Pokój Jakuba - Virginia Woolf

Kup ebooka

32.00 zł
24.96 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

ROZDZIAŁ PIERWSZY

"Wobec tego - pisała Betty Flanders, jeszcze głębiej wbijając obcasy w piasek - nie pozostawało nic innego, jak tylko wyjechać".

Jasnoniebieski atrament, spływając wolno ze złotej stalówki, rozmył kropkę na końcu zdania, gdyż Betty zatrzymała pióro; zapatrzyła się przed siebie, jej oczy powoli wypełniły się łzami. Zachwiała się cała zatoka, zachybotała latarnia morska. Betty odniosła wrażenie, że maszt niewielkiego jachtu pana Connora gnie się niczym wystawiona na słońce świeczka. Szybko zamrugała powiekami. Potworne rzeczy te wypadki. Znów zamrugała. Maszt się wyprostował, fale wyrównały, latarnia stanęła w pionie, ale kleks pozostał.

"...nic innego, jak tylko wyjechać" - przeczytała.

- No cóż, jeśli Jakub nie chce się bawić (cień Archera, jej najstarszego syna, padł na papier, położył się błękitem na piasku i Betty poczuła chłód: to już trzeci września), jeśli Jakub nie chce się bawić - co za potworny kleks! Chyba robi się już późno.

- A gdzie w ogóle jest ten nieznośny dzieciak? - spytała. - Nigdzie go nie widzę. Pobiegnij i poszukaj go. Powiedz mu, żeby natychmiast wracał. "...ale na szczęście - pisała dalej, ignorując rozlaną kropkę - wygląda na to, że wszystko się jakoś ułożyło, choć jesteśmy ściśnięci jak śledzie w beczce, a wózek, którego nasza gospodyni oczywiście nie pozwala nam wprowadzać do środka, musimy zostawiać..."

Takie były listy Betty Flanders do kapitana Barfoota - wielostronicowe, skropione łzami. Scarborough leży siedemset mil od Kornwalii: kapitan Barfoot znajduje się w Scarborough: Seabrook nie żyje. Łzy sprawiły, że dalie w ogrodzie zafalowały czerwono, szklarnie zaiskrzyły w oczach Betty, w kuchni zalśniły błyski noża, a w kościele, kiedy rozbrzmiewał hymn i pani Flanders pochylała się ku główkom swoich chłopców, pani Jarvis, żona pastora, rozmyślała, że małżeństwo to twierdza, tymczasem wdowy muszą się błąkać samotnie po pustych polach, schylać po kamienie, po tych kilka złotych kłosów, samotne i bez ochrony, biedactwa. Pani Flanders była wdową już od dwóch lat.

- Ja-kub! Ja-kub! - wołał Archer.

"Scarborough" - napisała pani Flanders na kopercie i podkreśliła nazwę grubą linią. Jej rodzinne miasto. Pępek świata. A znaczek? Zaczęła grzebać w torebce; odwróciła ją do góry dnem; zabrała się do przerzucania przedmiotów na podołku z takim impetem, że Charles Steele, w panamie na głowie, zatrzymał pędzel w powietrzu.

Pędzel mocno zadrżał, niczym czułki podrażnionego owada. Ta kobieta się poruszyła - i właśnie ma zamiar wstać - niech ją diabli! Pospiesznie pacnął na płótno purpurowo-czarną plamą. Bo tego wymagał pejzaż. Był zbyt blady - szarości przechodzące w odcienie lawendy i tylko jedna zawieszona gdzieś gwiazda czy mewa - jak zwykle był zbyt blady. Krytycy powiedzą, że pejzaż jest zbyt blady, bo Charles Steele to nieznany malarz, który nieczęsto wystawia, nosi krzyżyk na łańcuszku od zegarka, popularnością cieszy się wśród dzieci swoich gospodyń i jest usatysfakcjonowany, gdy jego obrazy podobają się gospodyniom, a podobają im się często.

- Ja-kub! Ja-kub! - wołał Archer.

Rozdrażniony hałasem, choć kochał dzieci, Steele nerwowo rozmazywał ciemne plamki na palecie.

- Widziałem twojego brata, widziałem twojego brata - powiedział, kiwając głową, kiedy Archer przechodził obok niego, wlokąc za sobą łopatkę do piasku i krzywiąc się na widok nieznajomego starego pana w okularach.

- Tam, przy tej skale - wymamrotał Steele z pędzlem między zębami, wyduszając z tuby odrobinę sieny palonej i nie spuszczając wzroku z pleców Betty Flanders.

- Ja-kub! Ja-kub! - wołał Archer sekundę później, wlokąc się dalej.

W tym głosie był niezwykły smutek. Oczyszczony z wszelkiego ciała, oczyszczony z wszelkiej namiętności, dążący ku światu, samotny, bez odpowiedzi, rozbijający się o skały - tak to właśnie brzmiało.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki