Rozdział 1. CO TO JEST SEKS?
Rozdział 1
CO TO JEST SEKS?
Adam (17 lat, singiel)
Jestem szczupły, mam 184 centymetry wzrostu, brązowe włosy i brązowe
oczy. Na co dzień opanowany i spokojny, ale od czasu do czasu lubiący
zrobić sobie odstępstwo od reguły i zaszaleć. Podobam się dziewczynom,
wiem o tym. Często mi to okazują i w sumie mógłbym w nich przebierać,
ale mnie interesuje tylko jedna osoba. Ma na imię... Michał. Co mogę o nim
powiedzieć? Jest wysoki i dobrze zbudowany. Ma krótkie brązowe włosy i niebieskie oczy. Jest bardzo miły, pomocny, zabawny i skromny. Czy wie,
że mi się podoba? Nie. Ale zbieram się na odwagę, żeby mu o tym
powiedzieć. Czy jest homoseksualny? Nie mam pewności. To będzie jedna z tych rozmów, kiedy boimy się reakcji osoby, z którą rozmawiamy, boimy
się odrzucenia. Podobnie było, kiedy postanowiłem powiedzieć mojej
mamie, że jestem gejem.
- Kurwa! Patrzcie, jakie ona ma cycki! - Siedzieliśmy z kolegami przed
szkołą, kiedy przed nami przeparadowała koleżanka ze starszej klasy.
Miała na sobie krótką spódniczkę i bluzkę z dużym dekoltem. Pod nią
stanik, który mocno eksponował jej biust. Na pewno nie ubrała się tak
przypadkowo. Chciała zwracać na siebie uwagę. Spojrzała na nas z wyższością, udając zobojętnienie, a moi kumple zaczęli się śmiać i pogwizdywać. Ja też się uśmiechnąłem. Nie mogłem pozostawić tego bez
żadnej reakcji, bo jeszcze by się domyślili...
Miałem 13 lat i wiedziałem to już na pewno - jestem gejem. Nigdy nie
czułem nic specjalnego do dziewczyn. Za to zawsze pociągało mnie coś w chłopakach.
Temat seksu pojawił się w moim środowisku bardzo wcześnie. W szkole
wciąż wszyscy mówili o pornografii i pokazywali sobie różne filmiki.
Komentowali je. Ja jestem dość wrażliwym człowiekiem i mogę z przekonaniem powiedzieć, że nie było w tym żadnego romantyzmu, aury
tajemniczości, które mnie się osobiście marzą. W tematy seksu wchodzi
się obecnie poprzez twarde porno. To ono niestety wytycza standardy.
- Twoi starzy są w pracy? - zapytał Piotrek z błyskiem w oku, kiedy
wracaliśmy ze szkoły do domu.
- Tak. Raczej późno wrócą - odpowiedziałem.
- Chcesz, to mogę ci coś fajnego pokazać.
Weszliśmy do pustego domu, wziąłem coś z kuchni do picia i zamknęliśmy
się w moim pokoju. Byłem ciekaw, o co Piotrkowi chodzi. Jakaś nowa gra?
- Ty, patrz, jaka akcja! - Trzymał w ręku smartfona z odpaloną stroną
porno. - Patrz, jak ona mu obciąga. Mistrzyni!
Na ekranie jakaś blond laska robiła z zapamiętaniem kolesiowi loda -
mrucząc i co pewien czas spoglądając wprost do kamery, którą on ze
swojej perspektywy to kręcił. Widziałem, jak Piotrek coraz bardziej się
tym podnieca. Właściwie nie zwracał na mnie większej uwagi. Aż w pewnym
momencie rozpiął rozporek, wyjął nabrzmiałego penisa i zaczął się przy
mnie mocno masturbować. Sytuacja trochę dziwna, ale stwierdziłem, że
powinienem teraz zacząć robić to samo. Co prawda, film, który Piotrek mi
pokazał, zupełnie mnie nie kręcił, ale uruchomiłem wyobraźnię. Poza tym
widok robiącego sobie dobrze obok mnie faceta był niezłym stymulatorem.
Doszliśmy prawie w tym samym momencie, bez słowa powycieraliśmy się i...
jakby nic się nie wydarzyło, zaczęliśmy rozmawiać o sprawdzianie z matematyki.
To nie była jednorazowa sprawa, bo po tym "pierwszym razie" Piotrek
wpadał do mnie od czasu do czasu na takie sesyjki. Ale mnie coraz
bardziej głowę zaprzątała inna sprawa. Chciałem zrobić przed rodzicami
coming out. Męczyły, a nawet bardzo denerwowały mnie niedzielne rozmowy
przy stole o mojej przyszłej żonie i dzieciach. Miałem już 14 lat, byłem
pewny swojej orientacji, więc uznałem, że nie warto dłużej zwlekać.
Do rozmowy przygotowywałem się przez kilka dni. Postanowiłem, że
najpierw wyznam to mamie. Jakoś łatwiej było mi sobie wyobrazić właśnie
taki scenariusz. Kiedy wróciła z pracy, napomknąłem, że mam jej coś
ważnego do powiedzenia. W domu panowała cisza, więc te słowa zabrzmiały
dość mocno. Na tyle mocno, że sam się ich przestraszyłem i wpadłem w panikę.
- Co mi chcesz powiedzieć? - zapytała, a w jej oczach był niepokój.
- Aaa... Nic takiego. Na wycieczkę będziemy jechać... - próbowałem zmienić
temat, wycofać się z tej całej akcji.
- Adam! Nie kręć! Co ty mi chcesz powiedzieć? Przecież widzę, że coś
jest nie tak...
Byłem bliski płaczu, zacząłem drżeć. Czułem, że mama się domyśla.
- Adam, czy to dotyczy twojej orientacji seksualnej? - zapytała wprost.
- Tak - odpowiedziałem ponuro. - Mamo, jestem gejem. Spojrzała na mnie w milczeniu i tak trwaliśmy przez chwilę.
- Domyślałam się... - powiedziała w końcu, a po jej policzkach popłynęły
łzy. Odwróciła się i wyszła z pokoju.
Miałem plan, że tacie sam powiem o swojej orientacji, ale chciałem to
zrobić trochę później. Brakowało mi jeszcze odwagi. Nie zdążyłem jej
nabrać, bo gdy tylko wrócił z pracy, mama opowiedziała mu o naszej
rozmowie. Widać potrzebowała jego wsparcia. Widziałem, jak ojciec stara
się zachować kamienną twarz, ale nie dało się nie zauważyć, że targają
nim silne emocje. Powiedział jednak, że jestem ich dzieckiem i co by się
nie działo, będą mnie kochać. To były dla mnie bardzo ważne słowa,
zwłaszcza że wiedziałem, jaki był dotąd stosunek moich rodziców do
homoseksualności. Nie byli może homofobami, ale na pewno nie byli też w pełni tolerancyjni.
Co zmieniło się od tego czasu? W sumie sporo. Do tej pory właściwie nie
rozmawiałem z moimi rodzicami o seksie, można powiedzieć, że był w naszym domu tematem tabu. Teraz oboje są bardziej otwarci. Poza tym
jestem im wdzięczny za to, że nie próbują mnie zmienić czy przekonać, że
może jednak jestem hetero. Widzę, że zaakceptowali moją seksualność.
Przestała być ona dla nas drażliwym tematem, bo nawet potrafimy sobie na
ten temat trochę czasem pożartować. Są moimi jedynymi powiernikami, bo
jeśli chodzi o kolegów, to nie mówiłem nikomu i przynajmniej na razie
uważam, że lepiej, jeśli tak zostanie. Nie chciałbym, żeby zaczęli mnie
w szkole wytykać palcami czy śmiać się ze mnie. A nie mam pewności, czy
właśnie tak by nie było. Poza tym martwię się o mojego młodszego brata.
Boję się, że przeze mnie ktoś mógłby go zacząć szykanować. Nie chcę,
żeby moi bliscy cierpieli przez to, jaki jestem.
Zasadniczo jest dobrze. I gdyby tylko dziewczyny tak za mną nie latały...
Mirella
(52 lata, w związku, dwoje dorosłych adoptowanych dzieci)
Jestem kobietą! Jaką przyjemność sprawia mi powiedzenie tego. Tak!
Jestem kobietą. Wiem o tym od najmłodszych lat. Od zawsze uwielbiałam
wkładać sukienki, stroić się w ubrania mamy, podkradać jej kosmetyki,
malować usta na czerwono i robić miny do lustra. Rzecz w tym, że
urodziłam się jako chłopiec. Praktycznie od samego początku czułam, że
nie pasuję do tego ciała, ale to były zupełnie inne czasy i nie było na
ten temat żadnych informacji. Człowiek pozostawał więc samotny w niewiedzy na temat swojego problemu.
Miałam to szczęście, że moja mama, będąc ze mną w ciąży, oczekiwała
córeczki, więc kiedy już się urodziłam, ubierała mnie często w sukienki,
a jako krawcowa miała wyobraźnię. Mam nawet jedno zdjęcie z tamtego
okresu. Byłam śliczną blondyneczką z długimi włosami ściętymi na pazia.
W szkole podstawowej przez osiem lat nikt nie mówił do mnie inaczej niż
Balbina. I nawet na ulicy ludzie zwracali się jak do dziewczynki. Dziwna
to była sytuacja, wiem doskonale i pewnie gdybym była normalnym
chłopcem, tobym się buntowała. Ale mnie bardzo to odpowiadało.
Czy nie miałam nigdy wątpliwości co do swojej płci, co do tego, kim
naprawdę jestem? W okresie dojrzewania i jeszcze później miałam okres
zaprzeczania, zapuszczałam nawet wtedy brodę. Ba! Odbyłam służbę
wojskową, miałam też krótkie epizody pobytu w zakonie i w seminarium
duchownym. Ale natury nie oszukasz. Przez kilka lat próbowałam terapii.
Pomyślałam, że może przegoni z mojego życia Mirellę i zostanę jednak
Mirkiem. Nie udało się. Terapeutka powiedziała mi wprost, że w moim
wypadku nie ma to sensu, bo właściwie odczytuję swoją płeć. Przestałam
więc walczyć. Przy życiu trzyma mnie też wiara i świadomość tego, że Bóg
kocha mnie taką, jaka jestem. To przecież on mnie taką chciał, więc
wymyślając mnie, miał swój plan. Być może kiedyś będzie mi dane Go
zrozumieć.
Sprawy seksu pojawiły się w moim życiu bardzo szybko. Oczywiście wtedy
nie wiedziałam, że to się tak nazywa, ale jeszcze przed podstawówką
odkryłam przyjemność, jaką daje masturbacja. Lubiłam to robić, wkładając
penisa między uda, i go sobie nimi pocierałam. Poza tym podobało mi się
to, bo stwierdziłam, że jak go tam trzymam, wygląda to, jakbym miała
waginę. A wiedziałam, jak jest u dziewczynek, bo lubiłyśmy się obnażać
przed sobą z moją kuzynką. Masturbowałam się niemal wszędzie - w domu, w szkole, nawet w ławce podczas lekcji! I miałam przy tym fantazję, bo
różnie to sobie robiłam. Kiedy były warunki i wiedziałam, że nikt mnie
nie przyłapie, brałam dużą gumową piłkę, kładłam się na niej podbrzuszem
i ocierałam o nią.
Nie wiedziałam, o co dokładnie chodzi z tym seksem, ale jako dziecko
wychowane na wsi często widziałam, jak robią to zwierzęta. W gospodarstwach nikt przecież przed dziećmi nie chowa pokrywania krowy.
Poza tym wszędzie po wsi biegały psy, więc z widokiem kopulacji była
oswojona od małego.
Któregoś razu obudziłam się w nocy, bo bardzo chciało mi się pić.
Zeskoczyłam z łóżka i w półśnie poszłam w stronę kuchni. Najpierw
usłyszałam dziwne dźwięki, po chwili domyśliłam się, że to głośne
oddechy moich rodziców. Przeszło mi przez myśl, czy coś się nie stało,
bo dziwnie to brzmiało i wtedy przez szybę w drzwiach zobaczyłam ich
nagie splecione ciała. Mama oparta była pośladkami o stół, a tata brał
ją od przodu. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam, jak robią to ludzie.
Cichutko odwróciłam się i wróciłam do łóżka.
W moich czasach tak się człowiek uświadamiał, bo sprawy erotyczne były
tematem tabu. Nigdy, przenigdy nie rozmawiałam z rodzicami o seksie, a kto wie, być może w moim wypadku byłoby mi dużo łatwiej zrozumieć to, co
dzieje się ze mną i z moim ciałem. Pozostawały więc książki
popularnonaukowe i encyklopedia.
O tym, że jestem kobietą, moja mama dowiedziała się dopiero kilka
miesięcy temu. Stwierdziłam, że powinnam ją uświadomić. Zwlekałam z tą
rozmową przez kilkadziesiąt lat, ale uważam, że lepiej powiedzieć późno
niż wcale. I dobrze zrobiłam, bo jej reakcja mocno mnie zaskoczyła. Jest
starszą osobą, wychowaną w zupełnie innych czasach, a mimo to wykazała
się zrozumieniem. Na tym chyba właśnie polega matczyna miłość, że kocha
się nie za coś, ale mimo czegoś.
Czy trudno żyje się w Polsce osobie transpłciowej? Wydaje mi się, że
coraz łatwiej. Od kilkunastu lat mieszkam w dużym mieście, a od pewnego
czasu mam pracę, w której spotykam wielu tęczowych ludzi. Wiedzą o mnie
i traktują jak dziewczynę. Zwracają się per Mirella, a ostatnio na Dzień
Kobiet dostałam, tak jak wszystkie moje koleżanki, kwiaty. Bardzo mnie
to wzruszyło.
Co mi się marzy? Żeby móc się ubierać jak prawdziwa kobieta i żeby nikt
na to dziwnie nie patrzył. Choć mój codzienny strój coraz bardziej
przypomina już ten kobiecy. Kocham kolory, spodnie kupuję już wyłącznie
damskie i otaczam się takimi babskimi drobiażdżkami, jak na przykład
różowe etui do telefonu. Niedawno podczas wyjazdu integracyjnego ze
znajomymi z pracy odważyłam się wystąpić na jednej z imprez w sukience.
Wszyscy bardzo mnie komplementowali. To był piękny wieczór i zapamiętam
go do końca życia. A co na to mój szef? Toleruje to, nie ma nic
przeciwko, że dla wszystkich jestem kobietą, ale sam mówi do mnie per
Mirek.
- Jak będziesz miała w dowodzie osobistym napisane Mirella, to tak będę
cię nazywał. Na razie ma być tak jak stoi w dokumentach.
Ach... Chciałabym przejść operację korekty płci. Niestety, jest jeden
bardzo ważny powód, dla którego raczej tego nie zrobię, ale o tym
opowiem w mojej drugiej historii. Poza tym jest też czynnik ekonomiczny.
Choć przyszło mi kiedyś do głowy, że gdyby ktoś zechciał mi to
sfinansować, chętnie odpracowałabym każdą złotówkę jako... dziwka w burdelu. Ha, ha, ha! Wiem, to szalone. Ale jestem jaka jestem i się tego
nie wstydzę.
Bogusia
(71 lat, rozwódka, dwoje dzieci: 40-letni syn i 32-letnia córka)
Kiedy patrzę na swoje życie, na to co mnie spotykało, na próby, które
musiałam przejść, i na to jak zostałam doświadczona przez los, myślę, że
mogłaby z tego powstać osobna książka.
Wychowywałam się w czasach, kiedy tematu seksu się nie poruszało. Ludzie
bardzo często dowiadywali się, o co w tym chodzi, dopiero w noc
poślubną, a brak informacji na ten temat powodował, że przeważnie były
to bardzo przykre doświadczenia.
Mnie uświadomiły encyklopedia, kilka książek, które znalazłam w biblioteczce ojca, i opowieści znajomych. Pamiętam, że miałam piętnaście
lat, kiedy dwa lata starsza koleżanka wyznała mi, że ma "to" już za
sobą. Dowiedziałam się od niej, jak to się robi, czyli co i gdzie należy
włożyć, powiedziała mi też, że pierwszy raz bardzo boli, ale ten drugi
już jest dużo przyjemniejszy.
Wiedza bardzo okrojona, a do tego dochodził brak świadomości na temat
antykoncepcji. Chociaż chyba większym problemem było to, że ta
antykoncepcja w zasadzie nie istniała, bo metody, które wtedy się
stosowało, po prostu nie były skuteczne. Bardzo boleśnie się o tym
przekonałam i to już u progu mojego seksualnego życia. Myślę, że warto
powiedzieć o tym głośno, jak to kiedyś wyglądało. Ale uprzedzam, w mojej
historii będą drastyczne szczegóły. Krótko mówiąc - tylko dla dorosłych,
choć ja wtedy dorosła jeszcze nie byłam.
Uważałam cię za ideał mężczyzny. Mądry, zabawny, opiekuńczy, męski i bardzo przystojny. Byłam szczęśliwa, że wybrałeś właśnie mnie i jestem
twoją dziewczyną. Miałam 17 lat i chciałam z tobą spędzać każdą chwilę.
Te, które mieliśmy tylko dla siebie, robiły się coraz gorętsze. Nasze
ręce pozwalały sobie na coraz więcej, a pocałunki były coraz bardziej
namiętne. Po kilku miesiącach zrobiliśmy "to" po raz pierwszy. Zbliżały
się wakacje, które dla nas obojga stanowiły wyjątkowy czas. Było nam
razem po prostu dobrze.
Stosowaliśmy oczywiście kalendarzyk małżeński. Skrupulatnie odliczałam w nim płodne i niepłodne dni, tak żeby nic niespodziewanego nas nie
spotkało. Ja byłam tuż przed maturą, ty zaczynałeś studia. Mieliśmy masę
obowiązków, ale też planów. Dlatego to było tak ważne.
Lato minęło dość szybko, przyszedł wrzesień. Wróciłam do szkoły.
Mieliśmy trochę mniej czasu na spotkania. Pewnego dnia wzięłam do ręki
kalendarzyk, żeby sprawdzić, kiedy wypada mi miesiączka. Wydawało mi
się, że już powinnam ją mieć. I... rzeczywiście. Tak naprawdę to powinna
się już kończyć.
- Filip, spóźnia mi się okres... - wypowiadając to, miałam łzy w oczach.
- Nie martwmy się jeszcze. Przecież takie przesunięcia się zdarzają.
Zaczął się rok szkolny, pojawiły się stresy, martwisz się maturą. Może
to przez to.
Niestety, dni mijały, a okres nie nadchodził. Byłam w ciąży i wiedziałam, że muszę z tym jak najszybciej coś zrobić. Absolutnie nie
dopuszczałam możliwości urodzenia tego dziecka. Zniszczyłoby to całe
nasze życie. Wiedziałam też, że nie mogę o tym powiedzieć mamie. Całe
szczęście twoja pracowała w szpitalu i była znacznie bardziej
tolerancyjna od moich rodziców. Jej nie baliśmy się powiedzieć.
Poprosiliśmy o pomoc.
- Rozmawiałam z ordynatorem ginekologii. Powiedział, żebyś poszła do
jego prywatnego gabinetu. Zbada cię i postanowi, co dalej.
Poszedłeś ze mną. To było cudowne, bo przez cały czas w tych strasznych
chwilach byłeś ze mną. Oczywiście do gabinetu musiałam wejść już sama.
- Ile ty w ogóle masz lat? - zapytał grobowym tonem lekarz.
Mimo moich siedemnastu wyglądałam na trzynaście. Byłam dość wysoka, a ważyłam tylko pięćdziesiąt kilo. Miałam jeszcze niewielkie piersi.
Wyglądałam jak dziewczynka, a nie kobieta spodziewająca się dziecka.
Chyba wzbudziłam w tym człowieku litość, bo nie wziął od nas za wizytę
nawet złotówki.
- To już trzeci miesiąc ciąży, trzeba się spieszyć. Przyjdź w poniedziałek do szpitala i zgłoś się o ósmej rano na moim oddziale. O czternastej wyjdziesz już do domu.
- Ile to będzie kosztować, panie doktorze? - zapytałam.
- Nic.
Tamtego dnia oprócz zeszytów spakowałam do torby piżamę i wyszłam z domu
jak co dzień, tylko zamiast do szkoły poszłam do szpitala. Czekałeś już
tam na mnie. Podeszliśmy do rejestracji.
- Dzień dobry, przyszłam na aborcję - wypowiedziałam to szybko, omijając
wzrok kobiety siedzącej za ladą.
- Aborcję? Poproszę o dowód osobisty.
Nie miałam dowodu. Byłam niepełnoletnia. Podałam jej legitymację
szkolną.
- A zgoda rodziców jest?
- Nie. Pan ordynator kazał mi się tu zgłosić.
Kobieta sięgnęła po telefon.
- Panie ordynatorze, bo tu jakaś dziewczyna przyszła. Mówi, że na
usunięcie ciąży. Niepełnoletnia.
Nie wiem, co jej wtedy powiedział, ale od tej pory sytuacja potoczyła
się dość szybko. Musiałam się z tobą pożegnać i poszłam za pielęgniarką.
Kazała mi się rozebrać. Zostawiłam gdzieś na krześle płaszcz i ubrania.
Weszłam na salę zabiegową. Położyłam się na fotelu ginekologicznym.
Pielęgniarka włożyła mi do pochwy czopek znieczulający.
- Zaraz powinien zacząć działać - powiedziała oschłym tonem. W tym
czasie dwóch lekarzy przygotowywało się do zabiegu. Po kilku minutach
poczułam między nogami chłód narzędzi.
I zaczął się mój koszmar...
Bólu, jaki wtedy przeżyłam, nie zapomnę. Mimo że krzyczałam, darłam się,
że środek znieczulający nie działa, oni robili swoje. Z każdą chwilą
bolało coraz bardziej. Nie byłam w stanie tego wytrzymać. Widocznie się
wierciłam, bo pielęgniarki trzymały mnie za ręce i głowę. Myślę, że
trwało to z pół godziny. Pół godziny tortur. Potem odwieźli mnie na wpół
przytomną na salę i położyli do łóżka. Mniej więcej po kilku minutach
zaczął wreszcie działać środek znieczulający - dopiero wtedy. Zasnęłam.
Przed czternastą przyszła pielęgniarka i kazała mi się zbierać do domu.
- A gdzie znajdę swoje ubrania? - zapytałam grzecznie.
- A skąd mam wiedzieć, trzeba było pilnować. - Usłyszałam.
Zrozumiałam, że wszystko, co się tego dnia wydarzyło w tym szpitalu,
miało na celu poniżenie mnie i upokorzenie. Jakby chcieli mnie ukarać za
to, że uprawiam seks, a przecież nie jestem mężatką.
Czekałeś na mnie przy wyjściu. Przytuliłeś, a ja się rozpłakałam...
Do domu wróciłam autobusem. Szybko przemknęłam do swojego pokoju,
zresztą rodzice w ogóle się mną nie interesowali, więc nawet nie
zauważyli, w jakim jestem stanie. Mimo wszystko byłam szczęśliwa, że ten
koszmar mam za sobą. Że nie jestem już w ciąży. Czego nauczyła mnie ta
przygoda? Że kalendarzyk małżeński nie jest metodą antykoncepcji. Po
kilku tygodniach poszłam do przychodni po poradę, jak profesjonalnie
zabezpieczyć się przed kolejną niechcianą ciążą. Nauczono mnie zakładać
taki specjalny krążek, a do tego stosowało się globulki Z, które miały
zabijać plemniki. Skutkowało. Przez półtora roku. Miałam 19 lat, kiedy
przeszłam kolejną aborcję. Tym razem w prywatnym gabinecie. Było bez
bólu, bez upokarzania mnie, tyle że kosztowało to 3000 zł. Tyle wtedy
wynosiła miesięczna pensja mojej mamy.
Cieszę się, że mimo tych strasznych przejść u progu dorosłości urodziłam
dwoje pięknych i mądrych dzieci, że nie zostałam okaleczona, że nie
pozostawiło to we mnie jakiejś trwałej traumy. To nie był tylko mój
problem. Wiele koleżanek ze studiów przeszło to samo i też bardzo często
nie tylko jeden raz. Między znajomymi przekazywało się namiary na
sprawdzonych lekarzy. Takie czasy...
Czy podjęłabym jeszcze raz takie same decyzje? Tak.
Michał (34 lata, status związku: nie chcę o tym mówić)
Pochodzę z fantastycznego domu, w którym nie było nigdy i nadal nie ma
tematów tabu. Wiem, że niewiele osób może tak powiedzieć, ale rodzice
zawsze byli i są moimi przyjaciółmi. Rozmawiamy o wszystkim. Wiem, mam
ogromne szczęście. Ale jak sięgam pamięcią, to w świat seksu wszedłem
jednak za pomocą pornografii.
Miałem może z siedem lat, kiedy znaleźliśmy z kumplem w piwnicy gazetki
dla dorosłych. W tamtych czasach to był rarytas. Oglądaliśmy je z uwagą,
raz - że poznawaliśmy dzięki nim kobiece ciało, a dwa - odkrywaliśmy, o co w ogóle chodzi w tym seksie. A tam wszystko było bardzo dobrze widać
- co, gdzie i jak należy włożyć. Zaczęło nam się to jakoś układać w całość, a przy tym mocno nas jarać. I tak wspólne oglądanie gazetek
stopniowo przeszło we wspólną masturbację. Odkrywaliśmy ten świat razem.
I jak to bywa, apetyt zaczął rosnąć w miarę jedzenia. Zdjęcia szybko
przestały nam wystarczać, zaczęliśmy więc szukać dalej.
Kiedy byłem młodym chłopakiem, nie znaliśmy jeszcze internetu, a o film
pornograficzny było jeszcze trudniej niż o świerszczyk. To były jednak
złote czasy wypożyczalni wideo i czasami można było trafić na pana,
który przymknął oko na to, że gdzieś pomiędzy Gwiezdnymi wojnami a Top Gunem chciało się przemycić jakiegoś pornola. Oczywiście większość
dorosłych od razu uczyłoby dziesięciolatka moralności, ale niekiedy się
udawało. Biegliśmy wtedy z takim filmem do domu i szybko przegrywaliśmy
go z taśmy na taśmę. Zdobyty w ten sposób pornol to był prawdziwy
unikat. Krążył potem po całym osiedlu od kolegi do kolegi. I teraz, jako
dorosły mężczyzna, kiedy myślę o tym, jak zakiełkował we mnie temat
seksu, to wspominam właśnie tamte akcje, a nie na przykład mój pierwszy
raz. Nawet nie pamiętam dobrze, ile mogłem mieć lat, kiedy to się
wydarzyło - siedemnaście lub osiemnaście. Niezbyt wcześnie. Jednak od
początku wiedziałem jedno - kocham się pieprzyć.
Dużo mówi się o tym, że pornografia powoduje, iż ludzie zaczynają
podchodzić do seksu mało empatycznie, a są bardziej nastawieni na szybki
efekt. No to ja, mimo że ukształtowany na pornolach, jestem
zaprzeczeniem tej teorii. Największą satysfakcję mam wtedy, kiedy wiem,
że dziewczynie, z którą uprawiam seks, jest dobrze. W zasadzie nie muszę
mieć orgazmu, bo już sam widok laski wijącej się z rozkoszy to dla mnie
podróż astralna, fenomen.
Nie jestem fanem BDSM. Nie lubię dominować kobiety w ten sposób, że
wyzywam ją od suk, a ona musi spełniać moje rozkazy. Ja po prostu lubię
mocno i długo się pieprzyć. Taki maraton. Lubię też bardzo lizać
dziewczynę - i po cipce, i po pupie. To mnie chyba jara najmocniej. A potem już tylko mocne posuwanie. W seksie zdecydowanie lubię dawać,
dawać, dawać...
Nie potrafię powiedzieć, czego najbardziej chciałbym od dziewczyny.
Kiedy to robimy, czuję się jak aktor, który wchodzi na plan filmowy -
albo jest flow, albo go po prostu nie ma. W Nowym Jorku uczą tego w Actors Studio, a ja to zrozumiałem, studiując w Warszawskiej Szkole
Filmowej - albo coś płynie i jest super, albo nie ma sensu dalej tego
robić. Dlatego trudno mi też powiedzieć, jakie dziewczyny kręcą mnie
najbardziej - laska mi się podoba albo nie. Albo dziewczyna ma w sobie
coś takiego, że jak ją widzisz, nie umiesz myśleć już o niczym innym,
albo tego nie ma. I może wtedy być naprawdę piękna, a seks z nią nie
będzie przyjemnością. Tymczasem z doświadczenia wiem, że nawet
dziewczyna o przeciętnej urodzie może być niezwykle namiętna. Ja w seksie wszystkie swoje fantazje już zrealizowałem. Ktoś mógłby więc mnie
zapytać: co dalej? Dalej zamierzam powtarzać to, co lubię. I wiem, że mi
się nie znudzi.
Jak długo trwa u mnie jeden stosunek? Wiem, że niektórym może trudno w to uwierzyć, ale są to minimum dwie godziny. Dwie godziny
superintensywnego seksu. Wiem, że jak na faceta jestem wyjątkowy. Ale
chyba teraz nie zdziwi nikogo, jak wyznam, że jestem profesjonalnym
aktorem porno.
Seks jest dla mnie fenomenem, podobnie jak aktorstwo - mój pierwszy
zawód, pasja i paliwo. O seksie nie lubię opowiadać, wolę go uprawiać.
Dlatego na razie w mojej opowieści właśnie w tym miejscu postawię
kropkę.
Seks to jedna z podstawowych potrzeb
- Słuchając, a następnie spisując te historie, przyszło mi do głowy, że
można by uniknąć wielu traum, stresów i nieszczęść, gdyby seks nie był w rodzinach tematem tabu...
- To absolutna prawda. Pomijanie, zatajanie czy stygmatyzowanie w pewien
sposób seksu i seksualności to duży błąd po stronie rodziców. Seks
stanowi jedną z podstawowych potrzeb człowieka, bez niego nasz gatunek
by nie przetrwał. A jednak w społeczeństwie wciąż w wielu rodzinach
podchodzi się do niego jak do jeża. U podstaw takiego stanu rzeczy są
przede wszystkim konotacje religijne. Nie dość, że według doktryny
katolickiej powinien być uprawiany tylko po ślubie i to najlepiej w celach prokreacyjnych, bo broń Boże nie dla przyjemności. Dlaczego? Bo
odczuwanie przyjemności to grzech, brak pokory. I jeśli przyjemność się
pojawia, to lepiej o tym nie mówić dzieciom. Do tego dochodzi
stygmatyzacja miejsc intymnych, fizjologia z nimi związana. Wpajanie
dzieciom wstydu za własną seksualność jest bardzo szkodliwe. Wciąż wielu
rodziców nie umie rozmawiać o seksie ze swoimi potomkami, zrzucają to na
karb szkoły, internetu czy czegokolwiek, co pozwoli im umywać ręce od
tego tematu. To może powodować, że młody człowiek, wzrastając w atmosferze braku akceptacji dla swojej seksualności, namiętności,
nagości, wpada w kompleksy i często bardziej postrzega seks popędowo,
czasem jako monetę przetargową, coś co trzeba robić szybko i z zamkniętymi oczami. Brak świadomości, z czym wiążą się seksualność i seks, prowokuje ryzykowne zachowania, inicjację z przypadkowymi
partnerami, niechciane ciąże, nadużycia, które są przyczyną ogromnych
stresów, problemów, nieszczęść. Ich można by w wielu przypadkach
uniknąć, gdyby młodzież była świadoma konsekwencji uprawiania seksu,
sposobów chronienia się przed nimi oraz gdyby znała zasady asertywności
seksualnej.
To na szczęście się zmienia, choć bardzo powoli. Ludzie do tej pory
zamknięci na ten temat (oczywiście głównie za sprawą swoich rodziców)
powoli zaczynają się otwierać, zaczynają postrzegać seks nie jako dopust
Boży, tylko jako wspaniały, twórczy sposób na okazywanie emocji,
czerpanie przyjemności, budowanie więzi oraz celebrację własnej
seksualności. Udany seks jest bardzo ważną sferą każdego związku,
dewaluowanie go sprawia, że młodzież, która potem staje się dorosłymi,
potrafi trwać w związkach pozbawionych tej sfery życia albo takich, w których jest ona używana do innych celów.
- Bogusia opowiedziała poruszającą historię wchodzenia w dorosłość. Czy
podejście do nieletnich w ciąży jest już obecnie inne czy wciąż muszą
się one liczyć z poniżaniem i dyskryminacją?
- W miarę, jak społeczeństwo oswaja się z tematem seksu i jego skutków,
rośnie tolerancja ciąż nieletnich, choć wciąż daleko nam do ideału.
Rocznie w Polsce zachodzi w ciążę około 20 tysięcy nastolatek (to nadal
najczęściej wynik braku świadomości seksualnej). Istnieją społeczności,
w których jest to powód do ogromnego wstydu, upokorzenia, odrzucenia,
negatywnego naznaczenia. Z tego powodu nastolatki często w samotności
borykają się z problemem niechcianej ciąży, ukrywają ją przed rodzicami,
żyją w ogromnym strachu przed przyszłością. Czasem ryzykując zdrowie i życie, za pomocą podejrzanych metod i w podejrzanych miejscach decydują
się poddać aborcji. Dziewczyny, które mogą liczyć na rodziców, zazwyczaj
jakoś poradzą sobie z zaistniałą sytuacją, z byciem matką, z wychowaniem
dziecka i, co ważne, z własnym rozwojem (edukacją, założeniem rodziny).
Te, które nie dostają wsparcia, często zostają wyrzucone z domu, są
odpychane, toczą samotny, ciężki bój o życie swoje i dziecka, płacąc
niejednokrotnie za to ogromną cenę. Ciąża u progu wchodzenia w dorosłość
to dla większości szok, synonim zmarnowanego życia. Zazwyczaj nikt jej
nie gratuluje, nie poklepuje z uśmiechem po ramieniu i nie wznosi
toastów. Dla wielu nastolatek spodziewających się dziecka oczekiwanie na
poród to prawdziwa gehenna. Te, które nie znajdą akceptacji w domu, są
zdane tylko na siebie. Dziewczyny zachodzą w ciążę najczęściej z rówieśnikami, którzy nie są gotowi na odgrywanie roli ojców. Jeśli
jednak dziecko zostało poczęte z miłości - to często przynajmniej się
starają, nie opuszczają. Gorzej, jeżeli ciąża jest owocem przygodnego
seksu - wtedy najczęściej młoda matka zostaje sama.
- Mama Mirelli, mimo że urodziła chłopca, ubierała go w sukienki. Czy
mogło to mieć wpływ na transpłciowość bohaterki?
- Przyczyn transpłciowości upatruje się w kilku czynnikach: w uwarunkowaniach genetycznych, hormonalnych, neurologicznych oraz
środowiskowych. Do dziś nie ustalono jednak jednoznacznej przyczyny
wewnętrznego konfliktu tożsamości płciowej z płcią morfologiczną.
Istnieją teorie, które wskazują, że w pewnych ośrodkach w mózgu mogą
powstać błędy w reagowaniu na hormony płciowe. Tych odpowiedzialnych za
definiowanie płci, a które wykazują dymorfizm płciowy, a także za
teorie, że kształtowanie tożsamości płciowej może wynikać z relacji
matka-dziecko. Matka, dewaluując płeć dziecka, zaprzeczając temu, że
jest chłopcem i ubierając je w sukienki, jak w wypadku Mirelli, mogła
się przyczynić do sposobu postrzegania własnej seksualności przez
dziecko. Jednak absolutnie nie jest to pewnik - zdarza się, że matki
marzące o dziecku innej płci (z różnych psychologicznych powodów)
zaprzeczają tej faktycznej, przebierając dzieci i traktując chłopców jak
dziewczynki i odwrotnie, a te i tak odnajdują się w swojej płci
metrykalnej.
- Dwukrotnie w tym rozdziale pojawiał się wątek wspólnej masturbacji
przy ostrej pornografii. Jak takie sytuacje wpływają na wrażliwość i późniejsze postrzeganie seksu przez młodego człowieka?
- Tak, to się zdarza. Kontakt młodych osób z pornografią może uczyć
swobody płciowej, wpływać na zachowania ekshibicjonistyczne, otwartość
na grupowe zachowania seksualne. Oswojenie z seksem i nagością, z jednej
strony dobre i potrzebne, z drugiej - może powodować przekraczanie
granic intymności i zwalczanie zdrowego wstydu. Patologiczny wstyd jest
niszczący, ograniczający, jednak w zdrowym wymiarze stanowi niezwykle
potrzebną emocję. Wstyd ostrzega przed nadmiernym odsłanianiem się,
obnażaniem, pomaga stawiać granice. Dzięki niemu możliwa jest postawa
"nie wszystko na tacy", co czyni nas bardziej tajemniczymi,
pociągającymi, atrakcyjnymi dla potencjalnego partnera. Zbytnia
otwartość może się przyczynić do dewaluacji tej sfery życia. Do odarcia
jej z osobistego wymiaru, z prywatności, z wyjątkowości. Wspólna
masturbacja jest niczym wspólne sikanie, sprowadzona jedynie do sposobu
na rozładowanie napięcia seksualnego, do czynności fizjologicznej. I o ile rozładowanie tego napięcia jest również ważne, o tyle sprzedawanie
go może powodować pewne problemy i odebrać unikalną, sensualną,
romantyczną warstwę zachowaniom seksualnym.
Rozdział 2. INICJACJA
Rozdział 2
INICJACJA
Ania (32 lata, mężatka, jedno dziecko: 9-letni syn)
Wychowałam się w domu, w którym wartości, rytm życia wytycza wiara.
Ufamy Bogu. Codziennie o nim rozmawiamy. Modlimy się, również przed
jedzeniem. Czytamy Biblię. Żyjemy zgodnie z tym, czego nas uczy.
Moi koledzy i koleżanki wiedzieli o tym, że taka jestem. Ale nawet jeśli
ktoś miałby się z tego śmiać, nie przejmowałam się tym, bo tak - jak
powiedziałam - ufam Bogu. Wierzyłam, że jeśli będę tego głęboko pragnąć,
to znajdę wspaniałego męża, dla którego będę żoną, jaką sobie wymarzył.
Dlatego nie fantazjowałam o tym, żeby całować się z chłopakami. Trochę
nawet przerażało mnie, jak słyszałam, że moje koleżanki ze szkoły
planują ten pierwszy raz albo mają go już za sobą. Ja wiedziałam, że
moja cnota jest przeznaczona tylko dla jednego mężczyzny...
Pawła poznałam w wakacje. Obóz rekolekcyjny to doskonała okazja do tego,
żeby zawrzeć nowe przyjaźnie... Bo mnie, wówczas szesnastolatce, na tym
właśnie zależało. Na bratniej duszy. On był starszy o trzy lata. Już
pełnoletni. Polubiliśmy się od razu, ale przyznam, że nie bardzo podobał
mi się jako mężczyzna. Jakoś w ogóle nie wyobrażałam sobie nawet, że
mógłby kiedykolwiek zostać moim chłopakiem, narzeczonym czy mężem. No
nie ten typ. A jednak, już po rekolekcjach podtrzymywaliśmy kontakt,
mimo że mieszkaliśmy kilkaset kilometrów od siebie. Cieszyliśmy się na
kolejne spotkania. Stawaliśmy się sobie coraz bliżsi.
W pewnym momencie wiadomo już było, że jesteśmy parą... No właśnie. Z tego, co wiem, większość ludzi uważa, że pierwszy seks to ta chwila,
kiedy zaczynają ze sobą być. W naszym wypadku to było nie do pomyślenia,
bo Paweł - podobnie jak ja - chciał pozostać do ślubu czysty.
Jak to wyglądało w praktyce? Staraliśmy się nawet nie myśleć o seksie,
choć przyznam, że nie było to łatwe, bo kochaliśmy się sercem, a ciało
przecież w pewnym momencie też zaczyna na te uczucia reagować. Ale oboje
wiedzieliśmy, że od wyobrażania sobie bliskości do czynów jest bardzo
blisko, więc staraliśmy się tego nie robić, nie prowokować takich
sytuacji. Podczas rekolekcji uczestniczyliśmy nawet w spotkaniach,
podczas których pary takie jak my publicznie spowiadały się przed innymi
z masturbacji, nieczystych myśli, oglądania pornografii. My nie mieliśmy
takich rzeczy na sumieniu, ale wiedzieliśmy przynajmniej, że nie tylko
nam jest trudno.
I faktycznie, przed ślubem do niczego - prócz pocałunków - między nami
nie doszło. Raz Pawłowi ręce zawędrowały pod moją bluzkę. Ale się
opanowaliśmy. Mogę powiedzieć, że stanęliśmy przed ołtarzem i przed
Bogiem czyści. Do tego stopnia, że po raz pierwszy zobaczyłam mojego
męża nago właśnie w noc poślubną. Nie mieliśmy wynajętego żadnego
apartamentu w hotelu. Teraz myślę, że może to był błąd. Nasz pierwszy
raz miał się odbyć w moim panieńskim pokoju. Rodzina za ścianą - to
jednak nie są najlepsze warunki. Nie czuje się pełnej swobody. Mimo to
uważam, że była to jedna z najpiękniejszych nocy w moim życiu. Nasz
związek był uświęcony wreszcie przez Boga. Byłam z nas taka dumna, że
daliśmy radę wytrwać. Teraz, tak po latach, myślę, że chyba bardziej
czułam wtedy wzruszenie niż podniecenie.
W pokoju panował przyjemny półmrok. Poszłam pierwsza do łazienki. Pod
ślubną śnieżnobiałą sukienką miałam gładki stanik wykończony delikatną
koronką, pończochy, ale takie bez podwiązek i... majtki modelujące. To
było oczywiste, że nie możesz mnie w nich zobaczyć! Wszystko wcześniej
już sobie przemyślałam. Miesiącami to planowałam i marzyłam o tym, żebyś
mnie w końcu dotknął tam, gdzie nikt oprócz ciebie nie dotrze.
Odświeżyłam się i włożyłam koronkowe figi. Spojrzałam na siebie w lustrze. Czy po tej nocy moje odbicie będzie już inne?
Czy jutro zobaczę w nim dojrzalszą Anię - Anię kobietę?
Byłam gotowa, czułam się gotowa, choć bałam się bólu, bo zdawałam sobie
sprawę z tego, że pierwszy raz dla kobiety rzadko bywa przyjemny.
Wiedziałam, że mój kochany mężczyzna, czyli ty, będzie tuż obok mnie czy
raczej... we mnie. A razem przecież nic nam nie grozi.
Kiedy wyszłam z łazienki, spojrzałeś na mnie z zachwytem w oczach. -
Zaraz do ciebie wrócę.
Minęliśmy się w drzwiach. W twoich oczach dostrzegłam napięcie.
- Tylko nie rozbieraj się... Proszę. Chcę cię sama odpakować, jak prezent
- zażartowałam.
Kilka minut później staliśmy przed sobą i powoli zdejmowaliśmy z siebie
ubrania. Staraliśmy się nasycić oczy każdym fragmentem naszych ciał.
Poczułam na skórze dreszcze. Moje ciało zaczęło na ciebie reagować w błyskawicznym tempie. Twój dotyk porażał mnie jak prąd.
Rozpięłam twój pasek i jednym płynnym ruchem wyjęłam go ze szlufek. Nie
wiem, co takiego w tym jest, ale do dziś uwielbiam to robić. Odpięłam
rozporek. Lekko się uśmiechnąłeś. Spodnie opadły na podłogę. Wsunęłam
ręce pod twoją bieliznę i pozbyłam się ostatniej rzeczy, która mnie od
ciebie oddzielała. Tak miło zamruczałeś... Szczerze? Gdy cię zobaczyłam,
pomyślałam sobie, że wolę cię w spodniach. Dziś myślę już inaczej.
Bardzo lubię patrzeć, jak jesteś nagi. Podoba mi się twoje ciało.
Kojarzy mi się z siłą, męskością. Ale wtedy naprawdę nie byłam
zachwycona. Poza tym przestraszyłam się, kiedy zobaczyłam, jaki jesteś
ogromny. Stałeś tak przede mną w pełnej gotowości, podniecony, pragnący
zaspokoić swoją namiętność. A ja pomyślałam, że rozerwiesz mnie na pół.
Twoje ręce wędrowały po moich włosach, szyi, dekolcie, piersiach,
brzuchu. Poniżej... Jęknęłam i poczułam kolejną falę podniecenia.
Położyliśmy się na łóżku. Pieściliśmy się i całowaliśmy. We wszystko.
Pocałunki szybko zamieniły się w odważne pieszczoty. Twoje wilgotne i miękkie usta muskały moją szyję, sutki. Schodziłeś nimi coraz niżej. Nie
czułam wstydu, mimo że dopiero odkrywaliśmy siebie nawzajem. Ja również
śmiało lizałam i całowałam twoje najbardziej intymne miejsca. Nie
poznawałam samej siebie. Było cudownie. Nasze ciała wpadły w zachwyt...
Nagle pochyliłeś się nade mną i delikatnie spróbowałeś we mnie wejść.
Rozsunęłam szerzej nogi... Zabolało mnie. Bardzo. Krzyknęłam.
- Aniu, nic na siłę - powiedziałeś i się wycofałeś.
Próbowaliśmy jeszcze kilka razy, ale nic nam z tego w tę naszą wymarzoną
i wyczekaną noc poślubną nie wyszło. Zresztą w kolejną również, bo
następnego dnia dostałam okres. Musieliśmy poczekać.
Dla wielu par takim idealnym momentem byłaby podróż poślubna. My
pojechaliśmy za granicę. Niestety, tam nie było miejsca na naszą
intymność. Koleżanka, u której mieszkaliśmy, była w pokoju obok. Nie
czuliśmy się swobodnie. Ale trzeba przyznać, że przynajmniej nasze
pieszczoty stały się dużo intensywniejsze. Miałam wrażenie, że moja
błona dziewicza jest dzięki nim mocno naruszona. Marzyłam, żeby mieć to
za sobą. Oboje trochę się już denerwowaliśmy tą sytuacją. Byliśmy nią
zmęczeni. Chcieliśmy przecież tak naprawdę i w pełni być mężem i żoną.
Kiedy wróciliśmy do Polski, moi rodzice zrobili nam najpiękniejszy
prezent, jaki mogliśmy sobie w tej sytuacji wyobrazić. Wyjechali z moim
rodzeństwem na urlop, zostawiając nas samych w domu. Nie było świec,
płatków róż i nastrojowej muzyki. To wszystko w ogóle nie było już
potrzebne. Był środek pięknego upalnego dnia. Staliśmy akurat w pokoju
mojej siostry. Zacząłeś mnie namiętnie całować. Opadliśmy na podłogę.
Błyskawicznie się rozebraliśmy. Ja byłam już tak podniecona, że nie
myślałam o strachu. Byłam jak w letargu. I... udało się! Bolało tylko
troszeczkę. Objęliśmy się i zaczęliśmy razem ze szczęścia płakać.
Ocieraliśmy sobie wzajemnie łzy z policzków. Wiesz dobrze o tym, że nie
miałam za pierwszym razem orgazmu, ale byłam w tym momencie
najszczęśliwszą kobietą na świecie. Chciałam ciebie jeszcze więcej -
już, teraz, zaraz! Pobiegliśmy do łazienki, wykąpaliśmy się razem. Gdy
wytarliśmy się, wziąłeś mnie na ręce i zaniosłeś do naszego łóżka. Po
prostu musieliśmy jak najszybciej to powtórzyć. Jakąś godzinę po moim
pierwszym razie przeżyłam swój pierwszy pełny orgazm.
Dominik (38 lat, żonaty, jedno dziecko: 6-letni syn)
Moja metryka wskazywała już 24 lata, a ja wciąż byłem prawiczkiem. Taki
już mój "urok", że kobiety mało za mną latały. Ja za to zawsze byłem i nadal jestem nimi wprost zafascynowany. Pozostawała mi masturbacja.
Robiłem to codziennie. Przywykłem do takiego sposobu rozładowywania
napięcia, jakie wywoływał we mnie widok zgrabnych kobiecych nóg. Mam do
nich słabość. To mój fetysz. Uda, łydki, stopy i szpilki... Kobieca noga w szpilce to jest coś, co wywołuje na moim ciele dreszcze. Fantazjuję o tym, zbieram zdjęcia, wpatruję się w nie...
W moim bloku mieszkała pewna dziewczyna. Starsza ode mnie o cztery lata.
Bardzo ładna. Bardzo sexy. Ciemne włosy do ramion. Szczupła, z małymi
cycuszkami. Miała zajebiste ciało. Nie była jednak w moim typie, bo
różne rzeczy o niej ludzie mówili. W zasadzie to była dziwka.
Zauważyłem, że czasami patrzy na mnie, a kiedy była okazja, to do mnie
zagadywała. Nie wiedziałem wtedy, o co jej chodzi. Bałem się i wstydziłem zapytać. Dla niedoświadczonego mężczyzny to był duży stres.
Ale podniecało mnie to. Nawet teraz, gdy o tym mówię, mam erekcję...
Był późny wieczór. Wracałem z imprezy. Trochę muzyki, trochę żartów,
trochę alkoholu. To nie był mocny melanż, ale czułem, że jestem
wstawiony. Szedłem ulicą sam. Nie spieszyłem się, bo było mi przyjemnie.
Pomyślałem, że wstąpię jeszcze do sklepu nocnego po małe piwko...
- Cześć! Poczułeś pragnienie? - zaczepiłaś mnie, kiedy wychodziłem ze
sklepu i kokieteryjnie na mnie spojrzałaś.
- Cześć. Ja... Ja... - Głos uwiązł mi w gardle. Co by tu powiedzieć, żeby
wyszło na luzie i jednocześnie, żebyś nie pomyślała o mnie, że dwóch
zdań nie potrafię sklecić. Sytuacji nie ułatwiało to, że wyglądałaś tak
sexy: w tych wąskich dżinsach i T-shircie, który opinał się na twoich
kształtnych, trochę dziewczęcych cycuszkach. W tym momencie pomyślałem,
że chcę jak najszybciej być już w domu, wziąć swojego kutasa w dłoń i dojść. Sam ze sobą, myśląc o tobie.
Spojrzałaś na moje piwo.
- Wiesz co, też mam ochotę na browara. Poczekaj chwilkę... Wbiegłaś do
sklepu i po chwili wyszłaś, trzymając schłodzoną butelkę.
- Nie będziemy pić jak jacyś żule pod sklepem. Chodź do mnie! -
rzuciłaś.
- Do ciebie? - zapytałem jak onieśmielony uczniak. - Ale...
- No nie daj się prosić. Chodź, będzie fajnie... - powiedziałaś to z takim
wdziękiem i tak naturalnie, że nabrałem odwagi.
Kiedy weszliśmy do mieszkania, nie zapaliliśmy żadnej lampy. Wystarczyło
światło latarni, które wpadało przez okno. Usiedliśmy obok siebie na
kanapie, ale zachowując bezpieczny dystans. W pewnym momencie
przysunęłaś się do mnie, a ja drgnąłem.
- Nie bój się - szepnęłaś i położyłaś rękę na moim kolanie. - Wiesz,
podobasz mi się. Chcę ci obciągnąć...
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Przecież nigdy tego nie robiłem i nawet nie wyobrażałem sobie, że ten wieczór może się tak skończyć. Ale
wiedziałem na pewno, że bardzo tego chcę. Zacząłem cię namiętnie
całować. Ty wyczułaś jednak moje przerażenie.
- Nie denerwuj się - powiedziałaś uspokajająco i rozebrałaś mnie z bluzy, a następnie zdjęłaś swój T-shirt, pokazując mi się w różowym
staniku.
- Tak bardzo chciałbym się z tobą kochać... - oświadczyłem, a ty
spojrzałaś na mnie z lekkim rozbawieniem.
- Jaki ty jesteś uprzejmy i dobrze wychowany. Nie to co inni...
Rozebraliśmy się do naga, a ja zacząłem wędrować ustami po twoim ciele i je całować. Wcale tego nie chciałaś. Wolałaś mojego kutasa. Chwyciłaś go
i zaczęłaś lizać - od główki aż po same jajka. To było obłędnie cudowne.
Cały trząsłem się z podniecenia, które w tym momencie sięgało niemal
zenitu. Patrzyłem na ciebie, jak pieścisz mnie ustami, jak mnie
połykasz. Chciałem już czegoś więcej. Chwyciłem cię za policzki,
uniosłem twoją twarz i spojrzałem głęboko w twoje piękne oczy.
- Chcę w ciebie wejść! - Mój głos był zdecydowany.
- Nie mogę. Przepraszam... Mam okres.
Byłaś przekonana, że mnie zniechęcisz, ale w tym momencie nie zrobiło to
na mnie żadnego wrażenia. Położyłem cię na plecach, rozsunąłem twoje
nogi i ułożyłem się między nimi. Do dziś kocham pozycję misjonarską.
Tak bardzo chciałem już być w środku, ale nie wiedziałem, jak się za to
zabrać, więc skupiłem się na twoich piersiach - całowałem je, lizałem,
plułem na nie. Ty chyba uznałaś, że wystarczy już tej zabawy, bo
sięgnęłaś ręką do mojego kutasa i nakierowałaś... Nie zapomnę tego
uczucia. Twoja pusia była taka ciepła i śliska. Pierwsze ruchy były
nieporadne. Musiałem się trochę dziwnie zachowywać.
- Spokojnie. Nie denerwuj się. Powolutku - dodawałaś mi odwagi.
W końcu złapałem rytm.
- Opleć mnie nogami - poprosiłem i przyspieszyłem ruchy.
To był obłęd. Miałem wrażenie, że całe twoje seksowne ciało mnie otula.
Czułem się bezpiecznie, a ty tak słodko jęczałaś...
- Aaa! Aaa! - zaczęłaś nagle tak głośno krzyczeć.
- Robię coś źle? Przepraszam... - Byłem przerażony twoją reakcją.
- Nieee! Cudownie jest! Właśnie doszłam. - Twoje słowa przerywane były
ciężkimi oddechami.
Po chwili poczułem, że mój pierwszy raz zmierza do wielkiego finału. Nie
chciałem skończyć w środku. Przecież nawet nie pomyśleliśmy o prezerwatywie, ale nie wytrzymałem i eksplodowałem. Oboje na moment
zastygliśmy.
Wyszedłem z ciebie, usiadłem i wziąłem cię na kolana. Całowałem po szyi,
a twoje włosy delikatnie smyrały moją twarz. Trwało to jednak tylko
kilka chwil, bo poczułem, jak znowu staję się twardy. Ty też od razu to
zauważyłaś i jednym gwałtownym ruchem nabiłaś się na mnie.
Tym razem to już było normalne, ostre ruchanie. Tak na mnie skakałaś, że
jęczałem jak oszalały. Ale długo nie mogłem dojść w tej pozycji. Z jednej strony czułem zmęczenie, trochę nawet ból, ale z drugiej - nie
chciałem, żeby się to kończyło, bo było mi bosko.
W końcu się spuściłem, a ty sprawnie ze mnie zeszłaś, usiadłaś obok i podałaś mi piwo, którego wcześniej nie dokończyliśmy.
- Nie brzydzisz się mnie?
Twoje pytanie po tym, co przed chwilą robiliśmy, wydało mi się jakieś
głupie.
- Ale czego?
- No wiesz, ten okres...
Nie brzydziłem się. Byłem tym wszystkim oszołomiony i oczarowany.
Poszedłem do łazienki i umyłem się z twoich i moich śladów. Pocałowałem
cię i wróciłem do domu.
Nikomu nie opowiadałem tej historii. Nawet moja żona zna tylko jej mały
fragment. Jest moja, tylko moja.
Bartek (38 lat, żonaty, jedno dziecko: 8-letnia córka)
Jako ojciec kilkuletniej córeczki zastanawiam się i naprawdę tym
martwię, co zrobić, żeby za jakiś czas, kiedy będzie już młodą kobietą,
przeżyła fajny pierwszy raz. Żeby nie było to dla niej jakimś stresem,
traumą, przypadkiem.
Ja wychowałem się w czasach, kiedy niestety z rodzicami się o tym nie
rozmawiało, a cnotę traciło się dosłownie po kątach. Może nie robiliśmy
tego tak wcześnie, jak teraz się słyszy, ale było to raczej byle jakie.
Do tego dochodził strach przed zajściem w ciążę. Oczywiście były gumki,
ale my byliśmy jacyś mało uświadomieni. Pamiętam, jak jedna z moich
dziewczyn bała się, że zajdzie w ciążę, bo włożyłem jej do środka palec.
Tłumaczyłem, że przecież nawet nie miałem jeszcze wytrysku, a ona na to,
że jednak dotykałem nim swojego penisa.
Był strach, nie było warunków. Ja i tak miałem dużo swobody, bo
mieszkałem tylko z siostrą i mamą, tak zapracowaną, że nie bardzo się
nami interesowała. Jak nie chciałem wracać na noc, to po prostu jej to
mówiłem, a ona nawet nie wnikała, gdzie będę. To trochę ułatwiało
sprawę.
Kiedy przestałem być prawiczkiem? To w sumie trudne pytanie, bo ja tę
swoją cnotę traciłem trochę na raty. Bo czy to był dzień, kiedy
dziewczyna po raz pierwszy zrobiła mi loda, czy też moment, kiedy po raz
pierwszy mój penis znalazł się w środku kobiety? Te dwie rzeczy
oddzielał od siebie rok. Ostatecznie doświadczony poczułem się w wieku
18 lat - czyli wszystko na legalu - z dowodem osobistym w kieszeni.
Organizowane przez ciebie imprezy zawsze były ostre. Kończyliśmy zwykle
nad świtem. Po całym domu walały się puste puszki po piwie i opakowania
od czipsów, a zamiast powietrza wisiała mętna chmura szarego
papierosowego dymu. To była trzecia klasa liceum i wydawało nam się, że
jesteśmy bardzo dorośli, pijąc alkohol i paląc. Wykorzystywaliśmy to, że
twoi rodzice wyjeżdżali od czasu do czasu sami na weekend.
Byłaś ładną dziewczyną. Może nie jakąś seksbombą, ale chłopakom, którzy
lubią takie skromniejsze, mogłaś się podobać. Ja też lubiłem na ciebie
patrzeć. Miałaś bardzo kobiece ruchy, długie proste ciemne włosy,
brązowe oczy, ale przede wszystkim byłaś mądra. Naprawdę lubiłem z tobą
rozmawiać. Miałaś takie niebanalne skojarzenia i poczucie humoru.
Traktowałem cię jednak po kumpelsku, poza tym wydawało mi się, że
zupełnie nie interesuję ciebie jako facet.
- Wiesz, co mi powiedziała Ewelina? Że Beata chce z tobą przeżyć swój
pierwszy raz.
Byłem zaskoczony, kiedy Arek to powiedział. Mój najlepszy kumpel od
pierwszej klasy liceum miał dziewczynę i wiedziałem, że z Eweliną mają
to już za sobą. Nie przechwalał się tym jednak nigdy. W sumie nie
poznałem też żadnych szczegółów. Byliśmy facetami z zasadami.
Przynajmniej staraliśmy się być dżentelmenami.
O to, żeby powiedział mi o tobie, poprosiła go Ewelina. Byłyście takimi
przyjaciółkami od serca.
- Serio mówisz? Ja się Beacie podobam? - zapytałem.
- Chłopie! Przecież ona szaleje za tobą od pierwszej klasy! W przyszły
weekend znów robi melanż. Wiem, że na coś liczy. Przemyśl to sobie.
Do końca dnia nie myślałem o niczym innym! Miałem 17 lat i hormony we
mnie buzowały. Marzyłem, żeby zacząć uprawiać seks, tylko nie chciałem
tego robić z kimś zupełnie przypadkowym. Ale ciebie lubiłem przecież
bardzo...
Idąc tamtego dnia na imprezę, dobrze się wyszykowałem. Wziąłem kąpiel,
ogoliłem się, wyprasowałem koszulkę, kupiłem sobie nawet nowe bokserki.
No i oczywiście wziąłem ze sobą pudełko z prezerwatywami. Nie, żebym
liczył na to, że już na początku zrobimy to trzy razy, ale pomyślałem,
że lepiej mieć więcej na wypadek, gdyby na przykład coś nie wyszło z zakładaniem.
Cały wieczór spędziłem z tobą. Tańczyliśmy razem, paliliśmy na tarasie
papierosy, w końcu zrobiło się intymnie i cię przytuliłem.
- Chodźmy do mojego pokoju - powiedziałaś.
Tak też zrobiliśmy. Położyliśmy się na łóżku, zaczęliśmy się całować i powoli rozbierać. Dotarłem do twoich piersi - bardzo ładne były.
Spodobały mi się twoje małe ciemne brodawki. Potem zszedłem ustami do
pępka i zacząłem cię rozbierać z dżinsów. Zdjąłem je, zostawiając
majtki. Nie miałaś na sobie koronek, ot zwykłe czarne bawełniane. Ale
wyglądałaś super. Marzyłem już, żeby pocałować twoją cipkę. Zawsze
intrygowało mnie, jaki ma smak. Zsunąłem bieliznę i... w jednej chwili
opadło całe moje podniecenie. Chyba nawet poczułem rodzaj paniki.
Beatko, byłaś najbardziej owłosioną kobietą, jaką widziałem! No po
prostu czarny busz. Jezu! Te włosy nachodziły aż na uda. Zerwałem się z łóżka.
- Co się stało? - zapytałaś przestraszona.
- Yyyy. Wiesz, nie chciałbym naciskać na ciebie. Do tego trzeba się
przygotować...
- Ale ja jestem przygotowana. No chyba, że ty nie jesteś jeszcze gotowy?
- No właśnie o to chodzi - skłamałem. - Zaskoczyłaś mnie tą otwartością.
- Wymyślałem na poczekaniu.
- A mogę ci chociaż zrobić dobrze? - zapytałaś.
Chwyciłaś mojego penisa i trochę nim potrzepałaś. Gdy tylko odzyskał
formę, wzięłaś go do ust, a ja odleciałem. Muszę przyznać, że zrobiłaś
mi fantastycznego loda. I nie wiem, czy to była kwestia tego, że po raz
pierwszy doświadczyłem orgazmu z ust kobiety, czy faktycznie tak dobrze
to robiłaś, ale zawsze świetnie to wspominam.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki