#Polish beauty. Przewodnik naturalnego piękna dla Polek - Marta Krupińska

-
Proszę czekać

Przewodnik naturalnego piękna dla Polek

Kolejna książka o pielęgnacji? Tak reagowałam, gdy na moje biurko szefowej działu urody ELLE trafiały coraz to nowe poradniki o sekretach piękna kobiet z rozmaitych zakątków świata. Brakowało mi jednak takiego przewodnika dla Polek, "szytego na miarę", stworzonego z myślą o ich rzeczywistych potrzebach i problemach.

Inspiracją do powstania tej książki stały się też moje rozmowy i wywiady z dermatologami i kosmetologami, którzy nie zawsze podzielali zachwyt nad zagranicznymi nowościami i trendami pielęgnacyjnymi lansowanymi w mediach społecznościowych.

J-beauty, K-beauty, francuska nonszalancja, australijski luz - to tylko niektóre z nich. Jednak to, co pochodzi z daleka, wydaje się egzotyczne i ładnie wygląda na Instagramie, niekoniecznie sprawdza się w rzeczywistości. Czasem może nawet bardziej nam zaszkodzić, niż pomóc.

Razem z najlepszymi polskimi ekspertkami od urody wzięłam pod lupę najbardziej popularne praktyki pielęgnacyjne i "cudowne składniki" z różnych stron świata. Przeprowadziłam śledztwo, na ile sprawdzają się one na polskim gruncie. Podpowiem ci, co powinno się znaleźć w twojej kosmetyczce, a z czego możesz bez wyrzutów sumienia zrezygnować. Zdradzę, jak w dziesięć minut zrobić make-up no make-up, który podkreśli twoje naturalne atuty, bez teatralnych sztucznych rzęs, tipsów i hebanowej opalenizny rodem z solarium. Z tej książki dowiesz się, jak świadomie kupować kosmetyki i na co zwracać uwagę w ich składzie, jednocześnie nie szkodząc środowisku. Poznasz też patenty na zdrowie i urodę Polek, dla których kosmetyki to praca i pasja jednocześnie. To urodzone ambasadorki "Polish beauty" - naturalne, zadbane, spełnione kobiety. Pełne energii, zarażające optymizmem, które kochają siebie i świat dookoła. I w tym tkwi ich piękno. Do tego samego namawiam ciebie. Dołącz do społeczności "Polish beauty". Bądź sobą i bądź piękna.

Marta Krupińska

Jestem szefową działu urody ELLE i ELLE MAN. Wcześniej pisałam między innymi dla "Wysokich Obcasów" i "Viva! Moda". Testuję dziesiątki kosmetyków, a znajomi żartują, że moje mieszkanie zmieniło się w drogerię. Chciałabym być kosmetyczną minimalistką, ale chyba uda mi się to dopiero w następnym wcieleniu. Mam słabość do brokatu, kadzidlanych perfum i kredek do brwi.

Kocham podróże, ale najlepiej czuję się na warszawskim Mokotowie. Szybko mówię i chodzę, dużo czytam, słucham i oglądam. Żałuję, że nie urodziłam się w latach siedemdziesiątych. Z natury jestem choleryczką, próbuję być zen, wyginając się w asanach.

Ekspertki #polishbeauty

Anna Grela

Kosmetolożka z dwudziestopięcioletnim doświadczeniem zawodowym. Wiedzy i inspiracji szuka, studiując tradycyjną kosmetykę, kosmetologię i medycynę naturalną. Zwolenniczka holistycznego podejścia i terapii manualnych z wykorzystaniem naturalnych kosmetyków. Podczas warsztatów i konsultacji uczy kobiety, jak dbać o skórę na każdym etapie życia. Pracę wzbogaca doświadczeniami wyniesionymi z praktyki jogi, medytacji, holistycznej pracy z ciałem i zdrowego odżywiania. @warsztatpiekna

Wioletta Kaniewska

Absolwentka Wydziału Farmacji Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Kosmetolożka, od lat związana z laseroterapią. Nie mogą jej ominąć nowości z chemii i technologii produkcji kosmetyków. Szkoleniowiec, autorka i współautorka licznych artykułów z branży beauty. Szuka balansu między hi-tech a naturą. Właścicielka niezliczonych zaawansowanych technologicznie kremów z kwasami oraz naturalnych peelingów do ciała. @wiolakaniewska

Iwona Radziejewska-Choma

Flebolożka, lekarz medycyny estetycznej. W roku 2002 ukończyła Warszawską Akademię Medyczną. Jako jedna z 96 lekarzy w Polsce posiada certyfikat potwierdzający jej kwalifikacje w zakresie medycyny estetycznej nadawany i honorowany przez Polskie Towarzystwo Lekarskie i Międzynarodowe Stowarzyszenie Medycyny Estetycznej w Paryżu. W 2012 roku uzyskała tytuł specjalisty medycyny przeciwstarzeniowej. Od 2014 roku prowadzi własną klinikę Saska Clinic. @saska_clinic_dr_radziejewska

Sylwia Rakowska

Makijażystka. Pracuje przy kampaniach reklamowych i sesjach fotograficznych dla najważniejszych magazynów. Dba o wizerunek polskich gwiazd, między innymi Ewy Chodakowskiej, Weroniki Książkiewicz, Katarzyny Sokołowskiej i Danuty Stenki. Zwolenniczka naturalnego piękna i minimalistycznego makijażu. Inicjatorka instagramowej akcji #twarztoniepisanka. @sylwiarakowskamakeup

Made in Korea

Naszą przygodę z zagranicznymi trendami zacznijmy od Korei. To zdecydowanie najmodniejszy kierunek w branży beauty. Kobiety na całym świecie oszalały na punkcie koreańskiej pielęgnacji. Palec pod budkę, kto nie ma w kosmetyczce choćby jednego kremu BB. Ja noszę go zawsze w torebce. To dla mnie świetna alternatywa dla podkładów, bo nie lubię uczucia "tapety" na twarzy. Kremy BB są lżejsze, mniej kryjące i nie wywołują efektu maski.

To właśnie od nich parę lat temu zaczął się boom na K-beauty. Jednak mało kto wie, że tak zwany blemish balm lub beauty balm to wynalazek europejski, i do tego wcale nienowy - ma już prawie sześćdziesiąt lat. Pierwszy tego typu produkt stworzyła w latach sześćdziesiątych XX wieku niemiecka dermatolog dr Christine Schrammek z myślą o pacjentach po zabiegach laserowych. Kremy te miały przyspieszać regenerację skóry, łagodzić podrażnienia i redukować zaczerwienienia.

BB i spółka

Ale to właśnie Koreankom zawdzięczamy renesans kremów BB. Trudno o lepszą rekomendację. W całej Azji, a zwłaszcza w Korei, kobiety mają obsesję na punkcie idealnie gładkiej, jasnej, nieskazitelnej cery. Dlatego na potęgę nawilżają skórę i zabezpieczają ją przed słońcem - przez okrągły rok, od rana do wieczora. Dzięki zawartości składników nawilżających oraz filtrów chroniących przed szkodliwym promieniowaniem UV krem BB sprawdza się w obu tych zadaniach, jednocześnie maskuje drobne niedoskonałości, na przykład rozszerzone pory, a także delikatnie matuje i reguluje wydzielanie sebum, dając efekt baby face - młodzieńczej, naturalnie promiennej, zdrowej i zadbanej cery.

Po BB przyszła moda na podkłady cushion (wsączone w gąbkę i nakładane poduszeczką), maski w płachtach i egzotyczne składniki kremów, ze śluzem ślimaka na czele. Oraz last but not least: koreański rytuał 10 kroków. Zaczyna się od dogłębnego oczyszczenia skóry, które składa się z trzech etapów: demakijażu (najczęściej z użyciem olejku), umycia twarzy (żelem lub pianką, które zmywa się wodą) i peelingu. Co dalej? Tonik, esencja, serum, maska w płachcie, krem pod oczy, krem do twarzy i ochrona przeciwsłoneczna. Sporo tego. W drogeriach pojawiły się więc nawet osobne działy z produktami K-beauty. Koreańska pielęgnacja podbiła też media społecznościowe. Nic dziwnego - designerskie kosmetyki "made in Korea" w bajecznie kolorowych opakowaniach są gadżeciarskie, fotogeniczne i "Instagram-friendly". Ale czy również "skin-friendly"?

"To, co rzeczywiście warto zapożyczyć od Koreanek, to demakijaż, oczyszczanie i ochrona przeciwsłoneczna - mówi Anna Grela, kosmetolożka i założycielka sklepu internetowego z naturalnymi kosmetykami Warsztat Piękna. Jednak nie u każdej z nas sprawdzi się azjatycki sposób dbania o skórę. - Od wielu klientek słyszę, że nie miały problemów z cerą, dopóki nie zaczęły stosować koreańskiej pielęgnacji. Trzeba pamiętać, że nie wszystkie kosmetyki rodem z Azji są świetnej jakości i niekoniecznie odpowiadają naszym europejskim cerom".

Pielęgnacja po polsku

Co zatem powinno się znaleźć na #shelfie Polki? Zacznijmy od podstaw.

Po pierwsze, oczyszczanie

"To podstawa codziennej pielęgnacji. Nawet jeśli wracasz po całonocnej imprezie, bezwzględnie usuń makijaż, bo on bardzo zatyka pory skóry" - tłumaczy Iwona Radziejewska-Choma.

Wieloetapowe oczyszczanie nie polega jednak na tym, żeby skórę maksymalnie odtłuścić. Po demakijażu powinna mieć ładny kolor i być miękka, bez uczucia ściągnięcia, napięcia czy pieczenia. Zdaniem Anny Greli Polki często oczyszczają twarz niewłaściwymi preparatami, zbyt mało starannie lub wręcz przeciwnie, zbyt katując skórę. "Używamy za dużo kosmetyków i do tego źle dobranych. Gdy nasza cera ma skłonność do przetłuszczania się, to na półce mamy wyłącznie kosmetyki matujące, wysuszające, przeciwzapalne. W ten sposób niszczymy naturalną barierę ochronną skóry, przez co traci ona odporność i zaczyna reagować alergicznie. Z kolei przy cerze wrażliwej boimy się, że wszystko jej zaszkodzi, i skupiamy się na kamuflażu, ukrywaniu zaczerwienień".

Efekt? "Sucha jak wiór skóra, zapchane pory i problemy z podrażnieniami, zaskórnikami i trądzikiem" - wyjaśnia Anna Grela. Jej zdaniem staranne oczyszczenie twarzy jest dużo ważniejsze niż stosowanie kremu nawilżającego. Z prostej przyczyny: jeśli najcudowniejszy, najbogatszy w składniki aktywne krem nałożysz na nieoczyszczoną skórę, i tak nie będzie skuteczny.

Czysta sprawa z olejem

Od produktów do oczyszczania twarzy, pod którymi uginają się półki w drogeriach, można dostać zawrotu głowy. Do wyboru mamy żele, mleczka, śmietanki, pianki, emulsje, musy i olejki myjące. Te ostatnie, oparte na naturalnych olejach, stanowią podstawę demakijażu Koreanek i robią międzynarodową karierę. W swojej ofercie ma je również coraz więcej polskich marek. Ale czy równie dobrze sprawdzą się na skórze Polek?

Tak, zwłaszcza jeśli masz cerę suchą, wrażliwą lub atopową. Olejki i oliwki myjące nie będą podrażniać i wysuszać skóry, pomogą też odbudować jej warstwę hydrolipidową - naturalny płaszcz ochronny, który zabezpiecza naskórek przed wysychaniem i szkodliwymi czynnikami z zewnątrz: wiatrem, zimnem, smogiem. A przy tym skutecznie rozprawią się nawet z wodoodpornym tuszem do rzęs. "Olej rozpuszcza tłuszcz i zanieczyszczenia. Powinien jednak być hydrofilny, czyli w kontakcie z wodą tworzyć emulsję - wtedy rzeczywiście będzie usuwał makijaż" - potwierdza Iwona Radziejewska-Choma.

Jeśli decydujesz się na olejowe oczyszczanie, weź przykład z Koreanek i oprócz olejku przynajmniej raz dziennie zastosuj produkt zmywany wodą, na przykład żel, który usunie resztki oleju i rozpuści zatykające pory sebum. "Zatkanie porów, zwłaszcza przy skórze wrażliwej lub naczyniowej, będzie stymulowało stan zapalny, powstawanie zaskórników i uszkadzanie kolejnych naczynek" - tłumaczy ekspertka.

Do tematu olejków i tego, jakie wybierać, powrócimy wkrótce przy okazji olejowej odnowy.

Cel na micele

Zanim przyzwyczaiłam się do olejowego demakijażu z "poślizgiem", przez lata byłam wierna płynom micelarnym. Dzięki temu, że są lekkie jak woda i nie zostawiają żadnych śladów na skórze, to ulubiony produkt makijażystek gwiazd. Znajdziesz je też w każdym gabinecie dermatologicznym. Tajemnica ich sukcesu tkwi w mikroskopijnych cząsteczkach, micelach, które działają jak magnes - przyciągają i wchłaniają nadmiar sebum, resztki makijażu i wszelkie zanieczyszczenia.

Ale uwaga. "Micele zostają na skórze i przyczepiają się jak rzep do naszych gruczołów łojowych, komórek naskórka oraz cementu międzykomórkowego, który go spaja. Naturalne sebum na powierzchni skóry też potraktują jak zanieczyszczenie. W rezultacie mogą więc wysuszać" - ostrzega kosmetolożka Wioletta Kaniewska. Aby tego uniknąć, po oczyszczeniu twarzy płynem micelarnym przemyj ją wodą zwykłą lub termalną albo tonikiem. Tak samo z mleczkiem i śmietanką do demakijażu - zmyj ich resztki, aby nie pozostawiać na skórze tłustej warstwy i przywrócić prawidłowy poziom pH.

I pamiętaj: płyn micelarny to nie to samo co tonik. Nie stosuj tych produktów zamiennie. "Płyn micelarny ma za zadanie zmyć makijaż i zanieczyszczenia, a tonik tonizuje, to znaczy przywraca skórze naturalne pH, zwęża pory, zapobiega stanom zapalnym i przygotowuje twarz do przyjęcia kolejnych kosmetyków" - wyjaśnia Iwona Radziejewska-Choma. Dlatego po zastosowaniu płynu micelarnego koniecznie sięgnij po tonik.

Esencja natury

Tonik możesz zastąpić hydrolatami, czyli wodami roślinnymi zawierającymi naturalne ekstrakty i wyciągi z ziół, kwiatów i owoców. Sięga po nie coraz więcej Polek. Sama jestem ich fanką. Moim absolutnym faworytem są wody różane polskich marek kosmetyków naturalnych Make Me Bio i Ministerstwa Dobrego Mydła. Pięknie pachną, delikatnie łagodzą oraz pozostawiają skórę gładką i miękką. Lubię użyć wody różanej rano pod krem i w ciągu dnia do odświeżenia skóry. Spryskuję nią twarz i delikatnie wklepuję opuszkami palców.

"Hydrolaty zawierają naturalne kwasy, które obniżają pH. Odczyn pH skóry nie powinien przekraczać 5,5. Gdy zachowuje właściwy poziom, działa jak naturalna tarcza ochronna: hamuje rozwój bakterii i poprawia przenikanie kosmetyków do głębszych warstw skóry" - tłumaczy Iwona Radziejewska-Choma.