Ferie
Leżał na łóżku i czekał, aż alkohol z niego wyparuje. W końcu zdecydował, że musi się przespacerować, by przyspieszyć ten proces, bo niedługo przyjdzie ktoś z domowników i znowu będzie trucie. A on przecież nikomu nie robi krzywdy. Nie krzyczy, nie awanturuje się, leży spokojnie, ogląda telewizję i trochę popija. Bo czasami jest mu tak smutno, że nie chce się żyć. A gdy wypije, robi się lekko i jakoś łatwiej, bo mniej myśli napływa. Tylko potem trzęsą się ręce i boli głowa. I czasami brakuje kasy na fajki, a palić też się potwornie chce. W sumie to z nimi przecież prawie nie gada, a i tak się czepiają o to picie. Do czego oni dążą?
Wyszedł na podwórko z nadzieją, że zimowy chłód i papieros przyspieszą proces trzeźwienia. Stanął przy furtce i spojrzał na opuszczony i zrujnowany dom po drugiej stronie ulicy. Z murowanego płotu odpadał tynk. Okiennice były przekrzywione. Gdzieniegdzie brakowało dachówek. Ściany budynku zszarzały i popękały.
Kiedyś myślał, że to będzie jego dom, a wtedy jego życie wewnętrzne powstanie z ruin po serii nieszczęść i stanie się wreszcie szczęśliwy. Pamiętał, jak wuj Tadeusz go tam zaprosił i zaproponował zamieszkanie. Był dla niego dobry i traktował niemalże jak syna. Jego własny potomek odsiadywał dłuższy wyrok w więzieniu za liczne oszustwa, więc na niego przelał swoje uczucia. Dzięki temu Paweł mógł się uwolnić od wiecznie narzekającej matki w małym, za ciasnym mieszkanku. On sam też był pociechą dla wuja. Myślał on nawet o przepisaniu domu na Pawła.
- To jest twój dom. Zostań tu na zawsze - prosił.
Przypomniały mu się beztroskie dni, gdy balował często z kolegami w tym domu - miał wolną chatę, sporo gotówki i wolnego czasu, więc wykorzystywał te dobrodziejstwa na spotkania towarzyskie, które w ciepłe dni przenosiły się również do ogrodu, gdzie prawie nie gasł grill.
Zobaczył w swoich wspomnieniach, jak siedzą w ogrodzie z kumplami. Mamut, Morda, Mefisto i inni kolesie rechoczą z drinkami w rękach. Ich wstawione dziewczyny w ładnych sukienkach, malowanych długich rzęsach i paznokciach, ze startymi już szminkami również chichoczą podekscytowane. Palą papierosa za papierosem. Już się tak obżarli, że nikt nic nie je, choć grill wciąż się pali. W tle leci muzyka, która przywołuje wspomnienia niedawnej ostrej imprezy w hotelowym klubie w centrum miasta. On idzie do barku po kolejną flaszkę whisky. Dobrze mu się powodzi, ma na koncie sporo forsy, pozostała część jest na wszelki wypadek dobrze schowana. Nie ma zmartwień. Nie myśli o problemach, bo ich w sumie nie ma. Planują z kumplami kolejny wypad nad morze albo nad jeziora. Będzie dobra zabawa. Znowu. Może przy okazji znów coś zarobią.
Mniej więcej w tamtym czasie poznał Magdę. Przyjechała z daleka w poszukiwaniu zarobku. Wynajmowała nieopodal pokój z koleżanką. Na jej widok serce zaczęło mu bić mocniej - pierwszy raz po rozstaniu z Judytą. A więc jest jeszcze nadzieja na miłość - myślał. Szybko zaprosił ją do swego życia i domu wuja, bo po co dziewczyna płaci za wynajem, skoro jest im razem tak dobrze. Wprawdzie Marzena - kuzynka z parteru - ostrzegała, że gdy on jest w rozjazdach z kumplami, to odwiedza ją jakiś inny facet. Taki jeden, co jeździ TIR-em. Nie uwierzył wtedy zgorzkniałej, samotnej matce. Pewnie zazdrości i odmawia mu szczęścia, skoro sama nie może spotkać swej miłości i ułożyć sobie życia, tak jak by chciała - rozumował naiwnie.
Rok później znów był facetem ze złamanym sercem, po raz kolejny w swoim życiu. Trudno, trzeba zęby zgryźć - myślał. Takie życie. Będzie twardy. Jeszcze im wszystkim pokaże. I da sobie radę. Bez miłości. Bo może ona wcale nie istnieje.
Powrócił do rzeczywistości ze świata wspomnień. Wuja Tadeusza już nie było. Nie zdążył domu przepisać na Pawła. Dom stał ponury, obcy, niszczał. Gdyby wtedy wiedział, jaki los zgotuje mu Magda, wszystko zrobiłby inaczej. Wtedy nawet przez chwilę nie podejrzewał, że jego beztroskie życie obróci się w ruinę, że potem nieraz głód zajrzy mu w oczy. Że będzie musiał walczyć o przetrwanie.