Pokochać Jasona - Ella Maise

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Olive

Zanim poznałam Jasona Thorna, moje marzenia były słodkie jak puszyste białe chmurki, różowe sukienki, smakowite szarlotki i, oczywiście, jak starszy brat naszej sąsiadki Kary.

- Ani słowa więcej, Jasonie. Zawsze jesteś tu mile widziany, skarbie. - Usłyszałam głos matki.

Już miałam zejść na dół, żeby pomóc jej nakryć do stołu, kiedy dotarły do mnie odgłosy rozmowy. Zatrzymałam się.

- Widzisz, mówiłem ci, że wszystko będzie w porządku. Chodźmy do mojego pokoju.

- Czekaj, Dylanie. Nie tak szybko.

Mama odstawiła filiżankę na kuchenny blat, a po chwili znów się odezwała:

- Jasonie, może jednak do kogoś zadzwonimy? Czy ktoś nie powinien czasem sprawdzić, jak się czuje twoja mama, i upewnić się, że nic jej nie jest? Może zadzwonimy do twojego ojca i damy mu znać, że zostajesz tu na noc? Na pewno by się zmartwił, gdyby próbował się do was dodzwonić, a nikt by nie odbierał.

Mama była łagodną, współczującą kobietą z sercem z czystego, lśniącego płynnego złota. Dziadek powtarzał to niezliczoną ilość razy, podziwiając ją za to, że wytrzymuje z moim ojcem, więc jako dziecko wiedziałam, że musi to być prawda. Ale mama potrafiła być też bezkompromisowa, gdy w grę wchodziła opieka nad tymi, których uważała za swoją rodzinę.

Poza tym była kochana, jak lubił mawiać mój tata. Miała ten tajemniczy talent do wywoływania uśmiechu na twarzach innych ludzi, nawet jeśli się czymś smucili. Zawsze rozśmieszała mnie, gdy szłyśmy do dentysty, a przecież dla sześciolatki - prawie siedmiolatki! - było to absolutnie przerażające miejsce. Wystarczyło, że weszła do pokoju, a wszyscy się rozpromieniali.

Miała taki wpływ nie tylko na mnie i mojego brata, ale też na moje koleżanki i kolegów. Gdy przychodziła jej kolej na odebranie nas ze szkoły, wszystkie dzieci patrzyły na nią z szerokimi, głupawymi uśmiechami na twarzach. Gdy teraz o tym myślę, stwierdzam, że przypominały mi Buzza, szczeniaka, którego Kara dostała kilka tygodni wcześniej. Uwielbiałam patrzeć, jak jej brat, Noah, bawi się z tym pieskiem. Zawsze fantazjowałam wtedy, że uratujemy kiedyś razem kilka szczeniąt po tym, jak poprosi mnie o rękę.

Westchnienie...

W każdym razie nie pozwolono mi trzymać szczeniaka w domu i oczywiście nigdy nie ośmieliłabym się wnieść go ukradkiem do środka pod nieobecność mamy (ciii, nie mówcie nikomu), ale widziałam, jakie ten maluch robi miny, gdy chce czegoś od Kary.

Właściwie to w tamtym czasie uważałam, że trudno być dzieckiem, ale posiadanie takiej matki bardzo mi to ułatwiało. To dlatego zawsze chciałam być taka jak ona - uszczęśliwiać ludzi i sprawiać, żeby choć na chwilę zapominali o swoich zmartwieniach. Być dla nich słońcem, jak ona dla nas.

Był tylko jeden mały problem... bolesny fakt, że nie miałam serca ze złota. Nigdy nie byłam dobra w zachowywaniu spokoju i taktu, a mama stanowiła uosobienie tych cech.

To nie moja wina, że Dylan zawsze doprowadzał mnie do szału. Jeśli już miałabym kogoś za to obwinić, to właśnie jego.

Mój starszy brat Dylan uprzykrzał mi życie na wszelkie możliwe sposoby, prawdopodobnie już od dnia, w którym się urodziłam. Niestety, nie pamiętam wczesnych lat swojej egzystencji, ale jestem pewna, że wtedy też się ze mną droczył. Według mamy i taty kilka dni po tym, jak przynieśli mnie ze szpitala, oznajmił im, że powinni mnie odnieść z powrotem tam, gdzie mnie znaleźli - obok pojemników na śmieci.

Co za bezczelność! Mój kochający, starszy brat.

Ale nie skończyło się na sprytnie zawoalowanej groźbie. Pamiętam, jak kradł mój wózek, sadzał mnie na niego i biegał tak ze mną po parku jak szalony. Założę się, że odczuwał czystą radość na myśl, że może mnie zabić!

Bardzo szybko odkryłam, że mam złote serce tylko wtedy, gdy nie ma obok Dylana, który zawsze potrafił wytrącić mnie z równowagi. Jego obecność znacząco zwiększała prawdopodobieństwo, że stracę panowanie nad sobą i w końcu oboje zaczniemy na siebie wrzeszczeć.

Nie ma nic taktownego w krzyczeniu co sił w płucach na kogoś, kto nie chce bawić się z tobą twoim kucykiem My Little Pony.

Ostrożnie dobrane słowa Jasona przywróciły mnie do teraźniejszości, w której stałam przyklejona do ściany na lewo od schodów, podsłuchując ich rozmowę.

- Dziękuję, pani Taylor, ale nie sądzę, żeby mój tata troszczył się o to, gdzie spędzam noc. I... hmm... rano mama pewnie już dojdzie do siebie. Jestem pewien, że właśnie zasnęła. To właściwie moja wina. Powinienem był wrócić do domu przed osiemnastą.

- Graliśmy w piłkę na ulicy, Jason. Tuż przed twoim domem. W niczym nie zawiniłeś. Poza tym kto kładzie się spać o osiemnastej, mamo? Nawet Olive zasypia później.

- Dylanie - powiedziała mama niskim głosem i westchnęła.

Uśmiechnęłam się z dumą. Pozwalali mi kłaść się dość późno. Czasem nawet o dwudziestej pierwszej.

Nastąpiła chwila ciszy, po której usłyszałam szuranie krzesła po podłodze, gdy ktoś wstał od stołu.

- Dobrze, Jasonie. - Napięty głos mamy przerwał ciszę.

Kim był ten chłopiec, którego nazywali Jasonem? Może należał do rodziny, która kilka dni temu wprowadziła się do jednego z tych domów po drugiej stronie ulicy?

Dlaczego Dylan nie przedstawił mnie nowemu koledze?

- Zawsze jesteś mile widziany w tym domu. Chcę, żebyś o tym pamiętał, dobrze? - dodała mama.

- Dziękuję, pani Taylor. Bardzo to doceniam.

- To może pójdź do łazienki i doprowadź się do porządku, a ja przygotuję kolację. Potem zadzwonimy do twojego taty i powiemy mu, że jesteś bezpieczny.

- To naprawdę nie jest koniecz...

- Powiedzmy, że to dla mojego spokoju ducha.

- Chodź, Jason. - Usłyszałam mruknięcie mojego brata. - Pokażę ci nową grę wideo, którą dostałem od taty.

No tak, jeśli chodzi o to... Zawsze uważałam to za niegrzeczne, że chowa przede mną swoje zabawki. Nigdy nie pozwalał mi się ze sobą bawić.

Odwróciłam się na pięcie i już miałam pobiec z powrotem do swojego pokoju, żeby przez małą szparkę w drzwiach podglądnąć tego nowego chłopaka, kiedy usłyszałam głos mamy.

- Dylanie, czy możesz tu zostać i pomóc mi nakryć do stołu? Potem dołączysz do Jasona na górze, a ja zawołam was na kolację.

- Jasne, mamo - odparł szybko mój brat. - Jason, łazienka jest za drugimi drzwiami po lewej. Mój pokój jest tuż obok. Zaraz tam przyjdę.

- Czy mógłbym pani w czymś pomóc, pani Taylor?

- Och, jesteś kochany, Jasonie. Co powiesz na to, żeby dzisiejszego wieczoru zostać naszym gościem? Następnym razem mi pomożesz, dobrze? Mów mi Emily.

- Dobrze, pani Tay... Emily. Dziękuję, że pozwoliłaś mi tu zostać na noc. Będę w twoim pokoju, Dylan.

Usłyszałam jego kroki na schodach.

Stałam nieruchomo i czekałam cierpliwie, aż właściciel tych kroków dotrze pod mój pokój. Doszłam do wniosku, że mogę się z nim zapoznać i powitać go w naszym sąsiedztwie, skoro Dylan został na dole.

"Ach, ten Dylan..." - myślałam. "Niech sobie nie wyobraża, że jest moim panem i władcą tylko dlatego, że jest o cztery lata starszy".

Zastanawiałam się, czy Jason jest blondynem, czy też może ma ciemne oczy i włosy oraz wygląd marzyciela, jak Noah, starszy brat Kary, który kilka tygodni temu skończył osiemnaście lat. Mama powtarzała, że jest dla mnie trochę za stary, ale sama kiedyś powiedziała, że dziewczyna zawsze powinna mierzyć wysoko. Bardzo kochałam mamę, ale uznałam, że najwyraźniej nie zawsze ma rację. Ten Jason wydawał się kumplem Dylana, więc wątpiłam, żeby miał dołączyć do listy moich marzeń.

A jednak nagle z jakiegoś nieznanego mi powodu coś we mnie zadrżało. Zamarłam i przygładziłam sukienkę. Kolega Dylana czy nie, był naszym gościem, więc uznałam, że powinnam być dla niego miła, skoro i tak już stresował się tym, że musiał u nas zostać.

Tommy, jeden z moich najlepszych szkolnych kolegów, wierzył, że pewnego dnia się pobierzemy, ale ja nie powiedziałam mu "tak". Nigdy nawet nie odczułam szczególnego podekscytowania w trakcie naszych zabaw w randki.

Najpierw zobaczyłam trampki Jasona. Wciąż je pamiętam: były białe i bardzo czyste, jak na buty chłopca w jego wieku. Pomyślałam wtedy, że może nie będzie aż taki zły jak inni koledzy Dylana, którzy się ze mnie nabijali.

Uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafiłam, i powoli uniosłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Zatrzymał się, gdy zobaczył mnie schowaną przy ścianie. Na jego widok uśmiech powoli zaczął znikać z mojej twarzy. Stałam jak wryta z rozdziawioną buzią.

 "Jason? Jason jaki?" - pomyślałam.

Czy to motylki? Czy te delikatne trzepoty w moim brzuchu to te motylki, o których opowiadała mi mama? Wszystko na to wskazywało. Tysiące motylków. Czy mama też je czuła, gdy poznała tatę?

"Jak ma na nazwisko ten Jason?" - zastanawiałam się gorączkowo.

Zapragnęłam - nie, cofam to - poczułam, że muszę nosić jego nazwisko.

Nie dzień później, nie dziesięć czy dwadzieścia lat później. Chciałam, żeby to się stało tamtego dnia. Dokładnie w tamtej chwili.

Przez chwilę wydawał się zaskoczony moim widokiem, ale doszedł do siebie znacznie szybciej niż ja. Posłał mi głupkowaty, słodki uśmiech, a na jego lewym policzku pojawił się dołeczek.

- Masz dołeczek! - wypaliłam głupio, całkowicie zagubiona w tej maleńkiej szparce. Zdawała mi się niemalże magiczna.

Zamknęłam usta i poczułam, jak moje policzki robią się gorące. W końcu zdołałam niepewnie odwzajemnić jego uśmiech.

- Hej, maleńka. Pewnie jesteś młodszą siostrą Dylana. Jestem Jason.

- Cześć - przywitałam się zakłopotana i pomachałam mu ręką.

Uśmiechnął się nieco szerzej, a ja poczułam, że się rumienię. Założyłam luźne kosmyki włosów za ucho i uśmiechnęłam się jeszcze promienniej.

O kurczę.

Ależ on był słodki.

Odchrząknęłam i wyciągnęłam rękę, tak jak robił to tata, kiedy się z kimś zapoznawał.

- Jestem Olive. Moi przyjaciele nazywają mnie Liv lub Oli, bo uważają, że mam dziwne imię.

Uniósł brew, spojrzał na moją rękę, a potem w moje oczy.

 - Tak? - zapytał i uścisnął mi dłoń, a ja skinęłam entuzjastycznie głową, chowając dłoń za plecami. - Uważam, że masz bardzo ładne imię, mała Olive. Trudno takie imię zapomnieć. Masz też bardzo piękne, zielone oczy. Pasuje ci to imię.

Piękne?

Piękne?!

Postanowiłam, że już nigdy nie umyję ręki.

Mój uśmiech się powiększał i to właśnie wtedy zakochałam się w tym tajemniczym chłopcu z uroczym dołeczkiem.

- Jesteś naszym nowym sąsiadem? - zapytałam.

Musiał być naszym nowym sąsiadem. Musiałam go znowu zobaczyć.

- Tak, przeprowadziliśmy się tutaj w zeszłym tygodniu.

Skinęłam głową. To była dobra wiadomość, wyglądało na to, że będę go częściej widywać.

- Skoro podoba ci się moje imię, to może zechciałbyś mnie poślubić? - spytałam.

Zaczerwienił się, ale nic nie odpowiadał, tylko raz po raz otwierał i zamykał usta.

- Co? - zapytał w końcu ze śmiechem.

Wzruszyłam ramionami.

- Mój tata nie chce, żebym wychodziła za mąż przez co najmniej trzydzieści lat, ale myślę, że nie powinniśmy aż tak długo czekać. Możemy wziąć ślub szybciej?

Podrapał się niezręcznie w głowę, ale nawet ten gest wyglądał uroczo.

- Myślę że jesteśmy zbyt młodzi, żeby wziąć ślub, maleńka.

Zdruzgotana wbiłam wzrok w swoje stopy.

- Mój tata też tak mówi. Zawsze myślałam, że poślubię Noah, naszego sąsiada, ale tata się nie zgadza. Nawet mama uważa, że jest dla mnie za stary. Ale myślę, że mogłabym poczekać, aż trochę podrośniesz. Tylko ty też na mnie poczekaj, dobrze? Idę na dół pomóc mamie z kolacją. Dylan zawsze coś chrzani.

Splotłam dłonie za plecami i spojrzałam w jego buty.

- Wiesz... Pomogłam jej wcześniej upiec szarlotkę i przyrządzić sos waniliowy. Zadbam o to, żebyś dostał największy kawałek. Posmakuje ci. Dam tobie pierwszemu.

Wiedziałam, że faceci lubią jedzenie, ponieważ tata zawsze doceniał dobry, domowy posiłek. Moje małe serduszko zakochało się po raz pierwszy i miałam nadzieję, że Jason również się we mnie zakocha, jak tylko skosztuje tego ciasta.

Zachichotał i dotknął palcem mojego podbródka. Zrobiłam wielkie oczy, zupełnie zaskoczona tym dotykiem. Widząc jego uśmiechniętą twarz, musiałam przygryźć wargę, żeby nie uśmiechać się głupkowato jak mała dziewczynka. Na pewno znalazłabym się przez to na przegranej pozycji.

- Dziękuję, maleńka. Jestem pewien, że to ciasto jest pyszne, skoro pomagałaś je przyrządzić. Lepiej już pozwolę ci odejść. Do zobaczenia na kolacji.

Dotknął moich włosów i z szerokim uśmiechem skierował się do łazienki.

Splotłam dłonie, żeby nie pomachać mu na pożegnanie i nie westchnąć jak moja przyjaciółka Amanda za każdym razem, kiedy widzi Dylana.

Ale moje serce tańczyło w chmurach.

Dotknął moich włosów.

Dotknął mojej brody i spojrzał mi w oczy.

Jason.

Nasz nowy sąsiad z jednym dołeczkiem. Dotknął. Mnie.

Ach...

Byłam prawie pewna, że on też się we mnie zakochał. W przeciwnym wypadku nie uśmiechałby się tak do mnie, nie dotykał i nie patrzyłby mi w oczy, prawda? 

Prawda?!

Rozdział 2

Olive

Siedem lat później...

- Dziękuję, że pożyczyłaś mi telefon, Amando - wyszeptałam schowana w swojej szafie.

- Dlaczego szepczesz?

- Żeby Dylan i Jason mnie nie usłyszeli.

- Na pewno chcesz to zrobić, Olive? A jeśli on się domyśli, że to ty do niego piszesz?

- Ale ja chcę, żeby się domyślił.

Zastanawiałam się nad tym przez chwilę i zmieniłam zdanie.

- No cóż, może nie od razu - sprostowałam.

Amanda westchnęła na drugim końcu linii.

- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł, Liv. A jeśli powie Dylanowi? A jeśli rozpoznają numer i pomyślą, że to ja?

- Och, przestań. Jak mieliby rozpoznać numer twojej kuzynki? Nikt się nie dowie, chyba że sama wygadasz. To tylko na dzisiejszy wieczór. Nie będę więcej do niego pisać. Dziś jest doskonała okazja. Moi rodzice wyszli, a on zostaje tu na noc.

- Olive! - zawołał mój brat i walnął w drzwi. - Przyszła pizza. Zejdź na dół, jeśli chcesz się załapać na kawałek!

- Może wyłamiesz mi drzwi? - mruknęłam pod nosem.

Otworzyłam drzwiczki od mojej małej szafy.

- Już idę! - krzyknęłam, wstałam z podłogi i wróciłam do rozmowy z Amandą. - Dobra, schodzę na dół. Która jest godzina?

- Dwudziesta pierwsza. Kiedy do niego napiszesz? Musisz dać mi znać, co odpisał.

- Nie mogę pisać jednocześnie do niego i do ciebie. Będę zbyt podekscytowana. Zadzwonię do ciebie jutro i opowiem, jak poszło.

- To w takim razie przyjdę do ciebie na śniadanie. Kto wie, kiedy raczysz do mnie zadzwonić. Poza tym muszę oddać kuzynce telefon. Wyjeżdża jutro po południu.

- Dobrze, do zobaczenia jutro. Trzymaj kciuki.

Rzuciwszy telefon na łóżko, wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Włosy w odcieniu truskawkowego blondu opadały mi na ramiona miękkimi falami, oczy błyszczały, a twarz była zarumieniona z podniecenia na myśl o tym, co może się wydarzyć.

Spojrzałam na swoje drżące ręce i zaśmiałam się z siebie.

Jedyne, czego chciałam tamtej nocy, to napisać do Jasona i porozmawiać z nim tak, jakbym była nieznaną wielbicielką. Planowałam to od wielu dni. Miałam zamiar wysłać mu anonimowy SMS, najlepiej wtedy, gdy nie będzie przy nim Dylana, a potem po prostu powymieniać z nim wiadomości i być może zapytać, czy domyśla się, kim jest jego wielbicielka... Czyż nie byłoby cudownie, gdyby wyznał, że chciałby, abym to była ja?

Jak dotąd wszystko szło zgodnie z planem. Moje dalsze działania zależały od tego, co się wydarzy.

- Olive! - zagrzmiał znów mój brat z dołu.

Zamknęłam oczy, odetchnęłam głęboko, schowałam telefon pod poduszkę i wyszłam z pokoju.

- Po co tak krzyczysz? Powiedziałam przecież, że idę - oznajmiłam na widok Dylana siedzącego przed telewizorem.

- Nalej nam coś do picia i przynieś pizzę - rzucił, nawet na mnie nie patrząc.

- Dlaczego nie możesz wstać i zrobić tego sam? - odparowałam.

- No pośpiesz się z tym. Zaraz zacznie się film.

Właśnie otworzyłam usta, żeby...

- Cześć, mała Olive - powiedział ktoś tak blisko mojego ucha, że aż podskoczyłam.

- Jason - wyszeptałam, przyciskając dłonie do klatki piersiowej, żeby serce mi z niej nie wyskoczyło. - Ale mnie przestraszyłeś.

Roześmiał się, pokazując mi swój dołeczek.

- Wiem - odpowiedział.

Ja też się roześmiałam, a moje oczy zabłysły miłością do tego chłopca, którego znałam już od siedmiu lat.

Pociągnął za kosmyk moich włosów, mrugnął do mnie i skierował się na kanapę z butelką wody w ręku. Popchnął Dylana i usiadł obok niego.

- Chciałbyś się jeszcze czegoś napić oprócz wody? - zapytałam Jasona, patrząc na kawałek wolnego miejsca na kanapie tuż obok niego.

Odwrócił głowę i uśmiechnął się do mnie.

- Dziękuję, pięknotko. Nic mi nie trzeba.

Rozpłynęłam się w małą, bardzo szczęśliwą kałużę na ulubionym dywanie mojej matki.

- Przestań flirtować z moją siostrą, gnojku - mruknął Dylan, ale byłam zbyt zajęta swoimi marzeniami, żeby przywołać go do porządku. Zresztą i tak nic by sobie nie zrobił z moich protestów.

Wzięłam z kuchni napój gazowany Dylana oraz kilka papierowych talerzyków na pizzę, po czym wróciłam do salonu.

- Nalej sobie, Jason - powiedziałam i postawiłam butelkę nieco zbyt energicznie na stoliku tuż przed nim. - Ile chcesz kawałków?

Uklękłam przy nim na podłodze, ale nie śmiałam spojrzeć mu w oczy.

Dylan westchnął i mruknął:

- Znów się zaczyna.

Nie podobało mu się, że zawsze dawałam Jasonowi pierwszy kawałek wszystkiego: pizzy, ciasta, placka lub czegokolwiek innego. Jason odłożył na bok swoją butelkę z wodą i wyciągnął rękę, żeby mi pomóc.

- Nie będziesz siedzieć na podłodze - oznajmił i pociągnął mnie na kanapę. - Ja się zajmę pizzą.

Usiadłam obok niego i pozwoliłam mu rozdzielić pizzę między nas.

- Dwa kawałki ci wystarczą? - zapytał, dając mi pierwszy.

"Uspokój się, serce" - powiedziałam do siebie w myślach.

- Tak, dziękuję.

Kiedy znów do mnie mrugnął, zupełnie zapomniałam o pizzy i rozkoszowałam się myślą o tym, że spędzę dwie godziny koło niego, oglądając z nim film. To była idealna noc, żeby do niego napisać.

- Co oglądamy? - zapytałam i wzięłam mały kęs ogromnego kawałka.

- Nic, co mogłoby ci się spodobać. Skoro już musimy opiekować się tobą w piątkowy wieczór, to my wybieramy film.

- Nie bądź dupkiem, Dylan - mruknął Jason z pełnymi ustami.

- Chcesz mi powiedzieć, że wolisz tu zostać, zamiast wyjść z dziewczynami?

Moje oczy wypełniły się łzami z powodu zakłopotania i jeszcze czegoś innego, czego nie umiałam nazwać. Odłożyłam talerz i już chciałam wstać, kiedy Jason pociągnął mnie z powrotem na kanapę.

- Dzieci - powiedział tonem, który znałam z wypowiedzi mojego taty. Jego ciepła dłoń wciąż trzymała mnie za nadgarstek, a ja siedziałam jak sparaliżowana. - Obiecałem Emily, że będę miał na was oko, na wypadek gdybyście postanowili się dziś pozabijać. Skończcie już z tym i zacznijmy oglądać film. Dziewczyny nam nie uciekną, Dylan.

Wciąż zakłopotana odchrząknęłam, żeby zwrócić na siebie uwagę.

- Nie musicie tu dla mnie zostawać. Nic mi nie będzie, Dylan. Wiesz, że nie mam nic przeciwko zostawaniu w domu samej.

Widząc moją nieszczęśliwą minę, Dylan pokręcił głową i sięgnął po talerz.

- Nie, w porządku - oznajmił. - Jason ma rację. Dziewczyny nam nie uciekną, a my chcieliśmy to obejrzeć już dawno temu. To dobra okazja.

Film właśnie się zaczął i obaj rozsiedli się wygodnie. A tymczasem ze mnie uchodziło całe wcześniejsze podekscytowanie.

- Zgaszę światła - rzucił Dylan i zerwał się z kanapy.

Wciąż bawiłam się nerwowo papierowym talerzykiem na swoich kolanach.

"A jeśli ma dziewczynę?" - rozważałam gorączkowo, chociaż byłam pewna, że nie ma, i Dylan też nie, po tym, jak znów ostatnio zerwał ze swoją Vicky.

- Nie martw się, maleńka, to nie jest horror ani nic takiego. To film akcji, spodoba ci się - szepnął mi Jason do ucha, zanim Dylan zdążył znów usiąść.

Uśmiechnęłam się do niego szczerze, usłyszawszy z jego ust to pieszczotliwie określenie, które tak uwielbiałam.

- Dziękuję. Możecie wyjść po filmie, jeśli chcecie. Nie powiem rodzicom.

- Żartujesz? Nie mogłem się doczekać takiej spokojnej nocy jak ta. Pizza i film z piękną, zielonooką dziewczyną u mego boku. - Trącił mnie lekko ramieniem. - To twój brat jest idiotą, nie ja.

Dylan zgasił światła i wskoczył na swoje miejsce. Tym razem rozpłynęłam się ze szczęścia na raczej nieulubionej kanapie mojej matki i pozostałam w tym stanie do końca seansu, bo przez cały czas czułam dotyk ramienia Jasona na swoim ciele.

Po filmie bliska śmierci z nadmiaru bodźców udałam się do swojego pokoju z głupawym uśmiechem na twarzy.

Za chwilę miało się rozpocząć pisanie SMS-ów...

***

Około wpół do drugiej skulona pod kołdrą po raz drugi usłyszałam, jak drzwi pokoju Dylana otwierają się i zamykają. Telewizor w jego pokoju był włączony, ale rozmawiali z Jasonem szeptem. Chyba nie chcieli mnie budzić, bo szczerze wątpiłam, żeby szykowali się już do snu.

Sięgnęłam po schowany pod poduszką telefon, starając się zapanować nad oddechem i niespokojnym biciem serca.

Nie mogłam się doczekać, żeby wysłać SMS do Jasona, a jednocześnie strasznie się tego bałam.

Palcami zimnymi jak lód szybko wystukałam na klawiaturze pierwsze słowa: "Cześć, Jason".

Tak, wiem, bardzo oryginalne.

Nasłuchiwałam dźwięku jego telefonu, ale niczego nie usłyszałam. Z sercem w gardle usiadłam na łóżku i oparłam głowę o zagłówek. Może Amanda miała rację. Może to nie był najlepszy pomysł...

Jason: Kto to?

Możliwe, że z moich ust wydobył się stłumiony pisk, gdy telefon zaświecił mi się w ręku, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. W ciemności pokoju moje ciało przeszedł niewytłumaczalny dreszcz. I tak zaczęłam pisać z Jasonem, podając się za tajemniczą nieznajomą.

Ja: Nie sądzę, żebyś mnie kojarzył, nawet jeśli powiem Ci, jak mam na imię.

Jason: Nie dowiesz się tego, dopóki mi nie powiesz.

Ja: Nazywam się Michelle. Chodzimy do tej samej szkoły.

Jason: Hmm... Masz rację. Nie znam żadnej Michelle.

Ja: Nie jestem zaskoczona.

Jason: A to dlaczego, moja nowa koleżanko Michelle?

Chociaż zagubiłam się już w innym świecie, moje palce przestały biegać po klawiaturze, gdy usłyszałam, jak drzwi do pokoju Dylana otwierają się i cicho zamykają. Nie wiedziałam, czy to mój brat, czy Jason, ale na wszelki wypadek schowałam komórkę pod kołdrę, żeby światło ekranu nie przyciągnęło niczyjej uwagi.

Ja: Zawsze jest wokół Ciebie tylu ludzi. Nowi znajomi nie mają chyba zbyt wielu okazji, żeby Ci się przedstawić. Ale wiesz co? Może jednak już mnie znasz.

Jason: Interesujące. Dopiero się poznaliśmy, Michelle, która tak naprawdę nie jesteś Michelle, a już mnie okłamujesz?

Ja: Nie nazwałabym tego okłamywaniem. Powiedzmy, że jestem jedną z Twoich wielbicielek, trochę nieśmiałą. Chciałam tylko z Tobą porozmawiać.

Jason: Dobrze, grajmy na Twoich zasadach. O czym chcesz porozmawiać?

Ja: Nie mam pojęcia. Może zaczniesz od tego, gdzie jesteś i co robisz?

Jason: Łatwe. Skoro już wiem, że nie jesteś Michelle, to zapewne kojarzysz mojego przyjaciela Dylana. Właśnie jestem u niego.

Ja: Tak, kojarzę, i wiem, że jesteście bliskimi przyjaciółmi. To tyle.

Jason: Chciałabyś, żebym Cię mu przedstawił? To byłaby również okazja dla nas, by ponownie się zapoznać.

Ja: Niekoniecznie.

Jason: Jak sobie życzysz, nowa nieśmiała koleżanko. O czym jeszcze chciałabyś porozmawiać?

Ja: Domyślasz się, kim mogę być?

Jason: Och, kolejna gra. Jesteś zagadkowa, tajemnicza dziewczyno.

Ja: Właściwie to nie powiedziałabym, żeby była to dla mnie gra.

Minęło pięć minut, ale nie pojawiły się żadne nowe wiadomości. Po dziesięciu minutach byłam już naprawdę zaniepokojona. Zmartwiłam się, że odgadł, kim jestem, i dlatego przestał pisać. Wstałam z łóżka i zaczęłam się przechadzać tam i z powrotem po swoim małym pokoju. W końcu jednak przestało mi to wystarczać, więc zeszłam po cichu na dół po butelkę wody. Musiałam się czymś zająć.

Weszłam do kuchni w podkoszulku i spodenkach od pidżamy. Wtem zobaczyłam Jasona wpatrującego się w okienko nad zlewem i zatrzymałam się.

- Jason? - wyszeptałam.

Odwrócił się do mnie.

 - Hej, maleńka - szepnął. Jego czekoladowe oczy wyglądały na zbyt zmęczone, jak na oczy chłopca w jego wieku. - Co robisz na nogach o tej porze?

Zmusiłam się, by odwrócić wzrok od jego telefonu leżącego na blacie kuchennym.

- Chyba przyśnił mi się jakiś koszmar. Obudziłam się i nie mogłam zasnąć.

- Na co patrzyłeś? - Siląc się na swobodę, otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej butelkę wody.

- Tylko na swój dom.

- Z twoją mamą wszystko w porządku?

- Nie wiem, Olive. Naprawdę nie wiem.

Wydał z siebie głębokie westchnienie, po czym z roztargnieniem sięgnął po swój telefon i podszedł do mnie.

- Wiesz, że zawsze możesz ze mną porozmawiać o tym, co cię gryzie? - zapytałam.

Zatrzymał się przede mną, a jego oczy były prawie niewidoczne w ciemności.

- Mogę?

- Oczywiście. Wiem, że czasami martwisz się o swoich rodziców. Możesz mi o tym opowiedzieć, jeśli chcesz.

- Masz rację, maleńka Olive. Martwię się o nich, ale to ostatnia rzecz, o jakiej chcę rozmawiać.

- Przepraszam - wymamrotałam i wbiłam wzrok w podłogę.

- Nic się nie stało. Zajrzyj do nas, jeśli będziesz czegoś potrzebować, dobrze? Nie sądzę, żebyśmy położyli się szybko spać.

Delikatnie dotknął moich włosów i już go nie było.

Odczekałam chwilę i weszłam na górę. Dylan wyjrzał na korytarz dokładnie w chwili, gdy zamierzałam wejść do swojego pokoju i pobiec po telefon.

- Co robisz, Olive?

"Cholera! Nie ma nic innego do roboty, niż uprzykrzać mi życie?" - pomyślałam.

- A ty co robisz? - odpyskowałam nieco zirytowana i zdenerwowana.

Przechylił głowę i uniósł brwi.

- Wracaj do łóżka. Jest późno.

- Właśnie to zamierzałam zrobić, zanim mi przeszkodziłeś. - Uniosłam rękę, w której trzymałam butelkę z wodą. - Zeszłam tylko po coś do picia. Przecież nie robię nic złego.

Najwyraźniej żadne z nas nie zamierzało ustąpić. "Czyżbym nie mogła wychodzić ze swojego pokoju tylko dlatego, że nocuje u niego przyjaciel?" - pomyślałam oburzona.

- Zostaw ją w spokoju, stary. - Usłyszałam dobiegający z tyłu głos Jasona.

- Dobranoc, Dylan - rzuciłam w końcu, po czym wślizgnęłam się do swojego pokoju, nie czekając na odpowiedź. Kto wie, co przykrego by mi jeszcze powiedział.

Wskoczyłam do łóżka i zaczęłam szukać telefonu pod kołdrą. Spanikowałam, bo nie mogłam go znaleźć. Uspokoiłam się, gdy zdałam sobie sprawę, że jest pod poduszką.

Znów poczułam tę głupią ekscytację. Sprawdziłam komórkę, ale nie znalazłam w niej żadnej nowej wiadomości od Jasona.

Starając się opanować, postanowiłam, że wyślę ostatni SMS, a potem jeszcze raz spróbuję szczęścia rano, zanim Amanda przyjdzie po telefon.

Ja: Żadnych domysłów? Jestem zaskoczona.

Jason: Przepraszam, byłem zajęty. Przypomnij mi: w co gramy?

Nie mogłam się powstrzymać i nie skorzystać z tej okazji. Zastanawiałam się gorączkowo, czy o mnie wspomni, kiedy zacznę dopytywać, co robił.

Ja: Zajęty? Czym? Już znalazłeś sobie nową przyjaciółkę, co? Szybki jesteś.

Jason: Rozśmieszasz mnie. Siostra Dylana mnie dopadła. Trudno to nazwać przebywaniem w ramionach innej dziewczyny.

Nie wiedząc, że za chwilę po raz pierwszy w życiu pęknie mi serce, stłumiłam ból, jaki wywołało we mnie słowo "dopadła", i zmusiłam się do wysłania kolejnego SMS-a.

Ja: Jest prawie druga w nocy, a Ty byłeś z siostrą Dylana? To brzmi ciekawie. Napisz coś więcej.

Jason: To tylko dziecko. Przylepa, która wszędzie za mną łazi, ale to jeszcze dziecko. Czasem o tym zapomina. Bardzo mnie ciekawi, kim jesteś. Chcesz, żebym się dowiedział?

Przeczytałam tę wiadomość tysiąc, a może milion razy. Łza spłynęła mi z kącika oka. Naciągnęłam na siebie kołdrę i położyłam się.

Po chwili delikatnie odłożyłam telefon na bok i zsunęłam kołdrę z twarzy, wbijając wzrok w ciemny sufit. W pewnym momencie poczułam wibrowanie sygnalizujące przyjście dwóch nowych wiadomości, ale je zignorowałam. Nie, to nieprawda. Pamiętam jak przez mgłę, że sięgnęłam po komórkę i skasowałam te SMS-y, zanim kolejne niespodziewane słowa zdążyły jeszcze bardziej mnie zranić. Nie mogłam ich przeczytać, nawet gdybym pragnęła się torturować.

"Przylepa"? "Dopadła"? - nie mogłam zapomnieć tych określeń. Moje serce rozpadło się na kawałki i nagle myśl o tym, że rano zobaczę Jasona, wydała mi się nie do zniesienia, podobnie jak fakt, że śpi w pokoju naprzeciwko.

Opuszczając nogi z łóżka, nie zwróciłam nawet uwagi, że popchnęłam swój telefon ku drzwiom szafy.

Kilka sekund później Dylan wpadł do mojego pokoju.

- Słyszałaś...? Olive, co się stało? - zapytał.

Spojrzałam na brata i otarłam łzy, ale kolejne wciąż spływały po moich mokrych policzkach.

Usiadł na łóżku i delikatnie położył dłoń na moich plecach, a ja zarzuciłam mu ręce na szyję i wtuliłam się w niego mocno. Objął mnie ramionami.

Ciepłymi i bezpiecznymi.

Usłyszałam kroki u progu, ale nie śmiałam podnieść wzroku. Nie chciałam zobaczyć Jasona. Myślałam, że już nigdy nie spojrzę mu w oczy.

- Przepraszam, to tylko zły sen - powiedziałam, wstrzymując oddech przy szyi Dylana.

- W porządku, siostrzyczko - uspokoił mnie. Zawahał się, po czym dodał: - Ja też przepraszam.

Następne kilka dni, podczas których Jason spał w pokoju naprzeciwko i siedział obok mnie przy stole, były dla mnie czystym piekłem. Najgorzej było patrzeć na jego uśmiech i wiedzieć, że nic nie znaczy.

Może nigdy nie znaczył.

Rozdział 3

Jason

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłem, gdy otworzyłem oczy, była zmartwiona twarz Emily nachylającej się nade mną.

- Dzień dobry - przywitałem się i ziewnąłem. - Która godzina? Przegapiliśmy śniadanie?

Przetarłem oczy i usiłowałem oprzytomnieć, siadając na prowizorycznym łóżku, z którego korzystałem prawie co drugi dzień przez ostatnie siedem lat.

- Jason, kochanie... - Napięcie w głosie Emily natychmiast mnie zaniepokoiło.

Mój wzrok padł na Dylana. Siedział na skraju łóżka, obejmując głowę dłońmi. W drzwiach zobaczyłem jego ojca, Logana Taylora - strażaka, człowieka, którego szanowałem bardziej niż swojego starego. Jego spojrzenie było twarde jak stal.

- Co się stało? - zapytałem, gdy zaczęła do mnie docierać okropna myśl.

Emily, kobieta, którą kochałem prawdopodobnie bardziej niż własną matkę, usiadła obok mnie i chwyciła mnie za rękę swoją małą, delikatną dłonią. Miała ślady po oparzeniu sięgające jej prawie do ramienia, ale nigdy mnie to nie raziło, w przeciwieństwie do wielu młodych i starych ludzi, którzy zawsze zwracali na nie uwagę.

- Jasonie, nie wiem, jak to powiedzieć - zaczęła.

Nastąpiła kolejna chwila ciszy.

- Czy ktoś może w końcu...? Dylan? Co się stało, stary?

Nadal cisza.

- Dobra, zaczynacie mnie przerażać.

- Logan - szepnęła Emily i spojrzała rozpaczliwie na męża.

Ojciec Dylana potrząsnął głową, opuścił ramiona i wszedł do pokoju, żeby usiąść obok syna, a naprzeciwko mnie.

Przyjaciel uniósł głowę i zobaczyłem jego przekrwione oczy. Natychmiast skierowałem wzrok na stalowe oczy jego ojca. Znacznie łatwiej było mi na nie patrzeć. Gniew był zawsze łatwiejszy w obsłudze niż inne emocje. Nauczyłem się tego od mojej rodziny.

- Jestem gotów - oświadczyłem, nie spuszczając wzroku z Logana. - Proszę, powiedz mi, co się stało.

Nie miałem pojęcia, że nie jestem ani trochę gotowy na słowa, które miałem usłyszeć.

- Synu - zaczął, bo właściwie tak mnie traktował, jak syna. - Dasz sobie z tym radę.

To nie było pytanie, mimo to przytaknąłem.

- Twoja matka przedawkowała wczoraj w nocy tabletki nasenne. Odeszła - dodał.

Mrugnąłem. Kiwnąłem głową.

- Kto ją znalazł? - zapytałem ciężkim głosem.

- Twój ojciec wrócił dziś rano z podróży. Wezwał ambulans, ale Lorelai już nie było. 

- Rozumiem. Gdzie jest mój ojciec?

- W szpitalu. Rozmawiałem z nim kilka minut temu.

Znów skinąłem głową bezradnie. Co mogłem jeszcze zrobić? Co powinienem był zrobić?

- Dziękuję. - Ścisnąłem szybko dłoń Emily. - Dziękuję, że to wy mi to mówicie.

Osoby w tamtym pokoju były dla mnie rodziną, bardziej niż moi rodzice. Doceniałem troskę, jaką ujrzałem w ich oczach - ich troskę o mnie. W oczach mojej matki nigdy niczego takiego nie widziałem. Alkohol był dla niej ważniejszy niż syn.

Podniosłem się powoli.

- Chyba powinienem pójść... do domu.

Ale przecież nigdy nie miałem domu. To był mój dom. A tamten budynek po drugiej stronie ulicy? Nie bardzo.

Dylan i Logan również wstali, a ja spojrzałem na panią Taylor. Jej oczy były pełne łez. Miały taki sam odcień jak zielone oczy jej córki i były równie niezwykłe. Zawsze się uspokajałem, gdy na nie patrzyłem. Pochyliłem się i zaskakując samego siebie, pocałowałem ją delikatnie w policzek.

- Proszę, nie płacz, Emily. Wszystko w porządku. Wszystko będzie w porządku - zapewniłem ją, chociaż zabrzmiało to raczej jak pytanie.

Podniosła się powoli i otarła łzę, moją łzę. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że płaczę. Otuliła mój policzek dłonią i spojrzała mi w oczy.

- Oczywiście, że będzie w porządku, Jasonie. Masz nas.

Kiwnąłem głową.

Niespodziewanie znalazłem się w ramionach Dylana, który mnie przytulił.

- Tak mi przykro, stary - powiedział.

Dotyk dłoni Emily na moich plecach był niczym kojąca pieszczota. Logan stał obok nas, jak głowa rodziny czuwająca nad swoimi bliskimi.

Byłem jednym z nich. Zasłużyłem sobie na miejsce pośród nich.

***

 - Jesteś pewien, że nie chcesz tu zostać i skończyć szkoły z Dylanem? Mogę jeszcze porozmawiać z twoim ojcem - zaproponował Logan.

Rodzina Taylorów stała na trawniku przed domem. Nawet mała Olive wyszła pożegnać się ze mną ze łzami i iskierkami w oczach. Uśmiechnąłem się do niej. Nawet jeśli to były smutne iskierki, to najważniejsze, że się pojawiły. Była tak pełna życia i miała najpiękniejsze na świecie zielone oczy. Urzekające, głębokie i wrażliwe. Takie, w których można było utonąć ze szczęścia, gdy się w nie patrzyło. Wiedziałem, że jakiś idiota wkrótce złamie jej serce, a mnie tam nie będzie, żeby ją ochronić. Nie będzie mnie z ludźmi, których uważałem za swoją rodzinę.

Zamiast tego będę w Los Angeles w obcym domu z człowiekiem, którego nazywałem ojcem, a którego w ogóle nie znałem. Zastanawiałem się, czy obwinia się o jej śmierć. Z pewnością nie było go w domu, kiedy jego obecność mogła coś zmienić. Ale może nie zmieniłoby to aż tak wiele? Może kilka lat później znaleźlibyśmy się w takiej samej sytuacji? Wiedziałem, że już nigdy się tego nie dowiemy. Było za późno.

Co do mnie, to... Obwiniałem o wszystko życie i ojca. To on zdecydował się nas zostawić, chociaż równie dobrze mógł być prawnikiem w San Francisco. To on ignorował pogarszające się szybko zdrowie psychiczne matki, czy też jej depresję, jakkolwiek by to nazwać. A potem ignorował mnie, gdy mu mówiłem, że jego żona staje się alkoholiczką.

Koniec końców, decyzje, jakie podjęli rodzice, ukształtowały moje życie.

- Nie przekonasz go. Uwierz mi, próbowałem - odpowiedziałem wreszcie Loganowi.

Wzruszyłem ramionami. Wszystko się zmieniło - z wyjątkiem decyzji mojego ojca o wyjeździe. Właściwie to zmusił mnie, żebym zostawił za sobą swoje dotychczasowe życie.

Grzebiąc butem w trawie, stanąłem przed Emily - najmilszą i najbardziej troskliwą istotą na świecie. Matką, która nigdy tak naprawdę nie będzie moją mamą.

- Nie wiem, co powiedzieć - przyznałem, a słowa, które pragnąłem wyartykułować, płonęły w mojej klatce piersiowej, gdy wpatrywałem się uparcie w swoje tenisówki.

- Jasonie?

Jej ciepłe, delikatne dłonie objęły moją twarz. Spojrzała mi w oczy.

- Czy pamiętasz, co ci powiedziałam, kiedy się poznaliśmy? - Uśmiechnęła się, a jej oczy błyszczały jak oczy jej córki. - Zawsze jesteś tu mile widziany. To się nigdy nie zmieni. Los Angeles nie jest daleko i liczę na to, że będziesz do nas przyjeżdżał, kiedy tylko zechcesz. Słyszysz, co mówię?

- Tak. - Pokiwałem głową. - Nie wiem, jak ci podziękować za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Za wszystko, czym dla mnie byłaś.

- Nie potrzebuję podziękowań, Jasonie. Wracaj do nas. - Zawahała się przez ułamek sekundy, po czym przyciągnęła mnie do siebie i ucałowała w policzki. - Dbaj o siebie.

Spojrzała mi w oczy po raz ostatni i pozwoliła odejść.

Wolałbym, żeby tego nie zrobiła.

- Synu - zaczął Logan, obdarzając mnie niespodziewanie krótkim uściskiem. - Słyszałeś, co powiedziała Emily. To jest także twój dom. A do domu się wraca. Nie zapominaj o tym. Będziemy tęsknić.

Wyglądało na to, że tamtego dnia byłem w stanie tylko kiwać głową. Zerknąłem na Olive i nie mogłem powstrzymać uśmiechu mimo dramatyzmu sytuacji.

- Tobie też odjęło mowę? - zapytałem.

Ale ona się nie odzywała, tylko stała i patrzyła na mnie tymi swoimi smutnymi oczami. A przecież Olive Taylor zawsze miała coś do powiedzenia. Zawsze.

- Nie masz mi nic do powiedzenia, maleńka? - zapytałem i zachichotałem, co zabrzmiało zupełnie niewłaściwie z mojej strony.

- Naprawdę mi przykro z powodu twojej mamy, ale mam nadzieję, że będziesz szczęśliwy w LA - odparła.

Jej chłodny ton nie pasował do tego, co widziałem w jej oczach, ale zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, Dylan wstał ze schodów, a Olive objęła ojca w pasie, przez co nie mogłem się już do niej zbliżyć.

Mimo to wyciągnąłem rękę i delikatnie dotknąłem jej miękkich włosów, pociągając za nie po raz ostatni.

- Też mam taką nadzieję. I dziękuję, maleńka, nigdy cię nie zapomnę.

Łza spłynęła z jej oka i nim zorientowałem się, co robię, wyciągnąłem dłoń i złapałem ją palcem. Olive zamknęła oczy i przytuliła mocniej tatę, ale nic nie powiedziała.

Wpatrując się w jej łzę na koniuszku swojego palca, poczułem głębokie ukłucie w sercu.

- Stary - zaczął Dylan, ratując mnie przed moimi zagmatwanymi myślami.

Wypuściłem powietrze i zwiesiłem rękę.

- To jest do bani - oznajmił.

- Co ty nie powiesz? - zachichotałem nerwowo.

- Masz wrócić przy pierwszej okazji i być w kontakcie.

Zasalutowałem mu szybkim ruchem, a jego usta drgnęły. Trącił kłykciami mój podbródek.

- Stary. Nie mogę uwierzyć, że będę codziennie tęsknił za twoim zakazanym ryjem - wypalił.

- Dylan! - upomniała go Emily.

- Przepraszam, mamo.

Potarł kark i spojrzał na mnie zażenowany.

- Będziemy w kontakcie?

- Będziemy - obiecałem.

- Jason - zawołał ojciec z samochodu po drugiej stronie ulicy.

- Lepiej już pójdę - powiedziałem, cofając się o kilka kroków.

Ściskając pośpiesznie Dylana i klepiąc go po plecach, powiedziałem:

- Opiekuj się swoją rodziną, stary.

- Dbaj o siebie.

Z ciężkim sercem spojrzałem na nich po raz ostatni i odszedłem. Nie byłem wystarczająco silny, żeby odejść bez odwracania się za siebie. Przechodząc przez ulicę, obejrzałem się trzy razy.

Czy jestem złym człowiekiem, skoro cieszył mnie ich smutek? Byłem szczęśliwy, bo czułem się kochany. Kochany i chciany jak nigdy wcześniej.

Moment, w którym ta rodzina żegnała mnie przed swoim domem, na zawsze zapisał się w mojej pamięci jako szczęśliwy. A potem wsiadłem do samochodu i zniknąłem z ich życia.