Poezje - Miłosz Surówka
16.15 zł
13.40 zł
(16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Wszystkie mury kruszeją,
nastały mroczne dni,
które całują się namiętnie
wśród kamiennych tablic
ze złudnym, słabym oraz
bladym blaskiem księżyca.
A ja nadal kocham
naiwne myśli...
Nadal łudzę się, że
jesienny wiatr zaśpiewa
najczystszą serenadę.
Może gdybym usłyszał tę pieśń,
to byłbym milszy wszechświatowi?
O naiwny ja!
O naiwny ja!
O naiwny ja!
Bóg pragnie zbawić
nas z niewiedzy ziemskiej...
Czemu nie oświetli nas
w każdą noc listopadową?
Czemu nie opowie o swej pełnej naturze?
Czemu dopiero poznajemy ją,
jak kładziemy się do zimnych łóżek?
Bo za bardzo wszystkiego pragniemy...
Wielka tajemnica...
a jest na wyciągnięcie ręki.
A w tej tajemnicy
stoi Matka Boleściwa.
Nie odwraca wzroku,
choć zna smak łez,
których nie można zatrzymać.
Patrzy na nasze drogi
jak na krzyże, które niesiemy.
Jej obecność nie usuwa bólu,
lecz sprawia, że pamięć o nim
nie ginie w ciemnościach.
Ona trwa,
abyśmy wiedzieli,
że każde serce,
choć drży,
może jeszcze wybrać światło.
W każdym tyknięciu zegara
czai się drwina z minionych słów...
Gdy zasypiam, noc mnie obserwuje,
nie po to, by czuwać,
lecz by notować każdy lęk.
Milczy, ale w tym milczeniu jest obietnica,
że cierpienie ma jeszcze wiele do powiedzenia.
Mówią, że jest to rzecz naturalna...
Kolej losu...
Dość często przy obrzędach pochówku
żałobnicy mieszają się z dawnymi płaczkami,
aby uczcić jedną pieśnią zmarłego.
Jednym głosem...
Jedną symfonią...
Nie było mi dane spędzić
wielu lat z dziadkami.
Towarzystwo było znikome...
Większość siedziała na ławeczkach w ogrodzie Boga...
Moja jedyna babcia nauczyła mnie,
że w tym świecie trzeba mieć dobrą dykcję,
żeby nie wchodzić między wrony i krakać jak one...
Dużo też nie pamiętam po upływie kilkunastu lat.
Dzieliło nas wiele mil...
Może ja byłem wyrodnym wnukiem?
Tego nie wiem, nie będę zastanawiał się nad tym,
bo najsprawiedliwszy może tego dokonać Bóg...
Wiele mam błędów na swoim koncie,
które wypalają mi żyły...
Czas dorastania jest ciężki,
zaczynamy nosić brzemię...
Szkoła doskwiera jak słońce na suchą skórę,
obowiązki jak bat cios za ciosem... coraz mocniej...
Pierwsze miłości, zdrady, niepewności, strach...
Wśród nich stoi wyprostowana śmierć razem ze swoją kosą.
Naznaczyła moją babcię...
Przy mnie nie umiała otworzyć swoich okien,
włączyć wentylacji, krzątać w kuchni...
Oczy bledsze, usta jak pustynia,
skóra krucha jak pergamin starych ksiąg...
Dziś w mojej głowie pozostaje jedno zdanie po mojej babuni...
,,Bądź kimś kto nie będzie kłamał
i pomoże ludziom w dojściu do prawdy!"