Poezje TOM II - Maria Konopnicka

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Fragmenty

O Psyche

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Jeżeliś cieniem

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Nigdy ja na tej

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Czy ty pamiętasz

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ty będziesz silnym

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Nie płaczcie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O dniu

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O człowieku

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Samotna idę

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O ludy

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Fragmenty

Nie mogę mówić

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

W starości swojej

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O wy, co cierpieć

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Do zwartych bram

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

W gorzkiej zadumie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Życie jak woda

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Połóż rękę

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O, wiem

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Kiedy wspominasz

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Z długiej się nocy

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Poco śpiewać

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Stare proroki

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A choćbyście

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Tęskno mi

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Gdyby nam tyle

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O, czemuż dęby

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Przeklęty los

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Noce letnie

W cień owinę się

W cień owinę się, jak w rąbek, Księżyc przyćmię, gwiazdy zdmuchnę, Skrzydła wezmę dwa bieluchne - I polecę - jak gołąbek! Mój gościniec - mleczna droga; Mój przewodnik, co tam mruga, Gwiazdka jedna, gwiazdka druga, Co się pali u stóp Boga. Tyle smutków przez dzień cały, Tyle troski, tyle nudy... Witaj, witaj, druhu biały Czarodziejskich snów, ułudy! Gdzie polecę, gdzie popłynę, Nim mnie ranek schwyci szary? W step szeroki? W mórz głębinę? Pod błękitnych zórz kotary? Cisza wabi, cisza nęci... O! bodajto, chociaż we śnie, Zbyć się myśli i pamięci, Co udręcza tak boleśnie! Dość, dość skarg tych! Dość tych żalów! Noc tak cicha, pełna woni... Czuję srebrną mgłę na skroni, A w źrenicy błysk opalów!...

Kto tam płacze? Kto tam wzdycha? Precz, ty czasie, z rdzawą kosą! Wznieśmy toast z róż kielicha, Nabranego świeżą rosą! Ktoś się biedzi z dawnym bólem, Ktoś z swą nędzą, ktoś z tęsknotą... Zbudź się, powstań, jesteś królem, Wznosisz czarę szczerozłotą! Czyżby słuchał świat rachunków, Z gorętszego serca drżenia? Co to? - Skargi? - Co? - Westchnienia? - Nie, to szmery pocałunków! Chór majowych dzwonków w lesie Pieśń uroków pełną niesie... Któż mi wzbroni na tej ziemi, Noc prześpiewać razem z niemi? Chwilę szczęścia trzeba chwytać, Jak złotego ptaka w locie... Mamże we łzach i w tęsknocie Czekać, aż dzień pocznie świtać? Serce, nie bijże tak głośno... Ty wiesz przecie, że nie wolno! Co? Piosenkę chcesz miłosną? "...Pokochałem różę polną..." Nie, nie! proszę ciszej, ciszej! Sen ucieknie mi ułudny... Nuż się zbudzi, a usłyszy Ranek zimny, ranek nudny! Jak namiętnie noc ta pała! Ileż blasków w tej ciemności! Ach, do ciebie, różo biała,Toast szczęścia i miłości!

Radosnym biesiadnikom

Radosnym biesiadnikom z uwieńczoną głową, Z piersią pokrytą strojnie chlamidą godową,Dzień słoneczny, co w żarach kąpie swoje oczy,Wino niechaj w kielichy róż szkarłatnych toczy!Błyski słońca nie nużą wesołej źrenicy,Uśmiechy szczęścia lecą, jako strzały złote...Lecz kto w piersiach ma smutek, a w sercu tęsknotę,Ten czeka nocy, jako cichej powiernicy.Łzami zmęczone oko mruży się przed słońcem,Skroń blada, jak kwiat, więdnie pod tchnieniem gorącem,Duch się zwija sam w sobie, jak nocne powoje...Lecz gdy gwiazdy zabłysną w błękitnem przeźroczu,Podobne do spojrzenia ukochanych oczu,Jakże błogo im zwierzać łzy i smutki swoje!

Ach! oszukałaś ty mnie

Ach! oszukałaś ty mnie, nocna ciszo! Ach! oszukałaś mnie, ciszo kojąca,W której się róże uśpione kołyszą,W blaskach miesiąca!Wierzyłam tobie, słuchając milczeniaLasów, co do snu bez szumu się kładły,I wód, co swemi srebrnemi zwierciadłyOdbiły gwiazdy bez drżenia.Wierzyłam tobie, patrząc w błękit cichyI w sennych kwiatów zamknięte kielichyI na tę łąkę, od mgieł lekkich jasną...Wierzyłam tobie - ach! i nadaremnie!Bo oto burza zerwała się we mnie...O ciszy nocna! kiedyż duchy zasną?

Jak motyl drżący

Jak motyl drżący nad lampy płomieniem, Duch mój uderza w skrzydła i ulata,Gdzie wiekuistość bezsennem spojrzeniemW ciemnościach czuwa nad nędzami świata...I przez rozbitych słońc lotną mgławicę,Co się wskróś nieba rzuca mleczną drogą,Chciałby przeniknąć bytu tajemnicę,Jak ci, co wierzyć chcą, ale - nie mogą!O Panie! przebacz mi! Tyś Bóg, Tyś wielki!Z błysków masz szatę, a z gromów koronę,A stopy Twoje na słońcu są wsparte!Łzy ludzkie, cóż są? - Ach! rosy kropelki,A przecież wszystkie masz je policzone...Co?... policzone? - co? - i nieotarte?

O nocy cicha

O nocy cicha, o nocy majowa, Korony Boga blada, chłodna perło!Ty, jak tęsknoty bezsennej królowa,Nad ziemią wznosisz srebrne swoje berło...O! miłościwą bądź ty dziś dla ducha,Co w twych przeźroczach tajemniczych tonie,I zadumanej ciszy twojej słuchaI zapomnienia szuka na twem łonie!O miłościwą bądź!... Zarzuć zasłonęNa smutki ziemi tej nieukojone,Na wielką nędzę istnienia!Ja nic nie żądam, ja o nic nie proszę;Za wszystkie sny twe, za wszystkie rozkosze,Cienia chcę tylko... ach, cienia!

W miesięcznych blaskach

W miesięcznych blaskach nocy Twojej stoję I gwiazdom zwierzam tęskne niepokoje,O czuwający! o Boże!Widzisz tę ziemię u nóg Twoich śpiącą,Ufną, bezbronną i we snach się rwącąTam, kędy wzlecieć nie może?Błękitne mary wieją nad jej głową,Razem z jasnością bladą, księżycową,Która palące łzy studzi...Zbrodniarz, skazaniec, nędzarz i sierotaŚni, że się zbliża świt z róż i ze złota,I że do szczęścia go zbudzi!A przecież jutro, Ty wiesz o tem, Panie,Uderzy w niebo płacz i narzekanie,Ockną się krzywdy ludzkości...Czyżby nie lepiej było już na wiekiPołożyć na te zamknięte powiekiŚmiertelną pieczęć nicości?

Usta, co we dnie

Usta, co we dnie z rozpaczą bluźniły, Bez głosu, napół otwarte goreją, Jak kwiat spalony, co nie ma już siły Poić się rosą-nadzieją. Srebrne złudzenia i błękitne mary, Co niegdyś ducha rzeźwiły wśród znoju, Stoją przede mną, jako puste czary, Bez jednej kropli napoju! I próżno wołam: pragnę!... i daremnie Podnoszę oczy w gwiaździste błękity, Z których zwątpienie odarło tajemnie Cudów zachwyty... Imię Twe, duchów uciszonych Boże, Zamknąć ust moich płonących nie może, Jak pieczęć złota... I jedno tylko, jak śmierć, smutne słowo Rzuca się na nie łuną purpurową: Wieczna tęsknota!

Błogosławiona bądź

Błogosławiona bądź, o nocy cicha, Miesięczna nocy, bądź błogosławiona!W cieniu twym wolniej, swobodniej oddychaDusza zraniona!Błogosławione bądźcie, o wspomnienia,Co jako kwiaty srebrne, z łez utkane,Wschodzicie na mej drodze zadumane,Roniąc westchnienia!Błogosławiona bądź, o gwiazdo blada,Co patrzysz na mnie oczyma cichemi...Duch się mój smutny przed tobą spowiadaZ bólów tej ziemi!Przez co cierpiałam - i szczęśliwą byłam,Przez co z upojeń złotej czary piłam,Przez co konałam z pragnień i niemocy,Uśmiechy szczęścia i łzy nieliczone,Bądźcie, o bądźcie mi błogosławioneTej cichej nocy!...

Rozsypana perłami

Rozsypana perłami po wrzosach na łące, Rozbita w lotne cienie i w błyski mdlejące, Spadasz, nocy majowa, nad bezsenną skronią Chórem pieśni słowiczych i jaśminów wonią. Chceszże ty upojeniem uśpić mego ducha, Co w namiętnych porywach i żalach wybucha? Chceszże w sercu, co w piersi drży smutne i chore, Uroków zapomnienia dać pełną amforę? O, nigdy! Ja źrenice me niepocieszone Odwracam od twych czarów, jakby od trucizny, I przez mgły twoje srebrne, na ziemię rzucone, Widzę świeże jej rany i dawne jej blizny I łzy jej i upadki i więzy i winy I nędzę myśli bożej w posągu tym - z gliny! Ach, próżno mnie chcesz łudzić urokiem twej ciszy! Okrzyk ginących w walce ucho moje słyszy, Przenikliwy, rażący, jak strzała, co leci, By paść kędyś u celu odległych stuleci... O! daj mi w nim zatonąć całą mą istotą! Zgaś nademną te gwiazdy, które igłą złotą Haftują ciemny lazur w lotne arabeski... Spokój twój jest złudzeniem dla tych, którzy drzemią, A całunem śmiertelnym nad pełną łez ziemią Jest ten srebrem utkany cichy strop niebieski. O różo! cofnij usta koralowe swoje!.. Precz od piersi z uściskiem, błękitne powoje! Słowicza pieśni, zmilknij! Zwiej się, mgło rozlotna! Wy mi w skrzydła uderzcie, lasów ciemnych szumy, I niechaj ja zostanę wśród mojej zadumy Tak, jako zawsze byłam: smutna i samotna.

O gwiazdy złote

O gwiazdy złote! Po toż świecicie nocami cichemi, By wrażać w serce uśpionej tej ziemi Wieczną tęsknotę? Ach! kto raz dotknął czary upojenia, Stojąc samotny wśród nieskończoności, Ten nie ukoi już nigdy pragnienia W zmąconych źródłach nicości! Ciche przestrzenie! Kiedyż, ach, kiedyż płonące źrenice Odgadną waszą srebrną tajemnicę, Przenikną cienie? Lekka, przejrzysta mgieł waszych zasłona, Co się rozwiewać zdaje z ust mych tchnieniem, Czyż tak na zawsze będzie rozciągniona Pomiędzy prawdą a ludów sumieniem? Ciemne błękity! Czemuż wschód słońca tak jeszcze daleki? Czy ujrzą kiedy stęsknione powieki Nowych zórz świty? Czy patrzeć mają, wiecznie wytężone, W tę rozjaśnioną lekko wschodu stronę, Kędy przez chmury łez ludów perłowe Słońce podnosi swą głowę? O nocy smętna! Ty, co uciszasz łkającą pierś świata, Czemu w bezsennych porywach ulata Dusza namiętna? Jestże to klątwą, czy dolą jej błogą, Że gdy śpi ziemia, tęsknoty wybuchy, Co niezrodzonych wieków budzą ruchy, Usnąć, ucichnąć nie mogą?

Blaskom twym

Blaskom twym moje otwieram okienko, Nocy źrenico! Usta mi płoną wezbrane piosenką, Serce - tęsknicą! W mgliste przestrzenie wyciągam ramiona, Cicha i drżąca... A dusza moja omdlewa i kona Bez swego słońca! O życie, czaro upojeń! o życie, Męko pragnienia! Ileż ty w każdym zużywasz zachwycie Siły istnienia! Na żużle w twoich uniesień pożarze Duch się wypala... Ofiarę ognia biorą twe ołtarze, Jako Baala! Ty umiesz płomień podawać w kielichu Białych powoi... Spragnionym ustom ty szepcesz po cichu, Że żar napoi... Ty w ogień umiesz zamieniać powietrze Błękitne, chłodne... I łuny rzucasz na róże najbledsze, W noce pogodne... O życie! twoje kipiące puhary Śmierć mają na dnie! Nieszczęsny, komu pragnienie z twej czary Gasić przypadnie... A jednak - oto ja wyciągam dłonie Do ciebie! Oto Duch się mój trawi pragnieniem i płonie Wieczną tęsknotą! I w łez jasności, jak w srebrnej kaskadzie, Skąpana stoję, A noc miesięczna na głowę mi kładzie Odblaski swoje... I pić mi daje z perłowej swej czary Napój marzenia I zmienia mgliste, wilgotne opary W srebrne widzenia... Jakiś świat cichy, promienny i biały, Wstaje - zaklęty... Płomień tężeje w przeźrocze kryształy, A łzy - w djamenty. Obłok tęsknoty, w puch lekki rozbity, Przewiał nad głową, Jak pąk róż białych, rzuconych w błękity Z rosą perłową... Skrzydła swe szerzej i wyżej rozwinął, Wzbił się do góry... I jako orzeł w dal jasną popłynął Srebrzysto-pióry Majestat ciszy usta mi zamyka... Gdzież wyraz, który Godnym jest, by mu wtórzyła muzyka Sennej natury? O nocy błoga! ty chłodzisz swem tchnieniem Skroń rozpaloną... Ty kryjesz żary przed mojem spojrzeniem Białą zasłoną... Wszystko, co ziemskie, aż do serca bicia Uciszasz we mnie I unoszącym mnie porywom życia Mówisz: "Daremnie!" I tak mnie trzymasz, jakby urzeczoną, W swej srebrnej mocy, Aż duszę moją ukoisz wzburzoną,O cicha nocy!

Kto czuwa

Kto czuwa ze mną?... W noc cichą, w noc ciemną, Gdy zmrok przejrzysty nad ziemią zapada, Niosąc sny lekkie, z mgły srebrnej utkane, Gdy tylko gwiazda oczy zadumane Otwiera, w ciemnych lazurach drżąc blada, Kto czuwa ze mną? Czy ty, o morze, co bezsenne łoże Porzucasz, wiecznym parte niepokojem, I czołem bijesz o brzeg dziki, pusty, I skargi gorzkie spienionemi usty Ciskasz pod niebo - i rwiesz się przebojem... Czy ty, o morze?... Czy ty, płonąca pustynio bez końca, Co nad spalonem okiem nie masz powiek I suchą, wiecznie otwartą źrenicą, Z beznadziejnego pragnienia tęsknicą, Patrzysz w niebiosa z rozpaczą, jak - człowiek, Czy ty, płonąca? Czy ty, o ciszo, którą duchy słyszą, Jak w lekkie skrzydła uderzasz nad światem I oblatujesz senne widnokręgi I śpiewasz hymny z gorejącej księgi Nocy i szepcesz z białej róży kwiatem... Czy ty, o ciszo? Czy tęskne szumy, które pieśń zadumy Ponad lasami uśpionemi niosą I nocą idą, jak tułacze smutni, Co nie zabrali z domu nic, prócz lutni, O strunach pełnych łez, lecących rosą... Czy tęskne szumy? Czy wy, powoje, co kielichy swoje Powiewom nocy otwieracie rade I jakby gwiazdy, co na ziemi kwitną, W zmierzchu wschodzie jasnością błękitną I w srebrnych blaskach chwiejecie się blade... Czy wy, powoje? Czy ty, daleki, co tęskne powieki Samotny wznosisz w gwiaździste błękity... A lecąc myślą tam, gdzie wszystko świętsze, Czystsze, jaśniejsze, trwalsze i gorętsze, Chwytasz promyczek z przeszłości odbity... Czy ty, daleki?...

Ciemność żałobny

Ciemność żałobny wianek wije ziemi Na blade skronie... Ostatnia gwiazda błyskami mdławemi W pomroce tonie... Wytężam oko - i dojrzeć nie mogę Przez cieniów morze, Jaką dla świtu wyznaczasz Ty drogę, Światłości Boże! Czy mu przyjść każesz, jak idą pioruny W błyskawic szacie, Wpośród przerażeń i klęsk krwawych łuny. W burz majestacie? I będziesz ludy unosił wichrami, Jak lasów dęby, Nań dalekiemi budując wiekami Słoneczne zręby? Czy przyjdzie jako wybuchy wulkanów, Z drżeniem złowieszczem, Wstrząsając łkaniem piersi oceanów, A ziemię dreszczem, Aż to, co w bólach i w łzach się stopiło W płomienne lawy, Z przepaści buchnie z tragiczną w świat siłą, Jako dzień krwawy? Czy wzejdzie cicho w te ciemne przestworza, Nad wieki śpiące, Szląc wszystkim ludom, od morza do morza, Złociste gońce? I błękitniejąc, jak prawda odwieczna, Bez walk, w pokoju Wzejdzie nam, jako słoneczność konieczna W ludów rozwoju? Jakkolwiek przyjść ma, daj nam go już, Panie! Zaklinam Ciebie Przez tęskność, która przyszłości świtanie Nieci na niebie!... I choćby tylko mógł jedną przyjść drogą - Przez serce drżące, Niech śpieszy! niechaj zdepce je swą nogąWschodzące słońce!

Na dwóch skrzydłach

Na dwóch skrzydłach zawieszony, Jako złoty ptak się waży... Lewe - gore w tęcz miljony I w miljony skier się żarzy... Szlakiem ognia, przez niebiosy, Do przyszłego rwie się słońca... Brylantami sypie rosy, Mgły przejrzyste na dół strąca I w purpurze jasnej miga, Jako sztandar na gór wierzchu... Prawe niknie i zastyga W płowych cieniach, w silnym zmierzchu... Konające gwiazdy blade Na zachodnie strząsa stoki I perłowych piór kaskadę Cieniem rzuca na obłoki... Gdzież obróci lot swój dzielny? Czy się dźwignie przez ogromy Zórz słonecznych - nieśmiertelny? Czy zapadnie w cień - znikomy? Waży się, roztacza pióra... Rozperlone drży powietrze... Ze snu wstaje róża biała, W łunach gore wschodni szczyt... Rwie się, wzlata, gdzie purpura Przepłomienia chmurki bledsze... Pierwsza złota pada strzała... To świt! Cisza... Świat uśpiony marzy O tej walce, co się toczy Ponad jego senną głową Między światłem a ciemnością... Przez sen bije głos nędzarzy... A zamknięte smutnych oczy Poprzez chmurę łez perłową Poglądają za przyszłością... Ci, co cierpią, ci, co płaczą, Pierwsi budzą się o świcie, Patrząc, czy też nie obaczą Nowej zorzy na błękicie... Od jutrzennych snów ludzkości Łuny biją dookoła... Wschód pokoju, wschód miłości Przepromienia blade czoła... Poza nami już łez morze, Poza nami wieków cienie... Z wyżyn widać już promienie I tlejące nowe zorze! Dalej, dalej, wyżej jeszcze! Choć świat tonie w nędz ogromie, Widzą dzień już duchy wieszcze, Czuwające na wyłomie! Coraz jaśniej nam nad głową... Głuchych cieniów nikną mary... Oto niknie gdzieś w oddali Konający nocy zgrzyt... Już chorągiew rubinową Słońce wznosi nad świat stary... Już się wschód jasnością pali...To świt!!

Wieczorne pieśni

Zmierzch przejrzysty

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Pójdę ja

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A żebyś ty

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A kiedy odchodzi

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A kto ciebie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Czemuż ty mi

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Z daleka

Z blizka widziałam

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Gdzie ptak

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Szumiące zdroje

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Nieraz pytam się

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ty tutaj, słonko

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Jako ten jeleń

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Wejdź! wejdź

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Wieczorny dzwon

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Zgubionej w cichym

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Księżyc przyszedł

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ktoby mi to dał

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

O poranku

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Z łąk i pól

Rozbłysły oczy

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Mgła przejrzyste

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Hej, mruga na mnie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Idzie cichy wiatr

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Przeorały raz i drugi

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Kołysz mi się

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Temu tylko

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A czy po tobie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Przyjdzie zorzeńka

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Chodziły tu Niemce

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Trzy ścieżki

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Zaszumiał las

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Na fujarce

Ach, co tęsknot

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A czemuż wy

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Rozlegnijże się

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Oj, matusiu

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Jakże cię mam brać

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A czy też urok

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A czegóż rżysz

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

A kto ciebie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Albo mi ptaszkowie

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Wsiałem ci ja

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Świecą gwiazdy

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Oj, zaszumiały

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Zaświadczże mi

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Łzy i pieśni

Strumieniste jary

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Otrzyj czoło

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Ścieżyna się wije

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.

Idzie lirnik

TEKST DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI.