Poezje prozą - Stanisław Przybyszewski

Kup ebooka

12.49 zł
10.24 zł (9,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ODWIECZNE ŹRÓDŁO

Przedwieczna ciszo -

ukój me serce. Niezgłębiona tajni życia - schłoń mą tęsknotę. Odwieczna falo powrotu i wiecznego bytu - zlej się łaską nadziei w mą duszę. Elejson, elejson! A iż jestem od początku i trwać będę po wszystkie bezkresy wieczności - wspomóż mnie, Pani! A iż imię Twoje święte mi zawsze było, i nigdy daremnie go nie użyłem - wysłuchaj mnie, Pani! A iż najcięższe bólu brzemię wziąłem bez skargi na ramiona i straszny krzyż cierpień dźwigałem w krwawym znoju na wzgórze śmierci i potępienia - odkup mnie, Pani! Elejson, elejson! Źródło bolesnych rozkoszy - Obłędna łasko natchnienia - Potępieńcze łkania jesiennych wichur -

Ślubne łoże rozpusty i świętych upojeń - Krwawy toporze mściwej zawiści i arko miłości wiecznego przymierza - do ciebie Pani wyciągam ręce w zbożnej pokorze, i proszę, i błagam: nie opuszczaj mnie! Przeczucie świtu i godzin błękitnych - Radośny gończe, co wiosnę wieścisz - Ciepły strumieniu, co lody stapiasz - Gwiazdo chłonąca wszystkich słońc blaski - Wartki strumieniu, co gór łańcuchy przerzynasz i kruszysz - kocham cię, Pani - w krzyż rozciągnięty tarzam się przed tobą, stopy twe całuję i w krzyku uniesienia wołam ku tobie: Zawitaj gwiazdo poranna! Rozpaczny szale zwątpienia - Rąk opadniętych gryząca trucizno - Czarowna różdżko, co świętość na kał przemieniasz - Zatruta strzało, co serc niewinnych szałem piekła spowijasz - Złudna mgławico, co raje kłamiesz nieznane - Ku tobie, Pani, wyciągam groźną rozpaczną pięść: Przeklinam cię! Matko piękności -

Matko rozpaczy i cierpień - Matko ułudy i wiecznych upojeń - Matko cudu i tęsknoty - Odwieczna zmoro, upiorze, szatanie - Korzę się przed tobą, Elejson, elejson! Coś z duszy wyrwała krzyk grozy - ryk bólu - słodki czar pieszczącego szeptu - ciche łkanie rozmodlonej tęsknoty - rozpaczny bełkot ręce łamiącej pokuty - ciche tam-tam matczynej kołysanki - gniewny rozgwar pomsty i zawiści Ulituj się Pani! Coś przed oczyma rozesłała rajski przepych tęcz i świtów i mroków - o, można Pani, co w zaćmieniu słońca, w upiornie czarnym cieniu ziemi straszysz sądem ostatecznym wszelkie jestestwo - co wód głębie ku niebu spiętrzasz - co pustyń piaski od dna odrywasz i żarem słońca przepojoną lawą niebo zaćmiewasz - co wściekłe bałwanów zawroty na spienionych morzach łagodzisz i w uśmiech słodkiej stroisz dzieciny:

Ulituj się Pani! Ryku burzy i huraganów - Roztopie wściekłych barw i rozszalałych tęcz - Łkający bólu jesiennych deszczów - Łasko rozrodu i wiosennego szału -

Grozo przekleństwa, szlochu pokuty, szepcie miłości, bełkocie upojeń - Elejson, elejson! Dobrotliwa - Wieczna - Ułudo - Męko - Rozkoszy - Amen, Amen, Amen...

PAMIĘCI JULJUSZA SŁOWACKIEGO

Bogatemi rękami rzucałeś perty i złoto i drogie kamienie wokół siebie, a tłum wił się i skłębiał się u nóg twoich; szarpał, rozrywał się i wydzierał sobie to, coś z twego nadmiaru i w pysze twego bogactwa sypko rozrzucał.

Ciskałeś z wysokich skał w głębokie oceany czarowne klejnoty, by cieszyć się ich dźwiękiem, gdy padną na skaliste dno, a tłum rzucał się w bezdenne zatory, by je odnaleźć: twe skarby kosztowne, które dla ciebie były rozrywką swawolnego dziecka. Rozścielałeś złote tęcze nad sobą, by poić piękna spragnione oczy ich lśnieniem, pychą ich barw, złotą roztoczą promieni, a tłum podrzucał się w dzikich wysiłkach, skokach i podrygach, by zerwać twą złotą zabawkę, podrzeć w strzępy i szmaty twe złote tęcze. Zdawało ci się, że szarpią i biją się o twoje perły, by cieszyć się ich zbytkiem, tak jak ty się nim cieszyłeś - że zbierają twoje klejnoty, by poić się ich blaskiem, a tęcze twoje drą w strzępy, by sycić się ich promienną łaską... Och nie! Skrzętnie chowali do chciwych skrzyń i spiżarń twoje bogactwo - a to, co było dla ciebie zabawką, a rozrywką ciężkich chwil, stało się ich pożytkiem: Twojemi perłami nasadzili swe brudne łachmany. Twoje złoto i klejnoty przetopili i przekupili w okrągłe blaszki, a nawet z strzępów twych złotych tęczy wysnuli nitki, któremi dziergali swe żebracze szmaty.

Szedłeś przez ciemne pustynie. Niebo zawisło złowrogą groźbą nad Twoją głową; piekielna burza okręciła cię, szarpała i targała; tumany żwiru sypały ci się w oczy i krwawiły je; brodziłeś przez rozpalony piasek; żaden połysk gwiazdy nie mówił ci: tędy droga; szedłeś zrozpaczony oszalały bólem, a gdyś upadał, to smagała Cię jakaś wściekła ręka i wyła za Tobą: Idź dalej! - dalej jeszcze! bo tak chce twoje przeznaczenie szedłeś straszny i okrutny, niszczyłeś wszystko naokół siebie, wbijałeś nóż w serce tym, których najwięcej ukochałeś; zginałeś karki tym, których chciałeś widzieć we wzniosłym majestacie wywyższałeś na trony nędznych niewolników; szedłeś wielki i rozpaczny, brocząc w krwi: serce targały przekleństwa i złorzeczenia Twych najdroższych istot; a gdyś pragnął spoczynku, gdyś chciał ukoić rozdarte serce, chwytała cię ta sama piekielna pięść, podrywała Cię i skowyczała: Idź dalej! niszcz dalej! krwią się zalej, ale idź, bo tak chce Twoje przeznaczenie: Darłeś się więc przez nieprzedarte gąszcza i poplątane pnącze odwiecznych lasów, ciemnych jak sklepienie mrocznych kościołów - ostre kolce dzikich krzewów ciało Ci rozdzierało; jadowite robactwo wpijało się chciwemi żądły w ropiące się rany, ale przedzierałeś się poprzez spłecione wężowiska lianów i powojów, łamałeś gałęzie po drodze; by torować ścieżkę ciemnemu tłumowi, co szedł za tobą. Z straszną rozpaczą szukałeś jednego promienia słońca, któryby Ci jaką polanę zwiastował - daremnie! Ale wiedziałeś, że dalej iść musisz, bo tak chciało Twoje przeznaczenie. I zstąpiłeś do ciemnych grobów, błądziłeś po ciemnych a wązkich krużgankach, by zatknąć tam tlącą się czerwonym ogniem głownię, gdzieby tłum, co szedł za Tobą, mógł odnaleźć zagubione skarby. A z starych ruin zdrapywałeś pleśń, by odnaleźć runy odwiecznych tajemnic. A każdą skrytkę Twej duszy skrzętnie przeszukiwałeś, by im pokazać, jak czują, jaką drogą ich myśl się posuwa, wytłomaczyć im tajnie ich własnych dusz: Bo tak chciało twoje przeznaczenie. Kazano Ci być gwiazdą, co ciemność chłonie, a otóż byłeś gwiazdą. Coraz silniej, głębiej wżerałeś się w czarne odmęty, coraz chciwiej i gwałtowniej rozlewała się Twa jaśń w otchłannych morzach nieznanych tajemnic; tonąłeś, wypływałeś, walczyłeś z wściekłymi ciemnic nawrotami, ale otóż zmogłeś tajemną czerń, grobem słonecznym rozjaśniłeś rzeczy ukryte i niepojęte. Bo tak chciało twoje przeznaczenie: A że z twej krwi tłum, co bieży za tobą, ssie rozkosz, że z twych zbrodni i szałów umie wycisnąć zdrój zapomnienia i kojeń, a że myśli twoją myślą, patrzy twojemi oczyma, a żeś mu rozwiązał najzawilsze zagadki, a w grubej pieśni odgrzebałeś mu ukryte znaki, torowałeś drogi przez nieprzedarte gąszcza - a żeś mu w ciemnych pieczarach wskazywał zaczarowane skarby: Nienawidzi cię! Szedłeś przez pustynie wśród zawiei, które ich karawany zasypują: tyś dobrnął do oazy i do rzeźwiącej cysterny: Jesteś w zmowie z złemi mocami! Niszczyłeś wszystko, co ci przeszkodą w twym królewskim pochodzie na drodze stawało. Deptałeś ludzi, którzy Ci zapory i wały sypali; bogactwa twe rozrzucałeś hojną, przemożną dłonią: Jesteś zbrodniarzem! Zstąpiłeś do ciemnych grobów, błąkałeś się po krużgankach i sklepach uświęconych kościołów; rozrywałeś pieczęcie tajnych mysteryi, wgłębiałeś się w rzeczy, których oku ludzkiemu dojrzeć nie wolno; nie uznawałeś żadnej świętości, ani żadnej władzy, ani potęgi prócz swej własnej: Jesteś świętokradzcą! A ty biedny szedłeś, przedzierałeś się, brnąłeś głębiej i dalej. Gromy przekleństw, obelg, złorzeczeń spadały na twą głowę. I ty wielki, potężny - Ty mocny czułeś się małym i nizkim, żeś się chciał w ziemię zagrzebać. - I Ty niepojęty czułeś ból i wstyd, że chciałeś najchętniej duszę swą wypluć; i Ty najniewinniejszy i bez skazy dźwigałeś ogrom takiej winy, żeś giął się w dwoje pod ciężarem krzyża. A przecież szedłeś - dokąd? na jaką mękę? Po jakie odkupienie? Nie pytaj się! Idź dalej! Niszcz i twórz! Odradzaj i zabijaj: Popełniaj zbrodnie, by uświęcić nową cnotę! Idź pomazańcze ciemnych losów i przeznaczeń, idź, dokąd cię ręka nieznanego Boga prowadzi! Idź odziany burzą, uwieńczony gromem - idź wśród przekleństw i skowytu tłumu: Potępieńcze - proroku, Światłodajny i Duchu ciemności, Święty i Zbrodniarzu: Przepotężny Duchu - Geniuszu! Idź wielki i samotny, z cichym a tryumfalnym majestatem tych, co spełniają odwieczne przeznaczenie - ze straszną a królewską powagą tych, którzy dzierżą klucze najwyższych tajemnic: Świat, Bóg, Natura rozwiązuje w TOBIE swe własne zagadki i swych losów tajnie. W TOBIE uświadamia się przyczyna, rozum i treść wszechbytu. Przyjdź Paraklecie, przyjdź! Taki mocny, taki wielki, że na nowe tory sprowadzisz życie do nowego piękna, do płomiennego szczęścia i do nowego cierpienia i do tęsknot, co wszystkie gwiazdy obejmą i do przeznaczeń, co same sobie położą kres. Evoe odwieczny Królu-Duchu na progu nowego stulecia! Evoe, Czcicielu Słońca, co zabija i wskrzesza!