Zabłysła i zgasła
1992-04-06
Zabłysła i zgasła iskierka natchnienia
Zadrgały i ucichły strofy uwielbienia
Może znowu zabłysną me mętne oczy
I na Twój widok serce żywiej skoczy
Już tak dawno nie słyszałem Twego głosu
Nie muskałem Twych jedwabistych włosów
Nie czułem Twych warg żaru
Nie zapomniałem jednak Twych piersi czaru
Byłaś i Jesteś mym natchnieniem
Moich sennych marzeń ukojeniem
Pragnąłem i pragnę Cię nieustannie
Twych gorących pocałunków pożądam zachłannie
Wspomnienie Twych ust to sprawiło
Niechybnie to ono do tego się przyczyniło
Znowu pióro w tan po kartce skoczyło
Me wspomnienia ku Tobie przybliżyło
Znowu stworzone dla Ciebie zdania
Kolejne dowody mego umiłowania
Następne dowody mego pożądania
Próby Twego uznania zdobywania
Wprowadzasz w me życie chwile zamyślenia
Szarej codzienności próby odrzucenia
Pragnę Twych ust wieczornym cieniem
Szukam nadaremnie rannym przebudzeniem
Wilczy zew
1992-12-27 / 1993-01-31
Do księżyca dobiegł przeciągły śpiew
To tęskny przestrzeni wilczy zew
To szary, wielki basior wyje
Ze swą obecnością wcale się nie kryje
Otaczają go mocne stalowe kraty
Współczuje mu sąsiad - miś kudłaty
I od czasu do czasu zamruczy
Chęci wolności ten wilk się nie oduczy
Sarny niespokojnie się rozglądają
Pomimo krat pewności nie mają
A on zanosi swą skargę do nieba
Mocniejsza od niego wolności potrzeba
Tęskni za lasem, którego nie widział
Za tropem ofiary, którego nie czytał
Nie zachłyśnie się bezgraniczną przestrzenią
Nawet nie wie, jakie siły w nim drzemią
Wyje księżycową poświatą
W żałości nad swą duszą kosmatą
Krępuje go przestrzeń zbyt mała
Pomoc księżyca by się przydała
Płynie wilczy zew, choć nie we wrogości
On nie ostrzega - on szuka litości
Dlaczego nikt go zrozumieć nie chce
Tak smutnie świecą świece
Nie ma ostrości mętne spojrzenie
Nie ma żadnych szans to stworzenie
Wokół tyle ogrodu przestrzeni
Dlaczego jego żywota nikt nie odmieni
Gdyby to od nas, choć trochę zależało
Myślę, że coś zrobić by się dało
Zmienilibyśmy te klatki na wybiegi przestronne
A po Ogrodzie jeździłyby powozy konne
Zwierzęta życiową przestrzeń by miały
Większą swobodą by się radowały
Niemą by Cię obdarzył wiernością
Tak jak ja otaczam czułą miłością
Radośniej by zabrzmiał wilczy zew
Pośród starych wyspy drzew
A my utkwilibyśmy w swych ramionach pocałunkiem
W swej miłości będąc ich ratunkiem
Kocham cię
1992-12-27/1993-01-23
Dobrze wiesz, że kocham Cię
Że tylko Ciebie jednej chcę
Że nigdy nie było dla mnie bliższej miłej
Tak jak Ty jesteś - dziewczyny jedynej
Nad parną dżunglą wschodzi słońce
Rozsiewa w krąg promienie skrzące
Promień pada na usta Twe
Dobrze wiesz, że kocham Cię
Nad równiną księżyc wschodzi
Pośród falujących traw brodzi
Jego promienie Twe włosy przeczesujące
Jakby słowa - kocham Cię - piszące
Wiatr wtargnął pomiędzy drzewa
Na liściach gra, w gałęziach śpiewa
Jakby nieśmiały, dziwnie drżący
Jego głos - kocham Cię - szepczący
Fala morska brzeg zalewa
Przez kamienie się przelewa
Kocham Cię - mruczą jak w Lubiatowie
Powtarzając to dalej i dalej - słoni śmiałkowie
Bębnią krople deszczu na szybach
Przypominając mi o naszych wspólnych grzybach
Gdy powiedzieć Ci wtedy chciałem
Kocham cię - i odwagi nie miałem
Wodospad, co wody przelewa kipiące,
Wszystko i wszystkich w krąg ogłuszające
Głosem do Ciebie przemawia basowym
Kocham Cię - jesteś mym skarbem życiowym
Biały śnieg wszystko otulający
Pod dotykiem mrozu szklący
Nawet on pośród ciszy mieniącym
Kocham Cię - płatkiem lecącym
Me usta tak bardzo spragnione Ciebie
Me ramiona tulące Cię do siebie
Oczy upojne - jasno błyszczące
Kocham Cię - wyraźnie mówiące
Kocham Cię, dziewczyno - pragnę
Kocham Twe ciało zgrabne
Przytul się - w mych ramionach rozgość
Kocham Cię - całemu światu na złość
Śpiący Rycerze
1993-01-17
Prawią o nich różni bajarze
Iż mają posępne, kamienne twarze
Ale ja w ich istnienie wierzę
Są na ziemskim padole śpiący rycerze
W ludzkich podaniach trwają
W gadkach kraj cały przemierzają
Czy kiedyś powstaną do boju twardego
Do zgniecenia despotyzmu hardego
Ponoć śpią w górskiej pieczarze
Chłopy jak dęby - sami mocarze
Mają powstać, gdy nadejdzie potrzeba
Gdy nastanie wojna, zabraknie chleba
I tak trwają w podaniach przez wieki
Hen, gdzie Czantorii szczyt daleki
Skalna głowa tonie w chmurach
Dlaczego właśnie mieliby być w górach
Dlaczego nie w kopalnianych wyrobiskach
Lub jakichś katakumbach-zamczyskach
Ale to odwieczne ludzkie bajanie
Urzeczywistniło w górach ich spanie
Czy jest podanie nadzieję niosące
Bardziej na duchu podnoszące
Czy należy oczekiwać rycerskiego obudzenia
A może sami urzeczywistnimy swe dążenia
Walczmy samotnie w pierwszym szeregu
Zdobywając sukcesy w życiowym biegu
Nikt nam nie zapewni życia szczęśliwego
Jeżeli w swe ręce sami nie weźmiemy tego
Dlatego nie oczekujmy baśniowych mocarzy
Niechaj stary bajarz dalej o nich gwarzy
Weźmy swą przyszłość w ręce swoje
Szczęście rodziny - Twoje - moje
Tylko uczciwą, rzetelną pracą
Ludzie porządni się bogacą
Nasza siła w naszej jedności
W wielkiej wzajemnej czystej miłości
Zapomnij już o rycerzach śpiących
Widzę uczucie w Twych oczach jaśniejących
Choć ucałuj, przemierzmy wspólnie świat
A oni niech sobie śpią przez setki następnych lat
Rewia kawaleryjska
1993-01-19
Zalśniły podkowy na końskich kopytach
Jęknęły tłumy w olśnienia zachwytach
Skocznie melodia trębaczy zabrzmiała
Cała orkiestra swą potęgą zagrzmiała
Na trybunie sam komendant stary
Przed nim wstęgi, nagrody, puchary
Dokoła sama oficerska elita
A tu już dudnią końskie kopyta
Pierwsza orkiestra przedefilowała
Obok trybuny miejsce zajmowała
A potem w taktach marszowych
Przepływały szwadrony Ułanów Kresowych
Ten Pułk z Królewskiego Lwowa
Tamten z prześwietnego Krakowa
Ci chłopcy to bitni Wołyniacy
A tamci cwani Stoliczni Warszawiacy
Trzepoczą na wietrze proporczyki
Jak ta lala tańczą koniki
Wszędzie błysk oręża, lampasów
Dlaczego nie dożyli naszych czasów
Kiedy Kawaleryjska Rewia się toczyła
Każda dziewczyna wzdychała, oczka mrużyła
A oni przemykali, srodze dzierżąc lance,
Skręcając za orkiestrą na błoni flance
Potem rozpoczynało się przemówienie
Po nim zawodników przedstawienie
Były biegi przełajowe w oporządzeniu
I zawody w zaprzęgów powożeniu
Na lance pierścienie zbierano
Do tarcz i celów ruchomych strzelano
Artylerzyści się przedstawiali
Wysoki kunszt i szybkość prezentowali
Były kiermasze, pamiątki, loterie
Ognie sztuczne prezentowały OPL baterie
Rozdano nagrody, pochwały, odznaki
Już nigdy nie powtórzy się rewiowy dzień taki
Szkoda, że tylko w podświadomości to oglądamy
Wydaje się nam, że to jak gdyby przeżywamy
To musiały być wspaniałe chwile
Piękne konie, barwne kwiaty, kolorowe motyle
Od ostatniej rewii minęło przeszło pół wieku
Ile się zmieniło w armii - jakie zmiany w człowieku
Z marzeń i wyobraźni powróćmy do jawy
Twój pocałunek jest mi droższy od wątpliwej sławy
Rangers
1992-01-17
Pod wieżą Eiffla - tej, tamtej brakuje
Więc wiadomo - Rangers na poszukiwania startuje
Jak zwykle, zawsze on - wiadoma sprawa
Innym się nie chce - dla niego to zabawa
Czy to Paryż, Praga czy Łeba
Wyrusza na poszukiwania, gdy taka potrzeba
Tak myślę, że dobre do Rangersa to przyrównanie
Samotne w poszukiwaniu przestrzeni przemierzanie
Gdy brak kogoś, zaraz go angażują
Gdy są wszyscy, nie zauważają, nie potrzebują
A on pomimo wewnętrznej goryczy
Rusza wszędzie, gdzie wołanie o pomoc usłyszy
Zawsze można na niego liczyć w potrzebie
Gdybyś się zgubiła, szukałby i Ciebie
Widzi w tej roli swoje spełnienie
Z przygodą romantyczne zespolenie
Cóż osiągnąłby w domu czterech ścianach
Marząc o bajecznych wyprawach
Gdzie tylko może, wszędzie się udziela
Świątek-piątek czy niedziela
Jego domeną - nieszczęśliwe miłości
Walka romantyzmu, dobroci i złości
Wędruje, marzy i pisze wiersze
Wspomina te miłości - niedawne i pierwsze
Ile jeszcze wędrówek jego przeznaczeniem
Ile wypraw sukcesu uwieńczeniem
Gdzie go zaniesie, co zobaczą jego oczy
Jakie będą jego dalsze losy
Czy założy kiedyś szczęśliwą rodzinę
Czy już na zawsze wszystkie w samotności godziny
Czy na zawsze Rangersem zostanie
Czy przeznaczeniem na straży cudzego szczęścia trwanie