Jadwiga i
Witold
.
(Salonik wiejski wygodnie, lecz skromnie, urządzony. Na
kanapie, przed stołem, zarzuconym dziennikami, siedzi Jadwiga;
Witold, w długim wygodnym surducie, stoi przed nią i na
rozpostartych rękach trzyma motek włóczki, którą ona
zwija).
Jadwiga.
Mój drogi! prędzéj poruszaj rękami! prędzéj! prędzéj! bo
takim sposobem do wieczora chyba włóczkę tę zwijać będę.
Witold
(gderliwie i z mocno litewskim akcentem).
Prędzéj! prędzéj! a to dopiero niewiasta, w gorącej wodzie
kąpana! mnie łokieć już tak zbolał, że niech Pan Bóg broni, a ona
jeszcze: prędzéj! wszystko jéj prędzéj! czysta koronjarka z ciebie!
Jadwiga
(z wymówką).
Wstydź się, Witoldzie! znowu wymawiasz mi, żem rodem z
Korony... a tyle razy już cię prosiłam...
Witold
(zawstydzony).
No przepraszam, przepraszam cię, kiciu! Tak mi się to jakoś
niechcący wypstryknęło. Ale bo widzisz, duszeczko, to ten Zdzisław
drażni mię trochę temi swemi koronjarskiemi bzikami. Odkąd
przyjechał tu trejkocze a trejkocze, a to: czemu nie ubierzesz się
staranniej? a to: czemu u was meble takie staroświeckie? a to:
czemu zaprząg taki...
Jadwiga
(upuszczając umyślnie kłębek).
Widziu! kłębek mój! kłębek!
Witold
(pośpiesznie rzucając się za kłębkiem).
Oj, pokociło się! pokociło się! pokociło!
(Wsuwa głowę pod kanapę; Jadwiga, śmiejąc się, popycha nogą
kłębek, który zatacza się pod fotel. Witold biegnie ku fotelowi,
ciężko upada na klęczki i wsuwa głowę pod fotel. Śmieją się
oboje).
Witold
Koci się! koci się! Jezus, Panna Marya! ot i znowu pokociło
się!