Pokochaj swoich wrogów - Sharon Salzberg

Kup ebooka

64.60 zł
56.85 zł (64,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

REDAKCJA: Ewelina Kuryłowicz

SKŁAD: Krzysztof Remiszewski

PROJEKT OKŁADKI: Krzysztof Remiszewski

TŁUMACZENIE: Beata Piecychna

Wydanie I

Białystok 2024

ISBN 978-83-8301-687-0

Tytuł oryginału: Love Your Enemies: How to Break the Anger Habit & Be a Whole Lot Happier

LOVE YOUR ENEMIES

Copyright ? 2013, 2023 by Sharon Salzberg and Robert Thurman

Originally published in 2013 by Hay House Inc. USA

? Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2023

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego - w inny sposób niż "dozwolony użytek" obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach.

Książka ta zawiera informacje dotyczące zdrowia. Wydawca dołożył wszelkich starań, aby były one pełne, rzetelne i zgodne z aktualnym stanem wiedzy w momencie publikacji. Tym niemniej nie powinny one zastępować porady lekarza lub dietetyka, ani też być traktowane jako konsultacja medyczna lub inna. Jeśli podejrzewasz u siebie problemy zdrowotne lub wiesz o nich, powinieneś koniecznie skonsultować się z lekarzem, zanim samodzielnie rozpoczniesz jakikolwiek program poprawy zdrowia. Wydawca ani Autor nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za jakiekolwiek negatywne skutki dla zdrowia, mogące wystąpić w wyniku stosowania zaprezentowanych w książce metod.

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku.

www.facebook.com/Wydawnictwo.Studio.Astropsychologii

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 - redakcja

85 654 78 06 - sekretariat

85 653 13 03 - dział handlowy - hurt

85 654 78 35 - www.talizman.pl - detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

Jak korzystać z książki

Pokochaj swoich wrogów to praktyczny przewodnik, który pokazuje, jak dzięki potężnym sprzymierzeńcom: mądrości, tolerancji oraz miłości, uwolnić się od swoich wrogów. Chodzi nam w szczególności o to, aby dostarczyć narzędzi, za pomocą których będziesz mógł pokonać cztery rodzaje napotykanych w codziennym życiu wrogów. Typy te mają swój początek w starożytnych tybetańskich naukach transformujących umysł:

- Wróg zewnętrzny: instytucje i ludzie, którzy nas w jakiś sposób prześladują, niepokoją lub krzywdzą. Mogą to być także sytuacje, które powodują w nas uczucie frustracji.

- Wróg wewnętrzny: złość, nienawiść, lęk oraz inne destrukcyjne impulsy.

- Wróg sekretny: obsesja na punkcie samego siebie i zaabsorbowanie sobą - cechy, które sprawiają, że izolujemy się od ludzi, na skutek czego odczuwamy frustrację i samotność.

- Wróg nadsekretny: głęboko zakorzeniona nienawiść do samego siebie, która uniemożliwia nam odnalezienie wewnętrznej wolności i prawdziwego szczęścia.

W takiej kolejności przedstawiamy w książce powyższe typy wrogów: zaczynamy od wrogów zewnętrznych, po czym kierujemy się do wewnątrz, ponieważ proces odnajdowania wolności poprzez pokonywanie złości, lęku i zaabsorbowania samymi sobą przebiega, co do zasady, właśnie w tej kolejności, którą zaprezentowaliśmy powyżej. Życie jest jednak nieprzewidywalne i ciągle ewoluuje. Jesteśmy świadomi tego, że nie zawsze nasi wrogowie pojawiają się właśnie w takiej sekwencji. Zachęcamy cię zatem do tego, abyś rozpoczął w tym miejscu, w którym się aktualnie znajdujesz. Być może traktujesz sam siebie tak surowo, że nie jesteś nawet w stanie skonfrontować się ze swoimi wrogami, ponieważ całe to przedsięwzięcie wydaje ci się beznadziejne. Możesz na początek, zanim na dobre zagłębisz się w ten temat, zajrzeć do Dodatku na końcu książki i praktykować medytację kochającej życzliwości, dzięki której rozwiniesz w sobie współczucie do samego siebie. Możesz też przejść od razu do rozdziału 4. poświęconego wrogowi nadsekretnemu - w tej części książki dowiesz się, jak uruchomić w sobie odczucie niezmierzonej radości i wewnętrznej wolności. Niewykluczone, że źródłem obecnie odczuwanego niepokoju jest nawykowa złość, którą w sobie dusisz - polecam w takiej sytuacji rozpoczęcie lektury od rozdziału 2., w którym opowiadam, jak zwalczyć ten rodzaj wroga wewnętrznego.

Bez względu na to, z jakim rodzajem wroga się mierzysz, metoda jego pokonywania jest zawsze taka sama. Najpierw zatem, używając krytycznej mądrości, identyfikujemy wroga (co nie jest wcale tak proste, jak się może wydawać), a następnie uruchamiamy praktykę mindfulness, aby w pełni doświadczyć sposobu jego funkcjonowania. Potem skupiamy się na rozbrojeniu niesprzyjającej nam relacji z wrogiem: uczymy się go tolerować, po czym rozwijamy współczucie do niego, nawet jeśli obieramy zdecydowane działanie, aby wroga wykorzenić ze swojego życia. Na koniec, uwolnieni od wrogów, możemy się zrelaksować w błogim poczuciu prawdziwego szczęścia i radości płynącej z harmonijnego życia z innymi. Praca ze swoimi wrogami to proces skierowany zarówno na zewnątrz, jak i do wewnątrz.

Uwolnienie się od wrogów nie jest proste. Cały proces wymaga inteligencji, odwagi oraz determinacji, które są niezbędne do przełamania nawykowych sposobów patrzenia na świat i odpowiadania na to, co się w nim dzieje, w inny, bardziej produktywny sposób. Na jednym poziomie skuteczne radzenie sobie z naszymi wrogami woła o powściągliwość: kontrolowanie wściekłości czy pragnienia zemsty lub odwetu. Na innym poziomie wiąże się z aktywnym angażowaniem się w relację ze światem, tak aby zamiast wyrażać złość i lęk w sposób destrukcyjny, działać konstruktywnie, wykazując postawę życzliwości w stosunku do siebie i innych ludzi.

W końcu zaczynamy rozumieć, że nie ma podziału na "nas" i na "nich"; nie istnieje rozdział między "ja" a kimś innym. W związku z tym wrogowie nie istnieją. Zwycięstwo nad naszymi wrogami stanowi uświadomienie sobie na głębokim poziomie, że wszyscy zależymy od siebie nawzajem.

Od wielu lat prowadzimy weekendowy warsztat dotyczący godzenia się ze swoimi wrogami. Niniejsza książka stanowi jego pokłosie. Została ona pomyślana jako podręcznik, który ma ci pomóc w zidentyfikowaniu wrogów i przetransformowaniu relacji, jaką z nimi masz.

W kontekście duchowym "miłość" oznacza życzenie komuś szczęścia - i właśnie do takiej postawy cię zachęcamy w stosunku do twoich wrogów. Przykazanie, aby kochać każdego, nawet te osoby, które cię krzywdzą (jak o tym mawiali wielcy nauczyciele duchowi, na przykład Budda czy Jezus), często było postrzegane jako niepożądane czy nawet niemożliwe do zrealizowania. Warto jednak wziąć pod uwagę, że tak naprawdę da się je zrealizować. Życzenie prawdziwego szczęścia swojemu wrogowi jest jak najbardziej do zrobienia, stanowi ono bowiem jedyny sposób na uwolnienie się od poczucia niedoli, które wrogowie w tobie wyzwalają. Korzyści z tego płynące pojawiają się w dwójnasób. Jeśli wróg odczuwa szczęście, to istnieje znacznie większe prawdopodobieństwo, że przestanie wyrządzać krzywdę innym lub wyładowywać na nich swoją frustrację. W przypadku gdy taka wizja miłości nie ma bezpośredniego i szybkiego przełożenia na to, jak twój wróg się zachowuje, już sam akt okazywania miłości przyniesie ci poczucie wewnętrznego spokoju.

Przemyślenia zawarte w tej książce wyrastają z wielu tradycji duchowych oraz z założeń psychologii współczesnej. Zawarte tu narzędzia są pomocne dla osób wszystkich wyznań (nawet sceptyków), ponieważ ułatwiają poszukiwania sposobu na zmianę relacji, jaką masz ze swoimi wrogami, oraz uczą, jak prowadzić życie wiedzione mądrością, tolerancją, współczuciem i miłością. Mamy nadzieję, że w tych poradach i ćwiczeniach odnajdziesz coś dla siebie, z czym możesz poeksperymentować. Pomyśl o tym jak o wielkim eksperymencie widzenia siebie inaczej, widzenia innych inaczej i rozumienia inaczej tego, czym jest prawdziwa siła i prawdziwe szczęście.

Zanim Robert został profesorem w college'u i autorem książek, mieszkał w Indiach i był pierwszym człowiekiem Zachodu, który został namaszczony jako tybetański mnich buddyjski. Sharon uczyła się w Indiach i w Birmie medytacji w tradycji Theravada. Potem wróciła do USA i wspólnie z innymi założyła w środkowym Massachusetts buddyjski ośrodek rekolekcyjny.

Kiedy uczymy wspólnie, na przemian opowiadamy słuchaczom o swoich wglądach, przeżyciach, ćwiczeniach i medytacjach, podobnie jak to uczyniliśmy na kolejnych stronach tej książki.

Opowieści, nauki oraz przykłady podawane przez Sharon, zaczerpnięte z jej własnych doświadczeń życiowych oraz doświadczeń jej uczniów, pojawią się zapisane taką czcionką, jak ten akapit.

Nauki Roberta, bazujące na kanonie buddyjskim i własnych doświadczeniach autora, zostaną zapisane za pomocą tej czcionki, jakiej użyto w tym akapicie.

SHARON SALZBERG

TENZIN ROBERT THURMAN

Nowy Jork, 2013 r.

PrzedmowaSHARON SALZBERG

Cytat z Buddy, wzbudzający we mnie nieustanne refleksje, stanowi takie oto prowokacyjne stwierdzenie: "Nienawiści nigdy się nie przerwie za pomocą nienawiści; nienawiść ustaje jedynie dzięki miłości. To odwieczne prawo". Często biorę pod uwagę ironię kryjącą się w tej części owego stwierdzenia: "To odwieczne prawo". Budda położył nacisk na zmianę, nieistotność, efemeryczną naturę życia. Uśmiecham się na wyobrażenie postaci jednego z moich znajomych, zwanego Panem Niestałym, gdy mówi "To odwieczne prawo".

A jednak oba punkty widzenia mogą być tutaj prawdziwe.

Jest to dla mnie niesamowicie przekonujące nawoływanie w tym sensie, że zaprzecza mym nawykowym wzorcom myślenia:

Z pewnością nie w tych okolicznościach.

Cóż, nie tutaj.

Trochę nie w tej przestrzeni... po prostu niemożliwe.

Oczywiście potęga tej myśli, a właściwie bardziej jej użyteczności, zależy od tego, co rozumiemy przez słowo "miłość". Jeśli oznacza ono poddanie się, to wtedy nie niesie żadnego sensu. Jeśli oznacza duchowe obejście, zaprzeczenie bólu czy wymuszone przebaczenie, wtedy też nie ma ono sensu. Jeśli miłość postrzegamy jako bycie współwinnym czy służalczym, to sądzę, że nie idziemy wówczas w dobrym kierunku. Miłość lub kochająca życzliwość mogą wskazywać na coś bardziej wzmacniającego. Refleksja nad znaczeniem miłości zachęca nas do zwrócenia uwagi na głębszy sens kochającej życzliwości oraz na to, dlaczego może się ona okazać pomocna.

Często otrzymuję pytanie: "Dlaczego powinnam/powinienem praktykować kochającą życzliwość w stosunku do osób, które nienawidzą ludzi takich jak ja?". Jeśli ktoś bardzo nas zranił lub jest zdania, że ludzie "tacy jak my" nie powinni żyć tak, jak chcą, powoduje to w nas ogromny ból. Ale ostatecznie dlaczego mielibyśmy cierpieć jeszcze bardziej, chowając do tej osoby urazę, lub oddawać całą trajektorię naszego życia w ręce ludzi, którzy zachowują się niewłaściwie? Na pewnym poziomie nie wydaje się słuszne, aby wykazywać kochającą życzliwość wobec polityka, członka naszej rodziny bądź grupy osób, które uważamy za niegodziwców. Jednak jak uparte trzymanie się uczucia złości może w jakikolwiek sposób przysłużyć się nam lub innym ludziom?

Odczuwanie złości czy urazy są emocjami ludzkimi, jeśli jednak te emocje nas przytłaczają, mogą się stać toksyczne i ostatecznie wpłynąć na kształt naszej egzystencji, w dużym stopniu ją ograniczając. W tym sensie zatem wrogowie nie istnieją tylko w środowisku zewnętrznym, niejako poza nami, ale funkcjonują także jako siły wewnętrzne, a te jako takie również w dużym stopniu stanowią dla nas niemałe wyzwanie. Uznanie tych części nas samych lub innych osób, które lubimy czy cenimy, może się wydać proste, a nawet przynieść radość. Co jednak z trudniejszymi odczuciami, takimi jak złość czy lęk?

Ścieżka miłości nie oznacza, że dyskredytujemy odczuwaną przez nas złość. Nie oznacza też, że siedzimy bezczynnie. Możemy postanowić, że podejmiemy zdecydowane, a nawet bardzo stanowcze działanie, ale wyzwalaczem nie musi być w takich sytuacjach niegasnąca wściekłość. A jednocześnie możemy zacząć uważnie przyglądać się temu, jak ogromny sens ma to, do czego zdolny jest człowiek.

W "New York Timesie" opublikowano swego czasu artykuł o programie pilotażowym polegającym na wdrożeniu w Oakland praktyki mindfulness w piątych klasach szkoły podstawowej. Dziennikarz spytał ucznia (który miał wtedy prawdopodobnie około 10 lat): "Czym jest mindfulness?". Uczeń odpowiedział: "Mindfulness oznacza, że nie biję nikogo w twarz".

Sądzę, że to świetna definicja praktyki mindfulness, ponieważ implikuje ona, po pierwsze, że czujemy złość wtedy, kiedy zaczynamy ją odczuwać, nie tylko w momencie, gdy już nią wybuchamy czy po wysłaniu przepełnionego złością maila. Implikuje ona również bardziej zrównoważoną relację, jaką mamy z tym uczuciem. Jeśli złość panuje nad nami lub nas definiuje, to zapewne uderzymy wiele osób w twarz. Jednocześnie jednak jeśli odczuwamy wstyd z powodu złości lub próbujemy ją stłumić, buzuje ona w nas tak długo, aż w końcu eksplodujemy. A w ten sposób trudno iść przez życie.

Mindfulness pomaga nam uniknąć tego rodzaju ekstremalnych sytuacji, ponieważ stwarza nieco więcej przestrzeni wokół uczucia złości. W tej przestrzeni mogą się pojawić inne sposoby działania oraz nowe rozwiązania. Lubię sobie wyobrażać, że wspomniany 10-latek, uważny na swoją złość, myśli sobie tak: "W ubiegłym tygodniu uderzyłem kogoś w twarz. Nie rozwiązałem tego dobrze. Może w tym tygodniu spróbuję...".

Gdy praktykujemy mindfulness, zyskujemy szansę na to, aby przyjrzeć się prawdziwie swojemu doświadczeniu. Co sprawia, że czujemy szczęście? Czy jest to coś, czego nas nauczono? Czy nasze poczucie szczęścia wypływa z egoizmu i okazuje się nieistotne w naszym życiu, czy może stanowi ono zasób, z którego możemy czerpać, aby bez wkładania ogromnego wysiłku dokonać zmiany? Co tak naprawdę nas wzmacnia: izolacja czy więź z innymi? Czy faktycznie jesteśmy tak samotni, jak niekiedy się czujemy?

Ta pogłębiona wiedza stanowi esencję praktyki mindfulness. W miarę jak angażujemy się w nią coraz częściej, zyskujemy pewność siebie w byciu z niektórymi bardzo trudnymi uczuciami. Nie oznacza to, że nasz lęk, nienawiść czy poczucie oddzielenia znikają całkowicie, ale mamy szansę odnieść się do nich inaczej, zyskać trochę przestrzeni i swobody serca, co może nam umożliwić zmianę działania. Możemy uszanować godność każdego uczucia - ono nie musi nas pochłaniać, a my nie musimy go odpychać. Możemy być z naszymi uczuciami uważnie, dzięki czemu jesteśmy w stanie odkryć naturę odczuć jako stanów podlegających ciągłym zmianom.

Mam nadzieję, że ta książka będzie dla ciebie wsparciem w czymkolwiek, z czym się mierzysz, bez względu na to, czy chodzi o ogromną zmianę przepełnioną mnóstwem niepokoju, uczuciem lęku czy samotności, czy wezwaniem do wzmocnienia odporności psychicznej i pójścia naprzód. Niech zawarte tu treści ci służą.

TO MY JESTEŚMY RUCHEM

Pewnego dnia jechałam pociągiem wzdłuż Hudson Valley do Nowego Jorku. Siedziałam pomiędzy kobietą, która dość głośno rozmawiała przez telefon komórkowy, a mężczyzną, którego irytacja głośnością owej rozmowy stale narastała. W miarę upływu czasu mężczyzna ten, otoczony miarowym dźwiękiem głosu kobiety i docierającymi z prowadzonej przez nią rozmowy szczegółami dotyczących jej planów życiowych, kołysał się, chrząkał, mruczał coś pod nosem, by w końcu eksplodować z całych sił: "Robi pani za duży hałas!". Spojrzałam na niego i pomyślałam: "Cóż, pan również!".

Kiedy stoimy w korku i czujemy, że puszczają nam nerwy, zapominamy, że my też wówczas pozostajemy w ruchu. Możemy być równie dobrze częścią problemu, jak i częścią rozwiązania. Praca z naszymi antagonistami zaczyna się od chęci wejścia na nowe terytorium i eksplorowania przestrzeni pomiędzy tymi, o których się troszczymy i których do siebie przyciągamy, a tymi, których odrzucamy i przed którymi się odgradzamy. Filozof Peter Singer nazywa ten proces "poszerzaniem kręgu moralnego" tych, których los nie jest nam obojętny.

Chociaż altruizm narodził się jako popęd biologiczny służący do ochrony nas samych, jak wyjaśnia wspomniany filozof, rozwinął się następnie jako wybór, którego dokonujemy, aby zatroszczyć się o innych. Odruchowo możemy kogoś zagłuszyć, podnosząc głos, lub odpowiedzieć brakiem życzliwości na czyjąś waleczną postawę, jednak w ostatecznym rozrachunku mamy tu do czynienia z wyczerpującym, błędnym kołem konfliktu.

Określenie kogoś jako wroga sprawia, że ta osoba zostaje na siłę zaklasyfikowana jako sztywna struktura charakterologiczna. Gdy kategoryzujemy innych jako tych złych (lub dobrych, lub mających rację bądź jej niemających), czujemy się bezpiecznie. Wiemy po prostu, w którym miejscu jesteśmy my, a w którym stoją oni. Lub tak nam się wydaje. Życie jest jednak bardziej złożone. Mój dobry znajomy Brett, który kiedyś jeździł jako kierowca limuzyn, opowiedział mi, jak pewnego dnia wpadł we wściekłość z powodu zachowania innych kierowców. Potem zdał sobie sprawę z tego, że on sam popełniał takie same czyny, z powodu których czuł tak duży dyskomfort.

Odnoszenie się do innych, jakby należeli do kategorii zupełnie odrębnej od nas, uprzedmiotawia ich i powoduje napięcia, które nieuchronnie przeradzają się w konflikty. Nie ma wtedy miejsca na swobodną więź, a my możemy czuć się samotnie. W przywołanej przeze mnie sytuacji dotyczącej rozmowy przez telefon komórkowy w pociągu bardziej owocnym podejściem prowadzącym do poradzenia sobie z osobą, którą postrzegamy jako wroga, byłaby, o ile to możliwe, zmiana miejsca lub uprzejme poproszenie rozmówczyni o ściszenie tonu głosu. Alternatywnie można też w tym momencie w ogóle nie reagować, ale potem powziąć pozytywne działania, na przykład lobbować przeciwko używaniu komórek w transporcie publicznym lub propagować wyodrębnianie wagonów ze strefą ciszy w kolejce podmiejskiej. Zamiast odreagowywać na ludziach, którzy nas obrażają, możemy w danej sytuacji ujrzeć szansę, z której skorzystają wszyscy zainteresowani.

Brett opowiedział mi historię o swoim pierwszym medytacyjnym odosobnieniu w ciszy, którego doświadczył 10 lat temu. Było to odosobnienie z tematem kochającej życzliwości, które co roku organizuję w Insight Meditation Society - ośrodku, który założyłam wspólnie z innymi osobami w Barre, stan Massachusetts. Pewnego wieczoru - odosobnienie trwało już kilka dni - Brett odpoczywał po kolacji w swoim pokoju. Za chwilę miał się udać do holu medytacyjnego na wieczorną sesję. Tak oto przywoływał, co się wtedy wydarzyło:

Mój pokój znajdował się tuż nad budką telefoniczną, którą ulokowano w piwnicy. Leżałem na łóżku, odczuwając ciepły strumień miłości przepływający przez moje ciało, gdy nagle usłyszałem głośny, stanowczy głos dobiegający z dolnego poziomu. Nie mogłem nic z tego zrozumieć, ale nie miałem wątpliwości, że ten mężczyzna krzyczał. Mój umysł od razu przeszedł z trybu życzliwości do myśli: "Jak on tak może!". Byłem już na tyle rozgniewany, że podniosłem się z łóżka i zacząłem schodzić do piwnicy. Chciałem powiedzieć temu facetowi, jak niewłaściwie się zachowuje, generując taki hałas w naszym spokojnym sanktuarium. Otworzyłem drzwi do piwnicy. Przejechałem wzrokiem po podłodze, by za chwilę wbić go w budkę telefoniczną, w której widać było czubek głowy mężczyzny. Gdy zbliżyłem się na tyle, aby zrozumieć, co mówił, usłyszałem, jak krzyczy w stanie całkowicie zrozumiałej frustracji: "Ale tato, zapłaciliśmy trzy tysiące dolarów za twój aparat słuchowy: naprawdę powinieneś go używać". W tej chwili poziom adrenaliny w moim układzie nerwowym zmniejszył się, a sam neuroprzekaźnik ulotnił się do przestrzeni kochającej życzliwości, uśmiechnąłem się i wróciłem do pokoju.

Nie ma nic słabego czy poddańczego w unikaniu konfrontacji z naszymi wrogami w sposób bezpośredni i agresywny. To raczej zupełnie inny sposób na odnoszenie się do innych osób: taki, dzięki któremu omijamy pułapkę wpadnięcia w rolę ofiary lub agresora. Jesteśmy tak bardzo uwarunkowani do tego, aby odnosić się do innych we wrogi sposób, że rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, iż taka metoda postępowania na niewiele się zdaje w codziennym funkcjonowaniu. Jak odkrył to Brett, w przerwie pomiędzy odczuwaniem złości a podjęciem działania możemy się sporo nauczyć o tym, co tak naprawdę się dzieje.

Wroga zewnętrznego spotykamy wtedy, gdy doznajemy krzywdy. Może ona w codziennym życiu wystąpić w każdej możliwej postaci. My - oraz nasi ukochani bliscy - możemy zostać obrażeni lub zwymyślani, obrabowani bądź pobici, poddawani zjawisku bullyingu lub dręczeni, torturowani czy nawet zabici. Nasz majątek może nam zostać odebrany, uszkodzony bądź zniszczony. Osoby, które popełniają takie czyny, wpasowują się doskonale w typową definicję wroga. Definicja ta brzmi następująco: osoba, która nienawidzi innej osoby i życzy jej jakiegoś nieszczęścia bądź próbuje popełnić czyn zmierzający do zaszkodzenia komuś. Czujemy się doskonale usprawiedliwieni, gdy określamy tego rodzaju sprawców naszymi wrogami i traktujemy ich stosownie do popełnionych przewin.

Inni też mogą doświadczyć pewnych nadużyć czy zranień. Jeśli się z tymi osobami utożsamiamy, to dręczących ich ludzi także uznajemy za wrogów. Niezliczone zastępy wrogów odnajdziemy w książkach, filmach i programach telewizyjnych, w których źli ludzi dopuszczają się złych uczynków wobec tych dobrych. Oczywiście identyfikujemy się z dobrymi bohaterami i czekamy w niepewności, kiedy złapią oprawców i zapobiegną katastrofie.

Do innych wrogów zewnętrznych, którzy wyrządzają nam ogromną krzywdę, zaliczamy wiele rzeczy, które nie układają się w świecie pomyślnie, oraz osoby, które w naszym odczuciu odpowiadają za taki stan: nierówność gospodarcza, która promuje ludzi superbogatych kosztem pozostałych; gałęzie przemysłu, które powodują zanieczyszczenie arterii wodnych oraz które przekształcają puste miejsca parkingowe w przestrzenie skażone niebezpiecznymi materiałami2; politycy, którzy nie mają poważnego podejścia do naszych praw społecznych i konstytucjonalnych; dobrze opłacane grupy interesu, które wypychają swoje ograniczone programy na plan pierwszy. Gdzie nie spojrzeć, można dostrzec jakąś grupę, która jest antagonistycznie nastawiona do innej grupy.

Wystarczy przyjrzeć się swemu sąsiedztwu czy miejscowej szkole - w tych miejscach można znaleźć pełno wrogów. Strzelający nastolatkowie oraz terroryści kradną dziś nagłówki gazet, jednak jeszcze bardziej podstępnym i szeroko rozprzestrzenionym problemem jest zjawisko bullyingu, które w ostatnich czasach osiągnęło rozmiary epidemii. Różnego rodzaju nadużycia czy ataki, niekiedy kończące się fatalnie, mogą zostać wyzwolone przez takie kwestie, jak: rasa, wyznanie wiary, narodowość, klasa społeczna, orientacja płciowa, nawet jąkanie się czy "niewłaściwy" ubiór.

Wystarczy otworzyć gazetę czy włączyć telewizor, aby zostać skonfrontowanym z wrogami pochodzącymi z całego świata. Gdy widzimy, jak jeden kraj atakuje inny lub stymuluje do takich działań własnych obywateli, czujemy ogromny smutek na skutek masakrycznych wydarzeń, jakich jesteśmy świadkami, i pragniemy wówczas pokonania agresorów. Kiedy to nasz kraj jest agresorem - i mam tu na myśli efekt "szoku i przerażenia" w trakcie ataku bombowego w Bagdadzie - jesteśmy rozdarci pomiędzy pragnieniem pokonania "złych ludzi" a smutkiem i poczuciem winy spowodowanych ludzkim cierpieniem, do którego doprowadziło uciekanie się do okrucieństwa.

Próbujemy uodpornić się na krzywdę i ból, jednak otaczanie się tarczą lub uciekanie od nich stanowią jedynie tymczasowe rozwiązanie. Prędzej czy później krzywda nas dopadnie. Jedynym pewnym sposobem, aby faktycznie się uodpornić, jest dokonanie zmiany na polu naszego zapatrywania się na wrogów i nauczenie się dostrzegania każdego przypadku krzywdy jako szansy, jako czegoś, co może nam służyć dla dobra nas samych i innych ludzi. Spójrzmy na tę kwestię z innej perspektywy i zadajmy sobie pytania: jak moglibyśmy wzrastać w siłę i rozwijać w sobie cierpliwość, jeśli nie bylibyśmy narażeni na doznanie krzywdy? Przecież to właśnie w takiej sytuacji zyskujemy szansę na to, aby nauczyć się hamować naszą irytację, poczucie bycia ofiarą, złość i lęk. Do tego potrzebni są nam wrogowie. Powinniśmy być im wdzięczni, jak stwierdził Dalajlama, to oni uczą nas bowiem cierpliwości, odwagi i determinacji, a także pomagają nam rozwinąć spokój umysłu.

Aby skutecznie radzić sobie ze swoimi wrogami, musimy pokonać swoją nienawiść i lęk wzbudzany przez tych, którzy nas krzywdzą, którzy mają zamiar nas skrzywdzić, którzy skrzywdzili nas w przeszłości lub mogą skrzywdzić nas w przyszłości. Dla większości z nas to nie do przejścia, przynajmniej na początku. Najlepiej podejść do tego procesu powoli i stopniowo.

Od razu chcę cię zapewnić, że nie sugeruję w żadnym razie, abyś się położył i pozwolił, aby ktokolwiek, kto nosi się z zamiarem skrzywdzenia cię, oddał strzał w twoją stronę. To byłoby zachowanie masochistyczne, takie, które nikomu nie służy. Aby poradzić sobie z wrogami, możemy na początku robić wszystko, co możemy, aby unikać ludzi, którzy chcą zrobić nam coś złego. Ma to na celu uniemożliwienie im zrealizowania tego rodzaju planów. Jeśli strategia unikania nie jest możliwa do zrealizowania, musimy się bronić. Jednak pomiędzy unikaniem a defensywnością mamy drogę pomiędzy. Najlepszą metodą jest działanie prewencyjne, zanim jeszcze wpadniemy w złość. Nie możemy też dawać naszym wrogom okazji do skrzywdzenia nas.

Wszystkie powyższe strategie polegają na tym, że patrzymy na taką osobę jak na potencjalne zagrożenie, podobnie jak jadąc autostradą, patrzylibyśmy na ciężarówkę zmierzającą w naszym kierunku. Mamy pewne zapatrywania co do drogi, jaką zmierza ta ciężarówka, i podejmujemy wszelkie kroki zapobiegawcze, aby uniknąć zderzenia z nią. Nie nienawidzimy jednak tego pojazdu; nie robimy z niej wroga. Robimy, co możemy, aby pozostać bezpiecznie na naszej stronie jezdni.

Zgoda, trudno nie czuć nienawiści do swoich wrogów. Kiedy ktoś nas skrzywdzi, automatycznie przechodzimy w tryb ofiary i reagujemy złością, nienawiścią lub lękiem. A zatem przynajmniej w przypadku naszych wrogów zewnętrznych pytanie brzmi: jak możemy ich pokonać, a przy tym nie odpowiadać ogniem na ogień? W jaki sposób możemy uniknąć takich reakcji, kiedy czujemy, że ktoś nas atakuje? Aby się to udało, musimy mieć klarowne rozumienie danej sytuacji, tak aby powstrzymać się z reakcjami fizycznymi i werbalnymi. A zatem, aby poradzić sobie z wrogami, potrzebne nam są wysoka inteligencja krytycznej mądrości, dogłębna analiza realnej sytuacji dokonywana dzięki tej umiejętności może nas bowiem uwolnić od zatracenia siebie samych, kiedy reagujemy w instynktowny, nieporadny sposób.