Danuta UlickaBachtin - bachtinologia - bachtinizacja
Jesteśmy książką, którą sami napisaliśmy.
Andriej Bieły[1]
Trudno pisać o myślicielu, który "zbachtinizował"[2] humanistykę, kulturoznawstwo i nauki społeczne XX stulecia. Trudno tym bardziej, że wokół jego koncepcji powstał światowy "przemysł bachtinologiczny"[3], wciąż produkujący kolejne interpretacje i reinterpretacje, użycia, nadużycia i aplikacje, przechwytujący narzędzia i terminy stosowane w najmniej oczekiwanych obszarach wiedzy, tak że w rezultacie nie sposób już dotrzeć do ich wyjściowego znaczenia. Wielość monografii i rozpraw szczegółowych, komentowanych edycji i tłumaczeń na wszystkie najważniejsze języki, bibliografii, encyklopedii i słowników, konferencji, periodyków i centrów badawczych przerasta możliwość ogarnięcia całości. To właśnie Bachtinoo, a nie Borodino czy Waterloo, jak z ironią nazwał tę sytuację Wadim W. Liniecki, od ponad pół wieku decyduje o politykach naukowych: o kierunkach badań, obszarach problemów i językach ich analizowania[4].
Ironia Linieckiego wymierzona jest nie w Bachtina, ale w przyprawianą mu "gębę" - "naszego nauczyciela"[5]. Zamiast przyprawiać następne, proponując wykładnie jego prac i podejmując beznadziejne próby zdefiniowania używanych w nich quasi-terminów, lepiej zatrzymać się na trzech kluczowych problemach, które pisma zgromadzone w niniejszym zbiorze narzucają. Tom bowiem jest szczególny: znany i nieznany. Na pozór znany - polskie tłumaczenie większości zawartych w nim studiów, zatytułowane Estetyka twórczości słownej, funkcjonuje od lat[6]. Nieznany - bo po sześciotomowej opatrzonej obszernymi komentarzami rosyjskiej edycji Bachtinowskich dzieł zebranych (Sobranije soczinienij)[7] podstawa tamtego tłumaczenia okazała się niewierna. Redaktorzy Estietiki pominęli znaczne partie manuskryptów, mylnie odczytali wiele fragmentów lub w ogóle ich nie odczytali, skompilowali rozproszone rękopisy w spójne teksty, samowolnie nadając im tytuły (podobnie jak tytuł całego zbioru, zaczerpnięty z listu uczonego do Matwieja I. Kagana z 20 lutego 1921 roku[8]) i opatrując je błędnymi datami. Wszystkie te wady w obecnym przekładzie zostały usunięte.
Powstały nie z powodu niechlujstwa czy rozmyślnego fałszerstwa. By wskazać, dlaczego mogły się pojawić, trzeba podjąć kluczowe nie tylko dla niniejszej edycji, lecz także całego dzieła Bachtina problemy: biograficzny, edytorski i translacyjny.
Bachtin i legenda Bachtina
Mawia się, że życie Bachtina to nienapisana powieść awanturnicza, i podkreśla detektywistyczny charakter rekonstrukcji faktów z jego biografii[9]. Jest w tym stwierdzeniu sporo przesady. Powstało wszak pięć obszernych monografii typu "życie i dzieło"[10] i kilka kalendariów[11]. Jeśli przykładać gatunek pikareski, to raczej do przygód dzieł Bachtinowskich. Świadczą o tym także monografie i kalendaria, w których więcej mowy o faktach pisarskich niż życiowych. Te ostatnie są nieliczne i niepewne. Podobno nie lubił ich ujawniać (czy może raczej, w ciągłym poczuciu zagrożenia, obawiał się o nich mówić, a indagowany - odmawiał jasnych odpowiedzi[12]). Podobno w niektórych biogramach przypisywał sobie wydarzenia z życia nie swojego, lecz Matwieja I. Kagana i brata Nikołaja[13].
Pomimo dramatycznych losów Bachtin jest więc człowiekiem niemalże bez biografii. Sprowadza się ona do kilkunastu oficjalnych danych, nie zawsze poświadczonych, a jeśli poświadczonych, to nie zawsze wiarygodnymi dokumentami.
Urodził się 16 lub 17 listopada 1895 roku w Orle, w rodzinie albo mieszczańskiej, albo ziemiańskiej - nie wiadomo. O edukacji i wykształceniu także niewiele wiemy. Można podejrzewać, że gimnazjum ukończył w Wilnie, że prawdopodobnie potem uczęszczał na Uniwersytet Noworosyjski w Odessie (obecnie Narodowy Uniwersytet Odeski). Możliwe, że od 1916 roku słuchał wraz z bratem Nikołajem wykładów na Wydziale Filologiczno-Filozoficznym uniwersytetu w niegdysiejszym Petersburgu, przemianowanym już na Piotrogród. Tu w latach 1917-1918 brał udział w posiedzeniach Towarzystwa Religijno-Filozoficznego. W roku 1918 opuścił wygłodzone, pustoszone rozruchami wojennymi i porewolucyjnymi miasto, wyjechał do Newla niedaleko Witebska (obecnie Białoruś), gdzie nauczał historii, socjologii i języka rosyjskiego w miejscowej szkole średniej i w seminarium nauczycielskim. W Newlu powstało też pierwsze koło Bachtinowskie, zwane również newelską szkołą filozoficzną lub kółkiem neokantowskim, do którego należała grupa jego "myślowych sprzymierzeńców"[14]. Z niektórymi - z Matwiejem I. Kaganem, Pawłem N. Miedwiediewem, Walentinem N. Wołoszynowem, Lwem W. Pumpianskim[15] - losy połączyły go do końca ich życia. W 1920 roku przeniósł się do Witebska. Miasto, do którego ściągnęła z Piotrogrodu znaczna część elity artystyczno-humanistycznej, często całymi instytucjami, przeżywało wtedy "witebski renesans"[16]. Funkcję mera sprawował Miedwiediew, pełnomocnikiem do spraw sztuki był Chagall, a Kazimierz Malewicz[17] od 1919 roku nauczał w szkole sztuk plastycznych.
Bachtin podjął wykłady z literatury w witebskim Instytucie Pedagogicznym, w konserwatorium - z historii i filozofii muzyki, wygłaszał publiczne prelekcje w licznych porewolucyjnych instytucjach (między innymi w Witebskim Studiu Literackim Związku Pracowników Sztuki). W 1924 roku wrócił do Piotrogrodu, już przemianowanego na Leningrad, udzielał prywatnych wykładów w młodzieżowych kółkach zainteresowań i domowych lekcji z historii literatury rosyjskiej. Wznowił działalność koła newelskiego. Dwudziestego czwartego grudnia 1928 roku został aresztowany pod zarzutem udziału w tak zwanej organizacji antyradzieckiej - stowarzyszeniu religijno-filozoficznym Zmartwychwstanie. Pierwotny wyrok, skazujący na pięć lat łagru na Wyspach Sołowieckich (obwód archangielski), został dzięki staraniom przyjaciół i interwencji wysoko postawionych działaczy polityczno-kulturalnych zmieniony na pięć lat zesłania do Kustanaju w północnym Kazachstanie (oficjalnym powodem była gruźlica kości). Pracował jako księgowy. Po zakończeniu zsyłki w 1934 roku pozostał tu jeszcze dwa lata, najprawdopodobniej świadomy, że powrót do dużych, centralnych miast, Moskwy czy Leningradu, groziłby ponownym aresztowaniem. W roku 1936 w rezultacie zabiegów Miedwiediewa uzyskał posadę wykładowcy literatury w Instytucie Pedagogicznym w Sarańsku, stolicy Mordwy (obecnie Mordowia). Zwolniony z pracy w połowie 1937 roku, wrócił na krótko z żoną[18] do Moskwy, a zimą przeniósł się do Sawiołowa (obecnie obwód twerski). W latach 1941-1942 pracował w szkole średniej w Kimrach (obecnie obwód twerski), nauczając literatury oraz języków rosyjskiego i niemieckiego. W sierpniu 1945 roku otrzymał nominację na stanowisko docenta i kierownika Katedry Literatury Światowej w Instytucie Pedagogicznym w Sarańsku, a w 1958 - na stanowisko kierownika Katedry Literatury Rosyjskiej i Zagranicznej uniwersytetu, w który przekształcono Instytut. W 1967 doczekał się rehabilitacji. Od 1970 mieszkał z żoną w domu starców w Klimowsku, niedaleko Moskwy, a po przyjęciu do Związku Pisarzy ZSRR - od 1971 roku w Domu Pracy Twórczej w Pieriediełkinie. W 1972 roku otrzymał pierwsze w życiu mieszkanie - w Moskwie, przy ul. Krasnoarmiejskiej (nr 21 m. 42), na osiedlu spółdzielni "Dom Pisarzy", w którym zmarł 7 marca 1975 roku.
Pomiędzy rokiem 1936 a 1938 odeszli prawie wszyscy (z wyjątkiem Marii W. Judiny, Iwana I. Sollertinskiego i Iwana I. Kanajewa[19]) "myślowi sprzymierzeńcy" Bachtina; niektórzy z nich, co się podkreśla (!), zmarli śmiercią naturalną (jak Wołoszynow, Pumpianski i Kagan), inni - zostali rozstrzelani za "działalność kontrrewolucyjną" (jak Miedwiediew i Zubakin[20]). Ci, którzy przeżyli, podlegali w latach pięćdziesiątych szykanom i represjom. Osamotniony, przebywający na odległej prowincji, niezrehabilitowany Bachtin był typowym reprezentantem zagubionej w historii i przez historię straconej generacji - pokolenia wybitnych humanistów i artystów urodzonych w latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia, uczących się jeszcze w carskich gimnazjach; przed rewolucją 1917 roku niektórzy z nich zdążyli postudiować za granicą, głównie na uniwersytetach niemieckich. Po rewolucji pracowali, bywało, w rozmaitych powoływanych przez bolszewików instytucjach, z entuzjazmem witając nowe czasy, nieświadomi ceny, którą przyjdzie im za to płacić już od końca lat dwudziestych. W latach pięćdziesiątych-siedemdziesiątych ci, którzy przeżyli, spotykali się z oskarżeniami o współpracę z władzami komunistycznymi - bo przeżyli[21].
Ta złożona z nielicznych udokumentowanych faktów przejmująca biografia, z której niczego właściwie nie da się wyłuskać o pracach i dniach, o zwykłej codzienności, ilustrowana nielicznymi zachowanymi fotografiami, utrwalającymi prywatność (z kotem, z nieodłącznym papierosem, samotną doniczką na parapecie okiennym) i coraz liczniejszymi wspomnieniami, niewolnymi zapewne od normalnych dla mechanizmów pamięci zniekształceń, musiała skłaniać do domysłów i układania frapujących historii, przekazywanych z ust do ust, niekiedy publikowanych, a bywa, że niepokrywających się ze sobą. Do ich powstania przyłożył się i sam Bachtin.
Legenda Bachtina zaczyna się w listopadzie 1960 roku, kiedy otrzymał list od studentów filologii Uniwersytetu Moskiewskiego, którzy dowiedzieli się, że autor Problemów twórczości Dostojewskiego wydanych tuż po jego aresztowaniu przeżył i pracuje w Sarańsku. Trzech z nich - Wadim W. Kożynow, Siergiej G. Boczarow i Gieorgij D. Gaczew[22] - przybyło do miasta w czerwcu 1961 roku. Podjęli starania o wznowienie książki. Studiujący wtedy na uniwersytecie w Moskwie jako doktorant Vittorio Strada[23], współpracownik turyńskiego wydawnictwa Einaudi, miał wówczas przekazać Bachtinowi list z propozycją opublikowania jej po włosku. To wymusiło na wydawnictwie Sowietskij pisatiel oficjalną propozycję złożoną rok później wydania monografii w ZSRR, by zapobiec skandalowi porównywanemu do skandalu z Doktorem Żywago Pasternaka[24], powieści po raz pierwszy opublikowanej właśnie we Włoszech. Warunkiem było przeredagowanie rozprawy i usunięcie "niesłusznych" pojęć oraz nazwisk.
Historia nie jest w pełni wiarygodna. Strada utrzymywał, że propozycję publikacji książki o Dostojewskim[25] jako wstępu do włoskiej edycji utworów autora Biesów przedłożył Bachtinowi już na początku 1961 roku, zanim poznał Kożynowa[26]. Jakkolwiek było, jej zmieniona wersja ukazała się w 1963 roku jako Problemy poetyki Dostojewskiego. W roku 1965 wyszła wreszcie Twórczość Franciszka Rabelais'go a ludowa kultura średniowiecza i renesansu - rozprawa, której Bachtin bronił na stopień doktora habilitowanego (jeszcze wtedy zatytułowana Rabelais w istorii riealizma) od 1946 roku, by w końcu uzyskać stopień doktora w roku 1952[27]. W Sarańsku, a potem w Moskwie Bachtin miał przygotowywać następne książki, korzystając z rozproszonych notatek i zeszycików zapisywanych od lat newelskich. Jeśli nie liczyć publikacji ich fragmentów w periodykach, zostały wydane już po jego śmierci. Czy w wersji, którą przynajmniej częściowo zaakceptował - nie wiadomo.
Toteż opublikowane rozprawy obrastały opowieściami przekazywanymi głównie przez odkrywców Bachtina i tych, którzy go potem odwiedzali. Sam on bodaj tylko trzy razy zgodził się rozmawiać o własnej biografii, nie zawsze jasno odpowiadając na stawiane pytania[28]. Domyślano się więc, że często krytykowana przez romanistów Twórczość Franciszka Rabelais'go nie mogła być pozbawiona błędów, bo Bachtin po prostu nie miał dostępu do literatury przedmiotu. "Ginę bez książek", pisał[29]. Czasem przysyłali mu je przyjaciele jeszcze z Newla i Witebska. Tak powstała legenda o skrzyni, przekazana przez samego Bachtina. Mowa w niej o tym, że w czasach sarańskich w książki zaopatrywał go przede wszystkim Kanajew, zaprzyjaźniony z dyrektorem biblioteki leningradzkiej. Były przesyłane pocztą w specjalnie przygotowanej skrzyni z nazwiskiem odbiorcy i nadawcy na obu stronach wieka, które wystarczało odwrócić przy zwrocie[30]. Rzecz ciekawa - nie zrodziła się opowieść, która powinna być znacznie bardziej intrygująca: o pisaniu książki skupionej na wielkim żarciu i piciu, wywrotowej kulturze ludowej i oczyszczającej roli śmiechu, w latach wielkiego strachu i wielkiego głodu, kiedy nawet za opowiadanie dowcipów groziło aresztowanie...
Legendarna skrzynia nie dorównuje opowieści o puszczonym z papierosowym dymem gotowym rękopisie wielkiej rozprawy Powieść wychowawcza i jej znaczenie w historii realizmu. Autor - namiętny palacz - miał go zużyć w charakterze deficytowych bibułek do tytoniu. Mit ten utwierdziła druga część tryptyku Larsa Kleberga Upadek gwiazd, zatytułowana Środa popielcowa. Jej akcja rozgrywa się w kwietniu 1940 roku w moskiewskim planetarium, gdzie Bachtin opowiada taką historię Siergiejowi M. Eisensteinowi[31]. Zachowana korespondencja z wydawcami, w której mowa o finalizacji pracy, nie stanowi jednak dostatecznego dowodu, że kompletny manuskrypt w ogóle powstał i został złożony w wydawnictwie. Jego losy w każdym razie są nieznane. Znana i powtarzana jest tylko opowieść o spaleniu rękopisu, uznawana niekiedy za "autentyczną historię"[32].
Podobnych opowieści można przytaczać wiele. Znaczna część z nich zahacza o politykę. Dramatycznie brzmią zestawienia: ofierze represji stalinowskich zakwaterowanie w Moskwie przyznał ówczesny szef KGB Jurij W. Andropow, jakoby na prośbę młodszej córki, uczestniczki seminarium prowadzonego przez Władimira N. Turbina, wyznawcę Bachtinowskich koncepcji[33].
Legenda rozwijała się i utrwalała wraz z przemieszczeniem koncepcji Bachtina w latach 1965-1966 do Francji. Stało się to za sprawą Julii Kristevej i Tzvetana Todorova[34], młodych literaturoznawców bułgarskich, którzy dzięki uzyskanym stypendiom znaleźli się w Paryżu i zdecydowali na emigrację. Wtedy świat zachodnioeuropejski bodaj po raz pierwszy usłyszał o Bachtinie w innych kręgach niż wąsko slawistyczne. Główną rolę propagatorki jego idej odegrała najpierw Kristeva. Miała opowiedzieć francuskim strukturalistom, między innymi Rolandowi Barthes'owi i Gérardowi Genette'owi[35], skłaniającym się już do rewizji zdogmatyzowanej wersji tej metodologii, o polifonii i dialogowości, o koncepcji tekstu jako niezwieńczonej, otwartej całości powiązanej z innymi tekstami, o kategorii różnicy i o ujęciu podmiotu jako relacji "ja-inny", i tak ich zafascynować, że została poproszona o wygłoszenie referatu na seminarium prowadzonym przez Barthes'a[36]. Tak powstała słynna, do dziś przywoływana rozprawa, w której Kristeva podjęła Bachtinowskie tropy, wprowadzając jednak na miejsce dialogowości - intertekstualność, jeden z najżywiej dyskutowanych i najmocniej oddziałujących na humanistykę drugiej połowy XX wieku terminów[37].
Kristeva wprowadziła także Bachtina na rynek amerykański, od jego idei rozpoczynając artykuł w antologii prezentującej szkołę formalną, w którym podniosła jego rolę w odbudowaniu poetyki historycznej[38]. Ale na rynku zaatlantyckim Bachtin zaistniał przede wszystkim dzięki monografii Todorova Mikhai?l Bakhtine, le principe dialogique, rychło przetłumaczonej na angielski[39]. W tym samym roku, w którym się ukazała, wyszła także pierwsza w świecie, wspomniana już obszerna biomonografia Mikhail Bakhtin Michaela Holquista i Kateriny Clark.
Rok 1984 to był w ogóle dziwny rok. Wznowiono angielski przekład Twórczości Franciszka Rabelais'go, a Problemy poetyki Dostojewskiego ukazały się w nowym, fachowym tłumaczeniu Caryl Emerson z przedmową Wayne'a C. Bootha[40]. Opublikowano także angielskie, francuskie i niemieckie tłumaczenia kilku ważnych Bachtinowskich artykułów i studiów. W samym tylko 1984 roku bachtinologia wzbogaciła się o ponad siedemdziesiąt prac powstałych w Europie, Azji, Ameryce Północnej i Południowej i Australii[41]. Niemal w tym samym roku w Kanadzie zainicjowało działalność The International Bakhtin Society[42]. Rozpoczęły się regularne, odbywające się co dwa lata międzynarodowe konferencje bachtinowskie[43]. W 1994 roku przy Uniwersytecie w Sheffield powstało The Bakhtin Centre, w którym kontynuowano podjęty rok wcześniej na Uniwersytecie w Manchesterze ambitny projekt stworzenia dwujęzycznego, rosyjsko-angielskiego cyfrowego archiwum gromadzącego wszystkie dostępne bachtiniana. W zamierzeniu pomysłodawców każdy z archiwizowanych tekstów, zarówno w wersji rosyjskiej, jak i angielskiej, miał być bogato zindeksowany - wyposażony w odsyłacze udostępniające informacje o jego historii (autorstwie, datach i miejscach publikacji), o kolejnych wydaniach i zmianach, jakie w nich następowały, identyfikacje cytatów i parafraz. Plan obejmował także sporządzenie not o autorach, słowników terminów (literackich, filozoficznych i językoznawczych) i postaci (rzeczywistych i fikcyjnych) oraz bibliografii[44].
To były prawdziwe narodziny Bachtina dla świata - pół wieku po ukazaniu się jego pierwszej książki. Dialog, dialogowość, karnawał, karnawalizacja, polifonia, chronotop, heteroglozja, gatunki mowy, różnica, różnorodność, "inny" weszły do światowego obiegu, by przez następne ćwierć wieku zajmować w nim czołową pozycję. Aplikowane do różnych obszarów wiedzy, używane do rozstrzygania rozmaitych problemów, stały się narzędziami do wszystkiego. To nie dziwi - Bachtin pisał dla innego czytelnika, a przez innego i w diametralnie innych kontekstach geograficznych, społeczno-politycznych, ekonomicznych i ideologicznych był czytany. Sam miał ironizować, że nieoczekiwanie został uznany za proroka rewolucji studenckiej 1968 roku[45].
Te permanentne interpretacje i reinterpretacje, skądinąd zgodne z Bachtinowską koncepcją słowa, utrwalały legendę. Zgodnie ze swą gatunkową przynależnością, przeszła ona do fikcji - Bachtin stał się bohaterem utworów literackich[46] i anegdotycznych opowieści. Takich jak ta, którą przekazał Zinovy Zinik, rosyjski emigrant, dziennikarz, pisarz i krytyk literacko-teatralny. Pewnego wieczora, chcąc podkreślić swoją solidarność z dyskryminowanymi w mediach muzułmanami, miał znaleźć się w marokańskim barze w Londynie. W barze włączony był telewizor. Na widok demonstracji na ulicach azjatyckiego miasta, która naszemu dziennikarzowi przypominała pochody w breżniewowskiej Moskwie, właściciel baru zakrzyknął: "baktin! baktin". Okazało się, że jest doktorem filozofii, jednym z czołowych irakijskich uczonych i tłumaczem pism Bachtina. Migawki telewizyjne nasunęły mu na myśl porównanie z karnawałem. Nie trzeba dodawać, że między nim i narratorem tej opowieści zawiązała się prawdziwie Bachtinowska - przypadkowa i głęboka - przyjaźń[47].
Ale legenda musiała zrodzić antylegendę.
Kto jest autorem?[48]
Domyślnymi opowieściami obrosła także autorska atrybucja rozpraw opublikowanych pod nazwiskami Walentina N. Wołoszynowa (Friejdizm. Kriticzeskij oczerk oraz Marksizm i fiłozofija jazyka) i Pawła N. Miedwiediewa (Formalnyj mietod w litieraturowiedienii)[49]. Do "przeklętych problemów" bachtinologii należy do dziś pytanie: kto jest ich autorem? Rozprawy te, nazywane deuterobachtinowskimi lub apokryficznymi, przez jednych badaczy są przypisywane Bachtinowi (ewentualnie występującemu "pod maską"[50]), przez innych pisarskim duetom bądź trio. Bywają też traktowane jako rezultat "pracy kolektywnej"[51]. Argumentów za ręką Bachtina przytoczono równie wiele, co przeciw niej. Każdy przy tym dawał się wykorzystać na rzecz wszystkich rozwiązań. Każdy był wciągany w kwestie ideologiczne, etyczne i polityczne, dla których problem autorstwa był jedynie pretekstem. Gdyby bowiem poważnie dociekać, kto jest autorem tych spornych rozpraw, to pytaniem należałoby objąć nie tylko Bachtina i jego dwóch "myślowych sprzymierzeńców", ale także przynajmniej Lwa W. Pumpianskiego (najwybitniejszego znawcę freudyzmu w kole newelskim) i Matwieja I. Kagana (najbardziej kompetentnego uczestnika koła w zakresie neokantyzmu niemieckiego). O nich jednak w związku z atrybucją nie pytano.
Wobec nierozstrzygalności zawikłanych i wielorako interesownych sporów, które w zakamuflowany sposób dotyczyły światopoglądowej i metodologicznej orientacji Bachtina (czy był marksistą? czy semiotykiem? czy myślicielem religijnym?), różnie interpretowanej pod presją aktualnych polityk naukowych, wypada pozostawić na boku problem autora tekstów spornych. O wiele trudniejsze i ciekawsze są teksty uchodzące za bezsporne.
I tak monografia Problemy twórczości Dostojewskiego z 1929 roku, o której mniema się, że jest jedyną książką, która na pewno wyszła spod pióra samego i tylko Bachtina, nie daje niezbitej pewności, komu przypisać autorstwo. Była kończona w pośpiechu po aresztowaniu i procesie sądowym, w areszcie domowym, gdy o złagodzenie wyroku zabiegali Maksim Gorki, Aleksiej N. Tołstoj, Anatolij W. Łunaczarski i pierwsza żona Gorkiego Jekatierina P. Pieszkowa[52], a zatrudniony w wydawnictwie Gosizdat Pawieł N. Miedwiediew, niedawny mer Witebska, naciskał tuż przed złożeniem jej do druku, by wzmocnić aspekt socjologiczny. Miała więc prawdopodobnie współautora przynajmniej w jego osobie[53]. Nie rozstrzygniemy, jaki był jego wkład, bo poza pierwodrukiem nie zachowało się dosłownie nic - ani manuskrypt, ani jakiekolwiek notatki, konspekty czy szkice.
Z całą pewnością nie tylko Bachtinowskiego autorstwa są natomiast Problemy poetyki Dostojewskiego z 1963 roku. Maszynopis dostarczony wtedy wydawnictwu Einaudi zaginął, o współautorstwie włoskim można więc tylko snuć domysły. Domysły wszakże uzasadnione: z zachowanych notatek Nad nową wersją książki o Dostojewskim[54], najprawdopodobniej zawierających autentycznie Bachtinowski projekt przepracowania książki z 1929 roku, wynika, że planowane zmiany szły nieraz w odmiennym kierunku niż ostatecznie wprowadzone do Problemów poetyki Dostojewskiego.
Z kolei Twórczość Franciszka Rabelais'go przetrwała w dwóch wariantach (z 1940 i 1965 roku), jawnie dowodzących "współautorstwa" komisji oceniającej rozprawę przedłożoną jako dysertacja na stopień doktora habilitowanego. Negatywne uwagi członków komisji spowodowały w każdym razie liczne dopiski w tekście długo traktowanym jako pierwotny, wprowadzenie nowych przypisów, rozbudowanie niektórych partii (między innymi o rewolucyjnym ludzie), wycofanie niektórych odsyłaczy (i tak bardzo zawoalowanych)[55]. Kto zaś, jaki współautor indywidualny lub instytucjonalny, zdecydował o włączeniu do Problemów poetyki Dostojewskiego fragmentu o satyrze menippejskiej, jawnie należącego do rozprawy o Rabelais'm[56], pozostanie niewiadomą. Co więcej, wiele wskazuje na to, że fragment ten to przeredagowane hasło Satyra, pisane przez Bachtina pod koniec 1940 roku do dziesiątego tomu Litieraturnoj encykłopiedii, który nie zdążył ukazać się przed wybuchem wojny z Niemcami w czerwcu 1941 roku[57].
Wskazanych, najbardziej tylko wymownych przykładów trudności z odpowiedzią na pytanie, kto współtworzył teksty uchodzące za bezspornie Bachtinowskie[58], nie rozstrzygają nawet zapewnienia samych ich domniemywanych autorów. Takie zapewnienie, i to na piśmie, złożył Iwan I. Kanajew, ostatni z żyjących uczestników kół Bachtinowskich, oświadczając, że autorem rozprawy Współczesny witalizm opublikowanej w 1926 roku pod jego nazwiskiem jest Bachtin. Skrupulatne badania wykazały jednak, że autorstwo Współczesnego witalizmu należy przypisać nie Kanajewowi i nie Bachtinowi, tylko Nikołajowi O. Łosskiemu, filozofowi idealiście[59], którego Sowriemiennyj witalizm z 1922 roku, niedostępny po deportacji autora, Bachtin "streścił" na prośbę Kanajewa[60].
Na wielokrotne i przebiegle zadawane pytania, kto napisał teksty sporne i bezsporne, przypierany do muru Bachtin udzielał wykrętnych informacji. W ostatnich latach życia miał jednak w końcu żachnąć się: "przecież nie ja jestem tym, kto powinien na to pytanie odpowiedzieć"[61]. Czy miał na myśli tylko obowiązek dochowania wierności nieżyjącym przyjaciołom, czy też kategorię "myślowych sprzymierzeńców", prowadzącą do innej niż legislacyjna i edytorska koncepcji autorstwa - "zawsze anonimowego", jak mawiał, to znaczy zawsze wieloimiennego?
Zagubione w przekładzie
Język Bachtina nie jest językiem teoretycznym, a tok myśli - "daleki [...] od kartezjanizmu", jak to określiła Julia Kristeva, borykająca się z przełożeniem jego listu na francuski[62]. Rzeczywiście, Bachtin unikał jednoznacznych, ustabilizowanych, sztywnych terminów - "skrajnie jednotonowych"[63]. Zamiast precyzować znaczenia, uciekał się do rozbudowanych szeregów synonimów (amplifikacja to jedna z podstawowych cech jego mowy). Tworzył coraz to nowe warianty raz wprowadzonych słów-kluczy, trudne niekiedy do rozdzielenia (jak w przypadku derywatów od "dialogu" i "monologu", takich jak "dialogowość", "dialogiczność", "dialogizm", "dialogizacja" i odpowiednio "monologowość", "monologiczność", "monologizm", "monologizacja"). Nadawał tym samym słowom różne znaczenia i na odwrót: różnym słowom przypisywał znaczenia podobne, jeśli nie takie same, a przynajmniej mieszczące się w tym samym polu semantycznym[64]. Podkreślał, że takie podejście odwzorowuje jego nadrzędną zasadę poznawczą: "Wielość punktów widzenia"[65].
Na skomplikowanie Bachtinowskiego wywodu wskazują także bachtinolodzy rosyjscy, z tą jednak różnicą, że uznają je za świadomie stosowaną "formę utrudnioną", jak to określali formaliści, i przestrzegają przed jej uczytelnianiem, sprowadzaniem metafor do terminów, co gorsza - nieporadnie definiowanych. "O prowokacyjnie nieścisłym języku Bachtina trzeba by powiedzieć: jego twórczość to powieść i nie wolno jej zmieniać w epos", przestrzegał Michaił L. Gasparow[66]. Taka redukcja byłaby przede wszystkim niezgodna z Bachtinowską koncepcją słowa i mowy, także tej pretendującej do statusu mowy naukowej. Sam Bachtin naprowadzał na to, jak ją pojmuje. Czasem tonem na pozór bagatelizującym, jak w późnych Notatkach z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, w których podkreślał swoje "[...] upodobanie do wariacji i różnych terminów na jedno zjawisko"[67], potwierdzając przecież tym na pozór niefrasobliwym wyznaniem trwałość postawy wyłożonej trzydzieści lat wcześniej znacznie bardziej dobitnie: "W terminie [...] zachodzi stabilizacja znaczenia, osłabienie siły metaforycznej, zatraca się wieloznaczność oraz gra między znaczeniami"[68]. Motywował takie przekonania niechęcią do wiedzy systemowej, do której nie zaliczał żadnej z nauk o kulturze: "Zdefiniowanie terminu (jego stabilność i jednoznaczność) jest możliwe jedynie na podstawie kryterium funkcjonalnego i ze względu na system. Tam, gdzie nie ma systemu (jak w literaturoznawstwie), precyzyjna definicja izolowanego, pojedynczego terminu przemienia go w omszały kamień, pod którym nie płynie żywa woda myśli"[69]. Jego niechęć do "teoretyzmu", "normatywizmu" i "dogmatyzmu" to zatem nie proste potępienie formalizmu i strukturalizmu, jak to często się interpretuje; wybór określonego typu mowy miał o wiele bardziej złożone przyczyny niż polemika z aktualnymi językami teoretycznymi.
Po pierwsze: wynikał z zakorzenienia myśli Bachtinowskiej w symbolizmie - rozumianym szeroko, zarówno jako teoria, jak i praktyka (literacka, filozoficzna, teologiczna, społeczno-polityczna) - i z przejęcia właściwej symbolizmowi we wszystkich wymienionych sferach zasady teurgii artystycznej: kreacyjności mowy, stwarzającej przedmioty niedostępne, jak sądzono, obiektywizującemu (uprzedmiotawiającemu) poznaniu racjonalnemu. Bachtin przenosił tę zasadę do swojej "nowej", "innej" estetyki filozoficznej, jak ją wielokrotnie nazywał, by w późnych notatkach za Siergiejem S. Awierincewem nadać jej miano symbolologii[70]. Przenosił tym chętniej, że była ona zgodna z prawosławnym pojmowaniem słowa, co musiało być dla niego ważne. Niejednokrotnie korzystał więc z symbolistycznych wzorów pisania, wprowadzając do swoich prac poetycko-filozoficzne słowotwory, które z czasem uzyskiwały w bachtinologii status pojęć-terminów. Podobnie przy tym jak symbolistyczne tak też jego własne neosemantyzmy, neologizmy, transformacje struktur słowotwórczych, aliteracje, paronomazje, etymologizacje i wszystkie inne sposoby oddawania Potebniańskiej[71] formy wewnętrznej słowa powstawały nie po to, by stworzyć coś radykalnie nowego, dotąd nieistniejącego w słowniku, ale raczej gwoli wydobycia zatartych, zapomnianych pokładów wiedzy o świecie, by je "odsłonić" i "przeniknąć", jak mawiał w języku estetyk z przełomu wieków XIX i XX. Symbolizm dostarczał także wzoru dla filologa szczególnie atrakcyjnego, sięgał bowiem w stwórczych działaniach do języków Grecji i Rzymu oraz folkloru, te zaś źródła wiedzy-poznania były Bachtinowi z różnych względów najbliższe. Swobodnie kreując nazwy przedmiotów nieznanych filozofii zastanej, uciekając się do etymologii, ujawniał także bliskość z hermeneutyką. Dzisiaj takie pisarstwo naukowe kojarzy się przede wszystkim z dekonstrukcją i poststrukturalizmem.
Po drugie: styl myślowo-językowy Bachtina wiązał się ze szczególnym szacunkiem dla sfery "prozaiki" - codzienności i nieoficjalności, a nawet antyoficjalności[72]. Toteż większość jego zabiegów dokonywała się na języku potocznym (dokładniej: na tym języku, którym mówiła elita inteligencji humanistycznej trzech pierwszych dekad XX wieku). Wielorako przekształcając słowa tego języka, Bachtin wprowadzał je do kontekstu filozoficzno-estetycznego, zachowując jednak substrat ich powszedniego znaczenia.
Po trzecie: próba zachowania potocznych znaczeń (niezależnie od tego, czy skuteczna[73]) łączyła się z najważniejszym może dla Bachtina kontekstem filozoficznym - z fenomenologią. Bachtin przejął z niej nie tyle epistemologię (przeciwnie - zasadę "od rzeczy do pojęć", rzeczy danych w szczególnej intuicji, w bezpośrednim doświadczeniu, poddawał krytyce z pozycji neokantowskich: rzeczy same, nawet jeśli istnieją, to są dostępne jedynie jako "rzeczy" ujęzykowione), ile raczej ontologię i semantykę. Z fenomenologii właśnie przejął postulat niedefiniowania pojęć, wyrażający dążność do ewokowania znaczeń w świadomości odbiorcy, nie zaś ich precyzyjnego wyznaczania i oznaczania. "Pisarz fenomenologiczny nie "wykłada" swej nauki czytelnikowi, lecz usiłuje jedynie pomóc mu w zdobyciu samodzielnego doświadczenia [...]", co jest sprawą "[...] specjalnego kunsztu [...] prowadzenia rozmowy [...]", deklarował w roku 1920 Roman Ingarden, podkreślając, że: "Ta - istotnie nieraz kłopotliwa i wymagająca wysiłku twórczego [...] metoda intelektualnej współpracy pozwala [...] uniknąć [...] definiowania terminów"[74]. Jeśli dodać, że ani dla Ingardena, ani dla Bachtina takie podejście nie oznaczało rezygnacji z filozofii pojmowanej za Husserlem[75] als strenge Wissenschaft (jako nauka ścisła), a jedynie opór wobec filozofii naukowej w sensie pozytywistycznym i neopozytywistycznym, to można zidentyfikować rzeczywistego adresata wspomnianego poprzednio sporu z "wiedzą systemową" i "abstrakcyjnym teoretyzmem".
Po czwarte: unikanie zastanych terminów i kreowanie nowych, sięgających albo substratu języka potocznego, albo języków starożytnych, wiązało się u Bachtina, podobnie jak w fenomenologii i hermeneutyce, z koncepcją rozumienia jako odpowiedzi. Silne nastawienie na odbiorcę i poczucie jego współdziałania nakazywało uwzględnić jego tak zwane tło aperceptywne, co znaczyło także - możliwość fałszywych, niechcianych lub całkowicie wręcz niepożądanych skojarzeń ze znajdującymi się w obiegu słowami-filozofemami, odsyłającymi do określonych światopoglądów. By te asocjacje powstrzymać, zapobiec wprowadzaniu obcych kontekstów, nie sugerować czytelnikowi związku z pracami, z którymi akurat polemizował, Bachtin albo omija krążące terminy, albo je transformuje. Dotyczy to głównie słów zrośniętych z estetyką wczucia, ponietzscheańską filozofią życia i bergsonizmem.
Po piąte: wybór stylu i języka filozofowania wiązał się ściśle z koncepcją dialogowości słowa. Koncepcja ta, wyprowadzona z neokantyzmu i fenomenologii, odnaleziona u Dostojewskiego i wprowadzona do własnego języka spowodowała, że w Bachtinowskich niby-terminach brzmią często pogłosy terminów cudzych. Są one przytaczane w różny sposób; prawie bezwyjątkowe jest tylko pozostawienie ich bez adresu nadawcy.
Sposób pierwszy: cudze terminy bywają pozostawione w niezmienionej lub nieznacznie tylko przekształconej postaci, dosłownie, filologicznie tłumaczone na rosyjski. Nie rodzą wtedy problemów translacyjnych. Takim przekładem jest u Bachtina opozycja "dany-zadany" (dannyj-zadannyj), wiernie odtwarzająca neokantowską parę gegeben-aufgegeben[76]. Przekładem z niemieckiego Einstellung jest też "nastawienie" (ustanowka), stosowane także przez formalistów (i dlatego w niniejszym tomie przekładane dwojako - przez utrwalone w fenomenologii "nastawienie" i przez bliższą formalizmowi, przynajmniej w przekładach polskich, angielskich i niemieckich, "orientację").
Sposób drugi: radykalna zmiana cudzego źródłowego terminu, z zachowaniem wszakże w terminie Bachtinowskim, docelowym, ważnych dla autora źródłowego odniesień. Najdobitniejszym przykładem jest "zdarzenie współ-bycia" i jego warianty[77].
Sposób trzeci: próba odwzorowania obcojęzycznego terminu (sygnalizującego niekiedy całą koncepcję) na zasadzie skalkowania go w języku rosyjskim, z zachowaniem budowy słowotwórczej i semantyki jego członów. Neologizmy powstałe w rezultacie takiego zamierzenia są dziś trudno zrozumiałe, jak twierdzą bachtinologowie, nawet dla odbiorcy rosyjskiego, który nie słyszy rezonujących w nich aluzji i reminiscencji odsyłających do historycznych już ujęć. Dobitnym przykładem służy Bachtinowska wnienachodimost´ (niewspółobecność)[78].
Sposób czwarty: przejęcie cudzego słowa, ale nadanie mu określonego, własnego znaczenia. Wtedy znaczenie to jest zwykle obszernie wyjaśniane. Takie są na przykład Bachtinowskie "konstrukcje hybrydyczne", inspirowane równocześnie hybrydami poetyckimi Wiaczesława I. Iwanowa, filozoficznymi - Gustawa G. Szpeta, lingwistycznymi - Jana Baudouina de Courtenay i Jewgienija D. Poliwanowa[79], a za ich pośrednictwem także wielu przyrodoznawców. Ich własną konceptualizację Bachtin wyłożył w rozprawie Z prehistorii słowa powieściowego[80]. Trzeba jednak pamiętać, że sens "hybrydyczności" zachowują także inne, na pozór potoczne słowa, których używał, takie jak "mieszanina" i "wymieszanie" itp. (grecko-łacińska "hybryda" to po rosyjsku pomies´).
Te pięć zasad i cztery sposoby ich słownej eksterioryzacji nie wyczerpują, naturalnie, reguł Bachtinowskiego stylu filozofowania ani właściwego mu słownika. Wiele cytatów i quasi-cytatów składających się na ten słownik, aktywnie transformowanych, ma także motywację doraźną, "tchnie", by użyć jego określenia, aktualnymi kontekstami. Czasem te doraźne okoliczności wymuszały nasycenie wypowiedzi określonym słownictwem (jak w wielokrotnie przerabianej na życzenie redakcji rozprawie o satyrze, jak w tekstach o Tołstoju, w których niemało typowej dla lat trzydziestych-czterdziestych naukowej nowomowy, podobnie jak w notatkach do Problemu gatunków mowy[81], w których wręcz cytowana jest sławetna rozprawa Stalina Marksizm a zagadnienia językoznawstwa opublikowana w 1950 roku), czasem na odwrót - powodowały wycofywanie określonych sformułowań (jak intencjonalności z Problemów twórczości Dostojewskiego podczas ich przerabiania na Problemy poetyki). Czasem używane słowa uruchamiały podwójny układ odniesienia - wybrany świadomie i z aprobatą, a zarazem zgodny z wymogami aktualnej polityki naukowej (najwyrazistszym przypadkiem jest "kultura ludowa" w Twórczości Franciszka Rabelais'go)[82]. Z pewnością w wielu przypadkach o języku i stylu decydował także kontekst toczących się dyskusji (szczególnie silnie rzutujących na Problemy twórczości Dostojewskiego), bieżących lektur (o czym świadczą zachowane w archiwum notatki i konspekty z czytanych właśnie książek, z których przytoczenia odnajdujemy w równocześnie powstających rozprawach).
Bo też Bachtin, zgodnie ze sformułowaną koncepcją poznania jako dialogu, pisał w swoistej mowie pozornie zależnej, wplatając cudze słowa do własnego tekstu, inkrustując go fragmentami cudzych koncepcji, z którymi albo prowadził spór, albo przywoływał je aprobująco. We własnych studiach zwykle nie opatrywał ich odsyłaczami. Własnych? Sam utrzymywał, że nie istnieje język "własny", że każdy jest językiem "cudzo-swoim", jak pisał o słowie w Notatkach z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych[83]. Dodać trzeba, że cierpiąc na brak książek, prowadził bardzo dokładne zapiski z dostarczanych mu lektur. Być może więc włączał je na zasadzie streszczeń i parafraz do swoich studiów, jak - wszystko na to wskazuje - zdarzyło się w wypadku Współczesnego witalizmu. W sześciotomowej edycji dzieł zebranych takie sytuacje są starannie komentowane, udostępnione zostały także zapiski, w których znajdujemy duże partie cudzych rozpraw dosłownie przepisanych w języku oryginału. W swoich studiach i rozprawach prawdopodobnie przekładał je na rosyjski, tworząc nieistniejące jeszcze lub dopiero rodzące się języki rosyjskiej fenomenologii, hermeneutyki i rosyjskiego neokantyzmu. Niekiedy zachowywał funkcjonujące w nich terminy, częściej kreował ekwiwalenty lub opisowo wykładał ich znaczenie. Tak postępował na przykład z kluczową dla swoich studiów intencjonalnością.
Co w takich razach ma zrobić tłumacz? Zostawić te parafrazy czy przywołać termin scholastyczny przywrócony przez Franza Brentana[84], podjęty przez Edmunda Husserla, jednoznacznie odsyłający do jednego z korzeni Bachtinowskiego myślenia? Z terminami fenomenologii i hermeneutyki, dobrze osadzonymi w humanistyce polskiej, kłopot nie jest jeszcze tak znaczny jak z neokantowskimi, rozprawy marburczyków nie doczekały się bowiem polskich przekładów[85], podobnie jak filozoficzno-estetyczne studia symbolistów i w znacznej mierze traktaty z rosyjskiej filozofii trzeciego renesansu. Jaką zasadę translatorską przyjąć? Domestykacji, czyli przyswajania ich zgodnie z dzisiejszymi stylami myślowymi, czy egzotyzacji z zachowaniem domeny źródłowej? W obu wypadkach tłumacz skazany jest na fundowanie tradycji nieistniejącej w domenie docelowej.
Pytanie: domestykować czy egzotyzować dotyczy także mowy samego Bachtina. Przedkładany zbiór to prawie wyłącznie jego manuskrypty - częściowo uszkodzone lub nieczytelne, pisane gorączkowo, nieuporządkowane, nieprzeznaczone lub nieprzygotowane do druku, niepoddane redakcji, z licznymi powtórzeniami i nawrotami do spraw już rozważanych, bezustannym krążeniem wokół nich, wypróbowywaniem słowników zdolnych je unieść. Wywody, zwłaszcza z najwcześniejszych lat, ciągną się całymi stronicami, nieskomponowane, w długich, trudnych do uspójnienia zdaniach. Ten intelektualny strumień świadomości odwzorowuje jednak borykanie się z najważniejszymi naonczas i najtrudniejszymi kwestiami, podejmowanymi przez autorów Bachtinowskich lektur i oddawanymi przez niego w języku wytwarzanym niejako po raz pierwszy, który mógłby sprostać nowiźnie problematyki. Toteż w przekładzie starano się zachować jego styl pisarski, niekiedy odstępując jedynie od "niemieckiej" składni.
Wyzwaniem translatorskim - może najtrudniejszym - są podejmowane przez Bachtina próby kreowania znaczeń na zasygnalizowanej już zasadzie naśladowania poetyki symbolistów. Rzadko tylko można dla nich znaleźć w polszczyźnie czytelne i zachowujące intencje semantyczne ekwiwalenty. "Rzeczywiście urzeczywistniony" nie oddaje rosyjskiego diejstwitielno diejstwiennyj, bo gubi zawarty w oryginalnym brzmieniu odcień działania, na pewno istotny dla autora Filozofii czynu. W zestawieniu "pierwotny - samorodny" nie słychać w ogóle aliteracji i paronomazji właściwej oryginałowi: iznaczalen - bieznaczalen. Wobec triady biezyschodno - ischod - nischodit´, w której oprócz figur słowotwórczej i etymologicznej tkwią nadto książkowy archaizm i echa koncepcji Nikołaja A. Bierdiajewa, często aluzyjnie przywoływanego przez Bachtina, ogarnia bezradność[86].
"Język Bachtina z uporem sprzeciwiał się wyobcowaniu, podobnie jak osobowość. To język nader kategoryczny, a jednocześnie wyjątkowo osobisty, zupełnie inny niż języki kierunków czy szkół", pisał po latach jeden z odkrywców myśliciela[87]. W tłumaczeniu takiego języka, tak jak w przekładach wielu filozofów i pisarzy modernistycznych świadomych wagi słowa, nieuchronnie ginie część ich pracy twórczej. To, co zagubione, rekompensuje, nawet jeśli ułomnie, wprowadzenie praktyki filologiczno-filozoficznej na słowo wrażliwej, stawiającej opór sztampie, automatyzmowi i petryfikacji tyleż języka, co myślenia.
Sztuka i odpowiedzialność
Ingerencje wydawców rosyjskich zasygnalizowano nawiasem klamrowym, { }. Znak zapytania w nawiasie, {?}, oznacza wątpliwości co do właściwego odczytania wyrazu. Wielokropek w nawiasie, {...}, wskazuje opuszczenie tekstu niemożliwego do odczytania lub uszkodzonego. Przypisy i dopiski Bachtina opatrzono gwiazdką, a przypisy tłumaczki cyframi. Cytaty biblijne zaczerpnięto z Biblii Tysiąclecia (przeł. Władysław Borowski i in., wyd. 3 popr., Poznań-Warszawa 1980) - dop. red. pol.
Jeżeli poszczególne elementy nie łączą się w wewnętrznie jednolitą, sensowną całość, lecz wchodzą tylko w przestrzenno-czasowy związek zewnętrzny, wówczas całość taką nazywamy mechaniczną. Jej części współwystępują wprawdzie obok siebie, stykają się nawzajem ze sobą, niemniej jednak pozostają sobie obce.
Trzy sfery tworzące ludzką kulturę - nauka, sztuka oraz życie - zyskują jedność wyłącznie poprzez osobowość, która włącza je do swej jedności. Jednakże i ten związek może być mechaniczny i zewnętrzny. Najczęściej, niestety, tak właśnie się dzieje. Zespolenie w jednolitą osobowość artysty i człowieka jest zwykle naiwne, mechaniczne; tworząc, człowiek ucieka na pewien czas przed "wrzawą życia" do innego jak gdyby świata "natchnienia, dźwięków kojących i modlitwy"1. Rezultat? Sztuka zanadto zadufana w sobie, nazbyt patetyczna - nie odpowiada przecież za życie, które także, oczywiście, za nią nie nadąży. "Jak mi się z nią równać" - pyta życie. "To przecież sztuka, a ja jestem codzienną prozą".
Człowiek zatopiony w sztuce jest nieobecny w życiu, i na odwrót. Nie ma między nimi jedności, nie przenikają się też one nawzajem w integralnej osobowości.
Co gwarantuje wewnętrzny związek komponentów tworzących osobowość? Wyłącznie integralna odpowiedzialność. Za to, co w sztuce przeżyłem i co z niej zrozumiałem, winienem świadczyć własnym życiem, by to, co przeżyte i zrozumiane, nie pozostało w nim bierne. Odpowiedzialność łączy się zarazem z winą. Sztuka i życie muszą nie tylko ponosić za siebie wzajemną odpowiedzialność, ale i winę. Poeta ma pamiętać, że za trywialność prozy życia wina spada na jego poezję, a zwykły człowiek niech wie, że jego niewymagające, niepoważne pytania wobec życia winne są za jałowość sztuki. Osobowość musi na wskroś nasycić się odpowiedzialnością: wszystkie jej części powinny nie tylko składać się na czasową sekwencję życia, ale przenikać się nawzajem we wspólnocie winy i odpowiedzialności.
Usprawiedliwiając brak odpowiedzialności, nie ma co powoływać się na natchnienie. Nie natchnieniem, lecz maniactwem jest to, co ignoruje życie i samo jest przez nie lekceważone. Prawdziwy, niesamozwańczy sens dawnych pytań o wzajemne związki sztuki i życia, o sztukę czystą itp., ich rzeczywisty patos polega jedynie na wzajemnych usiłowaniach sztuki i życia, by zmniejszyć ciężar swego zadania, by zdjąć z siebie odpowiedzialność, bo łatwiej tworzyć, nie odpowiadając za życie, i łatwiej żyć, nie rozliczając się ze sztuką.
Sztuka i życie nie są jednym i tym samym. Muszą jednak zespolić się we mnie, w mojej integralnej odpowiedzialności.
{II. Zachowany fragment końcowy manuskryptu z zeszytu drugiego}
[...] uwarunkowane czasem życia badacza, a także najzupełniej przypadkowym stanem materiałów i ten właśnie moment1, który wprowadza pewną architektoniczną stabilność, ma czysto estetyczny charakter. Taka jest historyczno-geograficzna mapa świata Dantego2 z jej zbiegającymi się centrami aksjologiczno-zdarzeniowymi3: Ziemia, Jerozolima, odkupienie. Mówiąc dobitnie: geografia nie zna dali ani bliskości, tu ani tam, jest pozbawiona absolutnej skali aksjologicznej, pozwalającej wymierzyć wnętrze obranej całości (Ziemi), historia zaś nie zna przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, trwania i chwili, dawności i niedawności jako absolutnie jedynych i nieodwracalnych momentów. Sam czas historyczny jest, oczywiście, nieodwracalny, ale od wewnątrz - wobec braku absolutnego centrum aksjologicznego - wszystkie relacje są w nim przypadkowe i względne (oraz odwracalne). Zawsze do pewnego stopnia dochodzi do estetyzacji historii i geografii.
Z punktu widzenia fizyczno-matematycznego czas i przestrzeń życia człowieka to jedynie znikome wycinki - słowo "znikomy", podkreślone intonacją, samo ma już sens estetyczny - jednej nieskończonej czasoprzestrzeni. W sądzeniu teoretycznym tylko to, oczywiście, gwarantuje jej znaczeniową jednoznaczność i identyfikowalność. Jednakże ujmowane od wewnątrz życia ludzkiego czas i przestrzeń stają się niepowtarzalnym centrum aksjologicznym, w odniesieniu do którego materializują się, wypełniają krwią i ucieleśniają, zaczynają być odpowiedzialnie widziane i słyszane {?}. Artystyczna czasoprzestrzeń, choć nieodwracalna i stabilnie trwała, w korelacji z ucieleśnionym czasem życia nabywa emocjonalno-wolicjonalnych tonacji, wchłania też {?} i wieczność, i pozaczasowość, i granice, i nieskończoność, i część, i całość. Dla filozofa wszystkie te słowa mają ładunek wartościujący, to znaczy uległy estetyzacji. Mówimy tu, naturalnie, nie o tematycznym, ale o ściśle formalnym uporządkowaniu czasowej i przestrzennej całości, o momencie nie tylko fabularnym, lecz także empiryczno-formalnym. Zarówno czas wewnętrzny fabuły, jak i zewnętrzny czas jej przekazu, zarówno wewnętrzna przestrzeń widzenia, jak i zewnętrzna przestrzeń przedstawienia zyskują ciężar aksjologiczny - jako otoczenie i horyzont4 i jako nurt życia śmiertelnego indywiduum. Gdyby człowiek nie był śmiertelny, wówczas emocjonalno-wolicjonalny ton tego nurtu, wszystkich tych wcześniej i później, jeszcze i już, teraz i wtedy, zawsze i nigdy, a także waga i znaczenie brzmiącego w nich rytmu zostałyby stłumione. Likwidując moment życia śmiertelnego indywiduum, gasimy aksjologiczne światło wszelkich pierwiastków rytmicznych i formalnych. Chodzi, rzecz jasna, nie o matematycznie określoną długość życia ludzkiego (biblijne siedemdziesiąt lat5); ważne są jedynie terminy6 (granice życia i horyzontu - narodziny i śmierć); tylko ich funkcjonowanie i oddziaływanie przydają emocjonalno-wolicjonalnego zabarwienia upływowi czasu ograniczonego życia {wyraz nieczyt.} i przestrzeni, odwzorowują napięcia i wysiłki śmiertelnika, a same wieczność i bezgraniczność nabierają wartościonośnego sensu w odniesieniu do zdeterminowanego7 żywota.
Przejdziemy teraz do wykładni sensu. Architektonika8, jako percepcyjno-intuicyjna konieczność, nieprzypadkowe rozmieszczenie i powiązanie w zwieńczoną całość wszystkich konkretnych, niepowtarzalnych części i aspektów, jest możliwa tylko wokół określonego człowieka, bohatera9. Myśl, problem, temat nie mogą lec u podstaw architektoniki; same wymagają konkretnej architektonicznej całości, by uzyskać choćby minimalne zwieńczenie. Myślenie zakłada energię pozaprzestrzennej i pozaczasowej nieskończoności, wobec której wszystko, co konkretne, jest przypadkowe; może ono jedynie nadać kierunek widzeniu konkretu, ale - kierunek w nieskończoność, nieprowadzący do z w i e ń c z e n i a 10 całości. Nawet dyskursywnej narracyjnej całości rozprawy naukowej nie warunkuje jej główna myśl, lecz czynniki najzupełniej przypadkowe w stosunku do jej istoty oraz uświadamiane lub nie ograniczenie horyzontu autora. Nawet system pozostaje zamknięty i zwieńczony jedynie z zewnątrz; od wewnątrz jest otwarty i nieskończony, jako że jedność poznania zawsze jest zadana11. Z tego punktu widzenia interesujące byłoby rozpatrzenie Krytyki czystego rozumu12, by wskazać w niej momenty zwieńczenia; bez specjalnego trudu można się przekonać, że mają one estetyczny, a nawet antropomorficzny charakter, gdyż Kant wierzył w zamknięty system, w skończoną tabelę kategorii. Czasowo-przestrzenna delimitacja i umiejscowienie nawet takich prostych części dyskursywnej całości, jak sylogizm, przesłanka {dwa wyrazy nieczyt.}, wniosek odwzorowują nie sam moment ludzkiego myślenia, lecz proces jego rozwoju w czasie, rzecz jasna, nie psychologiczny, ale zestetyzowany, zrytmizowany. Architektonice narracyjnej całości dyskursywnej najbliżej do architektoniki muzycznej, poezja bowiem włącza liczne elementy przestrzenne, postrzeżeniowe. W prozie natomiast zwieńczenie i zamknięcie utworu wymaga estetyzacji procesu twórczego indywiduum - autora, uchwycenia odwzorowującego się w niej obrazu skończonego w y d a r z e n i a twórczości. Z wnętrza samego, oderwanego od autora sensu nie może ona znaleźć żadnych zwieńczających i architektonicznie porządkujących momentów. Nie wymaga specjalnych wyjaśnień, że także ten zmysłowy materiał, który wypełnia porządek czasowo-przestrzenny, schemat wewnętrznego wydarzenia - fabuły - i uzewnętrznionej kompozycji utworu, wewnętrzny i uzewnętrzniony rytm, wewnętrzna i uzewnętrzniona forma są także zorganizowane wyłącznie wokół centrum aksjologicznego człowieka, osłaniają jego samego i jego świat.
Jeśli chodzi o sens etyczny, to w najogólniejszym zarysie (bo nie możemy tego obecnie konkretyzować, nie uprzedzając dalszych rozważań) naświetlimy go, mówiąc {o} różnicy między wydarzeniem etycznym i estetycznym. Zamknąć wydarzenie etyczne, którego sens pozostaje zawsze otwarty i projektowany, i architektonicznie je uporządkować można jedynie po przeniesieniu centrum aksjologicznego ze sfery tego, co zadane, do sfery tego, co dane człowiekowi - uczestnikowi tego wydarzenia.
Rozjaśnijmy to wszystko, co zostało powiedziane o architektonicznej funkcji centrum aksjologicznego człowieka w artystycznej całości, analizując konkretny przykład. W analizie będą uwzględnione tylko te momenty, które są potrzebne, by w miarę możliwości nie uprzedzać następnych rozważań, pominięte zaś wszystkie pozostałe, nawet jeśli niekiedy w najwyższej mierze istotne dla całego artystycznego wrażenia. Ten szczególny charakter analizy, czasem niewyczerpującej artystycznej całości, proszę mieć na względzie.
Zatrzymam się na utworze lirycznym Puszkina z 1830 roku Rozłąka13. Oto on:
Dla ojczystego brzegu w dali
Rzuciłaś obcej ziemi brzeg
W liryku występuje dwoje bohaterów: właściwy "bohater liryczny", w tym wypadku zobiektywizowany autor, oraz "ona", prawdopodobnie Riznicz14, mamy zatem dwie przedmiotowe emocjonalno-aksjologiczne orientacje, dwa konteksty aksjologiczne, dwa niepowtarzalne punkty dla skorelowania i uporządkowania aksjologicznych momentów bycia. Jedność lirycznej całości konstytuuje się w efekcie tego, że aksjologiczny kontekst bohaterki jest w całości ogarniany i potwierdzany przez kontekst bohatera, włącza się do niego jako jego współczynnik, oba zaś te konteksty obejmuje z kolei niepowtarzalny formalny - we właściwym sensie estetyczny - aksjologicznie afirmujący a k t y w n y kontekst autora i czytelnika. Wyprzedzając trochę dalsze rozważania, powiemy: sytuację, w której znajduje się podmiot estetyczny - czytelnik i autor, t w ó r c y f o r m y - umożliwiającą ich artystyczną formotwórczą aktywność, można określić jako p r z e s t r z e n n ą, c z a s o w ą i z n a c z e n i o w ą n i e w s p ó ł o b e c n o ś ć 15, znamionującą wszystkie bez wyjątku momenty wewnętrznego architektonicznego pola artystycznego widzenia. Ona także stanowi pierwszy warunek objęcia całej architektoniki (aksjologicznej, czasowej, przestrzennej i znaczeniowej) jedną afirmującą aktywnością. Estetyczne wżywanie się (Einfühlung)16 - ujęcie przedmiotów i bohaterów od wewnątrz - aktywizuje się właśnie z perspektywy niewspółobecności; materiał pozyskany w wyniku wżywania się, wraz z materiałem optycznym i akustycznym pozyskanym z zewnątrz, integrują się wtedy i formują w niepowtarzalną architektoniczną całość. Niewspółobecność to warunek konieczny sprowadzenia różnych kontekstów, które powstają wokół bohaterów, do tego unikatowego aksjologicznego kontekstu formalno-estetycznego (zachodzi to zwłaszcza w eposie).
W analizowanym utworze wszystkie konkretne momenty architektonicznej całości redukują się do dwóch centrów wartościonośnych, bohatera i bohaterki, przy czym krąg pierwszy, o większym polu, obejmuje drugi, oba zaś na równi - jako jedno wydarzenie - otacza formotwórcza aktywność autora-czytelnika. W ten sposób powstają trzy przecinające się aksjologiczne konteksty. W trzech zatem kierunkach powinna rozchodzić się intonacja każdego niemal słowa utworu: realna intonacja bohaterki, równie realna intonacja bohatera i formotwórcza intonacja autora-czytelnika (podczas recytacji wiersza zadanie wykonawcy polega na odnalezieniu wypadkowej tych trzech kierunków intonacyjnych).
Prześledźmy teraz rozmieszczenie niepowtarzalnych konkretnych elementów w {wyraz nieczyt.} architektonice:
Dla ojczystego brzegu w dali
Rzuciłaś obcej ziemi brzeg
"Ojczysty brzeg" znajduje się w aksjologicznym przestrzenno-czasowym kontekście życia bohaterki. Dla niej, w jej tonacji emocjonalno-wolicjonalnej, horyzont przestrzenny jest o j c z y z n ą: momentem wydarzenia jej życia. Również w powiązaniu z nią pewna przestrzenna całość - jako moment jej losu - staje się "obcą ziemią". Opuszczenie ojczyzny - "r z u c i ł a ś" - nasyca silniejsza tonacja rozchodząca się w kierunku bohatera, odsyłająca do kontekstu j e g o l o s u; z jej kierunku lepiej byłoby powiedzieć "wróciłaś", skoro udaje się do ojczyzny. Jej i jego los konkretyzuje wartościonośna "dal" - oboje pozostaną oddaleni od siebie.
W odmiennym wariancie tego fragmentu przytoczonym przez Annienkowa17 wyeksponowany jest aksjologiczny kontekst bohatera:
Dla brzegów obczyzny odległej
Ty porzuciłaś kraj ojczysty18
Tu "obczyzna" - Włochy - i "kraj ojczysty" zostały aksjologicznie określone w odniesieniu do bohatera.
W dzień smutku, gdyśmy się żegnali,
Zdało się, przepłakałem wiek.
"Dzień" w całej jego {wyraz nieczyt.} czasowej rozciągłości, owiewany przez "dal", zyskał aksjologiczny ciężar w niepowtarzalnych temporalnych przedziałach jej i jego zdeterminowanych śmiertelnych żywotów - jako czas rozłąki. Ze względu na wybór słów i centralnych obrazów przeważa jednak kontekst jego losu.
Chciały cię - stygnąc - moje dłonie
Ująć, złagodzić ból i lęk;
Chwilę, gdy ciebie dal pochłonie,
Odsuwał mój zbolały jęk.
[..........................................]
I rzekłaś do mnie: "W dzień spotkania,
W pogody lazurowej czas,
Znów pocałunek miłowania
W cieniu oliwek złączy nas".
Lecz biada! Tam, gdzie słońca gody
I niebo blask błękitu śle,
Gdzie pod skałami drzemią wody,
Spoczęłaś w wiekuistym śnie.
Piękność w zaziemskie uszła strony
I zginął śród cmentarnych dróg
Twój pocałunek przyrzeczony...
Czekam, aż spłacisz dawny dług...
Nie będę dłużej zatrzymywał uwagi czytelnika na tak elementarnych, zrozumiałych sprawach. Jest jasne, że wszystkie momenty całości, i wyrażone wprost, i niewyrażone, są w a r t o ś c i a m i, które organizują się tylko w odniesieniu do jednego z głównych bohaterów lub w ogóle do człowieka, jako jego los. Przechodzimy do innych, znacznie istotniejszych momentów tej całości.
W tej wydarzeniowej całości uczestniczy również przyroda - ożywiona i stykająca się ze światem danym człowiekowi z dwóch kierunków. Po pierwsze - jako otoczenie i tło upragnionego wydarzenia spotkania bohatera i bohaterki w trzeciej strofie ("W pogody lazurowej czas, / [...] pocałunek miłowania") oraz otoczenie wydarzenia jej rzeczywistej śmierci {w} strofach czwartej i piątej ("[...] gdzie słońca gody / I niebo blask błękitu śle [...] Spoczęłaś w wiekuistym śnie")19. W pierwszym wypadku tło potęguje radość spotkania, współbrzmiąc z nią, a w drugim - jest skontrastowane z bólem po śmierci bohaterki (czysto f a b u l a r n a styczność z przyrodą). Po drugie -wydarzeniowo-ludzka dynamika życia została bezpośrednio wprowadzona do wnętrza przyrody ( g o d y - krew człowieka; metafory: "niebo blask błękitu ś l e", "p o d skałami d r z e m i ą wody" - skały skrywają sen wód, "wiekuisty sen" - wieczność nieba), jest aksjologicznie skorelowana ze zdeterminowanym życiem człowieka. Ponadto jedne z metafor mają charakter antropomorficzny (słać, drzemać), inne zaś jedynie stykają przyrodę z losem ludzkim ( g o d y, b ł ę k i t). To drugie ukierunkowanie animizacji przyrody nie zależy od bezpośredniej animizacji fabularnej.
Trzeba teraz zatrzymać się na następujących pierwiastkach: wewnętrznej formie przestrzennej, wewnętrznym rytmie rozwoju wydarzenia (wewnętrznym czasie artystycznym), rytmie zewnętrznym, strukturze intonacyjnej i w końcu na temacie.
W analizowanym utworze identyfikujemy trzy rzeźbiarsko-malarsko-dramatyczne obrazy: obraz rozłąki (stygnące dłonie, "Chciały cię [...] / ująć [...]", "[...] rzekłaś do mnie [...]"), obraz obiecanego spotkania ("W pogody lazurowej czas / [...] pocałunek miłowania / [...] złączy nas") i wreszcie obraz śmierci (przyroda i cmentarne drogi, "Piękność w zaziemskie u s z ł a strony"). Te trzy obrazy zmierzają do pewnego czysto malarskiego zamknięcia.
Temporalny rytm wewnętrzny wydarzenia obejmuje rozłąkę i przyrzeczone spotkanie, śmierć i przyszłe rzeczywiste spotkanie. Dzięki teraźniejszemu wspominaniu pomiędzy przeszłością a przyszłością bohaterów powstaje nieprzerwany związek wydarzeniowy: rozłąka (arsa) - obiecane spotkanie (teza)20; śmierć (arsa) - mimo to dojdzie do spotkania (teza).
Przejdźmy do struktury intonacyjnej. Każde wypowiedziane słowo nie tylko wyznacza przedmiot, nie tylko wywołuje pewien obraz, nie tylko brzmi, ale także wyraża określoną emocjonalno-wolicjonalną reakcję na ów przedmiot, w rzeczywistej artykulacji zawierającej się w sposobie intonowania. Dźwiękowy obraz słowa nie jest jedynie nośnikiem rytmu, jest także na wskroś nasycony intonacją, przy czym w głośnym czytaniu może powstać konflikt pomiędzy intonacją i rytmem. Oczywiście, rytm i intonacja to nie obce sobie żywioły. Także rytm wyraża emocjonalno-wolicjonalne zabarwienie całości, jest jednak słabiej powiązany z przedmiotem, a przede wszystkim sam reprezentuje prawie wyłącznie formalną reakcję a u t o r a na c a ł o ś ć wydarzenia, podczas gdy intonacja przede wszystkim wyznacza reakcję bohatera na tę całość od w e w n ą t r z i, stosownie do specyfiki każdego przedmiotu, jest bardziej zróżnicowana i niejednolita. Abstrakcyjne oddzielenie intonacji oraz rytmu nie pokrywa się z innym, również abstrakcyjnym rozgraniczeniem - reakcji autora i reakcji bohatera; także intonacja, podobnie jak rytm, może jednocześnie reprezentować i reakcję bohatera, i reakcję autora. Przeważnie jednak emocjonalno-wolicjonalna reakcja autora wyraża się w rytmie, bohatera zaś - w intonacji. Reakcję bohatera, czyli wyraz o c e n y przedmiotu w jego kontekście aksjologicznym, będziemy nazywać reakcją realistyczną - odpowiada jej realistyczna intonacja i realistyczny rytm - natomiast reakcję autora, czyli ocenę przedmiotu w jego kontekście, reakcją formalną, której odpowiada formalna intonacja i formalny rytm. Intonacja formalna i realistyczny rytm występują rzadziej niż intonacja realistyczna i rytm formalny. Jak przekonamy się dalej, wyrażeniu reakcji emocjonalno-wolicjonalnej i oceny służą nie tylko intonacja i rytm, ale wszystkie momenty artystycznej całości - i obraz, i przedmiot, i pojęcie.
Rozjaśnijmy przeprowadzone rozróżnienie. W dramacie intonacja ma zwykle charakter czysto realistyczny: dramatyczny d i a l o g - jako taki - reprezentuje zderzenie aksjologicznych kontekstów działających postaci, konflikt różnych zajmowanych przez nie emocjonalno-wolicjonalnych pozycji w jednym i tym samym wydarzeniu, walkę ocen. Każdy uczestnik dialogu każdym słowem w mowie niezależnej bezpośrednio wyznacza przedmiot i swoją rzeczywistą reakcję na niego. Intonacja jest tu życiowo-realistyczna, autor zaś nie wypowiada się wprost. Wszystkie jednak walczące ze sobą wyrażone reakcje działających postaci obejmuje jeden rytm (w tragedii to trymetr jambiczny21), który nadaje pewien niepowtarzalny ton wszystkim wypowiedziom, sprowadzając je jak gdyby do wspólnego emocjonalno-wolicjonalnego mianownika. Rytm eksponuje reakcję na reakcję - unikatową i jednolitą, czysto formalno-estetyczną reakcję autora na wszelkie przeciwstawne, walczące ze sobą realistyczne reakcje bohaterów, na całe tragiczne wydarzenie, estetyzuje je, separując od rzeczywistości (poznawczo-etycznej) i artystycznie obramowując. Oczywiście trymetr jambiczny nie wyraża indywidualnej reakcji autora na indywidualne wydarzenie danej tragedii, ale samo jego ogólne odniesienie w stosunku do akcji ma właśnie charakter estetyczny (cała tragedia, z wyjątkiem jedynie chórów, jest pisana trymetrem jambicznym). Rytm niejako pełni funkcję rampy: oddziela estetyczne wydarzenie od życia. Jak wiadomo, w metrycznej strukturze trymetru jambicznego możliwe są rytmiczne wariacje - odstępstwa. Zwykle spełniają one rolę realistyczną: podkreślają i wzmacniają życiowe intonacje bohatera. Niekiedy jednak {dwa wyrazy nieczyt.} przekazują rytm jego życia duchowego: sygnalizują napięcie, przyspieszenie tempa wypowiedzi itp. Pomijamy tu inne momenty tragedii, wyrażające autora i jego reakcję formalną (a niekiedy nie tylko formalną), takie jak partie chóru {wyraz nieczyt.}, części, wybór obrazów, organizacja brzmieniowa i pozostałe składniki czysto formalne. Pomijamy również to, że dźwiękowy obraz słowa może pełnić funkcje nie jedynie intonacyjne i rytmiczne, ale też przedstawiające (dobór brzmień).
W eposie, podobne jak w dramacie, mowa niezależna bohaterów przyjmuje tonację realistyczną. Reakcję realistyczną można jednak przezwyciężyć w przytaczanej przez autora mowie zależnej bohaterów. Ale możliwe jest także przezwyciężenie formalnej reakcji autora. Słowa bohatera, eksponujące jego pozycję aksjologiczną, autor może wszak oddawać, wyrażając tonem przekazu swój własny stosunek do nich, swoje stanowisko w odniesieniu do bohatera (na przykład przekazując je ironicznie, ze zdziwieniem, z zachwytem, z przejęciem, głęboko spokojnym tonem epickim, tragicznie, majestatycznie). W eposie opis przedmiotów i opowieść o zdarzeniach są niekiedy prowadzone z dominującego punktu widzenia ich wartości dla bohaterów (wartości przedmiotów i zdarzeń), w tonacji ich możliwego odniesienia do owych przedmiotów i zdarzeń. Niekiedy natomiast zdecydowaną przewagę ma kontekst aksjologiczny autora: słowa opisujące świat bohaterów wyrażają reakcję autora na nich i ich świat. Jakakolwiek jednak reakcja by przeważała, słowo w eposie jest zawsze słowem autorskim, a zatem zawsze wypowiada reakcję autora, choć to czy inne słowo i cały zasób słów mogą być oddane p r a w i e całkowicie w gestię bohatera. Z tego względu możemy powiedzieć, że każde słowo eposu, oprócz pojęcia, przedmiotu i obrazu, wyraża reakcję na reakcję - reakcję autora na reakcję bohatera, to zaś znaczy, że każde pojęcie, każdy obraz i przedmiot żyją w dwóch planach i nabierają sensu w dwóch aksjologicznych kontekstach: w kontekście bohatera i w kontekście autora. Przekonamy się dalej, że te aksjologiczne reakcje należą do różnych kulturowych światów: reakcja {i} ocena bohatera, jego nastawienie emocjonalno-wolicjonalne mają wszak życiowo-realistyczny charakter, autor zaś reaguje na nie i zwieńcza je estetycznie. Istota życia utworu to wydarzenie dynamicznej żywej relacji między autorem i bohaterem. W głośnej lekturze można dostatecznie wyraźnie oddać obie intonacje tam, gdzie jest to potrzebne (naturalnie nie dla każdego oddzielnego słowa). W każdym razie czysto realistyczne czytanie jest niedopuszczalne. W głosie zawsze powinna brzmieć aktywna estetyczno-formalna energia autora.
W liryce autor zajmuje najbardziej realistyczną postawę, to znaczy twórczo rozprasza się w zewnętrznej, dźwiękowej oraz w wewnętrznej, malarsko-rzeźbiarskiej i rytmicznej formie. Dlatego wydaje się, że jest nieobecny, że utożsamia się z bohaterem, albo na odwrót: że nie ma bohatera, a jest tylko autor. W rzeczy samej, także tu autor i bohater przeciwstawiają się sobie, a w każdym słowie brzmi reakcja na reakcję. Swoistości liryki pod tym względem i jej obiektywności na razie jeszcze nie możemy rozpatrywać.
Powróćmy do struktury intonacyjnej naszego wiersza. W każdym jego słowie brzmi podwójna reakcja. Trzeba zapamiętać raz na zawsze, że reakcja na przedmiot, jego ocena i sam przedmiot tej oceny nie są dane jako różne aspekty utworu słownego. To my je abstrakcyjnie rozdzielamy. W rzeczywistości ocena wnika do przedmiotu, a co więcej - stwarza jego obraz. Właśnie ta formalno-estetyczna reakcja zagęszcza pojęcie, przetwarzając je w obraz przedmiotu. Czyż nasz utwór wyczerpuje tonacja rozłąki przeżytej realistycznie w pierwszej części? Owe realistycznie żałosne tony są, ale - otoczone i okryte opiewającymi je tonami najzupełniej nie żałosnymi. Rytm oraz intonacja ("W dzień smutku, gdyśmy się żegnali, / Zdało się, przepłakałem wiek") nie tylko przekazują ból tego czasu i płaczu, ale też zarazem - ich przezwyciężenie, ich opiewanie. I dalej: malarsko plastyczny obraz cierpienia podczas rozstania (stygnące dłonie, "Chwilę, gdy ciebie dal pochłonie, / Odsuwał mój zbolały jęk") bynajmniej nie przekazuje jedynie tego cierpienia. Emocjonalno-wolicjonalna reakcja na rzeczywistą mękę rozstania sama z siebie nigdy nie zdoła wywołać plastyczno-malarskiego obrazu. Aby powstał, taka reakcja sama musi stać się przedmiotem reakcji wypełnionej nie cierpieniem, ale miłością estetyczną22. Obraz ten nie jest konstruowany w aksjologicznym kontekście rzeczywistego rozstania. Wreszcie, również w ostatnich wersach ("I zginął wśród cmentarnych dróg / Twój pocałunek przyrzeczony... / Czekam, aż spłacisz dawny dług...") tony realnego oczekiwania i wiary bohatera w przyszły pocałunek otaczają tony niczego nie wyczekujące, ale całkowicie zwieńczone pogodzeniem z teraźniejszością. Rzeczywista przyszłość bohatera jest dla autora - twórcy formy - przyszłością artystyczną. Ponadto, jak już wcześniej zauważyliśmy, wprawdzie reakcja bohatera niekiedy otacza reakcję bohaterki, niemniej jednak jego kontekst aksjologiczny nie osiąga autonomii.
Przechodzimy teraz do tematu rozpatrywanego utworu.
(Trzeba przez cały czas mieć na względzie, że rozróżnione intonacje, realistyczna i formalna, nigdzie nie występują w czystej postaci. Nawet w życiu, gdy intonujemy każde słowo, intonacja nie jest wyłącznie realistyczna, zawsze zawiera pewną domieszkę estetycznej. Sama intonacja poznawczo-etyczna w wypowiedzi skierowanej do innego nieuchronnie wchłania element estetyczny; każda wypowiedź jako taka jest już estetyczna. Niemniej pierwiastek estetyczny odgrywa tu rolę jedynie służebną, a rzeczywisty kierunek reakcji pozostaje realistyczny. Dotyczy to także reakcji formalnej).
Przechodzimy zatem do tematu. W następstwie omówionej już swoistości liryki, w której autor i bohater prawie się utożsamiają, nadzwyczaj trudno jest wyodrębnić i sformułować temat jako określoną, prozaicznie23 znaczącą sytuację lub okoliczność etyczną. Zwykle treść nie jest w liryce skonkretyzowana (podobnie jak w muzyce). Stanowi jak gdyby ślad napięcia poznawczo-etycznego, totalną ekspresję - jeszcze niezróżnicowaną - potencjalnej {?} myśli i czynu, sam tylko intelektualno-wolicjonalny wysiłek zdobycia się na możliwe poznanie i działanie. Toteż formułując temat, trzeba zachować nadzwyczajną ostrożność. Każde zresztą nazwanie tematu będzie umowne, nie zdoła adekwatnie wyrazić rzeczywistego prozaicznego kontekstu. Dlatego nie zamierzamy go formułować; wymagałoby to uwzględnienia zdarzenia biograficznego (etycznego) odeskiej miłości Puszkina i jej oddźwięków w późniejszych latach, odwołania do odpowiednich elegii z lat 1823-1824 i do innych utworów z 1830 roku (przede wszystkim Zaklęcia24), wzięcia pod uwagę literackich źródeł ujęcia tematu - w szerokim rozumieniu - miłości i śmierci (przede wszystkim Barry ' ego Cornwalla25), które bezpośrednio uwarunkowały pokrewny tematycznie wiersz Zaklęcie i szereg innych bliskich chronologicznie utworów, wreszcie - przywołania całej biograficznej i duchowej sytuacji poety z roku 1830 (zbliżający się ślub itp.). Nie ulega wątpliwości, w związku z sytuacją biograficzną, że etyczna idea "wierności" zajmowała jedno z centralnych miejsc w poznawczo-etycznym życiu autora w Bołdinie (Smętny rycerz, Pożegnanie i inne wiersze, Gość kamienny26). Kiedy jednak naświetla się prozaiczny kontekst liryki, istotne znaczenie mają utwory nieliryczne poety, w których prozaiczna idea zawsze jest wypowiadana dosłownie. Taka praca zupełnie nie mieści się w kręgu naszych zadań; dla nas ważny jest tylko ogólny moment inkarnacji tematu lirycznego w artystyczną całość. Toteż proponowane sformułowanie tematu nie może pretendować do ścisłości i pełnego umotywowania.
Inkarnowany temat: miłość i śmierć - jest komplikowany i konkretyzowany przez temat cząstkowy {?} "obietnica" i "spełnienie": obietnica spotkania z ukochaną zostanie dotrzymana, choćby nawet na drodze stała śmierć, w wieczności. Ten temat ucieleśnia się w obrazie "pocałunku przyrzeczonego": obiecany pocałunek spotkania ("Znów pocałunek miłowania / [...] złączy nas"), martwy pocałunek ("[...] zginął śród cmentarnych dróg"), pocałunek wskrzeszony ("Czekam, aż spłacisz dawny dług..."). Temat, konkretyzowany synekdochicznie, jest czysto etyczny, ale wolny od etycznego żalu i z a m k n i ę t y obrazem pocałunku - centralnym stematyzowanym obrazem. Zadane {?} momenty etycznego wydarzenia miłości i pozagrobowego spotkania z ukochaną oraz związanych z nimi etycznych czynów: wierności, oczyszczenia itp., które - estetycznie przekształcone - weszły do liryki Dantego27, rzeczywiste absolutne w y c z e k i w a n e wydarzenie w rzeczywistej przyszłości zdestruowałoby obrazowe i rytmiczne zwieńczenie całości. Realne w i a r a w przyszłe spotkanie i n a d z i e j a na nie (mogłyby nawet pojawić się w duszy autora, Puszkina, tyle że jego biografia każe wątpić w to przypuszczenie; ten sam temat u Żukowskiego28)29, gdyby tylko one jako jedyne zaistniały (to znaczy gdyby autor był absolutnie tożsamy ze swoim bohaterem), same z siebie nie zdołałyby zrodzić niczego zwieńczonego i samowystarczalnego. Wbrew rzeczywistej przyszłości - n a p r z e k ó r pojęciowej przyszłości - te zwieńczające momenty zostały wprowadzone z innej pozycji w stosunku do emocjonalno-wolicjonalnej całości zdarzenia. Zajęcie tej pozycji odesłało zdarzenie do jego [tekstowych] uczestników i ustanowiło jako centrum aksjologiczne nie p r z e d m i o t przeżycia {i} dążenia (rzeczywiste spotkanie pozagrobowe), ale samo to przeżycie i dążenie do przedmiotu, ujęte z punktu widzenia ich aksjologicznego eksponenta - bohatera. Zupełnie nie potrzebujemy wiedzieć, czy Puszkin naprawdę otrzymał pocałunek zza grobu (wartość {?} poznawczo-historyczna), nie potrzebujemy {wyraz lub dwa wyrazy nieczyt.} filozoficznego, religijnego ani etycznego uzasadnienia możliwości czy nieuchronności pozagrobowego spotkania i wskrzeszenia (nieśmiertelność jako postulat prawdziwej miłości) - wydarzenie zostało w całości zwieńczone i rozstrzygnięte dla nas, choć filozoficzno-religijna analiza prozaiczna mogłaby i powinna pogłębić temat w odpowiednim kierunku. Wszak osiągnięcie nieśmiertelności poprzez miłość, ontologiczna siła wiecznej pamięci ("Kto nie zapomniał - ten nie odda", "Jak dar, zabrany nam przez Boga, / W u p a r t y m sercu nie stracony"30) należą do najtrwalszych tematów liryki miłosnej (Dante, Petrarca, Novalis31, Żukowski, Sołowjow, Iwanow32 i inni). Owo zwieńczenie odwiecznego, poruszającego tematu i potencjalnego etycznego czynu-życia dokonuje się poprzez autorskie odniesienie wydarzenia - wobec którego temat jest sensem zadanym - do określonego człowieka-bohatera. Ten bohater-c z ł o w i e k może być tożsamy z autorem-c z ł o w i e k i e m, co zresztą prawie zawsze zachodzi (rzeczywiste etyczne wydarzenie życia leży u podstaw {dwa wyrazy nieczyt.} jako temat opracowywany lirycznie), jednakże bohater nigdy nie jest identyczny z autorem - jego twórcą. W przeciwnym razie nie powstałby utwór artystyczny. Jeżeli pod względem poznawczo-etycznym reakcja autora pokrywa się z reakcją bohatera - co czasem {?} się zdarza {?} - wtedy jest ona skierowana bezpośrednio na przedmiot i sens. Autor poznaje i działa wespół z bohaterem, tracąc jednak jego artystycznie zwieńczające widzenie. Jak się przekonamy, w pewnym stopniu często tak bywa. Reakcja bezpośrednio odnosząca się do przedmiotu - a w konsekwencji także intonacja wypowiedzi - nie może być estetycznie produktywna; jest sprawcza jedynie poznawczo i etycznie. Reakcja estetyczna to reakcja na reakcję, a nie na przedmiot i sens same w sobie - reakcja na przedmiot i sens dla określonego człowieka, skorelowane z jego wartościami.
W analizowanym wierszu temat poznawczo-etyczny, owe wiara i nadzieja {trzy wyrazy nieczyt.}, w pełni {?} ucieleśnia bohater liryczny. Co to jednak za bohater i jak odnosi się do niego autor? W tej kwestii padło dotąd tylko kilka wstępnych uwag. Zacznijmy od odniesienia, gdyż to właśnie twórczy stosunek wyznacza przedmiot. Relacja autora wobec bohatera lirycznego ma tu bezpośrednio charakter czysto formalno-estetyczny: poznawczo-etyczne, zabarwione aksjologicznie przeżycie bohatera - jego reakcja przedmiotowa - jest tu bezpośrednio przedmiotem na wskroś estetycznej, formotwórczej, opiewającej reakcji autorskiej. Można powiedzieć, że przeżycie bohatera zostało bezpośrednio odwzorowane w obrazie i rytmie. Stąd wrażenia, że nie ma autora albo że nie ma bohatera, że jest tylko jedna postać przeżywająca wartości. Natomiast, jak jeszcze pokażemy szczegółowo, w eposie, a zwłaszcza w powieści, niekiedy zaś także w liryce (Heine33), bohater i jego doznania, jego całościowe nastawienie emocjonalno-wolicjonalne nie znajdują bezpośredniej reprezentacji w czysto estetycznej formie. Uzyskują wstępną, poznawczo-etyczną konkretyzację odautorską; autor, zanim zareaguje na nie bezpośrednio estetycznie i formalnie, reaguje poznawczo-etycznie, a dopiero potem wieńczy artystycznie bohatera - już określonego pod względem poznawczo-etycznym (moralnie, psychologicznie, społecznie, filozoficznie {dwa wyrazy nieczyt.} itp.), nawet w wypadku bohatera zdecydowanie autobiograficznego. Poznawczo-etyczne określenie wskazuje przy tym zawsze na silne zainteresowanie bohaterem i ma intymnie-liryczny charakter (dotyczy to typów i charakterów). Określenie to wiąże się tak ściśle i głęboko z sukcesywnym formowaniem estetycznym, że nawet w abstrakcyjnej analizie trudno je rozróżnić; dokonuje się tu nieuchwytne rozumowo przejście od jednego twórczego punktu widzenia do drugiego. W rzeczy samej, spróbujcie oddzielić chwyt formalno-artystyczny od oceny poznawczo-etycznej w ironii, w satyrze, w heroizacji, w humorze, odseparować czysto formalno-artystyczny chwyt heroizacji, ironizacji, humoryzacji - to się nigdy nie uda {wyraz nieczyt.}, jest zresztą nieistotne dla przeprowadzanej analizy, której wyłącznie formalno-treściowy cel jest uzasadniony z wyjątkową oczywistością. Z drugiej strony, w podobnych zjawiskach szczególnie wyraźnie ujawnia się rola autora i żywe wydarzenie jego stosunku do bohatera.
Swoistość czystej liryki polega właśnie na tym, że przedmiotowa reakcja bohatera nie jest wystarczająco rozwinięta ani istotna. Autor niejako zgadza się z jej aspektem poznawczo-etycznym, nie wdając się w zasadnicze dociekania, ocenę ani uogólnienie. Formalne zwieńczenie dokonuje się więc łatwo i bez przeszkód. Pod tym względem liryka bliska jest spontanicznej pieśni, w której przeżycie niejako opiewa samo siebie, boleść boleje przedmiotowo (etycznie) i jednocześnie śpiewa o sobie, płacze i opiewa swój płacz (estetyczne samopocieszenie). Oczywiście i tu dochodzi do rozdwojenia bohatera i autora, jak w każdej wypowiedzi, to tylko niepodzielny, bezpośredni lament, krzyk bólu nie wiedzą o tym. By to zrozumieć, trzeba koniecznie przeprowadzić i w pełni zrozumieć ich rozgraniczenie, które w omawianym nastawieniu [autora do bohatera] ma jedynie szczególny charakter - jest pogodzone i upragnione, bohater nie boi się i nie wstydzi tego, że jest wypowiadany (inaczej niż w liryce ironicznej), autor nie musi z nim walczyć, urodzili się niejako we wspólnej kolebce, jeden dla drugiego. Należy jednak zauważyć, że i liryka bezpośrednia ma swoje granice. Liryczne wydarzenie duchowe może wyrodzić się w duchowy epizod, może także okazać się fałszywe: niedomyślany, niewyczuty stosunek między autorem i bohaterem, ich obopólne niezrozumienie, strach przed spojrzeniem sobie w oczy i otwartym wyjaśnieniem {?} wzajemnych relacji, które nader często zachodzi w liryce, wyzwala dysonansowe, niezharmonizowane z całością tony. Możliwa jest także liryka syntetyczna34 {?}, nieredukowalna do poszczególnych autonomicznych utworów, możliwe są książki liryczne (Życie nowe, po części sonety Petrarki35, współcześnie zbliżają się do nich Iwanow i Rilke w Księdze godzin36) bądź cykle liryczne. By zintegrować wiersze liryczne w taką większą całość, nie wystarcza ich jedność tematyczna, przede wszystkim wymaga to jednolitego bohatera i jego nastawienia (niekiedy można nawet mówić o bohaterze lirycznym jako charakterze). Szczegółowo będzie to rozważane dalej. Jakkolwiek byłoby, ogólnie rzecz biorąc, w wypadku czystej liryki trafna pozostaje teza o bezpośrednim, wyłącznie estetycznym stosunku autora do bohatera, którego emocjonalno-wolicjonalna orientacja, ukierunkowanie poznawczo-etyczne nie mają wyraźnej intencji przedmiotowej i nie odgrywają zasadniczej roli.
Taki właśnie jest bohater naszego wiersza pod względem relacji łączącej go z autorem (nie możemy tymczasem rozpatrywać tego w szczegółach): ujęcia bohatera nie cechuje pryncypialność, autor nie ocenia go ani nie uogólnia, lecz bezpośrednio utwierdza w pięknie {?} (liryczna afirmacja). Ale ten sam temat (jego aspekt poznawczo-etyczny) w eposie lub nawet w liryce mógłby znaleźć inne wcielenie, w innym bohaterze, inaczej usytuowanym wobec autora. Zaznaczmy, że z podobnym tematem, a przynajmniej tematem rozwijającym się w tym samym poznawczo-etycznym kierunku, całkowicie odmiennie zmaga się Leński, który styka go z bytem danym {?}: "Śpiewał swój ż a l u d r ó g r o z s t a j n y c h, / I s m ę t n e c o ś, i d a l e m g l i s t e" 37. "Cel życia k u s i ł g o z a g a d k ą: / Próbował, n i e ż a ł u j ą c s i ł, / Rozwiązać ją - a nuż się uda, / I skrycie podejrzewał c u d a" 38. Temat jest tu zupełnie pozbawiony właściwej mu poznawczo-etycznej autorytatywności, służy jedynie jako moment artystycznej charakterystyki d a n e g o człowieka, Leńskiego, utrzymanej w humorystyczno-parodystycznych tonach. Reakcja autora uwarunkowała zarówno dobór słów, jak i intonację całej emocjonalno-wolicjonalnej, poznawczo-etycznej przedmiotowej pozycji bohatera, który podlega autorskiej ocenie i charakterystyce (niemalże uogólniany jako typ) nie tylko pod względem artystyczno-formalnym, ale przede wszystkim poznawczo-etycznym, a ta charakterystyka nierozerwalnie {?} więzi {?}, przenikając czysto estetyczną zwieńczającą formę. Forma jest nieoddzielna od oceny również w wierszach Leńskiego ""Gdzieście ach, gdzieście uleciały""39 - parodiach tandetnego romantyzmu. Ocena, która przenika całą formalno-treściową strukturę wiersza, jest następnie wyprowadzona na zewnątrz i wyrażona wprost: "Tak pisał Leński - m d ł o i m g l i ś c i e" 40. Stosunek autora do bohatera nie ma tu bezpośrednio lirycznego charakteru.
(Należy jednak stale mieć na względzie, że reakcji emocjonalno-wolicjonalnej nie sposób oddzielić od przedmiotu i jego obrazu - zawsze jest ona przedmiotowo-obrazowa - z drugiej zaś strony bywa, że sam przedmiot nie jest dany jako czysto indyferentna przedmiotowość. Wszak już przez samo to, że mówię o przedmiocie, zwróciłem na niego uwagę, wydzieliłem go i po prostu przeżyłem, zająłem emocjonalno-wolicjonalne stanowisko wobec niego, wartościującą pozycję. W tym sensie emocjonalno-wolicjonalną reakcję autora wyraża sam wybór bohatera, tematu i fabuły, dobór słów, zestaw i konstrukcja obrazów itp., nie zaś tylko rytm oraz intonacja. Ta ostatnia w ogóle nie jest zapisana w utworze, odgadujemy ją, ale w lekturze wzrokowej nie uzyskuje brzmieniowej postaci - pomimo że ma swój fizjologiczny i cielesny {?} ekwiwalent: wyraz oczu, ust, mimikę twarzy, oddech, ruchy itp. Ten odpowiednik nie jest jednak w pełni adekwatny. To samo należy powiedzieć także {o} emocjonalno-wolicjonalnym nastawieniu i reakcji bohatera. Również one przejawiają się we wszystkich momentach artystycznego utworu słowa. Jeśli zaś wydzielamy intonację, to jedynie dlatego, że to zwłaszcza ona wyraża tylko reakcję emocjonalno-wolicjonalną, tonację przedmiotu, nie pełniąc innej funkcji. W ogóle jednak wszystkie poszczególne elementy słowa i artystycznej całości - obraz, rytm, intonacja i inne - można odseparować od siebie wyłącznie abstrakcyjnie; w rzeczywistości są one zintegrowane w konkretną jednolitą całość, przenikają się nawzajem i nawzajem warunkują).
Dlatego także w dialogu dramatycznym pozycję emocjonalno-wolicjonalną bohatera wyraża nie tylko intonacja jego słów, lecz również ich dobór, ich przedmiotowe znaczenia i obrazy. Niemniej wymienione momenty odgrywają ponadto inne role. Co więcej, nie jedynie rytm, ale też miejsce, jakie wypowiedź zajmuje w dialogu, usytuowanie dialogu w całości, jego kompozycja, a niekiedy również znaczenia przedmiotowe i obrazy - wyrażają zarówno reakcję bohatera, jak i otaczającą ją reakcję autora, jego nastawienie do całości i części. Kiedy mówimy o poznawczo-etycznej charakterystyce bohatera, poprzedzającej i warunkującej jego ujęcie artystyczno-formalne, to nie należy wyobrażać go sobie jako dyskursywnie zdefiniowanego, tym bardziej że wobec bohatera jako całości bezdyskusyjnie dominuje ujęcie nie poznawcze, ale etyczne; moment filozoficzno-poznawczy panuje nad tematem i poszczególnymi aspektami bohatera, nad jego światopoglądem {?}{wyraz nieczyt.}. Bohater jako całość - totalna ekspresja bohatera - ma charakter czysto etyczny (o ile w ogóle można mówić o innej niż estetyczna całości); należy do porządku nie dyskursywnego, lecz emocjonalno-wolicjonalnego: {wyraz nieczyt.} wstyd, {wyraz nieczyt.} marność, świętość, autorytatywność, prawość, miłość {wyraz nieczyt.} itp. Powtórzmy raz jeszcze: te poznawczo-etyczne określenia są prawie nieodróżnialne od formalno-estetycznych, a ich kompleks, wyznaczający konkretnego człowieka, w ogóle nie występuje nigdzie poza sztuką. Pojawia się jeszcze w życiu, ale i tu ulega względnej estetyzacji. I sam ten moment, podobnie jak charakterystyka poznawczo-etyczna, odnoszący się do człowieka c a ł o ś c i o w e g o41, ogarniający go w całości - to już moment estetyczny. Charakterystyka etyczna określa danego człowieka z punktu widzenia tego, co zadane. Ale wystarczy przesunąć centrum aksjologiczne do sfery tego, co dane - i określenie zostanie całkowicie zestetyzowane. Można powiedzieć, że autor, zanim zajmie wobec bohatera i jego świata stanowisko czysto estetyczne, powinien zająć postawę czysto życiową. Rytm nadaje wtedy przedmiotowi znaczenie. Nie jest elementem utworu, ale jego przedmiotu - kontekstu świata.
Wszystkie rozpatrywane elementy artystycznej całości analizowanego utworu: przedmiotowe (ojczyzna, obczyzna, dal, długie rozstanie), całość przedmiotowo-znaczeniowa (przyroda), rzeźbiarsko-malarskie obrazy (trzy główne), przestrzeń wewnętrzna, wewnętrzny rytm czasu (czas wewnętrzny), emocjonalno-wolicjonalne przedmiotowe pozycje autora i bohatera oraz odpowiadające im intonacje {wyraz nieczyt.}, zewnętrzny rytm czasu, rymowanie, kompozycja zewnętrzna (która nie mogła, naturalnie, zostać poddana szczegółowej analizie formalnej) i wreszcie temat, to znaczy wszystkie konkretne niepowtarzalne elementy wiersza oraz ich architektoniczny porządek w spójnym artystycznym wydarzeniu konkretyzują się wokół centrum aksjologicznego człowieka-bohatera. Bycie zostało na wskroś uczłowieczone, powstało unikatowe współ-bycie42: wszystko, co jest i co znaczy, stanowi tylko moment zdarzenia życia człowieka, jego losu. Na tym można zakończyć analizę wiersza.
W przeprowadzonych rozważaniach wybiegaliśmy trochę naprzód. Mówiliśmy nie tylko o człowieku - centrum etycznego widzenia - ale także o charakterystyce bohatera, a nawet o stosunku, jaki ma do niego autor.
Człowiek to warunek możliwości wszelkiego ujęcia estetycznego, obojętne, czy w skończonym utworze artystycznym uzyskał określone wcielenie, czy nie. Tylko w takim utworze pojawia się konkretny bohater. Ale niektóre pierwiastki mogą podlegać estetyzacji również wtedy, gdy stosunek do bohatera nie jest bezpośrednio ujawniony, gdy mamy tylko odniesienie do człowieka jako takiego, jak w analizowanym przykładzie, w którym bezpośrednio ożywiona przyroda pozostaje niezależna od fabularnej styczności ze zdarzeniem życia bohatera. Bohater nie stanowi już warunku możliwości estetycznego widzenia, lecz jego konkretny przedmiot, i to przedmiot par excellence, wyrażający samą istotę postaci. Do człowieka można wszak podejść nie z punktu widzenia wartości tego, co dane (homo sapiens biologii, podmiot czynu etycznego, człowiek historii), i na odwrót: z punktu widzenia danego człowieka można ująć dowolny przedmiot, a to ujęcie - choć nie pojawi się w nim bohater - będzie estetyczne. I właśnie takie estetyczne postrzeganie przyrody zostało zantropomorfizowane, mimo że nie ma określonego bohatera (jak zresztą i określonego autora; występuje jedynie autor tożsamy z perceptorem {?}, nader jednak pasywny - choć w niejednakowym stopniu - i receptywny {?}). Możliwy jest także utwór artystyczny pozbawiony konkretnego, wysłowionego bohatera (opis przyrody, liryka filozoficzna, zestetyzowany aforyzm, fragment romantyczny itp.). Utwory bez bohatera szczególnie często pojawiają się w innych rodzajach sztuk: to prawie cała muzyka, ornament, arabeska, pejzaż, nature morte43, cała architektura. Wprawdzie różnica między człowiekiem, warunkiem widzenia, a bohaterem, widzenia przedmiotem, jest często nieostra, chodzi jednak o to, że percepcja estetyczna jako taka ciąży do tego, by wyodrębnić określonego bohatera. W tym sensie każde widzenie jest nastawione na bohatera, na potencję bohatera. We wszelkim przedmiocie postrzeganym estetycznie drzemie niejako określony obraz człowieka, tak jak dla rzeźbiarza drzemie on w marmurze. W podejściu mitologicznym nie tylko aspekt etyczno-historyczny, ale właśnie czysto estetyczny kazał w drzewie dostrzegać driadę, w kamieniu - oreadę44, kazał wynurzać się nimfom z wód, a w zdarzeniach przyrody widzieć zdarzenia życia o k r e ś l o n y c h postaci. Wyłącznie ze względu na określonego bohatera może dojść do pełnej konkretyzacji przedmiotu {?} zdarzenia i emocjonalno-wolicjonalnego nastawienia do niego autora. Toteż zasadne jest twierdzenie, że bez bohatera estetycznego widzenia nie ma utworu artystycznego i trzeba tylko odróżniać bohatera rzeczywistego, wysłowionego od {bohatera} potencjalnego, który usiłuje jak gdyby przebić się przez skorupę każdego przedmiotu artystycznego postrzegania. W rzeczy samej, aby wyjaśnić aksjologiczny stosunek autora do estetycznej całości i każdego jej momentu w wypadku, gdy nie ma określonego bohatera, ważna jest aktualizacja założonych w percypowanym przedmiocie potencji tego bohatera do stworzenia w jakimś stopniu określonego obrazu[1]. Przekonamy się dalej, że u podstaw na poły filozoficznych, na poły artystycznych koncepcji świata - a do takich należą koncepcje Nietzschego i częściowo Schopenhauera45 - leży żywe zdarzenie stosunku człowieka do świata, bliskie postawie autora wobec swojego bohatera. Zrozumienie takich koncepcji wymaga świata do pewnego stopnia zantropomorfizowanego - przedmiotu namysłu ich twórców.
Przypisy
Sztuka i odpowiedzialność
Iskusstwo i otwietstwiennost´, w: Sobranije soczinienij, t. 1: Fiłosofskaja estietika 1920-ch godow, red. Siergiej G. Boczarow, Nikołaj I. Nikołajew, Moskwa 2003, s. 5-6.
Oprac. tekstu, koment. i przyp. (s. 347-351) Nikołaj I. Nikołajew.
Prwdr. "Dien´ iskusstwa" 1919, 13 września, s. 3-4.
Artykuł opublikowany w jednodniówce ukazującej się w Newlu, niewielkim miasteczku niedaleko Witebska (obecnie Białoruś), do którego Bachtin przeniósł się z Piotrogrodu w 1918 roku i gdzie zawiązało się jego "kółko neokantowskie", inaczej nazywane newelską szkołą filozoficzną, to najprawdopodobniej debiut myśliciela, odnaleziony dopiero po jego śmierci. Tematycznie łączy się z problematyką etyki, którą - inspirowani Kantem i neokantyzmem - podejmowali członkowie kółka podczas wędrówek wokół "jeziora realności moralnej", jak je nazywali, i towarzyszących im wykładów, ale zapowiada także kolejne Bachtinowskie rozprawy: {W stronę filozofii czynu} (między rokiem 1918 a 1924), {Autora i bohatera w działalności estetycznej} (między rokiem 1920 a 1924) i Problemy twórczości Dostojewskiego (1929). Bachtin przeprowadza w tym krótkim, nieomal publicystycznym artykule zasadniczą dyskusję z reprezentantami Lebensphilosophie, rozdzielającymi stanowczo sztukę i życie, argumentując za nierozłącznością obu sfer zwieńczonych kategorią odpowiedzialności. Polemika brzmi dobitnie zwłaszcza w aluzji do wiersza Poeta i czerń Aleksandra S. Puszkina ewokującego romantyczną opozycję "motłochu tępego" i wieszcza - "posła niebios", a nawet "niebios syna", który z pogardą rzuca w twarz "niewolnikowi", że nie w marmurze boskich posągów się kocha, lecz w glinianej misie, bo "jadło z misy żre". Ze względu na zawartą w Sztuce i odpowiedzialności zapowiedź następnych rozpraw Bachtina badacze uznają artykuł za manifest jego przekonań, a sam tytuł - za epigraf mogący opatrywać całą jego spuściznę.
1 "Natchnienia, dźwięków kojących i modlitwy" - zniekształcony cytat z wiersza Aleksandra S. Puszkina (zob. przyp. 13 na s. 537) Poeta i czerń (1829), dokładna wersja: "[...], natchnienia, / Dla dźwięków słodkich i modlitwy" (przekład Juliana Tuwima). Aluzję odkrył Vadim Liapunov i opisał ją w komentarzu do angielskiego tłumaczenia Sztuki i odpowiedzialności, zob. Notes, w: Mikhail M. Bakhtin, Art and Answerability. Early Philosophical Essays, red. Michael Holqiust, Vadim Liapunov, przeł. Vadim Liapunov, Kenneth Brostrom, Austin 1990, s. 2-3.
{Autor i bohater w działalności estetycznej}
Awtor i gieroj w estieticzeskoj diejatielnosti, w: Sobranije soczinienij, t. 1: Fiłosofskaja estietika 1920-ch godow, red. Siergiej G. Boczarow, Nikołaj I. Nikołajew, Moskwa 2003, s. 69-263.
Oprac. tekstu Galina S. Biernsztiejn i in., koment. i przyp. (s. 492-706) Vadim Liapunov, Witalij L. Machlin, Nikołaj I. Nikołajew.
Prwdr. Problema awtora (rozdz. VI), "Woprosy fiłosofii" 1977, nr 7, s. 148-160; pt. Awtor i gieroj w estieticzeskoj diejatielnosti (podrozdz. 3 Problema otnoszenija awtora k gieroju i wersja skróc. rozdz. III Prostranstwiennaja forma gieroja), "Woprosy litieratury" 1978, nr 12, s. 269-310; w (z uchybieniami edytorskimi): Estietika słowiesnogo tworczestwa, wyb. Siergiej G. Boczarow, oprac. Galina S. Biernsztiejn i in., Moskwa 1979, s. 7-180.
Ujęcie tytułu rozprawy w nawiasy zaznacza, że nie zachował się on w odnalezionym po latach rękopisie, a rozpoczęcie od znaku opuszczenia, [...], sygnalizuje niekompletność zapisu (z sześciu zeszytów zaginęły prawdopodobnie dwa, w tym pierwszy, toteż rozprawa zaczyna się od końcowej części rozdziału II). Manuskrypt został przez autora podzielony na rozdziały, a rozdziały na podrozdziały oznaczone cyframi arabskimi z kropką. Ostatni rozdział, opatrzony tylko tytułem, nie został napisany. Zachowany rękopis jest niedatowany, ale na podstawie różnych źródeł można sądzić, że powstawał między rokiem 1920 a 1924. Został częściowo opublikowany już po śmierci Bachtina przez Siergieja G. Boczarowa, który także nadał mu tytuł, funkcjonujący odtąd w całej bachtinologii. Niniejsze tłumaczenie powstało na podstawie ostatniej edycji całego zachowanego manuskryptu, poszerzonej o fragmenty we wcześniejszych wydaniach nierozczytane lub opuszczone. Gwoli czytelności w przekładzie polskim dokonano dodatkowych podziałów na akapity, a długie Bachtinowskie zdania, ciągnące się niekiedy na stronę, których części rozgraniczały tylko średniki, zmieniono na konstrukcje składniowo prostsze.
{Autor i bohater} zajmuje szczególne miejsce we wczesnej twórczości Bachtina i, szerzej, humanistyce europejskiej pierwszych trzech dekad XX wieku. Podejmuje te same problemy, które wówczas, w okresie jej silnego kryzysu, nurtowały myślicieli: dekonstrukcji tradycji filozofii systemowej ("teoretyzmu", jak ją nazywał Bachtin), zwłaszcza zaś apodmiotowej epistemologii ("gnoseologizmu", wedle jego określenia) i zarazem testuje możliwości przekierowania myślenia filozoficznego na inne tory: estetyki jako głównego obszaru dociekań, rozciągającego się "na pograniczach", "pomiędzy" filozofią, teologią, etyką i poetyką. Bachtin wprowadza do swoich rozważań obszerny repertuar propozycji naonczas aktualnych: rzeczywistości jako domeny percepcji sensualnej i etycznej; poznania tej "rzeczywistości życia" jako "wżywania się" (wczucia, sympatii) ufundowanego na wartościującym doświadczeniu, ale konceptualizuje je polemicznie wobec dominujących stanowisk. Przede wszystkim podsuwa inną interpretację intersubiektywności świata "współprzeżywanego", współdzielonego z innymi podmiotami, ujmując podmiot jako relację "ja-inny", a tym samym formułuje problematykę nieusuwalnego dystansu ("niewspółobecności") między obu tymi skorelowanymi, niemniej odrębnymi podmiotami, podważając w ten sposób teorie wczucia (Einfühlung) i ekspresji. Przeciwstawia im ideę dialogowości poznania, wspartego na nieredukowalnej różnicy między "ja" i "innym", nieuniknionym umiejscowieniu (parametryzacji czasoprzestrzennej zapowiadającej przyszłą kategorię chronotopu) oraz ucieleśnieniu poznającego podmiotu. Kwestionuje, krótko mówiąc, poznanie znikąd i niczyje.
W tym wyliczeniu brzmią nie tylko problemy przyszłych rozpraw Bachtina, rozwinięte w nich i analizowane w różnych kontekstach i na różnym materiale, ale też zasadnicze kwestie podejmowane przez takich bliskich mu w pierwszych dekadach XX wieku myślicieli, jak Theodor Lipps, Max Scheler, Georg Simmel, Heinrich Rickert, Hermann Cohen, Helmuth Plessner, wreszcie - Edmund Husserl. Bachtin skąpo operował przypisami, ale aktualizacje i reinterpretacje ich przemyśleń słychać dobrze w samym używanym przez niego języku: w dokonywanych przekładach ich terminów na rosyjski, niekiedy kalkowanych, częściej - zastępowanych neologizmami. Więcej: w {Autorze i bohaterze} brzmią problemy (i sposoby pisania) ponownie postawione we francuskim poststrukturalizmie i francusko-amerykańskim dekonstrukcjonizmie, które radykalnie zmieniły kształt filozofii drugiej połowy XX wieku.
{II. Zachowany fragment końcowy manuskryptu z zeszytu drugiego}
1 Moment - chodzi o zależność pracy badawczej od czasu życia badacza. "Moment", zwykle używany przez Bachtina w sensie Heglowskim i Husserlowskim, oznacza takie powiązanie części i całości, w którym część jest niesamodzielna wobec całości. Niekiedy występuje jednak w innych znaczeniach: "aspektu", "elementu", "składnika", "pierwiastka" lub "czynnika". W zależności od kontekstu wybieram jeden z tych odpowiedników.
2 Dante Alighieri (1265-1321) - włoski poeta, filozof i polityk.
3 Centra aksjologiczno-zdarzeniowe - wyrażenie odsyła do korelacji kluczowego zdarzenia i aktu jego oceny jako "centralnego". "Zdarzeniowość" (koincydentalność, przygodność, nieprzewidywalność, nieprzesądzenie tego, co ma charakter procesualny, co się przydarza, a czego rozwój jest zmienny i niedefinitywny) oraz "wartościowość" lub "wartościonośność" (aksjologiczne nacechowanie) to stałe wyrażenia we wczesnych pismach Bachtina, funkcjonujące we frazach, takich między innymi jak "zdarzenie życia", "zdarzenie bycia" (zob. przyp. 42 na s. 541), "aksjologiczne otoczenie", "zasadnicza aksjologiczna odmienność "ja" i "innego"".
4 Otoczenie i horyzont - dwa możliwe ujęcia relacji między człowiekiem i światem: z zewnątrz i od wewnątrz, zob. dalej rozdz. III, podrozdz. 7, s. 176-179.
5 Biblijne siedemdziesiąt lat - zob. Ps 90(89),10: "Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt".
6 Termin (łac. terminus) - tu: przedział czasowy.
7 Zdeterminować (łac. determinare) - tu: ograniczać, określać, warunkować.
8 Architektonika - stabilna konstrukcja lub struktura tej szczególnej całości, w której centrum znajduje się człowiek. Bachtin nadał temu terminowi, znanemu od Platona (zob. przyp. 13 na s. 551) i Arystotelesa (zob. przyp. 13 na s. 551), używanemu przez Kanta (1724-1804) i neokantystów, a w wieku XX przejętemu przez historyków sztuki, szczególne znaczenie, eksponując jego antropocentryczny i aksjologiczny charakter.
9 Bohater - w znaczeniu przyjętym w literaturoznawstwie: postać literacka.
10 Zwieńczenie - Bachtinowski termin zawierszenije, stojący w opozycji do "zamknięcia" i "skończenia", oznacza taką całość, która uzyskuje wartościującą ocenę i sens ze strony innego podmiotu.
11 Zadane - rozróżnienie Bachtina tego, co "zadane" (niem. aufgegeben), i tego, co "dane" (niem. gegeben), wywodzi się z tradycji kantowskiej podjętej w neokantyzmie i oznacza, że przedmiot poznawany nie jest bytem zastanym, gotowym, empirycznie dostępnym (danym), lecz konstrukcją podmiotu, dla którego poznanie to etyczne i estetyczne powołanie, wyzwanie i zadanie.
12 Krytyka czystego rozumu (1781, wyd. znacznie zmienione 1787) - jedna z trzech, obok Krytyki praktycznego rozumu (1788) i Krytyki władzy sądzenia (1790), rozpraw Immanuela Kanta poświęcona przede wszystkim rozważaniom o możliwościach i granicach ludzkiego poznania.
13 Aleksandr S. Puszkin (1799-1837) - rosyjski poeta, powieściopisarz i dramaturg, powszechnie uznawany za najwybitniejszego romantyka.
Rozłąka - Bachtin nazwał ten wiersz "liryczną sztuką", "dramatem", pomimo że gatunkowo jest on wierszem lirycznym, prawdopodobnie ze względu na zaadresowanie tekstu i jego swego rodzaju zdialogizowanie (Bachtinowskie użycia nazw gatunkowych to w ogóle osobny problem). Utwór, w rękopisie niezatytułowany, został opublikowany w: "Utrienniaja zaria. Almanach na 1841 god", s. 389-390. Pod tytułem Rozłąka ukazał się w tym samym roku w pierwszym pośmiertnym wydaniu dzieł Puszkina: Aleksandr Puszkin, Soczinienija, t. 9, Sanktpietierburg 1841, s. 123-124. Ten sam wiersz Bachtin analizuje w rozprawie {W stronę filozofii czynu} (1918-1824, wyd. 1986). Korzystam z tłumaczenia Leopolda Lewina zamieszczonego w: Aleksander Puszkin, Wybór wierszy, oprac. Bohdan Galster, Wrocław 1982, s. 328.
14 Amalia Riznicz (1803-1825) - adresatka wiersza, ukochana Aleksandra S. Puszkina z lat odeskich, którą poeta i jego współcześni uznawali za Włoszkę. Riznicz wyjechała z Rosji w 1824 roku do Genui, gdzie po roku zmarła na gruźlicę.
15 Niewspółobecność - Bachtinowski neologizm wnienachodimost´, jeden z najważniejszych w jego słowniku z okresu newelskiego i witebskiego, oddaję przez "niewspółobecność", by podkreślić jego zakorzenienie w języku potocznym (rosyjskie wnie znaczy "na zewnątrz", a nachodimost´ to zsubstancjalizowany czasownik nachoditsia - znajdować się; funkcjonujące w języku rosyjskim wyrażenie nachoditsia wnie sprawia, że dla znających ten język neologizm jest czytelny). Niewspółobecność w pismach z tego czasu pozostaje w ścisłym związku z neokantowską transgrediencją (zob. przyp. 49 na s. 542). W przekładach na inne języki ten rodowód - znamienny w ogóle dla Bachtinowskiej pisarskiej twórczości słownej - ginie; wnienachodimost´ jest tłumaczona na angielski jako exotopy, extralocation lub outsidedness, a na francuski exotopie. W przekładzie można by zapewne uciec się do terminów wprowadzonych przez myślicieli bliskich Bachtinowi, takich jak "ekscentryczność" Helmutha Plessnera (1892-1985), lub zaproponować termin opisowy (na przykład "niewspółmierność pozycji"), a nawet po prostu zastosować rozpowszechniony w pierwszych dekadach XX wieku termin "dystans", wtedy jednak zniknie ważny człon "poza", istotny ze względu na kolejny Bachtinowski termin - "przewaga", którą gwarantuje właśnie usytuowanie autora na zewnątrz, poza bohaterem.
"Niewspółobecność" szczególnie waży w słowniku Bachtina, inicjuje bowiem jego kolejne zasadnicze terminy, wprowadzane w późniejszych rozprawach, takie jak "inność", "ja-inny", "różnica", "dialogowość". Wszystkie sygnalizują polemikę z filozoficznym "teoretyzmem" i z koncepcjami poznania jako wczucia (lub wczuwania się) dzięki wyeksponowaniu nieredukowalnej odmienności i osobności analizowanych fenomenów oraz ich usytuowania na pograniczach estetyki, etyki i antropologii.
16 Wżywanie się - termin, stanowiący ekwiwalent niemieckiego Einfühlung ("wczuwanie się" lub "wczucie"), wprowadzony do psychologii rosyjskiej w przekładach myślicieli niemieckich w pierwszej dekadzie XX wieku.
17 Bachtin przywołuje edycję: Aleksandr Puszkin, Soczinienija, red. Pawieł W. Annienkow, t. 1: Matieriały k biografii, Sanktpietierburg 1885, s. 196.
18 Fragment ten podaję w przekładzie własnym.
19 Trzecia, czwarta i piąta strofa - wiersz Aleksandra S. Puszkina składa się z trzech ośmiowersowych strof. Bachtin zapisał wiersz bez podziału na strofy i pominął pierwsze cztery wersy drugiej strofy. Tę skróconą wersję podzielił umownie na pięć czterowersowych strof. Trzecią strofę tworzą faktycznie kolejne cztery wersy drugiej strofy, a czwartą i piątą - wersy trzeciej strofy.
20 Arsa i teza - w metryce części stopy wymawiane słabiej (arsa) i mocniej (teza).
21 Trymetr jambiczny - miara wiersza iloczasowego, w którym wers zbudowany jest z trzech par stóp jambicznych.
22 "Miłość estetyczna" i bliskie jej "sympatyzujące współprzeżywanie - u Bachtina terminy zaczerpnięte z filozofii sztuki Hermanna Cohena (1842-1918) i Jeana-Marie Guyau (1854-1888); więcej o tym w dalszych rozważaniach, zob. s. 74, zob. także przyp. 57 na s. 549.
23 Prozaicznie - w tym kontekście Bachtinowski termin, związany z jego rozumieniem "prozaiki", oznacza określenie ze względu na zawartość treściową, z uwzględnieniem danych pozatekstowych i pozaartystycznych.
24 Bohaterką wiersza Aleksandra S. Puszkina Zaklęcie jest prawdopodobnie także Amalia Riznicz. Wiersz powstał (wyd. 1841) we wsi Bołdino znajdującej się w guberni niżnienowogrodzkiej (obecnie obwód niżnienowogrodzki), gdzie mieścił się majątek rodowy Puszkinów.
25 Inspiracji do Zaklęcia dostarczył Aleksandrowi S. Puszkinowi wiersz An Invocation (1820) angielskiego poety romantycznego Bryana Wallera Proctera (1787-1874), piszącego pod pseudonimem Barry Cornwall.
26 Smętny rycerz (1829, wyd. 1837) - wiersz Aleksandra S. Puszkina jest pozbawiony tytułu, w przekładzie Mariana Toporowskiego występuje pod incipitem "Żył na świecie smętny rycerz... " .
Gość kamienny (1826-1830, wyd. 1839) - jedna z tak zwanych małych tragedii, cyklu utworów dramatycznych Aleksandra S. Puszkina.
27 Liryka Dantego - Bachtin odsyła do Życia nowego, gatunkowo hybrydycznego utworu Dantego Alighieri, pisanego w 1283 roku i w latach 1293-1295 (druk. 1576), opiewającego historię miłości do Beatrycze Portinari (ok. 1265-1290).
28 Wasilij A. Żukowski (1783-1852) - rosyjski poeta, prozaik, tłumacz, autor słów hymnu Rosji Boże, zachowaj Cara! (1833).
29 W podobny sposób ujmuje temat związku miłości i nieśmiertelności bliski Bachtinowi w latach newelskich i witebskich Lew W. Pumpianski (zob. przyp. 15 na s. 9), zob. wykład o Wasiliju A. Żukowskim z 1921 roku w: Kłassiczeskaja tradicyja. Sobranije trudow po istorii russkoj litieratury, wyb. i oprac. Nikołaj I. Nikołajew, Moskwa 2000, s. 719-720, przyp. 110.
30 "Kto nie zapomniał - ten nie odda", "Jak dar, zabrany nam przez Boga, / W upartym sercu nie stracony" - cytaty z Wiaczesława I. Iwanowa (zob. przyp. 78 na s. 32): z wiersza Wiecznaja pamiat´, ze zbioru Kormczije zwiezdy z 1903 roku, i z wiersza Hiob, z tomu Nieżnaja tajna z roku 1912, przekład Seweryna Pollaka, wyróżn. Bachtina.
31 Francesco Petrarca (1304-1374) - jeden z pierwszych poetów włoskich piszących nie tylko po łacinie, ale także we włoskim volgare (języku potocznym).
Novalis (1772-1801) - poeta niemiecki wczesnego romantyzmu.
32 Władimir S. Sołowjow (1853-1900) - rosyjski filozof i teolog prawosławny, poeta, jeden z reprezentantów rosyjskiego trzeciego renesansu, słowianofil, mesjanista.
Wiaczesław I. Iwanow - zob. przyp. 79 na s. 32.
33 Heinrich Heine (1797-1856) - niemiecki poeta romantyczny, prozaik i publicysta.
34 Liryka syntetyczna - typowe dla modernizmu scalenie pojedynczych utworów w niepodzielną całość.
35 Życie nowe - zob. przyp. 27 na s. 539.
Sonety Petrarki - sonety na cześć ukochanej Laury (zob. przyp. 30 na s. 554) z cyklu poetyckiego Pieśni (Canzoniere, 1470).
36 Rainer Maria Rilke (1875-1926) - austriacki poeta symbolista, uznawany za inicjatora egzystencjalizmu.
Księga godzin (1905) - tom wierszy Rainera Marii Rilkego.
37 Włodzimierz Leński - bohater poematu Aleksandra S. Puszkina Eugeniusz Oniegin. Romans wierszem (1825-1832, całość 1833).
Aleksander Puszkin, Eugeniusz Oniegin. Romans wierszem, przeł. Adam Ważyk, oprac. Ryszard Łużny, Wrocław 1970, rozdz. drugi, strofa X, wyróżn. spacją bez kursywy Bachtina.
38 Tamże, strofa VII, wyróżn. Bachtina.
39 Tamże, rozdz. szósty, strofa XXI.
40 Tamże, strofa XXIII, wyróżn. Bachtina.
41 Człowiek całościowy - Bachtin nawiązuje do wyrażenia używanego w estetyce niemieckiej z przełomu wieków XVIII i XIX der ganze Mensch, oznaczającego ideał człowieka jako istoty niepodzielnej, zarazem duchowej i cielesnej, myślącej, odczuwającej i działającej.
42 Współ-bycie - odsyła do Bachtinowskiego terminu sobytije bytija, polemicznie nawiązującego do filozofii fenomenologicznej. Bodaj tylko raz Bachtin dał wykładnię tego skomplikowanego wyrażenia, definiując je jako formę ujmowania bytu przez indywidualną świadomość, zjawiania się - jak to nazywa fenomenologia - bytu w bezpośrednim doświadczeniu (zob. s. 272). Zważywszy jednak na jego koncepcję podmiotu, zdecydowanie krytyczną wobec fenomenologicznej, można dopatrywać się w tej formule więcej. Zwraca przede wszystkim uwagę celowe zestawienie słów bytije i sobytije (to ostatnie dosłownie znaczy "wydarzenie" lub "zdarzenie"), które wydobywa pospólność bytu. To bytowanie wespół z innymi sygnalizuje rosyjskie so-, czyli "współ". Zdecydowałam się przełożyć bytije na "bycie", odsyłające wprawdzie, ale niebezpodstawnie, do polskich tłumaczeń Heideggerowskiego rzeczownika Sein. Nadto Bachtin subtelnie odróżnia "byt" i "bycie". Jeśli zestawienie sobytije bytija (i podobne zestawienia, takie jak bytije-sobytije) wydaje się w jego wywodzie ważne ze względu na sukcesywnie wypracowaną relacyjną koncepcję świadomości, oddaję je zależnie od kontekstu przez "współ-bycie" lub zdarzenie współ-bycia. W miejscach pozbawionych takiego nacechowania tłumaczę wyrażenie sobytije bytija jako "zdarzenie bycia". Dla samego sobytija wybieram ekwiwalent "zdarzenie", by podkreślić Bachtinowską intencję, akcentującą nieprzewidywalność i nieprzesądzenie ludzkiego istnienia.
43 Nature morte (franc.) - martwa natura.
44 Driada; oreada (mit. gr.) - nimfa leśna żyjąca w drzewie; nimfa żyjąca w górach i grotach.
45 Friedrich Nietzsche (1844-1900) - niemiecki filozof, pisarz i poeta, twórca filozofii życia.
[1] Cytat z odnalezionego w archiwach Łubianki rękopisu zatytułowanego Dusza odczuwająca i myśląca w świetle duszy samopoznającej, za: Witalij Szentalinski, "Temu, kto ma umrzeć, nie odmawia się niczego", przeł. Henryk Chłystowski, w: Tajemnice Łubianki. Z "archiwów literackich" KGB, cz. 2, Warszawa 1997, s. 113.
[2] Zob. Roman Mnich, Tri zamietki o bachtinizacyi sowriemiennogo litieraturowiedienija, w: Bachtinskij Wiestnik [praca zbior.], t. 1, Orioł 2005, s. 637-642.
[3] Zob. Gary Saul Morson, The Baxtin Industry, "Slavic and East European Journal" 1986, t. 30, nr 1, s. 81-90.
[4] Zob. Wadim Liniecki, "Anti-Bachtin" - łuczszaja kniga o Władimirie Nabokowie, Sankt-Pietierburg 1994, s. 58.
[5] Zob. tamże. W rozmowie z Nikołajem A. Pan´kowem (1956-2014) Kak piszut trudy, ili proischożdienije niesozdannogo awantiurnogo romana (Wadim Kożynow rasskazywajet o sud´bie i licznosti M. M. Bachtina) Wadim W. Kożynow (zob. przyp. 6 na s. 13) wspomina, że Gieorgij D. Gaczew (zob. przyp. 6 na s. 13) miał uklęknąć przed Bachtinem podczas ich pierwszej wizyty w Sarańsku (zob. s. 12-13).
[6] Zob. Michał Bachtin, Estetyka twórczości słownej, przeł. Danuta Ulicka, oprac. Eugeniusz Czaplejewicz, Warszawa 1986. Tłumaczenie powstało na podstawie wydania rosyjskiego Estietika słowiesnogo tworczestwa, wyb. Siergiej G. Boczarow, oprac. Galina S. Biernsztiejn i in., Moskwa 1979.
[7] Zob. Bibliografię prac Michaiła M. Bachtina. Wybór, s. 612.
[8] Matwiej I. Kagan (1889-1937) - rosyjski filozof i kulturolog, jeden z członków bachtinowskiego kółka newelskiego, który w latach 1910-1914 studiował w Marburgu u Hermanna Cohena (1842-1918), Ernsta Cassirera (zob. przyp. 15 na s. 583) i Paula Natorpa (1854-1924).
List opublikowała córka, Judif M. Kagan (1924-2000), zob. O starych bumagach iz siemiejnogo archiwa (M. M. Bachtin i M. I. Kagan), "Diałog. Karnawał. Chronotop" 1992, nr 1, s. 66.
[9] Zob. Wadim W. Kożynow, Kak piszut trudy, s. 110.
[10] Zob. Katerina Clark, Michael Holquist, Mikhail Bakhtin, Cambridge, Mass.-London 1984; Gary Saul Morson, Caryl Emerson, Mikhail Bakhtin. Creation of a Prosaics, Stanford 1990; Siemion S. Konkin, Łarisa S. Konkina, Michaił Bachtin. Stranicy żizni i tworczestwa, Saransk 1993; Ken Hirschkop, Mikhail Bakhtin. An Aesthetic for Democracy, Oxford 1999; Nikołaj A. Pan´kow, Woprosy biografii i naucznogo tworczestwa M. M. Bachtina, Moskwa 2010.
[11] Zob. na przykład Siergiej G. Boczarow, Władimir I. Łaptun, Tatjana G. Jurczenko, Kalendarium życia i twórczości Michaiła Michajłowicza Bachtina (najważniejsze daty), w: Wiktor Duwakin, Rozmowy z Michaiłem Bachtinem, przeł. Anna Kunicka, Warszawa 2002, s. 391-409; The Bakhtin Circle. A Timeline, w: The Bakhtin Circle. In the Master's Absence, red. Craig Brandist, David Shepherd, Galin Tihanov, Manchester-New York 2004, s. 251-275; Danuta Ulicka, Kalendarium, w: Ja - Inny. Wokół Bachtina. Antologia, red. Danuta Ulicka, t. 1, Kraków 2009, s. 475-500. Ostatnie zestawienie obejmuje fakty z biografii całego kręgu Bachtinowskiego.
[12] Informacja podana w prywatnej rozmowie z autorką wstępu przez opiekującą się Bachtinem w ostatnich latach jego życia po śmierci żony Leontinę S. Mielichową (ur. 1940) - literaturoznawczynię, badaczkę twórczości Lermontowa (zob. przyp. 22 na s. 599) i uczestniczkę seminarium poświęconego poecie, prowadzonego w latach sześćdziesiątych na Uniwersytecie Moskiewskim przez Władimira N. Turbina (zob. przyp. 33 na s. 16), z którym odwiedzała Bachtina w Sarańsku.
[13] Zob. Aleksandr G. Lisow, Jelena G. Trusowa, Rieplika po powodu awtobiograficzeskogo mifotworczestwa M. M. Bachtina, "Diałog. Karnawał. Chronotop" 1996, nr 3, s. 165; Ken Hirschkop, Historia tworzenia historii (warianty historii Bachtina), przeł. Michał Mrugalski, w: Ja - Inny. Wokół Bachtina. Antologia, red. Danuta Ulicka, t. 2, Kraków 2009, s. 11-12.
Nikołaj M. Bachtin - zob. przyp. 20 na s. 544.
[14] Tak tłumaczę używane przez Bachtina słowo jedinomyszlenniki.
[15] Pawieł N. Miedwiediew (1892-1938) - literaturoznawca i działacz polityczno-kulturalny, znawca poezji srebrnego wieku, autor rozprawy Formalnyj mietod w litieraturowiedienii. Kriticzeskoje wwiedienije w socyołogiczeskuju poetiku (1928).
Walentin N. Wołoszynow (1895-1936) - językoznawca i kulturolog, znany z dwóch rozpraw sygnowanych jego nazwiskiem: Friejdizm. Kriticzeskoj oczerk (1927) oraz Marksizm i fiłosofija jazyka (1929).
Lew W. Pumpianski (1891-1940) - literaturoznawca specjalizujący się w twórczości XVIII wieku, w latach trzydziestych profesor leningradzkiego konserwatorium i profesor Wydziału Filologicznego uniwersytetu w Leningradzie.
[16] Zob. Aleksandra Szatskich, Witiebsk. Żyzn´ iskusstwa. 1917-1922, Moskwa 2001.
[17] Marc Chagall (1887-1985) - malarz i grafik, o podwójnym obywatelstwie rosyjskim i francuskim, urodzony na Białorusi w rodzinie chasydzkiej.
Kazimierz Malewicz (1879-1935) - rosyjski malarz, teoretyk sztuki i poeta pochodzenia polskiego.
[18] Małżeństwo z Jeleną Aleksandrowną z domu Okołowicz (1901-1971) zostało zawarte w 1921 roku.
[19] Marija W. Judina (1899-1970) - pianistka rosyjska, profesor konserwatoriów w Leningradzie, Tbilisi i w Moskwie, w 1930 roku zwolniona z konserwatorium w Leningradzie za udział w spotkaniach stowarzyszenia Zmartwychwstanie.
Iwan I. Sollertinski (1902-1944) - rosyjski filolog (romanista i germanista, poliglota) i muzykolog, profesor Leningradzkiego Instytutu Choreograficznego, dyrektor artystyczny filharmonii w Leningradzie i profesor konserwatorium w Leningradzie, zaprzyjaźniony z Dmitrijem D. Szostakowiczem (1906-1975), który dedykował mu kilka utworów.
Iwan I. Kanajew (1893-1984) - rosyjski biolog i genetyk, historyk nauki europejskiej, tłumacz prac przyrodoznawczych von Goethego (zob. przyp. 66 na s. 550).
[20] Boris M. Zubakin (1894-1938) - rosyjski poeta improwizator, rzeźbiarz, filozof mistyczny, mason.
[21] Zob. Jean-Paul Bronckart, Cristian Bota, Bakhtine démasqué. Histoire d'un menteur, d'une escroquerie et d'un délire collectif, Gen?ve 2011. Rozprawa, zatytułowana z jawną aluzją do publikacji: Michaił M. Bachtin (pod maskoj), Friejdizm; Formalnyj mietod w litieraturowiedienii; Marksizm i fiłosofija jazyka; Stat´i, zebr. i oprac. Igor W. Pieszkow, Moskwa 2000, utrzymana jest w poetyce paszkwilu na Bachtina i bachtinologię.
[22] Wadim W. Kożynow (1930-2001) - rosyjski literaturoznawca, krytyk literacki i publicysta, bachtinolog (wydawca rękopisów Bachtina, autor wielu artykułów i wspomnień o nim).
Siergiej G. Boczarow (1929-2017) - rosyjski literaturoznawca, jeden z bachtinologów, edytor, komentator, autor artykułów i wspomnień o Bachtinie, współtwórca pierwszego kalendarium; wraz z Wadimem W. Kożynowem ocalił jego rękopisy przewiezione z Sarańska do Moskwy w grudniu 1971 roku, przechowywane potem w ich prywatnych mieszkaniach w obawie, by nie uległy zniszczeniu lub upozorowanemu zagubieniu.
Gieorgij D. Gaczew (1929-2008) - rosyjski filozof, estetyk i literaturoznawca.
[23] Vittorio Strada (1929-2018) - włoski slawista, badacz i tłumacz rosyjskiej literatury, literaturoznawstwa, filozofii i myśli społeczno-politycznej.
[24] Boris L. Pasternak - zob. przyp. 38 na s. 554.
[25] Fiodor M. Dostojewski - zob. przyp. 46 na s. 541.
[26] Informację Vittoria Strady potwierdzają Siergiej G. Boczarow i Ludmiła A. Gogotiszwili, zob. komentarz do 1961 god. Zamietki, w: Michaił M. Bachtin, Sobranije soczinienij, t. 5: Raboty 1940-ch-naczała 1960-ch godow, red. Siergiej G. Boczarow, Ludmiła A. Gogotiszwili, Moskwa 1996, s. 650-651.
[27] Historię perypetii z obroną i nadaniem tytułu naukowego oraz publikacją książki odtworzył Nikołaj A. Pan´kow, zob. Stenogram z posiedzenia Rady Naukowej Instytutu Literatury Powszechnej im. A. M. Gorkiego. Obrona dysertacji tow. Bachtina na temat "Rabelais w historii realizmu" 15 listopada 1946 roku [wyd. oryg. 1993], przeł. Bogusław Żyłko, w: Do Bachtina i dalej, red. Bartosz Małczyński, Rafał Włodarczyk, Wrocław 2006, s. 107-134, zob. także Nikolai Pan´kov, The Creative History of Bakhtin's "Rabelais", w: Face to Face. Bakhtin in Russia and the West, red. Carol Adlam i in., Sheffield 1997, s. 196-202.
[28] Zob. Wiktor Duwakin, Rozmowy z Michaiłem Bachtinem; Zbigniew Podgórzec, Wielogłosowość. Rozmowa z Michaiłem Bachtinem, "Współczesność" 1971, nr 21, s. 5.
[29] List do Borisa W. Zalesskiego, lato 1938 roku, cytat za: Irina L. Popowa, "Leksiczeskij karnawał" François Rabelais'go. Kniga М. М. Bachtina i franko-niemieckije mietodołogiczeskije spory 1910-1920 godow, "Nowoje litieraturnoje obozrienije" 2006, nr 3, s. 86.
Boris W. Zalesski (1887-1966) - rosyjski geolog, petrograf, mineralog, przyjaciel Bachtina, nierzadko wspierający go materialnie.
[30] Zob. Wiktor Duwakin, Rozmowy z Michaiłem Bachtinem, s. 294-295.
[31] Zob. Lars Kleberg, Środa popielcowa, przeł. Jerzy Kempiński, w: Upadek gwiazd, Gdańsk 2003, s. 79.
[32] Zob. Paul Auster, Zamknięty pokój, w: Trylogia nowojorska, przeł. Michał Kłobukowski, Warszawa 2001, s. 225. Auster podaje, że spłonąć miał cały rękopis i że przekaz jest "prawdziwy".
[33] Zob. Ken Hirschkop, Mikhail Bakhtin, s. 191.
Władimir N. Turbin (1927-1993) - literaturoznawca rosyjski.
[34] Julia Kristeva (ur. 1941) - literaturoznawczyni, filozofka i pisarka urodzona i studiująca w Bułgarii, od 1965 roku mieszkająca we Francji.
Tzvetan Todorov (1939-2017) - literaturoznawca, filozof i kulturoznawca urodzony w Bułgarii, od 1963 roku mieszkający we Francji.
[35] Roland Barthes (1915-1980) - francuski literaturoznawca, filozof i pisarz.
Gérard Genette (1930-2018) - francuski badacz literatury, twórca teorii palimpsestów.
[36] Zob. François Dosse, History of Structuralism, przeł. Deborah Glassman, t. 1: The Rising Sign, 1945-1966, Minneapolis-London 1997, rozdz. 35: 1966 Annum mirabile (III). Julia Comes to Paris, s. 343-348. Kristeva wspomina tę historię w rozmowie, którą przeprowadził z nią w 1995 roku Samir Al-Mualla, zob. Rozmowa z Julią Kristevą, przeł. Przemysław Pietrzak, w: Ja - Inny, t. 2, s. 565-574.
[37] Chodzi o artykuł Julii Kristevej z 1967 roku Słowo, dialog, powieść (przeł. Wincenty Grajewski, w: Bachtin. Dialog - język - literatura, red. Eugeniusz Czaplejewicz, Edward Kasperski, Warszawa 1983, s. 394-418).
[38] Zob. Julia Kristeva, The Ruin of a Poetics, w: Russian Formalism. A Collection of Articles and Textes in Translation, red. Stephen Bann, John E. Bowlt, Edinburgh 1973, s. 102-119.
[39] Zob. Tzvetan Todorov: Mikhai?l Bakhtine, le principe dialogique. Suivi de E?crits du cercle de Bakhtine, teksty rosyjskie przeł. Georges Philippenko (współpr. Monique Canto), Paris 1981; Mikhail Bakhtin. The Dialogical Principle, przeł. Wlad Godzich, Minneapolis 1984.
[40] Zob. Mikhail Bakhtin, Rabelais and His World, przeł. He?le?ne Iswolsky, Bloomington 1984 (pierwsze wydanie tego przekładu, które ukazało się w 1968 roku, przeszło bez echa); Mikhail Bakhtin, Problems of Dostoevsky's Poetics, oprac. i przeł. Caryl Emerson, Minneapolis 1984 (przekład Ralpha Williama Rotsela z 1973 roku nie zyskał przychylnych opinii).
[41] Zob. The Annotated Bakhtin Bibliography, red. Carol Adlam, David Shepherd, Leeds 2000, s. 162-181.
[42] Zob. Caryl Emerson, The First Hundred Years of Mikhail Bakhtin, Princeton 1997, s. 38.
[43] Ostatnia, siedemnasta z kolei, odbyła się w 2021 roku w Sarańsku.
[44] Zob. Craig Brandist, David Shepherd, From Saransk to Cyberspace. Towards an Electronic Edition of Bakhtin, w: Interdisciplinary Readings, red. Mika Lähteenmäki, Hannele Dufva, Jyväskylä 1988, s. 7-20. Z różnych powodów projekt nie został sfinalizowany.
[45] Zob. Siergiej Boczarow, Zdarzenie życia. O Michaile Michajłowiczu Bachtinie, przeł. Iwona Rzepnikowska, w: Ja - Inny, t. 2, s. 68. Taką opinię wzmocnił niemiecki przekład Twórczości Franciszka Rabelais'go opatrzony podtytułem Kultura ludowa jako kontrkultura, zob. Michail M. Bachtin, Rabelais und Seine Welt. Volkskultur als Gegenkultur, przeł. Renate Lachmann, Frankfurt am Main 1987.
[46] Zob. Lars Kleberg, Środa popielcowa; Anna Smorodina, Konstantin Smorodin, Nynie otpuszczajeszi... (pjesa o żyzni i sud´bie M. M. Bachtina), "Diałog. Karnawał. Chronotop" 1994, nr 2, s. 138-150. Bohaterem utworów literackich byli także Lew W. Pumpianski, i to powstałych jeszcze za jego życia, oraz Marija W. Judina.
[47] Zob. Zinovy Zinik, Extraordinary Mixer, "Times Literary Supplement" 2004, 16 lipca, s. 13.
[48] Korzystam z ustaleń, które przedstawiłam w artykule Who Is the Author?, w: The Effect of Palimpsest. Culture. Literature, History, red. Bożena Shallcross, Ryszard Nycz, Frankfurt am Main 2011, s. 165-184.
[49] Zob. przyp. 15 na s. 9.
[50] Zob. przyp. 21 na s. 12.
[51] Taką tezę postawił Władimir M. Ałpatow, zob. Wołoszynow, Bachtin i lingwistika, Moskwa 2005, s. 117, zob. także Jurij Miedwiediew, Daria Miedwiediewa, Koło Bachtina jako "kolektyw myślowy", przeł. Tamara Brzostowska-Tereszkiewicz, w: Ja - Inny, t. 2, s. 279-296.
[52] Maksim Gorki - zob. przyp. 16, s. 570.
Aleksiej N. Tołstoj (1883-1945) - rosyjski pisarz, dramaturg i publicysta.
Anatolij W. Łunaczarski (1875-1933) - tak zwany stary bolszewik, teoretyk kultury i publicysta, w latach 1917-1929 ludowy komisarz oświaty.
Jekatierina P. Pieszkowa (1876-1965) - pierwsza żona Maksima Gorkiego, działaczka społeczna i publicystka, aktywna w różnych organizacjach ochrony więźniów politycznych, zesłańców i jeńców wojennych, między innymi zastępczyni przewodniczącego moskiewskiego oddziału Czerwonego Krzyża.
[53] Jurij i Darija Miedwiediewowie (syn i synowa Miedwiediewa) piszą o tym wprost: "Przy przygotowywaniu do druku Problemów twórczości Dostojewskiego Miedwiediew ściśle współpracował z Bachtinem, wzmacniając w miarę możliwości socjologiczne wątki pracy (żeby ludzie, którym los Bachtina nie był obojętny, choć ledwo go znali - Maksim Gorki i Aleksiej Tołstoj - mogli o niego zabiegać, żeby wydawnictwo na żądanie NKWD mogło poświadczyć, że podejrzany Bachtin stosuje metodę marksistowską, żeby ludowy komisarz oświaty Łunaczarski mógł szybko odpowiedzieć na książkę pozytywną recenzją). Od jej publikacji zależał, w opinii przyjaciół i bliskich, los Bachtina, przeciwko któremu toczyło się już wówczas śledztwo. Do wykonania wspólnej pracy Bachtin i Miedwiediew potrzebowali choćby krótkiej (trzeba było się spieszyć!) prolongaty wydawnictwa" (Koło Bachtina jako "kolektyw myślowy", s. 290). Potwierdzałoby to hipotezę o istnieniu tak zwanego prototekstu rozprawy o Dostojewskim lub jej wcześniejszej wersji, gotowej około czterech-pięciu lat przed publikacją. Bachtin miał powiedzieć o tym Samsonowi N. Brojtmanowi w roku 1972, zob. Dwie biesiedy s M. M. Bachtinym,
w: Chronotop. Mieżwuzowskij nauczno-tematiczeskij sbornik, red. Nikołaj A. Gorbaniow, Machaczkała 1990, s. 110-114.
Samson N. Brojtman (1937-2005) - literaturoznawca rosyjski, zainteresowany liryką modernistyczną i poetyką historyczną; dwukrotnie, w roku 1969 i 1972, odwiedzał Bachtina.
[54] Zob. przekład polski w: Michał Bachtin, Estetyka twórczości słownej, s. 439-465.
[55] Oba warianty rozprawy o Rabelais'm wraz z materiałami roboczymi, uzupełnieniem Rabelais i Gogol (Iskusstwo słowa i narodnaja smiechowaja kultura) oraz szczegółowymi komentarzami, zestawiającymi rękopisy Bachtina ze źródłami, z których korzystał, w: Michaił M. Bachtin, Sobranije soczinienij, t. 4 (1): "François Rabelais w istorii riealizma" (1940); Matieriały k knigie o Rabelais'm (1930-1950-je gg.), red. Irina L. Popowa, Moskwa 2008 oraz t. 4 (2): Tworczestwo François Rabelais i narodnaja kultura sriedniewiekowja i Rieniessansa (1965 g.); Rabelais i Gogol (Iskusstwo słowa i narodnaja smiechowaja kultura) (1940, 1970 gg.), red. Irina L. Popowa, Moskwa 2010.
[56] François Rabelais - zob. przyp. 7 na s. 562.
[57] Zob. Michaił Bachtin, Satyra, przeł. Tamara Brzostowska-Tereszkiewicz, w: Ja - Inny, t. 1, s. 353-372.
[58] Pomijam komplikacje związane z artykułem z 1924 roku - nader ważnym dla wielu bachtinologów, dostarczającym im argumentów, jakoby Bachtin był "młotem na formalizm" - Problem treści, materiału i formy w artystycznej twórczości językowej (w: Problemy literatury i estetyki, przeł. Wincenty Grajewski, Warszawa 1982, s. 5-81), który można interpretować jako konspekt książki wydanej pod nazwiskiem Miedwiediewa.
[59] Nikołaj O. Łosski (1870-1965) - filozof rosyjski, znawca koncepcji platońskich i neoplatońskich, Henriego Bergsona (1859-1941) i Maxa Schelera (1874-1928) oraz mistycyzmu Władimira S. Sołowjowa (zob. przyp. 32 na s. 540), autor rozpraw z zakresu filozofii poznania innego (Wosprijatije czużoj duszewnoj żyzni, 1914); deportowany w 1922 roku za "odchylenie idealistyczne".
[60] Zob. Nina Perlina, Funny Things are Happening on the Way to the Bakhtin Forum, Washington, D.C. 1989, Kennan Institute for Advanced Russian Studies Occasional Papers, nr 231, s. 17-19, https://www.wilsoncenter.org/sites/default/files/media/documents/publication/op231_funny_things_bakhtin_forum_perlina_1989.pdf [dostęp: 10 maja 2022].
[61] Informacja podana w prywatnej rozmowie z autorką wstępu przez Leontinę S. Mielichową.
[62] Samir Al-Mualla, Rozmowa z Julią Kristevą, s. 568.
[63] Michaił Bachtin, {Z problemów samoświadomości i samooceny...}, przeł. Przemysław Pietrzak, w: Ja - Inny, t. 1, s. 406.
[64] Zob. komentarze Siergieja S. Awierincewa w: Michaił M. Bachtin, Sobranije soczinienij, t. 1: Fiłosofskaja estietika 1920-ch godow, red. Siergiej G. Boczarow, Nikołaj I. Nikołajew, Moskwa 2003, s. 440. Na takie postępowanie Bachtina wskazuje też Michael Holquist, odnajdując synonimię między na przykład "zwieńczeniem" i "słowem autorytatywnym", "zadanym" i "zastanym" albo "już istniejącym" (priednachodimoje słowo), zob. The Politics of Representation, w: Allegory of Representation, red. Stephen J. Greenblatt, Baltimore-London 1981, s. 163-184.
[65] Zob. Michaił M. Bachtin, Notatki z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, s. 522 niniejszego tomu.
[66] Michaił L. Gasparow, M. M. Bachtin w russkoj kulturie XX wieka, w: M. M. Bachtin: pro et contra. Tworczestwo i nasledije M. M. Bachtina w kontiekstie mirowoj kultury. Antołogija, red. Konstantin G. Isupow, t. 2, Sankt-Pietierburg 2001, s. 36.
Michaił L. Gasparow (1935-2005) - rosyjski filolog klasyczny, literaturoznawca, tłumacz.
[67] Zob. Michaił M. Bachtin, Notatki z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, s. 522 niniejszego tomu.
[68] Michaił Bachtin, {Z problemów samoświadomości i samooceny...}, s. 406.
[69] Zob. Michaił M. Bachtin, Notatki z lat 1962-1963, s. 436 niniejszego tomu.
[70] Zob. Michaił M. Bachtin, Notatki z lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych, s. 513 i przyp. 21 na s. 606 niniejszego tomu.
Siergiej S. Awierincew (1937-2004) - rosyjski literaturoznawca, bizantynolog, poeta i tłumacz.
[71] Zob. Ołeksandr O. Potebnia, przyp. 2 na s. 591.
[72] Tak nazwali specyficzne dla myśli Bachtinowskiej nie tylko skupienie na prozie, ale i na codzienności jego monografiści Gary Saul Morson i Caryl Emerson, zob. Mikhail Bakhtin, s. 15-32. Bachtin sam zresztą sygnalizował to już w debiutanckim artykule Sztuka i odpowiedzialność: "To przecież sztuka, a ja jestem codzienną prozą" (zob. s. 39 niniejszego tomu).
[73] Vadim Liapunov i Nikołaj I. Nikołajew wskazują (zob. Michaił M. Bachtin, Sobranije soczinienij, t. 1, s. 659, przyp. 172), że niektóre Bachtinowskie neologizmy, takie na przykład jak izżywanije siebia (zob. przyp. 38 na s. 547-548 niniejszego tomu), są dla rosyjskiego odbiorcy nieprzejrzyste i mylnie rozumiane.
[74] Roman Ingarden, Dążenia fenomenologów, w: Z badań nad filozofią współczesną, Warszawa 1963, s. 314, 316.
[75] Edmund Husserl - zob. przyp. 19 na s. 544.
[76] Zob. przyp. 11 na s. 537; zob. także Wadim Liapunow, Parę skromnych wskazówek dla czytelników Bachtina, przeł. Przemysław Pietrzak, w: Ja - Inny, t. 2, s. 117-130.
[77] Zob. przyp. 42 na s. 541.
[78] Zob. przyp. 15 na s. 538.
[79] Wiaczesław I. Iwanow (1866-1949) - rosyjski poeta, dramaturg i tłumacz, teoretyk symbolizmu.
Gustaw G. Szpet (1879-1937) - rosyjski filozof fenomenolog i hermeneuta, historyk filozofii, teoretyk sztuki.
Jan Baudouin de Courtenay (1845-1929) - językoznawca, twórca tak zwanej kazańskiej szkoły lingwistyki.
Jewgienij D. Poliwanow (1891-1938) - rosyjski lingwista, znawca licznych języków orientalnych, teoretyk języka i literatury.
[80] Zob. Michaił Bachtin, Z prehistorii słowa powieściowego, w: Problemy literatury i estetyki, s. 489-536.
[81] Lew N. Tołstoj - zob. przyp. 50 na s. 542.
Zob. Michaił Bachtin: Satyra; Tołstoj jako dramaturg, przeł. Adam Pomorski, w: Ja - Inny, t. 1, s. 301-308; Powieść ideologiczna Lwa Tołstoja, przeł. Adam Pomorski; w: Ja - Inny, t. 1, s. 311-327; Z notatek do "Problemu gatunków mowy", przeł. Danuta Ulicka, w: Ja - Inny, t. 1, s. 409-437.
[82] Podobnie ambiwalentny charakter miały niektóre, nazbyt jednostronnie dziś komentowane (zob. między innymi Jean-Paul Bronckart, Cristian Bota, Bakhtine démasqué, s 22-23; Craig Brandist, The Bakhtin Circle. Philosophy, Culture and Politics, London-Sterling, VA 2002, s. 25; Nina Braginska, Słowiański renesans antyku, przeł. Inesa Szulska, w: Ja - Inny, t. 2, s. 241-263) działania Bachtina i jego "myślowych sprzymierzeńców". Na przykład słynne wystawienie przez "ob. Bachtina i Pumpianskiego" Edypa w Kolonie (informująca o tym z entuzjazmem newelska gazeta "Mołot" zapisała tytuł Edyp w kolonnie, zob. Gazieta "Mołot" [1918-1920], wyb. i oprac. Ludmiła M. Maksimowska, w: Niewielskij sbornik, red. Ludmiła M. Maksimowska, t. 1, Sankt-Pietierburg 1996, s. 150) w 1919 roku "[...] siłami pięciuset uczniów szkół zawodowych, pod gołym niebem [...]" (zob. Nina Braginska, Słowiański renesans, s. 251) należało oczywiście do masowych widowisk radzieckich, zarazem jednak była to realizacja tragedii antycznej komentowanej przez Nietzschego (zob. przyp. 45 na s. 541), ważnego dla Bachtina i filozofów trzeciego renesansu - to po pierwsze. Po drugie - "masowe" widowisko było kojarzone nie tyle z obyczajami bolszewickimi, ile raczej z ludowo-religijnym teatrem greckim. Po trzecie - inscenizacja należała do wielu awangardowych przedsięwzięć ówczesnego teatru rosyjskiego.
[83] Zob. s. 496 niniejszego tomu.
[84] Franz Brentano (1838-1917) - filozof niemiecki, twórca nowoczesnej koncepcji intencjonalności.
[85] Nieliczne rozprawy można znaleźć w: Neokantyzm badeński i marburski. Antologia tekstów, red. Andrzej J. Noras, Tomasz Kubalica, przeł. Artur Mordka i in., Katowice 2011.
[86] Zob. Nikołaj A. Bierdiajew (zob. przyp. 46 na s. 548): "Do świątyni prawosławnej i do duszy prawosławnej zstępuje Chrystus i ogrzewa ją" (Sens twórczości. Próba usprawiedliwienia człowieka, przeł. Henryk Paprocki, Kęty 2001, s. 255).
[87] Siergiej Boczarow, Zdarzenie życia, s. 76.
[1] (Dla architekta {?} bohaterem jest mieszkaniec, Bóg, król, człowiek władzy itp. - nabywca). {Dopisek na dole strony, bez zaznaczenia miejsca wstawienia}.