Pogodzeni z losem - Edward Lubowski

-
Proszę czekać

AKT I

Scena I

W domu KAZIMIERZA ŁANICKIEGO. (Strona lewa i prawa, biorą się od aktorów) Salon - drzwi w środku - z lewej, drugie drzwi naprzód trochę wysunięte, jak gdyby tworzyły amfiladę do drugiego większego salonu - z prawej drzwi mniejsze jakby od buduaru.

Salon elegancko umeblowany - po prawej na przodzie kozeta, fotele, przed nimi stół większy - po lewej kanapka i mały stoliczek okrągły. W głębi na ścianach portrety przodków ŁANICKIEGO.

Przy podniesieniu zasłony wychodzą z lewej hr. ŚLIZGAWSKI z FISZBINOWICZOWĄ, prowadzi Ją pod rękę; i mówi jakby w dalszym ciągu.

FISZBINOWICZOWA 30 lat, przystojna, gustownie ubrana, ruchy powolne, głos słodki i trochę przez pieszczotliwość przesadzony. ŚLIZGAWSKI - blondyn z dużymi faworytami - szkiełka na nosie - elegancki, zawsze we fraku - ma ruch nerwowy potrząsania głową od czasu do czasu - mówi każde słowo z powagą nadzwyczajną.

FISZBINOWICZOWA, ŚLIZGAWSKI, później ROMAN PRYSZNICKI

FISZBINOWICZOWA

Gdzież mnie pan wprowadzasz?... Czy tu ma być chłodniej?

ŚLIZGAWSKI

Samotniej, najdroższa pani, a więc i swobodniej.

FISZBINOWICZOWA

I nie boisz się mego męża?

ŚLIZGAWSKI

Ach! przecież ja jego przyjacielem!

FISZBINOWICZOWA

Właśnie dla tego. Siądźmy i kończmy. (siadają na szelągu)

ŚLIZGAWSKI

Kiedy co prawda, jeszcze nie zacząłem.

FISZBINOWICZOWA

Jeszcze? Mówiłeś przecie coś o baronównie.

ŚLIZGAWSKI

Radziłem się. Pani tak znasz płeć swoją.

FISZBINOWICZOWA

I waszą znam trochę.

ŚLIZGAWSKI

Doskonale - ja zaś jestem na rozdrożu...

FISZBINOWICZOWA

Czyli na przejściu ze stanu kawalerskiego w stan małżeński. Zatem radzę, się zdecydować.

ŚLIZGAWSKI

Łatwo to powiedzieć, ale...

FISZBINOWICZOWA

Jest piękną, wszak tak?

ŚLIZGAWSKI

Była nią, lubo zostały rysy niepospolitej piękności.

FISZBINOWICZOWA

Więc jest już starą?

ŚLIZGAWSKI

Młodą nie jest, ale ma tyle wdzięku i świeżości młodzieńczej!

FISZBINOWICZOWA

Zdecydować się.

ŚLIZGAWSKI

Tak - tylko że jest cokolwiek za absolutną, w wymaganiach i czynach...

FISZBINOWICZOWA

Boisz się przeto niewoli?

ŚLIZGAWSKI

Niewoli? nie - bo serce jej niezwykle szlachetne, rozum zaś tak niezmiernie bystry, że mnie często zawstydza.

FISZBINOWICZOWA

Źle, gdy żona męża zawstydza - daj pan lepiej pokój.

ŚLIZGAWSKI

Tak, ale z drugiej strony pomyśl pani - co za reprezentacja na wielkim świecie, jaki dowcip ostry i trafny, jaka swada i pewność siebie!

FISZBINOWICZOWA

Zatem - zdecydować się.

ŚLIZGAWSKI

Tak, chodzi o to, że majątek jej...

FISZBINOWICZOWA

Niepewny lub zadłużony?

ŚLIZGAWSKI

Broń Boże - okrągły i wielki, ale ona ma brata, który "lubi się wtrącać" w administracją. Pojmujesz pani, że nie chciałbym z rodzonym jej bratem walczyć... chyba, gdyby w intercyzie przedślubnej umożliwiła ten stosunek, a trudno znowu, żebym jej pierwszy proponował. Radź, radź, szanowna pani.

FISZBINOWICZOWA

Jedyną wiem radę, lepiej dać pokój.

ŚLIZGAWSKI

Jednak raz ożenić się trzeba.

FISZBINOWICZOWA

Nic pana nie rozumiem. Mówisz, że ma majątek, lecz, że nim swobodnie nie rozporządza; że jest starą, ale jeszcze młoda; że była piękną.

ŚLIZGAWSKI

Ma jeszcze śliczne zęby, tylko cerę pożółkłą.

FISZBINOWICZOWA

Jeżeli się kochasz - o co pana nie posądzam - zamknij oczy; jeżeli panu chodzi jedynie o majątek, zamknij także oczy...

ŚLIZGAWSKI

Nie pani - ja się boję.

FISZBINOWICZOWA

Cóż ja na to poradzę?

ŚLIZGAWSKI

Ogromnie - gdybyś droga pani chciała,

FISZBINOWICZOWA

Nie znam przecie baronówny?

ŚLIZGAWSKI

Tak - lecz panna Eufemia jest pani przyjaciółką

FISZBINOWICZOWA

Więc baronówna jest tylko introdukcją do...

ŚLIZGAWSKI

Do zakomunikowania pannie Eufemii, ile dla niej poświecić jestem w stanie.

FISZBINOWICZOWA

No - cera pożółkła, lat 40, majątek zawarunkowany...

ŚLIZGAWSKI

I panny Eufemii lica cokolwiek zawiedź, latek ma także trzydzieści kilka, a majątek skromny.

FISZBINOWICZOWA

A jednak pan gotów jesteś się poświęcić, licząc głównie na jej kuzynostwo z księciem?

ŚLIZGAWSKI

(całując ją w rękę) Odgadujesz cudownie, szanowna pani.

FISZBINOWICZOWA

Lecz czy ona panu sprzyja?

ŚLIZGAWSKI

O ile doświadczenie moje mi wskazuje - sprzyja potężnie. Na ostatnim balu u księcia, kiedy prowadziłem z urzędu kotyliona - rzekła mi przy trzeciej figurze: "inwencja pańska godna uwielbienia" - dwa tygodnie temu, za ułożenie szarady podziękowała mi uśmiechem pełnym niewymownego wdzięku, a gdy po skończeniu sztuki w naszym teatrze amatorskim, wyszedłem z budki suflerskiej cały zgrzany i pomięty, obdarzyła mnie w obecności księcia, serdecznym słowem podzięki, mówiąc, że beze mnie trudno byłoby tapicerowi nawet ułożyć draperią. No - jeżeli to nie są oznaki rodzącego się uczucia...

FISZBINOWICZOWA

(spostrzegłszy wychodzącego z lewej strony ROMANA) Zbliż się, pan do nas śmiało. Skończyliśmy już naradę.

ROMAN

(przystojny, z silnymi rumieńcami z ogromną czupryną zamaszysty trochę - zbliżając się) Chyba, że już, bo ja nie lubię nikomu przeszkadzać.

ŚLIZGAWSKI

(półgłosem powstając) Droga pani, nie zapomnisz o pannie Eufemii?

ROMAN

(dosłyszawszy) Panny Eufemii? - oho!

FISZBINOWICZOWA

Wszak wiesz, że pamiętam o moich klientach. Siadaj tu z nami panie Romanie.

ŚLIZGAWSKI

(po cichu do niej wskazując na ROMANA) To mój rywal. (głośno) Teraz ja państwu przeszkadzać nie myślę i odchodzę.

FISZBINOWICZOWA

Panowie, panowie ta poufałość!

ROMAN

Właśnie, właśnie. (mówi pogardliwie) Dziwna, jak panu wszystko uchodzi, wszędzie pan pierwszy, przy młodych pannach i przy starych damach...

ŚLIZGAWSKI

Czyż mi i tego, mój Romciu, zazdrościsz?

ROMAN

Prosiłem tysiąc razy, żeby mi nie mówić: Romciu. Romcio i Romcio i wiecznie Romcio, jak gdybym temu był winien, że on choć mój kolega, starszy ode mnie o lat 10.

ŚLIZGAWSKI

Osiem tylko.

ROMAN

A potem człowiek tak zbudowany (pokazuje na siebie) tak zdrowy i tak się gimnastykujący - nie potrzebuje zazdrościć nikomu i niczego. Wszak prawda? łaskawa pani.

FISZBINOWICZOWA

(śmiejąc się biorąc go za rękę) Nie znam się na tym, ale proszę usiąść.

ŚLIZGAWSKI

(odchodząc) Bądź co bądź, Romcio niepotrzebnie się irytuje. (odchodzi drzwiami z głębi)

ROMAN

Przepraszam panią, ale jestem ogromnie krwisty i silny, więc lada emocja wprawia ranie prawie w wściekłość! (ściska pięści)

FISZBINOWICZOWA

No, no uspokójże się, nie masz przecie gniewać się o co.

ROMAN

Jak to nie mam - proszę pani? Ten cienki wszędzie wchodzi mi w drogę - ja się umizgam do pani baronowej, i on także, ja do panny Julii, już go widzę przy niej, ja mówię komplement pannie Eufemii, on już do niej wyszczerza swe wstawiane zęby...

FISZBINOWICZOWA

Skądżeż?...

ROMAN

Wstawiane, przysięgam pani - on nie ma nic prawdziwego. Maluje się, watuje, słowem, wstawia najęte meble wszędzie, gdzie ma tylko dość miejsca, a mnie, proszę pani, mówi: Romcio!

FISZBINOWICZOWA

Tak panu zależy na pannie Eufemii?

ROMAN

Zależy i nie zależy, łaskawa pani...

FISZBINOWICZOWA

Skoro się gniewasz, że Ślizgawski pragnie się jej podobać.

ROMAN

(całując ją kilkakrotnie w rękę) Ja mam do ślicznej pani takie zaufanie...

FISZBINOWICZOWA

(z lekka się usuwając) Mąż mój!

ROMAN

I on mnie lubi, bo wie, jak panią głęboko szanuję. Lecz do rzeczy. Czy ja jeszcze nigdy nie opowiadałem pani mego życia?

FISZBINOWICZOWA

Pan masz już co do opowiadania?

ROMAN

Proszę pani, to bardzo ciekawa historia. Trzeba pani wiedzieć, że do dziesiątego roku życia, byłem suchotnikiem.

FISZBINOWICZOWA

(śmiejąc się) Pan?

ROMAN

Ja - a wyzdrowienie zawdzięczam mojej ś. p. cioci. Ona to zamiast mnie chuchać i pieścić, wychowywała mnie po spartańsku - każąc mnie uczyć pływać, konno jeździć, łyżwować, bić się, na pałasze, gimnastykować. To tez, mając lat piętnaście, trzymałem piramidę stoików w prawem ręku, a najtęższego parobka, jednym obrotem waliłem na ziemię. Mając lat osiemnaście, próbowałem się incognito w Kąkolewie z przejeżdżającym herkulesem cyrkowym i dałem mu rady, słowem, nie spotkałem dotąd nikogo, który by mi sprostał w sile rąk (wskazując ramię) Niech pani Dobrodziejka zobaczy moje ramię, jego grubość, same muskuły!...

FISZBINOWICZOWA

Lecz do czego pan zmierza?

ROMAN

Do tego niestety, że za to, co się tyczy mózgownicy, zaniedbałem się tak dalece, że mi piątej klasy nawet dokończyć nie dano. Nie zmartwiłem się tym bynajmniej, bo nauka to rzecz gustu, zresztą przez naukę kariery się nie robi, ale lubiąc i potrzebując żyć suto i obficie, jakoś w kilka lat przepuściłem sporą schedę, pozostawioną mi przez ś. p. ciocię - i oto dziś ożenić się muszę bezwarunkowo, i szybko - dla kariery.

FISZBINOWICZOWA

Nie zważając na serce?

ROMAN

Czyje?

FISZBINOWICZOWA

Tej, którą pan wybierzesz.

ROMAN

Jej serce, to jej sprawa.

FISZBINOWICZOWA

A pańskie?

ROMAN

(zdziwiony) Moje? Przyznam się, że dotąd nie pomyślałem o tym, a zresztą wszystko mi jedno, mnie chodzi o przyszłość moje, o byt.

FISZBINOWICZOWA

Gdybym nie wiedziała, że przez pana mówi szczera naiwność, wzięłabym to za cynizm.

ROMAN

(wysłuchawszy uważnie) Nie wyśmieje się pani ze mnie, gdy się przyznam, że ten wyraz często teraz słyszę, ale dalibóg nie wiem dokładnie, co on znaczy? Wytłumacz mi śliczniuchna pani (całuje ją kilkakrotnie w rękę)

FISZBINOWICZOWA

(z uśmiechem) Cynizm jest wtedy na przykład, gdy młody człowiek mówi mężatce że jest śliczną, a równocześnie oświadcza, że się ożeni dla posagu.

ROMAN

A gdybym i dalej mówił mężatce, że jest śliczną, ale już jej nie mówił, że się ożenię z inną - czym żeby to było?

FISZBINOWICZOWA

Zuchwalstwem.

ROMAN

(z determinacją) To ja proszę, pani, wolę zuchwalstwo.

FISZBINOWICZOWA

(na stronie) Miły chłopiec. (głośno) Przy pannie Eufemii, jesteś pan zawsze bardzo potulny.

ROMAN

Ej po prostu powiedz pani: ograniczony. Ożenić mi się z nią każe stryjaszek dla jej kuzynostwa z księciem, a więc protekcji i stosunków, ale ona taka dumna, a przy tym chuda, żółta i osłabiona, gdy ja potrzebuję żony zdrowej, rumianej i... (całuje ją w rękę)