Powrót majora Cienci
Słońce powoli wstawało nad pustynią i rozpraszało rześki chłód poranka.
Upłynęła szósta, potem i ósma godzina rano, a zapowiedzianego samochodu
z Kompanii Auto-Sahara nie było. Cienci wyjął z futerału lornetkę i jeszcze raz omiótł ginący w rozedrganym powietrzu kraniec wyschniętego
wadi1. Pusto. Zszedł z wydmy po skrzypiącym piasku do samochodu.
Wóz stał w niszy utworzonej przez dwie wysokie, usypane przez wiatr,
diuny. Był całkowicie zasłonięty, a jednocześnie z miejsca, w którym
stał, można było obserwować długi odcinek wyschniętego koryta rzeki,
która teraz pozbawiona kropli wody służyła jako droga.
Cienci włożył lornetkę do futerału i sięgnął po manierkę z wodą.
Pociągnął długi łyk i skrzywił się z niesmakiem -?była już ciepła i miała niemiły, metaliczny smak. Pomyślał z żalem: to nie to samo, co
filiżanka pachnącej i aromatycznej kawy, jaką pił jeszcze trzy dni temu
w Kairze.
Opuścili Kair wczesnym popołudniem, chcąc wykorzystać chłód nocy na
jazdę. Robi tak wiele osób jadących na południe, więc nie wzbudziło to
niczyich podejrzeń. Cóż zresztą mogło być dziwnego, że właściciel
jednego z większych magazynów wyrobów skórzanych i przy tym ich dostawca
dla jednostek armii brytyjskiej stacjonujących w delcie Nilu, jak co
roku udaje się do Sudanu po zapas nowych skór.
Lewantyńczyk Dżalid znany był z obrotności i znakomitej intuicji
kupieckiej. Zabierał zwykle ze sobą swoją prawą rękę w przedsiębiorstwie
-?kuzyna Ahmeda -?ale tym razem w samochodzie obok niego siedział
znajomy, który przyjechał do Kairu kilka tygodni temu. Dżalid
przedstawiał go hurtownikom jako przedstawiciela jednej z tureckich
kompanii, zajmujących się handlem skórami.
Cienci zrozumiał, że rozmowa jest skończona. Odruchowo zasalutował -?w dalszym ciągu był jeszcze ubrany w kombinezon lotniczy, który dostał w Kufrze -?i wyszedł z pokoju. Szefostwo wywiadu ulokowało go w dwuosobowym apartamencie przeznaczonym dla wyższych oficerów. Z przyjemnością wziął prysznic i wyciągnął się na łóżku. Ale sen, mimo
zmęczenia, nie przychodził.
Po chwili wrócił myślami do wyjazdu z Kairu. Jemu udało się powrócić
bezpiecznie, ale niepokoił się, czy nie naprowadził kontrwywiadu
brytyjskiego na ślad trzech siatek włoskich. W ten sposób wywiad włoski
pozbawiony by został napływu świeżych wiadomości. Odrzucił tę myśl od
siebie, zachował przecież maksimum ostrożności.
Cienci był zwolennikiem koncepcji Wielkich Włoch, przypominających
zasięgiem imperium rzymskie. Na rok przed agresją przeciw Abisynii, w 1935 r., występując w charakterze kupca, zjeździł cały kraj wzdłuż i wszerz, prowadząc rozpoznanie terenu i miejscowych stosunków.
Nawiązał kontakty z przedstawicielami kilku rodów arystokratycznych
przeciwnych Hajle Sellasje i gotowych sprzymierzyć się z każdym, aby
sięgnąć po tron w Addis Abebie. Wyniki działań Cienciego i innych
podobnych mu agentów ułatwiły w dużym stopniu Włochom wykorzystanie
waśni wewnętrznych do podboju Abisynii. Wbrew pozorom nie było to łatwe.
Mimo iż armia abisyńska nie dysponowała żadnym uzbrojeniem poza
zwyczajnymi karabinami, podbój zajął wiele miesięcy. Przeciwko
bezbronnym rzucono czołgi, samoloty i artylerię, a mimo to zwycięstwo
zostało okupione dużymi stratami. Zresztą kraj nie został nigdy pokonany
do końca -?w górach niepodzielnie królowała partyzantka abisyńska.
Cienci, podobnie jak wielu jego współpracowników z wywiadu i wojska, w napięciu obserwował przebieg działań wojennych po napadzie Niemiec
hitlerowskich na Polskę. Wypowiedzenie wojny przez Francję i Wielką
Brytanię odczytano w pierwszej chwili jako zapowiedź początku końca III
Rzeszy. Ale obydwa mocarstwa, wbrew obietnicom, nie tylko nie
pospieszyły Polsce z pomocą, lecz również nie podjęły rzeczywistych
działań przeciwko Niemcom.
Przedłużanie się "dziwnej wojny" ugruntowało przekonanie w elicie partii
faszystowskiej i Naczelnym Dowództwie, iż zwycięstwo Niemiec
hitlerowskich jest tylko kwestią czasu. Duce na posiedzeniach Wielkiej
Rady Faszystowskiej snuł plany zajęcia znacznej części
śródziemnomorskiego wybrzeża Francji, Grecji, Egiptu, krajów Maghrebu i Sudanu.
-?Zbliża się okres radykalnego zwrotu w historii Włoch. Nie możemy
przegapić właściwego momentu -?grzmiał duce, wsłuchując się z zadowoleniem w ton własnego głosu.
Gospodarkę Włoch przestawiono na tory wojenne, dążono do powiększania
produkcji zbrojeniowej, ale brakowało wszystkiego -?surowców, pieniędzy
na ich stałe zakupy. Kraj boleśnie odczuwał wysiłek zbrojeniowy.
W Libii lądowały ciągle nowe jednostki, a przez Kanał Sueski płynęły
statki z wojskiem, sprzętem i zaopatrzeniem dla formowanych armii w graniczącej z Sudanem Erytrei i na przygraniczu somalijsko-kenijskim.
Czynione przygotowania były widoczne, a ich rozmiary znane dowództwu
wojsk brytyjskich stacjonujących w strefie Kanału.
Niejednokrotnie zwracano się z zapytaniem do Londynu, czy nie należałoby
zamknąć Kanału dla włoskich transportów wojskowych. Ale za każdym razem
odpowiedź była negatywna. Mimo wkroczenia Niemiec do Francji, Belgii i Holandii, Włochy nie wypowiedziały wojny i dlatego w Londynie uważano,
że im dłużej uda się utrzymać ten stan, tym lepiej. Stąd nie podejmowano
kroków, które Włochy mogłyby potraktować jako pretekst do zerwania
stosunków.
Rzym odczytał brak reakcji brytyjskiej jako objaw słabości i ugrupowania
prące ku wojnie wykorzystywały to jako argument przemawiający za
wykorzystaniem sytuacji dla zajęcia Egiptu i Sudanu jednoczesnym
uderzeniem.
Cienci do wieczora przeglądał i porządkował przywiezione materiały, a potem, przy filiżance kawy, zasiadł do pisania raportu. Był zadowolony z realizacji zadań, których się podjął. Działające od kilku lat siatki
włoskie zdołały dość dobrze rozpoznać strukturę i uzbrojenie jednostek
brytyjskich stacjonujących w Egipcie, sieć dróg i lotnisk, portów oraz
system zabezpieczenia Kanału Sueskiego.
Jednym z najcenniejszych kontaktów dla wywiadu włoskiego, którego
utrzymanie kosztowało bardzo wiele, był pracownik kartoteki policji
kryminalnej w Kairze. Dostarczył on wielu cennych informacji o osobistościach świata kairskiego i dworu króla Faruka. Za jego
pośrednictwem trafiono również do kilku oficerów brytyjskich zaplątanych
w z góry przygotowane afery. Cienci zabrał ze sobą listę potencjalnych
kandydatów do werbunku. Byli to ci, którzy popełnili wykroczenia
finansowe, zatajone przy pomocy znacznej łapówki, albo też prowadzili
nielegalne transakcje.
Korupcja panująca w administracji króla Egiptu Faruka stanowiła wodę na
młyn wywiadu włoskiego. Nie było to zadanie zbyt skomplikowane, ponieważ
sam król był cichym zwolennikiem Włoch.
Penetrację agentur włoskich, a później, jak się okazało, i niemieckich
ułatwiała sytuacja w Egipcie. Do 1936 roku kraj pozostawał pod okupacją
Wielkiej Brytanii. Układ z 26 sierpnia 1936 roku zapewnił Egiptowi
niepodległość, która miała jednak jedynie formalny charakter -?nadal
pozostały tu wojska brytyjskie pod pretekstem ochrony Kanału Sueskiego.
Ponadto miały one prawo do korzystania z lotnisk, dróg i zasobów
materialnych kraju. Stan ten w pełni odpowiadał królowi Farukowi, o którym wiadomo było, że jest zainteresowany jedynie swoim bogatym życiem
osobistym.
W dniu 3 września 1939 roku Egipt zerwał stosunki dyplomatyczne z Niemcami i Włochami, deklarując jednocześnie swoją neutralność.
Ambasada włoska w Kairze oraz konsulaty w Aleksandrii i Port Saidzie
musiały zamknąć swoje podwoje. Od tej pory informacje zbierać mogły
tylko agentury szeroko rozbudowanego wywiadu.
Nazajutrz w południe Cienci zameldował się z gotowym raportem. Składał
się on z kilku części, poświęconych ocenie sytuacji politycznej w Egipcie, sile i wyposażeniu jednostek brytyjskich, a także zawierał plan
podjęcia na tyłach frontu działalności dywersyjnej oraz sabotażowej.
Całość dopełniały opisy lotnisk cywilnych i wojskowych oraz głównych
arterii komunikacyjnych wraz z planem zablokowania ich przez grupy
dywersyjne.
Pułkownik Bertollo przedyskutował z ich autorem nasuwające się wnioski,
wniósł kilka własnych poprawek i raport, w zalakowanej kopercie z napisem "ściśle tajne", znalazł się na biurku marszałka lotnictwa Balbo,
szefa Comando Superiore in Libia, jednego z nielicznych dowódców
włoskich, którzy nie ulegali magii cyfr przedstawiających potęgę armii
włoskiej. Balbo zamyślił się nad raportem.
-?Dowództwo brytyjskie jest obecnie w stanie skierować w rejon
przygraniczny z Libią nie więcej niż piętnaście, dwadzieścia tysięcy
ludzi. Całość sił brytyjskich, stacjonujących w Egipcie i Iraku, nie
przekracza pięćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć tysięcy ludzi.
Marszałek z zaciekawieniem przerzucił kilka kartek i zatrzymał wzrok na
opisie sił lotniczych.
-?No cóż, wszystko wskazuje na to, że nasza Regia Aeronautica ma więcej
maszyn, ale czy rzeczywiście jesteśmy silniejsi, na to sam nie potrafię
odpowiedzieć.
Podszedł do olbrzymiej mapy zajmującej całą ścianę.
-?Dwadzieścia, no powiedzmy trzydzieści tysięcy ludzi do utrzymania
frontu o długości trzystu kilometrów -?powiedział sam do siebie. -?Ale z drugiej strony nie należy zapominać, iż najkrótsza droga do Kairu
wiedzie wzdłuż wybrzeża, co bardzo skraca front i ułatwia obronę, a nam
utrudnia atak.
Ciszę, która zapanowała w gabinecie, przerwał dzwonek telefonu.
-?Panie marszałku -?w słuchawce rozległ się głos adiutanta -?nasłuch
donosi, iż we Francji wojska niemieckie przełamały linię obrony i spychają siły francuskie ku pozycjom na rzekach Somma i Aisne. Ponadto w przedpokoju czeka oficer dyżurny z pilnym szyfrogramem z Rzymu.
-?Dobrze, niech wejdzie -?powiedział Balbo.
Po chwili miał przed sobą zieloną kartkę papieru przekreśloną czerwonym
paskiem, przez który biegły słowa: "Natychmiastowy przylot z materiałami
do Rzymu".
Były to ostatnie dni maja 1940 roku.
Na pięć przed dwunastą
Samolot wylądował miękko na wojskowym lotnisku pod Rzymem. Przy
schodkach na marszałka Balbo i towarzyszące mu osoby czekała grupa
oficerów z Naczelnego Dowództwa. Przybysze z Afryki z przyjemnością
wchłaniali rześkie i chłodne powietrze czerwcowe.
Nie to co w Trypolisie -?pomyślał Cienci.
W sztabie Comando Supremo zostali przyjęci przez głównodowodzącego
marszałka Pietro Badoglio. Wysłuchał on z uwagą zwięzłego raportu Balbo.
W skupieniu przeczytał raz jeszcze wręczone mu memorandum na temat
sytuacji militarnej w Afryce Północnej.
-?Marszałku -?zwrócił się do Balbo -?sprowadziłem tutaj pana wraz z grupą najbliższych współpracowników i ekspertów po to, abyśmy wspólnie
przeanalizowali sytuację na pograniczu libijsko-egipskim oraz w Afryce
Wschodniej. Dzień przed panem do Rzymu przyleciał wysłannik wicekróla,
księcia d'Aosta, dowódcy naszych wojsk w Erytrei i Abisynii. Znam
obecnie pański punkt widzenia i zgadzam się z szeregiem wniosków, w szczególności dotyczących stanu przygotowań wojsk brytyjskich. Wydaje mi
się, iż dzieli nas pogląd w sprawie słuszności podejmowania w najbliższym czasie działań ofensywnych. Za trzy godziny przyjmie nas
duce, który -?znając pański pogląd na sprawę -?wyraził życzenie
spotkania się z panem i wysłannikiem wicekróla. Teraz prześlę mu pański
raport. Tymczasem proszę zapoznać się z ostatnimi meldunkami z działań
wojennych we Francji: wojska francuskie i brytyjskie zamknięte w rejonie
Dunkierki albo przedostały się do Anglii, albo trafiły do niewoli. Wynik
całej batalii nie powinien już budzić wątpliwości.
Gabinet Mussoliniego w Palazzo Venezia był urządzony z przepychem.
Stylowe meble tonęły w olbrzymiej sali, która swoim rozmiarem miała
wzmacniać w gościach wrażenie potęgi jej właściciela.
Mussolini, po krótkim powitaniu, przystąpił natychmiast do sedna sprawy.
-?Panowie -?nasz niemiecki sojusznik zdecydowanie przechylił szalę
zwycięstwa na swoją korzyść. Nie tylko dla tak wytrawnych strategów jak
wy jest rzeczą oczywistą, iż dni Francji są policzone. Siły brytyjskie
we Francji zostały rozbite; z Dunkierki na Wyspy dotarły już nie
jednostki, ale grupy rozbitków. Cały ciężki sprzęt pozostał na polach
bitewnych. Armia brytyjska przestała się praktycznie liczyć. Te
jednostki, które stoją obecnie na wyspie, za żadną cenę nie zostaną z niej wycofane. Jestem głęboko przekonany, że już niedługo i one znajdą
się w ogniu.
Mussolini wstał i zaczął nerwowo przechadzać się po miękkim, puszystym
dywanie.
-?Włochy nie mogą przeoczyć -?nie wykorzystać -?najlepszej okazji, jaka
się nam obecnie nadarza. Możemy za jednym zamachem poprawić granicę z Francją i rozbudować nasze imperium afrykańskie. Marszałku Badoglio,
proszę przejść do mapy i krótko zreferować sytuację w Afryce Wschodniej
i na pograniczu egipsko-libijskim.
Badoglio wstał, wyjął z neseseru kilka stron maszynopisu i podszedł do
mapy. Zaczął mówić:
-?Generalnie rzecz biorąc, sytuacja militarna jest dla nas korzystna.
Zaczynając od Africa Settentrionale -?w Libii należy stwierdzić, że w wyniku konsekwentnych wysiłków od 1936 roku rozbudowaliśmy sieć dróg i lotnisk oraz wznieśliśmy w rejonach przygranicznych pas umocnień. Droga
nadmorska pozwoli na szybkie przerzucenie rezerw. Przez porty w Tobruku,
Barce i Derne można bezpośrednio dostarczać wyposażenie z Włoch. W chwili obecnej mamy w Libii pod bronią dwieście siedem tysięcy ludzi.
Piąta armia osłania Trypolitanię i granicę z Tunezją na wypadek ataku
wojsk francuskich. W Cyrenajce stacjonują jednostki dziesiątej armii.
Południe osłania specjalnie sformowana dywizja saharyjska. Wojska te
dysponują osiemdziesięcioma czterema nowoczesnymi bombowcami, stu
czterdziestoma czterema myśliwcami i stu trzynastoma maszynami
transportowymi i rozpoznawczymi. Dysponujemy również wystarczającą
ilością sprzętu zmechanizowanego. Pewnym niedostatkiem jest słabość
naszej artylerii przeciwpancernej.
Mussolini przerwał niecierpliwie:
-?Pomyślcie, panowie, że gdy wkroczyliśmy do Libii, wystarczało nam
osiemdziesiąt tysięcy ludzi. Teraz mamy dwa i pół raza więcej.
Marszałku, proszę nie wchodzić w szczegóły... A teraz Afryka Wschodnia.
Badoglio ciągnął:
-?I tutaj, w ciągu krótkiego czasu, zdołaliśmy zgromadzić znaczne siły,
które w moim przekonaniu są w pełni zdolne nie tylko do połączenia się z jednostkami, które dotrą do Kairu, ale i zajmą całe Somali Brytyjskie i Kenię. Łącznie nasze siły liczą tam trzysta pięćdziesiąt tysięcy ludzi.
-?Marszałku Balbo, raport jest znakomity -?powiedział duce. -?Duża
zasługa pańska i majora Cienci. Myślę, że już niedługo będziemy mogli
tytułować go pułkownikiem.
Cienci poczuł, jak rumieniec zalał mu twarz.
Ale Mussolini zmienił temat:
-?Co mogą przeciwstawić nam Francuzi i Brytyjczycy? Myślimy bowiem o zrealizowaniu marzenia Rady Faszystowskiej -?utworzenia w Afryce drugich
Włoch... Wnioski są jednoznaczne: musimy uderzyć teraz. Ani chwili
później.
Badoglio, wiedząc że decyzja zapadła, oddał głos Balbo.
Balbo mówił spokojnie, ale twardo:
-?Duce, pragnę zwrócić uwagę, iż naszym wojskom w Trypolitanii i Cyrenajce brakuje artylerii przeciwpancernej i przeciwlotniczej oraz
czołgów zdolnych do walki z Brytyjczykami. Ci ustępują liczebnie, ale
przewyższają nas jakością sprzętu. Ponadto -?kluczowe -?brakuje
wyposażenia, paliwa, amunicji. Nasze wojska są niewyszkolone. Bez
przynajmniej jednej dywizji pancernej oraz znacznych posiłków kampania
jest ryzykowna. Jedyna możliwa formuła to wojna błyskawiczna.
Mussolini skrzywił się:
-?Marszałku, wszyscy dowódcy powtarzają tę samą melodię...
Następnie zwrócił się do Furriego, przedstawiciela wojsk
wschodnioafrykańskich.
-?Na 350 tysięcy ludzi tylko 60 tysięcy to Włosi. Reszta -?oddziały
miejscowe, o ograniczonej lojalności -?powiedział Furri. -?Braki takie
same jak w Cyrenajce. Ale wierzymy, że pokonamy Brytyjczyków w Somali i przejdziemy Sudan. Jednak wynik zależy od tego, jak szybko marszałek
Balbo dotrze do Nilu.
Mussolini rozpromienił się:
-?Bravissimo! Rozważymy przerzucenie eskadr z Dodekanezu i zwiększymy
dostawy paliwa. A artylerię i ciężką broń piechoty można zdobyć po
drugiej stronie -?w Tunezji. Wystarczy po nią sięgnąć ręką.
-?Marszałku Badoglio -?odprawę uważam za zamkniętą. Proszę przygotować
rozkazy. Nasze wojska należy postawić w stan gotowości. Wypowiedzenie
wojny Francji i Anglii jest kwestią dni -?jeśli nie godzin.
W drodze do sztabu Badoglio próbował łagodzić sytuację:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki