Rozdział 1
Pięć lat później...
Prywatny detektyw Dani Callahan przyniosła kubek do biurka i usiadła. Popijała kawę, patrząc na oprawione w brązową ramkę zdjęcie Tinsley. Jutro minie piąta rocznica zaginięcia córki, pięć nieznośnie długich lat. Trwa to już tak długo, że Dani zaczęła zapominać o niektórych najcenniejszych darach - wspomnieniach tego, jak córka się śmiała, jakie minki stroiła.
Fotografię zrobiono kilka dni przed zaginięciem. Pięciolatka ubrana jak księżniczka została wyrwana z życia matki, gdy wspólne zabawy stawały się coraz bardziej skomplikowane, a trzy ulubione słowa małej wydawały się brzmieć: "Spójrz na mnie!".
Drzwi się otworzyły, weszła asystentka Quinn Sullivan, niosąc spore pudełko.
- Cześć - powiedziała w drodze, położyła pudełko na biurku i zabrała się za zdejmowanie plecaka.
Dwudziestodwuletnia Quinn miała metr siedemdziesiąt, była wyższa od Dani o osiem centymetrów. Długie brązowe włosy czesała z przedziałkiem na środku. I nigdy się nie malowała. Miała proste, białe zęby oraz gęste brwi. Jeansy, które włożyła, były dziurawe, więc gdy usiadła, kolano wystawało jej jak wybielona słońcem kość na Saharze.
- Dzień dobry - przywitała się Dani. - Co masz w pudle?
- Babcia postanowiła zająć się malowaniem akwarelami, co oznacza konieczność posprzątania pokoju gościnnego. Nie byłam zadowolona, ale przypomniałam sobie, że mamy tu nieużywaną piwnicę, więc pomyślałam, że może nie miałabyś nic przeciwko, gdybym założyła tam pokój operacyjny? - Wskazała na drzwi prowadzące na dół do pełnego wilgoci pomieszczenia bez okien.
Dani uniosła brwi.
- Pokój operacyjny?
- Tak. Lubię rozmieszczać informacje, które zebrałam przez lata w sprawie Tinsley i innych, jak tej nastolatki, która ostatnio zaginęła. Widok tego wszystkiego naraz pomaga mi skupić się na celu.
- Nie miałam pojęcia, że przez cały ten czas zbierałaś informacje.
- Poważnie? Nawet zanim zabrałaś mnie na pierwszą obserwację, wiele godzin spędzałam, buszując w sieci. Jeśli nie byłam w bibliotece, siedziałam za biurkiem detektywa Whittona, zastanawiając się nad tą czy inną sprawą. Właściwie wtedy po raz pierwszy usłyszałam o Tinsley.
James Lee Whitton, detektyw z wydziału śledczego policji w Sacramento, był głównym śledczym w sprawie Tinsley. Zawsze słuchał Dani, gdy dzwoniła do niego z nowym tropem. Bez względu na to, ile razy informacje prowadziły donikąd, nadal traktował ją poważnie. Ufała mu.
- Jak poznałaś detektywa Whittona? - zapytała. - Zawsze zakładałam, że przez jego żonę Teresę, bo pracowała w liceum, do którego chodziłaś.
Quinn pokręciła głową.
- Nie poznałam jego żony. Kiedy mama odeszła, a tata zachorował, zadzwoniłam po taksówkę i zostałam zawieziona na komisariat. Cały ranek siedziałam w holu, aż detektyw Whitton zlitował się nade mną i zabrał do swojego gabinetu. Miałam szesnaście lat i byłam zdeterminowana, by znaleźć matkę. Nie chciałam uwierzyć, że odeszła bez słowa czy listu. - Zamyślona spojrzała w sufit. - Myślę, że miałam siedemnaście lat. Siedziałam obok niego, gdy poinformowano go o dziewczynce, która zaginęła w pierwszym dniu zerówki. Detektyw nie chciał mi o tym powiedzieć. Poderwał się z miejsca i wyszedł, ale zauważyłam, że w leżącym na blacie kalendarzu napisał "Tinsley Callahan".
Dani poczuła ucisk w piersi.
- Kilka miesięcy później - ciągnęła Quinn - przeprowadziłaś się na naszą ulicę i pamiętam, że uznałam to za przeznaczenie. Obie musiałyśmy kogoś odnaleźć, a co dwie głowy, to nie jedna. - Wzięła pudełko i spojrzała na Dani. - Zbliża się piąta rocznica uprowadzenia Tinsley. Mam dobre zdjęcie, które wydrukuję i rozdam, by ludzie nadal o niej pamiętali.
Quinn odeszła, nim Dani zdążyła odpowiedzieć.
Znów spojrzała na fotografię na biurku i westchnęła. Tinsley.
Trzy miesiące temu, przebywający w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Corcoran, Kyle Harmon przyznał się do porwania Tinsley. Jego twarz od tygodni pojawiała się na każdym możliwym kanale informacyjnym. Dani nie wierzyła, że pomogła mu przypadkowa kobieta, której nazwiska nie pamiętał. Mówił, że pochował dziewczynkę na pasie zieleni przy Bond Road w Elk Grove. Do tej pory nie odnaleziono ciała.
Przełożeni detektywa Whittona, prokuratorzy, sędziowie i nawet jej były mąż Matthew natychmiast mu uwierzyli. Byli przekonani, że Harmon, narkoman o skłonnościach do przemocy, jest winny porwania, a sprawiedliwości stało się zadość, gdy trafił za kraty. Harmon przyznał się do wszystkiego w celi, gdzie odsiadywał wyrok za zabicie człowieka podczas bójki w barze. Dani uważała, że przyznanie się do winy było wymuszone, stanowiło próbę ugody, by uniknąć dożywocia.
Wszyscy chcieli jednak zamknąć tę sprawę.
Ale Dani pragnęła czegoś więcej. Chciała odnaleźć córkę. Właśnie dlatego została detektywem. Okazało się, że była przyzwoitym śledczym. Choć nie znalazła Tinsley, udało jej się odnaleźć wiele innych dzieci.
Pomimo tego, że Kyle Harmon przyznał się do winy, śledztwo w sprawie jej córki nadal trwało. Jednak liczbę śledczych dawno temu zmniejszono z dwunastu do jednego, pozostawiając na posterunku tylko detektywa Whittona.
Z zamyślenia wyrwały ją kroki Quinn. Uniosła głowę i dostrzegła wóz transmisyjny stacji telewizyjnej Channel 10 News, który stanął po drugiej stronie ulicy.
Po zamieszaniu, jakie wywołał Harmon, Dani sądziła, że media zapomną o Tinsley, ale jutro przypadała piąta rocznica uprowadzenia córki. Pojawienie się telewizji było dobrą niespodzianką, ale rozmowy z dziennikarzami, w których starała się zachować optymizm, z roku na rok zaczęły odbijać się echem na jej psychice.
Quinn wyjrzała przez okno.
- Przyjechali, by porozmawiać o Tinsley, prawda?
- Chyba tak - odparła, z trudem przełykając ślinę. Choć miała szczęście, że telewizja interesowała się jej sprawą, bo zaginięcia większości dzieci nie były nagłaśniane, nagle dopadły ją silne emocje.
- Zajmę się nimi - powiedziała Quinn, jakby wyczuła niechęć koleżanki do rozmowy.
Quinn długimi, szybkimi krokami podeszła do drzwi.
Dani zastanawiała się, czy jej nie zatrzymać, ale ani drgnęła. Minął kolejny rok, a ona nadal nie miała pojęcia, kto mógł porwać jej córeczkę. Przez wszystkie te lata nic się nie zmieniło. Kiedy znikało dziecko, pierwsze pytania zawsze dotyczyły opieki i odwiedzin, ale przecież tworzyli z Matthew szczęśliwą rodzinę. Następnie pytano o krewnych, ale Dani była jedynaczką, a siostra Matthew mieszkała na Wschodzie i nie utrzymywali kontaktu. Pozostawało uprowadzenie przez nieznajomego, co było niesłychanie rzadkie.
A jeśli tak się stało, dlaczego właśnie Tinsley? To kolejne pytanie, które zarówno śledczy, jak i Dani powtarzali w kółko. Ktoś zadał sobie trud, by ubrać się jak matka i pójść do szkoły, co stanowiło spore ryzyko przy tylu świadkach i kamerach. Kto miałby zrobić coś takiego?
Następne pytanie dotyczyło potencjalnych wrogów Dani. Ludzi, którzy pragnęli jej cierpienia. Ile nocy przez ostatnie pięć lat spędziła, patrząc w mrok i próbując przypomnieć sobie, czy wkurzyła kolegę, współpracownika, znajomego, czy jakiegoś zupełnie obcego człowieka.
Ale nikt taki nie przyszedł jej do głowy.
Dani nie przysparzała sobie wrogów.
Nie była idealna. Jak większość ludzi, miewała kiepskie dni. Płakała z frustracji. Ale nigdy nie krzyczała ani nie przeklinała. Nie rozumiała drogowej złości, nigdy niczym nie rzuciła. Nie leżało to w jej naturze.
A przynajmniej kiedyś.
Ostatnio bywała niespokojna, roztrzęsiona, a nawet wrogo nastawiona. Czasami, nawet przy niewielkim zdenerwowaniu, mimowolnie zaciskała dłonie. Zmiany następowały powoli. Na początku stres sprawiał, że przyspieszało jej serce. Z czasem jednak frustracja przechodziła w gniew.
A ten stał się jej przyjacielem.
Nie zawsze dobrym, ale jednak przyjacielem. Trwał przy niej i chronił. Przeważnie odczuwała fizyczne i psychiczne zmiany, gdy żyłami płynęła adrenalina, wpływając na jej narządy, procesy trawienne, nastrój. Tętno przyspieszało, wzrastało ciśnienie krwi, aż czuła niesamowite ciepło. Oddech stawał się płytki, żołądek kurczył. Spocona i roztrzęsiona zastanawiała się, czy czasem nie zmienia się w Hulka.
I cieszyła się, bo złość była o wiele lepsza niż ból.
Zobaczyła przez okno, że ekipa telewizyjna rozstawia sprzęt. Quinn podeszła do kobiety w garsonce, która trzymała mikrofon i wydawała polecenia.
Zaczęła z nią rozmawiać, a kiedy skończyła mówić, dziennikarka dała znać ekipie, nakłaniając kamerzystę, by do niej podbiegł.
Dani nacisnęła przycisk na pilocie, który znalazła w szufladzie, by włączyć zamontowany na ścianie telewizor. Włączyła Channel 10 News. Po przerwie na reklamę na ekranie pojawiła się siedząca za biurkiem prezenterka. Mówiła o uprowadzeniu Tinsley, informując widzów o tym, co wydarzyło się pięć lat temu. Następnie oddała głos dziennikarce Abby Moretti, która miała dokonać aktualizacji na żywo.
- Dzień dobry - przywitała się Moretti, trzymając mikrofon blisko podbródka. - Stoję naprzeciwko biura Dani Callahan w Sacramento. Po zaginięciu pięcioletniej Tinsley Callahan jej mama poświęciła niemal każdą godzinę swojego życia na poszukiwania jedynego dziecka. Kiedy miesiąc po miesiącu nie pojawiały się żadne odpowiedzi, Dani została prywatnym detektywem. W tej chwili pomaga innym odnaleźć bliskich, jednak nadal stara się odszukać córeczkę. - Kamerzysta przesunął się, pokazując Quinn. - Rozmawiałam z asystentką Dani Callahan, panią Quinn Sullivan, o zniknięciu małej Tinsley. Pięć lat temu uprowadzenie dziewczynki przykuło uwagę całego świata. Pani Sullivan, co może nam pani powiedzieć o Dani Callahan? Jak to znosi?
- Jest teraz tak samo załamana jak pięć lat temu, gdy uprowadzono jej córkę. - Dani obserwowała ze zdziwieniem, jak Quinn trzyma zdjęcie Tinsley z pierwszego dnia zerówki. - Wciąż nie tracimy nadziei, że Tinsley żyje.
- A co z przyznaniem się do winy Kyle'a Harmona?
Quinn prychnęła.
- Kyle Harmon odsiaduje wyrok za morderstwo i uważamy, że zawarł ugodę, aby uniknąć dodatkowych lat odsiadki.
Dani jęknęła. Nie dlatego, że to nieprawda, ale dlatego, że nie można było tego udowodnić.
Abby Moretti ożywiła się nieco.
- Mówi pani, że Kyle Harmon nie jest odpowiedzialny za zniknięcie Tinsley Callahan?
- Wierzę, że tak nie jest.
- Ma pani dowody?
- Teraz nie - odparła Quinn. - Ale sądzę, że ważnym jest, byśmy zadali sobie pytanie, dlaczego teraz się do tego przyznał. I gdzie jest ciało?
- Jeśli Harmon nie porwał Tinsley - dociekała dziennikarka - to w takim razie kto?
- Kobieta utrwalona na szkolnym monitoringu - powiedziała stanowczo Quinn. - Zbliżamy się do niej każdego dnia.
Dziennikarka zacisnęła usta, pozornie wytrącona z równowagi nieoczekiwanym stwierdzeniem.
- Może nam pani powiedzieć coś więcej?
- Obawiam się, że nie - odparła Quinn. - I tak już zdradziłam zbyt wiele.
Telefon Dani zawibrował, gdy asystentka ponownie uniosła zdjęcie, aby widzowie mogli dokładnie się przyjrzeć. Dzwonił były mąż, Matthew. Dani ściszyła telewizor i odebrała.
- Dlaczego, u diabła, pozwalasz Quinn rozmawiać z reporterami w naszym imieniu?
- Nie mówi nic w niczyim imieniu - odparła Dani.
- Musisz natychmiast z tym skończyć.
Jeszcze chwilę temu Dani była zaskoczona kłamstwem Quinn o poszukiwaniach kobiety, która uprowadziła Tinsley, ale kiedy słuchała narzekania byłego męża, zdała sobie sprawę, że istniał powód, dla którego Quinn pokazała fotografię dziecka i robiła zamieszanie. Chciała, by ludzie znów zaczęli rozmawiać o tej sprawie. Przyznanie się Kyle'a Harmona do winy kilka tygodni temu sprawiło, że porwanie Tinsley znów znalazło się na pierwszym planie w ogólnokrajowych wiadomościach, ale gdy nie znaleziono ciała i zaginęła siedemnastoletnia Ali Cross, o jej córeczce ponownie zapomniano.
Serce Dani przyspieszyło. Quinn coś wiedziała. Czuła to w kościach.
- Nie zamierzam jej powstrzymywać - powiedziała, przerywając Matthew w pół słowa. - Dopóki nie znajdziemy Tinsley, sprawa pozostaje otwarta.
W słuchawce wybrzmiał pomruk.
- Nie wracaj do tego, Dani. Musimy iść naprzód, a nie się cofać. Harmon przyznał się do zbrodni. Czas usunąć stronę z sieci.
- Nawet się nie waż.
- Dani - powiedział i westchnął. - To koniec.
Serce nadal przyspieszało. Prócz założenia strony i rzadkich aktualizacji Matthew rzadko mówił o zaginięciu córki. W chwili gdy sfinalizowano rozwód, zaczął chodzić na randki. Dwa lata temu poślubił kobietę o imieniu Carole. Ich pierwsze dziecko miało przyjść na świat w przyszłym miesiącu. Dani mimowolnie odczuwała zazdrość.
- Nie wierzę, by Harmon był sprawcą - odparła. - Nie martwi cię, że nie znaleźli szczątków, że nie ma żadnych dowodów na to, że to on?
- Przyznał się. Znajdą ją.
- Tego nie wiesz - rzuciła, starając się zachować spokój. - Dopóki nie zostanie znaleziona, nic się nie zmieniło.
- Masz obsesję.
- To moja córka.
- Przestałaś brać leki?
Nie potrzebowała tego. Jej życie nie było już jego sprawą. Rozłączyła się. Po rozwodzie obsesja na punkcie odnalezienia córki stała się głównym źródłem niezgody między nimi. Matthew błagał, by poszła na terapię, nakłaniał ją do przyjmowania leków, które zasugerował jego terapeuta. Nie przestawał jej dręczyć, dopóki nie powiedziała, że dostała receptę na prozac. To była prawda. Ale nigdy nie wzięła nawet pigułki. Nie dlatego, że nie wierzyła w przyjmowanie leków, ale dlatego, że chciała odczuwać wszystkie emocje związane z utratą córki. Nie była masochistką, a optymistką, przynajmniej w kwestii odnalezienia małej. To się miało stać. Odnajdzie ją.
Drzwi się otworzyły. Wróciła Quinn. Była zarumieniona. W drodze do biurka zerknęła na telewizor, usiadła i wzięła się do pracy, jakby nie wydarzyło się nic niezwykłego.
- Okłamałaś dziennikarkę, mówiąc o tropie w sprawie kobiety, która porwała Tinsley.
Quinn, nie patrząc na nią, wzruszyła ramionami.
- To nie było kłamstwo. Znajdziemy tę babkę i Tinsley. To tylko kwestia czasu.