2. Od arkadii do apokalipsy
Ulica Żydowska
Pierwsze udokumentowane wiadomości o pobycie Żydów w Warszawie pochodzą z początku XV wieku. Świadczą o dobrze już wtedy rozwiniętym życiu wspólnoty, zajmującej się przede wszystkim handlem, lichwą i medycyną. Zamieszkali w obrębie murów miejskich przy ulicy Żydowskiej, w jednej z najruchliwszych i najgęściej zaludnionych części grodu. Ulica Żydowska miała bezpośrednie połączenie z Rynkiem przez Wąski Dunaj, a jednocześnie leżała w pobliżu młynów miejskich, stojących przy końcu ulicy Piekarskiej od strony Podwala, tuż za murami obronnymi. W narożniku Żydowskiej i Dunaju stała murowana synagoga. Obok wersji tłumaczących pochodzenie nazwy ulicy Dunaj od przepływającego tam niegdyś strumienia lub od nazwiska rodziny Donajów jest i taka, która wywodzi ją od pobożnego wołania "Adonai", dochodzącego z synagogi.
W Starej Warszawie Żydzi osiedlili się na gruncie należącym do książąt mazowieckich i podlegali ich jurysdykcji. Opłaty wnosili więc wprost do książęcej, a nie do miejskiej kasy. Było to jedną z przyczyn konfliktów z warszawskim mieszczaństwem. W drugiej połowie XV wieku wykraczał on już wyraźnie poza sąsiedzkie spory, by z końcem stulecia otworzyć okres wielowiekowej wojny o prawo do zamieszkania w obrębie miasta i swobodę uprawiania handlu czy rzemiosła. W 1482 lub 1483 roku książę Bolesław nakazał Żydom opuścić miasto. Przenieśli się do pobliskich miejscowości: Nowej Warszawy, Błonia, Pułtuska i Czerska. Po paru latach wrócili, by w końcu XV wieku znów zniknąć.
Po przyłączeniu Mazowsza do Korony król Zygmunt Stary wydał w roku 1527 przywilej De non tolerandis Judaeis, zabraniając Żydom zarówno zamieszkiwać, jak i czasowo przebywać w Warszawie i na jej przedmieściach oraz posiadać tam domy. Nastały czasy wypędzeń i powrotów. W mieście wolno było Żydom przebywać podczas specjalnych okazji (sejmy, jarmarki), stały pobyt był wzbroniony. Tylko łamiąc prawo lub na mocy osobnych przywilejów, dzięki łasce protektorów czy specjalnym opłatom i podatkom udawało się niektórym zatrzymać w Warszawie.
Żydzi wyruszyli więc w drogę, ale ich ulica jeszcze pozostała na miejscu, zamieszkała już teraz przez chrześcijan. Szybko jednak zaczęły znikać ślady po dawnych mieszkańcach. Właścicielem posesji, na której stała synagoga, został w 1522 roku niejaki Kozyrski. Do końca XVI wieku ulica była w części zajęta przez prywatną posiadłość Kozyrskich, zwolnioną od podatków miejskich i tworzącą swoistą jurydykę w tej części Warszawy. W 1619 roku posesję dawnej synagogi kupił patrycjusz warszawski Stanisław Baryczka, a wystawiony tam dworek do połowy XVII wieku nazywany był synagogą, choć samą ulicę zaczęto na początku tego stulecia nazywać Baryczkowską. Powoli traciła ona znaczenie komunikacyjne, zalegała śmieciami i gnojem, padała pastwą pożarów. Właściciele kamienic przy sąsiedniej Piwnej zajmowali samowolnie jej grunty, nie płacąc miastu podatków, co stało się powodem niekończących się sporów sądowych. Kres im położy i zagmatwaną sytuację prawną ostatecznie wyjaśni na korzyść miasta Komisja Brukowa, powołana w 1765 roku przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Już zatem na przełomie XV i XVI wieku Żydzi nie mieszkali przy ulicy Żydowskiej w Warszawie, choć nazwa przetrwała jeszcze z górą sto lat. Sama ulica przestała istnieć w drugiej połowie XVII wieku. Trudno oprzeć się wrażeniu, że historia ulicy Żydowskiej w Warszawie w metaforycznym skrócie ukazuje losy nie tylko warszawskich Żydów, lecz także losy ich miejsca i mienia.
Osiedlali się początkowo przeważnie w jurydykach, czyli prywatnych miasteczkach wyłączonych spod jurysdykcji miasta. Mieszkali w okolicach Tłomackiego, Bielańskiej, Senatorskiej, dzisiejszego placu Teatralnego. Gnieździli się w domach należących do magnaterii, na przykład w oficynach pałacu Sanguszków na Marywilu czy w pałacu Pociejowskim przy Senatorskiej. Ów słynny potem "Pociejów", czyli miejsce handlu starzyzną, przeniósł się w 1809 roku na róg Marszałkowskiej i Królewskiej, by od 1864 usadowić się na dziedzińcu domu przy ulicy Bagno. Między rokiem 1774 a 1775 istniała nie mniej sławna Nowa Jerozolima - osada żydowska na terenie jurydyki Bożydar Kałęczyn należącej do księcia Adama Sułkowskiego (okolice dzisiejszego placu Zawiszy i dawnego Dworca Głównego). Droga poprowadzona do tej osady nazwana zostanie - kiedy przecinać już będzie całe miasto od Wisły ku zachodnim rogatkom - Alejami Jerozolimskimi. Od 2002 roku tam, gdzie przecinają się Aleje Jerozolimskie i Nowy Świat, w jednym z najbardziej eksponowanych punktów współczesnej Warszawy, stoi wielka sztuczna palma - artystyczna instalacja Joanny Rajkowskiej, wiążąc w przewrotny sposób główną warszawską ulicę z Jerozolimą.
Wędrówkę warszawskich Żydów podzielić można na cztery główne etapy. Pierwszy - od 1483 roku, czyli od pierwszego usunięcia Żydów z Warszawy, do upadku Rzeczypospolitej w 1795 roku. W czasie pruskiej okupacji Warszawy (styczeń 1796 - listopad 1806) zalegalizowano pobyt Żydów w mieście pod warunkiem uiszczenia wprowadzonego już wcześniej tak zwanego biletowego oraz opłaty koszernej, ale mnożono ograniczenia. Etap drugi to okres wymuszonych przenosin z miejsca na miejsce i powolnego kształtowania się rewiru żydowskiego w północnej części Warszawy. Trwał do 5 czerwca 1862 roku, kiedy ukazem carskim zniesiono ograniczenia mieszkaniowe dla Żydów (tak zwane ulice egzymowane). Etap trzeci - kiedy Żydzi osiągnęli de iure prawo do swobodnego wyboru miejsca zamieszkania i kiedy ostatecznie ukształtowała się dzielnica żydowska w Warszawie[1]. Okres ten trwał do wybuchu II wojny światowej. I wreszcie etap czwarty - to czas Zagłady, znaczony trzema punktami kulminacyjnymi: zamknięcie getta 16 listopada 1940 roku, wielka deportacja do Treblinki między 22 lipca a 21 września 1942 oraz powstanie od 19 kwietnia do 16 maja 1943 roku.
Ziemia obiecana
Wydaje się, że w drodze przez Warszawę Żydzi nieuchronnie zmierzali ku swojemu miejscu, a ono wyłaniało się powoli z krajobrazu miasta, by wśród szmeru strumieni i w cieniu ogrodów czekać na ich przybycie.
Tereny przyszłej dzielnicy żydowskiej, nazywanej północną bądź nalewkowsko-muranowską, znalazły się między Okopami Lubomirskiego z 1770 roku, które wyznaczały administracyjne granice miasta w końcu XVIII wieku (przebiegały dzisiejszą Polną, Towarową, Okopową, terenami Dworca Gdańskiego ku Cytadeli), a usypanymi w latach 1621-1624 Wałami Zygmuntowskimi, które wyznaczały obszar miejski Warszawy w XVII wieku. W swej północnej części Wały Zygmuntowskie biegły łukiem wzdłuż koryta rzeczki Nalewki. Przecinały mniej więcej w połowie (u zbiegu z Bonifraterską) późniejszą ulicę Franciszkańską, zostawiając jej zachodni odcinek poza swym obrębem.
Północną flankę tego obszaru stanowiła znana już w XIV wieku wieś Polkowo (albo Polikowo bądź też Pólków), leżąca między rzeczkami Drną i Bełczącą. Na tym terenie szpital Świętego Ducha (ufundowany w końcu XIV wieku na rogu Podwala i Nowomiejskiej) miał swój folwark z młynami, stawami rybnymi, browarem, cegielnią, hodowlą, ogrodami warzywnymi i sadami owocowymi. Z czasem folwark zaczęto nazywać "Fawory" - od łacińskiego favor, czyli przychylność. Tu narodził się Żoliborz. Początkowo używano nazwy francuskiej Joli Bord, oznaczającej "piękny brzeg", dopiero później przyjęła się spolszczona forma, jaką stosujemy do dziś. Na zachodzie leżały role wsi Wielka Wola, łukiem ku Wiśle płynęła rzeczka Drna i rozciągały się pola elekcyjne. Graniczyły z nimi tereny, na których znajdował się wodociąg doprowadzający wodę do Nowej Warszawy. Powstał w XVI wieku, czynny był przez cały wiek XVII, ale w następnym stuleciu już nie natrafiamy na jego ślad. Wschodni kraniec interesującego nas terenu wyznaczała biegnąca wzdłuż Wisły pradawna droga handlowa, u schyłku XV wieku nazwana Zakroczymską, będąca przedłużeniem Świętojańskiej i Nowomiejskiej. Prowadziła na północ, do Zakroczymia i Torunia. Południową granicę tworzyły ziemie miasteczka Leszczyńskich, usytuowanego na gruntach Starej Warszawy, poza Wałami Zygmuntowskimi, przekształconego w 1648 roku w jurydykę Leszno.
Ten właśnie obszar stał się ziemią obiecaną warszawskich Żydów. Z nim kojarzy się nam wszystko, co w Warszawie żydowskie. Ulice i zaułki, kamienice i podwórza. Charakterystyczna atmosfera, niepowtarzalny koloryt, jedyny w swoim rodzaju wielojęzyczny zgiełk. Żydowska Warszawa tworzyła mikrokosmos. Obejmował on nieskończoną różnorodność form i przejawów życia, mieścił ogromne kontrasty społeczne i obyczajowe, stanowił osobliwy fenomen miasta w mieście.
W północnej części przyszłej dzielnicy żydowskiej, u zbiegu dzisiejszych ulic Stawki - Muranowska - Lewartowskiego, stanął w 1686 roku pałac Józefa Szymona Bellottiego, nadwornego budowniczego króla Jana III Sobieskiego. Bellotti pochodził z weneckiej wyspy Murano i swój pałac nazwał "Murano" - od miejsca urodzenia. Tak powstała nazwa późniejszego Muranowa. Wysepka Murano słynie z produkcji szkła. W Wenecji szkło wytwarzano już od VIII wieku, ale twarde i przezroczyste szkło wynaleziono tam na przełomie XII i XIII stulecia. Pod koniec XIII wieku wszystkie piece szklarskie z Wenecji przeniesiono na Murano i tam powstały pierwsze huty szkła. Murańska sztuka szklarska sprzed siedmiu stuleci podtrzymywana jest do dziś. Ze szkłem wiąże się genezyjska opowieść o rodzinie Goldszmitów, wywodzącej się z Hrubieszowa. W końcu XVIII wieku pradziad Henryka Goldszmita (Janusza Korczaka) Eliezor Chaim "był szklarzem w małym miasteczku. [...] Pradziadek chodził po dworach, wstawiał szyby, i kupował skórki zajęcze"1 - pisał o nim Korczak w 1926 roku, a w przeddzień wielkiej akcji likwidacyjnej w warszawskim getcie wspominał w Pamiętniku: "Pradziadek był szklarzem. Rad jestem: szkło daje ciepło i światło"2. Wenecja jako kolebka szkła, które "daje ciepło i światło", i jako miejsce, gdzie w 1516 roku zostało po raz pierwszy użyte słowo "getto". Il getto lub ghetto oznacza w dialekcie weneckim hutę, odlewnię (od gettare - lać). W Wenecji same warunki naturalne znakomicie współgrały z podstawową funkcją getta - izolacją i zamknięciem. Kiedy nocą podnoszono mosty i zamykano okna od strony kanałów, ściany domów stojące nad wodą wyglądały jak niedostępne mury zamku. Żydzi zostali wygnani z Warszawy na podstawie przywileju De non tolerandis Judaeis w 1527 roku - jedenaście lat po utworzeniu getta w Wenecji.
Rajski ogród umiera
Muranów u swojej genezy wpisany jest w pejzaż arkadyjski. Na początku była woda: rozlewiska i bagna, małe sadzawki i większe stawy, źródełka, strugi, potoki i rzeczki spływające do Wisły. Jedna rzeka jest tu szczególnie ważna. Franciszek Maksymilian Sobieszczański, dziewiętnastowieczny badacz historii Warszawy, nazywa ją Drzasną, zaznaczając, że przyjęła się jej skrócona nazwa Drna. Wypływała z folwarku Czyste na Woli (tam na początku XX wieku otwarto Szpital Starozakonnych), płynęła wzdłuż Okopów Lubomirskiego wzniesionych w latach 1770-1772, na linii dzisiejszej ulicy Okopowej, skręcała na wschód, dążyła po linii ulicy Stawki w kierunku Cytadeli, by wpaść do Wisły w okolicach dzisiejszej ulicy Krasińskiego. Już w XV wieku na Drnie mieściły się "najważniejsze w owym czasie zakłady przemysłowe" - zaznacza Sobieszczański i wylicza: "młyny, postrzygalnia sukna, folusze itp., co wszystko mieszkańców wabiło i do osiedlania się w tych stronach zniewalało"3.
Urok rzeczki poprzegradzanej groblami i rozlewającej się w łańcuchy stawów, ale także praktyczne walory tej okolicy opiewa inny varsavianista z XIX wieku, Aleksander Wejnert, w pierwszym tomie Starożytności warszawskich:
Chcemy tu mówić o rzeczce Drzansznie, a dziś przez skrócenie Drna nazywanej. Z przywilei książąt i królów Polskich przekonywamy się, iż na tej rzeczce już od roku 1425 były najpotrzebniejsze zakłady dla miasta. Tu było w XV wieku 5 młynów wodnych, w roku 1539 szlifirnia, w roku 1555 folusz dla miasta całego, w roku 1564 blicharnia; na tej rzece jeszcze przy końcu XVIII wieku były 3 młyny i 14 stawów, dostarczających znaczną ilość ryb dla Warszawy. Tu wreszcie na końcu XVIII i początku XIX wieku były najulubieńsze spacery dla Warszawian w ogrodach rozkosznych: Faworów, Tivoli, we Fraszkach; w ogrodzie księcia Ponińskiego, zwanym Sans-ge'ne, w ogrodzie ś.p. generała Rautenstraucha itp. Piękność i użyteczność tej okolicy dostatecznie wyjaśnia nam to wcześne zakwitnięcie Nowej Warszawy. Każdy bowiem chętnie zamieszkał te miejsca, gdzie znajdował wygodę i pożytek, gdzie łatwo z różnych zakładów, na wspomnianej rzece będących, mógł zaopatrzyć się w artykuły żywnościowe i zaspokoić wygodnie potrzeby, a przytem tak blisko znajdując się głównego grodu, nie potrzebował zrywać stosunków z mieszkańcami4.
Od przełomu XVIII i XIX wieku okolice te stały się ulubionym miejscem spacerów mieszkańców Warszawy.
Ulica Stawki wzięła swą nazwę od stawów. Istniejące w tej części Warszawy bezimienne jeszcze drogi w końcu XVIII wieku zaczęły uzyskiwać status ulic. Stawkami początkowo określano grunty jurydyki Szymanowskiej, potem nazwą tą obdarzono uliczkę wychodzącą od ulicy Pokornej i biegnącą na zachód równolegle do Niskiej. Piękno krajobrazu łączyło się tu z użytecznością, zachwycająca bowiem przyroda zaprzęgnięta została do pracy. Woda szemrała rozkosznie, jednocześnie wprawiając w ruch młyńskie koła czy karmiąc ryby odławiane na warszawskie stoły. Obfitość wody ściągnęła na ten teren browary, rozlokowane przede wszystkim w okolicach placu Muranowskiego i w obrębie nieforemnego prostokąta wyznaczonego ulicami Dziką, Niską, Okopową i Gęsią. W wąskim pasie między Niską i Stawkami rozlokowały się cegielnie, a wyrobiska wokół nich zamieniały się w glinianki.
Ziemia w północnej części miasta zawierała bogate pokłady gliny, dlatego właśnie tam zaczęły powstawać cegielnie. Z dwóch największych jedna usytuowana była nad Wisłą przy ulicy Spadek (dzisiejsza Wenedów, łącząca Zakroczymską z Wybrzeżem Gdańskim), druga przy Zakroczymskiej, na posesji franciszkanów, którzy w latach trzydziestych XVIII wieku wznosili swój kościół. "W ciągu XVIII wieku powiększyła się liczba glinianek wskazująca na znaczny wzrost liczby cegielni"5 - pisze Daniela Kosacka, zaznaczając, że w końcu tego stulecia najwięcej glinianek znajdowało się przy ulicach Stawki, Niskiej i Miłej.
Napełniające się wodą wyrobiska dodawały może okolicy malowniczości, ale szybko stawały się źródłem smrodliwych wyziewów i rozsadnikiem chorób. Do stojącej wody odprowadzano ścieki, które fermentowały i gniły. Dla mieszkańców pobliskich posesji było to trudne do wytrzymania. Komisja Brukowa, powołana w 1740 roku pod kierunkiem marszałka wielkiego koronnego Franciszka Bielińskiego, przeprowadziła w 1788 na wniosek mieszkańców "rewizję" dołów po wybranej glinie w okolicach późniejszego placu Muranowskiego. Kosacka cytuje raport Komisji:
Woda nie tylko z bliskich zdrojów, lecz w czasie deszczów i topnienia śniegów nawet z niektórych ulic i posesji ściek mając, oneż [czyli glinianki - J.L.] napełnia i zalewając niektórych obywatelów ogrody, przykrość onymże czyni, takowa zaś przykrość tym jest większą i publicznie szkodliwą, że woda w pomienionych dołach żadnego odchodu nie mając, z przyczyny wpuszczonych kloak z posesji niektórych, z ścieków gnojów i wód z browaru i gorzelni szl. Adamsa, oraz wrzucanych zdechlin, fetor przykry zarządza, a odchód tej wodzie doły wypełniającej, dla niskiej pozycji miejsca, inny jak tylko do rzeki od młyna szl. Dekerta ku Faworom ciągnącej się oznaczony być nie może, lecz wpuszczenie tamże wód i nieczystości równą przykrością jak przedtem kanał za dekretem Sądu swego dnia 30 miesiąca marca 1784 roku odwrócony, posesjom na Faworach będącym zagraża6.
Walka z cuchnącymi gliniankami toczyła się w okresie intensywnej parcelacji gruntów północnej Warszawy. W latach 1770-1784 największe jej nasilenie występowało w rejonach zachodnich tej części miasta, wzdłuż ulic narolnych: Stawek, Niskiej, Miłej, Gęsiej, Pawiej, Dzielnej oraz przecinających je Dzikiej i Smoczej. W tym czasie parcele rozciągały się na północ od Niskiej, natomiast od południa ulica graniczyła z podmokłym terenem wyrobisk po wydobytej glinie. Teren między Niską a Miłą, zamknięty od wschodu ulicy Dziką, a od zachodu kończący się na linii Okopowej, wypełniony był wówczas mniejszymi i większymi gliniankami, z jedną naprawdę wielką, położoną na wschód od Smoczej. Po północnej stronie Stawek rozciągały się rozlewiska rzeczki Drny, cegielnie, ogrody i nieużytki. Chociaż w ciągu XIX wieku glinianki powoli znikały, to jednak w tej części miasta pozostały jeszcze długo, nadając jej szczególny koloryt.
Pierwsze domy mieszkalne zaczęły powstawać przy Stawkach i Niskiej obok istniejących już tu wiatraków i cegielni około 1770 roku. W tym czasie budowano Okopy Lubomirskiego i niektóre stawy zostały zasypane, inne jeszcze przetrwały. Badając mapy sporządzane w XIX wieku, można śledzić stopniowe ich zanikanie. Na planie Richtera z 1842 roku między Okopową od zachodu, Dziką od południa i wschodu oraz Miłą od północy było mnóstwo mniejszych i większych stawów, z jednym ogromnym - między dzisiejszą Jana Pawła II i Smoczą. Natomiast Plan g. Warszawy s oboznaczenijem sietji konno-żeleznych dorog z 1882 roku pokazuje już tylko cztery stawy na zachodnim krańcu terenu przy ulicy Okopowej, za którą rozciągał się cmentarz żydowski. Wraz z rozwojem miasta jedne strumienie, potoki i oczka wodne zasypywano, inne wysychały, obniżał się bowiem poziom wód gruntowych. Aluzje do wody pozostały w nazwach niektórych ulic. Ograniczając się tylko do rewiru żydowskiego z końca XIX wieku, wymieńmy: Żabia, Bagno, Nalewki, Gliniana (między Smoczą a Okopową - dziś nieistniejąca), Stawki.
Z biegiem czasu rzeczki wysychały, zarastały stawy, osuszano glinianki. Kurczył się obszar ogrodów muranowskich. Miejsce po nich zabudowywano kamienicami. Powoli znikał najsłynniejszy w Warszawie stanisławowskiej ogród Jana Łuby, który dostarczał warzywa i owoce na królewski stół. Ogród zajmował tereny między Nowolipkami a Nowolipiem i rozciągał się aż do ulicy Smoczej. Kamienic było coraz więcej, niektóre ogromne, wielopodwórzowe, mogące zmieścić mieszkańców niewielkiego sztetla. Znikała powoli zieleń, grupując się między innymi w enklawach koło kościołów Świętego Augustyna na Nowolipkach czy Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na Lesznie. Do dziś na Muranowie pozostał jedynie ogród Krasińskich, otwarty dla publiczności w 1768 roku, ale - jak narzekała część warszawiaków w końcu XIX wieku - coraz bardziej "zażydzony". Autor Ilustrowanego Przewodnika po Warszawie z 1893 roku ubolewał: "Ogród Krasińskich był zapełniony przez najbliższych sąsiadów-żydów z Nalewek, którzy gromadnymi spacerami, wrzaskliwym szwargotem do reszty zniechęcili innych mieszkańców do bywania w ogrodzie"7. Dla Lejba Sznajdermana tłum zaludniający ogród Krasińskich w międzywojennej Warszawie ma już wyraźne żydowskie oblicze, a miejsce ulega degradacji. Zbliża się wojna i zagłada warszawskich Żydów:
Z ciasnych uliczek, okalających Nalewki, wylegają dzieci żydowskiej biedoty i gromadzą się w letnie poranki w ogrodzie Krasińskich. Ogród, stanowiący niegdyś własność starego rodu hrabiowskiego, wchłania teraz w siebie zaduch żydowskiego getta, a zaniedbane, rachityczne drzewa wykrzywiają się coraz bardziej. Staw, po którym ślizgały się ongiś lekkie gondole, zaprzężone w białe łabędzie, napoły już wysechł, a zielony szlam napełnia powietrze zgnilizną. Od rana do wieczora przesiadują tu na ławkach astmatyczni staruszkowie, a na ziemi tarzają się dzieci, pozbawione opieki matek, które poszły prać bieliznę do bogatych domów. Ogród jest zaniedbany. Znikły już klomby, a próchniejące akacje gonią resztkami sił swe ostatnie wiosny. W ciemne noce ich gnijące wnętrzności świecą się trupim, fosforycznym blaskiem. Ogród umiera8.
Efraim Kaganowski, urodzony w Warszawie pisarz i publicysta współpracujący z "Naszym Przeglądem" i z "Der Moment", pisał po polsku i po żydowsku. W jednym ze swoich Opowiadań warszawskich również zwracał uwagę na "zażydzenie" ogrodu Krasińskich i jego postępującą ruinę, umieranie. "Żydowski ogród, ogród Krasińskich, zrósł się z Nalewkami. Nabrał tej samej barwy, jaką miały żydowskie ulice: był zakurzony i zaniedbany, jakby bezpański i pominięty przez jakikolwiek dozór. Trawa rosła tam dziko i więdła szybko. Nie wiadomo było, czy stał się żydowski dlatego, że tak wyglądał, czy wyglądał tak dlatego, że stał się żydowski"9.
Piwniczne izby
W dzielnicy nalewkowsko-muranowskiej przed 1939 rokiem zamieszkiwało 65 procent warszawskich Żydów. Rdzeniem dzielnicy żydowskiej był obszar Nalewek, Świętojerskiej, Nowolipek, Zamenhofa, Miłej, placu Muranowskiego - gdzie ponad 90 procent mieszkańców stanowili Żydzi.
Ten obszar miał też swój wymiar telluryczny, rejony podziemne: przed Zagładą, w czasie Zagłady i po Zagładzie. Niósł w sobie, szczególnie od XIX wieku, mrok niedostatku, nędzy, krzywdy. Na przykład ulica Niska. Usytuowana w dole, w zapadlisku terenu, biegnąca tuż przy ziemi pamiętającej cuchnące glinianki. Domeną Niskiej i innych ulic północnego Muranowa nie był świat powietrzny, domostwo ptaków i słońca. Niska egzystowała w świecie podziemnym, tellurycznym. Tam panowały bóstwa chtoniczne, władcy ciemności i śmierci, obumierania i odradzania się, gnicia i rodzenia. Podziemia Niskiej to wilgotne piwnice, sutereny zamieszkiwane przez szczury i ludzi, nory pełne robactwa, komórki z oknami poniżej bruku. Relacje z najbiedniejszej części przedwojennego Muranowa wskazują na ten podziemny świat, ujawniający się w języku opisu, w metaforyce.
Efraim Kaganowski w swoich opowiadaniach, szkicach i felietonach portretował zaułki dzielnicy muranowsko-nalewkowskiej, jej wyślizgane kamienne bruki, szarożółte ściany domów, brudne i zaniedbane podwórka, nad którymi unoszą się "zapachy: nieświeżej ryby, kotów, końskiego łajna i kóz. Szczególnie silny odór dolatuje z jednego rogu podwórza - od małego, szarego budyneczku, podobnego do gołębnika, otoczonego usypiskiem śmieci"10. W piwnicy razem z żoną i trzema córkami mieszka Noech, bohater opowiadania Ojciec, który pracował w składzie drzewa. Przytroczony do wozu sznurami rozwoził drzewo do klientów. Późnym wieczorem wracał do domu. "Piwniczna izba ożywała tylko w nocy. Przez cały dzień tysiące stóp mijało małe okienka sutereny, a jeśli ktoś zajrzał do obu szarych, wilgotnych izdebek, nie mógł sobie wyobrazić, że tam żyją ludzie. Stał tu kulawy stół, nakryty szmatą, kilka połamanych żelaznych łóżek i komoda, która wyglądem przypominała trumnę. Wszystko to było okryte mroczną wilgocią i smutkiem"11. Janusz Korczak: "[...] zeszli po drabiniastych schodach do suteryny, przez długi ciemny korytarz, przez niskie drzwi weszli do izby małej, wilgotnej i brudnej" (Dzieci ulicy)12. "Znikły ciemne więzienia, znikły dawne lochy kryminalne, którymi straszono zbrodniarzy, ale nie znikły ciemne, zimne i podziemne mieszkania dla ludzi mozołu i trudu, którym los od kołyski odmówił wszelkiego uśmiechu" (Dziecko salonu)13. Stefan Żeromski: "W każdym z takich sklepików czerniała na podłodze kupa błota [...]. Po tym gnoju pełzały dzieci okryte brudnymi łachmanami i same brudne nad wyraz. Każda taka jama była siedliskiem kilku osób" (Ludzie bezdomni)14, "Bawią się tam, w tych zakażonych klatkach, tłumy dzieci żydowskich [...] - o ile promień słońca przedrze się przez chmury zimowe i zajrzy do tych padołów", "wynurzyło się jakby spod ziemi mnóstwo Żydów i Żydówek" (Przedwiośnie)15. Bernard Singer (Regnis): "Na Niskiej chwalono komfortowe izby piwniczne" (Moje Nalewki)16. Zbigniew Uniłowski: "Mikroby posępnego ghetta wypełzają na ten czas z cuchnących schronów", "dzieciaki wpełgują do swych nor" (Blaski i nędze)17. Halina Szyllerowa, przemierzając Muranów, schodzi w dół, "przez ciemne korytarze i korytarzyki, po wilgotnych, chybotliwych schodach do suteren czy piwnic", do warsztatów, gdzie "pada ciemny pasek światła z okna, które jest chyba niżej niż poziom podwórza" (Gdzie są granice wyzysku)18.
Na północnych obrzeżach Muranowa, w rejonie rogatek powązkowskich, w 1824 roku wytyczono rozległy obszar na planie kwadratu, nazwany placem Broni. Jego bok zachodni wyznaczała ulica Dzika, na północy ciągnęły się stawy, młyny i wiatraki dotykające Okopów Lubomirskiego, bok wschodni tworzyła linia ulicy Pokornej, natomiast południową granicę placu Broni stanowiła ulica Stawki. Przed powstaniem listopadowym ćwiczyło tu Wojsko Polskie. Po klęsce powstania i wybudowaniu w pobliżu Cytadeli plac opanowało wojsko rosyjskie. Okazało się jednak, że plac bardziej niż do musztry wojskowej potrzebny jest do celów magazynowych i transportowych. Zasadniczą rolę w tej przemianie odegrało sąsiedztwo Dworca Nadwiślańskiego. Znaczną część placu przejęto pod bocznice kolejowe, rampy przeładunkowe i magazyny. W ostatniej dekadzie XIX wieku plac Broni praktycznie przestał istnieć. Ale nazwa pozostała jeszcze długo.
W zachodniej części dawnego placu Broni jeszcze w 1890 roku zaczęto budować baraki, magazyny i bocznice kolejowe, odchodzące od linii, przy której usytuowany był Dworzec Główny Kolei Nadwiślańskiej, od początku XX wieku Dworzec Kowelski. Po zniszczeniu go w 1915 roku przez wycofujących się z Warszawy Rosjan został odbudowany jako Dworzec Gdański. W roku 1921 pod adresem Stawki 4/6 uruchomiono Dom Składowy Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy, jedną z najpoważniejszych tego typu instytucji w Polsce. Dysponował dużymi budynkami magazynowymi, usytuowanymi wzdłuż ramp kolejowych. Około 1935 roku na tej samej posesji zbudowano nowoczesny gmach dla trzech szkół powszechnych: numery 112, 120 i 122. W tym samym budynku mieściły się biura magazynów, ekspedycji i oddziału celnego, a także pomieszczenia Archiwum Dawnych Ksiąg Ludności. Uczniom w szkole i przechodniom na ulicy towarzyszył odgłos przetaczanych wagonów towarowych.
Plac przeładunkowy, czyli bocznicę kolejową, rampy oraz pomieszczenia magazynowe Domu Składowego Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy na ulicy Stawki 4/6 przejął powołany w grudniu 1940 roku Urząd Transferu (Transferstelle) z siedzibą przy ulicy Królewskiej 23. Była to placówka zajmująca się wymianą towarową między gettem a stroną aryjską. Kontrolowała cały oficjalny import i eksport getta. Teraz to miejsce nazywało się Umschlagplatz.
Historia Muranowa zaczyna się w konwencji sielankowej. Urocze pejzaże, stawy i rzeczki wijące się wśród ogrodów, ryby pluskające się w wodzie, obracające się na wietrze ramiona wiatraków, poruszające żarna młynów, słońce wśród zieleni. Było tu tak pięknie, a zrobiło się tak ponuro, biednie i strasznie. Bujna niegdyś przyroda z biegiem czasu wyrodnieje, drzewa schną, chorują, karleją. Zieleń ogrodów zmienia się w dzikie zielsko pokrywające wysypiska śmieci. Stawki stały się zaułkiem nędzy, a wreszcie ulicą, przy której skończyły się dzieje warszawskich Żydów. Historia Muranowa zatacza łuk: od rajskich krajobrazów do piekła Umschlagplatzu.
Z Żydowskiej na Umschlagplatz
Żydzi, rugowani z Warszawy, krążyli po jej obrzeżach i osiadali w okolicy. Rugowani z jednych ulic przenosili się na inne. Napływali do miasta mimo zakazów, a kiedy zakazy zniesiono, przybywało ich jeszcze więcej. Wędrowali z miejsca na miejsce, zamieszkiwali wiele ulic, ale ulica Żydowska w średniowiecznej Warszawie była ich pierwszym domem.
Nie znajdziemy ulicy Żydowskiej na żadnym planie Warszawy, a przecież jest ona symbolem początku drogi, jaką przez wieki przebyli warszawscy Żydzi. Tu biło źródło, z którego wypłynął strumień wlewający się w różne koryta i rozlewiska. Stąd dokonał się ich pierwszy exodus, ich pierwsze wyjście. Wyruszyli na długą wędrówkę - kilkaset lat wypełnionych pracą dnia powszedniego i radosną atmosferą świąt. Kilkaset lat obfitujących w całe bogactwo doświadczeń: wspaniałe osiągnięcia w dziedzinie nauki, kultury i sztuki, udział w najrozmaitszych formach życia publicznego i gospodarczego, błyskotliwe kariery i sukcesy, ale także nędza, upokorzenia i prześladowania. Dotarli w końcu do miejsca ostatniego i ostatecznego - na kolejową rampę Umschlagplatzu przy Stawkach.
Między odbudowanymi z wojennych gruzów kamieniczkami Starego Miasta przy ulicy Wąski Dunaj numery 7 i 5 jest metalowe ogrodzenie zamykające teren podwórka. Od furtki w głąb podwórza ciągnie się droga wylana asfaltem. Gdzieś tutaj biegła kiedyś ulica Żydowska. Z miejsca, które było pierwsze, ruszam ku miejscu ostatniemu. Przechodzę linię zrekonstruowanych murów obronnych, mijam z jednej strony pomnik Kilińskiego, z drugiej stojącą w wyłomie murów figurę Małego Powstańca. Przez Podwale wchodzę na Długą, która prowadzi do placu Krasińskich, od zachodu obramowanego wspaniałą fasadą pałacu Krasińskich, od wschodu seledynowymi taflami szkła i monumentalną kolumnadą nowej siedziby Sądu Najwyższego oraz pomnikiem Powstania Warszawskiego. Idąc Bonifraterską, przechodzę obok terenu chińskiej ambasady, przecinam Franciszkańską i dochodzę do wieżowca Intraco. Jestem już na Stawki. Ulica najpierw łagodnie zakręca w prawo, potem ostrzej w lewo. Teraz mam przed sobą wybudowany tuż przed wojną budynek szkoły. Stąd odjeżdżały pociągi do Treblinki. Stoję przed białym masywem pomnika na Umschlagplatzu.
Te dwa miejsca dzieli niewielka odległość. Niespełna dwadzieścia minut spaceru. A przecież droga warszawskich Żydów z ulicy Żydowskiej na Umschlagplatz była długa i kręta, oplatająca różne rejony Warszawy, uwikłana w różne etapy historii miasta i dziejów Polski, biegnąca od narodzin po Zagładę. Teraz to terytorium życia i śmierci warszawskich Żydów znalazło się pod ziemią.