Poezje TOM III - Maria Konopnicka

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Warszawa

Warszawo, Warszawo, ty czerwienny grodzie! Obrano cię niegdyś królową w narodzie. Nie obrano ciebie dla twojej urody. Jeno dla tej Wisły, dla tej Białej wody... Jeno dla tej starej mazowieckiej ziemi, Co cię kołysała szumami leśnemi... Kołysała ciebie, do snu ci śpiewała: "Rośnij ty mi, grodzie, wysoko jak skała... Wysoko, jak skała, co w nią biją fale, Na brzeg rzucające skrwawione korale... Rośnij mi do słońca, daleko za chmury, Kędy orły lecą srebrzystemi pióry..." Wiatr się górą niesie, po gałęziach chodzi, Zorza, co dziś zgasła, znowu rankiem wschodzi... Na polanie stoi stary dąb pochyły, Co wyrósł przed wieki z piastowej mogiły... Na polanie stoi, drobnym liściem chwieje, W szumach opowiada twoje dawne dzieje. Hej, nie było tobie jasnej gwiazdy w niebie, Ani jasnej doli nie było dla ciebie! Na granicie Wawel - na piasku Warszawa, Nad tą modrą Wisłą świeci tęcza krwawa. Nad tą modrą Wisłą jaskółki latają, Gubią w wodzie piórka - że gniazda nie mają! Ziemio, matko stara, mazowiecka niwo, Bądźże miastu twemu chlebem swym życzliwą! Dębie ty piastowy, pieśniarzu żałosny, Niechże go twe szumy budzą każdej wiosny! Siłę niechaj bierze z kłosów swojej ziemi... Serce niechaj karmi pieśniami staremi!

Cisza

Cisza... - A przecież coś szepce, coś wzdycha, Coś mnie tajemnym szelestem oblata... Jakowaś skarga zmieszana i cicha Płaczem ros leci z róż polnych kielicha, A serce ziemi kołata. Cisza... - Kto woła? Kto pieśń tę echową Śpiewa?... Pieśń dziwną, rozchwianą na drżenia... Kto tchem mi włosy podnosi nad głową? Kto mi w słuch wciska bezdźwięczne to słowo, W którem brzmi rozpacz istnienia? Cisza... - Szum słyszę! Szum morza daleki... Nie! To gdzieś wichrem zatrzęsły się lasy, To dzwony huczą, to idą łez rzeki, To zapadają w mogilny proch wieki, To nowe rodzą się czasy! Cisza... - Skąd szmer ten? Czy czerw lichy kroczy Serca wygryzać puszczom?... Czy to zgrzyty Trąb, z których jutro hymn buchnie proroczy, Czy Jagarnauta wóz kędyś się toczy Przez prochy i przez błękity? Cisza... - Jak ciężko jest słuchać tej ciszy Temu, co głos jej rozumie złowrogi! O, jak jest ciężko temu, który słyszy, Jak chaos jęczy, pracuje i dyszy, I rodzi - karły i bogi... I znowu palcem bezkształtnym zaciera Wysiłki swoje i boleści swoje... Cisza... - Brzóz białych szept kędyś zamiera, Gwiazda źrenice bezsenne otwiera,Chwieją się lekkie powoje...

Kraków

Hej! puszczę ja oczy daleko od siebie! Niech lecą, polecą, jak ptaki po niebie, Aż do tej krainy, Gdzie pada zmierzch siny Od Karpat - ku starej kolebie! -- Tam Kraków siadł cichy, w głębokiej zadumie, Kto spojrzy - zapłacze - i smutek zrozumie... Jak duch nad mogiłą, Rozmyśla, co było - I tęskno mu w obcym dziś tłumie... Ku niebu strzeliście, w poranne błękity, Podaje swych wieżyc krużganki i szczyty... I gra z nich hejnały Na rozświt, na biały, Co wstaje rosami nakryty... A góra tam stoi, co Wawel się zowie, I dźwiga pamiątki po starym Krakowie, Tam w grobach podziemnych, Wśród lochów tych ciemnych Śpią króle w koronach na głowie... A Wisła tam szumi i prawi powieści - Wiatr kędyś od kopca Kościuszki szeleści - I kamień tam gada I dziwy powiada O dawnej wielkości i cześci. - A kiedy się nocą gwar miasta uciszy, Ten, kto się zaduma - westchnienie posłyszy... To skarżą się groby - To murów żałoby - To przeszłość w mogile tak dyszy. - Hej, czasy, wy czasy, hej, stare wy wieki, Płyniecie, jak woda tej Wisły, tej rzeki, Na morze, na sine, Na czarną głębinę - I tylko szum słychać daleki...

Za jedno ciebie

Za jedno Ciebie błogosławię, Panie, Żeś z gwiazd dał myślom łoże i posłanie I że kołyszesz je aż do rozświtu W miesięcznych blaskach twojego błękitu... Za balsam ciszy, na ziemię wylany, Za mrok, co więźniom zakrywa kajdany, Za sen nędzarza o braterstwa chlebie, Za zapomnienie - błogosławię Ciebie! Na nędzę naszą i na wielkość Twoją, Na tajemnice, co przed nami stoją, Na krzywdy nasze i bój i konanie Dosyć nam patrzeć przez dzień cały, Panie! Więc za tych zmierzchów litosną zasłonę, Za mleczne drogi, ku świtom rzucone, Za mgłę, co kryje komety na niebie, Za noc i ciemność - błogosławię Ciebie! Za wolność ducha - bez klątwy i winy, Za nieliczone istnienia godziny, Za snów skrzydlatość, co przestrzeń zaciera, Za uśmiech, który z porankiem umiera, Za oddech ziemi, swobodny choć w nocy, Za moc rozkoszy, za rozkosz niemocy, Za dreszcz, co kwiaty pochyla ku sobie, Za sen o szczęściu - błogosławię Tobie! O! błogosławię, że mi swoje dłonie Na czoło kładziesz i chłodzisz mi skronie I oczy moje zamykasz gorące I nad tęsknotą moją gasisz słońce... O, błogosławię za chwilę wytchnienia, Za zdjęte jarzmo, co mi tarło szyję, Za te pół-śmierci, za te pół-istnienia, W których nie czuję, że żyję...