Za jedno Ciebie błogosławię, Panie, Żeś z gwiazd dał myślom łoże i posłanie I że kołyszesz je aż do rozświtu W miesięcznych blaskach twojego błękitu... Za balsam ciszy, na ziemię wylany, Za mrok, co więźniom zakrywa kajdany, Za sen nędzarza o braterstwa chlebie, Za zapomnienie - błogosławię Ciebie! Na nędzę naszą i na wielkość Twoją, Na tajemnice, co przed nami stoją, Na krzywdy nasze i bój i konanie Dosyć nam patrzeć przez dzień cały, Panie! Więc za tych zmierzchów litosną zasłonę, Za mleczne drogi, ku świtom rzucone, Za mgłę, co kryje komety na niebie, Za noc i ciemność - błogosławię Ciebie! Za wolność ducha - bez klątwy i winy, Za nieliczone istnienia godziny, Za snów skrzydlatość, co przestrzeń zaciera, Za uśmiech, który z porankiem umiera, Za oddech ziemi, swobodny choć w nocy, Za moc rozkoszy, za rozkosz niemocy, Za dreszcz, co kwiaty pochyla ku sobie, Za sen o szczęściu - błogosławię Tobie! O! błogosławię, że mi swoje dłonie Na czoło kładziesz i chłodzisz mi skronie I oczy moje zamykasz gorące I nad tęsknotą moją gasisz słońce... O, błogosławię za chwilę wytchnienia, Za zdjęte jarzmo, co mi tarło szyję, Za te pół-śmierci, za te pół-istnienia, W których nie czuję, że żyję...