Poezje TOM II - Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Kup ebooka

8.49 zł
6.96 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Poeci idealiści

Drogą, gdzie skalne spiętrzyły się ściany, Gdzie wzrok przeraża ciemna bezdeń fal, Kędy się groźne włóczą huragany, A nieraz runie grom z chmur wykrzesany, Idziem odważnie w nieskończoną dal... Tłum ludzi pyta: "Dokąd wy dążycie? Co iść wam każe morzu, skałom wbrew? Komu niesiecie na ofiarę życie, Jak niegdyś Bogu skrytemu w błękicie Ofiarowano z rozkoszą swą krew?"... Kto Bogiem naszym? Gdzie on?... Waszym oczom Wpatrzonym w ziemię niewidny ów Bóg - Nie ku błękitnym wznoście wzrok przeźroczom, Ale ku myśli niezmiernym roztoczom I w duszach waszych szukajcie doń dróg...

Ideą zwie się ów Bóg; nasze czoła I piersi nasze, to dla niego tron; Kapłanem jego ten być tylko zdoła, Kto, jako Chrystus w Ogrójcu, zawoła: "Dla ciebiem gotów na mękę i skon!"... Jest świat, gdzie Bóg ów z licem wiecznie młodem W pełen tryumfu w bój wyzywa czas: Tam to my dążym pielgrzymów pochodem; Ach! Gdyby dotrzeć przed słońca zachodem, Swobodną piersią odetchnąć choć raz... Porwany szałem niejeden wśród drogi, Stargawszy siły, czołem runie w kurz, I przeznaczenia klnąc gwieździe złowrogiej, Chce powstać, wrócić w ciche domu progi - - Nie wraca kamień z fal bezdennych mórz... Niebacznie depcąc poprzedników ciała Stosami ległe wpoprzek naszych dróg, Idziem; źrenicom przewodniczy chwała, Jak wielkie słońce, co nad czernią pała Obłoków dartych przez błyskawic smug. Dumni, jak greckie półbogi zuchwali, Wbrew Olimpowi podnoszące dłoń, Póki się płomień życia w nas nie spali,

Z płonącą skronią dążym dalej, dalej!... W zimnej mogile chłodzim spiekłą skroń... Oto już dzień się do zachodu chyli - Nigdyż u celu nie staniemy bram? Spoczynku jednej nie mieliśmy chwili, Czyżbyśmy próżno wciąż naprzód dążyli?... Zaprawdę próżno - kresu niema nam. Lot orła znajdzie granice w przestworze, Delfin napotka w oceanie brzeg, Grot piorunowy w ziemię się zaorze, Wolę i dumę zegnie los w pokorze, Lecz twórczej myśli nieskończony bieg... Podobni słońcu, co uwiędłe zielę Kolebką czyni młodych, świeżych ziół: Jedne osiągłszy, nowe tworzym cele... W jutra tajemną twarz patrzący śmiele, Po laur sięgamy dla wyniosłych czół!...

Wstęp

Straciłaś moc - od swoich progów Ludzkość odtrąca cię niechętnych, I niemasz dziś już nawet wrogów, Lecz tylko zimno obojętnych; Z mórz urodzona, z szumu lasów Przestałaś już być mową bogów, A jesteś mową dziś paryasów. Straciłaś moc - pustym są dźwiękiem Twe hasła, klątwa twoja głucha, Nie wzruszasz skargą, ani jękiem, Westchnienia twego nikt nie słucha; Nikt się nie poi twoim śpiewem, W nikim już nie czarujesz ducha, Nie wznosisz, ni zapalasz gniewem.

Straciłaś moc - jesteś upiorem Minionej twojej królewskości; Z bezwładną ręką, z sercem chorem, Niczem dziś jesteś dla ludzkości. Nikt dziś już jako za przewodnią Gwiazdą, nie pójdzie twoim torem; Przestałaś wodzów być pochodnią. Dziś co najwyżej bawisz ludzi Lekceważona i przeżyta. Młodość się tobą już nie budzi, Nie potężnieje, ni rozkwita; Aniś potrzebna tym, co cierpią, Ani tym, których życie trudzi - Dziś cię nie wielbią, ale - cierpią. A jednak, taka odepchnięta Ręką brutalną i zuchwałą, Poezyo, niegdyś matko święta Myśli: jesteś mą duszą całą; Mą dumą, bo z minionych czasów Coś królewskiego pozostało W tobie, ty mowo paryasów. I tem, żeś tak osamotniona I tak skazana na zagładę, Jak limba, co gdzieś w skałach kona

W huczącą patrząc się kaskadę, Która ją strąci do otchłani: Tem droższą jesteś mi - i kładę Całe ci moje życie w dani.

Credo

Jutro?... Nie wierzę, aby lepiej było I nie zazdroszczę już tej wiary - dzieciom... Po co się łudzić? Wydarte stuleciom Posępne, smutne, zimne doświadczenie Złudzeniom wszelkim na czole wyryło: "Śmierć i nicestwo"!... zabiło złudzenie... I tylko dziwna, mistyczna, szalona Chęć, tą ohydną wstrząsnąć ziemi bryłą, Świat cały, jak jest, pochwycić w ramiona, Z posad go dźwignąć i na nowe koła Jakiebądź rzucić, gdy te, co go toczą We łzach się pławią i we krwi się broczą; I tylko głos ten, co nas w noce woła Z złem walczyć nie przez ufność odrodzenia, Lecz przez nienawiść ku złemu dla złego, I żądzę, ssaną z powietrzem, niszczenia: Jest naszą wiarą. A choć czasem ona Omdlewa w piersiach, to wnet zmartwychwstawa,

Jako z popiołów Feniks, odrodzona, I jak kometa błyska ludziom krwawa, Której płomienie może świat zażegą. My nienawidzim zła dzisiejszej doby - - Jutro?... To jutro?... Jutro, marzyciele, Przeklinać własne swe będziecie próby, Nowe zło w nowem odkrywając dziele; Jutro, trawieni nowemi choroby, Szukać będziecie nowego systemu Leków i zbawień, a nie mogąc męce Ulżyć, bezsilni załamiecie ręce, Bo póki ludziom trwać, póty trwać złemu. Lecz naprzód, naprzód! Niechaj zbrodnie stare Ustąpią nowym - nim się te przeżyją - Ścigajcie marzeń cudną, a czczą marę, Jak ci ścigali, co dziś w grobach gniją. Lecz naprzód, naprzód! Łudźcie się, Ikary, Że potraficie dolecieć do słońca, W zdobyte niebo wstąpić z człowieczeństwem, A potem - widźcie, że próżne ofiary, Że przemoc złego jest wiecznotrwająca, Zwątpcie, zrozpaczcie i gińcie z przekleństwem! Bo niczem innem nie jest chód ludzkości, Tylko przemianą zła wieczyście trwałą; O Chrystusowej marząc wszechmiłości, Deptajcie wroga, co was przedtem deptał, Drżąc, że już rośnie mściciel z jego kości,

Co was obali, jak kłodę zbutwiałą, I znów was zdepce, gdy już krew wychłeptał. Brutalna siła, która rządzi światem, Wybawicielem nie jest, ani katem: Ślepa i głucha, zimna, obojętna, Idzie bez celu i niewładnąc, włada, Niedba, gdzie jakie pozostawi piętna, Kto pod jej nogą powstaje, kto pada? Nienawiść dźwignią jest świata - - niech działa Ta najsilniejsza potęga ludzkości: Jeśli potrafi i dusze i ciała Na wskroś przekształcić, zabić w ludziach zwierzę: Wówczas dopiero w królestwo miłości Ewangelicznej na ziemi - uwierzę.