Poezje wyszeptane - Jan Łoziński

Kup ebooka

7.10 zł
5.89 zł (6,04 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zabłysła i zgasła

1992-04-06

Zabłysła i zgasła iskierka natchnienia

Zadrgały i ucichły strofy uwielbienia

Może znowu zabłysną me mętne oczy

I na Twój widok serce żywiej skoczy

Już tak dawno nie słyszałem Twego głosu

Nie muskałem Twych jedwabistych włosów

Nie czułem Twych warg żaru

Nie zapomniałem jednak Twych piersi czaru

Byłaś i Jesteś mym natchnieniem

Moich sennych marzeń ukojeniem

Pragnąłem i pragnę Cię nieustannie

Twych gorących pocałunków pożądam zachłannie

Wspomnienie Twych ust to sprawiło

Niechybnie to ono do tego się przyczyniło

Znowu pióro w tan po kartce skoczyło

Me wspomnienia ku Tobie przybliżyło

Znowu stworzone dla Ciebie zdania

Kolejne dowody mego umiłowania

Następne dowody mego pożądania

Próby Twego uznania zdobywania

Wprowadzasz w me życie chwile zamyślenia

Szarej codzienności próby odrzucenia

Pragnę Twych ust wieczornym cieniem

Szukam nadaremnie rannym przebudzeniem

Wilczy zew

1992-12-27 / 1993-01-31

Do księżyca dobiegł przeciągły śpiew

To tęskny przestrzeni wilczy zew

To szary, wielki basior wyje

Ze swą obecnością wcale się nie kryje

Otaczają go mocne stalowe kraty

Współczuje mu sąsiad - miś kudłaty

I od czasu do czasu zamruczy

Chęci wolności ten wilk się nie oduczy

Sarny niespokojnie się rozglądają

Pomimo krat pewności nie mają

A on zanosi swą skargę do nieba

Mocniejsza od niego wolności potrzeba

Tęskni za lasem, którego nie widział

Za tropem ofiary, którego nie czytał

Nie zachłyśnie się bezgraniczną przestrzenią

Nawet nie wie, jakie siły w nim drzemią

Wyje księżycową poświatą

W żałości nad swą duszą kosmatą

Krępuje go przestrzeń zbyt mała

Pomoc księżyca by się przydała

Płynie wilczy zew, choć nie we wrogości

On nie ostrzega - on szuka litości

Dlaczego nikt go zrozumieć nie chce

Tak smutnie świecą świece

Nie ma ostrości mętne spojrzenie

Nie ma żadnych szans to stworzenie

Wokół tyle ogrodu przestrzeni

Dlaczego jego żywota nikt nie odmieni

Gdyby to od nas, choć trochę zależało

Myślę, że coś zrobić by się dało

Zmienilibyśmy te klatki na wybiegi przestronne

A po Ogrodzie jeździłyby powozy konne

Zwierzęta życiową przestrzeń by miały

Większą swobodą by się radowały

Niemą by Cię obdarzył wiernością

Tak jak ja otaczam czułą miłością

Radośniej by zabrzmiał wilczy zew

Pośród starych wyspy drzew

A my utkwilibyśmy w swych ramionach pocałunkiem

W swej miłości będąc ich ratunkiem

Kocham cię

1992-12-27/1993-01-23

Dobrze wiesz, że kocham Cię

Że tylko Ciebie jednej chcę

Że nigdy nie było dla mnie bliższej miłej

Tak jak Ty jesteś - dziewczyny jedynej

Nad parną dżunglą wschodzi słońce

Rozsiewa w krąg promienie skrzące

Promień pada na usta Twe

Dobrze wiesz, że kocham Cię

Nad równiną księżyc wschodzi

Pośród falujących traw brodzi

Jego promienie Twe włosy przeczesujące

Jakby słowa - kocham Cię - piszące

Wiatr wtargnął pomiędzy drzewa

Na liściach gra, w gałęziach śpiewa

Jakby nieśmiały, dziwnie drżący

Jego głos - kocham Cię - szepczący

Fala morska brzeg zalewa

Przez kamienie się przelewa

Kocham Cię - mruczą jak w Lubiatowie

Powtarzając to dalej i dalej - słoni śmiałkowie

Bębnią krople deszczu na szybach

Przypominając mi o naszych wspólnych grzybach

Gdy powiedzieć Ci wtedy chciałem

Kocham cię - i odwagi nie miałem

Wodospad, co wody przelewa kipiące,

Wszystko i wszystkich w krąg ogłuszające

Głosem do Ciebie przemawia basowym

Kocham Cię - jesteś mym skarbem życiowym

Biały śnieg wszystko otulający

Pod dotykiem mrozu szklący

Nawet on pośród ciszy mieniącym

Kocham Cię - płatkiem lecącym

Me usta tak bardzo spragnione Ciebie

Me ramiona tulące Cię do siebie

Oczy upojne - jasno błyszczące

Kocham Cię - wyraźnie mówiące

Kocham Cię, dziewczyno - pragnę

Kocham Twe ciało zgrabne

Przytul się - w mych ramionach rozgość

Kocham Cię - całemu światu na złość

Śpiący Rycerze

1993-01-17

Prawią o nich różni bajarze

Iż mają posępne, kamienne twarze

Ale ja w ich istnienie wierzę

Są na ziemskim padole śpiący rycerze

W ludzkich podaniach trwają

W gadkach kraj cały przemierzają

Czy kiedyś powstaną do boju twardego

Do zgniecenia despotyzmu hardego

Ponoć śpią w górskiej pieczarze

Chłopy jak dęby - sami mocarze

Mają powstać, gdy nadejdzie potrzeba

Gdy nastanie wojna, zabraknie chleba

I tak trwają w podaniach przez wieki

Hen, gdzie Czantorii szczyt daleki

Skalna głowa tonie w chmurach

Dlaczego właśnie mieliby być w górach

Dlaczego nie w kopalnianych wyrobiskach

Lub jakichś katakumbach-zamczyskach

Ale to odwieczne ludzkie bajanie

Urzeczywistniło w górach ich spanie

Czy jest podanie nadzieję niosące

Bardziej na duchu podnoszące

Czy należy oczekiwać rycerskiego obudzenia

A może sami urzeczywistnimy swe dążenia

Walczmy samotnie w pierwszym szeregu

Zdobywając sukcesy w życiowym biegu

Nikt nam nie zapewni życia szczęśliwego

Jeżeli w swe ręce sami nie weźmiemy tego

Dlatego nie oczekujmy baśniowych mocarzy

Niechaj stary bajarz dalej o nich gwarzy

Weźmy swą przyszłość w ręce swoje

Szczęście rodziny - Twoje - moje

Tylko uczciwą, rzetelną pracą

Ludzie porządni się bogacą

Nasza siła w naszej jedności

W wielkiej wzajemnej czystej miłości

Zapomnij już o rycerzach śpiących

Widzę uczucie w Twych oczach jaśniejących

Choć ucałuj, przemierzmy wspólnie świat

A oni niech sobie śpią przez setki następnych lat

Rewia kawaleryjska

1993-01-19

Zalśniły podkowy na końskich kopytach

Jęknęły tłumy w olśnienia zachwytach

Skocznie melodia trębaczy zabrzmiała

Cała orkiestra swą potęgą zagrzmiała

Na trybunie sam komendant stary

Przed nim wstęgi, nagrody, puchary

Dokoła sama oficerska elita

A tu już dudnią końskie kopyta

Pierwsza orkiestra przedefilowała

Obok trybuny miejsce zajmowała

A potem w taktach marszowych

Przepływały szwadrony Ułanów Kresowych

Ten Pułk z Królewskiego Lwowa

Tamten z prześwietnego Krakowa

Ci chłopcy to bitni Wołyniacy

A tamci cwani Stoliczni Warszawiacy

Trzepoczą na wietrze proporczyki

Jak ta lala tańczą koniki

Wszędzie błysk oręża, lampasów

Dlaczego nie dożyli naszych czasów

Kiedy Kawaleryjska Rewia się toczyła

Każda dziewczyna wzdychała, oczka mrużyła

A oni przemykali, srodze dzierżąc lance,

Skręcając za orkiestrą na błoni flance

Potem rozpoczynało się przemówienie

Po nim zawodników przedstawienie

Były biegi przełajowe w oporządzeniu

I zawody w zaprzęgów powożeniu

Na lance pierścienie zbierano

Do tarcz i celów ruchomych strzelano

Artylerzyści się przedstawiali

Wysoki kunszt i szybkość prezentowali

Były kiermasze, pamiątki, loterie

Ognie sztuczne prezentowały OPL baterie

Rozdano nagrody, pochwały, odznaki

Już nigdy nie powtórzy się rewiowy dzień taki

Szkoda, że tylko w podświadomości to oglądamy

Wydaje się nam, że to jak gdyby przeżywamy

To musiały być wspaniałe chwile

Piękne konie, barwne kwiaty, kolorowe motyle

Od ostatniej rewii minęło przeszło pół wieku

Ile się zmieniło w armii - jakie zmiany w człowieku

Z marzeń i wyobraźni powróćmy do jawy

Twój pocałunek jest mi droższy od wątpliwej sławy

Rangers

1992-01-17

Pod wieżą Eiffla - tej, tamtej brakuje

Więc wiadomo - Rangers na poszukiwania startuje

Jak zwykle, zawsze on - wiadoma sprawa

Innym się nie chce - dla niego to zabawa

Czy to Paryż, Praga czy Łeba

Wyrusza na poszukiwania, gdy taka potrzeba

Tak myślę, że dobre do Rangersa to przyrównanie

Samotne w poszukiwaniu przestrzeni przemierzanie

Gdy brak kogoś, zaraz go angażują

Gdy są wszyscy, nie zauważają, nie potrzebują

A on pomimo wewnętrznej goryczy

Rusza wszędzie, gdzie wołanie o pomoc usłyszy

Zawsze można na niego liczyć w potrzebie

Gdybyś się zgubiła, szukałby i Ciebie

Widzi w tej roli swoje spełnienie

Z przygodą romantyczne zespolenie

Cóż osiągnąłby w domu czterech ścianach

Marząc o bajecznych wyprawach

Gdzie tylko może, wszędzie się udziela

Świątek-piątek czy niedziela

Jego domeną - nieszczęśliwe miłości

Walka romantyzmu, dobroci i złości

Wędruje, marzy i pisze wiersze

Wspomina te miłości - niedawne i pierwsze

Ile jeszcze wędrówek jego przeznaczeniem

Ile wypraw sukcesu uwieńczeniem

Gdzie go zaniesie, co zobaczą jego oczy

Jakie będą jego dalsze losy

Czy założy kiedyś szczęśliwą rodzinę

Czy już na zawsze wszystkie w samotności godziny

Czy na zawsze Rangersem zostanie

Czy przeznaczeniem na straży cudzego szczęścia trwanie