Bogatemi rękami rzucałeś perty i złoto i drogie kamienie
wokół siebie, a tłum wił się i skłębiał się u nóg twoich; szarpał,
rozrywał się i wydzierał sobie to, coś z twego nadmiaru i w pysze
twego bogactwa sypko rozrzucał.
Ciskałeś z wysokich skał w głębokie oceany czarowne
klejnoty, by cieszyć się ich dźwiękiem, gdy padną na skaliste dno,
a tłum rzucał się w bezdenne zatory, by je odnaleźć: twe skarby
kosztowne, które dla ciebie były rozrywką swawolnego dziecka.
Rozścielałeś złote tęcze nad sobą, by poić piękna
spragnione oczy ich lśnieniem, pychą ich barw, złotą roztoczą
promieni, a tłum podrzucał się w dzikich wysiłkach, skokach i
podrygach, by zerwać twą złotą zabawkę, podrzeć w strzępy i szmaty
twe złote tęcze.
Zdawało ci się, że szarpią i biją się o twoje perły, by
cieszyć się ich zbytkiem, tak jak ty się nim cieszyłeś - że
zbierają twoje klejnoty, by poić się ich blaskiem, a tęcze twoje
drą w strzępy, by sycić się ich promienną łaską...
Och nie!
Skrzętnie chowali do chciwych skrzyń i spiżarń twoje
bogactwo - a to, co było dla ciebie zabawką, a rozrywką ciężkich
chwil, stało się ich pożytkiem:
Twojemi perłami nasadzili swe brudne łachmany. Twoje złoto
i klejnoty przetopili i przekupili w okrągłe blaszki, a nawet z
strzępów twych złotych tęczy wysnuli nitki, któremi dziergali swe
żebracze szmaty.
Szedłeś przez ciemne pustynie. Niebo zawisło złowrogą
groźbą nad Twoją głową; piekielna burza okręciła cię, szarpała i
targała; tumany żwiru sypały ci się w oczy i krwawiły je; brodziłeś
przez rozpalony piasek; żaden połysk gwiazdy nie mówił ci: tędy
droga; szedłeś zrozpaczony oszalały bólem, a gdyś upadał, to
smagała Cię jakaś wściekła ręka i wyła za Tobą:
Idź dalej! - dalej jeszcze! bo tak chce twoje
przeznaczenie szedłeś straszny i okrutny, niszczyłeś wszystko
naokół siebie, wbijałeś nóż w serce tym, których najwięcej
ukochałeś; zginałeś karki tym, których chciałeś widzieć we
wzniosłym majestacie wywyższałeś na trony nędznych niewolników;
szedłeś wielki i rozpaczny, brocząc w krwi: serce targały
przekleństwa i złorzeczenia Twych najdroższych istot; a gdyś
pragnął spoczynku, gdyś chciał ukoić rozdarte serce, chwytała cię
ta sama piekielna pięść, podrywała Cię i skowyczała:
Idź dalej! niszcz dalej! krwią się zalej, ale idź, bo tak
chce Twoje przeznaczenie:
Darłeś się więc przez nieprzedarte gąszcza i poplątane
pnącze odwiecznych lasów, ciemnych jak sklepienie mrocznych
kościołów - ostre kolce dzikich krzewów ciało Ci rozdzierało;
jadowite robactwo wpijało się chciwemi żądły w ropiące się rany,
ale przedzierałeś się poprzez spłecione wężowiska lianów i powojów,
łamałeś gałęzie po drodze; by torować ścieżkę ciemnemu tłumowi, co
szedł za tobą. Z straszną rozpaczą szukałeś jednego promienia
słońca, któryby Ci jaką polanę zwiastował - daremnie! Ale
wiedziałeś, że dalej iść musisz, bo tak chciało Twoje
przeznaczenie.
I zstąpiłeś do ciemnych grobów, błądziłeś po ciemnych a
wązkich krużgankach, by zatknąć tam tlącą się czerwonym ogniem
głownię, gdzieby tłum, co szedł za Tobą, mógł odnaleźć zagubione
skarby.
A z starych ruin zdrapywałeś pleśń, by odnaleźć runy
odwiecznych tajemnic.
A każdą skrytkę Twej duszy skrzętnie przeszukiwałeś, by im
pokazać, jak czują, jaką drogą ich myśl się posuwa, wytłomaczyć im
tajnie ich własnych dusz:
Bo tak chciało twoje przeznaczenie.
Kazano Ci być gwiazdą, co ciemność chłonie, a otóż byłeś
gwiazdą.
Coraz silniej, głębiej wżerałeś się w czarne odmęty, coraz
chciwiej i gwałtowniej rozlewała się Twa jaśń w otchłannych morzach
nieznanych tajemnic; tonąłeś, wypływałeś, walczyłeś z wściekłymi
ciemnic nawrotami, ale otóż zmogłeś tajemną czerń, grobem
słonecznym rozjaśniłeś rzeczy ukryte i niepojęte.
Bo tak chciało twoje przeznaczenie:
A że z twej krwi tłum, co bieży za tobą, ssie rozkosz, że
z twych zbrodni i szałów umie wycisnąć zdrój zapomnienia i kojeń, a
że myśli twoją myślą, patrzy twojemi oczyma, a żeś mu rozwiązał
najzawilsze zagadki, a w grubej pieśni odgrzebałeś mu ukryte znaki,
torowałeś drogi przez nieprzedarte gąszcza - a żeś mu w ciemnych
pieczarach wskazywał zaczarowane skarby:
Nienawidzi cię!
Szedłeś przez pustynie wśród zawiei, które ich karawany
zasypują: tyś dobrnął do oazy i do rzeźwiącej cysterny:
Jesteś w zmowie z złemi mocami!
Niszczyłeś wszystko, co ci przeszkodą w twym królewskim
pochodzie na drodze stawało. Deptałeś ludzi, którzy Ci zapory i
wały sypali; bogactwa twe rozrzucałeś hojną, przemożną dłonią:
Jesteś zbrodniarzem!
Zstąpiłeś do ciemnych grobów, błąkałeś się po krużgankach
i sklepach uświęconych kościołów; rozrywałeś pieczęcie tajnych
mysteryi, wgłębiałeś się w rzeczy, których oku ludzkiemu dojrzeć
nie wolno; nie uznawałeś żadnej świętości, ani żadnej władzy, ani
potęgi prócz swej własnej: Jesteś świętokradzcą!
A ty biedny szedłeś, przedzierałeś się, brnąłeś głębiej i
dalej.
Gromy przekleństw, obelg, złorzeczeń spadały na twą głowę.
I ty wielki, potężny - Ty mocny czułeś się małym i nizkim, żeś się
chciał w ziemię zagrzebać. - I Ty niepojęty czułeś ból i wstyd, że
chciałeś najchętniej duszę swą wypluć; i Ty najniewinniejszy i bez
skazy dźwigałeś ogrom takiej winy, żeś giął się w dwoje pod
ciężarem krzyża. A przecież szedłeś - dokąd? na jaką mękę? Po jakie
odkupienie?
Nie pytaj się! Idź dalej! Niszcz i twórz! Odradzaj i
zabijaj: Popełniaj zbrodnie, by uświęcić nową cnotę! Idź pomazańcze
ciemnych losów i przeznaczeń, idź, dokąd cię ręka nieznanego Boga
prowadzi! Idź odziany burzą, uwieńczony gromem - idź wśród
przekleństw i skowytu tłumu:
Potępieńcze - proroku, Światłodajny i Duchu ciemności,
Święty i Zbrodniarzu:
Przepotężny Duchu - Geniuszu! Idź wielki i samotny, z
cichym a tryumfalnym majestatem tych, co spełniają odwieczne
przeznaczenie - ze straszną a królewską powagą tych, którzy dzierżą
klucze najwyższych tajemnic:
Świat, Bóg, Natura rozwiązuje w TOBIE swe własne zagadki i
swych losów tajnie.
W TOBIE uświadamia się przyczyna, rozum i treść
wszechbytu.
Przyjdź Paraklecie, przyjdź! Taki mocny, taki wielki, że
na nowe tory sprowadzisz życie do nowego piękna, do płomiennego
szczęścia i do nowego cierpienia i do tęsknot, co wszystkie gwiazdy
obejmą i do przeznaczeń, co same sobie położą kres.
Evoe odwieczny Królu-Duchu na progu nowego stulecia!
Evoe, Czcicielu Słońca, co zabija i wskrzesza!