.pdf [dostęp 16.11.2012].
[25] P. Steinbach, Politik mit Geschichte - Geschichtspolitik?, 28.03.2008, [online:] http://www.bpb.de/geschichte/zeitgeschichte/geschichte-und-erinnerung/39789/geschichte-und-politik?p=0 [dostęp 10.09.2012].
[26] Geschichtspolitik: wer sind ihre Akteure, wer ihre Rezipienten?, red. C. Fröhlich, H.-A. Heinrich, Stuttgart: Steiner 2004, s. 148.
[27] A. Michnik, Polityka historyczna, wariant rosyjski, "Gazeta Wyborcza", 28.09.2006, [online:] http://www.gazetawyborcza.pl/1,75546,3373624.html?as=4&ias=4&startsz=x [dostęp 14.10.2012].
[28] Tamże.
[29] L. M. Nijakowski, dz. cyt., s. 42.
[30] A. Smolar, Polityka historyczna w III Rzeczypospolitej, w: Polityka historyczna. Historycy - politycy - prasa: konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Pałac Raczyńskich w Warszawie, 15 grudnia 2004, red. L. Cichocka, A. Panecka, Warszawa: Muzeum Powstania Warszawskiego 2005, s. 65.
[31] B. Korzeniewski, Uroczystości rocznicowe i święta polityczne w Niemczech. Między narodowym i internacjonalistycznym paradygmatem polityki historycznej, w: Narodowe i europejskie aspekty polityki historycznej, red. B. Korzeniewski, Poznań: Instytut Zachodni 2008, s. 76.
[32] P. Machcewicz, Polityka historyczna: rola historyków, rola polityków?, w: Polityka historyczna. Historycy - politycy - prasa: konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Pałac Raczyńskich w Warszawie, 15 grudnia 2004, red. L. Cichocka, A. Panecka, Warszawa: Muzeum Powstania Warszawskiego 2005, s. 89.
[33] Tamże, s. 82.
[34] Tamże, s. 77.
[35] L. M. Nijakowski, dz. cyt., s. 46.
[36] K. Schönhoven, dz. cyt.
[37] J. A. Majcherek, Pułapki polityki historycznej, w: Polityka historyczna. Historycy - politycy - prasa: konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Pałac Raczyńskich w Warszawie, 15 grudnia 2004, red. L. Cichocka, A. Panecka, Warszawa: Muzeum Powstania Warszawskiego 2005, s. 213.
[38] I. Wywiał, Co to jest polityka historyczna: wywiad z Dariuszem Gawinem, "Wiadomości Historyczne" 2006, nr 5.
[39] A. Leszczyński, Nadeszła polityka historyczna, "Gazeta Wyborcza", 9.01.2007, [online:] http://wyborcza.pl/1,78302,3838263.html [dostęp 12.08.2012].
[40] A. Leszczyński, Polityka historyczna. Wielki strach, "Gazeta Wyborcza", 7.04.2006, [online:] http://wyborcza.pl/1,76498,3268347.html [dostęp 12.08.2012].
[41] L. M. Nijakowski, dz. cyt., s. 231.
[42] Po co rządzić historią, "Gazeta Wyborcza", 14.07.2007, s. 14.
[43] L. M. Nijakowski, dz. cyt., s. 230.
[44] K. Schönhoven, dz. cyt.
[45] A. Smolar, dz. cyt., s. 64.
[46] L. M. Nijakowski, dz. cyt., s. 210.
[47] P. Machcewicz, dz. cyt., s. 92.
[48] K. Ujazdowski, Moda na patriotyzm, w: Patriotyzm jutra. Program operacyjny Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, red. M. Mutor, K. Noworyta, Warszawa: Muzeum Historii Polski 2006, s. 10.
[49] J. Kaczyński, J. Rokita, Jakiej polityki historycznej potrzebuje Polska? Dwugłos polityków: Jarosław Kaczyński i Jan Rokita, w: Polityka historyczna. Historycy - politycy - prasa: konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, Pałac Raczyńskich w Warszawie, 15 grudnia 2004, red. L. Cichocka, A. Panecka, Warszawa: Muzeum Powstania Warszawskiego 2005, s. 114.
[50] K. Steffen, Ambivalenzen des affirmativen Patriotismus. Geschichtspolitik in Polen, "Osteuropa" 2006, nr 56, s. 224.
[51] B. Schwelling, dz. cyt., s. 105.
Niniejsza rozprawa poświęcona jest wystąpieniom, przemówieniom, wywiadom i publikacjom polskich i niemieckich polityków dotyczącym tzw. polityki historycznej, a opublikowanym po roku 1989. Wychodząc od definicji zamieszczonej w "Słowniku języka polskiego" [1] (polityk to "osoba zawodowo zajmująca się polityką", a polityka to "1. działalność władz państwowych, zwłaszcza rządu; 2. działalność jakiejś grupy społecznej lub partii mająca na celu zdobycie i utrzymanie władzy państwowej; też: cele i zadania takiej działalności oraz metody realizacji takich zadań; 3. sposób działania osoby lub grupy osób kierujących jakąś instytucją lub organizacją"), w pracy analizowane są wypowiedzi i publikacje prezydentów, premierów bądź kanclerzy i ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec w kontekście występowania w nich nawiązań do wspólnej polsko-niemieckiej historii lub do ważnych wydarzeń w historii Polski i odpowiednio - w historii Niemiec.
Temat pracy jest wyjątkowo aktualny ze względu na częstość używania pojęcia i poruszania zagadnienia "polityki historycznej" przez polityków i publicystów. Warto jednak zauważyć, że temat polityki historycznej jest na tyle nowy, że poglądy na niego i na samo pojęcie jeszcze się krystalizują i mogą się w najbliższych latach zmieniać.
W opracowaniach na temat polityki historycznej, które dotychczas pojawiły się na polskim i niemieckim rynku wydawniczym, brakuje badań faktycznego wkładu polityków jako reprezentantów społeczeństwa w kształtowanie polityki historycznej zarówno w Niemczech, jak i w Polsce, i to nie poprzez wspieranie przez nich budowy miejsc upamiętniających historię (na przykład Neue Wache, Muzeum Żydowskie w Berlinie, Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie) czy tworzenie programów edukacyjnych, ale poprzez publiczne wystąpienia. Nasuwa się pytanie, czy i w jakim stopniu wypowiedzi polityków wpisują się w politykę historyczną, w jaki sposób przekazują oni społeczeństwu wiedzę o historii kraju i świata, jaką wiedzę otrzymują obywatele, wsłuchując się w wypowiedzi tak prominentnych osób, jak ich prezydenci, premierzy bądź kanclerze i ministrowie spraw zagranicznych.
Pobocznym argumentem, który przesądził o podjęciu wspomnianego tematu, był fakt, że dotychczas w obu krajach bardzo dokładnie zbadany został termin polityki historycznej, polityki pamięci itp., podobnie jak rozwój i zmiana podejścia do historii na przestrzeni lat zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Niejednokrotnie próbowano wyznaczyć granicę pomiędzy polityką historyczną i wykorzystywaniem historii w celach politycznych oraz ustalić, w którym momencie nie ma już mowy o polityce historycznej, a ma się do czynienia z propagandą. Zauważono, że nie powstała jeszcze publikacja, która badałaby politykę historyczną w sposób, jaki przedstawiony jest w niniejszej dysertacji. Zamiarem autorki jest włączenie się z nowym spojrzeniem w dyskusję na temat tejże polityki.
Zainteresowanie autorki pracy niniejszym tematem wynika przede wszystkim ze "zdobytej" podczas dwuletniego pobytu w Niemczech wrażliwości na tematy dotyczące przeszłości i stosunku poprzez jej pryzmat do przyszłości, podejścia młodych (choć nie tylko) Niemców do tego zagadnienia, obserwacji zmieniającego się społeczeństwa niemieckiego. Aspekty te nie pozostają i nie powinny pozostawać bez wpływu na poglądy Polaków, szczególnie decydentów, na tematy edukacji i polityki historycznej Polski. Zaobserwowano bowiem nie tylko brak szerszego zainteresowania w Niemczech (ale i w Polsce) tematami historycznymi, ale też - co gorsze - coraz większy brak wiedzy na te tematy. Może to w perspektywie najbliższych lat doprowadzić do reinterpretacji historii i jej zafałszowywania (świadomego bądź nieświadomego). Wynikająca z tych obserwacji niezgoda autorki na taki stan rzeczy skłoniła ją do "pochylenia się" nad tematem polityki historycznej poprzez próbę zbadania, jakie treści dotyczące historii przekazują najbardziej prominentne osoby w Polsce i w Niemczech. W obliczu obserwowanego coraz mniejszego zainteresowania przeszłością w społeczeństwach obu krajów, a także wśród polityków i w pewnym stopniu też naukowców, szczególnie młodych, zdecydowano się na zbadanie tego aspektu i wejście do kręgu osób, które w swojej dalszej pracy naukowej będą poświęcać się podobnym tematom. Uznano bowiem, że trzeba próbować tworzyć wskazówki dla decydentów dotyczące prowadzenia skutecznej polityki historycznej.
***
Podczas pracy nad niniejszą rozprawą autorce przyświecało kilka celów:
Zbadanie, czy i w jakim stopniu niemieccy i polscy prezydenci, premierzy bądź kanclerze i ministrowie spraw zagranicznych nawiązują w swych oficjalnych wystąpieniach do historii.
Zbadanie, do jakich wydarzeń historycznych w Niemczech i w Polsce oni nawiązują, a poprzez to ustalenie tego, jaką wiedzę przekazują obywatelom podatnym na ich wpływy.
Udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy przedstawione przez nich wydarzenia z historii ukazywane są w sposób obiektywny i zgodny z prawdą, a także czy i które wydarzenia są uwypuklane bądź pomijane.
Udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy politycy poprzez swoje publiczne wypowiedzi i publikacje uprawiają politykę historyczną.
Przebadanie ewolucji podejścia polityków do historii na przestrzeni lat 1989-2011 i zbadanie, jakie wydarzenia historyczne zyskują bądź tracą dla nich na znaczeniu.
Autorka postawiła w pracy trzy najważniejsze dla niej tezy:
Edukacja historyczna jest elementem polityki historycznej. Prowadzona w Niemczech i w Polsce edukacja historyczna różni się od siebie w wielu punktach, co udowodniły m.in. prace Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej rozpoczęte w latach siedemdziesiątych. Edukacja historyczna ma istotny wpływ na świadomość historyczną obywateli, a politycy poprzez publiczne wypowiedzi wpisują się w edukowanie społeczeństwa pod kątem historycznym, uprawiają więc w ten sposób politykę historyczną.
Politycy w swoich publicznych wypowiedziach, zależnie od okresu, za ważniejsze uznają pewne wydarzenia, które w przeszłości nie były tak istotne, i odwrotnie. Ewolucja taka jest bardziej widoczna w wypowiedziach niemieckich polityków niż polskich.
Polscy politycy częściej niż niemieccy nawiązują w swoich publicznych wypowiedziach do historii oraz uwypuklają inne wydarzenia z nią związane. Zarówno w Polsce, jak i w Niemczech podkreśla się chętniej wydarzenia pozytywne dla własnego narodu, ale z biegiem czasu łatwiej wspomina się i te przykre (dla Polaków na przykład Jedwabne). Z drugiej strony Niemcy coraz intensywniej próbują odejść od czarnej historii własnego narodu, kładąc nacisk na przykład na upamiętnianie własnych ofiar ("wypędzeni") czy na opór wobec nazizmu (zamach na Hitlera).
Postawione przez autorkę pytania badawcze brzmią: Czy politycy polscy i niemieccy nawiązywali w latach 1989-2011 do historii Polski, Niemiec lub historii polsko-niemieckiej, a jeżeli tak, to do jakich wydarzeń lub postaci? Jakie treści przekazywali, a jakie pomijali w swoich wystąpieniach publicznych, w których nawiązywali do historii?
***
Niniejsza rozprawa składa się z sześciu rozdziałów.
W pierwszym rozdziale przedstawione zostały próby wytłumaczenia pojęcia polityki historycznej, polityki pamięci i polityki przeszłości w języku polskim oraz ich odpowiedników w języku niemieckim. Zaprezentowano liczne podejścia do tego pojęcia oraz wniosek, że szczególnie w Polsce jest ono na tyle nowe, że nie istnieje jego "obiegowa" definicja i że jest ona jeszcze elementem procesu.
Rozdział drugi stanowi przedstawienie polityki historycznej jako zjawiska w Polsce i w Niemczech z perspektywy czasu, tj. rozwój tego zjawiska w obu krajach, jego ewolucję na przestrzeni lat, również w kontekście kształtowania się tożsamości w Polsce i przede wszystkim w Niemczech.
Rozdział trzeci przedstawia problematykę edukacji historycznej, a w jej ramach m.in. prace tak zwanej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej oraz projekt stworzenia wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do nauczania historii. Ważnym elementem tego rozdziału jest przedstawienie różnic w nauczaniu historii w obu krajach. Podręczniki szkolne nadal przekazują niepełne bądź po części błędne informacje, co z pewnością wpływa nie tylko na stan wiedzy społeczeństwa, ale i na jego świadomość oraz podejście do historii własnej i innych krajów.
W rozdziale czwartym wyjaśniony został sposób postępowania przy badaniach materiału empirycznego, jaki stanowią wybrane publiczne wystąpienia polskich i niemieckich polityków. W rozdziale tym przedstawiono materiał badawczy, wyjaśniono metodologię jego wyboru oraz sposób przeprowadzenia badania.
Część analityczną pracy stanowi analiza publicznych wystąpień wybranych polityków polskich i niemieckich, która przeprowadzona została pod kątem nawiązywania przez nich do wydarzeń z historii Polski, Niemiec lub obu tych krajów. Jest to najważniejsza część rozprawy i została zawarta w rozdziale piątym. Na podstawie tej analizy dokonane zostało w następnym rozdziale jej podsumowanie w postaci wypunktowanych wniosków, w których zawarto przemyślenia dotyczące podejmowania bądź niepodejmowania pewnych tematów przez polityków, informowania o nich w konkretny sposób, pomijania pewnych informacji itp.
Praca zakończona jest przypisami oraz informacją bibliograficzną.
Nie można żyć tylko historią, ale nie należy żyć bez historii.
Władysław Bartoszewski [2]
Polityka historyczna jest pojęciem obecnym w debacie publicznej w Polsce od kilku lat. Stosunkowo trudno jest sprecyzować dokładną datę jego wejścia w życie, podobnie jak niełatwo jest jednoznacznie podać jego znaczenie. Mimo to określenia "polityka historyczna" oraz "polityka wobec przeszłości" weszły na stałe do języka polskiego, podobnie jak wcześniej Geschichtspolitik oraz Vergangenheitspolitik do języka niemieckiego. Można domniemywać, że polskie określenie tego zjawiska jest dosłownym tłumaczeniem słowa Geschichtspolitik, jako że w rzeczywistości niemieckiej zjawisko pojawiło się nieco wcześniej. Według historyka Andreasa Mixa termin ten często występował w Niemczech pod koniec lat osiemdziesiątych w związku z tzw. sporem historyków (Historikerstreit) pomiędzy Christianem Meierem i Heinrichem Augustem Winklerem. Według niego to Marek A. Cichocki, historyk idei, przejął ten termin, wprowadzając go do języka polskiego [3].
Warto zauważyć, że w RFN rzadko używa się określenia "polityka historyczna" (Geschichtspolitik), mimo, a może właśnie dlatego, że pojęcia tego używano po II wojnie światowej. W dzisiejszych Niemczech częściej stosuje się sformułowania "kultura pamięci" (Erinnerungskultur) i "polityka pamięci" (Erinnerungspolitik). W szerszym znaczeniu mówi się o Vergangenheitsbewältigung, czego polskim odpowiednikiem jest stosunkowo często spotykane określenie "przezwyciężanie przeszłości" [4].
Jak zostało już wspomniane, pierwowzorem polskiego pojęcia był niemiecki termin Vergangenheitspolitik czy Geschichtspolitik. Pojęcie Vergangenheitspolitik wprowadzili do obiegu socjolog Claus Offe i historyk Norbert Frei. Frei określenia tego używał z konotacjami negatywnymi, odnosząc się do czasów Konrada Adenauera. Offe z kolei stosował je w badaniach społecznych. Choć naukowcy niemieccy nie stawiają na równych szalach pojęć Geschichtspolitik i Vergangenheitspolitik, to autorka niniejszej rozprawy na potrzeby pracy i ułatwienia zrozumienia problemu będzie posługiwać się nimi wymiennie [5].
Z językowego punktu widzenia określenie "polityka historyczna" jest kompilacją słów "polityka" oraz "historia". Właściwą definicję można więc próbować wyprowadzić od wyjaśnienia znaczenia dwóch części składowych. I tak, zgodnie ze "Słownikiem współczesnego języka polskiego" pod redakcją Bogusława Dunaja, "polityka" to "[...] ogół działań podejmowanych przez partię, zgrupowanie, pojedynczą osobę w celu zdobycia i utrzymania władzy w państwie, sposób realizacji tych celów [...] przemyślany przez kogoś sposób postępowania mający doprowadzić do osiągnięcia zamierzonego celu; taktyka, strategia [...]" [6]. "Historia" natomiast to "dziedzina wiedzy, która zajmuje się badaniem dziejów, analizuje prawidłowości rządzące procesem rozwoju [...], chronologiczny zapis wydarzeń [...], dzieje czegoś [...]" [7]. Już samo połączenie pojęcia "polityka", związanego z celowym, przemyślanym działaniem, z terminem "historia", należącym do obszaru neutralnego, podatnego z kolei na instrumentalizację, może sugerować, że w procesie tym chodzi o manipulację pamięcią bądź historią poprzez politykę lub dla politycznych celów.
To, co powyżej zostało powiedziane, pokazuje, że polityka historyczna prowadzona jest zarówno w Polsce, jak i w Niemczech. Ale nie jest to oczywiście domena wyłącznie tych dwóch krajów. Wręcz przeciwnie - polityka historyczna uprawiana jest również przez inne państwa, głównie europejskie, w których ma dłuższą tradycję aniżeli w Polsce. Zdecydowanie bardziej doświadczone są w tym zakresie właśnie Niemcy, Francja i Stany Zjednoczone. W ostatnich latach bardzo wyraźnie widoczna jest polityka historyczna prowadzona przez Federację Rosyjską. Z uwagi na temat rozprawy i jego obszerność autorka niniejszej pracy dokonuje porównania wyłącznie polityki historycznej prowadzonej w Polsce i w Niemczech.
Dochodząc do meritum, należy wyjaśnić samo pojęcie "polityka historyczna". Istnieje niewiele opracowań, w których pojęcie to zostało wyjaśnione. Nie obowiązuje również żadna oficjalna, powszechnie przyjęta definicja. Najtrafniejsza znaleziona została w encyklopedii internetowej Wikipedia, na którą jednak należy spojrzeć niejako przez palce, wiedząc, że encyklopedia ta tworzona jest nie tylko przez specjalistów różnych dziedzin, ale również m.in. studentów i uczniów, i mimo rzetelności w wielu wypadkach należy zachować "margines bezpieczeństwa". Mimo to przytoczona zostaje definicja określenia z tego źródła, mówiąca, że polityka historyczna to: "1. refleksja nad historią oraz jej interpretacja, dokonywana z uwzględnieniem aktualnej sytuacji politycznej danego kraju; 2. tendencja w polityce polegająca na uznawaniu wpływu historii na współczesne problemy polityczne oraz uwzględnianiu w bieżącej działalności i w budowaniu programów na przyszłość uwarunkowań historycznych; 3. kształtowanie świadomości historycznej społeczeństwa celem zjednoczenia go wokół danych programów politycznych. Przykładami stosowania polityki historycznej w praktyce jest wpływanie państwa na kształtowanie szkolnych programów nauczania historii, czy decyzje władz o doborze historycznych nazw dla ulic czy placów miejskich. W skrajnych przypadkach polityka historyczna przybiera postać manipulacji historycznej, mitologizacji, czy wprost fałszowania historii dla potrzeb politycznych" [8].
Autorka niniejszej rozprawy uznaje powyższą definicję za bardzo trafną, obejmującą wszystkie najważniejsze aspekty tego zjawiska. Ponieważ jednak pojęcie "polityka historyczna" jest stosunkowo nowe, nadal powstają próby własnej jego interpretacji, tworzone na podstawie doświadczenia i obycia z tematem. Poniżej przedstawionych zostanie parę z nich.
Wśród prekursorów wprowadzania pojęcia "polityka historyczna" do języka polskiego często wymienia się wspomnianego już Marka Cichockiego, niekiedy również Dariusza Gawina, obecnie wicedyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, którzy określani są mianem "historyków idei". Byli oni, podobnie jak m.in. Dariusz Karłowicz, członkami powstałego w 1996 roku Warszawskiego Klubu Krytyki Politycznej. Łączyła ich wspólnota pokoleniowa i towarzyska, hasła konserwatyzmu, republikanizmu, tradycji, pamięci i polskości. To Gawin i Karłowicz opublikowali pierwsze artykuły na temat polityki historycznej w dzienniku "Życie" w 2000 roku. Następnie dołączyli do nich członkowie krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej oraz Warszawskiego Centrum Europejskiego "Natolin" kierowanego przez M. Cichockiego. W podobnym kierunku poszedł Zdzisław Krasnodębski. To on jako jeden z pierwszych odwoływał się w swoich książkach do podstaw polityki historycznej, do których należą m.in. uznanie wychowawczego waloru rozliczeń z przeszłością komunistyczną dokonywanych w trakcie procesów sądowych oraz uznanie potrzeby kodyfikacji tej wizji przeszłości [9]. Do grupy tej, określanej przez niektórych jako "konserwatywni filozofowie i historycy idei", dołączany jest niekiedy także Tomasz Merta. Za rządów Prawa i Sprawiedliwości, a potem Platformy Obywatelskiej Tomasz Merta był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, odpowiedzialnym za opiekę nad muzeami, zabytkami i edukacją kulturalną. Warto zauważyć, że Marek Cichocki nie zgadza się z często powtarzaną tezą, jakoby był autorem pojęcia "polityka historyczna" bądź inicjatorem dyskusji. W artykule "Polityka historyczna za i przeciw" powiedział: "Nie przypisywałbym sobie jakiejkolwiek mocy sprawczej w dyskusji nad polityką historyczną. A jeśli, to tylko w takim zakresie, iż w 2000 roku razem z Dariuszem Karłowiczem napisaliśmy parę tekstów, że w Polsce nie ma żadnego miejsca, które upamiętniałoby, przechowywało i badało spuściznę pierwszej "Solidarności". Wydawało nam się to niezmiernie ważne, szczególnie w kontekście obchodów 20-lecia "Solidarności". Zwracaliśmy wtedy uwagę, że ten brak jest szczególnie niepokojący w sytuacji, kiedy w pamięci europejskiej umacnia się przekonanie, że decydującym wydarzeniem historycznym, jeśli chodzi o przełamanie porządku powojennego, było zburzenie muru berlińskiego" [10].
Marek Cichocki sformułował własną definicję polityki historycznej: "Polityka historyczna funkcjonuje w różnych krajach, i to dość odmiennie. W Polsce mówiło się o niej od jakiegoś czasu, a pod koniec lat dziewięćdziesiątych posługiwano się na przykład pojęciem dyplomacja kulturalna [...]. W polskiej sytuacji pojęcie polityka historyczna jest chyba wypadkową poszukiwań terminu wyrażającego pewne obecne dziś zjawisko. Z tego punktu widzenia zjawisko jest ważniejsze niż pojęcie. Gdybym jednak miał podać definicję, to abstrahując od wszelkich kontekstów poszczególnych państw, tradycji, a także dyskusji, powiedziałbym, że w moim rozumieniu jest to wzmocnienie publicznego dyskursu o przeszłości, tak wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz, poprzez różnego rodzaju formy instytucjonalizacji tego dyskursu. Ta instytucjonalizacja odbywa się na poziomie instytucji centralnych, państwowych, ale także na poziomie instytucji lokalnych - samorządowych, regionalnych. Takie rozumienie polityki historycznej przyjmuję na własny użytek" [11].
Dariusz Gawin twierdzi, że "polityka historyczna odnosi się przede wszystkim do spraw związanych z polityką zagraniczną. W największym skrócie można powiedzieć, że jest to posługiwanie się przez demokratyczne (ale nie tylko) społeczeństwa własnymi interpretacjami wydarzeń z przeszłości do osiągania - między innymi - bieżących celów politycznych. W sferze wewnętrznej jest to wizja miejsca pamięci historycznej w polityce, a w szerszym znaczeniu - w życiu publicznym" [12].
Oczywiście nie tylko wymienieni przeze mnie powyżej tzw. historycy idei próbowali zdefiniować to stosunkowo nowe, przynajmniej w Polsce, zjawisko. Również politycy i publicyści włączyli się do dyskusji, przedstawiając własne spojrzenie na tę sprawę. I tak na przykład Bogusław Sonik, poseł do Parlamentu Europejskego, uznał, że kreatywna polityka historyczna jest szeregiem działań, "które nie skupiają się jedynie na impulsywnym oddawaniu ciosów - jak w przypadku Centrum przeciwko Wypędzeniom. To przede wszystkim walka o prawdę historyczną, o miejsce Polski i Polaków w Europie" [13]. Dodał on również, że trzeba promować polską wizję wydarzeń historycznych, czyli polskiego punktu odniesienia do historii. Podążając za takim rozumieniem tego pojęcia, należy zastanowić się, czy uprawianie polityki historycznej nie doprowadzi do instrumentalnego i subiektywnego traktowania historii oraz gdzie są tego zjawiska granice.
Lech M. Nijakowski twierdzi, że za politykę pamięci można uznać wszelkiego rodzaju działania, które mogą być zarówno świadome, jak i nieświadome, intencjonalne oraz przypadkowe. Prowadzą one do ugruntowania się i wzmocnienia pamięci zbiorowej Polaków bądź do jej zmiany. Według niego politykę pamięci prowadzą wszyscy obywatele, na przykład poprzez publikowanie wspomnień dziadków, pisanie listów do gazet, zamieszczanie wypowiedzi na forach internetowych, branie udziału w obchodach rocznicowych itp. [14]
Nijakowski podaje jego zdaniem pełną definicję: "Polityka pamięci to wszelkie intencjonalne działania polityków i urzędników, mające formalną legitymizację, których celem jest utrwalenie, usunięcie lub redefinicja określonych treści pamięci społecznej. Państwowa polityka pamięci jest bliska pojęciu propagandy państwowej. Państwo poprzez swoje organy dążyłoby do takiej zmiany pamięci zbiorowej obywateli, aby wzmocnić swą legitymizację. Zakres propagandy zależy od ustroju (na przykład czy istnieje instytucja cenzury, czy pluralizm mediów), ale jej istota jest podobna. Propagandę prowadzą i demokratyczne rządy, i rządy autorytarne. Prowadzili ją zaborcy, rządy II Rzeczpospolitej, PRL, prowadzi się ją i obecnie. Stawką w tej grze jest władza, lojalność obywateli i ich mobilizacja do określonych działań. Propagandę można definiować w różny sposób, ale użyteczne jest jej postrzeganie jako procesu kontroli przepływu informacji, kierowania opinią publiczną i manipulowania wzorami zachowań. Państwowa polityka pamięci byłaby zatem propagandą jako procesem kontroli informacji pojawiających się w obiegu (na przykład walka z frazą "polskie obozy zagłady"; prawne ściganie kłamstwa oświęcimskiego; nadzór nad ramówką programową w mediach elektronicznych sprawdzanych przez dyspozycyjne zarządy), kierowania opinią publiczną i manipulowania wzorami zachowań obywateli za pomocą edukacji szkolnej i publicznych perswazyjnych przekazów (na przykład wskazywanie historycznego wroga narodu, który szkodzi nam nadal)" [15].
Historyk Klaus Schönhoven uznaje, że historia jest bronią w politycznej wojnie, która wykorzystuje uproszczenia i skróty. Broń ta wykorzystywana jest nie tylko przez reżimy autorytarne czy dyktatury, ale również społeczeństwa demokratyczne. Twierdzi on, że wspomnienia przeszłości napotykają w demokratycznych społeczeństwach różne doświadczenia pokoleniowe młodych i starych, sprzeczne ze sobą wyniki naukowych badań, a także grupy interesów, które walczą o wpływy. Nawet pluralistyczne społeczeństwa demokratyczne nie są uodpornione na manipulację opiniotwórców i decydentów ani na próby dopasowania się naukowców do politycznych konstelacji. Ale tak długo, jak istnieje scena publiczna, na której może rozgrywać się spór o różne interpretacje i na której nie panuje cenzura, historycy nie powinni stronić od wyzwań polityki historycznej. Scena ta wymusza bowiem skrupulatniejsze podejście do własnej pracy, ponieważ własne interpretacje i wyniki wystawione zostają na publiczną krytykę [16].
Bardzo dobrą definicję pojęcia i samego celu prowadzenia polityki historycznej podał Bartosz Jałowiecki: "Dla mnie polityka historyczna jest sztuką wyciągania wniosków z przeszłości - właściwych wniosków z przeszłości. Należy ją uprawiać po to, by nie powtarzać błędów kiedyś już popełnionych, by nie pozwolić na powtórzenie sytuacji, które kiedyś doprowadziły do tragedii" [17].
Według historyka Edgara Wolfruma badania nad polityką historyczną koncentrują się na pytaniach: "jak, poprzez kogo, jakimi środkami, w jakim celu i z jakim skutkiem doświadczenia z przeszłości stają się ważnym tematem i jak stają się one istotne politycznie" [18].
Podobny koncept przedstawił politolog Peter Reichel w opracowaniu "Politik mit der Erinnerung". Podobnie jak Wolfrum Reichel również łączył politykę pamięci z obszarem polityki, w którym "aktorzy" działając publicznie i symbolicznie, również z pomocą i użyciem symboli i rytuałów, konstruują obraz historii i pamięci, które z kolei służą budowaniu tożsamości i jej stabilizowaniu [19].
Heinrich August Winkler, historyk, uznał, że "polityka historyczna oznacza używanie historii w celach teraźniejszych [...]. Żadna siła polityczna nie zrezygnuje z próby podmurowania swojej pozycji poprzez historię" [20].
Polityka historyczna opiera się według politologa Johannesa Marxa na dwóch ważnych płaszczyznach. Pierwsza dotyczy wyboru konstruktorów polityki historycznej. Należy więc zastanowić się w tej perspektywie, jacy "aktorzy" zainteresowani są konstruowaniem konkretnych obrazów historii. Dalej - dlaczego "aktorzy" ci starają się rozwijać konkretne obrazy historii? Jakich narzędzi używają, żeby obrazy te konstruować? Z tymi pytaniami bardzo mocno związana jest druga płaszczyzna - adresatów tejże polityki. W tym wypadku nasuwa się pytanie - jak duże jest pole działania dla manipulacji poprzez obrazy historii? [21]
Niemiecki badacz Michael Kohlstruck tłumaczy funkcjonowanie polityki historycznej w następujący sposób: pewni polityczni "aktorzy" współdziałają z innymi "aktorami". Następnie próbują oni przy użyciu strategii pamięciowych zdobyć legitymizację dla własnych projektów politycznych. W tym celu wybierają oni na przykład konkretne doświadczenia historyczne, które następnie na własny sposób interpretują. Poprzez zakomunikowanie ich opinii publicznej stają się one powszechne. "Aktorami" tymi czy konstruktorami są elity gospodarcze i polityczne [22].
Thomas Noetzel uznaje, że "polityka historyczna określa [...] proces polityczny, który rozciągał się na około połowę dekady i który charakteryzował się dużą aprobatą społeczną, a wręcz był kolektywnie oczekiwany" [23].
Według Norberta Freia polityka historyczna jest konkretnym politycznym obejściem z przeszłością, a nie retoryką dotyczącą rozrachunku z przeszłością [24].
Historyk Peter Steinbach twierdził, że polityka historyczna celuje nie tylko w obraz przeszłości, ale chodzi w niej o władzę nad umysłami, o wpływanie na przyszłość. Polityka historyczna chce być filtrem dla historycznego postrzegania, bo tylko wtedy może powieść się wnikanie obrazów historii do głów i umysłów ludzi. Interesy polityczne mogą z pomocą wpływu i interpretacji polityki historycznej zostać przeforsowane. Pewne jest według Steinbacha to, że każdy spór historyczny zmienia obraz przeszłości w świadomości publicznej. Historia nie jest tylko przeszłą rzeczywistością, ale staje się wydarzeniem politycznym, o którego interpretacje toczą się spory, ponieważ może ono powodować zmiany w świadomości ludzi. Interpretowana historia wpływa na obraz, jaki ludzie mają o teraźniejszości, kształtuje ich system wartości, ich zrozumienie społeczeństwa, nawet ich wyobrażenie o przyszłości [25].
Claudia Fröhlich i Horst-Alfred Heinrich również zastanawiali się nad kwestią, czym jest polityka historyczna. Uznali, że nie ogranicza się ona tylko do dyskursu publicznego, a jest dużo bardziej całościowym konceptem, obejmującym zarówno działania polityczne, intencje współtworzących politykę, jak i przemiany ogólnospołeczne [26].
Wiedząc, co zawiera w sobie określenie "polityka historyczna", należy zastanowić się, jakie narzędzia używane są do jej realizacji.
Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik uważa, że każde państwo na świecie prowadzi politykę historyczną, przystosowaną oczywiście do konkretnej sytuacji i potrzeb. Przejawia się ona już w samym nauczaniu historii, finansowaniu badań naukowych nad przeszłością, świętowaniu rocznic ważnych zdarzeń dziejowych, stawianiu pomników bohaterom narodowym. Stąd Michnik wywodzi stwierdzenie, że nie można mówić o rozpoczynaniu prowadzenia takiej polityki w Polsce, a wyłącznie o zmianie w sposobie jej prowadzenia. Zmiana ta miałaby się przejawiać w nauczaniu innej wizji historii, oddawaniu czci innym bohaterom, budowaniu pomników ludziom do tej pory kontrowersyjnym, pielęgnowaniu innych rocznic narodowych [27].
Żądanie nowej polityki historycznej jest według Michnika postulatem skierowanym nie do historyków, ale do władz państwa. To one powinny promować nową koncepcję historii i ustalać prawdę o przeszłości. Bezsporne jest również, że polityka historyczna jest pewną formą selekcji przeszłości. Ci więc, którzy politykę historyczną tworzą, muszą mieć konkretną wizję historii, którą chcą upowszechniać [28].
Polityka historyczna to również tworzenie mniejszych i pozornie mniej istotnych inicjatyw, które mogą mieć paradoksalnie nawet większe znaczenie. Bo przecież i nauczanie w szkołach historii lub wiedzy o społeczeństwie, a więc przede wszystkim podręczniki i programy szkolne to forma docierania do społeczeństwa, poczynając od młodszych pokoleń. Według socjologa Lecha M. Nijakowskiego również działalność Ministerstwa Spraw Zagranicznych i placówek dyplomatycznych poza granicami kraju, skupiająca się także na prostowaniu informacji, które pojawiają się niekiedy w prasie zachodniej (na przykład o "polskich obozach koncentracyjnych"), czy na reagowaniu na szkalowanie Polski (na przykład poprzez projekcje antypolskich filmów), to ważne elementy składowe polityki historycznej. Idąc dalej, nie należy zapominać o wyborze instytucji i świąt państwowych. Nijakowski zauważa, że Jan Żaryn dodałby z pewnością w tym miejscu, iż "każdy dokonany wybór rocznic i sposób ich świętowania i upamiętniania jest już stosowaniem polityki historycznej" [29].
Dla Aleksandra Smolara, prezesa Fundacji im. Stefana Batorego, polityka historyczna to z kolei przede wszystkim kwestia edukacji oraz mass mediów, zwłaszcza sprawa funkcji mediów publicznych. Edukacja historyczna powinna odgrywać w nich istotną rolę. Następne miejsce w wyliczance zajmują oczywiście muzea, jako nowoczesne świątynie narodowej pamięci, a dalej różnego rodzaju odznaczenia za zasługi. Nie należy zapominać o nadawaniu nazw ulicom, placom, szkołom, stawianiu pomników i wmurowywaniu tablic pamiątkowych [30].
Warto zwrócić uwagę, że jednym z ważniejszych aspektów rządowej polityki historycznej są uroczystości rocznicowe. Zarówno święta państwowe, jak i obchody rocznicowe są tym rodzajem rytuałów upamiętniających, w ramach których w sposób szczególny ujawnia się ważność odniesień do tradycji narodowej w kształtowaniu się poczucia tożsamości zbiorowej. Takie symbole jak nazwa, emblematy, flagi, hymny, gmachy i pomniki oraz święta państwowe umożliwiają społeczeństwu potwierdzenie własnego istnienia. Symbole te zapewniają utrzymanie lojalności i poczucia solidarności obywateli, są czynnikiem integrującym i mobilizującym do ponoszenia ofiar na rzecz państwa [31].
W debacie nad istotą polityki historycznej pojawia się pytanie, kto tak naprawdę, o ile ktoś w ogóle, ma prawo ingerować w historię. Znaczna część historyków nie godzi się na łączenie historii z polityką. I tak na przykład Jerzy Holzer sformułował postulat, aby politycy zostawili przeszłość historykom - specjalistom od przeszłości. Innego zdania jest natomiast Zdzisław Krasnodębski, który twierdzi, że "historia nie jest tylko domeną historyków, a polityka historyczna nie jest tylko domeną polityków" [32]. Norman Davies twierdzi, że rolą historyka jest przede wszystkim zdobycie wiedzy. W drugiej kolejności jego obowiązkiem jest popularyzacja tej wiedzy. Trzecim zadaniem historyka jest, jak to nazwał Davies, rola poprawcza - "jeśli propaganda historyczna zawsze nam towarzyszy, a każdy system ma swój rodzaj tej propagandy, wtedy potrzebny jest ktoś, kto poprawia te tendencyjne asercje polityczne" [33].
Ogólnie można stwierdzić, że historycy są negatywnie nastawieni do ingerowania w historię, na przykład właśnie w formie uprawiania polityki historycznej. Do tej niechęci nawiązuje polityk, były eurodeputowany, członek partii PJN, Paweł Kowal, tłumacząc ją złymi doświadczeniami z PRL. Według niego trudno jest sobie wyobrazić uprawianie polityki historycznej bez udziału historyków. Przecież edukację historyczną, tworzenie muzeów i stawianie pomników poprzedza zawsze praca badawcza [34].
Rozważając asocjacje między polityką a historią, warto dodać za Nijakowskim, że elity polityczne mogą oddziaływać na politykę historyczną jedynie w pewnym stopniu. Mogą na przykład wpływać na tworzenie programów edukacyjnych (zwłaszcza w mediach) czy nauczanie historii własnego kraju w szkołach. Największy wpływ na świadomość historyczną ma jednak przede wszystkim rodzina i pamięć rodzinna, ale również kultura masowa i promowana przez nią skomercjonalizowana historia [35].
Według Klausa Schönhovena medialna inscenizacja przeszłości oraz polityczna instrumentalizacja historii nie zawsze podążają za postulatem wyjaśniania historii. Poszczególne osoby, grupy i instytucje konkurują ze sobą o interpretację przeszłości. W politykę historyczną, twierdzi Schönhoven, włączają się nie tylko publicyści i politycy, ale również historycy, których obszary badawcze często wchodzą w polityczną przestrzeń. Dodaje on, że nawet naukowcy nie podążają za absolutną prawdą. Każdy człowiek bowiem kieruje się w swoich działaniach osobistymi wartościami i wyobrażeniami oraz żyje w związkach społecznych. Szczególnie w przypadku znawców historii współczesnej ma się do czynienia z nieuniknioną bliskością nauki z publicystyką i polityką. Według Schönhovena nawet jeżeli między naukowymi standardami historyków i publicznymi interesami znajduje się przepaść, to i tak historycy nie powinni pozostawiać polityki historycznej tylko publicystom i politykom [36].
W uprawianiu polityki historycznej, oprócz niebezpieczeństwa przerodzenia się jej w propagandę, widać jeszcze inne zagrożenie - używanie dawnych wydarzeń w bieżącej argumentacji. Wiąże się to bowiem z przenoszeniem na nie dzisiejszych standardów. Janusz A. Majcherek podaje przykład takiej sytuacji w postaci roszczeń niemieckich "wypędzonych", którzy odwołują się do współczesnych standardów praw człowieka. Z takiego punktu widzenia rzeczywiście byli oni ofiarami typowych czystek etnicznych. Trudno jest wobec takiej postawy przebić się z przywoływaniem ustaleń poczdamskich bądź wcześniejszych wypędzeń dokonywanych przez Niemców podczas okupacji. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, było to złem, a Polacy obciążani zostają współodpowiedzialnością [37].
Najcięższym zarzutem stawianym polityce historycznej jest rzekome odgórne narzucanie przez nią schematów i wprowadzanie dyktatu jednolitej i jedynej interpretacji historii, która wyklucza wszelki dyskurs na tzw. tematy drażliwe. Prowadzić to może do powstania narodowych tematów tabu [38]. Selekcja pamięci i historii, która miałaby być udziałem polityki historycznej, jest jednak według A. Leszczyńskiego czymś pozytywnym, wbrew temu, co twierdzą zwolennicy "patriotyzmu krytycznego". Twierdzi on, że eksponowanie w polskiej historii tego, co było złe (na przykład polskie zbiorowe winy wobec sąsiadów, przypadki kolaboracji w czasie wojny, zaangażowanie wielu Polaków w komunizm i powojenne represje), niszczy pamięć historyczną, a więc i wspólnotę [39].
Według T. Merty historię krytyczną można tylko na tyle usprawiedliwiać, na ile służy ona do "zrównoważonego obrazu przeszłości, w którym we właściwy sposób zostaną wyważone proporcje pomiędzy tym, co szlachetne, i tym, co haniebne" [40]. Kto jednak miałby wyznaczać tę "zrównoważoną" interpretację przeszłości, jaka instytucja albo jakie osoby? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi.
Nijakowski dodaje, że biorąc pod uwagę, iż pamięć autobiograficzna cechuje się naturalnym zapominaniem o niektórych kwestiach, wspomnieniach, również przypominaniem sobie wydarzeń, które nigdy się nie zdarzyły (syndrom fałszywej pamięci), trzeba bardzo dokładnie przemyśleć, w jaki sposób powinna być prowadzona polityka historyczna, aby mogła być nie tylko zrozumiana przez społeczeństwo, ale również przez nie zaakceptowana. Rekonstruując własną przeszłość, często wypełniamy luki treściami zgodnymi z naszymi teoriami bądź pewne wspomnienia zniekształcamy. Działając w ten sposób, umysł stara się utrzymać pozytywne przekonanie osoby na swój temat. Bywa więc, że będąc sprawcą na przykład jakiejś zbrodni, rzeczywiście nie pamiętamy, że jej dokonaliśmy. Nijakowski dodaje, że na opowieści o przeszłości wpływają zasłyszane, przeczytane i obejrzane relacje i fabuły fikcyjne. Oczywiście również wiek wpływa na sposób percepcji świata. Ponieważ zdarzenia przyjemne w życiu zdarzają się najczęściej między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, a smutne czy traumatyczne są w miarę starzenia się coraz częstsze, to widoczna jest tendencja do idealizowania czasów własnej młodości [41]. Tylko będąc świadomymi tych faktów, możemy odnieść sukces w prowadzeniu polityki pamięci.
Francuski socjolog Maurice Halbwachs jest zdania, że pamięć społeczna funkcjonuje przez określony czas - zaledwie przez trzy pokolenia. I tak o ile pamiętamy przeżycia naszych dziadków, o tyle pradziadków już raczej nie [42]. Z aspektem tym związany jest w sposób pośredni problem wymiany pokoleń. Stanowi ona ogromne wyzwanie dla polityki pamięci: młodych ludzi trzeba zapoznać z przeszłością narodu i rozbudzić w nich przywiązanie do grupy, z drugiej jednak strony starsze pokolenia są naturalnym źródłem ich wiedzy o historii państwa i rodziny, które należałoby wykorzystać [43].
Dla Klausa Schönhovena celem polityki historycznej jest uprawianie polityki poprzez historię. Uznaje on, że przeszłość może służyć różnym celom - może być na przykład używana do legitymizowania lub podważania politycznych decyzji, a nawet przedstawiania w złym świetle przeciwnika politycznego. Doświadczenia przeszłości wpływają więc nie tylko na współczesne osobiste decyzje czy osądy, ale dodatkowo służą jako pomoc przy formułowaniu oczekiwań politycznych na przyszłość. Niekiedy okazuje się, że treści indywidualnej pamięci i wyniki badań historycznych się ze sobą nie pokrywają. Ma to miejsce szczególnie wtedy, gdy dotknięte zostają prywatne uczucia i rodzinna solidarność, gdy osobisty bagaż pamięci skonfrontowany zostaje ze stanem faktycznym. Schönhoven uważa dodatkowo, że interpretacja i zawłaszczanie historii są ważną częścią składową społeczeństw. Historia jest bowiem inscenizowana na przykład w muzeach i w mediach oraz ideologicznie instrumentalizowana w codziennej polityce. W Niemczech liczba muzeów historycznych nieustannie wzrasta, a wraz z nimi liczba wystaw. Historia jest bronią w politycznym boju o opinie [44].
Aleksander Smolar twierdzi, że w badaniach nad polityką historyczną koniecznie trzeba uwzględniać punkt widzenia sąsiadów. Wzbogaca on bowiem i obiektywizuje naszą wiedzę, sprawia, że w bardziej wszechstronny sposób poznajemy przeszłość [45].
Jest sprawą oczywistą, że dobrze prowadzona polityka historyczna musi wykorzystywać takie narzędzia, jak wystawy, muzea, galerie, a także adaptacje filmowe tworzone na szeroką skalę, których udział należałoby zwiększyć. Wspieranie finansowe takich przedsięwzięć to bardzo ważny argument. Powinno powstać zdecydowanie więcej takich produkcji, jak film "Katyń" w reżyserii Andrzeja Wajdy, który jakiś czas temu wszedł do kin również w Niemczech [46] (a po tzw. katastrofie smoleńskiej 10.04.2010 roku został pokazany w telewizji rosyjskiej).
Paweł Machcewicz, historyk, twierdzi, że politycy powinni stworzyć historykom odpowiednie warunki pracy, wspomagając finansowanie prowadzonych przez nich badań naukowych, tworzonych publikacji itp. Powinni dysponować również przynajmniej podstawową wiedzą na temat wyników badań historyków. Ale w żadnym wypadku politycy nie powinni formułować wobec historyków oczekiwań co do wyników badań [47].
Jednak polityka historyczna nie powinna być wyłączną domeną państwa. Potrzebne jest wsparcie dla programów, instytucji i stowarzyszeń publicznych oraz niezależnych, które dokumentują i popularyzują historię i kulturę [48].
Według Jarosława Kaczyńskiego do promowania jednej polityki historycznej konieczne jest stworzenie podstawowego, niezbędnego zasobu wiadomości, który miałby być przekazywany wszystkim. Bez wspólnego korpusu wiedzy historycznej nie uda się bowiem zbudować świadomości narodowej [49].
Zdaniem historyk Katrin Steffen przedstawiciele polityki historycznej mają jasny program: polityka historyczna powinna walczyć z erozją pamięci zbiorowej, utrzymywać zainteresowanie historią i pobudzać tożsamość [50].
Politolog Birgit Schwelling twierdzi, że działania prowadzone w ramach polityki historycznej, takie jak organizacja obchodów rocznicowych, stawianie pomników i otwieranie muzeów, nie są w stanie mobilizować dużej rzeszy obywateli, i co ważniejsze, "nie trafiają" do młodych pokoleń. Dlatego istotne są i inne, bardziej nowoczesne działania, takie jak tworzenie komiksów o ważnych wydarzeniach historycznych, utworów rockowych i alternatywnych, których teksty opiewają bohaterów itp. Do tej formy prowadzenia innowacyjnej polityki pamięci zaliczyć należy również odtwarzanie wielkich bitew przez pasjonatów historii. Birgit Schwelling uznała, że związki weteranów, które są wspólnotami tworzącymi tożsamość, a więc i wspólnoty pamięci, biorą aktywny udział w konstrukcji pamięci o wojnie. Współtworzyły one według niej m.in. kulturę polityczną w RFN w pierwszych latach po wojnie, a co za tym idzie, instrumentalizowały historię, aby przeforsować własne interesy. Dodaje ona jednak, że wspólnie przeżyta historia była i jest spoiwem dla społeczeństwa i służy jednocześnie konstruowaniu tożsamości zbiorowej [51].
Z przytoczonych powyżej informacji wynika, że o ile zagadnienie polityki historycznej zostało przez polskich i niemieckich naukowców dogłębnie zbadane, o tyle nie została sformułowana i przyjęta jedna definicja pojęcia "polityka historyczna". W obszarze języka niemieckiego istnieją co prawda pewne przyjęte tłumaczenia tego terminu - naukowcy w zasadzie powtarzają wyjaśnienia już istniejące. Z kolei w obszarze języka polskiego nie doszło jeszcze do wyartykułowania jednego spójnego wyjaśnienia tego zagadnienia. Naukowcy polscy podchodzą do niego trochę odmiennie, często się uzupełniają. Dlatego autorka rozprawy przedstawia własną definicję pojęcia, którą przyjmuje dla dalszej części pracy. Brzmi ona: Polityka historyczna to element polityki wewnętrznej lub zewnętrznej państwa. Skierowana "wewnątrz", w stronę własnego społeczeństwa, ma na celu wpływanie na stan wiedzy, wzmocnienie świadomości i tożsamości społeczeństwa, poczucia wspólnoty narodowej itp. W skrajnych przypadkach wykorzystywana jest w celach partykularnych, politycznych. Polityka historyczna skierowana "na zewnątrz" ma na celu przede wszystkim tworzenie konkretnego wizerunku kraju poza jego granicami. Instrumentami polityki historycznej są m.in.: obchodzenie konkretnych rocznic, tworzenie muzeów i miejsc pamięci, zmiana nazewnictwa ulic, wpływanie na programy nauczania, wystąpienia publiczne - wszystkie one przekazują konkretną, nie zawsze prawdziwą i pełną wiedzę historyczną. Polityka historyczna państwa powinna być wspierana przez wszystkie instytucje państwowe oraz media, think-tanki itp.