Pokolenie Mata - Autor X
15.00 zł
12.45 zł
(12,45 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
- Następnego dnia.
- Drago, Drago, słyszysz?
- Słyszę, i co z tego? Co ciekawego masz do powiedzenia?
- Potrzebujemy cię! Immediately! A.S.A.P.!
- Pierdol się! Kurwa. Nie wiesz, że mam urlop. Jak ty siedziałaś w Kapsztadzie na południu Afryki, to nie dzwoniłem do ciebie po pomoc.
- Po jaką pomoc? O czym ty mówisz?
- Daniel, pracowaliśmy nad chipsami, a ty wypierdoliłeś do Afryki oglądać małpy i te inne dzikie gatunki, których ja nawet w zoo nie mogę zobaczyć, bo u nas w zimie zdechłyby na mrozie! Już tego nie pamiętasz?
- Pamiętam, rany, przestań, wiesz, że rozchorował się mój chłopak i nie mogłem, po prostu nie mo-głem - powiedział to z typowo gejowskim akcentem.
- To po co tam pojechaliście bez szczepionek? - Mat był rozwścieczony.
- O rety! Posłuchaj, naprawdę potrzebujemy cię w Agencji. Na razie twoje wakacje są w stylu "lato w mieście", więc mógłbyś, Bosze, nam pomóc.
- Nie, nie ma mnie dla nikogo z Agencji i tyle. Jak przyjdę, to wiesz, że utkniemy z tym gównem na cały miesiąc i nici z moich wakacji!
- Tak, utkniemy, ale jak nie przyjdziesz, to utkniemy na dwanaście miesięcy. Nie ma Karola, Julka, Fabiana...
- Dobra, to zadzwoń do nich i powiedz im, że jak wrócą z Japonii, to ja też będę.
- Wiesz, że nie wrócą, a Paula ktoś musi przekonać do naszej wizji.
- Wiem i dlatego do widzenia, Daniel! Zadzwoń do mnie za dwa tygodnie, a wtedy każdy projekt będzie dla mnie wyzwaniem - Mat wyłączył komórkę i ostro przeklął.
Najczęściej używał słowa kurwa.
Kurwa mać!
Szczyt chamstwa i brak wyczucia - pomyślał. Podszedł zdenerwowany do swojego laptopa i zalogował się na czacie, aby zwierzyć się MM. Maria zawsze mu doradzała w trudnych sytuacjach. On jej także. Razem tworzyli świetną parę, a w firmie wciąż krążyły plotki o ich rzekomym romansie. Właśnie siedziała w pracy, gdzie zajmowała się rozliczaniem klientów.
> hej stuk puk jestes tam?
> jestem, ale stuknij za minutke koncze transakcj
> ok
Po minucie.
> jestes wolnaak?
> tak cos sie stalo - MM wyczuła zdenerwowanie po pomyłkach w tekście Mata.
> wyobrazaszz sobie ze daniel zadzownil do mnie bym przyszedl do pracy i ze jestem potrzebny ASAP
> cos takiego, a co, malo mu jeszcze tego harowania!
> no wlasnie jak on smie, sam po afryce jezdzi a ludziom kaze zapylac jak w obozach pracy
> dokladnie ja na twoim miejscu powiedzialabym to samo i w zadnym wypadku bym sie nie zgodzila na prace w czasie urlopu... a podal ci jakas kwote??
> nie co ty za darmoche chce bym to pewnie robil, no wiesz po kumpelsku
> jak to po kumpelsku?
> tak bo inaczej nie zadzownil by do mnie nie daniel a ingrid kowalska
> a tu masz racje, dokladnie, biedny Drago
> a myslisz o mnie?
> Mateusz przestan
> nie moge przestac o tobie myslec
> ale choc troszke?
> mysle ale daj spokoj
> pocalowalbym cie w uszko
> :-)
> :-) :-)
> Mario Magdaleno czy moge byc twoim kochankiem
> WARIAT
> mow tak do mnie to mnie podnieca
> juz ci przeszlo
> pewnie jak z toba rozmawiam to zawsze mi przechodzi
> jestes slodki
> to ty blondyneczko jestes slodka
> Mateusz ja jestem w pracy i musze sie skupic
> to ty kochanie skup sie na mnie, wyobraz sobie ze caluje cie pod biurkiem
> kompletnie postradales zmysly, ale nie pisz tak bo kolezanka z naprzeciwka dziwnie sie na mnie patrzy
> to usmiechnij sie do niej i powiedz jej ze piszesz ze stara przyjaciolka elzbieta, he, he
> ale smieszne, jestes zartownis, ale mi tez było jakos smutno i poprawiles mi nastroj
> ciesze sie
> Maciu musze konczyc Ingrid weszla do pokoju
> Pozdr
> tylko nie idz na reke danielowi!
> pewnie ze nie!
> pa
> buzka :-)
Miał wsparcie Marii Magdaleny. Zawsze mógł na nią liczyć. Ona zawsze mogła liczyć na jego niepohamowaną seksualność. Kiedy rozmawiali - nawet na odległość - jego libido wzrastało do maksimum. Wygadywał różne głupoty i świństwa. Lubiła jego igraszki i sexy słowa. Nikt do tej pory nie mówił tak wprost i zupełnie na luzie, co o niej myśli. Szalał za nią do nieprzytomności. Wiedział, że nie mogą być razem, ale tak do końca nie chciał w to wierzyć. Często zachowywał się jak licealista, który nie może pogodzić się z odejściem swojej ukochanej. Kupował jej słodkości, zapraszał na kawę. Z sal konferencyjnych po odbytych spotkaniach przynosił jagodzianki. Maria miała pracę siedzącą. Nawet piętnastominutowa przerwa nie wystarczała jej na zjedzenie lunchu. Pamiętał o niej.
Zaraz po czacie poszedł z ulgą załatwić się do łazienki. W tym momencie zadzwoniła mu komórka.
- Tak - powiedział po spuszczeniu wody.
- Mat, tu Walter, co teraz robisz?
- Robiłem. A, to ty! Zapomniałem, że jako jedyny z moich znajomych masz zastrzeżony. Ja mam mały dylemat, a co?
- Pierdol to i chodź na basen!
- Tak, mam drugi dzień dwutygodniowego urlopu, a oni chcą mnie z powrotem do tego młyna...
- Ja pieprzę, stary, ty się wykończysz w tej firmie. Gdzie ty jesteś? Właśnie jeżdżę samochodem po mieście, to mogę do ciebie podskoczyć.
- Wiesz co, w domu jestem. W sumie to dobry pomysł, trochę bym się wyluzował.
- No to w takim razie schodź za dziesięć minut na dół i czekam na ciebie nie dłużej niż pięć minut, bo jeszcze muszę odebrać zdjęcia z zakładu foto.
- Luzik. A, Walti, to może byś mnie też gdzieś podrzucił? Okay? Też bym coś załatwił na mieście...
- Nie ma problemu, ale żeby nam zniżka nie minęła na basen, bo jest do siedemnastej.
- He, ale jesteśmy pojebani. To narciarz - pożegnał się.
Szybko zapomniał o sprawach związanych z jobem. Przyszykował sobie ręcznik, nowe kąpielówki z paskiem szachownicy z boku i zapakował się w plecak z reklamą sieci telefonii komórkowej - jeden z wielu, jakie dostawał w prezencie. Z lodówki wyjął jeszcze świeży kefir. Po wyjściu z basenu chciało mu się zawsze mocno pić. Kefir zajebiście gasił pragnienie.
Spojrzał na zegarek w komórce. Wskazywał, że czas zbiec na dół. Podczas gdy się ubierał, znowu zadzwonił telefon.
- Tak, słucham?
Tym razem nie był to Walter.
- Dzień dobry, Dragos, tu Ingrid Kowalska. Chcielibyśmy ciebie poprosić o pomoc. Widzisz, wasz team bardzo ucierpiał po tych wszystkich rozjazdach i było by bardzo miło, gdybyś mógł nam powiedzieć, najlepiej do jutra, czy wrócisz z urlopu, by pomóc chłopakom. Jest dość pilny projekt do zrobienia... A.S.A.P. Zresztą sam wiesz, Daniel coś ci chyba wspominał?
- Tak już to słyszałem... Widzi pani, ja teraz idę na basen, a cały tydzień ten i następny mam już zaplanowany. Mam wykupione bilety i tak dalej...
- Widzisz, firma pokryłaby tobie wszystkie koszty związane z tą decyzją i na pewno byś nie narzekał, Dragos - zawsze przekręcała jego pseudo. - Wiesz, że jesteśmy poważną siecią.
- Proszę mi dać czas do jutra i obiecuję, zadzwonię do pani osobiście, by przedstawić mój punkt widzenia w tej sprawie.
- Drago, zupełnie się nie przejmuj, jeśli nie możesz, to po prostu nam powiedz. Dziękuję ci i życzę miłego dnia.
Po zakończeniu rozmowy nerwowo złapał za klamkę i wybiegł na klatkę schodową. Kiedy biegł po schodach z łomotem jak sto baranów, znowu zadzwoniła mu komórka.
- Kurwa, już biegnę. Oni znowu do mnie dzwonili, ja pierdolę!
- Dawaj, dawaj, ogień - krzyknął Walti do słuchawki w swoim stylu.
Mat wpadł do samochodu jak burza. Kumpel już stał swoim fiatem uno przy samej ulicy. Prawie pod jego blokiem.
- No to za-p-ierdalamy po świeże fotki! - przeklął z akcentem na literę P.
- He, he - Drago zaśmiał się jak Eddie Murphy cofając umiejętnie gardłowy śmiech aż po sam żołądek i dochodząc do jajek. Od czasów, kiedy obejrzał Gliniarza z Beverlly Hills, często naśladował ten charakterystyczny i głupi nawyk Murphy’ego. Walter to uwielbiał. Był to ich ulubiony film z czasów podstawówki.
- A gdzie chcesz, bym cię zawiózł?
- Na Wilanowską...
- Kurczę, właśnie stamtąd wracam! - Walti zawsze tak odpowiadał, by się podrażnić. Zawsze wymieniał miejsce, w którym rzekomo był, a do którego chciał właśnie dotrzeć Mat. - Przecież to hektar stąd.
- No wiem, ale kupię ci coś do żarcia w zamian.
- No to inna gadka. Jedziemy, ale najpierw fotki od tej małej cnotki!
Zawsze nieźle się nakręcali. Mieli wtedy zajebiste humory i rżeli ze śmiechu niczym dzikie kobyły. Ich śmiech był odzwierciedleniem zdrowego kumplowania. Mati robił coś dla Waltera, a Walti dla Mata - mieli taki niepisany układ dwudziestoletniej znajomości. Kiedy Mat potrzebował gdzieś podjechać na miasto i prędko załatwić sprawy, dzwonił na komórkę do Waltera. Ten zawsze starał się mu pomóc. Kiedy natomiast Walti czegoś potrzebował, także nie czuł się skrępowany. Inaczej mówiąc, "grała muzyka i bęben walił" - jak często mawiał Makary, jego dobry kumpel z działu O?ce Services & Representation.
Na basenie był luz. Nie było specjalnego tłoku. Usiedli razem w jacuzzi po wcześniejszym przepłynięciu ośmiu basenów olimpijskich o długości bodajże pięćdziesięciu metrów. Po pokonaniu takiego dystansu musieli odpocząć. Odprężeni dyskutowali o kobietach, pracy i upływie czasu.
- Dradżo (Walti zawsze przekręcał jego ksywę, ale Mat już się z tym pogodził), posłuchaj, my jesteśmy artystami i zawsze nimi będziemy, i nigdy się nie zestarzejemy! Na nas laski zawsze będą lecieć! Zobacz na innych gości, są młodsi od nas, a zachowują się, jakby mieli po sześćdziesiąt lat. Do diabła, nam to nie grozi!
- Ja ci powiem, ja zawsze czułem się na luzie i ubierałem się tak, jak mi się podobało. Jestem cały czas taki sam i jeśli komuś się wydaje, że mając dwadzieścia dziewięć lat udaję szesnastolatka, to jest w wielkim błędzie. Zresztą ja nigdy nie rozumiałem ludzi, którzy oceniali innych po wyglądzie. Każdy powinien zawsze zwracać uwagę najpierw na siebie. Czuję się młodo i myślę, że do końca życia można tak się czuć. Najgorsze jest tylko to, że jak kiedyś będę z jakąś dwudziestką, mając sześćdziesiąt lat, będą mówili, że to moja wnuczka albo że staruchowi odpierdala.
- Masz rację, ale jak tak dalej będziesz ruchał i imprezował, to, Dradżo, ja to cienko widzę. Zresztą zobacz, w jakim tempie my żyjemy - opowiadając, co chwilę parskał śmiechem. - Mnie już serducho staje dęba! I jeszcze żebym mógł coś na tych fotkach zarobić...
- Mówiłem ci, żebyś nam do firmy przyniósł swoje portfolio.
- A, kurwa, nigdy nie mam czasu tego zrobić, moja drukarka drukuje jedną stronę na godzinę i ciągle nie mam na toner.
- O, looknij na tą małą szesnastkę... - Mat dyskretnie szepnął mu do ucha. Znowu wrócił do tematu dziewczyn, które kręciły się przy ich jacuzzi.
- No, fajna - pokiwał głową Walter.
- Ale bym jej...
- Lizałbyś ją jak świeży boczek. Faaajna. Dlatego ja chodzę na basen, bo tu widać dokładnie, jakie dziewka ma ciałko. Oko fotografa już sobie wyrobiłem. Zobacz, a tamta ma idealny tyłek.
- Ta? Co ty, ma trochę za duży.
- Ja lubię takie jak jej - obraził się Walti pewien swojego fotograficznego spojrzenia.
- Przypominają mi się czasy, kiedy uganialiśmy się za dziewczynkami w podstawówce. Teraz to by nas o pedofilię posądzili, co?
- Na ciebie to tylko spojrzeć i od razu widać, co masz na myśli, stary zboczeńcu, he.
Walter i Mat nie przejmowali się zbytnio życiem, a ich kontemplacje egzystencjalne zawsze kończyły się na temacie "tyłek", "cycki" oraz "zajebista cipka". Co wiedzieli o tyłkach lasek? Bardzo dużo! Natomiast nie mogli poradzić sobie z jedną i podstawową rzeczą - zapewnieniem sobie spokoju związanego z poczuciem bezpieczeństwa. Walter często narzekał na swoich zleceniodawców nie płacących na czas. Natomiast Mat miał pretensje do firmy, która była pewniakiem, ale nie dawała mu spokoju finansowego i większego luzu. Jedno jest pewne: i tak najbardziej interesowały ich tyłki. Co by się nie działo i w jakich nie byliby tarapatach, myśleli o jednym, o dupach. Nie, nie byli prawdziwymi zboczeńcami, byli tylko artystami, którzy uwielbiali i chwalili kobiece piękno ponad wszystko.
Po basenie przejeździli cały dzień po mieście, załatwiając sprawy, o których po drodze sobie jeszcze przypominali. Jedynie, co im się w ciągu tego dnia nie podobało, to uliczne korki. Walter zawsze się dziwił i bulwersował:
- Kurwa, gdzie oni wszyscy jadą, i w dodatku o tej samej godzinie! CZY TO JAKIŚ...