Poeta w labiryncie historii. Studia o pisarskich rolach Jerzego Ficowskiego - Jerzy Kandziora


Reflow text when sidebars are open.
U źródeł mojej książki o Jerzym Ficowskim tkwił pewien odruch przekory i poczucie niedocenienia istotnego składnika poezji tego autora, który nazwałbym narracją historyczną. Ale sprawa jest znacznie szersza, historia obecna jest u Ficowskiego także w doświadczeniu pozapoetyckim. Od wielu lat mam świadomość, że pisał on jakby dwa teksty: tekst poezji i tekst własnej biografii, i o ile ten pierwszy był wielokrotnie analizowany, odczytywany, o tyle ten drugi wymaga dopiero refleksji i opisu. Domaga się refleksji tym natarczywiej, im bardziej oddalamy się od czasów PRL, i dystans ten pozwala zrozumieć, jak niezwykłą postacią w krajobrazie powojennej Polski był poeta, ale także badacz życia Cyganów i biograf Brunona Schulza, odkrywca Papuszy, autor piosenek, tłumacz, monografista Witolda Wojtkiewicza, twórca zarazem elitarny i popularny - Jerzy Ficowski. Jak bardzo antycypował dzisiejszą otwartość i wolność twórczą, i niezależną inicjatywę poznawczą, czy też jak przechowywał te cnoty w czasach, które im nie sprzyjały. Obie te sprawy, oba te "teksty" - wiersze o historii i ową biografię zewnętrzną człowieka poznającego - ogarniam tytułem niniejszej książki. Bo zarówno wątki historyczne wierszy, w oczywisty sposób, jak i owe pasje odkrywcy wiązały się tak czy inaczej z otwieraniem nowych horyzontów, z wyznaczaniem światu nowych współrzędnych i nieuchronnie, niekiedy dramatycznie, konfrontowały pisarza z jego czasem historycznym.
Wśród odczytań poezji Ficowskiego refleksja o postrzeganiu przezeń historii, pisaniu o niej, znajduje się od dawna na drugim planie. Wyjątkami potwierdzającymi regułę były przed rokiem 1989 szkice o tomie Gryps (1979): Anny Kamieńskiej "To moja rzecz, bo pospolita"1 i Jana Józefa Lipskiego List z Danii2, oba opublikowane w 1980 roku poza cenzurą - właśnie dlatego, że historii w poezji Ficowskiego dotyczyły. W recenzenckim skrócie omawiały problematykę wojenną i obraz PRL-owskiej "historii nieopisanej". Kamieńska wspominała również o "obsesji sarmackiej" autora Grypsu. Ważny dla tej problematyki był także szkic Ryszarda Kazimierza Przybylskiego W Abrakadabrii, drukowany w 1984 roku w "Twórczości"3. Mój własny tekst o wątkach historycznych i rozrachunkowych zbioru Gryps i Errata (Kraków 1982) został w 1984 roku zdjęty przez cenzurę z "Tygodnika Powszechnego" i ukazał się w drugim obiegu4. Przełom w recepcji Ficowskiego, jaki nastąpił później, a któremu towarzyszył wzrost grona entuzjastów jego poezji, nie te historyczne wątki uznał za ważne.
Serię nowych odczytań i edycji poezji Ficowskiego rozpoczął zbiór Wszystko to czego nie wiem (1999), w wyborze Piotra Sommera, z jego bardzo ciekawym posłowiem, esejem o języku poetyckim Ficowskiego pt. Wszystko, co trochę wiem (o poezji Jerzego Ficowskiego)5, skupiającym się na aspektach lingwistycznych wierszy i wpisanej w nie ontologii czasu. Był to tekst pisany bez respektu dla literaturoznawczych rygorów, "wywrotowy" względem dotychczasowych ujęć poezji Ficowskiego, bardzo własny i odkrywczy, esej poety o słuchu absolutnym na polską mowę. Nie eksponował on tematu historii jako odrębnego wątku twórczości Ficowskiego. Bo też lektura Sommera była czytaniem jakby projektującym, rekonstruowała "system poetycki"6 Ficowskiego jako wzorzec ważny dla najnowszej poezji polskiej. Od początku lat dziewięćdziesiątych refleksja nad stosunkiem Ficowskiego do historii, nad jej obecnością w wierszach poety, praktycznie, jeśli nie liczyć tematu Zagłady, wygasa w odbiorze krytycznym.
Odkrycie czy odzyskanie Ficowskiego - poety zapoznanego - dla kolejnych pokoleń czytelników dokonało się bowiem pod znakiem oswobodzenia całej poezji polskiej od "złych przywiązań" do historii, narodowych mitologii, etosów, retoryk i języków, którymi literatura polska poprzednich lat się posługiwała. Pomijanie tematów historii, silnie obecnych w poezji Ficowskiego, było w gruncie rzeczy tylko epizodem tej w samą porę dokonanej restytucji jego poezji i języka, owej nader fortunnej akcji, jak to napisał Matuszewski, "dobycia poety z głębi przeoczenia"7, restytucji zainicjowanej przez Sommera, świadomego nowatorskiego i odnowicielskiego potencjału liryki Ficowskiego na tle całej poezji polskiej. Sam autor Grypsu jednak nieśmiało i z boku o tym nowym "przeoczeniu" napomykał, jakby zdawał sobie sprawę, że odczytywanie jego liryki w pierwiastkach najmniej uwikłanych w historię i czerpanie z potencjału osadzonego w innych jej rejonach było jakąś ceną za nowe życie jego poezji. Powie o tym w wywiadzie udzielonym w 2001 roku Magdzie Lebeckiej, gdy przywoła ona wystąpienie Sommera na niedawnej sesji "Jerzy Ficowski - Człowiek Pogranicza" nad Wigrami w 1999 roku. Lebecka tak opisuje tę nową sytuację:
"Sommer stawia bardzo ważny postulat: twierdzi, że poezja Jerzego Ficowskiego wymaga dziś innego spojrzenia. Prowadząc sejneńską sesję, wskazał na opozycję w sposobie lektury pańskiej poezji: siebie i młodego Jakuba Ekiera, który odczytał świetny esej Prawdomówna tęcza, przeciwstawił wcześniejszym interpretatorom. Ci ostatni, jak twierdzi, skupiają się na pańskiej poezji - jako nośniku idei, na panu - jako osobie zanurzonej w rzeczywistości społecznej, probierzu wolności, poecie sumienia".
Odpowiedź Ficowskiego brzmi: "Przypuszczam, że uczynił to [Sommer], żeby dać tamtej, dominującej, tendencji jakąś przeciwwagę, co jest celem szczytnym i poznawczo efektywnym. Ale jako człowiek środka nie zgodziłbym się, że jedynie ta przeciwwaga jest obrazem trafnej analizy, a reszta - mamrotaniem nad twórczością, nie mającym z nią wiele wspólnego"8.
Spopularyzowana przez Fundację Pogranicze w Sejnach, wydawcę tomu Wszystko to czego nie wiem i zarazem organizatorkę wspomnianej sesji wigierskiej, połączonej z przyznaniem Ficowskiemu tytułu "Człowieka Pogranicza", poezja ta staje się obecnie tematem rozpraw kolejnego już pokolenia jej badaczy, pokolenia z wielką swobodą i empatią czytającego Ficowskiego. Ale też, dodajmy, pokolenia, które stosunkowo najsłabiej percypuje historyczne odesłania poezji tego autora; ich obecność zresztą była nieprosta, miała swoje okresy wycofań i wyciszeń. Książki Pauliny Czwordon, Marii Kobielskiej i - najnowsza - Marty Baron9 to kolejne udane penetracje poezji Ficowskiego. Jednak dla poznania frapującego mnie wątku, a właściwie całego terytorium twórczości poety, wielce niewystarczające.
Marta Baron w pracy Grzebanie grzebania. Archeolog i grabarz w twórczości Jerzego Ficowskiego bardzo wiele powiedziała o swoistej archeologii Ficowskiego, przy czym swą refleksję umieściła w kontekście tradycji romantycznej fascynacji ruiną i podziemiami oraz w nawiązaniu do pojęcia kultury ciekawości. Oba odwołania co pewien czas dochodzą do głosu w jej książce. Nikt przed Baron tak dokładnie nie zbadał tych paleologicznych, ewolucjonistycznych wątków, skal czasu ponadhistorycznego w wierszach Ficowskiego, ich pierwiastka genezyjskiego; ważne są także refleksje (w rozdziale Poeta w procesji Darwina) o wychodzeniu Ficowskiego "poza reżim antropocentrycznego myślenia"10 i konstatacja jego prekursorstwa w stosunku do animal studies.
Historia b l i s k a jednak nie jest obecna w rozważaniach Baron i może nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby nie fakt, że owa "archeologia" Ficowskiego, o której pisze autorka, obejmuje też płytsze, dwudziestowieczne pokłady i nader często granica między ukrytym pod ziemią szyfrem kosmosu, przedhistorycznym kodem homo sapiens, i szyfrem historii współczesnej jest w wierszach przekraczana. Utwór Archeologia profetyczna, z pozacenzuralnego Grypsu (1979), dedykowany "pamięci Władysława Sebyły [i innych zabitych z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa]"11, nie zostaje przez Baron nawet wzmiankowany, a tekst Godzina dojrzała z tegoż Grypsu analizowany jest w kontekście romantycznym, z pominięciem kontekstu historii najnowszej. To zaskakujący i dający do myślenia sposób interpretacji ahistorycznej, kontynuowany w zawartym w przypisie do refleksji o wierszu odesłaniu etnograficznym do "wielu kręgów kulturowych", w których "ma miejsce symboliczne "zabijanie umarłych""12. Tymczasem sam idiom językowy utworu Godzina dojrzała odsyła w całkiem inną stronę:
Już noc godzina dojrzała
będziemy zabijać umarłych
[...]
bowiem zmarli są zaraźliwi
bowiem zmarli są zbyt wymowni
bowiem zmarli nie mają nic
na nasze usprawiedliwienie13
Pokolenie poetów powojennych miało swoją "archeologię", odnoszącą się do śladów najświeższych, która tu właśnie dochodzi do głosu, i topos ten, choćby w wersji zatopionej Atlantydy, pojawiał się u nich wielokrotnie. Można, na przykład, przywołać wiersz Atlantyda Stanisława Barańczaka, w którym w wodę "zaczyna nieodwołalnym o ł o w i e m / zapadać się [...] jeszcze jedna stracona tajemnica / Atlantyda porucznika Woźniaka"14, a świadomość bohatera - podmiotu wiersza dociera do owego ołowiu przez lata, wcześniej edukowana przez zupełnie inne, skłamane mity założycielskie swojego kraju.
Historia bliska kryć się może w najbardziej nieoczekiwanych miejscach twórczości Ficowskiego i zapewne zdziwi Martę Baron coś, co i mnie zdziwiło - wyznanie Ficowskiego, że w pisanym w latach 1968-1969 zbiorze miniatur prozą Czekanie na sen psa, poetyckich i surrealnych, na pierwszym planie, niezależnie od klimatów schulzowskich, są "rozeznania moralne": "To są rzeczy napisane po tym, co się zdarzyło, i w czasie tego, co się dzieje, i rzeczy, które reagują, mimo że mówią o przeszłości, na to wszystko, co w świecie Brunona Schulza nie miało po prostu swojego miejsca"15. Jakże inaczej można, w świetle tego Marcowego kontekstu, odczytywać przywołaną przez Baron miniaturę Gorissima z owego tomu, o przyjezdnym archeologu, który w miasteczku Gorysz odsłania neolityczny szkielet z kompletnym uzębieniem, a mieszkańcy pod nieobecność badacza wyjmują z dołu odsłonięte znalezisko i dokonują powtórnego pochówku.
Druga z nowych książek o poezji Ficowskiego, Marii Kobielskiej Nastrajanie pamięci, poświęcona jest głównie artykulacji doświadczenia Zagłady w wierszach autora Odczytania popiołów, mieści się zatem w interesującym mnie nurcie refleksji historycznej Ficowskiego. Niewątpliwie epistemologiczna perspektywa odbioru wierszy, przez pryzmat "artykulacji doświadczenia", wnosi do refleksji nad poezją Ficowskiego nowe spojrzenie i trafia w istotę problemów przekładu owych doświadczeń (Zagłady, w ostatnim rozdziale książki - starości) na poezję, dotyka odkrywczych u Ficowskiego procesów przetwarzania widzialnych zjawisk w niezwykłe wydarzenia poetyckie poszczególnych wierszy. Autorce nie było zapewne łatwo znaleźć swojej ścieżki refleksji wobec istniejących już licznych interpretacji wierszy Ficowskiego z Odczytania popiołów16, a jednak przemówiła własnym głosem.
Równocześnie obszerny wstęp teoretyczny przenosi tę książkę w regiony - właśnie - epistemologii, co potem od razu przekłada się na figury języka poetyckiego, występujące w ograniczonym zbiorze wierszy "zagładowych". Z punktu widzenia badacza zainteresowanego wątkami historycznymi ten typ analizy jest zbyt oddalony od pogranicza biografii i literatury, od refleksji konfrontującej tekst literacki z dokumentem. Oczywiście nie sposób czynić z tego zarzutu - obie książki, Baron i Kobielskiej, wybitnie rozszerzają horyzont refleksji nad poezją Ficowskiego właśnie dlatego, że konfrontują ją (tę poezję) ze współczesną myślą teoretyczną. W każdym razie tropizm narracji Kobielskiej skierowany jest jakby na uzgadnianie tego, co napisał Ficowski, z zapleczem teoretycznym i w tym sensie wątki Zagłady i starości jako zapisy doświadczenia stanowią pewne exemplum dla tych teorii.
Cóż zatem dołożyłby badacz historii w poezji (i poezji w historii) do rozważań Kobielskiej, co wydaje się ważne w dojrzewaniu Ficowskiego do zapisu doświadczenia Zagłady? Zapewne byłaby to informacja o wierszu Piosenka mogilna z Ołowianych żołnierzy (1948). On to, nie zaś, jak przypuszcza Kobielska17, Wielki Tydzień, jest najwcześniejszym drukowanym wierszem Ficowskiego o Zagładzie, choć jedynym jej sygnałem jest w nim przeciwstawienie czarnych i białych włosów dziewcząt. Notabene na poły archeologiczny obraz zawarty w tym utworze powinien także zainteresować Martę Baron. Z kolei pisząc o wierszu Wielki Tydzień, można było szerzej potraktować kontekst biograficzny, uwikłanie Ficowskiego w socrealizm i patronat Tuwima, co przez lata stanowiło zadrę w pamięci twórcy18. Ciekawym źródłem do interpretacji wierszy z Odczytania popiołów są młodzieńcze artykuły Ficowskiego o warszawskim getcie, publikowane w socjalistycznym czasopiśmie "Młodzi idą" w 1948 roku. Nie są to wszystko teksty czy wypowiedzi bardzo ukryte, ale, jak wspomniałem, tropizm narracji naukowej książki Kobielskiej jak gdyby nie zakłada tego kierunku poszukiwań.
Trzeba może zwrócić uwagę, że po 1989 roku ustalił się pewien kanon wierszy wybranych Ficowskiego, który odnajdujemy w wyborach zarówno pod redakcją samego autora (Gorączka rzeczy, 2002), jak i Piotra Sommera (Wszystko to czego nie wiem, 1999; Lewe strony widoków, 2014). Zbiory te nie są zbyt łaskawe dla najstarszych utworów, a także dla niektórych innych, ważnych z punktu widzenia historycznych kontekstów19. Kiedy śledzę źródła cytowań w omawianych przeze mnie rozprawach, to zauważam, że oparte są one na owym wyborze autorskim i niemal nie zdarza się, żeby cytowane były wiersze w tym wyborze nieuwzględnione (Maria Kobielska przytacza wiersze z pełnego wydania Odczytania popiołów z 1983 roku). A tymczasem w Gorączce rzeczy, podobnie jak w obu wyborach Sommera, nie znajdziemy wspomnianej Piosenki mogilnej, a także pełnego tekstu cykli Przepowiednie i Pojutrznia (1981-1982). W Gorączce rzeczy nie ma też Archiwum Ringelbluma z Erraty (1981). Archeologie i zapisy doświadczeń w tych utworach wydają się tematem bardzo frapującym. Poemat W imię ziemi, w pełnym kształcie występujący tylko w zbiorze Moje strony świata (1957), obie autorki cytują z autorskiego wyboru. Czy zatem nie jest tak, że dystans czasu i przełom wolnościowy wpłynęły na autorski wybór wierszy, korygując proporcje w widzeniu własnej twórczości, a to z kolei sprzyjało ahistoryczności niektórych interpretacji?
Pierwsza i jak dotąd jedyna pełna monografia poezji Jerzego Ficowskiego powstała pod piórem Pauliny Czwordon. Książka Empatia i obserwacja (2010) napisana jest z niezwykłą uważnością dla wszystkich nisz poezji Ficowskiego, jakby uważność badaczki spotkała się tutaj z charakterem samej poezji, wymagającej lektury niezwykle dociekliwej i czułej na odcienie słów, asocjacje znaczeniowe. Cały ten świat Ficowskiego ogarnęła Czwordon chyba definitywnie, wytyczając mapę tej poezji. Fakt, że autorka przechodzi obok narracji historycznych Ficowskiego, w pewnym sensie mnie nie dziwi. Historia zdaje się kategorią z innego porządku niż te, które organizują sposób czytania Ficowskiego przez Czwordon. Są to kategorie epistemologiczne, ontologiczne, o dużym stopniu ogólności: "wyobraźnia antyhierarchiczna", "epistemologia natury", "chronoskopie", "ontologia pamięci". Przy takiej lekturze poezji nie ma po prostu miejsca na refleksję konfrontującą wiersze z biografią czy historią. W jakimś sensie takiemu czytaniu Ficowskiego patronuje Sommer i jego wspomniane studium Przewroty słów, zawroty czasu - i myślę że Czwordon z tej szkoły się wywodzi.
Zastanawiam się, czy rozpoznania związane z historią w wierszach Ficowskiego zaburzyłyby klarowność analiz Czwordon, stworzyłyby obszar refleksji brzemienny aksjologią, konkurencyjny dla precyzji rozważań o języku, kosmosie Ficowskiego. I myślę, że nie musiałoby tak być. Interesujące jest przecież, jak poeta, operujący tak finezyjnym językiem (bo język jest tu problemem ponad tym wszystkim), opowiada o historii, jej obrazach. Upominam się więc tutaj nie tylko o obszar tematyczny, o pewne wiersze do skomentowania w ich warstwie doświadczenia, warstwie autobiograficznej, ale także o coś, o co chodziło również Sommerowi: o język poetycki, o to, w jaki sposób środkami poetyckimi, swoją oryginalną wyobraźnią pisze Ficowski o historii inaczej niż wszyscy.
Jest bowiem sprawą naprawdę niezwykłą to, jak Ficowski dokonał podmiany stylów dotychczasowych, retoryk romantycznych, na coś zupełnie innego - na pisanie o historii dotąd niepraktykowane. Powiedziałbym nawet, że na tle innych wątków tematycznych język Ficowskiego, figuracje wyobraźni odnoszące się do historii, cały ten proces utylizacji historii w poezję, łapania jej w siatkę na motyle poetyckiego wyrazu jawią się jako szczególnie rewelatorskie i suwerenne względem tradycji. Tę bezceremonialność, swobodę "ujeżdżacza wymarłych gatunków, pastucha pamięci", a w innym miejscu "stroiciela pamięci" (zob. tytuł książki Marii Kobielskiej), warto opisać. Takiego właśnie Ficowskiego poetę pragnę przywołać w swojej książce.
Wyeksponowany w tytule tej pracy "labirynt historii" w równej mierze, co spraw h i s t o r i i w p o e z j i, zbioru tematów historycznych przełożonych na poezję (epoka zaborów, Zagłada, pamięć żołnierza Armii Krajowej), dotyczy p o e z j i w h i s t o r i i. Dotyczy perypetii poezji Ficowskiego, którego od początku wyrazista i osobna wrażliwość poddawana była ciśnieniu czasów powojennych. Wydaje się, że przeróżne plagi i dopusty, jakich doświadczał Ficowski wspólnie z całą polską literaturą, są dla badacza jego poezji momentem szczególnych otwarć i dekompozycji, które wiele o tej poezji i jej "wyporności" mówią. Zarówno gdy plagi te dotyczyły poety bardzo młodego (okres socrealizmu), jak i w czasie późniejszym (stan wojenny), gdy swą dojrzałą już poetyką, wiedziony imperatywem etycznym (ale chyba nie tylko), podejmował - w Pojutrzni i Przepowiedniach - ryzyko definiowania sytuacji jednoznacznych za pomocą środków poetyckich, które ze swej istoty jednoznaczności nie tolerują.
Porzucając w tej chwili ton nieco rozliczeniowy, muszę z kolei skonstatować, że na pewne rozpoznania dotyczące postaci Jerzego Ficowskiego nadszedł czas dopiero teraz. Mam na myśli przede wszystkim opisanie jego n i e p o e t y c k i c h r ó l p i s a r s k i c h. Czynię to w rozdziałach III-VI. Wyznać muszę, że studia te powstały, ponieważ Ficowski zawsze wydawał mi się postacią fascynującą nie tylko jako poeta, ale też jako ktoś, kogo cała biografia i aktywność twórcza dotykały najgłębiej realności powojennej Polski, idiomu PRL-u, oddziałując nań zarazem destruująco i humanizująco. Był poetą, ale dla swych współczesnych - w latach pięćdziesiątych czy sześćdziesiątych - był na przykład tym, który pierwszy pisał o Cyganach i w tej roli zyskał niezwykłą popularność. W tej również roli zaistniał w biblioteczce moich Rodziców, pod postacią książki Cyganie na polskich drogach, spoczywającej obok albumów przyrodniczych Włodzimierza Puchalskiego, książki Wędkarstwo śródlądowe, czasopism "Problemy" i "Przekrój" oraz innych wydawnictw, które jakoś szczególnie kojarzą mi się ze szkołą przetrwania PRL-u.
Młodej inteligencji musiał wpaść w ręce także tom Regiony wielkiej herezji, księga wiedzy wszelakiej o Brunonie Schulzu, łatwo zapadająca w pamięć swoim kieszonkowym formatem, obfitością fotografii i zaskakująco głęboką treścią. Książka jakoś na swój sposób ciepła. Regiony i owi Cyganie na polskich drogach, porywające opus magnum o Cyganach, na którego obwolucie widnieje krajobraz z taborem cygańskim o zachodzie słońca, były to książki w pewnym sensie formacyjne dla polskiej inteligencji. Książki, które po 1956 roku, po traumie wojennej i stalinowskiej, składały świat na nowo, stanowiły wyraz niezależnej inicjatywy poznawczej, leczyły niedawny rozpad, rozchwianie, przyciągały nie tylko inteligentów z cenzusem, ale i te otwarte umysły, które życie czy owa ciekawość od systematycznej edukacji uniwersyteckiej odepchnęły. Były to więc książki na swój sposób kultowe. Nazwanie ich tak wynika z faktu, że nie stawiały one przed czytelnikiem wymogów cenzusu, nie były adresowane do specjalistów, nie obchodziły ich formalne hierarchie i granice kompetencyjne.
Cechą ról pisarskich Ficowskiego było przekraczanie granic w wielorakim sensie. Bogactwo zainteresowań, poznawcza niecierpliwość i ruchliwość miały w sobie coś z dziecięcej fascynacji światem, niewygasającej ciekawości poszukiwacza i odkrywcy. Wszelka definitywna specjalizacja jest w takiej postawie wykluczona, bo zamykałaby drogę do nowych olśnień. Ale niechęć do zamykania się w gildii profesjonalnych badaczy oznaczała też w pewnym sensie przekraczanie na otwartej społecznej scenie g r a n i c o r t o d o k s j i c z y p o p r a w n o ś c i s y s t e m o w e j. I ten problem jest jedną z interesujących mnie cech pisarskich ról Ficowskiego. Choć oczywiście nie było to celem pisarza, jego dwa wielkie projekty - cyganologiczny i schulzowski - oznaczały jednocześnie konfrontację z codziennym horyzontem świata realnego socjalizmu.
Taką konfrontacją, przekroczeniem horyzontu było głębokie wejście w problematykę cygańskich obyczajów, poważne potraktowanie ducha cygańskiego nomadyzmu, z jego brakiem respektu dla granic, także tych państwowych i kodeksowych. Uznanie całej sfery zaklęć i wróżb, wolności i tabu cygańskich, które nijak nie dawały się oswoić przez oficjalne instytucje i jeszcze w latach sześćdziesiątych były przedmiotem działań korygujących i "produktywizujących". A równocześnie oznaczało to osobiste uwikłanie Ficowskiego u początku badań nad Cyganami w dwie nieobliczalności: w oficjalny progresywizm Tuwima, który zderza się z konserwatyzmem starszyzny cygańskiej, nakładającej mageripen na poetkę Papuszę. A więc znów wplątanie pisarza w labirynt historii. Tych właśnie spraw dotyczy studium o Ficowskim, Papuszy i Tuwimie pod tytułem Uczeń czarnoksiężnika.
Także badania Ficowskiego nad Schulzem nie tylko torowały w trudnym czasie drogę rewelatorowi polskiej prozy przedwojennej do nowego czytelnika (zasługę tę dzieli Ficowski z Sandauerem), ale też wprowadzały korektę w jednowymiarowy, formatowany w PRL oficjalny obraz polskiej historii dwudziestowiecznej. Obraz bez Holokaustu, bez wschodnich ziem Rzeczypospolitej, bez przedwojennej wielokulturowości, bez powojennej emigracji i żydowskiej diaspory. W roli biografa Schulza Ficowski odnawiał tkankę społecznej pamięci warstw inteligenckich. Sam natomiast w swych poszukiwaniach docierał w tamtych czasach żelaznej kurtyny i kordonów do najdalszych miejsc globu, przekraczał wraz ze swymi korespondentami granice państw i kontynentów, wydobywał z anonimowości najbardziej zawiłe losy ludzkie, szlaki ucieczek i szlaki śmierci.
Wreszcie twórczość piosenkowa Ficowskiego też była formą testowania rzeczywistości społecznej, sytuowała pisarza w centrum realności PRL-u. Studium Jerzego Ficowskiego oferta piosenkowa chce ukazać pisarza jako współtwórcę zjawiska piosenki estradowej, uczestnika rynku piosenkowego, tej osobliwej niszy komercji rządzącej się swoimi prawami i zarządzającej zbiorowymi tęsknotami, które wiodła na manowce wolności, wolnej miłości, nostalgii do starej Warszawy, niekiedy satyry politycznej. Wymagało to od poety wykazania swoistej przedsiębiorczości (na przykład wspierania cygańskich zespołów muzycznych).
W tych trzech swoich niepoetyckich rolach pisarskich Ficowski najsilniej dotykał tkanki swojego czasu. Nie uwzględniłem w książce kilku innych obszarów jego aktywności pisarskiej: działalności przekładowej (w tym między innymi przekładów wierszy rosyjskich Leśmiana i ludowej poezji żydowskiej), twórczości dla dzieci, opowiadań z tomu Czekanie na sen psa, zainteresowań varsavianisty (choć temat ten pojawia się kilka razy), interpretacji malarstwa Witolda Wojtkiewicza. Są to pola aktywności bardzo ciekawe, godne osobnych opracowań, ale były pisarskimi rolami Ficowskiego w mniejszym stopniu osadzonymi w kontekście historii. Inne zaangażowania Ficowskiego, już niedokumentowane tekstami literackimi, takie jak kolekcjonerstwo, działalność opozycyjna, osobiste relacje z Cyganami, krąg przyjaźni z polskimi Żydami, przedstawione zostały w ostatnim rozdziale - Archipelag Jerzego Ficowskiego - ukazującym wzorcotwórczą rolę pisarza w powojennej Polsce.
Drugi obszar przekroczeń związanych z pisarskimi rolami dotyczy już zdecydowanie bardziej tworzywa literackiego niż wymiaru historycznego i socjologicznego. Chodzi o to, że pola aktywności Ficowskiego nie pozostawały ze sobą w izolacji. Staram się w tej książce obserwować proces o s m o z y, p r z e m i a n y e n e r g i i a r t y s t y c z n e j i j e j p r z e m i e s z c z e n i a m i ę d z y r o l a m i p i s a r s k i m i. Między twórczością poetycką Ficowskiego a jego eseistyką, wizerunkami Schulza, Cyganów, twórczością piosenkową zachodzą wielokierunkowe transmisje, co jest osobnym lejtmotywem rozważań. Jak Ficowski, pisząc o Schulzu, samego Schulza trawestuje? Jak do książek Ficowskiego o Schulzu przenika jego własna energia poetycka, figury języka współczesnego poety? A zarazem jak świat Schulza, transformacyjność jego wyobraźni wiele lat po tragicznej śmierci pisarza zyskują drugie życie w poezji Ficowskiego i stają się kodem służącym do opisywania całkiem współczesnych światów? Czy energie estetyczne Ficowskiego poety przenikają do jego tekstów piosenkowych, a jeśli tak, to jakie tu zachodzą procesy adaptacyjne? Czy cyganologiczna wiedza ma wpływ na obraz Cygana w piosenkach Ficowskiego, czy też są one podległe wyłącznie tradycyjnej konwencji? To są pytania, na które staram się znaleźć odpowiedź.
Wreszcie trzecia sprawa z kategorii przekroczeń, która powraca w rozważaniach tej książki, w szczególności w szkicach na temat niepoetyckich ról pisarskich, to zauważalna u Ficowskiego p ł y n n o ś ć g r a n i c m i ę d z y e l i t a r n o ś c i ą i w e k t o r e m p o p u l a r y z a c j i c z y m a s o w o ś c i. Stale obserwuję w jego poczynaniach koincydencje pierwiastków twórczości wysokoartystycznej i popularnej. Jest tak wówczas, gdy w książkach o Schulzu, nienagannych w swej faktografii, jak magnes działają na czytelnika pewne chwyty dramaturgiczne odwołujące się do gatunków popularnych. Jest tak oczywiście w piosenkach, a także w ambiwalencji, jaką cechuje się cyganologia Ficowskiego, z jednej strony, w Cyganach polskich, oparta na badaniach terenowych i najgłębiej źródłowa, z drugiej, w książkach takich jak Demony cudzego strachu, uwodząca czytelnika sensacją i romansem. To oczywiście cecha, która działa na rzecz niezwykłej przenikalności jego dzieł, ich siły edukacyjnej, formacyjnej, wzorcotwórczej w powojennej Polsce, a równocześnie mająca w sobie aspekt ludyczny cecha twórczości prawdziwie osadzonej w realiach społecznych swojego czasu.
1. Dwie topole - Gorczaków na Białocerkiewszczyźnie, miejsce urodzenia Tadeusza Ficowskiego, ojca Jerzego Ficowskiego, ok. 1908; z albumu rodzinnego Jerzego Ficowskiego.
2. Karol Ficowski, dziad Jerzego Ficowskiego, Taraszcza (?), ok. 1917; ze zbiorów Joanny Wapińskiej.
Stwierdziłem w którymś momencie, że na pewne rozpoznania dotyczące postaci Jerzego Ficowskiego nadszedł czas dopiero teraz, mając na myśli, że o ile z wielu względów refleksja nad historią w jego poezji uległa sztucznemu odroczeniu, o tyle szerszy portret autora, jako modernizatora zbiorowej świadomości, analityka kultur, pisarza i człowieka w przestrzeni społecznej, może powstać dopiero po jego śmierci, gdy księga życia jest już zapisana, a osobiste dokumenty, rękopisy, listy stają się dostępne dla badacza.
Tak właśnie jest w wypadku tej powstałej już po śmierci pisarza monografii, w której źródła archiwalne traktuję jako równie ważne, co interpretacje utworów. Książka zaskakuje zapewne swoją objętością, ale nie jest to tylko rzecz o Jerzym Ficowskim. Moją intencją było uchwycenie pisarza w sieci relacji - w roli medium, stacji przekaźnikowej, obserwatora, który wybrał punkt w przestrzeni, gdzie przecinają się ludzkie losy i procesy społeczne, punkt, w jakim działa historia, jej prądy, jej dynamika, a także siły niszczące. Ale działają też wspólnoty kultur, wspólnoty i społeczności, które opierają się owej historii mocą wspólnej tradycji, więzi wewnętrznych. Postać Ficowskiego daje niesłychaną perspektywę dla tego typu obserwacji, bo on jakby miał w sobie potrzebę bycia na szlaku, w punktach przecięć, w których nieprzynależność wiąże się z zaspokajaniem pasji poznawczej.
Dlatego też dokumentacyjna, archiwistyczna penetracja w tej książce jest, powtórzę, równie ważna (a nie jedynie pomocnicza), jak interpretacje dzieł, i trudno nawet powiedzieć, że służy ona tylko rekonstrukcji biografii samego Ficowskiego, odtwarzaniu osobistych motywów, uwarunkowań pracy pisarskiej. Właściwie książka ta wykracza poza tę formułę biografistyki i realizuje swego rodzaju ekspedycje w biografie przyległe, osób i środowisk bliskich Ficowskiemu, przywołując spore obszary, które należą do szeroko i niepartykularnie rozumianej kultury polskiej, przenikającej się z kulturami innych nacji.
To zapewne siła oddziaływania Ficowskiego, fakt, że odsyła on niejako poza siebie, sprawiły, że pisząc o dokumentach, biografiach, kontaktach, wolałem kropkę postawić za późno niż za wcześnie. Ukazane są postaci, których istnienie i dorobek są głęboko wpisane w świat Ficowskiego, takie między innymi, jak Natan Gross, Rafael Scharf, Rachela Auerbach, Shalom Lindenbaum, Masio Sylwester Kwiek i wiele innych. Pracy nad książką towarzyszyła penetracja archiwaliów, listów, zapisków osobistych Ficowskiego, pełne ciepła rozmowy z drugą żoną poety, Elżbietą Ficowską, życzliwa mi korespondencja z żyjącymi przyjaciółmi Ficowskiego (Masiem Kwiekiem i Shalomem Lindenbaumem), rejestracja wspomnień Krystyny Ficowskiej, starszej córki Jerzego i Wandy z Komalów Ficowskich.
Składnikiem książki stały się również aneksy bibliograficzne, które także mają swoją narrację, są formą opowiadania o pisarzu i historii. Powstały w różnym czasie, ale postanowiłem je włączyć do książki.
Pragnę podziękować Pani Elżbiecie Ficowskiej za okazywane mi nieustannie życzliwość i wsparcie, za udostępnienie archiwum Jerzego Ficowskiego, którego zabezpieczenie jest przedmiotem jej troski. Dziękuję także za profesjonalną i serdeczną pomoc Pani Ewie Piskurewicz z Gabinetu Rękopisów Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, okazaną mi podczas kwerend prowadzonych w czasie, gdy archiwum Ficowskiego jeszcze tam spoczywało (później zbiory te przekazane zostały Bibliotece Narodowej).