Pogarda i miłość. Część I. Tom III - Agnieszka Front

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 150

- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie - odparował Monteverde. - Jak wiele czasu narzucałeś mi się, błagałeś, żebym cię nie zostawiał, nawet mi groziłeś - aż w końcu dałeś mi spokój po liście, który ci wysłałem.

- Tak, po liście - odrzekł wściekły Francisco. - Po tych podłych słowach, które zraniły mnie do tego stopnia, że chciałem się zabić. Na szczęście nie zrobiłem tego i mogę nadal szukać sprawiedliwości. Mogę się na tobie zemścić.

- Nie wierzę, że masz taki zamiar. Obaj wiemy, że wciąż coś do mnie czujesz. Zresztą przyznałeś to nawet przed chwilą, nazywając mnie swoją jedyną miłością. Miałeś kilka lat na zemstę, mogłeś zaszkodzić mi przed, czy też po tej sfingowanej śmierci. Ciekawe, jak ci się udało wszystkich oszukać, nawet tego twojego...partnera - wydął usta Monteverde.

- Nie mów mi o nim - skrzywił się Velasquez. - Nigdy go nie kochałem. Już na samym początku, kiedy spotkałem go kradnącego mój samochód, zrozumiałem, co to za człowiek. Dał się złapać na lep zabiedzonego człowieka, niezrozumianego przez społeczeństwo. Roztoczyłem przed nim wizję, iż bardzo cierpię w samotności, nie mogę z nikim się podzielić ani przemyśleniami, ani, co ważniejsze, swoim uczuciem. Wiedziałem, że na to pójdzie, umiem oceniać ludzi. Dałem mu jeść i takie tam, bo wiedziałem, że wróci. A potem bawiłem się nim jak wszystkimi przedtem i potem.

- Rodriguez nie był bogaty, nie mogłeś go wykorzystać. Naprawdę nic do niego nie czułeś?

- Oczywiście, że nie! - zaśmiał się Francisco. - Ani przez chwilę. Po prostu zgadłem, że z tego związku będę miał inne korzyści. Zrobiłem sobie z niego wiernego sługę, a on z przyjemnością spełniał tą rolę, przy okazji obdarzając mnie swoim śmiesznym psim przywiązaniem.

- Skąd od razu poznałeś, że jest...rozumiesz?

- Mam nosa - zadrwił Velasquez. - Nie, tak na serio, to najpierw myślałem, że kiedy go nie zastrzelę go za kradzież, to przyda mi się do...pewnych interesów. Ale potem dotarło do mnie, kim on jest naprawdę i to stało się jeszcze bardziej zabawne - obserwować, jak robi wszystko to, co mu każę. Później zacząłem otwarcie żartować z jego uczuć, ale on jakby tego nie zauważał i cierpliwie wszystko znosił. Dokuczałem mu, jak tylko mogłem, wymyślałem coraz ciekawsze rzeczy, by zbadać, jak się zachowa, a odpowiedź była ciągle taka sama - spełniał moje polecenia bez słowa. Gdy miałem zły humor, albo po prostu pragnąłem rozrywki, udawałem obrażonego z byle powodu, a on stawał na głowie, żeby tylko mnie zadowolić. Kiedyś naprawdę bardzo się na niego wkurzyłem - to znaczy nastrój miałem dobry, ale sprawdzałem, jak zareaguje. Powiedziałem mu mianowicie, że mam go dość i nie chcę więcej widzieć. Chodził jak struty koło mnie, prosił, miał chyba nawet ochotę błagać, nadskakiwał mi i pytał, co zrobił źle, przepraszał - nie wiedząc, że ja po prostu się nim bawię! Zwykła pchła, którą mogłem zgnieść w każdej chwili. Kiedy po kilku godzinach łaskawie zgodziłem się z nim zostać, morda mu się rozjaśniła jak słońce. Boże, jak ja go nienawidzę - zakończył Francisco.

- Ja również, za to, że śmiał związać się z moją córką.

- Jesteś ojcem Sonyi? Proszę, proszę, w takim razie musisz mi sporo opowiedzieć. Tu obok jest mały park, pójdziemy, jak za dawnych czasów? Tylko tym razem nie będę cię obejmował.

- Ani mi się waż - zastrzegł Monteverde.

Chwilę potem na ławce każdy streścił swoje przeżycia.

- Ale skoro wiedziałeś, że Rodriguez widział te listy, to czemu wcześniej go nie zabiłeś? - zdziwił się potem Gregorio.

- Miałem go szukać po całym kraju? Sonya sama wpadła mi w ręce i dała broń przeciwko niemu. Niestety, nie uwierzyła mi do końca i nadal się przyjaźnią.

- Moja córka jest w szpitalu... - zadumał się Monteverde. - Mówisz, że policja nie powiedziała do końca, co tam się stało?

- Nie. W ogóle komisarz mówił tylko o Rodriguezie, ale kiedy poszedłem do szpitala, usłyszałem przez przypadek, jak jeden z lekarzy mówi do drugiego o całej sprawie i poskładałem fakty. Wiem, że Sonya była razem z tym dupkiem w jakiejś chatce, gdzie ukryli się zbiegli więźniowie i tam została ranna.

- Czy to on ją zranił?